Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Endeg

Się panoszy spierdolina, nie wiadomo czyja wina

Recommended Posts

I znów promowanie porozwodowego związkowego spierdolenia, karyniarstwa, wymagań i oczekiwań prosto z rdzawego oczka oraz białorycerstwa level Eiffel (te wyznania "na randki wydałem fortunę"). 🙃

 

Zaserwowany koktajl dla mnie niestrawny, ale gdyby nie Marek i nasze Forum, może bym teraz chłonął jak gąbka wypociny od "mainstreamu".

Ku przestrodze można poczytać.

 

 

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,25161810,matka-mojego-chlopaka-przestrzegala-go-przede-mna-mowila.html

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja tam promowania nie widzę, bardziej zlepek wypowiedzi różnych osób, o tym jakie są ich doświadczenia w randkowaniu przez internet - i w sumie nic odkrywczego tam nie napisali.

 

Nawet autor tekstu wiele od siebie nie dodawał. Jak dla mnie spoko.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nawet sami nie widzą jak się orają.

 

To już wiemy kto utrzymywał całe interes w małżeństwie.

"- Moje życie diametralnie się zmieniło. Musiałam znaleźć nowe mieszkanie, pracę, żeby samej się utrzymać"

 

Zamiast znaleźć jakąś pasję, poszła się puszczać, bo to jedyne co można w życiu robić.

"Wpadła w wir randkowania za pomocą aplikacji randkowych. Przede wszystkim po to, żeby się czymś zająć, nie myśleć o tym, że jest sama".

 

Dramat.

  • Like 6

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, Jaśnie Wielmożny napisał:

Zamiast znaleźć jakąś pasję, poszła się puszczać, bo to jedyne co można w życiu robić.

"Wpadła w wir randkowania za pomocą aplikacji randkowych. Przede wszystkim po to, żeby się czymś zająć, nie myśleć o tym, że jest sama".

Ale wiesz, że my tutaj na forum, głownie w świeżakowni, w ramach odwyku radzimy, żeby poruchać?

 

Nie mówię, że to pochwalam, ale nie bądźmy obłudni.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Sceptyczny? kto radzi ten radzi, moim zdaniem to po prostu przenoszenie źródła bólu czy problemu. Lepszy wyborem jest sport, same profity, bo i kształtowanie sylwetki i odejście myślami od całej sytuacji, dodatkowo zadbanie o zdrowie i zwiększenie SMV.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Sceptyczny?

Różnica polega na tym, że  mężczyzna aby pporuchać musi się jednak nieźle natrudzić aby kogoś znaleźć a w przypadku kobiety wystarczy, że nie jest gruba włączy tindera i następnego dnia może 'odreagowywać'  rozstanie.

  • Like 5
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Sceptyczny? Nie przyczepiam się do rozwiązłości ale do tego, że skoro Pani nie ma faceta to właściwie, randki to jedyne co może robić w wolnym czasie.

 

Tu jeszcze kwiatek

"Odkryłam, że korzystanie z kilku portali randkowych na raz to powszechna praktyka. To bardzo dziwne uczucie przypadkiem trafić na kogoś na portalu erotycznym, kiedy już rozpoczęło się z nim rozmowę na portalu dla ludzi szukających związku". 

 

Ta, a Pani na portalu erotycznym co niby robiła? Jezus to jest tak topornie zmanipulowane, że aż mi się rosół w kuchni ze śmiechu zagotował.

  • Haha 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, somsiad napisał:

Różnica polega na tym, że  mężczyzna aby pporuchać musi się jednak nieźle natrudzić aby kogoś znaleźć a w przypadku kobiety wystarczy, że nie jest gruba włączy tindera i następnego dnia może 'odreagowywać'  rozstanie.

Nie neguję tego, bo tak jest, ale rozwiązłość seksualna to rozwiązłość seksualna i trud włożony w zaruchanie tego nie zmienia.

2 minuty temu, Jaśnie Wielmożny napisał:

Ta, a Pani na portalu erotycznym co niby robiła? Jezus to jest tak topornie zmanipulowane, że aż mi się rosół w kuchni ze śmiechu zagotował.

Hehe, tutaj też się uśmiałem. Ale pamiętaj, że to jest cytat jednej z osób, które udzieliły wypowiedzi, a autor tematu mówi o promowaniu czegoś przez artykuł. Ja tutaj nie widzę promowania niczego, a sam artykuł dla mnie dość mocno redpillowy.

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minutes ago, Jaśnie Wielmożny said:

 

 

Ta, a Pani na portalu erotycznym co niby robila.

Jak to co szukala tego jedynego bolca , tylko nie mogla sie zdecydowac wersja ruchacz czy romantyczna .

  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Sceptyczny? Czy jest redpillowy to nie wiem. Ale kontekst jest tak skonstruowany, że panna myślała że to fajny facet z portalu randkowego ale on świnia też szuka seksu. Zamiast otwarcie przyznać, że trafił swój na swego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Teraz, Jaśnie Wielmożny napisał:

Ale kontekst jest tak skonstruowany, że panna myślała że to fajny facet z portalu randkowego ale on świnia też szuka seksu. Zamiast otwarcie przyznać, że trafił swój na swego.

Ale to jest cytat.

 

Są tam cytowani również mężczyźni.

 

Np.:

Cytat

48-letni Robert, który rozwiódł się kilka lat temu, nie może odnaleźć się w świecie "zdjęć z Instagrama" i "selfie z dzióbkami". - Mam wrażenie, że świat większości dziewczyn kręci się przede wszystkim wokół mediów społecznościowych - nie mogą oderwać się od telefonu, są bardzo skupione na sobie. Chodzą do klubów, głośnych knajp, w których ja czuję się źle. Za dawnych czasów zabierałem dziewczyny do teatru czy do opery, dziś wiele kobiet na taką ofertę kręci nosem - opowiada. Na randki wydał już fortunę. - Od zawsze miałem takie podejście, że to ja stawiam, zwłaszcza na pierwszej randce. Spotkań, z których nic nie wynikło, miałem już jednak tyle, że uznałem, że prędzej zbankrutuję, niż kogoś poznam. Mam też wrażenie, że niektóre kobiety umawiały się ze mną wyłącznie dlatego, żeby zjeść kolację za darmo. Randki traktują jak darmową rozrywkę. Jakiś czas temu przestałem wychodzić z inicjatywą zapłacenia całego rachunku, to się po prostu nie opłaca - wyznaje. Robert zdaje sobie sprawę, że może łatwiej byłoby mu znaleźć wspólny język z kobietą w jego wieku, ale nie takiej szuka. - Moja partnerka musi być zdecydowanie młodsza ode mnie, te w moim wieku mnie nie interesują - mówi.  

Cytat

Sposób budowania relacji za pomocą internetowych aplikacji zaskoczył również 36-letniego Mateusza. - Byłem w szoku, jak szybko dziewczyny potrafią się otworzyć, opowiadać o bardzo intymnych sprawach. Przeraziło mnie też to, jak często kłamią - przede wszystkim na temat swojego wyglądu. I ukrywają ważne informacje na swój temat, na przykład, że mają dzieci. Zaskakuje mnie również, jak wiele dziewczyn nigdy nie doświadczyło bycia w długim związku, na pierwszym miejscu stawiają karierę albo swoją rodzinę, nie partnera - wymienia.

Cytat

Rozmawiałem z dziewczynami, ale efekt był taki, że albo usuwały mnie ze swoich par, albo kontakt się urywał. Zdarzyło się, że po fajnym spotkaniu dziewczyna po prostu przestawała się do mnie odzywać i reagować na moje wiadomości bez podania przyczyny. Pierwszy raz spotkałem się z taką formą odrzucenia - opowiada 35-letni Marek, który zainstalował Tindera, kiedy skończył się jego dziewięcioletni związek.

Czy jest tutaj opisane coś co nie jest opisane na forum?

 

Jak dla mnie artykuł ok - pokazał 2 strony medalu - pokazał jak to wygląda ze strony kobiet i mężczyzn.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minutes ago, Sceptyczny? said:

Nie neguję tego, bo tak jest, ale rozwiązłość seksualna to rozwiązłość seksualna i trud włożony w zaruchanie tego nie zmienia.

Hehe, tutaj też się uśmiałem. Ale pamiętaj, że to jest cytat jednej z osób, które udzieliły wypowiedzi, a autor tematu mówi o promowaniu czegoś przez artykuł. Ja tutaj nie widzę promowania niczego, a sam artykuł dla mnie dość mocno redpillowy.

Popatrz na to z szerszej perspektywy - rozpada się wieloletni związek, małżeństwo.  Być może ktoś kogoś zdradził ktoś kogoś porzucił. Czujesz się mega chujowo, samoocena spada. Co w tym momencie może zrobić kobieta? Włączyć Tindera i po chwili podnieść swoją samoocenę  rozmawiając z miejscowymi chadami-ruchaczami i jeśli jest w stanie pójść na całość  szybko znajdzie pocieszenie także w bardziej intymnych obszarach.

A facet? po rozstaniu prawie na pewno wpadnie w jeszcze większy dół a próba poradzenia sobie z rozstaniem poprzez randkowanie może tylko wpędzić w większą frustrację

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@somsiad owszem, może łatwo zaspokoić swoje potrzeby, ale często chce czegoś więcej, mało znałem kobiet dla których sam seks był wystarczający. Często jednak przywiązują się emocjonalnie do swojego ruchacza i tutaj jest ich problem. Taki ruchacz ją spławi i pójdzie do następnej stąd późniejsze pretensje niska samoocena bo atencja od ogarniętego mężczyzny spada po tym jak dostanie to o co mu chodziło. Kobiety chcą ogarniętych mężczyzn. Ta atencja którą uzyskują jest iluzoryczna. Wyobraź sobie, że szukasz atencji za swoje osiągnięcia i to jaki jesteś, a otrzymujesz ją tylko za wygląd. Jeśli się jest osobą ambitną to boli. Ja np. wolałbym częściej słyszeć że jestem mądry niż przystojny.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
51 minut temu, somsiad napisał:

w przypadku kobiety wystarczy, że nie jest gruba włączy tindera i następnego dnia może 'odreagowywać'  rozstanie

Nie : ) W przypadku Pań najczęściej wystarczy, że jest, a znajdzie się zawsze amator.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, Obliteraror napisał:

Nie : ) W przypadku Pań najczęściej wystarczy, że jest, a znajdzie się zawsze amator.

I to nasza, mężczyzn wina. W nadzieji na łatwe ruchanie płaszczymy się przed dowolną cipą. Z seksu robi się nie wiadomo co i takie efekty.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja tam nie widzę pochwały dla spierdolenia a wręcz przeciwnie.

Ogólnie tak sobie myśle, że kobiety są bardziej nudne od oglądania kwalifikacji do mistrzostw świata szachistów.

Czasami się zastanawiam czy nie lepiej byłoby się urodzić homosiem 😂.

W dziecko nie wrobi, bujne życie seksualne, zakaz ślubów. Żyć nie umierać 😂.

  • Like 4
  • Haha 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, Jan III Wspaniały napisał:

Czasami się zastanawiam czy nie lepiej byłoby się urodzić homosiem 😂. 

W dziecko nie wrobi, bujne życie seksualne, zakaz ślubów. Żyć nie umierać 😂.

Tylko potem knagę z klocka domyć ;/

Edited by Sceptyczny?
  • Haha 2
  • Sad 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Cytat

Matka jednego z moich chłopaków zaczęła go przede mną przestrzegać. "Takie kobiety jak ona są niebezpieczne, porzucają mężczyzn" - mówiła mu. Kierowała nią logika, że skoro już jeden rozwód mam na koncie, to znaczy, że nie będę miała problemu, żeby porzucić kogoś po raz drugi - opowiada.

Ej no jaka mądra matka.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Sceptyczny? said:

Ja tam promowania nie widzę, bardziej zlepek wypowiedzi różnych osób, (...)

Tak? A jakie inne wypowiedzi, poglądy przebijają się do mediów głównego nurtu?

Pomogę ci. Żadne. We wszystkich gazetach/portalach obcokrajowych, dla Polaków są tylko takie właśnie "wypowiedzi". To wcale nie jest promowanie. Wcale.

 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Libertyn napisał:

I to nasza, mężczyzn wina. W nadzieji na łatwe ruchanie płaszczymy się przed dowolną cipą. Z seksu robi się nie wiadomo co i takie efekty.

ekonomicznie zwie się to spekulacją :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Spiderox
      Witam Braci. Mam 40 lat, rozwiedziony prawie 2 lata temu. Byla juz zona, zdradzala mnie krotko przed slubem. Na goracym uczynku nie zlapalem, ale mam 99% pewnosci. Wszystkie typowe oznaki zdrady itd. Bedac wielce zakochany, postanowilem wybaczyc pieknej narzeczonej. Udalo sie nam stworzyc calkiem ok zwiazek, ale tylko na 8 lat(10 w sumie razem). Zostawila mnie z dnia na dzien, pewnego zimowego wieczoru. Niewyczulem zdrady, tzn wtedy niewyczulem. Po analizie, dotaralo do mnie, ze zmiana charakteru (zimno, olewanie itd) nastapily po imprezie swaitecznej, w ktroej to zostala na noc🤗. Reszte opowiem kiedy indziej.dziekuje
    • By Elfii
      Witam wszystkich,
       
      Temat nie do końca pasuje mi do "dupoobrabialni", ale nie znalazłam lepszego miejsca na jego dodanie.
       
      Potrzebuję porady lub pomocy w innym spojrzeniu na pewien aspekt mojego związku. 
       
      Jesteśmy ze sobą prawie 2 lata (ja po 25 roku życia, On po 30). Związek uważam za naprawdę udany i wiążę przyszłość z tym człowiekiem. 
      Nie piszę tutaj, by chwalić się jak to mam super, więc pozwolicie, że daruję sobie szczegółowe opisy co w Nim mi się podoba, anegdotki czy (według mnie) niepotrzebne kwestie. Ma być rzeczowo
       
      Od początku związku praktycznie niewiele się kłócimy. W kwestiach spornych staram się iść na kompromis lub po prostu się podporządkować, ponieważ ufam Mu i wiem, że tak jak On powie, tak najczęściej jest dobrze. On również jest zadowolony z takiego układu, bo lubi dowodzić i mieć rację, a ja z natury jestem raczej uległa.
       
      Niestety jest jedna kwestia, w której od momentu poznania drzemy ze sobą koty i nie potrafimy się dogadać, a mianowicie jest to ilość wspólnie spędzanego czasu.
      Mieszkamy razem od roku. Nasze dni wyglądają tak, że spędzamy w pracy 8h, następnie on odbiera mnie z pracy (ma po drodze), zamawiamy jedzenie lub ja coś gotuję, a potem robimy wszystko razem. Najczęściej są to gry (oboje je lubimy, choć on potrzebuje tego rodzaju rozrywki zdecydowanie więcej), filmy lub cokolwiek innego, co można robić razem. Bardzo rzadko któreś z nas robi coś oddzielnie i średnio raz w miesiącu ja pękam i zaczynam żądać jednego popołudnia w samotności. Chcę skupić się na przeczytaniu książki, pogooglać o nowinkach w mojej dziedzinie pracy, popisać z dawno niewidzianą koleżanką lub cokolwiek podobnego. O wyjściach bez Niego nie ma raczej mowy - nie mam potrzeby szlajać się po klubach czy barach, ale miło byłoby czasem odwiedzić znajomą i napić się herbaty/wina w damskim towarzystwie. Teoretycznie On mi tego nie zabrania, jednak na wzmiankę z mojej strony pt. "a może poszłabym do Aśki?" ma autentycznie łzy w oczach i zaczyna monolog o tym jak to kiedyś (tzn. na początku) jego towarzystwo mi wystarczało i dlaczego to się zmieniło. Nie zmieniło się, ale jak większość bab chciałabym czasem pogadać o maseczkach na twarz i kolorach lakieru do paznokci. Najlepsze jest to, że On takich moich wynurzeń również czasem słucha i uważa, że koleżanki mi niepotrzebne, bo z Nim też mogę o tym pogadać. A ja po prostu nie chcę, żeby mu (przepraszam za wyrażenie) c*pa wyrosła i nie chcę gadać mu o takich bzdurach. 
      Kiedyś dużo czytałam, udzielałam się w wolontariacie, organizowałam spotkania integracyjne dla ludzi z mojej korporacji - teraz nie robię NIC, bo cały swój czas i energię poświęcam Jemu. Na co dzień nie mam z tym problemu, ot, priorytety mi się zmieniły. Ale frustruje mnie, że nie jestem w stanie bez awantury poczytać książki czy obejrzeć odcinka serialu, bo "aha, to nie chcesz nic razem porobić? Myślałem, że spędzimy ze sobą trochę czasu po południu, pół dnia się nie widzieliśmy..." +smutne oczy zbitego szczeniaka. Ustępuję więc i robię to, co On zaplanował, starając się zdusić w sobie złość, ale nie jest to proste, bo ulubiona gra nagle przestaje mi się podobać i zwyczajnie wku**ia, kiedy kompletnie nie mam na nią ochoty.
      On również mógłby zająć się fajnymi rzeczami (już pomijam zabijacze czasu takie jak gry): jest wokalistą, ma rozgrzebanych kilka projektów i czasem staram się Go (bezskutecznie) zachęcać do ich realizacji. On jednak siada nad tym tylko kiedy np. jestem w delegacji i nie może spędzać czasu ze mną. Jak kupuje nowe gry na konsolę to tylko takie, które można przejść w kooperacji, bo single player jest bezużyteczny, skoro można robić coś RAZEM.
      Zaznaczam, bo to chyba ważne: nie odrzucam propozycji wspólnego popołudnia codziennie - raz na może 2/3 tygodnie chcę zająć się sama sobą, a w pozostałym czasie jestem "do jego dyspozycji" i często proponuję również wspólne zajęcia sama.
       
      Druga rzecz: czasem każdy ma jakiś problem, prawda? A to ktoś w pracy zdenerwował, a to trzeba przygotować projekt i nie wiadomo od czego zacząć, a to jakaś kłótnia z rodzicami... On w każdym moim problemie chce na siłę uczestniczyć. Owszem, jego zdanie jest dla mnie ważne i kiedy nie wiem, co powinnam zrobić to po streszczeniu mu sytuacji razem próbujemy znaleźć rozwiązanie. On również może liczyć na mnie. Natomiast, kiedy istotnie coś tam się stało, ale wiem, że sobie poradzę to nie potrzebuję rad, staram się być samodzielna i nie obarczać go zbędnymi rzeczami. O to również się kłócimy, bo "po co masz radzić sobie sama, przecież masz mnie". Zdarza się, że czuję się jak dziecko, które trzeba we wszystkim wyręczać i niestety zdarza mi się warknąć "poradzę sobie!", czego później żałuję, bo nie chciałam sprawiać mu przykrości. Jak dorosłemu człowiekowi wytłumaczyć, że to nie tak, że nie uważam jego pomocy za potrzebną, a jego zbytnia ingerencja po prostu drażni? 
      Wczoraj stresowałam się rozmową roczną (korpo wymysł) i faktycznie nie byłam w nastroju. Nie krzyczałam, nie rzucałam talerzami, ot, byłam lekko zaniepokojona i starałam się w głowie ułożyć plan działania. On natomiast postanowił, że będzie mnie rozbawiał, żebym przestała o tym myśleć i się wreszcie uśmiechnęła. Oczywiście wyszła z tego kłótnia, bo jego żarty po prostu mnie drażniły. Uprzejmie prosiłam, by dał mi godzinkę spokoju, ogarnę to i mi przejdzie, a wtedy sama się do Niego odezwę- było to na nic, a jeszcze usłyszałam, że jestem czepliwa i nieprzyjemna, bo nie śmieję się z jego żartów i nie doceniam pomocy, którą mi proponuje. *nie prosiłam o pomoc). Mam wrażenie, że On chciałby, abym była robotem/marionetką reagującą wyłącznie na takie bodźce, których On aktualnie potrzebuje. 
       
      Wydaje mi się, że poniekąd nasze problemy są kwestią wychowania: oboje jesteśmy jedynakami, jednak On ma cholernie nadopiekuńczych rodziców. Był kontrolowany i rozliczany ze spędzanego czasu, znajomych, ocen w szkole i na studiach, karano go za słabsze wyniki w nauce itd. 
      Mnie natomiast wychowywano tak, że jeśli np. w wakacje nie zarobiłam sobie pieniędzy przy zbiorach truskawek na nowe buty to po prostu nie miałam nowych butów (i to nie z powodu biedy czy patologii, chodziło o zasadę). Jak szłam do podstawówki to matka wsadziła mnie w autobus i "radź sobie". Słabsze oceny? To nie zdasz klasy, a potem nie znajdziesz pracy. Owszem moi rodzice mają swoje za uszami, ale na pewno dzięki ich podejściu byłam i jestem samodzielna, potrafię sobie poradzić. On natomiast ma czasem problemy np. w załatwieniu czegoś w urzędach czy rozliczeniu PITa. Nie wypominam Mu tego absolutnie, chwalę za każdą rzecz, z którą sobie poradził, a on oczekuje docenienia i pochwał, więc je ode mnie dostaje.

      Nie jestem nieczuła, pod względem łóżkowym, czy czułości jest u nas świetnie. Nie mam natomiast pomysłu, jak zapewnić go o tym, że jeśli wolę poczytać książkę zamiast wyjść z nim na spacer to nie dlatego, że kocham go mniej, niż wczoraj kiedy to się na spacer czy wspólne oglądanie filmu zgodziłam. Jak uświadomić go, że chwilowy brak okazywania atencji nie jest spowodowany "fochem" czy "znudzeniem" a potrzebą zrelaksowania się we własnym towarzystwie? Nie wyobrażam sobie, że zawsze będziemy się na siebie wściekać w tej sprawie i nie chcę przy każdej takiej akcji tłumaczyć mu jaki jest dla mnie ważny. 

      Rozstania się nie biorę pod uwagę nawet. 

      Baaaardzo przepraszam za obszerność tekstu.

      Jakieś rady?
       
    • By deleteduser62
      W nawiązaniu do offtopu z tematu:
       
      Chciałbym rozważyć, ile powinno się angażować, obdarzać uczuciem.
      Każdemu według zasług? Jak wyważyć, pracę po godzinach przeciw  opiece i wychowaniu dziecka? Każdemu po równo, tak jak było sugerowane? Co, kiedy ktoś zachoruje, straci pracę? Każdemu wobec potrzeb. Naprawdę w to wierzę, oto dlaczego:  
      Moja siostra zapadła na nowotwór*. Znaczy to, że jej mąż powinien zacząć się mniej angażować?
      Przestać wspierać ją, wtedy kiedy najbardziej tego potrzebowała? Zaniedbywać dom i dzieci?
      Nie ,wręcz przeciwnie. Był to moment, kiedy musiał dawać więcej, nie patrząc się na swoje potrzeby.
      Ona też wspierała go wcześniej. Gdy stracił pracę (redukcja) i był bezrobotny, przez pewien czas.
       
      Związek powinien być jak nogi.
      Powinny zmierzać w tym samym kierunku.
      Iść obok siebie (wspólnie), nawet jeśli jedna jest tą dominującą.
      Gdy jedna zostanie zraniona, chora,
      druga musi przenieść ciężar an siebie.
      By zachować równowagę i nie upaść.
       
      *jeszcze jest w trakcie leczenia, są dobre rokowania.
    • By Bruxa
      Zna ktoś w swoim otoczeniu (rodzina, bliscy znajomi)
      POWTARZAM W OTOCZENIU, OBSERWOWANY PRZEZ WŁASNE OCZY PRZEZ DŁUŻSZY OKRES
      bądź jest w takim związku w którym oboje ludzi angażuje się uczuciowo w równym stopniu i im się to nie rozlatuje i dodatkowo faktycznie są tam uczucia i pożądanie, jeśli tak proszę podać staż związku i powód dlaczego taki związek działa?
       
      Co przeżyliście, co widzieliście?
    • By Perun82
      39 proc. Polek miało tylko jednego partnera, a 16,5 proc. Polaków jedną partnerkę. "To niedobrze, bo ta blisko połowa kobiet nie ma bladego pojęcia, do czego jest stworzone ich ciało, co potrafi, co mogłyby przeżywać" - mówi Katarzyna Miller
       
      https://kobieta.onet.pl/kiedy-kobieta-ma-wielu-kochankow-wywiad-z-katarzyna-miller/nx56sk6
       
      I wszystko jasne
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.