Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Patton

Dyskretny dyktafon.

Recommended Posts

Z powodu pewnej sytuacji szukam małego, niezbyt drogiego, i nie wzbudzającego swoim wyglądem podejrzeń dyktafonu. No i dobrze by było żeby nagrywał chociaż te 4-8 godzin, no i najlepiej żeby był dostępny na allegro, ewentualnie w jakimś innym w miarę dobrym sklepie z możliwością płatności przy odbiorze. Także może ktoś poleci jakiś model?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie znam się na sprzęcie, ale kupiłem na studiach dyktafon w długopisie i polecam. Kupiłem też z kamerką, ale nie nauczyłem się do dzisiaj obsługiwać tej kamerki tak, żeby nagrać to co chcę nagrać. Na allegro można od 25zł. dostać dyktafon, poniżej jakiś droższy (12h nagrywania). Nikt nigdy nie ogarnął, że to nie jest zwykły długopis.

https://allegro.pl/oferta/dlugopis-dyktafon-cyfrowy-podsluch-8gb-12h-192kbps-7612879728?bi_s=ads&bi_m=listing%3Adesktop%3Aquery&bi_c=MmExNzNmY2EtNmVmZS00MWQzLThmNmMtNDlmODM3Y2YzOGI0AA&bi_t=ape&referrer=proxy&emission_unit_id=cb19c88f-ac0a-4650-a852-e0ddd5000e09

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, armin napisał:

ale kupiłem na studiach dyktafon w długopisie i polecam.

Nawet myslalem o takim w długopisie, ale w moim przypadku może to wzbudzać podejrzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszyscy dzisiaj mają w rękach smartfony - czemu by nie użyć wbudowanego rejestratora? Nauczyć się go dobrze używać i jak trzymać telefon aby nagranie było najlepsze. Polecam. Telefon w rękach nie wzbudza podejrzeń.

 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 godzin temu, Patton napisał:

Z powodu pewnej sytuacji

Musisz nam bracie choć trochę nakreślić jaka to sytuacja, żebyśmy wiedzieli co mogłoby nie wzbudzać podejrzeń/dziwnych spojrzeń.

Do pracy, do domu, do samochodu, na biurko, do ubrania?

Share this post


Link to post
Share on other sites

W kieszeni wujowo się nagra. Przecież smarkfony mają rozmaite rejestratory Sklepie Play. Jak dużo gadasz, to być może słuchawka BT podłączona pod smarkfon. Najbardziej "bondowskim" bajerem będzie zegarek. Specjalny szpiegowski lub smarkwatch.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie polecam tych tanich z allegro co robią za pendrive. Jakość dźwięku dobra ale nie trzymają aktualnej daty. Po każdym uruchomieniu mam któryś tam kwietnia 2019. Jest dodany program do ustawienia daty ale po rozladowaniu pendrive znów wraca do daty fabrycznej. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Mr Bread
      A więc tak bracia samcy.
      Dziękuję za rady. Nie kontynuowałem dalej poprzedniego wątku, ponieważ cała sytuacja wymagała
      dogłębnego przemyślenia. 
      Moja historia w temacie Dlaczego kupiłem dyktafon, skończyła się na
      gromadzeniu dowodów. Ale to nie był koniec przygód.
      Pod koniec urlopu wróciłem aby zobaczyć się z synem. Nastawienie żony wobec
      mnie wcale się nie zmieniło. Oprócz tego, że mogłem zobaczyć się z naszym
      dzieckiem, nic pozytywnego nie wynikło. Na dodatek razem z mamusią
      powiedziała, że mam przerąbane, bo założyła mi niebieską kartę!
      Nie zabawiłem tam długo. Korzystając na jeden dzień z tajnej kryjówki u
      znajomego jej kuzyna, wybrałem się do Ośrodka Interwnecji Kryzysowej zapytać
      jak to tak bez wyraźnych dowodów, można mi taką kartę założyć.
      Miła pani z owej placówki, wyjaśniła mi, że każda żona może tak zrobić i to
      anonimowo i że wystarczy samo zgłoszenie, że żona nie czuje się bezpiecznie.
      Pozostawiam to bez komentarza. No może raczej z jednym: to niebieskie gówno w
      niczym nie pomaga, tylko jest po to aby na rozprawie sądowej każda
      zarejestrowana interwencja była grzechem na koncie męża.
      Nie. Nie można tego gówna zdjąć na moją prośbę.
      No to pięknie. Dodatkowo nie przyjęły prezentu w postaci karty podarunkowej od
      moich rodziców i siostry. Wróciłem na świąteczny kontrakt do pracy. I tak
      przepracowałem do końca grudnia.
       
      Nie mówiłem żonie kiedy dokładnie będę. Jeszcze przed naszym konfliktem
      powiedziałem, że wpadnę zaraz po świętach, bo wtedy mam styczniową przerwę od
      pracy. 
      Ale obecnie nie podałem jej informacji o konkretnym terminie. Ta wygrażała
      się, że nie mam po co przyjeżdżać. Ja jej na to: "Jakim prawem możesz
      zakazywać? Jesteśmy jeszcze małżeństwem, czyż nie?".
      To samo tyczyło się moich rodziców i mojej siostry (jest przecież matką
      chrzestną). Mają prawo zobaczyć mojego synka.
      Załatwiłem im nocleg w mieście, żeby nie było, że wbijemy się do nich na noc
      jeszcze. Ja miałem tam pojawić się później, wynajętym samochodem (wynająłem
      samochód, ponieważ transport publiczny tym razem mi się nie opłacał).
      Rodzice odwiedzili moją żonę wcześniej, już 2 stycznia w godzinach
      wieczornych między 17 a 18. Ponowili wizytę 3 stycznia parę minut po 9
      rano. Dołączyli do nich moja siostra wraz ze swoim chłopakiem.
      Pierwsze wizyty przebiegły miło...
       
      Przed trzecią wizytą i po wymeldowaniu z noclegowni (ja dojechałem dopiero 4
      stycznia o 5 nad ranem), pojechaliśmy
      najpierw do sklepu Smyk, aby kupić prezenty dla mojego syna.
      Zapłaciliśmy kartą podarunkową, którą wcześniej podczas ostatniego
      urlopu moja żona nie przyjęła.
      Gdy pojawiliśmy się tam (ja, matka  i ojciec; siostra opuściła z
      chłopakiem miasto 3 grudnia, ja dojechałem wynajętym samochodem do
      miasta 3 grudnia ok 4 nad ranem), zostaliśmy niemile potraktowani
      przez moją żonę i teściową. Zarzucały one mojej mamie kłamstwo, że
      moja wizyta była niezapowiedziana. Prawda jest taka, że moja matka
      powiadomiła moją żonę w poniedziałek, że przyjdą razem ze mną.
      Prezentów przyjąć nie chciały. Ale w końcu udało nam się je przekonać.
      Gdyby chciały je zwrócić, to Smyk zwraca wartość przedmiotów tylko na kartę podarunkową. Ale paragon to ja mam.
      Jeju, że aż do takich chorych sytuacji doszło. Nawet ekstra pieniądze dla żony od mojej mamy były ble!
       
      Całe ostatnie spotkanie nagrałem ukrytym dyktafonem. 
      Nagrania przesłałem do detektywów.
      Tak, wynająłem detektywów. Lecz ci niczego podejrzanego nie wykryli.
      Ale jedno jest dziwne: podczas śledzenia nikt z domu nie wychodził!
      Nawet jak pogoda była ładna i odpowiednia aby wziąć małego na spacer.
      Pozostaje zapłacić im resztę za zlecenie. Przynajmniej stenogramy będę miał. Pieniądze szybko się odrobi. W końcu żonka nie chce ze mną zamieszkać za granicą.
      Zdrada? Raczej nie. Mamy po prostu taki kawał z brodą: wszystkiemu jest winna żona i teściowa.
       
      Na następny dzień wróciłem z rodzicami w swoje strony i pojawiłem się u adwokata. Ten obiektywnie przedstawił mi wszystkie możliwe konsekwencje każdej decyzji. Zaproponował, żebym podjął chociaż ostatnią próbę ratowania małżeństwa. 
      Szczerze to trudno mi uwierzyć, czy uda mi się żonę wyciągnąć z tego chorego układu między nią a matką. Ale można spróbować. Tylko trzeba spotkać się w 4 oczy, trzeba też to zrobić umiejętnie, bo wystarczy, że zadzwoni na policję i już będę miał "nasrane" na koncie. Wiecie, niebieska karta. Za nic. Póki co konto czyste. Podczas spotkań byłem miły, elkwentny i kulturalny. One tylko się niepotrzebnie nakurwiały (wmawiały swojej rodzinie i mojej rodzinie, że je pobiłem, a ja na to: "Dlaczego więc nie wezwałyście policji, jeśli mam niebieską kartę? Z O N K ! ), że ich misterny plan idzie w pizdu. I że przesyłam mniej pieniędzy. 
       
      PS
      Nie złożyła pozwu, ponieważ to ja trzymam nasze dokumenty. A że jest cienka w urzędniczych sprawach to nawet kopii sobie nie potrafi załatwić. A no i to kosztuje aż 600 zł. A bez pracy nie ma kołaczy! Pieniądze wysyłam tylko na dziecko.
       
      CDN...
    • By Mr Bread
      O tym jaki byłem przed poznaniem mojej "tej jedynej" miłości, opowiem później.
      Chciałym skupić się na tym, dlaczego po parul latach wielkiej miłości, musiałęm kupić
      dyktafon aby użyć go przeciw tej, dla której "dałbym sobie rękę odciąć".
      Wszystko stoi na prostej drodze do rozwodu. Czy moja samica w końcu się ogarnie?
      Bo ja się ogarnąłem, choć może trochę za późno. Trzeba było być Niedźwiedziem, a nie misiem.
       
      Jakieś parę lat temu po może i ambitnym technikum, nie mogłem znaleźć pracy. Bo byłem dobrym człowiekiem,
      nie miałem znajomości i byłem trochę niepełnosprytny, ale miły i romantyczny. Miła ciota. Już po "wielkich
      problemach dojrzewania"...a chciałem w końcu znaleźć pracę i cel w życiu, a także kobietę, to piękną i jedyną.
      Udało mi się jakimś cudem znelźć pracę za granicą.
      Po paru miesiącach nienajlepszj ale jakoś lepiej płatnej pracy, poznałem tam moją przyszłą żonę. Biedną, bo
      zagubioną, zamkniętą w sobie i troche sobie nie radzącą w pracy i z ludźmi.
      Po wielu moich "niepowodzeniach" z płcią przeciwną, "wziąłem się w garść", zostałem jej przyjacielem, "opiekunem",w końcu powiedziałem jej, że ją kocham i potem poprosiliśmy pracodawcę o "couple room" dla nas.
      Było pięknie, kochaliśmy i kłóciliśmy się również, ale nie rozłączaliśmy. Zawsze razem. Przed i po pracy. W wolne.
      Pracodawca nic przeciw taki związkom nie miał, w końcu w naszym miejscu pracy pary tworzyły się zawsze.
      Ale moja ukochana sprawiała swoim zachowaniem i "chęcią do pracy" pewne problemy, ktorych nie zauważałem, bo hormonalny haj nie pozwalał mi, żebym tą sprawę bardziej zbadał. I tak oto nie przedłużono nam kontraktu.
      Nie przeszkadazło mi to jednak, wierzyłem naiwnie, że dzięki tej miłości damy radę, nawet jeśli jej dom w którym
      mieszkała, był obciążony niespłaconym kredytem hipotecznym. Jakby co, u mnie z zameldowaniem było wszystko jest i było
      w porządku. Tylko i tak sensownej pracy brakowało w okolicy.
       
      Gdy wróciliśmy do kraju, byliśmy raz u niej a raz u mnie. Pochodzimy z dwóch różnych województw i trochę odległości
      między nimi jest. Ale nie przeszkadzało to nam. Choć pieniędzy nie zostało wiele (ukochana wspierała mamę finansowo a ja nie miałem jakiegoś większego finansowego planu) a mi zależało, żeby jednak ich nie zabrakło.
      I zależało mi też na tym aby moja jedyna została moją narzeczoną.
      Parę miesięcy po zaręczynach znalazłem kolejną pracę za granicą.
      Najpierw miałem znaleźć się tam ja, potem moja miłość. Z tym, że tamto miejsce nie było moim wymarzonym, ale czego nie robi się dla miłości...
      Najbardziej denerwowały dwie zmiany na dzień i tylko parę godzin dla siebie między tymi zmianami.
      Szef zresztą miał inne plany i nie chcaił zatrudnić mojej ukochanej. Dopiero po paru miesiącach charówki, ogłoszono nową rekrutację.
      W razie czego, udało mi się też znaleźć kolejną ofertę i zagadać do kolejnego pracodawcy, czy może by kogoś nie chciał.
      Poszedłem na żywioł. Bo już nie mogliśmy wytrzymać paromiesięcznej rozłąki. Bo była szansa.
      Znalazłem dla niej współdzielone mieszkanie, ze starym właścicielem. Tańszych ofert nie było a zakwaterowanie na terenie mojego pracodawcy
      było o wiele mniejsze. Zapłaciłem wszystkim czym miałem, jeśli chodziło kaucję, pożyczyłem nawet pieniądze od kolegi, żeby jakoś przeżyć.
      Liczyłem, że się to uda.
      Ale szefostwo w mojej pracy nie przyjęło mojej ukochanej. Mimo doświadczenia i dobrej znajomości języka. Natomiast w drugiej, trochę podlejszej
      robocie, ale tak samo płatnej, moja ukochana się poddała po pierwszym dniu próbnym.
      I jeszcze przed rozmowami kwalifikacyjnymi kupiła sobie iphone na abonament!
      To był pierwszy znak: "no to ty się dla mnie poświęcisz, zjem Cię całego mój chlebku..."
      Po tym się poddała. Nie miała ochoty szukać innych prac w okolicy. Jak już jakieś były to zawsze coś nie tak. Pytanie po której stronie...
      bo świadkiem nie byłem...
      Nie chciała znaleźć/nie mogła znaleźć...Święta spedziliśmy zdala od naszych rodizn,
      skromnie. Dziwnie szczęśliwi...
      Styczeń, luty pracy nadal nie było. Dopiero potem coś znalazła, ale na pół etatu. A ja płąciłem prawie całą pensję na jej czynsz,
      stan konta zjeżdżał na minus...gdby nie ten overdraft (nie zaciągałem kredytu tylko aktywowałem tzw. overdraft, zresztą nie przysługiwała mi nawet karta kredytowa
      bo nie pracowałem nawet rok), to może by wtedy wcześniej odjechała. A tak, po przekalkulowaniu, powiedziałem jej, że jak umowa na mieszkanie
      u tego gościa się jej skończy, to musi wrócić do domu, bo nie wyrobimy. A nie wyrabialiśmy. Nawet z jedzeniem. Z resztą nie przypominam sobie, żeby
      mi dużo razy przygotowywała posiłki. Owszem, miałem w pracy, ale do dziś obiady od niej mogę policzyć na palcach jednej ręki. Większość mam od mamy i od teściowej.
      Ech kolacje i posiłki na randkach ok, ale chyba robiłem ich trochę za dużo...
       
       
      Może i była to bolesna decyzja ale słuszna. Przynajmniej nadal
      miałem pracę. I odłożony urlop. A na urlopie...no cóż, wpadliśmy.
      Po około dwóch latach "starania się"...kto kogo podpuszczał? Szczerze
      ,to ja. Tak bardzo kochałem moją już wtedy narzeczoną, że
      obdarzyłem ją zapłodniłem. Prawdopodobnie zawiodły wtedy prezerwatywy.
      Dobre prezerwatywy. No ale miały zawieść później!
      Ale nie spanikowałem. Nie zostawiłem jej z
      tym samym. Z resztą obiecałem jej, że gdyby do takiego czegoś doszło
      to nie stchórzę.
      Ale powiedziałem, że będzie trzeba się nieźle naprawcować.
      Wróciłem więc do hotelu. Pracować i szybko zaklepać kolejne dwa
      urlopy: pierwszy na to aby omówić kwestię ślubu (chciałem tego ślubu,
      chciałem czegoś pewnego, związku bo ileż można się wahać?). Było
      trochę spięć między rodzinami. Dodatkową tragedią był fakt, że
      zadłużony dom mojej przyszłej żony został zlicytowany...ale to i tak
      było do przewidzenia.
      Dlatego postanowiliśmy wziąć ślub u mnie. Potem okazało się, że
      równie dobrze można było tradycyjnie, u panny młodej no ale panika
      wzięła górę i moja żona na czas pierwszego trymestru ciąży została
      u moich rodziców. Żeby nie dopadł ją stres. I tak ją dopadł. Po
      czasie miała pretensje do moich rodziców o nic. Po prosu nie czuła się
      jak u siebie. Dotarło wtedy do mnie, że pomiędzy nią a matką jest
      nierozerwalna więź, która jednak uzależniła tak obie od siebie, że po
      dłuższej rozłące obie wariują!
      A dlaczego ta więź jest taka?
      Cóż, jej tatuś lubił wlewać za kołnierz. I to spowodowało dużą destabilizację
      w jej życiu.
      Do jej mamy nic nie mam. Może tlko jedną rzecz: przez to całe jej poświęcenie
      i chronienie córki przed wszystkim, moja ukochana z pozoru dzielna, uparta
      jest też w pewnym sensie nieporadna i marudna. A! I chce być wolna i niezależna.
      Jej obecny stan mógłbym opisać dwoma przeciwstawnymi do siebie słowami: słabość siły.
       
       
      Po weselu musiałem jeszcze wrócić do pracy, odbębnić miesięczne
      wypowiedzenie i dorobić trochę pieniędzy. Co ciekawe koszt wesela się
      zwrócił a i zaoszczędzone pieniądze dały jakąś pewność finansową.
      Choć nawet po pobieżnej kalkulacji wiedziałem, że na długo te
      pieniądze nie starczą. Dlatego w głowie miałem pewny plan...
       
       
      Po ślubie zamieszkałem z żoną u teściów. Ich dom (niestety zlicytowany,
      ale eksmisja jeszcze nie nastąpiła) był dosyć duży
      więc, raczej nie przeszkadzaliśmy sobie. Dla mnie jednak jako
      mężczyzny, irytująca była rzecz, że wszystko wokół nas robiła i
      przygotowywała dla nas teściowa. Nawet w piecu nie mogłem napalić. Jej
      mąż nie był w tej formie co kiedyś i ogólnie po jego pijackiej
      przeszłości zostały mu już tylko problemy zdrowotne.
      Ale dało się żyć. Pieniędzy starczało na wszystko. Miło wspominam
      ten czas gdy nasz syn rósł w brzuszku mojej żony. Dla nas obydwojga to
      również był miły czas. Na bliskość i czułości :-).
      Z powodu ciąży nie mogliśmy być też tak od razu eksmitowani.
       
       
      Po urodzeniu dziecka (okres prenatarny bez problemów, urodzone naturalnie
      w nowym szpitalu położniczym w przeciągu paru godzin; byłem przy porodzie,
      to był mój wybór, żona nie nalegała.),
      stałem się ojcem. Miłe uczucie. I trochę niepewności. Ale poczucie
      odpowiedzialności za
      powołanie kolejnej istoty na tej planecie do życia, sprawiło, że
      wspólnymi siłami dawaliśmy radę w opiece nad dzieckiem. Nawet gdy
      byliśmy bezradni jedno wspierało drugiego.
       
       
      Ale...nie mogłem znaleźć pracy. Pieniądze topniały w
      zastraszającym tempie (leki, mleko dla dziecka, akcesoria dla dziecka,
      własne potrzeby, opał etc...). Wysyłałem dużo CV. Albo nie odpowiadali albo jak
      już odpowiedzieli to potem na rozmowie dziwili się, co ja tu w Polsce
      robię. Wtedy doszło do mnie, że z tak "zagranicznym" CV nikt mnie nie
      będzie chciał w tym kraju. Dlatego zdecydowałem się na powrót do
      starego pracodawcy (tego pierwszego) ale do jego placówki w innej okolicy.
      Żona wiedziała, że taki plan miałem na wypadek gdyby już nic
      tu nie wyszło.
       
       
      Bez problemu przeszedłem rozmowę kwalifikacyjną. Ciężko zdobyte
      doświadczenie i lepsze umiejęntości językowe w przeszłości, pomogły mi.
      A także świadomość, że jestem kochającym mężem i ojcem i że chcę
      zapewnić mojej rodzinie byt sprawiły, że spojrzałem na to miejsce z
      całkiem innej strony i dobrze odnalzałęm się na nowym stanowisku pracy.
      Nie zarabiam może więcej ale to starcza na tyle aby:
      móc część pieniędzy wysłać żonie i część odłożyć na
      zamieszkanie w nowej okolicy (mieszkam na zakwaterowaniu). Mieszkania tam są o wiele tańsze.
       
       
      Ja wiedziałem, że nie będzie to dla niej łatwe. Kolejna
      rozłąka. A za parę dni długo wyczekiwany
      dłuuuugi urlop. W tym czasie, po prau miesiącach
      spokoju, nadziei, miłych i upewniających ją w mojej miłości
      konwersacjach na facebooku (używamy fb bo nasze dziecko
      zwykle śpi, gdy kończę pracę), nagle pewnego dnia napisała,
      że mnie nie kocha, że się nie staram, że jestem nieodpowiedzialny!
       
       
      Gdyby nie to, że podczas naszych małżeńskich kłótni, jakimś
      cudem znalazłem Samcze Runo, to...chyba nadal był bym misiem.
       
       
      Postanowiłem moją Ukochaną przywrócić do porządku,
      na jej emcjonalne zakłamane argumenty, przedstawiałem moje logiczne.
      I dałem do zrozumienia, że samą miłością ich nie wykarmię.
      Daliśmy sobie do zrozumienia: "ty opiekujesz się dzieckiem, ja zbieram
      na Was".
      I pomyśleć, że w dzień rocznicy wmówiła sobie, że ją zdradzam,
      chciała mi zabronić dodawania koleżanek i kolegó z pracy do listy znajomych
      na fb! A ja myślałem, że kobiety to tylko meczy, piwa i kolegów zabraniają.
      I że to alkohol i papierosy, używki są przyczyną problemów w małżeństwie.
      A ja raczej od tych rzeczy stronię. A i tak mam przejebane!
       
       
      Co jak co, ale nie zamierzałem jej zdradzać. Koleżanki mam fajne, ale
      wolny czas po pracy organizowałem sobie w inny sposób. Z resztą ona
      nadal jest piękna ale jej czar już dawno prysł. Dzięki jej
      głupiemu zachowaniu.
       
       
      Chciała zarzucić mi, że wysyłam za mało pieniędzy.
      Jasne. Opłaciłem jej i jej rodzinie kaucję na nowe mieszkanie, pralkę, łóżko...wysyłam
      stałą kwotę na czynsz + inne rzeczy, jej mama też przecież zarabia i
      poświęca się co doceniam (no ale córka już dorosła, a mama ciągle
      na nią buli i buliła nawet gdy komornik wszedł na pensję). No ale
      w końcu mamy zamieszkać razem, jak dziecko dorośnie. A ja całej pensji nie
      mogę dać. Zresztą żyją, syn rośnie i jest zdrwy, więc pieniędzy chyba starcza,
      albo ja czegoś nie wiem?
       
       
      A. No i mówiła mi, że seksu nie będzie...bo jakieś powikłania...
      ale pytając ją o wyniki, napisała mi, że lekarz jej nie powiedział dlaczego tak jest...
      a ja się jej zapytałem dlaczego nie powiedział? a ona na to...że powiedział, że podwójne
      nacięcie, że poród bez znieczulenia...
      hm...to powiedział czy nie?
       
      panowie...minęło już sporo czasu od połogu. Ja sobie z tym problemem poradziłem,
      ja byłem wyrozumiały w tej kwestii a ta dziwna odpowiedź mnie zastanawia...
      Ok ale jak mi pokaże dowód, to uszanuję. I najem się grochu i czosnku w nocy, żeby nas
      od siebie odrzucało :-D .
      Jeśli w ogóle to prawda, bo może żona chce mnie sprowokować, tak jak kiedyś
      rzuciła się raz na mnie z rękoma, załamana tym, że pieniądze się nam końcżą.
      Pamiętam, że wtedy musiałem się opanować i bronić. Skończyło się tylko na tym,
      że obiła sobie trochę plecy, bo poślizgnęła się pod moim naporem, gdy zablokowałem jej cios.
      Do dziś nie może mi tego zapomnieć.
      I wmówiła paru przyjaciółkom na fb jaki to zły jestem. Obgadała moją mamę, obraziła.
      Jej brat a mój ocjiec chrzestny to zobaczył i przekazał mamie...nieładne komentarze usunęła
      niedawno, ale ja już przezornie zaimporotwałem archiwum fb.
      A i była jedyną osobą, która usunęła mnie ze znajomych. Pięknie!
      No teraz przywróciła, ale z natury jestem miły i przyjacielski i nie spodziewałem się
      takich akcji z jej strony. Z drugiej strony to była jedyna metoda, żeby mi jakoś tam
      "przywalić". Ale mam nerwy ze stali. I dowody przeciwko niej. I bilingi. I całą tą historię.
       
       
      Teraz postawiłem jej ultimatum: ma przemyśleć, czy za parę dni mam pojawić się u niej,
      czy u moich rodziców. Bo jeśli mamy kłócić się przy dziecku, to jej dobre umiejętności
      opieki, na nic się nie zdzadzą. Wtedy pozostanie wybór mniejszego zła: rozwód.
      Dlatego po przemyśleniu sprawy jeszcze raz, kupiłem dobry dyktafon, który już jutro
      będzie u mnie w skrzynce pocztowej.
       
       
       
      Ciąg dalszy nastąpi...
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.