Jump to content

Recommended Posts

Dzień dobry.

Kilka słów na początek o mnie. Mam na imię Igor i tak jak wynika z mojego profilu jestem z rocznika 96. Na forum znalazłem się przypadkiem ale dało mi to do myślenia, że może warto opisać swoją historie. Chciałem się podzielić doświadczeniem - tak jak w temacie (wyleczoną?*) depresją. Nie jest to temat z szukaniem pomocy ale bardziej chęcią dania pomocy. Dodam jeszcze i bardzo proszę wziąć to zdanie do serca, nie jestem pisarzem. Postaram się żeby moja wypowiedź była z jak najmniejszą ilością błędów ale szczerze nie mam pojęcia kiedy wypada dać przecinek albo zakończyć zdanie.

 

Temat depresji jest rozległy. Napisanie maiłem/przeżyłem nic nowego nie wniesie na tym forum dlatego opiszę całą historię. 

Pojęcie depresja wówczas było mi totalnie nieznane, nie interesowałem się tym, nie maiłem pojęcia czym się objawia i że w ogóle może coś takiego mnie dosięgnąć. Przez moją niewiedzę dowiedziałem się gdy już było za późno. Chociaż nie każdy jest lekarzem żeby stawiać sobie diagnozy dlatego na pewno nie mam do siebie żalu o swoją ignorancje. Proces popadania w chorobę jest na tyle powolny, że nie da się go tak prosto zauważyć. Do tego dochodzą zmiany w postrzeganiu rzeczywistości i wiele rzeczy, które wcześniej dałby nam do myślenia zaczynają być normalne. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie dlatego odsyłam do różnych portali o zdrowiu gdzie w dokładny sposób opisują objawy. Parę objawów można pomylić po prostu z lenistwem lub na odwrót - mając zalążki depresji myśleć, że to lenistwo. I co tu zrobić? Jedyna i słuszna opcja to udanie się do psychologa (I UWAGA) to jest super! Diagnozowanie się samemu lub na forach mija się z celem to tak samo jak wpisanie w wyszukiwarkę "boli mnie gardło co to może być" albo żeś zachlał mordę i śpiewał całą noc w klubie, albo grypa albo, albo. Przyczyn depresji jest dużo dodatkowo na forach można spotkać się z niezrozumieniem (np. negatywne odebranie Twojej wypowiedzi, bo dla Ciebie to było już normalne, a w postrzeganiu zdrowego człowieka np. głupie, żałosne) dlatego trzeba na to uważać. 

Wracając do udania się do psychologa i dlaczego to jest super? U nas istnieje przekonanie, że jak ktoś chodzi do psychologa to ma nie po kolei w głowie, gdzie na zachodzi jest to równie normalnie postrzegane jak wizyta u lekarza rodzinnego. Najważniejsze jest to, że psycholog w żadne sposób Cię nie ocenia. Tak jak pisałem wcześniej nie jesteś lekarzem i nie jesteś wstanie sam się zdiagnozować. Psycholog przeprowadzi z Tobą wywiad i zdiagnozuje, ale w każdym przypadku pożegna Cię z uśmiechem na twarzy, a nie "Po co mi Pan głowę zawraca swoimi wymysłami!". Najtrudniejszy jest pierwszy krok, który wymaga od Ciebie wiele energii, a później specjaliści będą Cię prowadzić aż do końca?* choroby. 

Warto nadmienić, że w pierwszej kolejności należy udać się do psychologa nie psychiatry. Psycholog zdiagnozuje czy potrzebujesz pomocy psychiatry, a przede wszystkim wesprze Cię emocjonalnie, a psychiatra prowadzi chorobę od strony leków. Psycholog nie może wypisać recepty! Tylko i wyłącznie psychiatra przepisze Ci leki na depresje! 

 

W naszym kraju leczenie u psychiatry i psychologa jest na NFZ leczy żeby dostać się do tej grupy trzeba bardzo długo czekać. Druga opcja leczenia prywatnie jest dużo szybsza ale może wyjść dla niektórych bardzo droga. Da się zrobić tak żeby wydać mało i nie czekać długo. Jeżeli tylko zainteresowałem kogokolwiek wstępem postaram się jak najszybciej umieścić kolejną część, w której opiszę jak dostać się na leczenie na NFZ, jak mniej więcej wygląda leczenie, co było przyczyną mojej depresji, jak działały leki na depresje, jak pomóc osobie z depresją oraz wyjaśnieniem dlaczego zostawiłem pytajniki i gwiazdki przy słowach koniec i wyleczona. 

Jeżeli masz do mnie jakieś pytanie napisz śmiało na PW :)

Edited by igor_1996
  • Like 6
Link to post
Share on other sites

@igor_1996

Witam

Z mojej perspektywy mogę powiedzieć w co nie wierzyć aby wyjść z depresji:

-Magnez w hellacie, witaminy jakiekolwiek Ci nie pomogą no chyba że masz niedobory co łatwo stwierdzić

-Zioła -> lolXD

-medytacja :(

-Terpie przeróżne, psychoterapie, psychologia - pic na wodę, do końca życia będziesz płacił terapeucie jak się wkręcisz :(

Tyle Wam powiem:

 

 

Straciłem rok życia na takich "cudownych" terapiach, internetów wtedy właściwie nie było ,a treści sensownych w tym temacie praktycznie wcale nie było :(

Po półrocznej terapii lekami poszedłem na studia(a matury nie chciałem wcześniej skończyć, wszak po huj nieboszczykowi matura :P  )

Studia skończyłem, do roboty poszedłem, długo opowiadać.

To tyle ode mnie.

Pozdrawiam

 

 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites

@Bohun

W całości się z Tobą zgadzam. Niedobory witamin, minerałów czy tam pierwiastków są całkiem innym tematem mi osobiście w ogóle nie znanym, ale z informacji od lekarzy wiem, że nie mają za wiele wspólnego z depresją. Wiadomo, że reklamy super leków, które działają cuda chcą wyciągnąć z nas ostatni grosz. Tak samo z lekami na "uspokojenie" czyli tak jak wspomniałeś ziołowe kompletnie nic nie dadzą, a jest to po prostu kolejne wyciągnięcie pieniędzy. Zazwyczaj takie leki działają jak placebo.

Jeżeli chodzi o medytacje ma ona na celu uspokojenie, znalezienie tych 5 minut na pogadanie z samym sobą, poukładanie myśli ale jak to robić gdy w głowie wszystko buzuje...

Jeżeli chodzi o psychologa nie wiem czy można to nazwać terapią po prostu chodziłem wyrzucić z siebie te buzujące myśli, a do tego chodząc tam wiedziałem, że ktoś we mnie wierzy. Tak jak to bywa z lekarzami różne mają podejście i techniki. Jednym zależy na kasie drugim na pomocy i na tym chciałbym się najbardziej skupić w kolejnej części. 

Temat depresji jest w Polsce źle odbierany, prawie nikt tego nie rozumie i na pewno nie możemy liczyć na rodzinę czy przyjaciół - oczywiście można twierdzić ja mam super przyjaciela on mnie wysłucha.. no dobrze ale co on rozumie, a dodatkowo jeżeli zrezygnujemy ze wszystkich tych rzeczy, które wymieniłeś to nic nam już nie zostanie oprócz promocji w Castoramie na liny. 

Niestety nie znam Twojej historii i przykro mi, że ciężko było o jakąś sensowną pomoc, a do tego natrafiłeś na osoby dla który ważna jest tylko kasa. Jednak ja z całego serca polecam udanie się do specjalisty i starać się dostać leczenie na NFZ wtedy możemy się wkręcać do woli. :) Wydaje mi się, że w Twoim przypadku pomogło Ci narzucenie sobie obowiązków studia, później praca tak przynajmniej rozumiem to co napisałeś. Może leki też coś dały, może coś tam ruszyło. 

 

Bohun sam napisałeś, że wtedy treści sensownych w internecie nie było, teraz dużo lepiej nie jest. W większości przypadków jak wpiszesz "jak radzić sobie z depresją", "chce popełnić samobójstwo" itd. są super teksty motywacyjne - DASZ RADE, ŻYCIE JEST PIĘKNE bla bla... a brakuje właśnie takich doświadczeń, które Ty masz - na co uważać, co nie pomogło, jak uważać na lekarzy. I może jest osoba w podobnej sytuacji do Twojej i szuka rozwiązania... Może warto długo poopowiadać? :) 

 

--------------------

@Polmartwy

Tak się zastanawiam czy to jest jakiś nick z gry czy to co czujesz..?

Postaram się jak najszybciej coś dodać, obecnie pracuje w dzień, idę spać i pracuje w nocy.

Link to post
Share on other sites

Temat depresji jest źle widziany nie tylko w Polsce ale i na całym świecie. U nas depresja kojarzy się z pato'chorobą, w świecie "cywilizowanym" jest maszynką do zbijania fortuny na frajerach...

Wiele mógłbym napisać z własnego doświadczenia, ale na pewno zanim zdecydujemy się na terapię czy leki warto sprawdzić stan kręgów szyjnych czy nie ma żadnych zwyrodnień i stanów zapalnych, co powoduje uciski na tętnice i rozdrażnienie układu wegetatywnego.

Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, igor_1996 napisał:

@Bohun

(...)Niedobory witamin, minerałów czy tam pierwiastków są całkiem innym tematem mi osobiście w ogóle nie znanym, ale z informacji od lekarzy wiem, że nie mają za wiele wspólnego z depresją. (...)

Mogą mieć, ale w ilu procentach przypadków tak bywa?

Ja nie neguję tej przyczyny całkowicie jednak z reguły to wciskanie ludziom kitu - kup se magnez,B6,D3,zioła i inne pierdolola.

4 godziny temu, igor_1996 napisał:

@Bohun

Wiadomo, że reklamy super leków, które działają cuda chcą wyciągnąć z nas ostatni grosz.

Nie wiem gdzie żyjesz i o jakich reklamach mówisz ale leki SSRI,SNRI mają moc i działają czy Ci się to podoba czy nie, co więcej działają długofalowo.

4 godziny temu, igor_1996 napisał:

@Bohun

Temat depresji jest w Polsce źle odbierany, prawie nikt tego nie rozumie i na pewno nie możemy liczyć na rodzinę czy przyjaciół.

Wiadomo, leczysz się "na głowę" to pewnie biegasz z siekierką po wsi(lol).

***

Bardziej to bym się obawiał osób które twierdzą o sobie że są cyt."wyznacznikami zdrowia psychicznego" i się nie leczą bo przecież jest wszystko dobrze w ich mniemaniu, choć np.taka 38 letnia matka wskakuje synowi nago do wanny/łóżka/obciąga synowi itd.(znałem taki przypadek) :( 

***

Co do mojej rodziny to, to że żyję zawdzięczam właśnie rodzinie. Ojciec gdyby mnie nie cisnął w swoim czasie to nie wiem co by było.

Z Ojcem się kłóciłem wiele razy, wkurwiał mnie ale widocznie z jego perspektywy miało to jakiś sens i raczej miało.

4 godziny temu, igor_1996 napisał:

Wydaje mi się, że w Twoim przypadku pomogło Ci narzucenie sobie obowiązków studia, później praca tak przynajmniej rozumiem to co napisałeś. Może leki też coś dały, może coś tam ruszyło. 

Leki w huj mi dały gdyż przyczyny mojej depresji były zaburzenia lękowe niezależne ode mnie ani od otoczenia(ot, taki dostałem bonus od "boga").

Toteż zlecam leki gdyż mnie z beznadziejnego stanu wyprowadziły + pomoc otoczenia i tyle mogę dodać od siebie :)

 

P.S.

Przez internety nagadałem się o sfoich problemach tyle godzin i papieru internetowego że szkoda gadać, gówno mi to pomogło.

Widocznie nie nalezę do osób co im pomaga wygadanie się obcej osobie, a tak naprawdę uważam że taniej/lepiej to się wódki napić :)

Drugi raz jednak powtórzę:

 

 

Pozdrawiam

 

 

 

Link to post
Share on other sites

W wieku 17 lat miałem jakiś zjazd po narkotykach i lęki. Łaziłem taki dziwny, kompletnie nie wiedziałem co mi jest. Rodzina też nie rozumiała. Nie trafił się jeden chociaż ciut świadomy, co by powiedział coś o depresji czy lękach. Poszedłem do psycholoszki, popieprzyła jakieś farmazony i wysłała do psychiatry, która dała prochy i jak "renkom odjoł" przeszło i poczułem się normalnie. Po protu czasem we łbie serotonina za bardzo zejdzie i jest przejebane. Niektórzy są genetycznie bardziej podatni inni mniej. Nie zawsze też dobrze się trafi w lek. 

Link to post
Share on other sites

@CornelCampbell

Zgadzam się, objawy pasujące do depresji nie zawsze ją oznaczają. W moim przypadku była brana nadczynność tarczycy ale wyniki były w normie. Jeżeli tylko jesteśmy ubezpieczeni to zawsze możemy udać się najpierw do lekarza rodzinnego (nic nas to nie kosztuje) i chyba to jest najlepsze rozwiązanie. 

W moim namawianiu do udania się do specjalisty (psychologa), który dopiero zdiagnozuje czy potrzebujemy pomoczy czy nie, chodzi mi o moment kiedy przestajemy sobie radzić z normalnym funkcjonowaniem. Jeżeli raz na jakiś czas mamy gorszy okres, albo po prostu coś nam nie wyszło i jest źle, albo po prostu dopadł nas leń to wybieranie się do psychologa jest bez sensu. 

Temat, który stworzyłem jest dla osób, które odczuwają objawy depresji cały czas nie tylko wtedy kiedy źle się dzieje ale udanie się w pierwszej kolejności do lekarza rodzinnego w celu zrobienia badań jet podstawą. Nie brałem tego w ogóle pod uwagę przy pisaniu, bo skupiłem się na momencie kiedy nie możemy znaleźć innego rozwiązania, gdy przybicie trwa miesiące, badania zrobione i nic. 

I najważniejsze nie namawiam do wydawania pieniędzy na prywatne wizyty ale do leczenia na NFZ, żeby nikt z nas nie zrobił maszynki do pieniędzy. 

 

Może warto podzielić się tym doświadczeniem? :) 

 

--------------------

@Bohun

3 minuty temu, Bohun napisał:

Nie wiem gdzie żyjesz i o jakich reklamach mówisz ale leki SSRI,SNRI mają moc i działają czy Ci się to podoba czy nie, co więcej działają długofalowo.

Chodziło mi o reklamy leków w telewizji bez recepty czyli po prostu leków ziołowych lub np. magnez. Doskonale zdaję sobie sprawę z potęgi antydepresantów, które przedawkowałem a po wszystkim odstawienie ich było bardzo ciężkie i o tym chciałbym wspomnieć w kolejnej części. 

 

26 minut temu, Bohun napisał:

Bardziej to bym się obawiał osób które twierdzą o sobie że są cyt."wyznacznikami zdrowia psychicznego" i się nie leczą bo przecież jest wszystko dobrze w ich mniemaniu, choć np.taka 38 letnia matka wskakuje synowi nago do wanny/łóżka/obciąga synowi itd.(znałem taki przypadek) :( 

***

Co do mojej rodziny to, to że żyję zawdzięczam właśnie rodzinie. Ojciec gdyby mnie nie cisnął w swoim czasie to nie wiem co by było.

Z Ojcem się kłóciłem wiele razy, wkurwiał mnie ale widocznie z jego perspektywy miało to jakiś sens i raczej miało.

Chyba to już kwalifikuje się pod inne zaburzenia psychiczne.

W moim przypadku osoba, która mnie cisnęła, że sobie wmawiam albo mi się wydaje mało pomogła. I tu widać, że każdemu coś innego daje siłę żeby przebrnąć przez to bagno.

 

33 minuty temu, Bohun napisał:

P.S.

Przez internety nagadałem się o swoich problemach tyle godzin i papieru internetowego że szkoda gadać, gówno mi to pomogło.

Widocznie nie nalezę do osób co im pomaga wygadanie się obcej osobie, a tak naprawdę uważam że taniej/lepiej to się wódki napić :)

 Ale swój problem prawdopodobnie rozwiązałeś, więc może komuś przyda się Twoja wiedza teraz, a przy okazji napić się wódki przy pisaniu :) 

 

--------------------

@Dodarek

 

Zgadza się, w naszym otoczeniu ciężko o zrozumienie takich objawów jako choroba. Ale super, że coś z tym robiłeś i pomogło. Co do leków u mnie leczenie trwało trochę ponad rok i dopiero za 4 razem udało dobrać się leki odpowiednie dla mnie.

Link to post
Share on other sites

Sam myślałem o tym aby zaciągnąć porady u psychologa. Bardziej chodzi mi o szczerą rozmowę i przełamanie się w wyrażaniu własnych opinii. Przez wiele lat i w sumie do dziś czuje że moje życie nie ma sensu ani trochę. Dużo o tym pisać. Funkcjonuje trochę jak widmo. Jestem twój rocznik, więc jestem ciekaw twoich doświadczeń.

Link to post
Share on other sites
6 minut temu, igor_1996 napisał:

 Ale swój problem prawdopodobnie rozwiązałeś, więc może komuś przyda się Twoja wiedza teraz, a przy okazji napić się wódki przy pisaniu :)

Nie rozwiązałem swojego problemu jeno pomniejszyłem do stopnia do jakiego byłem w stanie znieść i tyle ?

Moja "wiedza" nikomu raczej się nie przyda gdyż każdy człowiek jest innym przypadkiem.

Pozdo

 

Link to post
Share on other sites

Depresja może być też w pewien sposób pozytywna wręcz naturalna dla naszego życia w pewnym okresie czasu. Można ją nazwać czasem smutku czy porzeby odpoczynku od wszystkiego. ( z angielskiego deep rest czyli głęboki spoczynek ) Niestety często widać też negatywne jej skutki jeśli trwa ona zbyt długo. Tabletki mogą dać czasową ulgę ale ważne jest też pozytywne otoczenie ( rodzina, znajomi ). Sam osobiście depresję przeżywam każdej jesieni, już odbieram to jako naturalny mój cykl który przechodzi wraz z nadejściem zmimy.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

@TommyGun

Zostawienie tego w taki sposób jak teraz może(ale nie musi) pogorszyć Twój nastrój. Jednak w tym momencie zostają wizyty prywatne, a pierwsza wizyta zazwyczaj nic nie wnosi, więc trzeba się liczyć z wydatkiem. 

Pierwszym krokiem, który polecam to znalezienie odpowiedniego specjalisty czyli poczytaniu opinii. Jeżeli jest jedna dobra, druga średnia albo negatywna to już coś jest nie tak. Warto też wizytę umówić osobiście i dopytać o różne rzeczy np. jak wygląda wizyta - jeżeli wtedy będą zainteresowani Tobą to większe prawdopodobieństwo, że pomogą. Z psychologiem jest jak z lekarzem rodzinnym - źle się czujesz, on tego nie widzi i wracasz do domu. Jeżeli tylko natrafisz na osobę, która chce pomóc a nie wyciągnąć kasę to sam stwierdzisz, że było warto.

Na pewno dostaniesz od psychologa wskazówki, rady, jego przemyślenia ale nie licz, że same wizyty zaczną coś zmieniać. Musisz się przede wszystkim w to bardzo zaangażować.

Tak jak wielu z nas poszukuje sensu życia i Ty również, pamiętaj jak znajdziesz to podziel się z nami. :) 

 

---------------

@smerf

Zgadza się otoczenie jest bardzo ważne, a szczególnie w okresach jesień-zima. Po przebytej depresji również odczuwam w tych okresach zmiany w nastroju dlatego więcej czasu spędzam z rodziną czy na jakieś przyjemności albo hobby.  

Link to post
Share on other sites

Jak u Ciebie z alkoholem ?

Jak lubisz się np. wyczillować wieczorem po piwie to radziłbym to rzucić w pierwszej kolejności.

Ja piłem wieczorem 2-3 drinki przez kilka lat i w ten sposób się uzależniłem.  Nie piję ponad pół roku i nie chcę wracać do tego syfu.

Okres kiedy piłem pamiętam jako czas sporych wahań nastroju z tymi depresyjnymi na pierwszym miejscu. To była ciągła fala, euforia po drinku i spory (z czasem coraz większy) dół rano mimo że nigdy nie zalewałem się.

Do tego dochodziło poczucie winy że znów zdradziłem siebie tak więc alkohol na 100% napędzał moją depresję.

Teraz jak nie piję moje życie emocjonalne robi wrażenie nudnego bo kiedyś były górki i doliny a dziś jest linia ciągła ale jak człowiek zaakceptuje że trzeźwienie jest trochę nudne to jest ok. 

Jest niby nudno bo nie ma tego pozornego pierdolnięcia co po whisky ale za to wrócił spokój, brak lęków,zdrowy sen i radość z drobnych rzeczy. Frajda z życia skoczyła o 100%.

Edited by jaro670
  • Like 2
Link to post
Share on other sites

@jaro670

Obecnie pije okazjonalnie z umiarem. Ale wiadomo u każdego inaczej działa alkohol. W moim przypadku mam okresy gdzie bardzo dużo pracuje 3-4 dni jestem wyrwany całkowicie to po skończeniu wypicie 2-3 kieliszków wódki jest cudowne. Oczywiście rzadko mam okazje tak robić, a na pewno nie regularnie. Daje mi to ogrom energii jak po bieganiu taki to skutek uboczny. :) 

 

Link to post
Share on other sites
  • Similar Content

    • By niemlodyjoda
      Dzień dobry Panowie dziś odcinek numer 12345 czyli co się stanie jeśli pokażesz kobiecie z która jesteś w związku słabość. Po prostu zacznie Cię traktować jak...
      Póki był kredyt i pieniążki, facet wykastrowany biegał z dzieckiem w getrach - super życie.
      Skończyła się kasa i musi utrzymywać Pana - koszmar kobiet.
       
      ---------------------------------------------------------------------------------------------------
       
       
      „Gdyby chłopiec był mały, wątły, zniekształcony, zrzucono by go ze skały”
       
      Ubezpiecz się na wysoką sumę, to popełnię samobójstwo, ale upozoruję wypadek. Bo przecież chodzi ci o kasę, nie o mnie – powiedział mąż Doroty. Zamiast współczucia poczuła pogardę. Szantażować samobójstwem? Trzeba nie mieć jaj. Odpaliła „300” na Netflixie. Z nadzieją, że Sparta mężowi je przywróci.
      – Netflix, wino, wino, Netflix, Teamsy, kawa, Netflix, wino, tak nam minął rok pandemii – mówi Dorota. W marcowym lockdownie, rok temu, w tej wyliczance byłaby jeszcze joga. Ale skończyła się na trzech razach. Entuzjazm w ich domu zdechł jeszcze szybciej, niż noworoczne postanowienia. Myślała, że to już szczyt degrengolady, ale okazało się, że może być jeszcze gorzej.
      – Mąż wpadł w depresję – mówi. Po chwili: – W każdym razie on i jego psychiatra ten stan tak definiują.
      – A ty? – pytam.
       
      1.
      – Ja tu tylko sprzątam… Dorota siedząc przed ekranem, nabiera powietrze, jakby miała zanurkować. I wypuszcza głośno. A może to głośnik na Teamsach tak podbija dźwięk. Rozmawiamy na nich, bo tak często używa ich w pracy, że hasło do Skype'a już dawno uleciało jej z głowy.
      REKLAMA
      – Wracam do domu po pracy i przekręcając klucz w zamku, czuję, jak wali mi serce. Przez głowę przelatują obrazy: Rafał dyndający na linie wspinaczkowej, Rafał leżący w pościeli, a z ust cieknie mu ślina i krew. Psychiatra mówi, że jest z nim lepiej, że gdyby było niebezpieczeństwo samobójstwa, doradziłby szpital. A ja nie mogę uwolnić się od obsesyjnego lęku, że Rafał popił psychotropy alkoholem, że się powiesił… I że tak go znajdę.
      I zawsze go znajduję. W pościeli. Ale nie w krwi i ślinie. W papierkach. I pierwsze, co robię, to zbieram te papierki. Po snickersach, po papierosach, po lionach, usiane wokół łóżka męża, który w nim zalega 24 h. Zbieram piętrzące się talerzyki i szklanki. Wyrzucam butelkę po winie, która też na mnie czeka. Jak robię nadgodziny, to czekają dwie – wylicza.
       
      2.
      – Nie byłam przygotowana na depresję męża. Jakkolwiek głupio to zabrzmi. Gdyby dostał raka, to bym się z tym jakoś pogodziła. Tak, jak pogodziłam się z pandemią – mówi Dorota. Znalazła mnie na Messengerze po tekście „Czy mężczyzna może mieć depresję, w dodatku w pandemii?”. Na zdjęciach na Facebooku był obok niej brodacz w czarnych legginsach do biegania, z wózkiem przypiętym do roweru, w jakim Skandynawowie dzieci wożą od zawsze, a Polacy od lat.
      – Te foty? Przeszłość. Nie wywaliłam, jeszcze się łudzę. Zresztą nie muszę jak Żyła z Zamachowską robić Big Brothera, ustawiać status związku na „to skomplikowane” – powiedziała. – Ale skomplikowało się. Podle.
      Dorota pracuje w banku, trzy dni z domu, dwa z firmy, bo ze zdalnej przeszli na hybrydę. Rafał też był w korpo. W agencji PR obsługiwał firmy branży farmaceutycznej. Kilka miesięcy temu go zwolnili.
      – Ukrywaliśmy to przed rodziną do marca – pół roku. Depresję zresztą też. Aż pół roku, wyobrażasz sobie?
      – O pół roku za długo?
      – Nie. O pół roku za krótko.
       
      3.

      19 marca Dorota zmusiła męża, żeby poszedł do jej rodziców. – Był nafaszerowany prochami, ale chyba już zaczynały działać, bo od dwóch dni wstawał z łóżka i snuł się po domu w dresie. Postęp. Pierwszy wieczór od pół roku, gdy udało mi się go wyciągnąć z domu. Bo psychiatrę ma on-line. Cholerny 19 marca – mówi Dorota. – Nie myśl, że mam w głowie jakiś pieprzony kalendarz z Excela, pamiętam, bo Bogdana – imieniny mojego taty.
      – „W medycynie bezrobocia nie ma, szczególnie w pandemii. Jak widać, są wyjątki. Rafał zawsze był utalentowany” – tak na wieść o stracie pracy zareagował mój tato, gdy już wszyscy trochę wypiliśmy.
      – I co wy na to?
      – Nic. Rafał, wiadomo... ale że ja nic nie odpowiedziałam? Poczułam tylko złość na ojca, ale po chwili na męża. Tak, jakby ojciec jednym zdaniem wykastrował Rafała. A właściwie dwoma. Bo dodał: „takie miałaś powodzenie, kolejki chłopaków się ustawiały, ale pokazałaś, na co cię stać… na utrzymanka”.
      Bo chwilę wcześniej mąż zrobił mi niedźwiedzią przysługę, mówiąc do moich rodziców: „Dorcia jest taka kochana, utrzymuje mnie drugi miesiąc i jeszcze płaci mi terapię”. Zarejestrowałam kątem oka, że na słowo „terapia”, mój tato uśmiechnął się ironicznie.
      Byłam wściekła na Rafała. Zawsze był introwertyczny, skryty. Ale widać już po dwóch spotkaniach on-line z psychiatrą coś mu się w głowie przestawiło. Jeszcze niedawno, słysząc, że Meghan i Harry u Oprah, skwitował: „Księciuniowi już zupełnie odpierd***".
      A może to te psychotropy połączone z alkoholem uderzyły do mózgu. Chwalił się, że psychiatra zapisał mu takie, po których można „normalnie żyć”. Co to znaczy normalnie? Definicja mojego męża: „pić albo prowadzić samochód”.
       
      4.

      Z imienin ojca nikt nie prowadził, wracaliśmy Uberem. W kompletnej ciszy. Pierwsze słowa, jakie wypowiedział mój mąż po wejściu do domu?
      „Ubezpiecz się na wysoką sumę, a ja popełnię samobójstwo. Bo przecież nie chodzi ci o mnie, ale o kasę”.
      – Żałosne… – powiedziałam. W pierwszej chwili chciałam podejść do niego, wtulić się, błagać, żeby tak nie mówił, że go kocham, że musi żyć – dla mnie, dla naszego synka. Ale to był tylko moment. Bo zaraz zamiast współczucia, poczułam pogardę.
      – Kasy nie dostanę, za samobójców nie wypłacają – prowokowałam.
      – Nie przejmuj się, upozoruję wypadek – powiedział. Próbował przetrzymać mnie wzrokiem. Palant. Zamiast brać się w garść, szantażować żonę depresją? Trzeba kompletnie nie mieć jaj. Włączyłam „300” na Netflixie. W nadziei, że Sparta mu je przywróci. Zamiast tego przywróciło mi wspomnienia.
      „Gdyby chłopiec się urodził, zostałby sprawdzony jak inni Spartanie. Gdyby był mały, wątły, albo zniekształcony, zrzucono by go ze skały” – z ekranu dobiegł głos lektora, a ja w swojej głowie wchodziłam z nim w polemikę.
      – Mojego męża by nie zrzucono. 10 punktów w skali Agpar. Teściowa wspominała, że „jak po porodzie zobaczył Rafałka neonatolog, to powiedział, cześć chłopie, oby się więcej takich wojowników rodziło”. Jak to dzisiaj żałośnie brzmi… Wojownik. Mój mąż wojownik... korporacyjny. Tylko że to nie były żadne Termopile. Poległ bez walki.
       
      Wolał zajadać stres. Za chwilę będzie mówił jak Lubaszenko, że otyłość to siostra depresji. I poprosi mnie o pieniądze na operację bariatryczną.
      Wojownik to sobie może mówić o sobie Tomek Adamek. Jak pytali go w wywiadzie, dlaczego został bokserem: „Jak się urodziłem, tato wskazał na mnie palcem i powiedział do mamy: to będzie wojownik".
       
       
      „Odkąd chłopiec nauczył się sam stać, szkolono go do walki”. Uczono go, że nie wolno mu się wycofać ani poddać” – padło z ekranu, tylko mnie rozsierdziło. "Uczono go, że nie wolno mu się wycofać ani poddać”? No nie, nie uczono, nie mojego męża… Może nigdy nie dowiedziałabym się, że jest takim tchórzem, gdyby nie ta cholerna pandemia i praca zdalna. Na Teamsach wyszło wszystko. Przez pierwsze dni, gdy miał zebranie, wychodziłam do drugiego pokoju, żeby nie przeszkadzać. Ale lubiłam nasłuchiwać, jak mój mąż zabiera głos. Wyluzowany, pewny siebie, tłumaczył wszystko wszystkim na zebraniach, stawiał trafne diagnozy, że np. problem Polski to uzależnienie farmacji od Chin i Indii, które produkują większość substancji aktywnych zawartych w lekach.
       
      Przegapiłam moment, w którym wszystko zaczęło się zmieniać. Musiały być chyba jakieś przepowiadające znaki. Ale dla mnie to zmieniło się „na pstryknięcie”. Wieczorem weszłam do domu, myśląc, że Rafała nie ma, bo światła było pogaszone. Nim zapaliłam, usłyszałam „hej” z głębi mieszkania. „Wywaliło korki?” – zapytałam. Ale to nie było to. Mąż siedział po ciemku na łóżku w sypialni. Zawsze witał mnie już w korytarzu, przy drzwiach, tak jak psy.
      – Stało się coś? – zapytałam. – Nic – odpowiedział. Czekałam, aż sam powie. Nie powiedział. „Nerwówka w pracy i tyle” – to jedyne, co wyciągnęłam od niego tego wieczora.
      „Pamiętaj o szacunku i honorze. A tak samo będziesz traktowany”. „Im więcej się napocisz tutaj chłopcze, tym mniej krwi stracisz w bitwie”.
       
      Honor? Serio? A co jest honorem w korpo? Utrata krwi w „bitwie” na e-maile, na calle albo na Teamsach? Dzień po „nerwówka w pracy” usłyszałam, jak mój mąż płaszczy się przed szefem. Nie wierzyłam. Słyszałam, jak Rafał się jąka, zacina, jak go zatyka, jak zmienia mu się głos. Czułam się zmieszana, że on wie, że słyszę, że jestem świadkiem jego upokorzenia. Schowałam się w łazience, bo jest w głębi mieszkania. Ale i tam dobiegł mnie głos szefa: „jesteś tylko słabym, głupim fi..kiem”. Byłam pewna, że to nie było do Rafała. Ale jak tylko wróciłam, gdy zebranie się skończyło, odwrócił się w moją stronę na obrotowym krześle i powiedział: „Słyszałaś, jak mnie nazwał?!”. Nie mogłam uwierzyć, że mi się z tego zwierza.
      – I nic mu nie odpowiedziałeś?! – zapytałam, choć przecież wiedziałam, że nie.
      – Kredyt mamy, ot tak ci mówię, jakbyś zapomniała.
      – Nie zapomniałam. Kredyt to nie powód, żebyś się stawał wycieraczką, w którą szef sobie buty wyciera – powiedziałam.
      – Pier..l się! – syknął. Po raz pierwszy tak się do mnie odezwał. Przeprosił dopiero w nocy, gdy już byliśmy w łóżku – wspomina Dorota. – Próbowaliśmy się kochać. Ale pierwszy raz nam nie wyszło. Nam? Nie, nie nam. Jemu. Nie dotknął mnie przez kolejne trzy tygodnie.
       
      „Spartańskie koszary od 300 lat tworzą najdoskonalszych żołnierzy na świecie” – padło z ekranu. Korporacyjne koszary tworzą najdoskonalszych, ale wazeliniarzy, nie żołnierzy. W każdym razie z mojego męża stworzyły. Na zebraniach przepraszał, że żyje. Bo nie skończyło się wtedy na tym jednym. Cięte riposty miał już tylko do mnie. W domu zrobił się agresywny. Całe dnie cisza. I od czasu do czasu ciszę przerywał wybuch Rafała, po którym przepraszał, ale dopiero, gdy zasypialiśmy. Łóżko służyło nam już tylko do spania.
      – Weź się w garść! – powiedziałam którejś nocy. – Daj mi spokój. Kup sobie wibrator, znajdź kochanka, albo jedno i drugie, wszystko jedno – odburknął, gapiąc się w sufit. Byłam wściekła, że nie jestem już dla niego żadnym bodźcem, ale bardziej niż o seks, chodziło mi o to jego wieczne podminowanie, wieczny wkurw. Kochać się i tak próbowałam już tylko z desperacji, że może to go wyrwie z letargu, a mnie utwierdzi, że nic się nie zmieniło. Rafał nie golił się i chodził w starym dresie Pumy, na którym plamy od kaszki mlecznej naszego synka wyglądały jak zaschnięte nasienie. Któregoś dnia poczułam, że śmierdzi. I wtedy uświadomiłam sobie, że dawno nie słyszałam, żeby brał prysznic. Przestał mnie pociągać.
       
       
      „Wróć z tarczą lub na niej. – Tak moja pani” – Leonidasa przed walką żegnała żona. Tylko że z Rafałem to nie były żadne Termopile. Mąż poddał się w pracy walkowerem. Z każdym kolejnym dniem, gdy widziałam, jak przed monitorem kurczy się tak, jak w łóżku, czułam, że go wywalą. Raz krzyknęłam: „Dziwię się, że cię jeszcze nie zwolnili. Ja bym cię dawno wywaliła, gdybym była twoim szefem!”. I dwa dni później to właśnie się stało. Było mi strasznie wstyd.
      – Wykrakałaś. Zadowolona, zadowolona? – zacisnął pięść i podszedł do mnie. Ale na nic więcej się nie odważył. Założyłam maskę, wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu i zaczęłam słuchać podcastu wybranego na chybił trafił. Jeden, drugi, trzeci… jakoś trafiłam na „Farbowanie życia” jakiejś kobiety, ale trochę mnie znudziło, wybrałam to, co podpowiadał algorytm, to był „Co brać czy co ćpać po odwyku”… Coś w tym stylu. Żulczyka. Jacyś faceci opowiadali o problemach z głową i terapiach.
      – Rafał, a może ty masz depresję. I maskujesz agresją – zapytałam po powrocie. Ale tak, jak z tym „nic nie odpowiedziałeś szefowi?!”, to było raczej stwierdzenie, takie tam, na zagajenie...
      – Znowu się czegoś nasłuchałaś na YouTube?
      – Nie. Na Spotify.
      – Pierd…nie o Chopinie.
       
       
       
      Nalegałam tak długo, aż zgodził się na rozmowę z psychiatrą. Tele-, a raczej wideoporada na Skypie. Psychiatra z polecenia przyjaciółki. Chciałam, żeby ktoś mojego męża wreszcie postawił na nogi. Żeby wrócił dawny Rafał. To było jeszcze zanim go zwolnili. Zaczęłam się bać, że straci robotę i nie spłacimy kredytu z jednej pensji. Ale i tak ją stracił, nim psychotropy zaczęły działać. Wyrzucałam sobie, że trzeba było szukać lekarza, który zapisuje benzidiazepiny i nie szczypie się jak inni, że nie, nie, bo uzależnią. Może by i uzależniły, ale zadziałały przed wypowiedzeniem. No i tak mąż przestał „chodzić” do pracy i nie wychodząc z pokoju, zaczął do psychiatry. Zmiana fioletowego okienka Teamsów na Skype w kolorze niebiańskim.
      „Ojciec nauczył mnie, że strach nigdy nas nie opuszcza. A kiedy się z tym pogodzisz, staniesz się silniejszy”.
      – „Tato nie ma siły” – to zdanie, które nasz syn słyszy w domu chyba najczęściej. Gdy chce na spacer, gdy chce się bawić w wyścigi dinozaurów. Całe życie byłam pewna, że „tato nie ma siły”, to coś jak oksymoron. No, ale Rafał to zmienił – mówi Dorota. – Syn ciągle powtarza: „tata nie sili, tata nie sili!”.
       
      Jak nakręcony. Jeśli to prawda, że psychika nasiąka wszystkim do trzeciego roku życia, to czarno widzę, kim to dziecko kiedyś będzie. Bezradnym 30-latkiem na kanapie psychoanalityka.
      „Uczono go, że śmierć na polu bitwy, w służbie Sparcie, jest największą chwałą w jego życiu” – usłyszałam, na ekranie było coraz więcej krwi i trupów. Mojemu mężowi była przeznaczona śmierć na ołtarzu korporacji. I nie w chwale. Poległ roztrzęsiony, jak tylko zaczęły się zwolnienia i mobbing.
      Moje życie to segregowanie śmieci – butelki do butelek, papierki spod łóżka do folii. Dom – babcia – praca. Praca – babcia – dom. Bo w te dwa dni, gdy nie jestem na zdalnej, syna zaprowadzam do mamy. Rafał jest w domu, ale nie ma siły zająć się synem. Nawet nie jestem w stanie mamie tego wytłumaczyć: że Rafał w domu jest, ale „jakoby nikogo nie było” – trochę, jak u Kochanowskiego, w trenach.
       
      „Kiedy miał siedem lat, zgodnie ze spartańskim zwyczajem chłopca odebrano matce i trafił prosto do świata przemocy. Chłopca karano pałką i biczem. Ćwiczono go, by nie okazywał bólu ani litości. Jego szkolenie nie miało końca” – na ekranie scena, w której ojciec Leonidasa uczył go fechtunku. Czego ojciec Rafała go nauczył? Nie wiem, ale na pewno „zabrał do świata przemocy”. Zamiast pałki była pięść, zamiast bicza pas. Choć nie zabrano go od matki.
      Z teściową nie mam nadzwyczajnej relacji, ale która kobieta ma? Ale nie miałam pojęcia, że była fatalną matką. Rafał chyba też nie wiedział. Dopóki nie odkrył tego za pomocą psychiatry. Wcześniej wiedziałam tylko, że miał walniętego ojca, który musztrował żonę, a Rafała bił. Teraz ruszyła lawina przewin mojej teściowej. Nagle okazało się, że była bierno-agresywna, że neurotyczna, że karała Rafałka ciszą aż do „Dobranocki”, że była sknerą, że nie kupiła mu jakiegoś dużego zestawu Lego, tylko mikro. I to wszystko niby miało sprawić, że Rafał w dorosłym życiu ma fobię społeczną, bo szef uosabia „figurę rodzica”. Sknerowata, znerwicowana matka i ojciec – raz despota, raz pierdoła, już zresztą nieżyjący, doprowadzili mojego męża rzekomo do depresji.
      – Matka nic nie zrobiła, jak ojciec mnie lał – po kolejnej rozmowie z psychiatrą opowiadał mi kolejne rewelacje. Miał minę jak mały chłopiec, drżała mu broda. Jakby terapia to była teleportacja do przedszkola. Jakby był w wieku naszego syna. Miałam wrażenie, że jeszcze dwa spotkania i cofnie się do łona matki. Mój mąż zamiast się składać, rozpadał się na moich oczach.
       
       
       
      „Robimy to, do czego nas wyszkolono, do czego nas wychowano, do czego się urodziliśmy. Żadnych jeńców, żadnej litości” – padało z ekranu… Kiedyś trafiłam na post Jastruna, tego poety, który całe życie zmagał się z depresją i opowiada, jak poddał się elektrowstrząsom. Trafiłam na to, bo przetrząsałam cały internet, szukając ratunku dla Rafała. Na grupie, „Twarz męskiej depresji” czy „Męska twarz depresji” pisał, że człowiek w depresji jest jak w zaciśniętej stalowej pieści, a pogrążyć się w niemocy to nie słabość, bo przecież jest się ciężko rannym. A depresja to fala, która porywa człowieka, to obóz koncentracyjny, z którego nie ma ucieczki. Można tylko w nim żyć i czekać wyzwolenia. Czułam, jak ogarnia mnie furia. Jak może porównywać tsunami do leżenia w łóżku pod ciepłą kołdrą, przy zasuniętych roletach? Jak może porównać popijanie snikersów winem do obozu koncentracyjnego? Więźniowie Dachau w grobie się przewracają. Spróbuj pobyć jeden dzień Nawalnym!
       
      „Spartańskie agoge zmusza chłopców do walki. Głodzi ich, zmusza do kradzieży i zabijania, jeśli to konieczne”, „chłopiec nie odczuwał strachu, lecz niepokój płynący z wyostrzonych zmysłów”.
      Rafał, wielki fan wczesnego metalu, cała skrytka w samochodzie zawalona płytami Led Zeppelin i TSA. Niech teraz zaczerpnie siłę od swojego idola – przypomni sobie, jak katował mnie jakąś nocną audycją radiową, w której Piekarczyk mówił, że miał deprechę i nie mógł ruszyć ręką ani nogą, ale szedł do pracy. „Szedłem jak wytresowany pies. Wbiłem sobie do mózgu, że idę do pracy”. Dlaczego Rafał tak nie może? Nie może? Ta „praca” to przejść dwa metry – z łóżka do komputera. Nawet nie musi wstawać z łóżka. Wystarczy, że wyłączy kamerę.
       
       
       
      Znów wrócił do mnie ten Jastrun, jedno zdanie. Że nie słyszał, by ktoś wyszedł z ciężkiej depresji o własnych siłach. Że lekarze mówią, że to niemożliwe… Przeraziłam się, co będzie…
      – Że z tym samobójstwem to Rafał jednak nie straszył?
      – Nie. Co będzie, jak już taki zostanie. Jak będzie taki już zawsze… A zresztą, niech to wszystko się skończy, wszystko jedno jak – przemknęło mi. I przeraziło. A jak któregoś dnia naprawdę upozoruje ten wypadek? Co, jeśli nie straszy. – Kto straszy samobójstwem, ten się nie zabija? – zapytałam jego psychiatry. Powiedział, że to mit. I że przed nami najgorszy czas – jeszcze nie mija depresja, ale leki już dają o sobie znać i wraca energia. Wtedy ludzie to robią. Wtedy się zabijają. Jak Robin Williams? Nikt się tego nie spodziewał, świat miał go za komika. Oscar, parę Złotych Globów to za mało, by żyć. Mnie nie dadzą wtedy żyć wyrzuty sumienia.
      „Wysłano go w dzikie ostępy. Furii natury mógł przeciwstawić tylko swój rozum i wolę. Przechodził inicjację, próbę w dziczy. Miał wrócić jako Spartanin albo nie wrócić w ogóle”.
      Dlaczego Rafał mi tego nie ułatwia, dlaczego zachowuje się tak, jakbym to ja była winna jego depresji? Ja, jego matka, jego ojciec. To pieprzone psychologizowanie. Szukanie winy wszędzie, ale nie w sobie.
      Jest jak profesor Mikołejko, który po "60" wciąż pamięta, jak mama biła go kablem do żelazka, jak były ministrant, który pcha się do Sekielskiego, bo nie może zapomnieć tego, co zdarzyło się 40 lat temu...
      Czekam aż mózg Rafała napęcznieje serotoniną jak gąbka. Czekam na zakończenie tej terapii, jak choroby zakaźnej. Odra, świnka, różyczka – wiesz, ile trwa, co do dnia. Ile można chodzić na terapię? Tego nie wiesz. Boję się, że do końca życia. Jego albo mojego. Nie wiem, ile jeszcze wytrzymam...
       
      „I tak chłopiec, uznany za martwego powrócił do swojego ludu, do świętej Sparty jako król Leonidas”.
      Dwa dni temu Rafał pierwszy raz od miesięcy się uśmiechnął. Zaklinam rzeczywistość: „Wróci… do siebie, znów będzie sobą. Wróci do mnie, wróci do syna, wróci do domu”. Wyobrażam sobie, że mój mąż jest jak Neo w „Matrixie”. Ma tylko wziąć tabletki. I odbierać połączenia od psychiatry. Nic więcej. Jest seronil, jest viagra. Może dla nas jeszcze nie jest za późno…
      Tylko do domu rodziców mój mąż już nigdy nie powróci jako król. Mój ojciec, w swojej pieprzonej Sparcie uznał go za martwego.
       
      https://kobieta.onet.pl/depresja-u-mezczyzny-maskowana-alkoholem-i-agresja-koronawirus-polska/v5v0h7q
       
      Płaczcie i okazujcie uczucia przy Paniach Waszego życia. Zwierzajcie się z problemów. Mówcie o wszystkim. One już będą wiedziały co z tym zrobić
      Jestem ciekaw czy Panu już znalazła "pocieszyciele".
    • By maggienovak
      Panowie, 
      Jak podchodzicie do pojęcia "pomoc psychologiczna"? 

      Jeśli potrzebowalibyście pomocy psychologa/psychologicznej - to jakie kryteria powinien spełniać? 
      Co sądzicie o grupach wsparcia? 
    • By PoCoMiOko
      Witajcie
       
      Czy ktoś obecnie korzysta z wizyt u psychologa/psychiatry/psychoterapeuty? Chodzi mi o wizyty face to face. 
      Jeśli tak to jakie macie doświadczenia(chodzi mi o to, czy w waszym przypadku terapia pomogła czy zaszkodziła)
      Gdzie szukaliście specjalisty?
       
      Z góry dzięki za odpowiedzi
       
    • By trop
      Bracia, mam delikatne kłopoty ze snem. Mam trochę tej Hydroksyzyny 25 mg. Nada się? Znajomek bierze właśnie to i mówi że dobrze śpi. Nie uzależnia? 
    • By Libertyn
      <body> <div class="container"> <div class="el st1 st2">5</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el st1 st2">5</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el first-attempt">1</div> <div class="el attrib" data-hack-inactive>6</div> <div class="el hack">3</div> <div class="el attrib" data-hack-inactive>6</div> <div class="el" data-border>2</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el hijack" title="hijack">4</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el hack">3</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el first-attempt">1</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el attrib" data-hack-inactive>6</div> <div class="el hack">3</div> <div class="el st1 st2">5</div> <div class="el" data-border>2</div> <div class="el hijack" title="hijack">4</div> <div class="el" data-border>2</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el hijack" title="hijack">4</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el hack">3</div> <div class="el st1 st2">5</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el first-attempt">1</div> <div class="el attrib" data-hack-inactive>6</div> <div class="el st1 st2">5</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el" data-border>2</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el first-attempt">1</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el hijack" title="hijack">4</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el hack">3</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el first-attempt">1</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el st1 st2">5</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el" data-border>2</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> <div class="el" data-border>2</div> <div class="el attrib" data-hack-inactive>6</div> <div class="el last-attempt"><span>7</span></div> </div> </body> Jak z pomocą js używając dataset dodać do 
      <div class="el" data-border>2</div> atrybut 
      data-el-active
      let dataBorders = document.querySelectorAll("[data-border]") I co dalej?
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.