Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Johnny Z

Pięć lat lodowej pustyni po dziewięciu latach bajki. Naprostować kobietę i ocalić rodzinę.

Recommended Posts

Moja historia jest podobna do wielu innych. Najpierw bajka, potem marazm i pustynia. Na uwagę jednak zasługuje fakt, że bajka trwała 9 lat, bo po tylu latach pojawiło się nasze pierwsze dziecko. Inna niestandardowa rzecz jest taka, że kobieta nigdy nie parła na formalizowanie związku i jesteśmy do tej pory bez papierów.

 

Znamy się już z 15 lat, właśnie dobiliśmy do czterdziestki. Dwójka dzieci (5 lat i 1/2 roku). Jak już wspomniałem kobieta nigdy nie miała parcia na małżeństwo, mi też taka forma zawsze odpowiadała, głównie ze względu na wstręt do urzędów i formalności, a gdy rodzina trochę cisnęła w późniejszej fazie, ona powiedziała: "Nie złamią nas tak łatwo."

 

FAZA 1

Na początku naszej znajomości trochę mnie nosiło. Potrafiłem się wplątać w potyczki w barze czy na ulicy, gdy włóczyliśmy się po mieście, roztrzaskać gitarę o podłogę, przewrócić regał itp. do tego sporo alkoholu. Oboje raczej introwertyczni, ja w sumie mieszanka wybuchowa, różnił nas temperament, ja bardziej żywiołowy ona spokojna.

 

Pierwsze 9 lat upływało w błogim poczuciu, że znalazłem cud kobietę i ideał. Bratnie dusze, kosmiczna nić porozumienia i tym podobne...  Byłem dla niej autorytetem, zapatrzona we mnie, przejęła większość moich poglądów, na wiele rzeczy otworzyłem jej oczy. Nigdy o nic się nie czepiała, żadnych dramatów, histerii czy awantur, nawet podnoszenia głosu. Kasę każdy miał swoją i płacił za siebie. Ja z biegiem lat pogrążony w błogostanie wyciszyłem się, znajomości jakoś się rozeszły, ona też przestała dbać o kontakty z koleżankami i tak sobie dryfowaliśmy sami na chilloucie.

 

Temat dziecka zaczął się pojawiać około 4 roku naszej znajomości, ja od zawsze chciałem założyć rodzinę, z drugiej strony nie czułem, że to już ten moment więc odwlekałem, ona bardzo nie naciskała, ale zegar tykał, w efekcie po kolejnych 5 latach pojawiła się córka. Od tego momentu ja zapewniam środki, a ona zajmuje się potomstwem w domu.

 

FAZA 2

Okres po powrocie ze szpitala z dzieckiem okazał się totalnym hardkorem. Kobieta prawie bez snu, cień człowieka. Miała problem z karmieniem, trzeba było odciągać po nocy, wyparzać ten sprzęt, butelkę, dbać o temperaturę pokarmu, więc bieganie z tym wszystkim z kuchni do sypialni i z sypialni do kuchni w akompaniamencie ryczącego dziecka, które jak nie spało to głównie darło mordkę. No więc ja oczywiście z pracy prosto do domu i walka z dzieckiem, kilka godzin snu i znowu robota. Pomagałem przy usypianiu, kołysałem, mruczałem piosenki, zabawiałem. Jak się przespało 5 godzin to było dobrze. Na żadne wyjścia czy pasje nie było czasu. W tym okresie też zapuściłem się z 10 kg, wcześniej już miałem lekką nadwagę, jak nie pilnuję treningów i żarcia szybko przybieram na wadze.
 
Wiosną gdy córka miała już ponad pół roku, kobieta z maleństwem przeniosła się na kilka miesięcy do matki, do domu pod miastem. Lepsze warunki dla dziecka, teściowa do pomocy na miejscu. Ja miałem wpadać co parę dni. Wreszcie mogłem złapać oddech. Nagle jednak okazało się, że kobieta musi przejść szybko operację w szpitalu, nic bardzo poważnego, ale nie było jej ze 2 tyg. W tym czasie ja zwolnienie w pracy i zajmowanie się dzieckiem na zmianę z teściową.

 

Od momentu jej powrotu wszystko się zmieniło i zaczęła się znana historia. Jakby miała jakiś przełącznik na plecach i ktoś przestawił program na "chłód". W pełni skupiona na dziecku, równie dobrze mogłoby mnie nie być, dystans i obojętność. Ja w konsternacji, no bo rozumiem że hormony, macierzyństwo... ale mijały kolejne miesiące, a tu jak na lodowej pustyni. Zamiast fajnej dziewczyny pojawiła się ciągle spięta i zmęczona lodowa pani. W tym czasie też zacząłem się konfliktować z teściową. Wcześniej zawsze wydawało mi się spoko i że jest pozytywnie do mnie nastawiona, dało się z nią pogadać normalnie czy nawet piwa napić. Okazuje się że wystarczyło żebym zasugerował, że w pokoju dziecka jest za duszno, żeby się obraziła. Generalnie zaczęło robić się nieciekawie.

 

Gdy z czasem nic się nie zmieniało i zaczęły się dziać tarcia zacząłem drążyć temat w rozmowach. Nieświadomie przyjąłem pozycję bardziej zaangażowanego, co wcześniej nie miało miejsca. Wkrótce zaczęło się podnoszenie na mnie głosu, albo odzywki w lekceważącym tonie. Nie było to może nic upokarzającego i z rzadka, ale coś takiego nigdy wcześniej nie występowało i byłem w lekkim szoku. W tamtym momencie najchętniej bym tym wszystkim pierdolnął, ale nie mogłem tego zrobić ze względu na dziecko. Poczułem się jak w potrzasku. Gdybyśmy byli sami po prostu bym odszedł, 10 lat w piach, ale trudno. Ale zostawienie córki nie wchodziło w grę, mam stanowczo wyrobiony pogląd, że dziecko ma prawo do obojga rodziców i naszym obowiązkiem jest się dogadać i stworzyć dla niego rodzinę.

 

Jednak w pewnym momencie mówię o rozstaniu (blefuję ale nie widziałem innego wyjścia żeby coś do niej dotarło). Ona: "czy to jest to czego chcesz?". Mówię, że nie, ale nie widzę innego wyjścia. Zaczęliśmy gadać, powiedziałem że jak tak dalej będzie to czarno to widzę i znowu naświetliłem swój punkt widzenia. Ona powiedziała jakieś swoje oczekiwania, czy co jej się nie podoba, ale to były jakieś dziwaczne duperele, jednostkowe sytuacje. Oczywiście odwracanie kota. Niby jednak doszliśmy do porozumienia i wydawało się że będzie dobrze, ale oczywiście na dłuższą metę niewiele się zmieniło. Potrafiło być miło, sympatycznie i w zgodzie, ale generalnie program nastawiony na "zimno" i pełna koncentracja na dziecko. W ogóle poza dzieckiem nie było dla niej życia.

 

Na jesieni wróciliśmy do mieszkania w mieście (należącego do mnie). Mijał kolejny rok. Trzeba było uważać na to co się mówi, bo każde słowo krytyki mogło spowodować ciche dni ciągnące się tygodniami, a nawet miesiącami. Podczas takich ciągów NIGDY pierwsza się nie odezwała. Prawie nigdy za nic nie przepraszała (raz jej się udało). Kiedyś spokojna, teraz nie było dnia żeby kilka razy nie wydarła się na córkę wychodząc z nerwów, gdy ta się nie słuchała. Dziecko fakt że bardzo żywiołowe i niesforne ale ja sobie grać na nerwach nie pozwalałem i mnie się słuchało. Tłumaczyłem jej, że okazywanie nerwów to oznaka słabości, którą dziecko wyczuwa i nic sobie z tego nie robi. Obrażała się na to, bo jej nie wolno krytykować, ona nigdy nic nie zrobiła nie tak, zawsze wina jest okoliczności, dziecka, moja. Pomijając te niekontrolowane wybuchy trzeba powiedzieć, że ze swoich obowiązków względem dziecka wywiązuje się bardzo dobrze, z miłością i zaangażowaniem. Jednak te wybuchy były przerażające, jak jakaś patologia, nigdy wcześniej u niej czegoś takiego nie widziałem. Ona jednak nie widziała w tym problemu i twierdziła że przesadzam i że nie da się inaczej, a ja jestem dla córki zbyt delikatny, co nie jest prawdą, bo jestem surowszy od niej, tylko nie drę mordy bez sensu co chwila.

 

Tymczasem mijał kolejny rok. O ile przez lata byłem dosłownie opleciony przez kobietę (uwieszanie się na mnie, wskakiwanie na kolana jak coś robiłem przy kompie, pocałunki co chwila itp.), teraz nic, dosłownie 0. Sex mógłby dla niej nie istnieć. Jeśli chciałem musiałem żebrać i nie zawsze coś z tego było. Na pytania skąd taka zmiana, ona nie miała jednoznacznej odpowiedzi, ale zawsze gdzieś musiała być w tym moja wina, za każdym razem jednak to było coś innego, np. że jak coś spadnie na podłogę to nigdy nie podniosę. Innym razem, że poprawiam ją jak coś powie nie do końca zgodnego z rzeczywistością (czyli że czepiam się), albo że za mało pomagałem jak córka była malutka (to już kłamstwo w żywe oczy) oraz insynuacje egoizmu (bezczelność z jej strony). To odwrócenie się plecami  zaczęło przyprawiać mnie o dołowanie i myśli samobójcze. W ciężkich momentach zdarzało się że po pracy łaziłem po mieście bo nie wyobrażałem sobie powrotu do domu. Najgorsze, że byłem w takim stanie, że pewnego razu puściły mi nerwy i (czego do dziś nie mogę sobie darować) pozwoliłem sobie na łzy w jej obecności. Innym razem kazałem jej wypieprzać z łóżka i spać na kanapie, nazajutrz gdy emocje opadły pobiegłem kupić prezencik i przeprosiłem. Na szczęście zachowałem chociaż na tyle godności, że już na samym początku jej zmiany zaprzestałem okazywać jej bliskość, żadnego obłapiania czy słodkich słówek.

 

W końcu następował jakiś punkt krytyczny i znowu ta sama rozmowa (im dalej w las tym częściej przeradzająca się w awanturę), po której wydaje się że wszystko teraz będzie już dobrze. I przez jeden dzień jest obiecująco, przez 2 miesiące jest miło, ale ponieważ widzę że tak naprawdę nic się nie zmienia, zaczyna ogarniać mnie melancholia i ocieram się o depresję (co ona mi potem wypomina, że nie może do mnie przez to się zbliżyć), potem coraz gorzej przez kilka miesięcy, znowu do punktu krytycznego i znowu rozmowa. I tak w kółko rok za rokiem. Lata strawione w cieniu szarpaniny. No ale jest córka, która śpiewa piosenki o kochanej rodzince i uwielbia jak spędzamy czas wszyscy razem, są też fajne chwile.

 

Rok temu wreszcie się z tym pogodziłem. Pojechaliśmy na wakacje. Postanowiłem cieszyć się życiem, zapomnieć o tym wszystkim co było i wymazać ją z siebie, skupić się na sobie i córce i niczego nie oczekiwać od kobiety. Wtedy zaczęła się przybliżać. Już wcześniej gadaliśmy o drugim dziecku, to był ostatni moment bo zbliżała się 40stka. Też chciałem mieć jeszcze jedno. Zaszła w ciążę i sielanka trwała jeszcze jakiś czas, ale chyba poczułem się zbyt pewnie bo wszystko wjechało na swoje ciemne tory gdy pewnego razu ponownie skrytykowałem jej wyładowania nerwowe (w możliwie najbardziej delikatny sposób) w stosunku do córki, za co otrzymałem "karę" - 2 miesiące obrażenia. Olałem kobietę i wieczorami wkręcałem się w swój projekt hobby. Ona mogłaby się już chyba nie odezwać nigdy. Mijaliśmy się prawie bez słów aż do dnia porodu.

 

Po przyjściu na świat syna postanowiłem, że nie będę się już tak angażował w niańczenie niemowlaka. Już pierwszej nocy były fochy że śpię. Wpadłem w szał, trzasnąłem drzwiami i wyszedłem spać do biura. Kocham syna i chętnie przy nim spędzam czas, ale już nie zajmuję się na taką skalę jak przy córce, popilnuję, potrzymam, pobawię się i tyle. Inna sprawa że syn dużo spokojniejszy od córki. Wszystko przy nim jest jakieś łatwiejsze i potrafi zająć się sobą. Kobieta chyba przyjęła to do wiadomości, bo już się nie buntuje o to, pewnie użyje jako broń w przyszłości, mam to gdzieś.

 

W tym czasie znowu kolejne rozmowy. W pewnym momencie mówi że ona nie wierzy, że nam się uda. Bezczelność bo nie zrobiła dosłownie NIC żeby poprawić sytuację. Zirytowany odpowiadam: "W takim razie od razu się rozstańmy. Będę weekendowym tatusiem, trudno." (zna moje stanowisko na temat rozwodu i dzieci, więc staram się jej dawać do zrozumienia, że w razie czego jestem gotowy na rozłąkę z nimi).  Ona na to żebym dał jej czas (w domyśle na zmianę). Pytam ile. Mówi że nie wie.

 

FAZA 3

Ostatnie lato cała gromadka znowu spędziła u teściowej. Ja przyjeżdżałem tylko na weekendy, miałem więc dużo czasu dla siebie. Niestety pobyt u teściowej zaowocował otwartą wojną po tym jak zaczęła podważać mój autorytet krytykując moje decyzje i śmieszkując z mojej rzekomej naiwności. Już zapowiedziałem kobiecie że to ostatnie lato u jej matki. Nie wiem zresztą czy teściowa nie miała w tym wszystkim swojego udziału, bo przecież psuć się zaczęło właśnie podczas pierwszego pobytu u niej.

 

Tymczasem urządziłem sobie fajnie chatę, z kobietą uciąłem kontakty do minimum i cieszyłem się odzyskaną swobodą. Trafiłem w końcu na tematy około redpillowe i powoli wszystko zaczęło się układać w całość. Zobaczyłem wszystkie swoje błędy i jaką miękką cipą się stałem. Obudził się we mnie gniew, głównie na siebie samego. Postanowiłem wdrożyć zmiany natychmiast. Ale czego właściwie chciałem? Czy da się przywrócić szacunek i nadszarpnięty autorytet, tym bardziej że to wszystko ciągnie się już kilka lat?

 

Postanowiłem skupić się przede wszystkim na sobie i na dzieciach i nie odpuszczać nawet jak już zacznie się zmieniać na lepsze. Podejmować decyzje według własnej oceny i nie pytać o zdanie. Koniec z sentymentalnymi pierdami, raz na zawsze przestać oczekiwać że wróci to co było. Zamiast tego wymagać przede wszystkim szacunku. Iść własną drogą a jak ona zechce to niech idzie za mną.

 

Zacząłem dbać o siebie, codziennie ćwiczyć, biegać, żadnego alko, żadnego porno, żadnego fapania. Zmieniłem sposób żywienia, co okazało się zbawienne (okresowy post), przypływ energii, pozbyłem się ok 15 kg i już zacząłem jako tako wyglądać i lepiej się czuć. Następne 10 czeka w kolejce. Wraca we mnie siła i pewność siebie.

 

Przy najmniejszej próbie okazywania braku szacunku ostra reakcja. Choć słownie spotyka się to z niechęcią i traktowane jest jak uciążliwa fanaberia, to widzę że przynosi pozytywne efekty. Przestałem się też wyrywać do babskich obowiązków, chyba że poprosi o pomoc. Raz przyszła do kuchni wieczorem, ja siedzę przy kompie, dookoła bajzel z całego dnia. "Myślałam że sprzątałeś, bo słyszałam stukanie naczyń", odpowiedziałem zgodnie z prawdą że nie chcę się jej wtrącać już w te garnki bo nic dobrego z tego nigdy nie wynikło (Wcześniej jak widziałem bajzel, a ona była czymś zajęta przy dziecku to zawsze ogarnąłem i co trzeba do zmywarki powrzucałem. Po latach usłyszałem że ja NIGDY nie sprzątam w kuchni). Jeśli idę do sklepu to nie pytam co kupić, tylko kupuję według własnego uznania, czasem się o to złości. W weekendy to ja staram się organizować czas, co i kiedy robimy.

 

Zauważyłem że dobrze działa nieustępliwość. Któregoś dnia w rozmowie przez telefon w związku z załatwianiem jakiejś sprawy zaczęła mi marudzić żeby przełożyć na późniejszy termin. Odruchowo się zgodziłem. Zaraz jednak refleksja że znów zachowuję się jak cipa. Dzwonię więc, że jednak lepiej jak będzie zrobione dzisiaj, ona zaczęła się stawiać i marudzić więc ryknąłem co ma robić rzucając kurwą i się rozłączyłem. Myślę sobie: "teraz pewnie ciche dni". Za pół godziny sms, że sprawa uruchomiona. Za godzinę kolejny: "obiad na 18?". Wracam a ona w skowronkach nakłada mi strawę.

 

Niedawno powiedziała że czuje się szczęśliwa. Raz przytuliła się jak kiedyś, pierwszy raz od 5 lat. Nie przykładam do tego wagi. Zaczęła mnie pytać o zdanie w codziennych, nawet błahych sprawach, co czasem aż wydaje mi się dziwne. Dba o miłą atmosferę. No ale być może jesteśmy na górce i kolejka zacznie zjeżdżać w dół przy najbliższej okazji. Sexu nie inicjuje ale też nie blokuje. Jednak frustruje mnie to i chciałbym żeby było inaczej bo czuję się jak cipa. Ona tłumaczy że ma niskie libido. Teraz jest w trakcie karmienia więc też biorę na to poprawkę.

 

Na boku na pewno nikogo nie ma i nie miała, przynajmniej przez ostatnie 6 lat na 100%. Wcześniej teoretycznie istniała możliwość na jakieś skoki ale nie sądzę i nie mam powodów by ją podejrzewać. Nigdy też nie używała żadnych portali typu facebook. Aktualnie ma dwie koleżanki z czasów studiów z którymi spotyka się (osobno) z raz w roku.

 

W międzyczasie trafiłem na forum i przeczytałem podobne historie, niektóre bardziej optymistyczne, inne mniej, oraz często rekomendowaną książkę "No More Mr Nice Guy", co utwierdziło mnie o słuszności obranego kierunku i otworzyło oczy na nowe kwestie. Ostatnie czego chcę to rozpad rodziny, ponieważ zależy mi na stałym kontakcie z dziećmi, poza tym to byłby dla pięcioletniej córki straszny cios, nie mam prawa ani ochoty robić jej takiej krzywdy, nie wspominając o synu. Z drugiej strony wcale nie uśmiecha mi się spędzenie pod jednym dachem następnych lat z lodową panią, nadal się więc łudzę że da się ją naprostować. Tymczasem odcinam się emocjonalnie trzymając obranego kursu.

 

Czasem też ogarniają mnie myśli, że moje zachowanie i tak nie miało żadnego znaczenia i czego bym nie zrobił, kim bym nie był i jak bym nie wyglądał, ona zawsze by się zachowała w ten sam sposób. Że to po prostu taka jej natura i nic nie ma na to wpływu.

 

Wiem że się rozpisałem, ale nie miałem okazji żeby z kimkolwiek się tym podzielić wcześniej, więc dzięki jeśli ktoś dotarł do końca.
Jestem ciekaw waszego zdania i jak oceniacie szanse na zmiany na lepsze, wszelkie wskazówki też są mile widziane.

 

  • Like 11
  • Thanks 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 hours ago, Johnny Z said:

Czasem też ogarniają mnie myśli, że moje zachowanie i tak nie miało żadnego znaczenia i czego bym nie zrobił, kim bym nie był i jak bym nie wyglądał, ona zawsze by się zachowała w ten sam sposób. Że to po prostu taka jej natura i nic nie ma na to wpływu.

Masz rację. Owszem, mogłoby być jedynie nieco lepiej lub nieco gorzej w zależności od Twojego zachowania. Taki ma już wgrany program i tyle. Najwyraźniej urodzenie dziecka uaktywniło jej negatywne cechy. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gratuluję zmiany postawy, ciągniesz w dobrym kierunku.

 

Relacja zwana 'związkiem' z kobietą to nie partnerstwo, to ustalenie przewodnictwa i wytrwanie w nim.

To my, mężczyźni, robimy sobie krzywdę, biorąc zbyt dosłownie słowo partnerka, i rozumiemy je według naszego męskiego pojmowania, co jest błędem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

1. Nie próbowałbym na siłę ratować rodziny i związku, bo nieszczęśliwa rodzina, a w niej nieszczęśliwy Ty, to chyba gorsze wyjście, niż bycie weekendowym ojcem. Jeżeli już kolejny rok z rzędu jesteś nieszczęśliwy - nie rozumiem po co jesteś z tą kobietą. Dajmy sobie spokój z etosem podtrzymywania rodziny za wszelką cenę. Lepsi rozwiedzeni rodzice, ale oboje wolni i szczęśliwi, niż będący w toksycznym związku, moim zdaniem. 

2. Po co robiłeś sobie z tą kobietą kolejne dziecko, skoro po pierwszym była już totalna padaka? Znów nie rozumiem.

 

Poza tym oziębłość po tym jak już kobieta dostanie ślub i dzieci (albo jedno z tych dwóch), to raczej typowe i ta agonia trwa często aż do śmierci. Ciekawe, że stanowczym i olewatorskim stosunkiem do niej udało Ci się coś osiągnąć. Pytanie tylko, czy to nie jest reanimacja trupa. Moim zdaniem jest. I tendencja będzie już tylko spadkowa, z lekkimi odreagowaniami po drodze. 

 

Ja bym się rozwiódł, ale jednocześnie ja w ogóle nie robiłbym sobie z nikim żadnych dzieci i stronię od dzieci w ogóle, więc nie wiem, czy jestem tu dobrym doradcą. Nie rozumiem skąd w mężczyznach bierze się potrzeba robienia dzieci w ogóle. Kończy się to jak widać.

 

Zwykle widzę, że ludzie robią sobie dzieci w związku, bo właśnie zaczyna im w tym związku czegoś brakować lub czegoś brakuje od początku. Bo, jeśli im nie brakuje, to po cholerę im do szczęśliwego, spełnionego związku jeszcze dzieci? Moim zdaniem potrzeba dzieci w związku to już pierwszy znak, aby dobrze się zastanowić, czy w tym związku wszystko jest ok. I pewnie, gdy podejmowaliście decyzję o pierwszym dziecku, to był przejrzysty symptom, że czas się ewakuować, związek się wypalił i szukacie jakichś rozwiązań zastępczych. Generalnie jak kobieta w związku zaczyna gadać o dziecku, to dobry sygnał, by się ewakuować, nie dlatego, bo chodzi o dziecko (choć to też), ale głównie dlatego, bo to doskonały indykator tego, że Ty jej już nie wystarczasz.

 

 

Edited by lekkiepióro
  • Like 1
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Kleofas napisał:

Masz rację. Owszem, mogłoby być jedynie nieco lepiej lub nieco gorzej w zależności od Twojego zachowania. Taki ma już wgrany program i tyle. Najwyraźniej urodzenie dziecka uaktywniło jej negatywne cechy. 

Dokładnie tak to wygląda, jakby przeobraziła się w kogoś innego albo kosmici ją podmienili. Po prostu nie ta osoba. Cholernie bolesne. Czuję się jakby umarł mi ktoś bliski i ciągle niestety trudno mi to zaakceptować. Przestaję wierzyć że może się coś zmienić na lepsze. Trudno, trzeba się pogodzić z rzeczywistością i robić swoje. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz, że to wszystko nie stało się od razu. Przez pół roku po urodzeniu dziecka było jeszcze wszystko ok, wtedy jeszcze potrafiła napisać mi że mnie kocha. Ale może to jeszcze leciało siłą rozpędu

 

 @Baelish Kierunek będę trzymał choć na tę chwilę cienko widzę szanse na takie zmiany w relacji, jakich bym oczekiwał. Wszystko znowu się posypało.

 

Znowu wybuchła na córkę i trochę puściły mi nerwy, opieprzyłem ją że mam dosyć tej patologii i już widziałem, że będą ciche dni, więc jak dzieci poszły spać od razu postanowiłem to przeciąć. Jakbym włożył kij w mrowisko. Wywiązała się awantura jakiej jeszcze nie było, padły ostre słowa. Potem się uspokoiliśmy i zaczęliśmy rozmawiać normalnie. Generalnie atmosfera znowu zrobiła się ciężka.

 

40 minut temu, Lucek napisał:

Jak będzie zazdrosna o inne kobiety to lód pęknie.

Sam już nie wiem, tak negatywnych emocji w stosunku do mnie jeszcze nie widziałem jak podczas tej awantury.

 

@lekkiepióro 1. To jeszcze nie jest moment na odejście. Łączy mnie też z nią nadal wspólne 9 bardzo dobrych lat i chociażby z tego względu chcę jej dać szansę na zmianę. Nie łudzę się jednak, że będzie jak kiedyś, ale też nie jestem typem który się ewakuuje i zostawia rodzinę jak wszystko się pierdoli.  2. Bo chciałem mieć jeszcze jedno dziecko, a nowej rodziny już zakładać mi się nie chce. Liczyłem też na to że to przejściowy kryzys, który minie lub że dotrzemy się na nowo i będziemy żyć długo i szczęśliwie. Pozytywne symptomy zaczęły się pojawiać, a czasu było coraz mniej.

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, Johnny Z napisał:

Ostatnie lato cała gromadka znowu spędziła u teściowej. Ja przyjeżdżałem tylko na weekendy, miałem więc dużo czasu dla siebie. Niestety pobyt u teściowej zaowocował otwartą wojną

To była moja pierwsza myśl. Przecież nie było tak, że one tam tylko zajmowały się dzieckiem, prawdopodobnie twoja zaczęła matce opowiadać,

co jej leży na sercu, a że wszystko szło przez pryzmat, tego, że na jakiejś płaszczyźnie była nieszczęśliwa, to pewnie matka "analizując" jej biadolenie

dochodziła do wniosku, że to ty wszystkiemu winien i nie dość, że żabka miała sojusznika, to jeszcze się nawzajem nakręcały.

Już parę razy przyłapałem się na tym, że słuchając kobiety staje automatycznie po jej stronie, one są mistrzyniami w robieniu z siebie ofiar i niestety totalnymi

zerami w braniu problemów na klatę i odpowiedzialności za swoje życie ..

Tak sobie kontempluje teraz, a może wszyscy zamiast myśleć "moja partnerka" powinniśmy myśleć "moja suka" ??

No bo przeanalizujmy, jak się olewa, opierdoli, zerżnie od niechcenia, to jej się zaczyna chcieć, a nawet przyjdzie i się poprzymila, a jak jesteś miły i pomocny,

to zaczyna Cię traktować jak gówno, no gdzie tu logika ...

Godzinę temu, lekkiepióro napisał:

Bo, jeśli im nie brakuje, to po cholerę im do szczęśliwego, spełnionego związku jeszcze dzieci? Moim zdaniem potrzeba dzieci w związku to już pierwszy znak, aby dobrze się zastanowić, czy w tym związku wszystko jest ok

W zasadzie jakby się zastanowić, to wszystkie problemy z kobietami biorą się z powodu dzieci ... Gdyby ich nie było, nie było by ciśnień o zegar biologiczny,

śluby. a w konsekwencji i rozwody nie były by potrzebne i większość kobiecych problemów dało by się rozwiązać tekstem "nie podoba się, to wy#$%" ...pięknie by było :)

@lekkiepióro Ale zastanów się, powyższa wypowiedź mówi, że dzieci są symbolem, tego, że się źle dzieje, to znaczy, że przedłużanie gatunku ludzkiego jest

generalnie jednym wielkim nieszczęściem ... nie pojechałeś za grubo :) ?

Godzinę temu, lekkiepióro napisał:

Generalnie jak kobieta w związku zaczyna gadać o dziecku .. to doskonały indykator tego, że Ty jej już nie wystarczasz.

Kurde, a to ciekawa koncepcja, warta przemyślenia, nie myślałem o tym w ten sposób, ale wiesz ...

Wejście w związek z kobietą to nie jest koniec świata, ani koniec życia (chociaż w sumie, jak słucham niektórych historii to mam wątpliwości ... )

Więc będąc w związku powinno móc się realizować swoje potrzeby, nie będące w żaden sposób związane z partnerem.

A jakby twoja kobieta chciała sobie zrobić ogródek na działce, gdzie by sobie sadziła fiołki, czy co tam jej przyjdzie do głowy,

to też dla tego że już jej nie wystarczasz??

Faceci też koniec końców chcą dzieci, chociażby dlatego, aby zostawić jakieś "dziedzictwo", tylko raczej dużo później niż kobiety.

A jeśli by facet miał wielką fortunę i chciał syna, to też dla tego, że partnerka mu już nie wystarcza ???

@lekkiepióro Mam wrażenie, że trochę grubo pojechane, aczkolwiek "shittest" w postaci pytania "a co ja Ci już nie wystarczam?"

pewnie można zastosować, żeby zobaczyć czy kobieta wybrnie :)

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam nadzieję, że to dopiero początek twojej walki o szczęśliwe jutro. Gratuluję!

Share this post


Link to post
Share on other sites
36 minut temu, StatusQuo napisał:

Ale zastanów się, powyższa wypowiedź mówi, że dzieci są symbolem, tego, że się źle dzieje, to znaczy, że przedłużanie gatunku ludzkiego jest

generalnie jednym wielkim nieszczęściem ... nie pojechałeś za grubo :) ?

Przedłużanie gatunku następowało od zawsze mimowolnie, przy okazji, zaś to seks był celem. Ludzie robili dzieci, bo nie potrafili i nie chcieli powstrzymać popędów, wobec braku skutecznej antykoncepcji. Więc trudno analizować pod tym kątem poprzednie pokolenia.

 

Natomiast po co i dlaczego ludzie dzisiaj robią sobie dzieci? No chyba nie dlatego, bo nie potrafią się zabezpieczyć, a ciągnie ich do seksu, jak ludzie kilka wieków temu. Środki antykoncepcyjne mamy współcześnie wystarczająco skuteczne. Robią je najczęściej z jakichś powodów, a nie przy okazji seksu. Może być tak, że świadoma decyzja o dziecku jest świadectwem jakiejś dysfunkcjonalności, czy braku w związku i wcale nie świadczy to o tym, że przedłużanie gatunku ludzkiego od zawsze tak wyglądało. Bo kiedyś nie podejmowało się decyzji o dziecku, tylko decyzja podejmowała się sama przy okazji. Świadomie zaś pewnie niewielu by ją podjęło. Poza tym przedłużenie gatunku akurat wcale nie zależy od tego, czy zrobimy sobie dziecko, czy nie. To tak jakby od jednej szklanki wody miało zależeć tsunami. Nie oszukujmy się i nie przypisujmy sobie większego wpływu na świat niż mamy, bo to po prostu głupota. Gatunek ludzki zostanie przedłużony przez takich, czy innych ludzi niezależenie od naszej decyzji. Zaś dla samego przetrwania gatunku są znacznie bardziej ważne problemy do rozwiązania niż spłodzenie sobie dzieciaka przez jakiegoś pana XYZ z kraju ABC. 100-kroć bardziej przyczynimy się do przedłużenia gatunku zajmując się badaniami nad kosmicznymi misjami załogowymi, niż spłodzeniem dziecka, zwłaszcza, gdy 6 miliardów ludzi robi to samo. Płodząc dziecko działamy wręcz kontrproduktywne, bo poświęcamy nasz czas i zasoby na wychowanie kolejnego człowieka (których na Ziemi jest pod dostatkiem - nie oszukujmy się), podczas, gdy moglibyśmy ten czas i zasoby wykorzystać znacznie bardziej wydajnie z punktu widzenia zabezpieczenia bytu gatunku ludzkiego.

 

36 minut temu, StatusQuo napisał:

Mam wrażenie, że trochę grubo pojechane, aczkolwiek "shittest" w postaci pytania "a co ja Ci już nie wystarczam?"

pewnie można zastosować, żeby zobaczyć czy kobieta wybrnie

Jak dla mnie sprawa jest oczywista - nie wybrnie. Można się oszukiwać, robić shit testy. Ale czarne nigdy nie będzie białe. Możemy tylko liczyć, że zostaniemy odstawieni na boczny tor mniej niż bardziej.

Edited by lekkiepióro
  • Like 6

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Johnny Z, z opisu wynika, że wszystko powoli wraca do normy.

 

Początek historii przypomina mi jeden z moich pierwszych zwiazkow.

Na początku miałem wywalone na zwiazek, robiłem co chciałem i pogrywałem sobie ze swoja dziewczyną (kochała mnie wtedy).

Później pojawily sie uczucia, zaczęło mi na niej zależeć, zacząłem ja darzyć dużym szacunkiem, stałem sie uczynny, posłuszny - i starciła do mnie szacunek. Zaczeła mnie olewać i ostatecznie się rozstaliśmy.

 

Ty się w porę przebudziłeś. Widzę, że u Ciebie jest nadzieja. Odbuduj to co było kiedyś. Pokaż jej gościa, którego szanowała - tego agresywnego pijaczka, który rozpierdalał gitary. : )

Kobiety nie lubią ciepłych kluch.

11 godzin temu, Johnny Z napisał:

Sexu nie inicjuje ale też nie blokuje. Jednak frustruje mnie to i chciałbym żeby było inaczej bo czuję się jak cipa. Ona tłumaczy że ma niskie libido. 

To co Ci poradzę, to rada od pewnego gościa, który zajmuje sie właśnie związkami, Red pillem itd.

 

Powiedział, aby nie pytać się o seks, nie narzekać, ani nie próbować przekupić kobiety.

Jeśli masz ochotę na seks, to nie pytasz, tylko dobierasz się do swojej.

 

Tylko zrób to na pewniaka, nie wachaj sie. A jeśli nie bedzie chciała i powie Ci, żebys sie uspokoił, to mowisz "Okay" i idziesz robić coś innego jakby nic sie nie stało.

 

Jeśli narzekasz i pytasz się o seks, to pokazujesz jej, że to Ty jesteś "needy" i że ona rozdaje karty.

 

Pisze o tym, bo zakładam, że jeśli tłumaczy się z niskiego libido, to pewnie rozmawialeś z nią na temat seksu.

Edited by Texudo
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czołem @Johnny Z

 

Coś mi nie gra, albo nam wszystkiego nie napisałeś albo jesteś na coś ślepy, nie wiem.

 

-świetny pełen emocji szalony związek bez ciśnień na śluby

-pojawia się dziecko i zaczyna być coraz gorzej

-mimo, że jest słabo decydujecie się na drugie dziecko, lol...

-od 5 lat jest tak sobie, chłód, niby się tam coś zmienia ale po starym związku nie ma śladu

 

Teściowa to według mnie zawsze pierwszy trop, wszystko wynosimy z domu i targamy ze sobą, co z teściem? Jakie były relacje z ojcem?

Jak Kobieta była taka fajna, a teraz truje i syczy może dlatego, że zaprogramowała się na matkę i tęskni za innymi aspektami życia ale nie potrafi sobie tego uświadomić? Z tego co piszesz to ona chyba nic nie robi poza dziećmi, zawężone horyzonty uczulają nas na bzdety, nie łatwo o spięcia.

 

Komunały o podtrzymywaniu rodziny, reanimacja trupa, chyba jesteś sadomasochistą.

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, StatusQuo napisał:

To była moja pierwsza myśl. Przecież nie było tak, że one tam tylko zajmowały się dzieckiem, prawdopodobnie twoja zaczęła matce opowiadać,

co jej leży na sercu, a że wszystko szło przez pryzmat, tego, że na jakiejś płaszczyźnie była nieszczęśliwa, to pewnie matka "analizując" jej biadolenie

dochodziła do wniosku, że to ty wszystkiemu winien i nie dość, że żabka miała sojusznika, to jeszcze się nawzajem nakręcały.

Ciekawe spostrzeżenie, nie myślałem o tym w ten sposób. Ona te 5 lat temu jak tam pojechała z maleństwem na pierwszy pobyt była szczęśliwa, i zachowywała się jeszcze po staremu, nie miała powodów żeby na mnie narzekać. Chociaż teraz w kłótniach wychodzi że np. te 5 lat temu jak wracałem z pracy to NIGDY się nie pobawiłem z córką sam z siebie. Nie muszę pewnie mówić że jej "nigdy" można odczytywać jako "kiedyś coś takiego z raz miało miejsce". Już pomijam fakt, że moją rolą nie było bawienie dziecka i że pomagałem jej we wszystkim (i z dzieckiem też się bawiłem), to wtedy oczywiście mi tego nie powiedziała - kolejna super zdolność - wyciąganie tego typu kawałków po pięciu latach. Ale faktycznie wygląda na to że według niej miała powody do narzekania na mnie teściowej, więc teoretycznie mogło to tak wyglądać. Śmieszne że wtedy w prezencie (dla jaj, ale jednak) dostałem od niej "Vademecum ojca" Korwina.

 

6 godzin temu, WoLe napisał:

Mam nadzieję, że to dopiero początek twojej walki o szczęśliwe jutro. Gratuluję!

Dzięki!

 

6 godzin temu, Texudo napisał:

@Johnny Z, z opisu wynika, że wszystko powoli wraca do normy.

Nie do końca, po ostatniej awanturze, która zaczęła się od jej kolejnego wybuchu na córkę ona się wycofała i przygasiła, ja też muszę się jakoś psychicznie odbudować. Zobaczyłem ją taką jakiej jeszcze nie widziałem, rzucała się jak wściekły pies. Dzisiaj jednak już trzyma nerwy na wodzy przy wybieraniu córki do przedszkola, widać że się starała, ciekawe na jak długo jej starczy cierpliwości.

6 godzin temu, Texudo napisał:

Początek historii przypomina mi jeden z moich pierwszych zwiazkow.

Na początku miałem wywalone na zwiazek, robiłem co chciałem i pogrywałem sobie ze swoja dziewczyną (kochała mnie wtedy).

Później pojawily sie uczucia, zaczęło mi na niej zależeć, zacząłem ja darzyć dużym szacunkiem, stałem sie uczynny, posłuszny - i starciła do mnie szacunek. Zaczeła mnie olewać i ostatecznie się rozstaliśmy.

U mnie to wyglądało podobnie, chociaż uczucia były od początku. Przez pierwsze lata chyba miałem utrwalony ten wizerunek łobuza. Potem przez następne lata trochę skapcaniałem i się uspokoiłem. Zawsze jednak widziałem że jej zależy i przez te 9 lat nie dawała mi wątpić w to że mnie kocha.

6 godzin temu, Texudo napisał:

Ty się w porę przebudziłeś. Widzę, że u Ciebie jest nadzieja. Odbuduj to co było kiedyś. Pokaż jej gościa, którego szanowała - tego agresywnego pijaczka, który rozpierdalał gitary. : )

No właśnie nie wiem czy w porę, żałuję że nie dotarłem w te rejony te parę lat temu. Ale taki generalnie mam właśnie plan. No może bez tego "pijaczka" : ) Alkohol ustawiony na zero.

6 godzin temu, Texudo napisał:

Powiedział, aby nie pytać się o seks, nie narzekać, ani nie próbować przekupić kobiety.

Jeśli masz ochotę na seks, to nie pytasz, tylko dobierasz się do swojej.

Dobra rada. Ostatnio w ogóle nie odmawia i się nie broni. Tylko mi się trochę odechciało i od 2 tygodni nic nie inicjuję. Mam dosyć już wychodzenia jako pierwszy. W ogóle staram się nie pokazywać że jestem potrzebujący w żadnej dziedzinie. O żadnym przekupywaniu też nie ma mowy. O niskim libido mówi podczas tych rozmów, kiedy jej "wyrzyguję" jak to pisał @Pater Belli że ilość zainicjowanego sexu przez nią to "0". Miałem już tego nie robić, ale podczas tej awantury znowu mnie poniosło. Dzięki za rady, po tej bitwie znowu jest drętwo i nie ma klimatu ale jak się poprawi to zrobię tak jak piszesz.

 

1 godzinę temu, Jaśnie Wielmożny napisał:

Coś mi nie gra, albo nam wszystkiego nie napisałeś albo jesteś na coś ślepy, nie wiem.

Cześć @Jaśnie Wielmożny Na pewno wszystkiego nie napisałem ale i tak strasznie długie to wyszło, a ślepy na coś mogę też być, nie wykluczam.

 

1 godzinę temu, Jaśnie Wielmożny napisał:

-świetny pełen emocji szalony związek bez ciśnień na śluby 

-pojawia się dziecko i zaczyna być coraz gorzej

-mimo, że jest słabo decydujecie się na drugie dziecko, lol...

-od 5 lat jest tak sobie, chłód, niby się tam coś zmienia ale po starym związku nie ma śladu

Pełen emocji i szalony to on był przez pierwszy rok. Potem był raczej chillout. Tak jak pisałem nie chcę zakładać następnej rodziny. Już nawet nie chcę mieć innej kobiety. Wszystko więc postawiłem na jedną kartę. Chciałem mieć jeszcze jedno dziecko a ona zaczęła mi dawać sygnały że coś się zmienia. Bardzo cieszę się z syna i nie mogę się doczekać aż podrośnie. Po starym związku nie ma śladu, to fakt. Nadal gdzieś tam mam jednak nadzieję że coś się z tego wyklaruje i zaskoczy.

1 godzinę temu, Jaśnie Wielmożny napisał:

Teściowa to według mnie zawsze pierwszy trop, wszystko wynosimy z domu i targamy ze sobą, co z teściem? Jakie były relacje z ojcem?

Jak Kobieta była taka fajna, a teraz truje i syczy może dlatego, że zaprogramowała się na matkę i tęskni za innymi aspektami życia ale nie potrafi sobie tego uświadomić? Z tego co piszesz to ona chyba nic nie robi poza dziećmi, zawężone horyzonty uczulają nas na bzdety, nie łatwo o spięcia.

Teść zmarł jak była dzieckiem, prawie w ogóle go nie pamięta. Też przyszło mi do głowy, że ponieważ ojca nie było to mnie teraz nie ma. Z matką jest dosyć mocno związana. Prawie codziennie gadają przez telefon. Może tak być jak piszesz, ewidentnie coś tam się przeprogramowało, ale jakie to mogą być aspekty życia? Też o tym myślałem i przyszło mi do głowy, że obraz pomocnego białego rycerza nie zgadza się z oczekiwaniami programu i mój widok jak kołyszę niemowlę i biegam po nocy z pieluchami przegrzał procesor, komp się zresetował i znowu oczekuje bijatyk po knajpach i walenia szklankami o ścianę. Tylko tu mi trochę logicznie się nie zgadza bo kobieta z małymi dziećmi to raczej stabilizacji i pewności powinna oczekiwać. No to fakt, głównie zajmuje się dziećmi, w przerwach się relaksuje - przegląda internet, głównie bieżącą politykę albo coś związanego z dziećmi, czasem jakiś serial czy film. TV na szczęście nie mamy. Ostatnio wpadł mi do głowy pomysł, żeby kupić grę planszową w którą razem moglibyśmy pograć wieczorem, jak dzieci śpią, żeby razem coś porobić, tylko muszę znaleźć coś żeby jej pasowało klimatem.

2 godziny temu, Jaśnie Wielmożny napisał:

Komunały o podtrzymywaniu rodziny, reanimacja trupa, chyba jesteś sadomasochistą.

No może komunały. Mam trochę inne podejście. Oczywiście chciałbym być szczęśliwy i do tego dążę, ale moje szczęście nie jest moim priorytetem. Nie jestem jakimś ptaszkiem radośnie fruwającym po łączce. Życie ma swoją wagę. Podjęte decyzje zaprowadziły mnie do punktu w którym jestem, biorę za to odpowiedzialność i mierzę się z przeciwnościami nawet kosztem własnej wygody i samopoczucia. Gdyby nie było dzieci odszedłbym 5 lat temu, przeżył rozstanie, zapomniał i żył dalej. Już byłem w podobnej sytuacji. Jednak mamy dzieci i naszym obowiązkiem jest się dogadać i stworzyć dla nich rodzinę z odpowiednimi wzorcami. Bo jest coś takiego jak wolna wola i tylko od nas zależy co z nią zrobimy.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Johnny Z

 

Żona siedzi z dziećmi, żadnego rozbudowanego życia towarzyskiego - codziennie teściowa

Nie rozwija się zawodowo

Nie ma żadnych pasji, poza bombelkami

Nie macie wspólnego łącznika w postaci hobby, "romantycznych chwil" wypadów razem etc. Rozumiem, że macie dzieciaki ale kiedy stają się dla was wszystkim no cóż, tacy ludzie są po prostu k*** nudni.

 

Wydaje mi się, że małżonka szuka dziury w całym, potrzebuje bodżców, emocji, zabawy, odskoczni, nie ma - więc powoduje aferki, dostaje swoją dawkę wiec się uspokaja i robi ci obiadek. Potem znowu głód i rozkręcają się kolejne aferki. Teściowa prawdopodobnie ma podobnie więc obie się nakręcają, teściowa karmi się waszymi emocjami. Żyjecie w spokoju i dobrobycie, zatem gleba pod takie bzdury jest.

 

Brak ojca mógł sprawić, że żona nie rozumie hierarchiczności więc włazi ci na głowę o byle co, zamiast docenić gniazdo. Wydaje mi się, że

 

-teściowej dać do zrozumienia gdzie jej miejsce, jeśli wydarzy się coś krzywego między wami

-zaproponować coś fajnego żonie i ABY SAMA również coś zaproponowała

-przestań łykać jej lamenty o nic, zwykłe szukanie burzy

-nie spieraj się z gównoburzeniem żony, próżny trud, tu nie ma limitu wyczerpalności tego zasobu, poszukaj źródła

 

Tak subiektywnie sądzę.

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bywałem na randkach z samotnymi matkami to ich libido jest wypierdolone w kosmos, jak szukają samca. 

 

Moim zdaniem jesteś tresowany, a to wszystko jest przepięknie wyjaśnione w książce Pawła Śląskiego "Hieny, modliszki i czarne wdowy". Sięgnij i zobacz, czy się zgadza. Na pewno pasujesz do schematu uwikłanego w związek faceta, który nie ma wyjścia. 

 

Przykre jest to, jak zdasz sobie sprawę, że jesteś tylko od łożenia kasy, a tak poza tym możesz zdychać. Znajdzie się następny na twoje miejsce raz dwa. 

 

Gratuluję ogarnięcia i cierpliwości. Na pewno bym nie wytrzymał :) 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Jaśnie Wielmożny

 

Celne uwagi. Nuda i stagnacja się wkradły, to fakt. Trochę wegetacja. Próbowałem coś z tym robić, umówiliśmy się że będziemy wyjścia organizować raz jedno raz drugie jeszcze przed drugim dzieckiem (teraz syn ma 1/2 roku i jest jeszcze przy cycu więc ciężko by było), ale z trudem udało mi się ze dwa wyjścia zrobić i fajnie było, niestety u niej z inicjatywą znowu 0. Nie wiem, to macierzyństwo nią omotało, po prostu nie jest w stanie o niczym innym myśleć. Jak odstawi małego i będzie można zostawić dzieciaki z babcią to wrócę do tego i będą ją po prostu zabierał.

51 minut temu, Jaśnie Wielmożny napisał:

Brak ojca mógł sprawić, że żona nie rozumie hierarchiczności więc włazi ci na głowę o byle co, zamiast docenić gniazdo. Wydaje mi się, że

 

-teściowej dać do zrozumienia gdzie jej miejsce, jeśli wydarzy się coś krzywego między wami

-zaproponować coś fajnego żonie i ABY SAMA również coś zaproponowała

-przestań łykać jej lamenty o nic, zwykłe szukanie burzy

-nie spieraj się z gównoburzeniem żony, próżny trud, tu nie ma limitu wyczerpalności tego zasobu, poszukaj źródła

 

Tak subiektywnie sądzę.

Dobre to. Dzięki.

 

3 minuty temu, mac napisał:

Moim zdaniem jesteś tresowany, a to wszystko jest przepięknie wyjaśnione w książce Pawła Śląskiego "Hieny, modliszki i czarne wdowy". Sięgnij i zobacz, czy się zgadza. Na pewno pasujesz do schematu uwikłanego w związek faceta, który nie ma wyjścia.

Dzięki, sięgnę i dam znać czy się zgadza.

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 hours ago, Johnny Z said:

Jakby miała jakiś przełącznik na plecach i ktoś przestawił program na "chłód". W pełni skupiona na dziecku, równie dobrze mogłoby mnie nie być, dystans i obojętność.

Dziękuje bracie za ten post. Przypomniałeś mi, że byłem o włos od znalezienie się w takiej sytuacji. Dzięki między innymi wiedzy z forum poszedłem kiedyś swoją drogą i nie żałuję. Powodzenia i konsekwencji życzę! :)

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
21 godzin temu, Johnny Z napisał:

program nastawiony na "zimno" i pełna koncentracja na dziecko.

Pociesz się tym, że chciałeś dziecko i mogłeś przelać na nie część uczuć.

 

Powyższe to całkowicie typowy scenariusz - kobieta zachodzi i spełnia swój cel biologiczny, od tego momentu przestajesz się liczyć jako facet. Jesteś dostawcą pieniędzy i pomocą domową. Aż do momentu,kiedy zechce jej się kolejnego.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Johnny Z napisał:

Nie muszę pewnie mówić że jej "nigdy" można odczytywać jako "kiedyś coś takiego z raz miało miejsce"

No to ja już się nauczyłem jakiś czas temu, że jak kobieta mówi "ty zawsze" to w skrajnych przypadkach może oznaczać, że coś zrobiłeś raz,

a jak mówi "ty nigdy", to w skrajnych przypadkach mogło oznaczać, że nie zrobiłeś czegoś raz. Jak ktoś się chce przypierdolić to się przypierdoli,

pytanie tylko czy/co można zrobić w wieloletnim związku, żeby "zachęcić" partnera, żeby nie wyładowywał swoich frustracji na swoim współmałżonku ....

Mi się wydaje, że to generalnie jest mało dyskutowany temat, ale przecież kobiety też mają swoje problemy. Starzeją się, świat, który leżał

u ich stóp jak miały dwadzieścia-parę, już o nich zapomniał, zaczynają się problemy zdrowotne, czasu dla siebie coraz mniej, pieniędzy potrzeba coraz więcej,

figura już nie ta....

Wydaje mi się, że generalnie brakuje jakichś takich społecznych mechanizmów, które by kobietom pomagały prościej przechodzić przez te nieubłagane frustracje i

je akceptować, no i w konsekwencji przestać się wyładowywać na bliskich i zacząć ich doceniać ....

Chociaż z drugiej strony, czasem się zastanawiam ile w tym jest kwestii "inteligencji", albo "inteligencji emocjonalnej", bo często jest tak, że się z kobietom gada,

tłumaczy, ona się zgadza, ona rozumie, po czym i tak robi swoje i wraca do starych schematów ...

 

A tak w ogóle, to polecam film "American Beauty" z Kevinem Spacy ...Dokładnie w tej tematyce :)

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Johnny Z

Brawo. Dobry pierwszy krok. Ale to tylko pierwszy krok. Całe życie będziesz przez babę testowany. Przywyknij. One nie działają tak jak my. Poczytaj Kobietopedię - tak że 3 razy.

 

Testowany jesteś i będziesz po to, żeby upewnić się że jesteś silnym przewodnikiem stada. Atawistyczna potrzeba samicy - jeśli nie jesteś w stanie przeciwstawiać się kobiecie to nie będziesz w stanie przeciwstawiać się silnemu przeciwnikowi - zagrożeniu rodziny. Tutaj nie działa logika tylko gadzi mózg. Nie przejmuj się i rób swoje - dobrze zacząłeś. Tylko pamiętaj, że to praca ciągła A nie akcja jednorazowa.

 

@lekkiepióro domyślam się, że nie masz dzieci ani rodziny. Nie dawaj rad w obszarze, o którym masz jedynie teoretyczną wiedzę. Masz zerowe doświadczenie a na dodatek nie bierzesz żadnej odpowiedzialności za los tej rodziny i dzieci. To zamilknij. To też cecha silnego mężczyzny. 

 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 godzin temu, azagoth napisał:

Nie dawaj rad w obszarze, o którym masz jedynie teoretyczną wiedzę.

Psycholog i psychiatra (w sumie każdy lekarz) ma też teoretyczną wiedzę o psychice, samemu nie choruje (a przynajmniej nie powinien). Bez przesady :)

 

Edited by Januszek852

Share this post


Link to post
Share on other sites
19 godzin temu, Januszek852 napisał:

Powyższe to całkowicie typowy scenariusz - kobieta zachodzi i spełnia swój cel biologiczny, od tego momentu przestajesz się liczyć jako facet. Jesteś dostawcą pieniędzy i pomocą domową. Aż do momentu,kiedy zechce jej się kolejnego.

No ja wiem, że to jest typowy scenariusz, chociaż chyba nie jest tak w każdym przypadku? Czyli że co, procesy biologiczne zmieniły jej osobowość?

O wyrachowanie jej nie podejrzewam, przez 9 lat chciałoby się jej urabiać faceta tańcząc wokół niego z wiankiem na głowie?

A. Trwało to 9 lat.

B. Nie chciała ślubu.

C. W pewnym momencie wzięła kredyt, gdy ja nie mogłem, na wykupienie mieszkania z bonifikatą (w którym mieszkamy i które formalnie jest moje) po prostu umówiliśmy się że ja to będę spłacał.

 

19 godzin temu, StatusQuo napisał:

Jak ktoś się chce przypierdolić to się przypierdoli,

pytanie tylko czy/co można zrobić w wieloletnim związku, żeby "zachęcić" partnera, żeby nie wyładowywał swoich frustracji na swoim współmałżonku ....

Ona używa tych "argumentów" jako kontrargumenty. Czasem mam wrażenie że wymyśla je na poczekaniu, żeby odbić piłeczkę. Sama nigdy z tym pierwsza nie wyskakuje.

Jej główna broń to ciche dni, potrafi milczeć bardzo długo, zwykle obraża się na krytykę i nigdy sama nie przerywa milczenia. Ostatnio dawno tego nie było (zimia - wiosna zeszłego roku), teraz gdy znowu zaczęła od razu to przerwałem i wywiązała się awantura jakiej jeszcze nie było. Przynajmniej tyle że jest teraz w miarę normalnie.

19 godzin temu, StatusQuo napisał:

Chociaż z drugiej strony, czasem się zastanawiam ile w tym jest kwestii "inteligencji", albo "inteligencji emocjonalnej", bo często jest tak, że się z kobietom gada,

tłumaczy, ona się zgadza, ona rozumie, po czym i tak robi swoje i wraca do starych schematów ...

Tak to właśnie też wygląda, jakby natura żłobiła tunel którym ona musi podążać.

 

15 godzin temu, azagoth napisał:

@Johnny Z

Brawo. Dobry pierwszy krok. Ale to tylko pierwszy krok. Całe życie będziesz przez babę testowany. Przywyknij. One nie działają tak jak my. Poczytaj Kobietopedię - tak że 3 razy.

 

Dzięki, przeczytam. Na razie przeczytałem "No More Mr Nice Guy", przejrzałem "Hieny, modliszki, czarne wdowy", ale jest to tak mroczna lektura że na razie nie mam siły się tym dołować.

 

15 godzin temu, azagoth napisał:

Testowany jesteś i będziesz po to, żeby upewnić się że jesteś silnym przewodnikiem stada. Atawistyczna potrzeba samicy - jeśli nie jesteś w stanie przeciwstawiać się kobiecie to nie będziesz w stanie przeciwstawiać się silnemu przeciwnikowi - zagrożeniu rodziny. Tutaj nie działa logika tylko gadzi mózg. Nie przejmuj się i rób swoje - dobrze zacząłeś. Tylko pamiętaj, że to praca ciągła A nie akcja jednorazowa.

Wiem o tym i jestem na to gotowy. Wyrywam z siebie miłego gościa jak chwasta. Dzięki!

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 minut temu, Johnny Z napisał:

Czyli że co, procesy biologiczne zmieniły jej osobowość?

ODPOWIEDŹ BRZMI TAK.

Zapytasz "jak to? Co on pierdoli?"

Nie ja tylko pani Brizendine.

Przeczytaj książkę "mózg kobiety to poznasz dokładną odpowiedź na to, dlaczego tak się dzieje.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Januszek852 said:

Psycholog i psychiatra (w sumie każdy lekarz) ma też teoretyczną wiedzę o psychice, samemu nie choruje (a przynajmniej nie powinien). Bez przesady :)

 

A byłeś kiedykolwiek u psychologa czy masz tylko wyobrażenie o tym zawodzie? Myślisz, że jakikolwiek psycholog powie Ci, żebyś zrobił coś takiego jak rozwód lub abyś rzucił kobietę?

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, azagoth napisał:

A byłeś kiedykolwiek u psychologa czy masz tylko wyobrażenie o tym zawodzie?

Byłem. Plus mam dobrą przyjaciółkę w tym fachu.

 

1 minutę temu, azagoth napisał:

Myślisz, że jakikolwiek psycholog powie Ci, żebyś zrobił coś takiego jak rozwód lub abyś rzucił kobietę?

Nie, nie powinien wpływać na decyzje pacjenta.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Just now, Januszek852 said:

Nie, nie powinien wpływać na decyzje pacjenta.

To do czego zatem mam odnieść Twoją poprzednią wypowiedź?

Prześledźmy:

1.  @lekkiepióro, zgodnie z obranym przez siebie nickiem, zapierdolił taką bombę, że mi włosy na głowie stanęły (streszczając - doradził: rzuć kobietę, chuj z rodziną)

2. Piszę mu, żeby nie dawał rad w obszarze o którym nie ma pojęcia lub ma wiedzę teoretyczną

3. Ty piszesz"bez przesady", powołując się na autorytet zawodu psychiatry lub psychologa

4. Następnie potwierdzasz, iż psychiatra rad jednak nie daje #fucklogic

 

To po co właściwie piszesz? Licznik postów nabijasz? ;) 

 

@Johnny Z wybacz off-top, lecz uważam, iż przyda się to niektórym młodym, gniewnym na tym forum. Zanim zacznie się pisać, warto trochę pomyśleć nad istotą i celem wypowiedzi. 

Za szybko ostatnio pojawiają się kwiatki w stylu "straciła do Ciebie szacunek, rzuć ją". Oczywiście ci wszyscy doradcy nie biorą żadnej odpowiedzialności za swoje wypowiedzi i ewentualne konsekwencje doradzanych czynów.

 

Elementarna znajomość psychiki kobiety jest wyłożona na tym form i rozebrana na części pierwsze setki razy. Ale wciąż część forumowiczów reaguje oburzeniem na fakt, że biologia istnieje, kobiety różnią się znacznie od mężczyzn, i natura zbudowała nas w taki a nie inny sposób w celu podtrzymania gatunku.

Ta konkretna kobieta nie zrobiła NIC, co zasługiwałoby na wyjebanie jej z życia, moim zdaniem - nie zdradzała, dba o dom, urodziła dzieci i jest na nich skoncentrowana (tylko nie wyjedźcie mi z tymi krzykami, proszę). Jedynym elementem, który trzeba poprawić w tej układance jest autor tematu. Samiec ma kierować stadem i aby być autorytetem, musi wprowadzić odpowiednie zmiany w swoim zachowaniu. Stado pójdzie za nim.

  • Like 5
  • Thanks 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.