Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

On 10/15/2019 at 5:47 PM, Helena K. said:

To są dane z 2017r, na początku tego roku były nowe statystyki, jak będę wieczorem w domu to poszukam.

I jak Ci poszły poszukiwania? Przyznam, że trochę szukałem o tym Bhutanie i znalazłem takie coś:

Oprócz Amerykanów do najbardziej otyłych narodów należą Rosjanie, Egipcjanie, Meksykanie i Niemcy. Najszczuplejsi, według wyliczeń profesora Robertsa są mieszkańcy Timoru Wschodniego, Bhutanu, Wysp Świętego Tomasza i Erytrei.

I to się trzyma kupy - jest bida, ni ma co żryć to i BMI niskie. Ale to są badania sprzed 7 czy 8 lat, do tej pory mogło się pozmieniać w tak małym państewku, choć wątpię, czy da się w 8 lat zmienić 700 tysięcy statystycznie najszczuplejszych ludzi w najbardziej otyłych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Adams

 

Zestawienie jakie znalazłam jest no open access, tu są dane statystyczne z lipca 2019 roku, co trzecia osoba jest otyła, w ciągu 4 lat liczba zachorowań na cukrzycę, która jest pokłosiem otyłości wzrosła trzykrotnie (sic!)

http://www.kuenselonline.com/one-in-three-bhutanese-overweight-finds-study/

 

Muszę poprawić, to były dane o otyłości wśród dzieci.

Edited by Helena K.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Helena K.W skrócie: mieszasz pojęcie nadwagi z otyłością.

overweight to nadwaga

obesity to otyłość

Kulturyści mają nadwagę, ale nie są otyli. Oczywiście nie każdy z nadwagą to kulturysta, ale facet o wzroście 180 cm i masie ciała 82kg ma nadwagę, więc jasno widać, że nadwaga to jeszcze nie dramat.

Z twojego artykułu dowiadujemy się, że 1/3 Bhutańczyków (czy jak ich zwą?) ma nadwagę (overweight <obesity). W tym samym czasie jakieś 2/3 obywateli Kuwejtu i Kataru jest otyłych (obesity>owerweight). Tymczasem Ty twierdzisz, że:

On 10/15/2019 at 4:25 PM, Helena K. said:

statycznie na świecie znajduję się najbardziej otyłe społeczeństwo- w Buthanie

Trochę popłynęłaś. Właściwie to bardzo, a nie trochę. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Morfeusz Przeczytałam artykuł, który przytoczyłeś w swoim komentarzu. Jeśli jest prawdziwy to tym bardziej utwierdza mnie co do słuszności diety roślinnej. Skoro rośliny, które w klasyfikacji biologicznej należą do zupełnie odmiennego Królestwa i pod względem budowy morfogenetycznej tak znacznie różnią się od człowieka i mimo to potrafią ,,czuć" to jak wielkie musi być cierpienie istot, które rangą taksonomiczną są znacznie bliżej gatunku ludzkiego.  

Share this post


Link to post
Share on other sites
35 minut temu, Adams napisał:

@Helena K.W skrócie: mieszasz pojęcie nadwagi z otyłością.

Różnica jest taka, że kobieta z nadwagą się jeszcze nadaje, a otyła zdecydowanie nie. 

Edited by Kapitan Horyzont

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, Adams napisał:

Trochę popłynęłaś. Właściwie to bardzo, a nie trochę. 

Tak prawda, pomieszalam pojęcia nadwagi z otyłością, zbyt uproscilam.

Najmniej jednak główną myślą, którą chciałam przekazać jest koleracja między powikłaniami zdrowotnymi nieprawidłowej wagi tj. cukrzyca, a zamożnoscią społeczeństwa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ile badań tyle teorii tak generalnie, więc nikt nie odpowie jednoznacznie czy mięso jest zdrowe. Czytałam o tym, że zupełny brak jedzenia produktów pochodzenia zwierzęcego wpływa negatywnie na ilość białka, a nawet zdolności poznawcze. I sama ,chociaż nie jem wiele mięsa skłaniam się ku takiej teorii.

Z prostego powodu, kiedyś sama próbowałam diety wegańskiej i czułam się na niej generalnie źle, ciągle zmęczona, bez energii. Nie myślę też, że same potrawy oparte na mięsie są dobre, bo jednak warzywa też są potrzebne w diecie, ale trzeba to mądrze zrównoważyć, dieta uznawana za jedną z najzdrowszych świata to choćby azjatycka, gdzie jednak je się ryby czy wieprzowinę, w niewielkich ilościach, ale jednak całkiem się z nich nie rezygnuje. A  Japończycy są statystycznie jednym z najdłużej żyjących narodów świata, Japoniki i Koreanki słyną z zachowania młodego wyglądu przez długie lata, z pięknych włosów i cery, więc o czymś to świadczy i na pewno dieta się do tego przyczynia.

Inna sprawa, że wielu ludzi je za tłusto i za dużo mięsa, a za mało warzyw i owoców, więc warto to jakoś mądrze rozgraniczyć, a nie popadać w skrajności jak wielu ludzi, że albo tłuste jedzenie i mięso na co dzień, fastfoody 5 razy w tygodniu itd, albo same warzywa i nic poza tym.  Uważam, że jednak można jeść i warzywa i mięso, a ułozyć z tego zdrową dietę. Raz na jakis czas można nawet pokusic się o cos niezdrowego, od tego też nikt nie umarł jeśli je choćby pizzę czy hamburgera raz na miesiąc, a na co dzień odżywia się zdrowo. Najważniejsze jest to, co je się regularnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Natii Z tym białkiem to nie do końca się z Tobą zgadzam. Gwoli ścisłości – nie tyle potrzebujemy białka, ile potrzebujemy cegiełek, z których składają się białka. Czyli aminokwasów. To one budują każde białko, a mówiąc szerzej – całą przyrodę ożywioną, począwszy od wirusów, a na człowieku skończywszy, czyli wszystko co żyje lub rośnie zbudowane jest właśnie z białka – czyli z aminokwasów. Jabłko, sałata, ziarenka ryżu, orzechy czy ogórek też.  Jednym słowem – aminokwasy znajdziemy dosłownie we wszystkim co spożywamy.

Nie wiem czy wiesz, ale podział na aminokwasy endogenne (czyli takie, które ustrój potrafi wytwarzać sam) i egzogenne (czyli takie, których nie potrafi wytwarzać i muszą być dostarczone z pożywienia) stworzył w roku 1940 biochemik William C. Rose, profesor z Uniwersytetu w Illinois, jednak od tamtego czasu nauka poszła już do przodu: dzięki m.in. badaniom z roku 2009 (Bergen i Wu, 2009) wiemy, że mikroflora jelitowa sprawnie dokonuje recyklingu azotu w celu produkcji nowych aminokwasów. Okazuje się, że białko dostarczone z żywności nie jest jedynym źródłem, nasze organizmy wydajnie wykorzystują ponownie ok. 100-300 g naszego własnego białka dziennie. Mamy tzw. pulę aminokwasów, z której powstają nowe białka. Dodatkowo autorka teorii niekompletnego białka (według której w każdym posiłku powinniśmy spożywać wszystkie niezbędne aminokwasy) Frances Moore Lappe po 20 latach wycofała się ze swojej teorii. Jeśli jesteś zainteresowana tematem to polecam artykuł https://akademiawitalnosci.pl/10-popularnych-mitow-na-temat-bialka/

 

Co do długowieczności Japończyków to dane statystyczne są takie głównie dzięki mieszkańcom japońskiej prowincji Okinawy, gdzie żyje większość długowiecznych mieszkańców Japonii. Co ciekawe żywność roślinna stanowi ok. 80% ich jadłospisu. Wieprzowinę jedzą raz w roku podczas święta księżycowego. Nie mają w zwyczaju jeść zwierzęcego nabiału, ale jedzą tofu oraz miso (japońska kiszonka, fermentowana pasta sojowa, której używają jako baza do zup warzywnych). Oczywiście ich soja nie jest GMO. Spożywają bardzo mało soli i bardzo mało słodyczy. Ryby jedzą średnio 3 razy w tygodniu.  Dieta jest uboga w tłuszcze, a bogata w antyutleniacze, witaminy i substancje mineralne. Na Okinawie nie ma kolei, dlatego poruszają się głównie pieszo. Nigdy się nie objadają, wyznają zasadę “hara hachi bu” co oznacza “jedz, aż będziesz pełny w osiemdziesięciu procentach”. Podaż dzienna kalorii wśród starszego pokolenia na Okinawie wynosi 1500-1900 kcal (czyli trochę mniej niż przeciętnie). Dużo przebywają na świeżym powietrzu, lubią spacerować i uprawiać ogródek, niemal każdy z nich może pochwalić się ładną opalenizną. To wszystko sprzyja ich długowieczności. Więc Okinawczycy wybitnie przyczyniają się do zawyżania statystycznych danych Japonii w temacie długowieczności ( średnia długość życia Japończyków to ok 84 lata, ale co ciekawe wegańscy adwentyści i tak przodują bo ich wynik to ok. 90 lat).

 Poza tym w Japonii jest problem z zawyżaniem statystyk długości życia przez sprytne liczenie umieralności noworodków, gdy te które umierają w ciągu pierwszych 24 godzin są zgłaszane jako martwe urodzenia, a nie zgony niemowląt.

 

Dietę mięsną ma np. Mongolia, która ma niechlubne 155 miejsce na świecie w rankingu długości życia z nędznym 68,95 lat egzystencji i mają 2 miejsce w nowotworach[w tym 1 miejsce w raku wątroby], mimo pięknego krajobrazu poza miastami i licznych walorów,  o których inni mogą pomarzyć , np. brak chemii i czyste mięso. Rybożerne Malediwy mają pierwsze miejsce w ilości nowotworów. No i nie mogę nie wspomnieć o Eskimosach.  W ich menu  znajdują się  głównie ryby, mięso (foki, morsy, renifery), tłuszcz ( czyli jakby ketodieta?). Problem w tym, że Eskimosi przedstawiani są jako okaz zdrowia, a ich przykład powoływany jest najczęściej przy dyskusji na temat cholesterolu i jego wpływu na choroby układu krążenia. Argument typu: „Inuici jedzą głównie tłuszcz nasycony i nie występują u nich zmiany miażdżycowe” powtarzany był tak często, że większość osób przyjęła go za pewnik. Fakty są jednak zgoła odmienne. Średnia długość życia tradycyjnych Inuitów  ok sto lat temu wynosiła jedynie 32-35 lat!  Dane z 2006 roku (spis 2006 r. Kanada) pokazują, że średnia długość życia Inuitów jest niższa niż w rozwiniętych częściach Kanady o 12 lat! Wiek wyższy niż 45 lat osiąga raptem 17% społeczeństwa Eskimosów, podczas gdy w całej Kanadzie odsetek wynosi 41%. Choroby układu krążenia i nowotwory są u nich powszechne (badania np.  Cancer in Circumpolar Inuit 1969-1988 i  Cardiovascular disease prevalence and its relation to risk factors in Alaska Eskimos.), odsetek samobójstw też jest znaczny.

 

Pozdrawiam

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By crystal
      Bliska mi osoba zmaga się z zapaleniem nerwu trójdzielnego - tak silnym, że uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Poszukuję sprawdzonych informacji na temat leczenia tej przypadłości, a szczególnie metod uśmierzenia bólu.
       
      Przy najbliższym zimnych podmuchu ból się nasila. Niestety ta osoba pracuje w pomieszczeniu klimatyzowanym, co nie pomaga i zmusza do przyjmowania leków. Obawiam się, że nabawiła się uzależnienia od ibupromu - kiedy go nie bierze, twierdzi że czuje się "przymulona". Bardzo się martwię i nie wiem co robić. Branie leków przeciwbólowych jest na dłuższą metę wyjątkowo szkodliwe i niebezpieczne. Wizyta u neurologa nie dała zbyt wiele - przepisał Amizepin, ale powoduje wymioty i bardzo złe samopoczucie, został odstawiony. Czy warto mimo wszystko to brać, jakoś przetrwać te dolegliwości? Czy jest szansa, że pomoże?
       
      Będę wdzięczna za pomoc. Co robić, czy szukać innych specjalistów? Obecnie jednak najważniejszy jest problem bólu - jak go zmniejszyć, by nie trzeba było brać pigułek.
    • By crystal
      Od jakiegoś czasu zmagam się z lękiem, często nieuzasadnionym. Zazwyczaj jest to lęk o zdrowie - potrafię bać się różnych chorób, od raka, po jakieś choroby serca czy płuc, czasem strach pojawia się znikąd i właściwie nie wiem czego dotyczy. Coś zaboli, coś zakłuje - od razu lęk. Towarzyszy mu nagłe uderzenie gorąca, czasem zimne poty, drżenie rąk, przyspieszone bicie serca, zawroty głowy. Najgorsze są jednak natrętne myśli - potrafię dwa dni chodzić i się zadręczać jedną kwestią.
       
      Dodam, że wcześniej nie miałam takich problemów, pojawiły się kilka miesięcy temu, kiedy z większym zaangażowaniem zaczęłam interesować się zdrowym odżywianiem, leczeniem naturalnym, generalnie wszystkim tym, co powinno utrzymać ciało w sprawności. Zauważyłam, że problem nasilił się znacząco gdy rząd ogłosił pandemię, a z każdej strony zaczęło się bombardowanie o szkodliwości wirusa. Ja w to wszystko nie wierzę, ale chyba moja podświadomość mocno się przejęła i teraz nie daje mi żyć.
       
      Doszedł do tego lęk przed badaniami wszelkiej maści - każde z nich wiąże się u mnie z kilkudniowym strachem, że może wykazać jakieś nieprawidłowości. Nie zmieniło się to nawet, gdy szereg badań dało wynik praktycznie wzorowy - wizja kolejnych wizyt u lekarzy nadal wywołuje u mnie okropny lęk.
       
      Czy ktoś z obecnych na forum ma podobne doświadczenia?
      Jak radzicie sobie z lękiem? Czy macie jakieś sprawdzone metody?
       
      Medytuję, czytam, ale są chwile, kiedy zwyczajnie nie mogę się uwolnić, nie dam rady odciągnąć myśli. Planuję wizytę u terapeuty, ale na chwilę obecną nie mam takich możliwości, szukam więc alternatywnych, doraźnych rozwiązań.
       
      Będę wdzięczna za wszelką pomoc.
       
       
    • By kame.hame
      Witam
       
      Aktualnie pracuje w warsztacie przy czyszczeniu różnych elementów z betonu, rdzy itp. Mamy zapewnione jednorazowe maski przeciwpyłowe, mimo ich stosowania w nosie mam czarno po pracy. Martwie się o swoje zdrowie przy długofalowej pracy w takich warunkach.
       
      Chciałbym kupić coś lepszego. Jest ktoś w stanie coś doradzić? Przy okazji żeby nie zbankrutować.
       
      Pozdrawiam🙂
       
       
    • By Drugie DNO
      Marcin Bustowski powiedział wprost jak wielkie znaczenie ma polityka w co jemy.
    • By RENGERS
      Przysięgam że od 3 marca br. będe spożywał mniej kalorii w efekcie czego schudnę koło 20 kilo uwydatniając swoją niesamowitą muskulaturę.
       
      Będe jadał tylko  dwa posiłki w okienku żywieniowym 12-18.
       
      Tak mi dopomóż Bóg i wy braciszkowie.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.