Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

Witajcie drodzy Bracia, witam starszyznę z forum!
Zainspirowany tematem jednego z Braci "Rozstanie bez rozstania po 3 latach" zebrałem się w sobie i postanowiłem podzielić się z wami moją kolejną historią z mojego jeszcze aktualnego związku, tak że kawka/herbatka/pyszna woda w dłoń i zapraszam do czytania, ponieważ nie ukrywam chciałbym poznać wasze zdanie, bo sam nie wiem jak mam już to rozegrać.

Będzie to relacja ze związku dla cierpliwych ponieważ postaram się opisać tutaj wszystkie ważne sytuacje, jak i nakreślić to z kim mam doczynienia, oraz z jakiego domu pochodzi moja pani.

A więc moja pani ma 29 lat, pochodzi z rodziny gdzie górą są kobiety (dwie siostry i brat), ojciec górnik, mama zajmowała się domem więc pracę zaczęła dosyć późno w aptece a wszyscy mieszkają w małej wsi, wiadomo domek, kurki, ogródek, pole do obrobienia.
Nie przelewało się, dlatego ta rodzina na prosto wyszła dopiero nie dawno ponieważ ojciec nadal pracuje.

Moja dziewczyna poświęciła swoje najlepsze rozrodcze lata na naukę, szybko z domu wyfrunęła, studia, wynajem mieszkań, praca w zakładzie produkcyjnym na stanowisku audytor a potem analityk sprzedaży, zarabia nie źle jak na kobietę no i w końcu kupiła własne mieszkanie.
Jest typem imprezowiczki, ale zawsze na pierwszym miejscu stawiała naukę, czytanie książek, dokształcanie się, kursy i szkolenia.

 

Z charakteru zaś bardzo nie ustępliwa (Jej zdanie musi być ostatnie) tak że wśród znajomych uważana za super kumpelę która dobro innych stawia ponad własne.
Oczywiście nie obyło by się bez ciemnej strony, i powiem wprost "ZOŁZA" czyli chyba standard w dzisiejszych czasach, do tego doliczmy zaniżone poczucie wartości, nie ustępowanie pola w dyskusjach, zadzieranie nosa, mściwość objawiająca się tym że jak czegoś nie dostanie albo się jej odmówi no to wbije szpile albo coś "przypadkiem" zniszczy, życie przeszłością gdzie poprzedni partner oszukiwał ją przez cały związek mając żonę i dziecko, jazdy za małolata  jak docieranie przez matkę wszystkich a jej najbardziej bo najstarsza z dziewczyn.

Przebieg związku.

Historia to była jakich wiele, więc czyli portal randkowy, spotkanie w środku nocy, piwko, poszliśmy do niej, rozmawialiśmy do rana, seksu nie było dopiero po miesiącu dała mi się dotknąć kiedy przytaknąłem że jesteśmy razem.

Mając za sobą Kobietopedię, Brudną grę, Stosunkowo dobrego jak i audycje Marka nie raz łapałem ją na shit testach, fochach, próbach przesuwania granic co kończyło się moim wyjściem z jej mieszkania nawet w środku nocy, wtedy przylatywała zaszlochana z wielkimi wyrzutami sumienia.
Przy ostrzejszych sytuacjach nie odzywałem się nawet tydzień, było przepraszanie, płacz, zaczęło wbijanie się poczucia winy.

Kiedy zaczynałem związek byłem w trakcie realizacji planów i remontu swojego mieszkania po zalaniu, więc znów generalka, będąc 4 lata sam przed związkiem wyczyściłem swoje środowisko tak żebym mógł robić to co kocham czyli nagrywać, z komputerami jestem związany od czasów dzieciństwa (Commodore 64, Amigi).
Postanowiłem przystosować mieszkanie do nagrywania więc wyciągnąłem wszystkie pieniążki ze skarpety i zacząłem wcielać plan w życie, dzieląc czas na ćwiczenie mówienia do mikrofonu, inwestycje w sprzęt, remont, praca w nadgodzinach + dorywczo i do tego doszła jeszcze dziewczyna.

Remontując po kolei każde pomieszczenie udało się zagospodarować mieszkanie tak żeby możliwe było postawienie ścianki i przystosować je w miarę do nagrywania, zostało tak na prawdę już nie wiele.


Ramę związkową udało się utrzymywać do lutego (zbiegło się to z finalizacją budowy studia) zaczęło się odciąganie mnie od tego co chcę robić i naciskanie na mieszkanie razem, coraz silniejsze parcie na dziecko, to już nie były szpilki ale gwoździe, nie wytrzymałem uderzyłem pięścią w stolik, wyszedłem, ochłonąłem

Kilka dni przygotowałem się do rozmowy w której wygarnąłem podając jej suche informacje i to co mnie boli, podając suche fakty i uświadamiając ją że jej zachowanie nie tylko nie różni się od typowego babskiego zachowania ale też od ludzi który jak tylko zobaczyli że chcę robić to co kocham zaczęli mnie od tego odciągać i którym to musiałem podziękować, zerwać kontakty i że jak będzie tak robiła dołączy do grona tych ludzi.

Podczas trzygodzinnej rozmowy dałem wybór albo godzisz na to że będziesz żyć ze mną bez ślubu i dzieci oraz pozwolisz mi robić to co kocham, a ja w zamian postaram się pogodzić czas tak żeby spędzać go wspólnie jak i realizować mój plan ze studiem i nagrywkami albo możesz odejść znaleźć sobie chłopa takiego który jej da dzieci i ślub.

Po tonach łez widząc że to nie działa przystała na to że będziemy razem dalej, znaleźliśmy tymczasowy kompromis w postaci tego że część sprzętu zabiorę do niej, zajmę sobie kącik w pokoju, więc zbudowałem na szybko biurko, tam "zainstalowałem się" z mikrofonem, laptopem i resztą sprzętu.

Rozmowę zakończyliśmy bez seksu, postanowiłem nie nagradzać jej za takie zachowanie za to wszystko skrupulatnie nagrałem i zrobiłem zaszyfrowane kopie.
Lecimy dalej, pomieszkując u niej w końcu nastał względny spokój, skończyło się peplanie o dzieciach, Ja sobie nagrywałem, remontowałem dalej, czasem się gdzieś pojechało, spędziło ze sobą czas bardziej niż rutyna dnia, kolacyjki, spacerki, wypady do niej na wioskę i tutaj wtrącimy to co zaobserwowałem będąc od czasu do czasu o niej w domu.

Będąc tam od czasu do czasu zaobserwowałem jak jej młodsza siostra (25 lat) już po ślubie i niedawnym urodzeniu dziecka zaczęła nie miłosiernie temperować swojego męża, czyli nic nowego dostała to co chciała, więc chłop wychodzi sobie na trzy godziny po chleb ponieważ u niej w domu został sprowadzony do roli trutnia który ma siedzieć cicho i wykonywać polecenia.

Raz przyłapałem jej matkę jak odnosi się do swojego zięcia, a temu wszystkiemu przyglądał się biernie ojciec który jak robiło się "kwaśno" szedł sobie do komórki na wódeczkę aż do wieczora, raz nawet poszedłem z nim, sympatyczny, schorowany człowiek chcący spokoju za wszelką cenę.
Już coś wtedy czułem że jest nie tak, domyślam się że nasza rozmowa musiała wypłynąć w jej najbliższe kręgi i pewnego dnia będąc tam jej mamusia wytoczyła ciężkie działa z siostrzyczkami dając mi twardo do zrozumienia że jej córeczkę stać na magistra czy inżyniera.

Nawet nie zorientowałem się jak podczas tej rozmowy zostałem sam bez wsparcia męskiego grona, moja postawa wywołała agresję u naczelnej królowej roju więc do wyboru miałem albo ustąpić albo wyjść.
Jak myślicie co zrobiłem ?

Grzecznie dziękując wziąłem swoją torbę, zadzwoniłem po kumpla wychodząc na przeciw usiadłem na przystanku, po dwóch godzinach byłem w domu i czekało na mnie tam nie małe zdziwienie kiedy zastałem tam moją dziewczynę kłaniającą się w pas, przepraszającą za matkę i siostry.
Jej matka przyjechała za tydzień z całą świtą mnie przeprosić za swoje zachowanie, mimo tego że miałem piekielną ochotę dowalenia im za to, ustąpiłem pola.

Wracamy do związku, w nasze życie zaczęła wkradać się rutyna a od kwietnia zaczęło się doprowadzanie mnie do szału i wbijanie poczucia winy, obracania kota ogonem, co doprowadziło mnie do rozstrojenia nerwowego, takie sytuacje powtarzały się cyklicznie do czerwca.
Niestety będąc kłębkiem nerwów, przytłoczony pracą, rozwodem brata po 18 latach stałem się nerwowy do tego stopnia że nie wytrzymałem i zrobiłem u niej awanturę w której dopuściłem się najgorszego, pozwoliłem żeby narastający we mnie gniew przejął nade mną kontrolę do tego stopnia że uderzyłem ją w twarz.
Wzięła nóż do ręki, więc go jej wyrwałem i za ubrania przeniosłem i rzuciłem na łóżko a swoją agresję wyładowałem na ścianie.

Następnego dnia dopadło mnie poczucie winy tak wielkie że rama związkowa upadła, przegrałem nie tylko z nią, ale z samym sobą.
Rękę do mnie wyciągnął dobry przyjaciel który starał się wytłumaczyć mi że to nie tylko moja wina, niestety swojej postawy już nie odbudowałem.
Czekała mnie jeszcze konfrontacja z nią, i powiedziałem sobie że byłem, jestem, będę gotowy na konsekwencje tego co zrobiłem, przeprosiłem, a ona nikomu tego nie powiedziała, zrobiliśmy sobie tydzień przerwy.

Po tygodniu koszmarów sennych, łajania się poczuciem winy pękłem i poszedłem do niej, ustalić co dalej robimy, zdecydowaliśmy na bycie razem, Ja się zmieniłem ale niestety ona już nie, podczas kłótni starałem się panować nad sobą ale już ustępowałem pola, im więcej godziłem się w imię relacji na to żeby się nie kłócić tym bardziej zaczęło się dręczenie mnie przeplatane seksem jakiego nie było do tej pory, wakacjami za które ona płaciła, dogadzaniem mi na przemian z jazdami.
Znosiłem to dzielnie ale czułem że od tej sytuacji cały czas jestem w stresie, zacząłem podupadać na zdrowiu, dalsza praca nad przedsięwzięciem zaczęła stawać pod znakiem zapytania, bóle kręgosłupa, stawów, rosnące ciśnienie powodowało krwotoki z nosa.
Zaczęło się chodzenie po lekarzach, jak i zaczęło się czepialstwo do tego stopnia że w jej domu nie mogłem nawet już lodówki otworzyć, siedzieć nagrywać, wbijanie poczucia winy osiągnęło końcem października limit.

I tym oto długim wstępem za który przepraszam Bracia po prostu chciałem nakreślić wszystko od początku do końca, a więc przyjrzyjmy się ostatnim wydarzeniom z przed tygodnia.
Przestało wystarczać spędzanie czasem w postaci oglądania filmów, spacerków, wspólnego gotowania, moja pani postanowiła uprzykrzyć mi ponownie życie twierdząc że nie spędzamy czasu razem, do tego stopnia że w zeszły poniedziałek przegięła pałę czepiając się nawet tego że czytam sobie e-booka w miejscu gdzie król chodzi piechotą, to uświadomiłem jej że nie moja wina że nie potrafi pogodzić się z tym że związek nie wygląda tak samo jak na początku, ale sprawę olałem i poszedłem do siebie składać biurko do studia.
Przyszedłem na obiad, i usłyszałem statyczne "przepraszam" na odczepkę w takim roszczeniowym tonie że coś we mnie pękło.
Nawet nie wiedziałem kiedy tak szybko się spakowałem, w torbę, dwa plecaki, odnalazłem też klucze od mojego mieszkania które też zabrałem.
Po przyjściu do domu wymieniłem też wkładki w zamkach, nie minęła godzina otrzymałem sms'a nie od niej ale od siostry która ma dziecko, spadła na mnie lawina gniewu, kilka następnych godzin pokazało mi że nawet niektórzy znajomi napisali mi takie rzeczy o których bym nawet nie pomyślał.

I tak oto jestem, zamknięty w domu mam spokój przed burzą, bo wiem że czeka mnie konfrontacja i najgorsze przede mną, będę musiał jej też spłacić część kredytu który wzięła mi na sprzęt, na szczęście zacząłem to spłacać i zostało mi może jakieś 900 PLN.
Sam podjąłem środki zaradcze w postaci karteczek na lustrze, zająłem się pracą i kończeniem roboty,słucham audycji, wygrzebałem kobietopedię czekam na najgorsze ponieważ coś czuję będą mnie chcieli wynieść na widłach z pochodniami w ręce i mimo tego nawet nie ukrywam że aż świerzbią mnie ręce żeby coś do niej napisać, i tak będę musiał oddać jej klucze z mieszkania więc raczej nie uniknę spotkania z nią, ale na razie czekam na rozwój sytuacji.
I tu rodzą się moje pytania Bracia.
- Co dalej? 
- Nie ma szans na odzyskanie tej kobiety?

Na koniec chciałbym podziękować każdemu kto to przeczytał, mam nadzieje że dowód mojej głupoty w postaci tego posta jednak komuś się sprzyda i nie popełni moich błędów, jeżeli temat znajduje się w złym dziale proszę o przeniesienie.

Pozdrawiam i życzę mimo ponurego charakteru posta udanego dnia/tygodnia.

  • Like 17
  • Thanks 2
  • Sad 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 minut temu, VIREK napisał:

A więc moja pani ma 29 lat, pochodzi z rodziny gdzie górą są kobiety (dwie siostry i brat), ojciec górnik, mama zajmowała się domem więc pracę zaczęła dosyć późno w aptece a wszyscy mieszkają w małej wsi, wiadomo domek, kurki, ogródek, pole do obrobienia.
Nie przelewało się, dlatego ta rodzina na prosto wyszła dopiero nie dawno ponieważ ojciec nadal pracuje.
 

Z charakteru zaś bardzo nie ustępliwa (Jej zdanie musi być ostatnie) tak że wśród znajomych uważana za super kumpelę która dobro innych stawia ponad własne.
Oczywiście nie obyło by się bez ciemnej strony, i powiem wprost "ZOŁZA" czyli chyba standard w dzisiejszych czasach, do tego doliczmy zaniżone poczucie wartości, nie ustępowanie pola w dyskusjach, zadzieranie nosa, mściwość objawiająca się tym że jak czegoś nie dostanie albo się jej odmówi no to wbije szpile albo coś "przypadkiem" zniszczy, życie przeszłością gdzie poprzedni partner oszukiwał ją przez cały związek mając żonę i dziecko, jazdy za małolata  jak docieranie przez matkę wszystkich a jej najbardziej bo najstarsza z dziewczyn.

Przeczytałem cały tekst ale już po przeczytaniu tych urywków w głowie mam jedno:

SPIERDALAJ JAK NAJSZYBCIEJ TA BABA ZNISZCZY CI ŻYCIE JEŻELI Z NIĄ WPADNIESZ.

 

Ile masz lat? 

 

Po chuj ci takie dramaty? Lubisz się taplać w takim gównie emocjonalnym? Jesteś jakimś masochistą? 

Jakieś kurwa trzymanie ramy itepe, rozkminy, jakby było nad czym myśleć... Gra według mnie niewarta świeczki. 

Edited by SSydney
  • Like 17
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szanse na odzyskanie tej kobiety są. Tylko serio tego chcesz? Przeanalizuj wszystko jeszcze raz sam bo widzę że, logicznie proces rozumiesz. Swoją drogą to schemat w pewien sposób. Twoją decyzyjnością rządzą emocje. Tutaj jest klucz. Zdystansuj się odpocznij. Przemyśl wszystko i przeanalizuj dokładnie. Nie podejmuj ruchów w oparciu o emocje a są silne teraz. W życiu jest czas emocji ale również czas przemyślanych decyzji. Teraz w tym momencie grasz i decydujesz o dalszym swoim życiu. Dojdziesz do jednego wniosku. Jak już wspomniałem schematy dostrzegasz.

 

Moje osobiste zdanie jeśli się liczy: jak wyżej Brat @SSydney napisał słusznie spierdalałbym jak najszybciej.

Edited by SennaRot
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pannę spuścić w kiblu. (Nie dosłownie!)

 

Nie jest to standard. Na świecie ciągle jest sporo normalnych, fajnych kobiet. Powodzenia.

  • Like 7

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, leto napisał:

Nie jest to standard. Na świecie ciągle jest sporo normalnych, fajnych kobiet

 

Jasne że, tak. Są normalne do życia kobiety tym bardziej mnie dziwi że, faceci "świadomie" decydują się na życie w takim piekle jak wyżej opisane i często dużo, dużo gorszym zamiast związać się z emocjonalnie ułożoną dziewczyną z normalnym podejściem do życia.

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
34 minuty temu, VIREK napisał:

- Nie ma szans na odzyskanie tej kobiety?

Ale po co Ty chcesz ją odzyskiwać ? Aby żyć w stresie, nerwach i w takiej huśtawce ? Daj pan spokój, przecież wy nie nadajecie na tych samych falach ba nawet na podobnych nie. 

Oddaj jej klucze hajs, podziękuj możesz jej nawet kupić flaszkę dobrego wina w podzięce i naraaa. 

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
52 minuty temu, VIREK napisał:

mimo ponurego charakteru posta

Ależ dowiodłeś, że masz resztki instynktu samozachowawczego. To chyba jest optymistyczne? :)

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
59 minut temu, VIREK napisał:

Nie ma szans na odzyskanie tej kobiety?

@VIREK To pytanie to jakiś kiepski żart?

Po tym, jakie piekło z nią przeszedłeś, jak wyglądał ten pseudo związek. Pytanie powinno brzmieć inaczej:

"Nie ma szans, żebym już nigdy więcej nie musiał oglądać tej psychopatki, która mnie niszczyła?"

Został byś do końca zniszczony psychicznie Bracie. 

Poznasz jeszcze kilka tysięcy kobiet, bardziej normalnych od niej. 

Edited by Morfeusz
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja myślałem, ze na końcu będzie pytanie typu jak sie z tego wykaraskać z twarzą, żeby znajomi i jej rodzina nie myśleli żem ciul, bo naopowiadała głupot itd.

 

A tu pytanie o to jak odzyskać takiego potworka... sorry ale brak słów;)

  • Like 9

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gratulacje, jest happy end tej historii. Po takim rollecosterze emocjonalnym trzeba dojść do siebie, więc daj sobie trochę czasu, rozwijaj swoje pasje i ciesz się życiem bez stresów.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli nawet rozważasz powrót do niej jesteś bardziej popieprzony ode mnie. To wysokie progi, forumowicze potwierdzą :P

 

Włączam Zmysł Proroczy i widzę ciem siedzącego gdzieś w komórce pod schodami, pośród pajęczyn i pająków, sączącego trzecią już tego dnia ćwiartkę brzoskwiniówki.

Nie wiem czy ta wizja ci odpowiada,

  • Like 5
  • Haha 8

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, VIREK said:

Wzięła nóż do ręki

 

1 hour ago, VIREK said:

Po tygodniu koszmarów sennych

 

1 hour ago, VIREK said:

Znosiłem to dzielnie ale czułem że od tej sytuacji cały czas jestem w stresie, zacząłem podupadać na zdrowiu,

 

1 hour ago, VIREK said:

I tu rodzą się moje pytania Bracia.
- Co dalej? 
- Nie ma szans na odzyskanie tej kobiety?

Sorry, ale jeśli Ty chcesz odzyskiwać taką patologię to masz zryty beret. Przepraszam, bo może się za to obrazisz, ale uważam, że trzeba to dosadnie powiedzieć, bo wtedy jest szansa, że do Ciebie dotrze i się uratujesz.

  • Like 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, VIREK napisał:

i tak będę musiał oddać jej klucze z mieszkania więc raczej nie uniknę spotkania z nią

Po co ? Wrzuć je do jej skrzynki na listy i po kłopocie.

 

Ty nie chcesz jej odzyskać, Ty chcesz odzyskać ją taką jak była kiedyś na początku ale taka jaka jest dziś to ona prawdziwa. To ona w 100% i w całej swojej "krasie".

Ta słodka, czuła kobietka jaką była na początku to wersja demo na potrzeby matrymonialnej promocji. 

A to już se ne vrati przynajmniej dla Ciebie. 

Widząc tą ławę przysięgłych w postaci matki zołzy i córeczek spierdalałbym gdzie wzrok sięga.

Run Forest run !!!

Edited by jaro670
  • Like 13
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, VIREK napisał:

- Nie ma szans na odzyskanie tej kobiety?

A jesteś zwolennikiem fizycznego i psychicznego sado-maso? Jeśli tak to dzwoń i proś o wybaczenie :D

Niektórzy lubią się taplać w mentalno-emocjonalnym gównie i lubią codzienne jazdy z takimi harpiami.

Ochłoń trochę, niech emocje trochę zejdą. Może seks był zajebisty i stąd te Twoje wątpliwości?

Hormony, Cipka mogą nieźle zawrócić w głowie i wymazać ze świadomości gówno w jakim byłeś.

Edited by BrightStar
  • Like 2
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Panie, słuchaj no Pan. Widać jak na dłoni, że chowana była na modliszkę( to nie jej wina). 

Sam opisałeś sytuację męża jej siostry oraz ojca. Jak do kurwy nędzy ona ma się zmienić, skoro takie jazdy w domu, to coś normalnego??! Ona może sobie nawet nie zdawać sprawy, że można inaczej. I se tę ramę możesz trzymać do zajebania, aż pewnego razu pęknie Ci żyłka, dostaniesz wylewu, albo zajebiesz je tam wszystkie. 

 

Myślisz, że dlaczego męskie grono wypierdala z domu po chleb na 3 godziny, albo chowa się gdzieś po piwnicach na wódę? He?

 

 

 

  • Like 12
  • Thanks 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Sporo zainwestowaleś w tę 'relację', więc stąd ten ból. To minie. Skup się na sobie i realizacji swoich pasji. Wszelkie logiczne wnioski co do dalszych działań samodzielnie wyciagniesz na chłodno czytając to co napisałeś. 

Twoja historia to kolejne potwierdzenie tego, że większość kobiet będzie starać się mniej lub bardziej umiejętnie przekierować energię mężczyzny po to aby zaspokajać jej potrzeby i cele. 

W Twojej opowieści widać jak na dłoni jak ta kobieta na różne sposoby regulowała palnik, tak abyś jak żaba nie wyskoczył gwałtownie z garnka. Gdy przeregulowała i trzymałeś ramę to odpuszczała, usypiała Twoją czujność i stopniowe podkręcanie gazu zaczynało się od nowa. Popatrz tylko na głowę tej rodziny, wycofany, wykastrowany samiec bez autorytetu , który zapewne jest wciąż tolerowany bo pełni funkcję żyjącego bankomatu. Jedyną szansą na przetrwanie tego związku byłoby całkowite odcięcie się od tej rodziny na dość wczesnym etapie relacji, teraz to już jedynie teoretyzowanie. 

 

W temacie polecam także:

 

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli lubisz takie dramaty to wracaj do niej, ale nie zdziwilbym się gdybyś skończył w przyszłości w psychiatryku.

 

Kobiety potrafią zniszczyć życie facetowi, no ale niestety każdy musi się o tym poniekąd przekonać na własnej skórze 😉

Jedni powrócą po jakimś czasie do normalnego funkcjonowania a drudzy skończą marnie żeby nie powiedzieć tragicznie. 

 

Także masz do wyboru albo odciąć się od niej zupełnie i przemęczyc się jakiś czas aby całkowicie zapomnieć albo wrócić żeby na chwilę było dobrze a później tak czy siak wszystko się rozpieprzy 

  • Like 2
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@VIREK

 

Jesteś w typowym toksycznym związku. A Twoje pytanie na końcu dało mi pewność że jesteś od niej uzależniony emocjonalnie. Skoro przeczytałeś Kobietopedię, Forum itd. jak najszybciej do księgarni i kup-

 

https://sensus.pl/ksiazki/uwolnij-sie-od-psychopaty-jak-odzyskac-siebie-po-toksycznym-zwiazku-jackson-mackenzie,uwopsy.htm

 

A czemu tak radzę? Bo jesteś za słaby psychicznie w tej obecnej chwili.

 

 

Edited by trop
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja niedawno przechodziłem coś podobnego i powiem ci że przez długi czas myślałem że mit o wspólnym mieszkaniu, zmiany na lepsze bo się z kimś jest, działa. Ale chuja działa.

Jedyne co działa to przykład brany od mamusi, jeśli zdominowała ojca a ten dla spokoju ulega, a ty będziesz miał to samo co on.

 

One nie tyle mają satysfakcję z rządzenia w związku, co z robienia i mówienia tego co im się podoba. Zalewane dziesiątkami bodźców ze świata zewnętrznego nie potrafią być powściągliwe i działać logicznie, dlatego ich miejsce jest w określonych czynnościach, bo to aby nie destabilizować modelu rodziny a co najważniejsze nie przeszkadzać w jego formowaniu, bo czy to pies, czy to ptak, najpierw musi znaleźć samice a potem budują gniazdo dla przyszłego potomstwa. Nasze samiczki się buntują, ale jak pokazuje świat, nie wszystko co się rozwinęło w naszej cywilizacji ma sens i jest dobre.

 

Wiem że trudno znaleźć kobietę która będzie podzielać twoje hobby, ale też nie warto robić sobie z niej hobby. Przecież widzisz że traktuje cię jak jej matka jej ojca.

Chcesz tego samego? Nie sądzę.

Kobiety są słabe (to jeszcze bym wybaczył / zrozumiał), ale przede wszystkim są zakłamane.

Muszą się komuś wyżalać po takich ekscesach żeby broń boże nie dostać wyrzutów sumienia. No i tak. Koleżanki oczywiście powiedzą wszystko co chce usłyszeć, a nowe dupolizy przytakną co by nie powiedziała, matka natomiast kiedy się dowie że jej córkę obowiązują zasady partnerskie, będzie chciała cię ustawić pod siebie, jak ona sama wieloletnim gnębieniem - ojca.

 

Więc w zależności od nastroju możesz zweryfikować kto jej doradza. Dlaczego o tym pisze? Bo jest to najdelikatniejszy sposób na pokazanie ci, że jest to osoba na pozór silna, a w głębi ducha niesamodzielna i niezaradna, toksyczna a do tego narcystyczna jak każda, bo skoro inwestuje w siebie to jest ikoną, którą trzeba wielbić.

Nie, nie trzeba. A nawet nie można.

 

Odpocznij, napisz coś dobrego i nagraj. I pamiętaj, że plany możesz zrealizować zawsze, a wpierdolić się tylko raz na zawsze.

😉

Edited by dyletant
  • Like 4
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szukaj takiej co nie z przymiotnikami też pisze oddzielnie (To mnie rozpraszało od treści). Nie mogłeś po prostu pogodzić się z rolą trutnia, wystarczyło co jakiś czas przytakiwać a miałbyś jak w raju tak jak twój niedoszły teść? Swoją drogą podoba mi się jak kobieta sobie coś w głowie zaplanuje to nic jej nie powstrzyma, no prawie nic.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@VIREK bracie uciekaj wiem ze jest ciężko ale. Uciekaj ja spierdolilem 5 miesięcy mija - dalej boli ale liczę ze przestanie .... 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, VIREK napisał:

Co dalej

Przygotuj się na wszelkie możliwe ataki z jej strony i rodziny.

W najlepszym wypadku przestanie dzwonić i przychodzić.

W najgorszym jej szwagier przyjedzieCi przyjebać.

 

2 godziny temu, VIREK napisał:

Nie ma szans na odzyskanie tej kobiety?

Na odzyskanie tej kobiety są szanse 100%.

Zeby to zrobić Po prostu Idź do niej teraz i obiecaj że to się już nie powtórzy i stań się jej własnością, jak szwagier dla siosty i tata dla matki.

 

Uwolniłeś się z toksyny. Ratuj siebie i ją usuń z życia. Ona Cię zniszczy.

 

Oto @VIREKza kilka lat:

2 godziny temu, VIREK napisał:

chłop wychodzi sobie na trzy godziny po chleb ponieważ u niej w domu został sprowadzony do roli trutnia

 

Oto @VIREKza kilkanaście lat:

2 godziny temu, VIREK napisał:

sympatyczny, schorowany człowiek chcący spokoju za wszelką cenę

 

 

Polecam książkę "Say goodbye to crazy".

Sprawdź również na Forum wątek "Anita o narcyzmie", tam jest dużo informacji, które mogą Ciebie dotyczyć. 

Godzinę temu, Morfeusz napisał:
2 godziny temu, VIREK napisał:

Nie ma szans na odzyskanie tej kobiety?

@VIREK To pytanie to jakiś kiepski żart?

Po tym, jakie piekło z nią przeszedłeś,

To pytanie wskazuje że @VIREKjest uzależniony emocjonalnie od jej toksycznej osobowości  

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
48 minut temu, Imbryk napisał:

jest uzależniony emocjonalnie od jej toksycznej osobowości  

Zgadza się, dlatego potrzebne jest definitywne ustalenie granic, jak po wojnie w państwach.

Co prawda teraz są niby otwarte, ale na pozór, bo przecież nikomu nie chodzi o nasze dobro w podróżowaniu bez pieczątek, czy przeniesienie swojego ośrodka życiowego gdzie indziej, bo przez to biednieje kraj, a o interesy podprogowe.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Już to widzę oczami wyobraźni, te wieczorne zloty czarownic, które wymieniają się sposobami wywarcia wpływu, i poskromienia kolejnego mężczyzny w ich otoczeniu.

 

Siedzą wszystkie nad wielkim garem, i warzą dekokt, który będą mogły Ci podać, aby złamać resztki Twojego zdrowego oporu.

 

- mamo, mamo, czy dekokt już gotowy?

- prawie córciu, jeszcze tylko pióro białego kruka, i włosy z pod pachy @VIREK - masz?

- tak, mam mamo, potem doleję mu jak zwykle, do rosołku, jak uczyłaś hihihi

- mamoo, a Wy już nie musicie robić tego dekoktu dla taty, i tego o tam, drugiego?

- nie córciu, oni są już naszymi minionami. Przynoszą wypłaty, i służą nam oni.

- mamooo...

- nie gadaj, tylko mieszaj. Też sobie znalazłaś, ale spokojnie córciu, już jest na granicy załamania nerwowego. Jeszcze kilka dni a będzie nasz!

- mamo, mój on jest!

- naszzzzzzssssss (jak u węży) ssss....

- AHAHAHAHAHA (demoniczny śmiech, w tym samym czasie pozostali dwaj panowie kulą się z przerażenia)

 

  • Like 3
  • Thanks 2
  • Haha 20

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By raven
      Witajcie Bracia,
       
      Jestem kilka tygodni po rozstaniu i zakończeniu ponad 2-letniego związku, o którym pisałem jakiś czas temu w poniższym temacie:
       
      https://braciasamcy.pl/index.php?/topic/26136-rodzina-patchworkowa-największe-wyzwania-wasze-doświadczenia/
       
      W skrócie - ja po rozwodzie, ona wdowa, każde z nas ma dziecko z poprzedniej relacji. Był to mój pierwszy związek bardziej trwały po zakończeniu małżeństwa, wcześniej w międzyczasie miałem przygodne relacje z kilkoma dziewczynami. Związek ten zakończyłem ja, odszedłem od niej, gdy nagromadziło się we mnie na tyle frustracji, że uznałem, że to nie jest relacja, w której dobrze się czuję.
      Gdy oznajmiłem jej, że się wyprowadzam i odchodzę, akurat byliśmy w trakcie jej tzw. cichych dni, które trwały już ponad 3 doby. Zareagowała mówiąc „ok, wyprowadź się”. Przystąpiłem zatem do działania i w kolejnych dniach zacząłem wywozić swoje rzeczy. Ona widząc to, dzień przed główną wyprowadzką (przed dniem, na który miałem umówioną firmę przeprowadzkową) wyszła z inicjatywą rozmowy i podjęła próbę przekonania mnie, abym jednak został, że sporne kwestie między nami chce wyjaśnić, że jej zależy na mnie i na związku ze mną. Pozostałem jednak nieugięty i podtrzymałem decyzję o odejściu, powodując u niej jeszcze większego focha i obrażenie się.
       
      W dniu wyprowadzki chodziła naburmuszona i obrażona, jednak gdy odjeżdżałem ostatecznie z posesji, podszedłem do niej i pożegnałem się - ona odwzajemniła i tak się skończyło.
       
      Krótko o nas i o tym związku:
      Ona 32, ja pięć lat więcej Obydwoje mamy dzieci w podobnym wieku (6l) Mieszkałem u niej, ale mam również własną nieruchomość, do której teraz wróciłem Wprowadziłem się do niej po 8 miesiącach znajomości, oczywiście ona naciskała, ale ja też specjalnie się nie opierałem Nigdy za nią nie latałem, trzymałem się zasady 50/50 jeśli chodzi o inwestowanie w związek, powiedziałbym nawet, że trochę ją olewałem, bo na pierwszym miejscu stawiałem zwykle siebie, moje dziecko, moją pracę i moje sportowe pasje W kwestii finansowej nie miała dostępu do moich zasobów, ani ja do jej - mieliśmy wspólne konto techniczne, na które szły środki na życie - zawsze po równo; wszelkie większe wydatki typu wyjazdy, wakacje także 50/50 Po jakimś pół roku wspólnego mieszkania (czyli po ponad roku trwania związku) zaczęła delikatnie wspominać, że chciałaby mieć ze mną dziecko oraz że fajnie byłoby być małżeństwem - ale ja konsekwentnie odmawiałem (zresztą mówiłem jej o tym od samego początku znajomości, że nie chcę obydwu, a ona twierdziła, że ok i to akceptuje) Nigdy nie zagrała seksem, była chętna, zwłaszcza przez pierwsze półtorej roku i często sama inicjowała; natomiast ostatnie pół roku relacji ochota bardziej przeszła mnie i to ja przestawałem inicjować (momentami tego seksu było dla mnie za dużo) - co ją delikatnie niepokoiło, ale niewiele z tym robiła (z początkowych 1-2 seksów dziennie pozostało 1-2 tygodniowo) - chyba skończył się haj hormonalny i wydaje mi się, że bardziej po mojej stronie...  Nie robiła awantur, ale było coraz więcej cichych dni, które potrafiły trwać nawet 3-4 doby, co mnie mega wkurzało, nie znosiłem wracać do domu, gdzie czekała na mnie kobieta traktująca mnie jak powietrze - wielokrotnie ją ostrzegałem, że jak będzie tak robić, zamiast mówić o problemach, to od niej odejdę Głównym powodem jej fochów był problem z akceptacją mojej hierarchii wartości (przytoczyłem wyżej), zarzucała mi, że jest na którymś tam miejscu u mnie, a nie na górze listy Była zazdrosna o moje dziecko i uwagę/czas, które mu poświęcam Chciała bym więcej angażował się w relację z jej dzieckiem, co dla mnie było raczej trudne, tzn. gdy nie było z nami mojego dziecka, to po prostu wolałem zajmować się sobą i swoimi sprawami niż spędzać czas z jej dzieckiem - najlepiej wspominam momenty, gdy spędzaliśmy czas bez dzieci, tzn. jej dziecko było u jej rodziców, a moje u ex-żony, wtedy było po prostu świetnie Źle się też czułem w jej domu, nie będąc tam właścicielem, gdzie oczekiwano ode mnie, abym ogarniał wiele tematów z nim związanych, a ja wzbraniałem się przed traceniem czasu i energii na nie moją nieruchomość.  
      Mój problem polega na tym, że pomimo iż to ja odszedłem, to chyba gdzieś w podświadomości liczyłem, że ona zawalczy o ten związek i że nie da mi tak łatwo odejść. Tymczasem od tamtego momentu ona nie zainicjowała żadnego kontaktu, zupełna cisza. Ja ze swojej strony oczywiście też nic nie inicjowałem, ale jednak w jakimś stopniu liczyłem na jej kontakt. Co więcej, kilka dni temu zauważyłem, że ponownie aktywowała swój profil na portalu randkowym, gdzie pisze o poszukiwaniu stałej relacji, miłości, blablabla… - tym samym utwierdziła mnie w przekonaniu o słuszności mojej decyzji oraz o tym, że była ze mną wyłącznie ze względu na kalkulację, korzyści emocjonalne/materialne itp. - tak, tu doskonale widać, że kobiety to nie jest płeć romantyczna, ale pragmatyczna. Trochę mnie to dotknęło, ale myślę, że to wkrótce przepracuję, choć czasem są chwile słabości i pojawiają się myśli „a może by się do niej odezwać”…
       
      Borykam się teraz ze sporym dysonansem poznawczym, podświadomość chyba płata mi figle, bo nagle pamiętam wszystkie dobre momenty i wspomnienia, a tych złych jakby nie było… A przecież było ich coraz więcej i to one przeważyły szalę, aby odejść.
       
      Będę wdzięczny za wasze opinie, rady, przemyślenia, bracia.
    • By borsuk96
      Witam, chciałbym podzielić się z Braćmi moimi doświadczeniami miesiąc po rozstaniu z "wyjątkową i najcudowniejszą myszką". Mam wrażenie, że kompleksowo przepracowałem to co się wydarzyło i dobrze wykorzystałem ten miesiąc, postaram się już nigdy z żadną inną kobietą nie popełnić tych błędów. Pozwolę sobie wypisać moje wady, jej wady i wnioski które wyciągnąłem. Może komuś pomogę, może ktoś doda coś od siebie.   Link do wpisu w świeżakowni:   Moje wady: - Zaniżona samoocena przez mój kryzys ekonomiczno-wizerunkowy, stałem się za słaby, przestałem trzymać ramę. - Zbyt duża szczerość i otwartość z mojej strony, przez co ona stała się powiernikiem moich słabości i sekretów. - Zapuściłem się pod względem fizycznym - Zbytnie zaangażowanie z mojej strony - Za dobry kontakt z jej rodziną, przez co poznali mnie i moje słabości (mam wrażenie że oni teraz urabiają ją by do mnie wróciła - dobra ze mnie partia, szansa dla całej rodziny na awans społeczny, za pierwszym razem też ją przekonywali do powrotu) - Ogólne zagubienie u mnie sensu życia. - Czasami rozładowywałem na niej mój stres, ale nie robiłem nic strasznego, raczej byłem chłodny i opryskliwy.  - Marzenia i plany bez pokrycia w rzeczywistości - Mówienie, że się z nią ożenię. 🤭   Jej wady: - Pedantyzm do wszystkiego, narzucenie tego mnie. - Brak komunikacji, na nic się nie skarżyła, a przy rozstaniu wylała wiadro pomyj które zbierały się przez lata - Wręcz za bliskie relacje z jej rodziną, mówiła im wszystko i o wszystkim (o naszym seksie też sic!) - Zjebana miłość do jej psa (mam teorie, że przelała na tego kundla swój instynkt macierzyński, przez co względem mnie zachowywała się jak żona po urodzeniu dziecka - spadłem na dalszy plan) - Wryty w głowę konsumpcjonizm, dobra materialne najwyższą wartością - Uzależnienie od Instagrama, blogerek i rozczarowanie życiem, które nie jest takie kolorowe jak to promowane w internecie. - Nasze problemy rozpaliły się gdy poszła do pracy, zmieniła towarzystwo z dość miłych i ambitnych lasek z dobrych domów (czuję, że będę miewał kontakt z jej byłymi koleżankami, to spoko babki, a z ex już się nie lubią) zmieniła towarzystwo na osoby z jej pracy: bez ambicji, perspektyw, liczy się tylko tu i teraz, najebać się w weekend, koszulka Emporio Armani, iphone na raty.  - Gigantyczne kompleksy odnośnie wyglądu, mimo, że super z niej laska - Podatność na sugestie otoczenia, brak własnych poglądów.   - Stosowanie "wyparcia" gdy coś się nie układało. - Brak planów na przyszłość, tylko tu i teraz (zamiast uczyć się do egzaminu na studia to wolała iść na nadgodziny do swojej gównopracy by kupić sobie coś drogiego)  - Obwinianie mnie o jej własne spierdolenie  - Zaczęła traktować swoją dupę jak walutę, tfu    Kroki które poczyniłem: - Pani usunięta wszędzie gdzie się da - Poprawa mojej formy, dieta, siłownia 4 razy w tygodniu. Widać pierwsze efekty - Za tydzień zaczynam nową pracę (tę, którą straciłem przez wirusa, ona dobrze wie, że ta praca to był mój priorytet, spełnienie marzeń (na pewno się dowie i mam nadzieję, że zapiecze ją ta blond dupa)  - Przeczytałem chyba cały dział Forum o relacjach damsko męskich. - Książki: "Sztuka Wojny", Machiavelli "Książę", jeszcze wleci "Kobietopedia" w najbliższym czasie - Poznałem dwie nowe kobiety, które są wręcz oczarowane moją osobą i angażują się, ale średnio mi się chce związku z kimkolwiek.  - Poprawiłem relacje z przyjaciółmi, lecę z kumplami na kilkudniowy urlop w samczym gronie - Poprawiłem relacje z rodziną, dostałem od nich dużo wsparcia - Zaktualizowałem moją szafę o fajne, modne ciuchy, pomogło.     Rzeczy do zrobienia: - Przez ten cały stres, wypadło mi dużo włosów i mam spore zakola w wieku 23 lat, może jeszcze w tym roku wycieczka do Turcji na przeszczep - zobaczymy jak będzie z hajsem  - Przestać się garbić - Barber, by wykorzystać w pełni potencjał mojej pięknej, gęstej, czarnej brody - Zapomineć o pani, ew. wywołać taki szok moją przemianą że wróci na kolanach szlochając (muszę się pozbyć tej nadziei na jej powrót - to cel na lipiec) - nofap, póki co tydzień     Wnioski: - Ból przemija, potrzeba czasu - Samorozwój daje dużo więcej szczęścia niż związek z kobietą - Doskwiera mi brak seksu i to główny powód dla którego tęsknię.  - Jak mówił Brat @absolutarianin kto traci godność dla kobiety, ten traci i godność i kobietę - Jeszcze ją bardzo kocham i mi jej brakuje, ale duszę to w sobie choć nadal chciałbym do niej wrócić, ale nie wymięknę.  - p. Marka oglądam sporadycznie od 5 lat, ale gdybym czytał to forum rok temu, tej katastrofy możnaby uniknąć.    Co jeszcze dodać? Pozdrawiam Braci Samców i dziękuję za pomoc, wsparcie i wiedzę. 
    • By borsuk96
      Witam Braci, chciałbym się przywitać i  na wstępie chciałbym poinformować, że mam 23 lata, a forum i działalność pana Marka śledzę od kiedy zacząłem spotykać się z kobietami czyli od dobrych 5 lat. Nigdy nie chciałem zakładać tutaj konta – nie miałem doświadczenia by pomagać innym, a sam pomocy nie potrzebowałem. To co wydarzyło się ostatnio w moim życiu wręcz zmusiło mnie bym anonimowo się komuś wygadał.
       
      Zawsze miałem atencję kobiet, jestem dość przystojny, wygadany, mam hobby i ciekawy zawód, zasłużyłem na opinię takiego „wilka stepowego”. Miałem kilka partnerek – na rok, na miesiąc, na 10 godzin... Będąc chłopakiem 21 letnim chłopakiem  byłem szczęśliwy, miałem kumpli, myślałem, że znam się na kobietach. Potem poznałem ją.
       
      Panna sama się do mnie odezwała jakoś 3 lata temu, kojarzyłem ją z liceum (jesteśmy z jednego powiatu), chodziła wtedy z jakimś lamusem, ale wyróżniała się – bardzo urodziwa, o figurze modelki. Napisała do mnie na Instagramie, zaczęło się niewinnie, byłem wtedy wolny i była sesja więc miałem dużo czasu na zapoznanie się z nią. Przyjechała potem kilka razy do miasta gdzie studiowałem, było super (do wyra dała się zaprosić dopiero na 3 randce więc zdołałem się nieźle nakręcić), potem gdy bywałem w rodzinnych stronach to odwiedzałem ją i wspólnie eksploatowaliśmy zawieszenie w moim wysłużonym passacie  
      Nadawaliśmy na tych samych falach, po 3 miesiącach powiedziała że mnie kocha. Były wspólne podróże, zabrałem ją na wakacje za granice do pracy gdzie sporo zarobiła, poznałem teściów, wszystko się układało idealnie. Porównując ją do moich poprzednich kobiet czułem różnicę, ona była inna. Pracowita, wesoła, inteligentna, oddana mi, dobra w łóżku – nic więcej od kobiety nie oczekiwałem. Miesiące mijały,  ja się coraz bardziej wkręciłem, pojawiły się plany wspólnie zamieszkać na studiach (ona dopiero zaczynała). Imponowało jej, że jestem „taki dojrzały, mam pomysł na przyszłość i ambicje”.
       
      W październiku 2019 roku zamieszkaliśmy razem w mieszkaniu które wynajmowałem, poszła na zaoczne, znaleźliśmy jej pracę fizyczną i nieźle zarabiała jak na laskę 20 lat. Z początku było fajnie, potem ja straciłem pracę, miałem mało kasy i rodzice mi pomagali (jej rodzice nic nie dawali, bo w domu się nie przelewało). Gdy ona dostała pierwszą wypłatę to od razu iPhone za 4000zł na raty na jej mamę... Trochę mi to się nie spodobało, jako jedyny krytykowałem takie zarządzanie pieniędzmi, potem zaczeliśmy się od siebie trochę oddalać, kłócić – myślałem że to normalne, że musimy się „dotrzeć”. Potem w łóżku z tygrysicy stała się kłodą, ja trochę zachorowałem i przez to i z brak ruchu przytyłem, moja pewność siebie spadła. We wigilię gdy byłem u jej rodziców powiedziała że to koniec, że ją źle traktuję, krytykuję i chyba nie pasujemy do siebie... Załamałem się, zacząłem panikować , ale w sylwestra się pogodziliśmy, mówiła, że wierzy że się zmienię i mnie kocha i wróciła do mieszkania ze mną. Było znowu idealnie, w lutym się obroniłem z dobrym wynikiem i zacząłem szukać pracy – byłem inżynierem. Dostałem kilka ofert pracy ale rozważałem tylko dwie: pierwsza w małej firemce w mieście gdzie mieszkaliśmy za takie sobie pieniądze, druga w rodzinnej okolicy, we firmie gdzie byłem kiedyś na stażu, duża kasa, mieszkanie u rodziców w rok odłożyłbym około 50tyś.
      Dogadałem się z moją, biorę pracę numer 2, wracamy do domów rodzinnych i za rok idziemy na swoje. Już się wyniosłem z miasta, miałem zacząć prace za 2 tygodnie. Nagle przyszedł wirus, firmę zamknęli, miałem czekać miesiąc, potem kolejny... Ona cały czas zarabiała nieźle, ja siedziałem u mamy na wsi bez pracy – chciałem przeczekać. Planowała kupić dość drogi samochód, na który pieniądze chciała pożyczyć – nie spodobało mi się to, nie lubię mieć długów, a my niby oszczędzaliśmy na mieszkanie. Nie pasowało jej to, nie mieszkaliśmy już razem, znowu się oddalaliśmy od siebie, zrobiłem się zazdrosny. W końcu się zdenerwowałem, powiedziałem, że jak chce odejść znowu to niech da mi spokój, mi szkoda życia by ciągle się stresować i przejmować jej fochami. Na drugi dzień o 7 rano gdy wstałem czekała na mnie litania napisana na facebooku: Ona mnie kocha ponad wszystko, że za mnie by oddała życie, że ona ma teraz trudny okres, że ona by chciała ze mną podróżować jak kiedyś, bo brakuje jej tego (fakt, że była kwarantanna, a ja nie mam kasy pominęła). Ucieszyłem się, że jednak mnie kocha, pocieszyłem, ale w jej zachowaniu nic się nie zmieniło. Po kilku dniach powtórka rozmowy „O co ci, babo chodzi?” Ona mówi, że chyba jednak chyba mnie nie kocha, sama nie wie. Rozłączyłem się i zerwałem z nią wszelki kontakt. Bolec na boku? NIE WIEM
      Po kilku dniach zauważyłem że usunęła nasze wspólne fotki z portali społecznościowych i napisałem tylko, że jest mi głupio że z kimś takim spędziłem prawie 3 lata życia, że to można było uratować i że zachowuje się jak nienormalna. Minął drugi tydzień, zero kontaktu.
       
      Teraz co u mnie? Mam inną robotę, zacząłem się odchudzać i pracować nad sobą. Tamta firma odezwała się, że niedługo ruszają z rekrutacją i czy się nie stęskniłem za nimi Mimo wszystko czuję ogromną stratę i tęsknię za nią, mam poczucie winy, że zbyt ją osaczałem. Wiem, że się nie wyłamię i się nie odezwę. Wiem, że powrócę do formy fizycznej i psychicznej maksymalnie do końca roku. Martwię się tylko, że już nikogo fajnego sobie nie znajdę, że zostaną mi tylko samotne matki albo jakieś bazyle.
       
      Bracia, jak żyć? Wróci z płaczem za miesiąc, twierdząc, że jestem miłością jej życia?
    • By Florence
      Jego była dziewczyna, zarzuca mu zaczepki i manipulowanie "fanami", aby zrobić z siebie ofiarę.
      Narzeka na hejt w wiadomościach, komentarzach, które kasuje, ponieważ jego obserwatorzy jak pisze obwiniają ją o jego zły stan, depresje.
       

       
       

       
       
       

       

       
       
      Źródło: https://www.instagram.com/sohayo_official/?hl=pl   (instastory).
      Z czymś mi się to kojarzy (może błędnie)... 
      53 min. 22s.
       
      Nie przepadam ani za Panem Awięc, ani za Sohayo (uściślając - za ich działalnością w internecie), jej filmiki (w sumie jego też) to przeintelektualizowany bełkot i odrzuca mnie jej dziwaczne zachowanie.
      Sorry, za trochę plotkarski temat,  ale, może kogoś zainteresuje w związku z zarzutami Awięca  wobec Marka i forum.
       
    • By Leebido
      Czołem bracia samcy,
       
      przed Wami krótkie podsumowanie mojego frajerstwa kiedy to wierzyłem, że TO TA JEDYNA i nie było nawet opcji, żebym myślał inaczej. Mimo drążenia informacji jak działać po rozstaniu i wewnętrznym głosie samca robiłem totalne gówno. Przepraszanie, proszenie o szansę - przecież o to jej chodzi, nie? żebym się postarał? Aha - zapomniałem dodać - po rozstaniu, kiedy wyprowadziła się do rodziców dzieliło nas 150km.
      Byliśmy ze sobą ok. 4 lat i mieszkaliśmy razem 3.
       
      No więc nie wdając się w poboczne wątki podsumowanie czego NIE ROBIĆ po rozstaniu. KU PRZESTRODZE!
       
       
      Jeśli zerwałeś z laską, bo od dłuższego czasu Cię denerwowała i przebywanie z nią nie sprawiało Ci przyjemności (czepianie się o wszystko, subtelne (i nie) próby skłócenia z rodziną, wiecznie za mało, wiecznie źle) to dobrze zrobiłeś bez względu na to, że cierpisz podczas rozstania. Po rozstaniu jeśli mimo wszystko chciałbyś, żeby do Ciebie wróciła musisz od razu wdrożyć plan naprawczy, który tak naprawdę polega na olewce + niededykowane pod ex odnowienie atrakcyjności.. (poradniki wszędzie) ale szkoda czasu na byłe, bo ta Twoja do niedawna "miłość życia" gdy tylko okażesz słabość wyżuje Cię i wypluje z trudną do wywabienia plamą na Twoim honorze. To ten moment gdzie zaczynasz otwierać oczy, bo Twoje wszelkie wyobrażenia nt. Waszej wspólnej przyszłości boleśnie kawałek po kawałku legną w gruzach hehe Tutaj też fajnie dodać, że obecne zachowanie ex jest lata świetlne od zachowania Twojej myszki Nie możesz o niej zapomnieć? Zablokuj ją wszędzie, pousuwaj/dobrze zarchiwizuj rozmowy, zdjęcia itp tak, żebyś na co dzień jej nie widział - to też ułatwi nie wchodzenie na jej profile. Jak się odzywa do Ciebie, żebyś wysłał jej resztę swoich rzeczy tj. telefon w stylu "hej, sorry, że przeszkadzam, ale chyba zostawiłam jeszcze u Ciebie moje ulubione dziurawe skarpetki/ładowarkę" czy też "pomożesz mi z komputerem, bo Ty umiesz, a ja to taka biedna i nie umiem" raz na dwa miesiące to tylko jej shit testy i próby zdobycia atencji, żeby czuć się nadal atrakcyjną (ktoś o nią zabiega mimo tego, że jest zimną suką) Chyba zauważyłem taki mechanizm: u niej coś źle, lub myśli o Tobie, więc napisze do Ciebie, żebyś myślał o niej (może ona chce wrócić, na pewno chce wrócić i daje mi sygnały). Gówno nie sygnały - gdyby chciała to by wróciła, albo sprowokowałaby Ciebie, żebyś Ty wyszedł z taką inicjatywą niemniej wiedziałbyś o tym na 100% i nie musiał się domyślać. Nie odpisuj! Nie odbieraj! Ból mija. Pozwól sobie go przerobić, przepłakać (byle nie ex do słuchawki!). Czytaj forum, czytaj książki, rób swoje tak, żebyś był ALFĄ, bo to nasza natura, a nie BETA-ORBITEREM - czyli ulegającym kobietom leszczem, bo tak mówią starodawne prawdy. Jej koleżanki, rodzina i orbitery zrobią z Ciebie takie gówno w jej oczach, że jeśli tylko będziesz się o to prosił to ona Cię tym gównem chętnie obleje Czego byś nie wymyślił nie szukaj kontaktu. Chcesz płakać i mówić jej jak tęsknisz? Nie rób tego, bo ona to wykorzysta i będziesz czuł się sto razy gorzej. Ona nie jest inna niż wszystkie. Jeśli jest zimną suką to nie może nią być w uroczy sposób. Przecież zasłużyłeś - ma prawo być zła (hahahahaha). Przepraszanie, skamlanie nie ma nic wspólnego z atrakcyjnością i pomimo, że każdy to wie.. to można mieć tak przesłonięte cipą oczy (widzę po sobie), że wmówisz sobie, że to jedyny sposób na jej odzyskanie - ubłaganie żeby dała Ci ostatnią szansę (żal.pl), a to zostaje w człowieku hehe.  Nie bierz całej winy za rozstanie na siebie marząc o tym, że skoro ex zobaczy jak cierpiętniczo przeżywasz swoje błędy i chłostasz się błagając i zabiegając podczas gdy ona co chwilę depcze Twoją godność NAGLE TO DOCENI I WRÓCI. Haha.  Po rozstaniu ona z defaultu nie chce wrócić, chyba, że otaczasz się wieloma laskami, albo masz nagły zastrzyk hajsu (awans, zmiana pracy).  Skoro nie chce do Ciebie wrócić, ale macie jakiś gówno-kontakt ze sobą to najczęściej jesteś po prostu jej poligonem doświadczalnym! Nie patrz na to co kobieta mówi tylko co robi (one myślą o facetach tak samo, używaj tej wiedzy rozsądnie  )  
      No nic, ja ze swoją plamą będę musiał żyć, ale co się nauczyłem na tym rozstaniu to moje. Widzę, że obecnie jest już git i zaczynam patrzeć na życie przez różowe okulary mimo tego, że jestem singlem.
       
      Jak mi się coś przypomni to dorzucę, lub jak pojawią się nowe wątki z tym rozstaniem choć nie przewiduję  
      To w sumie mój pierwszy wątek, więc jeśli popełniłem jakieś fopa to pardon
       
       
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.