Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
  • ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • Similar Content

    • By dylugilu
      Witam, 3 miesiące temu po 3 latach związku rzuciła mnie dziewczyna, zacząłem więc dużo imprezować i lecieć z dziewczynami, tylko do pewnego momentu jakoś mam wrażenie, że moje libido upadło przez to, że mam cały czas byłą w głowie inne dziewczyny mnie jakoś średnio pociągają, jak się od tego uwolnić bracia? Jakieś akcje, lody itp jako tako to idzie, ale co do samego seksu z innymi no średnio, jedynie jakby moja była mi się rozebrała to by stał jak skała :/ 
       
      Chciałbym znowu wrócić do formy, zapomnieć o niej i być nagrzany jak zwierzak - nawet jak nie mastrubowałem się ponad miesiąc to i tak jakoś nie byłem nagrzany. 
       
      Jakieś rady sugestie? Sorka jak zły dział pozdro
    • By leto
      Jakoś tak zacząłem się zastanawiać nad tymi białorycerskimi zachowaniami i przypomniałem sobie, że ja przecież też wcale nie byłem od nich wolny! Bracia, pochwalcie się, jakie tam mniej lub bardziej żenujące akcje odwalaliście - i jaki był tego efekt.
       
      Na chwilę obecną przypominają mi się takie:
       
      wysłanie bukietu róż swojej ex dzień po rozstaniu z bilecikiem "tak łatwo nie odpuszczę". Parę tygodni później znowu zaczęła być regularnym gościem w moim łóżku postawienie pannie (jeśli dobrze pamiętam, chyba ja płaciłem za wszystko) drogiej kolacji w jednej z renomowanych warszawskich restauracji. Na następnej randce już była dzika konsumpcja siebie nawzajem, a nie jedzenia. Z perspektywy czasu - oczywiście ta szopka z kolacją nie była zupełnie potrzebna, bo widać było od początku mocne zainteresowanie to chyba największa żenaduwa: wychodząc od kobiety, która właśnie mi oznajmiła, że mam zniknąć z jej życia, rzuciłem z oburzeniem "jeszcze tego pożałujesz". Niestety happy endu nie było, od tamtego czasu nie dotknąłem jej ciała
    • By Reedson
      Witam, jestem już na forum sporo czasu, ale do tej pory jakiegoś poważnego tematu odnośnie tego jak tu trafiłem i co skłoniło mnie, by zostać jeszcze nie napisałem. Zbliża się koniec roku i chciałbym się Wam drodzy bracia wygadać, wyżalić, zapytać o zdanie, o radę. 
      Na początek opiszę trochę siebie, później przejdę do części właściwej tematu.
      Lat 26, wykształcenie średnie, praca ~3,5k pln, na miejscu (mieszkam na małej wiosce). Doświadczenie z kobietami? Słabo, w wieku 14-18 lat było bardzo dobrze, należałem do "ekipy", kręciło się sporo dziewczyn, spanie po namiotach i całonocne wizyty u nich, ale wtedy wmawiałem sobie, że jestem za młody na coś więcej niż jakieś macanie, czy o zgrozo, związek. Po pójściu do szkoły średniej powoli stare znajomości się urywały, klasa męska, kobiet brak. 
      Po skończeniu technikum poszedłem na studia, na które nie chciałem tak naprawdę iść, ale "wszyscy" szli na studia, więc ja też poszedłem... Kierunek - informatyka z wydziale matematyki. Było mi ciężko, bo zawsze z przedmiotami ścisłymi miałem problem. Po 3 semestrze odpuściłem i poszedłem do pracy za minimalną krajową z dojazdem który zajmował mi ponad godzinę w jedną stronę (autobusem firmowym). Przepracowałem tam 3 lata, oczywiście po paru miesiącach moja stawka szła dosyć szybko do góry, ale przez dojazd z pracy zrezygnowałem, bo wstawanie o 4 i wracanie o 16 mnie dobijało. Teraz, od 1,5 roku mam pracę na miejscu za te same pieniądze. Jak spędzałem czas w tych latach? 22-24 spędziłem na graniu w gry, sporadyczne wyjścia z paroma kumplami których miałem. Szczerze? Byłem szczęśliwy mając tak chujowe życie.
      Dodam, że z wieku 18 lat pojawił się na mojej mordzie trądzik, z którym nie mogłem wygrać aż do 23 roku życia. To bardzo obniżyło moją samoocenę. Do tego doszło jakieś 20kg nadwagi.
      Aż pewnego dnia poznałem JĄ w jednej z gier mmo w które grałem. Dziewczyna w moim wieku, taka 5/10, inteligenta, nawet bardzo, po studiach drugiego stopnia. Szybko zaczęliśmy ze sobą pisać, rozmawiać na discordzie. Pierwsze spotkanie było w gronie 4 osób u niej w mieście, 2 tygodnie później pojechałem już spotkać się we 2, kino, kawa. Dzieliło nas jakieś 90km. Trzecie spotkanie było już u mnie, przyjechała na noc. Jako że byłem białym rycerzem, porządnym facetem, a ona dosyć szybko po poznaniu mnie oznajmiła, że nie lubi seksu to do niczego nie doszło  
       
      Wcześniej była tylko w jednym dwuletnim związku z jakimś kolesiem zza granicy, również poznanym w grze. Nigdy wcześniej nie miała orgazmu, po kilku spotkaniach udało mi się ją doprowadzić do szczytowania, tydzień później był nasz pierwszy raz (jej ze mną a mój w ogóle w życiu). Chyba nie muszę mówić, że było słabo a później nie doprowadziłem jej do orgazmu nawet manualnie i była obraza. I UWAGA, było to jakieś 1,5 miesiąca odkąd "oficjalnie" byliśmy razem i to był jedyny raz kiedy uprawialiśmy seks 😂 Tak, teraz jest czas na pośmianie się ze mnie, sam się z tego śmieję, także śmiało  
      Później tylko usta i ręce (z mojej strony) i tylko rączki z jej  Czasami dawałem jej kilka orgazmów jednego dnia a ona z łaski swojej zwaliła mi konia pod prysznicem i tyle^^ 
      Przez cały okres tego "związku" byłem na każde jej zawołanie, dziś wiem, że oblałem MASĘ, chyba wszystkie shit testy jakie mi robiła. Najlepszy?
      Mówi, że jej znajomy zaprosił ją na wesele jako osobę towarzyszącą, ale raczej odmówi. Ja na to "dlaczego? biedak nie będzie miał z kim iść" 🤣 3 tygodnie później mówi mi, że jednak z nim pójdzie, bo się jej żalił, że faktycznie nie ma z kim iść a do wesela tydzień, chyba, że będę miał coś przeciwko. No i oczywiście miałem, choć ten tekst wyżej odebrała jako przyzwolenie i wcale się jej nie dziwię. Musiała wszystko odkręcić. Później sama mówiła mi, że od razu powinienem po prostu powiedzieć, że jej nie puszczę i byłby koniec tematu...
       
      No i tak trwaliśmy aż do września, wtedy to napisała mi, że powinniśmy się rozstać, że nie ma "tego czegoś". Ja oczywiście płacz, błaganie o powrót, rozmowa, zgodziła się. Było jeszcze gorzej, w okresie od września do końca listopada widzieliśmy się 2 razy. No i pod koniec listopada w wyniku małej sprzeczki znów napisała mi, że to nie ma sensu i to koniec. Jak zareagowałem to się pewnie domyślacie. Była to sobota rano, od razu chciałem do niej jechać, ale mi zabroniła bo jej nie będzie. Pojechałem w niedziele, 90km oddać jej dwie rzeczy i się pożegnać. Nawet mnie nie wpuściła do domu, tylko weszła mi do auta i dała mi jakieś 5min, bo spieszyła się na zakupy do biedronki  
      Byłem totalnie rozbity, zapłakany, upokorzony. Chciała dalej się ze mną "przyjaźnić" i "grać razem w gry" (tak to ujęła). Oczywiście się zgodziłem. Wszystko to miało miejsce na początku grudnia 2018 i trwało do wczoraj. Wczoraj wieczorem chwilę z nią pogadałem na discordzie o pierdołach. Ale coś mnie tknęło i późnym wieczorem poblokowałem ją wszędzie. Tylko nasz wspólny znajomy napisał mi, że chciałaby wiedzieć dlaczego. Napisałem tylko, że tak będzie dla mnie lepiej.
      Pierwszy miesiąc po rozstaniu to była katorga. Wszędzie wysyłała zdjęcia jak to wychodzi na lody, na łyżwy, wiedziała, że to widzę i że to mnie kurewsko boli, bo właśnie w te miejsca chciałem ją wyciągnąć przez ostatnie tygodnie, ale jej się nie chciało  Na początku 2019 napisałem jej elaborat jak ja to jej dziękuję za wszystko, że ją przepraszam i masę innych upokarzających mnie bzdetów.
      Pod koniec stycznia trafiłem na kanał Demasty na youtube, chwilę później na to forum, za co jestem cholernie wdzięczny. 
       
      Jak wyglądał rok 2019? Od lutego poszedłem na siłownię, czerpałem wiedzę z forum, przeczytałem kilka książek (wcześniej praktycznie nic nie czytałem), zrobiłem formę życia (krata na brzuchu, odkryłem, że mam całkiem dobrą genetykę do sylwetki), ogarnąłem zarost, ubranie. Myślę, że z otyłego gościa 4/10 zrobił się ze mnie 7/10. Kupiłem na wiosnę całkiem niezły samochód z segmentu D w najnowszej budzie... To był dobry rok, czuję, że posunąłem się do przodu.
      Jednak mam ogromny problem. Nie potrafię się z niczego tak szczerze cieszyć. Odkąd się z nią rozstałem, przykładowo oglądanie seriali czy granie w gry mnie nie wciąga, nie potrafię się z tego cieszyć, bo wcześniej zawsze robiłem to z nią, dzieliłem się wrażeniami, cieszyliśmy się wspólnie. Od rozstanie to wszystko jest takie... nijakie. Tak samo z tym ogarnianiem siebie. Chyba sam siebie oszukuję, że robiłem to dla siebie a nie dlatego, żeby zwrócić na siebie jej uwagę. 
      Chyba nie muszę mówić, że przez ten cały okres ją "stalkowałem". Sprawdzanie z kim grała, co robi, jakieś wchodzenie na jej fb... Od wczoraj koniec z tym, jest wszędzie zablokowana. I wróciły ten wszystkie beznadziejne uczucia. 
      Największym problemem jest chyba to, że czuję się cholernie samotny. Nie mam z kim pogadać. Z rodzicami od zawsze miałem słaby kontakt (mimo tego, że wychowali mnie dobrze, normalna rodzina), nawet internetowi znajomi mają dziewczyny, znajomych i w dni takie jak np. okres świąteczny przeważnie zostaje sam. 
       
      I tu pojawia się moja ogromna chęć wejścia w związek, mimo wiedzy zaczerpniętej z forum jestem cholernie zdesperowany, a to z kolei prowadzi do stresu i traktowania każdej kobiety z którą się umówię jak bóstwo...
      Parę tygodni temu założyłem konta na tinderze, badoo... Nie powiem, odzew całkiem spory, przeważnie laski odpisywały, ale albo traciły zainteresowanie po kilku wiadomościach (bo jestem nudziarzem i nie potrafię flirtować), albo dochodziło do jednego spotkania na którym byłem cholernie spięty i na jednym spotkaniu się kończyło. 
       
      Bardzo chaotyczny post, jeśli ktoś przebrnął przez ten bełkot to dziękuję.
      Bracia, co robić? Chciałbym odzyskać życie towarzyskie przede wszystkim. Mieć się do kogo odezwać. Cieszyć się z życia, być wyluzowanym. W kontaktach z kobietami, atrakcyjny wygląd mi kompletnie nic nie daję, bo tracę dobre wrażenie po wymianie kilku zdań. Wiem, że kobiety czują ode mnie słabość charakteru, brak pewności siebie, ale nie wiem jak się w końcu kurwa ogarnąć. 
      Jeśli ktoś chciałby o coś dopytać to śmiało. 
       
    • By HumanINC
      Witajcie bracia.

      Jakie teksty stosujecie, kiedy spotkacie się - przypadkiem z byłą dziewczyną i ona was zapyta: Dlaczego się nie odzywasz, nie odpisujesz na SMS??

      Miałem kilka razy już taką sytuację, i zawsze wymyślałem coś na poczekaniu - w stylu: Brak czasu / Nie jesteśmy przyjaciółmi / Nie muszę się tłumaczyć / A na co liczyłaś? itp.
    • By HumanINC
      Czołem bracia!

      Opiszę pokrótce historię, która jest dość świeża i siedzi jeszcze mocno we mnie.

      Na początku miesiąca rozstałem się z panną - jak sądziłem miłością mojego życia. Byliśmy razem około dwa lata, mieszkanie razem - pierwsze 1.5 roku istna petarda - śniadanka, obiady, wspólne wyjazdy, w łóżku ogień.

      Jakieś pół roku temu, zaczęło się sypać - wkradła się proza życia codziennego - praca / uczelnia / doktorat. Pannę zaczęło wszystko denerwować - była z gatunku tych perfekcyjnych pań domu, codzienne chciała mieć wysprzątaną chatę, ugotowany obiadek itp. Starałem się oczywiście pomagać we wszelkich pracach domowych, ale co bym zrobił - "to nie tak" / "to źle" / "teraz już nie musisz mi pomagać!", poza tym, ileż razy dziennie można odkurzać! Jakieś błachostki wywoływały kłótnie, ciągle nie mogłem spełnić jej standardów - prócz tych łóżkowych. Wpędzała mnie w coraz większe poczucie winy - i trwa ono do tej pory. Praktycznie absorbowała 100% mojego czasu... przez co odszedłem od moich pasji, zainteresowań, znajomych... wiem - festiwal frajerstwa, ale sądziłem, że to ta jedyna.

      Była osobą nie mająca pasji, zainteresowań, przyjaciół - tylko 100% czasu w domu. Nie akceptowała siebie -  taką jaką jest - nie podobała się sobie mimo, że była tak 7/10. Była wybredna - a więc restauracje odpadają, nie lubiła ludzi, a więc teatr / filharmonia / kino odpadało. Jaki ja byłem zaślepiony na początku...

      Ostatnie dni listopada i początek grudnia - non stop chodziła wściekła na mnie, każda błahostka wywoływała atak furii, istny rage.

      Rozstanie na początku grudnia - to była środa - mieliśmy przeprowadzić rozmowę po jej przyjściu z uczelni - już widziałem w oczach tę wściekłość - przeprosiłem za złe chwilę, podziękowałem za te dobre i powiedziałem, że nie widzę perspektyw na zmianę po jej stronie - spakowałem część swoje rzeczy, i wyszedłem (miałem już przydzielony pokój w akademiku - już od dłuższego czasu wiedziałem, że coś się szykuje i zacząłem się przygotowywać). Przez noc ona już spakowała resztę moich rzeczy - mimo, że chciałem zrobić to sam. Kolejnego dnia rano zabrałem resztę rzeczy.

      Od tamtego czasu maksymalnie ograniczony kontakt - w sobotę kolejnego tygodnia zabierałem wspólnego psa do mnie na weekend, była okazja do rozmowy - porozmawialiśmy. Wszelką winę zrzuciła na mnie... Nasłuchałem się tylko, jaki to nie byłem pomocny, że teraz to ona dopiero odpoczęła bo nic nie musiała za mnie robić. I oznajmiła, że nie mówi tak / nie mówi nie - ale na dzisiaj nie. Powiedziałem, że błędy które popełniałem, zrozumiałem (też nie byłem święty - nikt nie jest - czasem zdarzyło się przyjść do domu pod wpływem), ale nie mam zamiaru błagać o miłość.

      Przez weekend pożegnałem się z psem... było ciężko, ale wiedziałem - że lepiej będzie dla niego jeśli kompletnie zerwiemy kontakt. W środę jej to oznajmiłem, oczywiście agresja z jej strony, dlaczego jej o tym wcześniej nie powiedziałem, że nie może na mnie polegać, i jak zwykle była naiwniaczką, że mi zaufała... (nic jej nie obiecywałem co do psa, że go wezmę na święta - a podczas ostatniej rozmowy, powiedziała, że pies jest jej i nie mam wobec niego żadnych obowiązków... WTF?)

      Od tamtej pory zero kontaktu. Mija kilka dni, dostaję SMS - "Moja koleżanka zostawiła twoją rzecz na klamce w pokoju w akademiku." - Zero odpowiedzi z mojej strony. Kolejne kilka godzin - "Wziąłeś nie wziąłeś?" - Również zero odpowiedzi...

      Mija kolejny tydzień - SMS, że się o mnie martwi, bo nie daję oznak życia, i nie wie czym to jest spowodowane, i że chociaż tyle mogę jej zrobić na koniec - i że kolejne wiadomości będą do kogoś z mojej rodziny (sic!). Brak odpowiedzi z mojej strony.  Od tamtej pory, cisza...

      Wiem, że napisała do mojego kuzyna - nic jej nie odpisał.

      Te SMS'y według mnie jakoś tak mi śmierdziały na kilometr jakimś wałem - najpierw mówi, że nie chce ze mną być - a potem że się martwi, co sądzicie?

      Eh... Nie wiem czemu tęsknie za nią... i za psem...

      Z jednej strony, chciałbym powalczyć - z drugiej, wręcz przeciwnie... Jak ja nie lubię takich nieklarownych sytuacji. 😕

      Dajcie znać co sądzicie.

      Stefan



       



       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.