Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

W nawiązaniu do audycji Marka, wrzucam temat do przegadania w sam raz na chłodne jesienne wieczory, pytanie; czy jesteśmy kowalami własnego losu?

Pomijając już pierdy ''kołczów'' którzy twierdzą że tak, a swój los poprawisz jak kupisz u niego cały pakiet ''motywacyjny'' wklejam fragment tekstu z księgi Kohaleta ze ST;

 

'' I znowu widziałem pod słońcem, że szybcy nie rozporządzają biegiem, ani bohaterowie walką, ani mędrcy chlebem, ani roztropni bogactwem, ani rozumni upodobaniem, lecz, że w swoim czasie wszystkich spotyka przypadek. ''

 

Uważam że ta myśl jest chyba najbardziej trafionym fragmentem z całej Biblii, który świetnie opisuję mechanizmu zarządzające światem.

 

Znajomy mnie zapytał, a co na to miłosierny Bóg?

Odpowiadam mu po chwili; a kto stworzył takie zasady??

 

Tutaj wklejam obrazek który pokazuje jak to wygląda w praktyce :)

 

 
No caption

Photo:

No caption

Photo:

No caption

Photo:

No caption

 

Oczywiście, starać się zawsze warto, pracować, uczyć się, ale początki naszego życia, rodzina, wychowanie, środowisko determinują je bardzo mocno, mają wpływ na nasze decyzje, co przekłada się na tzw sukces.

 

Drobne różnice od początku życia kumulują się, aż w końcu to one zdecydują o twoim sukcesie. A osobista mądrość i pracowitość to niestety sprawa drugorzędna. Niektórym zdolnym się uda dzięki szczęściu, ale więcej jest takich, którzy polegną gdzieś po drodze.

 

Temat może dość pesymistyczny, nie mniej jednak zapraszam do dyskusji.

 

 

 

Edited by The Motha
  • Like 9

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 minuty temu, The Motha napisał:

Oczywiście, starać się zawsze warto, pracować, uczyć się, ale początki naszego życia, rodzina, wychowanie, środowisko determinują je bardzo mocno, mają wpływ na nasze decyzje, co przekłada się na tzw sukces.

Zgoda ale dla mnie przykład choćby tytana pracy - Cristiano Ronaldo jest wzorem, że przy talencie ale i niesamowitej, ciężkiej pracy jesteś w stanie osiągnąć wszystko.

Gdy talent jest mniejszy, to możesz być choćby bardzo dobry jak np: Lewandowski, który mimo tego, że jest tylko bardzo dobry w momentach największej formy również ociera się o szczyt.

Poleciałem porównaniami piłkarskimi ale myślę, że wiadomo o co chodzi.

 

Reasumując, jestem zdania, że:

- odpowiednie nastawienie mentalne

- ciężka praca

- upór

- trochę talentu

- szczypta szczęścia

 

I możesz wszystko, gdy zabraknie któregoś z powyższych składników - prawie wszystko.

Dla wielu ludzi np ich środowisko jest czynnikiem, który pcha ich w inne miejsce, bo nie chcą być tacy jak ludzie, którzy ich otaczają.

 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hmmm, fajny komiks :)

 

Trzeba jednak pamiętać, iż zawsze tak było. W całej historii rodzaju ludzkiego zawsze byli "równi i równiejsi". Próby zbudowania "raju na ziemi", "krainy wiecznej równości i szczęśliwości"  zawsze kończyły się - dobrze wszyscy wiemy jak się kończyły. Poza tym obecnie żyjemy w najlepszych z czasów i jeśli tu zacytuje klasyka "nie urodziłeś się Tutsi albo Hutu" to nie masz na co narzekać. Mogło być gorzej, taki komiks gdzie bohaterem byłby niewolnik/kolon/chłop pańszczyźniany/robotnik z czasów rewolucji przemysłowej byłby dla niego o wiele krótszy. Pozdrawiam :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, Quo Vadis? napisał:

Poleciałem porównaniami piłkarskimi ale myślę, że wiadomo o co chodzi.

Tak jak pisałem, obiektywnie masz trudniej niż reszta, ale to nie znaczy, że na pewno ci się nie uda. Warto i tak walczyć o swoje.

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Życie przypomina spacer w całkowitej ciemności mając do dyspozycji tylko wskaźnik laserowy. Aż w końcu nastaje dzień i zaczynasz widzieć. Wszystko jest na swoim miejscu. I w końcu możesz odpocząć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Temat zgodny z tym co myślę a komiks spoko. Dlatego też uważam, że nie ma się co napinać na bogactwo. Jedni zdobędą je bez problemu a inni pod znakiem wielu wyrzeczeń. Wcale to nie zależy od jakiegoś tam magicznego IQ czy zaradności a tym bardziej ciężkiej pracy. Nieraz w życiu się przekonałem, że coś dostałem nie dlatego, że byłem ogarnięty w tych sprawach czy odpowiednio długo walczyłem a tylko dlatego bo znalazłem się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. W tego typu momentach nie trzeba żadnych umiejętności bo wszystko się samo prowadzi jak za rękę.

 

Jeśli się nie umiera z głodu lub nie mieszka pod mostem to nie warto marnować swojego bezcennego czasu życia na zapierdziel w imię zaspokojania wmówionych przez biznes potrzeb. Już odpoczynek, nauka (dla siebie) czy kontemplacja/ medytacja wnosi większą wartość do życia. Trzeba też jakoś się bronić przed propagandą, że im mniej masz zasobów tym jesteś mniej wartościowy albo mniej przydatny jeśli mało pracujesz. Ktoś to całe gówno może mieć na pstryknięcie palca lub zarabiać na tych próbujących się dorobić. Dlaczego więc grać w grę która nie jest na równych zasadach i prowadzi tylko do frustracji?

 

 

  • Like 3
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Stu procentowej gwarancji na to, że uda się zrealizować swoje cele nie ma nigdy. 

 

W życiu jest mnóstwo zmiennych, zdarzeń losowych można natomiast zarządzać prawdopodobieństwem. 

 

Nie mam gwarancji, że nie zgine w wypadku samochodowym, ale jeśli będę przestrzegał przepisów to ryzyko będzie zminimalizowane. 

 

Nie mam pewności, że nie zachoruje na ciężką chorobę, ale jeśli nie będę palił, będę zdrowo się odzywał, aktywnie spędzał czas to prawdopodobieństwo takiego zdarzenia może spaść co nie oznacza, że kiedyś nie wystąpi. 

 

Nie mam również stu procentowej pewności, że uda mi się osiągnąć swoje cele finansowe w ciągu najbliższych pięciu lat. 

 

Natomiast jeśli będę rozsądnie zarządzał swoimi finansami, stale się doksztalcal, nie tracił pieniędzy na głupoty ( np efekt latte) to istnieje duże prawdopodobieństwo, że jednak uda mi się osiągnąć swoje cele materialne. 

 

Jeśli będę się doksztalcal w swojej dziedzinie to rowniez mogę osiągnąć swoje cele zawodowe, ale pewności nie mam nigdy. 

 

Najgorsze w życiu są wszelkie przejawy defetyzmu/fatalizmu jak ognia unikam wszelkich determistycznych teorii, które zakładają, że nasze życiowe przeznaczenie jest ściśle uzależnione od naszych naturalnych predyspozycji. 

 

Owszem, Kowalski z IQ 100 nie będzie laureatem nagrody Nobla z dziedziny fizyki, ale przy założeniu, że będzie ciężko pracował nad swoim losem, nie będzie trwonil pieniędzy, będzie czytał dużo wartościowych książek, poznawal ludzi to ma szanse wieść życie na wysokim poziomie. 

 

Inaczej sytuacja przedstawia się wśród osób, które są obarczone ciężkimi wadami genetycznymi, upośledzonych, niedorozwinietych intelektualnie. 

 

Aczkolwiek jeśli mówimy o przeciętnym Kowalskim z przeciętnym ilorazem inteligencji to jest on w stanie tak pokierować swoim życiem, żeby osiągnąć satysfakcjonujące rezultaty. 

 

 

 

Edited by dobryziomek
  • Like 2
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, jesteśmy. Gdybym w to kiedyś nie uwierzył, to bym się dawno załamał. Nikt jednak nie mówi na starcie, że świat, do którego aspirujesz jest często kulawy, chory i potwornie zepsuty. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, dobryziomek napisał:

Stu procentowej gwarancji na to, że uda się zrealizować swoje cele nie ma nigdy. 

Jak to mawiają Rosjanie; wszystkich kobiet nie wyruchasz, ale próbować warto.

 

5 minut temu, dobryziomek napisał:

Nie mam gwarancji, że nie zgine w wypadku samochodowym, ale jeśli będę przestrzegał przepisów to ryzyko będzie zminimalizowane. 

Ale zawsze będzie ryzyko, bo kierowca obok może się do tych przepisów nie stosować :) .

 

5 minut temu, dobryziomek napisał:

Natomiast jeśli będę rozsądnie zarządzał swoimi finansami, stale się doksztalcal, nie tracił pieniędzy na głupoty ( np efekt latte) to istnieje duże prawdopodobieństwo, że jednak uda mi się osiągnąć swoje cele materialne. 

Nie ma nic gorszego, jak spędzenie życia z założonymi rękoma w poczuciu bezradności, zawsze warto próbować, zrobić coś z tego co masz, moim zdaniem rozsądne podejście jest wtedy kiedy próbujesz, ale masz świadomość ze to i tak wszystko marność.

 

 

Edited by The Motha

Share this post


Link to post
Share on other sites

Każdy zaczyna w jakimś punkcie na wielowymiarowej płaszczyźnie, gdzie każdy wymiar to właściwości takie jak:

- zamożność rodziny

- w jakim kraju się urodziliśmy

- uroda

- inteligencja

- etc

 

Po części to od nas zależy jakie będzie przemieszczenie się wektoru w kierunku jakim chcemy. Oczywiście zaznaczam, że "od nas" mam na myśli nasz mózg, który też w wielu kwestiach jest stały (geny, skład chemiczny) i mamy różne predyspozycje do bycia bardziej wytrwałym, czy mamy większą szansę popaść w uzależnienia itd. Także kompozycja chemiczna naszego mózgu w pewnym stopniu decyduje czy bardziej nadajemy się do związku czy nie.

 

Więc w dużym stopniu, wydaję mi się, że jesteśmy na autopilocie, aczkolwiek nasza świadomość chce nas przekonać, iż jesteśmy kowalami własnego losu.

 

A pewne rzeczy nie są osiągalne, bo aby Hindus analfabeta z najniższej kasty przebił się na status mutlimilionera playboy'a, to jak próba podróży z Ziemi do Alpha Centauri.

 

 

 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mógł bym z czystym sumieniem napisać historię swojego życia. Fakt że zależy z jakiego pułapu zaczynasz i czy rodzina pchnie cię wyżej i czy posiada takie możliwości.

Pisać referat na cały wieczór? Mogę to porównać do historii mojego przyjaciela z dzieciństwa do teraz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Patrzycie przez pryzmat równania w górę, porównywania się do tych z lepszymi możliwościami. A istnieje też druga strona medalu.

 

Tak, jestem kowalem własnego losu.

Mogę swoje życie koncertowo spierdolić w dowolnej chwili i nikt mi w tym nie przeszkodzi. 

 

Mogę też spróbować zrobić coś z tym, co dostałem od Boga, losu i ludzi.

Rozwijać swoje talenty, wyrabiać stabilność emocjonalną, która pomoże poradzić sobie z przeciwnościami losu i wreszcie przepracować lęki, traumy czy destrukcyjne programy wgrane przez ludzi.

I kiedy się to robi, ma się ogromnie mocne wrażenie wykuwania własnego losu. 

Wtedy droga staje się celem. 

Edited by Yolo
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
33 minuty temu, The Motha napisał:

w swoim czasie wszystkich spotyka przypadek

A Licho nie śpi...;)

 

 

Los, życie stwarza nam okazje, sytuacje, stawia na naszej drodze różnych ludzi dających rady wprost lub swoim zachowaniem.

Skorzystanie z nich lub wstrzymanie się w znacznym stopniu lub nawet całkowicie potrafi zmienić życie.

Niestety zazwyczaj jeszcze wtedy jesteśmy za młodzi i za głupi życiowo aby to zrozumieć i je w jak najlepszy sposób wykorzystać. Oraz czasem za długo się namyślamy i okazja "ucieka".

 

Np z mordobiciami:

 

Oraz ostrzeżenie od życia, dość mocne, nawet za mocne, ale może słabszych nie dostrzegał:

@Tornado to świetnie podsumował:

Cytat

..a czego się spodziewał sadzając dupę między faceta/facetke?.....

TROOOJKĄTA?! 

Cytat

organizm ludzki SZKOLI się aby odgrywać przedstawienie zwane życiem.

 

"Z własnego podwórka":

Pewien człowiek naście lat temu został zaczepiony przez pewnego mężczyznę gdzieś na stacji kolejowej bodajże w Poznaniu, daleko od domu.

Miał wybór wysłuchać gościa lub zaniechać i iść zająć się swoimi sprawami.

Wysłuchał, co przełożyło się na jego całe życie zawodowe. Został dealerem pewnej firmy i nie źle prosperuje.

 

 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

To jednak się wycofam, opiszę ogólnie. Tu wchodzi w grę wszystko. Charaktery, zamożność, status, podejście wychowawcze, koneksje no wsio.

Mimo że wychowaliśmy się w podobnych rodzinach, jeśli chodzi o zamożność, jego ojciec był twardszy, surowy i no taki facet z krwi i kości. Nie ujmuje mojemu, bo jest chłop pracowity, ale w życiu ciepła kluska trochę, taka co za dużo myśli. Dlatego jego ojciec z charyzmą łapał kontakty z ludźmi takie dość poważne, wychował się silnie zaludnionej lokalizacji, mój na no w zdecydowanie mniej. Jednak o tu będzie zwrot akcji, osobiście okazało się że lepiej zarabiam i mieszkam w mieście wojewódzkim. On dalej mieszka z rodzicami, pracuje na kierowniczym stanowisku. Jednak z rozmów z nim chyba mnie chłop jednak przegoni, zdobył nowe zdolności i ma możliwość rozwoju biznesu, ja biznes uwaliłem. Jesteśmy przyjaciółmi i jednocześnie rywalami w życiu :D Fajna taka historia jednak no za dużo mógł bym napisać o sobie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 minut temu, Brat Jan napisał:

Niestety zazwyczaj jeszcze wtedy jesteśmy za młodzi i za głupi życiowo aby to zrozumieć i je w jak najlepszy sposób wykorzystać.

Do wszystkiego trzeba dorosnąć.

 

Czasem czegoś chcesz, ale nie dostajesz, bo jak byś dostał w tym momecie w którym nie jesteś na to gotowy, to jak rzucanie pereł przed wieprze.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja uważam jesteśmy tylko i wyłącznie projekcjami czasu i miejsca, w których przyszło nam żyć, nie wierzę w żadną wolną wolę, wszystko co w życiu jest jedynie reakcją (np teraz piszę to wszystko i to jest reakcja na nowo powstały Wątal na Forumie) jest taka szkoła i kierunek w psychologii - Behawioryzm Watsona i Skinnera.

W bardzo prosty sposób mogę to udowodnić - wyobraźmy sobie, że w naszym życiu, w przeszłości zmienimy jakiś istotny element np. nasi rodzice zamieszkają w innej dzielnicy miasta co spowoduje, że poznamy innych rówieśników, trafimy do innej szkoły, zdobędziemy inne doświadczenia życiowe w okresie socjalizacji a w konsekwencji nasze życie potoczy się zupełnie inaczej itd

Share this post


Link to post
Share on other sites

Są pytania, na które nie ma odpowiedzi, tak lub nie. "Czy jesteśmy kowalami własnego losu" jest jednym z nim.

Oczywiście mając dobre karty na start, łatwiej jest "coś" osiągnąć. Jednak nie zapewnią ci sukcesu.

Mając słabe, trzeba grać już z głową. Blefować, liczyć na ułożenie innych kart na stole.

Z sukcesem jest jak z ogniem. Wystarczy go raz rozpalić. Jednak o ogień trzeba dbać, pielęgnować. Dorzucać drewno. Płomień zostawiony sam sobie zgaśnie.

Talent, praca czy pasja są ważne. Gdy pozwolisz się wymsknąć okazji, okazja ta już może nie wrócić.

 

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Według mnie dużo zależy od nas. Męskie decyzje, że coś zaczynam zmieniać w życiu i jestem konsekwentny wiele zmieniły. Niby mamy wolną wolę, ale zastanawia mnie to czy na pewno jest tak, że to konkretnie ja decyduję, że przykładowo dzisiaj idę na spacer, jutro rzucam palenie, w niedzielę zmieniam dietę, czy może ktoś z góry kieruje "moją wolną wolą". W tym sensie, że ja sobie myślę, że to ja decyduję, ja podejmuję decyzję, a tak naprawdę może jesteśmy sterowani przez kogoś/coś?

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

To wszystko zależy od różnych czynników i nieprzewidzianych zdarzeń.

Ale jeśli częściowo sami nic w swoim życiu nie zmienimy jak już mówił Marek w kilku audycjach że  nie będziemy się rozwijać to staniemy w miejscu.

Dlatego samemu trzeba coś robić aby zmieniać siebie i nastawienie oraz nie narażać się władzy bo można źle skończyć.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam żal do systemu, że jest głupi i nie potrafi ludzi w okresie szkolnym pokierować zgodnie z osobistymi uzdolnieniami. Jest to wielka strata dla ogółu.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@rycerz76 W okresie szkolnym siedziałem na ławce pod blokiem, piłem piwo, palilem pety i bilem się z kolegami. Gdybym w swoje 16 urodziny się nie ogarnął, nie zaczął się uczyć to nie "wyjebalbym" matury z WOSu i matmy na 90%.na rozszerzeniu. 

Pamiętam ten dzień, wróciłem pijany do domu z wagarow i nagle coś we mnie pękło, zrozumiałem jak bardzo marnuje swoje życie. 

Gdyby nie szansa od życia to skończył bym jak większość kolegów czyli w ośrodkach dla nieletnich albo w zakładzie poprawczym. 

Mi się pofarcilo, im nie. 

 

Natomiast wiem, że jeszcze nic nie osiągnąłem a karta zawsze może się odwrócić na moją niekorzyść jeśli będę w życiu nierozsądny. 

 

Edited by dobryziomek
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minutes ago, dobryziomek said:

czyli w ośrodkach dla nieletnich albo w zakładzie poprawczym

Ale jest to porażka systemu bo młody człowiek jest po prostu głupi a co jakby ktoś dopatrzył się, że z tych ludzi mogliby być np: dobrzy żołnierze? Dlatego tak nie znoszę państwowej edukacji i obowiązku szkolnego, nie spełnia swojej roli i powinien być zlikwidowany.

Tak kiedyś rozmyślałem i doszedłem do wniosku, że głównym zadaniem socjalizacji w szkole jest tworzenie uległych mężczyzn, zasoby białych rycerzy z których korzysta system i którzy sami siebie kontrolują nawzajem i "umilają" życie normalnym mężczyznom.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@The Motha

 

Bardzo fajny temat i można sporo pisać ale streszczę to co mi siedzi w głowie.

Generalnie-tak każdy jest kowalem swojego losu. Ale na los składają się czynniki na które masz wpływ i na które nie masz.

 

Tak jak napisałeś, start jest cholernie istotny i mentalność, nawyki etc wyniesione z domu a później to w jakim towarzystwie się obracasz.

Ktoś kto w domu miał nieciekawych rodziców, i słyszał, że wszyscy wokół to złodzieje i każdy biznesman pierwszy milion ukradł - raczej długo mu zajmie aby się z tego otrząsnąć, zmienić podejście i zarobić kasę.

Dziecko w domu biznesmanów - tu już będzie dużo szybciej ale oczywiście gwarancji nie ma.

 

Ja z pewnym wiekiem/negatywnymi doświadczeniami życiowymi zrozumiałem pewne rzeczy (u siebie):

 

1) swoje ograniczenia (co dało większą akceptację siebie) - np na siłowni wiem, że mam taką budowę ciała genetycznie jaką mam i wybuduję sobie sylwetkę o nią opartą i więcej się nie da bez chemii. I spoko

2) przestałem się patrzeć aż tak na wszystkich dookoła i porównywać finanse. Co więcej, stwierdziłem, że porównywałem siebie z ludźmi, tubylcami, którzy przecież na te majątki pracowali wiekami/mieli przekazywane w spadkach. Więc porównywałem się do innego poziomu (znów, inny start).

3) Nauczyłem się nie wkurwiać, na rzeczy których nie kontroluję czyli los/przypadek.

4) Rzeczy które mam w tej chwili w rozpiżdżaju (prywatne lub zawodowe) - staram się nie obwiniać za nie świata lub innych ludzi skoro są pod moją kontrolą. Skoro są pod moja kontrolą to jedynie ja moge coś zmienić, jak będę gotowy/chciał.

 

Malkontenctwa nie trawię, zwalania na "system" i "świat" nie lubię.

 

Jeśli ja zjebałem lub nie zrobiłem pewnych rzeczy, to staram się siedzieć cicho a przynajmniej nie obwiniać wszystkiego dookoła.

Edited by TheFlorator
  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, The Motha napisał:

Do wszystkiego trzeba dorosnąć.

 

Czasem czegoś chcesz, ale nie dostajesz, bo jak byś dostał w tym momecie w którym nie jesteś na to gotowy, to jak rzucanie pereł przed wieprze.

 

Otóż to. Uwierz mi, że mam takie myśli bardzo często. Zastanawiam się dlaczego akurat w danej sytuacji mi nie wyszło i najczęściej wniosek mam jeden. Nie byłem gotowy. Zrozumiałem to z czasem. Taka jest prawda.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Bruxa
      Ehem, witam braci i siostry. W maju postanowiłam powalczyć z moimi złymi nawykami (mam 3, jeszcze się zastanawiam czy skupić się na jednym czy wszystkich na raz). Oznacza to, że od 1 do 31 unikam je i wszelkie pokusy z nimi związane, jednocześnie zastępuję je dobrymi nawykami (to konieczność). Przykładowo - jeśli coś mi się nie uda i będę mieć fatalny nastrój nie pójdę się nachlać tylko poćwiczyć. Jeśli się nudzę nie będę podjadać i surfować po internecie tylko porobię coś innego, każdego dnia wdrażam lepszy nawyk w miejsce dawnego. Już próbowałam wielokrotnie się ich pozbyć, ale mi nie wychodziło na dłuższą metę. W zasadzie wychodzi mi to jedynie na krótką metę i wraca z efektem jojo, czyli nawyk kusi mnie z siłą większą niż zwykle i przegrywam. Muszę wytrwać ten najgorszy okres.
       
      Chwila szczerości - te nawyki są złe i żadna durna racjonalizacja na ich temat mnie nie interesuje. Znam wiele sztuczek umysłu które prowadzą do tego by sobie odpuścić, pofolgować i znowu przegrać.

      Po co to w ogóle piszę, bo naprawdę chcę się tego pozbyć i wymyśliłam, że należy połączyć siły. Znajomi mnie dopingują, ale to nie to samo. Jeśli ktoś również walczy z nałogami to trzeba powalczyć razem. Czemu? No bo w grupie siła.
       
      Tak więc jeśli ktoś chce to wyraża chęć przyłączenia się i potem KAŻDEGO DNIA wpisuje tutaj - przegrałem/am czy nie. Może dorzucać co zechce, będzie widać jak przebiega cały proces. Jak będzie naprawdę ujowo może tu wpadać i błagać o wsparcie, nieważne, chodzi tylko o to by wygrać. Ktoś ma rady co jest pomocne, niech pisze.
       
      A teraz dwa motywujące znaczenia:
       
      1 maja to święto pracy - święto klasy robotniczej. Niech to będzie święto PRACY - ale nad sobą.
      Maj - nazwa miesiąca pochodzi od łacińskiej Maius, od bogini Mai, matki-ziemi, bogini WZRASTANIA. Należy wzrastać pozbywając się szajsu który nas ciągnie w dół.
       
      Może mi się udać, od maja czeka mnie długa i niełatwa praca, w godzinach 12-22, nie będę mieć czasu na pierdoły. Poza tym moje nawyki tak mnie już męczą, że nie dam rady z nimi dłużej żyć, poza tym chcę z nimi wygrać. Naturalnie w te ostatnie dni należy zlikwidować wszystko co będzie przeszkadzało, pomyśleć nad lepszymi nawykami w miejsce dawnych.
       
      Czy ktoś się przyłącza?
    • By Fizzmm123
      Witam czytelników 
       
      Po raz kolejny post na szybko podsyłam filmik sami oceńcie ja oglądałem z niedowierzaniem słyszałem wiele razy w rodzinie o takich sytuacjach a także w audycjach Marka. Choć w rodzinie mam dwa nawet gorsze przypadki o których wiem. Nadal do mnie nie dociera że , obecnie kobiety tak traktują facetów z taką agresją , pogardą , nienawiścią.
       
      Link do filmu:
      https://www.sadistic.pl/gdy-masz-kwarantanne-vt513235.htm
       
      Pokrótce przedstawię sytuację obu facetów w moje rodzinie tak aby nie zdradzić zbyt wiele szczegółów po których mogę być rozpoznany a więc.
       
      Pierwszy biedak jest facetem dobrze wykształconym zajmuje stanowisko dyrektorskie zna języki itp. Niestety jest także strasznym naiwny oraz bezradny w stosunku do swojej żony a także jak się domyślam innych kobiet. Z tego co wiem jest poważnie chory na tyle poważnie , że w każdej chwili może odejść z tego świata lekarze nie wiedzą ile jeszcze pożyje. Ma żonę oraz dwójkę dzieci które kocha ponad wszystko może dlatego nie chce opuści tego potwora jak można się domyślić jego myszka go nie szanuje choć to mało powiedziane.
      Robi mu awantury właściwie codziennie o wszystko , odcięła go od rodziny dorosły facet a nie może jawnie spotkać się ze swoją matką bo zaraz jest awantura straszenie odejściem i zabraniem dzieci. Ona siedzi na piździe nic nie robi dosłownie facet wraca po pracy i zapierdala czyści , sprząta , gotuje.Co jest najtragiczniejsze on ją kocha nie chce uciekać od niej chodź wiele razy był przekonywany.
       
      Jego myszka chciała już kilku krotnie od niego odejść ( według mnie ma kochanka już od dawna liczy że dostanie duże alimenty plus wie że on długo nie pożyje więc majątek też będzie dla niej bo opiekuje się dziećmi niby) a on się przednią płaszczył błagał aby tego nie robiła. Ponoć widziano ją z innymi facetami podobno już nie raz go zdradzała. Jeżeli chodzi o wygląd myszki to z całą pewnością mogę stwierdzić że , jest po prostu brzydka i gruba co on w niej widzi to ja nie jestem wstanie zrozumieć.
       
      Drugi przypadek jest jeszcze gorszy facet się zachlał na śmierć , żona zdradzała go na lewo i prawo robiła awantury on nie był święty wziął sobie szarą myszkę która go tak załatwiła że szkoda nawet o tym pisać bo mi się na samą myśl chce płakać. Wyrzucała rzeczy przez okno oraz krzyczała a potem wzywała policje pod pretekstem agresji partnera pomagała jej w tym jego córka wtedy miała 10 lat. Córka potrafiła go zwyzywać od śmieci , gówien mówiła aby zdechł. Oczywiście wiadomo że sama się tego nie nauczyła powtarzała to po mamusi. A ten naiwniak dalej z nią był bo były dzieci oczywiście całą kasa była oddawana. A on coraz bardziej się rozpijał oczywiście odcięcie od rodziny siostry , mamy dosłownie niemiał nikogo. Gdybym opisał tu całą jego historie to byście nie uwierzyli że takie sytuacje istnieją. Może kiedyś to zrobię tak aby nikt nie mógł mnie rozpoznać po historii.
       
       
       
       
    • By maggienovak
      Super, że powstał ten wątek na forum. 
      Wrzucam go do rezerwatu. 

      Panie, jakie my mamy zdanie w temacie?!

       
    • By leto
      Kilka zajebistych przemyśleń skompresowanych w króciutkim materiale, polecam.
    • By leto
      https://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,25626242,orgazmy-wcale-nie-sa-gwarancja-udanego-zwiazku-seks-to-za-malo.html
       
      Warto poczytać. Seksuolog Gryżewski mówi jak jest i nie owija w bawełnę. Pada nawet "słowo na b" - badboy. Kilka cytatów:
       
       
      Uuuulala, takie rzeczy w mainstreamowych mediach...
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.