Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

W nawiązaniu do audycji Marka, wrzucam temat do przegadania w sam raz na chłodne jesienne wieczory, pytanie; czy jesteśmy kowalami własnego losu?

Pomijając już pierdy ''kołczów'' którzy twierdzą że tak, a swój los poprawisz jak kupisz u niego cały pakiet ''motywacyjny'' wklejam fragment tekstu z księgi Kohaleta ze ST;

 

'' I znowu widziałem pod słońcem, że szybcy nie rozporządzają biegiem, ani bohaterowie walką, ani mędrcy chlebem, ani roztropni bogactwem, ani rozumni upodobaniem, lecz, że w swoim czasie wszystkich spotyka przypadek. ''

 

Uważam że ta myśl jest chyba najbardziej trafionym fragmentem z całej Biblii, który świetnie opisuję mechanizmu zarządzające światem.

 

Znajomy mnie zapytał, a co na to miłosierny Bóg?

Odpowiadam mu po chwili; a kto stworzył takie zasady??

 

Tutaj wklejam obrazek który pokazuje jak to wygląda w praktyce :)

 

 
No caption

Photo:

No caption

Photo:

No caption

Photo:

No caption

 

Oczywiście, starać się zawsze warto, pracować, uczyć się, ale początki naszego życia, rodzina, wychowanie, środowisko determinują je bardzo mocno, mają wpływ na nasze decyzje, co przekłada się na tzw sukces.

 

Drobne różnice od początku życia kumulują się, aż w końcu to one zdecydują o twoim sukcesie. A osobista mądrość i pracowitość to niestety sprawa drugorzędna. Niektórym zdolnym się uda dzięki szczęściu, ale więcej jest takich, którzy polegną gdzieś po drodze.

 

Temat może dość pesymistyczny, nie mniej jednak zapraszam do dyskusji.

 

 

 

Edited by The Motha
  • Like 9

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 minuty temu, The Motha napisał:

Oczywiście, starać się zawsze warto, pracować, uczyć się, ale początki naszego życia, rodzina, wychowanie, środowisko determinują je bardzo mocno, mają wpływ na nasze decyzje, co przekłada się na tzw sukces.

Zgoda ale dla mnie przykład choćby tytana pracy - Cristiano Ronaldo jest wzorem, że przy talencie ale i niesamowitej, ciężkiej pracy jesteś w stanie osiągnąć wszystko.

Gdy talent jest mniejszy, to możesz być choćby bardzo dobry jak np: Lewandowski, który mimo tego, że jest tylko bardzo dobry w momentach największej formy również ociera się o szczyt.

Poleciałem porównaniami piłkarskimi ale myślę, że wiadomo o co chodzi.

 

Reasumując, jestem zdania, że:

- odpowiednie nastawienie mentalne

- ciężka praca

- upór

- trochę talentu

- szczypta szczęścia

 

I możesz wszystko, gdy zabraknie któregoś z powyższych składników - prawie wszystko.

Dla wielu ludzi np ich środowisko jest czynnikiem, który pcha ich w inne miejsce, bo nie chcą być tacy jak ludzie, którzy ich otaczają.

 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hmmm, fajny komiks :)

 

Trzeba jednak pamiętać, iż zawsze tak było. W całej historii rodzaju ludzkiego zawsze byli "równi i równiejsi". Próby zbudowania "raju na ziemi", "krainy wiecznej równości i szczęśliwości"  zawsze kończyły się - dobrze wszyscy wiemy jak się kończyły. Poza tym obecnie żyjemy w najlepszych z czasów i jeśli tu zacytuje klasyka "nie urodziłeś się Tutsi albo Hutu" to nie masz na co narzekać. Mogło być gorzej, taki komiks gdzie bohaterem byłby niewolnik/kolon/chłop pańszczyźniany/robotnik z czasów rewolucji przemysłowej byłby dla niego o wiele krótszy. Pozdrawiam :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, Quo Vadis? napisał:

Poleciałem porównaniami piłkarskimi ale myślę, że wiadomo o co chodzi.

Tak jak pisałem, obiektywnie masz trudniej niż reszta, ale to nie znaczy, że na pewno ci się nie uda. Warto i tak walczyć o swoje.

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Życie przypomina spacer w całkowitej ciemności mając do dyspozycji tylko wskaźnik laserowy. Aż w końcu nastaje dzień i zaczynasz widzieć. Wszystko jest na swoim miejscu. I w końcu możesz odpocząć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Temat zgodny z tym co myślę a komiks spoko. Dlatego też uważam, że nie ma się co napinać na bogactwo. Jedni zdobędą je bez problemu a inni pod znakiem wielu wyrzeczeń. Wcale to nie zależy od jakiegoś tam magicznego IQ czy zaradności a tym bardziej ciężkiej pracy. Nieraz w życiu się przekonałem, że coś dostałem nie dlatego, że byłem ogarnięty w tych sprawach czy odpowiednio długo walczyłem a tylko dlatego bo znalazłem się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. W tego typu momentach nie trzeba żadnych umiejętności bo wszystko się samo prowadzi jak za rękę.

 

Jeśli się nie umiera z głodu lub nie mieszka pod mostem to nie warto marnować swojego bezcennego czasu życia na zapierdziel w imię zaspokojania wmówionych przez biznes potrzeb. Już odpoczynek, nauka (dla siebie) czy kontemplacja/ medytacja wnosi większą wartość do życia. Trzeba też jakoś się bronić przed propagandą, że im mniej masz zasobów tym jesteś mniej wartościowy albo mniej przydatny jeśli mało pracujesz. Ktoś to całe gówno może mieć na pstryknięcie palca lub zarabiać na tych próbujących się dorobić. Dlaczego więc grać w grę która nie jest na równych zasadach i prowadzi tylko do frustracji?

 

 

  • Like 3
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Stu procentowej gwarancji na to, że uda się zrealizować swoje cele nie ma nigdy. 

 

W życiu jest mnóstwo zmiennych, zdarzeń losowych można natomiast zarządzać prawdopodobieństwem. 

 

Nie mam gwarancji, że nie zgine w wypadku samochodowym, ale jeśli będę przestrzegał przepisów to ryzyko będzie zminimalizowane. 

 

Nie mam pewności, że nie zachoruje na ciężką chorobę, ale jeśli nie będę palił, będę zdrowo się odzywał, aktywnie spędzał czas to prawdopodobieństwo takiego zdarzenia może spaść co nie oznacza, że kiedyś nie wystąpi. 

 

Nie mam również stu procentowej pewności, że uda mi się osiągnąć swoje cele finansowe w ciągu najbliższych pięciu lat. 

 

Natomiast jeśli będę rozsądnie zarządzał swoimi finansami, stale się doksztalcal, nie tracił pieniędzy na głupoty ( np efekt latte) to istnieje duże prawdopodobieństwo, że jednak uda mi się osiągnąć swoje cele materialne. 

 

Jeśli będę się doksztalcal w swojej dziedzinie to rowniez mogę osiągnąć swoje cele zawodowe, ale pewności nie mam nigdy. 

 

Najgorsze w życiu są wszelkie przejawy defetyzmu/fatalizmu jak ognia unikam wszelkich determistycznych teorii, które zakładają, że nasze życiowe przeznaczenie jest ściśle uzależnione od naszych naturalnych predyspozycji. 

 

Owszem, Kowalski z IQ 100 nie będzie laureatem nagrody Nobla z dziedziny fizyki, ale przy założeniu, że będzie ciężko pracował nad swoim losem, nie będzie trwonil pieniędzy, będzie czytał dużo wartościowych książek, poznawal ludzi to ma szanse wieść życie na wysokim poziomie. 

 

Inaczej sytuacja przedstawia się wśród osób, które są obarczone ciężkimi wadami genetycznymi, upośledzonych, niedorozwinietych intelektualnie. 

 

Aczkolwiek jeśli mówimy o przeciętnym Kowalskim z przeciętnym ilorazem inteligencji to jest on w stanie tak pokierować swoim życiem, żeby osiągnąć satysfakcjonujące rezultaty. 

 

 

 

Edited by dobryziomek
  • Like 2
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, jesteśmy. Gdybym w to kiedyś nie uwierzył, to bym się dawno załamał. Nikt jednak nie mówi na starcie, że świat, do którego aspirujesz jest często kulawy, chory i potwornie zepsuty. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, dobryziomek napisał:

Stu procentowej gwarancji na to, że uda się zrealizować swoje cele nie ma nigdy. 

Jak to mawiają Rosjanie; wszystkich kobiet nie wyruchasz, ale próbować warto.

 

5 minut temu, dobryziomek napisał:

Nie mam gwarancji, że nie zgine w wypadku samochodowym, ale jeśli będę przestrzegał przepisów to ryzyko będzie zminimalizowane. 

Ale zawsze będzie ryzyko, bo kierowca obok może się do tych przepisów nie stosować :) .

 

5 minut temu, dobryziomek napisał:

Natomiast jeśli będę rozsądnie zarządzał swoimi finansami, stale się doksztalcal, nie tracił pieniędzy na głupoty ( np efekt latte) to istnieje duże prawdopodobieństwo, że jednak uda mi się osiągnąć swoje cele materialne. 

Nie ma nic gorszego, jak spędzenie życia z założonymi rękoma w poczuciu bezradności, zawsze warto próbować, zrobić coś z tego co masz, moim zdaniem rozsądne podejście jest wtedy kiedy próbujesz, ale masz świadomość ze to i tak wszystko marność.

 

 

Edited by The Motha

Share this post


Link to post
Share on other sites

Każdy zaczyna w jakimś punkcie na wielowymiarowej płaszczyźnie, gdzie każdy wymiar to właściwości takie jak:

- zamożność rodziny

- w jakim kraju się urodziliśmy

- uroda

- inteligencja

- etc

 

Po części to od nas zależy jakie będzie przemieszczenie się wektoru w kierunku jakim chcemy. Oczywiście zaznaczam, że "od nas" mam na myśli nasz mózg, który też w wielu kwestiach jest stały (geny, skład chemiczny) i mamy różne predyspozycje do bycia bardziej wytrwałym, czy mamy większą szansę popaść w uzależnienia itd. Także kompozycja chemiczna naszego mózgu w pewnym stopniu decyduje czy bardziej nadajemy się do związku czy nie.

 

Więc w dużym stopniu, wydaję mi się, że jesteśmy na autopilocie, aczkolwiek nasza świadomość chce nas przekonać, iż jesteśmy kowalami własnego losu.

 

A pewne rzeczy nie są osiągalne, bo aby Hindus analfabeta z najniższej kasty przebił się na status mutlimilionera playboy'a, to jak próba podróży z Ziemi do Alpha Centauri.

 

 

 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mógł bym z czystym sumieniem napisać historię swojego życia. Fakt że zależy z jakiego pułapu zaczynasz i czy rodzina pchnie cię wyżej i czy posiada takie możliwości.

Pisać referat na cały wieczór? Mogę to porównać do historii mojego przyjaciela z dzieciństwa do teraz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Patrzycie przez pryzmat równania w górę, porównywania się do tych z lepszymi możliwościami. A istnieje też druga strona medalu.

 

Tak, jestem kowalem własnego losu.

Mogę swoje życie koncertowo spierdolić w dowolnej chwili i nikt mi w tym nie przeszkodzi. 

 

Mogę też spróbować zrobić coś z tym, co dostałem od Boga, losu i ludzi.

Rozwijać swoje talenty, wyrabiać stabilność emocjonalną, która pomoże poradzić sobie z przeciwnościami losu i wreszcie przepracować lęki, traumy czy destrukcyjne programy wgrane przez ludzi.

I kiedy się to robi, ma się ogromnie mocne wrażenie wykuwania własnego losu. 

Wtedy droga staje się celem. 

Edited by Yolo
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
33 minuty temu, The Motha napisał:

w swoim czasie wszystkich spotyka przypadek

A Licho nie śpi...;)

 

 

Los, życie stwarza nam okazje, sytuacje, stawia na naszej drodze różnych ludzi dających rady wprost lub swoim zachowaniem.

Skorzystanie z nich lub wstrzymanie się w znacznym stopniu lub nawet całkowicie potrafi zmienić życie.

Niestety zazwyczaj jeszcze wtedy jesteśmy za młodzi i za głupi życiowo aby to zrozumieć i je w jak najlepszy sposób wykorzystać. Oraz czasem za długo się namyślamy i okazja "ucieka".

 

Np z mordobiciami:

 

Oraz ostrzeżenie od życia, dość mocne, nawet za mocne, ale może słabszych nie dostrzegał:

@Tornado to świetnie podsumował:

Cytat

..a czego się spodziewał sadzając dupę między faceta/facetke?.....

TROOOJKĄTA?! 

Cytat

organizm ludzki SZKOLI się aby odgrywać przedstawienie zwane życiem.

 

"Z własnego podwórka":

Pewien człowiek naście lat temu został zaczepiony przez pewnego mężczyznę gdzieś na stacji kolejowej bodajże w Poznaniu, daleko od domu.

Miał wybór wysłuchać gościa lub zaniechać i iść zająć się swoimi sprawami.

Wysłuchał, co przełożyło się na jego całe życie zawodowe. Został dealerem pewnej firmy i nie źle prosperuje.

 

 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

To jednak się wycofam, opiszę ogólnie. Tu wchodzi w grę wszystko. Charaktery, zamożność, status, podejście wychowawcze, koneksje no wsio.

Mimo że wychowaliśmy się w podobnych rodzinach, jeśli chodzi o zamożność, jego ojciec był twardszy, surowy i no taki facet z krwi i kości. Nie ujmuje mojemu, bo jest chłop pracowity, ale w życiu ciepła kluska trochę, taka co za dużo myśli. Dlatego jego ojciec z charyzmą łapał kontakty z ludźmi takie dość poważne, wychował się silnie zaludnionej lokalizacji, mój na no w zdecydowanie mniej. Jednak o tu będzie zwrot akcji, osobiście okazało się że lepiej zarabiam i mieszkam w mieście wojewódzkim. On dalej mieszka z rodzicami, pracuje na kierowniczym stanowisku. Jednak z rozmów z nim chyba mnie chłop jednak przegoni, zdobył nowe zdolności i ma możliwość rozwoju biznesu, ja biznes uwaliłem. Jesteśmy przyjaciółmi i jednocześnie rywalami w życiu :D Fajna taka historia jednak no za dużo mógł bym napisać o sobie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 minut temu, Brat Jan napisał:

Niestety zazwyczaj jeszcze wtedy jesteśmy za młodzi i za głupi życiowo aby to zrozumieć i je w jak najlepszy sposób wykorzystać.

Do wszystkiego trzeba dorosnąć.

 

Czasem czegoś chcesz, ale nie dostajesz, bo jak byś dostał w tym momecie w którym nie jesteś na to gotowy, to jak rzucanie pereł przed wieprze.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja uważam jesteśmy tylko i wyłącznie projekcjami czasu i miejsca, w których przyszło nam żyć, nie wierzę w żadną wolną wolę, wszystko co w życiu jest jedynie reakcją (np teraz piszę to wszystko i to jest reakcja na nowo powstały Wątal na Forumie) jest taka szkoła i kierunek w psychologii - Behawioryzm Watsona i Skinnera.

W bardzo prosty sposób mogę to udowodnić - wyobraźmy sobie, że w naszym życiu, w przeszłości zmienimy jakiś istotny element np. nasi rodzice zamieszkają w innej dzielnicy miasta co spowoduje, że poznamy innych rówieśników, trafimy do innej szkoły, zdobędziemy inne doświadczenia życiowe w okresie socjalizacji a w konsekwencji nasze życie potoczy się zupełnie inaczej itd

Share this post


Link to post
Share on other sites

Są pytania, na które nie ma odpowiedzi, tak lub nie. "Czy jesteśmy kowalami własnego losu" jest jednym z nim.

Oczywiście mając dobre karty na start, łatwiej jest "coś" osiągnąć. Jednak nie zapewnią ci sukcesu.

Mając słabe, trzeba grać już z głową. Blefować, liczyć na ułożenie innych kart na stole.

Z sukcesem jest jak z ogniem. Wystarczy go raz rozpalić. Jednak o ogień trzeba dbać, pielęgnować. Dorzucać drewno. Płomień zostawiony sam sobie zgaśnie.

Talent, praca czy pasja są ważne. Gdy pozwolisz się wymsknąć okazji, okazja ta już może nie wrócić.

 

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Według mnie dużo zależy od nas. Męskie decyzje, że coś zaczynam zmieniać w życiu i jestem konsekwentny wiele zmieniły. Niby mamy wolną wolę, ale zastanawia mnie to czy na pewno jest tak, że to konkretnie ja decyduję, że przykładowo dzisiaj idę na spacer, jutro rzucam palenie, w niedzielę zmieniam dietę, czy może ktoś z góry kieruje "moją wolną wolą". W tym sensie, że ja sobie myślę, że to ja decyduję, ja podejmuję decyzję, a tak naprawdę może jesteśmy sterowani przez kogoś/coś?

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

To wszystko zależy od różnych czynników i nieprzewidzianych zdarzeń.

Ale jeśli częściowo sami nic w swoim życiu nie zmienimy jak już mówił Marek w kilku audycjach że  nie będziemy się rozwijać to staniemy w miejscu.

Dlatego samemu trzeba coś robić aby zmieniać siebie i nastawienie oraz nie narażać się władzy bo można źle skończyć.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mam żal do systemu, że jest głupi i nie potrafi ludzi w okresie szkolnym pokierować zgodnie z osobistymi uzdolnieniami. Jest to wielka strata dla ogółu.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@rycerz76 W okresie szkolnym siedziałem na ławce pod blokiem, piłem piwo, palilem pety i bilem się z kolegami. Gdybym w swoje 16 urodziny się nie ogarnął, nie zaczął się uczyć to nie "wyjebalbym" matury z WOSu i matmy na 90%.na rozszerzeniu. 

Pamiętam ten dzień, wróciłem pijany do domu z wagarow i nagle coś we mnie pękło, zrozumiałem jak bardzo marnuje swoje życie. 

Gdyby nie szansa od życia to skończył bym jak większość kolegów czyli w ośrodkach dla nieletnich albo w zakładzie poprawczym. 

Mi się pofarcilo, im nie. 

 

Natomiast wiem, że jeszcze nic nie osiągnąłem a karta zawsze może się odwrócić na moją niekorzyść jeśli będę w życiu nierozsądny. 

 

Edited by dobryziomek
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minutes ago, dobryziomek said:

czyli w ośrodkach dla nieletnich albo w zakładzie poprawczym

Ale jest to porażka systemu bo młody człowiek jest po prostu głupi a co jakby ktoś dopatrzył się, że z tych ludzi mogliby być np: dobrzy żołnierze? Dlatego tak nie znoszę państwowej edukacji i obowiązku szkolnego, nie spełnia swojej roli i powinien być zlikwidowany.

Tak kiedyś rozmyślałem i doszedłem do wniosku, że głównym zadaniem socjalizacji w szkole jest tworzenie uległych mężczyzn, zasoby białych rycerzy z których korzysta system i którzy sami siebie kontrolują nawzajem i "umilają" życie normalnym mężczyznom.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@The Motha

 

Bardzo fajny temat i można sporo pisać ale streszczę to co mi siedzi w głowie.

Generalnie-tak każdy jest kowalem swojego losu. Ale na los składają się czynniki na które masz wpływ i na które nie masz.

 

Tak jak napisałeś, start jest cholernie istotny i mentalność, nawyki etc wyniesione z domu a później to w jakim towarzystwie się obracasz.

Ktoś kto w domu miał nieciekawych rodziców, i słyszał, że wszyscy wokół to złodzieje i każdy biznesman pierwszy milion ukradł - raczej długo mu zajmie aby się z tego otrząsnąć, zmienić podejście i zarobić kasę.

Dziecko w domu biznesmanów - tu już będzie dużo szybciej ale oczywiście gwarancji nie ma.

 

Ja z pewnym wiekiem/negatywnymi doświadczeniami życiowymi zrozumiałem pewne rzeczy (u siebie):

 

1) swoje ograniczenia (co dało większą akceptację siebie) - np na siłowni wiem, że mam taką budowę ciała genetycznie jaką mam i wybuduję sobie sylwetkę o nią opartą i więcej się nie da bez chemii. I spoko

2) przestałem się patrzeć aż tak na wszystkich dookoła i porównywać finanse. Co więcej, stwierdziłem, że porównywałem siebie z ludźmi, tubylcami, którzy przecież na te majątki pracowali wiekami/mieli przekazywane w spadkach. Więc porównywałem się do innego poziomu (znów, inny start).

3) Nauczyłem się nie wkurwiać, na rzeczy których nie kontroluję czyli los/przypadek.

4) Rzeczy które mam w tej chwili w rozpiżdżaju (prywatne lub zawodowe) - staram się nie obwiniać za nie świata lub innych ludzi skoro są pod moją kontrolą. Skoro są pod moja kontrolą to jedynie ja moge coś zmienić, jak będę gotowy/chciał.

 

Malkontenctwa nie trawię, zwalania na "system" i "świat" nie lubię.

 

Jeśli ja zjebałem lub nie zrobiłem pewnych rzeczy, to staram się siedzieć cicho a przynajmniej nie obwiniać wszystkiego dookoła.

Edited by TheFlorator
  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, The Motha napisał:

Do wszystkiego trzeba dorosnąć.

 

Czasem czegoś chcesz, ale nie dostajesz, bo jak byś dostał w tym momecie w którym nie jesteś na to gotowy, to jak rzucanie pereł przed wieprze.

 

Otóż to. Uwierz mi, że mam takie myśli bardzo często. Zastanawiam się dlaczego akurat w danej sytuacji mi nie wyszło i najczęściej wniosek mam jeden. Nie byłem gotowy. Zrozumiałem to z czasem. Taka jest prawda.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Lambert
      Panowie chciałem się pochwalić. Mianowicie udało mi się znacznie ograniczyć korzystanie z social mediów. Jeszcze 4 miesiące temu spędzałem tam średnio 3h30 minut dziennie (rozłożone na cały dzień). Obecnie licznik pokazuje 18 minut dziennie. Jestem bardzo zadowolony. Na początku było ciężko bo miałem nawyk zaglądania do telefonu, na szczęście mniej więcej po miesiącu nawyk ustąpił.  
      Z plusów jakie zauważyłem to lepsze skupienie, większa produktywność i jakiś taki mniej nerwowy jestem.
    • By maggienovak
      Chciałam się doradzić. Myślę, że to jest kolejna historia, która przedstawia problem zbyt dużej ufności, a przede wszystkim -brak zorientowania w przepisach prawnych.
      Na koniec skróconej historii konkretna prośba o radę/rady.

      Dziadek mojego męża od kilku lat pozostawał w związku nieformalnym z pewną panią seniorką. Wydawała się bardzo sympatyczna. Najprawdopodobniej mieli ze sobą romans na etapie istnienia małżeństwa dziadków mojego męża (nie wiem, czy to aż tak istotny szczegół). 
      Dziadek niedawno zmarł. 
      Co wynikło:
      - PARTNERKA DZIADKA POSTANOWIŁA SKREMOWAĆ ZWŁOKI DZIADKA I POCHOWAĆ GO W RODZINNEJ MOGILE. Dziadka życzeniem było : mieć pochówek katolicki i chciał spocząć przy córce (matce mojego męża). Dziadek owej woli niestety nigdzie nie zapisał, nie uregulował prawnie. Powiedział mojemu mężowi, kolejnemu wnukowi miesiąc temu, gdzie są pieniądze na pochówek i dokładnie opisał swoją ostatnią wolę, czyli jak ma wyglądać jego pogrzeb. Miał zaawansowanego raka, więc już był przygotowany na fakt odejścia z tego świata. O tych pieniądzach również wiedziała oczywiście partnerka. Pieniądze były trzymane "w skarpecie".
      - partnerka dziadka nie poinformowała nas o tym, że dziadek o tygodnia leżał w szpitalu (w znacznie pogorszonym stanie, wprost definiując - był na tym etapie umierający, jego stan szybko się pogorszył), poinformowała nas o śmierci dziadka 8 godzin po śmierci. 
      - podkreślam, że dla nas ten aspekt jest najmniej istotny, rozumiemy to, że ta kobieta żyła z dziadkiem, więc mogła mieć prawo (czy nawet z sentymentu) do jego dóbr materialnych, mogli też sami zadecydować o wielu inwestycjach, czy swoich przedsięwzięciach finansowych, dziadek niczego nie spisał, więc skąd mamy wiedzieć, czy miał zamiar coś zostawić wnukom, ALE: gdy pogorszył się stan zdrowia dziadka (chodzi o problemy ze świadomością) sprzedała jego samochód i inne sprzęty. 
      - wujek (syn dziadka) zmarł i pozostało po nim mieszkanie do zlicytowania. Przez chwilę z Moim myśleliśmy, by kupić to mieszkanie, co się okazało - kilka tygodni temu syn partnerki dziadka kupił to mieszkanie. Najprawdopodobniej za pieniądze naszego dziadka, wiedzieliśmy, że dziadek ma jakieś oszczędności, ale nikt się tym nie interesował, nadal podtrzymujemy to, że to były dziadka pieniądze i mógł robić z nimi co chciał. 
      - partnerka dziadka ma upoważnienia do wszystkich spraw dziadka - od informacji medycznej po sprawy bankowe. 

      Po bardzo chamskiej i krótkiej (ze strony owej partnerki) rozmowie okazało się, że :
      - zmieniła miejsce pochówku, bo mieszkamy tak daleko i nikt nie będzie niby z tej racji przyjeżdżał na grób dziadka!!!!!!!! 
      - co z pieniędzmi dziadka na pochówek? I tu cytat : "mogę nawet je przepić, co wam do tego?!" Dziadek jasno powiedział - te pieniądze mają być na organizację jego pochówku!
      - ma w planach sprzedać miejsce, w którym dziadek chciał zostać pochowany. 
      - nie uzasadniła, dlaczego ma być kremacja zwłok, skoro jest to sprzeczne z ostatnią wolą dziadka. 

      Być może mamy ujowego prawnika, ale powiedział nam, że bez jakiekolwiek pisma/dowodu/zapisu ostatniej woli, to nic nie zrobimy. Może mogło być tak, że dziadek w ostatnich godzinach życia powiedział partnerce, że chce zostać skremowany.... 
      Nie wejdziemy im na mieszkanie (dziadka i tej partnerki), by nawet szukać jakiś dokumentów, bo niby jak. 
      Prawnik radzi się pogodzić z tym faktem.
      Sprawę majątku dziadka - niech ta kobieta se bierze pieniądze, ale męczy nas fakt, że być może ona bez jego zgody w ostatnich tygodniach życia postanowiła przytulić sobie to, na co pracował całe życie, nie chcemy tej kobiety źle oceniać.

      Czy możemy coś zrobić? Chcemy spełnić ostatnią wolę dziadka. 
      @Mosze Red
    • By Analconda
      Siema!

      Dziś opiszę Wam komedię w jakiej biorę udział od wielu lat.
      Przeczytacie dziś o prostactwie o jakim Marek nigdy nie mówił w audycjach.

      Mój ojciec całymi dniami gra w czołgi z kolegami. Nie pracuje bo mu się nie chce, ciągnie socjal. Jedyny pracujący w domu to jestem ja bo mama wyprowadziła się nie dawno - miała już dość tego Janusza.



      Śniadanie, obiad, kolacja - najpierw je razem ze swoim kochanym pieskiem. W czasie gdy on je to rozsiada się tak że by korzystać z kuchni trzeba się o wszystko prosić by się łaskawie przesunął. Jak zje to idzie grać w czołgi.

      Ja rano lecę do roboty, codziennie wieczorem muszę mu powtarzać, że ma być cicho bo chcę się wyspać. Janusz ma słuchawki na uszach i chyba słaby słuch bo on nie mówi a drze się do mikrofonu rozmawiając z kolegami którzy też grają w czołgi. Celowo chrupie czipsy i paluszki aż go słychać w całym mieszkaniu.

      Przychodzę z roboty i słychać od razu sranie i bekanie. W jego towarzystwie im głośniej tym większy poklask. Beka, czka i pierdzi specjalnie.
      Często jak przychodzę do domu to leci szybko do kibla zrobić na złość. (tak, on chce by tam jebało)
      Zasób słownictwa też nie jest imponujący.
      W ekipie jest najsłabszym ogniwem - mówi jako ostatni, przerywają mu a wtedy zaczyna głośno bluzgać.

      Ma wolny pokój gdzie mógłby sobie drzeć japę. Ale nie, lepiej siedzieć w salonie. Już go ustawiłem i niedługo się przeniesie. Ale bez wielokrotnego powtarzania  miałby to gdzieś.


      Zna się na wszystkim.
      By w czymś pomógł, zrobił coś trzeba się prosić czasem i tygodniami bo on zrobi ale "zaraz".
      Piesek jest dla niego najważniejszy.
      Inwestycja w siebie to głupota.
      Sprawą honoru jest aby w sklepie pierdnąć przy ekspedjentce albo chociaż beknąć.
      Jest agresywny na drodze, blokuje, szeryfuje.
      Masz inne zdanie niż on? To spierdalaj.
      Robisz coś swoim sposobem? Ty to chyba głupi jesteś.
      Coś Ci się udało? On by zrobił lepiej.

      Kupiłem rower, przyszedł popatrzeć jak podpinam przednie koło i kierownicę. Poszedłem po część do pokoju, wracam a ten na siłę dokręca jakąś śrubę przy kole oczywiście mało nie zepsuł a to trochę kosztowało. Mówię mu o tym - to sobie poszedł.

      To samo z komputerem. Kupiłem to on leci od razu by złożyć po swojemu. Zaczął kopać kartony w pokoju mówiąc że on w syfie składał nie będzie. Powiedziałem że sam dam radę - no to mam się pierdolić jak coś zepsuję. Oczywiście o żadną pomoc go nie prosiłem.

      Wyciągam pizze z piekarnika zawsze podważając ją drewnianą łyżką od lewej strony, zawsze jak to widzi to "daj to kurwa to się inaczej robi" i się z tym szarpie. XD



      Dieta Janusza to ciastka, kawa, bułeczki i kiełbaski z piwem.
      Bęben wielki od wywalonych jelit. Żadnego ruchu oprócz przewracania się z boku na bok podczas snu.
      Kupiłem jakieś suple i drążek do podciągania.
      Po co? Do podciągania. Za ile? 130 euro. Ty to głupi jesteś po co Ci to!? Chociaż raz się dasz radę podciągnąć?

      Wydawawało by się - prosty robotnik? Otóż nie. To fachowiec który mógłby jeździć samochodem z wyższej półki jak każdy fachowiec w Niemczech. Ale po co? Praca męczy - dosłownie to mówi.



      I o wiele więcej. Mógłbym o tym napisać chyba całą książkę. Teraz napisałem to co jest "normalne" bo robi rzeczy o jakich wstyd pisać a w niektóre mało kto uwierzy.



      Najgorsze jest, że brat bierze z niego przykład. Rośnie drugi prostak dla którego umycie zębów to strata czasu.



      Tak tylko piszę, wytrzymuje z nim i wyprowadzka się nie opłaca. W końcu może prostaka nauczę kultury.
    • By tips6
      Witajcie Bracia,
      potrzebuję "drugiej opinii", a najlepiej wielu opinii o różnych punktach widzenia.

      Niedawno skończyłem studia i wziąłem się za szukanie pracy. Znalazłem między innymi ofertę (całkiem niezłej) pracy w dosyć dużej firmie, ale wymagałoby to ode mnie opuszczenia domu i wynajęcia pokoju pracowniczego. Gdy wspomniałem o tym rodzicom (którzy mnie wspierają i generalnie mamy doby kontakt) rozpętało się małe piekło. Kategorycznie zabroniono mi wynajmować pokoju pracowniczego, mam znaleźć pracę blisko domu tak żebym cały czas tu mieszkał. Dowiedziałem się też, że w pokojach pracowniczych mieszkają ludzie najgorszego sortu, patologia, ukraińcy, ciągle alkohol itd.
       
      Rozumiem, że wynajęcie pokoju pochłonie znaczną część mojej pensji, ale i tak będę samowystarczalny. Poza tym uważam że w mojej obecnej sytuacji muszę jak najszybciej zdobyć doświadczenie zawodowe.
      Jeśli to ma jakieś znaczenie to przez całe studia mieszkałem w wynajętym pokoju daleko od domu bez żadnego sprzeciwu rodziców, a nawet za ich aprobatą. wydaje mi się więc że problemem są tu właśnie pokoje pracownicze.
       
      Na razie planuję aplikować do tej firmy w poniedziałek. Jeżeli nie odpiszą to sprawa rozwiąże się sama, ale co robić jeżeli się dostanę?
      Waszym zdaniem powinienem zaryzykować rodzinę dla możliwości rozwoju?
      Zastanawiam się też czy sprzeciw rodziców wynika z troski o mnie, czy chcą po prostu żebym był pod ręką.
      Czy w tym przypadku rodzice są kotwicą która trzyma mnie w miejscu?
      Do tej pory myślałem że po wejściu na rynek pracy zdobywanie doświadczenia jest ważniejsze od wysokich zarobków, nie jest tak?
      Czy w pokojach pracowniczych naprawdę jest tak źle? Przeciętny chłopak sobie nie poradzi?
      Jeżeli zdecyduje się na podjęcie tej pracy, to jak przekonać rodziców że "wszystko będzie dobrze"? Osobiście nie mam problemu z zamieszkaniem gdzieś w Polsce i pracą.
      Jest jakieś trzecie wyjście?
       
      Jeżeli potrzeba więcej informacji to śmiało pytajcie.
      Przepraszam za chaotyczny styl, ale potrzebuje spojrzeć na sprawę z innego punktu widzenia i dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
    • By Pawlikowski
      Bracia, zwracam się do was o pomoc, poradę, cokolwiek bo szkoda mi patrzeć jak porządny koleś się marnuje. 
      Problem dotyczy mojego brata, który od paru lat stoi w miejscu i robi się z niego zrzędliwy stary kawaler.

      Brat lat 35, mieszka z mamą, ma firmę zajmującą się marketingiem internetowym (jest to dość ogólne stwierdzenie, ale żeby opisać co robi zajęło by mi to z kilka akapitów a ta historia i tak będzie długa). Ma dwóch wspólników, a owa firma zaczyna ładnie prosperować. Mają klientów, klienci są zadowoleni, wszystko działa, pieniądze się zarabiają. Jak z nim rozmawiałem zarabia na rękę 6k zł. Sam twierdzi, że nie jest to dużo i mógłby dużo więcej, ale cały czas inwestuje, zatrudnia nowych specjalistów bo ma w planach dojść do zarobków ponad 10k na rękę w ciągu roku. 
      Poza firmą od kilku lat handluje na rynku FOREX przy czym idzie mu to naprawdę dobrze. Traktuje to jako hobby, które zawsze przyniesie jakiś grosz. Żeby nie być gołosłownym w przeszłości planował karierę jako broker giełdowy i w tym celu zdał egzamin na maklera papierów wartościowych po czym pracował w stolicy pół roku. Jednak jak się przekonał, tak stresująca praca nie jest dla niego. 
      Rzucił to i przeprowadził się do innego miasta wojewódzkiego gdzie pracował 3 lata stwierdzając, że chce założyć własną firmę, jednak, z braku funduszy na start wrócił do rodziców, do prowincjonalnego miasteczka. 
      Był to moment kiedy nasz ojciec był na chemioterapii bo walczył z nowotworem szpiku kostnego. Ojciec był surowy i konkretny, jednak zgodził się na powrót brata, mimo że wcześniej zarzekał się, że jak będzie chciał znowu wrócić i obrócić swoje życie do góry nogami to się za nic nie zgodzi. Brat wrócił, a wszystko wyglądało naprawdę dobrze. Rozwijał firmę, jeździł po Polsce do klientów, wspólnicy przyjeżdżali czasem do niego, sam nawet widziałem, jak to wszystko zaczyna łączy się w całość. Niestety ojciec zmarł. Wszyscy to przeżyliśmy. Generalnie nie chciałem pisać tutaj o ojcu, ale jest on ważny dla tej historii, o tym jednak za chwilę. 
      Problem polega na tym, że brat nie ma żadnej dziewczyny, nie spotyka się nawet z żadną. Generalnie jeżeli chodzi o tą sferę życia to przestał być w niej aktywny i widzę jak to wpływa na niego bo robi się z niego książkowy przykład starego kawalera. Nic mu nie pasuje, co chwilę marudzi. Po śmierci ojca wylałem na niego wiadro zimnej wody i opier***łem go z góry na dół, że ma nadwagę, siedzący tryb życia, pije piwo wieczorami i w taki sposób będzie miał zaraz nadciśnienie, miażdżycę a stąd do zawału prosta droga. Poskutkowało bo ograniczył piwko, codziennie biega, zmienił dietę, zaczął dbać o siebie. 
      Brat mieszka z mamą. Gdy wszyscy mówią "że dobrze jest mu na garnuszku mamusi" prawda wygląda tak, że to on opłaca całe rachunki za dom, opłaca zakup opału na zimę. Mamie psuło się auto co chwilę to on płacił za naprawy. Mama sama marudziła na niego przez dwa lata, a teraz doszło do tego, że martwi się, jak poradzi sobie jeżeli on będzie chciał się wyprowadzić.
      Mój problem polega na tym, że ten chłop ma łeb jak sklep. Skończył informatykę, zajmuję się handlem na forexie, prowadzi własną firmę tylko ma tak trudny charakter, że już nie mogę z nim wytrzymać. Wspomniałem o ojcu, ponieważ to była jedyna osoba, której on słuchał. Przykład: 
      ja mogę mu powiedzieć, żeby coś zrobił, zmienił swoje życie, ale muszę mu to mówić przez tydzień, przy czym jest to tydzień kłótni, krzyków, trzaskania drzwiami. Ojciec gdy chciał zrobić to samo, wchodził do jego pokoju, rzucał prosto w twarz co mu się nie podoba, a mój brat bez słowa przytakiwał i zmieniał to. 
      Po śmierci ojca brat ani razu nie był na jego grobie. Nie powie mi tego w twarz, ale widzę, że nie pogodził się ze śmiercią taty. 
      Siostra i moja mama co chwilę mi sugerują, żebym z nim porozmawiał, zabrał go ze sobą, rozkręcił go. I tu tkwi problem. Lubię mojego brata bo mamy wiele wspólnych tematów jednak gdy coś mu proponuje to on zawsze jest na nie. Mam wrażenie jak by zdziadział całkowicie. Przykład ostatnio był ładny i upalny weekend to mu mówię chodź wsiadamy w auto i jedziemy nad jezioro, ja mogę prowadzić, a ty sobie jakieś zimne piwko wypijesz. Zjemy coś na jeziorem, może kogoś się pozna. On jest na nie. 
      Innym razem chciałem wyciągnąć go na burgera i piwko. Też nie ja ze wszystkim. 
      Gdyby brat był brzydki, gruby czy nieatrakcyjny to inna sprawa, ale każda moja koleżanka pyta się mnie czy ma dziewczynę bo jest taki przystojny. Po czym każda jest tak samo zdziwiona, że jak to możliwe, aby nie miał dziewczyny. 
      Rozpisałem się, ale to jest mój brat, który ma potencjał, jednak go nie wykorzystuje i widzę, jak się marnuje. 
      Lubię skurczybyka bo też mi wielokrotnie pomógł.
      Z drugiej strony mam swoje życie, którym muszę się zająć, a wiem, że nie mogę być matką teresą wszystkich potrzebujących. 
      Mnie to zaczyna powoli boleć bo wracam do rodzinnego domu na weekend i widzę po bracie, że nie ma w nim energii życiowej. Wstaje rano, żeby siedzieć przy komputerze, rozmawiać z klientami tylko po to, aby wieczorem się położyć i pójść spać. 

      I tu moje pytanie czy ktoś z was przerabiał podobną historię? 
      Wiem, że nie mam co pomagać na siłę, przekonałem się o tym. Jeżeli ludzie mają się zmienić to najpierw muszą sami zauważyć w sobie problem. 
      Zastanawiałem się czy on może chce przeżyć życie w taki sposób, ale nie wydaje mi się. Gdy mieszkał w dużym mieście inaczej się zachowywał. Ubierał się lepiej, dbał o siebie, spotykał się z jakimiś dziewczynami, chodził uśmiechnięty, żartował, śmiał się. 
      Stoję przed wyborem czy próbować jakoś mu jeszcze pomóc, skierować go na inną drogę, czy rzucić to w cholerę i zająć się swoim życiem?
      Trochę się rozpisałem, ale martwi mnie to bo gdyby to był kumpel, przyjaciel to nie przeżywał bym tak tego. Jednak to jest mój brat, a twierdzę, że rodzina jest ważna.
      Z góry dzięki za pomoc.  
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.