Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

Godzinę temu, rycerz76 napisał:

Mam żal do systemu, że jest głupi i nie potrafi ludzi w okresie szkolnym pokierować zgodnie z osobistymi uzdolnieniami. Jest to wielka strata dla ogółu.

 

Zgadzam się. System edukacji w Polsce to jest dno, które z nauki i poznawania świata robi karę dla młodych osób. Manufaktura uczniów. Zamiast się skupiać na najlepszych jednostkach, system skupia się na tych najsłabszych, którzy naukowcami nigdy nie zostaną, a mogliby być np dobrymi rzemieślnikami i przez to ogólny poziom nauczania równa się ku dołowi. Już nie mówiąc o tym, że nauczanie w szkołach nie jest wgl przystosowane do potrzeb rynku pracy. 

 

Co do tematu, jeden zaczyna z lepszymi kartami, drugi z gorszymi. Nie mamy wpływu na to w jakiej rodzinie się urodzimy, na jakie środowisko później trafimy, a to często w dużym stopniu warunkuje nasze życie. Z pewnymi rzeczami trzeba się po prostu pogodzić, zacisnąć zęby i pracować nad sobą i nad swoją strefą wpływu. 

Edited by Mattheo
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Komiks jest może fajny, ale nieprawdziwy. Gdyby Paula była bardzo zdolnym dzieckiem, to w większości krajów zostałaby zauważona i skończyłaby świetne studia bez względu na zasobność rodziców.

 

Ja bym powiedział tak. Ludzie mało zdolni będą wegetować (o ile nie stanie się cud typu wygrana w totka). Ludzie bardzo zdolni się przebiją. Największy wpływ czynników poza daną osobą będzie w przypadku ludzi o średnich zdolnościach.

 

W Polsce niestety wciąż dobrze mają się pokomunistyczne układy. Znam ludzi bardzo przeciętnych, którzy zaszli bardzo wysoko.

 

3 godziny temu, Quo Vadis? napisał:

Zgoda ale dla mnie przykład choćby tytana pracy - Cristiano Ronaldo jest wzorem, że przy talencie ale i niesamowitej, ciężkiej pracy jesteś w stanie osiągnąć wszystko.

Gdy talent jest mniejszy, to możesz być choćby bardzo dobry jak np: Lewandowski, który mimo tego, że jest tylko bardzo dobry w momentach największej formy również ociera się o szczyt.

Nie doceniamy Lewego. To nie tylko tytan pracy, ale i bardzo inteligentny piłkarz. Gdzie był Lewy, kiedy Ronaldo już był gwiazdą? Legia to nie chciała, Smuda w Lechu też nie, ktoś się tam po prostu na nim poznał. Lewy nauczył się strzelać wolne, a karne dopracował do perfekcji. Ostatni raz, kiedy nie strzelił, trafił w słupek. Gdyby wychował się w lepszym piłkarsko kraju, byłby jeszcze lepszy.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, Ace of Spades napisał:

W bardzo prosty sposób mogę to udowodnić - wyobraźmy sobie, że w naszym życiu, w przeszłości zmienimy jakiś istotny element np. nasi rodzice zamieszkają w innej dzielnicy miasta co spowoduje, że poznamy innych rówieśników, trafimy do innej szkoły, zdobędziemy inne doświadczenia życiowe w okresie socjalizacji a w konsekwencji nasze życie potoczy się zupełnie inaczej itd

Ale w każdym przypadku możesz zostać bezdomnym alkoholikiem, wystarczy tylko chcieć ;)

 

Jeżeli kumplujesz z kolesiem, który jeździ po pijaku, to masz duże szanse, że za którymś razem  przywalicie w drzewo i nie będzie to zależne od tego w jakiej rodzinie się wychowasz ani od zamożności Twoich rodziców.

Edited by Brat Jan

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Brat Jan napisał:

Ale w każdym przypadku możesz zostać bezdomnym alkoholikiem, wystarczy tylko chcieć ;)

 

To się nazywa perspektywa rozwoju!

 

Należy wziąć pod uwagę, że taki dziad śmietnikowy aka "starszy specjalista ds. recyklingu" ma o niebo większy luz życiowy niż typowy menadżer wyższego szczebla czy coś.

Tak naprawdę w ramach urlopu zamiast pchać się do jakiego Fidzi, Hajfy czy innego cholerstwa należy patrzeć w zupełnie inną stronę.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
21 godzin temu, TheFlorator napisał:

Nauczyłem się nie wkurwiać, na rzeczy których nie kontroluję czyli los/przypadek.

To twierdzenie jest nie prawdziwe.

Z zasady nieoznaczoności, stałej Plancka》 przypadek nie istnieje.

 

Z samej  nieoznaczoności faktycznie mógłby wygenerować się jakiś losowy 'cosik'.

JEDNAKOŻ samo obserwowanie 'cosika' jest twoją zamierzoną ingerencją.

 

Z 'placka' dodatkowo wynika, że wielkość 'cosika' jest proporcjonalna do /\t obserwatora.

 

ZATEM PRAWDĄ JEST TYLKO iż masz całkowity  i jedyny wpływ na pomiar którego dokonujesz.

 

MYLNIE jest to interpretowane z wynikowością pomiarową oraz ingerencją W 'cosik' mierzony.

 

  ... taki przykładzik nadinterpretacji..... 

: wybierz dowolną liczbę całkowitą różną od zera.

Tak powtórz to działanie 9 krotnie.

Dodaj do siebie te liczby.

Natomiast teraz odejmij te liczby od siebie.

Wynik powinien Ci wyjść =0.

 

 OTRZYMUJESZ WARTOŚĆ  pomiarową, przeprowadziłeś proces obliczeniowy.

Wykonałeś pracę.

Zurzytkowałeś energię aby otrzymać wynik =0.

 

PUŁAPKA JEST W MYŚLENIU TU:

CZY NA POCZĄTKU PRZED MIAŁEŚ =0 ???

 NIE.

NA POCZĄTKU NIC NIE BYŁO,  BO NIE ISTNIAŁ OBSERWATOR UKŁADU.

 

........mylnie 0 jest kojarzone z nicością....

 

......to jest to słynne przypadkowe działanie, gdybyś nie liczył nie miałbyś 0, skoro policzyłeś to masz 0.

 

CO MASZ W OBU PRZYPADKACH?

 

OBLICZENIA/BRAK OBLICZEŃ.

 

 

...... przeprowadzanie procesu celowego braku obliczeń jest OBLICZANIEM........

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oczywiście, że jesteśmy kowalami własnego losu. Kowalami!

 

Musimy go wykuwać w strugach potu i zmęczenia. No chyba, że jesteśmy w elitach lub też mamy jakieś koneksje z nimi.

 

Ci, którym się udało wybić z plebsu to wyjątki od reguły. Wyjątków może być sporo ale i reguła jest lipna. 

 

Komiks jednak prawdziwy niezależnie od płci.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

„Perspektywa (nie)zniekształcona

 

Z jakiej perspektywy na siebie patrzysz? Skąd wiesz, że jesteś kimś - skąd wiesz, że jesteś nikim? Dlaczego uważasz, że jesteś niezaradny - co stoi za Twoim przekonaniem, że zawsze dasz radę? Uważasz, że jesteś warty miłości i jesteś przekonany o swojej wartości - dlaczego? Uważasz, że nie jesteś warty miłości i negujesz swoją wartość - dlaczego? Patrzysz na siebie z niechęcią czy wprost z obrzydzeniem - skąd się to wzięło? Patrzysz na siebie z miłością i uznaniem - z czego to wynika? Uważasz, że jesteś beznadziejny lub, iż jesteś wzorem do naśladowania? Dlaczego?

 

Naszą tożsamość kształtuje perspektywa, z jakiej patrzymy na siebie. Jaką perspektywę przyjmujesz? Komu pozwalasz ją kształtować? Do pewnego stopnia odbywa się to poza naszą świadomością i wolą - nie mamy wpływu na to, gdzie się rodzimy i na nasze geny. Jednak w pewnym momencie przychodzi czas, kiedy możemy wziąć własne sprawy w swoje ręce i mimo trudności określać samych siebie. Nie każda rana znika - tak, jak pewne kontuzje dają o sobie znać, mimo najlepszych rehabilitacji. Podobnie nie łatwe bywa przyjęcie do świadomości faktu, że zdrowie i siła psychiczna nie jest wtedy, gdy problemy się skończą, a wtedy gdy mimo nich codziennie wstajemy, odnajdujemy sens w tym wszystkim, w całym tym zamieszaniu, i siłę w sobie, aby wyrwać się z postrzegania siebie z perspektyw, które nas krzywdzą. Jeśli skonceptualizujemy w sobie perspektywę osób, które nas w życiu dyskryminowały, poniżały i stosowały różne inne formy przemocy, to jak nasz wewnętrzny głos będzie nas traktował? Urządzi w głowie mniej więcej to, co Obcy na pokładzie Nostromo. Dlatego tak ważna jest prawidłowa perspektywa - architektura bez niej jest karykaturą, umysł bez niej tworzy potworkowe przekonania.

Tylko dojrzała miłość tworzy właściwą perspektywę.”

 

Znalezione dzisiaj w internatach 😉

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 7.11.2019 o 22:50, rycerz76 napisał:

Dlatego tak nie znoszę państwowej edukacji i obowiązku szkolnego, nie spełnia swojej roli i powinien być zlikwidowany.

Tak kiedyś rozmyślałem i doszedłem do wniosku, że głównym zadaniem socjalizacji w szkole jest tworzenie uległych mężczyzn, zasoby białych rycerzy z których korzysta system i którzy sami siebie kontrolują nawzajem i "umilają" życie normalnym mężczyznom.

To jest po to, aby takiego młodego człowieka zniszczyć, wykształcić przykładnego, systemowego zombie. 

Czuję taką nienawiść do szkolnictwa, że nie umiem inaczej. 13 lat tego gówna, lata kiedy ma się najwięcej energii wigoru po to, aby ci się odechciało. Jestem w klasie maturalnej. Zero zajęć przygotowujących do przejścia do dorosłego życia. Za to dalej to samo gówno, żeby belfer czuł się przydatny i spełniony. Posrane

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
On 11/7/2019 at 11:35 PM, rycerz76 said:

Mam żal do systemu, że jest głupi i nie potrafi ludzi w okresie szkolnym pokierować zgodnie z osobistymi uzdolnieniami. Jest to wielka strata dla ogółu.

System nie jest głupi tylko jego celem nie jest zrobienie dobrze jednostce a szeroko pojętemu państwu. Jeśli pewnego dnia państwo uzna, że potrzeba mu milion ludzi kopiących rowy to zrobi z Ciebie kopacza rowów chociażbyś miał najlepszy pisarski talent.

Edited by Kleofas

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 7.11.2019 o 21:08, larry napisał:

.

 

A pewne rzeczy nie są osiągalne, bo aby Hindus analfabeta z najniższej kasty przebił się na status mutlimilionera playboy'a, to jak próba podróży z Ziemi do Alpha Centauri.

 

 

 

Dobrze że dodałeś analfabeta, bo od razu przypomniał mi się film "Slumdog milioner z przypadku" 🙂

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatnio oglądałem yotub "kołcza" mówił, że nie ma znaczenia z jakiego domu pochodzimy, po tym tekście go wyłączyłem. Wychowanie gra ważną rolę. Ja nie byłem jakimś Enstein ale tumanem też nie i pamiętam jak w podstawówcę musiałem zakreślić do jakiej klasy gimnazjum chcę iść matematyczno fizyczna/ dwu językowa/ ogólna. Powiedziałem że mat fiz a matka, że ty guła jesteś nie dasz sobie rady... Poszedłem do ogólniej trafiłem do samych dzieci z patologicznych rodzin. W pierwszej klasie ledwo co zdałem bo wpadłem w chujowe towarzystwo kreski itp. Motywacja matki bezcenna. Nie wszyscy rodzice powinni mieć dzieci i chuj. Nie mam nic do niej teraz zarabiam dobrze ogarnąłem życie i co prawda orłem z matmy nie byłem ale na cnc programuję. Jak by mi się kiedyś jakiś plemnik zagubił nigdy bym tak nie powiedział do dziecka. Może to była jej motywacja chuj wie. Do dziś to pamiętam i kiedyś jej to wygadałem po piwku. Nie powinienem bo widziałem łzy ale mało brakło a moje życie by wyglądało z dziurą w żyle albo bym został menelem.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 minutes ago, JohnyKakao said:

Czuję taką nienawiść do szkolnictwa, że nie umiem inaczej. 13 lat tego gówna

Owszem to specyficzny system. Ale liczą się też ludzie. Ja dzięki dobrym, życzliwym nauczycielom mogłem kontynuować dalej edukację. Może w tej samej sytuacji gdyby trafił na sadystów zakończył bym ją na szkole średniej z wielką traumą. Ludzie więc mogą próbować obejść chory system.

 

8 minutes ago, CzarnyR said:

Ostatnio oglądałem yotub "kołcza" mówił, że nie ma znaczenia z jakiego domu pochodzimy, po tym tekście go wyłączyłem. Wychowanie gra ważną rolę. 

Też bym wyłączył. Wychowanie i to z jakiego domu się pochodzi ma wielkie znaczenie. Sam tego doświadczyłem i widziałem to wokoło. W szkole średniej miałem kolegę który dosłownie wymiatał z przedmiotów ścisłych. Pochodził z małej wioski, rodzice biedni. Na studia z tego co pamiętam, nie poszedł bo rodziny nie było stać.

Edited by Kleofas

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja bym zadał najpierw pytanie kto jest podmiotem w pytaniu z tytułu tematu?

 

Bo jeżeli myślimy, że ta cześć z nas, która jest świadoma i wie, że istnieje czyli w skrócie nasze "ja" to wg mnie nie ma opcji by ona była kowalem.

Jeżeli spojrzymy na siebie trochę bardziej kompleksowo to okaże się, że jesteśmy w każdej sekundzie naszego życia odpowiedzią i współzależnością ze wszystkim co istnieje a nasze wybory są podejmowane przez całą naszą istotę łącznie z częścią nieświadomą.

 

Czyli wg mnie jesteśmy jak najbardziej tylko niekoniecznie wiemy o tym lub nie chcemy lub nie jesteśmy na to gotowi by przyjąć siebie w całości.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 7.11.2019 o 20:59, dobryziomek napisał:

W życiu jest mnóstwo zmiennych, zdarzeń losowych można natomiast zarządzać prawdopodobieństwem. 

Polać mu, wódy, spirytusu, whiskey, soczku - co tam chce, bo dotknął sedna ;)

 

To jest klucz do życia Panowie - zarządzamy tylko i wyłącznie swoją pulą losów z genowej i społecznej, a czasem sytuacyjnej loterii. Należy to robić mądrzę, z perspektywą trzech kroków do przodu.

Patrząc po sobie uważam, że kluczowe jest umiejętne podejmowanie decyzji i bycie konsekwentnym w (dobrych) wyborach.

Edited by Exar

Share this post


Link to post
Share on other sites

Każdy z nas próbuję swojej "SZANSY" ale wygranych co ma życie w dostatkach jest niewielu.

 

Możesz być najlepszym "kowalem" urodzonym w bogatej rodzinie a i tak możesz odnieść porażkę lub zejśc stąd w każdym momencie.

 

Księga Koheleta fajnie to podsumowuje.

 

 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 9.11.2019 o 09:55, Młody Samiec napisał:

Naszą tożsamość kształtuje perspektywa, z jakiej patrzymy na siebie. Jaką perspektywę przyjmujesz? Komu pozwalasz ją kształtować? Do pewnego stopnia odbywa się to poza naszą świadomością i wolą - nie mamy wpływu na to, gdzie się rodzimy i na nasze geny. Jednak w pewnym momencie przychodzi czas, kiedy możemy wziąć własne sprawy w swoje ręce i mimo trudności określać samych siebie. Nie każda rana znika - tak, jak pewne kontuzje dają o sobie znać, mimo najlepszych rehabilitacji. Podobnie nie łatwe bywa przyjęcie do świadomości faktu, że zdrowie i siła psychiczna nie jest wtedy, gdy problemy się skończą, a wtedy gdy mimo nich codziennie wstajemy, odnajdujemy sens w tym wszystkim, w całym tym zamieszaniu, i siłę w sobie, aby wyrwać się z postrzegania siebie z perspektyw, które nas krzywdzą. Jeśli skonceptualizujemy w sobie perspektywę osób, które nas w życiu dyskryminowały, poniżały i stosowały różne inne formy przemocy, to jak nasz wewnętrzny głos będzie nas traktował? Urządzi w głowie mniej więcej to, co Obcy na pokładzie Nostromo. Dlatego tak ważna jest prawidłowa perspektywa - architektura bez niej jest karykaturą, umysł bez niej tworzy potworkowe przekonania.

Tylko dojrzała miłość tworzy właściwą perspektywę

To dziwne miałem deja vu jak to przeczytałem w ostatnim czasie ktoś mi powiedział coś bardzo podobnego. Sam uświadomiłem sobie jak przez wiele lat pozwalałam na to by inni definiowali to kim jestem w tak krzywdzący dla mnie sposób. Jak nie masz poczucia własnej wartości i nie potrafisz zdystansować się do tego co myślą i mówią o tobie inni. Wtedy opinia tych osób staje się dla ciebie istotna w postrzeganiu samego siebie. 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Uważaj na swoje myśli, stają się słowami. Uważaj na swoje słowa, stają się czynami. Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami. Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem. Uważaj na swój charakter, staje się twoim przeznaczeniem."

 

Start w życiu, wychowanie, nawyki itd. to czas, kiedy nasz los był wykuwany przez innych. Jeśli się w końcu samemu nie ogarnie, że można na to wpływać, to inni chętnie zrobią to za nas. W przestrzeni rzeczy, na które możemy mieć wpływ - można być kowalem swojego losu, ale nie każdy nim będzie.

 

Natomiast te decyzje wynikają poniekąd z wychowania. Chcemy coś zmienić, bo wcześniej było chujowo. Więc to nasza decyzja? W sumie nie do końca. Każda decyzja to wynikowa całego życia, na które miało wpływ wiele osób, więc kolejne wybory podejmujemy też przez ich pryzmat. Ciężko ocenić, co jest 100% nasze, a co nie.

 

Myślę, że nasze odczucia i decyzje, które pchają do działania i determinowania swojego życia nie są wykreowane przez nas, tylko tak nam się wydaje.

 

Skomplikowany temat.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Lambert
      Panowie chciałem się pochwalić. Mianowicie udało mi się znacznie ograniczyć korzystanie z social mediów. Jeszcze 4 miesiące temu spędzałem tam średnio 3h30 minut dziennie (rozłożone na cały dzień). Obecnie licznik pokazuje 18 minut dziennie. Jestem bardzo zadowolony. Na początku było ciężko bo miałem nawyk zaglądania do telefonu, na szczęście mniej więcej po miesiącu nawyk ustąpił.  
      Z plusów jakie zauważyłem to lepsze skupienie, większa produktywność i jakiś taki mniej nerwowy jestem.
    • By maggienovak
      Chciałam się doradzić. Myślę, że to jest kolejna historia, która przedstawia problem zbyt dużej ufności, a przede wszystkim -brak zorientowania w przepisach prawnych.
      Na koniec skróconej historii konkretna prośba o radę/rady.

      Dziadek mojego męża od kilku lat pozostawał w związku nieformalnym z pewną panią seniorką. Wydawała się bardzo sympatyczna. Najprawdopodobniej mieli ze sobą romans na etapie istnienia małżeństwa dziadków mojego męża (nie wiem, czy to aż tak istotny szczegół). 
      Dziadek niedawno zmarł. 
      Co wynikło:
      - PARTNERKA DZIADKA POSTANOWIŁA SKREMOWAĆ ZWŁOKI DZIADKA I POCHOWAĆ GO W RODZINNEJ MOGILE. Dziadka życzeniem było : mieć pochówek katolicki i chciał spocząć przy córce (matce mojego męża). Dziadek owej woli niestety nigdzie nie zapisał, nie uregulował prawnie. Powiedział mojemu mężowi, kolejnemu wnukowi miesiąc temu, gdzie są pieniądze na pochówek i dokładnie opisał swoją ostatnią wolę, czyli jak ma wyglądać jego pogrzeb. Miał zaawansowanego raka, więc już był przygotowany na fakt odejścia z tego świata. O tych pieniądzach również wiedziała oczywiście partnerka. Pieniądze były trzymane "w skarpecie".
      - partnerka dziadka nie poinformowała nas o tym, że dziadek o tygodnia leżał w szpitalu (w znacznie pogorszonym stanie, wprost definiując - był na tym etapie umierający, jego stan szybko się pogorszył), poinformowała nas o śmierci dziadka 8 godzin po śmierci. 
      - podkreślam, że dla nas ten aspekt jest najmniej istotny, rozumiemy to, że ta kobieta żyła z dziadkiem, więc mogła mieć prawo (czy nawet z sentymentu) do jego dóbr materialnych, mogli też sami zadecydować o wielu inwestycjach, czy swoich przedsięwzięciach finansowych, dziadek niczego nie spisał, więc skąd mamy wiedzieć, czy miał zamiar coś zostawić wnukom, ALE: gdy pogorszył się stan zdrowia dziadka (chodzi o problemy ze świadomością) sprzedała jego samochód i inne sprzęty. 
      - wujek (syn dziadka) zmarł i pozostało po nim mieszkanie do zlicytowania. Przez chwilę z Moim myśleliśmy, by kupić to mieszkanie, co się okazało - kilka tygodni temu syn partnerki dziadka kupił to mieszkanie. Najprawdopodobniej za pieniądze naszego dziadka, wiedzieliśmy, że dziadek ma jakieś oszczędności, ale nikt się tym nie interesował, nadal podtrzymujemy to, że to były dziadka pieniądze i mógł robić z nimi co chciał. 
      - partnerka dziadka ma upoważnienia do wszystkich spraw dziadka - od informacji medycznej po sprawy bankowe. 

      Po bardzo chamskiej i krótkiej (ze strony owej partnerki) rozmowie okazało się, że :
      - zmieniła miejsce pochówku, bo mieszkamy tak daleko i nikt nie będzie niby z tej racji przyjeżdżał na grób dziadka!!!!!!!! 
      - co z pieniędzmi dziadka na pochówek? I tu cytat : "mogę nawet je przepić, co wam do tego?!" Dziadek jasno powiedział - te pieniądze mają być na organizację jego pochówku!
      - ma w planach sprzedać miejsce, w którym dziadek chciał zostać pochowany. 
      - nie uzasadniła, dlaczego ma być kremacja zwłok, skoro jest to sprzeczne z ostatnią wolą dziadka. 

      Być może mamy ujowego prawnika, ale powiedział nam, że bez jakiekolwiek pisma/dowodu/zapisu ostatniej woli, to nic nie zrobimy. Może mogło być tak, że dziadek w ostatnich godzinach życia powiedział partnerce, że chce zostać skremowany.... 
      Nie wejdziemy im na mieszkanie (dziadka i tej partnerki), by nawet szukać jakiś dokumentów, bo niby jak. 
      Prawnik radzi się pogodzić z tym faktem.
      Sprawę majątku dziadka - niech ta kobieta se bierze pieniądze, ale męczy nas fakt, że być może ona bez jego zgody w ostatnich tygodniach życia postanowiła przytulić sobie to, na co pracował całe życie, nie chcemy tej kobiety źle oceniać.

      Czy możemy coś zrobić? Chcemy spełnić ostatnią wolę dziadka. 
      @Mosze Red
    • By Analconda
      Siema!

      Dziś opiszę Wam komedię w jakiej biorę udział od wielu lat.
      Przeczytacie dziś o prostactwie o jakim Marek nigdy nie mówił w audycjach.

      Mój ojciec całymi dniami gra w czołgi z kolegami. Nie pracuje bo mu się nie chce, ciągnie socjal. Jedyny pracujący w domu to jestem ja bo mama wyprowadziła się nie dawno - miała już dość tego Janusza.



      Śniadanie, obiad, kolacja - najpierw je razem ze swoim kochanym pieskiem. W czasie gdy on je to rozsiada się tak że by korzystać z kuchni trzeba się o wszystko prosić by się łaskawie przesunął. Jak zje to idzie grać w czołgi.

      Ja rano lecę do roboty, codziennie wieczorem muszę mu powtarzać, że ma być cicho bo chcę się wyspać. Janusz ma słuchawki na uszach i chyba słaby słuch bo on nie mówi a drze się do mikrofonu rozmawiając z kolegami którzy też grają w czołgi. Celowo chrupie czipsy i paluszki aż go słychać w całym mieszkaniu.

      Przychodzę z roboty i słychać od razu sranie i bekanie. W jego towarzystwie im głośniej tym większy poklask. Beka, czka i pierdzi specjalnie.
      Często jak przychodzę do domu to leci szybko do kibla zrobić na złość. (tak, on chce by tam jebało)
      Zasób słownictwa też nie jest imponujący.
      W ekipie jest najsłabszym ogniwem - mówi jako ostatni, przerywają mu a wtedy zaczyna głośno bluzgać.

      Ma wolny pokój gdzie mógłby sobie drzeć japę. Ale nie, lepiej siedzieć w salonie. Już go ustawiłem i niedługo się przeniesie. Ale bez wielokrotnego powtarzania  miałby to gdzieś.


      Zna się na wszystkim.
      By w czymś pomógł, zrobił coś trzeba się prosić czasem i tygodniami bo on zrobi ale "zaraz".
      Piesek jest dla niego najważniejszy.
      Inwestycja w siebie to głupota.
      Sprawą honoru jest aby w sklepie pierdnąć przy ekspedjentce albo chociaż beknąć.
      Jest agresywny na drodze, blokuje, szeryfuje.
      Masz inne zdanie niż on? To spierdalaj.
      Robisz coś swoim sposobem? Ty to chyba głupi jesteś.
      Coś Ci się udało? On by zrobił lepiej.

      Kupiłem rower, przyszedł popatrzeć jak podpinam przednie koło i kierownicę. Poszedłem po część do pokoju, wracam a ten na siłę dokręca jakąś śrubę przy kole oczywiście mało nie zepsuł a to trochę kosztowało. Mówię mu o tym - to sobie poszedł.

      To samo z komputerem. Kupiłem to on leci od razu by złożyć po swojemu. Zaczął kopać kartony w pokoju mówiąc że on w syfie składał nie będzie. Powiedziałem że sam dam radę - no to mam się pierdolić jak coś zepsuję. Oczywiście o żadną pomoc go nie prosiłem.

      Wyciągam pizze z piekarnika zawsze podważając ją drewnianą łyżką od lewej strony, zawsze jak to widzi to "daj to kurwa to się inaczej robi" i się z tym szarpie. XD



      Dieta Janusza to ciastka, kawa, bułeczki i kiełbaski z piwem.
      Bęben wielki od wywalonych jelit. Żadnego ruchu oprócz przewracania się z boku na bok podczas snu.
      Kupiłem jakieś suple i drążek do podciągania.
      Po co? Do podciągania. Za ile? 130 euro. Ty to głupi jesteś po co Ci to!? Chociaż raz się dasz radę podciągnąć?

      Wydawawało by się - prosty robotnik? Otóż nie. To fachowiec który mógłby jeździć samochodem z wyższej półki jak każdy fachowiec w Niemczech. Ale po co? Praca męczy - dosłownie to mówi.



      I o wiele więcej. Mógłbym o tym napisać chyba całą książkę. Teraz napisałem to co jest "normalne" bo robi rzeczy o jakich wstyd pisać a w niektóre mało kto uwierzy.



      Najgorsze jest, że brat bierze z niego przykład. Rośnie drugi prostak dla którego umycie zębów to strata czasu.



      Tak tylko piszę, wytrzymuje z nim i wyprowadzka się nie opłaca. W końcu może prostaka nauczę kultury.
    • By tips6
      Witajcie Bracia,
      potrzebuję "drugiej opinii", a najlepiej wielu opinii o różnych punktach widzenia.

      Niedawno skończyłem studia i wziąłem się za szukanie pracy. Znalazłem między innymi ofertę (całkiem niezłej) pracy w dosyć dużej firmie, ale wymagałoby to ode mnie opuszczenia domu i wynajęcia pokoju pracowniczego. Gdy wspomniałem o tym rodzicom (którzy mnie wspierają i generalnie mamy doby kontakt) rozpętało się małe piekło. Kategorycznie zabroniono mi wynajmować pokoju pracowniczego, mam znaleźć pracę blisko domu tak żebym cały czas tu mieszkał. Dowiedziałem się też, że w pokojach pracowniczych mieszkają ludzie najgorszego sortu, patologia, ukraińcy, ciągle alkohol itd.
       
      Rozumiem, że wynajęcie pokoju pochłonie znaczną część mojej pensji, ale i tak będę samowystarczalny. Poza tym uważam że w mojej obecnej sytuacji muszę jak najszybciej zdobyć doświadczenie zawodowe.
      Jeśli to ma jakieś znaczenie to przez całe studia mieszkałem w wynajętym pokoju daleko od domu bez żadnego sprzeciwu rodziców, a nawet za ich aprobatą. wydaje mi się więc że problemem są tu właśnie pokoje pracownicze.
       
      Na razie planuję aplikować do tej firmy w poniedziałek. Jeżeli nie odpiszą to sprawa rozwiąże się sama, ale co robić jeżeli się dostanę?
      Waszym zdaniem powinienem zaryzykować rodzinę dla możliwości rozwoju?
      Zastanawiam się też czy sprzeciw rodziców wynika z troski o mnie, czy chcą po prostu żebym był pod ręką.
      Czy w tym przypadku rodzice są kotwicą która trzyma mnie w miejscu?
      Do tej pory myślałem że po wejściu na rynek pracy zdobywanie doświadczenia jest ważniejsze od wysokich zarobków, nie jest tak?
      Czy w pokojach pracowniczych naprawdę jest tak źle? Przeciętny chłopak sobie nie poradzi?
      Jeżeli zdecyduje się na podjęcie tej pracy, to jak przekonać rodziców że "wszystko będzie dobrze"? Osobiście nie mam problemu z zamieszkaniem gdzieś w Polsce i pracą.
      Jest jakieś trzecie wyjście?
       
      Jeżeli potrzeba więcej informacji to śmiało pytajcie.
      Przepraszam za chaotyczny styl, ale potrzebuje spojrzeć na sprawę z innego punktu widzenia i dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
    • By Pawlikowski
      Bracia, zwracam się do was o pomoc, poradę, cokolwiek bo szkoda mi patrzeć jak porządny koleś się marnuje. 
      Problem dotyczy mojego brata, który od paru lat stoi w miejscu i robi się z niego zrzędliwy stary kawaler.

      Brat lat 35, mieszka z mamą, ma firmę zajmującą się marketingiem internetowym (jest to dość ogólne stwierdzenie, ale żeby opisać co robi zajęło by mi to z kilka akapitów a ta historia i tak będzie długa). Ma dwóch wspólników, a owa firma zaczyna ładnie prosperować. Mają klientów, klienci są zadowoleni, wszystko działa, pieniądze się zarabiają. Jak z nim rozmawiałem zarabia na rękę 6k zł. Sam twierdzi, że nie jest to dużo i mógłby dużo więcej, ale cały czas inwestuje, zatrudnia nowych specjalistów bo ma w planach dojść do zarobków ponad 10k na rękę w ciągu roku. 
      Poza firmą od kilku lat handluje na rynku FOREX przy czym idzie mu to naprawdę dobrze. Traktuje to jako hobby, które zawsze przyniesie jakiś grosz. Żeby nie być gołosłownym w przeszłości planował karierę jako broker giełdowy i w tym celu zdał egzamin na maklera papierów wartościowych po czym pracował w stolicy pół roku. Jednak jak się przekonał, tak stresująca praca nie jest dla niego. 
      Rzucił to i przeprowadził się do innego miasta wojewódzkiego gdzie pracował 3 lata stwierdzając, że chce założyć własną firmę, jednak, z braku funduszy na start wrócił do rodziców, do prowincjonalnego miasteczka. 
      Był to moment kiedy nasz ojciec był na chemioterapii bo walczył z nowotworem szpiku kostnego. Ojciec był surowy i konkretny, jednak zgodził się na powrót brata, mimo że wcześniej zarzekał się, że jak będzie chciał znowu wrócić i obrócić swoje życie do góry nogami to się za nic nie zgodzi. Brat wrócił, a wszystko wyglądało naprawdę dobrze. Rozwijał firmę, jeździł po Polsce do klientów, wspólnicy przyjeżdżali czasem do niego, sam nawet widziałem, jak to wszystko zaczyna łączy się w całość. Niestety ojciec zmarł. Wszyscy to przeżyliśmy. Generalnie nie chciałem pisać tutaj o ojcu, ale jest on ważny dla tej historii, o tym jednak za chwilę. 
      Problem polega na tym, że brat nie ma żadnej dziewczyny, nie spotyka się nawet z żadną. Generalnie jeżeli chodzi o tą sferę życia to przestał być w niej aktywny i widzę jak to wpływa na niego bo robi się z niego książkowy przykład starego kawalera. Nic mu nie pasuje, co chwilę marudzi. Po śmierci ojca wylałem na niego wiadro zimnej wody i opier***łem go z góry na dół, że ma nadwagę, siedzący tryb życia, pije piwo wieczorami i w taki sposób będzie miał zaraz nadciśnienie, miażdżycę a stąd do zawału prosta droga. Poskutkowało bo ograniczył piwko, codziennie biega, zmienił dietę, zaczął dbać o siebie. 
      Brat mieszka z mamą. Gdy wszyscy mówią "że dobrze jest mu na garnuszku mamusi" prawda wygląda tak, że to on opłaca całe rachunki za dom, opłaca zakup opału na zimę. Mamie psuło się auto co chwilę to on płacił za naprawy. Mama sama marudziła na niego przez dwa lata, a teraz doszło do tego, że martwi się, jak poradzi sobie jeżeli on będzie chciał się wyprowadzić.
      Mój problem polega na tym, że ten chłop ma łeb jak sklep. Skończył informatykę, zajmuję się handlem na forexie, prowadzi własną firmę tylko ma tak trudny charakter, że już nie mogę z nim wytrzymać. Wspomniałem o ojcu, ponieważ to była jedyna osoba, której on słuchał. Przykład: 
      ja mogę mu powiedzieć, żeby coś zrobił, zmienił swoje życie, ale muszę mu to mówić przez tydzień, przy czym jest to tydzień kłótni, krzyków, trzaskania drzwiami. Ojciec gdy chciał zrobić to samo, wchodził do jego pokoju, rzucał prosto w twarz co mu się nie podoba, a mój brat bez słowa przytakiwał i zmieniał to. 
      Po śmierci ojca brat ani razu nie był na jego grobie. Nie powie mi tego w twarz, ale widzę, że nie pogodził się ze śmiercią taty. 
      Siostra i moja mama co chwilę mi sugerują, żebym z nim porozmawiał, zabrał go ze sobą, rozkręcił go. I tu tkwi problem. Lubię mojego brata bo mamy wiele wspólnych tematów jednak gdy coś mu proponuje to on zawsze jest na nie. Mam wrażenie jak by zdziadział całkowicie. Przykład ostatnio był ładny i upalny weekend to mu mówię chodź wsiadamy w auto i jedziemy nad jezioro, ja mogę prowadzić, a ty sobie jakieś zimne piwko wypijesz. Zjemy coś na jeziorem, może kogoś się pozna. On jest na nie. 
      Innym razem chciałem wyciągnąć go na burgera i piwko. Też nie ja ze wszystkim. 
      Gdyby brat był brzydki, gruby czy nieatrakcyjny to inna sprawa, ale każda moja koleżanka pyta się mnie czy ma dziewczynę bo jest taki przystojny. Po czym każda jest tak samo zdziwiona, że jak to możliwe, aby nie miał dziewczyny. 
      Rozpisałem się, ale to jest mój brat, który ma potencjał, jednak go nie wykorzystuje i widzę, jak się marnuje. 
      Lubię skurczybyka bo też mi wielokrotnie pomógł.
      Z drugiej strony mam swoje życie, którym muszę się zająć, a wiem, że nie mogę być matką teresą wszystkich potrzebujących. 
      Mnie to zaczyna powoli boleć bo wracam do rodzinnego domu na weekend i widzę po bracie, że nie ma w nim energii życiowej. Wstaje rano, żeby siedzieć przy komputerze, rozmawiać z klientami tylko po to, aby wieczorem się położyć i pójść spać. 

      I tu moje pytanie czy ktoś z was przerabiał podobną historię? 
      Wiem, że nie mam co pomagać na siłę, przekonałem się o tym. Jeżeli ludzie mają się zmienić to najpierw muszą sami zauważyć w sobie problem. 
      Zastanawiałem się czy on może chce przeżyć życie w taki sposób, ale nie wydaje mi się. Gdy mieszkał w dużym mieście inaczej się zachowywał. Ubierał się lepiej, dbał o siebie, spotykał się z jakimiś dziewczynami, chodził uśmiechnięty, żartował, śmiał się. 
      Stoję przed wyborem czy próbować jakoś mu jeszcze pomóc, skierować go na inną drogę, czy rzucić to w cholerę i zająć się swoim życiem?
      Trochę się rozpisałem, ale martwi mnie to bo gdyby to był kumpel, przyjaciel to nie przeżywał bym tak tego. Jednak to jest mój brat, a twierdzę, że rodzina jest ważna.
      Z góry dzięki za pomoc.  
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.