Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Roland

Związek z samotną matką - opis sytuacji, wasza ocena

Recommended Posts

Jestem w związku z samotną matką od około 2 lat. Ja 38, ona 33. Dzieci - jej 5-letni syn (jest wdową, mąż zmarł‚ tragicznie) i mój 7-letni syn (jestem po rozwodzie, syn mieszka z matką, a ja mam z nim regularne kontakty z noclegami u mnie). Mieszkamy w jej domu, który jest jej własnością, ja mam również swój, który wynająłem, gdy zdecydowałem się do niej wprowadzić. Kilka słów na temat tego, jak jest w tym związku:

 

1. Seks - regularnie, zwykle co 2-3 dni, zdarzają się też okresy, że uprawiamy codziennie przez 3-4 dni, potem 2-3 dni przerwy i znowu. Więszkość zbliżeń ja inicjuję, ona jakieś 20% może, póki co nigdy mi nie odmówiła i nie grała seksem w naszej relacji.

 

2. Podział obowiązków domowych - nie ma zgrzytów, ona ogarnia dom, jedzenie, zakupy, ja zajmuję się tematami typu mycie aut, garaż, koszenie trawy, drzewo.

 

3. Finanse - nie mamy dostępu do swoich kont osobistych, od początku jest założone wspólne konto, na które co miesiąc każde z nas przelewa taką samą kwotę na życie i z tych środków je finansujemy (każde ma swoją kartę do tego konta). Większe wydatki, jak wakacje, wyjazdy, zakupy elementów wyposażenia do domu - zawsze dzielone 50/50. Różnica w zarobkach między nami - około 4 razy więcej na moją stronę, oczywiście ona nie wie dokładnie ile zarabiam. Ogolnie ona jest zaradna - własne auto, dobra praca, dostaje też 500+ i rentę na syna.

 

4. Jej dziecko i ja - tu mam problem, bo nie mam pomysłu jak mogłaby wyglądać moja relacja z nim. Ogólnie chłopak jest rozpuszczony, ale nie przez nią, lecz przez dziadków, którzy po śmierci ojca chcieli mu wynagrodzić ten brak i dopieszczają go z każdej strony. A ten to wykorzystuje. Moja partnerka jest jednak w stosunku do niego wymagająca i za nieposłuszeństwo go karze. On jednak potrafi jej pyskować i powiedzieć np., że poskarży się dziadkom... Na początku znajomości powiedziałem jej, że nie mam zamiaru być jego ojcem, że ma mi mówić po imieniu, ona to zaakceptowała (przynajmniej wtedy). Istotne jest też to, że pamięć o jego ojcu jest kultywowana, w domu są zdjęcia, a jej syn wie, że tata jest na cmentarzu.

 

Od początku też praktycznie nie zajmuję się jej dzieckiem, tzn. nie zawożę/odwożę go z/do przedszkola, nie uczestniczę w kąpaniu, ubieraniu itp., mało się z nim bawię (w zasadzie tylko jeśli jest u nas mój syn i wtedy robimy wiele rzeczy wszyscy razem) - jestem bardziej obok niż nim. Zdarzają się sytuacje, że zrobi mi na złość, np. podejdzie i lekko mnie klepnie, czy kopnie w nogę albo pokaże język, gdy o coś poproszę (np. odnieś brudny talerz do kuchni) - wtedy daję mu karę, on jednak nie chce jej wykonać i wówczas wkracza jego matka, która to egzekwuje. Było też już kilka pogadanek, gdzie mówiła mu, że ma mnie słuchać.

 

Jej syn jest także zazdrosny o mojego, tzn. gdy jest u nas moje dziecko i ja mu okazuję uczucia (np. przytulam, zdrabniam imię itd.), to wtedy jej dziecko potrafi być niemiłe do mojego dziecka i robić mu na złość (nie chce się z nim bawić, dzielić się zabawkami, podkreśla, że to jest jego dom).

 

5. Moje dziecko i ona - mój syn ma własny pokój w jej domu, to byłoo od początku moje oczekiwanie, a ona to zaakceptowała. Od jakiegoś czasu jednak widzę, że moja partnerka potrafi być zazdrosna o moją uwagę dla mojego syna, np. kiedyś spytała, czemu jej tak nie przytulam, jak mojego syna, czemu jej nie poświęcam tyle czasu (a dodam, że syn jest u nas około 1/3 miesiąca łącznie). Jak dotychczas, muszę przyznać, że stosuje równe zasady wobec obydwu chłopaków (gdy jesteśmy razem) i nie faworyzuje swojego syna.

 

6. Jej rodzina - tu mam na myśli głównie rodziców, czyli dziadków jej syna, dla którego są oni najlepsi na świecie i który uwielbia u nich przebywać. Regularnie zostaje u nich na noc, czasem nawet po kilka dni, pozwalają mu tam na wiele, np. na późne chodzenie spać, jest tam dużo zabawy i mało wymagań - a jak są, to szybko idą w odstawkę, gdy wnuczek nimi trochę pomanipuluje płaczem. Zanim się wprowadziłem, jej rodzice bardzo często wpadali do domu mojej partnerki, zostawali na noc itp. Odkąd ja mieszkam, zmieniło się to - od początku postawiłem granice i obecnie są to 2-3 spotkania w miesiącu (np. niedzielny obiadek). Mam jednak wrażenie, że partnerka chciałaby, abym zacieśnił relacje z jej rodzicami poprzez częstsze wspólne spędzanie czasu.

 

Główne wyzwania, z którymi nie wiem czy sobie poradzę w tym związku to:

 

a) relacja z jej synem - zuważyłem, że od jakiegoś czasu męczy mnie jego obecność, jego fochy, wymuszanie, nie mam siły na prostowanie go, w takich sytuacjach wolę się wycofać (reaguję jedynie, jak jest obecny mój syn i sytuacja też jego dotyczy)

b) kwestia jej domu - mieszkam w jej domu i nie mam zamiaru w niego wkładać większych pieniędzy (chodzi o grubsze inwestycje, które pojawią się w przyszłości, na razie jest to nowy dom); kiedyś jej zapropnowałem, że kupię połowę udziału w całej nieruchomości - nie zgodziła się, mówiąc, że chce by dom był w całości dla jej syna kiedyś...

c) kwestia mojego domu - wynająłem go, aby nie stał pusty, mam z tego teraz dodatkowych dochód, ale gdzieś tam mam poczucie, że oddałem kawałek siebie i na moim gruncie teraz żyje ktoś inny... to odczucie nasila mi się coraz bardziej.

 

Proszę o Wasze opinie.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli mam być szczery to wydaje mi się że przysłowiowo "szukasz dziury w całym", z tego co opisałeś nie masz większych zgrzytów, nie mówiąc już o sytuacja podchodzących pod patologiczne.

 

ad a) nie wiem co na to napisać, może po prostu wyluzuj;

 

ad b) czyli siedzisz i myślisz o hipotetycznej sytuacji za n lat,  poza tym Twoja partnerka ma całkowitą racją;

 

ad c) może zainteresuj się modelarstwem i zbuduj sobie makietkę Twojego domu ? 

 

Pozdrawiam. 

Edited by Tatarus
  • Like 4
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
51 minut temu, Roland napisał:

mieszkam w jej domu i nie mam zamiaru w niego wkładać większych pieniędzy

Remonty i tak będą.

 

54 minuty temu, Roland napisał:

a) relacja z jej synem - zuważyłem, że od jakiegoś czasu męczy mnie jego obecność, jego fochy, wymuszanie, nie mam siły na prostowanie go, w takich sytuacjach wolę się wycofać (reaguję jedynie, jak jest obecny mój syn i sytuacja też jego dotyczy)

Jak go nie zaakceptujesz to nic z tego nie będzie.

Dobra a teraz bracia mam ZAJEBIŚCIE WAŻNE PYTANIE.

 

Czy jest przynajmniej cień szansy aby KOBIETA taka 30-40 lat bez zobowiązań i wieku rozrodczym w pewien sposób przysposobiła sobie cudze dziecko (coś do czego one nas przymuszają czasami, teoretycznie przypuśćmy, że facet ma 8 letniego bąbelka zona zmarła na raka czy ki chuj...)

 

Wydaje mi się to kurwa NIEMOŻLIWE, bo same szony są dużo cwańsze i mądrzejsze od nas ale jak znacie przypadek to mnie wyprowadźcie z błędu

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Brakuje mi w tej historii tylko kolejnego dziecka, czyli twojego i tej laski :D Do 3 razy sztuka? :D

 

Jestem wychowany przez samotną matkę (hardcore) i przewijało się wielu bolców niestety przez moje nastoletnie życie. Powiem jedno. Nienawidziłem ich. Obcy koleś w chacie, przy mojej matce to po prostu coś nie do zniesienia. A gdyby facet jeszcze dziecko przyprowadził, przyszywane rodzeństwo to by się stała tragedia jakaś.

 

To nie jest nigdy zdrowa sytuacja, bo jesteście dla siebie całkowicie obcymi ludźmi. Można się bawić w rodzinkę, ale to nie wystarczy.

Edited by mac
  • Like 1
  • Sad 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Roland o ile nie koloryzujesz tego co napisałeś, masz w miarę zdrowy i normalny związek z wdową z dzieckiem. Nie mylić z samotną matką. 

 

Seks, kasa, podział obowiązków. Jest tak jak powinno być. I chwała Ci za to oraz twojej kobiecie. Oby tak zawsze. Oczywiście musisz trzymać ramę i rękę na pulsie.

 

Co do reszty...

1 godzinę temu, Roland napisał:

- tu mam problem, bo nie mam pomysłu jak mogłaby wyglądać moja relacja z nim

Nie staraj się być jego ojcem i nie staraj się na siłę go wychowywać. Unikniesz dzięki temu zawodu oraz nieporozumień ze swoją kobietą.

Bądź bardziej jego kolegą, a jak jego zachowanie wobec Ciebie, będzie znacząco odbiegało od normy, zwyczajnie ochrzan po męsku.

 

1 godzinę temu, Roland napisał:

Jej rodzina - tu mam na myśli głównie rodziców, czyli dziadków jej syna, dla którego są oni najlepsi na świecie i który uwielbia u nich przebywać. Regularnie zostaje u nich na noc, czasem nawet po kilka dni, pozwalają mu tam na wiele, np. na późne chodzenie spać, jest tam dużo zabawy i mało wymagań - a jak są, to szybko idą w odstawkę, gdy wnuczek nimi trochę pomanipuluje płaczem

Nie wtryniaj się w jej rodzinę. Nie twój cyrk nie twoje małpy, a dobrze na tym wyjdziesz.

 

No po za tym...

1 godzinę temu, Roland napisał:

Zanim się wprowadziłem, jej rodzice bardzo często wpadali do domu mojej partnerki, zostawali na noc itp. Odkąd ja mieszkam, zmieniło się to - od początku postawiłem granice i obecnie są to 2-3 spotkania w miesiącu (np. niedzielny obiadek). Mam jednak wrażenie, że partnerka chciałaby, abym zacieśnił relacje z jej rodzicami poprzez częstsze wspólne spędzanie czasu

I tego się trzymaj za wszelką cenę! Nigdy nie próbuj zacieśniać relacji z "teściami". 

Chłodne, kulturalne relacje, zdecydowanie będą najlepsza alternatywą dla Ciebie, wobec nich.

 

1 godzinę temu, Roland napisał:

kiedyś jej zapropnowałem, że kupię połowę udziału w całej nieruchomości - nie zgodziła się, mówiąc, że chce by dom był w całości dla jej syna kiedyś...

I ma rację. Ty postąpił byś tak samo że swoim domem. Oby! ;)

 

1 godzinę temu, Roland napisał:

. to odczucie nasila mi się coraz bardziej.

Masz jakieś swoje pasje!? Hobby, zainteresowania? Zajmij czymś swoje myśli.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla dzieciaka twojej partnerki, to jest chora sytuacja i musisz to zrozumieć.

Dzieciakowi brakuje ojca i z czasem ten problem będzie się nasilał. Ten chłopiec nie wie jak ma ciebie traktować i kim ty właściwie dla niego jesteś. Skoro nie ojcem, to dlaczego ma ciebie szanować, słuchać poleceń, czy dostawać kary. Jest niegrzeczny, bo testuje twoją cierpliwość (dzieci tak robią), usiłuje określić swoje miejsce w waszej relacji oraz usilnie chce zwrócić na siebie twoją uwagę. O twojego biologicznego syna jest zwyczajnie zazdrosny i dlatego traktuje go z wyższością.

  • Like 3
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widziałem sytuację, gdzie 3-ci partner kobiety trzymał na kolanach jej dzieci i świetnie się wszyscy z tym czuli.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mi jest żal jej syna. Dziecko to dziecko - samo z siebie nie jest złe czy dobre. Może by chciał żebyś mu poświęcił trochę uwagi, a Ty traktujesz go jak zło konieczne. To jest mega słabe - z Twojej strony, 

Dlaczego tak traktujesz 5 cio letniego chłopca ? Co Ci zawinił ? Wiedziałeś, że wchodzisz w związek z kobietą z dzieckiem prawda ? To nie jest kobieta z pieskiem, kotkiem czy rybkami. Chociaż zwierzętom też jakiś szacunek się należy.

Matka spanikowana, że se chłopa nie znajdzie i egzekwuje kary na tym chłopcu żeby Tobie wejść do dupy. Baby takie są, obu chłopa utrzymać a dziecko się nie liczy. 

A jeszcze piszesz, że ojciec zmarł tragicznie i "jest na cmentarzu" no to ku...a myślisz, że dla dziecka to nie jest trauma i będzie wszystko fajnie jakby ojciec poszedł po fajki do kiosku ? 

Jak dla mnie - nie fajnie to wygląda z Twojej strony.

Edited by Headliner
  • Like 6
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 hours ago, Roland said:

Jej dziecko i ja - tu mam problem, bo nie mam pomysłu jak mogłaby wyglądać moja relacja z nim. Ogólnie chłopak jest rozpuszczony, ale nie przez nią, lecz przez dziadków, którzy po śmierci ojca chcieli mu wynagrodzić ten brak i dopieszczają go z każdej strony. A ten to wykorzystuje. Moja partnerka jest jednak w stosunku do niego wymagająca i za nieposłuszeństwo go karze. On jednak potrafi jej pyskować i powiedzieć np., że poskarży się dziadkom... Na początku znajomości powiedziałem jej, że nie mam zamiaru być jego ojcem, że ma mi mówić po imieniu, ona to zaakceptowała (przynajmniej wtedy). Istotne jest też to, że pamięć o jego ojcu jest kultywowana, w domu są zdjęcia, a jej syn wie, że tata jest na cmentarzu.

Wg mnie powinienes sie zastanowic kto ma grac tu role ojca. Dziadek czy ty? 

 

Chcac nie chcac ktos bedzie to wykonywal bo chlopak nie ma nikogo innego. Jego ojciec nie zyje.

 

Mozesz byc przeciez dla niego pewnym “przykladem”/“liderem” mimo, ze nie jestes biologicznym ojcem. Kumplem/przyjacielem etc.
 

Poki co odnosze wrazenie, ze ustawiles jakas mega sztywna zasade i traktujesz to dziecko jak jakiegos intruza. 

Masz dwoch chlopcow z roznica 2 lat. Przeciez to jest wlasnie do zgrania a nie do “dzielenia”.

 

Edited by TheFlorator
  • Like 3
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Brat Jan napisał:

Czy dziadkowie nie buntują go przeciw Tobie?

Nie.

 

@Still Dziękuję za wypowiedź. To bardzo rozsądne, co napisałeś.

23 minuty temu, Heniek napisał:

Dzieciakowi brakuje ojca i z czasem ten problem będzie się nasilał. Ten chłopiec nie wie jak ma ciebie traktować i kim ty właściwie dla niego jesteś. Skoro nie ojcem, to dlaczego ma ciebie szanować, słuchać poleceń, czy dostawać kary. Jest niegrzeczny, bo testuje twoją cierpliwość (dzieci tak robią), usiłuje określić swoje miejsce w waszej relacji oraz usilnie chce zwrócić na siebie twoją uwagę. O twojego biologicznego syna jest zwyczajnie zazdrosny i dlatego traktuje go z wyższością.

@Heniek OK, ale czuję, że nie mogę i nie chcę być jego ojcem - brak więzów krwi jest dla mnie zbyt dużą barierą. Może faktycznie powininiem mu dać więcej zwykłej uwagi?

Share this post


Link to post
Share on other sites
24 minuty temu, Roland napisał:

Może faktycznie powininiem mu dać więcej zwykłej uwagi?

Dokładnie. Dobrze to ujął....

 

26 minut temu, TheFlorator napisał:

 

Mozesz byc przeciez dla niego pewnym “przykladem”/“liderem” mimo, ze nie jestes biologicznym ojcem. Kumplem/przyjacielem etc

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moim zdaniem, jeżeli planujesz przyszłość z tą kobietą, to chcąc nie chcąc powinieneś zacieśnić więź z jej synem. Inaczej jak Ty to sobie wyobrażasz? Jeżeli kontakt między wami będzie toksyczny, to jak on dorośnie i będzie w wieku nastoletnim, to będziesz miał piekło w domu. Teraz jest najlepszy okres, aby budować waszą przyszłą relację, kiedy on jest na tyle mały, że możesz mieć większościowy wpływ na was. Nie chodzi o to, żebyś był jego ojcem, czułość może dostawać od swojej matki, ale powinien postrzegać Ciebie jako kogoś dobrego, a nie wroga. 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Vortex of Destruction napisał:

Jak go nie zaakceptujesz to nic z tego nie będzie.

Dokladnie. Pracuje bardzo czesto z dziecmi wychowywanymi samotnie, a jesli z nimi nie pracuje, to czesto je obserwuje. Rzadko zdarzaja sie dzieci z "rozbitych rodzin" (czy to przez owdowienie, czy przez rozstanie sie rodzicow), ktore sa spokojne i ulozone. Inne dzieci, gdzie mama i tata jest na miejscu, sa oczywiscie tez malymi wulkanami energii, ale w nieco inny sposob. Dzieci z rodzin niepelnych maja w swobie mase emocji, czasem agresji i generalnie jest trudno nawiazac z nimi pelniejsza relacje. 

 

Meritum: mimo, ze nie jest to twoj syn, jest to wciaz dziecko. Ma na pewno swoje dobre strony. Postaraj sie spojrzec na niego pod nieco innym katem. Sprobuj zawiazac relacje. Nie mowie, zebys traktowal go jak wlasnego syna, ale moze sprobuj dac mu troche wyrozumialosci i ciepla. Nawet jesli on jest krnabrny - nie poddawaj sie. Czasem na zbudowanie relacji z dzieckiem po przejsciach potrzeba nawet roku. Ale efekty wymierne. 

 

I jeszcze jedno: jestem przeciwnikiem kar. 

  • Like 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No, Bracia! Nie poznaję Was!

Sądziłem, że będzie w tym temacie wylew kawalerskiej energii, żeby rzucił i poszukał bezdzietnej.

A tu proszę odezwały się w Was ojcowskie uczucia...

Zadziwiające w jakim kierunku zmierza forum, które na początku było ostoją rozwodników i  ruchaczy zachwalających kawalerskie życie.

 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dla mnie z tego co piszesz byłoby chyba lepiej dla wszystkich jakbyś mieszkał u siebie i rozluźnił tę relację. 
Jak wchodzisz na teren młodego to jakby nie patrzeć szacunek się należy.

To w końcu młody człowiek, mężczyzna na etapie zbierania doświadczeń i nauki.

Rozumiem, że pewne opory są trudne do przeskoczenia i wypieranie ich lub gra w sztuczny kontakt jest jeszcze gorsza jednak powoli zmieniając nawyki można coś zbudować, tak by najsłabsi w stadzie czuli się jego pełnoprawnymi członkami.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Brat Jan napisał:

No, Bracia! Nie poznaję Was!

Sądziłem, że będzie w tym temacie wylew kawalerskiej energii, żeby rzucił i poszukał bezdzietnej.

Bo już nikomu nie chcę się w kółko powtarzać co to za syf pakować się w związek z samotną matką i jak to się ZAWSZE kończy.

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Od siebie dodam tylko tyle: pamiętaj, że więzy krwi będą zawsze silniejsze, niż więzy romantyczne. Mam dzieci, coś o tym wiem. Tak samo dla mnie są silniejsze, jak i dla ich matki - tak być powinno i tak jest zawsze (za wyjątkiem może osób silnie zaburzonych).

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, leto napisał:

Od siebie dodam tylko tyle: pamiętaj, że więzy krwi będą zawsze silniejsze, niż więzy romantyczne.

Tym bardziej że to nie autora dziecko. Za parę lat zapewne usłyszy" Nie wpierdalaj się, nie jesteś jego ojcem" lub "Nie wpierdalaj się nie jesteś moim ojcem".

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Brat Jan napisał:

No, Bracia! Nie poznaję Was!

Sądziłem, że będzie w tym temacie wylew kawalerskiej energii, żeby rzucił i poszukał bezdzietnej.

A tu proszę odezwały się w Was ojcowskie uczucia...

Zadziwiające w jakim kierunku zmierza forum, które na początku było ostoją rozwodników i  ruchaczy zachwalających kawalerskie życie.

Wiesz tutaj jest trochę inaczej bo kolega jest six feet under i nie spierdolił do innego miasta chlać wódę na budowie :)

Wiec autor jest TROCHE usprawiedliwiony bo sam czystej karty nie ma i nawet dobry uczynek robi, a dzieciak niczemu winien.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z powodu wdowiego statusu sytuacja jest inna niż zwyczajowe tematy o samotnych madkach, również przez to, że oboje mają dzieci i syn autora ma dość szeroki kontakt. Sprawa wg mnie zmierza do nieuniknionego przesilenia. I dobrze - muszą być kryzysy w życiu!

 

@Roland

Jej chłopak potrzebuje ojca i autorytetu.

Jeśli planujesz z nią przyszłość - powinieneś nim zostać, bo Twój syn będzie miał nieuniknione interakcje z dzieckiem partnerki. Jak ten drugi się wykolei, będzie miał zły wpływ na Twojego rodzonego. Poza tym związek zmieni się w zajmowanie się bachorem. I wtedy będzie już tylko klasyka madkowania. I standardowe zakończenie.

 

7 godzin temu, Still napisał:

Nie staraj się być jego ojcem i nie staraj się na siłę go wychowywać. Unikniesz dzięki temu zawodu oraz nieporozumień ze swoją kobietą.

Kompletnie się nie zgadzam w sytuacji, gdy biologiczny nie żyje. Pasierb nie zna ojca, nie zna męskiego wzorca, poza dziadkiem. Matka wydaje się rozsądna, ale sprawę komplikują dziadkowie. Tym niemniej, oni niedługo zaczną mieć swoje problemy, starość, zdrowie, śmierć. Rola @Roland będzie rosła.

Tu trzeba klarownej rozmowy z partnerką. Jeśli ona powie nie dla ojcowania - to też jest jasna sprawa. Związek jest do stukania, a nie do życia na całość i na poważnie razem. A może ona tego oczekuje?

9 godzin temu, Roland napisał:

Od jakiegoś czasu jednak widzę, że moja partnerka potrafi być zazdrosna o moją uwagę dla mojego syna

Wg mnie ona szuka w Tobie tego męskiego pierwiastka, który dajesz w nieunikniony sposób swojemu synowi.  To nie zazdrość - to wołanie, abyś po prostu zaczął przewodzić.

 

9 godzin temu, Roland napisał:

nie zgodziła się, mówiąc, że chce by dom był w całości dla jej syna kiedyś...

Brzmi słabo. Wygląda, że jesteś kutangiem do towarzystwa. Ale - możliwie też, że tak stwierdziła, bo nie zna Twoich intencji, nie zna Ciebie. Widzi, że masz wywalone na jej dzieciaka - i wtedy odzywają się instynkty madki. Natomiast jeśli okażesz się prawdziwym wilkiem alfa, przewodnikiem, sytuacja może się zmienić. A może będziecie mieli własne dziecko, bo złowi Cię? 👿

Jeśli traktujesz ją perspektywicznie, powinieneś odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jesteś gotów wejść w rolę przewodnika tego stada (nie ojczyma, ale ojca) i zacząć być prawdziwą głową rodziny, musisz wiedzieć czego chcesz.

 

Ogólnie z obrazu wydaje mi się, że jesteś w strefie komfortu, a związku i tak nie traktujesz długofalowo.

Reasumując - przybrany ojciec, albo wolny kutang-mustang dopóki się nie rozpadnie. Powodzenia w decyzjach!

Edited by Exar
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, Exar napisał:

I dobrze - muszą być kryzysy w życiu!

 

Rety! Zajebiscie to ujales. Szacunek. Schopenhauer napisal, ze tylko statek z balastem plynie prosto i rowno. 

9 godzin temu, Exar napisał:

Jak ten drugi się wykolei, będzie miał zły wpływ na Twojego rodzonego.

Racja. JAk sie zyje pod jednym dachem, to juz nie jest JA i MOJE, tylko trzeba brac pod uwage wszystko. Niestety, albo stety.

9 godzin temu, Exar napisał:

Matka wydaje się rozsądna,

Tez mam takie wrazenie po przeczytaniu posta.

9 godzin temu, Exar napisał:

Związek jest do stukania, a nie do życia na całość i na poważnie razem

Bez przesady. Gdyby tak bylo, to wsparcie miedzyludzkie w zwiazku by nie istnialo. Chyba, ze juz zyjemy w tak zjebanym swiecie...

9 godzin temu, Exar napisał:

i zacząć być prawdziwą głową rodziny

Tak. Zgadzam sie,

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 godzin temu, Mathias81 napisał:

I jeszcze jedno: jestem przeciwnikiem kar. 

Zorganizuj protesty i walcz o zniesienie kodeksu karnego. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Toranaga napisał:

Zorganizuj protesty i walcz o zniesienie kodeksu karnego.

Zle sie wyrazilem. Jestem przeciwnikiem kar stosowanych wobec dzieci. Oczywiscie zdaje sobie sprawe, ze czasem (choc rzadko) sa one konieczne. Sam ich jednak nie stosuje. Jeszcze. Moze kiedys zmienie zdanie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By TerryHotpar
      Pytanie głównie do starszyzny ale każde doświadczenie mile widziane. Czy da się stworzyć długoterminowy związek z kobietą zachowując balans pomiędzy cechami alfy i bety - czyli kobieta czuje do Ciebie porządanie przy jednoczesnym poczuciu bezpieczeństwa. Czy komuś z Was się to udało, jeśli tak to jak wyglądała Wasza droga.
    • By t0rek
      Artykuł: https://swiatducha.wordpress.com/2019/10/25/kobietom-nie-zalezy-na-partnerstwie/
      Co ciekawe, kobietom nie zależy na partnerstwie
        Proszę się nie obruszać, tu nie chodzi o pognębienie pań, tylko o prezentację mechanizmu prokreacyjnego.
      Paniom jak najbardziej zależy na związku, relacji, małżeństwie, dzieciach… itd.
      Podejmują wielokrotne różne wysiłki, starają się, działają, są aktywne. Wręcz mogę powiedzieć, że w dużej liczbie przypadków, można by zauważyć, że ten chłop to leń!, i to jej bardziej zależy na rodzinie, związku. Ja to widzę, i nie tylko ja!
      Ale najczęściej nie zależy im na partnerstwie. Taki fakt. I tak paradoks.
      Jest różnica. Pomiędzy rodziną a partnerstwem – to nie jest to samo. Owszem, w rodzinie są „partnerzy”, którzy wspólnie działają dla jej dobra, acz.. pomiędzy dwojgiem ludzi  w rodzinie istnieje związek. I teraz o nim mówię, na nim się skoncentruję.
      Nie wątpię w dobre intencje kobiet. Chyba bym upadł na głowę, żeby uznać, że połowa ludzkości chce źle! Nie jest tu moim celem wskazanie na osobiste „ukryte niechęci” (co też może i się pojawiać z powodu np. karmy itp.). Moim celem jest tu wskazanie na zaszyte w ludziach programy, które nie mają na celu dobra naszego, osobistego – a przez to społecznego.
      Programy zaszyte przez twórców ludzkości – dawnych genetycznych manipulatorów – „bogów przychodzących z nieba” – Anunnaków służą… właśnie im. Tak jak pierwotny człowiek (wg. sumeryjskich tabliczek klinowych) miał służyć anunnackim potrzebom wydobywania złota [link].
      Z obserwacji można wywnioskować, iż paniom nie zależy na partnerstwie, a na .. wypełnianiu kodów zaszytych w biologii.
      Kody biologiczne są tak silne. I „wszystko paniom wskazuje” (to, co czują z ciała i co „mama mówi”) , że to owe programy mają być zrealizowane (w rodzinie, małżeństwie, wychowaniu dzieci).
      A co pokażę, poddanie się presjom prokreacyjnym z naszego własnego ciała daje to nie to, czego byśmy oczekiwali…
      Nie to, czego byśmy chcieli..
       
      Czego dziewczynka nie wie?
      Wobec młodych mężczyzn mówi się: „nie wolno ci chłopaku poddawać się swoim rządzom seksualnym, masz nad nimi zapanować”. I chłopacy zwieszają głowę i „panują” – tłumią siebie, nie mając możliwości ekspresji (którą by społeczeństwo akceptowało).
      A co się mówi do dziewczynek? Nic się nie mówi, bo „dziewczynka już wszystko wie”.
      To ja powiem dziewczynce, czego nie wie.
      Z tego co widzę, od lat już preferowany jest pogląd o wartości „związków partnerskich”.
      A co na to nasza biologia, nasze oprogramowanie?
      Wszak to ono w większości steruje relacjami.
      Mając tak mało wokoło osób bliskich, które realnie są w stanie mieć empatię, poczuć to, jak druga osoba żyje, czego potrzebuje, to można powiedzieć, że większość ludzi nie ma odpowiednich możliwości aby wzrastać jako dziecko w warunkach istotnie dających zaspokojenie podstawowego nauczenia się czym związek jest. Dzieci nie uczy się jak żyć jako partnerka lub parner. „To się czuje” – jest to wskazanie na siłę bardzo potężną, biologiczną, ale .. jakże błędną wobec tego, czego naprawdę oczekujemy!
      Dzieci większość swoich relacyjnych nauk czerpią „przez osmozę”, czyli patrząc i czując co się pomiędzy rodzicami dzieje, same nasiąkają tymi sposobami. Najczęściej w dużej części nieprawidłowymi, ponieważ Ludzie Bez Ducha, sami nieuczeni są głąbami relacyjnymi.
      I czego można się od takiego kapuścianego głąba nauczyć? Można się nauczyć bycia kapuścianym głąbem.
      Jedyny sposób to brać się za siebie z refleksją. I nie tylko taką płytką „ja tak nie chcę!” „u mnie tak nie będzie jak u moich rodziców!” – bo jest to proste wyrażenie buntu. A, można dodać, że to jest częste, a równie częste jest poddanie się następnie szarpiącym ciało energiom seksualnym, wzorcom prokreacyjnym, które są zaszyte w nas na poziomie komórkowym. Potrzeba oprócz poprawnej chęci odejścia od wzorców postępowania widzianych u rodziców – jeszcze dać sobie pozytywne, realne, działające sposoby rozmawiania w związku, z partnerem. Trzeba wiedzieć kiedy i co mówić, jak słuchać. Trzeba znać sporo umiejętności interpersonalnych. Psychologowie je znają od dziesiątków lat. Ale nie widziałem, aby ta wiedza wychodziła jakoś mocno spoza tego kręgu profesjonalistów. Kobiety ciągle i ciągle próbują być „naturszczykami” związkowymi, co z siłą wodospadu przerzuca je na stronę bycia poddanymi Anunnckimi i ofiarami systemu.
      Umiejętności komunikacyjne i.. ich brak
      Czy pamiętam, żeby któraś dziewczyna, pani sama z siebie zechciała się nauczyć prostych sposobów ulepszania komunikacji między nią a drugą osobą? Takich prostych jak techniki parafrazowania, aktywnego słuchania?
      Wydawałoby się, że o, tak, panie to się znają na komunikacji i cenią sobie ją! One zaraz będą się tego uczyć, tak z marszu. Przychodzą z ulicy i czytają „Wychowanie bez porażek” i inne tego typu książki. I co więcej je stosują!
      A tu.. zonk. Kobiety, odwrotnie do moich przewidywań nie są i nie były skupione na partnerstwie.
      Nie pamiętam, abym kiedyś słyszał od kobiety, że się czegoś ciekawego dowiedziała jak rozmawiać z mężczyzną.
      Nie mylmy tu tysięcy wypowiedzianych słów z umiejętnościami komunikacyjnymi w partnerstwie!
      Panie realnie mają o wiele większe możliwości komunikacyjne. Ale oczywiście siadają na laurach uważając, że to wystarcza, że one jakie są to już takie są super, cudowne i z górką to wystarcza do wspaniałego związku. I potrzeba się zająć sukienką, butami i paznokciami. A reszta sama przyjdzie, wliczając w to słowotok.
      To jest coś jak nie czytanie instrukcji obsługi. Jest skomplikowane urządzenie elektryczne, elektroniczne. I teraz – często ludziom nie chce się czytać tego podręcznika użytkowania. Bo przecież „wszystko widać”: są przyciski, są krótkie podpisy. „Przecież ja to umiem obsłużyć!” myśli człowiek, często zagoniony. A tu zonk. Urządzenie nie chce działać. Albo działa nie tak, jak się wydawało, że powinno. Albo, co gorsza, za przyciśnięciem pierwszych trzech klawiszy się psuje całkowicie!
      Kobietom zależy na wielu sprawach, ale..
      Oczywiście, zależy im na „spotkaniu tego odpowiedniego”. Jest to bardzo rozsądna postawa. Ludzi jest tak wiele typów, tak wiele różnych postaw mają. Są całe dosyć złożone systemy podpowiedzi kogo jest dobrze wziąć na partnera, partnerkę. Opierają się one często na astrologii – czy chaldejskiej, czy chińskiej. To pokazuje, jak bardzo oprogramowanie zodiakalne na nas działa. Dobrze się dobrać, to niewątpliwie coś. Czy to zapewnia dalsze dobre działanie w związku? Niewątpliwie daje podstawy.
      Kobietom jednak jak widzę zależy na tym, nie dlatego, żeby pojawiło się partnerstwo, ale „aby to się samo zadziało”. „Bo to takie romantyczne!!! A ja jestem rozważna i romantyczna za razem!”
      Samo to się grzmi i błyska.
      Jak ma się takie postawy, to do związku to prędzej dostanie pani alkoholika i możes dostać ileś grubych słów pod swoim adresem, jak się będzie pani upierać aby „samo się powinno dziać”. Oto karma w obrębie tego samego wcielenia. Jest przyczyna – jest skutek.
      Widzę panie, które starają się, niewątpliwie. Jednak niewątpliwie nie widzę starania o partnera. Starania o siebie widzę. Starania o coś większego – związek, rodzinę – widzę. Jednak widzę też wiele przejawów odrzucenia, testowania (sławne „shit testy”), oceniania, dystansowania się wobec tego, kogo mają jako partnera w swoim związku.
      Partner to ktoś, z kim idziemy w parze ku jednemu celowi. Warto trzymać z nim sztamę.
      A tu co? Panie zachowują się dosyć często jakby miały osobistego, przybocznego drania do wytykania kłopotów i błędów. Niecnego gościa, który tylko czycha na to, żeby coś było nie tak. No tak to się długo nie pociągnie. Statystyki rozwodów pokazują, iż rzeczywiście tak się długo nie ciągnie! Wiele małżeństw się rozpada. A w tych, które są można domyślać się, że nie jest „o niebo lepiej”, tylko może w dużej części po prostu ludzie nie chcą sobie robić tej dużej traumy zwanej rozwodem?
      Dużo mówiąca ankieta
      Pamiętam jedną ciekawą ankietę, skierowaną do panów. Pytanie było proste, co chcielibyście, jakich postaw oczekujecie od wybranek swojego serca? Co by powodowało, abyście panowie mieli prawdziwą motywację do tego, aby zaangażować się w związek do swojej grobowej deski?
      I jakie były odpowiedzi?
      Czy panowie chcieli świetnego seksu?
      Czy chcieli równości w zarobkach i łożeniu na rodzinę?
      Nie, panom zależało najbardziej na jednej sprawie, która leży w obszarze psychologicznym.
      Panowie chcieli, aby ich wybranki stały po ich stronie w życiu.
      Tylko tyle, i aż tyle.
      Wnioski są wielorakie z tej prostej wypowiedzi iluś mężczyzn.
      Po pierwsze – mężczyźni czują się, że są postrzegani jako będący we wrogiej pozycji wobec pań. I one dają im to do zrozumienia odrzuceniem, przechodzeniem na pozycję opozycyjną wobec nich.
      Prymitywne oprogramowanie „neandertalczyka” powoduje, że jak się nie ma tego, co się chce, trzeba walić po głowie, a możę wtedy ktoś po drugiej stronie stanie się poddanym naszym chęciom i może otrzymamy to, czego chcemy. Może to dla człowieka pierwotnego działało. Ale dzisiaj?!! To już miesza w głowie, że można tak myśleć.
      Po drugie – negatywne motywowanie. Jak można oczekiwać, że metody rodem z dawnych szkół, karzących uczniów będą działać? Że jak uczeń dostanie dwóję (a pan dostanie
      Nic to przyjemnego, aby być manipulowanym. Wychodzenie pani do opozycji wobec męża gdy akurat jest jakis kłopot, gdy rodzina przeżywa „burzę na morzu” co mu mówi? Że go tunie chcą, że mu nie wierzą, że uważają, że trzeba go „przydusić”, przymusić, aby się wziął za sprawę. O, jak wiele razy ja od różnych pań, dziewczyn odczuwałem taką postawę, tą presję. Oczywiście mającą wymiar „wyjścia z teamu”, opuszczenia mnie jako człowieka, w trudnej sytuacji. Jeśli nie umiałem wystarczająco dobrze zafunkcjonować – to za chwilę miałem nie tylko problem, ale i znajomą panią w opozycji! To bardzo prymitywne zachowanie i mocno upokarzające, przyznacie.
      Po trzecie – odsuwanie się. Co ciekawe, to panie uważają, że z ich zachowaniem jest wszystko w porządku. Żadna mamusia nie wskazała córeczce, że jej neandertalskie, prymitywne zachowanie nie licuje z wiekiem XX czy XXI. Jak widzę jak żona mojego starszego kolegi w trzy sekundy potrafi przejść od życzliwości do chłodnej opozycji wobec mojego znajomego, to mi się mózg żeluje.. Trzeba nie mieć oczu, żeby widzieć, że  u tej pani uruchamiają się koszmarne postawy.
      A jest doświadczoną, rozsądną w innych obszarach, wysoce wykształconą kobietą, wykonującej bardzo zaawansowany, wymagający zawód, jest na topie społeczeństwa. Czy coś jej przeszkadza w byciu życzliwą wobec swojego męża? Takich przykładów mógłbym podawać wiele.
      Trzeba przyznać, że moje wywody, a także i wyniki ankiety, które pokazały prawdziwą potrzebę mężczyzn pokazują coś dużego. Oczywiście jest to mocno wstydliwe. Polityczne super niepoprawne!
      Dlatego nie liczę na „pozytywne przyjęcie”. Ani też nie liczę na popularność.
      Liczę zaś na kilka osób, które są w stanie to umysłowo objąć i zrozumieć.
      Programy ludzkie
      To nie partnerstwo przyświecało Anunnakom [link] ku temu, aby stworzyć sobie poddanego niewolnika ileś tysięcy lat temu. Partnerstwo mężczyzny i kobiety to by było dla nich jak kamień między zębami w czasie spożywania miłej energetycznej papki, płynącej od ludzi, którą się Anunnaki żywią.
      Tak więc zaprogramowali mężczyznę, aby dążył do zapładniania tak wielu kobiet jak się da, a kobietę, aby dbała o siebie jako o miejsce poczęcia i zrodzenia potomków. To ma się „samo dziać”. Człowiekowi nie jest potrzebna świadomość, ma pozostać niewolnikiem. Coś więcej? Nie, po co.
      Wymagania wobec pań?
      To bardzo dobrze wskazał Bert Hellinger, co jest podstawową przyczyną krachu małżeństwa i rodzicielstwa. I co ma być kamieniem węgielnym małżeństwa.
      To związek rodziców ma być pierwszoplanowy, i na nim mają móc się wesprzeć dzieci. Ma być na tyle silny.
      Jak ma być jednak silny, gdy mężczyzna goni gdziekolwiek, bo nie zastanawia się, bo nie bierze serio zaangażowania?
      Jak ma być silny związek, jak kobieta ma w nosie relację z mężczyzną, a bardziej ją interesuje, „czy jest atrakcyjna?”
      Czy aż tak bardzo mężczyźnie to imponuje, że jest atrakcyjna? A może bardziej go będzie pociągać, że umie z nim być, że dostrzega go, uznaje za wartościowego przez swoją postawę, wypowiedzi?
      Ważniejsze ponad super-hiper wygląd jest to, aby potrafiła stworzyć relację, aby potrafiła umieć podnieść komunikację na taki poziom, aby nieświadoma, nieunikniona relacja męsko-damska zaczęła być możliwa do objęcia przez świadomość.
      Bo dopiero wtedy może się pojawiać partnerstwo.
      Serduszka na fejsbuku tego nie załatwią.
      Nie załatwią tego wymalowane, wycezelowane paznokcie.
      Nie załatwi tego nowe auto w lizingu, ani też nowe kafelki w super łazience.
      Bo nie na tym polega tworzenie więzi w związku.
      Ale panie uważają, że właśnie na tym. Bo ich ciało im to mówi.
      A przecież wszyscy potwierdzali im, że one wiedzą wszystko co wiedzieć powinny!
      I w obszarze partnerstwa nie musza się niczego uczyć.
      Cóż za kłamstwo.
      Nowoczesna cywilizacja dodatkowo mocno wspiera taką bajeczkę, fantazję poprzez trend konsumpcyjny. I ludzie bez Ducha łapią się na to, łykają to bez popitki, te wszystkie „nowoczesne dobra” za kolejne wyrzeczenia. Wyrzeczenia czyli zabraną energię i czas od relacji z mężem, partnerem i z dziećmi.
      * Skąd brać mądrość?
      Gdzie się o tym ma kobieta nauczyć? Od mężczyzn, od tych, którzy mają refleksyjność, od tych, którzy wiedzą jakie idee realnie, rzeczywiście wspierają małżeństwa, związki.
      A takich mężczyzn jest co kot napłakał.
      Raz, że ogromna ilość pochodzi z Linii Ewolucyjnej, a dwa, że spora część jest bez Ducha (nawet ci, którzy są spoza L.E.).
      No i panie są „skazane” na domyślanie się i wystawione na swoje ciało, które każe im „dobrze wyglądać” zamiast dobrze funkcjonować. Każe im dbać o potomstwo, zamiast dbać o związek.
      Kto ma uszy niechaj słucha – kto jest w stanie odebrać ten przekaz, to odbierze. Większość nie odbierze. Dla większości ludzi w populacji jest to głos głuchego dzwonu, nie obudzi ich, bo też i nie ma tam u nich co się budzić. Trzeba to brać pod uwagę, że żyjemy w społeczeństwie, które mimo, iż „szkolone” to w większości nigdy „wyszkolone” nie będzie, niezależnie jak bardzo nauczyciele różnych szczebli by się nie przykładali (pracowałem wiele lat jako nauczyciel, więc wiem co nieco o tym).
      Ale ci, którzy mają na to uszy otwarte, którzy poszukują tej wiedzy, odkłamania rzeczywistości, zobaczenia jej w realnym świetle, zauważą zarówno ograniczenia i uwarunkowania, w których żyją, które przynosi im ich własne życie,
      jak i zobaczą drogi wyjścia, że jest tu i tu szansa, że tu i tu jest jednak (chociaż niewielka) możliwość, „aby się udało”.
      Bo może się udać. I w związkach, i w rodzinie, i w wychowaniu dzieci.
      Czego szukać u drugiej strony?
      Ludzie szukają „tego odpowiedniego chłopaka”, „tej odpowiedniej dziewczyny”. Jest to jak najbardziej poprawne. Ale.. czy dobrze wiedzą kogo? Czy dobrze wiedzą jakimi kryteriami się kierować, jak ten ktoś wymarzony miałby postępować?
      Tu, w tym tekście daję jedno wskazanie.
      Chłopak ma szukać takiej dziewczyny, która jest nastawiona na partnerstwo, a nie na „bycie panią w związku”. Tu wskazanie jest proste. Sam chłopak ma oczywiście też chcieć pracować na zaangażowaniem w związek. Ale jak ona chce się angażować w partnerstwo (a nie w wysławianie siebie pod niebiosa), to i on to łatwiej zrobi.
      W stosunku do kobiet jest ciężej. Związek jest jej domeną, więc ona więcej tu znaczy.
      Dziewczyna ma nie tyle coraz bardziej upiększać siebie, bo to jest działanie zewnętrzne, które dosyć szybko transportuje ją w obszar bez realnego zwycięstwa, natomiast przywodzi w obszar zainteresowania panów mających symbionty (krokodyle). Którym bardzo podoba się „dziewczyna z tej wyższej półki, dziewczyna lepszej jakości”. Krokodyle tylko czekają, żeby coś było niezwykłe materialnie, lepszej jakość. Lepsza kiecka, lepsze buty, lepszy makijaż. To dla nich! Dla nich to Najlepsze, bo kr. przecież jest tego warty! Sami widzicie, że bezrozumne upiększanie siebie więcej i więcej w prosty sposób przyciąga uwagę tego najgorszego, co kobiecie się może zdarzyć.
      (Chociaż wiele bezmyślnych panien właśnie tego chce! nie wiedząc, że za 20 lat będą bardzo przygnębione tym biologicznie sterowanym wyborem.. Będą narzekać i biadać i wypominać.. ale same się ku temu przysłużyły. To tak aby pokazać ciąg przyczynowo – skutkowy.)
      I tak właśnie kosmetyki nawet mają te reklamy „Jesteś tego warta!”
      Panie też mają duże wyzwania, ponieważ (zwłaszcza te, które nie trenują partnerstwa, a opierają się na swojej osobistej fantastyczności) to te panie właśnie ciągnie do drani, do tych, którzy tak świetnie wyglądają i funcjonują! A są to oczywiście ci panowie z symbiontami.
      Są to ci, którzy pierwsi zauroczą swoją przebojowością, uśmiechem i pierwsi potem rzucą w cholerę tę dziewczynę bo przyjdzie lepsza szprycha od niej. I młodsza, zwłaszcza po iluś latach relacji.
      i koniec. Warto się wyzwolić!
      I tyle, więcej nie ma co gadać. Jak komuś mało tekstu, można ten przeczytać ileś razy. Wskazania są krótkie i zwięzłe, ale korzyści z zastosowania mogą być ogromne, rozlewające się na całe życie partnerskie, małżeńskie, bycie rodzicem, babcią, dziadkiem, przeżywanie zaspokojenia w tej sferze.
      Kto zrozumie – może się liczyć w poczet tych szczęśliwców, którzy mają refleksję. I widzą „masy ludzkie”, które są rządzone przez energetyczne edykty Anunnackie, ale nie dla ludzkiego szczęścia. Dla zrobienia z nas nieszczęśliwych, cierpiących niewolników, którzy nawzajem ze sobą się biją, także (a może przede wszystkim) emocjonalnie. I w związkach.
      Niemniej.. nic nie stoi realnie na przeszkodzie, aby podjąć pracę nad sobą (czasami ciężką i wymagającą samozaparcia wobec nachalnej biologii) i z tej nieświadomej masy się wyzwolić.
       
       
    • By Endeg
      I znów promowanie porozwodowego związkowego spierdolenia, karyniarstwa, wymagań i oczekiwań prosto z rdzawego oczka oraz białorycerstwa level Eiffel (te wyznania "na randki wydałem fortunę"). 🙃
       
      Zaserwowany koktajl dla mnie niestrawny, ale gdyby nie Marek i nasze Forum, może bym teraz chłonął jak gąbka wypociny od "mainstreamu".
      Ku przestrodze można poczytać.
       
       
      http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,25161810,matka-mojego-chlopaka-przestrzegala-go-przede-mna-mowila.html
    • By Kelner Panic
      GFE to "Girlfriend experience", czyli usługa którą coraz więcej pań ma w ofercie: bycie oddaną dziewczyna/kobietą na godziny, za pieniądze. Czym się to różni od standardowej wizyty u prostytutki? Otóż tym, że klient jest traktowany jak osobisty chłopak usługodawczyni. Może liczyć na przytulanki, całusy i inne pieszczoty, może ponarzekać na szefa/kolegów/żonę/cokolwiek. Może też, jeśli chce, rozpieszczać tą panią (np. minetką). Przeglądalem ostatnio platformę adultwork.com pod tym kątem i w zasadzie jest to już kierunek dominujący, i to dość mocno. Nie znalazłem profesjonalnego opracowania tego tematu, być może dlatego że źle sie to googla - po wpisaniu "Girlfriend experience" wiekszość wyników dotyczy serialu. Może którys z Braci podeśle coś naukowego w temacie po polsku lub angielsku? Chetnie poczytam. Ciekawi mnie geneza i zasięg tego trendu.
    • By Majkel90
      Otóż mój problem polega na tym że 2 tygodnie temu w niedzielę  poklocilem się z dziewczyną o durna grę (gra na fejsie co się odpowiada na pytania) w która wybrałem bardziej odpowiedź która mi pasuje. Od tamtej pory dziewczyna się nie odzywa do mnie normalnie, gadaliśmy o tym jakoś 3 dni pozniej. Stwierdziła że jak skłamałem w grze to cały czas będę ją oklamywac. Jakoś tego nie przyjęła mówi że ma blokadę i że nie może być z kimś takim kto będzie kłamał. Wytłumaczyłem jej ze to tylko gra i zawzs jestem szczery w związku. Powiedziałem też że to trochę dziwnie że przez takie małe kłamstwo chce skończyć to co między nami było. Do tego co chwilę ktoś pisał na messengera i nie chciała pokazać kto. Powiedziała dlaczego mi jej słowo mi nie wystarczy i później odwiozlem ja na chatę. Wzięła swoje rzeczy z auta i wyszła. Najgorsze jednak jest to że jak pisaliśmy ostatnio to palnelem głupotę że w sobotę sobie odreaguje ten ciężki dzień co miała i czy kolega też przyjedzie.(w ogóle razem pracujemy i przez ten czas gadała z typem co chwila a ja kurwica choć generalnie typ ma babe i w ogóle) Myślałem że podjedzie i pogada chociaż żeby złagodzić. Wkurzyła się i powiedziała że jak tak odwalilem to nie chce miec kontaktu. Nie to miałem na myśli że jak ona mi napisała "zarzucam jej ze się spotyka z kimś" tylko byłem zły a do tego po 3 piwkach 😕 i w sumie też nie wiem czemu to napisałem. Jak myślicie co mogę zrobić żeby to naprawic. Nieodzywam się do siebie od paru dni w ogóle 
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.