Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Morfeusz

Jak długo potrwa kryzys gospodarczy?

Recommended Posts

Niemcy, największy odbiorca naszego eksportu, ocierają się już o recesję. Strefa Euro hamuje, co pokazują wskaźniki wyprzedzające, w tym PMI. Nawet politycy PiS, zaczynają wymawiać słowa "spowolnienie", "kryzys". Prawdziwe kłopoty mogą się zacząć, kiedy pęknie bańka kupowania po kilka mieszkań pod wynajem. Często na kredyty na 20 - 30 lat.

 

Moim zdaniem w przypadku silnej recesji, banki centralne mogą znów dodrukować biliony pustej gotówki. Żeby zatkać dziurę w tonącym statku nogą, na jakiś czas.

Dlatego spowolnienie może potrwać moim zdaniem do 2 - 3 lat. Zaś bezrobocie w Polsce rosnąć może, do ok. 4 lat, czyli do ok. 2024r. Część ekonomistów prognozuje 5 letnie spowolnienie.

 

Jestem ciekawy Waszych opinii:

1. Jak długo Waszym zdaniem potrwa kryzys gospodarczy albo spowolnienie?

2. Czy dalsze rozdawnictwo pieniędzy doprowadzi tylko do łagodnej formy (spowolnienia gospodarczego), kosztem wysokiej (realnej nie GUSowskiej) inflacji?

3. Czy budujecie poduszkę finansową, pomagającą przetrwać czas kryzysu i rosnącego bezrobocia?

 

 

EA3c_nkW4AAJ2PN.png

 

PKB czeka silny zjazd. Stopa bezrobocia pójdzie w górę.

zale%C5%BCno%C5%9B%C4%87-PMI-Polska-i-dy

 

Kryzys w 2020 roku: za nami szczyt cyklu dziesięcioletniego na rynku pracy i w polskiej gospodarce.

https://www.michalstopka.pl/kryzys-w-2020-roku-nami-szczyt-cyklu-dziesiecioletniego-rynku-pracy-polskiej-gospodarce-list-akcjonariuszy-listopad-2019/

Edited by Morfeusz
  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeśli ma być kryzys, to po jaką cholerę nasi rządzący ściągają tutaj tylu imigrantów zarobkowych ?

Kryzys potrwa tyle, na ile politycy pozwolą.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Morfeusz napisał:

1. Jak długo Waszym zdaniem potrwa kryzys gospodarczy albo spowolnienie?

Wszystko jest takie samo i nic nie jest takie samo. Patrząc przez pryzmat wieloletnich cykli Kondratiewa, moim zdaniem mamy obecnie głównie "jesień" z sygnałami "zimy". Teoretycznie każda z fal powinna trwać 1-2 dekady. Tyle, że dochodzą czynniki wydłużające te cykle oraz to, że jednak różne regiony świata są w różnych fazach cyklu, więc interferują ze sobą.

Z tegoż samego bloga:

 

Cztery-cykle-kondratiewa.png

 

Cytat

2. Czy dalsze rozdawnictwo pieniędzy doprowadzi tylko do łagodnej formy (spowolnienia gospodarczego), kosztem wysokiej (realnej nie GUSowskiej) inflacji?

To raczej skutek (i metoda) a nie przyczyna. Zresztą, systemowe ignorowanie znacznie ważniejszych problemów zemści się prędzej niż później. Na chwilę obecną pompuje się w gospodarki ogrom "pieniędzy" co o dziwno nie pociąga za sobą jakiejś znaczącej inflacji ulicznej. Najprawdopodobniej więc, służy jedynie ukryciu/powstrzymaniu krachu. Więc w zasadzie to co robi FED, EBC czy BOJ (a nawet PiS) to kupowanie czasu. 

Cytat

3. Czy budujecie poduszkę finansową, pomagającą przetrwać czas kryzysu i rosnącego bezrobocia?

Milczenie jest złotem ;)

I złota zasada - zasady ustala ten, kto ma złoto ;)

  • Like 6

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak na mój łeb, potrwa tyle ile będzie się opłacać. Konkretnego czasu nikt nie przewidzi bo załamanie gospodarcze podobno ma być wywołane sztucznie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Morfeusz napisał:

1. Jak długo Waszym zdaniem potrwa kryzys gospodarczy albo spowolnienie?

2. Czy dalsze rozdawnictwo pieniędzy doprowadzi tylko do łagodnej formy (spowolnienia gospodarczego), kosztem wysokiej (realnej nie GUSowskiej) inflacji?

3. Czy budujecie poduszkę finansową, pomagającą przetrwać czas kryzysu i rosnącego bezrobocia?

1. Nikt tego nie wie.

 

Ten kryzys będzie pod pewnymi względami inny niż kryzys z lat 2008 - 2013. To będzie w większym stopniu kryzys handlowy, a nie finansowy. W poprzednim kryzysie wygrały te gospodarki, które mogły obniżyć wartość pieniądza i konkurować kosztami produkcji. Wynikało to z tego, że na świecie był niedobór pieniądza i konkurencję wygrywał tańszy towar lub usługa. Tym razem na świecie jest nadmiar pieniądza. Właściwie pieniądze nie są problemem (do czasu hiperinflacji). Zamiast tego pojawiają się sztuczne bariery w handlu. Jedną z cech nadchodzącego kryzysu będzie silny protekcjonizm. Nasza gospodarka jest w coraz większym stopniu oparta na eksporcie i niestety silnie odczuje nadchodzący kryzys.

 

2. Rozdawnictwo tak, jak aspiryna łagodzi przebieg ale nie skutki choroby. Jeśli państwa UE będą pompować pieniądze w gospodarkę, np. w formie zamówień publicznych, nie będziemy mieli innego wyjścia i też będziemy musieli tak zrobić. Nawet kosztem wysokiej inflacji. O inflacji była już dyskusja na tym forum i to nie jest dobre wyjście.

 

3. Właściwie nie wiadomo, w jaki sposób się przygotować. Wydaje mi się, że lepiej dywersyfikować przychody niż odkładać pieniądze. Szukać nowych rynków, nowych odbiorców usług, szukać fuch i chałtur, zdobywać nowe kompetencje.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, Morfeusz napisał:

Czy dalsze rozdawnictwo pieniędzy doprowadzi tylko do łagodnej formy (spowolnienia gospodarczego), kosztem wysokiej (realnej nie GUSowskiej) inflacji?

Jeszcze do tego się odniosę, bo umknęła mi Twoja uwaga o rozjechaniu się realnej inflacji z GUSowską. Rzecz jasna mówiąc "inflacja" mamy na myśli CPI a nie agregaty pieniężne, które aktualnie są w stratosferze. Od przyszłego roku w związku ze znaczącymi podwyżkami cen energii (szacuje się nawet o 40%, ale kto to wie?), moim zdaniem GUS nie da rady wówczas dłużej żonglować koszykiem zakupów, żeby schować inflację. Jak w końcu wyjdzie we wskaźnikach, sektor bankowy da sobie zielone światło na urealnienie - o ile nie oprocentowania kredytów (bo stopy % będą i tak leżały w gestii NBP), to w innych sposobach podniesienia ceny kredytu.

 

Ilość samych kredytów hipotecznych-mieszkaniowych szacuje się obecnie na 2.5 mln sztuk. Zakładając, że wzięły je rodziny trzyosobowe (trochę singli, trochę małżeństw z dziećmi) może się pojawić problem dla 7 mln ludzi. A samych pracujących jest w Polsce tylko jakieś 16 mln. Znaczący wzrost kosztów obsługi kredytu ograniczy rodzinom możliwości konsumpcyjne, więc po pierwsze - spadnie siła napędowa gospodarki nakręcana popytem wewnętrznym i po drugie, więcej pieniędzy "zniknie" (spłacony kredyt to anihilacja pieniądza, stworzonego kredytem). Więc widmo "zimy Kondratiewa" w postaci deflacji i delewarowania gospodarki, wydaje się bardzo realne. Czyli w konsekwencji - pęknięcie bańki nieruchomości (tu jeszcze kataster i kiepska demografia będą grały pierwsze skrzypce wkrótce) i prawdopodobna bessa na giełdzie. Przecież WIG jest wciąż blisko historycznych maksimów. 

 

Ponadto zdaje się, że zapadła klamka w kwestii tzw. "mienia bezspadkowego" i będzie trzeba nas odcedzić z circa 300 mld $ czyli połowy całkowitego, rocznego PKB Polski. 

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tego ile to potrwa to nikt nie wie. Jedno jednak jest tu moim zdaniem pewne: im bardziej i dłużej rządzący oraz urzędnicy majstrują przy gospodarce, tym dłużej tego typu kryzysy czy spowolnienia trwają. Przykładem może być wielki kryzys z 1929 roku. Kongres wraz z prezydentem, najpierw Hoover'em, a potem z Roosevelt'em regulowali gospodarkę różnego rodzaju ustawami, które przedłużyły wielki kryzys aż do do przystąpienia USA do II wojny światowej. Nieco wcześniej w USA na początku lat 20-tych też był kryzys, jednak trwał on zdecydowanie krócej, ponieważ rząd nie robił nic, nie interweniował w gospodarkę, nie regulował jej i w ciągu kilkunastu miesięcy wszystko powróciło na właściwe tory. Dziś niemal nikt nie wyobraża sobie, aby rządzący nie robili nic w sytuacjach podbramkowych lub kryzysowych.

 

Rozdawnictwo pieniędzy może moim zdaniem tylko i wyłącznie pogłębić kryzys. Te pieniądze trzeba będzie albo pożyczyć albo dodrukować. Pierwszy scenariusz spowoduje wzrost zadłużenia, a drugi jeszcze większy wzrost inflacji. Scenariusz inflacyjny dla redukcji długu jest jednym ze scenariuszy pozbycia się go, jednak jakim to będzie kosztem. Siła nabywcza naszych pensji może gwałtownie spaść. Oby nie nastąpiła hiperinflacja jak na przełomie przemiany ustrojowej.

Edited by Krugerrand
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Prasy drukarskie /choć technicznie to bardziej klawiatury/ są rozgrzane do czerwoności i pompują w światowe gospodarki coraz więcej i więcej pieniędzy, ten czynniki odsuwa w czasie gwałtowne hamowanie ale w nieskończoność odkładać go się nie da. Swoją drogą ja z utęsknieniem czekam aż bańka pęknie, to i idealny moment aby kupować nieruchomości i ruchomości. Pozdrawiam :)  

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poczekajcie rok... Gospodarka Ukrainy idzie w siłę. Odradza się. Ludzie będą zwracać na Ukrainę.To raz.

Dwa, rozszczenia o Ukraińców, już mają Francuzi i Niemcy. 

Za rok Morawiecki i Kaczka będą w czarnej dupie :)

 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Krugerrand said:

Kongres wraz z prezydentem, najpierw Hoover'em, a potem z Roosevelt'em regulowali gospodarkę różnego rodzaju ustawami, które przedłużyły wielki kryzys aż do do przystąpienia USA do II wojny światowej. Nieco wcześniej w USA na początku lat 20-tych też był kryzys, jednak trwał on zdecydowanie krócej, ponieważ rząd nie robił nic, nie interweniował w gospodarkę, nie regulował jej i w ciągu kilkunastu miesięcy wszystko powróciło na właściwe tory.

Cieszę się że o tym piszesz. Odnoszę wrażenie że wielki kryzys w USA ludzie kojarzą "ze złą giełdą pełną chciwych ludzi" a nie z zaburzeniem wolnego rynku poprzez regulacje państwa. Obecnie mamy też silnie regulowaną gospodarkę. Nie wykluczone że kryzys z 2008 był odpowiednikiem tego z lat 20tych w USA a prawdziwy dopiero nadchodzi. Poza ciężkimi czasami przyniesie też mam nadzieje de-regulacje, zwolnienia urzędników i powrót wolnego rynku. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja tam wieszczę selektywną zagładę, w której uciemiężeni będą żerować na ciemiężcach.

Dużo spalonych opon, dymy, gdzieniegdzie szubieniczka, jakaś wkrętarka z opitolonego Leroya.

Ogólnie rzecz biorąc rozpierducha.

Czasy końca (czyjegoś).

Zew wolności pośród zgliszczy.

Nowy początek.

Stary koniec.

My dobrze wiemy gdzie ich szukać a ochrona ma lepkie rączki.

Znikąd pomocy, wszystkie wyjścia ktoś polał smołą.

Wycie pośród ciemności i jęki zawodu za dnia.

Wyzwolenie!!!

 

Tak pomijając Proroctwo mam z przedostatniej pracy taką fajną tabelkę w excelu.

Kto, gdzie mieszka, ile może być warty, czy posiada broń itd.

 

Hohoho (to nie Święty Mikołaj).

 

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, Still napisał:

Poczekajcie rok... Gospodarka Ukrainy idzie w siłę. Odradza się.

No nie wiem, jakoś polacy niechętnie wracają z powrotem. Gospodarka Ukrainy jest na etapie naszego komunizmu, czyli lata 80/90, z roku na rok nie da się tego zmienić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To wszystko to jest celowa robota. Kryzys tyle będzie trwał ile ludzie przy władzy będą chcieli.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja jestem zwolennikiem monetarystycznej teorii ekonomii. Zatem mimo pompowania przez największe banki centralne pieniędzy w gospodarkę by utrzymać popyt inwestycyjny i ceny akcji oraz wprowadzaniu sprytnych zabiegów księgowych i utrzymywaniu niskich stóp procentowych, w długim okresie nie będzie to miało przełożenia na zagregowany poziom dobrobytu. Tego czego powinniśmy pilnować to własne finanse oraz przede wszystkim nie dać się propagandzie „kryzysu”. Człowiek rozumny zawsze znajdzie wyjście z sytuacji, natomiast trzeba bardzo uważać na przyklepywanie pewnych ustępstw w związku z mitycznym kryzysem, o którym trąbi rząd zapewne do spółki ze spekulantami. Nie dajmy przehandlować własnej godności i praw za łatanie fabrycznych dziur systemu bankowo-finansowego.

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 godzin temu, Morfeusz napisał:

Jestem ciekawy Waszych opinii:

1. Jak długo Waszym zdaniem potrwa kryzys gospodarczy albo spowolnienie?

Może to być już trend stały. USA i przede wszystkim Chiny mają zdecydowanie bardziej konkurencyjne gospodarki, a Europa na tyle przyzwyczaiła się do dobrobytu, że może nie być możliwe wymuszenie na ludziach zaciskanie pasa.

14 godzin temu, Morfeusz napisał:

2. Czy dalsze rozdawnictwo pieniędzy doprowadzi tylko do łagodnej formy (spowolnienia gospodarczego), kosztem wysokiej (realnej nie GUSowskiej) inflacji?

Rozdawnictwo pieniędzy doprowadzi do tego, że kiedy przyjdzie spowolnienie lub recesja państwa Polskiego nie będzie stać na jakiekolwiek formy realnego wpływu finansowego na gospodarkę krajową i obywateli. Dodatkowym efektem może być obcinanie świadczeń socjalnych co przyspieszy ubożenie społeczeństwa.

14 godzin temu, Morfeusz napisał:

3. Czy budujecie poduszkę finansową, pomagającą przetrwać czas kryzysu i rosnącego bezrobocia?

Tak.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
14 hours ago, Morfeusz said:

3. Czy budujecie poduszkę finansową, pomagającą przetrwać czas kryzysu i rosnącego bezrobocia?

Jeśli poduszką finansową są oszczędności to jest to niebezpieczne. W przypadku hiper inflacji, zamrożenia kont w bankach można zostać na lodzie. Bardziej warto inwestować w samowystarczalność i użyteczne dla przeżycia przedmioty. Zapas drewna, piły siekiery będą miały większą wartość w kryzysie niż gotówka.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Orybazy napisał:

Odnoszę wrażenie że wielki kryzys w USA ludzie kojarzą "ze złą giełdą pełną chciwych ludzi" a nie z zaburzeniem wolnego rynku poprzez regulacje państwa.

Odnosisz bardzo dobre wrażenie. Tego przecież nas uczono w szkołach. To ci wredni i podli kapitaliści doprowadzili do kryzysu, a polityka Nowego Ładu wyprowadziła USA z recesji. Było jednak zupełnie odwrotnie. Po kryzysie z początku lat 20-tych do akcji po raz pierwszy wkracza FED regulując stopy procentowe oraz podaż pieniądza. W wyniku łatwego dostępu do kredytu oraz zwiększonej w latach 20-tych podaży dolarów o 60% wywołuje się bańkę spekulacyjną na amerykańskiej giełdzie. W dodatku kilka tygodni przed Czarnym Czwartkiem odbywa się w Kongresie pierwsze czytanie ustawy o cłach nazwanej później ustawą Smoot'a-Hawley'a. Doprowadziło to do odpływu z amerykańskiej giełdy kapitału i spowodowało kryzys. Inwestorzy wyczuli nadciągającą wielkimi krokami katastrofę jaką wprowadziłyby w USA cła. Potem Nowy Ład w postaci rozszerzania ceł, regulowania płac, podwyższania podatków, wprowadzenia obowiązkowych ubezpieczeń społecznych oraz dawania ogromnych przywilejów związkom zawodowych zamiast ugasić pożar, dolał oliwy do ognia i przedłużał kryzys.

Edited by Krugerrand
  • Like 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
46 minut temu, Orybazy napisał:

W przypadku hiper inflacji, zamrożenia kont w bankach można zostać na lodzie.

No jeszcze może dojść do tego "cypryzacja" oszczędności/lokat, o czym zdaje się wszyscy juz niemal zapomnieli. A euro-prawo wyraźnie od jakiegoś czasu stanowi, że w razie "W" pieniądze zdeponowane w banku nie należą do posiadacza konta, tylko mogą zostać... "ubankowione" (dyrektywa BRRD). Całkowicie legalnie mogą zostać skonfiskowane. 

  • Like 3
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 hours ago, Morfeusz said:

2. Czy dalsze rozdawnictwo pieniędzy doprowadzi tylko do łagodnej formy (spowolnienia gospodarczego), kosztem wysokiej (realnej nie GUSowskiej) inflacji?

Będzie tak jak w Japonii kilka lat temu, lub USA w latach 70tych. Dodruk będzie na masową skale, rozdawanie pieniędzy w ramach socjalu lub w ramach ratowania instytucji "too big to fail". Drukowanie będzie na całym świecie, kto się wyłamie to dostanie taką nauczke jak Turcja. Stała wysoka inflacja. W kilkanaście lat inflacyjne wyjście z zadłużenia.

16 hours ago, Morfeusz said:

Prawdziwe kłopoty mogą się zacząć, kiedy pęknie bańka kupowania po kilka mieszkań pod wynajem.

Poniżej zmiana ceny metra kwadratowego mieszkania (czerwone), średnia dla całej Polski liczona przez GUS z uwzględnieniem inflacji liczonej przez GUS. Żółte to ceny gruntów ale już nie pamiętam skąd to wziąłem.

s5zSWjy.png

 

Poniżej kolejny wykres. Cena 1 metra kwadratowego to średnia dla całego kraju, z uwzględnieniem Polski B. Na samym dole wykresu jest informacja w koloże oliwkowym ile metrów kwadratowych można kupić za średnie wynagrodzenie brutto.

 

Z tego widać, że przeciętnego Polaka stać zakup co raz większej ilości metrów kwadratowych przeciętnego polskiego mieszkania.

 

idAIIBJ.png

 

Gdzie jest ta bańka? To prawda, że dużo kupuje się mieszkań na wynajem, ale nadal w Polsce tylko 15% mieszkań jest wynajmowanych, gdy w krajach rozwiniętych jest to 40%. Tendencja będzie szłą w kierunku wynajmowania ze względu na konieczność mobilności społeczeństwa w poszukiwaniu pracy.

 

16 hours ago, Morfeusz said:

3. Czy budujecie poduszkę finansową, pomagającą przetrwać czas kryzysu i rosnącego bezrobocia?

Poduszka tylko ze złota. Trzymanie gotówki to strzał w kolano.

 

Jeżeli ktoś nie rozumie co to znaczy "z uwzględnieniem inflacji" proszę się dowiedzieć i dopiero potem komentować.

Poprawiony drugi wykres. Niestety nie moge już edytować poprzedniego posta.

i4jDcsT.png

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawa dyskusja, ciekawe wnioski.

Dodam jeszcze od siebie, że na kryzys trzeba również patrzeć pozytywnie. To okres, w którym wielu przedsiębiorczych ludzi może zakupić tanio usługi, dobra które później będą mogły na niego pracować. Nie mam tutaj na myśli tylko i wyłącznie mieszkania, ale ziemi, biznesów itd. Kryzysem można obniżać presję płacową. Kryzysem można motywować większe negocjacje kontraktów czy umów na swoją korzyść. Kryzys to czas, w którym spekulanci mogą zarobić. Przy czym spekulacja sama w sobie nie jest zła i nie należy jej tak traktować. Kryzys odmieniany jest przez przypadki i nacechowany negatywnymi emocjami. Dla większości rzeczywiście się pogorszy, ale dla tych którzy potrafią wykorzystać ten czas, z pewnością się polepszy - czego i wam życzę :)

Edited by zordon
  • Like 6
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

1. Jak długo Waszym zdaniem potrwa kryzys gospodarczy albo spowolnienie?

Samo słowo "kryzys" jest nacechowane ujemnie. Wolę określenie "okazja". Natomiast przewiduję kilka etapów:

- do wyborów prezydenckich - zastój. Będzie jak jest, plus więcej socjalu. Wiele będzie hałasu o ZUS, podatki itp - bez większych efektów. Stopy pozostaną, inwestycje w "nieruchomości" będą pompowane.

- zakładając zwycięstwo PiS (Duda/Szydło) - zależnie od sytuacji światowej, najpierw wzrost opresji podatkowej, następnie kataster. W międzyczasie - wprowadzenie Euro jako waluty. Możliwa rewaloryzacja 500+. Czas trwania - do dwóch lat od wyborów prezydenckich.

- korekta stóp procentowych (niewielka) - w połączeniu z podatkami i katastrem, wymusi zastopowanie budownictwa i kupowania mieszkań inwestycyjnych. Cel - likwidacja klasy średniej. Możliwe zaleczanie efektów poprzez specjalne programy socjalne. Czas trwania - dwa do pięciu lat od wprowadzenia katastru (zależy jak długo utrzyma się pierwsze mieszkanie nieopodatkowane).

W międzyczasie, mało ważne ale znaczące:

- zwiększenie opresji podatkowej dla małych przedsiębiorców, w połączeniu z regulacjami ustawowymi dostępności zawodów. Metoda małych kroczków.

- "reforma" edukacji, kolejna. Tym razem - uregulowanie i opodatkowanie rynku korepetycji, jako "dodatkowego zarobku" tylko dla nauczycieli.

- "reforma" służby zdrowia. Na razie - nikt nie wie w jaką stronę, może skończyć się wprowadzeniem "5zł za wizytę", lub obostrzeniami dla absolwentów uczelni medycznych.

Nie do przewidzenia jest natomiast kwestia ustawy 447. Czy wystarczy ciągłe spłacanie wyłącznie odsetek od mitycznych 300mln? Czy też może rząd odkupi od deweloperów mieszkania, do oddania w naturze, za nasze podatki? Sporo zależy od sytuacji w Izraelu, jak będą stali z zapasami wody, i co zrobi Iran. Przypomnę o "Operacji Most" - zawsze może zadziałać w drugą stronę...

Inna kwestia nie do przewidzenia to Chiny, i rola juana/renminbi w gospodarce światowej. Tutaj, jedna decyzja może odwrócić całą światową gospodarkę do góry nogami. Przykład - giełda ropy w Arabii Saudyjskiej, przyjmuje nagle rozliczenia w juanach, a Chiny wysyłają "mały oddział doradców", milion czy dwa, do obrony "niezależności" w tym kraiku.

 

2. Czy dalsze rozdawnictwo pieniędzy doprowadzi tylko do łagodnej formy (spowolnienia gospodarczego), kosztem wysokiej (realnej nie GUSowskiej) inflacji?

Inflacja realna od danych GUS już dawno odpłynęła. Ale po coś dane GUS są potrzebne. Dalej twierdzę, że sporo z tego co robią rządy (tak PO jak i PiS), można wytłumaczyć stabilizowaniem kursu PLN/EUR, jako warunku przyszłego wprowadzenia Polski do strefy Euro. Także na razie będzie doraźne sypanie groszem, aż - po wyborach prezydenckich - dostaniemy się do strefy Euro. Oczywiście wtedy inflacja będzie skokowa, ale z tendencją do ustabilizowania po roku-dwóch.

Na spowolnienie gospodarcze ("kryzys") w dziale małych przedsiębiorstw i osób fizycznych nikt nie będzie patrzył, bo jest ono celem politycznym, a nie problemem gospodarczym...

 

3. Czy budujecie poduszkę finansową, pomagającą przetrwać czas kryzysu i rosnącego bezrobocia?

Mistrz Nicolo M. twierdził "złoto i żelazo", co dzisiaj rozszerza się na "złoto, żelazo, ołów, piach i proch":

Krugerrandy, stal (prefabrykaty/broń sieczna), ołów (kule/materiał), piach czyli elektronika, i proch czyli zarówno proch do broni, jak i prochy/leki.

Dodatkowo bezpieczna lokalizacja poza miastem (woda+prąd własne), umożliwiająca uruchomienie serwisu/manufaktury bardziej skomplikowanych dóbr. Przykład - lekarz inwestujący w narzędzia do wykonywania operacji, aptekarz inwestujący w aparaturę do produkcji podstawowych leków... Zamiast zanosić w zębach swoje złoto do innych, za podstawowe dobra do przeżycia, lepiej być tym któremu inni zanoszą swoje złoto, bo dostarcza niezbędnych usług/produktów.

 

  • Like 3
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeżeli ktoś ma coś na GPW w celach spekulacyjnych, to subiektywnie polecam sprzedać. Na 99%, za kilka - kilkanaście miesięcy, odkupi te akcje taniej, o kilkadziesiąt %.

 

Composite leading indicator (CLI) to wskaźnik wyprzedzający koniunktury liczony przez OECD. Wyprzedza często ruchy polskiej giełdy o kilka miesięcy, a gospodarki o jeszcze dłuższy okres. Przewidział z wyprzedzeniem pęknięcie bańki spekulacyjnej na giełdzie w 2007r. Podobnie odbicie w górę, po bardzo długim spadku (2007-2008) i hossę od lutego 2009r. 

Jak na razie systematycznie pikuje w dół dla Polski. Czeka nas krótsza albo dłuższa bessa.

88953bd95e3450e1med.jpg

https://data.oecd.org/leadind/composite-leading-indicator-cli.htm

19 godzin temu, Rnext napisał:

Tyle, że dochodzą czynniki wydłużające te cykle

Dokładnie, cykli gospodarczych nie unikniemy. Choć mogą być zaburzane albo skracane, np. jeszcze większym dodrukiem pieniądza.

19 godzin temu, LiderMen napisał:

Konkretnego czasu nikt nie przewidzi bo załamanie gospodarcze podobno ma być wywołane sztucznie.

Sztucznie to ono było maskowane, dodrukiem pieniądze. Każda zdrowa gospodarka przechodzi na przemian, fazy ożywienia i spowolnienia.

18 godzin temu, Oktabryski napisał:

1. Nikt tego nie wie.

Moim zdaniem warto obserwować wskaźniki wyprzedzające koniunktury, jak CLI, PMI, itp. Zwykle ich odbicie z bardzo niskich poziomów, pokazuje że kryzys zbliża się do końca. Poprzez wzrost liczby nowych zamówień w firmach, inwestycji, itd.

6 godzin temu, misUszatek napisał:

Gdzie jest ta bańka?

Minimalną w Polsce zarabiało do niedawna ok. 1,3 mln pracujących. W przyszłym roku ma to być ok. 1,5 - 1,6 mln. 

Do tego dochodzi kupowanie mieszkań pod wynajem (spekulacja) na kredyt. Wobec demografii, która pokazuje, że mieszkańców Polski ubywa. Za kilkanaście lat mieszkańców będzie przybywać już tylko w Warszawie. Reszta miast będzie się wyludniać, coraz szybciej. 

Widzisz już, że bańka mieszkaniowa pod najem pęknie? Nie będzie chętnych na najem, mieszkania będą stać puste, choćby kosztowały po 1 mln zł, w skutek inflacji.

6 godzin temu, zordon napisał:

Dodam jeszcze od siebie, że na kryzys trzeba również patrzeć pozytywnie.

Owszem, każdy zdrowy kryzys oczyszcza rynek. Często z osób i firm nadmiernie zadłużonych oraz prze-inwestujących, które zostają niestety bankrutami. 

To taka brutalna forma oczyszczenia z chorej tkanki.

5 godzin temu, Kespert napisał:

Mistrz Nicolo M. twierdził "złoto i żelazo", co dzisiaj rozszerza się na "złoto, żelazo, ołów, piach i proch":

Środki trwałe i metale szlachetne, mogą być dobrą formą zabezpieczenia części kapitału w czasie kryzysu. 

Moim zdaniem warto inwestować wtedy, również w nowe umiejętności. Przydatne w bardziej surowych czasach. 

Edited by Morfeusz
  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
47 minutes ago, Morfeusz said:

Reszta miast będzie się wyludniać, coraz szybciej. 

Liczby? Średnia projekcja GUS przewiduje, że w 2030 roku będzie w miastach żyło 21.5mln wobec 23mln teraz. Te 1.5mln spowoduje zapaść na rynku? I czy ten kryzys miałby przyjść w 2030. Bo za rok czy dwa spadek liczby Polaków nie będzie miał żadnego znaczenia dla rynku nieruchomości, będzie tak mały. Bierzesz pod uwage atomizacje społeczeństwa? Stare budynki też odpadną z rynku jako zniszczone albo do rozbiórki.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, misUszatek napisał:

2030 roku będzie w miastach żyło 21.5mln wobec 23mln teraz

Bo dobrze zarabiający miastowi sie będą budować na obrzeżach miast? 

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, Kespert napisał:

Na spowolnienie gospodarcze ("kryzys") w dziale małych przedsiębiorstw i osób fizycznych nikt nie będzie patrzył, bo jest ono celem politycznym, a nie problemem gospodarczym...

Rozwiniesz?

Cytat

3. Czy budujecie poduszkę finansową, pomagającą przetrwać czas kryzysu i rosnącego bezrobocia?

Mistrz Nicolo M. twierdził "złoto i żelazo", co dzisiaj rozszerza się na "złoto, żelazo, ołów, piach i proch":

Krugerrandy, stal (prefabrykaty/broń sieczna), ołów (kule/materiał), piach czyli elektronika, i proch czyli zarówno proch do broni, jak i prochy/leki.

Dodatkowo bezpieczna lokalizacja poza miastem (woda+prąd własne), umożliwiająca uruchomienie serwisu/manufaktury bardziej skomplikowanych dóbr. Przykład - lekarz inwestujący w narzędzia do wykonywania operacji, aptekarz inwestujący w aparaturę do produkcji podstawowych leków... Zamiast zanosić w zębach swoje złoto do innych, za podstawowe dobra do przeżycia, lepiej być tym któremu inni zanoszą swoje złoto, bo dostarcza niezbędnych usług/produktów.

 

Masz jeszcze jakieś ciekawe materiały dotyczące tej myśli. Czy Chamsky przypadkiem też nie szedł w tym kierunku?

Edited by Jaśnie Wielmożny

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Enemy
      Prawo popytu i podaży – podstawowe i najważniejsze prawo ekonomiczne, którego uczą już w gimnazjach na lekcjach WOS-u. Jednak ponieważ w edukacji stawia się na bezrefleksyjne nauczanie regułkowe, tak naprawdę wielu ludzi kompletnie nie rozumie działania tego mechanizmu. Świadczy o tym chociażby powszechne niezrozumienie dla szkodliwości płacy minimalnej, powielanie staro keynesowskich mitów typu „konsumpcja napędza gospodarkę”, czy brak wiedzy na temat przyczyn kryzysów gospodarczych.
       
      Zacznijmy od tego że ludzie często właściwie nie rozumują czym w ogóle jest popyt, a czym podaż. Stąd np. powtarzanie jak w mantrze „popyt kreuje podaż”. Ludzie nawet nie wiedzą że to założenie Keynesa, czyli ekonomisty, którego poglądy padły już dobre 40 lat temu. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie, o czym pisał już Jean-Baptiste Say na początku XIX wieku formułując prawo rynków Saya. To podaż stwarza swój własny popyt. Dziwne? Ludzie którzy tego nie rozumieją mylą popyt z potrzebą, przytaczając przykłady typu, „żeby produkować telewizory, wpierw ktoś musi chcieć je kupić”. 
       
      Tymczasem ludzkie potrzeby istnieją zawsze, ale to nie jest popyt. Bo popyt to jest ilość dobra, jaką kupujący są skłonni kupić za daną cenę. A podaż to liczba dobra jaką sprzedawcy są skłonni za daną cenę zaoferować. Taka ilość dobra wpierw musi powstać. Dlatego wpierw musi zaistnieć proces produkcji. Popyt i podaż to dwie strony tego samego medalu w procesie wymiany. Np. jak ktoś wymienia worek ziemniaków za worek buraków, to dla jednej osoby buraki są popytem, a ziemniaki podażą, natomiast dla drugiej strony jest na odwrót, to ziemniaki są popytem, a buraki podażą. Żeby więc mógł powstać popyt buraków, wpierw musiała powstać podaż ziemniaków. Jeśli pierwsza osoba nie wyhodowały ziemniaków, nie miałaby nic na wymienienie się. W ten sposób produkcja stwarza popyt. W małych miastach produkcja jest mała, więc i możliwości tworzenia popytu są małe, dlatego te obszary są biedniejsze od miast większych, co najlepiej obrazuje działanie prawo rynków Saya.
       
      Popyt i podaż w gospodarce dążą do wyrównania, ustalając cenę równowagi rynkowej. Można to graficznie zobrazować w postacie krzywej popytu i podaży:
       

       
      Gdy popyt jest większy od podaży cena równowagi idzie w górę, gdy to podaż jest większa, cena spada.
       
      Gdy mamy wolny rynek, mamy równowagę i najlepszą możliwie alokację zasobów, najszybszy rozwój gospodarki itd. Tymczasem interwencja państwa prowadzi do różnorodnych patologii.
       
      Przykładem takiej patologii jest sztuczne pobudzanie konsumpcji przez państwo, czyli wzrost konsumpcji bez uprzedniego wzrostu produkcji. Pan ekonomista w TV wyznający bożka inflacji (za co banksterka i finansjera sowicie go wynagradza) tłumaczy widzom, że popyt wewnętrzny nakręci gospodarkę. Jeszcze lepiej powiedzieć „zagregowany popyt wewnętrzny”. Tak brzmi bardziej mądrze. Co prawda widz nie wie co to jest, ale brzmi to tak naukowo i fajnie. 
       
      Tymczasem wzrost konsumpcji, przy braku wzrostu produkcji jedyne co nakręca to inflacja. Wzrasta popyt na dobra konsumpcyjne, ale i ich podaż nie wzrosła. Przewaga popytu nad podażą skutkuje wzrostem ceny równowagi rynkowej tych dóbr. Najbardziej ekstremalnym przykładem jest drukowanie pieniędzy na masową skalę. Wówczas wzrost podaży pieniądza, przy braku wzrostu popytu na pieniądz powoduje spadek jego siły nabywczej, jest warty mniej względem innych towarów na rynku. W dodatku pobudzenie konsumpcji, w pierwszej chwili wydające się fajne, skutkuje nieuchronnie kosmicznym wzrostem cen. Historycznymi przykładami takich anomalii były np. Niemcy po I wojnie światowej, Węgry po II wojnie światowej, czy niedawno Zimbabwe.  
       
      Kolejną patologią jest zjawisko tzw. nadpopytu. Dzieje się tak na skutek ustanowienia przez rząd tzw. ceny maksymalnej. Oczywiście jeśli cena maksymalna jest ustalona powyżej ceny rynkowej, nie wywołuje to żadnego efektu. Ale jeśli rząd ustanowi ją poniżej ceny równowagi, występuje nadpopyt. A więc sytuacja, w której nadmiar popytu nie może się zrównoważyć z podażą. Niskie ceny, poniżej rynkowego poziomu to strata dla sprzedawców, ale pomimo iż mają masę klientów, nie mogą podwyższyć cen, gdyż prawo tego zabrania. W efekcie nie opłaca im się produkcja dóbr. Efektem są puste półki w sklepach i gigantyczne kolejki klientów. Obrazek znany we wszystkich gospodarkach socjalistycznych, czy to PRL, ZSRR czy Wenezuela.  
       
      Kolejnym przykładem systemowej patologii jest zjawisko nadpodaży. To z kolei efekt ustanowienia ceny minimalnej. Na rynku towarów zdarza się to rzadko. Z ceną minimalną mamy natomiast często do czynienia na rynku pracy. Jest nią płaca minimalna. Płaca to nic innego jak cena pracy, ustalają ją na rynku siły popytu na pracę (czyli zainteresowanie na pracę zgłaszana przez przedsiębiorców) i podaży pracy, czyli liczba potencjalnych pracowników na dane stanowisko. Jeżeli rząd ustanowi płacę minimalną poniżej rynkowego poziomu, nie wywoła to żadnego efektu (ani pozytywnego ani negatywnego). Jeśli jednak płacę minimalną ustali się powyżej poziomu rynkowego wystąpi zjawisko nadpodaży siły roboczej, czyli krótko mówiąc bezrobocie. Więc płaca minimalna albo niczego nie zmienia albo tworzy bezrobocie i obniża realne płace (podaż przewyższa popyt). Największymi ofiarami płacy minimalnej są więc osoby, których miała ona rzekomo chronić. Osoby, których praca jest mniej warta niż płaca minimalna, nie znajdują zatrudnienia. 
       
      W małych miastach gdzie różnica między płacą minimalną a płacami rynkowymi jest większa niż w dużych miasta wzrost bezrobocia będzie większy. Głównymi ofiarami płacy minimalnej są też przede wszystkim osoby młode (do 25 roku życia). Dlatego poziom bezrobocia u tych osób jest największy. Tego oczywiście zwolennicy płacy minimalnej nie są w stanie zrozumieć. Zostaje więc straszenie że „prywaciarz” który dziś płaci komuś 1425 netto, czyli po uwzględni klina podatkowego 2350 zł , czyli już dziś dobrowolnie płacący o prawie 1000 zł więcej niż płaca minimalna do ręki (1350 zł) będzie płaci grosze. Ostatnio biedronka ogłosiła wzrost najniższych wynagrodzeń do 2250 zł brutto, uwzględniając łączny koszt, to ponad 2700 zł. Czyli według zwolenników płacy minimalnej, pracodawca dobrowolnie płacący o 1300 zł więcej niż płaca minimalna netto, będzie płacił 800 zł, logiczne prawda? . Ewentualnie można wkleić statystyki Eurostatu, gdzie rozwinięty gospodarczo kraj z wysoką płacą minimalną ma tylko 6% bezrobocia (20-30% bezrobocia młodych ludzi przemilczeć).
       
      Kolejnym przykładem patologii jest zaniżanie stop procentowych. Bank centralny robi to w celu zwiększania podaży pieniądza. Z tymże stopa procentowa to też jest cena. Konkretnie jest to cena jaką trzeba zapłacić za pożyczony kapitał. W warunkach normalnych (czyli wolnorynkowych) wysokość stopy procentowej wyznacza równowaga pomiędzy popytem na kapitał pożyczkowy a podażą zaoszczędzonego kapitału w gospodarce. Wszystko zależy od tzw. preferencji czasowej, czyli miary tego na ile ludzie są nastawieni na bieżącą konsumpcję, a na ile są skłonni oszczędzać. W sytuacji gdy bank centralny ustala stopę procentową poniżej naturalnej stopy procentowej (czyli jej rynkowego poziomu) pojawia się nadmierny popyt na kapitał pożyczkowy. Skutkuje to nadmiarem nierentownych  inwestycji, niewspółmiernych do ilości zasobów w gospodarce. To z czasem kończy się kryzysem gospodarczym. Oczywiście kwestia kryzysu jest trochę bardziej skomplikowana. Do nierentownych inwestycji dochodzi także ze względu na błędnie oszacowanie przyszłej konsumpcji ze względu na obniżenie się stopy procentowej, która spadła nie ze względu na wzrost oszczędności, ale została sztucznie zaniżona przez bank centralny. Oszczędności nie wzrosły, a więc konsumpcja nie została przełożona w czasie. Bank centralny po pewnym czasie musi zmniejszyć wzrost podaży pieniądza (że uniknąć groźby spirali inflacyjnej), stopy procentowe idą więc w górę. Wielu przedsiębiorców zostaje więc z masą niemożliwych do zrealizowania inwestycji, a w dodatku wzrosły raty kredytów. Tak zaczyna się kryzys, do którego by nie doszło gdy to rynek, a nie bank centralny ustalał wysokość stóp procentowych.
       
      Dlaczego więc wolny rynek jest nam potrzebny? Dlatego że w tym systemie występuje rynkowa równowaga, dobre decyzje wypierają złe. Nie ma takich patologii jak zbyt wysokie i rosnące ceny, zbyt niskie płace, bezrobocie, czy kryzysy gospodarcze. Zamiast tego wzrost gospodarczy, rozwój produkcji, akumulacja kapitału, co skutkuje ciągłym obniżaniem się kosztów produkcji, spadkiem cen i ciągłym zwiększaniem się produktywności pracy, czyli rosnącymi pensjami. Wszystko to przekłada się na ciągłe poprawianie się warunków życia i poprawie stopy życiowej. 
    • By Enemy
      Początek kryzysu z 1920 r. był dla amerykańskiej gospodarki jeszcze gorszy niż początek kryzysu z 1929 r. Produkcja spadła o 21%, PKB o 24%, a bezrobocie wzrosło z 4% do 12%. Jednak ten kryzys w porównaniu z innymi nie trwał zbyt długo, właściwie już po około roku gospodarka odbiła i zaczęła dynamiczny wzrost. Dlatego mało kto w ogóle o tym słyszał? Dlatego że ówczesny prezydent Warren Harding zrobił coś zupełnie sprzecznego z radami ekonomistów "głównego nurtu". Zamiast podjąć interwencję, przyjąć "pakiet stymulacyjny", wpompowanie pieniądza do gospodarki postawił na zupełny brak interwencji w gospodarkę pozwalając działać wolnemu rynkowi. Jednocześnie zmniejszył wydatki rządowe o 65% i obniżył podatki (najwyższa stawka podatku 77% została obniżona do 25%). Polecam świetny wykład Thomasa E. Woodsa z Instytutu Misesa na ten temat:
       
       
      Jeśli komuś nie chce się oglądać polecam artykuł do poczytania:
      http://liberalis.pl/2009/12/17/robert-murphy-kryzys-o-ktorym-nie-slyszeliscie-1920-21-cz-2/
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.