Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Morfeusz

Jak długo potrwa kryzys gospodarczy?

Recommended Posts

Pewnie będzie jak zawsze czyli ani nie totalna apokalipsa typu budujta bunkry, zbierajta chrust ani nazbyt wesoło tylko gdzieś po środku.  

Mówicie o zabezpieczaniu się na przyszłość, zbieraniu kasy, złota itp. Nie wiem ile zarabiacie ale przy naszych zarobkach netto rzędu 4-6 tysi i tak za wiele człowiek nie nazbiera przy kosztach życia które są niemałe.

Według mnie jedynym sensownym zabezpieczeniem jest pozbycie się kredytów i przeznaczenie tych i tak niewielkich rezerw (jeśli mamy) na zwiększenie naszej przydatności na rynku pracy.

Porobić kursy, podnieść kwalifikacje, nauczyć się nowych umiejętności żeby mieć zajęcie w razie czego.

Ja mimo fajnej pracy jaką posiadam niedługo mam zamiar porobić kursy spawalnicze a w przyszłości może prawo jazdy D lub E. Zawsze będzie łatwiej o pracę, jeśli nie tu to na zachodzie.

 

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie sądzę, że będzie wyjście z kryzysu (specjalnie stworzonego) gospodarczego. Jedyna inwestycja w tym momencie to jedzenie które może poleżeć, woda(w szkle), garderoba, broń czarnoprochowa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na kryzys i długoterminowo oczywiście stare dobre złoto, kilka uncji nikomu nie zaszkodzi a potrafi uratować życie, mam konkretny przykład w rodzinie z II WŚ jak kilka monet uratowało życie i to dosłownie. Osobiście nabyłem troszkę krypto walut, powstały one w kryzysie i w kryzysie się rozwiną, o ile nie zdelegalizują ich rządy państw z resztą podobne historie były ze złotem czy to w USA a nawet i w Polsce za komuny.  

 

Polecam na YT kanał Cezary Graf, gość sporo mówi o nadchodzącym kryzysie, dość zgrabnie to argumentuje obiektywnymi danymi a do tego ma bardzo rozsądne podejście do kobiet, bardzo podobne do tego na forum.

O złocie

 

I o Pańciach z Tindera 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, jaro670 napisał:

Pewnie będzie jak zawsze czyli ani nie totalna apokalipsa typu budujta bunkry, zbierajta chrust ani nazbyt wesoło tylko gdzieś po środku.  

Jestem podobnego zdania. Jeśli w ogóle cokolwiek będzie. Bo jak dotąd żaden analityk ( z takich ogólnodostępnych dla ludu) jeszcze niczego nie przewidział. Wszyscy mądrzy po szkodzie:).

Edited by Baca1980

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 28.11.2019 o 19:54, Morfeusz napisał:

Jestem ciekawy Waszych opinii:

1. Jak długo Waszym zdaniem potrwa kryzys gospodarczy albo spowolnienie?

2. Czy dalsze rozdawnictwo pieniędzy doprowadzi tylko do łagodnej formy (spowolnienia gospodarczego), kosztem wysokiej (realnej nie GUSowskiej) inflacji?

3. Czy budujecie poduszkę finansową, pomagającą przetrwać czas kryzysu i rosnącego bezrobocia?

1. Dla mnie trwa cały czas

2. Tak

3. Tak - zawsze - ale nie za dużą aby nie popaść w stagnacje

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 29.11.2019 o 20:16, misUszatek napisał:

Liczby? Średnia projekcja GUS przewiduje, że w 2030 roku będzie w miastach żyło 21.5mln wobec 23mln teraz. Te 1.5mln spowoduje zapaść na rynku?

@misUszatek Widzę, że jesteś mocno zapakowany w nieruchomości. Nie bój się, jest szansa, że przez realną wysoką inflację, nie stracisz zbyt wiele, jeżeli przyjąć, że ich wartość będzie rosnąć wyrażona w coraz słabszym PLN. ;)

GUS nie jest nie omylny. Zresztą po żonglowaniu koszykiem inflacyjnym, na potrzeby rządu, sam widzisz jak potrafi być "kreatywny". ;) Weź pod uwagę, że to bilans dla wszystkich miast. Tymczasem Warszawa i kilka innych miast, będzie mieć jaszcze przez jakiś czas przyrost liczby ludności. Cała reszta miast, coraz szybciej się wyludnia.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 minutes ago, Morfeusz said:

Widzę, że jesteś mocno zapakowany w nieruchomości. Nie bój się, jest szansa, że przez realną wysoką inflację, nie stracisz zbyt wiele, jeżeli przyjąć, że ich wartość będzie rosnąć wyrażona w coraz słabszym PLN.

Wybacz jeżeli zbyt mocno kontrowałem ale chciałem wydobyć i skonfrontować nasze poglądy w tej sprawie. Ja też do mniej więcej początku 2017 roku wieściłem zdrowy kryzys gospodarczy i tym bardziej w nieruchomościach bo mi się "wydawało" że drożeją ponad ogólny zwrost cen. Do czasu kiedy niektóre analizy ekonomiczno-polityczne dały mi do myślenia, że ten kryzys może być inny. Teraz zapakowałem część pieniądzy w nieruchomość w dość dużym mieście, z perpektywami rozwoju i jeszcze w miare małymi cenami. W ciągu roku zarobiłem 400zł. na metrze kwadratowym, około 8%. Co jest bardzo dobrą stopą zwrotu.

 

Moja alternatywa to było trzymanie kasy na lokacie co jak się teraz przekonałem odpada, może obligacje ale na nich i tak realnie strace, może złoto fizyczne ale to trzeba trzymać w banku a w razie W i tak nam zakoszą zawartości skrytek bankowych. Inna opcja to ETFy na złoto i inne surowce, ale jakby kryzys okazał się armagedonem to wszystko jak krew w piach.

 

Do tego dochodzi sytuacja osobista. Nadal nie byłem właścicielem swoich 4 kątów.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 30.11.2019 o 08:37, Jaśnie Wielmożny napisał:

Rozwiniesz?

Ekonomia jest o tyle ograniczoną nauką, że zakłada (w czystej, nieskażonej polityką postaci) racjonalność działań jednostek. Innymi słowami, bez wpływu "polityki" system kapitalistyczny od socjalistycznego różniłby się po pewnym czasie tylko nazwą, bo jednostki zachowywały by się racjonalnie, a więc w dłuższym okresie czasu, dla dużej próbki - tak samo...

Tak więc ekonomia opisana jednym zdaniem to "zachcianka klienta musi być zaspokojona".

Na to dopiero wchodzi ekonomia behawioralna "jak wymusić zachciankę klienta?"; psychoekonomia "dlaczego klienci mają takie a nie inne zachcianki"; czy ekonomia socjalistyczna "wszystkim klientom po równo jak powiedział Marx" :)

Wszystko to, czyli dodawanie drugiego słowa do "ekonomia", jest jak dodawanie "elektryczne" do słowa "krzesło" - zmienia sens, cel czystej ekonomii, na kreowanie/wymuszanie/analizowanie, a nie opisywanie stanu naturalnego.

 

Oczywiście, wielu ludzi używa słów "politoekonomia", neuroekonomia czy psychoekonomia niepoprawnie, czy to dla osobistej korzyści, czy dla realizacji innych celów. Powstaje więc bełkot, gdzie wypływają i żerują męty... na przykład oferując szkolenia dla menedżerów typu "zarządzanie wobec nieprzewidywalności zmian".

 

Tak więc klasyczna ekonomia już praktycznie nie występuje w "cywilizowanych" krajach. Ta naturalna, zwierzęca, "nieludzka" i bez uczuć.

Pomijając wątek behawioryzmu/nieracjonalności działań grup konsumentów, od drugiej strony występuje ekonomia sterowana politycznie.

Przykład brutalny: czy program 500+ ma jakiekolwiek uzasadnienie w klasycznej ekonomii?

Jest to więc program polityczny pod przykrywką argumentów ekonomii politycznej - "trzeba utrzymać dzietność bo emerytury, PKB..." ale emerytura to nie jest ekonomia, to polityka. Konkretnie, polityka socjalna. Czyli, cel polityczny a nie gospodarczy.

 

Wracając do postawionego pytania, ludzie mają tendencję do postrzegania "problemu spowolnienia gospodarczego" jako problemu społecznego; a jest to tymczasem problem czysto polityczny. W klasycznej ekonomii, niedostosowani wypadają z rynku, a zasoby alokowane są "racjonalnie" - gdzie tu miejsce na "spowolnienie gospodarcze"? Padłeś, zmień pomysł na biznes i powstań "do walki o byt".

W przykładzie gospodarki/ekonomii socjalistycznej, "spowolnienie gospodarcze wrogów klasowych" jest wręcz celem politycznym, realizowanym środkami przymusu (w tym ekonomicznego) dostępnymi państwu/politykom. Od prostej konfiskaty dóbr siłą (rozkułaczanie), poprzez podatki dochodowe progresywne (kara za lepszą pracę), aż po zróżnicowanie podatkowe osób fizycznych i prawnych (CiT, VAT, ZUS et consortes).

Tak więc, dzisiaj stawiam sobie pytanie "czy politykom zależy, by w kraju pojawili się niezależni ludzie na tyle bogaci, że mogliby pozwolić sobie na zajmowanie się polityką?"

Inaczej, "czy chcemy by wyrosła nam niekontrolowana konkurencja do stołków władzy?" Nowi magnaci, zdolni sfinansować prywatne armie?

To jest pytanie czysto polityczne, ale odpowiedź na nie jest wdrażana metodami presji gospodarczej... stąd gospodarczy kryzys ludzi, staje się celem politycznym.

 

Oczywiście jest to spore uproszczenie, bo wiele różnych nauk się zazębia z ekonomią, oraz z polityką. Jaka jest różnica między psychoekonomią a psychologią pragnień jednostki? W tym, że można dwa razy więcej "dzieł naukowych" zrobić stworzyć, nie powtarzając tych samych nazw ;)

 

Ciekawy artykuł, podający trochę klasycznych nazwisk i dzieł: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,6689

 

Ciekawostka odnośnie zazębiania dziedzin wiedzy, czyli "wieża Babel socjoniki" - nazwa własna Kesperta. Dzisiaj słowo "socjonika" uznaje się za powstałe w latach 70 XX wieku, i oznacza https://pl.wikipedia.org/wiki/Socjonika Ale niewielu pamięta, że w latach 20 nazywano socjoniką coś innego, co dziś jest blisko "funkcji apologetycznej socjologii" - za Wiki https://pl.wikipedia.org/wiki/Socjologia

Cytat

Funkcja apologetyczna ujawnia się wtedy, gdy dzięki zebranym w wiedzę socjologiczną danym dla celów pozanaukowych chwali się pewne sytuacje społeczne, instytucje, koncepcje. Tak wykorzystywana była między innymi w III Rzeszy, ale w wersji subtelniejszej jest używana także w innych państwach i okresach historycznych. Dzieje się tak dlatego, że w naukach społecznych można dobierać dla z góry przyjętej tezy dogodną argumentację.

Bardziej dokładnie, Goebbels miał za plecami tzw. "niemiecką szkołę socjoniki" - i było to jednym z powodów sukcesu III Rzeszy, i skuteczności jej propagandy. Nie definiowała się wprost, ale można pokusić się o definicję "teoria wymiany i przetwarzania informacji, oraz podejmowania decyzji przez jednostki i grupy społeczne". Jako taka, umożliwiała prognozowanie zachowań zarówno jednostek, jak i całych społeczeństw. Wraz z upadkiem III Rzeszy - została "zapomniana", do tego stopnia że Google nie znajduje pozostałych po niej książek; stare nazwy napisano nowymi znaczeniami, a samą socjonikę rozbito na socjologię, psychologię, ekonometrię, teorię decyzji, stygmatyzowaną i wykastrowaną socjotechnikę, psychotechnikę, politologię i wiele innych. Taka mała wieża Babel :) Zamiast mówić jednym językiem, poplątano ludziom języki i dlatego mamy co mamy.

Elementy tej układanki można znaleźć na przykład:

- psychotechnika - https://www.katarzynapluska.pl/socjotechniki-czyli-jedna-wielka-manipulacja-dziala/

- techniki prognozowania - https://consider.pl/techniki-prognozowania-metody-szacowania-popytu-i-sprzedazy/

 

 

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kryzys był za czasów Tuska, na razie go nie ma- nie ma się czym martwić, ale rząd powinien. Obecnie mamy niskie bezrobocie, a przewidywania- nie wiadomo, może wróżka?

Komisja Europejska podała nowe dane Eurostatu dot. poziomu bezrobocia w państwach Unii Europejskiej. Jak się okazuje, Polska plasuje się na trzecim miejscu z doskonałym wynikiem.
https://dorzeczy.pl/kraj/116358/ke-podala-wskaznik-bezrobocia-w-panstwach-unii-polska-na-podium.html

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 29.11.2019 o 20:16, misUszatek napisał:

Stare budynki też odpadną z rynku jako zniszczone albo do rozbiórki.

Rozumiem, że stare budynki wypadną z rynku do 2030 r.? Czyli za 10 lat. Bo w przeciwnym razie ta uwaga nie ma sensu.

 

Ubytek 1,5 mln mieszkańców w miastach to duża różnica. Dotknie to pomniejszych metropolii, dla których wahanie rzędu 150 - 300 tyś. mieszkańców będzie dużym szokiem.

 

Warszawa się wybroni. Jak na biedne, stolico-centryczne państwa przystało, Warszawa będzie puchnąć, aż osiągnie na przykład 6 milionów mieszkańców. Nie tak dawno temu pewien guru z Getinu wieszczył na łamach gazety z pulsem, że Warszawa może i powinna liczyć tyle właśnie mieszkańców. Spoko, mnie już wtedy w tym mieście nie będzie.

Edited by Oktabryski

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Enemy
      Prawo popytu i podaży – podstawowe i najważniejsze prawo ekonomiczne, którego uczą już w gimnazjach na lekcjach WOS-u. Jednak ponieważ w edukacji stawia się na bezrefleksyjne nauczanie regułkowe, tak naprawdę wielu ludzi kompletnie nie rozumie działania tego mechanizmu. Świadczy o tym chociażby powszechne niezrozumienie dla szkodliwości płacy minimalnej, powielanie staro keynesowskich mitów typu „konsumpcja napędza gospodarkę”, czy brak wiedzy na temat przyczyn kryzysów gospodarczych.
       
      Zacznijmy od tego że ludzie często właściwie nie rozumują czym w ogóle jest popyt, a czym podaż. Stąd np. powtarzanie jak w mantrze „popyt kreuje podaż”. Ludzie nawet nie wiedzą że to założenie Keynesa, czyli ekonomisty, którego poglądy padły już dobre 40 lat temu. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie, o czym pisał już Jean-Baptiste Say na początku XIX wieku formułując prawo rynków Saya. To podaż stwarza swój własny popyt. Dziwne? Ludzie którzy tego nie rozumieją mylą popyt z potrzebą, przytaczając przykłady typu, „żeby produkować telewizory, wpierw ktoś musi chcieć je kupić”. 
       
      Tymczasem ludzkie potrzeby istnieją zawsze, ale to nie jest popyt. Bo popyt to jest ilość dobra, jaką kupujący są skłonni kupić za daną cenę. A podaż to liczba dobra jaką sprzedawcy są skłonni za daną cenę zaoferować. Taka ilość dobra wpierw musi powstać. Dlatego wpierw musi zaistnieć proces produkcji. Popyt i podaż to dwie strony tego samego medalu w procesie wymiany. Np. jak ktoś wymienia worek ziemniaków za worek buraków, to dla jednej osoby buraki są popytem, a ziemniaki podażą, natomiast dla drugiej strony jest na odwrót, to ziemniaki są popytem, a buraki podażą. Żeby więc mógł powstać popyt buraków, wpierw musiała powstać podaż ziemniaków. Jeśli pierwsza osoba nie wyhodowały ziemniaków, nie miałaby nic na wymienienie się. W ten sposób produkcja stwarza popyt. W małych miastach produkcja jest mała, więc i możliwości tworzenia popytu są małe, dlatego te obszary są biedniejsze od miast większych, co najlepiej obrazuje działanie prawo rynków Saya.
       
      Popyt i podaż w gospodarce dążą do wyrównania, ustalając cenę równowagi rynkowej. Można to graficznie zobrazować w postacie krzywej popytu i podaży:
       

       
      Gdy popyt jest większy od podaży cena równowagi idzie w górę, gdy to podaż jest większa, cena spada.
       
      Gdy mamy wolny rynek, mamy równowagę i najlepszą możliwie alokację zasobów, najszybszy rozwój gospodarki itd. Tymczasem interwencja państwa prowadzi do różnorodnych patologii.
       
      Przykładem takiej patologii jest sztuczne pobudzanie konsumpcji przez państwo, czyli wzrost konsumpcji bez uprzedniego wzrostu produkcji. Pan ekonomista w TV wyznający bożka inflacji (za co banksterka i finansjera sowicie go wynagradza) tłumaczy widzom, że popyt wewnętrzny nakręci gospodarkę. Jeszcze lepiej powiedzieć „zagregowany popyt wewnętrzny”. Tak brzmi bardziej mądrze. Co prawda widz nie wie co to jest, ale brzmi to tak naukowo i fajnie. 
       
      Tymczasem wzrost konsumpcji, przy braku wzrostu produkcji jedyne co nakręca to inflacja. Wzrasta popyt na dobra konsumpcyjne, ale i ich podaż nie wzrosła. Przewaga popytu nad podażą skutkuje wzrostem ceny równowagi rynkowej tych dóbr. Najbardziej ekstremalnym przykładem jest drukowanie pieniędzy na masową skalę. Wówczas wzrost podaży pieniądza, przy braku wzrostu popytu na pieniądz powoduje spadek jego siły nabywczej, jest warty mniej względem innych towarów na rynku. W dodatku pobudzenie konsumpcji, w pierwszej chwili wydające się fajne, skutkuje nieuchronnie kosmicznym wzrostem cen. Historycznymi przykładami takich anomalii były np. Niemcy po I wojnie światowej, Węgry po II wojnie światowej, czy niedawno Zimbabwe.  
       
      Kolejną patologią jest zjawisko tzw. nadpopytu. Dzieje się tak na skutek ustanowienia przez rząd tzw. ceny maksymalnej. Oczywiście jeśli cena maksymalna jest ustalona powyżej ceny rynkowej, nie wywołuje to żadnego efektu. Ale jeśli rząd ustanowi ją poniżej ceny równowagi, występuje nadpopyt. A więc sytuacja, w której nadmiar popytu nie może się zrównoważyć z podażą. Niskie ceny, poniżej rynkowego poziomu to strata dla sprzedawców, ale pomimo iż mają masę klientów, nie mogą podwyższyć cen, gdyż prawo tego zabrania. W efekcie nie opłaca im się produkcja dóbr. Efektem są puste półki w sklepach i gigantyczne kolejki klientów. Obrazek znany we wszystkich gospodarkach socjalistycznych, czy to PRL, ZSRR czy Wenezuela.  
       
      Kolejnym przykładem systemowej patologii jest zjawisko nadpodaży. To z kolei efekt ustanowienia ceny minimalnej. Na rynku towarów zdarza się to rzadko. Z ceną minimalną mamy natomiast często do czynienia na rynku pracy. Jest nią płaca minimalna. Płaca to nic innego jak cena pracy, ustalają ją na rynku siły popytu na pracę (czyli zainteresowanie na pracę zgłaszana przez przedsiębiorców) i podaży pracy, czyli liczba potencjalnych pracowników na dane stanowisko. Jeżeli rząd ustanowi płacę minimalną poniżej rynkowego poziomu, nie wywoła to żadnego efektu (ani pozytywnego ani negatywnego). Jeśli jednak płacę minimalną ustali się powyżej poziomu rynkowego wystąpi zjawisko nadpodaży siły roboczej, czyli krótko mówiąc bezrobocie. Więc płaca minimalna albo niczego nie zmienia albo tworzy bezrobocie i obniża realne płace (podaż przewyższa popyt). Największymi ofiarami płacy minimalnej są więc osoby, których miała ona rzekomo chronić. Osoby, których praca jest mniej warta niż płaca minimalna, nie znajdują zatrudnienia. 
       
      W małych miastach gdzie różnica między płacą minimalną a płacami rynkowymi jest większa niż w dużych miasta wzrost bezrobocia będzie większy. Głównymi ofiarami płacy minimalnej są też przede wszystkim osoby młode (do 25 roku życia). Dlatego poziom bezrobocia u tych osób jest największy. Tego oczywiście zwolennicy płacy minimalnej nie są w stanie zrozumieć. Zostaje więc straszenie że „prywaciarz” który dziś płaci komuś 1425 netto, czyli po uwzględni klina podatkowego 2350 zł , czyli już dziś dobrowolnie płacący o prawie 1000 zł więcej niż płaca minimalna do ręki (1350 zł) będzie płaci grosze. Ostatnio biedronka ogłosiła wzrost najniższych wynagrodzeń do 2250 zł brutto, uwzględniając łączny koszt, to ponad 2700 zł. Czyli według zwolenników płacy minimalnej, pracodawca dobrowolnie płacący o 1300 zł więcej niż płaca minimalna netto, będzie płacił 800 zł, logiczne prawda? . Ewentualnie można wkleić statystyki Eurostatu, gdzie rozwinięty gospodarczo kraj z wysoką płacą minimalną ma tylko 6% bezrobocia (20-30% bezrobocia młodych ludzi przemilczeć).
       
      Kolejnym przykładem patologii jest zaniżanie stop procentowych. Bank centralny robi to w celu zwiększania podaży pieniądza. Z tymże stopa procentowa to też jest cena. Konkretnie jest to cena jaką trzeba zapłacić za pożyczony kapitał. W warunkach normalnych (czyli wolnorynkowych) wysokość stopy procentowej wyznacza równowaga pomiędzy popytem na kapitał pożyczkowy a podażą zaoszczędzonego kapitału w gospodarce. Wszystko zależy od tzw. preferencji czasowej, czyli miary tego na ile ludzie są nastawieni na bieżącą konsumpcję, a na ile są skłonni oszczędzać. W sytuacji gdy bank centralny ustala stopę procentową poniżej naturalnej stopy procentowej (czyli jej rynkowego poziomu) pojawia się nadmierny popyt na kapitał pożyczkowy. Skutkuje to nadmiarem nierentownych  inwestycji, niewspółmiernych do ilości zasobów w gospodarce. To z czasem kończy się kryzysem gospodarczym. Oczywiście kwestia kryzysu jest trochę bardziej skomplikowana. Do nierentownych inwestycji dochodzi także ze względu na błędnie oszacowanie przyszłej konsumpcji ze względu na obniżenie się stopy procentowej, która spadła nie ze względu na wzrost oszczędności, ale została sztucznie zaniżona przez bank centralny. Oszczędności nie wzrosły, a więc konsumpcja nie została przełożona w czasie. Bank centralny po pewnym czasie musi zmniejszyć wzrost podaży pieniądza (że uniknąć groźby spirali inflacyjnej), stopy procentowe idą więc w górę. Wielu przedsiębiorców zostaje więc z masą niemożliwych do zrealizowania inwestycji, a w dodatku wzrosły raty kredytów. Tak zaczyna się kryzys, do którego by nie doszło gdy to rynek, a nie bank centralny ustalał wysokość stóp procentowych.
       
      Dlaczego więc wolny rynek jest nam potrzebny? Dlatego że w tym systemie występuje rynkowa równowaga, dobre decyzje wypierają złe. Nie ma takich patologii jak zbyt wysokie i rosnące ceny, zbyt niskie płace, bezrobocie, czy kryzysy gospodarcze. Zamiast tego wzrost gospodarczy, rozwój produkcji, akumulacja kapitału, co skutkuje ciągłym obniżaniem się kosztów produkcji, spadkiem cen i ciągłym zwiększaniem się produktywności pracy, czyli rosnącymi pensjami. Wszystko to przekłada się na ciągłe poprawianie się warunków życia i poprawie stopy życiowej. 
    • By Enemy
      Początek kryzysu z 1920 r. był dla amerykańskiej gospodarki jeszcze gorszy niż początek kryzysu z 1929 r. Produkcja spadła o 21%, PKB o 24%, a bezrobocie wzrosło z 4% do 12%. Jednak ten kryzys w porównaniu z innymi nie trwał zbyt długo, właściwie już po około roku gospodarka odbiła i zaczęła dynamiczny wzrost. Dlatego mało kto w ogóle o tym słyszał? Dlatego że ówczesny prezydent Warren Harding zrobił coś zupełnie sprzecznego z radami ekonomistów "głównego nurtu". Zamiast podjąć interwencję, przyjąć "pakiet stymulacyjny", wpompowanie pieniądza do gospodarki postawił na zupełny brak interwencji w gospodarkę pozwalając działać wolnemu rynkowi. Jednocześnie zmniejszył wydatki rządowe o 65% i obniżył podatki (najwyższa stawka podatku 77% została obniżona do 25%). Polecam świetny wykład Thomasa E. Woodsa z Instytutu Misesa na ten temat:
       
       
      Jeśli komuś nie chce się oglądać polecam artykuł do poczytania:
      http://liberalis.pl/2009/12/17/robert-murphy-kryzys-o-ktorym-nie-slyszeliscie-1920-21-cz-2/
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.