Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Dawid Haszelhof

Czy warto zaczynać znajomość z mężatką?

Recommended Posts

Witam! Czy Waszym zdaniem opłaca się pchać w relację z mężatką, która nie jest zadowolona ze swojego małżeństwa i chce (albo mówi), że rozstanie się z chłopem? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kolejna biedna myszka, uciśniona w małżeństwie... 

 

A odpowiadając na pytanie: NIE. 

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie nie nie... 

 

Najpierw niech sobie zakończy pewne sprawy a potem zabiera za nowe, ale małpa nie puści starej gałęzi póki nowej nie złapie... 

  • Like 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Warto włączyć szukanie i przeczytać kilka tematów o związkach z mężatkami, a następnie pytać mniej ogólnie.
 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatnio podziękowałem takim dwóm paniom. Dlaczego? Bo miały otwartą furtkę w definicji wierności, a ja nie chcę nikomu niszczyć życia dla własnej przyjemności - karma.

Poza tym, poczytaj trochę wątków na forum, a na pewno zrozumiesz że nie sztuką jest dać upust swojemu pożądaniu, tylko umieć je okiełznać.

 

I najważniejsze... nie popadaj w dialog z takimi kobietami, bo kobiety kłamią i bardzo zwinnie manipulują, a regułki on był zły, bił mnie, nie miał czasu itd... to schemat, który prowadzi do zaspokojenia poczucia bycia seksowną i pociągającą.

Pozdrawiam młodzieńca.

  • Like 6

Share this post


Link to post
Share on other sites

Witam

Poyebało Cię maksymalnie?, szanuj przykazanie jedno sensowne z tych nieszczęsnych 10-ciu "Nie czyń bliźniemu swemu co Tobie nie miłe" i tyle w tym temacie.

Pozdro

 

  • Like 6

Share this post


Link to post
Share on other sites

To mi wygląda na prowokację ze strony założyciela tematu.

Przecież wystarczy poczytać forum, żeby zdobyć wiedzę na ten temat.

 

Nie czytałeś forum ?

Nie chce się czytać, dlatego pytasz jako 372 uczestnik o to samo ?

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawe czy jest możliwe (pytam adminów) aby nowy użytkownik mógł napisać pierwszy post, dopiero po przeczytaniu określonej liczby wątków.

Wiem, że to w jakiś sposób zniechęcałoby nowych user-ów do rejestracji i mogło obniżyć ilość wizyt, ale być może nie byłoby co chwilę dylematu czy to prowokacja, czy zwykła niewiedza.

Edited by dyletant
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nawiązując znajomość z kobietą która jest w związku niszczysz komuś życie. Więc moim zdaniem nie warto.

Edited by Frank89
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, dyletant napisał:

Ciekawe czy jest możliwe (pytam adminów) aby nowy użytkownik mógł napisać pierwszy post, dopiero po przeczytaniu określonej liczby wątków.

Popieram, szczególnie iż w większości przypadków wystarczy zapoznać się z kilkoma już istniejącymi tematami na forum aby otrzymać satysfakcjonujące odpowiedzi, a przynajmniej być zaznajomionym z rozwiązaniami jakie inny znaleźli w podobnych sytuacjach. Pozdrawiam :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Autor tematu to po prostu desperat, ja go rozumiem bo sam kiedyś taki byłem ;)

Pozdro

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Dawid Haszelhof przeszukaj najpierw Forum po słowach kluczowych zanim założysz nowy wątek, tematy były poruszane wielokrotnie, dwa poniżej podlinkuję z dobroci serca dla świeżaka.

 

26 stron dyskusji, zdążysz wyrobić sobie własne zdanie.

 

 

  • Like 2
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
59 minutes ago, Dawid Haszelhof said:

Witam! Czy Waszym zdaniem opłaca się pchać w relację z mężatką, która nie jest zadowolona ze swojego małżeństwa i chce (albo mówi), że rozstanie się z chłopem? 

Nie warto. Warto zaś czytać nasze forum, na wiele pytań są już odpowiedzi tym bardziej, że pytania się powtarzają. Dodatkowo warto, też byłoby napisać coś więcej i przedstawić kontekst.

Share this post


Link to post
Share on other sites
57 minut temu, Dawid Haszelhof napisał:

Witam! Czy Waszym zdaniem opłaca się pchać w relację z mężatką, która nie jest zadowolona ze swojego małżeństwa i chce (albo mówi), że rozstanie się z chłopem? 

A po jaki ch..?

 

W relację typu LTR zdecydowanie nie. Chce zrobić w chu.. męża, więc kiedyś i Ciebie może tak samo załatwić. Jest wiele wolnych dup, które z definicji lepiej rokują niż ta ka mężatka.

 

W relację krótkotrwałą też nie. Po pierwsze primo, może się wydać, a po co mieć kwasy z jej mężem, jak jest tyle wolnych dup? Po drugie primo, nie wpierd... się między wódkę i zakąskę. Inaczej rzecz biorąc, nie dokłada się swojej cegiełki do wszechobecnego spierdolenia. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odpowiem przewrotnie.

 

Oglądałeś Gwiezdne Wojny? Tam jest pokazane jak ojciec Luka Skywalkera, Anakin Skywalker dokonuje na sobie metamorfozy zmieniając się ze zdolnego Jedi w mrocznego Lorda Vadera. Przechodzi na ciemną stronę mocy, która go deformuje i już nic nie jest takie samo.

 

Koniecznie obejrzyj.

 

W romansie  nie chodzi o męska solidarność, moralność czy jakieś zasady gry. Nie ma takiego czegoś. 

 

Po prostu taki romans uszkodzi samego ciebie. W pewnym stopniu już nieodwracalnie. 

 

Pamiętaj, że wyrwanie mężatki to żaden wyczyn bo tak naprawdę to ona ciebie wyrywa. Tylko tobie naiwnie się wydaje, że taki kozak jesteś - lepszy niż mąż. Już nie wspomnę że w bonusie dostajesz jej dzieci, męża, znajomych itp.

 

 

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Bohun napisał:

 szanuj przykazanie jedno sensowne z tych nieszczęsnych 10-ciu "Nie czyń bliźniemu swemu co Tobie nie miłe" i tyle w tym temacie.

 

Ja bym to zmienił.

"Nie czyń sobie tego co nie było miłe bliźniemu twemu bo i Tobie miłe nie będzie"

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nosz Q. Ile można wałkować ten sam temat. Używaj wyszukiwarki.

 

@Dawid Haszelhof W 99% nie warto.

Jest to opcja, dla tych mężczyzn,którzy samemu mają dzieci, posiadać ich nie mogą oraz bohaterów, białorycerzy.
oza tym odnalezienie normalnej kobiety wśród madek(pisownia celowa). Jest niskie, porównywalne z nawiedzeniem maryjnym.

Podobno ktoś tego doświadczył, jednak większość z nich to kłamstwa.

Zanim zaczniesz stawiać kontrargumenty. Poczytaj forum.

Żegnam.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Dawid Haszelhof napisał:

Czy Waszym zdaniem opłaca się pchać w relację z mężatką, która nie jest zadowolona ze swojego małżeństwa i chce (albo mówi), że rozstanie się z chłopem? 

Zdecydowanie tak. O ile oczywiście piszesz o swojej żonie. 

  • Like 1
  • Haha 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miałem nie raz, przygody z mężatkami. Raz krótkie, raz dłuższe. Nie warto. Chcąc nie chcąc, przenosi się na siebie, jej złą energię i jej problemy. Adrenalina, nie warta świeczki.

Edited by Still
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężatka, a "mężatka" to jest różnica. Nawet jeśli kobieta nie powiedziała na początku o fakcie posiadania męża, to ten z którym zdradza też powinien się czuć winny? Kiedy zawróci mu w głowie do tego stopnia, że popada w haj hormonalny, zostaje opętany emocjonalnie przez tą kobietę do tego stopnia, że już nie potrafi jej odpuścić. 

Trzeba się dobrze zastanowić, bo każdy przypadek jest z goła inny.

Poza tym kobieta nie zdradza bez powodu, ale to nie oznacza, że prawda leży gdzieś pośrodku

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 minut temu, Dawid Haszelhof napisał:

Poza tym kobieta nie zdradza bez powodu

No tak... Pogubiła się bidula. A szowinistyczny Chad, zmusił ją do obcowania ;)

 

Edited by Still
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By RENGERS
      Siema, jestem atrakcyjnym  25 letnim dobrze zbudowanym mężczyzną, 186, 90 kg, kasa  na drogie  ciuchy itd.
       Mam pasję  z której w każdej chwili mogę ładnie zarobić i do tego kilka mniejszych zainteresowań , aktualnie nie pracuję,  mam spore oszczędności z których żyję.
       
      Nigdy nie miałem problemu z kobietami.
      Jestem pewny siebie i zadufany w sobie-  (muszę to poprawić bo bywam arogancki )
       
      Do tej pory miałem kilkadziesiąt   kobiet- głównie w moim wieku- większość z nich sama inicjowała kontakt, albo bezczelnie się do mnie uśmiechała, więc to ja podchodziłem. Praktycznie zawsze seks na 1 spotkaniu, po gadce, winku, zawsze luz, spontan-  totalne szaleństwo z kobietami przychodziło mi łatwo.
       
       W sumie mógłbym potroić, baaa podejrzewam że mógłbym mieć baaardzo dużo babek, lecz  staram się opanowywać swoje młode żądze i nie skupiać się na seksualności- ponieważ  mi  to szkodzi, no i większość stosunków z kobietami nie sprawiła mi zbyt dużej fizycznej przyjemności ( prezerwatywa , mechaniczność stosunku ), szczerze mówiąc to większości z nich nawet nie pamiętam.
       
      Do sedna...
       
      Dobrze by było  się od was  dowiedzieć, czy jest słusznym sypiać z kobietami od razu, wcześnie czy może warto by było poczekać -  pod kątem związku.
      Chciałbym wejść pierwszy raz w życiu w związek i nie wiem  czy kobiety które oddają się od razu mogą być potencjalnymi kandydatkami czy też nie- czy to od razu skreśla dziewczynę na potencjalną partnerkę ? Oczywiście prawie za każdym razem jak już  kobitę rozbierałem mówiły że one takie nie są itd. ja kiwałem głową  i działałem dalej- wiadomo shit-test, który dzielnie odbijałem swoimi ruchami frykcyjnymi.
       
       
      Takie życie mnie znudziło, chciałbym czegoś więcej z jedną partnerką, chciałbym może troszkę zaryzykować i  być trochę bliżej z jedną panią - może to mój lęk przed czymś więcej z kobietami...
       
      Czas poczuć coś więcej aniżeli łóżkowe przeboje- sam seks jest  PRZEREKLAMOWANY, stąd pytanie.
       
        Z góry dzięki za odpowiedź i pozdrawiam.
       
            
       
    • By Dakota
      Witam.
      Mam wam do opowiedzenia historię. Bez happy end'u.
      Opowieść może wydać się wam znajoma. Była poruszana na forum, jak dziesiątki jej podobnych.
      Relacja z związku z borderką.
      Zdawała się, być zamkniętą dziewczyną. Miała piękny uśmiech i smutne oczy.
      Powiedziała. "Czasem najbardziej uśmiechnięci ludzie, okazują się najsmutniejsi."
      Chowała się, przed ludźmi, przed życiem. Skrzętnie skrywała siebie.
      Jednak, gdy emocje były zbyt silne, gdy okazała odrobinę zaufała. Pokazywała swoje Ja.
      Była jak soczewka. Reflektor neutronów. Potrafiła przyjąć i wzmocnić, emocje. Szczęście z wspólnych doświadczeń. Radość z pokonywania słabości.
      Cechowała ją życzliwość ,chęć do pomocy. Opiekuńczość, potrafiła przyjść i pomóc w chorobie. Kochana, choć bała się zbliżyć. Bała się odrzucenia.
      Nie trudno, było się zakochać. Niestety, im bardziej się angażowałem. Tym szybciej się wycofywała.
      Tak jak była wspaniałą osobą, tak samo potrafiła być ohydna. Drugą stroną tej samej monety.
      Jej nastrój, zmieniał się momentalnie. Niesprowokowany. Przejście z ekstazy do agresji.
      Nagle potrafiła stać się zimna, odciąć się od ciebie. Okrutna, wykorzystując wiedzę o tobie, by zadać ci ból. Z premedytacją, dziesiątki pchnięć.
      Nie poznała mnie dobrze, zadawała ciosy na ślepo. Część jednak trafiała. Kogoś innego mogła by zgładzić.
      Prócz tego, cechowały ją jeszcze inne wady. Kłamstwo, rozwiązłość. Wiem, że czuła pustkę. Brak granic, poszanowania twoich.
       
      Częściej jej nie było. Rozchodząc, starała się palić mosty. Pozostawić tylko zgliszcza. Po tym jednak wracała. Na następny dzień. po dwóch tygodniach.
      Był to tajfun. Pełen krzyku, zarzutów. Jednak, moja przeszłość przygotowała mnie na to. Uodporniła.
      Wyciągała zemnie najgorsze cechy. Moją gniew, agresje. To co dobre obracała przeciw mnie, przywiązanie, opiekuńczość.
      Jednak rozwijałem się przy niej. Zacząłem swoją własną naprawę, aby być gotowym. Co złe, trzymałem na wodzy.
       
      Wszyscy, którzy wiedzieli jej prawdziwą Ja. Skreślili ją, radzili porzucić. Jak zepsutą zabawkę.
      Ja jednak widziałem w niej dobro, człowieka. "Rough diamond".
       
      Na razie odeszła. Niszczyć siebie, życie ludzi uwikłanych z nią w związki.
      Wypijcie zdrowie, tych których zniszczyła. Jej zdrowie, nim przepadnie.
       
      Uciekła, przed sobą. Przede mną.
      Powiecie, wyświadczyła ci przysługę. Być może.
      Skreśliła jednak, swoją jedyną szanse na szczęście. Akceptację.
       
      Powodzenia Śnieżko. Nie byłem twoim księciem.
      Mogę być tylko, wielkim złym wilkiem.
       
      PS
      Opowieść tą chcę dedykować @deomi
      Czasem ci którzy cierpią, odpychają od siebie miłość.
       
      Podziękować Siostrze @Apocalypse za rozmowę i wsparcie.
      Bratu @Jaśnie Wielmożny i wszystkim który pochylili się nad moją osobą.
      Dziękuję. Dziś już wierze, że po drugiej stronie trawa jest bardziej zielona.
       
      PSS
      Nie jest to zapowiedz samobójstwa.
      Tylko wiara, że praca nad sobą, może ukoić demony. Które kiedyś zamknęliśmy z sobą.
       
       
       
       
    • By Pawlitooo
      Witajcie wszyscy mam22 lata może i to jest bardzo młody wiek,ale pomimo tego mam problem ze sobą,ponieważ w wieku 19lat związałem się i po trzech latach stwierdziła że się wypaliło, i mnie zostawiła dla kolegi z pracy, byliśmy zaręczeni wszytko działo się bardzo szybko, czyli sex wspólne spanie i wgl, ale jeden menkamet to był związek na odległość,ale rozmawialiśmy codziennie przez kamerkę pisaliśmy ja zjeżdżałem co dwa miesiące na trzy tyg, planowaliśmy już przyszłość bo chciałem ją zapewnić że kocham i to dla nas robię i że za dwa lata zjade, swój cały czas poświęcałem w Polsce jej odciąłem się od koleżanek miałem tylko dwie z dawnej pracy ale była zazdrosna i kontakt zerwałem z kolegami też bo nie miałem czasu, i tak jakoś przywiązałem się do niej i po jakimś czasie wpadła rutyna i zapomniałem jak to było z innymi ludzmi bo była tylko ona i praca zagranica, i nie raz już nie miałem o czym rozmawiać tylko to co się teraz wydarzyło,jestem z natury spokojny może i nie śmiały nie jestem ale zbytnio nie mam tematów do rozmów i nie potrafię zbytnio żartówac, bo żadnych nie znam byłem bardziej poważny spokojny czlowiekiem, teraz przez tą zagranicę nie wiem czy poznawać jakoś przez portale ratkowe próbować dziewczyny? Czy poprostu zająć się sobą dorobić się tego czego chce czyli jakieś za 3 lata zjade na stałe do Polski i wtedy zacząć szukać tej miłości i próbować poznawać ludzi ciężko mi jest samemu ale nie wiem co będzie dobre dla mnie bo wygadany nie jestem.. A też iść do pracy i wracać też i mieć kontakt tylko z rodziną też źle, nieraz kogoś poznam to nie wiem o czym pisać pożądane parę pytań ale się odsuwają ode mnie ale z jedną mam jakiś kontakt ale nic z tego nie będzie i tak, proszę o pomoc poradę jak najlepiej teraz wykorzystać ten stan singla gdy ma się pracę i zbytnio nie mam tutaj jak poznawać ludzi tylko wtedy kiedy jadę na urlop do Polski
    • By maggienovak
      Musiałam zrobić odwołanie do powyższego postu w rezerwacie. 

      Chłopak zadecyduje sam, w końcu jest dorosły. Jednak nie można przejść obojętni koło tego tematu. 

      Przypomnę, że byłam z facetem dla którego byłam wyłącznie partnerką, kumpelą. On preferował zupełnie inny typ kobiety (pod względem fizycznym/wizualnym/erotycznym), pragnął po prostu laski rodem z pornosa, chciał abym się upodobniła 1:1 do lasek, które na co dzień noszą ostry makijaż, wysokie buty, dopasowane ciuchy (najlepiej czarne), miała wiecznie zrobione włosy i paznokcie. Sory, ale dla mnie po 12 godzinach pracy +studia + wolontariat niewykonalne było to, by wskoczyć na co dzień, czy nawet od czasu do czasu w szpile! Tym bardziej nosiłam rozmiar 38-40 (teraz wiem, że to nie jest dramat rozmiar), ale dla niego to nie było to, byłam za gruba w jego oczach. Nawet nie wiesz jak jego niezdecydowanie i tkwienie przy mnie z racji tylko jego MÓWIĄC WPROST WYGODNICTWA, INFANTYLNEGO ZAUROCZENIA MOIM USPOSOBIENIEM, SPOSOBEM BYCIA (tak, te przeintelektualizowane rozmowy podczas zimowych spacerów) sprawiły, że mam traumę w temacie mojej kobiecości. Nadal ostro pracuję nad tym, by siebie nie skreślać jako kobieta, bo fizycznie nie uzupełniam super-hiper -gówno dualizmu piękna ciała i ducha. Z resztą - życie weryfikuje wiele naszych postaw i potrzeb względem relacji.
      Był ogromny syf w naszym związku, bo rozjeżdżaliśmy się na płaszczyźnie światopoglądów i ugodowości, A TYM BARDZIEJ DOJRZAŁOŚCI I PREFERENCJI. DOROSŁY I ODPOWIEDZIALNY CZŁOWIEK, WIE Z JAKIMI JEDNOSTKAMI CHCE TWORZYĆ RELACJE, A Z JAKIMI NIE! 

      Dziewczyna jest niepełnosprawna. Ok, ma prawo mieć zdrową i satysfakcjonującą relację z mężczyzną. Jednak jej codzienność jest inna od codzienności innych lasek. TO JEST FAKT. TEGO MAGICZNIE NIE ZMIENISZ, TAK PO PROSTU JEST, SĄ STAŁE PROBLEMY W ŻYCIU CODZIENNYM TAKIEJ OSOBY.
      Jeśli TERAZ owy FAKT CI NIE PASUJE. Myślę, że czas po męsku, z kulturą zakończyć tę relację. Radziłabym nie mówić jej wprost jaki jest powód zerwania. Tym bardziej - MASZ 21 LAT I JESZCZE SAM OGARNIJ SWOJE PREFERENCJE I WYMOGI i SKALĘ POŚWIĘCEŃ WOBEC POTENCJALNEJ DZIEWCZYNY DO STAŁEJ RELACJI. 

      Dodam, że z moich obserwacji wynika, że często z niepełnosprawnymi kobietami tworzą związek mężczyźni którzy:
      1) mają w swojej najbliższej rodzinie kogoś niepełnosprawnego;
      2) wykonują zawody : pielęgniarza, opiekuna, nauczyciela, pracownika socjalnego, terapeuty
      3) mają więcej empatii, ugodowości, opiekuńczości, czy wręcz altruizmu, mniejsze wymogi estetyczne wobec kobiety, mają mniejsze libido od statystycznego mężczyzny
      4) jest podwyższona u nich potrzeba kontroli nad partnerką

      O sytuacjach, kiedy partnerka staje się osobą niepełnosprawną, to w nowym wątku. 

      Dla obczajenia w wolnej chwili:

       
    • By hogen
      Witajcie,
       
      Aby dobrze opisać moją historię zrobię to w rozdziałach, choć i tak połowę pominę, bo jest tego na na kilka tomów.
       
      ROZDZIAŁ I - WYŁĄCZENIE SIĘ MÓZGU
      Panią poznałem budując swoją małą lokalną telewizję Internetową na jednym z wywiadów na którym była gościem. Napisała książkę i po prostu o tym rozmawiała ze spikerką. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia, jak błysk z jasnego nieba. Papka z mózgu. Mógłbym wtedy wszystko rzucić byle być obok niej. I tak zaczęła się historia. Dostrzegłem to już za późno i z perspektywy czasu, ale od początku 90% zaangażowania w związek wkładałem ja. Nawet sama mi to powiedziała kiedyś, że "wydreptałeś sobie ten związek". Bo wielka Pani (czego nie widziałem na początku) nie raczyła się zaangażować w równym stopniu. Byłem na dorobku i nie miałem praktycznie nic. Bardzo chciałem z nią być. Ona z dość bogatego domu. Kupiłem auto na którego utrzymanie nie było mnie stać, bo wielka Pani powiedziała, że jak kupię CLIO ( chciałem wtedy kupić nowe w leasing na firmę) to do niego nie wsiądzie). Ja ciągle do niej jeździłem, zabierałem ja na wyjazdy, wycieczki, kawy, obiady itd. Ona przyjechała do mnie może 1-2 razy. Od początku przez 5 lat związku nie chciała żadnych wspólnych zdjęć, co mnie od początku trochę dziwiło, ale ok. Nie robiłem nic wbrew temu co Pani chciała. Zbiegiem okoliczności zaczęło się mi nawet nieźle żyć. Na swojej firmie zarabiałem i pracowałem u znajomego jako jego prawa ręka. I wszystko szło do przodu. Sielanka, wyjazdy, seks non stop, w domu, w aucie, w hotelu, rano, wieczorem. Ale nic nie trwa wiecznie.
       
      RODZIAŁ II - KRACH NA GIEŁDZIE UCZUĆ
      Zaszła w ciąże czego bardzo chciałem i ona wtedy też (bo później to była moja wina) i było ok. Byłem na każde zawołanie. Seks był non stop. Wszystko super. Przyszedł moment w którym ze znajomym dość mocno się pogryzłem i odszedłem z jego firmy. Zostałem tylko na swoim. Nie było lipy, bo kasa była odłożona, dwa auta, mieszkaliśmy u niej, bo tatuś kupił jej mieszkanie, więc ja decyzję o zakupie czy budowie domu odłożyłem w głowie na kilka lat do przodu (co zostało wykorzystane przeciwko mnie). Była już jesień, poród na wyznaczony na styczeń. W między czasie poznałem super gościa (kucharza), a że zawsze chciałem mieć kanjpę to postanowiliśmy zrobić biznes razem. Wynająłem lokal. I tutaj krach. Od kiedy ją poznałem wszystko jej mówiłem, wiedziała o wszystkim, co robię, co zamierzam, co planuję. Na poczatku przez 2 miesiące mówiła, że pomysł super. Że ona też miała takie marzenia. Ja sobie mówię, cholera złota kobieta. Kilka dni po tym jak wynająłem lokal zaczęło się gadanie, z dnia na dzień coraz większe. A może zrob sam, bez wspólnika. A może coś innego, a może sro, tamto. A jak nie dasz rady. A bo cie nie będzie w domu. A bo będziesz wracał późno. Po tygodniu maltertowania psychicznego, zerwałem umowę, a że byłem dupa jeszcze w biznesie w umowie nie było opcji wypowiedzenia jej. Musiałem zapłacić 90tys. kary. Firma to była duża, bo mają w nieruchomościach pół Łodzi i nie chciałem bawić się w sądy bo ciąża bo dziecko, czego teraz żałuję. Sprzedałem jedno auto i wziąłem kredyt. Spłaciłem.
       
      PS. zapomniałem wam dodać. Pani aktualnie ma 32 lata. Ja jestem 5 lat młodszy. Nigdy nie pracowała bo zawsze tatuś ogarniał wszystko, miał dużą firmę. W trakcie naszego związku oboje jej rodziców zmarło. Mama chorowała 15 lat na płuca. Tata rak trzustki. Przez pierwsze 2 lata w związku karmiła mnie tym jaki to jej tata i rodzina są źli. Nie odbierała telefonów od rodziny. Miała mnie wtedy na wyłączność. Byłem jej spadochronem i oparciem i wierzyłem w to wszystko co o nich mówi. Co w 90% było kłamstwem. Mama zmarła gdy byliśmy na wakacjach nad morzem 4 lata temu. Od tego czasu to moja wina, bo gdyby ona była wtedy na miejscu, mama żyłaby do tej pory, a wyjazd to był mój pomysł. Separowała się od niego, ciągała go po sądach o majątek po śmierci mamy. Tata zmarł 2 lata temu w święta. Tez moja wina, bo gdyby mnie nie poznała to by się od niego nie odsunęła i był żył. Nigdy nie namawiałem jej do zerwania kontaktów w rodziną. Wręcz przeciwnie. Wiele razy pytałem czemu nie odbiera od nich telefonów. Teraz wmawia mi, że to moja wina. Żenada. Ale co jest warte słowo przeciw słowu. Szkoda, że jej nie nagrałem. Potem zaczałem to robić.
       
      RODZIAŁ III - DZIECKO, ŚMIERĆ TATY I LODOWA KRAINA
      Syn urodził się w styczniu. Byłem przy całym porodzie potem dzień w dzień w szpitalu. Przyjechaliśmy do domu i zaczęła się lodowa pustynia. Zero czułości. Zero przytulania. Buzi nie, bo ona musi właśnie podłogę zmyć. Zawsze była wymówka. Zasypiała odwrócona plecami. Jak się przytulałem to nie bylo reakcji, mogłem, ale ona nie reagowała. Więc z czasem i to przestałem robić. Ale to bardzo boli, siedzi w Tobie jak cierń i krwawisz wewnątrz. Z bezsilności płaczesz w środku, głęboko w sobie. Dlaczego ktoś tak Ci bliski, nagle przestaje Cię zauważać. Nie jesteś już potrzebny? Już mnie nie kocha? Generalnie jak kobieta urodzi dziecko to nic innego, tylko jej kurwa tron i salę tronową zbudować, tam posadzić i bić pokłony, bo ona dziecko urodziła. Wielkie osiągnięcie życia. Jej się teraz należy wszystko, Ty to wgl jesteś tyle co ten dywanik pod drzwiami wart, bo ona jest wielka matka rodzicielka tej ziemi. Kurwa cud się stał. Objawienie. Bóg zstąpił. Panią na lektykę i klękajcie narody. Co to ona nie przeszła. 10 kilometrów pod ziemią, własnymi rękami wydrążyła tunel i wykopała dziecko, potem z własnych włosów zrobiła linę, wyczągała się na powierzchnię, stoczyła epicką bitwę z wilkiem i zającem, wspięła się na Mount Everest po czym wzbiła się w przestrzeń, pokonała Voldemorta i Vadera, zbudowała gwiazdę śmierci, pokonała zło na świecie i oto jest królowa, sól tej ziemi, jedyna na świecie kobieta która urodziła dziecko.
      Seks, a co to wgl jest? Jakaś bakteria? Nie słyszałam... Tu rozumiałem swój pierwszy błąd. MIESZKAM U NIEJ. KURWA. Nigdy tego nie róbicie. Albo u siebie, albo na wspólnym, albo u rodziców, albo wynajmij, ale nigdy kurwa przenigdy nie wprowadzaj się do niej. Gdy syn miał miesiąc, zaczęła się gadka dzień w dzień i kłótnie, że ona musi ode mnie odpocząć. Że wszystko ją wkurwia co robie. Że wracam z siłowni o 24 i ją budzę (a kiedy kurwa mam iść jak pracuje, potem jestem z dzieckiem, potem ogaraniam mieszkanie i robi się 22). Były pretensje dosłownie o wszystko. Zaczęła się gadka, żebym wyprowadził się na tydzień. Ona musi odpocząć. I tak 2 miesiące mnie maglowania. W końcu pewnego dnia była kłótnia jak zwykle, a suka zaczęła zmieniać zdanie i fakty i puściłem jej nagranie, że miesiąc temu mówiła zupełnie coś innego i się zaczęło. Awaktura jak talala, że ją nagrywam w jej własnym domu i jak śmie wgl.  Ale to była jedyna broń, żeby pokazać jej jaką jest hipokrytką. Ale wróć "w jej własnym domu". Aha jeszcze wróć - w ciąży bardzo chciałem, mówiłem o tym bardzo często, żeby wziąć ślub, ale ona że nie, że jak dziecko będzie miało rok może dwa. Trochę się dziwiłem, że nie chce tego sformalizować, ale cóż, ja zawsze szedłem Pani rękę i tu w sumie dobrze, że to tego nie doszło. Ok przewijamy dalej. Czyli dowiedziałem się, że nie jestem u siebie. Chciałem załagodzić sytuację dla dobra dziecka i powiedziałem, że ok wyprowadzę się na tydzień. Oczywiście dzwoniła non stop i byłem rano i wieczorem. Jak ten pies kurwa na pilota. ŻENADA. Ale łożka nic, przytualania. Lodowa kraina full opcja last minute power 3000 pro. Po 2 dniach powiedziała, że ona potrzebuję więcej czasu. Ok. Dwa tygodnie. Potem miesiąc. Z miesiąca zrobiło się pół roku. A wyprowadziłem się na początku maja. Byłem sobie Pan piesek. Dawałem kase. Rano i wieczorem byłem opiekować się dzieckiem. Do tego mały był na 5-6 godzin dziennie u niani za co ja płaciłem, bo ona musiała w ciągu dnia odpoczywać. Mieszkanie 40m2, brak pracy i jedno dziecko. Ale kurwa Pani jest zmęczona bardzo. Dodam, że nigdy nie gotowała i nie gotuje. Dziecku podgrzewa gotowce. Więc jej jedynym obowiązkiem było zająć się dzieckiem i posprzątać. Auto jej kupiłem (fiata 500 za 30tys. jak pojechaliśmy go odebrać we Wrociławiu to zrobiła taki cyrk, że mi było wstyd przed gościem, bo ona nie będzie jeździła takim gównem, Pani chce Mercedesa, ale wtedy się postawiłem i mówie, że albo nim wraca, albo go sprzedaję i niech jeździ autobusem). Więc miała wszystko. A ja mieszkałem sobie osobno na telefon jak pies.

      PS. Po urodzeniu dziecka nie stałem jako super finansowo. Kara za lokal. Dochody tylko z własnej firmy i brak głowy do jej rozwijania przez sytuacje z toksyczną partnerką. Ale jakoś było. Starczało na wszystko. Ale mówiła mi, że jej nie pociągam tak jak kiedyś. Dlatego nie ma seksu. Bo ja sam jej daje takie syngały, bo sam nie czuję się super samcem, bo nie mam takich finansów jak kiedyś i wlg nie jestem facet bo nie mam dobrej firmy i dobrego auta i nie stać mnie żeby zbudować dom. Dom? Przecież ustaliliśmy że przez 3-4 lata mieszkamy tutaj i nie było problemu, potem myślmy o zmianie. Serio? Ona nie pamięta, żeby coś takiego było ustalane. Ręce opadają. Wszystko obraca się przeciwko Tobie. Walczysz z wiatrakami i samym sobą. Choć miała wszystko co trzeba, to było źle. Wiele razy się prosiłem o seks. Wiele razy prosiłem się o uwagę, co jest żenujące i daje tylko satysfakcję drugiej stronie w takiej sytuacji. Z perspektywy czasu żałuję, że byłem taką pizdą. 
       
      ROZDZIAŁ IV - POWRÓT, ROZCZAROWANIE I WENETRZNA REBELIA
      Wprowadziłem się ponownie na początku grudnia. Było ok. Seksu prawie wgl innych czułości tez wgl, ale cieszyłem się, że jesteśmy razem. Pogodziłem się z brakiem seksu. Zrezygnowałem wewnętrznie z siebie i swoich potrzeb, co jest chore. Święta. Nowy Rok. Fajnie. Od stycznia powtórka z rozrywki. Lodowa kraina vol.2 Ostateczne Starcie. Po tym jak pierwszy raz mnie wyjebała z mieszkania. Płakałem, nie powiem. Chodziłem jak struty, ale to mnie z biegiem czasu pozbawiło uczuć do niej. Po prostu miłość wyparowała. Facet buduje związek na łóżku. Gdy tego nie ma z czasem stajesz się głazem. Przestajesz się starać. Nie inicjowałem. Nie przytulałem się. Jej to raczej było na rękę. Minął rok od porodu. Ale nie zmieniło się totalnie nic. Królowa lodu w swoim królestwie. Dała mi dosadnie znać, że to jej teren. Moje rzeczy trzymałem w 2 pudełkach kartonowych na dnie szafy. Reszte mebli to były jej ciuchy i małego. Moją resztę miałem w bagażniku w aucie. Przez cały grudzień i styczeń nie miałem nawet kluczy do mieszkania. Ogarnia to ktoś? Po wielu kłótniach dała mi komplet. Ale w tym wszystkim nie było już miłości. Myślałem, że jak przestanę się starać to ją coś ruszy. Nie ruszyło. Zero uczuć. Zero empatii. Rozmowy jak ze ściną. Ona ma we wszystkim rację. Ja jestem ten gorszy sort. Miałem to już w dupie i miałem tego dość. Przeszły mi smutki. Wieczory spędzałem na mieście albo w biurze. Tam był spokój, cisza. Nikt nie marudził. Nikt nie pierdolił bez sensu. Kilka razy byłem na paniach z Roksy, bo musiałem się wyładować. Wewnętrznie sobie udowodnić, że jestem dalej facetem. Zero skruchy. Nie żałuję. Nie zależało mi już. Zapisałem się na kurs programowania do Warszawy. Spakowałem moje dwa pudełka i wyszedłem. Ona z wielkim płaczem, a ja z uśmiechem - wolność myślę sobie. Ku chwale. Po wolność. Jadę.
      Ps. w miedzy czasie obrabiała mnie do moich rodziców i znajomych. Gdy prosiłem, aby czegoś nie mówiła bo to jest tylko do jej wiadomości. Nigdy, nawet raz nie dotrzymała słowa. Zawsze się dowiedziałem, że puściła parę. Można być z kimś takim? 

      ROZDZIAŁ V - PRZEBUDZENIE MOCY
      W warszawie mieszkałem od maja do końca września. W tym czasie Pani nawet raz do mnie nie przyjechała. Nawet raz. Ja na początku przyjeżdzałem 2-3 razy w tygodniu. Nie chciałem żeby dziecko mnie zapomniało. Zdarzyło się, że nawet kilka razy nie otworzyła mi drzwi, bo przyjechałem "za późno". Z czasem przestałem. Byłem tylko w weekend spędzić czas z synem. Przez cały ten czas pretensje, non stop telefony że ją zostawiłem, że jestem pizda nie facet, że kto tak robi. Że jestem tu bardzo potrzebny. Ale sama nie pomyślała, że nie zrobiła nic, żebym nie wyjechał. NIC. Zrobiła wszystko, żeby tak się stało. Mówie jej, przyjedź mam mieszkanie, ty odpoczniesz ja zajmę się małym w Warszawie. Ona nie przyjedzie.... Miałem w dupie jej żale. Przez te miesiące odreagowałem, nabrałem dystansu, ale trochę mnie ruszyło. Pomyślałem, że może czas to poskładać. Może się ogarnęła. Na początku października wróciłem. W między czasie stwierdziłem też, że programowanie to nie moja bajka, ale kurs zrobiony. Wróciłem na miejsce też z tego względu, że chciałem być blisko dziecka i zakładam nowy biznes o którym myślałem od zawsze. Ok wrociłem. Wiedziała o tym, bo dzwoniłem w poniedziałek, że od środy jestem na stałe. Ale nie byłem już taką pizdą jak kiedyś i nie narzucałem się i nie prosiłem o nic. Jest środa cisza. Czwartek cisza. Piątek cisza. Pani czeka, aż się odezwę. Ja nic. W sobotę jade po małego bo tak mamy ustalone, że soboty ja przejmuję stery. Pani mówi z wielkim wyrzutem, dlaczego nic nie pomagam od środy. Ja mówie są telefony, to Twoje mieszkanie ja nie będę się wpraszał. Pani mówi dalej, że to mi powinno zależeć, że to ja mam dzwonić. Taki mój obowiązek. Skoro umiałem założyć rodzinę i zrobić dziecko to mam teraz latać. Jaką rodzinę? Rodzina to jest jak ludzie są po ślubie. A ona nie będzie za facetem latać i się prosić. To o kobietę trzeba się starać. Nic nic komentuję. Mówię tylko, że moge Ci puścić kilka naszych rozmów jak to wrzeszczysz jaki to jestem tutaj potrzebny. Jestem od kilku dni i nie widzę jakoś tego, zero konaktu. Zatkało kakało. Odwrócenie kota i moja wina... jak kto nagrywam rozmowy znów. Tak to. Bo Ci nie ufam. W dalszej rozmowie, mówi że ona może mi dać szanse i coś tam, ale muszę się starać, pokazać jej, że mi zależy, ona musi mi znów zaufać. Hę. Ja mówie to samo. Ty pokaż. Bo ja już nie wierzę że się zmienisz... wychodzę.
       
      MORAŁ
      Wróciłem i nie zmieniło się totalnie nic. Tak ja urodziła, tak do tego czasu nic. Pani się nie oddzywa, chyba że musi. Ja też nie dzwonię. Jestem na miejscu i nie jestem potrzebny jak to bardzo mi wypominała. Teraz nie ma wgl gadki. Mamy ustalone kiedy co i jak i za ile. Prawie 6 lat związku. Nauczyło mnie baardzo dużo. Na szczęście nie było ślubu. Zaręczyłem się, ale Pani po godzinie oddała mi pierścionek, mówią, że jej się nie podoba, a zrobił to tylko po to, żeby poszła ze mną do łożka (do czego nie doszło, nie taki był cel, no ale, sami sobie przemyślcie co tu jest odjebało). Mógłbym napisać tutaj dekalog faceta. NIE DAJ SOBIE WEJŚĆ NA GŁOWĘ. Nie dostosowuj się. Nigdy nie żebraj o miłość. Nigdy nie żebraj o seks. Nie bądź pizda na telefon. Nie mieszkaj na jej warunkach. Stawiaj swoje warunki. Dbaj o swoje potrzeby. Mów co myślisz. Bierz co Twoje. W łożku traktuj jak dziwkę, twardo pokaż to ktu jest Panem. Masz być facetem twardym jak Gladiator. Nieważne ile masz i co robisz. Ważne jak się zachowujesz. Nigdy nie daj sobą sterować. Nie pytaj jej o zdanie, rób. Nie spowiadaj się. Nie ufaj w 100%. Nie mów wszystkiego. Nie musi o wszystkim wiedzieć. Nie pozwalaj się poniżać. Nie pozwalaj się stłamsić. Nie pozwalaj żeby podważała Twój autorytet. To TY tu jestem Panem sytuacji. Kobieta musi być trzymana twardo. "Kiedyś zakładli im homonto i orali nimi pole". Kiedyś kobieta znała swoje miejsce. Była do garów, do dzieci i do kuchni. Koniec. Teraz pizdy przez tą równość mają sieczkę w głowie, dlatego polecam poczytać (https://swiadomosc-zwiazkow.pl/hipergamia-kobiet-brak-seksu-zwiazku/) aby być świadomym kobiecej natury. Trzeba naprawdę świadomej swojej natury kobiety, żeby nie zrobiła z Ciebie pawiana i nie złamała Ci serca. Wbrew temu co się mówi, myślę że faceci są 100 razy bardziej uczuciowi od kobiet. Facet będzie z kobietą która nie ma nic i da jej wszystko. Pokocha za to, że jest. W drugą stronę to nie działa. Mało jest kobiet, gdzie ona zwiąże się z "biedakiem" żeby razem do wszystkiego dojść, wspólną pracą. Księżniczce trzeba dać wszystko dać na tacy, bo ona jest kobietą i jej się należy. Potem i tak się okaze, że to za mało i pójdzie w długą. Jebać lata zwiąku, dzieci i małżeństwo. Natura wygrywa. Nigdy nie ufaj kobicie. Wszystko co mówi i myśli jest tymczasowe. Zmieni zdanie.
       
      Na obecnym momencie w życiu zdecydowałem się nie wchodzić w kolejny związek. Otworzyłem warsztat samochodowy, zacząłem robić to co naprawdę lubie. I powoli wracam do życia. Seks jak chcecie możecie mieć od reki bez proszenia się sfochowanej partnerki. Wystarczy iść do klubu albo zapłacić. Mam już syna. Kobiety nie potrzebuję. Skupiłem się na zarabianiu silniejszy i zmotywowany jak nigdy dotąd. A ona do końca życia będzie mieszkała w tych 40m2 po ojcu, bo do pracy nie pójdzie. Braciszek bananowy chłopiec przejąć firmę i majątek i daje jej kasę co miesiąc. Więc Królowa Życia żyje na garnuszku brata, krórego jeszcze niedawno miała za zło największe i mówiła jaki to on niedobry jest, jak cała rodzina do której teraz jeździ na herbatki itd... teraz ja jestem ten zły, a rodzina jest super i ona nigdy nie mówiła o nich źlę, ja kłamię :). Może trafi na frajera z kasą może nie. Każdy się na niej pozna z czasem. Zresztą takich jest wiele. Wielu braci przez takie kobiety ma długi albo siedzi. Koniec takiego traktowania. Wkurwia mnie też telewizja i media po promują wizerunek "królowej życia" super zaradnej kobiety co klnie, zachowuje się jak facet i wygląda jak glonojad, a z facetów robią pizdy, pantofli i pedałów. Taki teraz wizerunek kreują media. Głownie TVN. Wszystkie te programy weselne, modowe itd. Tam nigdzie nie ma normalnego faceta. Same pizdy. Bo normalny, prawdziwy facet nigdy nie pójdzie do takiego programu. Przez to wszystko mamy pod górkę. My faceci którzy się obudziliśmy, mamy teraz ciężkie czas do życia. Może jakiś ruch, stowarzyszenie, fundacja? Czas łamać schematy. Czas skończyć z księżniczkami.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.