Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Reedson

Moja spowiedź, związek, życie...

Recommended Posts

Witam, jestem już na forum sporo czasu, ale do tej pory jakiegoś poważnego tematu odnośnie tego jak tu trafiłem i co skłoniło mnie, by zostać jeszcze nie napisałem. Zbliża się koniec roku i chciałbym się Wam drodzy bracia wygadać, wyżalić, zapytać o zdanie, o radę. 

Na początek opiszę trochę siebie, później przejdę do części właściwej tematu.

Lat 26, wykształcenie średnie, praca ~3,5k pln, na miejscu (mieszkam na małej wiosce). Doświadczenie z kobietami? Słabo, w wieku 14-18 lat było bardzo dobrze, należałem do "ekipy", kręciło się sporo dziewczyn, spanie po namiotach i całonocne wizyty u nich, ale wtedy wmawiałem sobie, że jestem za młody na coś więcej niż jakieś macanie, czy o zgrozo, związek. Po pójściu do szkoły średniej powoli stare znajomości się urywały, klasa męska, kobiet brak. 

Po skończeniu technikum poszedłem na studia, na które nie chciałem tak naprawdę iść, ale "wszyscy" szli na studia, więc ja też poszedłem... Kierunek - informatyka z wydziale matematyki. Było mi ciężko, bo zawsze z przedmiotami ścisłymi miałem problem. Po 3 semestrze odpuściłem i poszedłem do pracy za minimalną krajową z dojazdem który zajmował mi ponad godzinę w jedną stronę (autobusem firmowym). Przepracowałem tam 3 lata, oczywiście po paru miesiącach moja stawka szła dosyć szybko do góry, ale przez dojazd z pracy zrezygnowałem, bo wstawanie o 4 i wracanie o 16 mnie dobijało. Teraz, od 1,5 roku mam pracę na miejscu za te same pieniądze. Jak spędzałem czas w tych latach? 22-24 spędziłem na graniu w gry, sporadyczne wyjścia z paroma kumplami których miałem. Szczerze? Byłem szczęśliwy mając tak chujowe życie.

Dodam, że z wieku 18 lat pojawił się na mojej mordzie trądzik, z którym nie mogłem wygrać aż do 23 roku życia. To bardzo obniżyło moją samoocenę. Do tego doszło jakieś 20kg nadwagi.

Aż pewnego dnia poznałem JĄ w jednej z gier mmo w które grałem. Dziewczyna w moim wieku, taka 5/10, inteligenta, nawet bardzo, po studiach drugiego stopnia. Szybko zaczęliśmy ze sobą pisać, rozmawiać na discordzie. Pierwsze spotkanie było w gronie 4 osób u niej w mieście, 2 tygodnie później pojechałem już spotkać się we 2, kino, kawa. Dzieliło nas jakieś 90km. Trzecie spotkanie było już u mnie, przyjechała na noc. Jako że byłem białym rycerzem, porządnym facetem, a ona dosyć szybko po poznaniu mnie oznajmiła, że nie lubi seksu to do niczego nie doszło :D 

 

Wcześniej była tylko w jednym dwuletnim związku z jakimś kolesiem zza granicy, również poznanym w grze. Nigdy wcześniej nie miała orgazmu, po kilku spotkaniach udało mi się ją doprowadzić do szczytowania, tydzień później był nasz pierwszy raz (jej ze mną a mój w ogóle w życiu). Chyba nie muszę mówić, że było słabo a później nie doprowadziłem jej do orgazmu nawet manualnie i była obraza. I UWAGA, było to jakieś 1,5 miesiąca odkąd "oficjalnie" byliśmy razem i to był jedyny raz kiedy uprawialiśmy seks 😂 Tak, teraz jest czas na pośmianie się ze mnie, sam się z tego śmieję, także śmiało :D 

Później tylko usta i ręce (z mojej strony) i tylko rączki z jej :) Czasami dawałem jej kilka orgazmów jednego dnia a ona z łaski swojej zwaliła mi konia pod prysznicem i tyle^^ 

Przez cały okres tego "związku" byłem na każde jej zawołanie, dziś wiem, że oblałem MASĘ, chyba wszystkie shit testy jakie mi robiła. Najlepszy?

Mówi, że jej znajomy zaprosił ją na wesele jako osobę towarzyszącą, ale raczej odmówi. Ja na to "dlaczego? biedak nie będzie miał z kim iść" 🤣 3 tygodnie później mówi mi, że jednak z nim pójdzie, bo się jej żalił, że faktycznie nie ma z kim iść a do wesela tydzień, chyba, że będę miał coś przeciwko. No i oczywiście miałem, choć ten tekst wyżej odebrała jako przyzwolenie i wcale się jej nie dziwię. Musiała wszystko odkręcić. Później sama mówiła mi, że od razu powinienem po prostu powiedzieć, że jej nie puszczę i byłby koniec tematu...

 

No i tak trwaliśmy aż do września, wtedy to napisała mi, że powinniśmy się rozstać, że nie ma "tego czegoś". Ja oczywiście płacz, błaganie o powrót, rozmowa, zgodziła się. Było jeszcze gorzej, w okresie od września do końca listopada widzieliśmy się 2 razy. No i pod koniec listopada w wyniku małej sprzeczki znów napisała mi, że to nie ma sensu i to koniec. Jak zareagowałem to się pewnie domyślacie. Była to sobota rano, od razu chciałem do niej jechać, ale mi zabroniła bo jej nie będzie. Pojechałem w niedziele, 90km oddać jej dwie rzeczy i się pożegnać. Nawet mnie nie wpuściła do domu, tylko weszła mi do auta i dała mi jakieś 5min, bo spieszyła się na zakupy do biedronki :D:D 

Byłem totalnie rozbity, zapłakany, upokorzony. Chciała dalej się ze mną "przyjaźnić" i "grać razem w gry" (tak to ujęła). Oczywiście się zgodziłem. Wszystko to miało miejsce na początku grudnia 2018 i trwało do wczoraj. Wczoraj wieczorem chwilę z nią pogadałem na discordzie o pierdołach. Ale coś mnie tknęło i późnym wieczorem poblokowałem ją wszędzie. Tylko nasz wspólny znajomy napisał mi, że chciałaby wiedzieć dlaczego. Napisałem tylko, że tak będzie dla mnie lepiej.

Pierwszy miesiąc po rozstaniu to była katorga. Wszędzie wysyłała zdjęcia jak to wychodzi na lody, na łyżwy, wiedziała, że to widzę i że to mnie kurewsko boli, bo właśnie w te miejsca chciałem ją wyciągnąć przez ostatnie tygodnie, ale jej się nie chciało :) Na początku 2019 napisałem jej elaborat jak ja to jej dziękuję za wszystko, że ją przepraszam i masę innych upokarzających mnie bzdetów.

Pod koniec stycznia trafiłem na kanał Demasty na youtube, chwilę później na to forum, za co jestem cholernie wdzięczny. 

 

Jak wyglądał rok 2019? Od lutego poszedłem na siłownię, czerpałem wiedzę z forum, przeczytałem kilka książek (wcześniej praktycznie nic nie czytałem), zrobiłem formę życia (krata na brzuchu, odkryłem, że mam całkiem dobrą genetykę do sylwetki), ogarnąłem zarost, ubranie. Myślę, że z otyłego gościa 4/10 zrobił się ze mnie 7/10. Kupiłem na wiosnę całkiem niezły samochód z segmentu D w najnowszej budzie... To był dobry rok, czuję, że posunąłem się do przodu.

Jednak mam ogromny problem. Nie potrafię się z niczego tak szczerze cieszyć. Odkąd się z nią rozstałem, przykładowo oglądanie seriali czy granie w gry mnie nie wciąga, nie potrafię się z tego cieszyć, bo wcześniej zawsze robiłem to z nią, dzieliłem się wrażeniami, cieszyliśmy się wspólnie. Od rozstanie to wszystko jest takie... nijakie. Tak samo z tym ogarnianiem siebie. Chyba sam siebie oszukuję, że robiłem to dla siebie a nie dlatego, żeby zwrócić na siebie jej uwagę. 

Chyba nie muszę mówić, że przez ten cały okres ją "stalkowałem". Sprawdzanie z kim grała, co robi, jakieś wchodzenie na jej fb... Od wczoraj koniec z tym, jest wszędzie zablokowana. I wróciły ten wszystkie beznadziejne uczucia. 

Największym problemem jest chyba to, że czuję się cholernie samotny. Nie mam z kim pogadać. Z rodzicami od zawsze miałem słaby kontakt (mimo tego, że wychowali mnie dobrze, normalna rodzina), nawet internetowi znajomi mają dziewczyny, znajomych i w dni takie jak np. okres świąteczny przeważnie zostaje sam. 

 

I tu pojawia się moja ogromna chęć wejścia w związek, mimo wiedzy zaczerpniętej z forum jestem cholernie zdesperowany, a to z kolei prowadzi do stresu i traktowania każdej kobiety z którą się umówię jak bóstwo...

Parę tygodni temu założyłem konta na tinderze, badoo... Nie powiem, odzew całkiem spory, przeważnie laski odpisywały, ale albo traciły zainteresowanie po kilku wiadomościach (bo jestem nudziarzem i nie potrafię flirtować), albo dochodziło do jednego spotkania na którym byłem cholernie spięty i na jednym spotkaniu się kończyło. 

 

Bardzo chaotyczny post, jeśli ktoś przebrnął przez ten bełkot to dziękuję.

Bracia, co robić? Chciałbym odzyskać życie towarzyskie przede wszystkim. Mieć się do kogo odezwać. Cieszyć się z życia, być wyluzowanym. W kontaktach z kobietami, atrakcyjny wygląd mi kompletnie nic nie daję, bo tracę dobre wrażenie po wymianie kilku zdań. Wiem, że kobiety czują ode mnie słabość charakteru, brak pewności siebie, ale nie wiem jak się w końcu kurwa ogarnąć. 

Jeśli ktoś chciałby o coś dopytać to śmiało. 

 

  • Like 6
  • Thanks 1
  • Sad 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, Reedson napisał:

Odkąd się z nią rozstałem, przykładowo oglądanie seriali czy granie w gry mnie nie wciąga, nie potrafię się z tego cieszyć, bo wcześniej zawsze robiłem to z nią, dzieliłem się wrażeniami, cieszyliśmy się wspólnie. Od rozstanie to wszystko jest takie... nijakie.

Coś Ci powiem. Kiedy umarł mój najlepszy przyjaciel, po prostu... zostawiłem to, co robiliśmy razem, ale pasja pozostała. Tzn. po prostu wybrałem sobie inne gry, inne seriale, inne sporty. Bo lubię te rzeczy, ale musiałem coś zmienić, bo inaczej bym zwariował. Polecam to samo.

 

7 minut temu, Reedson napisał:

I tu pojawia się moja ogromna chęć wejścia w związek

Na desperata nikogo nie znajdziesz sensownego, znów trafisz jakąś toksyczną atencjuszkę.

 

8 minut temu, Reedson napisał:

Chciałbym odzyskać życie towarzyskie przede wszystkim.

Do tego nie jest Ci potrzebna żadna baba. Tak naprawdę, to będzie Ci tylko przeszkadzać w tym celu.

 

Skoro ogarnąłeś siłownię i poznałeś się od nieznanej Ci strony - może dodasz nowe sporty? np. zaczniesz chodzić na boks czy MMA. Zagadasz do jakiejś grupy na fb i zaczniesz jeździć z nimi na długie wyprawy rowerowe albo zaczniesz się wspinać na skałkach? A może coś bardziej nerdowskiego, np. "podręcznikowe" gry RPG ;) Najgorsze, co możesz zrobić, to zacząć chodzić na denne imprezy z nudnym towarzychem, chlać do nieprzytomności (ze smutku, że każdy z "połowicą" przylazł) i użalać się nad sobą. Sposobów aktywności jest mnóstwo. Poznasz ludzi, ogarniesz się towarzysko, nie wpadniesz w chlanie i nie będziesz non stop zgrzytał zębami obserwując innych jak na imprezach.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wykonałeś kilka dobrych ruchów z ogarnięciem się. Masz podstawy żeby iść dalej.

 

Po pierwsze, jako że znasz forum to wiesz że nie buduje się sensu życia na kobiecie więc je tak nie traktuj.

 

Po drugie, znasz forum to też znasz naturę kobiet więc związek z nimi to nie zbawienie a droga krzyżowa z bonusami.

 

Po trzecie, nie poddawaj się. Umawiaj się. Ćwicz. Jednak nigdy nie stawiaj kobiety na piedestale. Spotkania traktuj jak trening. Za jakiś czas dojdziesz do wprawy.

 

Po czwarte, zawsze używaj prezerwatywy.

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Cytat

Coś Ci powiem. Kiedy umarł mój najlepszy przyjaciel, po prostu... zostawiłem to, co robiliśmy razem, ale pasja pozostała. Tzn. po prostu wybrałem sobie inne gry, inne seriale, inne sporty. Bo lubię te rzeczy, ale musiałem coś zmienić, bo inaczej bym zwariował. Polecam to samo.

Tylko, że u mnie nie jest to problem związany ze wspomnieniami z nią, czy coś tego rodzaju. Jak tak pomyślę, to ja w ogóle nie potrafię się niczym tak szczerze cieszyć :( 

Cytat

Na desperata nikogo nie znajdziesz sensownego, znów trafisz jakąś toksyczną atencjuszkę.

Wiem, dlatego pousuwałem wszystkie konta na portalach randkowych i na razie chcę ogarnąć swoją głowę do końca.

Cytat

Do tego nie jest Ci potrzebna żadna baba. Tak naprawdę, to będzie Ci tylko przeszkadzać w tym celu.

 

Skoro ogarnąłeś siłownię i poznałeś się od nieznanej Ci strony - może dodasz nowe sporty? np. zaczniesz chodzić na boks czy MMA. Zagadasz do jakiejś grupy na fb i zaczniesz jeździć z nimi na długie wyprawy rowerowe albo zaczniesz się wspinać na skałkach? A może coś bardziej nerdowskiego, np. "podręcznikowe" gry RPG ;) Najgorsze, co możesz zrobić, to zacząć chodzić na denne imprezy z nudnym towarzychem, chlać do nieprzytomności (ze smutku, że każdy z "połowicą" przylazł) i użalać się nad sobą. Sposobów aktywności jest mnóstwo. Poznasz ludzi, ogarniesz się towarzysko, nie wpadniesz w chlanie i nie będziesz non stop zgrzytał zębami obserwując innych jak na imprezach.

Haha, no ostatnich kumpli potraciłem po części przez babę :D  tych z rl - bo nie było dla nich czasu, a internetowych, bo ze wszystkich adoratorów panienka grająca w gry wybrała mnie ^^

Chciałem się zapisać na sporty walki, mogłoby to dodać mi nieco pewności siebie. Tylko, że treningi są o stałych godzinach, przy pracy na 3 zmiany to mały problem... Ale niedługo będę zmieniał siłownie na tą w której takie zajęcia są prowadzone więc się dopytam co i jak. Imprezować nigdy nie lubiłem, w klubach czuję się jak obcy a odkąd ćwiczę to alkoholu praktycznie nie piję :) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z fartem bracie. Widać, że zaczynasz kumać "co jest pięć". Teraz tylko zgłębiać wiedzę i zdobywać doświadczenia. 😁

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Według mnie narzucasz sobie zbyt szybkie tempo chciałbyś od razu mieć wszystko a jesteś tuż po rozstaniu z dziewczyną co ciężko przeżyłeś. Atrakcyjny wygląd to dużo tylko za bardzo ci zależy i to jest chyba powód tego że tracisz pewność siebie.  Złap na luz i nie stawiaj kobiet na piedestale. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Skupiasz życie na kobietach.... Nie tędy droga!

Być samemu, nie oznacza być samotnym.

Edited by Still
  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uzależnianie swojego szczęścia od drugiej osoby to idealna droga do sznura na gałęzi w lesie.

Widać, że nie masz pasji i hobby oraz posiadasz duże wolnego czasu na użalanie się nad sobą. Może się nie znam lub mylę. Ale proponuje wypełnić czas czymś pożytecznym. Może studia zaoczne? Nadgodziny? Druga praca lub coś własnego w podwórku po godzinach? Kurs języka? Cokolwiek gdzie wyjdziesz do ludzi. Tam z reguły siłą rzeczy kogoś poznasz. Gry? Serio? Ile Ty masz lat...
Jak ma się pojawić kobieta to pojawi się sama. Szukanie na siłę nigdy nie działa. Bo nawet jak na siłę znajdziesz to od początku jesteś na straconej pozycji z racji swojej desperacji. No chyba, że cudem trafisz na normalną kobietę.

 

Pewność siebie?
Przychodzi z czasem. Podstawa to non stop wchodzić w sytuacje które są dla Ciebie niekomfortowe. Ciągle. Póki nie nabędziesz obycia. Potem stres minie. Przypadkowej kobiecie na ulicy nawet powiedz, że ma piękne włosy, puść oko i idź dalej, nie patrz nawet co powie :)

Strach jest tylko w Twojej głowie. Wyobrażasz sobie schematy, które mogą nawet nigdy nie nadejść. Stawiasz się na dole hierarchii. Chcesz tak dobrze wypaść, że wręcz paraliżuje Cię to co myśli o Tobie druga osoba. Ona się boi tak samo jak Ty tego co myślisz. Pamiętaj, że lepiej być samemu niż z niewłaściwą osobą. Miej wyjebane, a będzie Ci dane. Na to potrzeba czasu. I to sporo. To tak jak z osobą, która była gruba i schudła, a wrecz się wyrzeźbiła. Wszyscy mówią WOW. Ale ona chowa się za rogiem, bo wewnątrz ciągle jest grubasem. Psychikę ciężko jest naprostować. Nic tyle nie kosztuje co praca nad sobą. Nie czytaj poradników i książek - jak być pewnym siebie, bo to shit. Miałem tak jak Ty. Potrzebowałem około 2 lat. Z tym, że mi pomógł własny biznes, gdzie musiałem mieć i mam non stop kontakt z ludźmi. W inny sposób tego nie ogarniesz, przynajmniej ja nie znam innego jak wyjść do ludzi. Po jakimś czasie masz wyjebane na to co myślą ludzie, bo widzą po Tobie promieniującą pewność siebie i z automatu czują się na przegranej pozycji, a Ty przejmujesz inicjatywę. Nic tak nie kręci kobiety jak pewność siebie i tajemniczość :) 

 

 

  • Like 6
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z każdą następną będzie Ci łatwiej się rozstać i szybciej zapomnieć, to kwestia doświadczenia. Z czasem coraz mniej będzie Ci zależeć i to jest odpowiedni moment na wchodzenie w jakiś poważniejszy związek.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Reedson napisał:

W kontaktach z kobietami, atrakcyjny wygląd mi kompletnie nic nie daję, bo tracę dobre wrażenie po wymianie kilku zdań. Wiem, że kobiety czują ode mnie słabość charakteru, brak pewności siebie, ale nie wiem jak się w końcu kurwa ogarnąć. 

Mam to samo. Super, że podzieliłeś się swoją historią :) 

 

43 minuty temu, hogen napisał:

Pewność siebie?
Przychodzi z czasem. Podstawa to non stop wchodzić w sytuacje które są dla Ciebie niekomfortowe. Ciągle. Póki nie nabędziesz obycia.

I to jest JEDYNE rozwiązanie tego, choć pewności nie ma, że to na pewno pomoże bo może jeszcze bardziej zdołować... Żadne półśrodki nie zadziałają. Albo to albo życie samemu nie ma innej drogi niestety. Ksiązki, to forum itd. można czytać ale to tylko teoria, bez praktyki nie da to kompletnie nic...

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

W Twojej historii jest cala masa nieścisłości, naj-sam-pierw piszesz:

3 godziny temu, Reedson napisał:

w wieku 14-18 lat było bardzo dobrze, należałem do "ekipy", kręciło się sporo dziewczyn, spanie po namiotach i całonocne wizyty u nich,

a potem:

3 godziny temu, Reedson napisał:

tydzień później był nasz pierwszy raz (jej ze mną a mój w ogóle w życiu).

ten fragment też jest niespójny - próbowałeś kilka razy zrobić jej dobrze a potem okazuje sie, ze był tylko jeden raz?

3 godziny temu, Reedson napisał:

później nie doprowadziłem jej do orgazmu nawet manualnie i była obraza. I UWAGA, było to jakieś 1,5 miesiąca odkąd "oficjalnie" byliśmy razem i to był jedyny raz kiedy uprawialiśmy seks 😂

Coś kręcisz Waćpan!

Edited by Ace of Spades

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, hogen napisał:

Gry? Serio? Ile Ty masz lat...

No bez jaj, bracie. Pasja to pasja. Ja mam 32 lata i to kocham. Wiem, że według niektórych to już tylko grille i kosiarki od pewnego wieku wypada lubić, ewentulnie ponadczasowe chlanie wódki, ale bez przesady 😂

 

2 godziny temu, Reedson napisał:

a internetowych, bo ze wszystkich adoratorów panienka grająca w gry wybrała mnie ^^

To może czas odświeżyć znajomości? :)

Edited by Januszek852
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 hours ago, Reedson said:

Bracia, co robić? Chciałbym odzyskać życie towarzyskie przede wszystkim. Mieć się do kogo odezwać. Cieszyć się z życia, być wyluzowanym. W kontaktach z kobietami, atrakcyjny wygląd mi kompletnie nic nie daję, bo tracę dobre wrażenie po wymianie kilku zdań. Wiem, że kobiety czują ode mnie słabość charakteru, brak pewności siebie, ale nie wiem jak się w końcu kurwa ogarnąć. 

A może spróbuj poszukać wśród dziewczyn, dla których twoje "nudziarstwo" będzie właśnie atrakcyjne?

 

Wśród graczy komputerowych może nie ma za dużo fajnych dziewczyn, ale np. już klimaty pokrewne - typu literatura i seriale fantasy i SF albo gry RPG niekomputerowe - za moich czasów zawsze przyciągały masę lasek. Nieco rąbniętych, fakt, ale z reguły fajnych. Nie wiem, czy to się aż tak zmieniło? Na pewno w sieci nadal jest masę miejsc, gdzie możesz nawiązywać znajomości z takimi dziewczynami. Jak będziesz miał z nimi wspólne tematy, to zawsze będzie ci łatwiej przełamać lody. Pamiętam z czasów jurnej młodości taką gotkę-ślicznotkę, którą rwałem na znajomość gier ze stajni WoD - jak tylko okazało się, że mamy wspólny temat, z lodowej księżniczki zamieniła się w wyuzdaną wampirellę. 😁

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja starałem się szukać właśnie wśród grup, które wymienił @Sundance Kid i warto wspomnieć jednak, że:

 

1. Kobiety z takimi nerdowskimi pasjami, jeśli są atrakcyjnie wizualnie, mają wręcz surrealną ilość orbiterów i cip męskich, które windują im ego do poziomu astronomicznego.

2. W szczególności dotyczy to grających kobiet - youtube i twitch spowodowały, że większość z nich zaczęła zarabiać na graniu "z połową cycków na wierzchu", bo zaspokaja to babską potrzebę atencji (SETKI śliniących się idiotów z całego świata) i jest zwyczajnie dochodowe. Niestety, kobieta wystawiona na taką ilość atencji nie chce nawet nasmarkać na kogoś, kto nie jest Chadem. W szczególności zwichrowane są cosplayerki - tu bez 2 metrów wzrostu, masajskiego fiuta i twarzy rasowego Chada nie podchodź. Piwniczaki nabiły im takie ego, że nawet Chad z dolnej półki może dostać kosza 😂

3. Najlepszą inwestycją konsekwentnie okazywały się panie o zainteresowaniach "fantastycznych" (wyobraźnia, wrażliwość, pasja - wszystko na miejscu), które były urody przeciętnej lub lekko powyżej - nie dość ładne, by streamować - dzięki temu nie były tak odrealnione i zarozumiałe.

4. Nerdowskie "paskudy" za to są b.często wylęgarnią kompleksów i patozachowań - jako dodatku do brzydoty. Omijać BARDZO szerokim łukiem.

Edited by Januszek852
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, hogen napisał:

Uzależnianie swojego szczęścia od drugiej osoby to idealna droga do sznura na gałęzi w lesie.

Widać, że nie masz pasji i hobby oraz posiadasz duże wolnego czasu na użalanie się nad sobą. Może się nie znam lub mylę. Ale proponuje wypełnić czas czymś pożytecznym. Może studia zaoczne? Nadgodziny? Druga praca lub coś własnego w podwórku po godzinach? Kurs języka? Cokolwiek gdzie wyjdziesz do ludzi. Tam z reguły siłą rzeczy kogoś poznasz. Gry? Serio? Ile Ty masz lat...
Jak ma się pojawić kobieta to pojawi się sama. Szukanie na siłę nigdy nie działa. Bo nawet jak na siłę znajdziesz to od początku jesteś na straconej pozycji z racji swojej desperacji. No chyba, że cudem trafisz na normalną kobietę

 

Wiem, ale na tą chwilę nie potrafię czerpać szczęścia nie mając do kogo gęby otworzyć. Zawsze tak miałem, że jak przeżyłem, zrobiłem, zobaczyłem coś fajnego to chciałem się tym z kimś podzielić. Jak nie mam z kim to czuję jakąś taką niemoc, pustkę, chuj wie co. Trafiłeś. Mam chyba zbyt dużo wolnego czasu na użalanie się nad sobą. Często nawet zajmując się tym czym lubię (gram sobie) zaczynam myśleć o czymś negatywnym i kompletnie mi się wszystkiego odechciewa. Nic nie potrafi mnie aktualnie zaabsorbować na tyle, żebym odstawił takie wprowadzanie się w swoje głupie stany emocjonalne. A gry to pasja jak każda inna. Mnie na przykład dziwią ludzie ganiający za balonem po trawniku, ale nie pytam ich ile mają lat żeby to robić...

 

17 godzin temu, Ace of Spades napisał:

W Twojej historii jest cala masa nieścisłości, naj-sam-pierw piszesz:

a potem:

ten fragment też jest niespójny - próbowałeś kilka razy zrobić jej dobrze a potem okazuje sie, ze był tylko jeden raz?

Coś kręcisz Waćpan!

14-18 - później wspomniałem, że wtedy uważałem się za zbyt młodego na seks, więc ograniczaliśmy się tylko do manualnych przyjemności.

A z tą panną seks uprawiałem raz, reszta to manual + usta (z mojej strony). Po co miałbym kręcić skoro i tak opis tego związku wprawia mnie w zażenowanie, jak mogłem być taką ciotą...

19 godzin temu, Still napisał:

Skupiasz życie na kobietach.... Nie tędy droga!

Być samemu, nie oznacza być samotnym.

Zgadzam się. Ja chyba jestem kretynem, że mając wiedzę z forum i od władcy życia nadal mam takie podejście. Albo po prostu sama teoria to nie wszystko i samemu będę się jeszcze musiał sparzyć...

 

20 godzin temu, Frank89 napisał:

Według mnie narzucasz sobie zbyt szybkie tempo chciałbyś od razu mieć wszystko a jesteś tuż po rozstaniu z dziewczyną co ciężko przeżyłeś. Atrakcyjny wygląd to dużo tylko za bardzo ci zależy i to jest chyba powód tego że tracisz pewność siebie.  Złap na luz i nie stawiaj kobiet na piedestale. 

Możliwe... Jak popatrzę na ten rok to wiem, że zrobiłem mega krok w ogarnięciu swojego życia względem lat poprzednich, ale wiem, że mogłem więcej i niepotrzebnie skupiam się na tym.

 

17 godzin temu, Januszek852 napisał:

To może czas odświeżyć znajomości? :)

Główny "konkurent" tej panienki po wszystkim tak mi koło dupy w tamtym towarzystwie narobił, że raczej nie ma szans :D 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 30.12.2019 o 19:08, Reedson napisał:

poszedłem na siłownię, czerpałem wiedzę z forum, przeczytałem kilka książek (wcześniej praktycznie nic nie czytałem), zrobiłem formę życia (krata na brzuchu, odkryłem, że mam całkiem dobrą genetykę do sylwetki), ogarnąłem zarost, ubranie. Myślę, że z otyłego gościa 4/10 zrobił się ze mnie 7/10. Kupiłem na wiosnę całkiem niezły samochód z segmentu D w najnowszej budzie...

Gratulacje, żyjesz i wiesz, o co w tym życiu chodzi!

 

W dniu 30.12.2019 o 19:08, Reedson napisał:

Parę tygodni temu założyłem konta na tinderze, badoo... Nie powiem, odzew całkiem spory, przeważnie laski odpisywały, ale albo traciły zainteresowanie po kilku wiadomościach

Musisz naprawdę sensownie wyglądać, skoro w takich miejscach masz spory odzew. W moim przypadku, mimo sensownych zdjęć (wielu facetów koło 30-tki wygląda już, jak ich ojcowie), odzew był minimalny. Nawet jeśli sam pisałem i nawiązywałem do profilu, a nie tylko się witałem. Zadatki na tzw. chada u Ciebie są - warto je wykorzystać, dbając o formę.

 

Dlaczego to piszę? Nie zamierzam do Ciebie zarywać, ja nie z takich. :D Próbuję podbić Ci mniemanie o sobie. Panie mają wysokie ego, czemu więc Ty - ogarnięty chłop z kratą na brzuchu, fajnie ubrany, jeżdżący niezłym autem - miałbyś oceniać się słabo?

 

Skoro kupowałeś wóz, wiesz zapewne, jak się zachować, gdy idziesz na jazdę próbną. Wiesz, że stać Cię na konkretny pojazd, masz odłożoną kasę, na którą pracowałeś pewien czas i nie zadowolisz się rdzewiejącym trupem, który żłopie olej, jak Janusze spod sklepu tanie winiacze. Dopytujesz, sprawdzasz, oglądasz - wiesz, że Twojej kasy nie dostanie byle Miras za byle co. Czujesz już, do czego zmierzam? Potraktuj randki, jak jazdę testową - to okazja, by poznać osobowość pani, wyczuć jej ewentualne skrzywienia, ocenić potencjał jako partnerki, no i ("stety" albo niestety) urodę, bo zdjęcia a rzeczywistość to dwa różne światy (przykładem mogą być transmisje live na Badoo, gdzie od razu widać, jak bardzo użytkowniczki lubią ściemniać... ekhem, prezentować umiejętności retuszu). Wyobraź sobie, że przychodzisz po zakup samochodu z ciśnieniem "muszę kupić, muszę już dziś pojeździć, jak ja będę żył bez samochodu? o kurczę, jaki fajny, uuu V8, no a ten kolor - bomba! a tamten - kabriolet, wie pan co, a właściwie to jak zaczęła się pana przygoda ze sprzedażą aut?" Tak wyglądasz, gdy przychodzisz na randkę "na ciśnieniu". Postaraj się w ogóle nie brać pod uwagę takiej możliwości, iż osoba, z którą się umówiłeś, zostanie z Tobą na dłużej. Ona może zostać pod warunkiem, że na tej randce się sprawdzi. Czyli przejdzie Twoje testy. Możesz nawet przygotować sobie wcześniej listę pytań, kwestii do poruszenia, ale oczywiście nie czytaj z kartki. :D Pomyśl, co jest dla Ciebie najważniejsze u panny - w tym przypadku chyba jej nerdowskie zainteresowania będą grać niebagatelną rolę. A, no i musisz też mierzyć siły na zamiary. Wiesz, że mając przykładowo 20k, nie wystartujesz po najnowszą S-klasę. Tak samo mając SMV 7/10 nie wyhaczysz popularnej gamerki-cosplayerki, która na instagramie ma kilkadziesiąt tysięcy followersów.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 30.12.2019 o 19:08, Reedson napisał:

wtedy wmawiałem sobie, że jestem za młody na coś więcej

Zastanów się, czy to naprawdę Ty sobie coś wmawiałeś, czy też raczej zostało to w Ciebie wmówione (czytaj - zostałeś wychowany).

W dniu 30.12.2019 o 19:08, Reedson napisał:

ale "wszyscy" szli na studia, więc ja też poszedłem...

Pęd stada. Słynne "jak wszyscy skoczą z mostu...". Tyle dobrego, że nie tkwiłeś tam na siłę kolejnych kilka lat.

W dniu 30.12.2019 o 19:08, Reedson napisał:

Szczerze? Byłem szczęśliwy mając tak chujowe życie.

Kto i kiedy powiedział Ci, że to życie było chujowe? Skoro byłeś szczęśliwy...

W dniu 30.12.2019 o 19:08, Reedson napisał:

ona dosyć szybko po poznaniu mnie oznajmiła, że nie lubi seksu

... z Tobą.

Czerwona flaga, od razu trzeba było zacząć myśleć głową górną a nie dolną.

To jak narkoman mówiący, że nie lubi kokainy... bo ktoś inny ma lepszy - według niej - towar.

W dniu 30.12.2019 o 19:08, Reedson napisał:

Wcześniej była tylko w jednym dwuletnim związku z jakimś kolesiem zza granicy, również poznanym w grze. Nigdy wcześniej nie miała orgazmu

Jeśli mówiła prawdę, to jej współczuję. Ale postawiłbym orzechy przeciw samorodkom, że prawdy nie mówiła...

W dniu 30.12.2019 o 19:08, Reedson napisał:

bo spieszyła się na zakupy do biedronki

Ja tam mam opory przed kupnem prezerwatyw w Biedronce :)

W dniu 30.12.2019 o 19:08, Reedson napisał:

Chciała dalej się ze mną "przyjaźnić"

Koło ratunkowe. Opcja zapasowa.

W dniu 30.12.2019 o 19:08, Reedson napisał:

To był dobry rok, czuję, że posunąłem się do przodu.

Odciąłeś kontakt. Pora na oczyszczenie, sporo z tego już za Tobą. Jesteś na prostej.

W dniu 30.12.2019 o 19:08, Reedson napisał:

Nie potrafię się z niczego tak szczerze cieszyć.

Szczęście to nawyk. Do wyuczenia.

Jeśli ktoś wmawia Ci, że do szczęścia potrzebujesz czegoś poza Sobą - to po prostu próbuje Ci to sprzedać.

Ksiądz będzie mówił, że do szczęścia potrzebujesz Boga.

Kobieta, że potrzebujesz kobiety (najlepiej jej, jako żony).

Producent lalek "Fuckmaster 5000" - że kobietę zastąpisz ich produktem :)

Myślisz, że któremukolwiek z nich zależy na Twoim szczęściu?

W dniu 30.12.2019 o 19:08, Reedson napisał:

Największym problemem jest chyba to, że czuję się cholernie samotny.

TY mówisz, że TY czujesz się samotny.

Czy to naprawdę TY? Czy raczej kwestia zaprogramowania/wychowania/oczekiwań społecznych?

W dniu 30.12.2019 o 19:08, Reedson napisał:

I tu pojawia się moja ogromna chęć wejścia w związek

Słowa są ważne. Ty chcesz?

Naprawdę chcesz wejść w związek? Po co, dlaczego? - umiesz odpowiedzieć sam sobie na te pytania?

Poszukaj na necie materiałów o analizie "5 why". https://pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_5_why

Następnie, jak już załapiesz o co w niej chodzi, zadaj sobie pytanie "dlaczego chcę związku?"

W dniu 30.12.2019 o 19:08, Reedson napisał:

Wiem, że kobiety czują ode mnie słabość charakteru, brak pewności siebie, ale nie wiem jak się w końcu kurwa ogarnąć.

To jest rzeczywiście problem - przebywanie wśród ludzi.

Jak każdy problem, rozwiązać go można systematycznym treningiem, metodą małych kroków.

Najpierw przestań stawiać kobiety na piedestale. To ludzie jak Ty czy ja. Srają, szczają, rzygają jak się upiją, popełniają błędy, mylą się.

Potrafisz wyjść na piwo z kumplem? To "idź na piwo" z kumplem z cyckami i waginą, zamiast "iść na randkę z kobietą".

Chodzi o Twój sposób myślenia. To co myślisz, widać w Twoim zachowaniu. Widać desperację - którą kobiety odczytują jako słabość Twojego charakteru. Słusznie, zresztą.

Jeśli więc kobiety nie szanują Twojego stawiania ich na piedestale, to wyciągnij wnioski sam...

W dniu 31.12.2019 o 16:00, Reedson napisał:

Zawsze tak miałem, że jak przeżyłem, zrobiłem, zobaczyłem coś fajnego to chciałem się tym z kimś podzielić.

"Jak swoje szczęście uzależniasz od tego, co zrobi ktoś inny - to masz Bracie problem".

https://pieknoumyslu.com/potrzeba-aprobaty-postawy/

 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Kespert zapewne masz rację, za dzieciaka byłem "chowany" głównie przez babcię, która mi wiecznie wpajała, że dziewczynki trzeba szanować :) Do dziś mi truje dupę za każdym razem jak się widzimy, że ja to się marnuję bez dziewczyny, że ślub, wnuki. Pierdolenie. Mój dziadek mając 73 lata, emerytowany górnik, woli zapierdalać na budowie niż siedzieć z nią w domu. A jak ma wolne to przesiaduje w garażu lub piwnicy, bo non stop na niego mordę drze. 

Powiem Wam, że dopiero po zablokowaniu eks czuję się tak na prawdę uwolniony od przeszłości z nią, już po kilku dniach zerowego kontaktu, braku jej mordy na messengerze, braku możliwości podglądania jej profilu po prostu czuję się wolny. Coś pięknego, już nigdy się nie dam wkręcić w "przyjaźń" po rozstaniu. Dołek minął, to poczucie "samotności" jakoś odeszło. Myślę, że było to spowodowane głównie świętami, za którymi nie przepadam i brakiem planów na sylwestra. Dobrze, że był stream p. Marka, fajnie było w końcu być na jego live, postaram się bywać częściej.

Wczoraj w końcu zdecydowałem się na zakup książek p. Marka, zabrałem się za czytanie Kobietopedii, następne w kolejce. W tym roku planuję przeczytać 20 książek.

Pod koniec stycznia rozpoczyna się kurs tańca niedaleko mnie, zamierzam pójść, bo podobno tańczenie szło mi nawet dobrze, ale na trzeźwo nie było szans, żeby mnie ktoś na parkiet wyciągnął.

Drugi miesiąc masy, siła idzie do góry, mięso się buduje, w tym roku jest plan dobić do 110 na klatę, 160 przysiad i 200 w martwym i nie zalać się jak prosiak :D 

Chęć posiadania kobiety póki co zeszła na dalszy plan. Myślę, że to wcześniejsze odczucie było spowodowane tym, że cały czas podświadomie miałem nadzieję na powrót do eks. 

 

Ten rok będzie zdecydowanie dobry. Jeszcze muszę pomyśleć o życiu zawodowym. Co bym chciał robić i iść w tym kierunku, ale na to dam sobie więcej czasu. 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak ci się tylko wydaje, że udało ci się oswobodzić od byłej. Już sam fakt, że ją zablokowałeś, świadczy o tym, że temat nie jest jeszcze przerobiony i przetrawiony. Już nie wspomnę nawet o twojej negatywnej postawie i niezbyt eleganckich wypowiedziach na jej temat. Było, mineło i dopiero jak się z tym uporasz, wtedy będziesz mógł wejść na wyższy poziom. Jeśli się pogodzisz z tym faktem, że ona odeszła i wybrałą inną drogę, wtedy będziesz mógł powiedzieć, że jesteś wolny. Potraktuj te doświadczenia życiowe też jako nauczkę i jak już bracia wyżej dość wyraźnie napisali, że twoje własne szczęście i postawa życiowa nie mogą zależeć od kobiety. Istotą problemu jest teraz zaakceptować obecny stan rzeczy i nie rozwodzić się za bardzo na tym tematem. Zachować zimną krew i zachowywać się tak, jakby się nic nie stało. Nawet do dzisiaj mam pewną ex na portalu społecznościowym, a inne ex widuję czasami na mieście i je pozdrawiam. Ale kontaktu nie utrzymuję. Mam nawet zdjęcia wszystkich ex na kompie. Zachowam te zdjęcia na zawsze, bo są częśćą mojego byłego życia. A od tego nikt nie ucieknie. Dlatego po części rozumiem twoją reakcję na taki niefortunny przebieg wydarzeń, tzn. próba wyparcia, zaprzeczania. Będziesz musiał się z tym zmierzyć wcześniej czy poźniej. 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By dylugilu
      Witam, 3 miesiące temu po 3 latach związku rzuciła mnie dziewczyna, zacząłem więc dużo imprezować i lecieć z dziewczynami, tylko do pewnego momentu jakoś mam wrażenie, że moje libido upadło przez to, że mam cały czas byłą w głowie inne dziewczyny mnie jakoś średnio pociągają, jak się od tego uwolnić bracia? Jakieś akcje, lody itp jako tako to idzie, ale co do samego seksu z innymi no średnio, jedynie jakby moja była mi się rozebrała to by stał jak skała :/ 
       
      Chciałbym znowu wrócić do formy, zapomnieć o niej i być nagrzany jak zwierzak - nawet jak nie mastrubowałem się ponad miesiąc to i tak jakoś nie byłem nagrzany. 
       
      Jakieś rady sugestie? Sorka jak zły dział pozdro
    • By maggienovak
      U Panów jest już lista zadań na 2020 rok.  

      A w czym My, Kobitki ruszymy pupkę?  
    • By HumanINC
      Witajcie bracia.

      Jakie teksty stosujecie, kiedy spotkacie się - przypadkiem z byłą dziewczyną i ona was zapyta: Dlaczego się nie odzywasz, nie odpisujesz na SMS??

      Miałem kilka razy już taką sytuację, i zawsze wymyślałem coś na poczekaniu - w stylu: Brak czasu / Nie jesteśmy przyjaciółmi / Nie muszę się tłumaczyć / A na co liczyłaś? itp.
    • By HumanINC
      Czołem bracia!

      Opiszę pokrótce historię, która jest dość świeża i siedzi jeszcze mocno we mnie.

      Na początku miesiąca rozstałem się z panną - jak sądziłem miłością mojego życia. Byliśmy razem około dwa lata, mieszkanie razem - pierwsze 1.5 roku istna petarda - śniadanka, obiady, wspólne wyjazdy, w łóżku ogień.

      Jakieś pół roku temu, zaczęło się sypać - wkradła się proza życia codziennego - praca / uczelnia / doktorat. Pannę zaczęło wszystko denerwować - była z gatunku tych perfekcyjnych pań domu, codzienne chciała mieć wysprzątaną chatę, ugotowany obiadek itp. Starałem się oczywiście pomagać we wszelkich pracach domowych, ale co bym zrobił - "to nie tak" / "to źle" / "teraz już nie musisz mi pomagać!", poza tym, ileż razy dziennie można odkurzać! Jakieś błachostki wywoływały kłótnie, ciągle nie mogłem spełnić jej standardów - prócz tych łóżkowych. Wpędzała mnie w coraz większe poczucie winy - i trwa ono do tej pory. Praktycznie absorbowała 100% mojego czasu... przez co odszedłem od moich pasji, zainteresowań, znajomych... wiem - festiwal frajerstwa, ale sądziłem, że to ta jedyna.

      Była osobą nie mająca pasji, zainteresowań, przyjaciół - tylko 100% czasu w domu. Nie akceptowała siebie -  taką jaką jest - nie podobała się sobie mimo, że była tak 7/10. Była wybredna - a więc restauracje odpadają, nie lubiła ludzi, a więc teatr / filharmonia / kino odpadało. Jaki ja byłem zaślepiony na początku...

      Ostatnie dni listopada i początek grudnia - non stop chodziła wściekła na mnie, każda błahostka wywoływała atak furii, istny rage.

      Rozstanie na początku grudnia - to była środa - mieliśmy przeprowadzić rozmowę po jej przyjściu z uczelni - już widziałem w oczach tę wściekłość - przeprosiłem za złe chwilę, podziękowałem za te dobre i powiedziałem, że nie widzę perspektyw na zmianę po jej stronie - spakowałem część swoje rzeczy, i wyszedłem (miałem już przydzielony pokój w akademiku - już od dłuższego czasu wiedziałem, że coś się szykuje i zacząłem się przygotowywać). Przez noc ona już spakowała resztę moich rzeczy - mimo, że chciałem zrobić to sam. Kolejnego dnia rano zabrałem resztę rzeczy.

      Od tamtego czasu maksymalnie ograniczony kontakt - w sobotę kolejnego tygodnia zabierałem wspólnego psa do mnie na weekend, była okazja do rozmowy - porozmawialiśmy. Wszelką winę zrzuciła na mnie... Nasłuchałem się tylko, jaki to nie byłem pomocny, że teraz to ona dopiero odpoczęła bo nic nie musiała za mnie robić. I oznajmiła, że nie mówi tak / nie mówi nie - ale na dzisiaj nie. Powiedziałem, że błędy które popełniałem, zrozumiałem (też nie byłem święty - nikt nie jest - czasem zdarzyło się przyjść do domu pod wpływem), ale nie mam zamiaru błagać o miłość.

      Przez weekend pożegnałem się z psem... było ciężko, ale wiedziałem - że lepiej będzie dla niego jeśli kompletnie zerwiemy kontakt. W środę jej to oznajmiłem, oczywiście agresja z jej strony, dlaczego jej o tym wcześniej nie powiedziałem, że nie może na mnie polegać, i jak zwykle była naiwniaczką, że mi zaufała... (nic jej nie obiecywałem co do psa, że go wezmę na święta - a podczas ostatniej rozmowy, powiedziała, że pies jest jej i nie mam wobec niego żadnych obowiązków... WTF?)

      Od tamtej pory zero kontaktu. Mija kilka dni, dostaję SMS - "Moja koleżanka zostawiła twoją rzecz na klamce w pokoju w akademiku." - Zero odpowiedzi z mojej strony. Kolejne kilka godzin - "Wziąłeś nie wziąłeś?" - Również zero odpowiedzi...

      Mija kolejny tydzień - SMS, że się o mnie martwi, bo nie daję oznak życia, i nie wie czym to jest spowodowane, i że chociaż tyle mogę jej zrobić na koniec - i że kolejne wiadomości będą do kogoś z mojej rodziny (sic!). Brak odpowiedzi z mojej strony.  Od tamtej pory, cisza...

      Wiem, że napisała do mojego kuzyna - nic jej nie odpisał.

      Te SMS'y według mnie jakoś tak mi śmierdziały na kilometr jakimś wałem - najpierw mówi, że nie chce ze mną być - a potem że się martwi, co sądzicie?

      Eh... Nie wiem czemu tęsknie za nią... i za psem...

      Z jednej strony, chciałbym powalczyć - z drugiej, wręcz przeciwnie... Jak ja nie lubię takich nieklarownych sytuacji. 😕

      Dajcie znać co sądzicie.

      Stefan



       



       
    • By VIREK
      Witajcie drodzy Bracia, witam starszyznę z forum!
      Zainspirowany tematem jednego z Braci "Rozstanie bez rozstania po 3 latach" zebrałem się w sobie i postanowiłem podzielić się z wami moją kolejną historią z mojego jeszcze aktualnego związku, tak że kawka/herbatka/pyszna woda w dłoń i zapraszam do czytania, ponieważ nie ukrywam chciałbym poznać wasze zdanie, bo sam nie wiem jak mam już to rozegrać.

      Będzie to relacja ze związku dla cierpliwych ponieważ postaram się opisać tutaj wszystkie ważne sytuacje, jak i nakreślić to z kim mam doczynienia, oraz z jakiego domu pochodzi moja pani.

      A więc moja pani ma 29 lat, pochodzi z rodziny gdzie górą są kobiety (dwie siostry i brat), ojciec górnik, mama zajmowała się domem więc pracę zaczęła dosyć późno w aptece a wszyscy mieszkają w małej wsi, wiadomo domek, kurki, ogródek, pole do obrobienia.
      Nie przelewało się, dlatego ta rodzina na prosto wyszła dopiero nie dawno ponieważ ojciec nadal pracuje.

      Moja dziewczyna poświęciła swoje najlepsze rozrodcze lata na naukę, szybko z domu wyfrunęła, studia, wynajem mieszkań, praca w zakładzie produkcyjnym na stanowisku audytor a potem analityk sprzedaży, zarabia nie źle jak na kobietę no i w końcu kupiła własne mieszkanie.
      Jest typem imprezowiczki, ale zawsze na pierwszym miejscu stawiała naukę, czytanie książek, dokształcanie się, kursy i szkolenia.
       
      Z charakteru zaś bardzo nie ustępliwa (Jej zdanie musi być ostatnie) tak że wśród znajomych uważana za super kumpelę która dobro innych stawia ponad własne.
      Oczywiście nie obyło by się bez ciemnej strony, i powiem wprost "ZOŁZA" czyli chyba standard w dzisiejszych czasach, do tego doliczmy zaniżone poczucie wartości, nie ustępowanie pola w dyskusjach, zadzieranie nosa, mściwość objawiająca się tym że jak czegoś nie dostanie albo się jej odmówi no to wbije szpile albo coś "przypadkiem" zniszczy, życie przeszłością gdzie poprzedni partner oszukiwał ją przez cały związek mając żonę i dziecko, jazdy za małolata  jak docieranie przez matkę wszystkich a jej najbardziej bo najstarsza z dziewczyn.

      Przebieg związku.

      Historia to była jakich wiele, więc czyli portal randkowy, spotkanie w środku nocy, piwko, poszliśmy do niej, rozmawialiśmy do rana, seksu nie było dopiero po miesiącu dała mi się dotknąć kiedy przytaknąłem że jesteśmy razem.

      Mając za sobą Kobietopedię, Brudną grę, Stosunkowo dobrego jak i audycje Marka nie raz łapałem ją na shit testach, fochach, próbach przesuwania granic co kończyło się moim wyjściem z jej mieszkania nawet w środku nocy, wtedy przylatywała zaszlochana z wielkimi wyrzutami sumienia.
      Przy ostrzejszych sytuacjach nie odzywałem się nawet tydzień, było przepraszanie, płacz, zaczęło wbijanie się poczucia winy.

      Kiedy zaczynałem związek byłem w trakcie realizacji planów i remontu swojego mieszkania po zalaniu, więc znów generalka, będąc 4 lata sam przed związkiem wyczyściłem swoje środowisko tak żebym mógł robić to co kocham czyli nagrywać, z komputerami jestem związany od czasów dzieciństwa (Commodore 64, Amigi).
      Postanowiłem przystosować mieszkanie do nagrywania więc wyciągnąłem wszystkie pieniążki ze skarpety i zacząłem wcielać plan w życie, dzieląc czas na ćwiczenie mówienia do mikrofonu, inwestycje w sprzęt, remont, praca w nadgodzinach + dorywczo i do tego doszła jeszcze dziewczyna.
      Remontując po kolei każde pomieszczenie udało się zagospodarować mieszkanie tak żeby możliwe było postawienie ścianki i przystosować je w miarę do nagrywania, zostało tak na prawdę już nie wiele.

      Ramę związkową udało się utrzymywać do lutego (zbiegło się to z finalizacją budowy studia) zaczęło się odciąganie mnie od tego co chcę robić i naciskanie na mieszkanie razem, coraz silniejsze parcie na dziecko, to już nie były szpilki ale gwoździe, nie wytrzymałem uderzyłem pięścią w stolik, wyszedłem, ochłonąłem

      Kilka dni przygotowałem się do rozmowy w której wygarnąłem podając jej suche informacje i to co mnie boli, podając suche fakty i uświadamiając ją że jej zachowanie nie tylko nie różni się od typowego babskiego zachowania ale też od ludzi który jak tylko zobaczyli że chcę robić to co kocham zaczęli mnie od tego odciągać i którym to musiałem podziękować, zerwać kontakty i że jak będzie tak robiła dołączy do grona tych ludzi.

      Podczas trzygodzinnej rozmowy dałem wybór albo godzisz na to że będziesz żyć ze mną bez ślubu i dzieci oraz pozwolisz mi robić to co kocham, a ja w zamian postaram się pogodzić czas tak żeby spędzać go wspólnie jak i realizować mój plan ze studiem i nagrywkami albo możesz odejść znaleźć sobie chłopa takiego który jej da dzieci i ślub.

      Po tonach łez widząc że to nie działa przystała na to że będziemy razem dalej, znaleźliśmy tymczasowy kompromis w postaci tego że część sprzętu zabiorę do niej, zajmę sobie kącik w pokoju, więc zbudowałem na szybko biurko, tam "zainstalowałem się" z mikrofonem, laptopem i resztą sprzętu.

      Rozmowę zakończyliśmy bez seksu, postanowiłem nie nagradzać jej za takie zachowanie za to wszystko skrupulatnie nagrałem i zrobiłem zaszyfrowane kopie.
      Lecimy dalej, pomieszkując u niej w końcu nastał względny spokój, skończyło się peplanie o dzieciach, Ja sobie nagrywałem, remontowałem dalej, czasem się gdzieś pojechało, spędziło ze sobą czas bardziej niż rutyna dnia, kolacyjki, spacerki, wypady do niej na wioskę i tutaj wtrącimy to co zaobserwowałem będąc od czasu do czasu o niej w domu.

      Będąc tam od czasu do czasu zaobserwowałem jak jej młodsza siostra (25 lat) już po ślubie i niedawnym urodzeniu dziecka zaczęła nie miłosiernie temperować swojego męża, czyli nic nowego dostała to co chciała, więc chłop wychodzi sobie na trzy godziny po chleb ponieważ u niej w domu został sprowadzony do roli trutnia który ma siedzieć cicho i wykonywać polecenia.

      Raz przyłapałem jej matkę jak odnosi się do swojego zięcia, a temu wszystkiemu przyglądał się biernie ojciec który jak robiło się "kwaśno" szedł sobie do komórki na wódeczkę aż do wieczora, raz nawet poszedłem z nim, sympatyczny, schorowany człowiek chcący spokoju za wszelką cenę.
      Już coś wtedy czułem że jest nie tak, domyślam się że nasza rozmowa musiała wypłynąć w jej najbliższe kręgi i pewnego dnia będąc tam jej mamusia wytoczyła ciężkie działa z siostrzyczkami dając mi twardo do zrozumienia że jej córeczkę stać na magistra czy inżyniera.

      Nawet nie zorientowałem się jak podczas tej rozmowy zostałem sam bez wsparcia męskiego grona, moja postawa wywołała agresję u naczelnej królowej roju więc do wyboru miałem albo ustąpić albo wyjść.
      Jak myślicie co zrobiłem ?

      Grzecznie dziękując wziąłem swoją torbę, zadzwoniłem po kumpla wychodząc na przeciw usiadłem na przystanku, po dwóch godzinach byłem w domu i czekało na mnie tam nie małe zdziwienie kiedy zastałem tam moją dziewczynę kłaniającą się w pas, przepraszającą za matkę i siostry.
      Jej matka przyjechała za tydzień z całą świtą mnie przeprosić za swoje zachowanie, mimo tego że miałem piekielną ochotę dowalenia im za to, ustąpiłem pola.

      Wracamy do związku, w nasze życie zaczęła wkradać się rutyna a od kwietnia zaczęło się doprowadzanie mnie do szału i wbijanie poczucia winy, obracania kota ogonem, co doprowadziło mnie do rozstrojenia nerwowego, takie sytuacje powtarzały się cyklicznie do czerwca.
      Niestety będąc kłębkiem nerwów, przytłoczony pracą, rozwodem brata po 18 latach stałem się nerwowy do tego stopnia że nie wytrzymałem i zrobiłem u niej awanturę w której dopuściłem się najgorszego, pozwoliłem żeby narastający we mnie gniew przejął nade mną kontrolę do tego stopnia że uderzyłem ją w twarz.
      Wzięła nóż do ręki, więc go jej wyrwałem i za ubrania przeniosłem i rzuciłem na łóżko a swoją agresję wyładowałem na ścianie.

      Następnego dnia dopadło mnie poczucie winy tak wielkie że rama związkowa upadła, przegrałem nie tylko z nią, ale z samym sobą.
      Rękę do mnie wyciągnął dobry przyjaciel który starał się wytłumaczyć mi że to nie tylko moja wina, niestety swojej postawy już nie odbudowałem.
      Czekała mnie jeszcze konfrontacja z nią, i powiedziałem sobie że byłem, jestem, będę gotowy na konsekwencje tego co zrobiłem, przeprosiłem, a ona nikomu tego nie powiedziała, zrobiliśmy sobie tydzień przerwy.

      Po tygodniu koszmarów sennych, łajania się poczuciem winy pękłem i poszedłem do niej, ustalić co dalej robimy, zdecydowaliśmy na bycie razem, Ja się zmieniłem ale niestety ona już nie, podczas kłótni starałem się panować nad sobą ale już ustępowałem pola, im więcej godziłem się w imię relacji na to żeby się nie kłócić tym bardziej zaczęło się dręczenie mnie przeplatane seksem jakiego nie było do tej pory, wakacjami za które ona płaciła, dogadzaniem mi na przemian z jazdami.
      Znosiłem to dzielnie ale czułem że od tej sytuacji cały czas jestem w stresie, zacząłem podupadać na zdrowiu, dalsza praca nad przedsięwzięciem zaczęła stawać pod znakiem zapytania, bóle kręgosłupa, stawów, rosnące ciśnienie powodowało krwotoki z nosa.
      Zaczęło się chodzenie po lekarzach, jak i zaczęło się czepialstwo do tego stopnia że w jej domu nie mogłem nawet już lodówki otworzyć, siedzieć nagrywać, wbijanie poczucia winy osiągnęło końcem października limit.

      I tym oto długim wstępem za który przepraszam Bracia po prostu chciałem nakreślić wszystko od początku do końca, a więc przyjrzyjmy się ostatnim wydarzeniom z przed tygodnia.
      Przestało wystarczać spędzanie czasem w postaci oglądania filmów, spacerków, wspólnego gotowania, moja pani postanowiła uprzykrzyć mi ponownie życie twierdząc że nie spędzamy czasu razem, do tego stopnia że w zeszły poniedziałek przegięła pałę czepiając się nawet tego że czytam sobie e-booka w miejscu gdzie król chodzi piechotą, to uświadomiłem jej że nie moja wina że nie potrafi pogodzić się z tym że związek nie wygląda tak samo jak na początku, ale sprawę olałem i poszedłem do siebie składać biurko do studia.
      Przyszedłem na obiad, i usłyszałem statyczne "przepraszam" na odczepkę w takim roszczeniowym tonie że coś we mnie pękło.
      Nawet nie wiedziałem kiedy tak szybko się spakowałem, w torbę, dwa plecaki, odnalazłem też klucze od mojego mieszkania które też zabrałem.
      Po przyjściu do domu wymieniłem też wkładki w zamkach, nie minęła godzina otrzymałem sms'a nie od niej ale od siostry która ma dziecko, spadła na mnie lawina gniewu, kilka następnych godzin pokazało mi że nawet niektórzy znajomi napisali mi takie rzeczy o których bym nawet nie pomyślał.

      I tak oto jestem, zamknięty w domu mam spokój przed burzą, bo wiem że czeka mnie konfrontacja i najgorsze przede mną, będę musiał jej też spłacić część kredytu który wzięła mi na sprzęt, na szczęście zacząłem to spłacać i zostało mi może jakieś 900 PLN.
      Sam podjąłem środki zaradcze w postaci karteczek na lustrze, zająłem się pracą i kończeniem roboty,słucham audycji, wygrzebałem kobietopedię czekam na najgorsze ponieważ coś czuję będą mnie chcieli wynieść na widłach z pochodniami w ręce i mimo tego nawet nie ukrywam że aż świerzbią mnie ręce żeby coś do niej napisać, i tak będę musiał oddać jej klucze z mieszkania więc raczej nie uniknę spotkania z nią, ale na razie czekam na rozwój sytuacji.
      I tu rodzą się moje pytania Bracia.
      - Co dalej? 
      - Nie ma szans na odzyskanie tej kobiety?

      Na koniec chciałbym podziękować każdemu kto to przeczytał, mam nadzieje że dowód mojej głupoty w postaci tego posta jednak komuś się sprzyda i nie popełni moich błędów, jeżeli temat znajduje się w złym dziale proszę o przeniesienie.

      Pozdrawiam i życzę mimo ponurego charakteru posta udanego dnia/tygodnia.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.