Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

Dobra, znowu mnie naszło na rozkminy filozoficzne.

 

Właśnie wróciłem ze ścianki wspinaczkowej. Asekurowała mnie koleżanka. Ponieważ ćwiczyliśmy długo, to pod koniec byłem już fest zmęczony i dwa razy odpadłem od ściany dosłownie pół metra przed końcem, na wysokości bankowo ponad 10 metrów (nie wiem dokładnie ile, nie pytałem). Jak wiadomo, swobodny upadek z takiej wysokości na twardą podłogę kończy się co najmniej złamaniami, realne jest też ryzyko śmierci. Co więc się stało i czemu o tym piszę?

 

W drodze powrotnej do domu zdałem sobie sprawę, że zaufałem jej swoim życiem. Tak! Chwila nieuwagi asekurującego i lecisz bez zabezpieczenia. Niby podstawowy trening i minimum oleju w głowie powodują, że to się na 99,9% nie zdarzy, ale... Pan obsługujący tą ściankę zapewniał mnie kiedyś, że osobiście widział tam przypadki, gdy asekurant "zamyślił się" i osoba wspinająca się lądowała twardo na podłodze, co kończyło się otwartymi złamaniami. O przypadkach śmierci nie wspominał co prawda, ale jak bym prowadził taki biznes to też bym się nie chwalił, że się zdarzyły.

 

No i teraz powiedzcie mi, co są warte te Wasze (nasze!) złamane serca, zawiedzione nadzieje, dziewczyny, które nas oszukały... Co myśmy im zawierzyli? Tylko i wyłącznie nasze emocje. Co to jest warte? Co to za wielki cios, że np kobieta Cię z kimś zdradzi? To cios wyłącznie w Twoje ego, w Twoje poczucie własnej wartości. Ale co straciłeś, czym ryzykowałeś?

 

Ryzykowałeś wyłącznie swoimi emocjami, na których ktoś Ci zagrał.

 

Jak by mnie koleżanka zapomniała utrzymać na linie, to bym się srogo wkurwił. Jak bym był przytomny po upadku, to pewnie bym ją zwyzywał od najgorszych. Miał bym prawo być bardzo zawiedziony na niej!

 

Ale na jakiejś lasce, która ode mnie odeszła, chociażby i do innego mężczyzny? Pfffffff...

 

Idźcie kiedyś się powspinać, zobaczcie jak to jest gdy ktoś dosłownie trzyma Wasze życie w swoich rękach.

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Emocje emocjami, uczucia uczuciami - ale po podpisaniu kontraktu małżeńskiego to zawierzasz im pieniędzmi, życiem dzieci, (nie)rozbiciem rodziny.

 

A na ściankę akurat się wybieram już jakoś od tygodnia - w końcu znajdę chwilę, pewnie w sobotę. Zobaczę jakie to uczucie :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Fakt. Jedyną poważną rzeczą, którą mogą "zabrać", są dzieci.

 

Pieniądze jak kobiety - raz są, raz nie ma.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Wyzbądź się ego, a staniesz się w końcu wolny.

 

Może kiedyś mi się uda...

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, leto napisał:

Co to za wielki cios, że np kobieta Cię z kimś zdradzi? To cios wyłącznie w Twoje ego, w Twoje poczucie własnej wartości. Ale co straciłeś, czym ryzykowałeś?

W dupie z Ego, najgorsze jest, ze tracimy to co najcenniejsze i nieodwracalne - tracimy i trwonimy bezsensownie CZAS na jakieś długie nieudane związki tylko dlatego, że mamy jakąś tam nadzieje, ze coś się zmieni albo za ciężko nam ruszyć dupę żeby wyrwać się ze strefy komfortu, która jest tylko taką blokującą nas iluzją!

  • Like 7

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, leto napisał:

Idźcie kiedyś się powspinać, zobaczcie jak to jest gdy ktoś dosłownie trzyma Wasze życie w swoich rękach.

To się dzieje za każdym razem, kiedy wsiadamy jako pasażerowie do samochodu, samolotu, autokaru itp. Nawet jak wpieprzamy zupę z podgrzybków zebranych przez ciocię Halinkie :)

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, leto napisał:

Idźcie kiedyś się powspinać, zobaczcie jak to jest gdy ktoś dosłownie trzyma Wasze życie w swoich rękach.

Teraz mówimy o skrajnościach. 

 

Niestety, to co się nazywa złamanym sercem, często może dosłownie też przejść w skrajność. Najdelikatniejsza skrajność złamanego serca to zamknięcie się na ludzi, zdziwaczenie, miłość wyrażana np tylko w stosunku do zwierząt, brak radości z życia, anhedonia - może być konieczna interwencja psychiatryczna. Mocniej? Proszę bardzo, dla przykładu to może być PTSD, np lekka forma stresu pourazowego, różne napady lęków, strachu, jakaś forma bezsenności, wybuchy lęków, strachu, paranoi. Potem mamy mocniejsze PTSD, które właściwie ma formę uszkodzenia mózgu i jest z punktu widzenia medycyny nieuleczalne. Jeszcze skrajniej, samobójstwo, lżejsza forma tego to życie "mściciela" który uznaje, że będzie karał wszystkie kobiety świata w najróżniejszy sposób.

 

Napisałem to tak bardzo pobieżnie i płytko.

 

Niestety, wiążąc się emocjonalnie z kimś, oddajemy tej osobie władzę nad sobą. W zależności od rozmiaru oddanej władzy, takie są konsekwencje w razie niewypału. Konsekwencje mogą być tak duże, że lepiej by było wybrać złamanie z dwojga złego, a gdy jest bardzo źle i ktoś nie poradzi sobie z emocjami, to chyba lepsza śmierć. Mniej boli. Żal jest jedną z najtrudniejszych emocji z jaką można się mierzyć, to dosłownie zrównuje człowieka z ziemią, jest dosłownie paraliżujący. Dla mnie osobiście najtrudniejsza emocja z jaką miałem do czynienia. Zresztą, są udokumentowane przypadki medyczne, gdzie pacjent po nadmiernym uderzeniu żalu zaczyna wegetować, dosłownie jakby stał się niepełnosprawny i nic go nie budzi z transu - skutek uszkodzenia mózgu przez emocje. A niektóre zwierzęta same umierają z rozpaczy, jeżeli ich partner zdycha. Jesteśmy bardziej delikatni niż nam się wydaje. ;) 

  • Like 1
  • Thanks 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 hours ago, leto said:

W drodze powrotnej do domu zdałem sobie sprawę, że zaufałem jej swoim życiem. Tak! Chwila nieuwagi asekurującego i lecisz bez zabezpieczenia.

Ja tam w takich sprawach ufam tylko mężczyznom. Także szacunek za zaufanie kobiecie. Dla mnie do takich spraw nadaje się tylko facet, kobieta faktycznie potrafi się zagapić czego doświadczyłem kilka razy. Facet jest skupiony bo zdaje sobie sprawę z wagi sytuacji i zagrożenia.

 

3 hours ago, leto said:

Idźcie kiedyś się powspinać, zobaczcie jak to jest gdy ktoś dosłownie trzyma Wasze życie w swoich rękach.

Przygotowania do Orlej Perci ?
Uważaj tam na łańcuchy nie są pewne. Wchodziłem na Skrajny Granat i zerwane były dwa. Tam trzeba mieć podwójne skupienie. A najgorsza jest Kozia Dolinka

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Temat zajebisty. Myślę, że rozumujesz już na wyższym poziomie. Gość znajdujący się w schemacie jest powiązany kompletnie z emocjami, pewnymi przekonaniami na temat myszki. Myszka coś źle robi, koleś broni, chociażby miał stracić resztki godności. Chyba to wszyscy widzieliśmy. Dla takiego typka załamanie emocjonalne to załamanie życia, a ty wykładasz zagadnienie na master class. 

 

To jest bardzo dobra rozkmina, ale tylko dla ludzi świadomych siebie. Nie wiem, czy każdy jest przygotowany na taką dawkę ogarnięcia. Życie w kłamstwie, szczególnie tym emocjonalnym jest piękne przez chwilę. Ćpun dla narkotyków zrobi wszystko. Podobnie z miłością, a czy jest prawdziwa, czy fałszywa to niektórych w sumie jebie i mnie przez wiele lat jebało. Zakochiwałem się, chodziłem na randki, przeżywałem wzloty i upadki. Ale w końcu zacząłem myśleć w bardzo zbliżony sposób. Czy to dobrze, czy źle? Nie wiem, przyznam szczerze. 

 

Pisz więcej, masz bardzo dobre obserwacje. 

 

 

 

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzieki wlasnie tym emocjom jestesmy (ulomnymi) ludzmi .Fajnie by sie bylo od nich odciac na dluzsza chwile by poobserwowac relacje miedzy-ludzkie .Myslisz ze takie zycie mialo by swoj urok ?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Coś w tym stylu miał komandor- porucznik Data w Star Trek. Procesor emocji który mógł wyłączyć 😁 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
14 minut temu, thyr napisał:

Fajnie by sie bylo od nich odciac na dluzsza chwile by poobserwowac relacje miedzy-ludzkie .

To nie jest takie fajne, uwierz mi wiem co mówię efekt jest groteskowy, bolesny i wyjątkowo nie zdrowy.
To czego powinniśmy się pozbyć i tu się w 100% zgadzam z @leto to nasze ego i przestać zwracać uwagę na nie istotne uwagi, nie istotne przekonania i starać się być wolnym.
Wolnym od strachu i irracjonalnych przekonań, które nas ograniczają. 

Edited by Reflux
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

   Świetna perspektywa @leto, pokazuje jak relatywnie mało tracimy przy rozstaniach. Czachę sobie rozwalisz i nie żyjesz, po tobie, a tutaj rozkminiamy błahe problemy pierwszego świata, emocje... W sumie to nawet dziękować można, bo gdyby nie odeszła to nie doświadczyłbyś ich i mógłbyś sobie tylko wyobrażać te wszystkie "złamania". Super sprawa. 

2 godziny temu, Ace of Spades napisał:

tracimy i trwonimy bezsensownie CZAS na jakieś długie nieudane związki

   To jest cena za naukę i doświadczenie. Albo wyciągasz wnioski i się rozwijasz, albo zapierdalasz jak chomik w kółku. Parafrazując Alana Wattsa - życie jest jak piosenka, jej celem nie jest odegranie ostatniego akordu, ale odegranie wszystkich melodii w drodze do finału. Gdyby istotny był tylko ostatni akord, to po co grać całą piosenkę? Można by przecież od razu zagrać ostatni akord i iść do domu. 

 

P.S. Nie da się pozbyć ego żyjąc w ciele :D Embrace it. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, leto napisał:

Jak by mnie koleżanka zapomniała utrzymać na linie, to bym się srogo wkurwił. Jak bym był przytomny po upadku, to pewnie bym ją zwyzywał od najgorszych. Miał bym prawo być bardzo zawiedziony na niej!

No sorry bracie ale tego typu decyzje się podejmuje zanim się wejdzie na ściankę.

Wiadomo, że kobiety są słabsze fizycznie. Jeśli chciałeś żeby Cię asekurowała to musiałbyś ją bardzo dobrze znać pod kątem umiejętności i doświadczenia wspinaczkowego.

Według mnie miałeś kilogramy farta, zarówno tu jak i we wcześniejszym wątku gdzie wchodziłeś na Rysy w sneakersach.

 

Zaopatrz się w jakąś wiedzę zanim podejmiesz kolejne kroki w sportach ekstremalnych. Ten fart na którym obecnie jedziesz szybko się może skończyć. Balansujesz na cienkiej linie. Przemyśl to sobie.

 

4 godziny temu, leto napisał:

Idźcie kiedyś się powspinać, zobaczcie jak to jest gdy ktoś dosłownie trzyma Wasze życie w swoich rękach.

To są sporty ekstremalne, co innego jest świadome działanie ze znajomością ryzyka i konsekwencji a co innego wyprawa na wariata. Zastanów się co piszesz bo to nie są żarty. Jeśli chcesz kogoś zarazić do tego to stwórz jakiś tutorial ale nie rób jakiejś boruty bo komuś zaszkodzisz.

 

 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czas ( na początku rozstania nie myślisz o tym , że może nie wyjść.  Angażujesz się i tracisz czas to jest najgorsze . 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 9.01.2020 o 20:54, leto napisał:

Idźcie kiedyś się powspinać, 

TA  i co jeszcze?

Może podjeżdża walcem po Niunie?

 

....konkretnie....

KIEDYŚ dawno, dawno temu, kładłem się na wydechu na dnie basenu na plecach.

W masce do nurkowania patrzyłem na foczki jak się pluskają na demną.

 

DZIŚ jedyne co oglądam kołami do góry to bezmiar równości krzywizny sufitu.

Tak się za młodu poświęcałem......

 

 

...... nawet curwa nie pamiętam od czego zacząć swobodne opadanie....

 

SIOSTRO!

BASEN!

 

 

 

 

  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 9.01.2020 o 20:54, leto napisał:

Idźcie kiedyś się powspinać, zobaczcie jak to jest gdy ktoś dosłownie trzyma Wasze życie w swoich rękach.

Stary znam to uczucie. Jednak dopiero po fakcie sobie uświadomiłem. Rok temu byłem na ściance, też jakoś podobnie wyszedłem na ok. 10m. Mój partner asekuracyjny jak później sprawdziłem linę i w jaki sposób to robi to mi włosy dęba stanęły. Gdybym spadł to jak nic bym miał jakieś złamanie. Oczywiście nigdy więcej już z nim nie pójdę.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu 9.01.2020 o 22:58, leto napisał:

Fakt. Jedyną poważną rzeczą, którą mogą "zabrać", są dzieci.

 

Pieniądze jak kobiety - raz są, raz nie ma.

Jest jeszcze zdrowie. Jeśli sytuacja w związku jest sinusoidą (raz dobrze, raz źle) to tego typu sytuacje mogą kiedyś doprowadzić do poważnego rozstroju zdrowia, a załamaniem i depresją włącznie.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Interesująca refleksja @leto kompletnie inna perspektywa my i nasze ego nie my i nasze Myszki. Czy macie bracia refleksję nad poniższym. Czy z naszym ego mamy relacje, związek? Czy ego jest integralną częścią nas? Czy ego odczuwa i reaguje czy jest bardziej monolitem, który My musimy odkrywać? Może @Messer @salt0 @mac???

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By tips6
      Bracia, gdy przybyłem tutaj na początku grudnia i opisałem swój problem otrzymałem mnóstwo przydatnych porad, dziękuję. Od tamtej pory pracuję nad sobą i dzisiaj jestem w stanie zwyczajnie podejść do dziewczyny na ulicy i zagadać. W większości przypadków spotykam się z pozytywną reakcją tzn. są uśmiechy i luźna rozmowa, jednak nic poza tym. Nie wiem czy dziewczyny są po prostu miłe, czy kulturalnie mnie zlewają. Nie poluję na tą jedyną i nie przejmuję się jeżeli nic nie ugram, ale brak postępu każe mi myśleć że robię jakiś błąd.
       
      Wydaje mi się (podkreślam wydaje), że nie potrafię wzbudzić w takiej przypadkowej kobiecie zaufania. Szczerze, to nie mam pojęcia dlaczego dziewczyna miałaby zaufać jakiemuś facetowi który zagaił rozmowę na ulicy, ale skoro kobiety są mniej racjonalne od mężczyzn to zakładam że jest jakieś wytłumaczenie. I tego właśnie dotyczy temat, jak wzbudzić w przypadkowej kobiecie zaufanie. Powinienem wzbudzić emocje? Jak? Wpleść dwuznaczne treści w rozmowę? Czy męski wygląd może pomóc stworzyć taką nić porozumienia? Może chodzi o zachowanie, mowę ciała i sposób mówienia? Da się jakoś wytworzyć w rozmowie poczucie bezpieczeństwa, które przełoży się na zaufanie? Nawet nie wiem czy to co piszę ma sens.
       
      W sumie to nie zależy mi na zdobyciu numeru, czy jakiejkolwiek relacji z dziewczyną do której podejdę. Nie tracę głowy dla cipki i wciąż się ogarniam. Jeszcze przez kilka miesięcy będę studiował w dużym mieście i pomyślałem że jest to świetna okazja żeby ćwiczyć takie umiejętności interpersonalne. A nuż się kiedyś przyda.
       
      Prosiłbym, żeby bardziej doświadczeni Bracia rozłożyli mój problem na czynniki pierwsze.
    • By Bronisław
      Witam Braci. 
       
      W związku z tym, że lubie kobiety a one lubią mnie i mam z nimi bardzo fajne relacje chciałbym podzielić się z Wami kilkoma historiami, które przeżyłem, zaobserwowałem, usłyszałem.
       
      Temat jak wyżej Zdrady.
       
      Napisze najpierw o jednej i chciałbym, abyście też opisywali swoje historie lub kumpli, znajomych.
       
      Ku przestrodze 😀
       
      Dzwoni telefon o 3 w nocy. Ja oczywiście smacznie śpie. Patrze, numer mojej ex ex ex może jeszcze ex dziewczyny. Byłem w szoku, że o mnie jej sie przypomniało. Ale ok. Odbieram.
       
      -Cześć. Co tam?
      -No cześć możesz gadać?
      -No tak o co chodzi...
      -Dzwonie bo zawsze byłeś szczery itd 
      -No ok ale o co chodzi?
      -Zdradziłam swojego narzeczonego
       
      Poznała go po mnie i mieli niedługo brać ślub😀 Kobieta bardzo ogarnięta. Własna firma itd. Inteligentna. Z dobrego domu. Z wartościami itd.
       
      -Jak to zdradziłaś? Z kim?
      -Z jego najlepszym przyjacielem.
      -co? 😀😀😀
      -No tak bo impreza itd bo ciemno było bo pomyliłam go z chłopakiem 😀😀
       
      Wiadomo jakoś się tłumaczyła, a ja byłem w szoku i śmiać mi się chciało z drugiej strony.
       
      -Nie wiem co mam robić i dzwonie do Ciebie bo z Tobą można o wszytkim pogadać. 
      -No tak zdradziłaś z jego najlepszym przyjacielem i pewnie będzie jego świadkiem. Ja bym z nim zerwał. Itd itp
       
      Dzwonie po kilku dniach a ona mówi, że uzgodniła z jego narzeczonego przyjacielem, że o tym zapomną i koniec tematu.
       
      Po paru miesiącach widzę na fb że już po ślubie i żyją pięknie i szczęśliwie.
       
       
      Następna historia jak znajde czas. Pozdrawiam Panowie 😊😊 i licze na Wasze 😊😊
       
       
    • By aquarius
      Dzień dobry,
          Bardzo długo wzbraniałem się przed opisaniem swojej historii. Może dlatego, że jest mi po prostu wstyd, że zrobiłem to sobie drugi raz w moim życiu a może dlatego, że nie mogłem tego wyrzucić z siebie. Potraktuję to trochę jak terapie, wygadanie się ale też chciałbym usłyszeć opinię mądrzejszych, obytych na ten temat. Wskażcie mi Bracia gdzie się zatraciłem. Choć wydaje mi się, że teraz coś już zaczynam rozumieć.  Chyba się pośmiejecie.
          Opiszę w skrócie tak bardzo jak się da - ciężko skrócić prawie dekadę swojego życia w kilku słowach. Historia zapewne jakich wiele, dawno temu w klasie maturalnej poznałem kobietę która w zasadzie zabrała mnie na „przejażdżkę’ na 7 lat. Dlaczego przejażdżkę? Myślę, że miała cały czas pełną kontrolę nad moim życiem i doskonale wiedziała czego chce, zapewne wie to dalej. Choć czasami myślałem, że mam kontrolę to tak naprawdę tylko mi się wydawało. Jaki wtedy byłem? Inteligentny, bardzo przystojny, dobrze zbudowany, wygadany, dobrze ubrany. W środku jednak lekko rozwalony, miałem nieprzepracowane traumy (nieciekawe dzieciństwo, winiono mnie m.in. za smierć kogoś bliskiego). Oczywiście nie pokazywałem tego, starałem się być skałą z pozoru. Zaiskrzyło między nami, otworzyłem się przed nią i zostaliśmy parą (Ja wtedy 18, Ona 19). 
          Po pół roku wyjechałem na studia bardzo daleko. Miałem przed sobą bardzo, bardzo dobrą przyszłość. To jeden z tych modnych teraz wśród młodych protestujących kierunek. Trzy lata tak studiowałem jednocześnie każdą chwilę spędzając z nią. Przyjeżdżałem kiedy tylko mogłem. Bardzo poważnie myślałem o X (nazwijmy ją X) toteż wiedziony trochę tęsknotą a trochę strachem przed utratą jej zrezygnowałem z tych studiów i pojechałem z nią zamieszkać do dużego miasta. Było dobrze, naprawdę byłem szczęśliwy przez długi czas. Myślałem, że tak będzie zawsze. Pominę teraz opis codzienności etc.  Jaki ja byłem w tamtym czasie? Starałem się być „idealnym” do rany przyłóż facetem. Płaciłem za wiele rzeczy, sprzątałem, gotowałem, kupiłem psa - który miał nas jeszcze bardziej zbliżyć, zawoziłem wszędzie, zakupiłem jej sprzęt potrzebny do nauki (studiowała kilka kierunków ale nie skończyła nigdy żadnego) i wiele innych rzeczy które możecie sobie wyobrazić. Zbierając to wszystko uważam, że nie było żadnych symptomów na to co się stało. Zaczęła pracę w fitness. Pewnego dnia po prostu wróciła z pracy i powiedziała, że chce się rozstać. Pamiętam ten dzień - przygotowywałem dla nas obiad w tym momencie. Nie mogłem uwierzyć. Dzień wcześniej kochała mnie, uprawialiśmy sex etc. Jako powód usłyszałem tylko wiązankę tego jaki dobry człowiek a ona chce spróbować życia bo jest młoda i ta stabilizacja to nie to. Zarzekała się, że nikogo nie ma (a miała kolegę koksa z pracy). Płakałem, błagałem, kwiaty i te sprawy - nic, tylko chłód z jej strony. Wyprowadziłem się bez kasy i nagranego mieszkania - pomogli mi znajomi, pożyczyli pieniądze. To było po ok 5 latach bycia razem. Przez najbliższy (może 1,5 miesiąca)  bardzo się za to winiłem, wręcz nienawidziłem się, nie rozumiałem. Jak to mogło się wydarzyć. 
          Spotykałem się z nią bo chciała się widywać z psem i przyjaźnić ze mną. Tak naprawdę bała się, że ktoś inny mnie będzie chciał. Przystałem na to, jednocześnie biorąc się do pracy nad sobą, bo chciałem ją odzyskać. Mnóstwo rzeczy poprawiłem w sobie, byłem po lekturach Pana A. i to działało. Poznawałem kobiety ( i to nawet te 10/10) - tylko do pewnego momentu bo mówiłem stop i uciekałem od dalszej znajomości. Zacząłem odżywać, lepsza praca, siłownia, powodzenie. Pewnego dnia powiedziałem sobie dość i chciałem urwać kontakt - chciałem jednak przed tym dać jej prezent który już dawno kupiłem dla niej (skok spadochronowy - kiedyś jej tego zabroniłem więc to załatwiłem, po prostu czułem się zobowiązany, wiedziałem, że muszę to zrobić i chój). Zawiozłem powiedziałem otwórz w urodziny (czyli za jakiś czas) i powiedziałem, że to koniec znajomości i że nie chcę nic od niej. Pojechałem od niej, płakałem w samochodzie, prawie się posrałem ale wiedziałem, że tak trzeba. Wiecie co się stało? Zaczęło się natarcie z jej strony, niedługo potem. Zaproszenia na obiad, spacery. Zdecydowała, że to ja mam być przy tym jak będzie to marzenie spełniać. Pojechałem z nią - wiadomo wielkie emocje po skoku, pocałowała mnie ja już szczęśliwy. Zabrałem ją jeszcze na zamkniętą imprezę dla ludzi z pierwszych stron gazet. W takich kręgach się zacząłem obracać. Oczywiście wróciliśmy do siebie. Wspaniali ludzie którzy mi pomagali po rozstaniu, pokazali życie od innej strony poszli w odstawkę. Zadbała o to. 
          Wprowadziłem się do niej i żyliśmy naprawdę, naprawdę dobrze, znowu zacząłem zatracać siebie. Pewnego dnia coś mi nie dawało spokoju i sprawdziłem jej FB. Myślałem wtedy, że się zajebie. Ona mnie zdradzała już przed tym jak mnie zostawiła. No jak to możliwe? Wyczytałem jak, gdzie i kiedy się „bzykali”. Jakby koleś nie kopnął jej w dupę to ja nie byłbym taki fajny - to też przeczytałem. W rozmowie z koleżanką pisała, że nie rozumie jak on może ją olewać no bo przecież się bzykają. Jednocześnie przeczytałem o sobie duuuużo „fajnych rzeczy” frajer, pizda, pantofel etc. Chciałem odejść, zatrzymywała mnie, zabierała klucze od samochodu, zastawiała drzwi. Przepraszała, żałowała, płakała, wpadała w histerię, sex - ja pierdole! Tak w kółko. Pojebało mnie, prawie umarłem. Uległem po jakimś czasie - stwierdziłem, wybaczam! Druga część tej historii jest taka, że wyjechaliśmy z tego miasta i ja wróciłem na studia, ona ze mną. Oświadczyłem się. Naprawdę jej wybaczyłem i kochałem jak sam skurwysyn. Zdałem rok ale musiałem wrócić żeby zarobić na resztę. No to wróciliśmy do miasta rodzinnego. 
           Zgadnijcie co się stało po powrocie ? Zostawiła mnie jakiś czas temu ( ponad 7 lat znajomości), ale ja już wiedziałem, że ma kogoś na boku - sprawdziłem to. Wiem kto to jest. Pojechałem do niej pewnej soboty i udawałem, że nie wiem. Zmusiłem ją żeby mi powiedziała czy chce tego związku czy nie. Odpowiedziała to co kiedyś - chce się pobawić życiem, chce odnaleźć siebie. Jak tam jechałem obiecałem sobie, że te resztki honoru tym razem zachowam. Nie płakałem - powiedziałem „ Szanuję twoją decyzję”. Kurwa najbardziej ją zabolało, że ja miałem czelność mieć cyt. „tyle klasy”. Powiedziała oczywiście, że nie zerwie kontaktu, będziemy się widywać etc. - czyli pies ogrodnika. Pojechałem do domu - a ona została tam z przeświadczeniem, że znowu jej się udało, że ja nie wiem, że jestem kurwa jej ukochanym naiwnym, własnym frajerem, niezatapialnym kołem ratunkowym. Dalej bym w tym tkwił bo ona nie miała zamiaru ze mną „już teraz zrywać”. Mieliśmy iść na sylwestra, wspólna wigilia, wyjazd na wakacje w kwietniu itp. Po prostu postawiłem ją pod ścianę - bo już kurwa nie mogłem bardziej brzydzić się sobą. Od tamtego czasu minął już miesiąc i ja czuję, że żyję. Wcześniej te wiele lat temu, jeżeli ktoś by mi taką historię opowiedział to bym kurwa nie uwierzył, że można tak bardzo kogoś kochać kogoś, poświęcać się i  nienawidzić siebie. W każdym razie, pracuje w fajnym miejscu, odkładam na dokończenie studiów, spotykam się z kobietami - różnymi, niektóre mi się nawet podobają. Była próbowała się odzywać ale ja nie odbieram, nie odpisuje, nie interesuję się już jej życiem.
          Czy coś do niej nadal czuję ? Tak. Myślę, że bardzo ją kochałem - czyt. byłem uzależniony. Teraz powoli nabieram kontroli nad swoim życiem - to świetne uczucie po tylu latach. Wiem też, że za jakiś czas zwróci się do mnie po coś więcej ale jak mówiłem tę furtkę którą ona zostawiła uchyloną ja zatrzasnąłem. Kochałem i przegrałem, przyjmuję to. Jaki teraz jestem? Przepracowałem u psychologa traumy z dzieciństwa, dalej pozostałem inteligentny, choć trochę mądrości nabieram, przystojny ponoć bardzo :), wesoły, pogodnie patrzę w przyszłość, asertywny. Poczucie humoru mi zostało. Uczę się, że kobieta ma być „towarzyszką” mojej własnej zajebistej, zaakceptowanej drogi a nie moim przewodnikiem. To jest tylko jakieś 10% - chyba najważniejsze. Jak coś sobie ważnego przypomnę, dodam niżej. Nie żałuje, dużo mnie nauczyło to wszystko. Fajne momenty też były - sporo. Mimo wszystko będę miał o czym potomnym opowiadać. Bracia to najkrócej jak się dało, liczę na szczerość, śmiech, cokolwiek. 
      PS: Swoją drogą ten pies - to ze mną został, najlepszy przyjaciel !
       
       
      Dodatek 1.
       
      Z racji tego, że nie wiem jak edytować post główny, dopiszę tutaj.
      Po tym wszystkim co mnie spotkało na własne życzenie jak wspomniałem przepracowałem traumy u psychologa. Moja miłość dołożyła mi nerwicę, ataki paniki w środku nocy, ataki agresji, ataki drgawek - mózg się przeładowywał po prostu. Teraz już tego nie ma na szczęście.
    • By Smerfetka
      Witajcie
       
      Zwracam się do Was o radę oraz o wnioski/relacje z ewentualnych doświadczeń.
       
      Sprawa wygląda następująco:
      Mój partner zaproponował, że może się "dorzucić " to mojego pierwszego w życiu projektu/inwestycji.
       
      Chcę zainwestować pieniądze - kupić małe mieszkanie do remontu w dobrej cenie/wyremontować i szybko sprzedać.
      Jestem na etapie poszukiwania okazji. Nie mam 100% wkładu na tą inwestycję więc miałam w planach zaprosić kogoś do projektu (znam sporo takich osób więc nie ma kłopotu). Do projektu brakuje mi ok. 50-40% wkładu.
      (Chciałabym temat wykonać w tym roku, a nie trzymać pieniędzy na lokacie - co mnie osobiście boli ...a nie wchodzę w nic czego nie rozumiem.)
       
      Nie proponowałam nigdy mojemu partnerowi tego, ponieważ:
      - on nigdy nie kupował nieruchomości (poza garażem w zeszłym roku- chciał spróbować...)
      - miał negatywne doświadczenia (jakieś 3lata temu) z byłym wspólnikiem(kuzynem) i stracił prawie całą kasę/do dziś nie odzywa się z kuzynem.
      - nie wpadłam na to ...My oddzielamy sprawy zawodowe i prywatne, nic nas nie łączy pod kontem finansowym.
       
      Fakt, że mi to zaproponował ...bardzo miłe ...ponieważ świadczy o tym że mi ufa po kilku latach (a bywało różnie).
       
      Zakładając, że wejdziemy wspólnie w projekt, należy ustalić  zasady korzystne dla dwóch stron.
       
      Pytanie, czy robić jakieś "fory" ? Czy potraktować temat czysto jako interes tzn:
      - on daje ok. 50% wkładu
      - ja daje ok. 50% wkładu + wiedza + czas- wyszukuję okazję, podejmuję decyzje/negocjuje + organizuje formalności + zajmuje się remontem+ wystawiam i szukam kupca ( mój partner będzie za granicą wiec technicznie nic nie pomoże)
      Biorę na siebie całą odpowiedzialność za projekt.
      Projekt jest dosyć prosty dla mnie, ponieważ pracuję w tym zawodowo, ale też mam możliwość uzyskania pomocy/rady od osób które już na tym zjadły zęby - ufam ich doświadczeniu i wiedzy.
      - najważniejsza kwestia - podział X dochodu. Uważam że podział 70/30% byłby uczciwy
      - Czy spisać jakąś umowę?/ jak tak to jaką?
      Jak uważacie ?
       
      Czy może lepiej dać sobie spokój...
       
      Z góry dziękuję za merytoryczne rady/opinie/ocenę
       
       
       
       
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.