Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Sign in to follow this  
Hidalgo

To tyle w temacie męskości... :)

Recommended Posts

Niech sobie zrobi przeszczep mózgu na jakiś męski model.

Nagle życie stanie się takie proste. :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

A to te torby nie są do noszenia majtek na zmianę rano? :P :P

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klucze i telefon. Zwłaszcza telefon, kluczy już niejednokrotnie zapomniałem. A forsa luźno w kieszeni jak napisał @Ace of Spades bo szanuje innych ludzi i nie wyciągam portfela przy kasie i nie grzebie w nim. Swoją drogą za takie coś powinna być cena x2.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja nawet mimo upływu lat do dzisiaj jak gdzieś jadę ciopągiem to cały dobytek mam schowany po kieszeniach, telefon, ładowarka, kabel, słuchawki, klucze, kesz i karta, chusteczki, jakiś Zolpidem też się znajdzie ;)https://youtu.be/xvMCuiEd8mw

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Portfel jest wielki, tracisz portfel tracisz dokumenty szmal i karty.
Jak trzymasz po kieszeniach to stracisz co najwyżej część + łatwiejszy dostęp. No chyba, że  masz słuchawki razem z sianem w kieszeni to powodzenia, albo klucze z telefonem xD

Share this post


Link to post
Share on other sites
26 minut temu, Analconda napisał:

szanuje innych ludzi i nie wyciągam portfela przy kasie i nie grzebie w nim. Swoją drogą za takie coś powinna być cena x2. 

Oooo właśnie. Uwielbiam jak ktos wyciąga portfel w momencie gdy kasjer mówi kwotę. No na prawdę nie wiedzieli że trzeba bedzie zapłacić :P

 

 

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
34 minuty temu, Ace of Spades napisał:

Ja nawet mimo upływu lat do dzisiaj jak gdzieś jadę ciopągiem to cały dobytek mam schowany po kieszeniach, telefon, ładowarka, kabel, słuchawki, klucze, kesz i karta

Dokładnie to samo. Nigdy mi nikt nic nie zajebał dzięki temu ani nie zgubiłem. 

Edited by Tomko
  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

  • Similar Content

    • By leto
      Przypadkiem trafiłem dziś na Terry'ego Crewsa. Znacie go z reklam Old Spice'a, gdzie się mocno wygłupia, ale prawda jest taka, że niezły z niego kozak. Grał kiedyś w NFL, wspomina też o swoim burzliwym dorastaniu, bójkach na ulicy itd. Ciekawie mówi o męskości, o stereotypach. Część jego opinii to (jak sądze nie celowe) uderzenie w tzw. Red Pill, który w dużej mierze, niestety, sprowadza się do manipulowania kobietami i patrzenia na nie z góry (w pewnym momencie, trafnie, używa określenia "socjopaci" na ludzi stosujących takie taktyki). Fakt, można powiedzieć - jak wyglądasz jak Crews i masz jego sławę, to nie potrzebujesz nic z rzeczy typu Red Pill. Powstaje jednak pytanie, co to mówi o osobach, które tak nie wyglądają i nie mają jego rozpoznawalności/pieniędzy. Czyżby to, że zaklejają mizoginistycznymi plasterkami swoje braki w samoocenie?
       
      W każdym razie, polecam przesłuchać, materiał niezbyt długi i wg mnie ciekawy.
       
      PS. Crews jest mocnym orędownikiem walki z pornografią, sam przyznaje się do wieloletniego uzależnienia i twierdzi, że z tym zerwał, przez co stał się lepszym człowiekiem.
       
       
    • By wolnystrzelec
      Szanowni Panowie,
      zakładam temat ku przestrodze. Niech pomaga szczególnie młodym, żądnym cielesnych uniesień z gatunku tych nietypowych.

      Obserwuję w mediach społecznościowych różne osoby - od polityków przez działaczy społecznych, dziennikarzy, feministki, pisarzy, aż po osoby szukające "atencji" (cudzysłów, gdyż słowo to nie jest tu użyte we właściwym, lecz w popularnym ostatnio znaczeniu). Nie jest pewnie dla Was nowością, że istnieją na Instagramie konta młodych kobiet, które otrzymują masę pozytywnego feedbacku tylko dlatego, że są... młodymi kobietami. Nie mam na myśli tylko tych ponadprzeciętnie atrakcyjnych - chodzi o kobiety w ogóle. "Panie instagramowe" zapewne mogłyby wstawić zdjęcie z codziennej czynności w toalecie, a i tak zyskałyby aprobatę.
       
      Wiele takich osób podbija sobie "atencję" przez zadawanie pytań w tzw. instastory. Dla niewtajemniczonych: to obrazek lub film, który mogą zobaczyć obserwujący daną osobę przez dobę od dodania. Jeśli padnie pytanie, a osoba je zadająca udzieli odpowiedzi, odpowiedź ta pojawi się wraz z nowo dodanym zdjęciem w kolejnym instastory. Czyli na kolejnym obrazku. Będzie tam też treść zadanego pytania. Na nowym obrazku może być np. wyraz twarzy osoby odpowiadającej jako reakcja na zadane pytanie. Często "instagramowa pani" inicjuje zadawanie pytań tekstem w stylu "ale mi się nudzi, pytajcie".
       
      Jedna z obserwowanych przeze mnie "atencjuszek" dostaje co chwilę pytania z gatunku erotycznych. To dziewczyna o urodzie 6/10. Widzę masę próśb o sprzedaż bielizny, skarpet, propozycje płatnych spotkań itp. Sam również miałem kiedyś fake konta pań na podobnych portalach, w tym randkowych. Oczywiście było to samo. Skala męskiego upodlenia jest co najmniej alarmująca. Panowie pisali m.in. z prośbą o poniżanie ich i od razu oferowali za to zapłatę. Sami z siebie, nieproszeni, wysyłali zdjęcia swojego ciała przebranego w damskie ubrania w klimatach japońskiej mangi erotycznej. Byli gotowi zwracać się do wyimaginowanej kobiety per pani, a sami określali siebie mianem psów. Długo można wyliczać. Nie mam już tych kont, bo naprawdę przykro się na to patrzy. Dodam, iż nie inicjowałem rozmów i nie starałem się ich podtrzymywać. Mężczyźni poniżali się na absolutnie własne życzenie.
       
      Ciekawi mnie, jakie przykłady dobrowolnego upokorzenia się mężczyzny przed kobietą Wy mieliście okazję zobaczyć. O ile był ciąg dalszy, też warto go opisać, bo może (w co śmiem wątpić) zdarzyło się, iż relacja takiego mężczyzny z kobietą poszła w dobrym kierunku - nie wiem, dobrali się pod względem upodobań czy coś.
       
      Jedyna pointa, jaka mi się nasuwa po tych obserwacjach, brzmi: szanuj się, mężczyzno - kobieta nie zrobi tego za Ciebie.
    • By wolnystrzelec
      Szanowni,
       
      czytam forum od dłuższego czasu i zaczynam zauważać u siebie niepokojące zjawiska. Często ostrzegacie przed pewnymi cechami, charakterystycznymi dla sporej części kobiet. To m.in. niezdecydowanie, szukanie "lepszej gałęzi", niepewność w kwestii uczuć, brak/słabe podniecenie przy "samcu beta" czy używanie określeń nie wprost ("miś, ja nie wiem, co czuję"; "musimy zrobić sobie przerwę"). Ze smutkiem przyznam, że powyższe cechy widzę u samego siebie.
       
       
      Jak się to objawia?
       
      - niezdecydowanie - od dziecka nie umiem podejmować ważnych (a czasem i błahych) decyzji. Utkwiła mi w pamięci sytuacja: jestem z mamą na rynku, chcemy kupić termometr do mojego pokoju. Są do wyboru trzy - jeden biały, drugi biało-czarny, trzeci chyba brązowy lub beżowy. Rzecz kosztowała wówczas (ok. roku 2000) kilka czy kilkanaście złotych. Stałem nad nimi dobre pół godziny, jakbym miał przynajmniej podpisać umowę o kredyt na nową S-klasę. Pani sprzedająca żartowała "przebiera, jakby miał do wyboru trzy dziewczyny". Dziś tego problemu by nie było, bo mam jakieś minimalne wyczucie estetyki i dobieram wyposażenie pod kolor mebli, sprzętu, ścian i wszystko w miarę się komponuje. Są natomiast inne kłopotliwe sytuacje - niedawno stałem przed decyzją o porzuceniu studiów, których nijak nie mogłem pogodzić z pracą. Dodam, że mam już magistra i to był kolejny etap. Czułem, że porwałem się z motyką na słońce - za wcześnie, bez dorobku naukowego, a w dodatku w innym mieście, niż moja praca. Ostatecznie zrezygnowałem, ale ta myśl chodziła za mną już od dwóch lat. Zmarnowałem trzy lata, bo nie umiałem tego uciąć. Gdyby nie to, być może byłbym już na kolejnym kierunku, w tym samym mieście, i miałbym za sobą jakieś fajne osiągnięcia. Tak chociażby, jak mój kolega, który zmienił kierunek po pierwszym roku.
       
      - szukanie "lepszej gałęzi" - jeszcze nie byłem w związku, w którym czułbym się w 100% usatysfakcjonowany. Emocjonalnie ani seksualnie. Często czuję, że jest dobrze, naprawdę okej, po partnersku, seks też całkiem gra. Niby wszystko git. Ale to tak, jak z jazdą samochodem - po prostu przemieszczam się z miejsca na miejsce jakąś zwykłą skodą. Niby wszystkie funkcje samochodu są spełnione - jedzie, skręca, hamuje. Ale kurczę, to nie są wrażenia z bmw czy sportowego mercedesa. To po prostu się toczy.
       
      - niepewność w kwestii uczuć - zawsze jestem ostrożny z deklaracjami, ale nie wynika to tylko z mojego ogólnie ostrożnego charakteru. Ja po prostu nie mam tych emocji, które popchnęłyby mnie do powiedzenia słowa "kocham". Wiecie, kiedy ostatni raz to powiedziałem? Gdy zrywałem z byłą. Rozpłakałem się wtedy, jak dziecko. Było to zupełnie bez sensu, bo to ja zrywałem, a jednocześnie płaczem sygnalizowałem, jak mi będzie źle bez niej. Gdzie tu logika? Wtedy nazwałem byłą "kochaniem". Wzruszyła się, czułem to w jej głosie. Pierwszy raz to powiedziałem, od kiedy się poznaliśmy. Ale decyzja została podjęta. Z obecnej perspektywy uważam, że słuszna, bo związek męczył nas oboje. To jednak poboczny wątek. Słowa o miłości padły pod wpływem emocji. Miłości tam nie było, jedynie przywiązanie.
       
      - brak/słabe podniecenie przy "samicy beta" - miałem już trochę doświadczeń z kobietami i wiem, że u nas (a przynajmniej u mnie) działa to identycznie, jak opisujecie, że działa u pań. Nie wystarczy fajna relacja. Nie wystarczy partnerstwo. Są pewne fizyczne cechy kobiet, które sprawiają, że facet wariuje. Nie wiem, czy to proporcje długości nóg, kształt twarzy czy np. szerokość bioder. Fakt faktem, jest coś na rzeczy. Zdarzało mi się już, że relacja była fajna, osobę baaardzo lubiłem, ale seks był taki sobie. Nie chcąc stracić wartościowej relacji, sam "robiłem swoje" w wolnych chwilach, żeby ciągle nie myśleć o jednym i móc osiągnąć satysfakcję w taki sposób, jaki mi pasuje - zwykle wystarczało lekkie porno w lubianych przeze mnie klimatach, a nawet odpowiednie tagi na instagramie, pintereście itp. "Samica beta"? Owszem, istnieje. Nawet się z tym typem zetknąłem, choć samo określenie wydaje mi się okropne i odczłowieczające. To typ miłej dziewczyny, która nie myśli prawie wcale o sobie, a chłopaka traktuje, jakby był jej synem. Tzn. przynosi coś do jedzenia, zaprasza do domu na ciastka, sama z siebie kseruje notatki i przynosi, żeby tylko czegoś na studiach nie przegapił itp. Jest ogółem na każde zawołanie. Szczerze? To bardzo miłe, ale w równym stopniu krępujące. Nie wyobrażam sobie związku z kimś takim. Lubię, gdy dziewczyna myśli trochę o sobie, opowiada o planach, ambicjach. Nie chodzi o narcyzm i chwalenie się. Chodzi o to, żebym widział w niej wyrazisty, fajny charakter.
       
      - używanie określeń nie wprost - robiłem tak, gdy związek z byłą chylił się ku upadkowi. Twierdziłem, że potrzebujemy przerwy. Ona uznała, że skoro mają wchodzić w grę jakiekolwiek "przerwy", to tak, jakbyśmy mieli się rozstać. Pod tym względem bliżej do Waszej wiedzy było jej, niż mi. To było jakieś pół roku przed spróbowaniem przeze mnie czerwonej piguły.
       
      Tylko właśnie - czy to ja potrzebuję owej piguły, czy może dziewczynom przydałaby się ona przed kontaktem z takimi facetami, jak ja? Od jesieni mocno zmieniło mi się myślenie, m.in. pod wpływem Marka oraz Rafała Olszaka z OcalSiebie, ale i tak zauważam u siebie białorycerskie cechy, a teraz zacząłem się zastanawiać, czy to nie są wręcz cechy typowe dla przeciwnej płci.
       
      Co jeszcze dało mi do myślenia? Moja ex (osoba biseksualna) powiedziała kiedyś po intymnych chwilach, że "kocham się z nią, jak kobieta". Nie stanowiło to wyrzutu, raczej komplement. Dodała, że jeszcze z żadnym facetem nie kochała się w ten sposób i dawno nie czuła się "tak wypieszczona i zaopiekowana". I przypomina jej się to, co robiła z kobietami.
       
      Jestem też osobą bardzo emocjonalną, skorą do łez i ostrych słów - głównie pod swoim adresem. Potrafię ranić psychicznie, dawniej wiele osób przekonywałem, że nie nadaję się do związku z nimi. Przez swoje niepowodzenia w pracy usuwałem ze znajomych osoby, na których mi zależało, żeby siebie samego ukarać. Twierdziłem, iż "nie zasługuję na związek z kimś takim".
       
       
      Nakreślę jeszcze pokrótce, jak wyglądało moje wychowanie:
       
      Jestem z małego miasta. Nie mam ojca - zostawił matkę, gdy zaszła w ciążę. Nie było alimentów ani testów. Wrócił do niej po kilku latach. Ona ze względu na moje dobro zacisnęła zęby i wybaczyła, ale ostatecznie nie przetrwało to i dorastałem bez męskiego wzorca. W domu był co prawda dziadek, ale miał problem z alkoholem. Nie był to skrajny alkoholizm - zwyczajnie lubił sobie wypić małpkę lub tanie wino, lecz nie miał do tego zdrowia i szybko się upijał. Mama i babcia raczej krytycznie go odbierały, choć nie dochodziło do poważnych scen, kłótni itp. Gdy dziadek przychodził po wypiciu, był kierowany do swojego pokoju, a ja słyszałem "dziadek źle się czuje, musi odpocząć" albo "dziadek dziś nie jest w stanie, jutro z nim porozmawiasz". Babcia z mamą co jakiś czas spierały się w kwestii wychowania mnie. Czasem też jedna z nich miała mi coś za złe, a druga - przynajmniej częściowo - stawała po mojej stronie.
       
      Do pewnego czasu nie potrzebowałem nawet i nie lubiłem towarzystwa chłopaków. W szkole kumplowałem się głównie z dziewczynami, miło siedziało mi się z nimi w ławce czy dyskutowało. Kolegów i przyjaciół zacząłem poznawać w gimnazjum. W liceum nauczyciel prowadzący zajęcia dodatkowe stał się moim nieoficjalnym idolem. Mogłem z nim gadać przez wiele godzin, odwiedzałem go w domu, słuchaliśmy płyt winylowych i robiliśmy różne rzeczy związane ze sprzętem audio. Mama twierdziła, że lubię go, bo brakuje mi ojca. Nawet wyrzucała sobie, że z nikim się nie związała, bo może miałoby to lepszy wpływ na mnie. Miałem w pewnym momencie coś takiego, że starałem się przemycić w rozmowach z nauczycielem pewne fakty z mojego życia prywatnego - np. "będę z dziewczyną gdzieś tam". Wydawało mi się, że to powód do dumy, iż układam sobie sprawy osobiste i właśnie tego nauczyciela widziałem w kręgu osób, którym chciałbym o tym powiedzieć.
       
      Dodam, iż nigdy nie miałem wątpliwości co do mojej tożsamości płciowej, choć znam kilka osób trans. Moje podejście do LGBT jest neutralno-pozytywne. Lubię te osoby, staram się rozumieć. Ja sam od zawsze czuję się mężczyzną. Gdy widzę atrakcyjnych mężczyzn o dobrej budowie ciała, czuję motywację, by wyglądać podobnie. Lubię patrzeć na siebie, gdy ćwiczę albo tuż po ćwiczeniach. Nie sądzę, że jestem wyjątkowo atrakcyjny (kiedyś napisałem, że 7/10 - dziś myślę, że przeceniłem się, bo porównałem do dawnych czasów, gdy byłem pasztetem), ale lubię samego siebie. Moja tożsamość jest jak najbardziej okej. Nie zgadzam się natomiast ze społecznym schematem męskości. Chcę być po prostu sobą, a nie społecznym oczekiwaniem pt. "mężczyzna".
       
      Wybaczcie, że tak się rozpisałem. Tym z Braci, którzy przebrnęli, gratuluję wytrwałości i dziękuję. Podrzućcie swoje rady. Jak dalej tym wszystkim kierować? Jak być dobrym mężczyzną w pozytywnym rozumieniu tego słowa - czyli nie toksycznym, niedojrzałym emocjonalnie samcem?
    • By Maninblack
      Panowie
      Tak na szybko,żeby nie robić poematu.
      Mam 28lat jestem zadbanym facetem(użył bym słowa przystojnym,ale później będzie że jestem narcyzem)Trenuję zawodowo sport (moja pasja)nie mam żadnych nałogów.Nie jestem zadowolony z jakości swojego życia szczególnie chodzi o finanse a co za tym idzie w parze o kobiety.
      Na ten moment moje zarobki to średni krajowa +10-15% i uważam że to blokuje mnie jeśli chodzi o rozwój.W 2014 po kilku zmianach prawnych musiałem zakończyć prowadzenie działalności,ponieważ moja "profesja" stała się nielegalna.Od tego czasu pracuję fizycznie i na bramkach co lekko mówiąc mnie nie zadowala.
      Co jakiś czas podobam się bardzo atrakcyjnym Paniom,natomiast czar pryska kiedy zaczynam opowiadać o sobie (nie mam własnego mieszkania,samochodu nie (kwestia kilku miesięcy)i w odbiorze społecznym pracuję jako parobek.Z góry zakładam że zostanę odrzucony (bo nie wierzę w kobietę z Himalajów)
      1.Czy w takich sytuacjach lepiej pierd*** że jest się marynarzem albo kapitanem okrętu podwodnego czy z uśmiechem na ustach mówić "jestem cieciem"(nie uwierzy ale przynajmniej temat zaniknie)
      2.Wziąć dodatkową pracę i robić po 10-12h dziennie żeby przytulić te 5-6tys na rękę (kosztem zdrowia)?Pociągne tak 2,3 może 4 miesiące,jedynym wyjściem było by zrezygnowanie z trenowania (ale tego nie zrobię)
       
      Ktoś coś,za każdą poradę z góry dziękuję?
       
       
    • By WojtekWojtek
      Cześć, jestem Marek i bynajmniej nie odbiegam prestiżem od Kruszwila. Mam niemal 40 lat. Jestem przyrodnikiem, biologiem z doświadczeniem w upatrywaniu pięknych sarenek. 
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.