Jump to content

Wasze białorycerskie osiągnięcia


Recommended Posts

Jakoś tak zacząłem się zastanawiać nad tymi białorycerskimi zachowaniami i przypomniałem sobie, że ja przecież też wcale nie byłem od nich wolny! Bracia, pochwalcie się, jakie tam mniej lub bardziej żenujące akcje odwalaliście - i jaki był tego efekt.

 

Na chwilę obecną przypominają mi się takie:

 

  • wysłanie bukietu róż swojej ex dzień po rozstaniu z bilecikiem "tak łatwo nie odpuszczę". Parę tygodni później znowu zaczęła być regularnym gościem w moim łóżku
  • postawienie pannie (jeśli dobrze pamiętam, chyba ja płaciłem za wszystko) drogiej kolacji w jednej z renomowanych warszawskich restauracji. Na następnej randce już była dzika konsumpcja siebie nawzajem, a nie jedzenia. Z perspektywy czasu - oczywiście ta szopka z kolacją nie była zupełnie potrzebna, bo widać było od początku mocne zainteresowanie
  • to chyba największa żenaduwa: wychodząc od kobiety, która właśnie mi oznajmiła, że mam zniknąć z jej życia, rzuciłem z oburzeniem "jeszcze tego pożałujesz". Niestety happy endu nie było, od tamtego czasu nie dotknąłem jej ciała :D
  • Haha 1
Link to post
Share on other sites
  • Replies 64
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Wszystkie akcje o których piszecie się drobne i niepoważne. Najwyżej poskutkują tym, że nie zaruchacie (albo zaruchacie - zależy od sytuacji, kobiety).     Białorycerstwo patologiczne (czyli

Zawiozłem moją ówczesną dziewczynę na imprezę, na której poznała faceta, z którym nawiązała kontakt.  Nawet nie ukrywała przede mną, że dużo ze sobą piszą, a także wychodzą wspólnie na kawę. No a

Pierwszy poważniejszy związek, zaczął się w liceum, dostaliśmy się na studia do innych miast. Przez rok jeździłem do niej co dwa tygodnie (600 km) pociągiem. Po roku przeniosłem się dla niej, cofając

Pewnej pani, na pierwszą randkę kupiłem bukiet czerwonych róż ?

W czasie kiedy zaczęła się relacja FF z pewną panią, rozstawiłem w pokoju świece, żeby było romantycznie ?

Pewnie było tego więcej, ale nie pamiętam...

 

Link to post
Share on other sites

Po pewnym spotkaniu integracyjnym w małym gronie, postanowiłem odprowadzić dziewczynę która mi się spodobała pod akademik w którym mieszkała (nie żebym stalkował gdzie mieszka lol). Było coś po 22.00 (więc och ach ale ja męski jestem, odprowadzam damę po nocy) ona mówiła, że nie trzeba a ja uparty jak osioł nie odpuściłem. Wracając tym autobusem, nawet nie chciała usiąść obok mnie, gdy zająłem dla nas miejsce, więc wstałem i tak staliśmy na środku autobusu. W między czasie jeszcze rzuciłem taki tekst, jakie ma ładne oczy (tekst był fajny ale już go nie pamiętam), tylko się zaśmiała (więc to chyba na plus wyszło). Ale koniec końców cała ta ,,podróż" to był cringe patrząc z perspektywy czasu. Dziewczyna potem unikała mnie jak ognia. Raz zaproponowałem jej wyjście, ale wykręciła się, że teraz nie może. Na szczęście miałem na tyle oleju w głowie, że zauważyłem, że z tej mąki chleba nie będzie i odpuściłem temat.

  • Like 3
Link to post
Share on other sites

Zawiozłem moją ówczesną dziewczynę na imprezę, na której poznała faceta, z którym nawiązała kontakt. 

Nawet nie ukrywała przede mną, że dużo ze sobą piszą, a także wychodzą wspólnie na kawę. No ale oczywiście wg niej to tylko zwykły kolega, z którym lubi rozmawiać i nie mam się o co martwić.

Następnie powiedziała mojemu przyjacielowi, że za mało się o nią staram i ona chyba z tego powodu zakończy związek.

W tym momencie ja jak na skrzydłach poleciałem po piękny bukiet czerwonych róż, a także drogi upominek, który kupiłem za pieniądzę, których w tamtym czasie często mi brakowało. Później dałem jeszcze niejeden dowód mojego zaangażowana.

Aż w końcu wyszło na jaw, że mnie zdradza.

Jestem ciekawy czy ktoś mnie przebije ?.

  • Like 4
  • Haha 1
  • Sad 7
Link to post
Share on other sites

W swoim pierwszym związku pamiętam, że coś tam ze świętami się obraziła i zrobiła awanturę. Ja 18-letni rycerz pojechałem z kwiatami i uklęknąlem prosząc o wybaczenie. Nawet nie pamiętam o co wtedy poszło ale jakaś pierdoła to była.

 

Laska, z którą byłem na studniówce zaczęła mieć mnie dość, ponieważ byłem mega needy. Na imprezie mnie spławiła ostatecznie. Jeszcze po powrocie napisałem sms najebany w takim "wrażliwym" tonie. Nie pamiętam dokładnie ale było to takie pizdeo-rycerskie z manipulacją i wbijaniem poczucia winy. 

 

Znalazłoby się więcej tego ale to chyba nic nadzwyczajnego. W wieku nastoletnim większość z nas ma rycerskie odpały. Na szczęście po 20 sam zacząłem się jakoś ogarniać. ??

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Zaręczyłem się. 

Na szczęście nawet nie brałem pod uwagę ślubu.

 

Dawałem się brać na łzy. Jedna z większych nauczek na całe życie.

Prezenty lubiłem i nadal lubię kupować, na koniec okazało się, że oczywiście za mało.

Całe szczęście, że wszelkie opłaty mieszkaniowe zawsze na pół, bo po kilku latach sumka by się uzbierała.

 

Ogólnie to raczej byłem chu...em, bo zazwyczaj robiliśmy to na co ja miałem ochotę, ale niestety lojalnym i to się na mnie najbardziej zemściło.

 

Plus straciłem mnóstwo czasu na rodzinnych obiadkach, grilikach, imieninkach i innych nudnych do szpiku kości wiejskich pierdołach, zamiast odpoczywać, zajmować się sobą albo zalewać słodko pałkę z kolegami. Tutaj nie potrafiłem odmówić, zmienić tego, bo przecież już prawie "rodzina" (na koniec się okazało, że takiego wała?).

Z perspektywy czasu tego bardzo żałuję, typowy przykład gotowania żaby.

  • Like 5
Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Leniwiec napisał:

Pewnej pani, na pierwszą randkę kupiłem bukiet czerwonych róż

Też kiedyś jak kretyn, dawno na pierwsze spotkanie kupiłem wielką czerwoną różę (jakaś jedna z pierwszych randek w życiu). Niesmak na ustach Pani dał do zrozumienia, że raczej to nie był ruch w dobrą stronę : )

Innym razem (chyba jeszcze wcześniej niż pierwszy przykład, inna Pani) miałem takiego stracha, że mi ręce latały. Strzeliłem sobie dwie pięćdziesiątki przed wyjściem z domu, poczułem się dużo lepiej.

Innym znowu razem parę miesięcy zabierałem się do zagadania koleżanki z roku. Kurwa, ile ja to planowałem. Jakie warianty rozpatrywałem. Opcje takie, siakie czy inne. Tylko wykresu Gantta brakowało. Co za żenada. Oczywiście spławiony zostałem w trybie błyskawicznym. I chyba miała mnie wtedy za świra, bo wiele razy przypatrywałem się jej ukradkiem. W sumie się nie dziwię.

Stary czasy, głupie czasy.

  • Haha 1
  • Confused 1
Link to post
Share on other sites

"zapalanie świeczek" jest białorycerskie ? Bez przesady...

"podarowanie kwiatów" czy "zaproszenie na obiad" też nie musi być białorycerskie, liczy się kontekst i nastawienie.

 

W kontekście błagania o wybaczenie za jakieś fochy z dupy paniusi - owszem, to białorycerskie.

 

Ale można czasem mieć gest czy zrobić przyjemność - przecież kobiety stroją się w ładną bieliznę, dokładnie depilują, czy zrobią dobrą kolację - też dla naszej przyjemności.

 

Najgorsze białorycerstwo to wszelkie działania "W Obronie Kobiety" (domyślnie - jej honoru).

 

Kiedy białorycerski Alfa Koks pieni się o rozróbę, którą wywołał jakiś pijany Szlauf.

Czy kiedy w robocie leniwa dziunia dostaje zasłużony opierdol od szefa czy kolegi z zespołu, to zaraz pojawia się jakiś Biały Stulejarz (lub kilku).

 

Z białorycerstwa wyleczyłem się tak dawno, że już nie pamiętam typowych odpałów wieku nastoletniego...

  • Like 4
Link to post
Share on other sites
7 minut temu, Leniwiec napisał:

To ciekawe. Po co zaręczyny, skoro nie chciałeś ślubu ?

O kurwa u mnie to też było!

Myszka czuła się  niepewnie, dostałem taką salwe szantażu emocjonalnego, że uleglem dla świętego spokoju. Miałem 20 lat niecałe to ślub nie był u mnie brany pod uwagę. ?? Ogólnie od zawsze cała ta szopka mnie przerażała...?

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
7 minut temu, SSydney napisał:

Ogólnie od zawsze cała ta szopka mnie przerażała...?

No to witam w klubie, miałem i mam tak samo. Nie lubię takich zjebanych akcji, gdzie w dodatku musiałbym być małpą w centrum tego cyrku.

Link to post
Share on other sites

Wszystkie akcje o których piszecie się drobne i niepoważne. Najwyżej poskutkują tym, że nie zaruchacie (albo zaruchacie - zależy od sytuacji, kobiety). 

 

 Białorycerstwo patologiczne (czyli wymagające natychmiastowego leczenia) to: 

 

- Wmówienie sobie, że ty jako mężczyna-rycerz masz pracować na myszkę. Oddać jej wszystko, w zamian nie oczekując, że ona wniesie swój wkład poza tym, że jest.  

- Budujesz/kupujesz chatę z myślą, że to dla mojej myszki aby była szczęśliwa. 

- Jesteś facetem to za wszystko płacisz i jeszcze odczuwasz z tego dumę i gardzisz tymi "chujami i żydkami" co karzą płacić kobiecie za siebie. 

- Brak krytycyzmu w wyborze partnerki do LTR pod kątem jej zaradności życiowej, możliwości zarobkowych. 

- Uważasz, że kobiety są moralnie lepsze od mężczyzn i nie są zdolne do złego. Zawsze stoisz po stronie kobiety. 

- Interesy myszki stawiasz ponad swoimi bo, wiadomo, w końcu jesteś opiekuńczy i dojrzały mężczyzna a nie jak te patole co nie chcą na myszki robić. 

- Wyręczasz ją w codziennych "technicznych" czynnościach - np. tankujesz za nią auto bo myszka powiedziała, że nie zatankuje bo nie UMIE; samochód na przegląd też za nią zaprowadzisz no bo przecież myszka mówi, że sobie nie poradzi; wymiana kół - ona nawet nie musi ci o tym mówić; żarówka się spali - no chyba nie pozwolisz myszce się męczyć? 

 

No i tym sposobem wychowa sobie biały rycerz hienę, harpię i nieogara życiowego, który oplecie go jak bluszcz, zdusi i zadepcze.    

 

Wstyd się przyznać, skąd o tym wiem. 

 

Edited by RealLife
  • Like 7
  • Thanks 6
  • Sad 2
Link to post
Share on other sites

Próbowałem kilka razy "wychodzić związek". Był nawet temat o tym.

 

Raz nawet mi się udało. Tzn związek tak, ale nie haj hormonalny wychodziłem. Mieszkałem nawet z tą panna, a ona się bardziej interesowała moimi kolegami niż mną. Ojjj dawne czasy.

 

No i oczywiście powrót na chwilę do zdradzającej byłej. 

 

Ale co tam, niczego nie żałuję xd

Link to post
Share on other sites
10 minut temu, RealLife napisał:

Wszystkie akcje o których piszecie się drobne i niepoważne. Najwyżej poskutkują tym, że nie zaruchacie (albo zaruchacie - zależy od sytuacji, kobiety). 

 

 Białorycerstwo patologiczne (czyli wymagające natychmiastowego leczenia) to: 

 

- Wmówienie sobie, że ty jako mężczyna-rycerz masz pracować na myszkę. Oddać jej wszystko, w zamian nie oczekując, że ona wniesie swój wkład poza tym, że jest.  

- Budujesz/kupujesz chatę z myślą, że to dla mojej myszki aby była szczęśliwa. 

- Jesteś facetem to za wszystko płacisz i jeszcze odczuwasz z tego dumę i gardzisz tymi "chujami i żydkami" co karzą płacić kobiecie za siebie. 

- Brak krytycyzmu w wyborze partnerki do LTR pod kątem jej zaradności życiowej, możliwości zarobkowych. 

- Uważasz, że kobiety są moralnie lepsze od mężczyzn i nie są zdolne do złego. Zawsze stoisz po stronie kobiety. 

- Interesy myszki stawiasz ponad swoimi bo, wiadomo, w końcu jesteś opiekuńczy i dojrzały mężczyzna a nie jak te patole co nie chcą na myszki robić. 

- Wyręczasz ją w codziennych "technicznych" czynnościach - np. tankujesz za nią auto bo myszka powiedziała, że nie zatankuje bo nie UMIE; samochód na przegląd też za nią zaprowadzisz no bo przecież myszka mówi, że sobie nie poradzi; wymiana kół - ona nawet nie musi ci o tym mówić; żarówka się spali - no chyba nie pozwolisz myszce się męczyć? 

 

No i tym sposobem wychowa sobie biały rycerz hienę, harpię i nieogara życiowego, który oplecie go jak bluszcz, zdusi i zadepcze.    

 

Wstyd się przyznać, skąd o tym wiem. 

 

Mi jest też wstyd bracie... 

Jak tylko zobaczyłem ten wątek - stwierdziłem że to co piszą chłopaki to tam nic, ot pryszcz.

 

To co Ty opisałeś to mentalne beciarstwo najwyższych lotów, praktykowane i przeze mnie w zwiazku z borderką.

 

Póki sie tego nie przeżyje to ciężko jest pojąć jak to jest możliwe żeby facet się tak zjebanie zachowywał.

 

Pamiętam siebie z tego okresu, nie wiem czy gorsze jest to ze tak robiłem czy to jak bardzo byłem uzależniony od sprawiania by moja misia była szczęśliwa.

 

Dopiero teraz, starszy, trochę już mądrzejszy (ale tylko trochę), wiem że moja usilna potrzeba zobaczenia jej usmiechu nawet kosztem całkowitego upokorzenia samego siebie, to nic innego jak własne braki w miłości i niezaspokojone potrzeby.

 

Kolejnym krokiem po wypisaniu na ścianie hańby swych kretynskich zachowań i zrozumieniu ich przyczyn, warto by spróbować nauczyć się być w nawet najlepszym związku- mniej needy i znacznie mniej zależnym od jej uśmiechu i dobrego humoru - inaczej to prosta droga do posypania się wszystkiego.

 

Pozdro!

 

 

  • Like 3
Link to post
Share on other sites

Pierwszy poważniejszy związek, zaczął się w liceum, dostaliśmy się na studia do innych miast. Przez rok jeździłem do niej co dwa tygodnie (600 km) pociągiem. Po roku przeniosłem się dla niej, cofając się ponownie na 1 rok studiów (czyli rok studiowania w plecy). W końcu zamieszkaliśmy razem. 3 lata związku w sumie i myszka przychodzi że całowała się właśnie z jakimś typem.

 

Wyprowadziłem się ale nie mogłem uwierzyć że to się stało, przecież to miało być na całe życie ;) Więc "walczyłem o nią". Utrzymywałem kontakt, przychodziłem pod blok patrzeć czy ten koleś do niej przyjeżdża. Raz mnie poprosiła bym popilnował jej domu bo jakiś remont miała - oczywiście zgodziłem się. A ona w tym czasie go ujeżdżała. W końcu jej nie wypaliło i chciała wrócić, ja angażowałem się już w inną Panią, ale zostawiłem ją z miejsca i wróciłem do mojej jedynej, znowu zamieszkując razem.

 

Po roku stało się dokładnie to samo.

 

Jak teraz czytam to co napisałem to aż mnie na wymioty zbiera ;) kwiatków po drodze było więcej, ale oszczędzę  Was ;)

Edited by Taboo
  • Like 8
  • Haha 1
  • Sad 1
Link to post
Share on other sites

Ja pisałem dla dziewczyn wiersze i większe opowiadania. Te drugie były typowo erotyczne i byłem w tym niezły. Nadal jestem, ale już mi się nie chce tego robić. Jeszcze kurwa jakaś lutnia i mogłem pod oknem recytować jaki to byłem zakochany. 

  • Haha 3
Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, RealLife napisał:

Białorycerstwo patologiczne (czyli wymagające natychmiastowego leczenia) to: 

 

- Wmówienie sobie, że ty jako mężczyna-rycerz masz pracować na myszkę. Oddać jej wszystko, w zamian nie oczekując, że ona wniesie swój wkład poza tym, że jest.  

:

:

Hej, zrobię taki szybki offtop, jak wyglądały twoje relacje z matką i ojcem?

 

Tak sobie spekuluje, że ojca nie było, albo był wiecznie nie obecny fizycznie, bądź mentalnie, a matka była z typu dość mocno moralizatorskiego, mocno kościółkowa może?

Albo miałeś może starszą siostrę?

Zdarzyło Ci się chociaż raz w życiu pogadać ze starym po męsku?

Jak blisko trafiłem?

Edited by StatusQuo
  • Like 1
Link to post
Share on other sites

własciwie to zaliczyłem wszystko co możliwe w tej kwestii

płakanie i błaganie o drugą szanse?było

płakanie i przepraszanie z kwiatami?było

nie zaliczyłem tyle lasek które dosłownie mi sie pchały do łóżka że do dzisiaj żałuje i pukam sie w łeb

jezu chryste,dziękuje że to już za mną i nigdy się nie powtórzy,byłem kiedyś takim białorycerzem-samcem beta że to sie wydaje niemożliwe że jestem tym samym człowiekiem

pamiętam chodzenie za rączke z pusczalską laską która mi nie dała,odprowadzenie lasek po szkole do domu i noszenie im tornistra,wysyłanie walentynek,natarczywe pisanie

jezuu

 

  • Haha 1
Link to post
Share on other sites
  • Similar Content

    • By deleteduser92
      Witajcie bracia,

      Sprawa jest prosta, na spotkaniach z psychologiem i analizą moich dotychczasowych relacji(tych długich i krótkich) zdałem sobie sprawę jakie białorycerstwo we mnie siedzi, dodatkowo byłem wychowany głównie przez matkę dla której byłem oczkiem w głowie, więc możecie się domyśleć co miałem wkładane do głowy i to że raczej żadnych alfą nie jestem...
       
      Jestem dość wrażliwą jednostką i po tym wszystkim jak zdałem sobie sprawę, że praktycznie w każdej relacji byłem zdradzony, poniżany(publicznie tez), wykorzystywany po prostu mam dość. I nie chodzi o to, że chcę to zmienić(oczywiście, że chcę!) ale się cholernie boję następnej relacji...gdy przypomnę sobie te wszystkie sceny to przechodzi mnie zimny pot...trochę ciągle chyba wierze, że kiedyś ktoś mnie pokocha tak na serio(hehe białorycerz w akcji) i tu chyba leży problem, że wciąż wierze w tą romantyczną miłość. Z drugiej strony nie mogę wyzbyć się tych wszystkich patologicznych scen które miały miejsce, jestem przerażony. Chciałbym coś zmienić, ale zupełnie nie wiem co mam robić...
       
      Mieliście tak? Jak przez to przejść i otworzyć się ponownie na kobiety?

      Pozdrawiam i dzięki!
       
       
    • By Tomko
      Siemanko!

      Okres świąteczny się zbliża także wiadomo - wigilie firmowe. No więc i ja wpadłem na taką wigilię w swojej nowej pracy. Popiliśmy trochę alkoholu, pojedliśmy i koło 23 ludzie zaczęli się rozchodzić do klubów w rynku. Koło 1 w nocy ekipa się przeniosła już do ostatniego klubu, w którym zebrało się sporo osób. Był właściciel firmy, nasza nowa fajna ekipa "suicide squad" i ekipa, której nie znam. Generalnie z 20 lasek i może 10 kolesi. Tańce, dzikie pląsy, alkohol buzuje. Ja stoję sobie w płaszczu i popijam małe piwko - obserwuję co się dzieje. Nie miałem już ochoty się rozbierać, dobijać do szatni. Chciałem po prostu dopić i iść. Więc stoję sobie przy stoliku i barierkach po czym widzę, że podchodzi do mnie laska z naszej firmy. Powiesiła na barierce swój płaszcz i położyła na nim szalik. Odchodząc szalik spadł na ziemię, ona to widziała i odchodząc rzuciła do mnie tekstem - "zajmij się moim szalikiem". I zniknęła. Przez moment popatrzyłem na ten szalik, na salę i zawahałem się. Schyliłem się i podniosłem szalik wieszając go na barierce po czym pomyślałem sobie - "Tomko, co ty kurwa robisz?!". Wziąłem ten szalik i jebnąłem go z powrotem na ziemię pod nogi ludzi, którzy tańczyli. Dalej piłem sobie piwko a laska wróciła za jakiś czas, zebrała ten szalik i nic już nie powiedziała. 

      Panowie - nie chcę wyciągać pochopnych wniosków, że to norma itp., ale wydaje mi się - z obserwacji paru kobiet w mojej firmie - że od pieniążków uderza im sodówka do głowy. Mieliście takie akcje, że jednak mając świadomość jak białorycerstwo wygląda, mimo wszystko podświadomie zrobiliście coś idiotycznego? Nie mówię tutaj o byciu dżentelmenem. Mówię o usługiwaniu. 
    • By VIREK
      Witajcie drodzy Bracia, witam starszyznę z forum!
      Zainspirowany tematem jednego z Braci "Rozstanie bez rozstania po 3 latach" zebrałem się w sobie i postanowiłem podzielić się z wami moją kolejną historią z mojego jeszcze aktualnego związku, tak że kawka/herbatka/pyszna woda w dłoń i zapraszam do czytania, ponieważ nie ukrywam chciałbym poznać wasze zdanie, bo sam nie wiem jak mam już to rozegrać.

      Będzie to relacja ze związku dla cierpliwych ponieważ postaram się opisać tutaj wszystkie ważne sytuacje, jak i nakreślić to z kim mam doczynienia, oraz z jakiego domu pochodzi moja pani.

      A więc moja pani ma 29 lat, pochodzi z rodziny gdzie górą są kobiety (dwie siostry i brat), ojciec górnik, mama zajmowała się domem więc pracę zaczęła dosyć późno w aptece a wszyscy mieszkają w małej wsi, wiadomo domek, kurki, ogródek, pole do obrobienia.
      Nie przelewało się, dlatego ta rodzina na prosto wyszła dopiero nie dawno ponieważ ojciec nadal pracuje.

      Moja dziewczyna poświęciła swoje najlepsze rozrodcze lata na naukę, szybko z domu wyfrunęła, studia, wynajem mieszkań, praca w zakładzie produkcyjnym na stanowisku audytor a potem analityk sprzedaży, zarabia nie źle jak na kobietę no i w końcu kupiła własne mieszkanie.
      Jest typem imprezowiczki, ale zawsze na pierwszym miejscu stawiała naukę, czytanie książek, dokształcanie się, kursy i szkolenia.
       
      Z charakteru zaś bardzo nie ustępliwa (Jej zdanie musi być ostatnie) tak że wśród znajomych uważana za super kumpelę która dobro innych stawia ponad własne.
      Oczywiście nie obyło by się bez ciemnej strony, i powiem wprost "ZOŁZA" czyli chyba standard w dzisiejszych czasach, do tego doliczmy zaniżone poczucie wartości, nie ustępowanie pola w dyskusjach, zadzieranie nosa, mściwość objawiająca się tym że jak czegoś nie dostanie albo się jej odmówi no to wbije szpile albo coś "przypadkiem" zniszczy, życie przeszłością gdzie poprzedni partner oszukiwał ją przez cały związek mając żonę i dziecko, jazdy za małolata  jak docieranie przez matkę wszystkich a jej najbardziej bo najstarsza z dziewczyn.

      Przebieg związku.

      Historia to była jakich wiele, więc czyli portal randkowy, spotkanie w środku nocy, piwko, poszliśmy do niej, rozmawialiśmy do rana, seksu nie było dopiero po miesiącu dała mi się dotknąć kiedy przytaknąłem że jesteśmy razem.

      Mając za sobą Kobietopedię, Brudną grę, Stosunkowo dobrego jak i audycje Marka nie raz łapałem ją na shit testach, fochach, próbach przesuwania granic co kończyło się moim wyjściem z jej mieszkania nawet w środku nocy, wtedy przylatywała zaszlochana z wielkimi wyrzutami sumienia.
      Przy ostrzejszych sytuacjach nie odzywałem się nawet tydzień, było przepraszanie, płacz, zaczęło wbijanie się poczucia winy.

      Kiedy zaczynałem związek byłem w trakcie realizacji planów i remontu swojego mieszkania po zalaniu, więc znów generalka, będąc 4 lata sam przed związkiem wyczyściłem swoje środowisko tak żebym mógł robić to co kocham czyli nagrywać, z komputerami jestem związany od czasów dzieciństwa (Commodore 64, Amigi).
      Postanowiłem przystosować mieszkanie do nagrywania więc wyciągnąłem wszystkie pieniążki ze skarpety i zacząłem wcielać plan w życie, dzieląc czas na ćwiczenie mówienia do mikrofonu, inwestycje w sprzęt, remont, praca w nadgodzinach + dorywczo i do tego doszła jeszcze dziewczyna.
      Remontując po kolei każde pomieszczenie udało się zagospodarować mieszkanie tak żeby możliwe było postawienie ścianki i przystosować je w miarę do nagrywania, zostało tak na prawdę już nie wiele.

      Ramę związkową udało się utrzymywać do lutego (zbiegło się to z finalizacją budowy studia) zaczęło się odciąganie mnie od tego co chcę robić i naciskanie na mieszkanie razem, coraz silniejsze parcie na dziecko, to już nie były szpilki ale gwoździe, nie wytrzymałem uderzyłem pięścią w stolik, wyszedłem, ochłonąłem

      Kilka dni przygotowałem się do rozmowy w której wygarnąłem podając jej suche informacje i to co mnie boli, podając suche fakty i uświadamiając ją że jej zachowanie nie tylko nie różni się od typowego babskiego zachowania ale też od ludzi który jak tylko zobaczyli że chcę robić to co kocham zaczęli mnie od tego odciągać i którym to musiałem podziękować, zerwać kontakty i że jak będzie tak robiła dołączy do grona tych ludzi.

      Podczas trzygodzinnej rozmowy dałem wybór albo godzisz na to że będziesz żyć ze mną bez ślubu i dzieci oraz pozwolisz mi robić to co kocham, a ja w zamian postaram się pogodzić czas tak żeby spędzać go wspólnie jak i realizować mój plan ze studiem i nagrywkami albo możesz odejść znaleźć sobie chłopa takiego który jej da dzieci i ślub.

      Po tonach łez widząc że to nie działa przystała na to że będziemy razem dalej, znaleźliśmy tymczasowy kompromis w postaci tego że część sprzętu zabiorę do niej, zajmę sobie kącik w pokoju, więc zbudowałem na szybko biurko, tam "zainstalowałem się" z mikrofonem, laptopem i resztą sprzętu.

      Rozmowę zakończyliśmy bez seksu, postanowiłem nie nagradzać jej za takie zachowanie za to wszystko skrupulatnie nagrałem i zrobiłem zaszyfrowane kopie.
      Lecimy dalej, pomieszkując u niej w końcu nastał względny spokój, skończyło się peplanie o dzieciach, Ja sobie nagrywałem, remontowałem dalej, czasem się gdzieś pojechało, spędziło ze sobą czas bardziej niż rutyna dnia, kolacyjki, spacerki, wypady do niej na wioskę i tutaj wtrącimy to co zaobserwowałem będąc od czasu do czasu o niej w domu.

      Będąc tam od czasu do czasu zaobserwowałem jak jej młodsza siostra (25 lat) już po ślubie i niedawnym urodzeniu dziecka zaczęła nie miłosiernie temperować swojego męża, czyli nic nowego dostała to co chciała, więc chłop wychodzi sobie na trzy godziny po chleb ponieważ u niej w domu został sprowadzony do roli trutnia który ma siedzieć cicho i wykonywać polecenia.

      Raz przyłapałem jej matkę jak odnosi się do swojego zięcia, a temu wszystkiemu przyglądał się biernie ojciec który jak robiło się "kwaśno" szedł sobie do komórki na wódeczkę aż do wieczora, raz nawet poszedłem z nim, sympatyczny, schorowany człowiek chcący spokoju za wszelką cenę.
      Już coś wtedy czułem że jest nie tak, domyślam się że nasza rozmowa musiała wypłynąć w jej najbliższe kręgi i pewnego dnia będąc tam jej mamusia wytoczyła ciężkie działa z siostrzyczkami dając mi twardo do zrozumienia że jej córeczkę stać na magistra czy inżyniera.

      Nawet nie zorientowałem się jak podczas tej rozmowy zostałem sam bez wsparcia męskiego grona, moja postawa wywołała agresję u naczelnej królowej roju więc do wyboru miałem albo ustąpić albo wyjść.
      Jak myślicie co zrobiłem ?

      Grzecznie dziękując wziąłem swoją torbę, zadzwoniłem po kumpla wychodząc na przeciw usiadłem na przystanku, po dwóch godzinach byłem w domu i czekało na mnie tam nie małe zdziwienie kiedy zastałem tam moją dziewczynę kłaniającą się w pas, przepraszającą za matkę i siostry.
      Jej matka przyjechała za tydzień z całą świtą mnie przeprosić za swoje zachowanie, mimo tego że miałem piekielną ochotę dowalenia im za to, ustąpiłem pola.

      Wracamy do związku, w nasze życie zaczęła wkradać się rutyna a od kwietnia zaczęło się doprowadzanie mnie do szału i wbijanie poczucia winy, obracania kota ogonem, co doprowadziło mnie do rozstrojenia nerwowego, takie sytuacje powtarzały się cyklicznie do czerwca.
      Niestety będąc kłębkiem nerwów, przytłoczony pracą, rozwodem brata po 18 latach stałem się nerwowy do tego stopnia że nie wytrzymałem i zrobiłem u niej awanturę w której dopuściłem się najgorszego, pozwoliłem żeby narastający we mnie gniew przejął nade mną kontrolę do tego stopnia że uderzyłem ją w twarz.
      Wzięła nóż do ręki, więc go jej wyrwałem i za ubrania przeniosłem i rzuciłem na łóżko a swoją agresję wyładowałem na ścianie.

      Następnego dnia dopadło mnie poczucie winy tak wielkie że rama związkowa upadła, przegrałem nie tylko z nią, ale z samym sobą.
      Rękę do mnie wyciągnął dobry przyjaciel który starał się wytłumaczyć mi że to nie tylko moja wina, niestety swojej postawy już nie odbudowałem.
      Czekała mnie jeszcze konfrontacja z nią, i powiedziałem sobie że byłem, jestem, będę gotowy na konsekwencje tego co zrobiłem, przeprosiłem, a ona nikomu tego nie powiedziała, zrobiliśmy sobie tydzień przerwy.

      Po tygodniu koszmarów sennych, łajania się poczuciem winy pękłem i poszedłem do niej, ustalić co dalej robimy, zdecydowaliśmy na bycie razem, Ja się zmieniłem ale niestety ona już nie, podczas kłótni starałem się panować nad sobą ale już ustępowałem pola, im więcej godziłem się w imię relacji na to żeby się nie kłócić tym bardziej zaczęło się dręczenie mnie przeplatane seksem jakiego nie było do tej pory, wakacjami za które ona płaciła, dogadzaniem mi na przemian z jazdami.
      Znosiłem to dzielnie ale czułem że od tej sytuacji cały czas jestem w stresie, zacząłem podupadać na zdrowiu, dalsza praca nad przedsięwzięciem zaczęła stawać pod znakiem zapytania, bóle kręgosłupa, stawów, rosnące ciśnienie powodowało krwotoki z nosa.
      Zaczęło się chodzenie po lekarzach, jak i zaczęło się czepialstwo do tego stopnia że w jej domu nie mogłem nawet już lodówki otworzyć, siedzieć nagrywać, wbijanie poczucia winy osiągnęło końcem października limit.

      I tym oto długim wstępem za który przepraszam Bracia po prostu chciałem nakreślić wszystko od początku do końca, a więc przyjrzyjmy się ostatnim wydarzeniom z przed tygodnia.
      Przestało wystarczać spędzanie czasem w postaci oglądania filmów, spacerków, wspólnego gotowania, moja pani postanowiła uprzykrzyć mi ponownie życie twierdząc że nie spędzamy czasu razem, do tego stopnia że w zeszły poniedziałek przegięła pałę czepiając się nawet tego że czytam sobie e-booka w miejscu gdzie król chodzi piechotą, to uświadomiłem jej że nie moja wina że nie potrafi pogodzić się z tym że związek nie wygląda tak samo jak na początku, ale sprawę olałem i poszedłem do siebie składać biurko do studia.
      Przyszedłem na obiad, i usłyszałem statyczne "przepraszam" na odczepkę w takim roszczeniowym tonie że coś we mnie pękło.
      Nawet nie wiedziałem kiedy tak szybko się spakowałem, w torbę, dwa plecaki, odnalazłem też klucze od mojego mieszkania które też zabrałem.
      Po przyjściu do domu wymieniłem też wkładki w zamkach, nie minęła godzina otrzymałem sms'a nie od niej ale od siostry która ma dziecko, spadła na mnie lawina gniewu, kilka następnych godzin pokazało mi że nawet niektórzy znajomi napisali mi takie rzeczy o których bym nawet nie pomyślał.

      I tak oto jestem, zamknięty w domu mam spokój przed burzą, bo wiem że czeka mnie konfrontacja i najgorsze przede mną, będę musiał jej też spłacić część kredytu który wzięła mi na sprzęt, na szczęście zacząłem to spłacać i zostało mi może jakieś 900 PLN.
      Sam podjąłem środki zaradcze w postaci karteczek na lustrze, zająłem się pracą i kończeniem roboty,słucham audycji, wygrzebałem kobietopedię czekam na najgorsze ponieważ coś czuję będą mnie chcieli wynieść na widłach z pochodniami w ręce i mimo tego nawet nie ukrywam że aż świerzbią mnie ręce żeby coś do niej napisać, i tak będę musiał oddać jej klucze z mieszkania więc raczej nie uniknę spotkania z nią, ale na razie czekam na rozwój sytuacji.
      I tu rodzą się moje pytania Bracia.
      - Co dalej? 
      - Nie ma szans na odzyskanie tej kobiety?

      Na koniec chciałbym podziękować każdemu kto to przeczytał, mam nadzieje że dowód mojej głupoty w postaci tego posta jednak komuś się sprzyda i nie popełni moich błędów, jeżeli temat znajduje się w złym dziale proszę o przeniesienie.

      Pozdrawiam i życzę mimo ponurego charakteru posta udanego dnia/tygodnia.
    • By PussyCat
      Dużo zachowań mężczyzn wpycha się do worka z napisem " białorycerstwo", często mam wrażenie, że wszelkie zachowanie pozytywne wobec kobiet, czy te pokazujące jej szacunek też są tak klasyfikowane.
      W tym poście chciałabym podzielić te zachowania na dwie grupy, na to co rzeczywiście moim zdaniem jest złe i na te, co nie zasługują na takie pejoratywne określenie.
       
      Negatywne zachowania :
      Pantoflarstwo - skrajna uległość wobec kobiet, nie posiadanie własnego zdania, robienie wszystkiego by mieć spokój , podporządkowanie się, rezygnacja z tego co dla mężczyzny ważne, bo kobieta tak chce, całkowite oddanie jej steru do tej relacji.  Desperacja - narzucanie się, płaszczenie przed kobietą, pisanie do niej ciągle, mimo, że ona nie odpisuje, zabieganie o względy kobiety, która ewidentnie nie jest zainteresowana. ciągle proszenie o szansę, angażowanie się w relację mimo braku zaangażowania drugiej strony etc. " Latanie za cipką" - robienie różnych dziwnych, poniżających rzeczy, byle doszło do zbliżenia, adorowanie kobiety, która nic prócz ładnego wyglądu sobą nie reprezentuje, słuchanie penisa ( bardzo dobrze pokazuje to scena z jednego dość słabego, polskiego filmu - co on w Tobie widział? - Nic, bo kutas nie ma oczu) w wyborze partnerki, wybaczanie niemal wszystkiego dlatego. że jest ona atrakcyjna, stawiania się na pozycji tego gorszego już na wstępie, strach przed podejściem do kobiety, o której wiadomo tylko tyle, że jest fizycznie atrakcyjna. Zbytnia atencja - tu dużo tłumaczyć nie trzeba, na wszystkich mediach społecznościowych można się zerzygać od tych wszystkich słodkości, docenianie kobiety za to, że jest kobietą i wstawiła swoje zdjęcie, umacnianie tym samym kobiet w ich próżności, że nic nie muszą robić, starczy, że są.  Agresywne reakcje na prawdę - osobiście się z tym nie spotkałam, ale dużo o tym słyszałam, że ktoś powie takiemu o tym, że kobieta mu doprawia rogi albo o jej innych krzywych akcjach to on jest tak zaślepiony, że atakuje tego, kto go poinformował, ale warto zaznaczyć, że takie zachowania występują również u kobiet.   
       
      Pozytywne zachowania:
      Uważanie kobiety za wyjątkową - Jak mężczyzna się zakocha i uważa, że jego partnerka jest inna od pozostałych kobiet.  Dążenie do ślubu - jak mężczyzna chce ślubu ( oczywiście bez intercyzy) to znaczy, że mu zależy, chce spędzić z daną kobietą resztę życia i jej ufa. Chęć zabezpieczenia kobiety finansowo, danie jej poczucia bezpieczeństwa, wspólne konto etc, słyszałam dziś w nocy, że to jest złe i dawanie kobiecie władzy. Według mnie kompletnie nie, trzeba zachować bilans tak by samemu nie stać się pantoflarzem, a dać kobiecie poczucie bezpieczeństwa i, żeby nie czuła się całkiem zależna, wspólne planowanie wydatków, a nie stawianie jej przed faktem dokonanym etc. Szarmanckość, zapraszanie kobiety do restauracji, dawanie prezentów bez okazji, obchodzenie rocznic. Czasami rezygnacja ze swoich planów dla niej, nie często, nie zawsze kiedy tego żąda, ale kiedy widzisz, że to dla niej bardzo ważne, by czuła się najważniejsza.   
       
      To tak w skrócie jak ja to widzę, jak mi się coś przypomni to dopiszę.
      A Wy jak na to patrzycie, czy punkty z obu list są naprawdę tak samo złe? 
    • By Kelner Panic
      Za bardzo nie wiedziałem, w jakim to dziale umieścić, więc poszukałem pokrewnych wątków i wyszło, że tu. Już drugi raz w ciągu ostatniego miesiąca kobieta (dla jasności: dwie różne), z która rozmawiam o rozwoju osobistym i duchowym, odsyła mnie do tego pana. Zapoznałem się z jego mundrościami, które głosi na Facebooku i dostałem raka. Nazywa się Kamil Zimny, profil FB jest tutaj. Co sądzicie?

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.