Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
azagoth

"Jestem przegrywem bo nie rucham". Ruchasz = wygrywasz?

Recommended Posts

33 minuty temu, darktemplar napisał:

"Jestem przegrywem bo nie rucham". Ruchasz = wygrywasz?

To jest istny matrix, tylko taki z drugiej strony, bo najpierw mówią, że miłość wszystko załatwi, a potem że seks i kobieta u boku to jak jedzenie, być musi, jak onanizm, bo tak większość myśli...
Ixdead - teza tego kanału jest zbyt absolutystyczna, to fałszywa generalizacja. Tymczasem po sobie wiem, że nie musiałem eksplorować seksualnych obszarów, latać za waginą, doświadczyć dostępności seksu, aby zająć się głębszymi tematami, duchowością etc. Jak to mówią: obruchaj się, bo nie będziesz myślał racjonalnie. To kwestia bardziej woli i determinacji charakteru, a nie "seksualnego najedzenia się". Wielu eksploruje seksualność na maksa w życiu, a niczego w rozwoju świadomości nie uzyskuje, żyje na poziomie zwierzaka w klatce, robota-papu-seks, a cała reszta to "filozofie przegrywów". To tak nie działa.

Edited by AdamPogadam

Share this post


Link to post
Share on other sites
36 minut temu, Esmeron napisał:

Duuuużo i fajnie będziesz miał jak się weźmiesz za siebie, będziesz smaczny i atrakcyjny i będziesz miał wyjebane i nawet odrobinę nie będzie zalatywało desperacją. 

 Ale atrakcyjność i wyjebanie nie na pokaz, bo one to wyczują od razu. Kiedy zrozumiesz, że to nie jest cel celów i szczyt szczytów, tylko zwykła rzecz i kiedy na odmowę/kosza będziezz umiał szczerze wzruszyć ramionami i nie katować się tym- wtedy będziesz miał tego więcej niż myślisz

 

No ale widzisz... to wzięcie się za siebie jest gdzieś nacechowane tym, że nagrodą potem będą kobiety. Ilu jest takich co bierze się za siebie tylko dla siebie? Co do desperacji to owszem, to jest jedna z bardziej odpychających rzeczy. Ja od dłuższego czasu walczę ze swoją spójnością, i jest to zajebiście mozolna praca. Ja nie jestem przekonany czy jest możliwe zlewanie rzeczy, których się albo nigdy nie miało albo miało ich bardzo mało. Zawodowi sportowcy ciężko trenują ot tak sobie czy chcą wygrywać? Czy osoba, która trzykrotnie otarła się o złoty medal na olimpiadzie stwierdzi, że nie trenuje po to by zdobyć złoto tylko ot tak sobie - kiedy jest się nasyconym wtedy można zejść ze sceny ze spokojem. Jeszcze prościej - można olewać zlewki kobiet w przypadku głodu (zastępując je samorozwojem) czy trzeba przejść przez etap ich zasmakowania, potem w życiu zmądrzeć i dopiero spojrzeć z tej perspektywy? Skrajnych przypadków i monk mode nie wrzucam do standardu. 

 

46 minut temu, Esmeron napisał:

Jest wręcz odwrotnie. Nawet w większości języków jest to zaznaczone w mowie. O kobiecie mowi się "oddała mu się" "ulegla mu". O facecie tak się nie mówi. Jeśli powiesz "on jej się oddał" to z autmatu masz przed oczami jakiegoś pizdeusza, a nie faceta

 

Kiedy mu ulega? Wtedy kiedy myszka daje dupki, bo chłop przynosi kasę (a biedak myśli, że ona serio na niego leci)? Wiemy nie od dziś, że kobieta jest w stanie rozłożyć nogi facetom o większym rozrzucie SMV (w zamian za jakieś korzyści) niż odwrotnie. No i mówi się też... że jest jeden moment, kiedy kobieta ma nad facetem władzę, kiedy robi mu loda. Przecież to faceci latają za cipami i z ogarniętych typów stają się wrakami. Tak było, jest i będzie. Dzisiaj kobiety facetów do niczego nie potrzebują praktycznie. Ja tam się nie znam. 

 

52 minuty temu, Esmeron napisał:

To może warto pomyśleć, że chyba gdzies oo drodze cos sie zrobiło nie tak?

Może trzeba coś zmienić? Wyjść do ludzi?

 

Ależ oczywiście, że warto pomyśleć. Ale chyba już dryfujemy w innym kierunku.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, bassfreak napisał:

nie bzykając od roku mam stany depresyjne i pierdolca

Przed moją aktualną partnerką nie uprawiałem seksu przez dwa lata. W tym okresie zdarzył mi się fwb, z którego szybko zrezygnowałem bo nic mi nie dawał i nie wnosił do mego życia. To był jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Ty sam się w ten stan wrzucasz.

 

@lxdead zgadzam się z @azagoth, ten filmik ma podstawowy błąd, nie uwzględnia pewnych realiów. Koleś mówi że aby przeżyć coś więcej duchowego i się rozwijać, trzeba najpierw doświadczyć pierwiastka kobiecego, czyli np poruchać. Z tym że wielu mężczyzn kończy na tym życie, bo ta chęć poruchania ich niszczy, zabierając zdrowie, pieniądze, a nawet w ekstremalnych przypadkach ich życie. Więc kiedy oni mają się tego uczyć??

Edited by Taboo
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, Wielki Mistrz Zakonu napisał:

Przecież to faceci latają za cipami i z ogarniętych typów stają się wrakami. Tak było, jest i będzie. Dzisiaj kobiety facetów do niczego nie potrzebują praktycznie. Ja tam się nie znam. 

Ogarnięty typ staję się wrakiem ? co Ty gadasz kolego ogarnięty nigdy nie stanie się wrakiem skoro stał się wrakiem to nigdy nie był ogarnięty ;) Kobiety do niczego nie potrzebują faceta hahaha tak się Tobie wydaję . Kobiety nie są Tobie potrzebne naucz się tego . To my im jesteśmy potrzebni . Pozdrawiam 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, Taboo napisał:

Przed moją aktualną partnerką nie uprawiałem seksu przez dwa lata. W tym okresie zdarzył mi się fwb, z którego szybko zrezygnowałem bo nic mi nie dawał i nie wnosił do mego życia. To był jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Ty sam się w ten stan wrzucasz.

 

@lxdead zgadzam się z @azagoth, ten filmik ma podstawowy błąd, nie uwzględnia pewnych realiów. Koleś mówi że aby przeżyć coś więcej duchowego i się rozwijać, trzeba najpierw doświadczyć pierwiastka kobiecego, czyli np poruchać. Z tym że wielu mężczyzn kończy na tym życie, bo ta chęć poruchania ich niszczy, zabierając zdrowie, pieniądze, a nawet w ekstremalnych przypadkach ich życie. Więc kiedy oni mają się tego uczyć??

Siłka , rower , spacery , medytacja , spowiedź , modlitwa to wszystko pomaga w pewnym stopniu ale ja o cipie myślę nawet w koście ja jebie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

@ares - cały dział w świeżakowni. Entliczek, pentliczek. No chyba tego nie muszę przytaczać co się odjebuje z facetami jak nadzieją na cipkę. Dzisiaj facet kobiecie nie jest potrzebny do niczego. Feministyczny świat, polować nie trzeba, bardzo łatwo jest przeżyć w przeciwieństwie do prehistorycznych czasów. Następuje przebiegunowanie w sferze damsko-męskiej a ofiarami stają się faceci. Nie wiedzą kim są, dokąd zmierzają, nie potrafią podejmować decyzji, wiele babeczek jest bardziej ogarniętych od facetów, a o tinderach i innych gównach gdzie kobiety mają atencji w brud nawet nie trzeba wspominać. Nawet zauważam całkiem przystojnych i ogarniętych facetów ostatnio, którzy mają kobiety poniżej swoich możliwości, jakby bali się mierzyć wyżej. Na przystankach autobusowych widzę gówniarzy, którzy dziobają na widoku swoje księżniczki, korzystają ze słoneczka, bo w każdej chwili może zajść. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ogarnięty nie znaczy "godmode", że żadna używka nie może go położyć...

Share this post


Link to post
Share on other sites
26 minut temu, AdamPogadam napisał:

To jest istny matrix, tylko taki z drugiej strony, bo najpierw mówią, że miłość wszystko załatwi, a potem że seks i kobieta u boku to jak jedzenie, być musi, jak onanizm, bo tak większość myśli...
Ixdead - teza tego kanału jest zbyt absolutystyczna, to fałszywa generalizacja. Tymczasem po sobie wiem, że nie musiałem eksplorować seksualnych obszarów, latać za waginą, doświadczyć dostępności seksu, aby zająć się głębszymi tematami, duchowością etc. Jak to mówią: obruchaj się, bo nie będziesz myślał racjonalnie. To kwestia bardziej woli i determinacji charakteru

Można ruchać, mieć kobiety i "zajmować się duchowością". Jak nie masz baby i zaczynasz afirmować "duchowość", to trochę to zajeżdża już awaryjnym wyjściem i racjonalizacją: nie dupczę nie dlatego, że nie mam dostępu do piczy! Ja jestem mędrcem- eremitą, który wzniósł się ponad atawistyczną potrzebą drażnienia borsuka na rzecz medytacji, samorozwoju i w ogóle szeroko rozumianej duchowości...

 

Edited by Nocny Konwojent
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Analconda przepraszam uprzejmie, ale pierdolisz farmazony o tych chadach i przegrywach. Zafiksowałeś się na punkcie tego, że nie jesteś idealny.

 

Myślałem podobnie do Ciebie w okolicach 20stki "kurwa, nie jestem przystojny, mam wadę wzroku, kilka różnorakich defektów ciała względem zdrowia i urody, nie jestem bardzo bogaty, dziewczyny mnie nie chcą -> nie chcę tak żyć, takie życie jest chuja warte".

 

I wiesz co? Teraz jestem wygrywem, bo zamiast narzekać na to jakie dostałem geny i wychowanie, wziąłem się za pracę nad sobą.

 

Z tego co tu wyczytałem to dostałeś od życia zarówno dobre jak i słabsze karty, tylko od Ciebie zależy jak je wykorzystasz i jak wielki będzie #wygryw w grze zwanej życiem. 

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może by wreszcie któraś z dziewczyn z Rezerwatu się wzięła, zmiłowała i rozdziewiczyła tego biedaka?

Podobno kobiety są takie empatyczne i opiekuńcze?

Przecież to chłopię cierpi!!!

 

 

  • Like 4
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 minuty temu, Nocny Konwojent napisał:

Można ruchać, mieć kobiety i "zajmować się duchowością". Jak nie masz baby i zaczynasz afirmować "duchowość", to trochę to zajeżdża już awaryjnym wyjściem i racjonalizacją: nie dupczę nie dlatego, że nie mam dostępu do piczy! Ja jestem mędrcem- eremitą, który wzniósł się ponad atawistyczną potrzebą drażnienia borsuka na rzecz medytacji, samorozwoju i w ogóle szeroko rozumianej duchowości...

 

Przecież to samo można zastosować do przeciwnej sytuacji: mam dostęp do piczy, jestem mędrcem związku, inni tylko się frustrują, ło to są przegrywy. 
Szukanie walidacji w waleniu czy niewaleniu to jest ten sam błąd, Jednakże nie bez powodu zawsze lepiej wartościowało się wstrzemięźliwość seksualną, opanowanie i dystans do ciała. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, bassfreak napisał:

Rodzisz się chadem albo bad boyem inaczej tylko divy.

Miałem zamiar przeczytać temat i napisać tylko coś od siebie i nie komentować innych wpisów ALE SPROWOKOWAŁEŚ.

 

W wieku 15 lat byłem grubym, nieśmiałym, zaszczutym typem, który przy kobiecie czuł ciężki do opanowania stres. Nie miałem za dużo znajomych, nie wychodziłem z domu, przesiadywałem godzinami przed gierkami, typowy piwniczak. Jakikolwiek znak zainteresowania od innej kobiety, sprawiał że stawiałem ją sobie jako cel życiowy, co dawało oczywiście opłakane skutki, zmarnowane pieniądze itd. 

 

Moja filozofia życiowa polega na tym, że życie jest pracą i doświadczeniem. Pracujesz by być wolnym, pracujesz by robić to co chcesz i to co kochasz. Doświadczanie polega na zbieraniu życiowego doświadczenia, chodzi o to żeby moje dzieci (jeśli w ogóle się doczekam) powiedziały "Mój tata to jednak niezły wymiatacz był". 

Patrząc na moje życie z tej perspektywy, to nie doświadczałem niczego, szkoła i chujowe oceny, dom opierdol od rodziców bo nic nie robię, gierki na komputerze, walenie konia, spanie i repeat. 

 

Popatrz na mój rok 2019 i porównaj go z tym zakompleksionym 15latkiem.

-podróżowałem po 3 szkołach średnich,

-wszedłem na cykl sterydowy,

-próbowałem koksu,

-byłem w końcu pierwszy raz za granicą,

-zarobiłem kupę kasy w robocie na wakacjach,

-poznałem potężną ilość osób, znam większość osób z podobnych roczników w okolicy,

-byłem na 5 półmetkach, 6 osiemnastkach i wielu innych imprezach,

-miałem stany depresyjne z których wyszedłem,

-rozeszliśmy się z moją dziewczyną po prawie 4 latach związku,

-wszedłem w nowy związek, zakochałem się, dałem się sobą bawić jak zabawka,

-nie mam żadnego problemu żeby zagadać do nieznajomych ludzi, lubię to,

-przetasowałem masę dziewczyn na tych wszystkich imprezach,

-zszedłem z nofapu, wszedłem na nofap,

-zdałem prawo jazdy,

-polepszyłem kontakty z rodzicami,

-przytyłem do wagi 105 kg, schudłem do wagi 80 kg na żyłce,

-zapisałem się na boks,

-nauczyłem się tańczyć i bawić,

-miotałem się cały czas co chcę robić w życiu,

-rozwinąłem nową pasję, zacząłem nagrywać kawałki, wrzuciłem na yt, komuś tam to siada,

-dostałem masę zlewek na tych wszystkich imprezach,

-poznałem ludzi z którymi spełniam się w swoich pasjach,

-zyskałem sobie jakiś tam szacunek w okolicy, chociaż często nadal to kuleje,

-wiele razy dałem się wykorzystać jak ostatni frajer, czy to znajomym, czy kobietom.

NIE URODZIŁEM SIĘ CHADEM ANI BAD BOYEM, ZAWSZE BYŁEM GRZECZNYM CHŁOPCEM.

 

Nie truj innym głowy, że chadem się rodzisz, znałem wielu chadów którzy spadali na dno i nie mieli żadnych kontaktów z kobietami od baaardzo długiego czasu.

 Nie uważam się za kogoś nadzwyczajnego, znam wielu typów którzy doświadczyli o wiele więcej ode mnie i "wymiatają" o wiele lepiej. Ale z perspektywy tego 15letniego chłopca moje obecne życie to tylko mokry sen.

 

"Dążenie do ideału jest jak psychiczna masturbacja, tylko że nikt nigdy nie dochodzi" ~`DeMasta

Dla mnie to jest normalność, dziś mój ideał do którego dążę wygląda inaczej niż w gimanzjum, gdy postanowiłem ogarnąć swoje życie. Za kilka lat, możliwe że osiągnę swój ideał i będę chciał więcej, to nieskończone koło, możliwe że spadnę w dół i mój ideał, znowu się zmieni, na to co mam teraz. Dlatego osiąganiem swoich celów, owszem przez pewien czas będziemy czuć się lepiej, ale albo nastąpi habituacja, albo to stracimy. Więc szczęście nie może być zależne od czynników zewnętrznych. Szczęście to radość z doświadczania.

 

 

I tutaj przechodzimy do sedna gdzie nie odpowiadam już na twierdzenie @bassfreak.  Przekaz zarówno dla @Analconda @ZortlayPL jak i każdego innego doomera na forum.

 

Porównywanie się z innymi to miecz obusieczny.

Porównując się do gorszych, wzrasta twoja samoocena, ale jednocześnie automatycznie porównujesz się do lepszych od ciebie (w określonych dziedzinach). Ktoś jest introwertykiem i podpiera ścianę: "Heh frajer, ja to jestem maczo przy nim", ktoś wyrywa 2 laski na raz i powiedzmy zalicza trójkąt, "Też bym tak chciał, ale on jest dobry".

I tu pojawiają się 3 zachowania które zaobserwowałem u siebie, jak u innych.

1. Czujesz zazdrość, czujesz się źle, jesteś sfrustrowany i wykorzystujesz tą siłę żeby być lepszą wersją samego siebie. Ja zawsze czułem się gorszy jako chłopiec, dlatego teraz mam tendencję że muszę być we wszystkim najlepszy, dlatego ta frustracja gdy widzę jak komuś się powodzi kurewsko napędza mnie do działania, z zazdrości właśnie biorę swoją energię i zapał. Jednocześnie nie jestem negatywnie nastawiony do osób którym coś zazdroszczę, raczej im to mówię wprost.

2.Czujesz zazdrość jak w punkcie pierwszym, ale tą energią nie windujesz siebie do poziomu osoby której zazdrościsz, tylko próbujesz sprowadzić ją w dół, ewentualnie sam siebie sprowadzasz w dół.

3. Masz wyjebane bo nie porównujesz się z innymi.

 

Bardzo ciężko uzyskać stan nieporównywania się z innymi, robimy to podświadomie, dlatego jeśli działasz jak mówi punkt 1, to pół biedy, odczujesz lekki dyskomfort, ale wyjdzie ci to na dobre. Punkt trzeci jest zbawienny, ale chyba nie dla mnie na tym etapie bycia gołodupcem na utrzymaniu rodziców, daje mi największego kopa do zapierdalania. Najgorszy jest punkt 2, jesteś wtedy toksyczny, często też fałszywy dla siebie jak i dla tym którym w życiu niczego nie brak.

 

Bycie prawiczkiem to ciężki kawałek chleba.

Wszędzie jest straszne parcie na zaliczanie i ruchanie, szczególnie właśnie w środowisku liceum/studia. Czujesz się gorszy gdy koledzy opowiadają ci o swoich podbojach, nie wiesz co odpowiedzieć, często zdarza się że tworzysz jakieś wyimaginowane historie z seksem w roli głównej, jednocześnie sam ze sobą czując się okropnie kłamiąc. Ja wykorzystałem te negatywne emocje jako motor napędowy do rozwoju w podrywie i relacjach międzyludzkich. PuA to strasznie toksyczne środowisko, ale gdyby nie niektóre ich lekcje, możliwe że nie doświadczyłbym swoich pierwszych doświadczeń seksualnych, za które moja obecna wtedy partnerka (mimo że niby nie chciała) mi podziękowała.

 

Możesz nadal masturbować się psychicznie, nad swoją beznadziejnością i kąpać się w swoim bagnie, albo złapać kutasa za rogi.

Masz ogromne możliwości, jesteś prawdopodobnie zdrowy, masz dostęp do nieskończonej bazy danych, jaką jest internet, książki, inni ludzie. Możesz nadal spuszczać się tutaj u nas na forum i dostawać chwilową ulgę w postaci poklepania po plecach, albo zacząć robić małe kroki i dążyć do "sukcesu" w życiu. 

 

Na zakończenie (bo jakbym czegoś nie wrzucił to bym umarł), podeślę ci kawałek z przekazem, jako taki ostatni strumień zimnej wody na twój zniewieściały mózg.

 

"Nie umiesz stanąć za swym życiem całym sobą To dla mnie, typie, już nie jesteś samym sobą A co dopiero kimś"

 

 

 

 

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja z młodości mam ciężkie wspomnienia, chudy chłopak jako jedyny ze wsi wśród mieszczuchów i na samych piątkach i szóstkach. Dzień bez bicia lub plucia na Zortlaya był dla moich "kolegów" dniem straconym. Nawet czasami urządzali sobie konkurs, na to który pierwszy doprowadzi mnie do łez przez przemoc. I tak podstawówka i szkoła średnia. Z takim doświadczeniem mógłbym robić za tankera na RPG-ach😂😂😂 Teraz już jestem stary i nie mam takiego zapału jak kiedyś do podbijania świata.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, ZortlayPL napisał:

Teraz już jestem stary i nie mam takiego zapału jak kiedyś do podbijania świata.

Życie masz prawdopodobnie tylko jedno, chyba że liczysz na ciepłą posadzkę w niebie za bycie cierpiętnikiem w życiu,

Share this post


Link to post
Share on other sites

Za długi się z tego wątek zrobił abym ogarnął ale dodam coś od siebie:

 

1. @azagoth Świetny post. Mocno życiowy.

 

2. Z bratem @Analconda jest coś faktycznie nie na tak. Często po jego postach trzeba oczy ze zdumienia przecierać. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, AdamPogadam napisał:

lepiej wartościowało się wstrzemięźliwość seksualną, opanowanie i dystans do ciała. 

Święty Aleksy mieszkał nawet pod schodami, afirmowano żebractwo, odrzucano ciało jako grzeszne i brudne... 

Uwielbiam o tym czytać, ludzie którzy tak żyli musieli być wyjątkowi...

Sam jednak wolę duchowość rozwijać medytacją, kontemplowaniem natury, muzyką, literaturą... jednak dostęp do borsuka jest dla mnie wartością... taka płycizna :(

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Nocny Konwojent napisał:

Święty Aleksy mieszkał nawet pod schodami, afirmowano żebractwo, odrzucano ciało jako grzeszne i brudne... 

Uwielbiam o tym czytać, ludzie którzy tak żyli musieli być wyjątkowi...

Sam jednak wolę duchowość rozwijać medytacją, kontemplowaniem natury, muzyką, literaturą... jednak dostęp do borsuka jest dla mnie wartością... taka płycizna :(

 

Dziwne, nie w czasach pierwszych chrześcijan, dalszy katolicyzm wymieszany z platonizmem i mistyka wschodnią to inna para butów.  Przedstawiasz podkoloryzowane akcje, którymi zajmował się jakiś "margines" duchowieństwa. 

Edited by AdamPogadam

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Taboo napisał:

chęć poruchania ich niszczy, zabierając zdrowie, pieniądze, a nawet w ekstremalnych przypadkach ich życie. Więc kiedy oni mają się tego uczyć??

Głodny nie zrozumie najedzonego i vice versa. Gdy facet wreszcie, wulgarnie ujmując "zamoczy", dociera do niego, że nie jest to tak zajebiste jak początkowo myślał - powszednieje mu to. Jeśli masz takich niezaspokojonych "inceli", to za uja nie skupią się na czymś innym, jeśli cały czas mają we łbie seks, bo chcą, a nie mają kogo :D  

5 minut temu, Nocny Konwojent napisał:

Święty Aleksy mieszkał nawet pod schodami, afirmowano żebractwo, odrzucano ciało jako grzeszne i brudne...

Tia, najczęściej Święci, którzy prowadzili ascetyczny tryb życia, zanim weszli na tą ścieżkę, prowadzili dość.. rozrywkowy tryb życia ;)  

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, lxdead napisał:

Gdy facet wreszcie, wulgarnie ujmując "zamoczy"

Tylko aby to nastąpiło, należy też troszkę pogrzebać w główce i trochę się zastanowić nad paroma rzeczami w swoim życiu, samo się nie zrobi. Siedząc i pisząc na forum że bad boye tylko ruchają (co wiem że jest nie prawdą, zgodzisz się?) nie zmieni to stanu rzeczy. A o tym właśnie tutaj wszyscy piszemy, a to że ruchanie nie jest najważniejsze to tylko składowa tego wszystkiego - meritum jest gdzie indziej.

Edited by Taboo
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
43 minuty temu, AdamPogadam napisał:

 Przedstawiasz podkoloryzowane akcje, którymi zajmował się jakiś "margines" duchowieństwa. 

Nie chce mi się wykłócać o św.Aleksego na forum Braci Samców  😜 ale akurat ten święty, to popularna postać w średniowieczu i nie tylko, do dziś stoją świątynie pod jego "patronatem".

To tak na marginesie dyskusji....

Share this post


Link to post
Share on other sites
Cytat

4. Temat założony przez @azagoth o mnie.

Ten temat nie jest o tobie, tylko o pewnej postawie, którą dzisiaj dość często się spotyka wśród młodych ludzi. Twoje podejście do tych kwestii było raczej inspiracją do założenia tego tematu. Przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie.

 

Co do tematu, to naszła mnie taka refleksja, że rady typu " ciesz się z tego, co masz" nie zawsze trafiają do młodych ludzi, bo w młodym wieku wszelkie deficyty odczuwa się intensywniej. Taki jest urok naszej ludzkiej natury, że mamy potrzebę poszukiwania wrażeń i bycia niezadowolonym ze zastanego stanu rzeczy. Gdybyśmy cieszyli się wyłącznie z tego co mamy, to nasz gatunek do dziś żyłby w jaskiniach, nie zbudowałby cywilizacji w obecnej formie i nie wyruszyłby na inne kontynenty.

Starsi bracia mogą mieć inne podejście, bo z niejednego pieca chleb jedli i pewne rzeczy doświadczyli na własnej skórze. Tylko same słowa nie wywołają podobnego efektu, co własne doświadczenie. To tak jakby opisywać niewidomej osobie kolor zielony. Może go sobie wyobrażać dzięki szczegółowym opisom, ale co innego sobie coś wyobrażać, a co innego zobaczyć  na własne oczy.

 

W pewnym wieku człowiek staje się mnie pożądliwy, bo już pewne rzeczy przerobił. Głupotą jest wiara, że młodzi będą mieli takie samo spojrzenie na życie w wieku 20 lat, jak ktoś starszy o dwie dekady. Dopiero jak się człowiek wyszumi, to przyjdzie odpowiednia perspektywa. Teraz chce się seksu, zabawy, imprez, a nie domku na mazurach, własnego ogródka i kolekcjonowania znaczków. Mimo to warto słuchać starszych, żeby z tych przyjemności korzystać z rozsądkiem i nie popełnić błędów, które zaważą w negatywny sposób na reszcie życia.

 

Oczywistą rzeczą jest fakt, że seks jest zaledwie jakimś małym wycinkiem życia ( no może poza przypadkiem jakichś seksoholików) ale nikt z młodych nie cieszy się na myśl, że w wieku 50 lat jedynym wspomnieniem erotycznym będą seanse z chujem w łapie przed monitorem. Nie pomoże w tym przypadku świadomość, że się człowiek dorobił własnego mieszkania, ma stabilną pracę i drogą furę w garażu.

 

Wydaje mi się, że u niektórych to jest grubszy temat na poziomie podświadomości. Jakieś ujowe relacje w rodzinie ( szczególnie z matką albo innymi kobietami na etapie dorastania) co powoduje w człowieku blokadę. Jeden po czymś takim stworzy normalny związek, bo sobie to jakoś przepracuje wewnętrznie, drugi będzie bezrefleksyjnie zaliczał kolejne panienki i je porzucał, a trzeci nie będzie wychodził z inicjatywą i unikał towarzystwa kobiet.

 

 

Edited by Infernal Dopamine

Share this post


Link to post
Share on other sites
37 minut temu, Infernal Dopamine napisał:

Ten temat nie jest o tobie, tylko o pewnej postawie, którą dzisiaj dość często się spotyka wśród młodych ludzi. Twoje podejście do tych kwestii było raczej inspiracją do założenia tego tematu. Przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie.

 

 

Tu niektórzy mają jakiś błąd poznawczy związany z tym, że się dorobili i się obracają w kręgach ludzi może jakieś bardzo małego ale jednak sukcesu, bo ja się obracałem wśród wielu osób ze starszego pokolenia, którzy są totalnie nieogarnięci, niezaradni, leniwi, a skoro teraz są tacy nieogarnięci np. w pracy, to nie wierzę, że w tych mitycznych latach 90tych byli tacy turbo doskonali, że przeżyli terror tych lat. A niektórym ich żonom to krzyż na drogę, że takiego chłopa mają.

Edited by Reinmar von Bielau

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, ZamaskowanyKarmazyn napisał:

Popatrz na mój rok 2019 i porównaj go z tym zakompleksionym 15latkiem.

-podróżowałem po 3 szkołach średnich,

-wszedłem na cykl sterydowy,

-próbowałem koksu,

-byłem w końcu pierwszy raz za granicą,

-zarobiłem kupę kasy w robocie na wakacjach,

-poznałem potężną ilość osób, znam większość osób z podobnych roczników w okolicy,

-byłem na 5 półmetkach, 6 osiemnastkach i wielu innych imprezach,

-miałem stany depresyjne z których wyszedłem,

-rozeszliśmy się z moją dziewczyną po prawie 4 latach związku,

-wszedłem w nowy związek, zakochałem się, dałem się sobą bawić jak zabawka,

-nie mam żadnego problemu żeby zagadać do nieznajomych ludzi, lubię to,

-przetasowałem masę dziewczyn na tych wszystkich imprezach,

-zszedłem z nofapu, wszedłem na nofap,

-zdałem prawo jazdy,

-polepszyłem kontakty z rodzicami,

-przytyłem do wagi 105 kg, schudłem do wagi 80 kg na żyłce,

-zapisałem się na boks,

-nauczyłem się tańczyć i bawić,

-miotałem się cały czas co chcę robić w życiu,

-rozwinąłem nową pasję, zacząłem nagrywać kawałki, wrzuciłem na yt, komuś tam to siada,

-dostałem masę zlewek na tych wszystkich imprezach,

-poznałem ludzi z którymi spełniam się w swoich pasjach,

Ciekawa lista.

 

Jak zawsze interesuje mnie geneza takich zjawisk. 

Czy mógłbyś lepiej wyjaśnić pogrubione?

 

Interesuje mnie to szczególnie dlatego, że u mnie zarówno w szkole jak i na studiach nikt nie chciał się integrować. Może jedna impreza na rok była a tak to każdy odwalić zajęcia i nara do domu. Jak widziałem, że po gimnazjum przetrwały jakieś przyjaźnie nawet do teraz tak na późniejszych poziomach edukacji raczej ludzie mieli wywalone. Zwłaszcza na studiach słyszałem w uj historii, że jakieś grube imprezy, przyjaźnie na całe życie, uje muje i dzikie węże. Jak jest naprawdę? Jeden wielki uj, nawet w organizacjach studenckich. Ludzie zakuwają, pracują i mają jakieś swoje hermetyczne grona znajomych poza uczelnią. A na uczelni kontakt ogranicza się do "cześć" i small talków na temat zajęć tak zupełnie bez emocji na wyjebaniu. Dlatego mnie ciekawi jak to jest, że jedni stale imprezują i są gdzieś zapraszani a inni mają okrągłe zero okazji. No dobra tam wiadomo, że laski zawsze są wszędzie zapraszane. Widać to nawet po fb jak młoda licealistka co nie ma specjalnie jakichś zainteresowań posiada 600+ znajomych. A z całego okresu szkolnego i zajęć w jakich brało się udział może być maksymalnie do 100 osób. Jak już jestem gdzieś to albo mało dziewczyn albo słabe. 

 

Nie wiem ile masz lat, jakoś nie doczytałem.

Co znaczy, że podróżowałeś po 3 szkołach średnich - w sensie, że zmieniałeś czy jesteś okazyjnym wizytatorem?

W jaki sposób poznałeś potężną liczbę osób bo jak zgaduję chyba nie zaczepiałeś masy ludzi na ulicy? 

Od nowa zdobywałeś znajomych czy działało to na zasadzie lewara samo z siebie poprzez innych ludzi, że sami wciągali do grona?

W jaki sposób znajdywałeś się na takich imprezach typu 18-stki czy kilka razy studniówka?

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By melody
      Drodzy Panowie i Panie!
      Jako nowicjusz w temacie, chciałabym poprosić o porady dotyczące miłości francuskiej. Nie mam za dużego doświadczenia. Do tej pory miałam opory w tej sferze, ale dałam sobie czas, oswoiłam się z mieczem mojego partnera i ostatnio poczułam "wyzwolenie" w temacie - jestem gotowa i chętna na eksperymenty. 
      Zarówno ja, jak i mój partner jesteśmy pierwsi dla siebie. Dopiero raczkujemy w temacie - stąd nie podam wam jaki typ zabaw rajcuje mojego partnera. Nie ma jeszcze sprecyzowanych preferencji.
      Z mojej strony - podobają mi się zarówno ostre, jak i romantyczne zabawy, dominacja nad partnerem i bycie zdominowaną, role play i bdsm też mile widziane  Mogą też być pomysły na nietypowe miejsca. 

      Poproszę o rady dla nowicjuszki, wasze lekcje życiowe, czego najbardziej unikać, co miecze lubią najbardziej. Można też podać ciekawe miejsca  Zachęcam do dzielenia się własnymi przeżyciami. 
    • By maggienovak
      Ograniczam aktywność na forum w postaci zmniejszenia ilości postów, komentarzy.
      Oczywiście z chęcią będę czytać wpisy, które będą warte (subiektywnie rzecz ujmując) uwagi i "przycupnięcia" na moment.
      Mam sentyment do tego forum, choć moje poglądy nie są całkowicie spójne z filozofią popularyzowaną w tej przestrzeni.
      Podzielę się się z Wami jakie małe zmiany u mnie nastąpiły.

      1. Wracam do roli gospodyni.
      Pisałam o tym, że wśród znajomych byłam znana jako "u Gosi się dobrze zje i napije". Bardzo obraziłam się na ten wizerunek. Dosłownie obraziłam.
      Od dwóch lat moje spotkania ze znajomymi sprowadziły się do ilości 0. Wkurzało mnie to, że męskie grono znajomych widziało we mnie wyłącznie taką śmiszną znajomą ze wsi, która jest chodzącą orkiestrą. Od dwóch miesięcy praktycznie mężowi nie gotowałam, bo również w domu strzeliłam focha na tę rolę (również to zachowanie było dyktowane chęcią wskrzeszenia w mężu jakiegokolwiek innego zainteresowania mną, niż żona, kucharka).
      Przez koronaświrusa prawie dwa miesiące spędziłam na wsi, codziennie gotowałam, wróciłam do zajęć w ogrodzie. Z powrotem to polubiłam. Chyba po prostu to "moje".
      Takie mam po predyspozycje, idzie mi gotowanie, kwiotki mi rosną i tyle.
      Planuję wrócić do domowych biesiad, których to będę organizatorem.

      2. Ja jako kobieta.
      Tu jeszcze w ciul roboty. Taki plus, że psycholog uzmysłowiła mi oczywiste rzeczy :
      Po prostu muszę wybrać : albo całą uwagę, kasę, wręcz większość czasu poświęcam na wyrobienie wyglądu z obecnego kanonu piękna albo poświęcam kasę, uwagę, czas na moje cele (w tym przypadku można jedynie prowadzić skromne codzienne dbanie o siebie, a odpierdalanie się na bóstwo trzeba zostawić na kilka razy w roku). Tym bardziej mam takie usposobienie, które no cóż, nie wzbudza tsunami pożądania u mężczyzn.
      Raczej nie będę na co dzień zrobioną Kardashianką, która ogarnia pracę na wsi, dom, pracę na etat, robienie studiów, a w przyszłości dzieciaki.
      Wiem, że w moim przypadku wszystko się rozbija o poczucie własnej wartości.

      3. Seks.
      Jest przynajmniej 2 razy w miesiącu. Dzięki Bogu libido mi spadło, to się tak nie męczę przy takiej częstotliwości. Godzę się z faktem, że mąż chyba tak po prostu ma. No cóż, nie chce tak "czerpać ze źródełka" to trudno. Jego problem. Być może kiedyś będę miała fajny seks, a może nawet somewhere else.

      4. Forum a życie/rzeczywistość.
      Kilka wpisów kiedyś mnie naprawdę dotknęło. Wyrobiłam sobie złotą zasady interpretacji tego, co tutaj przeczytam :
      1) jestem dorosła, więc dlaczego czyiś komentarz ma wpływać na moje samopoczucie?!
      2) są tutaj różni ludzie, którzy przeszli różne rzeczy, mają prawo na subiektywizm
      3) to forum jest z założenia dla facetów, więc mogą oni tutaj wypisywać co chcą (oczywiście w ramach regulaminu)
      4) skoro jestem wierna mężowi, ma seksik, obiad, mój śmiech, to co mnie tutaj powinno zaboleć?
      5) to tylko przestrzeń internetowa, która nijak powinna wpływać na moje życie. Nie czerpię zysków, nie buduję wizerunku/marki w necie, więc jak to może wpływać na moje życie?

      Dzięki tej stronie poznałam fajnych ludzi, którzy pomogli ogarnąć swój łeb, była bezinteresowna pomoc w postaci rozmów.
      Mi pozostaje robić swoje.

      Pozdrawiam
      Gosia
    • By RENGERS
      Chciałbym tu opisać co pozwoliło mi przełamać pierwsze lody, stać się pewniejszym siebie, bawić się procesem jakim jest uwodzenie dam w Polsce i na świecie.
       
      Na dzień dzisiejszy czuję tak niesamowitą energię i flow podczas podrywu kobiet że myślę, iż byłbym w stanie poderwać nawet Angelinę Jolie, kto wie może nawet przez pewien czas sponsorowałaby mnie i  moje zachcianki, oczywiście pomijam dni
       
      kiedy mam  niską energię życiową, wtedy najlepiej podryw odpuścić i zająć się czymś innym, założę się że wtedy nie wyrwał bym nawet otyłej babci klozetowej ( nie obrażając babci klozetowej ).
       
      Do sedna :
       
      - Cały serial "Californication" - wspaniały  David Duchovny, załapałem wiele z jego ( dokładniej moja podświadomość)  "serialowego stylu" - totalne wyjebanie, luz, spontan, wariactwo, ogólne carpe diem.
       
      -  Znajomości z mocniejszymi ode mnie kolegami - naturalnymi badbojami, naturalsami, często o niezbyt widowiskowej aparycji, zawsze jednak charakterystycznej niesamowitej aurze , chorym wręcz poziomem pewności siebie.
       
      - Prostytutki
       
      - Marek Aureliusz pisał kiedyś że wykonując jakąś czynność powinniśmy zastanowić się co zrobiłby, jak zachowałby się ktoś kim chciałbyś być, twój idol ( doskonałym przykładem   jest serialowy Hank Moody z
       
      serialu Californication- ekspert od babek czy  mityczny   Casanova ) to tyczy się nie tylko uwodzenia , a każdej czynności, aktywności w życiu.
       
      - Świadomość śmierci  ( Mam takie momenty w życiu, w których nagle świadomie orientuję się, że moja egzystencja całkiem niedługo się skończy, miałbym nie robić tego co sprawia wielką przyjemność, co mnie podnieca, co jest w gruncie rzeczy niesamowitą frajdą   ??? NIGDY W ŻYCIU !
       
      - Niesamowite samopoczucie po podejściu, randce z kobietą, masa endorfin wynikająca z przełamania siebie, nagroda od matki natury,  nieważne co się stało, jak poszła randka,  właśnie doprowadziłem do konfrontacji z piękną kobietą, nawet jak
       
           nie jest w moim typie, to cieszę się że miałem interakcję z tą długonożną istotą, czuję wdzięczność do niej za poświęcony mi czas.
       
      - Ilość opcji -  trzeba mieć dziesiątki opcji, z których robisz odsiew, mieć świadomość że ta jedyna nie istnieje, kobiety są do siebie bardzo podobne i każda cipka smakuje podobnie, nie idealizować jednostek  kobiecych  np. Tinder - 100 meczy, 40
       
      odpisuje  na wiadomość, spotka się jedyne  10, ruchać chce się tylko 5.
       
      - Zaakceptować odrzucenie, nikt nie jest notorycznie odrzucany, w końcu trafisz na chętną, kwestia czasu i liczb.
       
      - Przebywanie w środowiskach kobiecych  np. kółko baletowe - kiedyś zapisałem się na balet, specjalnie po to by poznać kobiety, prócz  wstydliwego popierdalania w seksownych rajstopkach poznałem masę kobiet, byłem jedyną
       
      opcją męską w grupie, to ONE o mnie walczyły, a baletnice wyglądają jak wyglądają - są piękne, szczupłe, mają ciekawe hobby, masa z nich jest po prostu do rany przyłóż.
       
      - Polubić kobiety, dobrym uwodzicielem może być  tylko gość który  kobiety lubi, jak chcesz być lubiany przez ludzi skoro ludzi nie lubisz ? Nie da się.
       
       
      Żaden ze mnie ekspert, jestem zwykłym kolesiem który jest leniwy, ale się stara.
       
      Uwierz w siebie   i pracuj nad sobą nie tylko w zakresie jakże przyjemnego uwodzenia.
       
      Kart od natury nie zmienisz, graj nimi !
       
       
      Pozdro 600.
       
       
    • By darktemplar
      Cześć,
       
      Mam kilka problemów ze sobą, ale nie chcąc zalewać forum przydługimi postami postanowiłem podzielić te swoje żale na mniejsze fragmenty opisujące dany problem.
       
      Dziś pierwszy post z cyklu, dotyczący życia seksualnego ( a raczej jego braku) w młodym wieku.
       
      Może się Wam wydawać, że to problem błahy i problem tzw. pierwszego świata. I zgadzam się; na poziomie racjonalnym jest to problem dla mnie błahy, jednak emocjonalnie sobie nie radzę i blokuje mnie to w obecnym życiu gdzie mam 34 lata, żonę dzieci, dobrą pracę, etc.
       
      Więc tak, jak sporo tu Braci pewnie miało; moje życie seksualne w wieku 16-23 lata praktycznie nie istniało. I tu muszę dodać że w liceum mi to prawie nie przeszkadzało;  byłem sobie nerdo-outsiderem, ale trzymałem z podobnymi sobie i tworzyliśmy taką zgraną kompanie w której dobrze się czułem. Chodziliśmy na imprezy/koncerty, piliśmy wino w krzakach, graliśmy w gry pc, rpg, waliłem konia do jakiś super lasek z mojej szkoły i ogólnie było super, zwłaszcza że w mojej grupie prawie nikt nie miał większych doświadczeń z kobietami.
       
      Poszedłem na studia i tu niestety zaczęły się schody, pomijając temat moich studiów w ogóle gdzie to temat na osobny wątek (depresja pod koniec).
      Koledzy z liceum (tak ci z paczki nerd-outsider) już mieli prawie wszyscy dziewczyny, a ja nadal waliłem gruchę. Do tego dawne znajomości się poluzowały, nie załapałem za bardzo nowych i doskwierała mi samotność.
      Ogólnie żeby się nie rozpisywać to na studiach było u mnie z seksem i kobietami słabo. I to niestety także z mojej winy. Nie wyglądałem najgorzej; główne wady wyglądu to nadmierna chudość i bardzo młody wygląd, no ale do tego dochodziły spore problemy z samooceną i jakieś inne blokady więc nawet gdy później zacząłem poznawać jakieś kobiety to nic z tego nie wychodziło. Czytałem trochę PUA, ale to tylko zwiększało moją frustrację. Suma sumarum w tym okresie zaliczyłem może jakieś 2 panny, w przypadkowych jednorazowych relacjach (panny raczej średnie) i było to pod koniec studiów. Regularne współżycie zacząłem dopiero z moją obecna żoną którą poznałem pod koniec studiów.
       
      Teraz tyle lat po, jestem w małżeństwie -  7 już rok leci...jest ok powiedzmy, czy mogło być lepiej? Pewnie mogło. Czy mogło być gorzej? Pewnie też. Ogólnie namiętność już coraz mniejsza, itp. - temat małżeństwa mojego to też na osobny wątek.
      Mi jednak chodzi o to, że czuję taką pustkę i brak spełnienia, poczucie że się człowiek "nie wyszumiał" za młodu. Wiem, że tego już nie odwrócę, że takie użalanie się nic nie da, no ale uczucie powraca czasem.
      Zwłaszcza jak czytam tu o podbojach młodych Braci to czuję takie ukłucie w sercu. I żeby nie było; szczerze kibicuję tu każdemu by pokonał swoje niedoskonałości i brał co jego i to im wcześniej, tym lepiej, no ale ten żal u mnie wciąż jest.
      Zwłaszcza, że teraz po latach widzę swoje błędy z przeszłości.
       
      3 lata temu mieliśmy z żoną mały kryzys małżeński i wtedy miałem takie myśli jak @Obliteraror w wątku "jak by to było z inną?" - podobnie jak on, widzę że jestem o wiele bardziej atrakcyjny dla kobiet teraz niż wtedy, jednak moim zdaniem ruchanie na boku by "nadrobić" zaległe lata chyba nie rozwiązuje problemu, zwłaszcza że nie chcę zdradzać i szczerze nawet nie wiem jak bym miał to zrobić i okazji też póki co brak (większość kobiet jakie teraz znam to praca i rodzina - więc...wiadomo:) ).
       
      I Ok miałem swoją taką wizję życiową, że mężczyzna powinien mieć parę kobiet (LTR/ONS), a później docelowy  LTR z himalajką (hłe hłe), no ale nie sprawdziło się...
       
      Najgorsze jest to, że ten stan tego "niespełnienia" dopada mnie i paraliżuje i zamiast skupiać się na tym co jest dla mnie ważne teraz; finanse, rozwój, rodzina, to rozmyślam jaka to strata, że kiedyś nie wyruchałem iluś tam dup.
       
      Pytanie jak sobie po prostu przepracować emocjonalnie to uczucie i pogodzić się z tym co utracone?
       
       
       
    • By RENGERS
      Hej kochani !
       
      Byłem wczoraj na swoim pierwszym rande- wu w Krakowie- świeżo po zerwaniu z moim pierwszym "kochaniem" ze związku.
       
      Pani zainteresowana cicha myszka, po paru browarkach zaprosiła do siebie, zgrywałem alfa pajaca jak to mam w zwyczaju robić,  jeszcze po alko załączył mi się total crazy mod- byłempodjarany że pocałowałem kelnerkę w czoło.
       
      Będąc u niej ściagnąłem jej popiersie i pas cnoty, mym oczom ukazała się drobna filigranowa postura- extra klasa, taka mała tajka, tylko białego koloru skóra.
       
      Jako że byłem podpity to nie potrafiłem strzelić przez pół godziny, żeby skończyć w takim momencie muszę brać panią od tyłu i sadzić klapsy na pupę, chwytać mocno za włosy itd. od przodu ściskam za gardło, zamykam usta dłonią i ostro posuwam jednym słowem lubię odczuwać całkowitą dominację nad drugą osobą.
       
      Miałem trochę wyrzuty sumienia po całym akcie, ponieważ pani wydawała się lekko "zużyta", zapytałem jej czy lubi taki seks, odpowiedziała że jak najbardziej lubi lekką dominację ze strony męskiej, lecz to co ze mną przeżyła było dla niej już za mocne i dość bolesne- przeprosiłem i powiedziałem że na drugi raz postaram się być ostrożniejszy i mniej ostry, wytłumaczyłem również sposób w jaki się kocham po wypiciu alkoholu.
       
      Dziś z rana dostaje od niej esemesa że mnie przeprasza, ale niewie czy to dobrze żebyśmy się spotykali drugi raz bo kieruje mną agresja. I nigdy czegoś takiego nie miała i musi nad tym pomyśleć.
       
      Dziewczyna mi się podoba, wygląda jak taki mały aniołko- diabełek który jest słodki i pikantny jednocześnie, chciałbym ją jeszcze zobaczyć.
       
      Teraz sobie myślę że tym stosunkiem próbowałem sobie jakby"wyruchać " drogę po rozstaniu z ex dziewczyną, może podświadomie jednak czuję jakiś ból, chociaż o dziwo czuję się lekko i przyjemnie, jak po zerwaniu z wampirem emocjonalnym.
       
      Jak uratować tego aniołka żeby go nie przestraszyć ? Kochane jest dziewczę i staje mi przy niej niesamowicie.
       
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.