Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Przemo

Kredyt hipoteczny, małżeństwo, przyszłość - co poradzicie?

Recommended Posts

Ufff, sporo tych komentarzy - za wszystkie serdecznie dziękuję. Szczególnie za te merytoryczne i konkretne. Podzielam opinię Braci typu "dej se spokój z braniem coś wspólnie z kobietą", "ślub to już w ogóle". Tak jak pisałem - ślub do mnie nie przemawia z wielu względów - pytałem raczej pod tym kątem, czy jestem w stanie prawnie zabezpieczyć jakoś swój majątek i swój wkład rozwiązaniami typu "intercyza", "rozdzielność majątkowa" i inne. Nie jestem niestety biegły w kwestiach prawnych, stąd moje pytanie.

 

Wracając do komentarzy Braci - nie wiem czy powinienem tutaj odpowiedzieć, czy przeedytować post główny doszczegóławiając go - jeśli moderacja ma jakieś sugestie - bardzo proszę o informacje.

 

Konkretnie:

1. Nie ma możliwości, abyśmy zamieszkali w jej mieszkaniu - z mojego mieszkania mam 7 km do pracy - z jej mieszkania miałbym 507 km do pracy. Jej mieszkanie jest na drugim krańcu Polski. Ona pracuje zdalnie, więc siedzi w domu przy kompie, dojazdy do pracy to moja kwestia - stąd decyzja, byśmy zamieszkali u mnie. Nie ma możliwości sprzedaży mojego mieszkania, bo nie mamy możliwości przeprowadzenia się do innego lokum na czas budowy domu.

 

2. Kwestia budowy domu - Bracia ja nie chcę ładować się w budowę betonowego bunkra (co jest typowe w naszym kraju), na oku mam niewielki 80 - 90 m2 domek szkieletowy drewniany. Czas postawienia domu w stanie surowym to 1 miesiąc. Potem instalacje i wykończenia to są kolejne miesiące (ale nie lata). Zakładając wszystkie formalności, budowę i wykończenie - zmieszczę się w ciągu 1 roku. Nie mam zamiaru bawić się samemu w budowę - chcę to zlecić firmie do zrobienia "pod klucz" z umową i gwarancją. Oczywiście mam świadomość realiów rynkowych i przeciągania się budów, ale tak jak mówię - nie ja się tym zajmę ale zlecę to fachowcom, którzy to robią na co dzień.

 

3. Idea domu nie ma żadnego związku z białym płotkiem, gromadą bachorów i innymi disneyowskimi pierdołami - dla mnie byłaby to katapulta, otworzenie się na nowe możliwości zawodowe i hobbystyczne - własny warsztat, garaż daje mi bardzo wiele możliwości, których obecnie nie mam w 11-piętrowym bloku z wielkiej płyty.

 

4. Dla mnie bez różnicy czy kredyt, który mam na 30 lat na mieszkanie zastąpię kredytem na 30 lat na dom. Pod kątem mojego wieku i okresu kredytowania wiadomym jest, że im wcześniej zacznę tym lepiej. Nie czaruję się i nie oszukuję się, że zarobię w tym kraju na dom za 300 tyś. plus działkę za 100 tyś. A budowa domu po 60-tce czy 70-tce raczej mija się już z celem.

 

5. Kwestia potomstwa jest w przypadku nas wyjaśniona (ani ja ani ona nie planuje potomstwa, mamy podobny stosunek do bachorów - nie dla nas ta zabawa). Wszelkie instynkty macierzyńskie przekierowaliśmy na pokaźną gromadkę zwierząt, którymi się opiekujemy. Uprzedzając śmiechy malkontentów pt. "tak, baba jedno mówi, drugie robi" - o to akurat mogę być spokojny - jej stan zdrowia nie pozwoli na zajście w ciążę już nie mówiąc o jej utrzymaniu i porodzie. Poza tym nie jestem typem, który leci w wywieszonym ozorem, jak baba rzuci hasło "dzisiaj możesz miś bez gumki". W ogóle nie jestem typem, u którego można cokolwiek ugrać handlując piczką - może to uspokoi niektórych Braci.

 

6. Ktoś wspominał, że chcemy trzeci kredyt przy dwóch obecnych. Oczywiste jest, że sprzedaż obydwu mieszkań pójdzie przede wszystkim na spłatę ich hipotek. A reszta co zostanie to na wkład własny i wykończenie domu.

 

7. Oczywiście ja najchętniej sam pociągnąłbym projekt "dom". W czwartek jestem umówiony w banku na analizę zdolności kredytowej. Kwestia wkładu własnego - być może dałoby się ugadać pożyczkę u mojej rodziny, którą bym później spłacił po sprzedaży mojego mieszkania. 

 

8. Wybiegając nieco w przyszłość i nieco filozofując - Bracia, realnie, któryś z Was zakłada że dożyje do 80, 90 roku życia? Bo ja nie. Jak dociągnę do 70 to będzie pewnie maks przy moim zdrowiu i trybie życia. Do tego system emerytalny i NFZ, które zapewne do tego czasu klękną. A po za tym nie chcę dłużej ciągnąć bo i po co? Żeby żyć o kromce chleba i szklance wody na starość? Potomstwa nie planuję, więc mam w dupie spadki i żarcie się w rodzinie - czyli to, co stanie się z tym domem po mojej śmierci (spokojnie bank może sobie go przejąć z powrotem). Jestem na półmetku tego wieku, więc aby dostać kredyt 30-letni zostaje mi 5 lat na decyzję.

 

 

 

 

 

 

 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, Przemo napisał:

Czy ktoś z Was wie, jak wyjść z tej patowej sytuacji?

Czekać, aż będzie was stać na wzięcie kredytu, jaki chcecie wziąć, w takiej sytuacji, w jakiej go chcecie wziąć, czyli bez zmiany status quo.

 

Czyli albo zbierać, albo partnerka szuka lepszej pracy, a raczej jedno i drugie.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
11 minut temu, Przemo napisał:

na oku mam niewielki 80 - 90 m2 domek szkieletowy drewniany. Czas postawienia domu w stanie surowym to 1 miesiąc. Potem instalacje i wykończenia to są kolejne miesiące (ale nie lata).

1. Czy liczyłeś jak to wychodzi finansowo? Jaki budżet zakładasz na działkę+dom+wykończenie? Jaka wyjdzie rata kredytu (w stosunku do raty którą teraz płacisz za mieszkanie)?

2. Czy myślałeś o kosztach utrzymania (to co jest poza kredytem). Obecnie w mieszkaniu płacisz czynsz i (praktycznie) nic Cię nie interesuje. Wszelkie ew awaria idą z budżetu wspólnoty. W domu jednorodzinnym ciągle coś jest do naprawy/poprawienia. Dodatkowo dużym kosztem (w sezonie wrzesień-kwiecień) jest ogrzewanie domu. To jest coś czego w mieszkaniu aż tak nie odczuwasz po kieszeni. 

3. Jaki masz plan na wypadek ew rozstania. Teraz sytuacja jest czysta. Rozstajecie się, Ty zostajesz w swoim mieszkaniu, on się wyprowadza. Każdy ma swój własny majątek.

Czy jesteś w stanie takie same warunki zapewnić sobie przy działce+dom? Kredyt tylko na Ciebie? Bo jeśli partnerka także zaangażuje swój kapitał w dom i działkę, to w razie rozstania będzie Wam bardzo ciężko się wygrzebać z tej sytuacji. 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 minut temu, Zdzichu_Wawa napisał:

1. Czy liczyłeś jak to wychodzi finansowo? Jaki budżet zakładasz na działkę+dom+wykończenie? Jaka wyjdzie rata kredytu (w stosunku do raty którą teraz płacisz za mieszkanie)?

2. Czy myślałeś o kosztach utrzymania (to co jest poza kredytem). Obecnie w mieszkaniu płacisz czynsz i (praktycznie) nic Cię nie interesuje. Wszelkie ew awaria idą z budżetu wspólnoty. W domu jednorodzinnym ciągle coś jest do naprawy/poprawienia. Dodatkowo dużym kosztem (w sezonie wrzesień-kwiecień) jest ogrzewanie domu. To jest coś czego w mieszkaniu aż tak nie odczuwasz po kieszeni. 

3. Jaki masz plan na wypadek ew rozstania. Teraz sytuacja jest czysta. Rozstajecie się, Ty zostajesz w swoim mieszkaniu, on się wyprowadza. Każdy ma swój własny majątek.

Czy jesteś w stanie takie same warunki zapewnić sobie przy działce+dom? Kredyt tylko na Ciebie? Bo jeśli partnerka także zaangażuje swój kapitał w dom i działkę, to w razie rozstania będzie Wam bardzo ciężko się wygrzebać z tej sytuacji. 

Tak, jako osoba z natury ostrożna i rozważna wszystko jest przeanalizowane, dysponuję wycenami od firm projektowo-wykonawczych. Domek szkieletowy 80 - 90 m2 z garażem w bryle budynku i poddaszem do adaptacji to koszt rzędu 300 tyś. PLN brutto. Oczywiście zanim zapadnie decyzja o kredycie i jakichkolwiek innych ruchach wszystko będzie dokładnie przeanalizowane i oczywiście zabezpieczę sobie bufor finansowy na wypadek "w".

 

Nie widzę możliwości przeedytowania moich postów, więc zmuszony jestem odpowiedzieć w komentarzu.

 

Dziękuję bardzo Braciom za wytknięcie mi błędu w moim myśleniu - faktycznie nie ująłem w kalkulacjach tego, że jak już fizycznie ten dom powstanie, to ja będę do niego 2 razy więcej wkładał niż ona. A to średnio mi się podoba.

 

Kwestia ślubu i wspólnego kredytu - jak widzę również jest wyjaśniona, czyli odpada jednogłośnie. Pytałem, bo nie wiem czy funkcjonują jakieś narzędzia prawne/notarialne, których mógłbym użyć i pomimo ślubu zabezpieczyć swój majątek - jeśli takowych nie ma - nie ma tematu.

 

Odnośnie wzięcia samemu kredytu na dom - zobaczę, co wyjdzie mi na rozmowie w banku, ale idea zdecydowanie bardziej mi się podoba niż wspólne branie kredytu.

 

Pytanie brzmi: gdyby była taka koncepcja, że ona kupuje działkę, a ja biorę kredyt na dom i organizuję wkład własny - to jest sensowne rozwiązanie? Czy tutaj również mogę się spodziewać samych problemów?

 

Dlatego zwróciłem się z tymi pytaniami do Braci, by nie robić żadnych pochopnych kroków. Dziękuję :)

Edited by Przemo

Share this post


Link to post
Share on other sites
35 minut temu, Przemo napisał:

Potomstwa nie planuję, więc mam w dupie spadki i żarcie się w rodzinie - czyli to, co stanie się z tym domem po mojej śmierci (spokojnie bank może sobie go przejąć z powrotem)

Weź jednak pod uwagę prawo spadkowe, w przypadku gdy splacicie dom, a jesteście małżeństwem bezdzietnym do spadku wchodzi najbliższa rodzina, to znaczy, że spłacicie własnymi siłami dom,a po śmierci np.twojej żony jej rodzina może ubiegać się o spadek po niej czyli np.część domu!

Załatwcie to notarialnie (testament), co oczywiście i tak pełni was nie uchroni (zachowek). To się teraz wydaje odległym problemem ale szkoda oddawać swoją krwawicę.

Pozdro

 

Edited by Nocny Konwojent

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, Przemo napisał:

Pytanie brzmi: gdyby była taka koncepcja, że ona kupuje działkę, a ja biorę kredyt na dom i organizuję wkład własny - to jest sensowne rozwiązanie? Czy tutaj również mogę się spodziewać samych problemów?

 

Też robisz się zależny, będziesz miał dom na jej działce, której wartość zapewne jest co najmniej kilka razy mniejsza niż dom który na niej stanie. 

Wszystko na siebie, o dziwo zyskasz tym jej szacunek i szybko nie pójdzie w długą. 

Jak tylko dasz jej możliwość myślenia, że jesteś od niej zależny w jakikolwiek sposób to już tracisz w jej oczach strasznie.

Ten sam mechanizm co diametralna zmiana zachowania kobiety po ślubie. 

 

Zapytaj o kredyt na działkę i na dom z zaznaczeniem gospodarstwa jednoosobowego. Uwierz mi, teraz można na prawdę konkretne kredyty wyszarpać w pojedynkę.

 

Banki już dawno nie biorą pod uwagę tego czy ktoś ma ślub, czy nie,  bierze się to z ich czysto matematycznego podejścia do tematu rozwodów - 40%, więc co to dla nich za gwarancja? Nie opłaca się, podobno niekiedy to nawet gorzej bo zapowiadają się dzieci, więc będziesz miał większe wydatki = mniejszą zdolność. 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Mattmi said:

Mam teraz potężną chatę na 1 osobę i jest zajebiście.

Mieszkasz sam w domu? Jak ci się żyje? Czy wybudowałbyś dom sam dla siebie nie mając kobiety?

1 hour ago, Przemo said:

Pytanie brzmi: gdyby była taka koncepcja, że ona kupuje działkę, a ja biorę kredyt na dom i organizuję wkład własny - to jest sensowne rozwiązanie? Czy tutaj również mogę się spodziewać samych problemów?

 

To jeszcze gorsze rozwiązanie niż ślub i kredyt - dom należy do tego do kogo należy ziemia (stąd mój wcześniejszy, nieco żartobliwy post).

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Przemo napisał:

Pytałem, bo nie wiem czy funkcjonują jakieś narzędzia prawne/notarialne, których mógłbym użyć i pomimo ślubu zabezpieczyć swój majątek - jeśli takowych nie ma - nie ma tematu.

Są dwa narzędzia:

1. Intercyza. W mocnym skrócie/uproszczeniu ona powoduje, że nawet po ślubie pod katem majątkowym masz taką samą sytuację gdybyś nadal był kawalerem. Czyli niejako "naprawia" to co "psuje" ślub (oczywiście z punktu widzenia faceta). W Twoim przypadku niewiele to wnosi, bo bank traktuje Was wtedy (nadal) jako dwie osobne osoby.

2. Kupno nieruchomości będąc kawalerem/panną (bez ślubu), z wpisem do aktu o procentowej wartości którą obie strony wkładają w ten zakup.

Wtedy (zakładając że dostaniecie kredyt/pożyczkę od rodziny itp), możecie kupić coś wspólnie wkładając asymetryczny wkład np. 70% do 30%. Nikt się nie boi, że nagle jego część/wkład przepadnie (jest zapis w akcie) i w razie rozstania łatwo wyliczyć wartość i spłacić mniejszościowego udziałowca. To jest dobre w sytuacjach gdy np. Ty bierzesz kredyt na działkę i dom, ale brakuje Ci już kasy na wykończenie. Powiedzmy że włożyłeś 400k PLN. Twoja partnerka bierze kredyt na 100k na niezbędne wykończenie domu (żebyście mogli się wprowadzić i zamieszkać). Więc zapis w akcie zabezpiecza ją, że np. jesli się rozstaniecie za lat 5, to nie powiesz jej "było miło, fajnie papatki, bo dom jest mój, więc się pakuj mała". Nie ma także tak, że nagle Ty włożyłeś 400k, ona 100k i jesteście współwłaścicielami 50/50.

 

 

Edited by Zdzichu_Wawa
  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odnośnie budowy domu - po wybudowaniu kilku - budowa domu zawsze kosztuje 5-10 razy więcej czasu, nerwów i pieniędzy, niż zakładasz.

Nawet jeśli to "tylko mały domek budowany przez fachowców". Z prefabrykacją jest gorzej - musi być wszystko zrobione idealnie - i dlatego jest znacznie drożej.

 

Zawsze wychodzi jakieś gówno.

 

Sytuacja rynku nieruchomości jest taka, że ziemia osiągnęła swój max, i zdarzają się obniżki, zaś domy i mieszkania są jeszcze w bańce (parcie na "inwestycyjne").

Jakbyś chciał coś sprzedawać - doradzałbym na tak.

 

Jak potrzebujesz warsztatu do hobby - są przestrzenie do dzierżawy, albo nawet jak się znajdzie okazyjna i bardzo fajna działka - zawsze możesz postawić budę z pustaków i blachy. Od ręki prawie.

 

Zresztą - jeśli rozpatrujesz dom głównie, bo "warsztat do hobby", to dlaczego celujesz ledwie w 80-90 mkw ? To będzie klitka jakaś, nawet jeśli hobby to zbieranie znaczków...

  • Like 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie mam juz like-ów zatem powiem, że Bracia powyżej mądrze prawią...

 

Prawo stanowi, że wszystko co wybudujesz należy do właściciela gruntu na którym nieruchomość stoi.

 

Domy szkieletowe to nie jest pomysł pozbawiony słabych punktów. Też rozważałem to rozwiązanie, ale polskie firmy mnie zraziły jakością a zagraniczne miały ceny podobne lub wyższe w porównaniu z metodą tradycyjną.

 

Gdybym miał po raz kolejny budować - postawiłbym dom z bala drewnianegp  - obejrzałbym jak wygląda gotowy  u producenta i ten sam kazał przenieść i zmontować  u mnie na działce....

Ale kolejne tematy to instalacje, wykończenie, etc. a to jest najdroższa zabawa i nie wierzę w rzetelność wykonawców o której piszesz... PO każdej budowie wiele miesięcy trwała rekonwalescencja psychiczna.

Chyba, że jest Ci wszystko jedno w jakie jakości dostaniesz usługę. Tylko tutaj jest inna pułapka, estetyka to rzecz dyskusyjna, ale błędy i niedokładnośc wykonania miewa skutki dewastujące psychikę...

To się psuje, tamto nie działa - a za tym idzie stres i koszty....

 

Ale jesteś młody, masz zapał to działaj, siłą rozpędu dojedziesz kawałek, a dalej to ... grupy wsparcia, rodzina, przyjaciele, fora budowlane, a na koniec terapeuci, alkohol, medytacje, etc. :)

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
45 minut temu, sargon napisał:

mieszkania są jeszcze w bańce

Pęknie to w końcu?

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, osadnik napisał:

dom należy do tego do kogo należy ziemia

Tak jest, od czasów rzymskich, ale: https://www.lexlege.pl/kc/art-231/

§ 1.

Samoistny posiadacz gruntu w dobrej wierze, który wzniósł na powierzchni lub pod powierzchnią gruntu budynek lub inne urządzenie o wartości przenoszącej znacznie wartość zajętej na ten cel działki, może żądać, aby właściciel przeniósł na niego własność zajętej działki za odpowiednim wynagrodzeniem.

§ 2.

Właściciel gruntu, na którym wzniesiono budynek lub inne urządzenie o wartości przenoszącej znacznie wartość zajętej na ten cel działki, może żądać, aby ten, kto wzniósł budynek lub inne urządzenie, nabył od niego własność działki za odpowiednim wynagrodzeniem.

 

Taka ciekawostka. Natknąłem się na to bo sam aktualnie buduję dom, i wiele opcji rozważałem (bo jest Myszka w tle).

A na czym stanęło? JA buduję dom. Na swojej działce, wyłącznie swoimi środkami, i wyłącznie swoim kredytem. Wg prawnika, słowa "w dobrej wierze" można w sądzie uznać tak - nie było małżeństwa, to nie było dobrej wiary. Zbyt duża uznaniowość sądu, jak dla mnie. No i ryzyko $2, że Myszka z dnia na dzień zażąda wykupienia działki, wiedząc kiedy by to było niemożliwe.

 

A co było dawno temu rozważane:

- Myszka kupuje działkę, ja buduję - patrz wyżej, prawnik powiedział że takie procesy to długie -naście lat, plus komornik jeśli nie masz środków na awaryjny zakup działki

- ja kupuje działkę, budujemy 50/50 - tu Myszka zwróciła uwagę, że z działką mam większość

- ślub - mowy nie ma

- kredyt dwuosobowy - były banki, które pozwalały liczyć kredyt dla wspólnego gospodarstwa dwóch "obcych", lub nawet więcej osób (bracia, syn z matką etc) - generalnie wymagane jest wpisanie w akcie notarialnym procentowego podziału własności, i prośba o wygenerowanie dwóch osobnych kont do wpłat. Inna podobna opcja to kredyty całkiem osobne, na zakup procentowej części nieruchomości (plus dwa osobne akty notarialne). Trafiłem kiedyś nawet na ogłoszenie - licytację komorniczą częściowego udziału w nieruchomości - piętro samodzielne. Nie wiem czy dzisiaj nadal jest to dostępne, generalnie to niszowy produkt... ani jak Twoja Myszka @Przemozareagowałaby na taką propozycję

 

A sumując - umiesz liczyć, licz na siebie.

PS: U mnie, wydanie prawomocnego pozwolenia na budowę trwało prawie dwa lata, chociaż na początku zapowiadało się "bezproblemowo"...

PSS: Znajomy ożenił się, wziął kredyt na siebie, zbudował dom, dorobił dwójki dzieci (może nawet jego), po czym pojechał za pracą za granicę. Przysyłał żonie co miesiąc kupę kasy, dla niej, dzieci i na spłatę kredytu. Po trzech latach, bank sprzedał nieruchomość bo nie dostał żadnej raty - a żona się rozwiodła, i wystąpiła o alimenty (przedawnienie). Kasa którą dostała - zniknęła. Tyle, że bank nie okazał litości madce z dziećmi, i zlicytował z eksmisją. Do przemyślenia, jeśli ktoś pomyśli o ślubie.

 

Godzinę temu, Normalny napisał:

Pęknie to w końcu?

Przy planowanych wzrostach pensji minimalnej do 4000zł brutto? Nawet jeśli wartość rzeczywista mieszkań spadnie, to cena kupna/sprzedaży wyrażona w złotówkach - niekoniecznie.

Edited by Kespert
  • Like 3
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie wierzę, że to "wasze wspólne marzenie od lat", tylko skłaniam się do wniosku, że to jej marzenie, które zawirusowało w twojej głowie. 

 

Tobie jest wygodnie, jak jest, ale to "kolejny krok" ku szczęściu 😆 

 

Przejebane. Osobiście bym nie brał żadnego kredytu z kobietą, a już nigdy hipotecznego, ale co kto lubi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, mac napisał:

Nie wierzę, że to "wasze wspólne marzenie od lat", tylko skłaniam się do wniosku, że to jej marzenie, które zawirusowało w twojej głowie. 

 

Tobie jest wygodnie, jak jest, ale to "kolejny krok" ku szczęściu 😆 

 

 

Serio nie znacie gości, którzy woleliby mieć dom z ogródkiem niż mieszkanie w 11 piętrowym bloku? 😹

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 godzin temu, osadnik napisał:

Mieszkasz sam w domu? Jak ci się żyje? Czy wybudowałbyś dom sam dla siebie nie mając kobiety?

Duże mieszkanie. Sam dla siebie takiego dużego bym nie kupił, ale teraz tego nie żałuję i nie wyobrażam sobie mieszkania w mniejszym.

Mieliśmy kupować dom, na szczęście głównie ze względów finansowych nie wypaliło. W domu jednak nie chciałbym sam mieszkać, przynajmniej zaraz po rozstaniu byłoby to traumatyczne przeżycie i mógłbym sobie nie dać rady.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, mac napisał:

Nie wierzę, że to "wasze wspólne marzenie od lat", tylko skłaniam się do wniosku, że to jej marzenie, które zawirusowało w twojej głowie. 

 

Tobie jest wygodnie, jak jest, ale to "kolejny krok" ku szczęściu 😆 

 

Przejebane. Osobiście bym nie brał żadnego kredytu z kobietą, a już nigdy hipotecznego, ale co kto lubi. 

Nic na to nie poradzę, nie mam i nie chcę mieć wpływu na to, kto w co wierzy. 

Kilku z Was w komentarzach ma tendencję do uogólniania i ubierania innych w jakieś schematy i ramy pomimo tego, że kompletnie nie macie o danej osobie pojęcia. Tak, wiem, postępowanie facetów/białych rycerzy jest zawsze takie samo i zawsze są to pożyteczne głupki nadskakujące kobietom i liczące w zamian na dostęp do piczki.

 

Wytłumaczyłem kilka komentarzy wyżej dlaczego wspomniałem o ślubie - myślałem po prostu, że są możliwości sporządzenia aktu notarialnego w taki sposób, aby pomimo ślubu nie być stratnym. To już wyjaśnił mi @Zdzichu_Wawa, za co serdecznie dziękuję. I tym samym temat ślubu przestał być tematem branym przeze mnie pod uwagę. Jeśli chcecie nadal się tym jarać i podniecać - Wasze prawo i Wasza sprawa.

 

Moje życie i to, że w wieku 35 lat nadal jestem kawalerem i nie wjebałem się w żadne małżeństwo i pieluchy chyba trochę świadczy o tym, że używam mózgu zamiast fiuta przy podejmowaniu decyzji życiowych. 

Założyłeś, że dom to marzenie partnerki - mylisz się.

To moje marzenie od lat - przykro mi, jeśli uważasz to marzenie za wyłącznie "damskie".

 

Całe życie spędziłem w blokach, w skupiskach ludzi, którzy w 95% są debilami pozbawionymi krzty taktu, wychowania, umiejętności życia w społeczeństwie, obywatelskości czy jakichkolwiek innych pozytywnych cech. Banda debili uprzykrzających wszystkim dookoła życie. Z tego też powodu marzę o własnym niewielkim domu z garażem i ogrodem. Z dala od zgiełku miasta i ludzi, do których nie pałam zbytnio pozytywnymi emocjami.

 

Ktoś tam wspominał, że po co mi taka klitka - domek 80 - 90 m2. A na cholerę mi większy? Żeby szpanować? Żeby musieć sprzątać ogromne powierzchnie? Nie mam potrzeby mieć willi z basenem i z 15 łazienkami. Obecnie mieszkam w 53 m2 mieszkaniu, więc to już byłby znaczny przeskok. I dla mnie w zupełności wystarczający.

 

Dlaczego ludzie mają taki problem zaakceptować to, że inna osoba może patrzeć na pewne kwestie inaczej niż oni?

  • Like 7
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Przemo sam chciałbym postawić dla siebie jakiś domek też koło 80m. 

Obecnie mam mieszkanie 63m i to sporo miejsca jak dla mnie. 

 

Jednak ja nie widzę innej opcji niż zakup wszystkiego samemu. Nie chce się bawić w jakieś spółki z kimkolwiek. Doświadczenie braci z forum i nie tylko pokazuje, że nie jest to dobry pomysł. 

 

Nie odpowiedziałeś na pytania:

- ile spłaciliście swoich kredytów? 

- wartość rynkowa mieszkań?

- jak duży kredyt chcesz brać na dom?

- czy macie jakieś oszczędności?

- ile ze swojej pensji jesteś wstanie odkładać i ile partnerka?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszyscy już napisali co potrzeba. Ale dorzucę swoje 3 grosze.

 

Wybij sobie raz na zawsze "wspólne" kupowanie działki i "wspólną" budowę domu z niunią. Łaska niuni na pstrym koniu jeździ.

 

Znam przypadek z ostatnich dni, kiedy w 20 letnim małżeństwie nagle 40 letniej pańci odwaliło i chce jeszcze poużywać życia - wiadomo w jaki sposób....pruje się na lewo i prawo. Rozwód w przygotowaniu, rodzina rozwalona, podziały majątku itd.

 

Druga para, już po rozwodzie. Facet pracował dużo i miał sporo wyjazdów. Za namową pańci zwolnił się z tej pracy żeby być w domu i poszedł do roboty za 3 razy mniej. po 2 latach dogryzanie, brak szacunku bo zarabia mniej jak pańcia. Są już po rozwodzie. Pańcia oczywiście skoczyła na 4 literowej trampolinie awansując w pracy i mając kochanka szefa.

 

To już nie te czasy gdy można było w miarę bezpiecznie wziąć ślub i budować majątek małżeński, budować domy itd. Teraz instytucja małżeństwa została rozwalona przez chore prawo i zdziczałe feminazistki.

 

Mam pytanie - rodzice Twojej wybranki, jak tam jest w ich domu? Jak się do siebie odnoszą, kto jest głową rodziny itp...?

 

 

  • Like 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
21 minutes ago, Przemo said:

Ktoś tam wspominał, że po co mi taka klitka - domek 80 - 90 m2.

Moim zdaniem dla 2 osób 90 m2 to gruba przesada, ale co kto lubi :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
32 minuty temu, SSydney napisał:

@Przemo sam chciałbym postawić dla siebie jakiś domek też koło 80m. 

Obecnie mam mieszkanie 63m i to sporo miejsca jak dla mnie. 

 

Jednak ja nie widzę innej opcji niż zakup wszystkiego samemu. Nie chce się bawić w jakieś spółki z kimkolwiek. Doświadczenie braci z forum i nie tylko pokazuje, że nie jest to dobry pomysł. 

 

Nie odpowiedziałeś na pytania:

- ile spłaciliście swoich kredytów? 

- wartość rynkowa mieszkań?

- jak duży kredyt chcesz brać na dom?

- czy macie jakieś oszczędności?

- ile ze swojej pensji jesteś wstanie odkładać i ile partnerka?

Pozwolisz, że ze względów ostrożności nie będę podawał tak dokładnych danych publicznie? Rozumiem, że Twoją intencją jest to, aby mierzyć siły na zamiary. Myślę, że uspokoję Cię stwierdzeniem, że stronę finansową trzymamy w ryzach i mamy przeanalizowane nasze możliwości. Oczywiście bez kredytu się nie obejdzie, ale prędzej się zestarzeję niż zarobię na takie marzenie.

 

31 minut temu, rarek2 napisał:

Wszyscy już napisali co potrzeba. Ale dorzucę swoje 3 grosze.

 

Wybij sobie raz na zawsze "wspólne" kupowanie działki i "wspólną" budowę domu z niunią. Łaska niuni na pstrym koniu jeździ.

 

Znam przypadek z ostatnich dni, kiedy w 20 letnim małżeństwie nagle 40 letniej pańci odwaliło i chce jeszcze poużywać życia - wiadomo w jaki sposób....pruje się na lewo i prawo. Rozwód w przygotowaniu, rodzina rozwalona, podziały majątku itd.

 

Druga para, już po rozwodzie. Facet pracował dużo i miał sporo wyjazdów. Za namową pańci zwolnił się z tej pracy żeby być w domu i poszedł do roboty za 3 razy mniej. po 2 latach dogryzanie, brak szacunku bo zarabia mniej jak pańcia. Są już po rozwodzie. Pańcia oczywiście skoczyła na 4 literowej trampolinie awansując w pracy i mając kochanka szefa.

 

To już nie te czasy gdy można było w miarę bezpiecznie wziąć ślub i budować majątek małżeński, budować domy itd. Teraz instytucja małżeństwa została rozwalona przez chore prawo i zdziczałe feminazistki.

 

Mam pytanie - rodzice Twojej wybranki, jak tam jest w ich domu? Jak się do siebie odnoszą, kto jest głową rodziny itp...?

 

 

Rodzice partnerki są wieloletnim małżeństwem, w którym mama i ojciec są na właściwym miejscu we właściwych rolach. Gorzej to wygląda z mojej strony, bo przy niewielkiej rodzinie wszyscy są po rozwodach ;) 

I dziękuję bardzo - panowie pomogli mi już wybić sobie z głowy wspólne kupowanie czegokolwiek, no może poza marchewkami i pietruszką dla królików :)

Edited by Przemo

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Przemo napisał:

 

Założyłeś, że dom to marzenie partnerki - mylisz się.

To moje marzenie od lat - przykro mi, jeśli uważasz to marzenie za wyłącznie "damskie".

 

Całe życie spędziłem w blokach, w skupiskach ludzi, którzy w 95% są debilami pozbawionymi krzty taktu, wychowania, umiejętności życia w społeczeństwie, obywatelskości czy jakichkolwiek innych pozytywnych cech. Banda debili uprzykrzających wszystkim dookoła życie. Z tego też powodu marzę o własnym niewielkim domu z garażem i ogrodem. Z dala od zgiełku miasta i ludzi, do których nie pałam zbytnio pozytywnymi emocjami.

 

Ktoś tam wspominał, że po co mi taka klitka - domek 80 - 90 m2. A na cholerę mi większy? Żeby szpanować? Żeby musieć sprzątać ogromne powierzchnie? Nie mam potrzeby mieć willi z basenem i z 15 łazienkami. Obecnie mieszkam w 53 m2 mieszkaniu, więc to już byłby znaczny przeskok. I dla mnie w zupełności wystarczający.

 

Dlaczego ludzie mają taki problem zaakceptować to, że inna osoba może patrzeć na pewne kwestie inaczej niż oni?

Nawet nie wiesz jak Cię rozumiem. Ja też praktycznie całe dorosłe życie spędziłem w blokach, za każdym razem gdy dymałem z siatkami na 3 piętro, mijałem gówniaków drących ryja na klatce, zgłaszałem policji kolejne opierdolenie piwnicy, wysłuchiwałem ukraińskich pieśni o 1 w nocy albo wiercenia o 7 rano, to coraz bardziej chciałem stamtąd uciec. Dom z ogrodem, to był cel i marzenie.

Nie wiem skąd na tym forum taka idea, że o domu marzą tylko baby?

Mnie się udało osiągnąć cel razem z żoną, mamy prawie spłacony dom (zostały 3 lata bez miesiąca), żona włożyła w to msrzenie nawet chyba więcej niż ja w ogólnym rozrachunku (nie tak znowu wiele ale jednak) i powiem Ci, że byłbym mega nieszczęśliwy gdybym musiał kiedyś wracać na bloki.

Warto było choć tu na forum to niepopularna teza, warto było, nawet z żoną ;)

Ale każdy ma inną sytuację, każdy musi to rozpatrywać pod swoim kątem.

  • Like 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
15 minut temu, Nocny Konwojent napisał:

Nie wiem skąd na tym forum taka idea, że o domu marzą tylko baby?

Dokładnie. Mieszkałem w klitkach 20,40 metrowych i miałem z czasem dosyć. Ja lubię przestrzeń i spokój, gdy ludzie się nie mijają za blisko : )) Osobny gabinet, osobna biblioteka itd.

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Też mam partnerkę z małą zdolnością kredytową (za to ma inne). Dlatego wybudowałem dom sam a ona mieszka u mnie. Może sprzedaj auto (+30k, kup coś za -10k). Sprzedaj część RTV/AGD (powiedzmy pół). Z 35k w kieszeni możesz zacząć rozglądać się za działką budowlaną (masz na wkład własny). Gdy już będziesz mieć działkę dogadujesz ekipę/dewelopera na budowę. Sprzedajesz swoje mieszkanie, spłacasz kredyt, pozostałą kasę bierzesz na budowę (czy wkład własny). Dobra ekipa postawi ci chatę w jeden sezon. W tym czasie mieszkasz(cie) u niej albo wynajmujesz (wersja extreme kupujesz domek holenderski za 5k i stawiasz na działce).

Mogę mówić za siebie tylko, gdy nie ma wspólnoty majątkowej, pani mieszka u ciebie a ty zarabiasz 2x tyle co ona dynamika związku jest fajna. Jesteś panem domy (bo jest twój), sceny, fochy są nie do pomyślenia bo masz prawo natychmiastowej eksmisji. Polecam.   

5 hours ago, Przemo said:

Całe życie spędziłem w blokach, w skupiskach ludzi, którzy w 95% są debilami pozbawionymi krzty taktu, wychowania, umiejętności życia w społeczeństwie, obywatelskości czy jakichkolwiek innych pozytywnych cech. Banda debili uprzykrzających wszystkim dookoła życie. Z tego też powodu marzę o własnym niewielkim domu z garażem i ogrodem. Z dala od zgiełku miasta i ludzi, do których nie pałam zbytnio pozytywnymi emocjami.

 

Ktoś tam wspominał, że po co mi taka klitka - domek 80 - 90 m2. A na cholerę mi większy? Żeby szpanować? Żeby musieć sprzątać ogromne powierzchnie? Nie mam potrzeby mieć willi z basenem i z 15 łazienkami. Obecnie mieszkam w 53 m2 mieszkaniu, więc to już byłby znaczny przeskok. I dla mnie w zupełności wystarczający.

Doskonale rozumiem ten sentyment. Z domkiem 80m2 wystarczy zrobić porządny strop, podwyższyć ściankę kolankową i bardzo łatwo zwiększyć powierzchnie o kolejne 60m2 (bez skosów) gdy jest kasa na to. Chcesz garaż, możesz dobudować (no chyba ze kupiłeś działkę typu RODo 500m2). Składzik, taras, jakiś mały basen, żaden problem.

 

Duży plus domu to nie powierzchnia ale prywatność (puszczam muzykę na max po 22 i się nie przejmuje). Salon z wyjściem na ogród. Cisza. Moja sypialnia jest jak grobowiec.

On 2/4/2020 at 1:03 PM, Przemo said:

mam niewielki 80 - 90 m2 domek szkieletowy drewniany

Wiem, że w USA czy Kanadzie domy szkieletowe to standard. Zastanawiałem się kiedyś nad tym ale co mnie odstraszyło to to, że w mojej okolicy taki domek spłonął doszczętnie. Wiem, że pożar może być wszędzie, ale w domu murowanym jest mniejsza szansa rozprzestrzenia się pożaru. Jeśli będę miał pożar w kotłowni trochę zajmie czasu żeby ogień przepalił 12cm silki, z drewnem co innego.

On 2/4/2020 at 1:03 PM, Przemo said:

8. Wybiegając nieco w przyszłość i nieco filozofując - Bracia, realnie, któryś z Was zakłada że dożyje do 80, 90 roku życia? Bo ja nie. Jak dociągnę do 70 to będzie pewnie maks przy moim zdrowiu i trybie życia. Do tego system emerytalny i NFZ, które zapewne do tego czasu klękną. A po za tym nie chcę dłużej ciągnąć bo i po co? Żeby żyć o kromce chleba i szklance wody na starość? Potomstwa nie planuję, więc mam w dupie spadki i żarcie się w rodzinie - czyli to, co stanie się z tym domem po mojej śmierci (spokojnie bank może sobie go przejąć z powrotem). Jestem na półmetku tego wieku, więc aby dostać kredyt 30-letni zostaje mi 5 lat na decyzję.

W mojej okolicy są dwa domy, które sprzedały wdowy po panach którzy je budowali ale nie dożyli przeprowadzki. Smutne ale żyjemy krócej zwłaszcza jeśli jesteśmy dobrymi "końmi pociągowymi".

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ona ma się czuć jakbyś w każdej chwili mógł powiedzieć jej WON Z DOMU 

 

Oboje będziecie szczęśliwi ;)

 

 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By dyletant
      Na kanwie wielu lat doświadczeń, przyszło mi zobaczyć wielu rzeczy których wcześniej nie widziałem i zrozumieć, to czego dotąd nie rozumiałem.
       
      Kiedy w życiu codziennym dzieliłem się swoimi poglądami, ludzie zazwyczaj reagowali niezrozumieniem, dyskredytowali mnie w dalszej opinii lub dystansowali się do mnie - dlatego postanowiłem zrobić mały spis treści, dla początkujących, którzy nie są pewni co do dam które poznają i które ich oczarowują i z którymi chcą się wiązać.
       
      Miłość... do mnie bardziej przemawia haj hormonalny, bo jak wiemy... komputer nie składa się tylko z części - uruchamia go system, czyli szereg zachodzących w nim procesów, złożonych w podzespołach.
      A więc do rzeczy.
       
      Kobiety bardzo skrupulatnie dbają o tajemnice i nie czują wstydu w chwili gdy powinno się go czuć - nawet kiedy złapiesz je za rękę na zdradzie - czują że po prostu wpadły, nie analizują czy zrobiły coś nie tak - po prostu winni są ci, którzy ją nakryli.
      Dlatego to co dla nas jest moralne - dla nich jest furtką do przemycenia czegoś.
       
      Etapy jakie można zaobserwować u płci przeciwnej już od najmłodszych lat, oraz sprawy na które trzeba zwrócić uwagę podczas wiązania się z jakąkolwiek kobietą:
       
      - relacje jej rodziców oraz sposób w jaki żyją -> jeśli są rozwiąźli - dziecko wychowane w takim domu dostaje predyspozycje aby również być rozwiązłym, ponieważ w wieku nabywania wzorców, chłonie zachowania najbliższych jak gąbka
      - relacje z byłymi partnerami oraz orbiterami -> mogą być nimi ex lub całkiem nowi/nieznani panowie, jednak dla niej wzbudzający wystarczająco dużo zaufania aby im się oddać (najlepiej to zauważyć w okresie urodzin/świąt/sylwestra)
      - słabość do błyskotek -> partnerka gromadzi rzeczy i robi z nich ołtarzyk, w moim przypadku były to także prezenty od jej eks-partnera
      - kolczyki, tatuaże -> świadczą o kompleksach, mają na celu zakrycie szpetnych (jej zdaniem) partii ciała i zwrócenie na siebie uwagi poprzez kontrowersje - o kolczyku w języku chyba nie muszę pisać)
      - nowa i seksowna bielizna -> której nie widzisz na ciele partnerki, ale widzisz w jej garderobie (najczęściej przeznaczona dla kogoś innego)
      - nadmierne dbanie o swój wygląd -> w sytuacji kiedy jej na to nie stać albo kiedy mówisz jej wprost, że podoba ci się taka jak jest (przedłużanie rzęs, fitness, spa, solarium, zakupoholizm)
      - głupawe koleżanki/samotne madki którym nie wyszło -> jeśli ich wpływ jakkolwiek ingeruje w wasze relacje, to świadczy to o niedojrzałości partnerki, ponieważ wasz związek to wasze pomyłki i nauki
      - skłonność do nadużywania alkoholu -> często to tylko kieliszek na rozluźnienie, potem drugi jak śpisz, a gdy się budzisz okazuje się że nie am butelki. Bardzo często jest to spowodowane nadużywaniem alkoholu w rodzinnym domu.
      - ukrywanie treści rozmów, kontaktów (komunikatory etc...) -> każdy ma prawo do swobodnej wypowiedzi z kim chce - dziwne tylko, że najbardziej zabiegają o to osoby, których relacje po jakimś czasie sprawiają zawód innym.
       
      To tylko ogólne znaki rozpoznawcze, których się nauczyłem podczas wieloletnich batalii.
      U jednych są to "paranoje", podczas gdy u innych są to granice nie do przekroczenia, dlatego największy nacisk kładłbym jednak na konfrontacje z rodzicami.
       
      Z jednej strony można się przekonać w jaki sposób jest przedstawiany i traktowany mężczyzna w rodzinnym domu (będziesz tak samo traktowany), a także dowiedzieć się czy roszczenia wobec przyszłego zięcia nie są zbyt wygórowane.
      Zazwyczaj założenie drugie jest konsekwencją pierwszego - wtedy należy przeanalizować wkład drugiej strony i sens związku. Jeśli to tylko ty masz być wołem - należy się ewakuować.
       
       
      Jednym słowem, jeśli zachodzą sytuacje a dodatkowo masz ku temu przesłanki, w których twoja intuicja podpowiada ci, że nie czujesz wymierności tego co dajesz i robisz w związku, to na pewno jest coś -
      o czym twoja partnerka ci nie mówi: należy to zweryfikować w trybie natychmiastowym.
       
      Kobiety:
      a) wykorzystują słabości mężczyzn
      b) wykorzystują zasoby mężczyzn
      c) wykańczają ich emocjonalnie - żerując na nich, a także narzucając im wymagania pokroju szantażu, co bardzo często w sposób powolny doprowadza do ich agonii.
       
      Miałem kolegę, który się zapił na śmierć (40 lat) - okaz zdrowia, ale od czasu urodzenia dziecka, miał strasznie suszoną głowę przez teściów u których mieszkali. Jego praca, była niestety mobilna, toteż nieobecność dawała znakomitą okazję do tworzenia romansów. Jego żona notorycznie poddawała się podpuszczeniom własnej siostry, oraz matki - ojciec nie miał w domu nic do gadania - był od robienia. Jego żona, skumulowała w sobie jego negatywne cechy - oczywiście tylko i wyłącznie na potrzeby usprawiedliwienia swojej niewierności - po czym wyszła z propozycją rozwodu i zamieszkała z kim innym. Od kiedy pamiętam, facet starał się o częste widzenia z synem, był do niego przywiązany, a ta marna kobieta rozbiła szanse na normalny związek, wplątując zazdrość i osobę trzecią...
      Na pogrzebie każdy się od niej odsuwał, ale ona sama miała swoją teorię śmierci mojego kolegi a swojego męża  - problem trwał od dawna.
       
      Nie było by w tym niczego dziwnego, gdyby to były sprawy otwarte, o których się mówi i które zobowiązują płeć przeciwną do lojalności, wierności i wdzięczności pod warunkiem kary - ale tak niestety u nas nie jest (chyba że udowodnisz komuś zdradę ale nawet wtedy kara jest zdecydowanie mniej adekwatna do zniszczeń psychicznych).
       
      Kobiety mają na celu 2 rzeczy:
      1. Od młodości dobrze się bawić czyimś kosztem.
      2. Kiedy już minie im ochota na zabawę - założyć rodzinę, czyli złapać kogoś w swoje sidła i próbować żyć dwoma podpunktami naraz - mówię tu o większości, nie o wszystkich.
       
      Są doskonale przekonane o swojej wyjątkowości, z punktu widzenia biologicznego - natura ulokowała nas w pozycji podrzędnej, chociaż zdarzają się przypadki, w których to samica wręcz prosi o kopulowanie z samcem, jednak z powodu nadmiernej ilości adoratorów - zdarza się to stosunkowo rzadko.
       
      O samotnych matkach nie będę nawet pisał - bo forumowa statystyka pokazuje, że to bardzo zły wybór, który generuje dodatkową frustracje u mężczyzn z dobrymi intencjami.
       
      W jednej ze swoich audycji Marek powiedział coś, co pokrywa się z moim poglądem wobec osób, które lubieżnie czyhają nad czyimś ulem (metafora!).
      Od wielu lat, przez pewną kobietę odcinałem się od znajomych, którzy mieli z nią kontakt ale nieoficjalnie. Oczywiście że to głównie jej wina = suka nie da - pies nie weźmie, ale jeśli masz kumpla którego dupa cię adoruję - to licz się z tym że jeśli kumpel o tym nie wie, a się dowie o odwzajemnionym impulsie wobec jego partnerki - kumpla nie będziesz miał - a on związku prawdopodobnie też.
      Czy dużo tracisz?
      Na pewno w swoim środowisku możesz stracić wszystko, ale nie musisz. Jeśli otaczasz się debilami bez zasad, a można to zaobserwować bardzo szybko - to nie, jeśli są to mądrzy ludzie to tak. Ale nie oszukujmy się...
      Nikt też nie będzie darzył zaufaniem (o szacunku już nawet nie wspomnę) kogoś kto za plecami sięga po jego.
    • By Perun82
      39 proc. Polek miało tylko jednego partnera, a 16,5 proc. Polaków jedną partnerkę. "To niedobrze, bo ta blisko połowa kobiet nie ma bladego pojęcia, do czego jest stworzone ich ciało, co potrafi, co mogłyby przeżywać" - mówi Katarzyna Miller
       
      https://kobieta.onet.pl/kiedy-kobieta-ma-wielu-kochankow-wywiad-z-katarzyna-miller/nx56sk6
       
      I wszystko jasne
    • By tomekbat
      Zapraszam panie i panów do komentowania artykułu z WP. Biedna uciemiężona patriarchatem kobieta dostała ultimatum od męża, że ma pracować, a jeśli nie chce pracować to niech urodzi dziecko. Właściwie to z przyjemnością przyjęła patriarchat gdy mąż ją utrzymywał... ale kto by tam zwracał uwagę na szczegóły, wiadomo, że to mąż tłamsi potencjał kobiety i nie pozwala jej się rozwijać  
       
      @Androgeniczna @deomi 
    • By Morfeusz
      Ciekawa opowieść z profilu MGTOW Polska na pejsbooku. O tym jak wygląda życie w związku w Polce, u znajomych autora opowieści. Historie "beciaków", którzy będąc prawdziwymi przegrywani, nadal tkwią w Matrixie i chorych związkach ze swoimi samicami. Uwarunkowani kulturowo, zaprogramowani do roli bankomatów. Wystarczyło trochę alkoholu, aby zaczęli opowiadać jak to wygląda naprawdę, z ich perspektywy.
       
      Cytuję:
       
      Wczorajsze spotkanie ,,po latach" z kolegami z licealnej klasy. Jedna litrowa Finlandia na pięciu (starość, k...). Dwóch kolegów zaręczonych, dwóch już po ślubie, jestem jedynym singlem na ,,imprezie". Po 21 zaczyna się wylewanie żali.
      Osoba 1: ,,Nie mam praktycznie nic do powiedzenia w związku. Za każdym razem jadę do niej, bo ona twierdzi że prawdziwa kobieta nie jeździ do faceta. Na randkach siedzimy z jej rodzicami i oglądamy telewizor, no chyba że ja zapłacę za wczasy i gdzieś pojedziemy. Ale nic z tym nie robię, bo gdzie ja w tym wieku znajdę inną dziewczynę? Zresztą już ślub w drodze".
      Osoba 2: ,,Generalnie dramat. Szukam tylko najmniejszej sposobności, żeby pobyć chwilę samemu w mieszkaniu. O wszystko cały czas awantura, jak próbuję się postawić to jest foch. Seksu zero". Na pytanie czego w takim razie nic z tym nie zrobi kolega odpowiada cierpko: ,,A co by teraz powiedziała MOJA MATKA gdybyśmy się rozstali przed ślubem"?
       
      Żonaci koledzy nawet już nie walczą w dyskusji. Pokornie przyjmują swój los i cierpko przełykają kolejne kieliszki czekając na wyrok, który niechybnie wkrótce nastąpi. I nastąpił. Po 22 nerwowo odbierają telefon, po ich minach i stłumionych odgłosach dochodzących z drugiej strony wnioskuję, że właśnie słyszą coś w stylu ,,Gdzie się kurwa szlajasz????!!!! Ja tu siedzę sama, a ty się bawisz. Kawaler kurwa jesteś???!!!!". Wiem już, że za chwilę kumpel sięgnie po kurtkę i smutnym głosem oznajmi ,,Panowie, muszę się zbierać". Intuicja nie zawiodła.
       
      I najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że zostałem nieformalnie uznany za największego przegrywa na imprezie, i to pomimo faktu, że mam najlepszą pracę, często podróżuję, rozwijam swoje pasje i generalnie cieszę się życiem. ALE NIE MASZ DRUGIEJ POŁÓWKI!!!! No faktycznie, dzisiaj kupiliśmy litra.
       
      Panowie, nie dajcie sobie wmówić że jest coś z Wami nie tak tylko dlatego, że nie dajecie traktować się jak bankomat lub jak animator czasu wolnego. Przyszłość należy do Was. No chyba, że wspaniałomyślnie chcecie dać zarobić swojemu prawnikowi na rozwodzie.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.