Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

Zna ktoś w swoim otoczeniu (rodzina, bliscy znajomi)

POWTARZAM W OTOCZENIU, OBSERWOWANY PRZEZ WŁASNE OCZY PRZEZ DŁUŻSZY OKRES

bądź jest w takim związku w którym oboje ludzi angażuje się uczuciowo w równym stopniu i im się to nie rozlatuje i dodatkowo faktycznie są tam uczucia i pożądanie, jeśli tak proszę podać staż związku i powód dlaczego taki związek działa?

 

Co przeżyliście, co widzieliście?

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Bruxa napisał:

Zna ktoś w swoim otoczeniu (rodzina, bliscy znajomi)

POWTARZAM W OTOCZENIU, OBSERWOWANY PRZEZ WŁASNE OCZY PRZEZ DŁUŻSZY OKRES

Tego nie widać. Niektóre związki mogą się wydawać super udane a naprawdę prywatnie jest beznadziejnie. 

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cztery lata związku, równe zaangażowanie. Liczy się to co dla siebie robimy, nie gadamy o miłości itp. Ja nie mam uczuć (mam myśli :), ona introwertyczka.

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

W moim nieidealnym świecie być może jest taki związek oparty na równej budowlace uczuciowej, nie mylić z nieruchomościami, ale nigdy się z tym osobiście nie spotkałem, gdyż takie coś istnieje tylko w androgenicznej bańce;)

  • Haha 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawa sprawa, z tego, co sobie pogrzebałem w pamięci, to chyba z czymś takim się nigdy nie spotkałem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Raczej obserwuje zmienne zaangażowanie. Najpierw zależy komuś mocniej później ta osoba która była zaangażowana mocniej "wypala się" jakby z energii i następuje odwrót czyli ta co była mniej zaczyna gonić za tym co się "wypalił" choć też nie zawsze.

Share this post


Link to post
Share on other sites
24 minuty temu, Bruxa napisał:

bądź jest w takim związku w którym oboje ludzi angażuje się uczuciowo w równym stopniu i im się to nie rozlatuje i dodatkowo faktycznie są tam uczucia i pożądanie, jeśli tak proszę podać staż związku i powód dlaczego taki związek działa?

Nie chciałam ale się wypowiem. 

Sama znam kilka takich małżeństw które są od lat razem i wyglądają na naprawdę szczęśliwe. Być może się mylę gdyż wiadomo co innego widać na zewnątrz a co innego może byc w środku.

Co do mojego związku i powodu że działa.

Po pierwsze partner musi się podobać. To jest najważniejsze bo bez tego nie będzie pożądania. Spotykałam na swojej drodze mężczyzn którzy mi sie podobali... ale niestety po kilku randkach nie pasowali z charakteru, usposobienia. Wiele kobiet w tym przypadku idzie do łóżka albo mimo wszystko próbuje tworzyć związek. Ja nie. Odpuszczałam i szukałam dalej. Jak mojego poznałam to na początku kilka mc przyjaźniliśmy sie. Okazało się że mamy takie same plany, nasze charaktery nam pasują, super spędza się nam wolny czas i co najważniejsze podobamy się sobie. Myślę że to najlepiej buduje związek. Bycie najlepszym przyjacielem plus pożądanie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
37 minut temu, Androgeniczna napisał:

Niektóre związki mogą się wydawać super udane a naprawdę prywatnie jest beznadziejnie.

8 minut temu, Androgeniczna napisał:

Sama znam kilka takich małżeństw które są od lat razem i wyglądają na naprawdę szczęśliwe

Ja bym nawet powiedział, że to częstsze niż się może wydawać. To się nazywa "pranie brudów, we własnym" domu.

Jak jest naprawdę, to nigdy nie dojdziesz, póki z kimś nie pomieszkasz. Przy ludziach, wystarczy, że jedna strona nie będzie

prowokować kłótni i już z pozoru może być wszystko fajnie, a jeśli dwie osoby dbają o to, żeby nie pokazywać, jak jest na prawdę,

to już prawie niemożliwe coś zauważyć, chyba, że przypadkiem.

 

Kiedyś przy stole świątecznym zapytałem wujka i ciotkę, jak oni to robią, że się tak dobrze dogadują..

Skończyło się kłótnią, bo się okazało, że jednak się nie dogadują :)

Wydaje mi się, że udane związki, to takie, w których obydwie strony umieją jakiś sposób radzić sobie z problemem

"chowania urazy".

Edited by StatusQuo

Share this post


Link to post
Share on other sites
26 minut temu, Krugerrand napisał:

budowlace uczuciowej, nie mylić z nieruchomościami,

Ahh to Twoje szerokie pojęcie o budowlance :). Widać że siedzisz w branży hahah :) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

  Nie zdarzyło mi się być w takim związku, ale nie neguje ich istnienia. U mnie w każdej sytuacji było podobnie (dlatego też coraz częściej myśle nad psychologiem bo może coś ze mną nie tak) że na początku oczywiście wszystko extra super, pożądanie jest i w ogóle.

   Z czasem jak stawiam się kiedy panna zaczyna mi ograniczać moją strefe prywatności, czy też jest gadka odnośnie dzieci i tłumacze, że mam wadliwe geny, że obciążony jestem od urodzenia wadą serca i że lekarz powiedział, że jest mega gigantyczna szansa, że dziecko by ją miało to zaczyna się równia pochyła w dół , że jakim to jestem egoista i samolubem, że nie dbam o potrzeby drugiej osoby i takie tam... no i ostatecznie nadchodzi ten dzień, kiedy słucham wywodu jaki to jestem fe i że ona nie może tak dalej żyć i że odchodzi.

   Także może i takie związki są- ja takiego niedoświadczyłem.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

:) 

 

Cytuję Ciebie @Bruxa:

Dlatego jak dla mnie atrakcyjność fizyczna + bycie sexy to nadal za mało na sukces w miłości, jeszcze trzeba mieć roszczeniowe podejście do ludzi, więcej brać niż dawać.

Ja odpisałem Ci:

Zastanów się nad tym co tu napisałaś @Bruxa 

 

Faktycznie się zastanowiłaś i nawet zapytałaś na forum, jednak uważam że zadałaś te pytanie w niewłaściwy sposób i w nie właściwym miejscu oraz podeszłaś do tematu, od złej strony.

 

Bo zobacz, te forum to jedna wielka kopalnia ludzi pokrzywdzonych przez jedną bądź drugą stronę, wielu tu przychodzi powyżywać się na kobietach a kobiety z drugiej strony w znacznie mniejszej ilości szukają jakiś swoich odpowiedzi na zrozumienie mężczyzn i co nami kieruje. Dlatego też zapytałaś mądrze i intrygująco "czy znacie takich i takich" ja odpowiem Ci za wielu i za siebie - nie, nie znamy @Bruxa bo nie mamy skąd czerpać wzorców. TY i ja jesteśmy z pokolenia, które jest totalnie zagubione w relacjach męsko/kobiecych. Jest to celowy zabieg, Ty nie jesteś uczona jak być kobietą pożądaną przez wartościowych mężczyzn by takowych przyciągać a ja jak być atrakcyjnym dla wartościowych kobiet. Natomiast powiem Ci co mi się udało zrozumieć i dlaczego zadałem Ci tą zagwozdkę :) 

- atrakcyjność fizyczna jest ważna, bycie sexy jest ważne - i tak to prawda to za mało by odnieść sukces w miłości (między nami mówiąc tam nie ma miłości tylko pożądanie, dopamina - chemia), w drugiej części w mojej ocenie popełniłaś błąd w rozumieniu, ponieważ - nie masz prawa niczego żądać czy mieć roszczeń od drugiej osoby, nawet od najbliższej, czy to córki, syna albo męża, można mieć tylko nadzieję lub poprosić. Roszczenia stanowią energię odpychającą :) 

Druga część zdania "więcej brać niż dawać" - by związek w mojej ocenie miał szansę powodzenia i był zbudowany na odpowiednich strukturach, wpierw musisz pokochać siebie @Bruxa, bez tego zawsze będziesz szukać dopełnienia w kimś a nie dzielić się pełnią. Możesz znaleźć kogoś "wybrakowanego" bo wszak nikt z nas nie jest perfekcyjny ale musi być świadomość tego, że będziecie swoje wady i zalety uzupełniać oraz tak czy siak być szczęśliwymi nie zależnymi bytami od siebie - nie ma innej opcji na udany związek, według mojej aktualnej wiedzy. Jeśli wchodzisz "needy" czy też by ta osoba druga Cię dopełniła to stracisz i tą osobę i siebie ( @Eleanor ? ;) )

A więc bądź szczęśliwa sama ze sobą, miej cele marzenia, znajdź drugą osobę, która również je ma (nie musi być królewiczem a jest wręcz wskazane by nim nie był/a! ) idźcie i patrzcie w podobnym a najlepiej tym samym kierunku. Trzymajcie się za ręce w obliczu smutku i radości, wspomagajcie się i dawajcie sobie mniej więcej po równo, czasem Ty będziesz potrzebować więcej uwagi a czasem ja to całkowicie normalne gdy np zachoruję ale koniec końców relacja winna być w środku. 

Branie więcej niż dawanie to pasożytnictwo, dawanie więcej niż branie to oddawanie siebie i poczucie krzywdy czyli zabieranie sobie (Stefan ale Ty się chamie nie myty zmieniłeś, kiedyyyyyś to byyyyłooo)

Postawa w, której jedna strona np kobieta chce więcej brać nieustannie niż dawać sprawi, że facet wycofa uczucie bo będzie czuł się wykorzystywany dlatego odradzam taką postawę.  

 

@Bruxa 

Nie szukaj na forum potwierdzeń swojej tezy, bo to złe miejsce szukaj kogoś podobnego do Ciebie ale takiego, który Cię uzupełnia gdzie razem tworzycie zespół. Nie szukaj księcia tylko go stwórz a tym samym stworzysz królową. A tutaj dziś akurat pojawił się taki wpis na grupie we fejsie "świadomość związków":

 

Mateusz Grzesiak: psycholog

"Zdradzę Ci pewien sekret

Chwal go, że jest świetnym ojcem zawsze, gdy jest razem z dzieckiem, a nie tylko, jak zrobi z nim lekcje.

Przytulaj go najbardziej wtedy, gdy rzuca ku**ami i krzyczy, że za***ie, a nie tylko jak Ci zrobi prezent.

Powiedz mu, że uwielbiasz się z nim kochać nie w nocy po paru orgazmach, ale gdy akurat wychodzi rano do pracy.

Dzwoń do niego bez żadnego powodu mówiąc, że chciałaś go usłyszeć a nie jedynie, by załatwić jakąś sprawę.

Zapytaj go o to, jak Ci się podoba w jakimś ciuchu by poznać jego szczerą opinię, a nie ugrać komplement.

Wyraź zaniepokojenie, gdy się o niego martwisz i nie słuchaj, gdy mówi że jest ok i nic nie potrzebuje.

Powiedz mu wyraźnie, czego oczekujesz i życzliwie o tym przypominaj, zamiast liczyć na jego domysły.

Nie pomagaj mu w jego pracy, tylko rób swoje i realizuj wspólne obowiązki, jak na partnerów przystało.

Kochaj go za to kim jest, a nie za to co robi.
Podziwiaj go za charakter, a nie tylko za osiągnięcia.
Rozmawiaj z nim z zasady, a nie tylko w potrzebie.
Wspieraj w każdej chwili, a nie tylko gdy cierpi.

Zdradzę Ci pewien sekret.

Ty nie potrzebujesz księcia z bajki.

Ty potrzebujesz zobaczyć w mężczyźnie człowieka.

I dopiero wtedy, gdy poczuje się kochany, akceptowany, bezpieczny i wystarczający... Gdy nie będzie już musiał zdobywać, udowadniać, pokazywać i wygrywać...

Stanie się królem u boku swej królowej i razem stworzą prawdziwe królestwo."

 

 

Wszystko co tu napisałem w zasadzie to nauki naszych przodków, nic odkrywczego, po prostu na nowo odkrywamy koło, po wiekach ciemnoty. 

 

58 minut temu, Bruxa napisał:

jeśli tak proszę podać staż związku i powód dlaczego taki związek działa?

Związki działają, jeśli zostały zawarte z właściwych powodów a nie np wypełnieniu samotności czy wybraniu kogoś jako koło zapasowe.

 

Ale nade wszystko, najważniejsze jest pokochanie siebie u uznanie w sobie partnera bo z tą osobą, spędzisz całe życie. Gdy "poślubisz siebie" jesteś gotowa poślubić czy poznać innych, takimi jakimi są, wtedy ich akceptujesz i masz szansę na poznanie. Nade wszystko należy człowieka poznać bez masek, dlatego poznanie drugiego to praca i trud by dokopać się - tam głęboko. 

Dzisiejszy świat @Bruxa to związki typu fast food, patrzymy na opakowania a nie na to co jest w środku, starsi ludzie mieli lepsze związki bo najczęściej też mieli wspólne ciężkie przeżycia i wiedzieli, że mogli liczyć tylko na siebie ale nawet oni nie wchodzili w związki z dobrych powodów, dlatego my szukamy i będziemy znajdować odpowiedzi. A tu masz ode mnie kilka - mam nadzieję celnych wskazówek.

 

Powodzenia i owocnych poszukiwań :) 

 

 

 

Edited by SzatanKrieger
  • Like 4
  • Thanks 2
  • Sad 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, SzatanKrieger napisał:

Bo zobacz, te forum to jedna wielka kopalnia ludzi pokrzywdzonych przez jedną bądź drugą stronę, wielu tu przychodzi powyżywać się na kobietach a kobiety z drugiej strony w znacznie mniejszej ilości szukają jakiś swoich odpowiedzi na zrozumienie mężczyzn i co nami kieruje.

To samo pomyślałam jak przeczytałam ten temat.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak znałam taki związek. Związek moich dziadków. Nie idealizuje go. Ale Oni świetnie się dogadywali. Nie pamiętam, żeby się kłocili. Może to magia tego, że oboje byli aktywni zawodowo. Że nie mieli czasu i sposobności na zdrady :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co do otoczenia to się nie wypowiem, bo skąd mam wiedzieć jak jest od wewnątrz. Obserwacji i pięknych obrazków na instagramie nigdy nie biorę za pewnik, od siebie tylko życzę by było tak pięknie jak ktoś przedstawia. Myślę, że każdy związek ma swoje lepsze i słabsze strony i nie ma par jak z bajek Disneya. Sama jestem w czteroletnim już związku od najmłodszych lat. Mamy swoje wzloty i upadki, przeżyliśmy wspólnie sporo i raczej na siłę nie udajemy jacy jesteśmy idealni. Funkcjonuje to, ponieważ mamy bardzo podobne spojrzenie na świat, wspólny cel, wspieramy się w gorszych momentach, czasem też kłócimy, nie spędzamy każdej chwili razem, dajemy przestrzeń drugiej osobie. To co ja robię w kierunku tego by funkcjonowało to przede wszystkim nie pytanie koleżanek o rady. Nie jest to związane z tym, że z góry uważam drugą kobietę za wroga ale po prostu nasze funkcjonowanie prowadzi do komplikowania spraw i też czasami porównywanie przez kobiety związków z serialami. Powiesz co się stało, to kobiety się nakręcają, dlatego polecam rozwiązywanie spraw tylko wspólnie, bez czyjejś ingerencji. Oczywiście warto brać kogoś opinię pod uwagę, bo czasem jesteśmy ślepi ale też mieć własny rozum i prowadzić związek według wizji tych dwóch osób zainteresowanych. Plus pracować nad sobą, być indywidualnością, nie spoczywać na laurach i mieć na uwadze, że ludzi zawsze można stracić. Dla mnie kolejna receptą jest również nie porównywanie się, że Basia to dostaje kwiaty, a ja nie. To kolejna spirala nakrecania się i sabotażu własnego związku, gdyż tak jak pisałam wcześniej każdy związek jest inny i to jest fajne. Często ludzi którzy się kłócą z góry uznajemy za nieudaną relację ale kto wie, może to świadczy o tym, że im jeszcze zależy i coś tam próbują. Nie mówię oczywiście o toksycznych kłótniach i nawalaniu na siebie dzień w dzień. Długotrwałe relacje są bardzo skomplikowane do utrzymania, bo ludzie mają różne potrzeby, różne wzorce, różny wygląd i do tego stale się zmianiamy. Jak dla mnie staruszkowie trzymający się za rękę to sztos ale może to tylko obrazek.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja jestem w takim związku. 

W poprzednich relacjach zawsze ja byłam dawcą, trafiałam na jakiś gości z problemami i niepoukładaną przeszłością ( maminsynek, żołnierz po misjach, problemy rodzinne itp).

 

Czemu oboje mamy taki sam wkład?

Bo mam szacunek do siebie, bo nie mam za sobą żadnego bagażu itd, i mój ma tak samo. Wszystko poukładane w głowie i oboje kochamy życie takie jakie jest. ;) 

 Jest szczerość, miłość, szacunek, zaufanie i pożądanie. 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
56 minut temu, Orybazy napisał:

Cztery lata związku, równe zaangażowanie. Liczy się to co dla siebie robimy, nie gadamy o miłości itp. Ja nie mam uczuć (mam myśli :), ona introwertyczka.

Dokładnie, ja też na latam za małżą z kwiatami, a ona nie deklaruje mi miłości 3 razy dziennie. Ważne co się robi nie gada.

A czy mamy równe zaangażowanie? Chyba tak ale jak to niby zmierzyć?

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Lalka napisał:

Czemu oboje mamy taki sam wkład?

Bo mam szacunek do siebie, bo nie mam za sobą żadnego bagażu itd, i mój ma tak samo. Wszystko poukładane w głowie i oboje kochamy życie takie jakie jest. ;) 

 Jest szczerość, miłość, szacunek, zaufanie i pożądanie. 

Zgadzam się. W innym temacie napisałam że właśnie to tworzy miłość. @Leniwiec proszę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mój bardzo dobry przyjaciel.

 

Staż z 10 lat chyba ślubu, nie pamiętam kiedy się bawiliśmy. 4 dzieci, czuć dobrą energię jak się przebywa u nich w domu, przyjaciel spełnia się w swojej pasji (którą dzieliliśmy ok 8 lat razem), czuć od nich wzajemny szacunek,brak dram, zdrowa relacja. Wychowują siebie i dzieci w wierze katolickiej.

 

Jak przychodzę w odwiedziny żona potrafi zająć się dziećmi, dać nam czas i przy okazji sernik upichcić. 

 

Tych dobrych historii tutaj nie uświadczymy, a przynajmniej bardzo rzadko. 

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Androgeniczna napisał:

Nie chciałam ale się wypowiem

Nie chcem, ale muszem 😁.

Skąd ta szalona koncepcja, że da się zmierzyć zaangażowanie i jeszcze je porównać, odrysować od linijki oś, wokół oscylować ma szeroko rozumiane szczęście w pożyciu i wierzyć, że tak już będzie zawsze.

To osiadanie na laurach, osiadanie na mieliźnie. 

Fluktuacje życiowe to pewniak, chyba, że ktoś uparcie tkwi w tym samym miejscu w swojej głowie.

Relacja to dynamiczne zjawisko i są różne momenty, wyznaczanie wypadkowej, ma się jak statystyka do rzeczywistości.

Jedynie wyrażenie szczerej woli trwania w relacji może dać obraz jej jakości, a ona jak ludzie, jest na tyle pewna na ile ją sprawdzono.

 

Edited by Helena K.
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lubimy się. Bardzo.

Możemy ze sobą przegadać godziny. Nadal.

Możemy na siebie liczyć. Tak.

Dobrze się czujemy w swoim towarzystwie, nawet milcząc.

W sumie niczego nam nie brakuje.

Oboje kochamy zwierzaki.

Z zewnątrz? Perfekcyjnie. Idealnie. Wiele osób mi zazdrości. I mówi to wprost.


Tylko nie śpimy już ze sobą. Nikt się na mnie nie rzuca. A ja mógłbym nadal i stale :) Jeżeli nadal będzie mi zależeć bardziej, przegram.

 

A ja bardzo, bardzo nie lubię przegrywać.

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Obliteraror napisał:

Tylko nie śpimy już ze sobą. Nikt się na mnie nie rzuca. A ja mógłbym nadal i stale :)

Jeśli nie chcesz to nie odpowiadaj.

A nie zapuściłeś się z czasem?

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Androgeniczna napisał:

W innym temacie napisałam że właśnie to tworzy miłość

Miłości się nie tworzy, albo zaistnieje, albo nie (nie mylić z zakochaniem) jej zaistnienie nie jest zależne od deklaracji czy starań to, co jest powyżej przytaczane to jedynje jej pielęgnacja. 

Dlatego wchodzenie w związki z kimś, kto przez dłuższy czas funkcjonował jako przyjaciel wcześniej to dla mnie związek z rozsądku.

Jak komuś pasuje taka wizja to niech się w tym spełnia. Dla mnie to za mało, to nie to.

44 minuty temu, Obliteraror napisał:

Z zewnątrz? Perfekcyjnie. Idealnie. Wiele osób mi zazdrości. I mówi to wprost.


Tylko nie śpimy już ze sobą. Nikt się na mnie nie rzuca. A ja mógłbym nadal i stale :) Jeżeli nadal będzie mi zależeć bardziej, przegram.

 

A ja bardzo, bardzo nie lubię przegrywać

No właśnie. Tego nie chcę.

2 godziny temu, SzatanKrieger napisał:

Ty nie jesteś uczona jak być kobietą pożądaną przez wartościowych mężczyzn by takowych przyciągać a ja jak być atrakcyjnym dla wartościowych kobiet. 

To jakieś kursy na to są? No lol.

Albo udajesz w życiu kim chcesz być, albo po prostu jesteś i się dzieje.

Edited by Helena K.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Cytat

Mateusz Grzesiak: psycholog

Kurwicy dostaje, gdy słyszę to nazwisko.

 

Wielki myśliciel, który zasłynął z tego, że gwarantował pomoc w chorobie nowotworowej za pomocą jakichś szarlatańskich sztuczek i pracy z podświadomością. Był przypadek dziewczyny, której odradzał chemioterapię

Zachęcał do negocjacji z polipem, chwalił się umiejętnością wyleczenia epilepsji siłą sugestii i twierdził, że w walce z rakiem jego rady są skuteczniejsze niż chemioterapia. Przedstawiamy tezy, jakie w latach 2005-2010 głosił najsłynniejszy polski coach.

https://www.tygodnikpowszechny.pl/grzesiak-czyni-cuda-146428

Polecam lekturę tego artykułu.

Cytat

Przytulaj go najbardziej wtedy, gdy rzuca ku**ami i krzyczy, że za***ie, a nie tylko jak Ci zrobi prezent.

Jak ktoś tak ochoczo rzuca kur**ami i krzyczy, że za***ie, to się należy zastanowić, czy na pewno wybrało się dobrego partnera.

filing_images_ec4aa513a824.jpg

 

Takie banały pieprzy ten Grzesiak, że się kojarzy z takimi tanimi cytatami jak ten powyższy. Mieszanka utopijnych idei, absurdu i populizmu. W sumie większość tych coachów i ten ich cały biznes można podsumować w ten sposób.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Helena K. napisał:

Jedynie wyrażenie szczerej woli trwania w relacji może dać obraz jej jakości,

Vs

33 minuty temu, Helena K. napisał:

Miłości się nie tworzy, albo zaistnieje, albo nie (nie mylić z zakochaniem) jej zaistnienie nie jest zależne od deklaracji czy starań

To w końcu trzeba coś deklarować, wyrażać szczerą wole czy nie? 

I co Ty przez to rozumiesz. :) 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Elfii
      Witam wszystkich,
       
      Temat nie do końca pasuje mi do "dupoobrabialni", ale nie znalazłam lepszego miejsca na jego dodanie.
       
      Potrzebuję porady lub pomocy w innym spojrzeniu na pewien aspekt mojego związku. 
       
      Jesteśmy ze sobą prawie 2 lata (ja po 25 roku życia, On po 30). Związek uważam za naprawdę udany i wiążę przyszłość z tym człowiekiem. 
      Nie piszę tutaj, by chwalić się jak to mam super, więc pozwolicie, że daruję sobie szczegółowe opisy co w Nim mi się podoba, anegdotki czy (według mnie) niepotrzebne kwestie. Ma być rzeczowo
       
      Od początku związku praktycznie niewiele się kłócimy. W kwestiach spornych staram się iść na kompromis lub po prostu się podporządkować, ponieważ ufam Mu i wiem, że tak jak On powie, tak najczęściej jest dobrze. On również jest zadowolony z takiego układu, bo lubi dowodzić i mieć rację, a ja z natury jestem raczej uległa.
       
      Niestety jest jedna kwestia, w której od momentu poznania drzemy ze sobą koty i nie potrafimy się dogadać, a mianowicie jest to ilość wspólnie spędzanego czasu.
      Mieszkamy razem od roku. Nasze dni wyglądają tak, że spędzamy w pracy 8h, następnie on odbiera mnie z pracy (ma po drodze), zamawiamy jedzenie lub ja coś gotuję, a potem robimy wszystko razem. Najczęściej są to gry (oboje je lubimy, choć on potrzebuje tego rodzaju rozrywki zdecydowanie więcej), filmy lub cokolwiek innego, co można robić razem. Bardzo rzadko któreś z nas robi coś oddzielnie i średnio raz w miesiącu ja pękam i zaczynam żądać jednego popołudnia w samotności. Chcę skupić się na przeczytaniu książki, pogooglać o nowinkach w mojej dziedzinie pracy, popisać z dawno niewidzianą koleżanką lub cokolwiek podobnego. O wyjściach bez Niego nie ma raczej mowy - nie mam potrzeby szlajać się po klubach czy barach, ale miło byłoby czasem odwiedzić znajomą i napić się herbaty/wina w damskim towarzystwie. Teoretycznie On mi tego nie zabrania, jednak na wzmiankę z mojej strony pt. "a może poszłabym do Aśki?" ma autentycznie łzy w oczach i zaczyna monolog o tym jak to kiedyś (tzn. na początku) jego towarzystwo mi wystarczało i dlaczego to się zmieniło. Nie zmieniło się, ale jak większość bab chciałabym czasem pogadać o maseczkach na twarz i kolorach lakieru do paznokci. Najlepsze jest to, że On takich moich wynurzeń również czasem słucha i uważa, że koleżanki mi niepotrzebne, bo z Nim też mogę o tym pogadać. A ja po prostu nie chcę, żeby mu (przepraszam za wyrażenie) c*pa wyrosła i nie chcę gadać mu o takich bzdurach. 
      Kiedyś dużo czytałam, udzielałam się w wolontariacie, organizowałam spotkania integracyjne dla ludzi z mojej korporacji - teraz nie robię NIC, bo cały swój czas i energię poświęcam Jemu. Na co dzień nie mam z tym problemu, ot, priorytety mi się zmieniły. Ale frustruje mnie, że nie jestem w stanie bez awantury poczytać książki czy obejrzeć odcinka serialu, bo "aha, to nie chcesz nic razem porobić? Myślałem, że spędzimy ze sobą trochę czasu po południu, pół dnia się nie widzieliśmy..." +smutne oczy zbitego szczeniaka. Ustępuję więc i robię to, co On zaplanował, starając się zdusić w sobie złość, ale nie jest to proste, bo ulubiona gra nagle przestaje mi się podobać i zwyczajnie wku**ia, kiedy kompletnie nie mam na nią ochoty.
      On również mógłby zająć się fajnymi rzeczami (już pomijam zabijacze czasu takie jak gry): jest wokalistą, ma rozgrzebanych kilka projektów i czasem staram się Go (bezskutecznie) zachęcać do ich realizacji. On jednak siada nad tym tylko kiedy np. jestem w delegacji i nie może spędzać czasu ze mną. Jak kupuje nowe gry na konsolę to tylko takie, które można przejść w kooperacji, bo single player jest bezużyteczny, skoro można robić coś RAZEM.
      Zaznaczam, bo to chyba ważne: nie odrzucam propozycji wspólnego popołudnia codziennie - raz na może 2/3 tygodnie chcę zająć się sama sobą, a w pozostałym czasie jestem "do jego dyspozycji" i często proponuję również wspólne zajęcia sama.
       
      Druga rzecz: czasem każdy ma jakiś problem, prawda? A to ktoś w pracy zdenerwował, a to trzeba przygotować projekt i nie wiadomo od czego zacząć, a to jakaś kłótnia z rodzicami... On w każdym moim problemie chce na siłę uczestniczyć. Owszem, jego zdanie jest dla mnie ważne i kiedy nie wiem, co powinnam zrobić to po streszczeniu mu sytuacji razem próbujemy znaleźć rozwiązanie. On również może liczyć na mnie. Natomiast, kiedy istotnie coś tam się stało, ale wiem, że sobie poradzę to nie potrzebuję rad, staram się być samodzielna i nie obarczać go zbędnymi rzeczami. O to również się kłócimy, bo "po co masz radzić sobie sama, przecież masz mnie". Zdarza się, że czuję się jak dziecko, które trzeba we wszystkim wyręczać i niestety zdarza mi się warknąć "poradzę sobie!", czego później żałuję, bo nie chciałam sprawiać mu przykrości. Jak dorosłemu człowiekowi wytłumaczyć, że to nie tak, że nie uważam jego pomocy za potrzebną, a jego zbytnia ingerencja po prostu drażni? 
      Wczoraj stresowałam się rozmową roczną (korpo wymysł) i faktycznie nie byłam w nastroju. Nie krzyczałam, nie rzucałam talerzami, ot, byłam lekko zaniepokojona i starałam się w głowie ułożyć plan działania. On natomiast postanowił, że będzie mnie rozbawiał, żebym przestała o tym myśleć i się wreszcie uśmiechnęła. Oczywiście wyszła z tego kłótnia, bo jego żarty po prostu mnie drażniły. Uprzejmie prosiłam, by dał mi godzinkę spokoju, ogarnę to i mi przejdzie, a wtedy sama się do Niego odezwę- było to na nic, a jeszcze usłyszałam, że jestem czepliwa i nieprzyjemna, bo nie śmieję się z jego żartów i nie doceniam pomocy, którą mi proponuje. *nie prosiłam o pomoc). Mam wrażenie, że On chciałby, abym była robotem/marionetką reagującą wyłącznie na takie bodźce, których On aktualnie potrzebuje. 
       
      Wydaje mi się, że poniekąd nasze problemy są kwestią wychowania: oboje jesteśmy jedynakami, jednak On ma cholernie nadopiekuńczych rodziców. Był kontrolowany i rozliczany ze spędzanego czasu, znajomych, ocen w szkole i na studiach, karano go za słabsze wyniki w nauce itd. 
      Mnie natomiast wychowywano tak, że jeśli np. w wakacje nie zarobiłam sobie pieniędzy przy zbiorach truskawek na nowe buty to po prostu nie miałam nowych butów (i to nie z powodu biedy czy patologii, chodziło o zasadę). Jak szłam do podstawówki to matka wsadziła mnie w autobus i "radź sobie". Słabsze oceny? To nie zdasz klasy, a potem nie znajdziesz pracy. Owszem moi rodzice mają swoje za uszami, ale na pewno dzięki ich podejściu byłam i jestem samodzielna, potrafię sobie poradzić. On natomiast ma czasem problemy np. w załatwieniu czegoś w urzędach czy rozliczeniu PITa. Nie wypominam Mu tego absolutnie, chwalę za każdą rzecz, z którą sobie poradził, a on oczekuje docenienia i pochwał, więc je ode mnie dostaje.

      Nie jestem nieczuła, pod względem łóżkowym, czy czułości jest u nas świetnie. Nie mam natomiast pomysłu, jak zapewnić go o tym, że jeśli wolę poczytać książkę zamiast wyjść z nim na spacer to nie dlatego, że kocham go mniej, niż wczoraj kiedy to się na spacer czy wspólne oglądanie filmu zgodziłam. Jak uświadomić go, że chwilowy brak okazywania atencji nie jest spowodowany "fochem" czy "znudzeniem" a potrzebą zrelaksowania się we własnym towarzystwie? Nie wyobrażam sobie, że zawsze będziemy się na siebie wściekać w tej sprawie i nie chcę przy każdej takiej akcji tłumaczyć mu jaki jest dla mnie ważny. 

      Rozstania się nie biorę pod uwagę nawet. 

      Baaaardzo przepraszam za obszerność tekstu.

      Jakieś rady?
       
    • By deleteduser62
      W nawiązaniu do offtopu z tematu:
       
      Chciałbym rozważyć, ile powinno się angażować, obdarzać uczuciem.
      Każdemu według zasług? Jak wyważyć, pracę po godzinach przeciw  opiece i wychowaniu dziecka? Każdemu po równo, tak jak było sugerowane? Co, kiedy ktoś zachoruje, straci pracę? Każdemu wobec potrzeb. Naprawdę w to wierzę, oto dlaczego:  
      Moja siostra zapadła na nowotwór*. Znaczy to, że jej mąż powinien zacząć się mniej angażować?
      Przestać wspierać ją, wtedy kiedy najbardziej tego potrzebowała? Zaniedbywać dom i dzieci?
      Nie ,wręcz przeciwnie. Był to moment, kiedy musiał dawać więcej, nie patrząc się na swoje potrzeby.
      Ona też wspierała go wcześniej. Gdy stracił pracę (redukcja) i był bezrobotny, przez pewien czas.
       
      Związek powinien być jak nogi.
      Powinny zmierzać w tym samym kierunku.
      Iść obok siebie (wspólnie), nawet jeśli jedna jest tą dominującą.
      Gdy jedna zostanie zraniona, chora,
      druga musi przenieść ciężar an siebie.
      By zachować równowagę i nie upaść.
       
      *jeszcze jest w trakcie leczenia, są dobre rokowania.
    • By Perun82
      39 proc. Polek miało tylko jednego partnera, a 16,5 proc. Polaków jedną partnerkę. "To niedobrze, bo ta blisko połowa kobiet nie ma bladego pojęcia, do czego jest stworzone ich ciało, co potrafi, co mogłyby przeżywać" - mówi Katarzyna Miller
       
      https://kobieta.onet.pl/kiedy-kobieta-ma-wielu-kochankow-wywiad-z-katarzyna-miller/nx56sk6
       
      I wszystko jasne
    • By leto
      https://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,25626242,orgazmy-wcale-nie-sa-gwarancja-udanego-zwiazku-seks-to-za-malo.html
       
      Warto poczytać. Seksuolog Gryżewski mówi jak jest i nie owija w bawełnę. Pada nawet "słowo na b" - badboy. Kilka cytatów:
       
       
      Uuuulala, takie rzeczy w mainstreamowych mediach...
    • By leto
      Czołem bracia! Mam nadzieję że miło spędzacie święta i nie jesteście zbytnio przejedzeni i przepici, bo będzie potrzebne skupienie. No to jedziemy.
       
      Często przewijający się na tym forum motyw, to tęsknota za kobietą miłą, potulną i uległą. Uległą nie tylko w łóżku, ale w jakiś sposób w codziennym życiu - przyjmującą w jakimś stopniu "przywództwo" mężczyzny w związku.
       
      Chciałbym Wam napisać, co o tym myślę i czemu prawdopodobnie jest to duży błąd. Co więcej, w wielu Waszych przypadkach, z tego, co obserwuję, doprowadziło Was to do mniejszych lub większych kłopotów.
       
      Co jest istotą relacji dom-sub (poguglajcie na temat bdsm jak nie znacie tego pojęcia, byle nie przy dzieciach xd)? Jednostka podporządkująca się oddaje jakąś część władzy nad sobą jednostce dominującej, ale jest to w pewnym sensie złudzenie. Sub ma zawsze ostatnie słowo. To sub ustala granice tego, jak chce się podporządkować, w jakim stopniu i gdzie powie stop.
       
      Nie tylko to. Wraz z oddaniem części "władzy" strona bierna oddaje w ręce aktywnej ogromną odpowiedzialność. Jest to pewnego rodzaju gra psychologiczna, gdzie sub na swoich warunkach wpuszcza was do swojego świata.
       
      W życiu pozałóżkowym jest podobnie. Im więcej przejmujecie "władzy", tym więcej odpowiedzialności. Czasem dochodzi to do granic absurdu, gdzie żona siedzi całe życie w domu utrzymywana przez męża (w tzw "tradycyjnej roli", niańczy dzieci czy tam coś) a potem po 10 latach mąż z rozgoryczeniem stwierdza, że jest ona nudna i libido jej spadło do zera. No czego się spodziewałeś, panie władco? Ciekawi, mądrzy i aktywni ludzie nie wykuwają się w takich warunkach. Jak byś siedział 30 lat pod kiecką matki to też byś był nudny jak kolejny sezon Przyjaciół.
       
      Myślicie może, że mając taką partnerkę unikniecie konfliktów i wchodzenia sobie na głowę? Mon dieu! A co przed chwilą pisałem o władzy i odpowiedzialności? Będziecie rozliczani. Nikt za frajer nie będzie się z Wami bujał przez lata. Wzięliście w swoje ręce władzę? Zostaniecie rozliczeni z odpowiedzialności. Wasza wybranka serca to nie wyborcy PiSu, nie będzie co 4 lata kupowała tych samych tanich haseł. Nie wykażecie się? Są dookoła tysiące innych.
       
      Antidotum? Inne, niż myślicie - i wg mnie tylko jedno. Kobiety dojrzałe emocjonalnie, niezależne finansowo, nie potrzebujące i nie oczekujące prowadzenia za rękę. Tak, ambitne. Chyba że za 10 lat chcecie patrzeć jak Wasza wybranka ciągle siedzi na kasie w Biedronce kiedy wy właśnie awansowaliście z dyrektora na CEO.
       
      OK - jeśli chcecie po prostu dziś wieczorem zaruchać, to nie przejmujcie się tym, co napisałem.
       
      Tyle że w życiu jest tyle ciekawszych rzeczy, niż zaliczanie. Tracicie, jeśli na tym kończy się to, co chcecie przeżyć z kobietami.
       
      Kluczowe: oczekiwania. Im bardziej kobieta niezależna, tym mniej tych oczekiwań będziecie wobec niej mieli. Przy dobrych wiatrach będzie tak samo w drugą stronę. Im mniej oczekiwań, tym prostsze i radośniejsze życie. Z uległymi szarymi myszkami gwarantuję Wam natomiast, że ilość wymagań wobec Was będzie ogromna, nawet jeśli na początku dama będzie Wam słać pod nogi płatki róż.
       
      Może nie uwierzycie że tak będzie. No cóż, do przeczytania za rok-dwa w dziale "Świeżakownia - moja historia" jak to Wasza miła szara myszka po zamieszkaniu razem zmieniła się o 180 stopni w wymagającą i rozliczającą Was kulę u nogi.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.