Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
darktemplar

Brak seksu w przeszłości - problem

Recommended Posts

W dniu 15.03.2020 o 00:46, darktemplar napisał:

Teraz tyle lat po, jestem w małżeństwie -  7 już rok leci...jest ok powiedzmy, czy mogło być lepiej? Pewnie mogło. Czy mogło być gorzej? Pewnie też. Ogólnie namiętność już coraz mniejsza, itp. - temat małżeństwa mojego to też na osobny wątek.

Mi jednak chodzi o to, że czuję taką pustkę i brak spełnienia, poczucie że się człowiek "nie wyszumiał" za młodu. Wiem, że tego już nie odwrócę, że takie użalanie się nic nie da, no ale uczucie powraca czasem.

Łączę się w bólu, ja ze swoją (staż prawie dwukrotnie to co Ty) nie odczuwałem intensywnie tego typu uczuć (brak spełnienia) przez prawie dekadę. Czułem, że miałem fajnie, że nie musiałem zaliczać większej ilości kobiet, od początku gdzieś tam chciałem trafić na tę jedną i nie szukać więcej. Miałem poczucie, że nie chcę się niepotrzebnie "zanieczyszczać energetycznie" (a może i wenerycznie :) ) zaliczając panny, które po jakimś czasie będą dla mnie nieistotne. Zdobywanie mnie nie kręciło, chciałem mieć już normalny LTR i spokój.

Przykładanie większej wagi do znaczenia seksu poprzez to, że w młodości nie było go pod dostatkiem (w tym przypadku zawsze kierowałem się pójściem na jakość a nie na ilość, nie wiem czemu).  Introwertyzm i nieśmiałość w pakiecie, choć potrzeby w młodości były bardzo duże.

 

Nieprzyjemne, opisywane przez Ciebie uczucie braku spełnienia pojawiło się w chwili, gdy zdałem sobie świadomość, że moje życie nie odpowiada temu, jak je sobie wyobrażałem, a z partnerką na pewne tematy nie szło się dogadać (kryzys). Poza tym przy okazji wtedy pojawiło się leczenie hormonalne pod kątem podniesienia testosteronu. Im większy, tym więcej tego typu myśli. Prawdopodobnie przez cały związek wcześniej miałem niższy, ale nie wiem bo nikt nie mówił, że dla faceta ważne aby badać tego rodzaju parametry.

W dniu 15.03.2020 o 00:46, darktemplar napisał:

Zwłaszcza jak czytam tu o podbojach młodych Braci to czuję takie ukłucie w sercu. I żeby nie było; szczerze kibicuję tu każdemu by pokonał swoje niedoskonałości i brał co jego i to im wcześniej, tym lepiej, no ale ten żal u mnie wciąż jest.

Zwłaszcza, że teraz po latach widzę swoje błędy z przeszłości. 

Mam podobnie.

To co opisujesz wygląda jak napięcie. Czymś spowodowane, czujesz się atrakcyjniejszy i oczekujesz atrakcyjniejszego życia? Może robisz coś co podnosi Ci teścia? Masz jakiś konflikt z żoną lub zbyt duża monotonia?
Czytając relacje z podbojów zwiększasz to napięcie. Coraz bardziej odczuwasz braki, które ciężko byłoby Ci nadrobić.

W mojej ocenie nieświadomie pracujesz nad zwiększeniem istotności tego "braku" (co może dać Ci realny impuls do "nadrobienia zaległości").

 

Jednakże to może być złudne.

 

Sensem napięcia jest to, aby móc dążyć do jego rozładowania. Czujesz napięcie seksualne po to, aby mieć energię do sprowadzenia kobiety do łóżka. Czujesz napięcie/głód, po to aby go zaspokoić. Nie jest istotne czy to zaspokojenie będzie dobre (np. zjesz coś tłustego gdy miałeś stosować dietę), ważne, aby zniwelować napięcie.

Napięcie może być indukowane zazdrością - podświadomie chciałbyś przeżyć coś, o czym czytasz, co powoduje w Tobie emocje. Chcesz poczuć te (dobre) emocje, więc podświadomie instalujesz sobie w umyśle hak - tutaj potrzebę sprawdzenia się z innymi babkami - bo to na pewno przyniesie pozytywne emocje.

To ziarenko pada na żyzny grunt (ze względu na Twoją historię i odczuwane przez Ciebie braki). Im więcej czytasz tym bardziej to nakręcasz, im więcej myślisz - podobnie, dajesz temu energię.

 

W dniu 15.03.2020 o 00:46, darktemplar napisał:

3 lata temu mieliśmy z żoną mały kryzys małżeński i wtedy miałem takie myśli jak @Obliteraror w wątku "jak by to było z inną?" - podobnie jak on, widzę że jestem o wiele bardziej atrakcyjny dla kobiet teraz niż wtedy, jednak moim zdaniem ruchanie na boku by "nadrobić" zaległe lata chyba nie rozwiązuje problemu, zwłaszcza że nie chcę zdradzać i szczerze nawet nie wiem jak bym miał to zrobić i okazji też póki co brak (większość kobiet jakie teraz znam to praca i rodzina - więc...wiadomo:) ).

Mężczyzna jak wino, im starszy tym lepszy :)  doświadczasz tego na własnej skórze. 

 

Nie jesteś przekonany co do zdrady, bierzesz to pod uwagę. Czujesz, że w Twojej sytuacji jest to jakieś rozwiązanie, ale wiesz, że jesteś osobą, w której manifeście życiowym zdradzanie nie jest wpisane. Masz zasady (to dobrze!) i zastanawiasz się, czy są właściwe. Twoje napięcie jednak nie jest jeszcze tak duże, abyś przygotowywał się do skoku w bok, choć mam wrażenie, że zerkasz w tym kierunku "z jakąś taką nieśmiałością". 

 

"Kiedy zerkasz w otchłań, otchłań również patrzy na Ciebie. " - pasuje mi tu ten cytat.

 

Masz niezaspokojoną potrzebę, żona nie pomoże w jej zaspokojeniu. To już wiesz. Wiesz też, że zdrada wymagałaby od Ciebie ogarnięcie się (logistyka, umiejętności), na co potrzebna by była energia, której nie chcesz na to poświęcać (zasady są dobrym powodem aby nie iść w tę stronę). Z drugiej strony kłuje Cię napięcie, które mógłbyś rozładować skokiem w bok. Jednak masz zasady, więc w grę wchodzi np. rozwód, ale to już jeszcze więcej energii i nie wydaje się to dobrym pomysłem. Co oczywiście nie przekona podświadomości, która tak łatwo nie odpuści.
 

W dniu 15.03.2020 o 00:46, darktemplar napisał:

Najgorsze jest to, że ten stan tego "niespełnienia" dopada mnie i paraliżuje i zamiast skupiać się na tym co jest dla mnie ważne teraz; finanse, rozwój, rodzina, to rozmyślam jaka to strata, że kiedyś nie wyruchałem iluś tam dup. 

 

Pytanie jak sobie po prostu przepracować emocjonalnie to uczucie i pogodzić się z tym co utracone?

Tak, właśnie tak jest. Im większe napięcie, tym bardziej wpływa na życie. O to chodzi, abyś je rozładował. To będzie Twoją nagrodą :)

 

Mam przykrą wiadomość, ten problem się sam nie rozwiąże. 

 

Nie ma magicznej formuły, która przepracuje za Ciebie ten problem.

 

Jeśli przekonasz się o tym, że Ci to niepotrzebne, to o ile nie będziesz tego karmił (np. myślami, czytaniem relacji Braci z uwodzenia) to może zmniejszyć się na tyle, że nie będziesz tego odczuwał w znaczny sposób (pomijam teraz wpływ hormonów, bo jeśli akurat zwiększył Ci się teść i dlatego tak czujesz...).

Ale.... wystarczy jakaś chwila, obejrzysz coś w tv, skojarzy Ci się i program myślowy znów się załączy. Odczujesz stratę z jeszcze większą mocą. Dopóki całościowo jej nie odpuścisz, to będzie wracać.... ale czasem pewnych rzeczy nie chce się odpuszczać...to inna sprawa.

 

Wiem, bo mnie coś takiego właśnie dotknęło.  U mnie głównym problemem był brak "możliwości zalewania". Nigdy nie praktykowałem tej formy seksu, wolałem orala, bo klasyczny seks w gumce zazwyczaj powodował u mnie utratę erekcji (stres z nakładaniem) oraz znaczny wysiłek i brak odczuwania bodźców (przez co seks nie dawał mi tyle przyjemności).

Nie chciałem mieć dzieci. Miałem bardzo kiepską sytuację finansową i zdrowotną. Nie chciałem sprowadzać na świat nowych istot, obarczając je problemami na starcie.

Człowiek podświadomie dąży do zmniejszania bodźców negatywnych, więc siłą rzeczy było zamknięcie się na pewną formę zbliżeń.

Wtedy miałem poczucie, że robię dobrze i byłem co do tego przekonany, nie czułem, że coś tracę. Tak jakbym był w matriksie.

 

I gdzieś tam po wielu latach albo coś się we mnie obudziło, zdałem sobie sprawę, że jeszcze trochę i czterdziestka mi stuknie, prawie wszyscy znajomi mają dzieci, normalne związki (po ślubie). Do tego dawka internetu, rodzina też o tym wspomina, trochę porno i zdałem sobie sprawę, że zalewanie w seksie wygląda bardzo fajnie, to coś normalnego i też tego chcę spróbować z partnerką. Wtedy powstało napięcie.

Walczyłem z tym, były momenty unikania, ale zacząłem truć głowę partnerce, ale robić to w tak (z obecnej perspektywy tak oceniam) nieudolny sposób, że zamknąłem ją na ten typ zbliżeń (trafiłem na kobietę, która była i jest na nie dla antykoncepcji hormonalnej z uwagi na zdrowie), na co nie omieszkała mi zwracać uwagi.

Doszło do tego, że potrafiłem nawiązać do tematu w najmniej spodziewanych momentach, robiąc wyrzuty czy aluzje. Doprowadziłem ją tym do czegoś w rodzaju nerwicy.

Ja z kolei czułem wielką niesprawiedliwość i zaczytany na forach, jak to "kobiety robią dobrze swoim facetom" czułem, że jest coś bardzo nie tak, czemu u nas tak nie ma.

Momenty porównywania się, kłótnie...sporo tego było. Wielokrotnie się kłóciliśmy, epitety i nerwowe słowa leciały z każdej strony i ode mnie i od niej. Próbowałem ją logicznie przekonać, duży błąd, na kobiety to nie działa. To kur.. nie działa i tyle! Zapamiętać! :)

 

Z jednej strony człowiek chce być z drugą osobą i ma jej wizerunek, ale ten wizerunek ma umożliwiać spełnienie (bo inaczej czemu mielibyśmy być z osobą, która nie spełnia naszych oczekiwań?), więc podświadomie oczekuje się od tej osoby bycia osobą z tego wizerunku. A jak nie - to wkurzenie i manifestacja swoich odczuć. A to kompletnie psuje nastroje, emocje i oczywiście -pożądanie seksualne u kobiety. To do mnie dotarło, jak studiowałem mat. o uwodzeniu. W sumie gdyby nie one i wcześniej rozpoczęta psychoterapia pewnie bym się załamał całkowicie (lub wziął sznur i zaczął szukać drzewa) bo partnerka była coraz bardziej nie do zniesienia, a częste kłótnie źle wpływają na zdrowie i odbijają się na wszystkim. Pojawiła się potrzeba posiadania dzieci, której nie mogłem zrealizować z partnerką.

 

A tak, dzięki uwo, dostałem dopalacz "bądź facetem" , "jeszcze możesz to zmienić i ruchać laski, a później ustatkować się i mieć potomstwo". Tylko że jak głupi gadałem z nią o tym (że chciałbym mieć dzieci i już najwyższy czas), więc jak poleciał tekst, że mógłbym chcieć związać się z  z 20latką (bo prawie 40latka i rodzenie dzieci to zły pomysł) lub oglądać porno w pokoju  to miałem najgorszą kłótnie w życiu z rzucaniem moimi rzeczami..itd.

 

Byłem przekonany, że trzeba być szczery z drugą osobą, ale wygląda na to, że poszedłem w drugą stronę, okrutności, bo pewnych rzeczy się kobiecie nie mówi. Bracia byłem tak głupi, że powiedziałem do swojej kobiety tekst, że kobieta ma być w związku tylko dodatkiem do faceta :( powołując się na jakieś materiały z netu. No ewidentnie włączył mi się jakiś program dominacji, podczas gdy wcześniej taki nie byłem.

 

Próbowałem panować na swoim napięciem, ale.. wystarczył czasem tekst w tv, coś w internecie, jakiś nagłówek - i cała maszyneria skojarzeń ruszała. Niezaspokojona potrzeba, obarczanie winą samego siebie, dokopywanie wręcz sobie, że nie robiłem nic w tym kierunku, kiepski humor i łatwo o kolejną kłótnię. Przejebane. Dodatkowo problemy w pracy, zdrowie...komplet.

 

Gdy doszliśmy do wielu krytycznych momentów, był moment, że się "rozstaliśmy". Ciężko się rozstać mieszkając i pracując ze sobą. Był moment, że czułem się "wolny", wtedy akurat teść wyższy no i będąc pod wpływem uwo, zastanawiałem się nad otwartymi związkami, aktywnym podrywem..itd.  Nic z tego nie wyszło, bo inne obowiązki, bo chciałem to robić z głową (najpierw popracować nad pewnością siebie, aby nie trafić na jakieś zaburzone kobity i popełniać głupich błędów), co jakiś czas relacje się poprawiały więc nagle szansa, że może ona się opamiętała.... ale problem pozostał i miał wpływ na życie. Do tej pory nie wiem, czy skok teścia nie był czasem związany z tym, że postanowiłem zrobić pierwszy krok do zakończenia związku.

 

Kłótnie co jakiś czas dalej, tyle że dzięki temu "obudzeniu" zacząłem drążyć w różnych tematach i tak jak wziąłem się za dalszy rozwój w uwo, aby polepszyć relacje związku (a może i podświadomie : mieć umiejętności, aby partnerka robiła w łóżku co chcę :) ), to zdałem sobie sprawę, że to wierzchołek góry lodowej. Że problem siedzi w głębiej, a nauki technik uwo nie rozwiążą go. Że moim celem nie jest zaliczanie lasek, fajnie by było być z jakimiś w łóżku, ale jakoś tak zmieniać jak rękawiczki to też nie jest dobre rozwiązanie. Po prostu nie mam zakodowanej "przyjemności" związanej z "wyrywaniem", odczuwanie potrzeby LTR z właściwą kobietą zdecydowanie bardziej. Programy wbite w młodości.... błędne jak widać.

 

Leczenie nie poszło zbyt dobrze, teść znowu poleciał w dół, więc i potrzeba się zmniejszyła. Im bardziej szedłem w rozwój tym więcej dostrzegałem błędów u siebie, ale także u partnerki, ale rozmowa z nią była jakby grochem o ścianę. Bo ona widziała winę we mnie. Brak seksu zrobił swoje i przestałem czuć do niej pożądanie, były lepsze momenty w relacji, ale wróciłem do oglądania porno, gołych babek, zacząłem sobie wyobrażać seks z innymi (nie za często, ale jednak) nieopatrznie się do tego przyznałem w "chwili słabości" i jej dało to pretekst to "wirtualnej zdrady" (sama się przyznała), choć sam nie wiem czy mnie nie zdradziła wcześniej,  jak kiedyś pokłóciliśmy się (w temacie posiadania potomstwa i seksu), uciekła i nie było jej cały weekend.

 

Przestałem czytać rzeczy związane z tematem, ograniczyłem drastycznie bodźce wzrokowe (porno), wdrożyłem protokół no-fap, teraz wiadomo zakaz zgromadzeń, więc trzeba uważać i zawsze jest wymówka, aby nie iść w tę stronę. Ale co jakiś czas pojawiają mi się impulsy, że "twój związek jest na tyle poryty, że nie da się go odbudować."

Chłodna myśl kalkulacji "Z zaburzoną równolatką nie zbudujesz dobrego związku, szukaj młodszej" i to przerażenie, że nie wyobrażam sobie życia z kobietą, która ma kilkanaście lat mniej, a równolatkom z "dzieckiem" na LTR mógłbym powiedzieć tak, gdybym sam miał dzieci. Kur.. miałem być z tą kobietą, a nie myśleć o młodszych...itd

Siedzi w głowie myśl - a może trafisz na taką, której antykoncepcja hormonalna nie przeszkadza i będzie luz :)

 

Materiały z forum, teksty Marka i Mosze Reda utwierdzają mnie w przekonaniu, że ślub w dzisiejszych czasach to nie jest dobra opcja (choć tak mi się kiedyś wydawało). Klapki spadły z oczu, choć moja relacja to prawie jak ślub, więc nie ma powodu do radości. Patrzenie na to jak wygląda podejście wielu kobiet (atencja mocno, daj mi, ale sama niewiele dam z siebie), chociażby patrząc na relacje na forum, też jest zniechęcające do jakiegokolwiek LTR.

 

Wyrzuty sumienia, że "idąc za potrzebą" sprowokowałem wiele negatywnych sytuacji. Wyrzuty, że ona jest w takim wieku, że gdyby chciała mieć dzieci, to będzie to już na tyle ryzykowne.  A mogłem po prostu zrobić plan, podjąć decyzję o rozstaniu, trzymać się jej i to realizować. A nie oczekiwać, że skoro "ta jedyna" to musi się zachowywać jak "ta jedyna" i spełniać moje potrzeby.  No ale kurna...nie dało się, bo nie miałem tej wiedzy i świadomości. Łatwo jest mówić po fakcie, doświadczenie jednak ma znaczenie.

 

Domyślam się jednak, że realizacja potrzeby wcale nie musi oznaczać, że napięcie zniknie. Coś co wydaje mi się fajne może zostać "obrzydzone" poprzez niewłaściwe momenty (trafianie na jakąś zaburzoną czy wredną babę) lub zalanie formy i zrobienie dziecka jakiejś karynie. Wtedy dopiero może być problem, bo jak wiecie, w naszym kraju facet to jest od płacenia (nierzadko alimentów). I wtedy byłby żal, że nie powiedziało się sobie: stop.

 

Powoli mam na to wywalone. Może to i dobrze, bo świadomość bycia "gorszym" że nie robiło się czegoś w łóżku, brak posiadania dzieci, gdy świat programuje nas inaczej, bywało czasem nie do zniesienia.

 

Dobra kończę to uzewnętrznienie - które miało na celu pokazać, co się stanie, jeśli pójdziesz tropem eksploracji swoich potrzeb. Z jednej strony możesz odkryć siebie, z drugiej możesz bardzo namieszać lub skrzywdzić bliskie sobie osoby (lub też przekonać się, jakie naprawdę są).

 

Z mojego punktu widzenia jednak masz pewne wygrane: spełniłeś się biologicznie (masz dzieci), czujesz się atrakcyjnie (masz potencjał), czytasz to forum, więc świadomość jest dużo wyżej, masz wsparcie Braci. Duży plus. Widzisz braki, jeszcze masz szansę zrobić coś z czego będziesz się cieszył.

Cokolwiek będzie, poradzisz sobie.

 

Musisz tylko zdecydować czego pragniesz bardziej i co jesteś w stanie zrobić, aby to uzyskać. Dobrze, abyś miał świadomość, że w obecnej sytuacji każda z opcji spowoduje u Ciebie większe lub mniejsze cierpienie - które w przyszłości może zaowocować albo jeszcze większym cierpieniem, albo poprawą sytuacji i przyjemnością.

 

 

 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jest dużo problemów, które nie chcą być rozwiązane. Lubimy narzekać i to jest naturalna cecha. Gdyby udało się ludziom spełnić w każdym aspekcie to wszystko by się zawaliło  a przynajmniej kapitalizm. 
 

Jeżeli weźmiesz odpowiedzialność za swoje niespełnione potrzeby i zobaczysz co jest czym to może się okazać, że to one są dość często ważnym składnikiem naszej tożsamości i walka o ich spełnienie jest tak naprawdę konfliktem wewnętrznym, który jest na polu materialno-logicznym nierozwiązywalnym. 

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By RENGERS
      Hej kochani !
       
      Byłem wczoraj na swoim pierwszym rande- wu w Krakowie- świeżo po zerwaniu z moim pierwszym "kochaniem" ze związku.
       
      Pani zainteresowana cicha myszka, po paru browarkach zaprosiła do siebie, zgrywałem alfa pajaca jak to mam w zwyczaju robić,  jeszcze po alko załączył mi się total crazy mod- byłempodjarany że pocałowałem kelnerkę w czoło.
       
      Będąc u niej ściagnąłem jej popiersie i pas cnoty, mym oczom ukazała się drobna filigranowa postura- extra klasa, taka mała tajka, tylko białego koloru skóra.
       
      Jako że byłem podpity to nie potrafiłem strzelić przez pół godziny, żeby skończyć w takim momencie muszę brać panią od tyłu i sadzić klapsy na pupę, chwytać mocno za włosy itd. od przodu ściskam za gardło, zamykam usta dłonią i ostro posuwam jednym słowem lubię odczuwać całkowitą dominację nad drugą osobą.
       
      Miałem trochę wyrzuty sumienia po całym akcie, ponieważ pani wydawała się lekko "zużyta", zapytałem jej czy lubi taki seks, odpowiedziała że jak najbardziej lubi lekką dominację ze strony męskiej, lecz to co ze mną przeżyła było dla niej już za mocne i dość bolesne- przeprosiłem i powiedziałem że na drugi raz postaram się być ostrożniejszy i mniej ostry, wytłumaczyłem również sposób w jaki się kocham po wypiciu alkoholu.
       
      Dziś z rana dostaje od niej esemesa że mnie przeprasza, ale niewie czy to dobrze żebyśmy się spotykali drugi raz bo kieruje mną agresja. I nigdy czegoś takiego nie miała i musi nad tym pomyśleć.
       
      Dziewczyna mi się podoba, wygląda jak taki mały aniołko- diabełek który jest słodki i pikantny jednocześnie, chciałbym ją jeszcze zobaczyć.
       
      Teraz sobie myślę że tym stosunkiem próbowałem sobie jakby"wyruchać " drogę po rozstaniu z ex dziewczyną, może podświadomie jednak czuję jakiś ból, chociaż o dziwo czuję się lekko i przyjemnie, jak po zerwaniu z wampirem emocjonalnym.
       
      Jak uratować tego aniołka żeby go nie przestraszyć ? Kochane jest dziewczę i staje mi przy niej niesamowicie.
       
       
    • By RENGERS
      Witam !
       
      Dziś pani powiedziała mi że jest pierwszy raz w życiu w związku w którym nie jest w mężczyźnie zakochana, spoko bo ja również nic do niej nie czuję prócz kilku fajnych momentów.
       
      Mówi mi że ja nie wiem co to związek bo przecież nigdy w nim nie byłem ( fakt, to mój pierwszy raz )
       
      Pani  chodzi na terapię, bo mówi mi że musi się "zająć" tematem mnie- jej faceta.
       
      Pani nie miała ojca, stąd jej rzekome problemy w związku ze mną.
       
      Z jednej strony fajnie, bo chce się dla mnie jakby naprawiać, z drugiej mówi że nie jest zakochana, jednak ja zakomunikowałem jej to pierwszy- że nie odczuwałem nigdy haju hormonalnego- ciekawe czy serio nic nie czuje czy się odgrywa bo
       
      powiedziałem jej to pierwszy.
       
      Pytając czemu tak chętnie daje mi dupki, mówi że to dlatego że jesteśmy w związku.
       
      Pani dochodzi tylko przez orgazm łechtaczkowy.
       
      Ogólnie to mam wyjebane,mogę się z nią rozstać,  fajna to jest dziewczyna, tylko czasem jej zachowanie mnie wkurwia.
       
      Zostać czy spierdalać z tej relacji ? Co robić ? 
       
      PS: Pani mówi mi że nie lubi analu, oralu, bo jej śmierdzi moja fajka.
       
      Nie wiem co o tym wszystkim myśleć jak to mówią Panie " mam mętlik w głowie "
    • By hogen
      Witam,
      Powiem szczerze, że pomimo, że od rozstania z partnerką z która mam dziecko minął ponad rok, dalej mam jedną rozkminę. Spotkałem się z wieloma kobietami z badoo, z kilkoma byłem w łożku, z jedną się obecnie spotykam (zobaczymy co z tego będzie) i z każdą z poznanych rozmawiałem na ten temat. Żadna z nich nie miała z tym problemu, mówiła wręcz, że to super (w co nie wierzę, no ale).
       
      W czym rzecz? Otóż dwa moje znaczące w życiu związki - jeden 2 letni, drugi 5 letni rozpadły się z podobnej przyczyny, choć w tym 5 letnim doszło kilka innych, ale jednak ta jedna była znacząca - różne potrzeby seksualne.
       
      Posiadam dość spore zapotrzebowanie na seks. Najchętniej robiłbym to rano i wieczorem, bo wtedy jestem w domu i mam czas. Oczywiście o ile partnerka mnie kręci. A tak było z moją byłą. Póki nie urodziło się dziecko, seks był często i wszędzie. Po porodzie rozpoczęła się pustynia, handlowanie seksem (dam Ci jeśli zrobisz to i to, po czym i tak nie było seksu) i robienie ze mnie zboka, że tylko jedno mi w głowie. Ok, ja rozumiem, że połóg i te 3-4 miesiące mogą być słabe, ale taki był cały rok. Seks był raz na miesiąc, albo i rzadziej. Nie wytrzymałem, bo do tego doszły kłamstwa i manipulacje, ale to nie o tym. 
       
      Według WAS, jeśli kobieta zaczyna ograniczać seks, robi z tego jakieś sacrum i wielki wyczyn, że ona rozłoży nogi, znajduje wymówki i ma tylko pretensje - czego to jest skutek i jakie u was były następstwa? Czy szukaliście innej, czyli próbowaliście rozmawiać?
       
      To powinna być frajda dla kobiety, że jara faceta tak, że chciałby brać ją codziennie, a ona ma z tym problem, ze facet traktuje ją jak dmuchaną lalkę, że tylko chciałbym jednego. Za nic tego nie mogę zrozumieć...
    • By azagoth
      Zainspirowany (negatywnie ale jednak) wpisami Brata @Analconda i Jego podpisem postanowiłem założyć wątek, gdzie zachęcam Braci do oświecenia wspomnianego Brata i innych w temacie bycia "przegrywem".
      A powodem owego bycia wielkim przegranym ma być brak seksu... 🤦‍♂️
       
      Poważnie myślę, iż ten post powinienem zaproponować na ścianę hańby, żeby ludzie wiedzieli, iż takie myślenie jest hańbą dla siebie samego i każdego mężczyzny.
       
      Człowieku. Napisz mi proszę CO TAKIEGO szczególnego Twoim zdaniem wygrywasz przez owo ruchanie?
       
      Przykładowo właśnie obserwowałem z okna jak dwa psy się ruchały (właściwie pies i suka) i ów pies po stosunku mi na wygranego nie wyglądał.
      Ja też, gdy ostatnio baraszkowałem to nie przypominam sobie aby jakiekolwiek szczególne wygrane na mnie po tym wiekopomnym wydarzeniu spłynęły.
      Właściwie to nawet w pamięci mi nie utkwiło 99% moich stosunków - tak dużo wygrywam w nich. Tak samo jak nie pamiętam 99% moich obiadów. Choć w sumie obiady są znacznie ważniejsze.
      Za to bardzo dobrze pamiętam:
      - narodziny moich córek
      - zarobioną znaczną sumę pieniędzy
      - rozwód
      - pierwszą pracę i pierwszy sukcesem zakończony projekt
      - otwarcie własnej firmy
      - pierwszą wielką porażkę
      - poważną chorobę i wnioski, które dzięki temu wyciągnąłem
      - 10 najlepszych przeczytanych książek
      - pierwsze wejście na górę z przyjaciółmi
      - kupno pierwszego samochodu za własne pieniądze
      - zasadzony las
      - pracę w polu i przy budowie domu z moim ojcem
      + kilka innych
      Powyższe to wydarzenia, dzięki którym wiele wygrałem i się nauczyłem moim zdaniem. I jakoś nie mają nic wspólnego z ruchaniem (poza córkami i rozwodem) a uważam, że właśnie dzięki nim jestem "wygrywem".
      Żaden z odbytych w moim ponad 40-letnim życiu stosunków nie powoduje u mnie myślenia o sobie jako o kimś wygranym.
       
      Opamiętaj się i nie karz samego siebie myśleniem, iż przegrałeś cokolwiek, gdyż nie umieściłeś dotychczas swego penisa w pochwie kobiety (bo tylko do tego się to sprowadza).
       
       
    • By EP_Patryk
      Jak zrozumieć: "skromność/wstydliwość" kobiet w przypadku rozmowy nt. seksu?

      Kiedy wypowiadam jakieś seksualne podteksty to kobiety zazwyczaj nie odbierają tego dobrze, czasami ze śmiechem - rzadko. Mówią, jak możesz być taki sprośny,
      wszystko się Tobie z jednym kojarzy. Przecież wiadomo, że kiedy "kurtyna opadnie/nie ma nikogo w pobliżu" to kobiety potrafią być bardziej sprośne od mężczyzn, różne rzeczy się dzieją "pod kołderką". 
      Stworzone są do seksu.
       
      Czy jest to kwestia środowiska i kultury?
       
      Dlaczego nie mówią o tym otwarcie, starają się być na siłę - z dala od tego typu tematów?
      Tak jakby z seksem nie mały nic wspólnego. Jeżeli nie jest to problem to proszę się do tego odnieść.

      Natomiast kiedy uda mi się daną kobietę rozśmieszyć, kiedy działam konkretnie na jej emocje to "sprośne" żarty wchodzą,
      odpowiedzi kobiet również są sprośne (nagle nie widzą problemu), czyli można - tylko wszystko zależy od atmosfery podczas rozmowy. 

      Lepiej mówić podtekstami, niż bezpośrednio. Kobiety uwielbiają się domyślać same.
      Tak jakby nie chciały być uznane za: "łatwe", "lubiące seks i różne zabawy z tym związane", "nieczyste", tym bardziej
      kiedy jest więcej ludzi. 
       
      Jakie są wasze doświadczenia, kobiety są sprośne (prywatnie)? 
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.