Jump to content

Szczęśliwy związek z borderką - jak to zrobić?


Recommended Posts

Właśnie.

Dlatego trzeba użyć inteligentniejszych sposobów.

Kiedy baba sama ucieka?

Gdy ją się kocha nad życie.

Trzeba dać jej tyle miłości, żeby spieprzyła.

Zadzwonić po pijaku z wyznaniami od 2 nad ranem i codziennie dzwonic z pracy 20 razy i - tu proszę o uruchomienie inwencji - i tak dalej.

Gdy się z taką mieszka - może być trudniej.

Zależy w czyim mieszkaniu, czy ona ma gdzie odpłynąć...

Co posiałeś to zbierzesz, jeśli wiatr - zbierzesz burzę, to chyba znamy.

 

W ogóle opłaca sie nauczyć matematyki.

2+2=4, trzeba tylko przestać się łudzić, że da się z tego zrobić 5 sukcesów albo 3 klęski.

 

Link to post
Share on other sites
  • Replies 50
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Taki schemacik Ci przygotowałem: (https://i.imgur.com/Ou1TYaT.png)   Wybierz sobie sam gdzie chcesz się znaleźć. Pssst...polecam Ci podążąć zieloną linią, myślę że taką samą r

Szcześliwy związek z borderką to związek który już jest skończony a Ty po kilku latach terapii i próbie samobójczej zaczynasz stawać na nogi i o niej zapominasz.

  • Similar Content

    • By Ambiwalentyk
      Witam Was. Z miejsca chciałbym każdemu z waszego wspaniałego grona podziękować za porady. 
      We wcześniejszych wątkach wspominałem wam o sprawie z borderka  i jej zdradzie emocjonalnej z innym. Otóż postanowiłem się z nią zabawić tym razem bez żadnego przywiązania.
      Powiedziałem jej, że chce do niej wrócić ale musi spełnić określone założenia. Musi uczęszczać na terapię (zerwała przez koronawirusa) oraz zerwać kontakt z tym gościem z którym tylko rzekomo się pocałowała.
      Po spotkaniu zaczęła mi się żalić jak to jej wszystko nie wychodzi (utrata pracy, a gdy miała rozmowę o pracę wymiotowała i nie poszła ze stresu). Wiedząc, że manipuluje postanowiłem z nią utrzymywać kontakt. 
      Gdy minęło kilka dni zorientowałem się, że kontakt z tamtym fagasem jest dalej utrzymywany. A to co wcześniej mówiła że to skończony pajac i clown było kłamstwem. Dziwne że clown zaczął jej komentować posty oraz likować zdjęcia. To już ostatnia moja przygoda z borderka kopnąłem ją w dupe. Oczywiście w ostatniej chwili to ona zrzuciła winę na mnie, że jestem manipulatorem i niesamowicie ją zraniłem robiąc jej nadzieję.
      Także macie tutaj ciąg dalszy już skończonej tej przygody. Z tego wszystkiego doszedłem do wniosku, że żadnych drugich szans (zwłaszcza w sferze związkowej) oraz jak usłyszę frazę borderline zawijam żagle i uciekam w długą.
      Mam nadzieję, że wasze wakacje/urlop był udany. Trzymajcie się i powodzenia. Peace/love.
    • By BrainlikePennylooklikeAmy
      Oglądaliście? Jak myślicie, odzwierciedla problemy osób z borderline? Serial bardziej dla kobiet, ale nie jeden facet może z tego wyciągnąć lekcję dla siebie. Podzielcie się wnioskami jeżeli oglądaliście 😊
    • By hutch
      Wiem że staż mojego konta jest względnie długi, ale zostało założone ponieważ szukałem pomocy w sprawach NoFap.
      Teraz szukam pomocy i próbuje wylać z siebie to co siedzi we mnie po zakończonym TOKSYCZNYM związku z borderline.
      Do napisania tego posta skłoniło mnie to że przeglądałem posty innych użytkowników z swiezakowni i zaczęło mi to otwierać oczy, bardzo dużo
      schematów powielało się z tymi z mojego związku, więc być może ktoś skorzysta na mojej historii.
       
      Długość związku:
      9 miesięcy, skończył się parę tygodni temu
       
      Wiek:
      Mój i jej 21 lat
       
      Wygląd dziewczyny:
      8/10 (wydaje mi się że nie jest to subiektywna opinia bo znajomi i każdy kto ja ze mną widział mówił ze sztos, modelka)
       
      Doświadczenie dziewczyny:
      4 związki (maks 1-2 lata każdy)
       
      Doświadczenie moje:
      Miałem wcześniej relacje z kobietami ale to był mój pierwszy poważny związek, związek
       
      Początek relacji:
      Przed rozpoczęciem związku oboje się znaliśmy ale nie osobiście tzn. mieliśmy jakiś tam wspólnych znajomych, przez których w jakiś sposób mieliśmy siebie na Instagramie i Snapchacie.
      Jednak zero kontaktów przez social media nie licząc dawania sobie likeów pod zdjęciami i wysyłaniem snapow ale niespersonalizowanych (ogólnie nie jestem zwolennikiem rozpoczynania znajomosci przez pisanie w social).
      Pewnego wieczoru, los (albo pech 🤣) chciał że znaleźliśmy się na jednej imprezie gdzie było dużo ludzi (nie był to klub ani nic w tym stylu). Wiadomo był tam też alkohol.
      Postanowiłem że to niepowtarzalna szansa żeby spróbować coś zdziałać bo miałem ją na oku od dłuższego czasu, podobała mi się.
       
      Stykneliśmy się na tej imprezie i wszystko później poszło jak z górki, sam z perspektywy czasu nie wierzę że poszło tak łatwo. Ona pierwsza zainicjowała pocałunek, a na moją propozycje zebysmy jechali do mnie
      zgodziła się praktycznie od razu (pokazując lekkie zawahanie - które wydaje mi się że było próbą pokazania że nie jest łatwa).
      Wylądowaliśmy u mnie w mieszkaniu nie pamiętam już co się działo dokładnie ale dokładnie pamiętam że szybko wylądowaliśmy w łóżku. Oboje pijani.
      Penetracji nie było tylko ostre pieszczoty, duszenie, seks oralny.
       
      Obudziliśmy się nazajutrz, bałem się że ni chuja nie będzie o czym z nią gadać jednak ranek minął nam super.
       
      Po całej sytuacji nie inicjowałem kontaktu z nią tzn. nie pisałem pierwszy, to ona pisała do mnie ja się zdystansowałem i nie napalałem się żeby nie spalić relacji.
      2 dni później, przyjechała do mnie na noc mimo iż pisałem że nie mam za bardzo czasu ale w ostateczności się zgodziłem.
       
      Było super lodzik, dominacja ale nadal brak penetracji, wtedy jeszcze nie wiedziałem jaki jest tego powód albo wymówka 😅.
      Byłem o to wkurwiony ale starałem się nie pokazywać emocji po prostu jak widziałem opory to odwracałem się na drugi bok i leciałem w kimę.
       
      Ogólnie do momentu zbliżenia i mojej chęci penetracji uważam że było super pod każdym względem, uważałem że jesteśmy dobrze dopasowani (jakież to było złudne).
       
      Kolejne miesiące:
      Hardcore, rollercoaster (jednego dnia KOCHAM CIĘ chcę z Tobą już zawsze być drugiego lodowatość, oziębłość) z perspektywy czasu wiem że była to cała gama zachowań osobowości BORDERLINE. Opisze pare po krótce.
      Potrafiło nam być wspaniale a za parę godzin kłótnie.
       
      1. Powód największych kłótni: 
      Brak seksu z penetracją. Dochodziło do regularnych zbliżeń, ale gdy chciałem włożyć cały urok pryskał. Przestałem to olewać i postawiłem sytuacje wprost
      "Co jest, dlaczego gdy ma dojść do zbliżenia zaczynasz płakać robisz minę jakbym Cię miał zgwałcić i że to jest moja naturalna potrzeba że skoro jestem z kimś w związku to mam ochotę to robić, a jak ona nie chce tego robić ze mną to żegnam" coś w tym stylu
      W zamian dostałem odpowiedź w akompaniamencie płaczu
      "Że ją to boli i jej to sprawia ból"
       
      Moja początkowa reakcja była taka że to jej jakieś wymyślone pierdolenie. Nie ulegałem temu tłumaczeniu ale po którejś takiej sytuacji poczytałem na necie że faktycznie są takie zaburzenia jak pochwica itp. i jej reakcje się z tym pokrywały
      bo była bardzo wrażliwa w tamtych miejscach unikała dłuższego dotyku narządów rozrodczych a lekkie dotkniecie pochwy czy to palcami czy językiem kończyło się płaczem.
       
      Przyjąłem inną taktykę, stwierdziłem że postaram się z nią jakoś w tej kwestii dogadać i wspólnie znajdziemy rozwiązanie.
       
      Były długie i przyjemne rozmowy, ona zdradzała mi swoje potrzeby co lubi (dowiedziałem się ze woli powoli i delikatnie a nie jak wcześniej myślałem na ostro) ja mówiłem czego ja oczekuje. Mówiła że nigdy w życiu z żadnym facetem nie mogła tak spokojnie porozmawiać. Trochę mnie to cieszyło a trochę denerwowało że pokazuje takie miękkie cechy ale stwierdziłem że szczypta ciepła z mojej strony nie zaszkodzi że tak powinny wyglądać zdrowe relacje.
       
      Jednak rozmowy nie dawały efektów bo unikała zbliżeń, a jeśli już były to kończyły się na odmowie niewerbalnej. Pomimo iż wprowadzałem masę różnych urozmaiceń, technik które miały ją rozluźnić.
       
      UWAGA!!! Po którejś rozmowie stwierdziła że jest aseksualna i nie czuje potrzeby uprawiania seksu. Byłem w szoku bo miałem ją na samym początku za nimfomankę. Spytałem o jej wcześniejsze kontakty seksualne bo przecież miała kilka związków, stwierdziła że nigdy nie kończyły się penetracją a jedynie próbami i że ogólnie starała się unikać seksu (z perspektywy czasu nie wiem ile w tym prawdy, wtedy uwierzyłem) stwierdziła nawet ze jest dziewicą. Chciałem to sprawdzić osobiście jednak ciężko było na dłużej zająć się jej pochwą z racji tego ze twierdziła ze sprawia jej to ból a zapytanie się bez pardonu "Czy mogę sprawdzić czy faktycznie jesteś dziewicą?" wydawało mi się po prostu niesmaczne.
       
      Ogólnie cała ta sytuacja niszczyła mnie psychicznie bardzo mocno, niemożliwość uprawiania seksu ze swoją partnerką i kłótnie o to...z perspektywy czasu utnę takie coś od razu w przyszłości.
      Doszliśmy do wniosku że musi podjąć leczenie u specjalisty, tylko że ten specjalista najbliższe wolne terminy ma za kilka miesięcy a w chwili obecnej nie jesteśmy już razem.
       
      2. Chwiejność emocjonalna
      MASAKRA! Potrafiło być wszystko super cały dzień bez kłótni a tu nagle płacz, bez powodu a przynajmniej bez konkretnego powodu tylko gadanie "sama nie wiem czemu płaczę".
      To było coś co strasznie wyniszczało mnie psychicznie. Chodziłem struty bo nigdy nie wiedziałem kiedy jej odwali. Mimo wszystko ją kochałem.
       
      3. Zazdrość
      Ona może być zazdrosna a ja nie. Miała dużo kolegów z którymi pisała nie pokazywałem o to zazdrości ale gdy do mnie napisała moja była albo koleżanka z którą miałem jakiś intymny kontakt to był plącz nieodzywanie się przez 1-2 dni. I kwitowanie wszystkiego "Jestem zazdrosna i mogę być". Oczywiście kłótnie o to a ja głupi co zrobiłem.
      "Okej skoro jesteś o to zazdrosna usunę ten kontakt skoro o to prosisz" - bo wydawało mi się że to normalny mechanizm zdrowego związku, skoro osoba na której mi zależy czuję sie źle przez to że pisze do mnie moja była to utnę ten kontakt.
      Usidliła mnie tak że siłą rzeczy nie miałem innych opcji, to był koszmarny błąd zabijający moją atrakcyhność.
       
      4. Ona zawsze miała rację
      Praktycznie zero kompromisów, we wszystkim to ona ma rację i ma być tak jak ona chce.
      Nie wierzyłem a wręcz śmiałem się że ktoś może być tak zamknięty na próbę dogadania się. Było to dla mnie coś kompletnie abstrakcyjnego.
       
      5. Niestabilny i kapryśny nastrój
      Podobnie jak w punkcie 2.
      Śmiech radość dobry humor by za parę minut wszystko ją wkurwiało.
      Pamiętam wyjście do sklepu z nią na większe zakupy, byłem już trochę zmęczony ale przysięgam na boga starałem się tego nie okazywać a ona nagle na środku galerii usiadła na ławce i zaczęła ryczeć.
      Wyobraźcie sobie wzrok wszystkich ludzi "Co ten skurwysyn jej zrobił?".
      To było 2 miesiące temu i wtedy po raz pierwszy powiedziałem jej ze uważam ze powinniśmy skończyć ta relacje.
       
      Tych cech borderline było znacznie więcej ale musiałbym napisać chyba książkę a nie o to chodzi.
       
      ZERWANIE:
       
      Ogólnie tak mocno mocno pierdolić zaczęło się 2 miesiące temu. Kilkakrotnie mówiłem jej że chyba nie pasujemy do siebie i powinniśmy zerwać ona na to płaczem że mnie kocha itp. że się zmieni. Zmian nie było nazajutrz to samo.
      Ja sam obniżyłem swoje zaangażowanie, wiedziałem że nie dostaje nic szczególnego w tej relacji w zamian. Ale nadal czułem że ją kocham.
       
      Teraz najbardziej bolesny dla mnie moment:
      Koniec końców parę tygodni temu napisałem jej ze chce do niej przyjechać i przekazać jej ze to koniec.
      Powstrzymałem się jednak ale nie mieliśmy kontaktu 2 dni.
      Po czym spotkaliśmy się i ona sama powiedziała że to koniec.
      Poczułem kopniaka w jaja. JAK TO ONA ZRYWA!?
      Zareagowałem dwubiegunowo. Na początku odpowiedziałem na spokojnie ze tez tak uważam ale dwa dni później sfrajerzylem się 
      i prosiłem o szansę i rozmowę w której emanowało ze mnie to ze nie chce końca tej relacji, łzy w oczach
      (jeśli ktoś to czyta NIGDY PRZE NIGDY NIE POKAŻCIE TEJ SŁABOŚCI KOBIECIE)
      Boli mnie to bardzo że to ona zerwała a nie ja, dalej czuje że ją kocham ale logicznie wiem że to i tak by pierdolnęło. Bardzo chciałbym
      nie czuć już nic do niej i kierować się tylko logiką. 
      Krótko mówiąc mam depresję. 
      Ciągle myślę o niej.
      Najchętniej przyjąłbym jakieś antidotum które wypali całkowicie moje uczucie do niej.
      Wiem że to był zły a nawet bardzo zły związek ale czuję pustkę której nie mogę zasypać.
      I tak już jest lepiej po paru tygodniach bo potrafię zając się innymi sprawami ale są momenty gdy atakują mnie emocje i przypominają się mi wspólne chwile te dobre. Zwłaszcza wieczorami.
      To pojebane.
       
      I tutaj liczę na was i wasze doświadczenie jak przejść ten etap do normalnego życia i odnaleźć szczęście. Jak Wy sobie z tym radziliście?
      Chce się rozwijać naprawdę nie chce być w tym stanie.
      Myślę nad ruszeniem na dziewczyny ale boję się że to nieodpowiedni moment bo nie jestem obecnie prawdziwym sobą. Czuje ze moje myśli błądzą w kierunku mojej byłej.
      Poczekać?
       
      Moim błędem było to że uzależniłem swój mózg
      od tego że ONA=SZCZĘŚCIE
      Czułem się spełniony że mam ładną dziewczynę, mimo potężnych wad w jej charakterze.
       
      Najbardziej pragnę zbudować taką wersję siebie żeby mogła zobaczyć co straciła.
      Czy takie podejście jest złe? Karmię swoje ego? Czy może właśnie taki powinien być mój cel.
       
    • By deleteduser76
      Panowie, wczoraj byłem z kumplem na piwku i dowiedziałem się, ze mój były nietykalny płatek śniegu rozpowiadał wszystko naszemu wspólnemu znajomemu z pracy. Co gorsza, opowiadała mu jak miałem nieciekawy okres w moim życiu co się przekładało na słabe funkcjonowanie mojego żołnierza w wyniku stresu. Dowiedziałem się również ze nie wspierałem myszki a ona była taka pokrzywdzona i bezbronna. Zawsze myszka powtarzała ze prywatne sprawy powinno się trzymać dla siebie. Tez wiem wiele gównianych rzeczy o jej problemach psychicznych, widziałem dużo w jej domu np. Przemoc psychiczną jej matki do niej a nie chwaliłem się tym wspólnym znajomym. I pomimo tego, ze ona rozpowiadała chuj wie komu wszystko ja nie mówię nic bo wole zachować klasę. Mimo wszystko czuję się chujowo ze nasi znajomi są z takimi szczegółami na bierząco. Nie chce z nikim o tym gadać i więcej o niej wspominać w realu wiec wybrałem to by wygadać się tutaj. Najgorsze jest to ze nie wiem kto co wie i jaką mam przybrać postawę.
    • By deleteduser62
      Witam.
      Mam wam do opowiedzenia historię. Bez happy end'u.
      Opowieść może wydać się wam znajoma. Była poruszana na forum, jak dziesiątki jej podobnych.
      Relacja z związku z borderką.
      Zdawała się, być zamkniętą dziewczyną. Miała piękny uśmiech i smutne oczy.
      Powiedziała. "Czasem najbardziej uśmiechnięci ludzie, okazują się najsmutniejsi."
      Chowała się, przed ludźmi, przed życiem. Skrzętnie skrywała siebie.
      Jednak, gdy emocje były zbyt silne, gdy okazała odrobinę zaufała. Pokazywała swoje Ja.
      Była jak soczewka. Reflektor neutronów. Potrafiła przyjąć i wzmocnić, emocje. Szczęście z wspólnych doświadczeń. Radość z pokonywania słabości.
      Cechowała ją życzliwość ,chęć do pomocy. Opiekuńczość, potrafiła przyjść i pomóc w chorobie. Kochana, choć bała się zbliżyć. Bała się odrzucenia.
      Nie trudno, było się zakochać. Niestety, im bardziej się angażowałem. Tym szybciej się wycofywała.
      Tak jak była wspaniałą osobą, tak samo potrafiła być ohydna. Drugą stroną tej samej monety.
      Jej nastrój, zmieniał się momentalnie. Niesprowokowany. Przejście z ekstazy do agresji.
      Nagle potrafiła stać się zimna, odciąć się od ciebie. Okrutna, wykorzystując wiedzę o tobie, by zadać ci ból. Z premedytacją, dziesiątki pchnięć.
      Nie poznała mnie dobrze, zadawała ciosy na ślepo. Część jednak trafiała. Kogoś innego mogła by zgładzić.
      Prócz tego, cechowały ją jeszcze inne wady. Kłamstwo, rozwiązłość. Wiem, że czuła pustkę. Brak granic, poszanowania twoich.
       
      Częściej jej nie było. Rozchodząc, starała się palić mosty. Pozostawić tylko zgliszcza. Po tym jednak wracała. Na następny dzień. po dwóch tygodniach.
      Był to tajfun. Pełen krzyku, zarzutów. Jednak, moja przeszłość przygotowała mnie na to. Uodporniła.
      Wyciągała zemnie najgorsze cechy. Moją gniew, agresje. To co dobre obracała przeciw mnie, przywiązanie, opiekuńczość.
      Jednak rozwijałem się przy niej. Zacząłem swoją własną naprawę, aby być gotowym. Co złe, trzymałem na wodzy.
       
      Wszyscy, którzy wiedzieli jej prawdziwą Ja. Skreślili ją, radzili porzucić. Jak zepsutą zabawkę.
      Ja jednak widziałem w niej dobro, człowieka. "Rough diamond".
       
      Na razie odeszła. Niszczyć siebie, życie ludzi uwikłanych z nią w związki.
      Wypijcie zdrowie, tych których zniszczyła. Jej zdrowie, nim przepadnie.
       
      Uciekła, przed sobą. Przede mną.
      Powiecie, wyświadczyła ci przysługę. Być może.
      Skreśliła jednak, swoją jedyną szanse na szczęście. Akceptację.
       
      Powodzenia Śnieżko. Nie byłem twoim księciem.
      Mogę być tylko, wielkim złym wilkiem.
       
      PS
      Opowieść tą chcę dedykować @deomi
      Czasem ci którzy cierpią, odpychają od siebie miłość.
       
      Podziękować Siostrze @Apocalypse za rozmowę i wsparcie.
      Bratu @Jaśnie Wielmożny i wszystkim który pochylili się nad moją osobą.
      Dziękuję. Dziś już wierze, że po drugiej stronie trawa jest bardziej zielona.
       
      PSS
      Nie jest to zapowiedz samobójstwa.
      Tylko wiara, że praca nad sobą, może ukoić demony. Które kiedyś zamknęliśmy z sobą.
       
       
       
       

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.