Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

O tym jaki byłem przed poznaniem mojej "tej jedynej" miłości, opowiem później.

Chciałym skupić się na tym, dlaczego po parul latach wielkiej miłości, musiałęm kupić

dyktafon aby użyć go przeciw tej, dla której "dałbym sobie rękę odciąć".

Wszystko stoi na prostej drodze do rozwodu. Czy moja samica w końcu się ogarnie?

Bo ja się ogarnąłem, choć może trochę za późno. Trzeba było być Niedźwiedziem, a nie misiem.

 

Jakieś parę lat temu po może i ambitnym technikum, nie mogłem znaleźć pracy. Bo byłem dobrym człowiekiem,

nie miałem znajomości i byłem trochę niepełnosprytny, ale miły i romantyczny. Miła ciota. Już po "wielkich

problemach dojrzewania"...a chciałem w końcu znaleźć pracę i cel w życiu, a także kobietę, to piękną i jedyną.

Udało mi się jakimś cudem znelźć pracę za granicą.

Po paru miesiącach nienajlepszj ale jakoś lepiej płatnej pracy, poznałem tam moją przyszłą żonę. Biedną, bo

zagubioną, zamkniętą w sobie i troche sobie nie radzącą w pracy i z ludźmi.

Po wielu moich "niepowodzeniach" z płcią przeciwną, "wziąłem się w garść", zostałem jej przyjacielem, "opiekunem",w końcu powiedziałem jej, że ją kocham i potem poprosiliśmy pracodawcę o "couple room" dla nas.

Było pięknie, kochaliśmy i kłóciliśmy się również, ale nie rozłączaliśmy. Zawsze razem. Przed i po pracy. W wolne.

Pracodawca nic przeciw taki związkom nie miał, w końcu w naszym miejscu pracy pary tworzyły się zawsze.

Ale moja ukochana sprawiała swoim zachowaniem i "chęcią do pracy" pewne problemy, ktorych nie zauważałem, bo hormonalny haj nie pozwalał mi, żebym tą sprawę bardziej zbadał. I tak oto nie przedłużono nam kontraktu.

Nie przeszkadazło mi to jednak, wierzyłem naiwnie, że dzięki tej miłości damy radę, nawet jeśli jej dom w którym

mieszkała, był obciążony niespłaconym kredytem hipotecznym. Jakby co, u mnie z zameldowaniem było wszystko jest i było

w porządku. Tylko i tak sensownej pracy brakowało w okolicy.

 

Gdy wróciliśmy do kraju, byliśmy raz u niej a raz u mnie. Pochodzimy z dwóch różnych województw i trochę odległości

między nimi jest. Ale nie przeszkadzało to nam. Choć pieniędzy nie zostało wiele (ukochana wspierała mamę finansowo a ja nie miałem jakiegoś większego finansowego planu) a mi zależało, żeby jednak ich nie zabrakło.

I zależało mi też na tym aby moja jedyna została moją narzeczoną.

Parę miesięcy po zaręczynach znalazłem kolejną pracę za granicą.

Najpierw miałem znaleźć się tam ja, potem moja miłość. Z tym, że tamto miejsce nie było moim wymarzonym, ale czego nie robi się dla miłości...

Najbardziej denerwowały dwie zmiany na dzień i tylko parę godzin dla siebie między tymi zmianami.

Szef zresztą miał inne plany i nie chcaił zatrudnić mojej ukochanej. Dopiero po paru miesiącach charówki, ogłoszono nową rekrutację.

W razie czego, udało mi się też znaleźć kolejną ofertę i zagadać do kolejnego pracodawcy, czy może by kogoś nie chciał.

Poszedłem na żywioł. Bo już nie mogliśmy wytrzymać paromiesięcznej rozłąki. Bo była szansa.

Znalazłem dla niej współdzielone mieszkanie, ze starym właścicielem. Tańszych ofert nie było a zakwaterowanie na terenie mojego pracodawcy

było o wiele mniejsze. Zapłaciłem wszystkim czym miałem, jeśli chodziło kaucję, pożyczyłem nawet pieniądze od kolegi, żeby jakoś przeżyć.

Liczyłem, że się to uda.

Ale szefostwo w mojej pracy nie przyjęło mojej ukochanej. Mimo doświadczenia i dobrej znajomości języka. Natomiast w drugiej, trochę podlejszej

robocie, ale tak samo płatnej, moja ukochana się poddała po pierwszym dniu próbnym.

I jeszcze przed rozmowami kwalifikacyjnymi kupiła sobie iphone na abonament!

To był pierwszy znak: "no to ty się dla mnie poświęcisz, zjem Cię całego mój chlebku..."

Po tym się poddała. Nie miała ochoty szukać innych prac w okolicy. Jak już jakieś były to zawsze coś nie tak. Pytanie po której stronie...

bo świadkiem nie byłem...

Nie chciała znaleźć/nie mogła znaleźć...Święta spedziliśmy zdala od naszych rodizn,

skromnie. Dziwnie szczęśliwi...

Styczeń, luty pracy nadal nie było. Dopiero potem coś znalazła, ale na pół etatu. A ja płąciłem prawie całą pensję na jej czynsz,

stan konta zjeżdżał na minus...gdby nie ten overdraft (nie zaciągałem kredytu tylko aktywowałem tzw. overdraft, zresztą nie przysługiwała mi nawet karta kredytowa

bo nie pracowałem nawet rok), to może by wtedy wcześniej odjechała. A tak, po przekalkulowaniu, powiedziałem jej, że jak umowa na mieszkanie

u tego gościa się jej skończy, to musi wrócić do domu, bo nie wyrobimy. A nie wyrabialiśmy. Nawet z jedzeniem. Z resztą nie przypominam sobie, żeby

mi dużo razy przygotowywała posiłki. Owszem, miałem w pracy, ale do dziś obiady od niej mogę policzyć na palcach jednej ręki. Większość mam od mamy i od teściowej.

Ech kolacje i posiłki na randkach ok, ale chyba robiłem ich trochę za dużo...

 

 

Może i była to bolesna decyzja ale słuszna. Przynajmniej nadal

miałem pracę. I odłożony urlop. A na urlopie...no cóż, wpadliśmy.

Po około dwóch latach "starania się"...kto kogo podpuszczał? Szczerze

,to ja. Tak bardzo kochałem moją już wtedy narzeczoną, że

obdarzyłem ją zapłodniłem. Prawdopodobnie zawiodły wtedy prezerwatywy.

Dobre prezerwatywy. No ale miały zawieść później!

Ale nie spanikowałem. Nie zostawiłem jej z

tym samym. Z resztą obiecałem jej, że gdyby do takiego czegoś doszło

to nie stchórzę.

Ale powiedziałem, że będzie trzeba się nieźle naprawcować.

Wróciłem więc do hotelu. Pracować i szybko zaklepać kolejne dwa

urlopy: pierwszy na to aby omówić kwestię ślubu (chciałem tego ślubu,

chciałem czegoś pewnego, związku bo ileż można się wahać?). Było

trochę spięć między rodzinami. Dodatkową tragedią był fakt, że

zadłużony dom mojej przyszłej żony został zlicytowany...ale to i tak

było do przewidzenia.

Dlatego postanowiliśmy wziąć ślub u mnie. Potem okazało się, że

równie dobrze można było tradycyjnie, u panny młodej no ale panika

wzięła górę i moja żona na czas pierwszego trymestru ciąży została

u moich rodziców. Żeby nie dopadł ją stres. I tak ją dopadł. Po

czasie miała pretensje do moich rodziców o nic. Po prosu nie czuła się

jak u siebie. Dotarło wtedy do mnie, że pomiędzy nią a matką jest

nierozerwalna więź, która jednak uzależniła tak obie od siebie, że po

dłuższej rozłące obie wariują!

A dlaczego ta więź jest taka?

Cóż, jej tatuś lubił wlewać za kołnierz. I to spowodowało dużą destabilizację

w jej życiu.

Do jej mamy nic nie mam. Może tlko jedną rzecz: przez to całe jej poświęcenie

i chronienie córki przed wszystkim, moja ukochana z pozoru dzielna, uparta

jest też w pewnym sensie nieporadna i marudna. A! I chce być wolna i niezależna.

Jej obecny stan mógłbym opisać dwoma przeciwstawnymi do siebie słowami: słabość siły.

 

 

Po weselu musiałem jeszcze wrócić do pracy, odbębnić miesięczne

wypowiedzenie i dorobić trochę pieniędzy. Co ciekawe koszt wesela się

zwrócił a i zaoszczędzone pieniądze dały jakąś pewność finansową.

Choć nawet po pobieżnej kalkulacji wiedziałem, że na długo te

pieniądze nie starczą. Dlatego w głowie miałem pewny plan...

 

 

Po ślubie zamieszkałem z żoną u teściów. Ich dom (niestety zlicytowany,

ale eksmisja jeszcze nie nastąpiła) był dosyć duży

więc, raczej nie przeszkadzaliśmy sobie. Dla mnie jednak jako

mężczyzny, irytująca była rzecz, że wszystko wokół nas robiła i

przygotowywała dla nas teściowa. Nawet w piecu nie mogłem napalić. Jej

mąż nie był w tej formie co kiedyś i ogólnie po jego pijackiej

przeszłości zostały mu już tylko problemy zdrowotne.

Ale dało się żyć. Pieniędzy starczało na wszystko. Miło wspominam

ten czas gdy nasz syn rósł w brzuszku mojej żony. Dla nas obydwojga to

również był miły czas. Na bliskość i czułości :-).

Z powodu ciąży nie mogliśmy być też tak od razu eksmitowani.

 

 

Po urodzeniu dziecka (okres prenatarny bez problemów, urodzone naturalnie

w nowym szpitalu położniczym w przeciągu paru godzin; byłem przy porodzie,

to był mój wybór, żona nie nalegała.),

stałem się ojcem. Miłe uczucie. I trochę niepewności. Ale poczucie

odpowiedzialności za

powołanie kolejnej istoty na tej planecie do życia, sprawiło, że

wspólnymi siłami dawaliśmy radę w opiece nad dzieckiem. Nawet gdy

byliśmy bezradni jedno wspierało drugiego.

 

 

Ale...nie mogłem znaleźć pracy. Pieniądze topniały w

zastraszającym tempie (leki, mleko dla dziecka, akcesoria dla dziecka,

własne potrzeby, opał etc...). Wysyłałem dużo CV. Albo nie odpowiadali albo jak

już odpowiedzieli to potem na rozmowie dziwili się, co ja tu w Polsce

robię. Wtedy doszło do mnie, że z tak "zagranicznym" CV nikt mnie nie

będzie chciał w tym kraju. Dlatego zdecydowałem się na powrót do

starego pracodawcy (tego pierwszego) ale do jego placówki w innej okolicy.

Żona wiedziała, że taki plan miałem na wypadek gdyby już nic

tu nie wyszło.

 

 

Bez problemu przeszedłem rozmowę kwalifikacyjną. Ciężko zdobyte

doświadczenie i lepsze umiejęntości językowe w przeszłości, pomogły mi.

A także świadomość, że jestem kochającym mężem i ojcem i że chcę

zapewnić mojej rodzinie byt sprawiły, że spojrzałem na to miejsce z

całkiem innej strony i dobrze odnalzałęm się na nowym stanowisku pracy.

Nie zarabiam może więcej ale to starcza na tyle aby:

móc część pieniędzy wysłać żonie i część odłożyć na

zamieszkanie w nowej okolicy (mieszkam na zakwaterowaniu). Mieszkania tam są o wiele tańsze.

 

 

Ja wiedziałem, że nie będzie to dla niej łatwe. Kolejna

rozłąka. A za parę dni długo wyczekiwany

dłuuuugi urlop. W tym czasie, po prau miesiącach

spokoju, nadziei, miłych i upewniających ją w mojej miłości

konwersacjach na facebooku (używamy fb bo nasze dziecko

zwykle śpi, gdy kończę pracę), nagle pewnego dnia napisała,

że mnie nie kocha, że się nie staram, że jestem nieodpowiedzialny!

 

 

Gdyby nie to, że podczas naszych małżeńskich kłótni, jakimś

cudem znalazłem Samcze Runo, to...chyba nadal był bym misiem.

 

 

Postanowiłem moją Ukochaną przywrócić do porządku,

na jej emcjonalne zakłamane argumenty, przedstawiałem moje logiczne.

I dałem do zrozumienia, że samą miłością ich nie wykarmię.

Daliśmy sobie do zrozumienia: "ty opiekujesz się dzieckiem, ja zbieram

na Was".

I pomyśleć, że w dzień rocznicy wmówiła sobie, że ją zdradzam,

chciała mi zabronić dodawania koleżanek i kolegó z pracy do listy znajomych

na fb! A ja myślałem, że kobiety to tylko meczy, piwa i kolegów zabraniają.

I że to alkohol i papierosy, używki są przyczyną problemów w małżeństwie.

A ja raczej od tych rzeczy stronię. A i tak mam przejebane!

 

 

Co jak co, ale nie zamierzałem jej zdradzać. Koleżanki mam fajne, ale

wolny czas po pracy organizowałem sobie w inny sposób. Z resztą ona

nadal jest piękna ale jej czar już dawno prysł. Dzięki jej

głupiemu zachowaniu.

 

 

Chciała zarzucić mi, że wysyłam za mało pieniędzy.

Jasne. Opłaciłem jej i jej rodzinie kaucję na nowe mieszkanie, pralkę, łóżko...wysyłam

stałą kwotę na czynsz + inne rzeczy, jej mama też przecież zarabia i

poświęca się co doceniam (no ale córka już dorosła, a mama ciągle

na nią buli i buliła nawet gdy komornik wszedł na pensję). No ale

w końcu mamy zamieszkać razem, jak dziecko dorośnie. A ja całej pensji nie

mogę dać. Zresztą żyją, syn rośnie i jest zdrwy, więc pieniędzy chyba starcza,

albo ja czegoś nie wiem?

 

 

A. No i mówiła mi, że seksu nie będzie...bo jakieś powikłania...

ale pytając ją o wyniki, napisała mi, że lekarz jej nie powiedział dlaczego tak jest...

a ja się jej zapytałem dlaczego nie powiedział? a ona na to...że powiedział, że podwójne

nacięcie, że poród bez znieczulenia...

hm...to powiedział czy nie?

 

panowie...minęło już sporo czasu od połogu. Ja sobie z tym problemem poradziłem,

ja byłem wyrozumiały w tej kwestii a ta dziwna odpowiedź mnie zastanawia...

Ok ale jak mi pokaże dowód, to uszanuję. I najem się grochu i czosnku w nocy, żeby nas

od siebie odrzucało :-D .

Jeśli w ogóle to prawda, bo może żona chce mnie sprowokować, tak jak kiedyś

rzuciła się raz na mnie z rękoma, załamana tym, że pieniądze się nam końcżą.

Pamiętam, że wtedy musiałem się opanować i bronić. Skończyło się tylko na tym,

że obiła sobie trochę plecy, bo poślizgnęła się pod moim naporem, gdy zablokowałem jej cios.

Do dziś nie może mi tego zapomnieć.

I wmówiła paru przyjaciółkom na fb jaki to zły jestem. Obgadała moją mamę, obraziła.

Jej brat a mój ocjiec chrzestny to zobaczył i przekazał mamie...nieładne komentarze usunęła

niedawno, ale ja już przezornie zaimporotwałem archiwum fb.

A i była jedyną osobą, która usunęła mnie ze znajomych. Pięknie!

No teraz przywróciła, ale z natury jestem miły i przyjacielski i nie spodziewałem się

takich akcji z jej strony. Z drugiej strony to była jedyna metoda, żeby mi jakoś tam

"przywalić". Ale mam nerwy ze stali. I dowody przeciwko niej. I bilingi. I całą tą historię.

 

 

Teraz postawiłem jej ultimatum: ma przemyśleć, czy za parę dni mam pojawić się u niej,

czy u moich rodziców. Bo jeśli mamy kłócić się przy dziecku, to jej dobre umiejętności

opieki, na nic się nie zdzadzą. Wtedy pozostanie wybór mniejszego zła: rozwód.

Dlatego po przemyśleniu sprawy jeszcze raz, kupiłem dobry dyktafon, który już jutro

będzie u mnie w skrzynce pocztowej.

 

 

 

Ciąg dalszy nastąpi...

 

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Byłeś dla niej nie tylko gałęzią, konarem, ale wręcz pniem ... a nawet z grubego, mocnego pnia te delikatne istoty mogą wysączyć wszystkie soki żywotne ...

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Racja bracie samcu...ty wiesz, że pytała się dziś mnie, kto mnie tak zmienił? Haha...

Groziła nawet, że otruje siebie i syna (tak, mam to w archiwum). I dalej spamuje profil na fb "mądrymi" sentencjami z tych kobieco-księżniczkowych stron...i nikt nawet lajka nie daje! 

Dyktafonik już wysłany...jutro po pracy wpadam odebrać...

jeju, dlaczego muszę aż tak knuć! Przeciw osobie którą kocham?! 

Wydatek na dyktafon też będzie na rachunku...

 

 

"...no cóż wysoki sądzie, ten wydatek był akurat konieczny..."

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wybacz, ale wprowadzenie się ciężarnej do zlicytowanego domu w celu opóźnienia eksmisji to czyste skurwysyństwo.

Co do żonki, to spierdalaj od niej jak najszybciej. Żadnych sentymentów. Sam sobie poradzisz, bo ogarnięty jesteś chłopak.

 

Powodzenia!

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Standard. DDA i misiek ratujący świat. Kwiat białego rycerstwa! Kolega pewnie jest tzw. " trolem" ( nie mylić z forumowymi trolami ) o znikomym " braniu" u kobiet. Raz udało się załączyć, haj hormonalny i mamy nieszczęście!

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

A dyktafon to dobra rzecz. Jak znalazł w razie "W".

 

I broń boże nie melduj jej na swoich czterech kontach!

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja myślałem, że gość który napisał "Hieny, modliszki i czarne wdowy" trochę przesadzał. Autorze, polecam tę książkę, trafiłeś na podręcznikowy przykład, choć i tak nie jest u ciebie najgorzej, bo zdążyłeś się ogarnąć nim było za późno.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kicu!

Fakt byłem białym rycerzem, ale widzę, że to dalej tak nie pociągnie...i w ogóle po tym odpadła mi chęć na inne amory a 

wcześniej to byłem jaki byłem. Zamiast trol, wolałbym określenie

 

@von.hayek

Cóż. Tak jej matka z ojcem to pokierowali i tak się stało...choć ciekaw jestem czy wina do końca leży po winie pijącego ojca...ale chciałem jej pomóc jakoś ten rozdział zamknąć. 

You know mate, it's been emotional.

Logicznie rzecz biorąc opcja zamieszkania u mnie przyniosła by lepsze rezultaty, jej rodzice mogliby się przeprowadzić też w moje strony, mieszkania też były w podobnej cenie na wynajem....ale nastawienie żony było jakie było. A była w ciąży...a ciąża to nie tylko miły okres. To także okres wielu obaw i stresów...(co ciekawe mimo wielu badań, opinii lekarzy, nasze dziecko urodziło się zdrowe).

 

Wystarczyło by tylko pozytywne nastawienie, no ale czemu ja jestem winien? Temu, że chciałem pomóc biednej dziewczynie...i że chciałem tak szczerze prosto z serca pokochać? I tak jak mówiłem jej wcześniej, nie chciałem jej samej z dzieckiem zostawić? 

Na prawdę "nie mogę się doczekać" jak to się dalej potoczy. Bez względu na to co się stanie. Mam wolność i prawdę po swojej stronie.

 

@arox

Przynajmniej z kontami bankowymi, zawsze miałem jedną zasadę: osobne konta, każdego obchodzi tylko jego własny pin i hasło. Dlatego dzięki temu, jest ode mnie uzależniona finansowo. "I nic złego nie odwinie"

Edited by Mr Bread

Share this post


Link to post
Share on other sites

DDD / DDA

Dda.pl

Ile podobieństw widzę...

Ojciec pijak... A matka jest za słaba zeby wprowadzić w dorosłość córkę.

Z jakiegoś powodu Twoj teść pije. Cos czuje ze miał podobnie za młodu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, nie miał lekko, natomiast przed ślubem (teściowa była jego drugą żoną) udało mu się ukryć nałóg. Wszystko wyszło na jaw po ślubie. Dziś nie może szaleć, bo skończy się to dla niego śmiercią. To taki "Forsaken cowboy" na dzień dzisiejszy. Żałuje tamtych błędów ale błędem było by też rozdrapywać tamte rany, bo w końcu miałem szczery cel pomóc jego córce. W sumie to się rozumiemy, mimo tego...ale poajwiłem sięw ich życiu dopiero parę lat temu.

Edited by Mr Bread

Share this post


Link to post
Share on other sites

A dyktafon to dobra rzecz. Jak znalazł w razie "W".

I broń boże nie melduj jej na swoich czterech kontach!

Może i mr bread z niejednego pieca chleb jadł, ale wątpię żeby był aż tak obrotny ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Olej tą kobietę, ale wybacz jej wszystko dla dobra waszego dziecka. Ono nie chce żebyście byli w konflikcie.

Miałem podobne doświadczenia, bardzo długo byłem wyrozumiały, bardzo długo dostawałem wpierdol mentalny i fizyczny i nie oddawałem, różne próby manipulacji i ciosów poniżej pasa, bez mojego odzewu(zrobiłbym coś bardzo złego).

Po takim regularnym długim biczowaniu miłość wypala się, zostaje tylko obojętność i nostalgia za pięknymi czasami. Gdy jesteście wszyscy w trójkę to myśl o was jako o rodzinie, ale nie myśl o niej jak o kobiecie.
 

Edited by diesoon
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Chlebku" spierdalaj od niej, "z tego pieca już chleba nie będzie", może uda Ci się na chwile załagocic sytuację, ale to tylko bedzie czasowo. Szczerze po takich akcjach jak opisywałeś, to nie wiem nad czymsie tu zastanawiać! Pomyśl czy kobieta warta "zaufania" robi takie rzeczy...!? Bo mi sie wydaje, że nie!

 

Powodzenia Ci życzę!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiadomo, że w przytłaczającej większości prawo do stałej opieki dziecka dostają kobiety.

Ktos kiedyś pisał, że w Polsce alimenty to ~ 1k zł.

Rozumiem, że te pieniądze będą musiały utrzymać ją, dziecko i pomóc jej rodzicom.

Zastanawiam się jak oni wyrobią finansowo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, dokładnie taki mam plan, żeby dziecko nie ucierpiało. Pieniędzy starczy. Przynajmniej opieka nad dzieckiem jej bardzo dobrze wychodzi. Ale boje się, że z pracą powtórzy się to samo, mimo tego, że szef nie widzi problemu, żeby pracowała (w końcu wyrobiłem sobie dobrą reputację więc szef idzie mi na rękę).

Wszystko okaże się na nadchodzącym urlopie. Jeśli jej zachowanie będzie nie do zniesienia, kończę to definitywnie! Dla dobra nas wszystkich.

Jej mama pracuje, potem przechodzi na emeryturę, a ojciec pobiera rentę. ale jeśli nie mielibyśmy zamieszkać razem, kwota może być trochę większa. A tak, ograniczam wydatki i wysyłam mniej pieniędzy, bo w końcu chcieliśmy się tu osiedlić na stałe. Ale jak nie będzie współpracy, to drugi raz tego błędu nie popełnię.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki, że się podzieliłeś historią. Nic nie napiszę niestety, bo moje doświadczenie tak daleko nie sięga.

 

Tematy z dziećmi wolę przemilczeć.

 

Zaszła chyba w tobie poważna światopoglądowa zmiana, bo piszesz z dystansem emocjonalnym. Duży szacunek za podejmowane działania naprawcze i za obronę własnych interesów.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok, chlebek ujmę to bezpośrednio, nie chce mi się owijać w przysłowiową bawełnę.

 

 

Sytuacja rodzinna:

 

Ojciec alkoholik niezdolny do pracy z przyczyn zdrowotnych.

 

Dom zlicytowany, eksmisja w drodze, oznacza to iż narobili wielkich długów, ponieważ są małżeństwem musieli robić te długi wspólnie. Przypuszczam niespłacone kredyty na cele konsumpcyjne. 

 

Długi świadczą o jednej z trzech rzeczy lub nawet wszystkich naraz: nie umiejętne zarządzanie pieniędzmi, brak zdolności lub chęci do ich zarabiania (upośledzenie społeczne), życie ponad stan.

 

Sytuacja z ajfonem, którą opisałeś (zakup na bezrobociu na umowę) typowa przesłanka do tego iż luba ma skłonność do życia ponad stan oraz do zadłużania się na cele konsumpcyjne.

 

 

Czyli biorąc sobie swoją lubą przyjąłeś balast w postaci jej patologicznej rodziny, jak myślisz z kim i na czyj koszt będą chcieli zamieszkać jak już wylądują na bruku? Przecież twoja luba nie będzie chciała zostawić mamusi.

 

Pani z opisu wynika też nie chce pracować, a jedynie wydawać. Jest najnormalniej w świecie leniem i pasożytem.

 

Skąd to się wzięło - "nie urodzi wrona gawrona". <-- przykład z domu rodzinnego, tak żyli rodzice i tak ona będzie żyła, nie zmienisz tego.

 

 

Byleś dla niej dobrą opcją na źródło utrzymania (nieśmiały, mało kolegów, stroniący od rozrywek, pracowity).

 

Opieka nad dzieckiem jej dobrze wychodzi.... tak opieka, ale kto wychowa? patologiczni teściowie?, którzy nic w życiu nie osiągnęli (prócz długów) czy twoja luba z lewymi rączkami do pracy, jakie będzie dziecko chowane przez takich ludzi?

 

Powiem tak z babą krótko. Chcesz z nią być, ok ale odcinasz ją i swoje dziecko od jej rodziców, to nie są wzorce do naśladowania.

 

Pakuje manatki i przyjeżdża z dzieckiem do ciebie (koniec mamusiowania i tatusiowania , nie chcesz słyszeć o problemach jej rodziców ani im pomagać). Jak księżniczce nie pasuje to rozwód i alimenty maks 500 zł i koniec pieśni (na twój wniosek oczywiście, uzasadnienie że żona stroni od podjęcia pracy, jest niezrównoważona bo wywodzi się z patologicznego środowiska - domagaj się powołania biegłego,doprowadza do rozbicia rodziny nie chce z tobą zamieszkać w miejscu gdzie masz pracę itd. itd.., + rozpad pożycia małżeńskiego, zero seksu z winy partnerki , powołaj jej lekarza na świadka , sąd zwolni z zachowania tajemnicy lekarskiej, sam zobaczysz jak to nieistniejące choroby nie pozwalały jej współżyć) . Jak wywalą jej rodziców i ją z tego domu to albo zacznie pracować i żyć na swój koszt albo odbierzesz jej dziecko.

 

Jeszcze jedna uwaga kiedy ciągnie dalej z ciebie kasę, a jednocześnie skarży się jaki to zły jesteś i nie chce seksu najprawdopodobniej pracuje już nad lepszą opcją, ale ciebie nadal trzyma w zanadrzu gdyby nie wyszło.

  • Like 24

Share this post


Link to post
Share on other sites

O kurczę Red, ty to potrafisz doradzić człowiekowi, i od strony prawnej i że tak powiem "logistycznej"  :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wielkie dzięki Red, niestety skończył mi się limit lajków, wczoraj po napisaniu posta buszowałem po runie całą noc :-D .

Przynajmniej będę miał kolejne wskazówki jak się do tego zabrać. 

Z tym zamieszkaniem plan taki był, ale biorąc pod uwagę ostatnie kłótnie, trudno mi po prostu powiedzieć, czy to wypali. Co z tego, jeśli zaoszczędzę a ona nie będzie przynosić zysku?

Co ciekawe, mówi, że to ja mam być ojcem. Ok. Ale wzorzec z mojego rodzinnego otoczenia był taki, że mąż i żona pracowali razem. 

Jeśli tak nie będzie, to do widzenia.

A obecna praca jest jedną z najlżejszych i najprzyjaźniejszych jaką wykonuję, ale muszą być spełnione dwa warunki: chęć i otwartość do klienta.

Sorki nie piszę jaka to praca, jaki to kraj, ale to przezornie, żeby przez przypadek nie zostać wykrytym przez żonę. Ona nawet nie domyśla się istnienia tej strony, nie ma dostępu do mojego komputera, ale dmucham na zimne.

 

PS

Obecnie cała rodzina jest już dawno wyeksmitowana, mieszkają w wynajętym mieszkaniu. Część moich pieniędzy i część pieniędzy teściów idą na wydatki. Reszta oszczędności na zamieszkanie za granicą. Kokosy to nie są, ale nawet z jednej zagranicznej pensji raju nie urządzę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A obecna praca jest jedną z najlżejszych i najprzyjaźniejszych jaką wykonuję, ale muszą być spełnione dwa warunki: chęć i otwartość do klienta.

Sorki nie piszę jaka to praca, jaki to kraj, ale to przezornie, żeby przez przypadek nie zostać wykrytym przez żonę. Ona nawet nie domyśla się istnienia tej strony, nie ma dostępu do mojego komputera, ale dmucham na zimne.

 

 

Słuchaj, tu nikt nie wymaga chwalenia się takimi rzeczami.

 

My wymagamy byś czytał ze zrozumieniem, pytał gdy nie wiesz lub nie rozumiesz oraz wyciągał prawidłowe wnioski na temat tego jak funkcjonuje życie a zwłaszcza związki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki za historię MrBread. Wyjście jedno, uciekaj.

Słuchaj się Reda, bo chociaż to skąpiradło straszne rację ma.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dołączam się do podziękowań za elaborat, Panie Chlebie.  :)

Wygląda na to, że masz spore szanse na korzystne załatwienie sprawy. 

 

Doświadczeni koledzy wyczerpali temat, tak więc pozostaje mi życzyć Ci wszystkiego najlepszego. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiadomo, że w przytłaczającej większości prawo do stałej opieki dziecka dostają kobiety.

Ktos kiedyś pisał, że w Polsce alimenty to ~ 1k zł.

Rozumiem, że te pieniądze będą musiały utrzymać ją, dziecko i pomóc jej rodzicom.

Zastanawiam się jak oni wyrobią finansowo.

 

Facet jak ma dobre argumenty może walczyć o dzieciaka.

Kumpel bez problemu dostał wyłączne prawo opieki, bo mamuśka nie była zdolna do utrzymania siebie i dzieciaka.

A do tego jak ten jej kupił pralkę, czy jakieś gadżety to sprzedała aby mieć kasę na imprezy.

Wygrał bez problemu. I to teraz ona musi mu płacić alimenty

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Heh, pralka akurat popsuła się krótko przed przeprowadzką, więc trzeba było kupić nową. Nie było wyjścia.

A gdy się spytałem jak pierze nowa pralka, usłyszałem: "Za kogo ty mnie uważasz!? Za jakąś kurę domową?! Że ja mam prać... czy co?!"

ech...Marek pisał coś o tym, że panie nawet ze zdobyczy technologii AGD nie potrafią się dziś ucieszyć... nawet jeśli są najnowsze i sponsorowane przez partnera... 

 

Dyktafonik już dotarł, jestem zadowolony z jakości nagrań z ukrycia, z kieszeni i z innych miejsc. Mały i kompaktowy. Pozostaje tylko pomyśleć jak dobrze go ukryć.

Pozostały 3 dni do wyjazdu. Normalna samica nie mogła by się doczekać...moja...no cóż. Do dziś nie wie czy ma mnie wpuścić czy nie :D

A tak na poważnie, jeśli coś z nią jest nie tak...no cóż. Cokolwiek się stanie,

:)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Morfeusz
      Ciekawa opowieść z profilu MGTOW Polska na pejsbooku. O tym jak wygląda życie w związku w Polce, u znajomych autora opowieści. Historie "beciaków", którzy będąc prawdziwymi przegrywani, nadal tkwią w Matrixie i chorych związkach ze swoimi samicami. Uwarunkowani kulturowo, zaprogramowani do roli bankomatów. Wystarczyło trochę alkoholu, aby zaczęli opowiadać jak to wygląda naprawdę, z ich perspektywy.
       
      Cytuję:
       
      Wczorajsze spotkanie ,,po latach" z kolegami z licealnej klasy. Jedna litrowa Finlandia na pięciu (starość, k...). Dwóch kolegów zaręczonych, dwóch już po ślubie, jestem jedynym singlem na ,,imprezie". Po 21 zaczyna się wylewanie żali.
      Osoba 1: ,,Nie mam praktycznie nic do powiedzenia w związku. Za każdym razem jadę do niej, bo ona twierdzi że prawdziwa kobieta nie jeździ do faceta. Na randkach siedzimy z jej rodzicami i oglądamy telewizor, no chyba że ja zapłacę za wczasy i gdzieś pojedziemy. Ale nic z tym nie robię, bo gdzie ja w tym wieku znajdę inną dziewczynę? Zresztą już ślub w drodze".
      Osoba 2: ,,Generalnie dramat. Szukam tylko najmniejszej sposobności, żeby pobyć chwilę samemu w mieszkaniu. O wszystko cały czas awantura, jak próbuję się postawić to jest foch. Seksu zero". Na pytanie czego w takim razie nic z tym nie zrobi kolega odpowiada cierpko: ,,A co by teraz powiedziała MOJA MATKA gdybyśmy się rozstali przed ślubem"?
       
      Żonaci koledzy nawet już nie walczą w dyskusji. Pokornie przyjmują swój los i cierpko przełykają kolejne kieliszki czekając na wyrok, który niechybnie wkrótce nastąpi. I nastąpił. Po 22 nerwowo odbierają telefon, po ich minach i stłumionych odgłosach dochodzących z drugiej strony wnioskuję, że właśnie słyszą coś w stylu ,,Gdzie się kurwa szlajasz????!!!! Ja tu siedzę sama, a ty się bawisz. Kawaler kurwa jesteś???!!!!". Wiem już, że za chwilę kumpel sięgnie po kurtkę i smutnym głosem oznajmi ,,Panowie, muszę się zbierać". Intuicja nie zawiodła.
       
      I najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że zostałem nieformalnie uznany za największego przegrywa na imprezie, i to pomimo faktu, że mam najlepszą pracę, często podróżuję, rozwijam swoje pasje i generalnie cieszę się życiem. ALE NIE MASZ DRUGIEJ POŁÓWKI!!!! No faktycznie, dzisiaj kupiliśmy litra.
       
      Panowie, nie dajcie sobie wmówić że jest coś z Wami nie tak tylko dlatego, że nie dajecie traktować się jak bankomat lub jak animator czasu wolnego. Przyszłość należy do Was. No chyba, że wspaniałomyślnie chcecie dać zarobić swojemu prawnikowi na rozwodzie.
    • By Adolf
      Cześć Bracia.
         Jest jesienna pora, ogarnia mnie chandra i brak chęci do życia. Patrzę na to wszystko czego się dorobiłem licząc żonę, dzieci, dom.
      Wszystko to o kant dupy rozbić. Niby mam rodzinę i jakiś stan posiadania, ale to nie ja to wszystko mam. Te wszystkie składowe, tworzące moje jestestwo, w sumie przekładają się na to że to ja jestem niewolnikiem tych rzeczy. To nie ja posiadam rodzinę, i dom, jest odwrotnie, jestem sługą tej rodziny i domu, chociażby w minimalnym zakresie, żebym był. Zresztą rodzina to tylko moja małżonka, syny siedzą za granicą, mają swoje sprawy. Wczoraj wróciłem z 2 tyg. pobytu w szpitalu związanego z zabiegiem ortopedycznym, żona odwiedziła mnie trzy razy celem doniesienia odzieży, krótkie rozmowy, co w domu, w każdym przypadku rozmowa kończyła się prawie kłótnią. Po za tym jak zauważyłem w rozmowie z nią i słodkim pierdzeniu, jestem potrzebny w domu jak ten pies. Ona czuje się bezpieczniej, jak śpię w domu, nawet jak nawalony, ale jestem.
         Widzę jak inni pacjenci są odwiedzani, czułe, wspierające słowa, jakieś żarcie domowe, a u mnie sucho. Synki też się nie popisały, żadnego telefonu. Kobieta, mimo że zakazałem, pisała z nimi żeby skontaktowali się ze mną, głucho. No nic, karma do mnie wróciła. Mój ojciec biologiczny samotnie zmarł w szpitalu pomimo że wiedziałem gdzie jest, a brakowało u mnie woli przejechać 200 km. Zawsze byłem oschły wobec synów i mówiłem martwcie się o siebie, ja sobie radę dam. Takie życie sobie stworzyłem, będąc takim jakim jestem, z zewnątrz pancerna skorupa, w środku ktoś kto oczekuje po mimo wszystko zrozumienia i przytulenia.
       
         Ale żeby nie było smutaśnie widzę światełko. W Czerwcu kupiłem sobie kampera, stary, dychawiczny ale jeszcze da radę, a przynajmniej dojedzie do Portugalii i wróci i tak kilka razy.
      Portugalia to moje marzenie, zima tam, lato tutaj. No pięknie, życie bez zobowiązań, martwię się tylko o siebie i psa którego być może znajdę do rozmowy i opieki nad nim. 
         Tylko zostaje pseudo rodzina i to materialne co jest tutaj. Kobieta się ogarnie z domem zwłaszcza że ma duże wsparcie teściowej w sensie że można u nas siedzieć bez ograniczeń.
      Zastanawiam się co mnie trzyma w domu, parę zobowiązań finansowych, żona - nie, dwa koty - zapewnię finansowanie względem żarcia, bo nawet w tym kobiecie nie ufam, tylko tyle, kurwa teraz widać czego się dorobiłem i za czym ewentualnie będę tęsknił, haha, przez łzy. Za czym tęsknię? Za wolnością, niezależnością, za tym abym nie musiał się o nikogo martwić czy da se radę. Chce być sam, ale tak naprawdę, nic do bani.
       
         W jaki sposób to zrealizować? Wiem, wsiąść w bryczkę i hajda, piekła nie ma, wolność cię czeka. Ale jestem odpowiedzialnym człowiekiem z dużym poczuciem obowiązku, jak to tak, pierdolnąć wszystko i wyjechać w ;Bieszczady;? No dziwnie tak, a co z tym co zostawiłem? Dadzą se radę? Pewnie tak, bo ich tego uczyłem że kiedyś umrę. No i rodzinny ostracyzm (jej rodzina), zostawił żonę i se pojechał, jak tak można...
       
         No dobra, tak jesiennie wygadałem się. Kiedyś się zdobędę.
       
      Pozdro Bracia.
       
    • By Trevor
      Witam braci w ten sobotni poranek!
       
      Coś mnie tknęło żeby napisać dzisiaj tekst o manipulacjach jakie stosują szefowie w firmach wykorzystując punkty nacisku na pracownika i generalnie chciałbym usłyszeć o waszych doświadczeniach i sytuacjach jakie przeżyliście w tym zakresie. W pracy chce tylko zrobić swoją robotę najlepiej jak umiem, i wyjść (ewentualnie czasem pogadać ze współpracownikami ale to też nie za często. Nie mam w obecnej pracy żadnych ambicji. To tylko robota na przeczekanie/przeżycie, ale sporo mi daje bo traktuje ją jako poligon doświadczalny jak daleko moge sie posunąć w walce o swoje (choć reaguje tylko na niewporządku zachowania współpracowników czy szefa). 
       
      Generalnie zauważyłem że jest kilka taktyk które sosują szefowie żeby upenić się że mają kontrolę nad pracownikiem. Jako że jestem buntownik to sporej części z tego doświadczyłem:
       
      1 ) Zastraszanie - do tego używana bywa presja grupy, groźby, wyzwiska, pokrzykiwania, bezcelowe tyrady bluźnierstw
       
      2 ) Manipulacja - podkładanie świni, celowe świadome ignorowanie gdy przychodzisz z jakąś sprawą, wyśmiewanie na forum grupy w celu wymuszenia podległości, wmawianie że powinieneś w sobie coś poprawić że wykonana praca nie ma aż takiego znaczenia (że ważniejsze jest zachowanie - moim zdaniem bzdura jeśli robie co mam robić i nikomu nie chce wadzić ale trzymam sie swojej roboty i harmonogramu), brak konkretnych szkoleń (niekompetencja praconika ma służyć przede wszystkim jego zastraszeniu wymuszeniu podległości i wytworzeniu wrażenia że jest kimś gorszym od szefa bo on taki wszechwiedzący - w praktyce szefowie często nei wiedzą o tym co robią ich podwładni - to szczególnie w korporacjach)
       
      3 ) Narracja - opisywanie tego co robisz w danej chwili z kpiną i najchętniej rozkręcanie tego na szerszą grupę pod pozorem żartów
       
      4 ) Brak bezpośredniości - wszystkiego powinieneś sie domyślać nawet jak jesteś nowym pracownikiem, a jak pytasz to sobie porobimy przy okazji śmichy chichy z ciebie co by sobie podbudowac ego jakim to wspaniałym szefem jestem
       
      5 ) Obrabianie dupy za plecami - to sie rozumie samo przez się
       
      6 ) Fałszywe kumplowanie się/ próba wywołania huśtawki nastrojów przez śmiechy i żarty a po sekundzie zawaleniem obowiązkami - znowu w celu wywołania niepokoju i nerwowości
       
      7 ) Integracje - masz siedzieć w robocie jak najdłużej żebym mógł trzymać presję na tobie jak najdłużej, żebys nawet nie pomyślał o zmianie pracy czy buncie w jakiejkolwiek kwestii
       
      8 ) Ukrywanie własnej niekompetencji przez zwalanie swojej roboty na pracownika - tak to też widziałem
       
      9 ) Pogarda dla podwładnych - na własne uszy słysząłem na pewnym spotkaniu "Nie miejscie złudzeń tu będzie kołchoz, ale wazne żeby nam było dobrze" i "Zatrudnimy kilku murzynów będzie bardziej internaszonal" - jedno po drugim
       
      10 ) Brak konkretnego określenia obowiązków - jesteś od wszystkiego nie łudź się. To już jest mentalność niewolnicza. Podpisując umowę zgadzamy się na zakres obowiązków i gotowość do pracy w określonych ramach. Tego nie ma w ogóle. 
       
      11 ) Drażnienie się kiedy masz ważną sprawę do załatwienia, i celowe odmawianie dnia wolnego dla zabawy mimo że nie ma ku temu najmniejszych przeciwwskazań.
       
      12 ) Omijanie ważnych dla wszystkich spraw i robienie z błachych spraw czegoś niezwykle ważnego. Każdy o tym wie ale nikt nic nie mówi (i to widziałem nawet w męskiej ekipie).
       
      W różnych pracach doświadczyłem sporo z tego co tu opisałem. Nigdy nie chciałem się kumplować z szefami bo uważam że nie od tego są, a to że nie radzą sobie z samotnością na stanowisku kierowniczym to ich problem nie mój. Zawsze uważałem że w pracy powinny rządzić zasady a nie czyjeś widzimisię, ale ponieważ nie rządzą to zacząłem je naginać pod siebie albo walczyć o swoje zdecydowanie nawet pod groźbą odejscia z pracy kiedy widziałem że ktoś sie ze mną pitoli dla zabawy. Nie jestem chamem. Witam się, odpowiadam z uśmiechem czasem pogadam o czymś nie zwiazanym z pracą, ale nie dam sobie wejśc na łeb. Męczy mnie jednak ze ludzie cały czas grają w te gierki. Generalnie ciekaw jestem waszych doświadczeń w tym zakresie.
       
      Pozdrawiam 
      Trevor 
    • By Hassan37
      Witam braci 
      Na początek dodam iż jestem tutaj świeży i nie wszystko ogarniam ,  a forum dopiero zacząłem czytać od kilku tygodni . Nie ukrywam, że pomogło mi poskładać wiele spraw w tych puzzlach, które się posypały po pokoju zwanym życiem. Licze na krytyke moich zachowań oraz aprobate swoich chamskich zachowań także , no i życze miłej lektury mojej historii:
       
      Opowiem wam historię, kiedys biegałem do takiej jednej czasami dzień w dzień po te 5 km wte i 5km w tamte strone.Myślałem, że złapałem bozie za nóżki (wiem z góry przegryw) .Było to tak : uważałem, że osiągnę apogeum białorycerskosci gdy wyrwałem ją z problematycznego zwiazku z nieodpowiedzialnym pajacem, przyjalem jej i jego juz nienarodzone dziecko, jak swoje gdyz tatus owszem: uznal dziecko ale powiedzial przed sadem iz bedzie tylko platnikiem alimentoww a wychowaniia sie nie podejmie bo sie zwyczajnie wyparl ponieważ nie mógł znieść, że samica nie zamierza nawet chcieć z kims takim (poniżał ją, poddawał w watpliwosc ojcostwo zanim dziecko sie urodziło) zwyczajnie cierpiał, że zamierza ona opuscic z hukiem tą gałąź , na rzecz mojej skromnej osoby. tamten gosc znalazl sobie pozniej  inna panne z dzieckiem , groził mi jeszcze, w sądzie mało zawału nie dostał , na 1 sprawie musiała interweniować karetka do niego, pozniej mi jeszcze groził, jak i wczesniej smiercią. Ja z perspektywy czasu uwazam, iź wisi mi koleś dobrą whisky bo uniknął 4 letniego hardkoru no i dzieki mnie jego dziecko ma tatę, a to chyba dla dziecka wazne.No ale do meritum ....W naszym zwiazku jak fo na początku (lowe forewer i jakbym sie 1 raz zakochał)po raz 4 w zyciu de facto, no ale jeszcze mi nigdy tak nie odj...ło na punkcie kobiety i swojej bialorycerskosci. Byłem taki z siebie dumny, chu....niech mnie nawet zabije i bede postacia tragiczną tego law story , bylebym był z siebie tak dumny jak wtedy, ze swej bohaterskosci .Wiadom, były kwiatki, motylki, zareczyny , ostatecznie moje 2 dziecko tym razem juz nie przysposobione czyjegos samca , a moje biol. (nawet bylem naocznym swiadkiem narodzin bo tak ja kochalem ze nie balem sie z nia niczego doswiadczac! ) - moj stary powiedzial mi zebym sie nie godzil na taki widok bo mi panna zbrzydnie, ale ja twardo. Jak sie dalej okazało wcale nie z tego powodu sie po...ło seksik rowniez sie odbywal normalnie po akcji z pepowina , wogole nie zaluje tego doswiadczenia w koncu byla to moja milosc pdwojna kobita i drugie dziecko.
       
      Zamieszkalismy razem u mnie , a teraz do puenty ...dlaczego nie doszlo do ślubu i na dzien dzisiejszy lacza nnas tylko dzieci? Objasniam : gdy wspolnie mieszkalismy okazalo sie ze nic jej nie pasuje, pracowalem...zle, bo zamiast wracac do domu potrafilem tez zahaczyc po drodze (oczywiscie nie codziennie) kolegow i zdarzalo mi sie troche spoznic, nie jestem bez winy, ale nic nie jest bez przyczyny,  musialem niewyspany zap. Do roboty i wracac punktualnie , 5 minut po pracy mialem juz telefon ,,czy ide,, to trwalo do czasu az nie je...lem tej roboty bo mnie przeroslo to wszynio, i ciagle kontrolw . ZACHODZAC do domu rodzinnego zastawalem takowy widok : pampersy lezaly na podlodze, talerzy masa w zlewie do tego stopnia ze pojawily sie robaki, owszem dzieci byly najedzone ubrane ale musialy sluchac awantur o spoznienie, o zapach piwka z ust, mimo ze w zyciu nie skrzywdzilem fizycznie ani jej,ani tym bardziej dzieci, dostalem od niej kiedys w pysk bo raczylem zwrocic jej uwage i rzucic w jej strone skarpetka czy czyms tam co lezalo nie uprzatniete na **** , po czym dalem jjej do zrozumienia ze nic jej nie pasuje ani tez nic nie robi tak naprawde, a i tak wszystko jest us..ane i nieogarniete. Po zlisciowaniu mnie  na oczach corek zadzwonila po policje, poskarzyc sie ze jestem pijakiem i wprowadzam terror (choroba poporodowa?) no to kiedys nie wytrzymalem i sie znietrzezwilem totalnie poza domem policja okolo 24.00 przywiozla mnie do domu ,bo calym belkotliwym stanie ublagalem ich ze mam tam dzieci i nie chcena dolek i strace rodzine poniewaz juz mam jazdeczki o niebieską karte z powodu SKARPETKI. Panowie tym razem, wczesniej z niebieska karta wystartowala jakas piz...czka policjantka , zrozumieli , nawet wspolczuli cos tam , wiec odwiezli i potulnie polozylem sie spac narabany temat wrocil nazajutrz. Nadal dom byl nieogarniety, a porzadek pojawial sie tylko wtedy gdy miala przyjea0chac do niej mummy , badz ktokolwiek z mojej rodziny w odwiedziny. Nieraz sam lapalem za odkurzacz co uwazam za ponizajace jako samca, ale juz nie szlo wytrzymac smrodó i kulek syfu w zakamarkach .
       
      Do tego calego burslu moja wybranka serca uznala ze dzieciom potrzeba pupila, kupila im psa i mowila ze bedzie wychodzila z nim na spacery( ja nie moglem bo bylem do 16,17.00) w pracy . Se mysle, spoko , moze zacznie byc lepiej , starsza core nauczy to obowiazku, sama panna zacznie ogarniac bajzel bo w koncu szczeniak wali pod siebie, sam sie nie wyprowadziJakiez bylo moje zdziwienie kiedy wracalem a tam kupa na kupie miedzy dzieciecymi lozkami , po ktorejs z kolei awanturze wyprowadzila sie z dziecmi na wynajem, zrobiła ze mnie ch...ja, prostaka co to wyrzuca rodzine , oczywiscie byla policja , niedoszli tesciowie, grozby smiercia etc. Teraz najlepsze!  zostawila mi psa informujac ze jest on dzieciakow i mam sie nim opiekowac. Pies sie meczyl bo nie bylo mnie do 16, na wynajmie nie mogla go trzymac, wiec i tak wracalem do ******, w dodtku psina potwornie piszczala cale dnie bo sasiedzi mi mowili ze mieli nawet na mnie wzywac TONZ .mialem wyrzuty o to ze pilem piwko, bo wodki nie lubie i nie moge pic , uzywam jej tylko w skrajnych sytuacjach jak wlasne urodziny badz w sylwestra, ale zrobila ze mnie typa ,, pil bil i kasy nie dawal,, jej rodzina miala mnie za potwora bo ją wyrzucilem a nawet psa, ktorego nie umiem wychowac jak i dzieci. (Caly czas teatrzyk zielona gęś mial nowe akty),  To ja znalazlem mu nowy lepszy dom na wsi  nie musial plakac ze nikt go nie wypuszcza do 16.00 . choc ona sama nie dzwignela zycia i moich do niej preensji i sama pojechala do matki z wynajmu (caly ten czas pomagali jej moi rodzice, robili to dla wnukow, a ja mialem ostrzal z kazdej strony jaki to zly jestem), ale po mnie splywalo jak po kaczce bo wiem co mozna mi zarzucic a czego nie, dopiero rozlaka miedzy nami(pojechalem do pracy za granice) , jej powrot do mamusi i uplyw czasu troche scalily nasza relacje, mozna bylo powiedziec ze sie skrajnie uspokoilo, ale do czasu bo nawet bedac u wlasnej mamy non stop czepiala sie mnie o wszystko.
      Coraz bardziej czułem , że za chwile wyladuje w psychatrowie.
       
      Doszlo do tego ze niedawno juz (mamy dzieci lekko starsze teraz) poklocila sie ze mna w domu moich rodzicow na odwiedzinach  to ze utrzymuje maly kontakt z dziecmi mimo iz ciezko zapierdzielalem do 19.00 za graica i jedyne co moglem tam w miare prywatnie zrobic to w weekend dzwonic do nich gdyz mieszkalem w warunkach 6osobowego pokoju (tzw bungale- wiecie bracia jak tam sie glosno zyje) , no i masz ...wrocilem po kilku msc z pracy steskjiony za dziecmi, kwestia tej klotni- od slowa do slowa i w domu mojej matki znow dostalem w morde i to przy dzieciach . Dzieciaki miedzy soba w tej chwili sie biją , brzydko sie wyrazaja, a ostatnio oznajmila mi ze bede mial widzenienraz w tygodniu bo ma nowego chlopaka. Ja Ci ziomeczku nie zazdroszcze, i ciekawe kiedy bedzie u ciebie policja, robaki, psia kupa na podlodze i kiedy zrobicie sobie dzieci, ktore beda po jakims czasie mowic do ciebie ,, gamoń,, ,, głupek,, i ty to jeszcze w dodatku bedziesz probowal wyprostowac (dla dobra dzieci oczywiscie) zeby mi z nih malych patusów nie zrobila,
       
      Drogi samcze ,luby mojej byłej  obstawiam terminologią bukmacherską czystą jedynke że niebawem zdarzy ci się ciezki armagiedon , poki co jestescie miesiac razem ...ale kwestia czasu jak bedziesz miec jazdy o 2 min spoznienia, o placenie na rozne rzeczy no i nasze dzieci tez dadza ci zapewne popalic, w dodatku spodziewaj sie grozb,, niebieskiej karty,, - bo mojej bylej ten slogan sluzyl do wszystkiego , zreszta takie ma wzorce z domu rodzinnego  tam juz takowy sticker funkcjonuje u jej ojca i to zajebiscie z racji chlania, krzykow, pobic oraz tego typu patojazdeczek. Nie wiem czy on tutaj trafi ale jeslitak to w razie,, wu ,, do tego whiskey co poprzednika uratowałem, swoim zaangazowaniem w gowno , zycze sobie 5 L Coli. 
       
      dobra, sorry za przydługi wywód, mojego najwiekszego przegrywu. Pora iść w końcu pooddychac , popracowac na alimenty i szykowac sie ze spokojem i uśmiechem na dalsze jazdy, ograniecznia kontaktu, dalsze mnie gnojenie z jej strony, tym razem upokarzanie mnie w oczach nowego gacha, ktory ma przesrane prawdopodobnie, ale dzieki forum, mam to juz obcykane w paru procentach.Dodam, ze szybko sie uczę i sporo notuje,  wiec dzieki braciom na pewno wypłodze coś pozytywnego aby zaradzić temu co w przyszlosci.  Jesli temat nie powinien byc w tym dziale sorry, tj pisalem jestem swiezy i prosze o prz3niesienie do odpowiedniego dzialu, a wam bracia dzieki , tym ktorym chcialo sie to czytac ewentualnie dodac swoje 5 gr do tej 4letniej imitacji zwiazku. Pora zyc .... najpierw zrobie 100 pompek i zjem ze dwa piwka. Eloo
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.