Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

O tym jaki byłem przed poznaniem mojej "tej jedynej" miłości, opowiem później.

Chciałym skupić się na tym, dlaczego po parul latach wielkiej miłości, musiałęm kupić

dyktafon aby użyć go przeciw tej, dla której "dałbym sobie rękę odciąć".

Wszystko stoi na prostej drodze do rozwodu. Czy moja samica w końcu się ogarnie?

Bo ja się ogarnąłem, choć może trochę za późno. Trzeba było być Niedźwiedziem, a nie misiem.

 

Jakieś parę lat temu po może i ambitnym technikum, nie mogłem znaleźć pracy. Bo byłem dobrym człowiekiem,

nie miałem znajomości i byłem trochę niepełnosprytny, ale miły i romantyczny. Miła ciota. Już po "wielkich

problemach dojrzewania"...a chciałem w końcu znaleźć pracę i cel w życiu, a także kobietę, to piękną i jedyną.

Udało mi się jakimś cudem znelźć pracę za granicą.

Po paru miesiącach nienajlepszj ale jakoś lepiej płatnej pracy, poznałem tam moją przyszłą żonę. Biedną, bo

zagubioną, zamkniętą w sobie i troche sobie nie radzącą w pracy i z ludźmi.

Po wielu moich "niepowodzeniach" z płcią przeciwną, "wziąłem się w garść", zostałem jej przyjacielem, "opiekunem",w końcu powiedziałem jej, że ją kocham i potem poprosiliśmy pracodawcę o "couple room" dla nas.

Było pięknie, kochaliśmy i kłóciliśmy się również, ale nie rozłączaliśmy. Zawsze razem. Przed i po pracy. W wolne.

Pracodawca nic przeciw taki związkom nie miał, w końcu w naszym miejscu pracy pary tworzyły się zawsze.

Ale moja ukochana sprawiała swoim zachowaniem i "chęcią do pracy" pewne problemy, ktorych nie zauważałem, bo hormonalny haj nie pozwalał mi, żebym tą sprawę bardziej zbadał. I tak oto nie przedłużono nam kontraktu.

Nie przeszkadazło mi to jednak, wierzyłem naiwnie, że dzięki tej miłości damy radę, nawet jeśli jej dom w którym

mieszkała, był obciążony niespłaconym kredytem hipotecznym. Jakby co, u mnie z zameldowaniem było wszystko jest i było

w porządku. Tylko i tak sensownej pracy brakowało w okolicy.

 

Gdy wróciliśmy do kraju, byliśmy raz u niej a raz u mnie. Pochodzimy z dwóch różnych województw i trochę odległości

między nimi jest. Ale nie przeszkadzało to nam. Choć pieniędzy nie zostało wiele (ukochana wspierała mamę finansowo a ja nie miałem jakiegoś większego finansowego planu) a mi zależało, żeby jednak ich nie zabrakło.

I zależało mi też na tym aby moja jedyna została moją narzeczoną.

Parę miesięcy po zaręczynach znalazłem kolejną pracę za granicą.

Najpierw miałem znaleźć się tam ja, potem moja miłość. Z tym, że tamto miejsce nie było moim wymarzonym, ale czego nie robi się dla miłości...

Najbardziej denerwowały dwie zmiany na dzień i tylko parę godzin dla siebie między tymi zmianami.

Szef zresztą miał inne plany i nie chcaił zatrudnić mojej ukochanej. Dopiero po paru miesiącach charówki, ogłoszono nową rekrutację.

W razie czego, udało mi się też znaleźć kolejną ofertę i zagadać do kolejnego pracodawcy, czy może by kogoś nie chciał.

Poszedłem na żywioł. Bo już nie mogliśmy wytrzymać paromiesięcznej rozłąki. Bo była szansa.

Znalazłem dla niej współdzielone mieszkanie, ze starym właścicielem. Tańszych ofert nie było a zakwaterowanie na terenie mojego pracodawcy

było o wiele mniejsze. Zapłaciłem wszystkim czym miałem, jeśli chodziło kaucję, pożyczyłem nawet pieniądze od kolegi, żeby jakoś przeżyć.

Liczyłem, że się to uda.

Ale szefostwo w mojej pracy nie przyjęło mojej ukochanej. Mimo doświadczenia i dobrej znajomości języka. Natomiast w drugiej, trochę podlejszej

robocie, ale tak samo płatnej, moja ukochana się poddała po pierwszym dniu próbnym.

I jeszcze przed rozmowami kwalifikacyjnymi kupiła sobie iphone na abonament!

To był pierwszy znak: "no to ty się dla mnie poświęcisz, zjem Cię całego mój chlebku..."

Po tym się poddała. Nie miała ochoty szukać innych prac w okolicy. Jak już jakieś były to zawsze coś nie tak. Pytanie po której stronie...

bo świadkiem nie byłem...

Nie chciała znaleźć/nie mogła znaleźć...Święta spedziliśmy zdala od naszych rodizn,

skromnie. Dziwnie szczęśliwi...

Styczeń, luty pracy nadal nie było. Dopiero potem coś znalazła, ale na pół etatu. A ja płąciłem prawie całą pensję na jej czynsz,

stan konta zjeżdżał na minus...gdby nie ten overdraft (nie zaciągałem kredytu tylko aktywowałem tzw. overdraft, zresztą nie przysługiwała mi nawet karta kredytowa

bo nie pracowałem nawet rok), to może by wtedy wcześniej odjechała. A tak, po przekalkulowaniu, powiedziałem jej, że jak umowa na mieszkanie

u tego gościa się jej skończy, to musi wrócić do domu, bo nie wyrobimy. A nie wyrabialiśmy. Nawet z jedzeniem. Z resztą nie przypominam sobie, żeby

mi dużo razy przygotowywała posiłki. Owszem, miałem w pracy, ale do dziś obiady od niej mogę policzyć na palcach jednej ręki. Większość mam od mamy i od teściowej.

Ech kolacje i posiłki na randkach ok, ale chyba robiłem ich trochę za dużo...

 

 

Może i była to bolesna decyzja ale słuszna. Przynajmniej nadal

miałem pracę. I odłożony urlop. A na urlopie...no cóż, wpadliśmy.

Po około dwóch latach "starania się"...kto kogo podpuszczał? Szczerze

,to ja. Tak bardzo kochałem moją już wtedy narzeczoną, że

obdarzyłem ją zapłodniłem. Prawdopodobnie zawiodły wtedy prezerwatywy.

Dobre prezerwatywy. No ale miały zawieść później!

Ale nie spanikowałem. Nie zostawiłem jej z

tym samym. Z resztą obiecałem jej, że gdyby do takiego czegoś doszło

to nie stchórzę.

Ale powiedziałem, że będzie trzeba się nieźle naprawcować.

Wróciłem więc do hotelu. Pracować i szybko zaklepać kolejne dwa

urlopy: pierwszy na to aby omówić kwestię ślubu (chciałem tego ślubu,

chciałem czegoś pewnego, związku bo ileż można się wahać?). Było

trochę spięć między rodzinami. Dodatkową tragedią był fakt, że

zadłużony dom mojej przyszłej żony został zlicytowany...ale to i tak

było do przewidzenia.

Dlatego postanowiliśmy wziąć ślub u mnie. Potem okazało się, że

równie dobrze można było tradycyjnie, u panny młodej no ale panika

wzięła górę i moja żona na czas pierwszego trymestru ciąży została

u moich rodziców. Żeby nie dopadł ją stres. I tak ją dopadł. Po

czasie miała pretensje do moich rodziców o nic. Po prosu nie czuła się

jak u siebie. Dotarło wtedy do mnie, że pomiędzy nią a matką jest

nierozerwalna więź, która jednak uzależniła tak obie od siebie, że po

dłuższej rozłące obie wariują!

A dlaczego ta więź jest taka?

Cóż, jej tatuś lubił wlewać za kołnierz. I to spowodowało dużą destabilizację

w jej życiu.

Do jej mamy nic nie mam. Może tlko jedną rzecz: przez to całe jej poświęcenie

i chronienie córki przed wszystkim, moja ukochana z pozoru dzielna, uparta

jest też w pewnym sensie nieporadna i marudna. A! I chce być wolna i niezależna.

Jej obecny stan mógłbym opisać dwoma przeciwstawnymi do siebie słowami: słabość siły.

 

 

Po weselu musiałem jeszcze wrócić do pracy, odbębnić miesięczne

wypowiedzenie i dorobić trochę pieniędzy. Co ciekawe koszt wesela się

zwrócił a i zaoszczędzone pieniądze dały jakąś pewność finansową.

Choć nawet po pobieżnej kalkulacji wiedziałem, że na długo te

pieniądze nie starczą. Dlatego w głowie miałem pewny plan...

 

 

Po ślubie zamieszkałem z żoną u teściów. Ich dom (niestety zlicytowany,

ale eksmisja jeszcze nie nastąpiła) był dosyć duży

więc, raczej nie przeszkadzaliśmy sobie. Dla mnie jednak jako

mężczyzny, irytująca była rzecz, że wszystko wokół nas robiła i

przygotowywała dla nas teściowa. Nawet w piecu nie mogłem napalić. Jej

mąż nie był w tej formie co kiedyś i ogólnie po jego pijackiej

przeszłości zostały mu już tylko problemy zdrowotne.

Ale dało się żyć. Pieniędzy starczało na wszystko. Miło wspominam

ten czas gdy nasz syn rósł w brzuszku mojej żony. Dla nas obydwojga to

również był miły czas. Na bliskość i czułości :-).

Z powodu ciąży nie mogliśmy być też tak od razu eksmitowani.

 

 

Po urodzeniu dziecka (okres prenatarny bez problemów, urodzone naturalnie

w nowym szpitalu położniczym w przeciągu paru godzin; byłem przy porodzie,

to był mój wybór, żona nie nalegała.),

stałem się ojcem. Miłe uczucie. I trochę niepewności. Ale poczucie

odpowiedzialności za

powołanie kolejnej istoty na tej planecie do życia, sprawiło, że

wspólnymi siłami dawaliśmy radę w opiece nad dzieckiem. Nawet gdy

byliśmy bezradni jedno wspierało drugiego.

 

 

Ale...nie mogłem znaleźć pracy. Pieniądze topniały w

zastraszającym tempie (leki, mleko dla dziecka, akcesoria dla dziecka,

własne potrzeby, opał etc...). Wysyłałem dużo CV. Albo nie odpowiadali albo jak

już odpowiedzieli to potem na rozmowie dziwili się, co ja tu w Polsce

robię. Wtedy doszło do mnie, że z tak "zagranicznym" CV nikt mnie nie

będzie chciał w tym kraju. Dlatego zdecydowałem się na powrót do

starego pracodawcy (tego pierwszego) ale do jego placówki w innej okolicy.

Żona wiedziała, że taki plan miałem na wypadek gdyby już nic

tu nie wyszło.

 

 

Bez problemu przeszedłem rozmowę kwalifikacyjną. Ciężko zdobyte

doświadczenie i lepsze umiejęntości językowe w przeszłości, pomogły mi.

A także świadomość, że jestem kochającym mężem i ojcem i że chcę

zapewnić mojej rodzinie byt sprawiły, że spojrzałem na to miejsce z

całkiem innej strony i dobrze odnalzałęm się na nowym stanowisku pracy.

Nie zarabiam może więcej ale to starcza na tyle aby:

móc część pieniędzy wysłać żonie i część odłożyć na

zamieszkanie w nowej okolicy (mieszkam na zakwaterowaniu). Mieszkania tam są o wiele tańsze.

 

 

Ja wiedziałem, że nie będzie to dla niej łatwe. Kolejna

rozłąka. A za parę dni długo wyczekiwany

dłuuuugi urlop. W tym czasie, po prau miesiącach

spokoju, nadziei, miłych i upewniających ją w mojej miłości

konwersacjach na facebooku (używamy fb bo nasze dziecko

zwykle śpi, gdy kończę pracę), nagle pewnego dnia napisała,

że mnie nie kocha, że się nie staram, że jestem nieodpowiedzialny!

 

 

Gdyby nie to, że podczas naszych małżeńskich kłótni, jakimś

cudem znalazłem Samcze Runo, to...chyba nadal był bym misiem.

 

 

Postanowiłem moją Ukochaną przywrócić do porządku,

na jej emcjonalne zakłamane argumenty, przedstawiałem moje logiczne.

I dałem do zrozumienia, że samą miłością ich nie wykarmię.

Daliśmy sobie do zrozumienia: "ty opiekujesz się dzieckiem, ja zbieram

na Was".

I pomyśleć, że w dzień rocznicy wmówiła sobie, że ją zdradzam,

chciała mi zabronić dodawania koleżanek i kolegó z pracy do listy znajomych

na fb! A ja myślałem, że kobiety to tylko meczy, piwa i kolegów zabraniają.

I że to alkohol i papierosy, używki są przyczyną problemów w małżeństwie.

A ja raczej od tych rzeczy stronię. A i tak mam przejebane!

 

 

Co jak co, ale nie zamierzałem jej zdradzać. Koleżanki mam fajne, ale

wolny czas po pracy organizowałem sobie w inny sposób. Z resztą ona

nadal jest piękna ale jej czar już dawno prysł. Dzięki jej

głupiemu zachowaniu.

 

 

Chciała zarzucić mi, że wysyłam za mało pieniędzy.

Jasne. Opłaciłem jej i jej rodzinie kaucję na nowe mieszkanie, pralkę, łóżko...wysyłam

stałą kwotę na czynsz + inne rzeczy, jej mama też przecież zarabia i

poświęca się co doceniam (no ale córka już dorosła, a mama ciągle

na nią buli i buliła nawet gdy komornik wszedł na pensję). No ale

w końcu mamy zamieszkać razem, jak dziecko dorośnie. A ja całej pensji nie

mogę dać. Zresztą żyją, syn rośnie i jest zdrwy, więc pieniędzy chyba starcza,

albo ja czegoś nie wiem?

 

 

A. No i mówiła mi, że seksu nie będzie...bo jakieś powikłania...

ale pytając ją o wyniki, napisała mi, że lekarz jej nie powiedział dlaczego tak jest...

a ja się jej zapytałem dlaczego nie powiedział? a ona na to...że powiedział, że podwójne

nacięcie, że poród bez znieczulenia...

hm...to powiedział czy nie?

 

panowie...minęło już sporo czasu od połogu. Ja sobie z tym problemem poradziłem,

ja byłem wyrozumiały w tej kwestii a ta dziwna odpowiedź mnie zastanawia...

Ok ale jak mi pokaże dowód, to uszanuję. I najem się grochu i czosnku w nocy, żeby nas

od siebie odrzucało :-D .

Jeśli w ogóle to prawda, bo może żona chce mnie sprowokować, tak jak kiedyś

rzuciła się raz na mnie z rękoma, załamana tym, że pieniądze się nam końcżą.

Pamiętam, że wtedy musiałem się opanować i bronić. Skończyło się tylko na tym,

że obiła sobie trochę plecy, bo poślizgnęła się pod moim naporem, gdy zablokowałem jej cios.

Do dziś nie może mi tego zapomnieć.

I wmówiła paru przyjaciółkom na fb jaki to zły jestem. Obgadała moją mamę, obraziła.

Jej brat a mój ocjiec chrzestny to zobaczył i przekazał mamie...nieładne komentarze usunęła

niedawno, ale ja już przezornie zaimporotwałem archiwum fb.

A i była jedyną osobą, która usunęła mnie ze znajomych. Pięknie!

No teraz przywróciła, ale z natury jestem miły i przyjacielski i nie spodziewałem się

takich akcji z jej strony. Z drugiej strony to była jedyna metoda, żeby mi jakoś tam

"przywalić". Ale mam nerwy ze stali. I dowody przeciwko niej. I bilingi. I całą tą historię.

 

 

Teraz postawiłem jej ultimatum: ma przemyśleć, czy za parę dni mam pojawić się u niej,

czy u moich rodziców. Bo jeśli mamy kłócić się przy dziecku, to jej dobre umiejętności

opieki, na nic się nie zdzadzą. Wtedy pozostanie wybór mniejszego zła: rozwód.

Dlatego po przemyśleniu sprawy jeszcze raz, kupiłem dobry dyktafon, który już jutro

będzie u mnie w skrzynce pocztowej.

 

 

 

Ciąg dalszy nastąpi...

 

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

Byłeś dla niej nie tylko gałęzią, konarem, ale wręcz pniem ... a nawet z grubego, mocnego pnia te delikatne istoty mogą wysączyć wszystkie soki żywotne ...

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Racja bracie samcu...ty wiesz, że pytała się dziś mnie, kto mnie tak zmienił? Haha...

Groziła nawet, że otruje siebie i syna (tak, mam to w archiwum). I dalej spamuje profil na fb "mądrymi" sentencjami z tych kobieco-księżniczkowych stron...i nikt nawet lajka nie daje! 

Dyktafonik już wysłany...jutro po pracy wpadam odebrać...

jeju, dlaczego muszę aż tak knuć! Przeciw osobie którą kocham?! 

Wydatek na dyktafon też będzie na rachunku...

 

 

"...no cóż wysoki sądzie, ten wydatek był akurat konieczny..."

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wybacz, ale wprowadzenie się ciężarnej do zlicytowanego domu w celu opóźnienia eksmisji to czyste skurwysyństwo.

Co do żonki, to spierdalaj od niej jak najszybciej. Żadnych sentymentów. Sam sobie poradzisz, bo ogarnięty jesteś chłopak.

 

Powodzenia!

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites

Standard. DDA i misiek ratujący świat. Kwiat białego rycerstwa! Kolega pewnie jest tzw. " trolem" ( nie mylić z forumowymi trolami ) o znikomym " braniu" u kobiet. Raz udało się załączyć, haj hormonalny i mamy nieszczęście!

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

A dyktafon to dobra rzecz. Jak znalazł w razie "W".

 

I broń boże nie melduj jej na swoich czterech kontach!

Share this post


Link to post
Share on other sites

A ja myślałem, że gość który napisał "Hieny, modliszki i czarne wdowy" trochę przesadzał. Autorze, polecam tę książkę, trafiłeś na podręcznikowy przykład, choć i tak nie jest u ciebie najgorzej, bo zdążyłeś się ogarnąć nim było za późno.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kicu!

Fakt byłem białym rycerzem, ale widzę, że to dalej tak nie pociągnie...i w ogóle po tym odpadła mi chęć na inne amory a 

wcześniej to byłem jaki byłem. Zamiast trol, wolałbym określenie

 

@von.hayek

Cóż. Tak jej matka z ojcem to pokierowali i tak się stało...choć ciekaw jestem czy wina do końca leży po winie pijącego ojca...ale chciałem jej pomóc jakoś ten rozdział zamknąć. 

You know mate, it's been emotional.

Logicznie rzecz biorąc opcja zamieszkania u mnie przyniosła by lepsze rezultaty, jej rodzice mogliby się przeprowadzić też w moje strony, mieszkania też były w podobnej cenie na wynajem....ale nastawienie żony było jakie było. A była w ciąży...a ciąża to nie tylko miły okres. To także okres wielu obaw i stresów...(co ciekawe mimo wielu badań, opinii lekarzy, nasze dziecko urodziło się zdrowe).

 

Wystarczyło by tylko pozytywne nastawienie, no ale czemu ja jestem winien? Temu, że chciałem pomóc biednej dziewczynie...i że chciałem tak szczerze prosto z serca pokochać? I tak jak mówiłem jej wcześniej, nie chciałem jej samej z dzieckiem zostawić? 

Na prawdę "nie mogę się doczekać" jak to się dalej potoczy. Bez względu na to co się stanie. Mam wolność i prawdę po swojej stronie.

 

@arox

Przynajmniej z kontami bankowymi, zawsze miałem jedną zasadę: osobne konta, każdego obchodzi tylko jego własny pin i hasło. Dlatego dzięki temu, jest ode mnie uzależniona finansowo. "I nic złego nie odwinie"

Edited by Mr Bread

Share this post


Link to post
Share on other sites

DDD / DDA

Dda.pl

Ile podobieństw widzę...

Ojciec pijak... A matka jest za słaba zeby wprowadzić w dorosłość córkę.

Z jakiegoś powodu Twoj teść pije. Cos czuje ze miał podobnie za młodu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, nie miał lekko, natomiast przed ślubem (teściowa była jego drugą żoną) udało mu się ukryć nałóg. Wszystko wyszło na jaw po ślubie. Dziś nie może szaleć, bo skończy się to dla niego śmiercią. To taki "Forsaken cowboy" na dzień dzisiejszy. Żałuje tamtych błędów ale błędem było by też rozdrapywać tamte rany, bo w końcu miałem szczery cel pomóc jego córce. W sumie to się rozumiemy, mimo tego...ale poajwiłem sięw ich życiu dopiero parę lat temu.

Edited by Mr Bread

Share this post


Link to post
Share on other sites

A dyktafon to dobra rzecz. Jak znalazł w razie "W".

I broń boże nie melduj jej na swoich czterech kontach!

Może i mr bread z niejednego pieca chleb jadł, ale wątpię żeby był aż tak obrotny ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Olej tą kobietę, ale wybacz jej wszystko dla dobra waszego dziecka. Ono nie chce żebyście byli w konflikcie.

Miałem podobne doświadczenia, bardzo długo byłem wyrozumiały, bardzo długo dostawałem wpierdol mentalny i fizyczny i nie oddawałem, różne próby manipulacji i ciosów poniżej pasa, bez mojego odzewu(zrobiłbym coś bardzo złego).

Po takim regularnym długim biczowaniu miłość wypala się, zostaje tylko obojętność i nostalgia za pięknymi czasami. Gdy jesteście wszyscy w trójkę to myśl o was jako o rodzinie, ale nie myśl o niej jak o kobiecie.
 

Edited by diesoon
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Chlebku" spierdalaj od niej, "z tego pieca już chleba nie będzie", może uda Ci się na chwile załagocic sytuację, ale to tylko bedzie czasowo. Szczerze po takich akcjach jak opisywałeś, to nie wiem nad czymsie tu zastanawiać! Pomyśl czy kobieta warta "zaufania" robi takie rzeczy...!? Bo mi sie wydaje, że nie!

 

Powodzenia Ci życzę!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiadomo, że w przytłaczającej większości prawo do stałej opieki dziecka dostają kobiety.

Ktos kiedyś pisał, że w Polsce alimenty to ~ 1k zł.

Rozumiem, że te pieniądze będą musiały utrzymać ją, dziecko i pomóc jej rodzicom.

Zastanawiam się jak oni wyrobią finansowo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak, dokładnie taki mam plan, żeby dziecko nie ucierpiało. Pieniędzy starczy. Przynajmniej opieka nad dzieckiem jej bardzo dobrze wychodzi. Ale boje się, że z pracą powtórzy się to samo, mimo tego, że szef nie widzi problemu, żeby pracowała (w końcu wyrobiłem sobie dobrą reputację więc szef idzie mi na rękę).

Wszystko okaże się na nadchodzącym urlopie. Jeśli jej zachowanie będzie nie do zniesienia, kończę to definitywnie! Dla dobra nas wszystkich.

Jej mama pracuje, potem przechodzi na emeryturę, a ojciec pobiera rentę. ale jeśli nie mielibyśmy zamieszkać razem, kwota może być trochę większa. A tak, ograniczam wydatki i wysyłam mniej pieniędzy, bo w końcu chcieliśmy się tu osiedlić na stałe. Ale jak nie będzie współpracy, to drugi raz tego błędu nie popełnię.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki, że się podzieliłeś historią. Nic nie napiszę niestety, bo moje doświadczenie tak daleko nie sięga.

 

Tematy z dziećmi wolę przemilczeć.

 

Zaszła chyba w tobie poważna światopoglądowa zmiana, bo piszesz z dystansem emocjonalnym. Duży szacunek za podejmowane działania naprawcze i za obronę własnych interesów.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ok, chlebek ujmę to bezpośrednio, nie chce mi się owijać w przysłowiową bawełnę.

 

 

Sytuacja rodzinna:

 

Ojciec alkoholik niezdolny do pracy z przyczyn zdrowotnych.

 

Dom zlicytowany, eksmisja w drodze, oznacza to iż narobili wielkich długów, ponieważ są małżeństwem musieli robić te długi wspólnie. Przypuszczam niespłacone kredyty na cele konsumpcyjne. 

 

Długi świadczą o jednej z trzech rzeczy lub nawet wszystkich naraz: nie umiejętne zarządzanie pieniędzmi, brak zdolności lub chęci do ich zarabiania (upośledzenie społeczne), życie ponad stan.

 

Sytuacja z ajfonem, którą opisałeś (zakup na bezrobociu na umowę) typowa przesłanka do tego iż luba ma skłonność do życia ponad stan oraz do zadłużania się na cele konsumpcyjne.

 

 

Czyli biorąc sobie swoją lubą przyjąłeś balast w postaci jej patologicznej rodziny, jak myślisz z kim i na czyj koszt będą chcieli zamieszkać jak już wylądują na bruku? Przecież twoja luba nie będzie chciała zostawić mamusi.

 

Pani z opisu wynika też nie chce pracować, a jedynie wydawać. Jest najnormalniej w świecie leniem i pasożytem.

 

Skąd to się wzięło - "nie urodzi wrona gawrona". <-- przykład z domu rodzinnego, tak żyli rodzice i tak ona będzie żyła, nie zmienisz tego.

 

 

Byleś dla niej dobrą opcją na źródło utrzymania (nieśmiały, mało kolegów, stroniący od rozrywek, pracowity).

 

Opieka nad dzieckiem jej dobrze wychodzi.... tak opieka, ale kto wychowa? patologiczni teściowie?, którzy nic w życiu nie osiągnęli (prócz długów) czy twoja luba z lewymi rączkami do pracy, jakie będzie dziecko chowane przez takich ludzi?

 

Powiem tak z babą krótko. Chcesz z nią być, ok ale odcinasz ją i swoje dziecko od jej rodziców, to nie są wzorce do naśladowania.

 

Pakuje manatki i przyjeżdża z dzieckiem do ciebie (koniec mamusiowania i tatusiowania , nie chcesz słyszeć o problemach jej rodziców ani im pomagać). Jak księżniczce nie pasuje to rozwód i alimenty maks 500 zł i koniec pieśni (na twój wniosek oczywiście, uzasadnienie że żona stroni od podjęcia pracy, jest niezrównoważona bo wywodzi się z patologicznego środowiska - domagaj się powołania biegłego,doprowadza do rozbicia rodziny nie chce z tobą zamieszkać w miejscu gdzie masz pracę itd. itd.., + rozpad pożycia małżeńskiego, zero seksu z winy partnerki , powołaj jej lekarza na świadka , sąd zwolni z zachowania tajemnicy lekarskiej, sam zobaczysz jak to nieistniejące choroby nie pozwalały jej współżyć) . Jak wywalą jej rodziców i ją z tego domu to albo zacznie pracować i żyć na swój koszt albo odbierzesz jej dziecko.

 

Jeszcze jedna uwaga kiedy ciągnie dalej z ciebie kasę, a jednocześnie skarży się jaki to zły jesteś i nie chce seksu najprawdopodobniej pracuje już nad lepszą opcją, ale ciebie nadal trzyma w zanadrzu gdyby nie wyszło.

  • Like 24

Share this post


Link to post
Share on other sites

O kurczę Red, ty to potrafisz doradzić człowiekowi, i od strony prawnej i że tak powiem "logistycznej"  :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wielkie dzięki Red, niestety skończył mi się limit lajków, wczoraj po napisaniu posta buszowałem po runie całą noc :-D .

Przynajmniej będę miał kolejne wskazówki jak się do tego zabrać. 

Z tym zamieszkaniem plan taki był, ale biorąc pod uwagę ostatnie kłótnie, trudno mi po prostu powiedzieć, czy to wypali. Co z tego, jeśli zaoszczędzę a ona nie będzie przynosić zysku?

Co ciekawe, mówi, że to ja mam być ojcem. Ok. Ale wzorzec z mojego rodzinnego otoczenia był taki, że mąż i żona pracowali razem. 

Jeśli tak nie będzie, to do widzenia.

A obecna praca jest jedną z najlżejszych i najprzyjaźniejszych jaką wykonuję, ale muszą być spełnione dwa warunki: chęć i otwartość do klienta.

Sorki nie piszę jaka to praca, jaki to kraj, ale to przezornie, żeby przez przypadek nie zostać wykrytym przez żonę. Ona nawet nie domyśla się istnienia tej strony, nie ma dostępu do mojego komputera, ale dmucham na zimne.

 

PS

Obecnie cała rodzina jest już dawno wyeksmitowana, mieszkają w wynajętym mieszkaniu. Część moich pieniędzy i część pieniędzy teściów idą na wydatki. Reszta oszczędności na zamieszkanie za granicą. Kokosy to nie są, ale nawet z jednej zagranicznej pensji raju nie urządzę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A obecna praca jest jedną z najlżejszych i najprzyjaźniejszych jaką wykonuję, ale muszą być spełnione dwa warunki: chęć i otwartość do klienta.

Sorki nie piszę jaka to praca, jaki to kraj, ale to przezornie, żeby przez przypadek nie zostać wykrytym przez żonę. Ona nawet nie domyśla się istnienia tej strony, nie ma dostępu do mojego komputera, ale dmucham na zimne.

 

 

Słuchaj, tu nikt nie wymaga chwalenia się takimi rzeczami.

 

My wymagamy byś czytał ze zrozumieniem, pytał gdy nie wiesz lub nie rozumiesz oraz wyciągał prawidłowe wnioski na temat tego jak funkcjonuje życie a zwłaszcza związki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki za historię MrBread. Wyjście jedno, uciekaj.

Słuchaj się Reda, bo chociaż to skąpiradło straszne rację ma.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dołączam się do podziękowań za elaborat, Panie Chlebie.  :)

Wygląda na to, że masz spore szanse na korzystne załatwienie sprawy. 

 

Doświadczeni koledzy wyczerpali temat, tak więc pozostaje mi życzyć Ci wszystkiego najlepszego. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wiadomo, że w przytłaczającej większości prawo do stałej opieki dziecka dostają kobiety.

Ktos kiedyś pisał, że w Polsce alimenty to ~ 1k zł.

Rozumiem, że te pieniądze będą musiały utrzymać ją, dziecko i pomóc jej rodzicom.

Zastanawiam się jak oni wyrobią finansowo.

 

Facet jak ma dobre argumenty może walczyć o dzieciaka.

Kumpel bez problemu dostał wyłączne prawo opieki, bo mamuśka nie była zdolna do utrzymania siebie i dzieciaka.

A do tego jak ten jej kupił pralkę, czy jakieś gadżety to sprzedała aby mieć kasę na imprezy.

Wygrał bez problemu. I to teraz ona musi mu płacić alimenty

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Heh, pralka akurat popsuła się krótko przed przeprowadzką, więc trzeba było kupić nową. Nie było wyjścia.

A gdy się spytałem jak pierze nowa pralka, usłyszałem: "Za kogo ty mnie uważasz!? Za jakąś kurę domową?! Że ja mam prać... czy co?!"

ech...Marek pisał coś o tym, że panie nawet ze zdobyczy technologii AGD nie potrafią się dziś ucieszyć... nawet jeśli są najnowsze i sponsorowane przez partnera... 

 

Dyktafonik już dotarł, jestem zadowolony z jakości nagrań z ukrycia, z kieszeni i z innych miejsc. Mały i kompaktowy. Pozostaje tylko pomyśleć jak dobrze go ukryć.

Pozostały 3 dni do wyjazdu. Normalna samica nie mogła by się doczekać...moja...no cóż. Do dziś nie wie czy ma mnie wpuścić czy nie :D

A tak na poważnie, jeśli coś z nią jest nie tak...no cóż. Cokolwiek się stanie,

:)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By hogen
      Witajcie,
       
      Aby dobrze opisać moją historię zrobię to w rozdziałach, choć i tak połowę pominę, bo jest tego na na kilka tomów.
       
      ROZDZIAŁ I - WYŁĄCZENIE SIĘ MÓZGU
      Panią poznałem budując swoją małą lokalną telewizję Internetową na jednym z wywiadów na którym była gościem. Napisała książkę i po prostu o tym rozmawiała ze spikerką. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia, jak błysk z jasnego nieba. Papka z mózgu. Mógłbym wtedy wszystko rzucić byle być obok niej. I tak zaczęła się historia. Dostrzegłem to już za późno i z perspektywy czasu, ale od początku 90% zaangażowania w związek wkładałem ja. Nawet sama mi to powiedziała kiedyś, że "wydreptałeś sobie ten związek". Bo wielka Pani (czego nie widziałem na początku) nie raczyła się zaangażować w równym stopniu. Byłem na dorobku i nie miałem praktycznie nic. Bardzo chciałem z nią być. Ona z dość bogatego domu. Kupiłem auto na którego utrzymanie nie było mnie stać, bo wielka Pani powiedziała, że jak kupię CLIO ( chciałem wtedy kupić nowe w leasing na firmę) to do niego nie wsiądzie). Ja ciągle do niej jeździłem, zabierałem ja na wyjazdy, wycieczki, kawy, obiady itd. Ona przyjechała do mnie może 1-2 razy. Od początku przez 5 lat związku nie chciała żadnych wspólnych zdjęć, co mnie od początku trochę dziwiło, ale ok. Nie robiłem nic wbrew temu co Pani chciała. Zbiegiem okoliczności zaczęło się mi nawet nieźle żyć. Na swojej firmie zarabiałem i pracowałem u znajomego jako jego prawa ręka. I wszystko szło do przodu. Sielanka, wyjazdy, seks non stop, w domu, w aucie, w hotelu, rano, wieczorem. Ale nic nie trwa wiecznie.
       
      RODZIAŁ II - KRACH NA GIEŁDZIE UCZUĆ
      Zaszła w ciąże czego bardzo chciałem i ona wtedy też (bo później to była moja wina) i było ok. Byłem na każde zawołanie. Seks był non stop. Wszystko super. Przyszedł moment w którym ze znajomym dość mocno się pogryzłem i odszedłem z jego firmy. Zostałem tylko na swoim. Nie było lipy, bo kasa była odłożona, dwa auta, mieszkaliśmy u niej, bo tatuś kupił jej mieszkanie, więc ja decyzję o zakupie czy budowie domu odłożyłem w głowie na kilka lat do przodu (co zostało wykorzystane przeciwko mnie). Była już jesień, poród na wyznaczony na styczeń. W między czasie poznałem super gościa (kucharza), a że zawsze chciałem mieć kanjpę to postanowiliśmy zrobić biznes razem. Wynająłem lokal. I tutaj krach. Od kiedy ją poznałem wszystko jej mówiłem, wiedziała o wszystkim, co robię, co zamierzam, co planuję. Na poczatku przez 2 miesiące mówiła, że pomysł super. Że ona też miała takie marzenia. Ja sobie mówię, cholera złota kobieta. Kilka dni po tym jak wynająłem lokal zaczęło się gadanie, z dnia na dzień coraz większe. A może zrob sam, bez wspólnika. A może coś innego, a może sro, tamto. A jak nie dasz rady. A bo cie nie będzie w domu. A bo będziesz wracał późno. Po tygodniu maltertowania psychicznego, zerwałem umowę, a że byłem dupa jeszcze w biznesie w umowie nie było opcji wypowiedzenia jej. Musiałem zapłacić 90tys. kary. Firma to była duża, bo mają w nieruchomościach pół Łodzi i nie chciałem bawić się w sądy bo ciąża bo dziecko, czego teraz żałuję. Sprzedałem jedno auto i wziąłem kredyt. Spłaciłem.
       
      PS. zapomniałem wam dodać. Pani aktualnie ma 32 lata. Ja jestem 5 lat młodszy. Nigdy nie pracowała bo zawsze tatuś ogarniał wszystko, miał dużą firmę. W trakcie naszego związku oboje jej rodziców zmarło. Mama chorowała 15 lat na płuca. Tata rak trzustki. Przez pierwsze 2 lata w związku karmiła mnie tym jaki to jej tata i rodzina są źli. Nie odbierała telefonów od rodziny. Miała mnie wtedy na wyłączność. Byłem jej spadochronem i oparciem i wierzyłem w to wszystko co o nich mówi. Co w 90% było kłamstwem. Mama zmarła gdy byliśmy na wakacjach nad morzem 4 lata temu. Od tego czasu to moja wina, bo gdyby ona była wtedy na miejscu, mama żyłaby do tej pory, a wyjazd to był mój pomysł. Separowała się od niego, ciągała go po sądach o majątek po śmierci mamy. Tata zmarł 2 lata temu w święta. Tez moja wina, bo gdyby mnie nie poznała to by się od niego nie odsunęła i był żył. Nigdy nie namawiałem jej do zerwania kontaktów w rodziną. Wręcz przeciwnie. Wiele razy pytałem czemu nie odbiera od nich telefonów. Teraz wmawia mi, że to moja wina. Żenada. Ale co jest warte słowo przeciw słowu. Szkoda, że jej nie nagrałem. Potem zaczałem to robić.
       
      RODZIAŁ III - DZIECKO, ŚMIERĆ TATY I LODOWA KRAINA
      Syn urodził się w styczniu. Byłem przy całym porodzie potem dzień w dzień w szpitalu. Przyjechaliśmy do domu i zaczęła się lodowa pustynia. Zero czułości. Zero przytulania. Buzi nie, bo ona musi właśnie podłogę zmyć. Zawsze była wymówka. Zasypiała odwrócona plecami. Jak się przytulałem to nie bylo reakcji, mogłem, ale ona nie reagowała. Więc z czasem i to przestałem robić. Ale to bardzo boli, siedzi w Tobie jak cierń i krwawisz wewnątrz. Z bezsilności płaczesz w środku, głęboko w sobie. Dlaczego ktoś tak Ci bliski, nagle przestaje Cię zauważać. Nie jesteś już potrzebny? Już mnie nie kocha? Generalnie jak kobieta urodzi dziecko to nic innego, tylko jej kurwa tron i salę tronową zbudować, tam posadzić i bić pokłony, bo ona dziecko urodziła. Wielkie osiągnięcie życia. Jej się teraz należy wszystko, Ty to wgl jesteś tyle co ten dywanik pod drzwiami wart, bo ona jest wielka matka rodzicielka tej ziemi. Kurwa cud się stał. Objawienie. Bóg zstąpił. Panią na lektykę i klękajcie narody. Co to ona nie przeszła. 10 kilometrów pod ziemią, własnymi rękami wydrążyła tunel i wykopała dziecko, potem z własnych włosów zrobiła linę, wyczągała się na powierzchnię, stoczyła epicką bitwę z wilkiem i zającem, wspięła się na Mount Everest po czym wzbiła się w przestrzeń, pokonała Voldemorta i Vadera, zbudowała gwiazdę śmierci, pokonała zło na świecie i oto jest królowa, sól tej ziemi, jedyna na świecie kobieta która urodziła dziecko.
      Seks, a co to wgl jest? Jakaś bakteria? Nie słyszałam... Tu rozumiałem swój pierwszy błąd. MIESZKAM U NIEJ. KURWA. Nigdy tego nie róbicie. Albo u siebie, albo na wspólnym, albo u rodziców, albo wynajmij, ale nigdy kurwa przenigdy nie wprowadzaj się do niej. Gdy syn miał miesiąc, zaczęła się gadka dzień w dzień i kłótnie, że ona musi ode mnie odpocząć. Że wszystko ją wkurwia co robie. Że wracam z siłowni o 24 i ją budzę (a kiedy kurwa mam iść jak pracuje, potem jestem z dzieckiem, potem ogaraniam mieszkanie i robi się 22). Były pretensje dosłownie o wszystko. Zaczęła się gadka, żebym wyprowadził się na tydzień. Ona musi odpocząć. I tak 2 miesiące mnie maglowania. W końcu pewnego dnia była kłótnia jak zwykle, a suka zaczęła zmieniać zdanie i fakty i puściłem jej nagranie, że miesiąc temu mówiła zupełnie coś innego i się zaczęło. Awaktura jak talala, że ją nagrywam w jej własnym domu i jak śmie wgl.  Ale to była jedyna broń, żeby pokazać jej jaką jest hipokrytką. Ale wróć "w jej własnym domu". Aha jeszcze wróć - w ciąży bardzo chciałem, mówiłem o tym bardzo często, żeby wziąć ślub, ale ona że nie, że jak dziecko będzie miało rok może dwa. Trochę się dziwiłem, że nie chce tego sformalizować, ale cóż, ja zawsze szedłem Pani rękę i tu w sumie dobrze, że to tego nie doszło. Ok przewijamy dalej. Czyli dowiedziałem się, że nie jestem u siebie. Chciałem załagodzić sytuację dla dobra dziecka i powiedziałem, że ok wyprowadzę się na tydzień. Oczywiście dzwoniła non stop i byłem rano i wieczorem. Jak ten pies kurwa na pilota. ŻENADA. Ale łożka nic, przytualania. Lodowa kraina full opcja last minute power 3000 pro. Po 2 dniach powiedziała, że ona potrzebuję więcej czasu. Ok. Dwa tygodnie. Potem miesiąc. Z miesiąca zrobiło się pół roku. A wyprowadziłem się na początku maja. Byłem sobie Pan piesek. Dawałem kase. Rano i wieczorem byłem opiekować się dzieckiem. Do tego mały był na 5-6 godzin dziennie u niani za co ja płaciłem, bo ona musiała w ciągu dnia odpoczywać. Mieszkanie 40m2, brak pracy i jedno dziecko. Ale kurwa Pani jest zmęczona bardzo. Dodam, że nigdy nie gotowała i nie gotuje. Dziecku podgrzewa gotowce. Więc jej jedynym obowiązkiem było zająć się dzieckiem i posprzątać. Auto jej kupiłem (fiata 500 za 30tys. jak pojechaliśmy go odebrać we Wrociławiu to zrobiła taki cyrk, że mi było wstyd przed gościem, bo ona nie będzie jeździła takim gównem, Pani chce Mercedesa, ale wtedy się postawiłem i mówie, że albo nim wraca, albo go sprzedaję i niech jeździ autobusem). Więc miała wszystko. A ja mieszkałem sobie osobno na telefon jak pies.

      PS. Po urodzeniu dziecka nie stałem jako super finansowo. Kara za lokal. Dochody tylko z własnej firmy i brak głowy do jej rozwijania przez sytuacje z toksyczną partnerką. Ale jakoś było. Starczało na wszystko. Ale mówiła mi, że jej nie pociągam tak jak kiedyś. Dlatego nie ma seksu. Bo ja sam jej daje takie syngały, bo sam nie czuję się super samcem, bo nie mam takich finansów jak kiedyś i wlg nie jestem facet bo nie mam dobrej firmy i dobrego auta i nie stać mnie żeby zbudować dom. Dom? Przecież ustaliliśmy że przez 3-4 lata mieszkamy tutaj i nie było problemu, potem myślmy o zmianie. Serio? Ona nie pamięta, żeby coś takiego było ustalane. Ręce opadają. Wszystko obraca się przeciwko Tobie. Walczysz z wiatrakami i samym sobą. Choć miała wszystko co trzeba, to było źle. Wiele razy się prosiłem o seks. Wiele razy prosiłem się o uwagę, co jest żenujące i daje tylko satysfakcję drugiej stronie w takiej sytuacji. Z perspektywy czasu żałuję, że byłem taką pizdą. 
       
      ROZDZIAŁ IV - POWRÓT, ROZCZAROWANIE I WENETRZNA REBELIA
      Wprowadziłem się ponownie na początku grudnia. Było ok. Seksu prawie wgl innych czułości tez wgl, ale cieszyłem się, że jesteśmy razem. Pogodziłem się z brakiem seksu. Zrezygnowałem wewnętrznie z siebie i swoich potrzeb, co jest chore. Święta. Nowy Rok. Fajnie. Od stycznia powtórka z rozrywki. Lodowa kraina vol.2 Ostateczne Starcie. Po tym jak pierwszy raz mnie wyjebała z mieszkania. Płakałem, nie powiem. Chodziłem jak struty, ale to mnie z biegiem czasu pozbawiło uczuć do niej. Po prostu miłość wyparowała. Facet buduje związek na łóżku. Gdy tego nie ma z czasem stajesz się głazem. Przestajesz się starać. Nie inicjowałem. Nie przytulałem się. Jej to raczej było na rękę. Minął rok od porodu. Ale nie zmieniło się totalnie nic. Królowa lodu w swoim królestwie. Dała mi dosadnie znać, że to jej teren. Moje rzeczy trzymałem w 2 pudełkach kartonowych na dnie szafy. Reszte mebli to były jej ciuchy i małego. Moją resztę miałem w bagażniku w aucie. Przez cały grudzień i styczeń nie miałem nawet kluczy do mieszkania. Ogarnia to ktoś? Po wielu kłótniach dała mi komplet. Ale w tym wszystkim nie było już miłości. Myślałem, że jak przestanę się starać to ją coś ruszy. Nie ruszyło. Zero uczuć. Zero empatii. Rozmowy jak ze ściną. Ona ma we wszystkim rację. Ja jestem ten gorszy sort. Miałem to już w dupie i miałem tego dość. Przeszły mi smutki. Wieczory spędzałem na mieście albo w biurze. Tam był spokój, cisza. Nikt nie marudził. Nikt nie pierdolił bez sensu. Kilka razy byłem na paniach z Roksy, bo musiałem się wyładować. Wewnętrznie sobie udowodnić, że jestem dalej facetem. Zero skruchy. Nie żałuję. Nie zależało mi już. Zapisałem się na kurs programowania do Warszawy. Spakowałem moje dwa pudełka i wyszedłem. Ona z wielkim płaczem, a ja z uśmiechem - wolność myślę sobie. Ku chwale. Po wolność. Jadę.
      Ps. w miedzy czasie obrabiała mnie do moich rodziców i znajomych. Gdy prosiłem, aby czegoś nie mówiła bo to jest tylko do jej wiadomości. Nigdy, nawet raz nie dotrzymała słowa. Zawsze się dowiedziałem, że puściła parę. Można być z kimś takim? 

      ROZDZIAŁ V - PRZEBUDZENIE MOCY
      W warszawie mieszkałem od maja do końca września. W tym czasie Pani nawet raz do mnie nie przyjechała. Nawet raz. Ja na początku przyjeżdzałem 2-3 razy w tygodniu. Nie chciałem żeby dziecko mnie zapomniało. Zdarzyło się, że nawet kilka razy nie otworzyła mi drzwi, bo przyjechałem "za późno". Z czasem przestałem. Byłem tylko w weekend spędzić czas z synem. Przez cały ten czas pretensje, non stop telefony że ją zostawiłem, że jestem pizda nie facet, że kto tak robi. Że jestem tu bardzo potrzebny. Ale sama nie pomyślała, że nie zrobiła nic, żebym nie wyjechał. NIC. Zrobiła wszystko, żeby tak się stało. Mówie jej, przyjedź mam mieszkanie, ty odpoczniesz ja zajmę się małym w Warszawie. Ona nie przyjedzie.... Miałem w dupie jej żale. Przez te miesiące odreagowałem, nabrałem dystansu, ale trochę mnie ruszyło. Pomyślałem, że może czas to poskładać. Może się ogarnęła. Na początku października wróciłem. W między czasie stwierdziłem też, że programowanie to nie moja bajka, ale kurs zrobiony. Wróciłem na miejsce też z tego względu, że chciałem być blisko dziecka i zakładam nowy biznes o którym myślałem od zawsze. Ok wrociłem. Wiedziała o tym, bo dzwoniłem w poniedziałek, że od środy jestem na stałe. Ale nie byłem już taką pizdą jak kiedyś i nie narzucałem się i nie prosiłem o nic. Jest środa cisza. Czwartek cisza. Piątek cisza. Pani czeka, aż się odezwę. Ja nic. W sobotę jade po małego bo tak mamy ustalone, że soboty ja przejmuję stery. Pani mówi z wielkim wyrzutem, dlaczego nic nie pomagam od środy. Ja mówie są telefony, to Twoje mieszkanie ja nie będę się wpraszał. Pani mówi dalej, że to mi powinno zależeć, że to ja mam dzwonić. Taki mój obowiązek. Skoro umiałem założyć rodzinę i zrobić dziecko to mam teraz latać. Jaką rodzinę? Rodzina to jest jak ludzie są po ślubie. A ona nie będzie za facetem latać i się prosić. To o kobietę trzeba się starać. Nic nic komentuję. Mówię tylko, że moge Ci puścić kilka naszych rozmów jak to wrzeszczysz jaki to jestem tutaj potrzebny. Jestem od kilku dni i nie widzę jakoś tego, zero konaktu. Zatkało kakało. Odwrócenie kota i moja wina... jak kto nagrywam rozmowy znów. Tak to. Bo Ci nie ufam. W dalszej rozmowie, mówi że ona może mi dać szanse i coś tam, ale muszę się starać, pokazać jej, że mi zależy, ona musi mi znów zaufać. Hę. Ja mówie to samo. Ty pokaż. Bo ja już nie wierzę że się zmienisz... wychodzę.
       
      MORAŁ
      Wróciłem i nie zmieniło się totalnie nic. Tak ja urodziła, tak do tego czasu nic. Pani się nie oddzywa, chyba że musi. Ja też nie dzwonię. Jestem na miejscu i nie jestem potrzebny jak to bardzo mi wypominała. Teraz nie ma wgl gadki. Mamy ustalone kiedy co i jak i za ile. Prawie 6 lat związku. Nauczyło mnie baardzo dużo. Na szczęście nie było ślubu. Zaręczyłem się, ale Pani po godzinie oddała mi pierścionek, mówią, że jej się nie podoba, a zrobił to tylko po to, żeby poszła ze mną do łożka (do czego nie doszło, nie taki był cel, no ale, sami sobie przemyślcie co tu jest odjebało). Mógłbym napisać tutaj dekalog faceta. NIE DAJ SOBIE WEJŚĆ NA GŁOWĘ. Nie dostosowuj się. Nigdy nie żebraj o miłość. Nigdy nie żebraj o seks. Nie bądź pizda na telefon. Nie mieszkaj na jej warunkach. Stawiaj swoje warunki. Dbaj o swoje potrzeby. Mów co myślisz. Bierz co Twoje. W łożku traktuj jak dziwkę, twardo pokaż to ktu jest Panem. Masz być facetem twardym jak Gladiator. Nieważne ile masz i co robisz. Ważne jak się zachowujesz. Nigdy nie daj sobą sterować. Nie pytaj jej o zdanie, rób. Nie spowiadaj się. Nie ufaj w 100%. Nie mów wszystkiego. Nie musi o wszystkim wiedzieć. Nie pozwalaj się poniżać. Nie pozwalaj się stłamsić. Nie pozwalaj żeby podważała Twój autorytet. To TY tu jestem Panem sytuacji. Kobieta musi być trzymana twardo. "Kiedyś zakładli im homonto i orali nimi pole". Kiedyś kobieta znała swoje miejsce. Była do garów, do dzieci i do kuchni. Koniec. Teraz pizdy przez tą równość mają sieczkę w głowie, dlatego polecam poczytać (https://swiadomosc-zwiazkow.pl/hipergamia-kobiet-brak-seksu-zwiazku/) aby być świadomym kobiecej natury. Trzeba naprawdę świadomej swojej natury kobiety, żeby nie zrobiła z Ciebie pawiana i nie złamała Ci serca. Wbrew temu co się mówi, myślę że faceci są 100 razy bardziej uczuciowi od kobiet. Facet będzie z kobietą która nie ma nic i da jej wszystko. Pokocha za to, że jest. W drugą stronę to nie działa. Mało jest kobiet, gdzie ona zwiąże się z "biedakiem" żeby razem do wszystkiego dojść, wspólną pracą. Księżniczce trzeba dać wszystko dać na tacy, bo ona jest kobietą i jej się należy. Potem i tak się okaze, że to za mało i pójdzie w długą. Jebać lata zwiąku, dzieci i małżeństwo. Natura wygrywa. Nigdy nie ufaj kobicie. Wszystko co mówi i myśli jest tymczasowe. Zmieni zdanie.
       
      Na obecnym momencie w życiu zdecydowałem się nie wchodzić w kolejny związek. Otworzyłem warsztat samochodowy, zacząłem robić to co naprawdę lubie. I powoli wracam do życia. Seks jak chcecie możecie mieć od reki bez proszenia się sfochowanej partnerki. Wystarczy iść do klubu albo zapłacić. Mam już syna. Kobiety nie potrzebuję. Skupiłem się na zarabianiu silniejszy i zmotywowany jak nigdy dotąd. A ona do końca życia będzie mieszkała w tych 40m2 po ojcu, bo do pracy nie pójdzie. Braciszek bananowy chłopiec przejąć firmę i majątek i daje jej kasę co miesiąc. Więc Królowa Życia żyje na garnuszku brata, krórego jeszcze niedawno miała za zło największe i mówiła jaki to on niedobry jest, jak cała rodzina do której teraz jeździ na herbatki itd... teraz ja jestem ten zły, a rodzina jest super i ona nigdy nie mówiła o nich źlę, ja kłamię :). Może trafi na frajera z kasą może nie. Każdy się na niej pozna z czasem. Zresztą takich jest wiele. Wielu braci przez takie kobiety ma długi albo siedzi. Koniec takiego traktowania. Wkurwia mnie też telewizja i media po promują wizerunek "królowej życia" super zaradnej kobiety co klnie, zachowuje się jak facet i wygląda jak glonojad, a z facetów robią pizdy, pantofli i pedałów. Taki teraz wizerunek kreują media. Głownie TVN. Wszystkie te programy weselne, modowe itd. Tam nigdzie nie ma normalnego faceta. Same pizdy. Bo normalny, prawdziwy facet nigdy nie pójdzie do takiego programu. Przez to wszystko mamy pod górkę. My faceci którzy się obudziliśmy, mamy teraz ciężkie czas do życia. Może jakiś ruch, stowarzyszenie, fundacja? Czas łamać schematy. Czas skończyć z księżniczkami.
    • By Morfeusz
      Ciekawa opowieść z profilu MGTOW Polska na pejsbooku. O tym jak wygląda życie w związku w Polce, u znajomych autora opowieści. Historie "beciaków", którzy będąc prawdziwymi przegrywani, nadal tkwią w Matrixie i chorych związkach ze swoimi samicami. Uwarunkowani kulturowo, zaprogramowani do roli bankomatów. Wystarczyło trochę alkoholu, aby zaczęli opowiadać jak to wygląda naprawdę, z ich perspektywy.
       
      Cytuję:
       
      Wczorajsze spotkanie ,,po latach" z kolegami z licealnej klasy. Jedna litrowa Finlandia na pięciu (starość, k...). Dwóch kolegów zaręczonych, dwóch już po ślubie, jestem jedynym singlem na ,,imprezie". Po 21 zaczyna się wylewanie żali.
      Osoba 1: ,,Nie mam praktycznie nic do powiedzenia w związku. Za każdym razem jadę do niej, bo ona twierdzi że prawdziwa kobieta nie jeździ do faceta. Na randkach siedzimy z jej rodzicami i oglądamy telewizor, no chyba że ja zapłacę za wczasy i gdzieś pojedziemy. Ale nic z tym nie robię, bo gdzie ja w tym wieku znajdę inną dziewczynę? Zresztą już ślub w drodze".
      Osoba 2: ,,Generalnie dramat. Szukam tylko najmniejszej sposobności, żeby pobyć chwilę samemu w mieszkaniu. O wszystko cały czas awantura, jak próbuję się postawić to jest foch. Seksu zero". Na pytanie czego w takim razie nic z tym nie zrobi kolega odpowiada cierpko: ,,A co by teraz powiedziała MOJA MATKA gdybyśmy się rozstali przed ślubem"?
       
      Żonaci koledzy nawet już nie walczą w dyskusji. Pokornie przyjmują swój los i cierpko przełykają kolejne kieliszki czekając na wyrok, który niechybnie wkrótce nastąpi. I nastąpił. Po 22 nerwowo odbierają telefon, po ich minach i stłumionych odgłosach dochodzących z drugiej strony wnioskuję, że właśnie słyszą coś w stylu ,,Gdzie się kurwa szlajasz????!!!! Ja tu siedzę sama, a ty się bawisz. Kawaler kurwa jesteś???!!!!". Wiem już, że za chwilę kumpel sięgnie po kurtkę i smutnym głosem oznajmi ,,Panowie, muszę się zbierać". Intuicja nie zawiodła.
       
      I najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że zostałem nieformalnie uznany za największego przegrywa na imprezie, i to pomimo faktu, że mam najlepszą pracę, często podróżuję, rozwijam swoje pasje i generalnie cieszę się życiem. ALE NIE MASZ DRUGIEJ POŁÓWKI!!!! No faktycznie, dzisiaj kupiliśmy litra.
       
      Panowie, nie dajcie sobie wmówić że jest coś z Wami nie tak tylko dlatego, że nie dajecie traktować się jak bankomat lub jak animator czasu wolnego. Przyszłość należy do Was. No chyba, że wspaniałomyślnie chcecie dać zarobić swojemu prawnikowi na rozwodzie.
    • By Adolf
      Cześć Bracia.
         Jest jesienna pora, ogarnia mnie chandra i brak chęci do życia. Patrzę na to wszystko czego się dorobiłem licząc żonę, dzieci, dom.
      Wszystko to o kant dupy rozbić. Niby mam rodzinę i jakiś stan posiadania, ale to nie ja to wszystko mam. Te wszystkie składowe, tworzące moje jestestwo, w sumie przekładają się na to że to ja jestem niewolnikiem tych rzeczy. To nie ja posiadam rodzinę, i dom, jest odwrotnie, jestem sługą tej rodziny i domu, chociażby w minimalnym zakresie, żebym był. Zresztą rodzina to tylko moja małżonka, syny siedzą za granicą, mają swoje sprawy. Wczoraj wróciłem z 2 tyg. pobytu w szpitalu związanego z zabiegiem ortopedycznym, żona odwiedziła mnie trzy razy celem doniesienia odzieży, krótkie rozmowy, co w domu, w każdym przypadku rozmowa kończyła się prawie kłótnią. Po za tym jak zauważyłem w rozmowie z nią i słodkim pierdzeniu, jestem potrzebny w domu jak ten pies. Ona czuje się bezpieczniej, jak śpię w domu, nawet jak nawalony, ale jestem.
         Widzę jak inni pacjenci są odwiedzani, czułe, wspierające słowa, jakieś żarcie domowe, a u mnie sucho. Synki też się nie popisały, żadnego telefonu. Kobieta, mimo że zakazałem, pisała z nimi żeby skontaktowali się ze mną, głucho. No nic, karma do mnie wróciła. Mój ojciec biologiczny samotnie zmarł w szpitalu pomimo że wiedziałem gdzie jest, a brakowało u mnie woli przejechać 200 km. Zawsze byłem oschły wobec synów i mówiłem martwcie się o siebie, ja sobie radę dam. Takie życie sobie stworzyłem, będąc takim jakim jestem, z zewnątrz pancerna skorupa, w środku ktoś kto oczekuje po mimo wszystko zrozumienia i przytulenia.
       
         Ale żeby nie było smutaśnie widzę światełko. W Czerwcu kupiłem sobie kampera, stary, dychawiczny ale jeszcze da radę, a przynajmniej dojedzie do Portugalii i wróci i tak kilka razy.
      Portugalia to moje marzenie, zima tam, lato tutaj. No pięknie, życie bez zobowiązań, martwię się tylko o siebie i psa którego być może znajdę do rozmowy i opieki nad nim. 
         Tylko zostaje pseudo rodzina i to materialne co jest tutaj. Kobieta się ogarnie z domem zwłaszcza że ma duże wsparcie teściowej w sensie że można u nas siedzieć bez ograniczeń.
      Zastanawiam się co mnie trzyma w domu, parę zobowiązań finansowych, żona - nie, dwa koty - zapewnię finansowanie względem żarcia, bo nawet w tym kobiecie nie ufam, tylko tyle, kurwa teraz widać czego się dorobiłem i za czym ewentualnie będę tęsknił, haha, przez łzy. Za czym tęsknię? Za wolnością, niezależnością, za tym abym nie musiał się o nikogo martwić czy da se radę. Chce być sam, ale tak naprawdę, nic do bani.
       
         W jaki sposób to zrealizować? Wiem, wsiąść w bryczkę i hajda, piekła nie ma, wolność cię czeka. Ale jestem odpowiedzialnym człowiekiem z dużym poczuciem obowiązku, jak to tak, pierdolnąć wszystko i wyjechać w ;Bieszczady;? No dziwnie tak, a co z tym co zostawiłem? Dadzą se radę? Pewnie tak, bo ich tego uczyłem że kiedyś umrę. No i rodzinny ostracyzm (jej rodzina), zostawił żonę i se pojechał, jak tak można...
       
         No dobra, tak jesiennie wygadałem się. Kiedyś się zdobędę.
       
      Pozdro Bracia.
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.