Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
raven

Rozstanie - wyzwania podświadomości i pragmatyczność kobiety postawionej przed faktem dokonanym

Recommended Posts

Witajcie Bracia,

 

Jestem kilka tygodni po rozstaniu i zakończeniu ponad 2-letniego związku, o którym pisałem jakiś czas temu w poniższym temacie:

 

https://braciasamcy.pl/index.php?/topic/26136-rodzina-patchworkowa-największe-wyzwania-wasze-doświadczenia/

 

W skrócie - ja po rozwodzie, ona wdowa, każde z nas ma dziecko z poprzedniej relacji. Był to mój pierwszy związek bardziej trwały po zakończeniu małżeństwa, wcześniej w międzyczasie miałem przygodne relacje z kilkoma dziewczynami. Związek ten zakończyłem ja, odszedłem od niej, gdy nagromadziło się we mnie na tyle frustracji, że uznałem, że to nie jest relacja, w której dobrze się czuję.

Gdy oznajmiłem jej, że się wyprowadzam i odchodzę, akurat byliśmy w trakcie jej tzw. cichych dni, które trwały już ponad 3 doby. Zareagowała mówiąc „ok, wyprowadź się”. Przystąpiłem zatem do działania i w kolejnych dniach zacząłem wywozić swoje rzeczy. Ona widząc to, dzień przed główną wyprowadzką (przed dniem, na który miałem umówioną firmę przeprowadzkową) wyszła z inicjatywą rozmowy i podjęła próbę przekonania mnie, abym jednak został, że sporne kwestie między nami chce wyjaśnić, że jej zależy na mnie i na związku ze mną. Pozostałem jednak nieugięty i podtrzymałem decyzję o odejściu, powodując u niej jeszcze większego focha i obrażenie się.

 

W dniu wyprowadzki chodziła naburmuszona i obrażona, jednak gdy odjeżdżałem ostatecznie z posesji, podszedłem do niej i pożegnałem się - ona odwzajemniła i tak się skończyło.

 

Krótko o nas i o tym związku:

  • Ona 32, ja pięć lat więcej
  • Obydwoje mamy dzieci w podobnym wieku (6l)
  • Mieszkałem u niej, ale mam również własną nieruchomość, do której teraz wróciłem
  • Wprowadziłem się do niej po 8 miesiącach znajomości, oczywiście ona naciskała, ale ja też specjalnie się nie opierałem
  • Nigdy za nią nie latałem, trzymałem się zasady 50/50 jeśli chodzi o inwestowanie w związek, powiedziałbym nawet, że trochę ją olewałem, bo na pierwszym miejscu stawiałem zwykle siebie, moje dziecko, moją pracę i moje sportowe pasje
  • W kwestii finansowej nie miała dostępu do moich zasobów, ani ja do jej - mieliśmy wspólne konto techniczne, na które szły środki na życie - zawsze po równo; wszelkie większe wydatki typu wyjazdy, wakacje także 50/50
  • Po jakimś pół roku wspólnego mieszkania (czyli po ponad roku trwania związku) zaczęła delikatnie wspominać, że chciałaby mieć ze mną dziecko oraz że fajnie byłoby być małżeństwem - ale ja konsekwentnie odmawiałem (zresztą mówiłem jej o tym od samego początku znajomości, że nie chcę obydwu, a ona twierdziła, że ok i to akceptuje)
  • Nigdy nie zagrała seksem, była chętna, zwłaszcza przez pierwsze półtorej roku i często sama inicjowała; natomiast ostatnie pół roku relacji ochota bardziej przeszła mnie i to ja przestawałem inicjować (momentami tego seksu było dla mnie za dużo) - co ją delikatnie niepokoiło, ale niewiele z tym robiła (z początkowych 1-2 seksów dziennie pozostało 1-2 tygodniowo) - chyba skończył się haj hormonalny i wydaje mi się, że bardziej po mojej stronie... 
  • Nie robiła awantur, ale było coraz więcej cichych dni, które potrafiły trwać nawet 3-4 doby, co mnie mega wkurzało, nie znosiłem wracać do domu, gdzie czekała na mnie kobieta traktująca mnie jak powietrze - wielokrotnie ją ostrzegałem, że jak będzie tak robić, zamiast mówić o problemach, to od niej odejdę
  • Głównym powodem jej fochów był problem z akceptacją mojej hierarchii wartości (przytoczyłem wyżej), zarzucała mi, że jest na którymś tam miejscu u mnie, a nie na górze listy
  • Była zazdrosna o moje dziecko i uwagę/czas, które mu poświęcam
  • Chciała bym więcej angażował się w relację z jej dzieckiem, co dla mnie było raczej trudne, tzn. gdy nie było z nami mojego dziecka, to po prostu wolałem zajmować się sobą i swoimi sprawami niż spędzać czas z jej dzieckiem - najlepiej wspominam momenty, gdy spędzaliśmy czas bez dzieci, tzn. jej dziecko było u jej rodziców, a moje u ex-żony, wtedy było po prostu świetnie
  • Źle się też czułem w jej domu, nie będąc tam właścicielem, gdzie oczekiwano ode mnie, abym ogarniał wiele tematów z nim związanych, a ja wzbraniałem się przed traceniem czasu i energii na nie moją nieruchomość.

 

Mój problem polega na tym, że pomimo iż to ja odszedłem, to chyba gdzieś w podświadomości liczyłem, że ona zawalczy o ten związek i że nie da mi tak łatwo odejść. Tymczasem od tamtego momentu ona nie zainicjowała żadnego kontaktu, zupełna cisza. Ja ze swojej strony oczywiście też nic nie inicjowałem, ale jednak w jakimś stopniu liczyłem na jej kontakt. Co więcej, kilka dni temu zauważyłem, że ponownie aktywowała swój profil na portalu randkowym, gdzie pisze o poszukiwaniu stałej relacji, miłości, blablabla… - tym samym utwierdziła mnie w przekonaniu o słuszności mojej decyzji oraz o tym, że była ze mną wyłącznie ze względu na kalkulację, korzyści emocjonalne/materialne itp. - tak, tu doskonale widać, że kobiety to nie jest płeć romantyczna, ale pragmatyczna. Trochę mnie to dotknęło, ale myślę, że to wkrótce przepracuję, choć czasem są chwile słabości i pojawiają się myśli „a może by się do niej odezwać”…

 

Borykam się teraz ze sporym dysonansem poznawczym, podświadomość chyba płata mi figle, bo nagle pamiętam wszystkie dobre momenty i wspomnienia, a tych złych jakby nie było… A przecież było ich coraz więcej i to one przeważyły szalę, aby odejść.

 

Będę wdzięczny za wasze opinie, rady, przemyślenia, bracia.

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
59 minut temu, raven napisał:

podświadomości liczyłem, że ona zawalczy o ten związek i że nie da mi tak łatwo odejść

59 minut temu, raven napisał:

, tu doskonale widać, że kobiety to nie jest płeć romantyczna, ale pragmatyczna.

To taki fenomen niby to już wiemy ciągle nas to zaskakuje. Powiedzieć by można że cały czas po cichu wierzymy że tym razem będzie inaczej.

Byłeś na jej terytorium a stawiałeś swoje warunki w obecnych czasach to jak kopanie się z koniem. 

Moim zdaniem powodem tego jest że dzisiaj kobiety mają za dużo swobody, mogą się fochować, starać się rządzić, okazywać brak szacunku itd. z głodu nie zginą państwo da, albo znajdzie jelenia na necie.

 

Moja kryszytałowa kula mówi mi że jak nie znajdzie jelenia to się odezwie, a jak znajdzie to się nie odezwie.

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

@raven Śledzę oba Twoje wątki z zainteresowaniem, bo sam jestem jakby u progu czegoś podobnego - poznałem fajną 38-letnią wdowę, sam mam 43 lata,nasze córki-jedynaczki po 9. Jej mąż zmarł 2 lata temu, ona się ładnie ogarnęła, jest jej trudno ale dużo w niej optymizmu, kondycję ma lepszą od mojej, biega maratony, podróżuje. Ta znajomość to sam początek w sumie. Ale zabieram się za to jak pies do jeża, bo im bardziej mi się podoba, tym bardziej się boję fiaska, tego że lepiej stoi finansowo (czyżbym znowu musiał doganiać kobietę jak ojca? Pisałem o tym ostatnio w innym wątku) I boję się jak moja młoda to przyjmie, i w ogóle nie widzę siebie jak wartość w związku. Czyli jak zwykle, podświadomość ruszyła. Z tego wszystkiego podgryza mnie tęsknota za exgf i znowu nie lubię siebie. No ale zobaczymy... Kobieta jest niestety wierząca (ja nie), więc już to może być problemem typu seks po ślubie. Nienawidzę w sobie tego czarnowidztwa. Fuck, chyba nie o tym chciałem pisać 😡

Share this post


Link to post
Share on other sites
17 godzin temu, smerf napisał:

Byłeś na jej terytorium a stawiałeś swoje warunki w obecnych czasach to jak kopanie się z koniem. 

@smerf Dobrze to ująłeś, myślę, że popełniłem błąd dając się urobić po stosunkowo krótkim czasie relacji i wprowadzając się do niej. Wydaje mi się, że przez to nie miała do mnie wystarczająco dużo szacunku, bo jej to łatwo przyszło. Z perspektywy czasu widzę, że najwcześniej decyzja o wspólnym mieszkaniu powinna być po min. 1-1,5 roku utrzymywania relacji w modelu LAT.

 

14 godzin temu, Feniks77 napisał:

sam jestem jakby u progu czegoś podobnego - poznałem fajną 38-letnią wdowę, sam mam 43 lata,nasze córki-jedynaczki po 9. Jej mąż zmarł 2 lata temu, ona się ładnie ogarnęła, jest jej trudno ale dużo w niej optymizmu, kondycję ma lepszą od mojej, biega maratony, podróżuje. Ta znajomość to sam początek w sumie. Ale zabieram się za to jak pies do jeża

@Feniks77 Miałem podobne dylematy na początku związku, mając wiedzę o samotnych matkach. Tłumaczyłem sobie, że moja sytuacja jest trochę inna, bo to wdowa, ale po czasie stwierdzam - to się zasadniczo niewiele różni od związku z rozwiedzioną samotną matką. Taka kobieta zawsze będzie stawiać swoje dziecko na pierwszym miejscu, głównie w sposób podświadomy - u mnie wychodziło to w sytuacjach kłótni, sprzeczek między dziećmi. Przykładowo, gdy wina była po stronie jej dziecka i ona go oficjalnie upominała/karała, to i tak kwas ciągnął się potem między nami co jakiś czas. Po czasie widzę jasno - natury nie oszukasz😉

 

Bracia, jakie macie rady na poradzenie sobie z tęsknotą? Kurcze, pomimo, że mam już trochę lat na karku i doświadczenia małżeńskie/związkowe, to jednak podświadomość teraz mi podsuwa tylko dobre chwile z tej relacji... Z drugiej strony boli mnie, tak muszę to przyznać, boli mnie, że ona nie podjęła żadnego kontaktu mimo, że to ja odszedłem i że od razu po rozstaniu odpaliła tryb poszukiwania nowego kolegi na portalu randkowym...😐

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
19 godzin temu, raven napisał:

Borykam się teraz ze sporym dysonansem poznawczym, podświadomość chyba płata mi figle, bo nagle pamiętam wszystkie dobre momenty i wspomnienia, a tych złych jakby nie było… A przecież było ich coraz więcej i to one przeważyły szalę, aby odejść.

Czytając Twój wątek pozostaje pogratulować trzeźwej głowy i konsekwencji. 

Na moje nie masz sobie nic do zarzucenia, ewakuowałeś się z niesatyswakcjonującej relacji, a dzięki temu, 

że trzymałeś ramę nie masz teraz czym się martwić.

Gratuluje, tak trzymać :)

 

15 godzin temu, Feniks77 napisał:

Kobieta jest niestety wierząca (ja nie), więc już to może być problemem typu seks po ślubie

Seks po ślubie w dzisiejszych czasach to już rzadkie zjawisko, prędzej obawiałbym się sytuacji, że ona będzie chciała ślub kościelny, a Ty nie.

 

  

33 minuty temu, raven napisał:

Bracia, jakie macie rady na poradzenie sobie z tęsknotą? Kurcze, pomimo, że mam już trochę lat na karku i doświadczenia małżeńskie/związkowe, to jednak podświadomość teraz mi podsuwa tylko dobre chwile z tej relacji... Z drugiej strony boli mnie, tak muszę to przyznać, boli mnie, że ona nie podjęła żadnego kontaktu mimo, że to ja odszedłem i że od razu po rozstaniu odpaliła tryb poszukiwania nowego kolegi na portalu randkowym...😐

To całkiem naturalne, generalizujesz.

Spisz sobie na kartce wszystkie powody, dla których postanowiłeś odejść i w momencie tęsknoty czytaj to by skontrować tęsknotę.

Ona szuka nowego partnera bo to jest jej cel, musi zapełnić lukę, którą pozostawiłeś.

Dziecko potrzebuje ojca, lub chociaż męskiego wzorca.

Ona potrzebuje ochrony psychicznej i finansowej.

 

Edited by 17nataku
  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
19 godzin temu, raven napisał:

tu doskonale widać, że kobiety to nie jest płeć romantyczna, ale pragmatyczna

Wg mnie bardzo tak samo jak my, one mają swoje racjonalizacje a my swoje ale w gruncie rzeczy każdemu chodzi tylko o własny interes i to jest ok. tylko byłoby lepiej przestać się w końcu oszukiwać imo.

Edited by icman

Share this post


Link to post
Share on other sites

@raven nie wiem czy postąpiłeś słusznie czy nie- to już Twoja decyzja.

Z tego co zrozumiałem, po chłodnej kalkulacji stwierdziłeś, że nie ma to dalej sensu. Emocje są złym doradcą, jeśli byłoby inaczej to większość z Nas kończyłaby tragicznie z jakąś zaburzoną emocjonalnie kocicą, dlatego staraj się trzymać tego co tutaj nakreśliłeś bez wspominania. Niech to będzie elementarz do czasu przepracowania tego związku/rozstania.
 

Przed Tobą trudny okres, będziesz mieć zapewne słabsze dni. Nie zaglądaj jej w profil, niech robi co jej się podoba- jest już wolna tak samo jak Ty. Skorzystaj z tego.

Jak będziesz mieć gorsze chwile to pisz w tym miejscu, dodaję do obserwowanych 🙂.

Powodzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@raven

Jesteś ogarniętym facetem. Dysonans minie po pewnym czasie. 

Mnie zastanowia co innego... 

Czy kiedykolwiek przeczytam, zobaczę związek z samotną matką który jest udany. 

 

I zapewne się odezwie jak  nie znajdzie nowej knagi. 

Edited by trop

Share this post


Link to post
Share on other sites
37 minut temu, trop napisał:

@raven

Jesteś ogarniętym facetem. Dysonans minie po pewnym czasie. 

Mnie zastanowia co innego... 

Czy kiedykolwiek przeczytam, zobaczę związek z samotną matką który jest udany. 

 

I zapewne się odezwie jak  nie znajdzie nowej knagi. 

Z mojego życia wzięte: nowy związek eX z nowym misiem jest bardzo udany.

Mieszka u niej, wyremontował jej dom, który ona kupiła, na ziemi która (zakładam) też jest zapisana na nią

Wozi ją i moja córkę wszędzie gdzie tylko może i gdzie się da.

Teraz jeszcze chłopak spodziewa się córeczki z tego związku.

Aaa.. dodam tylko że się nie hajtneli (cały czas się zastanawiam czemu.. ) i pewnie jest z tego powodu tylko smutny, ale poza tym to cud miód i orzeszki :)

 

  • Haha 6

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, 17nataku napisał:

To całkiem naturalne, generalizujesz.

Spisz sobie na kartce wszystkie powody, dla których postanowiłeś odejść i w momencie tęsknoty czytaj to by skontrować tęsknotę.

Ona szuka nowego partnera bo to jest jej cel, musi zapełnić lukę, którą pozostawiłeś.

Dziecko potrzebuje ojca, lub chociaż męskiego wzorca.

Ona potrzebuje ochrony psychicznej i finansowej.

@17nataku Ok, stosuję takie myślowe ćwiczenia, staram się przypominać sytuacje, gdzie było źle. Najgorzej jest np. w nocy, gdy się przebudzę albo rano zaraz po wstaniu - podświadomość od razu atakuje dobrymi wspomnieniami😄

 

Jasne, jest zrozumiałe, że ona jako samotna matka będzie chciała znaleźć partnera, tylko na ten moment mam jakiś problem z poczuciem, że rozpoczyna ten proces tak łatwo i niemalże od razu, gdy zamknęły się za mną drzwi, nawet nie próbując się ze mną kontaktować. To prowadzi mnie z kolei do wniosku, że z jej strony nie było to szczere uczucie, ale bycie ze mną oparte na kalkulacji. Czyli odpowiadając na pytanie @trop:

38 minut temu, trop napisał:

Mnie zastanowia co innego... 

Czy kiedykolwiek przeczytam, zobaczę związek z samotną matką który jest udany. 

Taki związek może być udany w określonym momencie jego trwania i na konkretnym etapie, np. haju hormonalnego. Gdy ten opada, zaczyna się podświadome realizowanie schematu. Poza tym w długoletniej perspektywie - taki związek nie jest zgodny z interesem świadomego faceta, ja miałem to poczucie będąc w nim i nasilało się ono w złych momentach, a w dobrych niestety bywało przyćmione😊

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Rozwiązaniem jest samolot do Abu-Dhabi. Potem sprawy matrymonialne zaczną się stopniowo prostować w Twoim życiu. Więc nie spierdol tego, skoro już na chwilę otrzeźwiałeś.

 

P.S. Co to są 'ciche dni'?

Edited by absolutarianin

Share this post


Link to post
Share on other sites
16 minut temu, raven napisał:

że rozpoczyna ten proces tak łatwo i niemalże od razu, gdy zamknęły się za mną

Spójrz na to z innej strony, zostajesz rzucony przez kobiete, będziesz płakał w poduszkę czy raczej ruszysz do przodu ze swoim życiem?

 

1 godzinę temu, Jan III Wspaniały napisał:

niech robi co jej się podoba- jest już wolna tak samo jak Ty

Dokładnie tak, oboje nie jesteście sobie nic winni, każdy jest wolny i może postępować wobec własnego sumienia.

 

Gdy ja zerwałem z poprzednią partnerką i po dwóch tygodniach wróciłem na portale randkowe usłyszałem od niej, że to słabe bo przecież każdy wie, że z szacunku do drugiej osoby wypada odczekać ten miesiąc...

 

5 minut temu, absolutarianin napisał:

P.S. Co to są 'ciche dni'?

Żyjecie razem, ale osobno. 

Unikanie rozmowy, ale zdawkowe cześć, dobranoc.

Atmosfere można kroić nożem.

Kobieca manipulacja żeby facet się zainteresował i domyślił co zrobił źle :P

  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
25 minut temu, Vishkah napisał:

nowy związek eX z nowym misiem jest bardzo udany.

Ciekawe jak długo 😁😁😁

Share this post


Link to post
Share on other sites

@raven Dobrze zrobiłeś.

 

Jesteś trzeźwym, dojrzałym facetem, który prawidłowo patrzy na życie.

 

Kobiety na dłuższą metę trzeźwości u nas- facetów nie znoszą, bo taki nie da się urobić.

 

Byłeś dla niej możliwością, żeby rzekomo stać się szczęśliwą, zabezpieczoną.

 

Nieopłacalny dla Ciebie deal.

 

Teraz szuka frajera który się ożeni i strzeli w niej miłosnym nadzieniem.

 

 U niej po staremu, szczęścia  jak nie było, tak nie ma.
 

Ty odetchniesz z ulgą, pozbywszy się obrażalskiej, nastoletniej z charakteru i coraz bardziej pomarszczonej z wyglądu wampirzycy.

  • Like 3
  • Thanks 1
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
22 hours ago, raven said:

podjęła próbę przekonania mnie, abym jednak został, że sporne kwestie między nami chce wyjaśnić, że jej zależy na mnie i na związku ze mną. Pozostałem jednak nieugięty i podtrzymałem decyzję o odejściu, powodując u niej jeszcze większego focha i obrażenie się.

Brawo za ogólną postawę.

A zdanie wyróżnione, bo coś w nim jest... dziwne? Podjęła próbę, bo wypadało, ale i tak strzeliła focha i "żegnaj"? Trochę mi to pachnie rozwiązaniem, gdzie "nowa gałąź" lub "gałąź ratunkowa" były gotowe w odwodzie. A przynajmniej, w wieku 32 lat, Pani była "pewna" że jest na szczycie swych możliwości, i następnego znaleźć to będzie moment. Bo myślała już o następnym... nie o Tobie, jak Cię zatrzymać.

 

22 hours ago, raven said:

chyba gdzieś w podświadomości liczyłem, że ona zawalczy o ten związek i że nie da mi tak łatwo odejść

Kolejny raz na Forum potwierdza się truizm, że to mężczyźni są płcią romantyczną.

 

22 hours ago, raven said:

Borykam się teraz ze sporym dysonansem poznawczym, podświadomość chyba płata mi figle, bo nagle pamiętam wszystkie dobre momenty i wspomnienia, a tych złych jakby nie było

Zastanów się, czy Ty - jako dziecko - nie pozostawałeś pod przemożnym wpływem wzorców kobiecych... taka gloryfikacja "Matki-Polki", której świętości podważać nie wolno?

Wolno, a nawet trzeba.

Ludzie, każdy, sami sobie zapracowują na swoje własne życie - a jeżeli "tych złych" momentów było więcej, to wystarczy o tym pamiętać: "w sumie było źle". I tą myślą pacyfikować podświadomość.

  • Like 1
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, 17nataku napisał:

Dokładnie tak, oboje nie jesteście sobie nic winni, każdy jest wolny i może postępować wobec własnego sumienia.

@17nataku Masz rację. Nie jest to moje pierwsze i pewnie nieostatnie rozstanie, do tego nie byliśmy związani małżeństwem/dziećmi/majątkiem. Myślę, że to podświadomość generuje takie odczucia, ale na poziomie świadomym i racjonalnym wiem, że to zwyczajnie przecierpię, przeżałuję i ruszę do przodu. Dbanie o siebie i rozwój na płaszczyźnie osobistej, fizycznej, zawodowej i sportowej - to są moje cele na najbliższe półrocze😀

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Vishkah napisał:

Z mojego życia wzięte: nowy związek eX z nowym misiem jest bardzo udany.

Mieszka u niej, wyremontował jej dom, który ona kupiła, na ziemi która (zakładam) też jest zapisana na nią

Wozi ją i moja córkę wszędzie gdzie tylko może i gdzie się da.

Teraz jeszcze chłopak spodziewa się córeczki z tego związku.

Aaa.. dodam tylko że się nie hajtneli (cały czas się zastanawiam czemu.. ) i pewnie jest z tego powodu tylko smutny, ale poza tym to cud miód i orzeszki :)

 

No widzisz ile masz radości, że to nie Ty jesteś na jego miejscu. Wielu przy rozstaniu myśli, że świat im się wali. A tu wychodzi na to, że dobry Bóg nad nimi czuwa. :) 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 minut temu, RENGERS napisał:

Byłeś dla niej możliwością, żeby rzekomo stać się szczęśliwą, zabezpieczoną.

 

Nieopłacalny dla Ciebie deal.

 

Teraz szuka frajera który się ożeni i strzeli w niej miłosnym nadzieniem.

@RENGERS Tak jest, zapewne skalkulowaną na początku znajomości, bo od początku widziała, że jestem ogarnięty życiowo. Ja chyba podszedłem zbyt romantycznie, ale w miarę rozwoju relacji i realizowania z jej strony schematu, wracało otrzeźwienie, a skóra stawała się coraz grubsza😄

Odnośnie strzelania... Oj były z jej strony prośby typu "skończ we mnie", stosowała tabletki, ale ja nigdy nie uległem.

 

17 minut temu, Kespert napisał:

A zdanie wyróżnione, bo coś w nim jest... dziwne? Podjęła próbę, bo wypadało, ale i tak strzeliła focha i "żegnaj"? Trochę mi to pachnie rozwiązaniem, gdzie "nowa gałąź" lub "gałąź ratunkowa" były gotowe w odwodzie. A przynajmniej, w wieku 32 lat, Pani była "pewna" że jest na szczycie swych możliwości, i następnego znaleźć to będzie moment. Bo myślała już o następnym... nie o Tobie, jak Cię zatrzymać.

@Kespert Czemu dziwne? Czy szykowała nową gałąź nie wiem, nie sądzę, w końcu to ja zainicjowałem rozstanie, a nie ona. Ale to już nie ma dla mnie większego znaczenia teraz😊

 

19 minut temu, Kespert napisał:

Zastanów się, czy Ty - jako dziecko - nie pozostawałeś pod przemożnym wpływem wzorców kobiecych... taka gloryfikacja "Matki-Polki", której świętości podważać nie wolno?

Wolno, a nawet trzeba.

Dzięki za sugestię😉

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 hours ago, raven said:

Taka kobieta zawsze będzie stawiać swoje dziecko na pierwszym miejscu, głównie w sposób podświadomy

Ale to chyba dotyczy większości przypadków, również tych gdzie jesteś biologicznym ojcem. Chociaż wiadomo, że może się to różnić skalą i częstotliwością wtedy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyli mówisz, że tragedii nie było, natomiast kolorowo też nie i uznałeś, że bilans jest jednak ujemny, więc zakończyłeś znajomość. Teraz nachodzą Cie myśli, żeby wrócić, w związku z czym pojawia się bardzo ważne pytanie: na ile wyprowadzka była chłodną oceną sytuacji, a na ile potrzebą jakiejś zmiany podyktowaną znudzeniem, chęcią pobudzenia swoich emocji, ukarania partnerki za te "ciche dni"?

 

Jedno z większych osiągnięć mojego życia, które pomaga mi uniknąć bardzo wielu problemów i czerpać radość z codzienności, to wypracowanie umiejętności siedzenia w jednym miejscu. Kiedyś a to chciałem gdzieś podjechać, kogoś odwiedzić, coś kupić nowego, przemeblować mieszkanie etc. Po jakimś czasie zauważyłem, że ta potrzeba zmian, to potrzeba umysłu, który jest jak pijana, ranna małpa i ciągle chce coś zrobić. Tutaj coś zjeść, gdzieś podskoczyć, kogoś podrażnić, tylko po to, żeby odwrócić uwagę od lekkiego bólu z rany (co w naszym umyśle jest odpowiednikiem ciągłego lekkiego dyskomfortu, uczucia, że czegoś w tej chwili brak), a alkohol dodatkowo wzmacnia podniecenie tej małpy i ochota na zrobienie czegoś jest jeszcze większa. Ile naszych działań to tylko reakcja, na tę płytką potrzebę umysłu? A tak naprawdę, podobnie jak w przypadku codziennego picia piwa odpowiadanie na te potrzeby nie daje nam szczęścia, tylko odwraca naszą uwagę od rzeczywistych spraw, na których powinniśmy się skupić, których rozwiązanie dałoby nam realną satysfakcję.

 

Przemyśl na ile faktycznie trzeba było zakończyć ten związek, a na ile była to zwykła chęć zmian. Takie chwile refleksji pomogą Ci podejmować lepsze decyzje w przyszłości.

  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Myślę że autor tematu dobrze zrobił że odszedł.

Jeśli by dalej tkwił w tym związku to mogłoby się to skończyć bąbelkiem i później przy rozstaniu alimentami. 

Przepracuj swoje myśli i jeśli znów cie będą nachodzić myśli o tych dobrych chwilach to wspomnij wszystkie te negatywne rzeczy żeby była równowaga w umyśle.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, goryl napisał:

Czyli mówisz, że tragedii nie było, natomiast kolorowo też nie i uznałeś, że bilans jest jednak ujemny, więc zakończyłeś znajomość. Teraz nachodzą Cie myśli, żeby wrócić, w związku z czym pojawia się bardzo ważne pytanie: na ile wyprowadzka była chłodną oceną sytuacji, a na ile potrzebą jakiejś zmiany podyktowaną znudzeniem, chęcią pobudzenia swoich emocji, ukarania partnerki za te "ciche dni"?

 

2 godziny temu, goryl napisał:

Przemyśl na ile faktycznie trzeba było zakończyć ten związek, a na ile była to zwykła chęć zmian. Takie chwile refleksji pomogą Ci podejmować lepsze decyzje w przyszłości.

@goryl Nie była to decyzja chwili, lecz przemyślany krok. Wyprowadzać miałem się już dwa miesiące wcześniej, ale mnie wtedy "urobiła" obiecując, że popracuje nad komunikacją i zaprzestanie stosowania "cichych dni". Ale wiadomo - to jest kobieta, jedno mówi, drugie robi. Teraz wiem, że była to tylko dla niej ostatnia deska ratunku przed tym, co nieuniknione.

 

Związek zawsze rozpada się w czasie, jest to proces, który zaczyna się wcześniej. Rozstanie i wyprowadzka była już tylko efektem tego, co działo się od pewnego czasu. A ponieważ teraz zaczynam nabierać perspektywy na ten zakończony etap w moim życiu, to już mogę powiedzieć, że była to kobieta bez zainteresowań - poza pracą i wychowywaniem dziecka nie miała żadnej konkretnej pasji, wypełniając swój czas wolny typowymi czynnościami, jak malowanie paznokci, scrollowanie facebooka, komunikatory z przyjaciółkami, jakieś drobne prace w ogródku. To ja miałem wypełniać jej czas, a ponieważ poza pracą realizuję się także w sferze sportowej czy po prostu lubię spędzać czas ze sobą - to ona to odbierała jako olewanie jej, coraz częściej zarzucając mi, że jest na samym dole mojej listy. Reasumując - ograniczała mnie, więc nie jest to osoba nadająca się do długofalowego związku ze mną😊

  • Like 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
20 godzin temu, RENGERS napisał:

Kobiety na dłuższą metę trzeźwości u nas- facetów nie znoszą, bo taki nie da się urobić.

 

Zgadzam sie. W dodatku sluchalem kiedys wywiad Jordan Bernt Peterson. Okreslil kobiety jako haos, a mezczyzn jako harmonie i zorganizowanie.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 godziny temu, RENGERS napisał:

Kobiety na dłuższą metę trzeźwości u nas- facetów nie znoszą, bo taki nie da się urobić.

 

2 godziny temu, nowy00 napisał:

Okreslil kobiety jako haos, a mezczyzn jako harmonie i zorganizowanie.

@RENGERS @nowy00 Tak jest, dodam jeszcze, że:

- przy rozstaniu przyznała, że oczekiwała ode mnie ślubu i wspólnego dziecka, bo ona tak rozumie poważny związek

- ja na samym początku relacji powiedziałem jej, że jeśli szuka kandydata na męża, to dajmy sobie spokój - zapewniała, że nie zależy jej na ślubie😄 Po czasie wiem, że w tej danej, konkretnej chwili tylko mogło tak być😊

- jako że temat podejmowała coraz częściej w miarę rozwoju związku, zwłaszcza po wspólnym zamieszkaniu, a ja konsekwentnie odmawiałem - na koniec, przy rozstaniu, uznała, że chciałem ją zdominować i sobie podporządkować... Tak rozumiała moje oczekiwanie kobiecej uległości w związku😀 

  • Like 2
  • Haha 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bracia, podbijam temat, napiszę szczerze jakich głupot narobiłem i proszę Was o wylanie kubła zimnej wody na mnie, bo raczej tego potrzebuję...

 

Nie wytrzymałem i odezwałem się do niej - w konwencji, że mam nadzieję, że u niej w porządku i że sobie radzi (chyba mi się jakieś wyrzuty sumienia włączyły, że ją rzuciłem). Zareagowała niemal natychmiast, odpowiadająć, że zostawiłem ją bez wielu odpowiedzi i nigdy ich już nie pozna, potem, że kilka tekstów, że była gotowa na poważną relację, bo mówiła o ślubie, dziecku itp., ale to nie są tematy na sms (w takiej formie był ten kontakt). Ogólnie odniosłem wrażenie, że obarcza mnie w pełni winą za rozpad związku, więc na jej ostatnią wiadomość nie odpowiedziałem, ale nie dawało mi to spokoju.

 

Po 2 dniach zadzwoniłem do niej i zaproponowałem spotkanie, jak to ująłem - aby porozmawiać o tym, dlaczego odszedłem, dlaczego ta relacja się rozpadała już od jakiegoś czasu i odpowiedzieć osobiście na jej pytania. Zareagowała w ten sposób, że od razu spytała "i co dalej? porozmawiamy, a następnie wrócisz do swoich spraw i o mnie zapomnisz", odniosłem wrażenie, że oczekiwała w tym momencie deklaracji, czy rozważam powrót do niej. Powiedziałem jednak, że nic więcej nie powiem i jeśli chce spotkać się w takiej konwencji, to proponuję taki termin - zgodziła się, mamy tylko dograć godzinę. Termin jest ustalony na jutro.

 

Po tej akcji mam szereg wątpliwości - z jednej strony chciałbym do niej wrócić, tak, muszę to przyznać przed samym sobą i przed Wami, ale z drugiej to co mnie od niej odpycha, to kwestie wskazane w pierwszym poście oraz:

 

- świadomość, że już kilka dni po rozstaniu odpaliła profil na portalu randkowym z infem, że szuka poważnej relacji i widzę, że jest tam często online, więc pewnie już randkuje - boję się, że teraz będzie mnie traktować jak jedną z opcji, nie wiem czy byłbym jej w stanie teraz zaufać, gdybyśmy wrócili do siebie, bo pewnie ma podbitą atencję teraz na maxa

 

- jej parcie na ślub i wspólne dziecko (przypominam, że to wdowa z dzieckiem), ja od początku mówiłem, że nie zamierzam się oświadczać, ani mieć wspólnych dziecki (mam swoje)

 

- jej opór w kwestii majątkowej - mieszkałem w jej domu, co do którego proponowałem jej, że albo kupię połowę nieruchomości (aby być współwłaścicielem i nie mieć dylematów, że inwestuję kasę w nieswoją nieruchomość) albo sprzedajmy jej i mój dom i kupmy na spółkę coś zupełnie nowego - odmawiała, jedyne co proponowała to podpisanie jakieś umowy cywilnej między nami o wzajemnych rozliczeniach w kwestii moich nakładów w jej nieruchomość - ale nigdy nie przedstawiła konkretów, były tylko deklaracje

 

- problemy związane z dziećmi występujące w rodzinie patchworkowej - dynamika takich relacji jest ogromna i były momenty, że nie wytrzymywałem; z perspektywy czasu widzę, że najlepiej było nam, gdy spędzaliśmy czas sami, bez dzieci (gdy moje było u ex-żony, a jej u dziadków) - wtedy czy to w domu, czy jakieś wyjazdy, weekendy razem - sielanka.

 

Bracia wypowiadający się w tym wątku @smerf @Feniks77 @17nataku @Vishkah @RENGERS @Kespert @balin @goryl @pillsxp @trop @Jan III Wspaniały @icman będę wdzięczny za waszą ocenę tego postępowania i rady - bądźcie szczerzy do bólu. @nieidealny świat chętnie poznałbym także Twoją opinię, pamiętam Twoje odpowiedzi w wątku, gdy się rozwodziłem - bardzo mi pomogły.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By Monk
      Witajcie w ten mroźny poranek (u mnie -1 st).

       
      Chciałbym podzielić się z Wami pewną myślą, a i też przez przeczytanie potencjalnych komentarzy, które być może się pojawią, zweryfikować jej słuszność/niesłuszność. I być może ktoś zobaczy w tym pewien psychologiczny mechanizm, który stoi za zachowaniem niektórych ludzi i mi go wytłumaczy.
      Przyczynkiem do napisania tego była moja odpowiedź dla Użytkownika @ds1 jak i moje własne doświadczenia w tej kwestii, stąd umieszczam post w tym dziale.
       
      Kilka faktów jako baza do rozważań:
       
      1. Moja siostra jest po rozwodzie. Gdy się rozwodziła, ja byłem na studiach, ona już zaczynała swoją karierę. "Long story short": cała moja rodzina znienawidziła gościa, który odszedł od mojej siostry. Nie dziwiłem im się wtedy, nie dziwię im się teraz, bo facet był bucem i to dosłownie (wiele "gałęzi", imprezowy typ, zdrady itd.). Dlaczego siostra go wybrała jako życiowego partnera? Nie wiem, ale przypuszczam, że zegarek zaczął jej za głośno tykać (plus niskie poczucie własnej wartości. Rodzinne). Dzieci z tego związku nie było. Do sedna: jak jeden mąż każdy w jej otoczeniu zaczął dosłownie robić z faceta demona, nawet wyolbrzymiając pewne fakty.
       
      2. Gdy eks mnie zostawiała, obrobiła mnie przed znajomymi tak, że łapałem się za głowę, jak tak można. Okazuje się, że można. Gdy drążyłem temat eks nie potrafiła mi podać powodu dla którego 10-letni związek z dwójką małych dzieci jej nie odpowiada. Nie jestem typem imprezowicza, dbam o dzeci bardziej niż o siebie samego (dla mnie naturalne), starałem się być troskliwy i opiekuńczy (typowy miś). Nie dałem jej nigdy powodu dla którego mogłaby mnie zostawić. Kłótnie były, ale nie z rodzaju tych «patologicznych»: bardziej dyskusje niż rzucanie talerzami.
      Mimo braku poważnego powodu (teraz już wiem, że hipergamia zakiełkowała w jej głowie) takiego jak bicie, picie, zdrady i kłamstwa, obsmarowała mnie przed znajomymi tak, że naprawdę nie wiedziałem, dlaczego ktoś miałby coś takiego robić. Bolało mnie to bardzo (moje ego dostało lewy sierpowy i K.O.) i cierpiałem niemiłosiernie.
       
      3. W końcu moja sytuacja. Gdyby eks powiedziała jasno i bez ogródek: «Słuchaj, przepraszam Cię, ale ten związek mi nie odpowiada. Jesteś ok facetem, dbasz o rodzinę, ale ja nie czuję się z Tobą dobrze. Chcę odejść», to uwierzcie mi: za takie postawienie sprawy, szczere i uczciwe, naprawdę byłbym jej wdzięczny i oszczędzona by mi była masa nerwów i niepotrzebnych myśli. Ale tak się nie stało. Nie dostałem jasnego powodu co zrobiłem źle, a moja opinia wśród wspólnych znajomych została zdeptana tak, że w końcu sam zacząłem się zastanawiać czy leży w tym choćby ziarnko prawdy. Nie leży. Mimo to wszyscy jak jeden mąż przestali z dnia na dzień utrzymywać ze mną jakiekolwiek stosunki i to nawet ludzie, których miałem za przyjaciół. I za to ją (wówczas) znienawidziłem.

      Moja opinia o niej, dlatego że postąpiła nieuczciwie i krzywdząco wobec mnie, zaczęła być z mojej strony dosłownie BOMBARDOWANA negatywnymi myślami o niej, myślami, które uznawałem za fakty. Nie było dnia żebym nie przeklinał jej w głowie życząc wszystkiego najgorszego. Powoli budowałem w swojej głowie obraz eks jako osoby chorej, złej, kłamliwej i co tam jeszcze chcecie. Broniłem swojego ego. Po okresie żałoby po związku zapaliła mi się lampka.

      Konkluzja.Mechanizm obronny.

      Zastanawia mnie czy deprecjonowanie wizerunku, wyolbrzmianie negatywnych myśli o jakiejś osobie i w końcu «wrzucenie jej do jednego worka» wraz z innymi ludźmi tej samej płci, ludźmi o określonych poglądach, ludzi, którzy nam zaleźli za skórę (niepotrzebne skreślić) jest mechanizmem obronnym i sposobem na radzenie sobie z odejściem/rozpadem związku. Ilu z nas tak ma, że bronimy naszego wyobrażenia o sobie samym, które właśnie zostało zaatakowane tak przykrą sytuacją, przez «oddanie negatywności» ze zdwojoną siłą?
       
      Dziś patrzę na eks jak na osobę zagubioną, z problemami. Trochę jej nawet współczuję. Dalej mam do niej żal o to, że nasze dzieci wychowują się w dwóch domach a starsza córka pyta czy jeszcze kiedyś zamieszkamy razem. Nie mam natomiast żalu o (jak to ładnie zostało ujęte w nazwie jednego działu tu na forum) «dupoobrabianie». Wydaje mi się, że był to czysty mechanizm obronny na poradzenie sobie z odejściem. Mimo, że nie miała poważnego powodu by odejść, musiała (?) zniszczyć mój obraz w swojej głowie i w to uwierzyć. Żeby psychicznie przetrwać. Moralny aspekt takiego zachowania pominę, bo nie chcę się bawić w sędziego. Zresztą ja zrobiłem dokładnie to samo.

      Wydaje mi się również, że cały ten mechanizm jest nieco powiązany z myśleniem stereotypowym. Jeśli doznaliśmy krzywdy od jakiejś starszej pani w autobusie, która zwyzywała nas od nie-wychowanych-chamów (bo coś jej się uroiło w głowie), to tworzymy w głowie stereotyp: «Stare baby w autobusach są nienormalne», lub dalej «Wszystkim starym babom brakuje piątej klepki». Tak jest prościej, czyż nie? W naszym umyśle w którym katalogujemy rzeczywistość mamy wiele przegródek i wiele szuflad. Tu leżą «dobre doznania», tu wsadziłem «ludzi o takich-i-takich-poglądach» a w tamtym dziale mamy «stare baby w autobusach». Wszystko opatrzone odpowiednimi etykietkami. Dzieci z ADHD? Leniwe. Sąsiad z passatem? Jeden z wielu «Januszów». Pizza z ananasem? Dział: «Niecierpię». Itd, itp.

      Nie twierdzę, że robią tak wszyscy. Chodzi mi tylko o zapytanie samego siebie gdzie kończy się rzeczywistość a zaczynają wkraczać mechanizmy obronne?

      Ktoś odnajduje siebie w tym co napisałem? Chętnie poznam Wasze opinie.

       
      Miłego czwartku!
       
    • By borsuk96
      Witam, chciałbym podzielić się z Braćmi moimi doświadczeniami miesiąc po rozstaniu z "wyjątkową i najcudowniejszą myszką". Mam wrażenie, że kompleksowo przepracowałem to co się wydarzyło i dobrze wykorzystałem ten miesiąc, postaram się już nigdy z żadną inną kobietą nie popełnić tych błędów. Pozwolę sobie wypisać moje wady, jej wady i wnioski które wyciągnąłem. Może komuś pomogę, może ktoś doda coś od siebie.   Link do wpisu w świeżakowni:   Moje wady: - Zaniżona samoocena przez mój kryzys ekonomiczno-wizerunkowy, stałem się za słaby, przestałem trzymać ramę. - Zbyt duża szczerość i otwartość z mojej strony, przez co ona stała się powiernikiem moich słabości i sekretów. - Zapuściłem się pod względem fizycznym - Zbytnie zaangażowanie z mojej strony - Za dobry kontakt z jej rodziną, przez co poznali mnie i moje słabości (mam wrażenie że oni teraz urabiają ją by do mnie wróciła - dobra ze mnie partia, szansa dla całej rodziny na awans społeczny, za pierwszym razem też ją przekonywali do powrotu) - Ogólne zagubienie u mnie sensu życia. - Czasami rozładowywałem na niej mój stres, ale nie robiłem nic strasznego, raczej byłem chłodny i opryskliwy.  - Marzenia i plany bez pokrycia w rzeczywistości - Mówienie, że się z nią ożenię. 🤭   Jej wady: - Pedantyzm do wszystkiego, narzucenie tego mnie. - Brak komunikacji, na nic się nie skarżyła, a przy rozstaniu wylała wiadro pomyj które zbierały się przez lata - Wręcz za bliskie relacje z jej rodziną, mówiła im wszystko i o wszystkim (o naszym seksie też sic!) - Zjebana miłość do jej psa (mam teorie, że przelała na tego kundla swój instynkt macierzyński, przez co względem mnie zachowywała się jak żona po urodzeniu dziecka - spadłem na dalszy plan) - Wryty w głowę konsumpcjonizm, dobra materialne najwyższą wartością - Uzależnienie od Instagrama, blogerek i rozczarowanie życiem, które nie jest takie kolorowe jak to promowane w internecie. - Nasze problemy rozpaliły się gdy poszła do pracy, zmieniła towarzystwo z dość miłych i ambitnych lasek z dobrych domów (czuję, że będę miewał kontakt z jej byłymi koleżankami, to spoko babki, a z ex już się nie lubią) zmieniła towarzystwo na osoby z jej pracy: bez ambicji, perspektyw, liczy się tylko tu i teraz, najebać się w weekend, koszulka Emporio Armani, iphone na raty.  - Gigantyczne kompleksy odnośnie wyglądu, mimo, że super z niej laska - Podatność na sugestie otoczenia, brak własnych poglądów.   - Stosowanie "wyparcia" gdy coś się nie układało. - Brak planów na przyszłość, tylko tu i teraz (zamiast uczyć się do egzaminu na studia to wolała iść na nadgodziny do swojej gównopracy by kupić sobie coś drogiego)  - Obwinianie mnie o jej własne spierdolenie  - Zaczęła traktować swoją dupę jak walutę, tfu    Kroki które poczyniłem: - Pani usunięta wszędzie gdzie się da - Poprawa mojej formy, dieta, siłownia 4 razy w tygodniu. Widać pierwsze efekty - Za tydzień zaczynam nową pracę (tę, którą straciłem przez wirusa, ona dobrze wie, że ta praca to był mój priorytet, spełnienie marzeń (na pewno się dowie i mam nadzieję, że zapiecze ją ta blond dupa)  - Przeczytałem chyba cały dział Forum o relacjach damsko męskich. - Książki: "Sztuka Wojny", Machiavelli "Książę", jeszcze wleci "Kobietopedia" w najbliższym czasie - Poznałem dwie nowe kobiety, które są wręcz oczarowane moją osobą i angażują się, ale średnio mi się chce związku z kimkolwiek.  - Poprawiłem relacje z przyjaciółmi, lecę z kumplami na kilkudniowy urlop w samczym gronie - Poprawiłem relacje z rodziną, dostałem od nich dużo wsparcia - Zaktualizowałem moją szafę o fajne, modne ciuchy, pomogło.     Rzeczy do zrobienia: - Przez ten cały stres, wypadło mi dużo włosów i mam spore zakola w wieku 23 lat, może jeszcze w tym roku wycieczka do Turcji na przeszczep - zobaczymy jak będzie z hajsem  - Przestać się garbić - Barber, by wykorzystać w pełni potencjał mojej pięknej, gęstej, czarnej brody - Zapomineć o pani, ew. wywołać taki szok moją przemianą że wróci na kolanach szlochając (muszę się pozbyć tej nadziei na jej powrót - to cel na lipiec) - nofap, póki co tydzień     Wnioski: - Ból przemija, potrzeba czasu - Samorozwój daje dużo więcej szczęścia niż związek z kobietą - Doskwiera mi brak seksu i to główny powód dla którego tęsknię.  - Jak mówił Brat @absolutarianin kto traci godność dla kobiety, ten traci i godność i kobietę - Jeszcze ją bardzo kocham i mi jej brakuje, ale duszę to w sobie choć nadal chciałbym do niej wrócić, ale nie wymięknę.  - p. Marka oglądam sporadycznie od 5 lat, ale gdybym czytał to forum rok temu, tej katastrofy możnaby uniknąć.    Co jeszcze dodać? Pozdrawiam Braci Samców i dziękuję za pomoc, wsparcie i wiedzę. 
    • By borsuk96
      Witam Braci, chciałbym się przywitać i  na wstępie chciałbym poinformować, że mam 23 lata, a forum i działalność pana Marka śledzę od kiedy zacząłem spotykać się z kobietami czyli od dobrych 5 lat. Nigdy nie chciałem zakładać tutaj konta – nie miałem doświadczenia by pomagać innym, a sam pomocy nie potrzebowałem. To co wydarzyło się ostatnio w moim życiu wręcz zmusiło mnie bym anonimowo się komuś wygadał.
       
      Zawsze miałem atencję kobiet, jestem dość przystojny, wygadany, mam hobby i ciekawy zawód, zasłużyłem na opinię takiego „wilka stepowego”. Miałem kilka partnerek – na rok, na miesiąc, na 10 godzin... Będąc chłopakiem 21 letnim chłopakiem  byłem szczęśliwy, miałem kumpli, myślałem, że znam się na kobietach. Potem poznałem ją.
       
      Panna sama się do mnie odezwała jakoś 3 lata temu, kojarzyłem ją z liceum (jesteśmy z jednego powiatu), chodziła wtedy z jakimś lamusem, ale wyróżniała się – bardzo urodziwa, o figurze modelki. Napisała do mnie na Instagramie, zaczęło się niewinnie, byłem wtedy wolny i była sesja więc miałem dużo czasu na zapoznanie się z nią. Przyjechała potem kilka razy do miasta gdzie studiowałem, było super (do wyra dała się zaprosić dopiero na 3 randce więc zdołałem się nieźle nakręcić), potem gdy bywałem w rodzinnych stronach to odwiedzałem ją i wspólnie eksploatowaliśmy zawieszenie w moim wysłużonym passacie  
      Nadawaliśmy na tych samych falach, po 3 miesiącach powiedziała że mnie kocha. Były wspólne podróże, zabrałem ją na wakacje za granice do pracy gdzie sporo zarobiła, poznałem teściów, wszystko się układało idealnie. Porównując ją do moich poprzednich kobiet czułem różnicę, ona była inna. Pracowita, wesoła, inteligentna, oddana mi, dobra w łóżku – nic więcej od kobiety nie oczekiwałem. Miesiące mijały,  ja się coraz bardziej wkręciłem, pojawiły się plany wspólnie zamieszkać na studiach (ona dopiero zaczynała). Imponowało jej, że jestem „taki dojrzały, mam pomysł na przyszłość i ambicje”.
       
      W październiku 2019 roku zamieszkaliśmy razem w mieszkaniu które wynajmowałem, poszła na zaoczne, znaleźliśmy jej pracę fizyczną i nieźle zarabiała jak na laskę 20 lat. Z początku było fajnie, potem ja straciłem pracę, miałem mało kasy i rodzice mi pomagali (jej rodzice nic nie dawali, bo w domu się nie przelewało). Gdy ona dostała pierwszą wypłatę to od razu iPhone za 4000zł na raty na jej mamę... Trochę mi to się nie spodobało, jako jedyny krytykowałem takie zarządzanie pieniędzmi, potem zaczeliśmy się od siebie trochę oddalać, kłócić – myślałem że to normalne, że musimy się „dotrzeć”. Potem w łóżku z tygrysicy stała się kłodą, ja trochę zachorowałem i przez to i z brak ruchu przytyłem, moja pewność siebie spadła. We wigilię gdy byłem u jej rodziców powiedziała że to koniec, że ją źle traktuję, krytykuję i chyba nie pasujemy do siebie... Załamałem się, zacząłem panikować , ale w sylwestra się pogodziliśmy, mówiła, że wierzy że się zmienię i mnie kocha i wróciła do mieszkania ze mną. Było znowu idealnie, w lutym się obroniłem z dobrym wynikiem i zacząłem szukać pracy – byłem inżynierem. Dostałem kilka ofert pracy ale rozważałem tylko dwie: pierwsza w małej firemce w mieście gdzie mieszkaliśmy za takie sobie pieniądze, druga w rodzinnej okolicy, we firmie gdzie byłem kiedyś na stażu, duża kasa, mieszkanie u rodziców w rok odłożyłbym około 50tyś.
      Dogadałem się z moją, biorę pracę numer 2, wracamy do domów rodzinnych i za rok idziemy na swoje. Już się wyniosłem z miasta, miałem zacząć prace za 2 tygodnie. Nagle przyszedł wirus, firmę zamknęli, miałem czekać miesiąc, potem kolejny... Ona cały czas zarabiała nieźle, ja siedziałem u mamy na wsi bez pracy – chciałem przeczekać. Planowała kupić dość drogi samochód, na który pieniądze chciała pożyczyć – nie spodobało mi się to, nie lubię mieć długów, a my niby oszczędzaliśmy na mieszkanie. Nie pasowało jej to, nie mieszkaliśmy już razem, znowu się oddalaliśmy od siebie, zrobiłem się zazdrosny. W końcu się zdenerwowałem, powiedziałem, że jak chce odejść znowu to niech da mi spokój, mi szkoda życia by ciągle się stresować i przejmować jej fochami. Na drugi dzień o 7 rano gdy wstałem czekała na mnie litania napisana na facebooku: Ona mnie kocha ponad wszystko, że za mnie by oddała życie, że ona ma teraz trudny okres, że ona by chciała ze mną podróżować jak kiedyś, bo brakuje jej tego (fakt, że była kwarantanna, a ja nie mam kasy pominęła). Ucieszyłem się, że jednak mnie kocha, pocieszyłem, ale w jej zachowaniu nic się nie zmieniło. Po kilku dniach powtórka rozmowy „O co ci, babo chodzi?” Ona mówi, że chyba jednak chyba mnie nie kocha, sama nie wie. Rozłączyłem się i zerwałem z nią wszelki kontakt. Bolec na boku? NIE WIEM
      Po kilku dniach zauważyłem że usunęła nasze wspólne fotki z portali społecznościowych i napisałem tylko, że jest mi głupio że z kimś takim spędziłem prawie 3 lata życia, że to można było uratować i że zachowuje się jak nienormalna. Minął drugi tydzień, zero kontaktu.
       
      Teraz co u mnie? Mam inną robotę, zacząłem się odchudzać i pracować nad sobą. Tamta firma odezwała się, że niedługo ruszają z rekrutacją i czy się nie stęskniłem za nimi Mimo wszystko czuję ogromną stratę i tęsknię za nią, mam poczucie winy, że zbyt ją osaczałem. Wiem, że się nie wyłamię i się nie odezwę. Wiem, że powrócę do formy fizycznej i psychicznej maksymalnie do końca roku. Martwię się tylko, że już nikogo fajnego sobie nie znajdę, że zostaną mi tylko samotne matki albo jakieś bazyle.
       
      Bracia, jak żyć? Wróci z płaczem za miesiąc, twierdząc, że jestem miłością jej życia?
    • By Florence
      Jego była dziewczyna, zarzuca mu zaczepki i manipulowanie "fanami", aby zrobić z siebie ofiarę.
      Narzeka na hejt w wiadomościach, komentarzach, które kasuje, ponieważ jego obserwatorzy jak pisze obwiniają ją o jego zły stan, depresje.
       

       
       

       
       
       

       

       
       
      Źródło: https://www.instagram.com/sohayo_official/?hl=pl   (instastory).
      Z czymś mi się to kojarzy (może błędnie)... 
      53 min. 22s.
       
      Nie przepadam ani za Panem Awięc, ani za Sohayo (uściślając - za ich działalnością w internecie), jej filmiki (w sumie jego też) to przeintelektualizowany bełkot i odrzuca mnie jej dziwaczne zachowanie.
      Sorry, za trochę plotkarski temat,  ale, może kogoś zainteresuje w związku z zarzutami Awięca  wobec Marka i forum.
       
    • By Leebido
      Czołem bracia samcy,
       
      przed Wami krótkie podsumowanie mojego frajerstwa kiedy to wierzyłem, że TO TA JEDYNA i nie było nawet opcji, żebym myślał inaczej. Mimo drążenia informacji jak działać po rozstaniu i wewnętrznym głosie samca robiłem totalne gówno. Przepraszanie, proszenie o szansę - przecież o to jej chodzi, nie? żebym się postarał? Aha - zapomniałem dodać - po rozstaniu, kiedy wyprowadziła się do rodziców dzieliło nas 150km.
      Byliśmy ze sobą ok. 4 lat i mieszkaliśmy razem 3.
       
      No więc nie wdając się w poboczne wątki podsumowanie czego NIE ROBIĆ po rozstaniu. KU PRZESTRODZE!
       
       
      Jeśli zerwałeś z laską, bo od dłuższego czasu Cię denerwowała i przebywanie z nią nie sprawiało Ci przyjemności (czepianie się o wszystko, subtelne (i nie) próby skłócenia z rodziną, wiecznie za mało, wiecznie źle) to dobrze zrobiłeś bez względu na to, że cierpisz podczas rozstania. Po rozstaniu jeśli mimo wszystko chciałbyś, żeby do Ciebie wróciła musisz od razu wdrożyć plan naprawczy, który tak naprawdę polega na olewce + niededykowane pod ex odnowienie atrakcyjności.. (poradniki wszędzie) ale szkoda czasu na byłe, bo ta Twoja do niedawna "miłość życia" gdy tylko okażesz słabość wyżuje Cię i wypluje z trudną do wywabienia plamą na Twoim honorze. To ten moment gdzie zaczynasz otwierać oczy, bo Twoje wszelkie wyobrażenia nt. Waszej wspólnej przyszłości boleśnie kawałek po kawałku legną w gruzach hehe Tutaj też fajnie dodać, że obecne zachowanie ex jest lata świetlne od zachowania Twojej myszki Nie możesz o niej zapomnieć? Zablokuj ją wszędzie, pousuwaj/dobrze zarchiwizuj rozmowy, zdjęcia itp tak, żebyś na co dzień jej nie widział - to też ułatwi nie wchodzenie na jej profile. Jak się odzywa do Ciebie, żebyś wysłał jej resztę swoich rzeczy tj. telefon w stylu "hej, sorry, że przeszkadzam, ale chyba zostawiłam jeszcze u Ciebie moje ulubione dziurawe skarpetki/ładowarkę" czy też "pomożesz mi z komputerem, bo Ty umiesz, a ja to taka biedna i nie umiem" raz na dwa miesiące to tylko jej shit testy i próby zdobycia atencji, żeby czuć się nadal atrakcyjną (ktoś o nią zabiega mimo tego, że jest zimną suką) Chyba zauważyłem taki mechanizm: u niej coś źle, lub myśli o Tobie, więc napisze do Ciebie, żebyś myślał o niej (może ona chce wrócić, na pewno chce wrócić i daje mi sygnały). Gówno nie sygnały - gdyby chciała to by wróciła, albo sprowokowałaby Ciebie, żebyś Ty wyszedł z taką inicjatywą niemniej wiedziałbyś o tym na 100% i nie musiał się domyślać. Nie odpisuj! Nie odbieraj! Ból mija. Pozwól sobie go przerobić, przepłakać (byle nie ex do słuchawki!). Czytaj forum, czytaj książki, rób swoje tak, żebyś był ALFĄ, bo to nasza natura, a nie BETA-ORBITEREM - czyli ulegającym kobietom leszczem, bo tak mówią starodawne prawdy. Jej koleżanki, rodzina i orbitery zrobią z Ciebie takie gówno w jej oczach, że jeśli tylko będziesz się o to prosił to ona Cię tym gównem chętnie obleje Czego byś nie wymyślił nie szukaj kontaktu. Chcesz płakać i mówić jej jak tęsknisz? Nie rób tego, bo ona to wykorzysta i będziesz czuł się sto razy gorzej. Ona nie jest inna niż wszystkie. Jeśli jest zimną suką to nie może nią być w uroczy sposób. Przecież zasłużyłeś - ma prawo być zła (hahahahaha). Przepraszanie, skamlanie nie ma nic wspólnego z atrakcyjnością i pomimo, że każdy to wie.. to można mieć tak przesłonięte cipą oczy (widzę po sobie), że wmówisz sobie, że to jedyny sposób na jej odzyskanie - ubłaganie żeby dała Ci ostatnią szansę (żal.pl), a to zostaje w człowieku hehe.  Nie bierz całej winy za rozstanie na siebie marząc o tym, że skoro ex zobaczy jak cierpiętniczo przeżywasz swoje błędy i chłostasz się błagając i zabiegając podczas gdy ona co chwilę depcze Twoją godność NAGLE TO DOCENI I WRÓCI. Haha.  Po rozstaniu ona z defaultu nie chce wrócić, chyba, że otaczasz się wieloma laskami, albo masz nagły zastrzyk hajsu (awans, zmiana pracy).  Skoro nie chce do Ciebie wrócić, ale macie jakiś gówno-kontakt ze sobą to najczęściej jesteś po prostu jej poligonem doświadczalnym! Nie patrz na to co kobieta mówi tylko co robi (one myślą o facetach tak samo, używaj tej wiedzy rozsądnie  )  
      No nic, ja ze swoją plamą będę musiał żyć, ale co się nauczyłem na tym rozstaniu to moje. Widzę, że obecnie jest już git i zaczynam patrzeć na życie przez różowe okulary mimo tego, że jestem singlem.
       
      Jak mi się coś przypomni to dorzucę, lub jak pojawią się nowe wątki z tym rozstaniem choć nie przewiduję  
      To w sumie mój pierwszy wątek, więc jeśli popełniłem jakieś fopa to pardon
       
       
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.