Jump to content
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble
Slate Blackcurrant Watermelon Strawberry Orange Banana Apple Emerald Chocolate Marble

Recommended Posts

Myślałem sobie ostatnio o temacie związków, jestem w jednym więc myślę o tym więcej niż kiedyś, naturalnie. Wszyscy wiemy, że hipergamia jest faktem u kobiet. Większość ludzi uznaje, że to źle, bo powoduje różne nieczyste zagrywki ze strony kobiet. Co jest prawdą, ale nie całą, a przynajmniej tak mi się wydaje.

 

Logika idzie w ten sposób:

Hypergamia = dążenie do zdobycia jak najlepszego partnera

Najlepszy partner = posiadający największą wartość

Wartość partnera = użyteczność dla konkretnej osoby

 

I teraz wpadamy na problem oceny wartości mężczyzny. Kobieta na początku znajomości nie ma wszystkich faktów, dlatego leci na Czada, który potrafi się zaprezentować z dobrej strony. Dlatego introwertycy mają problem, bo nie komunikują od razu na początku swojej wartości (wyglądem, zachowaniem itd.) Ale zastanówmy się który z tych dwóch kandydatów ma obiektywnie wartość większą. 

 

Tego stwierdzić nie można, jest to kwestia wysoce indywidualna, także z powodu samej kobiety, każda szuka trochę czego innego. Ale w miarę trwania związku odkrywane są kolejne poziomy życia, osobowości itd. drugiej osoby. Typowy Czad długich związków raczej mieć nie będzie, bo jego faktyczna wartość (w kontraście do wartości prezentowanej) jest niewielka. 

 

Kontynuujemy z logiką:

Wartość prezentowana > próg zainteresowania kobiety = związek

Związek = odkrywanie drugiej osoby

Druga osoba traci na wartości przy poznaniu = rozpad

Druga osoba zyskuje na wartości przy poznaniu = trwanie związku

 

Załóżmy, że w tym momencie pojawia się Czad podrywacz z Pcimia Dolnego, jak sytuacja wygląda z punktu widzenia kobiety? Zestawia ona dwie wartości, naszą i Czada, ale naszą wartość prawdziwą z jego wartością prezentowaną. Z racji konieczności poświęcenia czasu na przedstawienie swojej wartości, Czad pokazuje się "w pigułce", a my to dwudaniowy obiad. Zatem gdy:

 

wartość prezentowana Czada vs. wartość faktyczna nasza,

 

nie jest tak trudno wygrać to porównanie. On pokazuje się tylko w aspektach wyglądu i bajery, a my mamy wygląd, bajerę, przekonania, wspólne doświadczenia z kobietą, pasje, wiedzę, umiejętności, seks (miejmy nadzieję dobry) z kobietą, bycie miłym dla niej, jej zaangażowanie i nakłady w związek itd. Wyliczać można długo.

 

Jakie wnioski z tego wszystkiego?

1. Trzeba przekroczyć próg zainteresowania kobiet w kwestii wartości prezentowanej.

2. Trzeba mieć wysoką wartość faktyczną.

3. Jeśli punkty 1 i 2 są spełnione, hipergamia działa na naszą korzyść. Im dłuższy związek, tym bardziej.

4. Jeśli hipergamia nie działa na naszą korzyść, to punkty 1 i 2 nie są spełnione.

5. Jeśli punkty 1 i 2 są spełnione, ale dalej przegraliśmy porównanie wartości to:

    a) Czad miał za dużo czasu i pokazał wartość prawdziwą, która była większa od naszej

    b) Nasza panienka w dupie ma hipergamię i jest hedonistką bez zahamowań (trzeba rzucić i tak)

    c) Zmieniłeś w czasie swoją wartość na niższą/niekompatybilną z kobietą (związek i tak się kończy)

 

Ergo, kobiety w szczęśliwych związkach nie zdradzają i nie odchodzą jeśli mają choćby połowę mózgu (w zdecydowanej większości przypadków). Aby stworzyć szczęśliwy związek należy rozwijać swoją wartość: prezentowaną do wysokości progu zainteresowania kobiet, faktyczną w nieskończoność. Mówię tu o poważnych związkach, gdzie ludziom na sobie zależy i widzą jakąś przyszłość razem, jakieś tam hook-upy i tak nikogo nie obchodzą. Zgadza się to również z moimi doświadczeniami związkowymi, 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 minut temu, Grzesiek napisał:

wartość prezentowana Czada vs. wartość faktyczna nasza,

 

nie jest tak trudno wygrać to porównanie.

 

Myślę, że w tym punkcie jest trochę inaczej. Właśnie bardzo trudno wygrać to porównanie z tego względu, że przez tą jedną chwilę wszystkie inne kategorie niż powierzchowne nie są brane pod uwagę, w przeciwieństwie do tego co założyłeś @Grzesiek. Resztę dobrych cech Czada, poza wyglądem i pewnością siebie, podświadomość kobiety już sobie sama dopisze i Twoja wartość faktyczna może nie być tak fajnie wzięta pod uwagę jakbyśmy to chcieli.

Rozpisując to tak bardzo logicznie jak zaproponowałeś to żeby utrzymać związek to:

Wartość prezentowana > Wartość prezentowana najlepszego Czada, którego napotka kobieta> próg zainteresowania kobiety = utrzymanie związku

 

Oczywiście jak to w życiu bywa, tak matematycznie nie jest i myślę, że istnieją rozsądne kobiety, które są jeszcze w stanie powstrzymać się przed Czadem, bo chcą zadbać o coś stabilnego.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Zarobisz się na śmierć jak ciągle będziesz chciał swoją wartość dla kobiety zwiększać. 

 

Czy twoje hobby, które jej nie interesuje jest dla niej wartością? Nie jest. Więc możesz być w nim zajebisty i co z tego. Więc o czym tu mowa. 

 

Dodatkowo kobiety destabilizują gorsze okresy w związku, nawet bardzo krótkie. Zamiast poczekać, pomóc, przepracować, to jest wtedy foch, że "misiu zmieniłeś się" i zaczyna być kombinowanie. 

 

Przykład, eks leżała połamana, to jej nie przeszkadzał brak seksu. Jak ja miałem gorsze samopoczucie i brak chęci, to już były fochy. I tak to wygląda. 

 

Nie zależy to ani od mózgu ani od pół mózgu, a jedynie tego co kobieta sama sobą reprezentuje i jakie ma wzorce. 

Edited by maroon

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja chcę tylko zauważyć, że tutaj wybiło mnóstwo kompleksów względem innych, przez co pojawiło się mnóstwo nieświadomych prób umniejszania oponenta, tj. czadów. Dlaczego?
 

27 minut temu, Grzesiek napisał:

Czad pokazuje się "w pigułce", a my to dwudaniowy obiad. Zatem gdy:

 

wartość prezentowana Czada vs. wartość faktyczna nasza,


Czyli tradycyjny motyw oblężonej twierdzy, i my - pokorni, fajni, wierni.. gorsi? 😆

Czady przedstawieni są jako:
- chamy ze wsi,
- mało inteligentni, na wpół debile,
- słabo wykształceni, bez wiedzy,
- ruchacze wszystkiego i wszystkich,
- mogliby konkurować z szympansem o banana.

Trochę to słabe, nie sądzisz? Moje doświadczenie mówi mi, że jest różnie - co chyba nie jest jakimś obrazoburczym stwierdzeniem. Są kompletne półgłówki żyjący od weekendu do weekendu, jak i ogarnięci ludzie robiący doktoraty czy prowadzący własne biznesy. Nie żeby coś @Grzesiek, ale wydaje mi się że powinieneś zwrócić uwagę u siebie na ten uraz psychiczny do innych facetów, bo to jest odrobinę słabe.
 

16 minut temu, Pacman napisał:

 

Oczywiście jak to w życiu bywa, tak matematycznie nie jest i myślę, że istnieją rozsądne kobiety, które są jeszcze w stanie powstrzymać się przed Czadem, bo chcą zadbać o coś stabilnego.

^ to samo.

Gdyby spuścić większość nieśmiałych lękowców ze smyczy i dać im możliwości, wraz z usunięciem blokad w głowie, to odbijaliby sobie to ciągle i wręcz latami. Wystarczy poczytać o ludziach co wygrali na loteriach jak szybko to stracili i w jaki sposób :), albo jak arch się przechwala co robił u płatnych pań. Dlatego dodatnie skorelowanie atrakcyjności z debilizmem jest bardzo słabe, chyba że czegoś nie zrozumiałem, a ten fragment zasługuje na wyprostowanie.

  • Like 5

Share this post


Link to post
Share on other sites

"Chad" niekoniecznie musi być debilem. Oczywiście, bywa i tak, gdy swój naturalny genowy handicap traktuje jako koniec drogi i coś wystarczającego i przestaje się rozwijać. Wtedy przeciętny normik, który przeszedł proces go poskłada prędzej czy później.

  • Like 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 minuty temu, Messer napisał:

^ to samo

 

4 minuty temu, Obliteraror napisał:

"Chad" niekoniecznie musi być debilem.

 

Myślę, że definicja Czada na forum się mocno rozmija u różnych użytkowników. Mimo tego, że #czad #przegryw to tematy wiodące. @Grzesiek rozpatrzył temat na podstawie zdecydowanie innej niż Wy chłopaki. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tylko, że kobiety zdradzają z różnych powodów... Np: by potwierdzić swoją atrakcyjność, bo jest okazja, bo kolega z pracy wie za jakie sznurki pociągnąć etc. Taki Will Smith. Co mu brakowało?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@Grzesiek

Zamiast naśmiewać się tak z tego typowego czada ucz się od niego.

Jak przyjrzysz mu się dokładniej to może zorientujesz się, że on potrafi wzbudzić w kobiecie emocje i to jest klucz do zdobycia kobiet. Typowy introwertyk, o którym piszesz nie ma o tym pojęcia i w tym jest jego problem (on może mieć wygląd i kasę, ale gówno zrobi jak nie będzie umiał dać kobiecie emocjonalnego haju).

 

Acha i typowy czad nie wchodzi w związek nie dlatego, że go nie może mieć (co to za bzdura?) tylko dlatego, że go nie chce. Bo po co? Może mieć każdą i z tego korzysta. Ewentualnie robi to gdy stwierdzi, że już czas się ustatkować, założyć rodzinę.

Edited by czerwony

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie ma czegoś takiego, jak typowy chad. Chad to ogólne określenie bardzo atrakcyjnego gościa, który działa na kobiety i jest przez nie pożądany. Te chady mogą być i często są bardzo ogarnięte życiowo, mają dobre pieniądze i pozycję. Hipergamia zakłada wszak, że kobieta szuka partnera będącego w lepszej kondycji (finansowej, fizycznej, społecznej), niż ona sama.
 

Odradzam dowartościowywanie się przez kontrast do chada: „chad to głupek, normik to uduchowiony wrażliwiec”. To stereotyp. Może być zupełnie na odwrót. Nie demonizujmy chadów, a raczej bierzmy przykład z niektórych ich zachowań i nawyków, mogących pomóc także zwykłym facetom.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Nigdy z kobietami problemu nie miałem, szczególnie z bzykaniem, znaczy czad jestem. Ale w związkach nie wychodziło, znaczy beciak jestem. Ot zagwozdka 🤔

 

Tak a propos dawania kobiecie emocji, to same emocje to mało. Pani musi jeszcze dostać w pakiecie "bezpieczeństwo i stabilizację". Inaczej po pewnym czasie uzna, że "to nie to". Ja nigdy nie chciałem się żenić i to zasadniczo wszystkie związki po pewnym czasie rozwalało, myślę że również ostatni wliczając. 

Edited by maroon

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Nie wiem po co aż takie kombinowanie. Są przystojni głupcy i przystojni mądrzy. Są brzydcy głupcy i brzydcy mądrzy. Różnie bywa.

 

Przy czym jeśli oboje mają stabilną sytuację finansową i są normalni to przystojny wygrywa z brzydkim, tak było, jest i będzie. Proponuję się z tym pogodzić niż umniejszać tym co są ładniejsi bo i tak do niczego nas to nie zaprowadzi. Jak mega przystojny koleś będzie chciał Ci przelecieć żonę, a Ty jesteś zwykłym przeciętniakiem, to i tak gówno z tym zrobisz. Puści się prędzej czy później.

Edited by self-aware

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Pacman napisał:

 

Myślę, że w tym punkcie jest trochę inaczej. Właśnie bardzo trudno wygrać to porównanie z tego względu, że przez tą jedną chwilę wszystkie inne kategorie niż powierzchowne nie są brane pod uwagę, w przeciwieństwie do tego co założyłeś @Grzesiek. Resztę dobrych cech Czada, poza wyglądem i pewnością siebie, podświadomość kobiety już sobie sama dopisze i Twoja wartość faktyczna może nie być tak fajnie wzięta pod uwagę jakbyśmy to chcieli.

Rozpisując to tak bardzo logicznie jak zaproponowałeś to żeby utrzymać związek to:

Wartość prezentowana > Wartość prezentowana najlepszego Czada, którego napotka kobieta> próg zainteresowania kobiety = utrzymanie związku

 

Oczywiście jak to w życiu bywa, tak matematycznie nie jest i myślę, że istnieją rozsądne kobiety, które są jeszcze w stanie powstrzymać się przed Czadem, bo chcą zadbać o coś stabilnego.

Tu się możemy spierać, nikt niczego tu nie udowodni, bo się nie da. Niemniej sądzę, że to kwestia mocno indywidualna jakie kobieta ma nastawienie do ludzi pokroju Czada. Część takich lubi i zareaguje pozytywnie, część miała jakieś złe doświadczenia lub ma uprzedzenia i ich odrzuci. Co łączy wszystkie kobiety i większość ludzi to niechęć do ryzyka. Jeśli wiedzą, że mogą stracić coś wartościowego jeśli się puszczą, pomyślą dwa razy. 

 

I chciałbym też w tym miejscu zaznaczyć wyraźnie, że to co opisuję w tym temacie to nie jest jakieś absolutne prawo rządzące światem, będą wyjątki, odstępstwa, trafią się kobiety hedonistki, jak wspomniałem w głównym poście i wtedy cała teoria i tak nie zadziała. Pytanie tylko (retoryczne) czy chcemy się z takimi kobietami wiązać.

2 godziny temu, maroon napisał:

Zarobisz się na śmierć jak ciągle będziesz chciał swoją wartość dla kobiety zwiększać. 

 

Czy twoje hobby, które jej nie interesuje jest dla niej wartością? Nie jest. Więc możesz być w nim zajebisty i co z tego. Więc o czym tu mowa. 

 

Dodatkowo kobiety destabilizują gorsze okresy w związku, nawet bardzo krótkie. Zamiast poczekać, pomóc, przepracować, to jest wtedy foch, że "misiu zmieniłeś się" i zaczyna być kombinowanie. 

 

Przykład, eks leżała połamana, to jej nie przeszkadzał brak seksu. Jak ja miałem gorsze samopoczucie i brak chęci, to już były fochy. I tak to wygląda. 

 

Nie zależy to ani od mózgu ani od pół mózgu, a jedynie tego co kobieta sama sobą reprezentuje i jakie ma wzorce. 

Twoje hobby może nie być wartością dla niej, ale już zdolność poświęcania się, wytrwałość i sam fakt posiadania pasji już tak. Rozwijanie się dla kobiet ma taką piękną zaletę, że zyskujesz na tym Ty sam. Jeśli miałbym robić różne rzeczy dla kobiet: płacić za nie, upadlać się dla nich, ryzykować życie aby były ze mną, to wolę się rozwijać w tym samym celu. Na tym nigdy nie stracę.

 

Twój drugi punkt jest bardzo celny, z jedną uwagą. Kobieta Ci dojebie gdy jesteś w dołku jeśli ten dołek spowodował utratę wartości, która była dla niej kluczowa. Np. kobieta jest z Tobą dla statusu, tracisz pracę, związek pa pa. Kobieta jest z Tobą dla Twojej pewności siebie, wyżalisz się jej, związek pa pa. Kobieta jest z Tobą z powodu świetnego seksu, stracisz pracę, związek dalej ma się świetnie. Rozumiesz.

 

Tak jak napisałeś, ma to też duży związek z wzorcami samej kobiety, sposobem wychowania itd.

2 godziny temu, Messer napisał:

Ja chcę tylko zauważyć, że tutaj wybiło mnóstwo kompleksów względem innych, przez co pojawiło się mnóstwo nieświadomych prób umniejszania oponenta, tj. czadów. Dlaczego?
 


Czyli tradycyjny motyw oblężonej twierdzy, i my - pokorni, fajni, wierni.. gorsi? 😆

Czady przedstawieni są jako:
- chamy ze wsi,
- mało inteligentni, na wpół debile,
- słabo wykształceni, bez wiedzy,
- ruchacze wszystkiego i wszystkich,
- mogliby konkurować z szympansem o banana.

Trochę to słabe, nie sądzisz? Moje doświadczenie mówi mi, że jest różnie - co chyba nie jest jakimś obrazoburczym stwierdzeniem. Są kompletne półgłówki żyjący od weekendu do weekendu, jak i ogarnięci ludzie robiący doktoraty czy prowadzący własne biznesy. Nie żeby coś @Grzesiek, ale wydaje mi się że powinieneś zwrócić uwagę u siebie na ten uraz psychiczny do innych facetów, bo to jest odrobinę słabe.
 

^ to samo.

Gdyby spuścić większość nieśmiałych lękowców ze smyczy i dać im możliwości, wraz z usunięciem blokad w głowie, to odbijaliby sobie to ciągle i wręcz latami. Wystarczy poczytać o ludziach co wygrali na loteriach jak szybko to stracili i w jaki sposób :), albo jak arch się przechwala co robił u płatnych pań. Dlatego dodatnie skorelowanie atrakcyjności z debilizmem jest bardzo słabe, chyba że czegoś nie zrozumiałem, a ten fragment zasługuje na wyprostowanie.

Tutaj zupełnie pudło kolego, sam uznaję się za biegłego w sztuce uwodzenia kobiet, otoczenie mnie za takiego uznaje, nie mam powodu by sądzić inaczej. Jest to wyuczone, to jest zawsze miałem powodzenie oparte na wyglądzie, kiedyś byłem po prostu pizdą i jestem szczerze wdzięczny za odrzucenia których doznałem przy bliższym poznaniu mnie lata temu. 

 

Pozwól, że Cię przekonam, że nikomu tu nie umniejszam, a jedynie obserwuję trendy (jak zwykle wyjątki istnieją). Gdy kobieta jest ładna ma podstawiane wszystko przez innych, nie musi się starać i popada w stagnację w kwestii swojego rozwoju. Brzydcy mężczyźni mają w życiu trudniej, więc muszą pracować ciężej, nie mogą polegać na pomocy ze strony innych. Ładni mężczyźni mogą, dlatego nie starają się tak bardzo i rozwijają się wolniej od tych brzydkich. To akurat jest prawo świata, optymalizacja wysiłku. Nikt nie włoży więcej wysiłku niż absolutnie musi by osiągnąć cel, bo chce osiągnąć cel, a nie się zmęczyć. 

 

Nie zarzucam tu Czadom (których definiuję jako mężczyzn z wypracowaną od dziecka łatwością podrywania kobiet opartą na wyglądzie i pewności siebie), że są całą tą listą obelg jakie wypisałeś w swoim poście, jedynie, że średnio mają mniej wiedzy i umiejętności, a także siły charakteru niż nie-Czady. Nikt im nie zabrania się rozwijać z jakichkolwiek powodów, ale z powodu chęci zdobywania kobiet nie muszą, więc jest duża szansa, że tego nie zrobią.

 

Także jeśli chciałeś mnie zdemaskować, jako sfrustrowanego przegrywa zazdroszczącego mitycznym Czadom rozmowy z kobietą, to nie wyszło. Skup się na merytorycznej części wywodu proszę, wycieczki osobiste nie przystoją.

1 godzinę temu, czerwony napisał:

@Grzesiek

Zamiast naśmiewać się tak z tego typowego czada ucz się od niego.

Jak przyjrzysz mu się dokładniej to może zorientujesz się, że on potrafi wzbudzić w kobiecie emocje i to jest klucz do zdobycia kobiet. Typowy introwertyk, o którym piszesz nie ma o tym pojęcia i w tym jest jego problem (on może mieć wygląd i kasę, ale gówno zrobi jak nie będzie umiał dać kobiecie emocjonalnego haju).

 

Acha i typowy czad nie wchodzi w związek nie dlatego, że go nie może mieć (co to za bzdura?) tylko dlatego, że go nie chce. Bo po co? Może mieć każdą i z tego korzysta. Ewentualnie robi to gdy stwierdzi, że już czas się ustatkować, założyć rodzinę.

Jak najbardziej, skill jest podstawą w zdobywaniu kobiet. Nie naśmiewam się tu z nikogo, tylko staram się dociec mechanizmu.

 

Co do tego, że Czad długich związków nie ma bo nie może lub bo nie chce. Doświadczenie generuje umiejętności. Czad nie ma doświadczenia w umiejętnościach związkowych, bo jego związki są krótkie, bo chce żeby były krótkie. Jego oferta jest oparta o wrażenia i seks, KOSZTEM stabilności i bezpieczeństwa. Wielokrotnie miałem tak, że moja persona odrzucała kobiety, które chciały mieć chłopaka, i kończyło się tylko na kilku miłych spotkaniach. W momencie, gdy robiło się poważniej, uznawały że nie jestem materiałem na związek i miały rację. Spodziewam się trudności w wytworzeniu stabilnego związku przez Czada, gdy przez lata opierał je tylko na pożądaniu i atrakcyjności. Jak zwykle, są wyjątki.

 

Co z resztą nie zmienia nic w moim wywodzie, bo mnie interesuje tylko decyzja kobiety w momencie rozważania czy uciec do Czada, a nie długość związków samego Czada. To nie ma znaczenia, on się wpisuje w znany kobiecie schemat, to czy faktycznie miał te długie związki, czy nie nie jest przez nią brane pod uwagę, bo on jej tego nie komunikuje w tym krótkim czasie kiedy musi ją przekonać, żeby się z nim przespała. No co, wyobrażasz sobie podryw zajętej kobiety pod tytułem "Słuchaj mała, miałem 3 czteroletnie związki w swoim życiu i chcę, żeby z Tobą był ten ostatni" xD

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bardzo atrakcyjne fizyczne osoby, czy to faceci/ kobiety zdają sobie sprawę ze swojego wyglądu. Szczerze powiedziawszy nie spotkałem w życiu przystojnego faceta fajtłapy. Chyba.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 hours ago, Grzesiek said:

I teraz wpadamy na problem oceny wartości mężczyzny. Kobieta na początku znajomości nie ma wszystkich faktów, dlatego leci na Czada, który potrafi się zaprezentować z dobrej strony. Dlatego introwertycy mają problem, bo nie komunikują od razu na początku swojej wartości (wyglądem, zachowaniem itd.) Ale zastanówmy się który z tych dwóch kandydatów ma obiektywnie wartość większą. 

 

Nie czytałem reszty wywodu bo na tym poziomie jest już błąd. Głównym czynnikiem determinującym wartość jest wygląd, więc od razu wysyłasz swoją wartość gdy takowy posiadasz i od razu wysyłasz brak takiej wartości gdy go nie masz.  Wygląd to głównie struktura kostna, potem twarz, jej symetra itd etc.  Obiektywnie większa wartość też nie istnieje, liczy się to co interesuje kobiety, jeśli chodzi o świat kopulacji/łączenia się w pary etc.  Jako, że dla kobiety wygląd jest tak samo ważny albo ważniejszy niż dla mężczyzn. To patrząc w własnego punktu widzenia, wolałbyś być z panną która wygląda jak modelka i zarabia najniższą krajową albo jest na bezrobociu czy z kierowniczką w firmie co zarabia 8k ale w ogóle nie kręci fizycznie. Wygląd jest wszystkim. 

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
38 minut temu, Miraculo napisał:

Wygląd jest wszystkim. 

Brutalna ale prawda.

Dobrze jest znać swoje możliwości czytaj smv i ewentualne motywy zainteresowania swą osobą płci przeciwnej.

 

Także do wszystkich ,,zapierdalaczy” nie oddajcie ani jednej złotówki w kobiecą czarną dziurę.

5 godzin temu, Grzesiek napisał:

Ergo, kobiety w szczęśliwych związkach nie zdradzają i nie odchodzą

Szczęśliwych związków jest kropla w morzu. Bo kroplą w morzu są ci samcy którzy spełniają eugeniczne wymogi rodem z naboru do SS.

 

Na koniec mam nadzieje że feminizm, kobieca ułuda i one same jebną jak titanic. I która się uratuje to fart dla niej a reszta na dno.

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
1 hour ago, Miraculo said:

Wygląd jest wszystkim. 

Myślę, że można go w naszym przypadku oszukać zarobkami zwłaszcza, jeśli panna chce mieć rodzinę. Wtedy najważniejsza jest kasa.

 

Ale poza tym to wiadomo, możesz mieć 1000 umiejętności, fajne zarobki, spoko charakter a i tak z mega przystojnym fajtłapą nie wygrasz (ewentualnie wygrasz na LTR ale na boku i tak ten kolo będzie Ci ruchał kobietę). Inna sprawa, że przystojni mężczyźni jak ktoś wyżej zauważył też radzą sobie często dobrze w życiu bo po prostu są pewni siebie i w ogóle ładnym ludziom wszyscy chętniej pomagają i ustępują.

 

Samo podrywanie na ulicy pewnie wygląda w głowach kobiet tak, że ona już po sekundzie wie czy masz szansę ją jakoś przekonać czy nie. Jak się nie spodobasz z wyglądu to możesz i na paznokciu stanąć i inne triki umieć i gówno to da.

Edited by self-aware
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Grzesiek napisał:

Rozwijanie się dla kobiet ma taką piękną zaletę, że zyskujesz na tym Ty sam

Jedyne co widzę w takim podejściu to przepis na uczynienie swojego życia żałosnym i zależnym od kobiet. Kolejny przykład stawiania kobiet na piedestale.

Jakakolwiek forma rozwoju osobistego powoduje, że się zazwyczaj na tym zyskuje, więc jaki ma sens podpinanie tego procesu pod kobiety i motywowanie nimi swoich działań.

 

3 godziny temu, Grzesiek napisał:

Co łączy wszystkie kobiety i większość ludzi to niechęć do ryzyka. Jeśli wiedzą, że mogą stracić coś wartościowego jeśli się puszczą, pomyślą dwa razy. 

Większość ludzi lub kobiet jak wolisz nie myśli, albo myśli po fakcie, więc nie będą tego rozpatrywać w kategoriach ryzyka, zwłaszcza gdy coś przyszło im bez wysiłku. Można to zaobserwować zwłaszcza wśród takich "zdobywców", dla których kobiety to cel życia, życia które układają pod ich dyktando.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Problem w postrzeganiu świata z pozycji tożsamości jest taki, że widzi się wielki wyścig, czyli współzawodnictwo.

 

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
On 8/1/2020 at 10:20 AM, maroon said:

Nie zależy to ani od mózgu ani od pół mózgu, a jedynie tego co kobieta sama sobą reprezentuje i jakie ma wzorce. 

Czyli hipergamia nie jest instynktem a tylko konstruktem społecznym.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 hours ago, wrotycz said:

Czyli hipergamia nie jest instynktem a tylko konstruktem społecznym.

 

Instynktem być może. Ludzie jako zwierzęta jakiś instynkt mają. Tylko czymś chcemy się różnić od zwierząt, czy nie chcemy? 

 

A bolcowanie z kim się da, bardziej tożsame jest królikom, niż człowiekowi. Zresztą u większości zwierząt ruja nie trwa non stop i w świecie zwierząt jest wiele przykładów związków monogamicznych. 

 

Więc hipergamia kobiet to jest ostre zwyrodnienie, według mnie głównie wynikające z rozpadu norm społecznych. 

 

Na zasadzie, że jeżeli coś jest dopuszczalne i brak konsekwencji, to czemu nie spróbować. 

 

Zapewne też wiele pań wcale nie byloby takich chętnych do ciągłej zmiany bolców, ale że jest to modne, a żadnych restrykcji nie ma, no to jazda. 

 

Tym się zasadniczo różni cywilizacja od chaosu, że posiada jakieś normy, zasady i restrykcje. Anarchia, to szybki upadek cywilizacji. 

On 8/1/2020 at 5:34 PM, self-aware said:

Myślę, że można go w naszym przypadku oszukać zarobkami zwłaszcza, jeśli panna chce mieć rodzinę. Wtedy najważniejsza jest kasa.

 

Trzeba jeszcze pamiętać o koszcie utrzymywania panny przy sobie kasą. 

 

Wczoraj spacerowałem sobie po deptaku w modnej miejscowości turystycznej i widziałem trochę takich par. Młode lasencje strzelały oczyma za każdym co przystojniejszym facetem. 

 

A ich partnerzy, starszawe kasiaste Janusze, w oczach miały na przemian mord albo zaszczutego pieska 😂 Innymi słowy doskonale zdawali sobie sprawę, że panna w każdym momencie może pójść w tango i nic z tym nie zrobią. 

 

Także koszt psychiczny trzymania lasencji portfelem, jest według mnie dość duży. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 hours ago, maroon said:

Instynktem być może

Może? To dlaczego ssaki (*1) i ptaki (*2) robią tak samo? Ludzie tylko bardziej, mają bardziej wyszukane metody, i uzasadnienia ale mechanizm z goła identyczny.

8 hours ago, maroon said:

Tylko czymś chcemy się różnić od zwierząt

"Chciejstwo", to taka typowo ludzka cecha. Chcemy być lepsi od zwierząt gdy tymczasem niekoniecznie i nie zawsze jesteśmy. Są rzeczy, które nas różnią od zwierząt ale ta nią nie jest.

 

8 hours ago, maroon said:

A bolcowanie z kim się da, bardziej tożsame jest królikom, niż człowiekowi. Zresztą u większości zwierząt ruja nie trwa non stop

Sam sobie przeczysz, bo króliki poza rują się nie parzą a ludzie tak (*3)..

 

8 hours ago, maroon said:

i w świecie zwierząt jest wiele przykładów związków monogamicznych. 

W świecie ludzi też.

 

8 hours ago, maroon said:

Na zasadzie, że jeżeli coś jest dopuszczalne i brak konsekwencji, to czemu nie spróbować. 

Zapewne też wiele pań wcale nie byłoby takich chętnych do ciągłej zmiany bolców, ale że jest to modne, a żadnych restrykcji nie ma, no to jazda. 

Tym się zasadniczo różni cywilizacja od chaosu, że posiada jakieś normy, zasady i restrykcje. Anarchia, to szybki upadek cywilizacji. 

Przed cywilizacją hipergamia się tak nie panoszyła i ludzie byli sobie faktycznie równi(*5). Więc to nie zasady tworzące cywilizację a zasady, różnej maści i koloru (społeczne, etyczne, ekonomiczne, regulujące popęd), w ogóle są tu kluczem i wcale, ale to wcale nie muszą a być formalne(*4).

 

*1 https://pl.wiktionary.org/wiki/hipergamia#cite_ref-2

*2 Ridley, Matt - The Red Queen: Sex and the Evolution of Human Nature

*3 Diamond, Jared - Why Is Sex Fun?

*4 Riddly, Matt - The Origins_of_Virtue

*5 Early men and women were equal, say scientists. Study shows that modern hunter-gatherer tribes operate on egalitarian basis, suggesting inequality was an aberration that came with the advent of agriculture.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
24 minutes ago, wrotycz said:

Tak myślałem, że to znajdę:

 

"The findings appear to be supported by qualitative observations of the hunter-gatherer groups in the study. In the Philippines population, women are involved in hunting and honey collecting and while there is still a division of labour, overall men and women contribute a similar number of calories to the camp. In both groups, monogamy is the norm and men are active in childcare."

 

ad. 1* Hipergamia jest zatem produktem sztucznym, wykreowanym i umiejętnie sprzedanym. 

 

ad. 2* Fajnie, tylko obecna hipergamiczna kutasokaruzela, ma się nijak do:

 

" Human intelligence, he suggests, is used primarily to attract mates through prodigious displays of wit, charm, inventiveness, and individuality" 

 

 

 

ad. 3* no to albo to samo co u zwierząt albo wyjątkowo inaczej. Na coś się trzeba zdecydować. 

 

 

 

ad. 4* Ach, czyli patrz jednak altruizm i kooperacja, a nie jebanie mężatek po kątach:

 

"He applies this to humans and suggests that genes which generated altruistic-tit for tat behaviour would be likely to be passed on and therefore give rise to the kind of behaviour we see today." 

 

Reasumując hipergamia to sztucznie wylansowane przez popkulturę gówno, któremu dodatkowo daje się przyzwolenie "bo tak musi być, bo tak jest w genach, bo każda zasługuje na księcia z bajki, itp." i nie łączmy też tego bezpośrednio z karuzelą kutasów, bo to kolejny efekt popkultury i te zjawiska występują niejako równolegle. 

 

Natomiast ja osobiście jestem przekonany, że to po prostu schyłkowy etap rozwoju cywilizacji białego człowieka. 

 

 

 

Edited by maroon

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ty słyszysz co ty mówisz?

 

2 hours ago, maroon said:

ad. 1* Hipergamia jest zatem produktem sztucznym, wykreowanym i umiejętnie sprzedanym. 

Cytuję:

Quote

"dobieranie partnerów tej samej lub wyższej rangi przez samice ssaków[*1]", "i ptaków" [*2]

Czyli zwierząt.

 

Wg ciebie więc hipergamia ssaków i ptaków jest zatem produktem sztucznym, wykreowanym i umiejętnie sprzedanym.

 

Zrobić ci stronę na wikiquotes czy od razu na wikipedii?

 

 

2 hours ago, maroon said:

ad. 3* no to albo to samo co u zwierząt albo wyjątkowo inaczej. Na coś się trzeba zdecydować. 

Ty naprawdę nie rozumiesz, że tu: akurat samice, nie muszą się decydować na albo albo, skoro mogą mieć oba, zależnie od okoliczności wybiorą jedną lub drugą strategię. Strategię.

 

2 hours ago, maroon said:

ad. 4* Ach, czyli patrz jednak altruizm i kooperacja, a nie jebanie mężatek po kątach:

No nie. Altruizm odwzajemniony, to po pierwsze. Ale tego nie możesz wiedzieć bo nie przeczytałeś ani jednej z tych książek i próbujesz mnie pouczać na ich temat na podstawie streszczenia streszczenia z wikipedii. Linki były po to żeby się odnieść do książek i nie promować sprzedawcy ale ty myślisz, widzę, że ja swoją wiedzę czerpię z wikipedycznych streszczeń. No to błąd. Widzę, że nie powinienem podawać takich linków komuś kto książek nie czyta.

 

 

Po drugie nijak się te książki ze sobą nie kłócą, one się uzupełniają i często zazębiają. We wszystkich z nich jest mowa o teorii gier i różnych strategiach jakie stosują zwierzęta. Tak, zwierzęta, tak jak co najmniej połowa treści tych książek jest o zwierzętach i bez tego nie da się "ludzkiej części" zrozumieć.

 

3 hours ago, maroon said:

ad. 1* Hipergamia jest zatem produktem sztucznym, wykreowanym i umiejętnie sprzedanym. 

Skoro uważasz, że hiperagamia jest produktem sztucznym, wykreowanym i umiejętnie sprzedanym to wytłumacz nam kto ją stworzył i jak ją sprzedaje i po co?

 

 

 

Szkoda czasu na kłótnie, więc przejdę do meritum - wnioski są takie: hipergamia to stara, mająca co najmniej dziesiątki, jak nie setki milionów lat strategia samic, która jest uskuteczniana również przez samice homo sapiens. Ponieważ warunki społeczno-ekonomiczne są takie a nie inne, wykorzystują ją one do zwiększenia swojego sukcesu ewolucyjnego. Nikt ich do tego przekonywać ani sprzedawać im tego nie musi bo to jest instynkt. Jedynie różne czynniki są brane pod uwagę ale sama hipergamia jest ta sama. Bo nie ma znaczenia czy samica wybiera ładniejszego (chad) ze względu na jego wysoki, postrzegany status w dzisiejszym, zdominowanym przez kult powierzchowności świecie, czy wybiera bogatszego, ze względu na jego wysoki, postrzegany status w dzisiejszym materialistycznym świecie, czy wybiera polityka, szefa, dyrektora, ze względu na jego wysoki postrzegany status, w dzisiejszym upolitycznionym świecie. Wszystkie te trzy strategie są manifestacją jednej i tej samej hipergamii.

 

 

 

 

 

Taka, dygresja, żeby być dobrze zrozumianym:


Są też inne czynniki, które wpływają na wybór i hipergamia nie jest jedyna ale to temat analizy wielu zmiennych:

 

peaks.jpg?resize=1024,768&ssl=1

 

Jak widzisz, w zależności od tego z którego rogu starujesz trafić możesz na lokalne maksima, które wcale nie muszą być globalne ale mogą się okazać dla osobnika (czy tu osobniczki) zadowalające, bo próba przejścia do wyższego maksimum pociąga za sobą konieczność wpadnięcia w lokalne minimum, co może się okazać stanem permanentnym albo przynajmniej uniemożliwiającym osiągnięcie lepszego zdawałoby się, celu. Dlatego niektóre osobniczki będą zadowolone z tego co mają, bo potrafią liczyć niegorzej od Octave i wiedzą, że mogą spaść głębiej niż się wspiąć. W tym momencie będą, zdawałoby się przeczyć hipergamicznej teorii, gdy tymczasem będą po prostu kalkulować co się im bardziej opłaca. I o tym między innymi jest w tych książkach. Ale żeby to zrozumieć, trzeba przeczytać książki a nie streszczenie bryka i uważać się za eksperta.

 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

@wrotycz Po pierwsze nie uważam się za eksperta w temacie ewolucji hipergamii zwierząt, po drugie nie muszę każdej książki wydanej na świecie czytać, więc mi tu z pierdoleniem, że nie czytam nie wyjeżdżaj.

 

Zakładając nawet, że masz 100% racji oraz autorzy tych publikacji, to według mnie jest to porażka cywilizacyjna ludzkości.

 

A dokładniej jeżeli moja wartość dla kobiety ma być postrzegana jedynie poprzez symetryczność gęby, stan konta i status społeczny, to ja pierdolę wchodzenie w jakiekolwiek interakcje poza szybkimi numerkami. Niech się zagryzają między sobą walcząc o chadów i milionerów. 

 

I tak uważam, że autorzy tych książek postawili sobie pewne założenia potwierdzające ich tezy, następnie dopasowując argumenty (ze świata zwierząt), które im te założenia wygodnie udowadniają.

 

To że kupa zwierząt i ptaków kojarzy się w monogamiczne pary, to pewnie o tym ani słowa.

 

Więc nadal obstaję przy tym, że jest to sprzedawanie (a w zasadzie uzasadnianie) zjebanych zachowań jako jedynie słusznej drogi ewolucyjnej. Może człowiek po prostu jeszcze za mało wyewoluował. A może jest potrzeba posiadania wygodnych wymówek dla skurwysyńskich zachowań wobec bliskiej osoby. Wybierz co ci bardziej pasuje. 

Edited by maroon

Share this post


Link to post
Share on other sites
On 8/3/2020 at 4:49 PM, maroon said:

nie muszę każdej książki wydanej na świecie czytać, więc mi tu z pierdoleniem, że nie czytam nie wyjeżdżaj.

ale

On 8/3/2020 at 4:49 PM, maroon said:

uważam, że autorzy tych książek postawili sobie pewne założenia potwierdzające ich tezy

Czyli nie czytałeś ale wiesz lepiej niż oni o czym to jest. Gratuluję!

 

Nie czytałeś ale pozwalasz sobie ich "cytować" (znaczy cytować wikipedyczne streszczenie) co ma rzekomo potwierdzać twoją tezę. Gratuluję!

 

On 8/3/2020 at 4:49 PM, maroon said:

jeżeli moja wartość dla kobiety ma być postrzegana jedynie poprzez symetryczność gęby, stan konta i status społeczny, to ja pierdolę wchodzenie w jakiekolwiek interakcje

Nie czytałeś ale wiesz lepiej od nich o czym to jest i opowiadasz takie bzdety o Darwinizmie jako walce na kły i pazury. Gratuluję!

 

 

 

Reszty wywodu, nawet nie będę komentował, tylko potwierdza to co było wcześniej, że jesteś głęboko wierzący i nic nie jest w stanie tej wiary zachwiać. Co więcej rzeczowe argumenty z nią sprzeczne wyzwalają dysonans poznawczy co jeszcze mocniej utwierdza cię w tej wierze.

Jak to już ktoś ujął - rozmowa z wyznawcami jest po prostu niemożliwa.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By starsky
      Cześć Bracia.
       
      Postanowiłem podzielić się tematem, który wszedł mi ostatnio do głowy. Chciałbym się wygadać i dowiedzieć się co wy o tym myślicie, obiektywnie walcie śmiało.
      Może ktoś bardziej doświadczony sprowadzi mnie na ziemię.
       
      Mieszkam za granicą, od około 11 lat, a moja partnerka od 2,5 roku, którą też tutaj poznałem. Mieszkamy w kraju gdzie pogoda nie rozpieszcza i jest mocno depresyjna. Oboje jesteśmy ciepło lubni, więc jest trochę narzekania na miejsce zamieszkania.
      Jesteśmy ze sobą 1,5 roku. W styczniu tego roku dziewczyna wprowadziła się do mnie. Cała otoczka z pandemią doprowadziła do tego, że spedzaliśmy sporo czasu razem. 
       
      Pracujemy oboje w dwóch innych gałęziach gospodarki. Ona pracuje w korpo, więc praca z domu stała się codziennością, a ja takiej możliwości nie miałem i nie mam.
      W połowie czerwca moja dziewczyna dostała możliwość pracy z polski na tych samych zasadach co praca w kraju w którym mieszkamy.
      Szybka decyja i lot do polski,ale taka możliwość była ograniczona czasowo czyli do września tego roku, po tym czasie trzeba było wracać. 
      Rozmawialiśmy na ten temat i moja opinia była ok, jedź naładuj baterie i wracaj.
       
      Obecnie ta możliwość stacjonarki z polski została przedłużona do końca roku i tutaj pojawia się czerwone światło. 
      Dziewczynie mega się podoba w ojczystym kraju. Jest och i ach. Lato w pełni, morze, plaża, znajomi, rodzina. 
       
      Kilka dni temu zapytałem kiedy zamierza wrócić i jaki jest jej plan na to. Jej odpowiedź była taka, że czeka na update z pracy. Generalnie to nie wie kiedy, może październik, a może początek listopada.
      Nie ukrywam, że ździwenie moje było spore. Brak konkretów z jej strony wszedł mi do głowy.
      Nie jestem za relacją na odległość. Widzę po sobie, że nie daje mi to spokoju. Miesiąc bez siebie jest do przyjęcia, ale dłużej to już nie koniecznie.
       
      Bracia co o tym myślicie? Przesadzam czy raczej dobrze kminie?
      Z góry dzięki.
       
       
       
       
       
    • By Tarczowy
      Jak się zapatrujecie na to? Chodzi mi o kontakty waszych dam z byłymi z którymi nie mają wspólnych zobowiązań (wspólne dziecko, biznes etc,) Powiem szczerze, że dla mnie to grzech śmiertelny. Nie mam nic przeciwko, kiedy myszka spotka przypadkiem byłego na ulicy i zamieni z nim słowo, ale  w przyjaźń między byłymi partnerami to ja nie wierzę. Często któraś strona jednak liczy na coś więcej (lub obie).Może czasem się to zdarzy ale to jak yeti. 
       
      Kiedyś bylem w związku z taką jedną, co traktowała byłego jak swojego brata :-) Częsty kontakt telefoniczny, wzajemne prezenty na urodziny i imieniny. Gdy się poznaliśmy to miała nawet wspólne jeszcze z nim zdjęcia na komputerze - sama mi je pokazywała xD. Co ciekawe nie byli już razem wiele lat a on miał zonę i dziecko. I ciągle o nim nawijała na zasadzie skojarzeń - np. daje jej dokumenty do swojej torebki gdy gdzieś wychodziliśmy a ona odpala ''x też tak robił'' :-) Ale wtedy jeszcze młody i głupi byłem. Dziś już bym grzecznie podziękował za związek. A jak bywało z tym u was?  Jakie są wasze doświadczenia na tym polu?
    • By Yahu
      Uszanowanie.
       
         Dzisiaj przedstawię moją historię, która mogłaby się już skończyć nieciekawie, gdyby moja łepetyna nie przesiąkła wiedzą i wskazówkami z tego forum. Dotyczy to zwłaszcza często przytaczanej zasady "nie bierz dupy ze swojej grupy".
       
      Pokrótce przybliżę podstawowe dane. Mam 30 lat, w swoim życiu miałem do czynienia jak na razie z jednym, 3-miesięcznym związkiem zakończonym 8 lat temu. Średnio mi się podobało być w czymś takim, więc pożegnałem się z tamtą panną i obiecałem sobie, że będę inaczej wykorzystywał ten czas, doświadczając i badając "życie dorosłego" oraz szukając tego, co chcę robić i na czym zarabiać. W tamtym czasie miałem masę rzeczy do przerobienia w swoim parniku, więc zapewne dobrze, że tak się stało.
       
      Do rzeczy...
         Pracuję w dużej firmie produkcyjnej. Zajmuję się tam wsparciem logistycznym, nadzoruję też niedawno wprowadzony program bazodanowy. Mam też pod opieką dział, że tak to nazwę "wykończeniowy", na którym dzień bez moich interwencji, to dzień stracony. Współpracuję tam z Renatą, kobietą, którą podziwiam z wszech stron za zaangażowanie, umiejętności organizacyjne, wesołe podejście do życia i zaradność, którą zapewne wykształciła, wychowując 2 córki. Jedna z córek, Sylwia, młoda, wysoka, 21-letnia dziewczyna (7-8 / 10. Bardziej 7, bo średnio lubię tatuaże), studentka zaoczna politechniki, za chwilę stanie się obiektem rozpraw w tym temacie.
        
      Mam naturę śmieszka i duży dystans do siebie, więc po codziennych "służbowych" rozmowach, lubię coś dać do pieca, co doprowadzi ludków do śmiechu (nieraz połączonego z potokiem łez). A co, niech wrócą do domu z bananami na twarzach . Cała historia z Sylwią tak na prawdę zaczęła się w dniu moich 30. urodzin. Jako, że w biurze, w którym pracuję, tradycją jest przyniesienie jakiegoś ciacha, to zamówiłem u naszego zakładowego cukiernika (Renaty) blachę słodkiego grzechu (i tak dostałem podwójną darmową porcję za naprawę 2 dni wcześniej samochodu Sylwii , co prawda sam nie ugryzłem nawet kęsa, bo zaparłem się, że nie tknę cukru). Rano, zwykle też odwiedzałem "dział wykończeń", bo czasami coś zostawało do rozliczenia po nocnej zmianie. Gdy tylko zostałem zauważony przez wspomnianą wcześniej młodą damę, podbiegła do mnie, przytuliła, złożyła życzenia i ucałowała w policzek. Trochę mnie to zaskoczyło, bo rozmów ze sobą mieliśmy tyle, że pewnie jakbym zdjął skarpetki, to możliwe, ze zmieściłbym się w limicie zdań, które do niej wypowiedziałem. Wolałem się trzymać się głównej zasady i nie eskalować za bardzo znajomości. Zresztą mój scenariusz nie zakładał, że jego spasłość Yahu, zostanie w taki sposób potraktowany, bo przy takiej relacji, to chyba słuszne założenie?
       
         Jakieś 5  dni później po moich urodzinach, miał być przeprowadzony spis detali po zakończonej właśnie produkcji. Wszystko było trzeba zliczyć i sprawdzić ze stanem w systemie. Podrukowałem makulaturę i idę do mojego małego piekiełka na katusze. Na miejscu dostałem zapytanie od Renaty, czy nie potrzebuję kogoś do pomocy, bo 1 osobę może mi przekazać. Zwykle wolę wszystko sam załatwić, bo już się przejechałem na "pomocnikach", Z drugiej strony stwierdziłem, że 1 osobę powinienem dać radę upilnować. Zgodziłem się i poszedłem po drugi skoroszyt. Kiedy wróciłem na miejsce, tak, stała tam rozpromieniona Sylwia, salutująca prześmiewczo gotowość do pracy.
       
         Podczas instruktażu wkleiła mi się biustem w ramię, a jej falowane włosy muskały mi twarz. Olałem to, dokończyłem wprowadzenie i jedziemy z robotą. Oczywiście podczas pracy nie raz dopytywała się o coś, często szukała kontaktu dotykowego. Szczerze mówiąc po tylu latach wyłączenia się z obycia z kobietami, tak jakby nieco ta główna zasada została nagięta. Z drugiej strony mam zaklepane już stanowisko na lipiec w innej firmie.  Lepsze stanowisko, większa kasa, więc stwierdziłem, że może warto nieco już w tym wieku, robić jakieś kroki, jak sarenka się napatoczyła, ale też nie za wielkie. Jak mówi klasyk "powiedziała A, to niech powie następną cyfrę". Do końca tygodnia miała racjonowaną uwagę z mojej strony. Chwila rozmowy i "sorry, mam sporo roboty, miłej pracy". Teraz cały tydzień z matką przebywała na urlopie i... na facebooku już poszły w relacjach fotografie z 3 innymi chłopakami, co tu dużo mówić, przystojniejszymi ode mnie.
       
       
      No cóż, chyba rzeczywiście kobieta zmienną jest
       
      Wnioski:
      1) Prawdopodobnie Renata wysłała na polowanie swoją pierworodną, bo zawsze się przyda druga osoba, która umie coś naprawić. Ma ciągoty do praktyczności, więc bardzo możliwe.
      2) Sygnały, które otrzymywałem od młodej, to raczej jej "samosprawdzenie", czy będzie w stanie zdobyć sobie starszego, bardziej doświadczonego w dorosłym życiu lub
      3) Po prostu próbuje mnie sprowokować tymi fotkami z innymi chłopakami "żebym się postarał.. bla, bla, bla".
       
      I jeszcze taki wniosek poprzez zapytanie: czy warto się w to pchać? Zwykle nie, ale przykład mojego brata pokazuje, że można pracować w jednej firmie, w 2 oddzielnych działach, być ze sobą długi czas i się ciągle zdobywać.
       
       
      Szanowni Bracia Samcy, czy macie jakieś swoje wnioski / spostrzeżenia / pytania?
    • By SzatanKrieger
      Witam drogie Panie.
       
      Jakie umiejętności posiadacie, dzięki którym uważacie, że byłybyście dobrymi matkami i żonami (Pytanie dla singielek forumowych) lub co sprawia, że za takie się uważacie, jeśli jesteście już w związku z długim stażem albo w małżeństwie.
       
      A dla ciekawskich natchnęło mnie takie pytanie, po obejrzeniu jednej ze zagranicznych audycji.
       
      Liczę na szczere odpowiedzi  
    • By Spiderox
      Witam Braci. Mam 40 lat, rozwiedziony prawie 2 lata temu. Byla juz zona, zdradzala mnie krotko przed slubem. Na goracym uczynku nie zlapalem, ale mam 99% pewnosci. Wszystkie typowe oznaki zdrady itd. Bedac wielce zakochany, postanowilem wybaczyc pieknej narzeczonej. Udalo sie nam stworzyc calkiem ok zwiazek, ale tylko na 8 lat(10 w sumie razem). Zostawila mnie z dnia na dzien, pewnego zimowego wieczoru. Niewyczulem zdrady, tzn wtedy niewyczulem. Po analizie, dotaralo do mnie, ze zmiana charakteru (zimno, olewanie itd) nastapily po imprezie swaitecznej, w ktroej to zostala na noc🤗. Reszte opowiem kiedy indziej.dziekuje
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.