Jump to content

Recommended Posts

3 minuty temu, Tacritan napisał:
17 minut temu, Ace of Spades napisał:

Na każdej wojnie zawsze są jakieś straty w ludziach i sprzęcie, nie da się przejść przez życie bez żadnych strat, koleś musi sam podjąć decyzję o tym co dla niego jest ważniejsze, jego życie, szczęście dziecka czy szczęście tej kobiety.

Jasne, że tak... Ale zawinięcie się na pięcie ze związku nie da facetowi szczęścia, bo straci dzieciaka. Wielu moich kumpli jest po rozwodach, wszyscy z nich cierpią bo zostali odcięci od dzieci choć niektórzy mają z nimi cykliczny kontakt.

Bycie weekendowym tatą (o ile w ogóle to będzie możliwe) to też emocjonalny kibel.

Otóż to.

Szereg rad, które pewnie byłyby świetne do zastosowania w związku bez dzieci (a w zasadzie zawsze to jesty jedna rada: żeby kończyć z jak najmniejszą ilością kłopotów pobocznych) jest nie do zastosowania w związku z dzieckiem. 

Sam jestem nadal w małżeństwie, po wielu kryzysach, właśnie z uwagi na posiadanie dzieci. Też nie wyobrażam sobie wychowania dzieci w dwóch domach. Można wiele naprostowac i u siebie i u partnerki i tak żyć - ciesząc się z każdego dnia, gdy dziecko wzrasta z obojgiem rodziców. A sprawa zaufania, sypialni - to da się rozegrać samemu, bez angażowania dziecka. 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
  • Replies 62
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

@Holy_Diver_1982 Przeczytałem.   Wnioski: a/ jesteś zazdrosny tj. czujesz się słaby choć pewnie głośno mówisz - nawet najmniej ogarnięta kobieta wyczuwa to na kilometr, b/ ona

Kolega z pracy to zawsze ciężka sprawa. Moja poszła z takim gościem rozwalając wszystko co budowaliśmy przez 7 lat. Widziałem o nim wcześniej, pisanie na tel, praca, nie wiele sobie z tego robiłe

Sorki nie doczytałem ale nadrobiłem.  Laska jest poj***ana. Tak właśnie kończą giwazdy, które mają rodzinę. A zachciewa się romansu czy innego typu sprośnych wiadomości. Wiesz. Sam Chris Hemswort

18 minut temu, Tacritan napisał:

Jasne, że tak... Ale zawinięcie się na pięcie ze związku nie da facetowi szczęścia, bo straci dzieciaka. Wielu moich kumpli jest po rozwodach, wszyscy z nich cierpią bo zostali odcięci od dzieci choć niektórzy mają z nimi cykliczny kontakt.

Bycie weekendowym tatą (o ile w ogóle to będzie możliwe) to też emocjonalny kibel.

Emocjonalny kibel to koleś sobie sam zafundował już w momencie kiedy się związał z taką kobietą i zrobił jej bąbelka, teraz to już są tylko tego konsekwencje. Każdy wybór przyniesie jakąś stratę, niestety życie to nie bajka.

Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Ace of Spades napisał:

związał z taką kobietą i zrobił jej bąbelka

Wybacz, ale uprawiasz okropną i żenującą retorykę.

Brzmi to dla mnie jak tekst w stylu "kupił jej psa"...

Dzieci na forum traktowane są wyłącznie jak skutki uboczne ruchania.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Ta kobieta JUŻ Cię zdradza, drogi kolego.

 

Zerwij z nią i następnym razem, jak Pani mówi, że to tylko kolega, powiedz jej, żeby wysłała mu wiadomość  o treści -  "  Marcin, kolego drogi, czy masz ochotę na seks " i obserwował co odpisze.

 

No właśnie... tylko kolega  :D

 

Jeżeli jesteś w związku, a kobieta pisze smsiki z innymi facetami, to już po ptokach.

 

Są zasady, wchodzimy w związek, to  zrywam kontakt z sikorkami i jestem z Tobą, moja droga - i vice versa.

 

Inaczej to zabawa w chowanego i relacja typu " i dont care, we just fuck"

 

Pisanie z orbitami to jeden z największych red alertów w relacji.

 

 Dajesz jej ultimatum - przestaje pisać, albo się rozstajemy, tylko następnej, bo ta już dawno spalona.

  • Like 3
Link to post
Share on other sites
12 minut temu, Tacritan napisał:

Wybacz, ale uprawiasz okropną i żenującą retorykę.

Brzmi to dla mnie jak tekst w stylu "kupił jej psa"...

Dzieci na forum traktowane są wyłącznie jak skutki uboczne ruchania.

Nie musisz czytać moich wpisów, nie ma takiego obowiązku, na Forumie jest podobno opcja blokady dzięki której nie będziesz widział/a moich wpisów.

Link to post
Share on other sites

Jest jeszcze jedna rzecz. Mam bardzo dobrą koleżankę jeszcze z podstawówki się znamy. Nie ma i nigdy nie było chemii, 0 seksualnych podtekstów kiedykolwiek między nami. Często piszemy na Messengerze, bo już mieszkamy w innych miastach. Zna całą historię. Powiedziała, że co prawda kopnij ją w dupsko itp. To te smsy wcale nie oznaczają zdrady rozumianej dosłownie. Że ona też tak pisała z kolegami i do niczego nie dochodziło. Powiedziała, że to dla niej była forma zabawy, zabijania nudy. (Ja tego kur...a nie rozumiem, ale tak mówiła.). Moja często mi mówi, sama z siebie, że mnie kocha i tego typu brednie. Albo tak bardzo mnie w chu...a robi, albo bez kitu się pobawiła. Wiem też, od koleżanki, że gdy kobieta zdradza to nie ma praktycznie żadnych planów z obecnym facetem. W sensie ciągle myślami jest z tamtym. A moja co chwila jakieś ma. Tu z kolei widzę, że na 99% się wyje...ła z nim. 

Reasumując. Muszę pomyśleć raz w życiu o sobie, a nie o innych i sam siebie zapytać czego chcę i... Jak ją wyp..ć z chaty😉

Pzdr.

Edited by Holy_Diver_1982
Link to post
Share on other sites

Mam dwójkę dzieci, z dwiema różnymi kobietami, z żadną nie jestem.

 

Czyli co bracia, radzicie założycielowi tematu, żeby zaprzepaścił własne szczęście na rzecz dziecka ?

 

Że tak poetycko powiem, pojebało tu kogoś ?

 

Uciekaj @Holy_Diver_1982 z tego koszmaru czym prędzej.

 

Link to post
Share on other sites

Nie ma to jak zgraja nieznających dokładnie sytuacji, czerpiących informację z paru linijek tekstu, nie znających żadnej ze stron związku chłopców spieszących z jakże lajkowaną, oczywistą i nie baczącą na konsekwencje radą "kopnij ją w dupę". Zdajcie sobie kurwa sprawę, że tego typu teksty, które Wam przychodzą niemal automatycznie mają realny wpływ na życie człowieka. Jebnijcie się w łeb, trochę odpowiedzialności. 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
17 godzin temu, Holy_Diver_1982 napisał:

Jak ma coś zrobić dostaje napadu agresji nieadekwatnej do problemu.

To jest chyba najgorsze, mnie takie zagrania doprowadzają do furii. 

Prosisz o wykonanie pierdoły, która zajmie jej dosłownie 30 sekund i robi się amba na pół dnia. 

Masz wolne, załatw tą sprawę, ja nie mam jak, zajmie Ci to 5 minut... no i dym bo PLANUJE JEJ DZIEŃ !

 

Wykańczało mnie to. Ogólnie pewnie jeszcze 2 lata z tym trutniem i bym wypikował przez okno. Głupia lojalność mnie trzymała i kredyt, a to pasztet i brudas był jak na chłodno podsumuję.

 

Moja wina, że myślałem, że TAK MUSI BYĆ, każda przestanie mi się podobać, każda zacznie mnie po latach wk******.

 

Chłopie uciekaj, ona Cię zostawi bez mrugnięcia okiem jak przyjdzie co do czego.

 

 

7 godzin temu, salt0 napisał:

Jebnijcie się w łeb, trochę odpowiedzialności. 

Skoro nie docierają do kobiety prośby partnera o zerwanie kontaktu z innym gościem, skoro sprawia mu to zajebisty dyskomfort to co byś doradził?

Przywalić jej w łeb, może zadziała? Masz 90% prawdopodobieństwa, że już ma rogi dorobione, lepiej liczyć na te 10%, że jednak nie?

 

Większość ludzi, którzy dzielą się tu opinią robią to na podstawie własnych doświadczeń.

Nie wiem, nie znam Cię, ale nie życzę Ci żebyś doświadczył życia z osobą, którą podejrzewasz o zdradę i masz ku temu podstawy (kłamie, nie reaguje na prośby zerwania kontaktu).

Oberwie jeszcze bardziej jak ona przyzna się do zdrady lub sama odejdzie - uwierz mi zrzuci to na niego i wpędzi jeszcze w zajebiste poczucie winy. Tak zachowa przynajmniej jako taką kontrolę nad zakończeniem relacji.

Link to post
Share on other sites
14 godzin temu, Pozytywniak napisał:

Mam dwójkę dzieci, z dwiema różnymi kobietami, z żadną nie jestem.

 

Czyli co bracia, radzicie założycielowi tematu, żeby zaprzepaścił własne szczęście na rzecz dziecka ?

Jest dorosłym człowiekiem, spłodził dziecko więc musi być za nie odpowiedzialny. I tak, uważam że powinien przedłożyć szczęście dziecka ponad swoje jeżeli już musi wybierać.

Powinien też wiedzieć, że każdą kobietę da się doprowadzić do pionu, tylko tego nie robi się prośbami i awanturami...

Link to post
Share on other sites
14 godzin temu, Pozytywniak napisał:

Mam dwójkę dzieci, z dwiema różnymi kobietami, z żadną nie jestem.

 

Czyli co bracia, radzicie założycielowi tematu, żeby zaprzepaścił własne szczęście na rzecz dziecka ?

 

Że tak poetycko powiem, pojebało tu kogoś ?

Czy pojebało - nie wiem. Ale rzadko kiedy jest tylko jedna, uniwersalna i dobra do zastosowania metoda.

Jeśli stosunki w domu z matką dzieci i wobec dzieci są drastyczne (przemoc, patologia, używki, inna degrengolada) i rodzice są razem dysfunkcyjni, a zarazem mogą doskonale funkcjonować oddzielnie, bez alienacji - to faktycznie lepiej się rozejść. Być może w Twoim wypadku faktycznie lepiej dla dziecka funkcjonujecie nie będąc ze sobą.

Takie jest być może Twoje doświadczenie (nie wiem, nie znam szczegółów).

Moje, pomimo tego, że moi rodzice się rozeszli, a awantur i przemocy nie brakowało, zaś wychowywałem się przy drugim mężu matki - jest inne.U mnie synowie wyraźnie nie życzyli sobie nigdy, zebyśmy się z żoną rozeszli. Wyraźnie, jeśli było mówione (na przykladzie nawet innych dzieci) nie wyobrażają sobie tego. Więc my z żoną wzięliśmy dupy w troki i dogadujemy się i funkcjonujemy razem jako rodzice i rodzina. 

Różne są drogi, nie ma tej jednej jedynej słusznej.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
13 godzin temu, Tacritan napisał:

Jest dorosłym człowiekiem, spłodził dziecko więc musi być za nie odpowiedzialny. I tak, uważam że powinien przedłożyć szczęście dziecka ponad swoje jeżeli już musi wybierać.

Powinien też wiedzieć, że każdą kobietę da się doprowadzić do pionu, tylko tego nie robi się prośbami i awanturami...

Nie rozumiem. Mam przymykać oczy na kurestwo dla dobra dziecka?

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, Holy_Diver_1982 napisał:

Nie rozumiem. Mam przymykać oczy na kurestwo dla dobra dziecka?

Napisałem, że powinieneś trzymać swoją kobietę "za mordę" dla dobra dziecka, a Ty na kurewstwo sam jej pozwoliłeś...

Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, donatello napisał:

Gówno prawda. Sama się kurwi, nikt jej do tego nie zmusza.

Nie napisałem, że autor tematu ją zmusza, ale że na to pozwala.

 

Dziwi mnie natomiast mocno fakt, że gość prawie wcale nie pisze o swoim dziecku, tak jakby było ono dla niego balastem. Przeczytałem jeszcze raz początkowy post i wnioskuję, że autor chce po prostu pozbyć się problemu, jakim jest dla niego własny dzieciak pod przykrywką puszczalstwa partnerki.

Link to post
Share on other sites
3 minutes ago, Tacritan said:

że na to pozwala

Ona sama sobie na to pozwala. Niezależnie, co autor na to. Jedyne, co powinien zrobić, to odstawić ją za granicę bez paszportu, żeby nie wracała i nie zatruwała jego rejonu.

Link to post
Share on other sites
5 minut temu, donatello napisał:

Ona sama sobie na to pozwala. Niezależnie, co autor na to. Jedyne, co powinien zrobić, to odstawić ją za granicę bez paszportu, żeby nie wracała i nie zatruwała jego rejonu.

A co z dzieckiem? Też powinien odstawić?

 

Gość zaniedbał związek, pozwolił partnerce na lenistwo w domu i uzależnienie od alkoholu. Powinien już dawno chwycić za skórzany pas i naprostować ją tak, żeby przez miesiąc nie mogła siadać na dupsku.

Dał jej palec, a ona bierze teraz całą rękę...

Ja tu widzę dorabianie ideologii do tego, aby mógł znów stać się niezależnym singlem bez balastu (czyt. gościem, który wypiął się na własne dziecko).

Link to post
Share on other sites

Jak jej będzie zależało, to znajdzie drogę, żeby wrócić z zagranicy do męża, domu i dziecka. W tym czasie mogłaby przemyśleć swoje postępowanie. A jak głupia, to się zachleje, a jak leniwa to nie wróci. Nic dobrego z takiej matki i tak by nie było. Trzeba było wybrać inną z tym, że nie ma, co gdybać. Trzeba myśleć, co zrobić teraz i na przyszłość.

 

Jagnę w "Chłopach" wywieźli, nie certolili się, jeszcze Nobla za to dostali. Same kobiety takie rozwiązanie i decyzję podjęły.

Edited by donatello
Link to post
Share on other sites

Mnie zastanawia jakim cudem @Holy_Diver_1982 się z nią związałeś. W jaki sposób doszło do tego że macie dziecko. Co ona reprezentuje sobą, co reprezentowała wtedy gdy się związaliście? Jaka była Twoja eks? 

 

Nie doradzę Ci nic bo to Twoje życie, zaś każdy wybór może być potencjalnie zły

Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Tacritan napisał:

Napisałem, że powinieneś trzymać swoją kobietę "za mordę" dla dobra dziecka, a Ty na kurewstwo sam jej pozwoliłeś...

Na nic jej nie pozwoliłem. 

Dziecko jest dla mnie najważniejsze. Wiele wolnego czasu z nim spędzam. Dla niego tylko jeszcze się męczę z tą suką. Co ma 5latek do tematu o puszczaniu się laski? Temat o tym jak mam zamuar o dziecko walczyć (a mam) założę na forum odpowiednim do tego. Co niby zaniedbałem powiedz:

-Rucham ją dzień w dzień

- organizuję wspólne wyjscia w weekendy

- zarabiam dobrze, plus dorabiam

- pomagam sprzątać, bardziej udzielam się w kuchni

- o siebie dbam 3-4 razy w tygodniu siłownia, jestem wysoki i z zarysowanymi wszędzie mięśniami

- bez nadwagi

- robię też prezenty typu drogi ciuch i perfumy

- kwiatów nie kupowałem, wypomniała, teraz zawsze ma w wazonie.

No kur.. a gościu, żeby każdy tak dbał.

Po prostu tamten jest dużo mocniej umięśniony, jeździ nowym wozem, zarabia o jakąś 1/4 lepiej ode mnie, ma szramę na poliku od ust do ucha, bije się na jakiś dresowskich ustawkach, a przy tym jest po Polibudzie (sam przyznał kiedyś, jak jeszcze z nim miałem normalne układy, że kupił dyplom) jej to nie obchodzi ofc. Nie mniej jednak ma bardzo ładną żonę i normalne, że jej nie rzuci dla tej mojej. 

2 godziny temu, Libertyn napisał:

Mnie zastanawia jakim cudem @Holy_Diver_1982 się z nią związałeś. W jaki sposób doszło do tego że macie dziecko. Co ona reprezentuje sobą, co reprezentowała wtedy gdy się związaliście? Jaka była Twoja eks? 

 

Nie doradzę Ci nic bo to Twoje życie, zaś każdy wybór może być potencjalnie zły

Młodsza, duże cycki i tyłek, a przy tym szczupła w pasie. Tak jak lubię. Nagrzana na mnie, że aż żal było nie podejść. Szybko poszło. Pomieszkiwała u mnie. Ciągle był "ogień" i miłe spędzanie wolnego czasu. Do niczego się nie przypier...ła. Jak na mnie patrzyła to jak po jednym piwie by była. Oczy zaszklone. Zaszła w końcu. Przysięgam na wszystko. Od czasu 4-5 miesiąca ciąży zmieniła się w inną kobietę. I tak jej zostało.

- Moja była, żona rozumiem? Bo miałem kilka "koleżanek". Zupełne odwrócenie. Spokojna, miła i dobrze wychowana. Bardzo delikatne rysy twarzy. Super laseczka była. Każdy mi zazdrościł. Nie mieliśmy dzieci. Samo zdechło po 7, czy 8 latach. Rozstaliśmy się w normalnych relacjach. Ja wyjechałem po kilku latach do innego miasta.

Edited by Holy_Diver_1982
Link to post
Share on other sites
31 minut temu, Holy_Diver_1982 napisał:

Młodsza, duże cycki i tyłek, a przy tym szczupła w pasie. Tak jak lubię. Nagrzana na mnie, że aż żal było nie podejść.

A ty połknąłeś haczyk. Nie wiem jakie ma tło rodzinne ale nie zdziwiłbym się gdyby miała wgrane że sukcesem jest upolowanie misia, 

Cytat

Szybko poszło. Pomieszkiwała u mnie. Ciągle był "ogień" i miłe spędzanie wolnego czasu. Do niczego się nie przypier...ła. Jak na mnie patrzyła to jak po jednym piwie by była. Oczy zaszklone.

Pracowała? Studiowała? 

Cytat

Zaszła w końcu. Przysięgam na wszystko. Od czasu 4-5 miesiąca ciąży zmieniła się w inną kobietę. I tak jej zostało.

Dzieciak jest, nie ma sensu już polować na misia. Tylko trzeba go urobić w ślub

Cytat

- Moja była, żona rozumiem? Bo miałem kilka "koleżanek". Zupełne odwrócenie. Spokojna, miła i dobrze wychowana. Bardzo delikatne rysy twarzy. Super laseczka była. Każdy mi zazdrościł. Nie mieliśmy dzieci.

Dasz namiar xD

Cytat

Samo zdechło po 7, czy 8 latach. Rozstaliśmy się w normalnych relacjach. Ja wyjechałem po kilku latach do innego miasta.

Rozumiem. Pewnie nie dawała takiej dawki emocji i się znudziła. 

Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Tacritan napisał:

Powinien już dawno chwycić za skórzany pas i naprostować ją tak, żeby przez miesiąc nie mogła siadać na dupsku.

I skończyć jako przemocowiec z niebieską kartą i zakazem zbliżania się do niej, dziecka i mieszkania.

 

Te czasy na takie akcje już dawno minęły, tak gdzieś w połowie zeszłego wieku.

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
33 minuty temu, Vishkah napisał:

Te czasy na takie akcje już dawno minęły, tak gdzieś w połowie zeszłego wieku.

Tu bardzo się mylisz. A pas ma cudowną moc dydaktyczną, wiem to z własnego podwórka i od ponad dekady wszystko cyka perfekcyjnie jak w szwajcarskim zegarku. A wystarczyło raz zdjąć go ze spodni...

Edited by Tacritan
Link to post
Share on other sites

Pierwsza sprawa. Nie możesz tracić nerwów i puszczać kierownicy . To Ty masz decydować co się będzie działo dalej.
W związku z tym zaproponuj jej terapię. Ty zaproponuj i wybierz TERAPEUTĘ nie jakąś stukniętą dzidę Fizię Pończoszniczkę- mężczyznę.
Druga sprawa, jeśli będziesz z nią rozmawiał jasne, proste komunikaty , żadne wchodzenie w wymianę zdań, żadna argumentacja logiczna i długie wywody ( patrz pierwsza linijka).
Trzecia sprawa, jak widzisz że coś się święci - nie prowokuj- idź do sklepu, na spacer z psem, robić lekcje z dzieckiem. Jeśli czujesz, że może być kiepsko bo jest wypita- NAGRYWAJ TO.
W miarę możliwości inicjuj jakieś wyjścia razem - siłka poczeka, ale wyjścia i komunikaty że chce żebyście wyszli jasne i proste. Nie dawaj jej wyboru typu "co byś chciała" tylko "czy chcesz iść tu czy tu" i zaczynaj, że Ty chciałbyś abyście wyszli. 
Bardzo często po takich kryzysach lub nawet w ich trakcie Pańcia chce nagle drugie dziecko bo uważa, że to "ostatnia chwila" i "to dzieciątko scali Wasz związek". Uważaj na różne "sex -spontany" z jej strony. 
Wiem , że może to absurdalne co teraz napisze ale staraj się w miejsce argumentacji logicznej, przytulać ją, obejmować , DELIKATNIE i spokojnie żartować. W żadnym wypadku nie błaznuj.
 

Link to post
Share on other sites

Please sign in to comment

You will be able to leave a comment after signing in



Sign In Now
  • Similar Content

    • By jacekkostrzynski
      Witam,
       
      Opisywałem swoją historię już w innym temacie, jednak zbanowano mnie bodajże za nieprzeczytanie regulaminu, itd. - napisałem ją niedokładnie, chciałbym teraz dokładnie przybliżyć swoją historię.
       
      Poznałem się z nią w 2013 roku, pod koniec, miała wtedy 18 lat, ja 23. Ja miałem wtedy szalenie wysokie wymagania, sparzyłem się już wcześniej na kobietach, ale nie zostałem w jakiś sposób zrobiony na szaro, mimo, że miałem do czynienia z całkiem niezłymi agentkami. Nie miałem dużych problemów nigdy z odczytaniem natury kobiety, aż do TEJ kobiety, o czym dalej się dowiecie.  Dziewczyna ze śląska, trochę patologia- matka wszystko trzymała w ryzach, ojciec chlał, spodnie nosiła matka choć ojciec nie był pantoflem, bardziej się żarli, ale ojciec wychodził kiedy chciał i pił kiedy chciał. Po prostu się żarli, facet na pewno nie trzymał wszystkiego typowo krótko, ale pantoflem też nie był skoro wychodził i pił kiedy chciał.
      Co do dziewczyny... może właśnie dlatego tak ciężko było mi się z nią teraz rozstać, bo to nie była zwykła 'myszka'.
       
      Ja wiem jak to standardowo brzmi, bo trochę już to forum czytam i standardowy zwrot 'moja myszka taka nie jest' znam. Wiem też jednak, że ktoś tu kiedyś pisał, że dużo by dał za dziewczynę która lubi jakiś tam utwór/muzykę (nie pamiętam jakie). No więc właśnie ta 'myszka' taka była. The Doors, Velvet Underground (z Nico), Edgar Allan Poe, Pink Floyd, lubienie klimatów fińskich lodowców, zimy, itd. To może być dziwne ale wtedy miałem tak wysokie wymagania, że oprócz wyglądu, itd. laska MUSIAŁA znać te klimaty. Wychodziłem z założenia, że tylko poprzez umysł, intelekt odnajdę 'swoją' drugą połówkę. I wiecie co, coś w tym jest, niełatwo taką znaleźć, ale jak już to się stało... HAJ HORMONALNY NIE Z TEJ ZIEMI. Generalnie była to introwertyczka.
      Ale nie tylko haj hormonalny. Piękne wspomnienia, ale dziewczyna też była naprawdę pomocna. Jeździła do mnie prawie co tydzień na weekendy z biednego śląska do WARSZAWY - kupa kilometrów. To chyba dużo mówi, naprawdę dużo z siebie dała.
      Potrafiła któregoś razu w lecie płakać w pociągu, że 'nie jest już jak dawniej' gdy nie widzieliśmy się trochę dłużej niż dwa tygodnie.
      Owszem, ogólnie więcej ja zapłaciłem za te bilety (choć dokładała się ile miała) ale trudno oczekiwać, żeby laska miała kasę, nie pracowała jeszcze. Ponadto pracowała jako sprzątaczka przez chwilę... po prostu dziewczyna jak z marzeń. Skromna, dobra, znająca wartość pracy. Czułem, że Pana Boga za nogi złapałem. Przede wszystkim to poświęcenie. Raz wzięła nawet pożyczkę żeby mieć za co do mnie przyjechać. I to kto, ona, 20-21-letnie wtedy już dziewczę, studiujące, z biednego domu, bez kasy. Naprawdę bardzo to ceniłem. 
       
      Potem oczywiście zaczęło się trochę psuć. Mniej więcej po dwóch latach związku wysłała mi SMS, że nie będziemy już razem.
      Wiem jak to wygląda, typowe; 'nie wiem co czuję', jednak faktem jest, że ten miś dobry nie był. Dziewczyna dużo się poświęcała, a ja w sumie odganiałem ją gdy chciała mnie głaskać, krytykowałem, potrafiłem zjebać za złą minę; choć faktem jest, że widziałem u niej sukowatą minę a znam się na ludziach i wraz z dalszym upływającym czasem okazało się, że miałem rację. Wtedy jednak oczywiście jedyne co zrobiła to tylko ta mina, więc ciężko uzasadnić moją zjebę, potem okazało się, że zadłużyła się na ten przyjazd i podobno dlatego była taka niewesoła.
      Bardzo przeżyłem rozstanie, myślałem nawet o samobójstwie, nagle Pani już nie była taka miła... potrafiła mi napisać 'ale nagle jesteś świętojebliwy' gdy trochę na siłę udawałem miłego w SMS-ie, żeby ją z powrotem do siebie przekonać. To, co mnie bardzo zabolało to tekst, że poznała kogoś i jest dla niej interesujący. Potem okazało się, że całą historię (podobno) zmyśliła. Chciała żebym się o nią starał. No i starałem się, choć krytykowałem w SMS-ach jej wygląd, jej skórę - widać było, że ją to ruszało, a ja robiłem tak w złości z powodu tego, że tak mnie wystawiła. Pisałem tak, żeby jej pokazać 'co naprawdę myślałem' o jej wyglądzie. Choć dziewczyna była ładna, mleczna cera, blondynka.
       
      Przybrałem taktykę, żeby być dla niej miły ale nie nagabywać za często, po prostu powolne podchody. I udało się, wróciła do mnie. Potem było dalej miło, potem przyjechała na moją obronę magisterki, była ze mną w tym dniu. 
      Następnie jednak, a był to już ok. grudzień 2016 zaczęły się kolejne kłótnie. Niedługo wcześniej, w wakacje tego roku zaczęliśmy w końcu uprawiać seks. Dość późno, może dlatego, że nie było to dla mnie najważniejsze w naszej relacji, naprawdę patrzyłem oczyma miłości do niej jako do CZŁOWIEKA, DUSZY, mojego dopełnienia, a nie obiekt seksualny. Może tym jest właśnie prawdziwa miłość, kiedy ta druga osoba wcale tak bardzo Cię nie pociąga seksualnie, bo jest tak 'bliska', prawie jak siostra, choć jednak partnerka?
      Seks generalnie był piękny, byłem jej pierwszym, straciła ze mną dziewictwo.
      Na obronę mojej inżynierki (inżynierkę zacząłem dziennie równolegle z zaoczną magisterką którą skończyłem wcześniej) nie przyjechała, byliśmy w kłótni, dość powiedzieć, że moja matka pytała ją czy przyjedzie na uczczenie tej inżynierki i ociągała się, w końcu nie przyjechała.
       
      Potem pojawiły się ostre kłótnie, nie chciała się do mnie przeprowadzić od razu, tylko po licencjacie, za rok, nie chciałem tyle czekać. Podświadomie chyba czułem, że coś jest nie tak, zacząłem szukać innej- udało się. Specjalnie cyknąłem sobie z nią fotkę. Tuż przed spotkaniami z nią, moja dziewczyna pisała mi na fejsie jakieś płaczące buźki, itd. pisałem jej, że między nami koniec. Milczałem około miesiąc, ona odezwała się ona, kazałem jej spierdalać. Potem jednak ta 'nowa' laska mnie rzuciła, napisałem więc do mojej dziewczyny, a ona już nie była taka miła. Pytałem czy mnie kocha, a ona 'nie potwierdzam ani nie zaprzeczam, rozstaliśmy się'. Była wręcz chamska, milczała 2 dni, potem wysłała jakiś głupi filmik, ja go skrytykowałem na co ona nazwała mnie 'polaczkiem' z którym nikt nie będzie. Wkurwiłem się i wysłałem jej specjalnie fotkę z tamtą nową a potem życzyłem 'wszystkiego najlepszego' z satysfakcją. Laskę bardzo to rozsierdziło, pisała mi o karmie która nie dosięgnie, potem, że też nie próżnowała, ma wspaniałego przyjaciela, itd. Wyśmiałem ją i pożegnałem.
       
      Po dwóch miesiącach milczenia odezwała się - jako, że byłem wciąż sam i wciąż trochę tęskniłem pozwoliłem jej wrócić. Okazało się, że faktycznie był jakiś 'kolega' ze studiów który proponował jej podwózkę, na co ona zbyła go TYLKO TYM, że kończy trochę wcześniej zajęcia, a NIE TYM, ŻE MA NP CHŁOPAKA (maksymalny fail). Pokazała mi w pełni swojego fejsa, dała hasła i czytałem wszystkie jej rozmowy z chłopaczkiem. W sumie takie pierdu pierdu o niczym, nie widziałem tam umawiania na spotkania z wyjątkiem umówienia na danie kserówkę z notatkami na uczelni, jednak rozmawiali sobie, 'żartowali' w najlepsze, co ciekawe także wtedy kiedy ja się z nią równolegle kłóciłem. Pamiętam, że właśnie wtedy pisała mi, że potrzebuje czasu i na razie zaprzestańmy spotkań. Teraz już wiem dlaczego... Mimo wszystko bezpośredniego dowodu na zdradę nie widziałem, nie było nic o umawianiu się na spotkania, te rozmowy to były takie 'heheszki' o niczym, jednak dość częste. Znalazłem moment, gdy narzekała do niego, że moja matka (a nazwała ją: MATKA MOJEGO BYŁEGO, mimo, że nie rozstaliśmy się wcale jeszcze wtedy, po prostu były kłótnie i dni milczenia) ją dręczy o jakiś przyjazd... Tak, chodziło właśnie o ten przyjazd na uczczenie mojej inżynierki. 
       
      No nic, pozwoliłem lasce wrócić, jednak nie ufałem jej i nie mogłem ścierpieć tego, że z nim pisała. Ona też jakby zaczęła mi specjalnie zabierać pilot, itp. jak mówiła, żeby 'sprawdzić czy ją pobije, bo czuje, że tak'. Zacząłem jej jakoś lekko wykręcać ręce, odpychać. Powoli zaczynało to już wyglądać źle, raz dziewczyna doskoczyła do mnie gdy po kłótni postanowiłem przejść do innego pokoju - odepchnąłem ją na co dostałem z liścia -szok, natychmiast odpowiedziałem, potem jeszcze dostała kilka razy po gębie, żeby nauczyć ją porządku. Potem na kilku jeszcze spotkaniach powtórzyły się momenty, kiedy na jej odpysknięcie uderzyłem ją z liścia. 
       
      Bardzo tego żałowałem, a gdy ona pakowała się, wybiegałem nawet za nią prosząc, żeby wróciła do mieszkania. Cóż, nie czułem się jak pizda, bo faktycznie miałem bardzo dużo za uszami, inna dziewczyna po czymś takim, zresztą słusznie, odeszłaby na zawsze. Nie chciałem jej stracić, wciąż wierzyłem, że wszystko naprawimy.
       
      Znów zaczęła być niemiła i wręcz jakby sama proponowała rozstanie po tym wszystkim co się zdarzyło. Potem przyjechała do mnie w lutym tego roku. Na dwa dni przed przyjazdem napisałem jej, że nie ufam jej w ogóle po tamtej historii z tym kolegą, na co ona napisała: 'To spadaj'. Wkurzyłem się na maksa, natychmiast odwołałem bilet, nagle zaczęła przepraszać i dzwonić. Czułem, że chce przyjechać głównie dlatego, że obiecała swojej 11-letniej kuzynce, że pokaże jej Warszawę, a że ona jak typowa kobieta chciała zawsze dobrze wypadać przed rodziną, ludźmi, ciotką (matką tej dziewczynki) to pewnie na tym jej tak zależało. Seks na spotkaniu był... cóż, mówiła, że na razie nie chce, czuje, że nie jest dobrze, czuje, że jestem dalej agresywny i choć trochę taki byłem, to daleko było mi już od tamtej agresji. Chciałem naprawdę dobrze. Na drugi dzień jednak doszło do seksu, seks był ok. Po spotkaniu powiedziała mi, że powinniśmy sobie mówić o wszystkim a ona czuła się źle przy mnie, nie czuła się swobodnie, czuła, że nadal mam w sobie agresję. Pokłóciliśmy się, na drugi dzień napisała co słychać ja ją trochę zwyzywałem, napisałem, że za to, że próbowała wczoraj wjeżdżać mi na wyrzuty sumienia, nie spotkamy się w ten weekend. I nie spotkaliśmy się, milczeliśmy prawie miesiąc (sic!), parę dni temu Pani widząc, że chyba się nie ugnę i nie odezwę wywaliła mnie ze znajomych. Bardzo mnie to wkurzyło, ale miałem przygotowany plan rozstania - napisałem do jej mamy (celowo nie do niej, żeby pokazać, że ode mnie już ani słowa w swoim życiu nie otrzyma) żeby pogoniłą ją z odesłaniem mi pierścionka zaręczynowego. Panna napisała tylko w sms-ie, że myślała, że umiem rozstać się z klasą i że niczego mi nie utrudnia ani nie trzyma na siłę.
      Od tego czasu milczenie.
       
      I tak się zastanawiam, co robić? Bierze mnie ciągle chęć, żeby jednak do niej napisać, dać sobie jeszcze jedną szansę, choć boję się, że będzie nagle opryskliwa, kto wie, może od jakiegoś czasu z kimś 'pisze', może nawet to stary orbiter?
      Był też krótki epizod w którym Panna po którymś spotkaniu na którym dostała z liścia, a po którym pokłóciliśmy się i milczałem, Panna zadzwoniła trochę z płaczem, że tęskni, ale też, że dwa dni temu założyła profil na sympatii bo chciała się 'podleczyć'. Kazałem jej go wykasować, zrobiła to. Faktem jest, że było to rzeczywiście dwa dni wcześniej, bo podała mi maila z listem aktywacyjnym. Wydaję mi się, choć naprawdę nie jestem pewien czy dobrze myślę, że od tamtego momentu jednak jest bardziej opryskliwa- może to jednak ukryta atencjuszka która nagle zobaczyła ile to może mieć fagasów?
       
      I teraz zastanawiam się co robić. Z jednej strony wątek z tamtym orbiterem... niby do niczego nie doszło, jednak za moimi plecami z nim rozmawiała. Faktem jednak jest, że te buźki płaczące, że się rozstajemy wysyłała mi będąc wciąż w toku rozmów z nim, a te rozmowy wyglądały jak 'heheszki' więc może faktycznie miłość, przywiązanie do mnie jest tutaj realne? Ale niepokojące jest, że była w stanie napisać do niego 'matka mojego byłego'. Zastanawiam się co robić, wiem, że wielu pewnie napiszę, odpuść sobie ją, ale zauważcie, że piszecie to w 99% tematów tu, a może faktycznie ona nie jest warta, żeby ją sobie odpuścić?
       
      Faktem jest, że nie wszystkie kobiety to koszmarne manipulantki, znam niejedną parę która jest ze sobą całe życie - rodzice kumpla np, itd - nie są to przecież jakieś archaiczne roczniki, a więc jak widać - da się? da się. Może jednak iść za teorią o naprawianiu a nie wyrzucaniu i zmianie na nowe, co jest usilnie promowane w dzisiejszych głupich czasach.
       
      Poradźcie co robić, nie jestem pewien, coś mi mówi, że ona mogła naprawdę mnie kochać i zasługiwać, żebym się jeszcze raz postarał, wręcz wystawił na łatwe wyśmianie i wyjebanie.
      Szkoda mi, bo naprawdę czułem, że do siebie pasujemy a przez całkiem długi czas to była piękna relacja, bez żadnych shit testów, laska poświęcała się, potrafiła nawet raz pojechać do Łodzi złożyć jakiś papierek w moim imieniu gdy ja byłem na wakacjach w Anglii w pracy.
      Poradźcie co robić, prosiłbym jednak o wczucie się w sytuację, a nie z góry - pożegnaj Panią.
       
       

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.