Jump to content

Recommended Posts

Dzień dobry,

 

Przechodząc do sedna sprawy, mam kolegę, który bardzo dziwnie zachowuje się w stosunku do mnie, m.in:

  • Szczypie mnie w bok (wiem, że w tym momencie połowa z Was pomyśli sobie, że jestem jakimś 12 letnim trollem, skoro skarży się na szczypanie, ale naprawdę on to robi tak mocno, że ku....sko boli)
  • blokuje mi przykładowo ramię i nie puszcza przez kilka sekund (nie mogę się ruszać)
  • Łapie mnie za koszulę i mocno ją wyciąga (połowę ubrań mam wyciągniętych)
  • Odwala akcje typu, zrzuca mnie z krzesła ale w ostatniej chwili mnie łapie i sadza na nim z powrotem (teoretycznie nic mi się nie stało) i przy wszystkich komentuje głupio typu "dlaczego się mnie boisz? nic ci nie zrobię, nie bój się mnie tak człowieku"

 

Od wielu wielu miesięcy proszę go aby tak nie robił, lecz za każdym razem odpowiada mi w stylu "No przecież wiesz Tomek, że to tylko tak dla żartów, no przecież wiesz, że ci krzywdy nie zrobię.", albo "Jesteśmy kolegami, przecież to są tylko takie żarty, krzywda ci się nie stanie"

 

Uprzedzę niektóre komentarze typu:

  1. "Daj mu w mordę" - Nie jesteśmy jakąś patologią spod dworca tylko normalnymi zwykłymi ludźmi. Kolega po prostu ma takie odpały, które są naprawdę cholernie uciążliwie. Nie jesteśmy szkolniakami aby dawać sobie w zęby, a na następny dzień się godzić.
  2. "Przestań się z nim spotykać" - Akurat tak się składa, że nie spotykamy się na osobności. Nasze spotkania zawsze są w grupie kilku osób, jesteśmy bardzo zgraną paczką i gdybym miał się nie spotykać z tym kolegą, to automatycznie nie spotykałbym się ze wszystkimi kolegami (bo zawsze spotykamy się wszyscy razem)

 

Szczypanie, blokowanie rąk, jakieś popychanie i łapanie mnie w ostatniej chwili, szarpanie za ubrania itp - to jest naprawdę cholernie uciążliwe.

Czy ktoś ma jakiś pomysł w jaki sposób rozwiązać ten problem? :(

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
  • Replies 91
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

@Tomek9494 Odpowiem ci z poziomu osoby która była na twoim miejscu.   ,,Twoja Paczka” to goście którzy myślą o tobie i nie szanują cię jak twój prześladowca. Ty nie masz tam znajomych. To ni

Kolego @Tomek9494 witaj na planecie małp. W przedstawianym przez Ciebie problemie jest pewna niespójność. Z jednej strony piszesz, że Twoja grupa znajomych to "normalni" ludzie, a z drugiej strony two

Uwierz mi, że lepiej być samemu niż zadawać się z taką "ekipą".  Zachowanie "kolegi" jak na typowego prostaka przystało, dziwi jedynie bierność reszty, która zapewne ma przy tym jeszcze ubaw. Nie ma c

Zrób mu to samo nie szanuje cię i tyle mogę się założyć że zareaguję agresywnie wtedy nie możesz ulec , pójdzie wymiana zdań albo ciosów wtedy już nie będzie ci robił takich akcji. Jak słowa nie działają to co ty chcesz szanuj swoję pieniądze swoję ubrania i swoją godność.

Edited by WsiunzSuchej
  • Like 6
Link to post
Share on other sites

Czyli co też mam go szczypać i ciągnąć za kurtkę? Przecież to nie jest w mojej naturze by zachowywać się jak jakiś kretyn. On mnie uszczypnie to ja też go mam uszczypnąć? To jest jedyne lekarstwo?

Link to post
Share on other sites

Zacznij mu robić Ty rzeczy których nie lubi i mów tak jak on Tobie. Użyj wyobraźni. 

A jeśli wyskoczy do Ciebie z łapami, bo tak też może być odpłać mu tym samym. 

Szanuj się! 

  • Like 4
Link to post
Share on other sites

To czego doświadczasz to skutek jakiejś twojej postawy i zachowań, pomyśl co jest takiego w twojej postawie lub zachowaniu co prowokuje go to takich reakcji. Są może jakieś kwestie w których okazujesz słabość? Pozwoliłeś mu przekroczyć granicę i teraz sprawdza jak daleko może się posunąć, na ile jesteś uległy i na co może sobie pozwolić. Na moje oko brakuje Tobie jasnych granic odnośnie tego na co mogą sobie pozwolić wobec Ciebie inni ludzie.

  • Like 3
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
12 minut temu, Tomek9494 napisał:

 Przecież to nie jest w mojej naturze by zachowywać się jak jakiś kretyn.

Powiedziałeś mu kiedyś że jest kretynem i żeby się odjebał bo mu tą wyciągnięta koszulkę wsadzisz do dupy czy coś podobnego jeżeli nie to ty zachowujesz się jak kretyn, koleś cię maltretuje a to nie jest w twojej naturze żeby się bronić, podejrzewam że jeszcze jesteś w podstawówce asertywnośći i szacunku do siebie szkoła cię nie nauczy więc nie marnuj czasu i ucz się życia?

Edited by WsiunzSuchej
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Przyjeb mu z liścia. Powiedz, że sobie nie życzysz takich zachowań w stosunku do siebie.

Jak będzie się pultał, to powiedz mu:

- "Rafał, przecież nie zrobię Ci krzywdy, jesteśmy kolegami. Jakbym chciał Ci zrobić krzywdę do dostałbyś z pięści"

 

To nie leży w twojej naturze tak? 

No to daj mu się dalej napierdalać. Gadać mu możesz przez następne kilka lat...

  • Like 4
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
34 minuty temu, Tomek9494 napisał:

"Daj mu w mordę" - Nie jesteśmy jakąś patologią spod dworca tylko normalnymi zwykłymi ludźmi.

Brak słów kolego, po prostu beka z Ciebie. Kolega normalny widzi w tobie pizdeusza właśnie tak myślącego i dlatego robi co robi i będzie robił dopuki nie postawisz granicy. Musisz mu powiedzieć, że jeśli jeszcze raz to zrobi to mu przyjebiesz i w razie czego bez słowa to zrobić. Najlepiej centralnie w nos aby miał mniejsze siły i mozliwosci aby pójść za ciosem. 

Chyba, że chcesz zostać normalnym popychadłem. 

  • Like 3
  • Thanks 2
Link to post
Share on other sites
35 minut temu, Tomek9494 napisał:
  1. "Przestań się z nim spotykać" - Akurat tak się składa, że nie spotykamy się na osobności. Nasze spotkania zawsze są w grupie kilku osób, jesteśmy bardzo zgraną paczką i gdybym miał się nie spotykać z tym kolegą, to automatycznie nie spotykałbym się ze wszystkimi kolegami (bo zawsze spotykamy się wszyscy razem)

 

Czyli wolisz robić za błazna w tej ekipie? 

 

Chłop Cie nie szanuje, robi z Ciebie totalną ścierę w twojej grupie, a Ty co chcesz od nas się dowiedzieć? Merytoryczne rozmowy nie mają sensu,  to pora użyć siły. 

 

 

Nie wiem czy masz siłę fizyczną czy nie, ale coś poszła nie tak, ja bym w życiu nie dał sobą tak pomiatać w imię czego? Jakichś zjebanych "przyjaciół", którym to nie przeszkadza? Gdyby była tak zgrana paczka jak mówisz, samo by rozwiązali problem, jesteś tam najniżej jak się tylko da. 

 

 

Pierdolil bym taka "paczkę" i takiego "kolegę", którzy mnie gnoja, przy wszystkich zasadź mu liścia ostrzegawczego i zobacz co się będzie działo, podejrzewam, że zmięknie i będziesz w tej swojej "paczce" dalej. 

 

Ja bym mu zajebał już dawno temu, a "paczka", gdyby miała do mnie wąty, przestała by być moją ekipa. 

 

 

Szanuj się, bo za rok dwa będą Ci sikać na głowę i będziesz ich usprawiedliwiał. Liść to nie bójka, ale jak nie potrafisz się inaczej bronić słownie to, albo spierdalaj, albo znajdź odwagę na postawienie się oprawcy. 

  • Like 3
Link to post
Share on other sites

Dziękuję za odpowiedzi, audycję Pana Marka słuchałem odnośnie tego tematu

 

Lecz u mnie pojawia się ten problem, że gdybym chciał go uszczypnąć tak samo jak on mi to robi to na 99% kolega nic by nie poczuł i tylko by się ze mnie zaśmiał.

Gdybym mu zablokował rękę (tak jak on mi to robi) to w ogóle nie miałby problemu by to odblokować.

 

Problem w tym, że ja nie mam takiej siły fizycznej jak on i nie jestem po prostu w stanie się do końca bronić. Wiem, że gdybym go np uderzył w twarz to ja mógłbym wylądować w szpitalu i wtedy byłoby po zawodach.

 

Też byście startowali do 2 metrowego typa jak tutaj piszecie?

Edited by Tomek9494
  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Nie graj w jego grę bo nie wygrasz, koleś ma na pewno jakiś słaby punkt. Twoim jest słabość fizyczna, a jego? Może ma problem z kobietami? Może ma pryszcze? Zaatakuj tam, ale nie graj na jego zasadach bo przegrasz, one są ustawione pod niego, a nie pod Ciebie. To też nie może być jakiś bardzo słaby punkt, musisz to wyważyć. Bo jak koleś ma ojca alkoholika, a ty w to uderzysz to będzie słabym pomysłem.

Edited by Lucjusz
  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Tomek9494 napisał:

Też byście startowali do 2 metrowego typa jak tutaj piszecie?

Tak w swojej obronie startowałem do większych od siebie. Zazwyczaj okazywali się nie tak "potężni" jak mi się na początku zdawało, jeden nawet zaczął płakać jak się na mnie rzucił i padł po 2 strzałach mówiąc "co mi zrobiłeś psychopato". 

 

 

Twój wybór, ja nie chciałem żeby mi lali na głowę za jakiś czas. 

 

 

To powiedz jakich rad chcesz? Siła fizyczna nie, powiedzieć coś to ma chłop wyjebane? Jakiś inny plan?

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Tomek9494 napisał:

Też byście startowali do 2 metrowego typa jak tutaj piszecie?

Ja się kiedyś nie dałem obić typowi który ma 193 wzrostu 😁 A sam mam 175.

  • Like 3
Link to post
Share on other sites
7 minut temu, Tomek9494 napisał:

Problem w tym, że ja nie mam takiej siły fizycznej jak on i nie jestem po prostu w stanie się do końca bronić. Wiem, że gdybym go np uderzył w twarz to ja mógłbym wylądować w szpitalu i wtedy byłoby po zawodach.

 

Też byście startowali do 2 metrowego typa jak tutaj piszecie?

No a on by wylądował w sądzie.

 

Tak startowałbym do dwumetrowego byka, bo to prawdopodobnie pizdeczka umysłowa, która być może jak się mu postawisz, zacznie się bać bardziej niż ty.

Bałbym się mocno, ale w tym momencie nic mnie by nie zatrzymało przed bójką. 

 

Pewnie bym przegrał, ale na pewno on by łatwo nie wygrał, dałbym mu popalić, wytarzałbym go po ziemi.

 

Tu nie chodzi o rezultat "pojedynku", a o to czy wystawisz swoją dupkę do Anala bez walki.

 

Oczywiście, jeśli chcesz to możesz dalej się walić w kakao.

 

 

PS:

Miałem tylko jedną taką sytuację w dorosłym życiu.

Siedzieliśmy na imprezie z kolegą obok siebie, jakaś tam wódeczka etc. On się mnie dam coś czepia, drażni etc.

Jest to typowy łysy byczek, ale wzrost ok. 185 cm, z tym że ja 176cm, cherlawa budowa ciała, 68 kg.

Coś tam mnie drażni, łapie za głowę etc. On chodził na siłownie wówczas i był przykokszony, łapę miał jak górnik. 

I co?

Też go złapałem za kark i położyłem go na sofę, na której siedzieliśmy. Potem on mnie na dół, potem ja jego. Siłujemy się, tarzamy, turlamy i nagle on na stół poleciał, taki mały stolik kawowy na którym stały jakieś sałatki etc. Stolik się wyjebał do tyłu obaj poobijani, widziałem na jego twarzy, że się chłop spocił, czerwoniutki :D I odpuścił - ja wiedziałem, że nie odpuszczę, nie ma nawet chuja we wsi, to on ma się wycofać.

No i tak się stało, mocny raban się zrobił, inni jak wryci się patrzą na debili, a dziewczyna tego gościa go ostro opierdoliła, że policję wezwą sąsiedzi xD

 

Będę mam z tego do dziś. 

 

I co?

Potem już nie było zaczepek, a kolegujemy się do dziś :) 

 

Wniosek jest prosty. Gadać to sobie możesz w sądzie, a wśród kolegów masz mu stawić czoła i nie ważne że ważysz 50kg, a on 100kg.

 

Wylądujesz w szpitalu??

To to kolego fajnych masz znajomych.... W takiej bójce powinniście po wszystkim przybić piątkę i pójść na piwo, a jak gościo chce cię skatować, to jebać typa, niech spierdala.

Edited by Carl93m
  • Like 2
Link to post
Share on other sites

@Tomek9494, nieistotne ile ma wzrostu. Jak mu zrobisz coś niespodziewanego z jego punktu widzenia, czyli mu przypierdolisz, to się mocno zdziwi. Uległość ofiary tylko wzmacnia kata. Swoją droga, po co utrzymujesz z taką patolą kontakty? To gówno, nie żadna paczka. Przyjaźni Tobie ludzie nigdy by nie pozwolili na takie zachowania.

  • Like 5
Link to post
Share on other sites

@trop Tutaj jest właśnie problem, że jak ja go zacznę szczypać to on po prostu zacznie się śmiać (nie mam takiej siły w palcach jak on), więc robienie mu to samo to trochę takie wybieranie się z szabelką na czołg.

@Lucjusz Wydaje mi się, że po prostu nie mam w sobie jakiejś asertywności. Nie potrafię komuś powiedzieć by przestał mi dokuczać bo boję się tego, że dostanę w zęby a nie mam takiej siły aby komuś oddać. Masz rację, że granie na jego zasadach to jak wycieczka z szabelką na oddział pancerny. Tylko, że jakie on ma słabe punkty? Za bardzo ich nie widzę, gościu jest naprawdę życiowo ogarnięty. Pod względem kobiet przewyższa mnie stokroć.

@Patton Audycja bardzo dobra, słuchałem jej kiedyś. Tak jak wspominałem nie mam u siebie zaplecza w postaci ,,dania komuś w mordę". Wiem, że mogę dostać x2 większy wpiernicz niż sam mogę komuś sprzedać.

@WsiunzSuchej Nie wiem po co te wycieczki personalne w moim kierunku, że jestem kretynem albo w podstawówce. Mam taką naturę, że nie potrafię powiedzieć do kogoś silniejszego aby się odjebał ode mnie.

@Carl93m @MaxMen Tylko, ze jak ja mu dam z liścia to za kilkadziesiąt minut wyląduję w szpitalu - naprawdę nie ma innego rozwiązania?

@Turop Chyba nie chcę robić za błazna w ekipie. Masz rację, muszę po prostu stamtąd uciekać bo inaczej tego nie rozwiąże.

@Obliteraror Wydaje mi się, że gdybym mu dał z liścia to byłby naprawdę zaskoczony :D Ale wtedy dla mnie kończy się to szpitalem.

 

Dziękuję za wszystkie rady! Doszedłem do wniosku, że po prostu opuszczę paczkę kilkunastu znajomych bo ja nie jestem w stanie mu nic zrobić. Nie mam na tyle siły fizycznej by się z kimkolwiek konfrontować a z drugiej strony nie chcę robić za jakiegoś błazna w ekipie.

Szkoda bo zostanę już całkowicie sam. Lecz jak pisałem nie mam w sobie takiego ,,ognia" aby komuś coś odpowiedzieć albo by kogoś uderzyć. Nie mam na to po prostu siły, no trudno. Sikać sobie na głowę na pewno nie dam, więc pozostaje opuszczenie środowiska i tyle.

 

Edit:

 

Myślałem aby mu po prostu powiedzieć, że nie będziemy się już więcej spotykać ze względu na to iż nie ma do mnie szacunku.

Edited by Tomek9494
Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Obliteraror napisał:

To gówno, nie żadna paczka. Przyjaźni Tobie ludzie nigdy by nie pozwolili na takie zachowania.

Ale on żyje w iluzji, że przecież to super zgrana "ekipa", tylko, że on zajmuje w niej najniższe miejsce. 

 

 

 

W szkole podstawowej byłem najchudszy w klasie, nie odzywałem się za dużo itp, obrali mnie za cel chłopaki z starszych klas jak i moi rówieśnicy. Nie chciałem być gnojony i zacząłem sam ćwiczyć na worku, po roku treningów, jeden starszy chłopak właśnie chciał zrobić to co Tobie, podszedł i wyciskał mi policzki jak babcia która nie widziała dawno wnuczka, dostał takiego prostego, że złamałem mu nos, farba leciała mu z pół godziny, byłem z tym u dyrektora, chcieli wzywać policję, ale rodzice wszystko załatwili. 

 

 

Później była druga próba z 2 x większym kolesiem też starszym, podchodził do każdego i walil z pieści w torbę, u mnie zanim się zamachnął dostał strzała w czoło, poleciał do tyłu jak postać z kreskówki jakieś 7 metrów i padł na ziemię, miał takiego guza jak by wyrosła mu druga głowa. 

 

 

Od tamtej pory nie boję się wyzwań i walki o swoje, chłopaki też mnie przestali prześladować, także dowiedziałem się, że pomimo mojej postury mam niesamowite pierdolnięcie w rękach, które powalało 2 x większych oprawców. 

 

 

Także, te chude ręce nie są wyznacznikiem tego, że przegrasz, poprostu zawalcz o siebie nie daj się więcej gnoić.

  • Like 6
Link to post
Share on other sites

Mam wrażenie, ze to nie zwykle podszczypywania a regularne znęcanie skoro tak to przezywasz. Chyba nie jesteś do końca z nami szczery. Jeśli czujesz, ze nie dasz mu rady to nie rywalizuj z nim na jego zasadach tylko tak jak każdy mądry człowiek twórz swoje warunki. Minimalizuj kontakt i nie bądź dla niego w porządku. Rozwijaj siebie tak by za rok być bardziej wyćwiczony i mieć większą pewność siebie.

  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
29 minut temu, Tomek9494 napisał:

Problem w tym, że ja nie mam takiej siły fizycznej jak on i nie jestem po prostu w stanie się do końca bronić.

Problem tkwi w tobie, bo niestety swoją postawą ofiary zachęcasz swojego "kolegę" do takich działań.  Boisz się go, jesteś niepewny, podejrzewam, że nawet twoje protesty brzmią tak słabo, że nic sobie z tego nie robi.  Inna rzecz, że to zwykły chuj jest a nie żaden kolega. A koledzy z paczki, którzy na to patrzą i nie protestują chyba też jacyś tacy średnio zgrani wg. mnie. Po co z kimś takim marnować czas? 

 

29 minut temu, Tomek9494 napisał:

Problem w tym, że ja nie mam takiej siły fizycznej jak on i nie jestem po prostu w stanie się do końca bronić.

Moja propozycja, zapisz się na sztuki walki, albo całe życie bądź ofiarą. Sztuki walki (mogę ci polecić nawet konkretne, dobre na początek) nauczą cię nie tylko jak zadawać ciosy, ale też jak je przyjmować, oraz pewnej twardości i świadomości, że od przyjmowania ciosów się nie umiera.  

 

29 minut temu, Tomek9494 napisał:

Wiem, że gdybym go np uderzył w twarz to ja mógłbym wylądować w szpitalu i wtedy byłoby po zawodach.

Rządzi tobą strach kolego. Uwierz mi, że twarz nie jest z szyby i rzadko kiedy jedno uderzenie zabija;) Problemem jest twoje wyobrażenie bólu i wszystkich konnsekwencji ewentualnej bójki, które w sobie nie nosisz. Z takim mentalem jesteś idealną ofiarą dla swojego "kolegi". 

 

29 minut temu, Tomek9494 napisał:

Też byście startowali do 2 metrowego typa jak tutaj piszecie?

Uwierz mi na słowo (mam trochę doświadczenia w temacie) nie poznałem w życiu gościa, wyżywającego się na słabszych, który byłby naprawdę silny.  Naprawdę silni kolesie, po prostu tego nie robią, bo wolą próbować się z równie silnymi.

 

Podsumowując, jeśłi zaczniesz trenować i nie wymiękniesz, to za kilka miesięcy spojrzysz na jego "siłę" zupełnie inaczej.  

 

Edited by Tyson
  • Like 5
Link to post
Share on other sites

Tak jak koledzy wyżej.. ten chłopak Cię po prostu nie szanuje ba.. może pokazuje jaki to on nie jest mocny w obecności innych, ośmiesza Cię.. problemem jest Twoja "ciotowatość" gdybyś był twardym facetem to po jednej takiej akcji wystarczyłoby żebyś na niego spojrzał i problemy by się skończyły - ale on wie że jesteś słaby, że jesteś ofiarą i że nic nie zrobisz .. że prędzej się rozpłaczesz niż wejdziesz z nim w konfrontacje. Polecam jakieś SW ale w dobrym klubie, renomowanym a nie z kibolami, do tego siłownia.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Dziękuję za odpowiedzi,

Rozmyślam nad tym teraz i po prostu będzie trzeba zerwać znajomość, innej opcji nie widzę.

Nie mam 12 lat by się bawić w rzeczy typu on mnie ciągnie za kurtkę to ja go też.

Bić po twarzy nie mam zamiaru, nie mam w ogóle siły fizycznej by się z kimś bić.

 

Wy to opisujecie z perspektywy mężczyzn, którzy po strzale z prawej sprawiają, że oponent leci na 7 metrów do tyłu a odrzut jest taki, że ściany lecą na podłogę.

Sorry ale ja nie mam takiej mocy.

 

Gdybym go uderzył w twarz to by mnie wyśmiał - rozumiecie to?

 

Sikać na łeb sobie nie dam, po prostu urwę kontakt i tyle,

 

Jeszcze raz dziękuję za rady

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, Tomek9494 napisał:

Bić po twarzy nie mam zamiaru, nie mam w ogóle siły fizycznej by się z kimś bić.

To twoja decyzja, ale popracuj wtedy nad asertywnością, jak widzisz, że się dzieją takie rzeczy, poprostu reaguj, zawalcz o siebie. 

 

 

Ja też w jednym temacie nie mogłem użyć siły, alee, ale użyłem finansów i pomocy prawnej. Zadziałało, w każdym bądź razie jest jeden morał, NIE ODPUSZCZAJ. 

 

Znasz siebie lepiej od nas, nikt z nas nie weźmie odpowiedzialności za twoje uszkodzenia, ale zrób coś z tym człowieku.

 

 

Powodzonka i napisz jak zareagowała "ekipa", na Twoje stanowcze odejście. 

5 minut temu, Tomek9494 napisał:

Gdybym go uderzył w twarz to by mnie wyśmiał - rozumiecie to?

Tego kurwa nie doczytałem. 

 

 

 

Nie, nie wyśmiał by, zorientował by się wkoncu, że przeszkadza Co jego stanowisko względem Ciebie. 

 

 

Iluzja, iluzje, iluzją, pogania. 

  • Like 3
Link to post
Share on other sites

To nie wycieczka personalna ale chciałem ci dobitnie pokazać kto tu jest mało inteligentny i jak widać nie zrozumiałeś sam byłem popychadłem i boli mnie to jak usprawiedliwiasz swoją niemoc to jest żałosne szukaj słabych punktów oponenta znajdź sobie inną grupę bo traktują cię jak mnie kiedyś za wszelką cenę dbaj o siebie bo to na tobie się odbije znam takich co nic z tym nie zrobili i skończyli źle.

  • Like 4
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Please sign in to comment

You will be able to leave a comment after signing in



Sign In Now
  • Similar Content

    • By ewelina
      Od jakiegoś czasu mamy w Polsce możliwość przekazania 1% naszego podatku na jakąś organizację pożytku publicznego. Gdyby ktoś nie wiedział na co przeznaczyć swój 1% , to chciałam zasugerować, by wziął pod uwagę
      Fundację Tara- Schronisko dla Koni.
       
      To schronisko zostało założone w 1995 roku. Wykupuje konie przeznaczone na rzeź, konie traktowane w okrutny sposób, opiekuje się końmi porzuconymi, kalekimi.  Zwierzęta żyją tam w godnych warunkach, aż do śmierci. Oprócz koni, gdy jest taka potrzeba przygarniają też inne gatunki zwierząt, potrzebujących pomocy. Obecnie jest tam ok. 150 koni i ok. 130 innych zwierzaków.
      Schronisko od jakiegoś czasu stara się, by koń w naszym państwie uzyskał status zwierzęcia towarzyszącego człowiekowi, a nie rzeźnego.
       
       
      Dla zainteresowanych KRS: 0000223306
       

       
       
    • By FranciscoFranco
      Czołem.

      W zasadzie wątek jest trochę chyba nietypowy, ale zobaczymy czy trefna uwaga/rada tutaj siądzie w gronie.
      Historia prosta - ogólnie troszkę przejebane dzieciństwo, pogłębianie ścieku, próba samobójcza, a potem wychodzenie na prostą, własna firma, studia, ostatecznie wyjście z depresji ok 3 lata temu, potem leczenie różnych fobii.
      Ostatecznie wszystko fajnie, nie mam oporów, żeby poznawać kobiety, umówić tylko właśnie... Kiedy zaczyna robić bardziej intymnie uruchamia mi się całkowity blok i tryb ucieczki. Ostatecznie doprowadza to do rozwalania się całości, bo no cóż... wiadomo.
      Normalnie przez 25 lat miałem wszystko uśpione (zero libido) i w sumie dobrze mi z tym było, a potem wszystko wywaliło i obecnie z roku na rok, coraz bardziej sfrustrowany chodzę.
      Miał ktoś taką sytuację i poradził sobie z nią?
    • By Sile76
      Witajcie Bracia! 
       
      Przejdę odrazu in medias res - wygląda na to, że zamiast "spokojnego" rozstania krok po kroku, na które liczyłem, lub które przygotowywałem, lada moment zacznie się batalia rozwodowa. Krótko o "nas" : ja 43 lata, ona 45, 14 lat związku, 9 lat małżeństwa, zero dzieci. Aktualna jeszcze żona zarabia dużo więcej niż ja -pozycję tą osiągnęła przede wszystkim dzięki mojej pomocy.
       
      Przyszła eks-żona jest pochodzenia tureckiego, żyjemy w Niemczech. Ma siostrę bliźniaczkę, z którą tworzą, te dwie raszple, kółko wzajemnej adoracji - szans na samorozwój, prób choćby korekty własnych błędów przez to właśnie nigdy nie zauważyły. Moim jedynym aktualnym przyjacielem jest mąż tej siostry - wpakowaliśmy my się w to samo gówno mniej więcej w tym samym czasie, nie znając się przedtem. On doczekał się się w swoim małżeństwie dziecka, za cenę tutaj ciągle opisywaną. Liczy lata by mała podrosła, aby się wtedy wynieść. Zdaję sobie sprawę, że on aktualnie ma więcej do stracenia niż ja, dlatego od pewnego czasu nie mówię mu wszystkiego - raczej nie sądzę, by mógł coś zaszkodzić, ale wolę być ostrożny. 
       
      Problemy istniały od początku, niestety nie znałem wtedy tego forum, byłem białorycerzem pełną gębą - co ciekawe, w wcześniejszych związkach byłem dominujący, pewny siebie itd. Moja żona pokazywała szczególnie na początku związku zachowanie w stylu borderline. Straciłem na to wszystko mnóstwo czasu, ale z biegiem lat sytuacja polepszała się. Wiążę to z coraz niższym poziem hormonów. Na ślub zgodziłem się z klasycznych powodów - chciałem dzieci, rodziny. Wierzyłem, że sobie z nią poradzę -  lepiej, że tego nie dane mi było sprawdzić. Żona zwlekała z tematem dziecka, jak tylko się dało. Na nic były moje prośby i ostrzeżenia - mówiłem, że cele zawodowo-karierowe będzie mogła osiągnąć później, a na dziecko może być po prostu za późno... To zwlekanie zostało osiągnięte także przy pomocy kłamstw i manipulacji. Chodzi mi o to, że nie postawiła sprawy jasno, nie powiedziała: "Sile, ja wiem że ty pragniesz dzieci, ja się w tej roli nie widzę, wolę robić karierę i resztę energii zużywać na moich rodziców."
       
      Przez moje naleganie podjęliśmy dwie próby in-vitro - niestety jest po prostu za późno. Alternatywą była by obca komórka jajowa - ale w tym punkcie ja straciłem całkowicie ochotę. Żona nigdy nie podejmowała żadnych działań w tym kierunku sama z siebie - w momencie, kiedy ja się wycofałem, temat umarł. Byłem gotowy na życie z całym tym spierdoleniem, które z moją żoną ma się inklusive , gdybym wiedział, po co się męczę. Moje rozumowanie było takie: inne baby też są, jakie są, moją przynajmniej już znam, dziecko byłoby dla mnie tym powodem, by zostać z nią. 
       
      Stanęliśmy teraz na rozdrożu - ona ma tutaj bardzo dobrą pracę (nauczycielka), swoich rodziców, dla których jest niewolnicą, swoją turecką społeczność i zero powodów by zmieniać coś w tej sytuacji. Ja natomiast mógłbym także pracować w szkole, ale rozkręcam własny biznes i usiłuję dostać znowu pracę na uczelni. Około rok temu dowiedziałem się o możliwości wyjazdu do USA. Odczekałem nasze próby z in-vitro, gdyby się powiodły, zrezygnowałbym z moich marzeń i poszedł do szkoły aby zarabiać ok. 4k EUR netto miesięcznie. Ponieważ nie  mam szans na dzieci i rodzinę z moją żoną, zdecydowałem się przygotować mój wyjazd tam. Ja w Niemczech mam niestety tylko Mamę i mojego szwagra (męża bliźniaczki), nie mamy niestety kontaktu od lat z moją siostrą, która żyje także w Niemczech. Z rodziną w PL kontakt niestety w ostatnich latach się urwał. Mama jako rencistka mogłaby bez problemu w USA przebywać dłużej. Mam na myśli, że nie trzyma mnie tu aż tak dużo, kto zna Niemców, ten wie jak tu miło być potrafi... Żyję tu 30 lat- bylem nastolatkiem jak przyjechaliśmy tutaj i niestety, mimo to korzeni nie zapuściłem. 
       
      Problemy zaczęły się tydzień temu... Musiałem mojej żonie powiedzieć, że w przyszłym miesiącu polecę na tydzień do USA - muszę spotkać się tam z pewnymi ludźmi z uczelni. Co za tym idzie, musiałem wyjawić część moich planów - podkreślałem co prawda, że jeszcze nic nie wiadomo i jeśli w ogóle, to będzie to równo za rok (wszystko prawda) - ale moja żona doznała szoku. Powiedziała że "mam jej błogosławieństwo" na ten krok, ale że boi się co stanie się z nami. Prawda jest taka, że nasze małżeństwo od lat jest farsą, lub systemem, który zapewnia mojej żonie, to czego chce: fasada na zewnątrz, opieka, wsparcie, pomoc itd. plus pełna wolność jeśli chodzi o jej rodziców - bywa tam pomimo pracy 3 razy w tygodniu, w okresie zimowym - latem teściowie siedzą w Turcji. Nasze życie seksualne nie istnieje od lat.
      Wczoraj powiedziałem jej także, że za tydzień polecę do PL - muszę tam spotkać się z kimś z uczelni - i że może będę pracować w PL na uczelni w czasie semestru letniego (od kwietnia). Dziś moja żona rozmawiała z swoją bliźniaczką... po tej rozmowie odpaliła atomówkę, z błahego powodu, wyglądało to, że chciała wywołać awanturę. Zarzuciła mi, że planuję podróże wokół świata, że chce ją wymienić i założyć rodzinę w USA - prorok jaki, czy co?! 😁Oraz, że nasze wspólne życie nie istnieje - zgodzę się, to właśnie jest dla mnie powodem do rozwodu - ona zawsze podejmowała swoje decyzje, bez względu na straty. Potrafi czasem zrobić coś "dobrego", ale to nigdy nie jest czymś, co przychodziło by jej trudno, wymagało poświęcenia itd, jest "hojna" w tym, co i tak chętnie robi. 
       
       
      Szczerze mówiąc miałem / mam nadzieję na powolny i spokojny rozwód - w sensie, za rok polecę tam, co jakiś czas odwiedzę ją tutaj, a potem nagle się okaże, że on ma  innego. W jej życiu na mnie i tak nie ma miejsca - szczególnie gdy jej rodzice są tutaj. Muszę dodać, że teściowie są w pełni sprawni. Nie potrzebują żadnej pomocy. Niestety wygląda mi na to, że mojej żonie wybiło korki i wszelkie racjonalne rozmowy, decyzji nie wchodzą w grę. Na 100 procent dodała do tego stanu jej siostra - może z dystansu więcej zrozumiała. 
       
      Następne kroki mam raczej przygotowane - wedle różnych wariantów - jeśli będzie źle, mogę zwinąć manatki w 24h - niestety nie krócej, ale najważniejsze rzeczy są już zabezpieczone, następne w kolejności wywiozę jutro (jej nie będzie). 
       
      Czego oczekuję od Was, bracia? Przede wszystkim wsparcia moralnego... Boję się, że dam się "biednej dziewczynce" omotać, ale także, ostrych akcji z strony żony. Liczę na Was bardzo - gdyby nie forum, nigdy bym się nie obudził.... 
       
      Teraz moje pytanie - w przeszłości dawało się czasami normalnie pogadać z siostrą bliźniaczką żony - jak myślicie, kiedy powiedzieć jej, żeby powstrzymała moją żonę przed dzikimi aktami zemsty? Mam jak brać odwet, ale wolałbym rozstać się pokojowo...  
       
       
       
       
       
       
        
    • By roman912
      Witam, na wstępie chciałbym od razu zaznaczyć, iż to nie jest jakiś troll. Przed założeniem konta i tematu, przeglądnąłem z grubsza forum i zauważyłem panujących tutaj samozwańczych "pragmatyków", którzy zdawkowo odpowiadają na pytania, aby tylko coś napisać, a tego chciałbym uniknąć. Dziękuje za wyrozumiałość. 

      Sprawa wygląda tak, że znamy się z moją dziewczyna 2 lata jesteśmy razem od 11 miesięcy. Ja mam 23lata, ona 21, pochodzi z katolickiej rodziny, ale nie róbmy z nie  dziewicy Orleańskiej, sex jest, wszystko na miejscu. Ma nadopiekuńcza matkę, może nie tyle nadopiekuńcza, co bojącą się, że córusia zajdzie w ciąże jako panna ( jaka była by to hańba dla niej), nawet poruszając ten temat, że nie ma takiej możliwości, bo robimy to wszystko z głową i się zabezpieczamy jest równoznaczne z wpier*oleniem kija w mrowisko.
      Myślę, iż ta informacja przyda się do głównego wątku. 

      Otóż od lutego planowaliśmy wspólne wakacje, padło na góry, ja w kwietniu wszystko pozałatwiałem, zająłem się lokacją, domkiem (5 osobowy), zapłaciłem zaliczkę mamy termin zaklepany w połowie lipca (7dni), jedziemy z druga para, z moim kuzynem i jego dziewczyną (są ze sobą 2 lata). I wczoraj leżymy sobie wieczorem, atmosfera wspaniała, po udanym seksie, rozmawiamy, weszliśmy na temat wakacji a ta mi wyskakuje  "co by było, jak by dostała ultimatum, ze jej brat musi z nami jechać?" Znam ją już na tyle, że wiem, że taka rozmowa musiała gdzieś mimochodem przeprowadzona przez jej mamusi, inaczej by nie zapytała.  I to był dla mnie jak taki strzał z partyzanta w potylice, cały humor opadł (sama  zauważyła,
      mój niesmak) i pytam się, jak sobie to wyobraża, planowaliśmy te wakacje wspólnie na dwie pary, żeby spędzić fajnie razem czas, jeszcze mowie, ze nie będzie miał gdzie się wcisnąć/spać (Ona nie wie ze domek jest 5 osobowy, myśli ze 4), no ogólnie ze mi to nie pasuje, nie tak miało być.  I co mnie najbardziej zaskoczyło, dostałem odpowiedz której się całkowicie nie spodziewałem, opowiedziała coś w stylu " A co Ci on tak przeszkadza, znajdzie sobie gdzieś miejsce i nie będzie nam przeszkadzał " tak jak by nie wiem, próbowała mnie urobić na ten pomysł...
      Już szło do bardzo poważnej kłótni, ale szczęście w nieszczęściu przerwał nam telefon od mojego ojca ze akumulator mu padł i mam podjechać mu pomóc. To i dobrze, bo mam okazje zasięgnąć jakiejś porady od was doświadczonych braci. Dzisiaj będę na ten temat z nią jeszcze rozmawiał i proszę was o jakieś sensowna podpowiedź jak ja postawić dobitnie przed faktem dokonanym ze ja tego nie widzie, takiego wyjazdu ( oczywiście dla niej taka  forma wyjazdu to nie problem). 
      Powiem wam, że taki wyjazd byłby dla mnie całkowitą klapą, nie trawie tego gościa, jest w moim wieku, nie pracuje, nie studiuje, siedzi na garnuszku u rodziców, jest strasznie ciekawski, musi wszystko wiedzieć, zawsze ma racje,nawet na początku naszej znajomości z Moją pisał do mnie na WhatsApp, podając się za jakaś laskę, tak jak by chciał sprawdzić moja "wierność" no jakiś poje*any typ, na dokładkę ma jeszcze jakieś tiki nerwowe ze cały czas mruga i delikatnie szarpie łbem. Ta całość razem połączona wprawia mnie w irytacje na sam jego widok.  
      Proszę was bracia doradźcie, co mam w tej sytuacji zrobić jak to dobrze rozegrać. Dziękuje za wszystkie rady i na prawdę prosił bym bez śmieszków i uszczypliwości. 
    • By kiepura
      Witam,
       
      Znam, forum od około dwóch lat. W międzyczasie przeżyłem rozwód, bez jakiś dużych obrażeń. Zainspirowany forum zacząłem wracać do dawnych męskich nawyków, które  programował mi matrix.
       
      Biorąc pod uwagę obecne trendy, uważam że powinniśmy się bardziej zorganizować, aby szkodliwym trendom aktywnie przeciwdziałać.
      Jest do tego potrzebna struktura w postaci fundacji, dzięki które będziemy mogli korzystać z tych samych instrumentów z który korzystają nasi przeciwnicy:
       
      Są to :
       
      1. Granty samorządowe (kapslowe),
      2. Granty ministerialne,
      3. Dotacje i Granty Europejskie,
      4. Zbiórki publiczne,
      5. OPP 1% po 2 latach działania,
      6. Darowizny,
      7. Rabaty na wynajem lokali w samorządach.
       
      Dodatkowo fundacja i jej wolontariusze czyli MY mogą dostać ultra tani dostęp do legalnego oprogramowania i sprzętu z
      {link reklamowy usunięty} Rx
       
      Wyobrażam sobie strukturę operacyjną w następujący sposób :
       
      Centrala - Siedziba Prezesa
      16 Wojewódzki Oddziałów Terenowych
      Filie Oddziałów Terenowy tam gdzie będą chętni do działania.
       
      Obszarem działania była by :
       
      1. Pomoc psychologiczna i psychiatryczna dla facetów
      2. Azyl/Schronisko dla facetów wyrzuconych z własnych domów.
      3. Pomoc prawna
      4. Działania edukacyjne dla dzieci i młodzieży prezentujące prawidłowe wzory męskości.
      5. Monitoring mediów i aktywne przeciwdziałanie dyskryminacji mężczyzn
      6. Stworzenie męskiej społeczności, która wspólnie będzie się samodoskonalić na zasadach symetrycznych do środowiska Open Source
      7. Aktywnie działanie w celu obsadzenia stanowisk ławników w sądach rodzinnych przez członków naszej społeczności lub osób sympatyzujących z naszymi ideami.
      8. Stworzenie "Szkoły Dobrej Żony" - kursy, wykłady, wyciąganie z matrixa dla Pań.
      9. Stworzenie portalu randkowego przeciwdziałającego Hipergami.
      10. Wspieranie powstanie opracowań naukowych, które będą wspierać popularyzacje naszej wiedzy.
      11. Instytucjonalne podważanie i piętnowanie nieprawdziwych informacji, pojawiających się w mediach na temat polskich mężczyzn.
       
      Ze swojej strony deklaruje że jako praktyk z zakresu działania NGOsów, przekaże potrzebne informację i wzory dokumentów, jeżeli zapadnie decyzja
      o wdrożeniu do realizacji powyższego pomysłu.
       
      Pozdrawiam
       
      ps. Jeżeli temat umieściłem w niewłaściwej kategorii to z góry przepraszam i proszę o przeniesienie.

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.