Jump to content

Recommended Posts

Panowie, znowu wróciłem do swojej cholernej nieśmiałości której pozbywałem się całą gimnazjum, wpłynęło na to dużo rzeczy, nieudane związki, jebanie mnie przez większych i silniejszych, pare sytuacji na które nie miałem odwagi zareagować, nieudane podrywy, mysle ze trawka tez w pewnym stopniu, zamknięcie w domu na kwarantannie tez nie pomogło. 
 

Wygląda to tak że idę na randkę z super dziewczyną którą jaram, spotykamy się gdzieś, ja już przed samą randką zimne ręce, nerwowe ruchy, podczas spotkania uczucie ciepła, lekka potliwość, czasem brak kontroli nad głosem, mocny brain fog, rozkminianie swoich zachowań, lekki strach przed dotykaniem jej przez co nawet jakbym się tego podjął to wyszłoby to nienaturalnie. Często mówię wtedy  rzeczy automatycznie, robię rzeczy automatycznie, nie jestem spontaniczny, No nie mysle kurwa po prostu nie myślę, jakbym właśnie na ziemie zleciał. 
Panny tez czasem są zestresowane, ale im zestresowany chłop najwyraźniej przeszkadza, bo po pierwszej randce zazwyczaj już jestem spalony, jakby nie ta jebana nieśmiałość to możliwe ze miałbym dużo więcej stosunków, dużo więcej związków i ogólnie dużo więcej głębszych relacji, ale nie potrafię mówić wtedy rzeczy wprost i być szczerym tak jak zawsze. 

Często tez jest tak w grupie osób nieznajomych, albo mieszanych, rozkminiam w głowie czy nie powinienem czegoś powiedzieć i mówię coś na sile, mocny brain fog, brak tematów do rozmów, no ludzie mnie odbierają wtedy za taki beton straszny, co nie umie się wysłowić i pogadać o czymkolwiek. Poczucie humoru znika No bo każda moja rozmowa jest 100% poważna.

 

To samo przy konfliktach z ludźmi, nagle jak ktoś się do mnie spruje to zabiera mi język z buzi, zaczynają mi się trząść ręce No i tutaj akurat zazwyczaj dochodzi do przepychanek bo w tym nie mam wtedy problemu żeby zareagować, a dobrze wiem ze jakby nie nerwy i brain fog, to obeszłoby się dużo razy bez tego jakimś sprytnym pomysłem. 
 

Probuje to przepracować z psychologiem, ale narazie niewiele to daje. :( 


 

Chcialbym być przy ludziach jednocześnie sobą, niczego nie udawać i jednocześnie nie zachowywać się jak zbite dziecko, traktować randke jako coś przyjemnego, a jesli miałbym wybrać prace a randke to moj mozg prace odczytuje jako coś przyjemniejszego. 
 

Dodam jeszcze że po alkoholu i innych używkach, morda mi się otwiera i jestem bogiem rozmowy (oczywiście mówimy tu o ilościach takich kiedy potrafię w pełni składać dokładnie  pełne słowa i zdania) potrafię nawijać bez przerwy i to co mówię naprawdę ma sens, nie boje się podchodzić do obcych osób, nie boje się być wredny, chamski jesli trzeba. Rozmawiam często o poważnych i głębokich tematach, jednocześnie przeplatając to z humorem i tematach błahych, zdarza się to tez jak wpadnę w określony stan emocjonalny, vibe, w określoną wibrację, falę itd, ale taka fala to się zdarza raz w tygodniu. :) 

 

 

Pierwszych przyczyn szukam w tym ze za dzieciaka nie miałem kontaktu z rówieśnikami, aż do podstawówki, a w podstawówce tez byłem małomówny i nieśmiały. 


Nieśmiałość została zdławiona do minimum w 3 gimnazjum i powróciła jak bumerang w 2-3 liceum, ciągnie się do tej pory. 

Naprawdę strasznie mnie to frustruje i z każdą randką czuję się coraz gorzej ze sobą, bo tyle ile okazji spieprzyłem przez swój zastraszony umysł to głowa mała.
Ile razy pokazałem ludziom jak słaby psychicznie jestem bo nie postawiłem na swoim, nie byłem asertywny, nie byłem dość szczery, uśmiechając się tylko głupio ze swoim brain fogiem, a w głowie zabijałem osobę która sprawiała mi przykrość. 
 

Na tylu imprezach co byłem akuratnie trzeźwy, przewinęła mi się taka ilość okazji do poznania nowych ludzi, wkręcenia się na nowe imprezy, poznaniA fajnych dziewczyn. 


Na rozmowach o prace tez czasem gadałem od rzeczy jak jakiś szaleniec, bo nie mogłem sobie poradzić z nadmiarem hormonów stresu szalejących w mojej głowie. 
 

Zdarza się ze napada mnie to w zwykłej sytuacji kiedy na przykład idę po coś na stacje i jakoś tak mi się wkręci w głowę, ze odchodzę od lady spocony ze stresu. 

Już boję się tego jak pójdę do nowej pracy, gdzie kontakt będę miał zarówno ze współpracownikami, jak i klientami na codzień. 
 

Wystawianie się na te sytuacje nie poprawia wcale nic w mojej głowie, a wręcz przeciwnie, każda stresująca sprawa w której zachowam się jak debil sprawia ze jeszcze bardziej się później nakręcam. 

Podczas stresów ze swoją byłą, nabyłem tez awersje do seksu, w sensie tez kojarzy mi się to ze stresującym obowiązkiem, a nie z relaksującą zabawą, relaksuje to mnie trening na siłowni i to jak nie jest dużo osób bo patrzę kto by tu mógł mnie zaraz słownie zaatakować i jak się obronie. :) 

 

Samoocena legła w gruzach, po tych wsyzstkich akcjach które wyczyniałem podczas tego paraliżującego strachu. 

Z totalnego roześmianego i wyluzowanego ekstrawertyka, który nie tykał alkoholu w sumie, stałem się zamkniętym w sobie, nudnym paranoikiem, który najchętniej nie wychodziłby z domu trzezwy (oczywsicie butelki nie tykam częściej niż raz w tygodniu). 
 

Dzisiaj spotkałem się z panną która była mną strasznie podjarana po ostatniej imprezie (byłem pod wpływem kokainy i alkoholu, czyli wszelka nieśmiałość poszła się jebać), po dzisiejszym spotkaniu jestem na 80% pewny ze następnego nie będzie, a naprawdę mi się podobała. 
 

 

Myślę ze pierwszym krokiem do pokonania tej nieśmiałości jest właśnie przyznanie się ze tak jestem nieśmiały i chce coś z tym zrobić, a nie udawanie jak przez cały ostatni czas ze problem nie istnieje i udawanie jakiegoś wielkiego hura dura żeby to ukryć. 

Dajcie jakieś rady bo jak tak dalej pójdzie to skończę jako samotnik pijący sam do gierki na komputerze. Może powiedzieć coś specjalnego psychologowi żeby się lepiej zajął tym tematem, próbowałem już wielu rzeczy, żadna nie działała dobrze, albo działała na chwile. 


 

P.S problem występuje tez podczas pisania do ludzi w internecie, może nie odczuwam fizycznych skutków takich jak nerwowe ruchy, czy łamiący się glos, ale brain fog jak najbardziej. 

  • Like 5
  • Sad 1
Link to post
Share on other sites

@ZamaskowanyKarmazyn Witaj w klubie. U mnie to samo występuje przy kontaktach z ludźmi, czyli brain fog + całe zesztywnienie organizmu od stworzonego de facto sztucznie przeze mnie stresu.

Tak więc za bardzo nie pomogę, bo sam mam ten problem (a być może nawet w gorszym stadium) i to wciąż nierozwiązany.   :(

 

P.S Dopowiadając w kwestii analizy problemu. Uważam, że ma to związek z ciągłym kastrowaniem przez rodziców i próbą wychodowania idealnego beciaka  na zasadzie "nie rób, nie ruszaj, nic nie mów, bądź cały czas posłuszny". Ten program cały czas siedzi we mnie, choć staram się z nim walczyć i choć najczęściej przegrywam to czasami (rzadko bo rzadko, ale jednak) udaje się wygrać. Polecam "uosobowić" podświadomość (tak, wiem dziwnie to brzmi) i najzwyczajniej w świecie gdy wchodzą Ci myśli rozkminiowo-negatywne mów sobie "zamknij ku*** mo***" (z nastawieniem, że zwracasz się do tego słabego chłopaczka wgranego Ci przez społeczeństwo jako program, nie do siebie, a do tej "drugiej osoby"). Cały czas do skutku jeszcze w trakcie jak tworzy się myśl w głowie. O dziwo wtedy łapie mnie pozytywny flow i mogę wyjść pogadać do ludzi uśmiechnięty o wszystkim i o niczym. Ale wystarczy, że choć raz popuszczę przez chwilę jednej myśli i potem już leci załamka lawinowa i zamieniam się w zestresowaną ciotę. Tak więc trzeba być czujnym i nie pozwalać na rozwinięcie się tym negatywnym myślom w głowie ani dodatkowej sekundy.

Edited by Hubertius
  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
47 minut temu, ZamaskowanyKarmazyn napisał:

Dajcie jakieś rady bo jak tak dalej pójdzie to skończę jako samotnik pijący sam do gierki na komputerze.

Odstaw  całkowicie trawkę,  alkohol.

 

Zacznij na trzeźwo zagadywać ludzi.

 

Ćwicz się w tym, nie przejmuj początkowym betonem, wejdzie w nawyk.

 

Używki rozpierdoliły ci łeb, zatraciłeś swoje "ja"

  • Like 7
Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, RENGERS napisał:

Używki rozpierdoliły ci łeb, zatraciłeś swoje "ja"

Raczej

5 godzin temu, RENGERS napisał:

Używki rozpierdoliły ci łeb, zatraciłeś swoje "ja"

Raczej pokazały prawdziwe "ja" autora wątku, ale to nie znaczy, że wystarczy zarzucić tabletkę, czy łykąć parę głębszych i wszystko cacy.

 

Czeka Cię kolego długi trening i bedzie trwał, dopóki nie będziesz się zachowywał jednakowo na trzeźwo i pod wpływem.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, RENGERS napisał:

Używki rozpierdoliły ci łeb, zatraciłeś swoje "ja"

Szybka diagnoza, a doczytałeś że do 2 gimnazjum tez byłem nieśmiały a nie stosowałem używek? 
 

7 godzin temu, RENGERS napisał:

Zacznij na trzeźwo zagadywać ludzi.

Staram się. 
 

1 godzinę temu, Yahu napisał:

Czeka Cię kolego długi trening i bedzie trwał, dopóki nie będziesz się zachowywał jednakowo na trzeźwo i pod wpływem.

Jaki ten trening, jakie ćwiczenia i ile serii panie trenerze. :D 

7 godzin temu, RENGERS napisał:

Używki rozpierdoliły ci łeb, zatraciłeś swoje "ja"

Dodam jeszcze że o wiele bardziej rozpierdoliły mi łeb wydarzenia które wymieniłem powyżej, chociaż nie zaprzeczę ze używki tez mogły mieć wpływ. 

Link to post
Share on other sites

Przez chwilę zastanawiałem się czy przypadkiem to nie ja napisałem ten post. Witam w klubie. Różnimy się chyba tylko tym, że ja odstawiłem alko i dragi 2,5r temu i nie chodzę na żadne imprezy bo uważam, że to już nie dla mnie mimo, że nie mam nawet 30 lat.

Wydaje mi się, że naszym problemem jest brak akceptacji siebie i poczucia własnej wartości. Kłąnia się tutaj przykład z siłownią i grupą ludzi. Mam to samo.

Czy mi się tylko wydaje czy Ty wchodziłeś na jakąś bombe w czasie treningów? Zszedłeś już?

Wiesz co, zamiast psychologa, znajdz dobrego psychoterapeutę z doświadczeniem. Koniecznie faceta sporo starszego od Ciebie i bardziej doświadczonego. Taki gość może Cię pokierować w oczekiwaną przez ciebie stronę. Sam niedługo zaczynam terapie z takim facetem, czekam tylko aż trochę ucichnie koronka tutaj gdzie jestem, a nie jest to PL.

Nie trać nadzieji, traktuj to jak misję, jestem pewien, że nam się uda. Pozdr

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Po pierwsze odstaw palenie.

 

Po drugie u mnie działa tylko praktyka. Co prawda nie mam za bardzo okazji chodzenia na randki, ale często jestem stawiany w podobnej sytuacji. Zajmuje się korepetycjami i na mój przedmiot chodzą same laski. Teraz miałem przerwę od marca i był problem opanować stres przed pierwszym spotkaniem. Cały czas sobie wkręcałem, że sobie nie poradzę, że nie dam rady powiedzieć wykładu z głowy bez zacinania i gubienia się, że będzie gówno i się skompromituje. Dziewczyna wchodzi a ja spięty jak cholera, siadamy przy stoliku i mam problem z opanowaniem głosu i trzęsącymi się rękami. Gdyby to była randka, to pewnie już bym chciał uciekać bo wiedziałbym, że klapa wyjdzie totalna.

 

Po pierwszych kilku minutach stres zaczął mocno przechodzić, a mi się odpaliły stare nawyki i pierdolnąłem taką lekcję, że aż sam się zdziwiłem. Dziewczyna zadowolona, że tyle udało się zrobić w 1,5 godziny i umawia się na następny raz. Chwile po niej wbiła kolejna dziewczyna, a ja już byłem rozluźniony i rozgadany. Lekcja na totalnym luzie, sprawiająca mi przyjemność. Wszyscy rozeszli się zadowoleni i jesteśmy umówieni na następne spotkanie. 

 

W kolejne dni stres przy początku spotkania już na poziomie 10%, co przy pierwszym. Bardzo duża swoboda rozmowy z mojej strony.

 

Moim zdaniem będziesz na te randki chodził wysrany do momentu, aż sam się nie przekonasz, że one ci wychodzą. W momencie jak uda się pierwsza, druga, trzecia to stres znacznie spadnie. Na twoim miejscu w pierwszej kolejności zastanowiłbym się, co zrobić żeby następne kilka randek było udanych, bo wtedy uwierzysz w siebie i kolejne będą o wiele mniejszym wyzwaniem. Nawet nie musisz przebudowywać swojej podświadomości. Wystarczy, że przekonasz sam siebie, że spotkanie z dziewczyną nie jest dla ciebie sytuacją zagrożenia, a czymś co całkiem dobrze ci wychodzi. Możesz zostać dokładnie takim samym człowiekiem jak teraz, nie potrzeba tutaj wielkich terapii. Wystarczy tylko, że zmieni się to jedno przekonanie.

 

Może zacznij zapraszać laski na piwo do baru, a sam przychodź już po jednym? Po paru udanych razach nawet na trzeźwo będzie ci już znacznie łatwiej.

  • Like 3
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, ZamaskowanyKarmazyn napisał:

Dodam jeszcze że po alkoholu i innych używkach, morda mi się otwiera i jestem bogiem rozmowy (oczywiście mówimy tu o ilościach takich kiedy potrafię w pełni składać dokładnie  pełne słowa i zdania) potrafię nawijać bez przerwy i to co mówię naprawdę ma sens, nie boje się podchodzić do obcych osób, nie boje się być wredny, chamski jesli trzeba. Rozmawiam często o poważnych i głębokich tematach, jednocześnie przeplatając to z humorem i tematach błahych, zdarza się to tez jak wpadnę w określony stan emocjonalny, vibe, w określoną wibrację, falę itd, ale taka fala to się zdarza raz w tygodniu. :)

Jakbym o sobie czytał, ogólnie to moja sytuacja życiowa jest na identycznym poziomie jak Twoja. Jedyne co nas różni to to że nigdy nie brałem koki i nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek był ekstrawertyczny (coś pomiędzy). Natomiast do sedna...

 

Osobom nieśmiałym często wydaje się, że muszą coś zagrać w grupie, pokazać się z najlepszej strony a przede wszystkim ukryć swoją nieśmiałość (są nieśmiałe więc trenują rozmowę na siłę, przełamują się) każdy chce być duszą towarzystwa, chce czuć się komfortowo, chce być członkiem jakieś grupy, nawet pomimo, że zupełnie do niej nie pasuje i czuje się źle w ich towarzystwie! Wydaje się, że takie osoby wkręcają sobie, że muszą zachowywać się tak jak docelowa grupa (być głośne, żartować w określony sposób, docinać innym, krakać jak inne wrony), w której chcą się znaleźć. Przykładowo Twoi znajomi często chodzą na pizzę a ty jej nie lubisz, to będziesz się zmuszał żeby z nimi chodzić bo wolisz męczyć się z grupą niż być sam (tylko czy na pewno chcesz tak żyć? męczyć się z kimś?, chcesz mieć "byle jakich znajomych") Jesteś może cichą osobą i wolisz spędzić wolny czas w domu na domówce, grając w gry, a nie gdzieś na mieście - znajdź takich znajomych którzy również będą takimi osobami.

 

Problem polega na tym, że osoba nieśmiała (często introwertyczna - co według mnie odbierane jest jak coś gorszego) A introwertyzm to nie nieśmiałość! Introwertyzm to tak naprawdę zaleta! (ale nie o tym) Zarówno ja jak i ty, i myślę wiele innych osób ma bardzo wiele do powiedzenia... są momenty kiedy jesteś otwarty, śmiały masz flow i czuć, że wszystko wchodzi jak w masło, nie zastanawiasz się co powiedzieć po prostu bawisz się rozmową, dotykasz innych nie czując skrępowania, a inni odbierają cię jako super gościa (mądrego i z poczuciem humoru - tak poznałeś tą laskę) itd. Nie powinieneś zmuszać się do robienia rzeczy na które nie masz ochoty (np odzywanie się do innych żeby nie wyjść na idiotę, jak widzisz po alko do niczego się nie zmuszasz, robisz coś bo masz wyjebane (gadasz albo milczysz)) Osobiście znam osoby które są bardzo ciche, praktycznie się nie odzywają a są to osoby bardzo lubiane, to takie osoby które jak czują, że chcą coś powiedzieć to mówią, a jak nie to milczą i czują się z tym komfortowo! Najgorzej jak ktoś się przełamuje masz tzw. jak to określiłeś brain foga i próbujesz coś powiedzieć... (też to znam) wychodzi się wtedy bardzo źle w oczach innych (jak sam napisałeś) łamie się głos, gadasz od rzeczy, zastanawiasz się jak to pociągnąć dalej, wyglądasz na takiego sztywniaka (i faktycznie ludzie to tak odbierają (lepiej odbiera się osobę nieśmiałą)). Olej to! siedź spokojnie, nie mów nic jak nie masz nic do powiedzenia! Ktoś o coś pyta? odpowiedz ile wiesz, ablo nie odpowiadaj wgl, skwituj to moja sprawa... nie próbuj ciągnąć rozmowy, wymyślać tematy, bo wypada coś więcej powiedzieć (skoro ktoś pyta) Ja na rozmowie o prace robiłem tak samo, babka z HR mówi żebym o sb opowiedział, to powiedziałem krótko o sb i do widzenia, kropka, to wszystko (jak będą chcieli więcej do dopytają), proszę pytać...

 

Podsumowując:

Nie ma sensu udawać, sam wiesz, że pod lekkim wpływem jesteś super gość (i taki jesteś naprawdę). Wtedy się nie blokujesz, nie zastanawiasz. Na krzeźwo jest ciągła analiza (blokada zasobów, radości z interakcji)  co powiem dalej... jak się obronię... co o sobie powiem, dziesiątki innych scenariuszy jak wyjść z twarzą, skupianie się na mowie ciała, blokady, blokady, spięcie, brak naturalności = sztywniak, nie warto z nim gadać...

 

Najgorsze jest to, że człowiek próbuje się przełamać powiedzieć coś i odbierany jest jak cwaniak, sztywniak (miałem takie sytuację, próbowałem coś powiedzieć - oczywiście byłem bardzo zdenerwowany w trakcie) i zostałem odebrany jak cwaniaczek, osoba sztywna, wręcz głupia, bo brakowało mi języka w gębie (a wiem że tak nie jest, bo są dni gdzie jestem duszą towarzystwa i podrywanie dziewczyn idzie mi z taką łatwością jakbym robił to od urodzenia (mam super efekty)) Siedź spokojnie i nie myśl wgl co masz robić, ten stan przychodzi sam! Nie zastanawiaj się zbytnio! Wiesz jaki jesteś i co potrafisz! ah... i rzuciłbym tą koke...

  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Ja pociągnę wątek który poruszył @RENGERS bo myślę, że tutaj jest sedno sprawy.

 

Tak długo jak będziesz podbijał sobie śmiałość alko i dragami, tak długo będziesz sfrustrowany, że pod wpływem używek jesteś królem życia, a bez nich - nieśmiałym gościem. Ten kontrast w głowie będzie Cię gnębił - pod wpływem alko - król życia, na trzeźwo - nieśmiały gość. I być może to właśnie ten kontrast powoduje jakąś blokadę w Tobie, gdy nie jesteś pod wpływem. Do tego zachodzi niebezpieczeństwo, że ta wizja "lepszej wersji Ciebie" na cito jak sobie łykniesz / wciągniesz może Cię skłaniać do zwiększania dawek tych używek.

 

Taki stan rzeczy powoduje tzw. rozdwojone JA, osoba która ma taką "podwójną tożsamość" sama do końca nie wie kim jest. I nie mi oceniać, które z tych "JA" jest Twoim prawdziwym, to się IMO okaże dopiero jak używki zejdą na dalszy plan.

 

Nie używanie alko i dragów jako podbijacza nastroju i formy rozładowania emocji, a najlepiej odstawienie jednego i drugiego pozwoli Ci dojśc do ładu z tym ,kim tak naprawdę jesteś.

 

No i jak koledzy wyżej pisali, praktyka i praca nad sobą (na trzeźwo!) z nastawieniem na to, że efekty nie przyjdą instant, tak jak po alko ;) Inaczej frustracja murowana.

 

Trzymaj się!

Edited by ninja09
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

@ZamaskowanyKarmazyn

Trawa kurewsko indukuje nerwicę. Też lubię zapalić, ale wiem że 3-4dni ostrego kopcenia zrobią ze mnie zombie bez motywacji i z brain fogiem. W takim stanie o wiele łatwiej o stres.

 

Alkohol działa na GABA, na alko jesteś mistrzem gadki, ale to kredyt który musisz spłacić gorszym samopoczuciem. Ciągła stymulacja GABA prowadzi do słabszej odpowiedzi układu, również na trzeźwo.

 

O kokainie chyba nie muszę wspominać.

 

Moim zdaniem od gimnazjum do końca liceum sam uporałeś się z problemem poprzez ciągłą konfrontację ze swoimi słabościami, zobaczyłeś jaki świat jest naprawdę i klapki przerażenia spadły z oczu. W liceum pewnie sięgnąłeś po używki, było zajebiście, co? Ale ciągła downregulacja receptorów i możliwa alienacja cofnęła Cię do punktu wyjścia, do tego parę przykrych przeżyć i Twój obraz został zburzony.

 

Na początek unikaj kawy, zeń szenia, pobudzaczy. Biegaj na siłownię, nic nie bierz, dobra dieta w tym owoce, warzywa, świeże soki i staraj się zagadywać do ludzi jeśli czujesz, że masz lepszy dzień. 

Edited by Imiennik
  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Coś mi tu nie pasuje. Raz jesteś ekstrawertyk, obracasz panienki, miliony imprez i okazji do poznania ludzi, i robisz co chcesz z ludźmi a za chwilę na stacji benzynowej masz problem kupić zimowy spryskiwacz. Śmierdzi mi tu czymś zupełnie innym niż jakąś zwykłą nieśmiałością. Tylko jeszcze nie wiem czym. Może rzeczywiście prochy dają po bani. 

Link to post
Share on other sites

Witaj w klubie.

 

Masz kompleksy, jesteś za bardzo skupiony na sobie, boisz się krytyki pod swoim adresem, jesteś egoistą w relacjach z kobietami tzn. szukasz pozytywnej oceny w ich oczach, a przez to chcesz się przypodobać, one widzą, że Ci zależy, że się boisz, szukasz uznania. I tak będą wyglądały Twoje relacje z ludźmi, jeżeli nic z tym nie zrobisz. Tobie będzie zależało, oni będą mieli Ci w dupie, jeżeli będziesz przeciętny.

 

Przeanalizuj stosunki z rodzicami. Czy byli wymagający, mieli parcie na to byś dużo osiągnął? Stawiali Ci wysoko poprzeczkę? Jednocześnie obniżali Twoją wartość, wyśmiewali, nie zajmowali się Tobą?

Relacje z ojcem? Był? Uczył? Wyciągał, pokazywał, doradzał? Czego męskiego Cię nauczył?

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, ninja09 napisał:

Ten kontrast w głowie będzie Cię gnębił - pod wpływem alko - król życia, na trzeźwo - nieśmiały gość.

Najlepsze jest to, że wcale tak nie musi być, ale jeśli on w to uwierzy, to przekonanie wejdzie w rzeczywistość. Mam takiego kumpla, co myśli, że nie potrafię podrywać lasek i jakoś mi się tak w głowię poukładało, że rzeczywiście w jego towarzystwie zapominam języka w gębie, kiedy gadam z dziewczynami. Przykładowo podbijam do dziewczyny X i coś tam pierdole, gadka się klei i naglę wchodzi ten kolega tak, że słyszy o czym rozmawiamy. Z miejsca mnie ścina i rozmawia mi się o 50% trudniej.

 

Przecież w ciągu tej sekundy nic się ze mną nie stało, żebym nagle stracił umiejętności komunikacji, a jednak się dzieje. Możliwe że jesteś świetnym podrywaczem, tylko przestawia ci się jakaś wajcha w głowie i wszystko idzie w pizdu. Podświadomość potrafi zmienić w życiu tyle, że ciężko aż w to uwierzyć.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Mam właściwie to samo. Nie licząc kontaktów z kobietami.

Po alkoholu normalny gość ale wiadomo nie można cały czas chlać. Bez alko cichy, nic do powiedzenia, presja, stres itd.

 

18 godzin temu, ZamaskowanyKarmazyn napisał:

problem występuje tez podczas pisania do ludzi w internecie, może nie odczuwam fizycznych skutków takich jak nerwowe ruchy, czy łamiący się glos, ale brain fog jak najbardziej. 

Dlatego też stawiam, że to przez używki. Ja tego nie mam.

 

Dosłownie zlansowało Ci mózg i teraz tylko na dopalaczu działa poprawnie.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Wielki Mistrz Zakonu napisał:

Śmierdzi mi tu czymś zupełnie innym niż jakąś zwykłą nieśmiałością. Tylko jeszcze nie wiem czym. Może rzeczywiście prochy dają po bani. 

Wklej sobie to ze pomiędzy imprezami i byciem ekstrawertykiem i królem rozmowy, wchodzi wydarzenie gdzie dziewczyna jebie mi łeb psychicznie, robi dziwne jazdy, olewa mnie, po prostu niszczy mnie psychicznie, rozpowiada wszystkim swoim znajomym (w tym tez moim jakim złym człowiekiem jestem), po czym zwala całą winę w związku na mnie i znajduje sobie chłopa po tygodniu od zerwania.
Na imprezach już po zerwaniu mnie uwodzi, daje się macać, po czym rozpowiada każdemu ze się do niej lepiłem. Kazda laska w okolicy jej rocznika twierdzi ze jestem cwaniakiem ruchaczem który rani kobiety, kiedy to tak naprawdę ja sam dałem się jej zranić i wyruchac mnie w dupe. 

Dodaj do tego sytuacje gdzie dwóch ogrów ochroniarzy nazywa mnie cipą przy ludziach i nic z tym nie robię. Dodaj sytuacje gdzie grupka starych chłopów kręci sobie ze mnie bekę i nazywa mnie cipą przy moich znajomych. 

 

Dodaj kilka nieudanych podrywów, zlewania mnie przez ludzi których miałem za bliskich, wyjazd znajomych na studia. 
 

Zlep sobie te wsyzstkie wydarzenia w jedno pomiędzy byciem wygadanym wyluzowanym sobą, a zestresowanym, zaszczutym kompletnie nie mną, ze stwierdzonymi epizodami nerwicy i ataków paniki na punkcie zastanawiania się czy wszystko jest Ok z moim stanem psychicznym. 
 

I wyobraź sobie ze w przeciągu 2 miesięcy przez to stałem się kompletnie kimś innym, kimś kogo nie potrafiłem polubić, co tylko nakręcało mój stan. 
Moze przesadziłem z tą sytuacją na stacji, ale z sytuacji gdzie wchodzę do sklepu i pytam się pani żartobliwie czy dzisiaj piwo alkoholowe czy bezalkoholowe, doszedłem do stanu gdzie na stacji łamiącym się głosem odpowiadałem ze nie chce hot doga. 
 

Na resztę postów za które bardzo dziękuje odpowiem później, bo obecnie wróciłem z roboty i mam jeszcze dużo do zrobienia. 


Akuratnie dziś sobie powiedziałem ze mam wyjebane i będę 100% sobą i pierdole co kto sobie pomyśli. 
Zrobiłem dobre wrażenie na współpracownikach i stwierdzili ze jestem ogarnięty chłop. Także dzisiejszy dzień bardzo na plus. 

  • Sad 1
Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, ZamaskowanyKarmazyn napisał:

Często tez jest tak w grupie osób nieznajomych, albo mieszanych, rozkminiam w głowie czy nie powinienem czegoś powiedzieć i mówię coś na sile, mocny brain fog, brak tematów do rozmów, no ludzie mnie odbierają wtedy za taki beton straszny, co nie umie się wysłowić i pogadać o czymkolwiek. Poczucie humoru znika No bo każda moja rozmowa jest 100% poważna

No bo nie da się jechać na pozytywnej wibracji, jak wpadasz w lęk. A do lęku prowadzi właśnie analiza i podważanie własnego zachowania (gdy trafiasz na coś, co wydaje się, że uzsadnia negatywne myślenie o sobie). Rozważanie, czy jest dobre czy nie jest, jak się zachować..itd  Flow (płynność rozmowy) wynika bardziej z braku blokad i dostępnej energii, aniżeli jakichś specjalnych umiejętności. Im mniej się spinasz, tym łatwiej improwizować. Im masz więcej energii, tym większa jej część może iść na utrzymanie dobrego efektu przepływu i improwizacji.

 

Musisz założyć, że po drugiej stronie jest fajna osoba, a nie nauczyciel, który będzie Cię egzaminował.

18 godzin temu, ZamaskowanyKarmazyn napisał:

Dodam jeszcze że po alkoholu i innych używkach, morda mi się otwiera i jestem bogiem rozmowy (oczywiście mówimy tu o ilościach takich kiedy potrafię w pełni składać dokładnie  pełne słowa i zdania) potrafię nawijać bez przerwy i to co mówię naprawdę ma sens, nie boje się podchodzić do obcych osób, nie boje się być wredny, chamski jesli trzeba. Rozmawiam często o poważnych i głębokich tematach, jednocześnie przeplatając to z humorem i tematach błahych, zdarza się to tez jak wpadnę w określony stan emocjonalny, vibe, w określoną wibrację, falę itd, ale taka fala to się zdarza raz w tygodniu. :)

Alko dodaje energię, ale na chwilę i nie jest to energia najwyższej jakości. Wystarczy do obalenia paru blokad, ale uzależnia Cię od efektu i nie pozwoli Ci wejść na wyżyny.

Pisał o tym @absolutarianin i/lub @Messer.

A powinieneś dążyć do tego, aby na trzeźwo tak działać.

 

Są też sposoby mieszane. Np. kotwice, gdzie mógłbyś się napić, wejść w ten pozytywny tryb, utworzyć skojarzenia (np. robisz jakiś gest, którego normalnie nie robisz), gdy jesteś "nakręcony", a później w trybie "trzeźwym" je uruchomić (powtórzyć gest, aby wywołać pozytywne emocje).

 

Pytanie czy to będzie idealne rozwiązanie? Raczej nie, jedynie drobna pomoc przy radzeniu sobie - ale możesz spróbować.

Choć musisz uważać, aby się z tego nie zrobiła nerwica natręctw :P

18 godzin temu, ZamaskowanyKarmazyn napisał:

Dajcie jakieś rady bo jak tak dalej pójdzie to skończę jako samotnik pijący sam do gierki na komputerze. Może powiedzieć coś specjalnego psychologowi żeby się lepiej zajął tym tematem, próbowałem już wielu rzeczy, żadna nie działała dobrze, albo działała na chwile. 

Z mojej strony trudno coś radzić, bo mnie też się czasem zdarza przełączać na takie lękowe tryby. Sytuacja pandemiczna nie służy przecież wysokiej energii.

Duże znacznie ma wszystko dookoło: dieta, higiena życia, eliminacja stresu, budowanie pewności siebie, wyzwania.

 

Lęk to niższa wibracja, coś powoduje, że wpadasz w specyficzną koleinę (szczególnie, jeśli masz to utarte z przeszłości). Jest jakiś schemat myślowy, coś, co trudno zauważyć na "autopilocie". Jeśli brniesz w opcję lękowe, to się one tylko powiększają. Na lęk dobrą odtrutką jest odwaga (ale nie mylić z głupotą).

Im jesteś odważniejszy, tym łatwiej Ci realizować odważniejsze akcje.

Aby być odważny - musisz się przełamać. Zdać sobie sprawę, że możesz "zjebać". Dać sobie prawo do głupiego zachowania i poniesienia konsekwencji.

 

Na początek możesz próbować np. Mindfulness - technika uważności. Czujesz, że wpadasz w lęk, to zamiast iść tym tropem zdajesz sobie sprawę "oho, lęk, niższa wibracja". Zatrzymujesz się jakby w czasie i wizualizujesz sobie swoją aktualną energię/wibrację na skali. Możesz ją pokolorować, jesli chcesz. Ciemne kolory - niska wibracja, ciepłe i jasne - wysoka.

Jeśli czytałeś Technikę Uwalniania Hawkinsa, to możesz przyjąć jego wyskalowanie (0-1000). Sam fakt, że coś zauważasz już oddziera to z tej niszczącej mocy, bo daje Ci miejsce, w którym możesz wyciągnąć swój oręż. Nawet wyobrażenie sobie emocji związanych z odwagą może pomóc w tej sytuacji, bo to wciąż "oręż wysokiej wibracji".

 

Jeśli na bieżąco Odsłuchiwanie nagrań relaksacyjnych (medytacje prowadzone).

Dobrze by było najpierw ustalić, czy jest jakiś głębszy problem, który indukuje ten lęk.  Jeśli jest to związane chociażby z niskim poziomem energii to musisz jakoś się wzmocnić w tych rejonach, które są osłabione (np. jeśli masz kiepską dietę - powinieneś ją zmienić, aby dostarczać wyższej jakości "paliwo"..itd).

  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Ace of Spades napisał:

Rozumiem alkohol ale dlaczego Maryhe?

Jesli byłaby używka która mógłbym posadzić o pogorszenie nieśmiałości, to nie byłby to alkohol, ani kokaina czy inne specyfiki, byłaby to właśnie trawka, ewentualnie mdma, psychodeliki nie działają na mnie zbyt dobrze. 
 

I żeby nie było już komentarzy o moich używkach, to kurwa ja nie robiłem 3 nocek usypanych kryształem czy mefedronem, to było coś typu jest jakaś większa impreza, wale kreskę i normalnie o 05 idę spać, odsypiam swoje, jem witaminki i jak człowiek idę dwa dni później na siłownie, do szkoły, roboty itd.
Nigdy nie miałem żadnych ciągów, nie chlałem nigdy co drugi dzień, nawet piwa na tygodniu nie tykałem i praktycznie tykam tylko bezalkoholowe. 

Zazwyczaj po prostu w sobotę dawałem sobie w palnik, jak wielu moich rówieśników bo był to taki okres i zapomniał chyba wół jak cielęciem był. 
Na tygodniu było dużo nauki, pracy, sportu, na weekendach były wyjścia. 

 

Czasem zdarzało się ze zapaliłem jedną lufkę na przykład dwa dni pod rząd, bo lubiłem palić przed treningiem siłowym. 
 

Nie spożywałem często twardszych rzeczy, może średnio raz na 2 miesiące, po prostu był to dość długi okres czasu, a stosowanie używek jesli miało jakiś związek, to było bardziej skutkiem niż przyczyną, proszę przestać traktować mnie jak narkomana i alkoholika. 
 

I tak wiem ze narkotyki nieważne czy alkohol czy kokaina nie są zbytnio zdrowe dla naszego zdrowia, ale taki już jestem ze lubiłem próbować i to bardziej próbować niż stosować. 

 

Nie chce bronić swojego stosowania używek, ale stawiam 1 cm mniej w swoim przyrodzeniu, ze jakbym ich nie stosował, to moja nieśmiałość byłaby równie mocna, lub nawet mocniejsza (myślenie typu, jesli pod wpływem dałeś radę, to blokada siedzi w twojej głowie). 
 

Link to post
Share on other sites
12 minut temu, ZamaskowanyKarmazyn napisał:

myślenie typu, jesli pod wpływem dałeś radę, to blokada siedzi w twojej głowie

ponieważ tak właśnie jest. Mógłbym zasypać Ciebie dowodami na poparcie tego twierdzenia, ale myślę, że to jest bez celowe, ponieważ ty już znasz odpowiedź, tylko nie chcesz jej przyjąć do wiadomości.

 

To, że jesteś nieśmiały wcale nie oznacza nic złego. Twoja nieśmiałość ma swoje podstawy, które należy zrozumieć. Jakie myśli wywołują twoją nieśmiałość? O czym myślisz jak chcesz kupić butelkę wody na stacji? O czym myślisz, gdy masz się spotkać z dziewczyną? Jakie mogą być skutki tego, że się z nią spotkasz? Co to dla Ciebie oznacza? Czy wnioski, które wysnuwasz opierają się na Faktach? 

 

Potrafisz się relaksować w momencie silnego stresu?

Edited by Lucjusz
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
20 godzin temu, ZamaskowanyKarmazyn napisał:

Wygląda to tak że idę na randkę z super dziewczyną którą jaram, spotykamy się gdzieś, ja już przed samą randką zimne ręce, nerwowe ruchy, podczas spotkania uczucie ciepła, lekka potliwość, czasem brak kontroli nad głosem, mocny brain fog, rozkminianie swoich zachowań, lekki strach przed dotykaniem jej przez co nawet jakbym się tego podjął to wyszłoby to nienaturalnie. Często mówię wtedy  rzeczy automatycznie, robię rzeczy automatycznie, nie jestem spontaniczny, No nie mysle kurwa po prostu nie myślę, jakbym właśnie na ziemie zleciał. 

Może to przez nofap? Jak się okazuje czasami warto zbić napięcie.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Mam to samo, nigdy nie piję jakoś dużo i tylko raz się napierdoliłem tak że rano po obudzeniu miałem ochotę umrzeć XD.

Ale zawsze taki nieśmiały już nie ma mowy o tańcach na baletach w klubie. A Jak popije to mistrz parkietu i 3 dupy na raz mogę bajerować.

  • Haha 1
Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, ZamaskowanyKarmazyn napisał:

Jesli byłaby używka która mógłbym posadzić o pogorszenie nieśmiałości, to nie byłby to alkohol, ani kokaina czy inne specyfiki, byłaby to właśnie trawka, ewentualnie mdma, psychodeliki nie działają na mnie zbyt dobrze. 

Po 1. Skąd Ty masz prawdziwą Kokę w Polsce?

Po 2. MDMA a tym bardziej psychodeliki typu LSD i Grzybki to najbezpieczniejsze dragi, najmniej ingerują w organizm ludzki a szczególnie mózg, wiadomo jak koś za jednym razem walnie sobie 5 tablet no to coś tam w mózgu uszkodzi ale w porównaniu Mefy i Koki to nie ma o czym mówić.

Po 3. Ganja w małych ilościach to chyba najbardziej przyjazna używka jaka istnieje.

 

Nie wiem kto Ci takich głupot naopowiadał o dragach, bo z tego co piszesz wnioskuje, że jedynie wóde piłeś.

Najgorsze dragi, największy syf to właśnie Hera, Mefa, Meta, Koka i wszystkie różne analogii, podróby, dopalacze.

Edited by Ace of Spades
Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, Ace of Spades napisał:

Rozumiem alkohol ale dlaczego Maryhe?

Bo nawet po pierwszym zażyciu tego gówna, istnieje ogromna szansa, że staniesz się bezpłodny, bądź dostaniesz schizofrenii.

 

Już alkohol jest lepszy, a wiadomo, że to syf.

 

Ludzie myślą, że palenie marychy, jest zdrowe, rozluźnia, sprawia że stajesz się wyluzowany, mało agresywny, cool.

 

Mroczna prawda na temat marihuany ukryta jest  zaś w pierwszym zdaniu mojej wypowiedzi.

 

Naprawdę, jak masz korzystać z używek, to lepiej pij.

  • Like 1
  • Thanks 1
  • Confused 1
Link to post
Share on other sites
28 minut temu, RENGERS napisał:

Bo nawet po pierwszym zażyciu tego gówna, istnieje ogromna szansa, że staniesz się bezpłodny, bądź dostaniesz schizofrenii.

Ale mówisz o oryginalnej marihuanie czy jej chemicznie wzmocnionym odpowiedniku? (skun)

Link to post
Share on other sites

Please sign in to comment

You will be able to leave a comment after signing in



Sign In Now
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.