Jump to content

Recommended Posts

11 minutes ago, PoProstuMarek said:

Z własnego podwórka: jeden znajomy ogólny kupił właśnie nowy dom, 100 metrowe mieszkanko jak mówił było przymałe, w tamtym roku kupił nowe volvo; drugi znajomy kupił 120m mieszkanie, wszystko za gotówkę, znajomy stomatolog kończy budować dom i nie jest to mała klatka. W Polsce można dobrze zarobić, może trzeba więcej kombinować i jest trudniej ale można. Może kiedyś Ci napisze jak ja żyje, i po części jak udaje mi się coraz bardziej uniezależniać od systemu.

 

Człowieku naiwny jesteś, nie lepiej niż te lemingi w tych kartonowych blokach. Braki z historii wychodzą. Wiesz, co się stało z majątkami polskiej arystokracji po wojnie? Jak komuchy wszystko znacjonalizowały? To było raptem 75 lat temu. 

 

Żyjesz w systemie, który nie ma za grosz poszanowania dla prawa własności prywatnej. Dlatego mnie śmieszą licytacje, czy ty tam masz 100 m2, czy 1000. Ostatecznie majątek należy i tak do tego, kto kreuje pieniądz. A tam robi to struktura bardzo tobie nieprzyjazna. Jak myślisz, dlaczego w ONW jest ciągle cebulion, a nie €? Przecież kurs jest stabilny od wielu lat. Dlaczego na odwrocie banknotu 200 jest orzeł w... trumnie? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym licytując się, ile 'masz'? Co więcej, ponad waszymi głowami ustala się właściciel tego terenu. I nie są nim Polacy. Oni są tam tylko 'najemcami', którym będzie można dowolnie podnieść czynsz, zależnie jak bardzo są potrzebni. Miłego dnia!

 

Edited by absolutarianin
Link to post
Share on other sites
  • Replies 242
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Temat będzie o młodych dziewczynach. Z racji bardzo młodego wyglądu jak na swój wiek, nie mam większych problemów bujać się z dziewczynami w wieku ~20 lat. Dlatego o nich będzie rzecz i przekażę pewne

Generalnie trafna analiza. Wiele w tym prawdy. Jednak mam wrażenie, że to forum wpadło w pewne błędne koło i zaczyna się klepanina tego co było, a całościowo wracamy do fundamentu redpilla, czyli kobi

Kolejny post typu jaki jestem super: ja, ja i ja. Fajnie dobrze przeczytać i gratulacje, ale nie ma tu za wiele odkrywczych rzeczy. Mam wrażenie że cała menosfera obecnie kręci się w kółko i powtarza

Posted Images

52 minuty temu, absolutarianin napisał:

Dlaczego na odwrocie banknotu 200 jest orzeł w... trumnie? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym licytując się, ile 'masz'?



z23538205Q,Dedykacja-na-fasadzie-kaplicy
 

Cytat

Jak czytamy na oficjalnej stronie Narodowego Banku Polskiego, wizerunek orła w sześcioboku ma swoje źródło w Kaplicy Zygmuntowskiej katedry na Wawelu. W tle widnieje fragment dziedzińca arkadowego zamku wawelskiego. Natomiast litera 'S' to monogram królewski pochodzący od imienia Sigismundus.

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
49 minut temu, absolutarianin napisał:

Jak myślisz, dlaczego w ONW jest ciągle cebulion, a nie €?

Dzięki Bogu Polska ma nadal polską walutę, a nie Euro, narzędzie do niemieckiej dominacji nad krajami UE. Narodowa waluta to jeden z elementów suwerenności kraju. A Euro prędzej niż później w mojej ocenie i tak szlag trafi w momencie rozpadu UE. Euro i tak nie ma tej mocy, co niegdyś marka.

  • Like 5
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
22 minutes ago, Obliteraror said:

Dzięki Bogu Polska ma nadal polską walutę, a nie Euro, narzędzie do niemieckiej dominacji nad krajami UE. Narodowa waluta to jeden z elementów suwerenności kraju. A Euro prędzej niż później w mojej ocenie i tak szlag trafi w momencie rozpadu UE.

 

Ale Polacy jej nie kontrolują, bo nie kontrolują swojego banku centralnego, nie zanosi się też, by kontrolę mieli odzyskać. € się skończy, ale to nie jest ważne, ważne, że na jego miejsce natychmiast wskoczy coś silnego, co podyktują może i nawet Niemcy. To jest ta subtelna różnica. I byście mnie dobrze zrozumieli, kończąc, bo śmiecimy koledze w wątku.

 

Ja nie jestem przeciwny kumulacji majątku w kraju nad Wisłą. Im więcej Polaków tam będzie coś miało i im będzie ich więcej tym większą szansę mamy odzyskać kiedyś ten obszar. No ja nie zaryzykowałbym mając jaką taką pamięć historyczną. Wystarczy, że moja rodzina tam coś ma i ja to dywersyfikuję. 

 

W pewnym momencie rozjedzie się siła nabywcza z obciążeniami i twoja własność staje się iluzoryczna, nawet jak nie masz kredytu, dokończy to żont odpowiednimi podatkami, katastrami, czy innymi regulacjami. Łukaszenka powiedział explicite Polską nie rządzą Polacy. Gościu kontroluje swój kraj i głupi nie jest. Nie bądźcie więc naiwni. Bogacicie się, ale na niepewnym gruncie, budujecie domy na piasku. Jedna powódź historii, o którą tam bardzo łatwo i dorobek waszego życia w pis-du. 

Link to post
Share on other sites

A ty @absolutarianin wymieniłeś już swoje euro na niemieckie? Wiesz jak odróżnić banknot 50 EUR z serii niemieckiej od banknotów z serii portugalskiej, włoskiej, greckiej? Większość ludzi uważa, że tylko monety euro się różnią. A to nieprawda, w przypadku banknotów też da się łatwo określić kraj pochodzenia.

 

W banku we Frankfurcie już od paru lat leżą paczki, których nie wolno nikomu rozpakowywać. Leżą i czekają. Ciekawe na co?

 

Dzisiaj masz w portfelu porządną europejską walutę, za którą stoi gospodarka Niemiec. Któregoś dnia się obudzisz i okaże się, że wszystko to to tylko włoskie kolorowe papierki.

Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, KolegiKolega napisał:

W banku we Frankfurcie już od paru lat leżą paczki, których nie wolno nikomu rozpakowywać. Leżą i czekają. Ciekawe na co?

Neue Mark? 

 

A na poważnie  - jakieś link do tej informacji. 

Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, absolutarianin napisał:

Ale Polacy jej nie kontrolują, bo nie kontrolują swojego banku centralnego, nie zanosi się też, by kontrolę mieli odzyskać.

 

Tutaj masz sporo racji, to jest jeszcze inna kwestia. Elity polityczne o mentalności apatrydów, łasych na paciorki z dominium. Politycznie prędzej czy później zawsze niestety regularnie wracam na emigrację wewnętrzną, bo serce boli, jak się na to patrzy, gdy los kraju nie jest Ci obojętny.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
10 minutes ago, Obliteraror said:

Dzięki Bogu Polska ma nadal polską walutę

Wiele to tak naprawdę nie zmienia, poza możliwością tworzenia propagandy, że to lepiej dla kraju i gospodarki. To jest taka sama łże-waluta jak EUR uczy USD, pod względem łatwości rozwadniania jak kontroli jej wartości, stóp % oraz podatności na "rozkazy z centrali" w Bazylei. Dzięki temu że PLN jako waluta, jest mała i lokalna, dużo łatwiej jest drenować gospodarczo, tak precyzyjnie wycelowany kraj. 

 

A i konia z rzędem temu, kto dokopie się do struktury własnościowej NBP. Działa na podstawie spec-ustawy, wyłączającej NBP nawet z KSH a jedynym prezesem niezwiązanym ze światową finansjerą banksterską był Skrzypek, skasowany pod Smoleńskiem. Reszta to zwykle namaszczeni przez Morganów, Rothschildów czy Goldmanów. Na papierze NBP jest udziałowcem BIS dokładnie tak samo jak EBC i 60 innych BC. BIS formalnie jest spółką akcyjną, do której najprawdopodobniej akcje lokalnych BC zostały wniesione aportem. Szacuje się że tylko około 30% udziałów NBP należy do państwa polskiego. 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
15 minutes ago, KolegiKolega said:

Wiesz jak odróżnić banknot 50 EUR z serii niemieckiej od banknotów z serii portugalskiej, włoskiej, greckiej? Większość ludzi uważa, że tylko monety euro się różnią. A to nieprawda, w przypadku banknotów też da się łatwo określić kraj pochodzenia.

 

Numer banknotu € niemieckiego rozpoczyna się na X, włoskiego na S itd. ale mi to wisi, bo ja nie trzymam nic w € poza tym, czym na codzień obracam. Mogę to stracić nawet jutro. 

 

Bank of International Settlement w Bazylei, no właśnie. Właściciel ONW, ale przecież to wszystko ruska propaganda. 

 

KWM ma swoje rezerwy we własnej złotej walucie, ale też ich nie ma dużo. Nie skarbcie sobie skarbów na ziemi. 

 

http://szklanyzamek.pl/images/ruryk.jpg

 

Edited by absolutarianin
Link to post
Share on other sites
5 minut temu, absolutarianin napisał:

Łukaszenka powiedział explicite Polską nie rządzą Polacy.

Bo by nią rządzili gdyby wspierali jego reżim. Przecież, mieliśmy już rząd imperialistyczny proniemiecki i prawdziwego Polaka Bieruta. 

Link to post
Share on other sites
10 minut temu, Perun82 napisał:

A na poważnie  - jakieś link do tej informacji

Nie no, tylko jeszcze jedna teoria spiskowa dla miłośnika teorii spiskowych.

 

Pogooglaj w internecie - znajdziesz trochę tego na forach dla szurów. Przy odrobinie szczęścia znajdziesz nawet fotografie tych tajnych banknotów, których nikt nie widział.

 

Jak możesz przeczytać powyżej @absolutarianin już czytał i wie. Podał prawidłową odpowiedź - pierwsza litera numeru serii.

Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Rnext napisał:

To jest taka sama łże-waluta jak EUR uczy USD, pod względem łatwości rozwadniania jak kontroli jej wartości, stóp % oraz podatności na "rozkazy z centrali" w Bazylei

Każda waluta jest łże walutą. Nawet świecące metale są łże walutą. Bo cała ich moc jest oparta jedynie  o widzimisię ludzkosci i elit. 

Czemu złoto? Czemu nie Srebro? Kobalt? Mangan, Chrom?

200 lat temu Brytyjczycy odwalili sporą manianę bo ich drogocenne złoto zostało uznane za bezwartościowe w Cesarstwie Chińskim.
Jeszcze wcześniej Inkowie jak i Aztekowie mieli srogie wtf  kiedy dowiedzieli się że Cortez i Pizarro nie szukają jedzenia ani ziem. A szukają żółtego, plastycznego metalu który jest ładny i nic więcej

Złoto jest jak banknot. Można było spokojnie je fałszować, dodawać innych metali do monet itd. Dziś jednak jest analiza atomowa i certyfikaty. A złota nikt normalny nie używa transakcyjnie
Kiedyś jego główną przewagę nad wszystkim innym stanowiła nieznajomość papieru, i plastyczność. 
Bo to na złocie najłatwiej było odcisnąć ryj danego króla, cesarza, szacha czy innego władyki.

Jak tylko złoto wejdzie do obiegu to znajdzie się masa takich co zaczną je fałszować. Przetapiać i bić na nowo.

Link to post
Share on other sites
21 minutes ago, Libertyn said:

A złota nikt normalny nie używa transakcyjnie

Mylisz się. Głównie co do tego, kto jest normalny, mieszając w to uliczną powszechność. Jak mawiała stara niania - "pierdolicie Hipolicie", bo macie jeno imaginację a nie wiedzę. Wstyd panie, wstyd taką dezinformacyję siać.

Słyszałeś o czymś takim jak "gold round tipping"? No to masz opis z opracowania Goldman-Sachs jak się (między innymi) używa złota na wielką skalę transakcyjnie:

Quote

 

Arbitrażyści zaciągają krótkoterminowe pożyczki walutowe w bankach typu onshore w formie akredytywy przy imporcie towarów, a następnie eksportują gwarancję posiadania towaru (dokument przedstawiający prawo własności do towaru). Wszystko po to, aby skorzystać z taniego kapitału zagranicznego. Gdy już ten tani kapitał zostanie sprowadzony z zagranicznych banków, to arbitrażyści obracają tym kapitałem tak szybko jak tylko mogą, aby wykonać jak najwięcej cykli obrotu towarem i w ten sposób zarobić na małej marży, dużym wolumenie i nie swoim kapitale. W rezultacie, całkowita liczba chińskich komercyjnych kredytów walutowych zdeterminowana jest przez:
– ilość fizycznego towaru zaangażowanego w proces;
– ceny towarów;
– liczbę dokonywanych transakcji;

 

Towary, które służą jako zastaw celem uzyskania dodatkowych pieniędzy z zagranicznych banków to: złoto, miedź, ruda żelaza, nikiel, cynk, aluminium, soja, olej palmowy, guma.

Transakcje finansowe chińskim złotem są przeprowadzane w odmienny sposób niż transakcje miedzią, choć obie mają na celu napływ taniego kapitału zagranicznego do Chin. Transakcje finansowe złotem obejmują import fizycznych zasobów złota i eksport złotych półfabrykatów. W rezultacie dane na temat chińskiego handlu częściowo odzwierciedlają skalę transakcji finansowanych złotem. Transakcje finansowane miedzią nie obejmują fizycznego transportu miedzi do i z Chin. Nie jest to więc ujmowane w publikacjach na temat chińskiego handlu.

 

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
6 minut temu, Rnext napisał:

Mylisz się. Głównie co do tego, kto jest normalny, mieszając w to uliczną powszechność. Jak mawiała stara niania - "pierdolicie Hipolicie", bo macie jeno imaginację a nie wiedzę. Wstyd panie, wstyd taką dezinformacyję siać.

ALe dokładnie to mam na myśli. Płacenie złotem za towary w lokalnej biedrze. 
Kwestia definiowania normalności

6 minut temu, Rnext napisał:

Słyszałeś o czymś takim jak "gold round tipping"? No to masz opis z opracowania Goldman-Sachs jak się (między innymi) używa złota na wielką skalę transakcyjnie:

Używa złota jako takiego czy używa dokumentów gwarantujących posiadanie? Jeśli dokumentów to tak naprawdę te dokumenty niewiele różnią się od pierwotnych banknotów (nadrukowanych szmatkach symbolizujących daną ilość złota kruszcowego)

Link to post
Share on other sites
12 minutes ago, Libertyn said:

Używa złota jako takiego czy używa dokumentów gwarantujących posiadanie?

Rzucasz się jak ryba w sieci. Napisałeś że nikt nie używa złota transakcyjnie a używa. Z fizycznym włącznie i z rąk do rąk. I to na wielką skalę. To że nie kładziesz pani w kasie samorodka na ladę (co jest oczywistą oczywistością i każdy to widzi na tyle, że nie masz potrzeby tego udowadniać ani wystawiać jako argument) wskazuje tylko na transakcje między niewolnikami, którzy złota nie mają i muszą się wymieniać muszlekami, bitami i papierem - bo tanie. Poważni gracze niezmiennie używają rynku towarowego. Kropka. I będzie już tego offtopa.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Wątek poruszony przez autora to 100% prawda. Dzisiejsze dziewczyny w wieku około 20 lat są bardziej sfeminizowane obecnie niż było moje pokolenie. W sensie, ja mam 25 lat ,ale uwierzcie mi ,że dziewczyny  z mojego rocznika 1995 nie były aż tak przesiąknięte feminizmem i lewicą jak dziewczyny urodzone w 2000 roku i po 2000 roku. 

Link to post
Share on other sites

Please sign in to comment

You will be able to leave a comment after signing in



Sign In Now
  • Similar Content

    • By Garrett
      Wiecie o co mi chodzi? Pewnie też tak macie, że pewne utwory przywołują w was dawne wspomnienia i pewien "klimat" czasów, gdy po raz pierwszy ich słuchaliście.
      Ja ostatnio lubię wracać w ten sposób do wiosny/lata 2019. Wszystko było wtedy inne, normalne... Albo do jesieni 2017, czasów gdy odkryłem forum i red pill.
       
      Do jakich czasów lubicie wracać w ten sposób??
    • By deleteduser69
      O co mi chodzi, otóż ostatnio po rozmowach doszłam do wniosku, że wiele ludzi (chcąc nie chcąc) robi w życiu dokładnie to samo, żyje tak jak ich rodzice (jeden z rodziców) i to niezależnie od tego czy dorastali w podobnych warunkach, niezależnie nawet od wychowania. Zaczęłam myśleć o swoim życiu i tak, ja tak samo jak mama byłam nieśmiała i wolno się rozkręcam, ona identyko zaczynała od wielkiej nieśmiałości, potem zrobiła się waleczna i miała gdzieś co sobie ludzie pomyślą, aż do tego że np. po odejściu z pracy wywalczyła sobie wysoki bonus pieniężny na odchodne (groźbami xD). I właśnie pod wpływem tych rozmów przypomniałam sobie jak mi mówiła, że była nieśmiała jak ja i z czasem po prostu zaczęła mieć wyjebkę. Co do taty to nie wiem, jego życiorys przed założeniem rodziny jest dla mnie tajemnicą.
       
      Pytanie moje do Was, bądźcie szczery - Wy też powielacie w życiu schematy rodzica/ów? I to tak identyko i niezależnie od innych rzeczy? Jak to u Was jest? Czy geny są determinujące, a cała reszta to tylko jakieś szlify?
    • By maggienovak
      Ograniczam aktywność na forum w postaci zmniejszenia ilości postów, komentarzy.
      Oczywiście z chęcią będę czytać wpisy, które będą warte (subiektywnie rzecz ujmując) uwagi i "przycupnięcia" na moment.
      Mam sentyment do tego forum, choć moje poglądy nie są całkowicie spójne z filozofią popularyzowaną w tej przestrzeni.
      Podzielę się się z Wami jakie małe zmiany u mnie nastąpiły.

      1. Wracam do roli gospodyni.
      Pisałam o tym, że wśród znajomych byłam znana jako "u Gosi się dobrze zje i napije". Bardzo obraziłam się na ten wizerunek. Dosłownie obraziłam.
      Od dwóch lat moje spotkania ze znajomymi sprowadziły się do ilości 0. Wkurzało mnie to, że męskie grono znajomych widziało we mnie wyłącznie taką śmiszną znajomą ze wsi, która jest chodzącą orkiestrą. Od dwóch miesięcy praktycznie mężowi nie gotowałam, bo również w domu strzeliłam focha na tę rolę (również to zachowanie było dyktowane chęcią wskrzeszenia w mężu jakiegokolwiek innego zainteresowania mną, niż żona, kucharka).
      Przez koronaświrusa prawie dwa miesiące spędziłam na wsi, codziennie gotowałam, wróciłam do zajęć w ogrodzie. Z powrotem to polubiłam. Chyba po prostu to "moje".
      Takie mam po predyspozycje, idzie mi gotowanie, kwiotki mi rosną i tyle.
      Planuję wrócić do domowych biesiad, których to będę organizatorem.

      2. Ja jako kobieta.
      Tu jeszcze w ciul roboty. Taki plus, że psycholog uzmysłowiła mi oczywiste rzeczy :
      Po prostu muszę wybrać : albo całą uwagę, kasę, wręcz większość czasu poświęcam na wyrobienie wyglądu z obecnego kanonu piękna albo poświęcam kasę, uwagę, czas na moje cele (w tym przypadku można jedynie prowadzić skromne codzienne dbanie o siebie, a odpierdalanie się na bóstwo trzeba zostawić na kilka razy w roku). Tym bardziej mam takie usposobienie, które no cóż, nie wzbudza tsunami pożądania u mężczyzn.
      Raczej nie będę na co dzień zrobioną Kardashianką, która ogarnia pracę na wsi, dom, pracę na etat, robienie studiów, a w przyszłości dzieciaki.
      Wiem, że w moim przypadku wszystko się rozbija o poczucie własnej wartości.

      3. Seks.
      Jest przynajmniej 2 razy w miesiącu. Dzięki Bogu libido mi spadło, to się tak nie męczę przy takiej częstotliwości. Godzę się z faktem, że mąż chyba tak po prostu ma. No cóż, nie chce tak "czerpać ze źródełka" to trudno. Jego problem. Być może kiedyś będę miała fajny seks, a może nawet somewhere else.

      4. Forum a życie/rzeczywistość.
      Kilka wpisów kiedyś mnie naprawdę dotknęło. Wyrobiłam sobie złotą zasady interpretacji tego, co tutaj przeczytam :
      1) jestem dorosła, więc dlaczego czyiś komentarz ma wpływać na moje samopoczucie?!
      2) są tutaj różni ludzie, którzy przeszli różne rzeczy, mają prawo na subiektywizm
      3) to forum jest z założenia dla facetów, więc mogą oni tutaj wypisywać co chcą (oczywiście w ramach regulaminu)
      4) skoro jestem wierna mężowi, ma seksik, obiad, mój śmiech, to co mnie tutaj powinno zaboleć?
      5) to tylko przestrzeń internetowa, która nijak powinna wpływać na moje życie. Nie czerpię zysków, nie buduję wizerunku/marki w necie, więc jak to może wpływać na moje życie?

      Dzięki tej stronie poznałam fajnych ludzi, którzy pomogli ogarnąć swój łeb, była bezinteresowna pomoc w postaci rozmów.
      Mi pozostaje robić swoje.

      Pozdrawiam
      Gosia
    • By Reedson
      Witam, jestem już na forum sporo czasu, ale do tej pory jakiegoś poważnego tematu odnośnie tego jak tu trafiłem i co skłoniło mnie, by zostać jeszcze nie napisałem. Zbliża się koniec roku i chciałbym się Wam drodzy bracia wygadać, wyżalić, zapytać o zdanie, o radę. 
      Na początek opiszę trochę siebie, później przejdę do części właściwej tematu.
      Lat 26, wykształcenie średnie, praca ~3,5k pln, na miejscu (mieszkam na małej wiosce). Doświadczenie z kobietami? Słabo, w wieku 14-18 lat było bardzo dobrze, należałem do "ekipy", kręciło się sporo dziewczyn, spanie po namiotach i całonocne wizyty u nich, ale wtedy wmawiałem sobie, że jestem za młody na coś więcej niż jakieś macanie, czy o zgrozo, związek. Po pójściu do szkoły średniej powoli stare znajomości się urywały, klasa męska, kobiet brak. 
      Po skończeniu technikum poszedłem na studia, na które nie chciałem tak naprawdę iść, ale "wszyscy" szli na studia, więc ja też poszedłem... Kierunek - informatyka z wydziale matematyki. Było mi ciężko, bo zawsze z przedmiotami ścisłymi miałem problem. Po 3 semestrze odpuściłem i poszedłem do pracy za minimalną krajową z dojazdem który zajmował mi ponad godzinę w jedną stronę (autobusem firmowym). Przepracowałem tam 3 lata, oczywiście po paru miesiącach moja stawka szła dosyć szybko do góry, ale przez dojazd z pracy zrezygnowałem, bo wstawanie o 4 i wracanie o 16 mnie dobijało. Teraz, od 1,5 roku mam pracę na miejscu za te same pieniądze. Jak spędzałem czas w tych latach? 22-24 spędziłem na graniu w gry, sporadyczne wyjścia z paroma kumplami których miałem. Szczerze? Byłem szczęśliwy mając tak chujowe życie.
      Dodam, że z wieku 18 lat pojawił się na mojej mordzie trądzik, z którym nie mogłem wygrać aż do 23 roku życia. To bardzo obniżyło moją samoocenę. Do tego doszło jakieś 20kg nadwagi.
      Aż pewnego dnia poznałem JĄ w jednej z gier mmo w które grałem. Dziewczyna w moim wieku, taka 5/10, inteligenta, nawet bardzo, po studiach drugiego stopnia. Szybko zaczęliśmy ze sobą pisać, rozmawiać na discordzie. Pierwsze spotkanie było w gronie 4 osób u niej w mieście, 2 tygodnie później pojechałem już spotkać się we 2, kino, kawa. Dzieliło nas jakieś 90km. Trzecie spotkanie było już u mnie, przyjechała na noc. Jako że byłem białym rycerzem, porządnym facetem, a ona dosyć szybko po poznaniu mnie oznajmiła, że nie lubi seksu to do niczego nie doszło  
       
      Wcześniej była tylko w jednym dwuletnim związku z jakimś kolesiem zza granicy, również poznanym w grze. Nigdy wcześniej nie miała orgazmu, po kilku spotkaniach udało mi się ją doprowadzić do szczytowania, tydzień później był nasz pierwszy raz (jej ze mną a mój w ogóle w życiu). Chyba nie muszę mówić, że było słabo a później nie doprowadziłem jej do orgazmu nawet manualnie i była obraza. I UWAGA, było to jakieś 1,5 miesiąca odkąd "oficjalnie" byliśmy razem i to był jedyny raz kiedy uprawialiśmy seks 😂 Tak, teraz jest czas na pośmianie się ze mnie, sam się z tego śmieję, także śmiało  
      Później tylko usta i ręce (z mojej strony) i tylko rączki z jej  Czasami dawałem jej kilka orgazmów jednego dnia a ona z łaski swojej zwaliła mi konia pod prysznicem i tyle^^ 
      Przez cały okres tego "związku" byłem na każde jej zawołanie, dziś wiem, że oblałem MASĘ, chyba wszystkie shit testy jakie mi robiła. Najlepszy?
      Mówi, że jej znajomy zaprosił ją na wesele jako osobę towarzyszącą, ale raczej odmówi. Ja na to "dlaczego? biedak nie będzie miał z kim iść" 🤣 3 tygodnie później mówi mi, że jednak z nim pójdzie, bo się jej żalił, że faktycznie nie ma z kim iść a do wesela tydzień, chyba, że będę miał coś przeciwko. No i oczywiście miałem, choć ten tekst wyżej odebrała jako przyzwolenie i wcale się jej nie dziwię. Musiała wszystko odkręcić. Później sama mówiła mi, że od razu powinienem po prostu powiedzieć, że jej nie puszczę i byłby koniec tematu...
       
      No i tak trwaliśmy aż do września, wtedy to napisała mi, że powinniśmy się rozstać, że nie ma "tego czegoś". Ja oczywiście płacz, błaganie o powrót, rozmowa, zgodziła się. Było jeszcze gorzej, w okresie od września do końca listopada widzieliśmy się 2 razy. No i pod koniec listopada w wyniku małej sprzeczki znów napisała mi, że to nie ma sensu i to koniec. Jak zareagowałem to się pewnie domyślacie. Była to sobota rano, od razu chciałem do niej jechać, ale mi zabroniła bo jej nie będzie. Pojechałem w niedziele, 90km oddać jej dwie rzeczy i się pożegnać. Nawet mnie nie wpuściła do domu, tylko weszła mi do auta i dała mi jakieś 5min, bo spieszyła się na zakupy do biedronki  
      Byłem totalnie rozbity, zapłakany, upokorzony. Chciała dalej się ze mną "przyjaźnić" i "grać razem w gry" (tak to ujęła). Oczywiście się zgodziłem. Wszystko to miało miejsce na początku grudnia 2018 i trwało do wczoraj. Wczoraj wieczorem chwilę z nią pogadałem na discordzie o pierdołach. Ale coś mnie tknęło i późnym wieczorem poblokowałem ją wszędzie. Tylko nasz wspólny znajomy napisał mi, że chciałaby wiedzieć dlaczego. Napisałem tylko, że tak będzie dla mnie lepiej.
      Pierwszy miesiąc po rozstaniu to była katorga. Wszędzie wysyłała zdjęcia jak to wychodzi na lody, na łyżwy, wiedziała, że to widzę i że to mnie kurewsko boli, bo właśnie w te miejsca chciałem ją wyciągnąć przez ostatnie tygodnie, ale jej się nie chciało  Na początku 2019 napisałem jej elaborat jak ja to jej dziękuję za wszystko, że ją przepraszam i masę innych upokarzających mnie bzdetów.
      Pod koniec stycznia trafiłem na kanał Demasty na youtube, chwilę później na to forum, za co jestem cholernie wdzięczny. 
       
      Jak wyglądał rok 2019? Od lutego poszedłem na siłownię, czerpałem wiedzę z forum, przeczytałem kilka książek (wcześniej praktycznie nic nie czytałem), zrobiłem formę życia (krata na brzuchu, odkryłem, że mam całkiem dobrą genetykę do sylwetki), ogarnąłem zarost, ubranie. Myślę, że z otyłego gościa 4/10 zrobił się ze mnie 7/10. Kupiłem na wiosnę całkiem niezły samochód z segmentu D w najnowszej budzie... To był dobry rok, czuję, że posunąłem się do przodu.
      Jednak mam ogromny problem. Nie potrafię się z niczego tak szczerze cieszyć. Odkąd się z nią rozstałem, przykładowo oglądanie seriali czy granie w gry mnie nie wciąga, nie potrafię się z tego cieszyć, bo wcześniej zawsze robiłem to z nią, dzieliłem się wrażeniami, cieszyliśmy się wspólnie. Od rozstanie to wszystko jest takie... nijakie. Tak samo z tym ogarnianiem siebie. Chyba sam siebie oszukuję, że robiłem to dla siebie a nie dlatego, żeby zwrócić na siebie jej uwagę. 
      Chyba nie muszę mówić, że przez ten cały okres ją "stalkowałem". Sprawdzanie z kim grała, co robi, jakieś wchodzenie na jej fb... Od wczoraj koniec z tym, jest wszędzie zablokowana. I wróciły ten wszystkie beznadziejne uczucia. 
      Największym problemem jest chyba to, że czuję się cholernie samotny. Nie mam z kim pogadać. Z rodzicami od zawsze miałem słaby kontakt (mimo tego, że wychowali mnie dobrze, normalna rodzina), nawet internetowi znajomi mają dziewczyny, znajomych i w dni takie jak np. okres świąteczny przeważnie zostaje sam. 
       
      I tu pojawia się moja ogromna chęć wejścia w związek, mimo wiedzy zaczerpniętej z forum jestem cholernie zdesperowany, a to z kolei prowadzi do stresu i traktowania każdej kobiety z którą się umówię jak bóstwo...
      Parę tygodni temu założyłem konta na tinderze, badoo... Nie powiem, odzew całkiem spory, przeważnie laski odpisywały, ale albo traciły zainteresowanie po kilku wiadomościach (bo jestem nudziarzem i nie potrafię flirtować), albo dochodziło do jednego spotkania na którym byłem cholernie spięty i na jednym spotkaniu się kończyło. 
       
      Bardzo chaotyczny post, jeśli ktoś przebrnął przez ten bełkot to dziękuję.
      Bracia, co robić? Chciałbym odzyskać życie towarzyskie przede wszystkim. Mieć się do kogo odezwać. Cieszyć się z życia, być wyluzowanym. W kontaktach z kobietami, atrakcyjny wygląd mi kompletnie nic nie daję, bo tracę dobre wrażenie po wymianie kilku zdań. Wiem, że kobiety czują ode mnie słabość charakteru, brak pewności siebie, ale nie wiem jak się w końcu kurwa ogarnąć. 
      Jeśli ktoś chciałby o coś dopytać to śmiało. 
       
    • By Ksanti
      Zainspirowany wątkiem @Zły_Człowiek na temat IT postanowiłem stworzyć temat alternatywny. Słowem wstępu o mojej sytuacji dla szerszego kontekstu. Nie ukrywam, że sam jestem na etapie poszukiwań entry level job w IT. Ogólnie mam na koncie swoje mini traumy związane z pracą czy jej poszukiwaniami. Przykładowo nabyłem awersji do dzwonienia przez doświadczenia z call center. Tak samo powiedziałam sobie, że nigdy więcej praca związana ze sprzedażą czy "doradztwem" (tym bardziej na telefon). Co do IT do tej pory byłem na dwóch rozmowach kwalifikacyjnych. Na jednej zrobili chamski i niezapowiedziany grupowy assesment centre. Byłem jedną z najmniej wygadanych osób na ok. kilkanaście w pomieszczeniu. Co trochę wywierało na mnie presję i sprawiało, że czułem się kijowo i jako gorszy kandydat. Mimo, że miałem większą wiedzę od co najmniej połowy zgromadzonych. Na rozmowie z drugiej firmy się wyłożyłem na zagadnieniach front endowych. Mało co było pytań odnośnie tego co wpisałem w CV i miałem wiedzę. Stąd w zasadzie stało się to co nieuniknione i na sporo pytań nie wiedziałem co odpowiedzieć. Nie były to jakieś trudne rzeczy ale też były pytania z dupy na których kompletnie się zawiesiłem. Z częścią miałem styczność ale zapomniałem nazwy albo nie skojarzyłem od razu o co chodzi. Podszedłem do tego na luzie z racji wyjazdu bo i tak byłem nastawiony na nie. Jednak poprosiłem o feedback za ten tydzień aby mieć jasność czy mogę wyjechać czy nie. Dobrze, że zamówiłem bilety wbrew temu bo feedbacku i tak się nie doczekałem mimo, ze o to poprosiłem po rozmowie. Jednak po tej całej rozmowie przez 2 dni czułem się zgnojony. Z mowy ciała rekruterów odebrałem ich zażenowanie coś na zasadzie "że jak ja mogę takich rzeczy nie wiedzieć". To tak jak na klasówce w szkole. Możesz być gościem, który na ostatnią chwilę się uczył tylko jednego zagadnienia byleby zdać na 2. Okazuje się, że wszystkie pytania były tylko z tego zagadnień, więc dostał 5. Możesz też być tym drugim który ogarniał cały materiał, ale nie wiedział tych rzeczy z jednego zagadnienia i nie zdaje. W dodatku nauczycielka krzywo popatrzy z pogardą a szansa na poprawę (znaczy inne rekrutacje) są raz na ruski rok. Mniej więcej tak to widzę. Trochę się wkur.. bo byłem dobrze przygotowany z tego co wpisałem w CV i kurła tak do każdej rozmowy się przygotowywać 2 dni a tu pytania są inne i wysiłek oraz nerwy psu w dupę. A emocji i nerwów nie da się wyłączyć. 
      Teraz w trakcie roku akademickiego mogę mieć problemy z pełnym etatem a rzadko widywałem ogłoszenia na część. Nawiasem mówiąc na zachodzie rynek pracy dla juniorów jest taki sam.
      Oczywiście będę walczył dalej jak wrócę do Polski od września. Nie mogę się poddać bo zbyt wiele poświęciłem aby teraz odpuścić.
      Nie mniej jednak...
       
      Druga część tego postu zainspirowana przez wpis @Carl93m
      Co do opłacalności w innych branżach może być podobnie trudno...
       
      Kiełkują się różne myśli co gdyby się nie udało. Albo, że nie jest to praca na całe życie. Bo dla większości po 40-stce jak mają już stopień seniora IT, wypala z tego co mi wiadomo. Potem łapią się różnych zawodów czy przechodzą na programistyczną emeryturę prowadząc kursy programowania. Tak jak wspomniałem na razie nie myślę aby iść inną ścieżką aczkolwiek nie będąc naiwnym wiem, że praca w IT to nie jest dobra perspektywa na całe życie. Nie wierzę w te bajki, że praca to powinna być tylko dla pasjonatów, bo tak to by prawie nikt nie pracował. Zależy mi na stabilnym zawodzie i odłożeniu pieniędzy na jakąś inwestycje czy biznes na boku. A jak coś nie wyjdzie to zawsze mam tą pracę, no wiadomo o co chodzi... Długo analizowałem sytuacje rynkową w Polsce jak i lokalnie i nie widzę lepszych alternatyw dla mnie od IT. Do pracy fizycznej się nie nadaje chociażby z tego względu, że nie mam postury chłopa, psychiki bezwzględnie odpornej na Januszostwo czy końskiego zdrowia. Do prac społecznych gdzie ważny jest kontakt z ludźmi podobnie. 
       
      Myślę, że temat będzie przydatny nie tylko dla mnie.
       
      Upraszczając pytanie - w jaki zawód warto iść (alternatywa na przyszłość lub w razie w) aby:
      - zarobki były przyzwoite (starcza na życie i "dobra konsumpcyjne" - np. te minimum 6000 zł netto (w PL))
      - nie wymagał krzepy i wytrzymałości
      - nie narażał ucięciem np. ręki
      - ani poważnym uszkodzeniem zdrowia
      - nie był stresogenny i społeczny (np. nie handlowiec, nie call center, doradca, sprzedawca w galerii handlowej, kasjer itp.)
      - nie wymagał 2-3 lat na wejście w branżę
       
      Takie przykładowe zawody jakie mi przychodzą na szybko do głowy to:
      - magazynier/ operator wózka widłowego (za granicą - zarobki/ warunki pracy)
      - analityk seo/e-commerce
      - rzeźbiarz artysta (drewno)
      - analityk danych
      - jakieś wprowadzanie danych do systemu
      - ogrodnik (za granicą - zarobki/ warunki pracy)
       
      Jednak przyznam szczerze, że mam zerowe pojęcie o realiach wyżej wymienionych zawodów.
       
       
      Pozdro

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.