Jump to content

Jak powiedzieć rodzicom, że nigdy nie będą mieli wnuków?


Recommended Posts

Czas ten nadchodzi coraz szybciej. Zbliża się do mnie z każdym dniem o parę milimetrów, a przecież to stoi już i tak w moim cieniu.

Powiedzmy, że zbliżam się do wieku, gdzie "życie powinno się mieć już ustawione", w końcu niebezpieczne uderzenie w 30-tkę to nie przelewki. Iluś tam rówieśników jest zaręczonych. Parę odważnych dziewczyn miało już pierwsze rozwody i są samotnymi madkami, a ich bombelki miały już kilku tatusiów. Kumple, dawni królowie życia, jak nie są poważnie "ustawieni", to z reguły szukają kogoś dla kogo mogą być gwoździem, żeby bezlitośnie wbić ich w wystarczająco miękki obiekt.

Niestety, nie ja. Nie zanosi się ani trochę. Szansę, na swój ożenek i spłodzenie potomka szacuję na podstawie bardzo skomplikowanych wyliczeń na jakieś 0,5-1%. Teoretycznie jest to możliwe, w praktyce nie.

Nie byłoby w tym absolutnie nic złego, gdyby nie moi rodzice. Zawsze byli dobrymi ludźmi względem mnie. Starali się jak mogli w ramach swoich ograniczonych możliwości. Popełnili wiele błędów. Teraz wiem, że ze względu na pewne błędy wychowali mnie na ten typ osobowości, który jest nieufny, nie otwiera się przed ludźmi, idzie pod prąd, jest z natury "osiągaczem" (ponieważ zawiedziony jako dziecko podświadomie zrozumiał, że może liczyć tylko na siebie) ma problemy z wejściem do grupy, ponieważ tworzy swoje grupy znajomych, własne "zaufane plemię". Przykopany gównem, wylezie z niego i zapamięta każdy szczegół i każde "złamanie obietnicy". To był ich największy błąd, bo ta osobowość jest jednocześnie paranoicznym wyczulonym na wszelkie niebezpieczeństwa przekleństwem, jak i błogosławieństwem ze względu na wewnętrzną pogardę do ogólnie obowiązujących zasad, których szybko uczymy się olewać, udając porządnych. Dla ciekawych, jest to osobowość typu narcystycznego, wg. pierwotnego ujęcia Freuda, opisana około 1910 (nie ta obowiązująca obecnie, archowo zakochana w sobie).

Mimo ich oczywistych błędów, nie mogę zgryźć jednej kwestii. Nie byłoby to dla mnie problemem, gdyby ci ludzie byli względem mnie "ciężcy", a są troskliwi i czuję względem siebie pewien rodzaj respektu, prawdopodobnie wynikły z mojej postawy i osobowości.

Jednak rodzice, jak to rodzice, liczą na wnuka. To czuć. Oj, u mnie to strasznie czuć. Jeszcze jakiś, krótki czas temu słyszałem komentarz, że posiadanie dzieci w wieku 40 lat to jest patologia. Oczywiście badawcze spojrzenie na mnie. Problem w tym, że oni wiedzą o mnie tak mało, że stają na głowie, aby się tego dowiedzieć. Komentarze o "twojej dziewczynie", walentynkach, wyczekujące, badawczo-shit-testowe spojrzenia są męczące i trudne, a rodzice stają na głowie, żeby dowiedzieć się jak najwięcej. Niestety, nic z tego im nie wychodzi. I nie wyjdzie. Gdyby dowiedzieli się co naprawdę wiem i co przeszedłem, chyba dostaliby ciężkiego szoku. Naprawdę ciężkiego.

 

Kiedyś widziałem mamę bawiącą się z roczną córką mojego kuzyna. To był jednocześnie piękny widok, a z drugiej tak dla mnie dojmująco smutny - zrobili tak wiele dla mnie, a ja ich i tak zawiodę. 

I tu pojawia się moje pytanie.

Jak im to powiedzieć? Jak powiedzieć rodzicom, którzy oczekują teraz ode mnie tylko "ustatkowania się", że nigdy do tego nie dojdzie? Jak powiedzieć mamie, która i tak jest zmęczona życiem, prosto w oczy, że nigdy nie będzie babcią? Jak odebrać jej tą ostatnią życiową nadzieję i radość? 

Temat zakładam w rezerwacie, ponieważ istotne są dla mnie odpowiedzi obu płci. Ze swojej strony proszę o to, żeby nie pisać, że kiedyś mi się "odwidzi" - niestety, raczej nie z moimi przejściami, światopoglądem, osobowością, celem życia. Nie zaprzeczam, że temat jest dla mnie bardzo ciężki i kompletnie nie mam pojęcia z jakiej strony mam do niego podejść.

Za każdą odpowiedź z góry dziękuję.

 

the-curse-ends-with-me-me-explaining-to-

  • Like 8
Link to post
Share on other sites
  • Replies 102
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Przepraszam tutaj zgromadzonych, że założyłem temat w rezerwacie. Niby człowiek wiedział, ale się łudził.. 

Czas ten nadchodzi coraz szybciej. Zbliża się do mnie z każdym dniem o parę milimetrów, a przecież to stoi już i tak w moim cieniu. Powiedzmy, że zbliżam się do wieku, gdzie "życie powinno się mieć

@Colemanka Jakby były kategoria " najgłupszy post miesiąca" to wygrałabyś w cuglach.   Na polskiej ziemi, w polskim łożu i koniecznie w prezerwatywie wyprodukowanej w Polsce xD  

25 minut temu, Messer napisał:

Czas ten nadchodzi coraz szybciej. Zbliża się do mnie z każdym dniem o parę milimetrów, a przecież to stoi już i tak w moim cieniu.

Powiedzmy, że zbliżam się do wieku, gdzie "życie powinno się mieć już ustawione", w końcu niebezpieczne uderzenie w 30-tkę to nie przelewki. Iluś tam rówieśników jest zaręczonych. Parę odważnych dziewczyn miało już pierwsze rozwody i są samotnymi madkami, a ich bombelki miały już kilku tatusiów. Kumple, dawni królowie życia, jak nie są poważnie "ustawieni", to z reguły szukają kogoś dla kogo mogą być gwoździem, żeby bezlitośnie wbić ich w wystarczająco miękki obiekt.

 

 

Nie przesadzajmy. Dla kobiet może to i jest jakaś "granica", my mamy więcej czasu. Mój ojciec kiedyś powiedział (żenił się dawno temu w wieku 34 lat), że "trzeba być pojebanym, żeby żenić się przed 30-tką" (skierowane do mężczyzn). 

 

Jestem starszy od Ciebie o kilka lat i nigdy nic konkretnego nie powiedziałem na ten temat. Czasami słyszę od matki, że "już czas", "może kogoś poznasz" i na gadaniu się kończy. Rodzina raz na rok coś rzuci na imprezie rodzinnej i tyle. Nie ma się czym przejmować. Poza tym nigdy nie mów nigdy. Po co się deklarować? Zwykle mówiłem coś w stylu, że szukam, to nie było to, ciężko kogoś wartościowego poznać, bla bla. Po co miałbym odbierać nadzieję mojej matce? Zresztą, sam nie wiem czy nie będę miał dziecka za 3-4 lata? Kto to wie. 

  • Like 2
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Kiedyś widziałem mamę bawiącą się z roczną córką mojego kuzyna. To był jednocześnie piękny widok, a z drugiej tak dla mnie dojmująco smutny - zrobili tak wiele dla mnie, a ja ich i tak zawiodę. 

 

@Messer jako mama powiem Ci, że gdyby moi chłopcy tak zdecydowali, pewnie miałabym w sobie uczucie smutku, ale nie na nich. I nie w kontekście, że mnie zawiedli. Smutek byłby z tego względu, że lubię dzieci i wiem ile radości by ich ominęło (w sensie moich synów). Ale rozumiem, że to ich życie i ich decyzje, a w dzisiejszym świecie i okolicznościach,  bardzo ostrożnie podchodzę do tego tematu. Może niepotrzebnie się zamartwiasz, skoro rodzice są względem Ciebie wyrozumiali, po prostu porozmawiaj z nimi. Powiedz, że na chwilę obecną nie czujesz potrzeby bycia ojcem. Tylko nie mów im, że szacujesz to na 0,5-1%, bo tak Ci z wyliczeń wyszło. To byłoby niepoważne, zwłaszcza, że nie jesteś w stanie przewidzieć na 100% swojej przyszłości; poza tym "na chwilę obecną", nie oznacza NIGDY i po prostu człowiek się lepiej psychicznie czuje, kiedy w podświadomości jest furtka. (nie mylić, z dawaniem nadziei, stanowczo podkreśliłabym chwilę obecną z prośbą o nie wracanie do tematu i o nie robienie aluzji). Rodzice wyczuwają i znają swoje dzieci w większości, mają doświadczenie i "przebyty już dawno wiek, w którym Ty jesteś". Matka kocha swoje dziecko bezwarunkowo ( w większości matek), nie sądzę by brak chęci do posiadania potomstwa syna, spowodował jej zawód? Przecież zdaje sobie sprawę, że dzieci to osobni ludzie i mają prawo decydować o sobie, ona jeśli chce wnuków to nie dla siebie @Messer, ale dla Ciebie. Chce i wierzy, że Ciebie to uszczęśliwi. Bo nie kocha bardziej wnuka, który nie istnieje niż syna, który stoi tuż obok, prawda?  Poza tym staraj się nie myśleć, że kogoś zawiedziesz, jeśli nie krzywdzisz celowo tej osoby. A posiadanie dzieci lub nie posiadanie dzieci nie stanowi krzywdy. W kontekście krzywdy rozpatrywałabym to w momencie, gdybyś  związał się z kobietą, okłamując ją, albo przemilczając sprawę potomstwa, podczas gdy ona jasno stawiała sprawę, że chce je mieć, a potem gdy ona by się zaangażowała, stwierdziłbyś, że Ty nie chcesz mieć dzieci. Wtedy byłoby to nie fair wobec tej hipotetycznej kobiety, to byłoby skrzywdzenie jej.  Ale rodziców? Nie każdy nadaje się na rodzica, nie każdy może mieć dzieci biologicznie. To nie koniec świata.

 

Jak im to powiedzieć? Jak powiedzieć rodzicom, którzy oczekują teraz ode mnie tylko "ustatkowania się", że nigdy do tego nie dojdzie? Jak powiedzieć mamie, która i tak jest zmęczona życiem, prosto w oczy, że nigdy nie będzie babcią? Jak odebrać jej tą ostatnią życiową nadzieję i radość? 

 

Normalnie im powiedzieć. Jesteście dorośli. Mamie zmęczonej życiem, może zaproponuj jakąś formę rozrywki? Coś co lubi robić? Są Kluby Seniora, Stowarzyszenia, gdzie starsi ludzie mogą spędzać aktywnie i w grupie czas. Poza tym skąd wiesz, że wnuki to jej ostatnia życiowa nadzieja i radość? Jeśli Ci to powiedziała sama, to ok, ale jeśli to Twoje domysły, to doradzam szczerą rozmowę. I przestań się winić. Powodzenia.

Edited by Wewerka
  • Like 3
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
38 minut temu, Messer napisał:

w końcu niebezpieczne uderzenie w 30-tkę to nie przelewki.

Ja jestem po 30, powiedz wprost, że ciebie nie stać, nie masz swojego mieszkania, domu, prawo rozwodowe jest nierówne, kobiety namawiane są do wielu złych rzeczy, obawiasz się, że trafisz na harpię, ja mówię wprost, jestem robolem, nie stać mnie, zarabiam 3,5 do 4 tyś złotych. Jak mam za te pieniądze wziąć kredyt na mieszkanie, ożenić się, założyć rodzinę, spłacić kredyt na ślub jeszcze jak dodatkowo nie ukończyłem jeszcze studiów inżynierskich i nie jestem ustatkowany zawodowo i finansowo. Na dobrą sprawę facet to może się ożenić się nawet po 40 i założyć rodzinę i mieć dzieci, tak że nie spiesz się, o ile dba o siebie oczywiście, po za tym chcę atrakcyjną, inteligentną dziewczynę ze świetną figurą, tyłkiem a nie jakiegoś bazyla, którego będę miał w czterech literach. Ja mówię otwarte karty.

 

 

Po za tym klepałeś kiedyś biedę, ale taką, że była pusta lodówka ? Bo ja tak.

  • Thanks 2
Link to post
Share on other sites

Słowo klucz, które każdy powinien powiedzieć i usłyszeć "DECYDUJ SAM!". 
Tyle rad ode mnie. Nie będę opisywać swojego przypadku i moich spostrzeżeń, bo ja chciałabym mieć dzieci, a ich nie mam, szkoda psuć Twojego wątku moimi wywodami. 

Chciałabym jedynie uzupełnić kilka informacji o Tobie : 
1. Jesteś jedynakiem? 
2. Na jakiej podstawie jesteś w stanie określić swój/e typ/y osobowości? 
3. Jak wygląda Twoja codzienność (praca, nawyki dnia codziennego)?
4. Dlaczego nie chcesz mieć dzieci?
5. Gdybyś miał założyć rodzinę, to na jakich warunkach? 
6. Jak często i w jaki sposób rodzice pytają o Twoje plany życiowe? 
7. O co do rodziców masz największy żal? 
 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
56 minut temu, Messer napisał:

słyszałem komentarz, że posiadanie dzieci w wieku 40 lat to jest patologia.

 

Patologią jest decydowanie się na dziecko nie zapewniając mu ani sobie (rodzicom), bezpiecznej i swobodnej ścieżki wychowawczej. Czy lepiej jest spłodzić dzieciaka szybko nie będąc pewnym czy na pewno mnie stać, czy dam rade finansowo?

 

Co z nastawieniem mentalnym? Dziecko to nie zabawka ani zwierze. znudzę się to odstawie na półkę albo komuś oddam. Na to trzeba dorosnąć a wiek z dojrzałością emocjonalną się nie łączy, bo można spotkać 50 letnie dziecko i 20 letniego mężczyznę.

 

Jebnąć pierwszą lepszą cizie tylko po to żeby swoje dziecko traktować jako co miesięczny czek który trzeba wysłać, a dziadkom chwalić się, że się go wysłało?

 

Wtedy na pewno będą zadowoleni, ze mają swojego małego wnusiunia.

 

Prosto z mostu trzeba powiedzieć, co czujesz. Trzymanie w sobie emocji to kurwa ruchome piaski dla twojej psychiki. Nie warto szukać wyjścia które da innym spokój a Ciebie będzie wpierdalać od środka.

Edited by WoLe
  • Like 5
Link to post
Share on other sites

Ja i brat normalnie mówimy, że nie będziemy mieli dzieci.

W dupie mam(y) ego starych.

 

59 minut temu, Messer napisał:

Jak im to powiedzieć? Jak powiedzieć rodzicom, którzy oczekują teraz ode mnie tylko "ustatkowania się", że nigdy do tego nie dojdzie? Jak powiedzieć mamie, która i tak jest zmęczona życiem, prosto w oczy, że nigdy nie będzie babcią?

"Nie będziesz babcią, nie będę miał dzieci"

  • Like 3
Link to post
Share on other sites

Jeżeli z rodzicami mało rozmawiasz, albo słabo cię znają to najlepiej nie mówić, bo to pójdzie w świat i tylko się wkurwisz. Niech żyją nadzieją, a ty się nie przejmuj.

 

Akurat z matką po własnej przeprowadzce gadam od czasu do czasu o poważniejszych rzeczach, bo ojca nie posiadam. Myślę, że mamy w pewien sposób zbliżone charaktery. Moja matka mnie akurat zna dość dobrze i rozumie, że wnuków się nie doczeka i powiedziałem jej, żeby się lepiej na mnie skupiła, jak już tak bardzo chce kogoś kochać. Ma syna, spełniła się biologicznie, niech z tego czerpie satysfakcję, ale ja nic do tego równania nie dodam. Kasę musimy wykorzystać, bo świadomie zamierzam zakończyć nazwisko rodowe. Matka przyjęła do wiadomości i jeździ po świecie, uczy się wydawać więcej hajsu i w sumie to chyba mnie zrozumiała. No, ale to wynika z rozmowy i wymiany realnych doświadczeń.

 

Większość ludzi uważam potrzebuje żyć złudzeniami. A to, co mówisz to proch, nic nie znaczy. Aa pewnie tak pierdoli, bo ma zły humor. Nie, o pewnych sprawach się nie mówi, bo to nie ma najmniejszego sensu. Zależy od charakteru rodziców. Moja babcia ciągle o dzieciach nawija, że ona by się nimi zajęła za mnie. Taki głupi, stary człowiek, który życia nie rozumie. W takim przypadku tylko przytakuję, nic nie tłumaczę, albo mówię, może za rok, może za dwa lata, albo w wieku 70 lat wezmę sobie młodą, zrobię dziecko i przepiszę cały majątek. Przecież to też jakiś scenariusz 😆 Jak chcesz to możesz ściągnąć. Ty się młodo czujesz, masz zamiar balować do lat 70, jako młody bóg, później partyzant, młoda rodzi, dostaje hajs i do widzenia świecie, jak Petroniusz z Quo Vadis, samobój przy tańczących niewolnicach i dobrej muzie xD

 

Poza tym rodziców nie możesz zawieść, bo oni cię kochają tak, czy siak, skoro masz taką charakterystykę rodziny. Lepiej rodziców skrzywdzić, którzy już po tym padole się poruszają niż nienarodzoną istotę potencjalnie wychowywaną w tym spierdolonym systemie. Mam identyczne przekonania. Dla mnie sprowadzanie niewinnego umysłu, duszy tutaj to praktycznie coś na kształt jebanego gwałtu i morderstwa w tym momencie. A gdzie, panie. Temat ciężki straszliwie, no ale moje zdanie znasz. Możesz czekać, nic nie mówić, albo będzie moment poważnej rozmowy i zdradzisz nieco z przekonań. 

Edited by mac
  • Like 5
  • Sad 1
Link to post
Share on other sites

Słuchaj, to nie jest smutne:

 

53 minutes ago, Messer said:

Jak powiedzieć mamie, która i tak jest zmęczona życiem, prosto w oczy, że nigdy nie będzie babcią? Jak odebrać jej tą ostatnią życiową nadzieję i radość?

 

A to już tak:

 

54 minutes ago, Messer said:

Problem w tym, że oni wiedzą o mnie tak mało, że stają na głowie, aby się tego dowiedzieć (...) rodzice stają na głowie, żeby dowiedzieć się jak najwięcej. Niestety, nic z tego im nie wychodzi. I nie wyjdzie

 

Powiedz matce wprost na zasadzie otwarcia się, jakbyś się rozkleił (czyli ta rozmowa nie może być planowana). Rozmiękczy Ją to. Zacznie empatyzować. Nie tyle skoncentruj się na wyjawieniu prawdy, co podaniu przyczyn dlaczego nie chcesz mieć dzieci (w tym samym trybie otwarcio-rozklejenia, niech się z Ciebie wyleje). Tyle jak z matką.

 

Jeśli Cię kochają zrozumieją. Ty byleś pierwszy i Ty jesteś najważniejszy. Żadne twoje dziecko nie powinno nigdy zająć twojego miejsca w sercu rodzica.

 

Mam pytanie z boku: czy Ty byłeś w dzieciństwie bardzo osamotniony?

Link to post
Share on other sites

Nie rób z siebie na siłę moralnego aniołka i powiedz im to   prosto z mostu.

 

Twoje życie, twój wybór, jeżeli prawdziwie zależy im na Tobie, a nie na sobie to zrozumieją, jeśli nie to baju baju.

 

Czerpanie szczęścia w życiu z zewnętrznych rzeczy, ludzi, wnuków czegokolwiek jest patologią, kto tego nie rozumie, to niech w końcu zrozumie.

 

 

  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
24 minuty temu, maggienovak napisał:



Chciałabym jedynie uzupełnić kilka informacji o Tobie : 
1. Jesteś jedynakiem? 
2. Na jakiej podstawie jesteś w stanie określić swój/e typ/y osobowości? 
3. Jak wygląda Twoja codzienność (praca, nawyki dnia codziennego)?
4. Dlaczego nie chcesz mieć dzieci?
5. Gdybyś miał założyć rodzinę, to na jakich warunkach? 
6. Jak często i w jaki sposób rodzice pytają o Twoje plany życiowe? 
7. O co do rodziców masz największy żal? 
 

Jakie znaczenie dla decyzji posiadania (lub nie) dzieci mogą wynikać z tego, ze ktoś jest jedynakiem albo ma nieprzepracowane relacje z rodzicami.
Czy mogłabyś to proszę rozwinąć ?

Link to post
Share on other sites

Sęk w tym że gdyby rodzice wiedzieli co wiesz Ty to sami powiedzieliby Ci ... poczekaj i nie śpiesz się Synu.

Moja Śp Babcia powtarzała dość często i broniła mnie jak mogła przez Kobietami 
1. Twoja żona się jeszcze nie urodziła (byłem po 20)
2. Lepiej poczekać i wybrać świadomiej 

3. Boję się o Ciebie że źle trafisz bo masz zbyt dobre serce (Moja Ex żonka to faktycznie ziółko było)

 

Życie przed Tobą, ciesz się tym że masz wiedzę 





 

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, spitfire napisał:

Życie przed Tobą, ciesz się tym że masz wiedzę 

Bardzo mądra kobieta, ale dowaliła, masz 20, twoja żona jeszcze się nie urodziła :)

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

 

-Mamo, nie będziesz miała wnuków - (mówisz to bardzo szybko i niewyraźnie) po czym od razu rzucasz pytaniem:

- Kiedy obiad? i mówisz, że musisz wyjść do toalety. Siedzisz tam przez kilka dni i czekasz, aż o Tobie zapomną.

Sprawa załatwiona.

 

Druga opcja jest taka, że będziesz z nią po prostu szczery, czyli mówisz to co myślisz o tej całej sprawie. Najzwyczajniej w świecie. Tak po prostu.

Swoją drogą szkoda, bo przydałoby się kilka nowych forumowiczów, ale przeżyjemy jakoś...

  • Haha 2
Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Messer napisał:

Za każdą odpowiedź z góry dziękuję.

Albo kolejny argument, mało w życiu widziałeś, nigdy nie byleś w Gruzji, Hiszpanii, Włoszech, Chorwacji. chcesz spełnić swoje marzenia, zobaczyć kawałek świata.

59 minut temu, zuckerfrei napisał:

trochę jestem "uratowany".

Dwa w jednym ;)

Link to post
Share on other sites
51 minut temu, Wewerka napisał:

Normalnie im powiedzieć. Jesteście dorośli. Mamie zmęczonej życiem, może zaproponuj jakąś formę rozrywki? Coś co lubi robić? Są Kluby Seniora, Stowarzyszenia, gdzie starsi ludzie mogą spędzać aktywnie i w grupie czas. Poza tym skąd wiesz, że wnuki to jej ostatnia życiowa nadzieja i radość? Jeśli Ci to powiedziała sama, to ok, ale jeśli to Twoje domysły, to doradzam szczerą rozmowę. I przestań się winić. Powodzenia.


Dziękuję za odpowiedź! Doceniam szczerość. :) 
 

 

45 minut temu, maggienovak napisał:

Chciałabym jedynie uzupełnić kilka informacji o Tobie : 
1. Jesteś jedynakiem? 
2. Na jakiej podstawie jesteś w stanie określić swój/e typ/y osobowości? 
3. Jak wygląda Twoja codzienność (praca, nawyki dnia codziennego)?
4. Dlaczego nie chcesz mieć dzieci?
5. Gdybyś miał założyć rodzinę, to na jakich warunkach? 
6. Jak często i w jaki sposób rodzice pytają o Twoje plany życiowe? 
7. O co do rodziców masz największy żal? 


Odpiszę w sumie tylko na kilka punktów, które uznam za słuszne.

2. Wiedza i ciągłe jej pogłębianie. Narcyzm (ten pierwotny) opisany jest bardzo dobrze w Narcissistic Leaders Michaela Maccoby, bądź u samego Freuda w Libidinal Types (tą pierwszą polecam, świetny tytuł). Nie mam wiele wspólnego z obecnym narcyzem :( Ta typologia chyba jest jedną z najbardziej sensownych jakie znalazłem w życiu, razem z typem obsesyjnym, erotycznym i marketingowym. Ja jestem narcystyczno-obsesyjny, tak wynika z analizy i obserwacji samego siebie. "Zaburzenia osobowości" Millona dotyczą klinicznego narcyzmu, ale tam nie znajduję wiele o sobie ;) 
3. Poranne rutyny, praca, gotowanie, książka, trening, praca, relaksacja, joga i odprężanie, ewentualnie rozrywki.
4. Nie na tej planecie. Nie w tym świecie. W obecnych czasach płodzenie życia uważam za krzywdę względem niewinnej istoty. Poza tym, skrajnie nie ufam kobietom.
5. Raczej utopijnych. :) 
6. Przy okazji, gdy jestem przy nich fizycznie, gdy się nawinie temat.
7. Brak przekazania przydatnych umiejętności i wiedzy na temat świata w dzieciństwie, gdzie wszystkiego musiałem dowiadywać się samodzielnie, i wciskanie mi kłamstw i duże wymagania moralne, np. żebym się uczył w szkole skrajnych bzdur (co czasem musiałem odchorować ze stresu), żeby po latach kształcenia wyjść z silną niechęcią względem nauki, brakiem umiejętności i jakiejkolwiek wiedzy na jakiekolwiek życiowe tematy, ale oczywiście był pasek na świadectwie. Koszmarem okazało się, gdy doszło do mnie ile jeszcze nie wiem, kiedy uświadomiłem sobie w pierwszej pracy fizycznej, że nie mam nawet najmniejszych kompetencji, żeby być wysoko opłacanym specjalistom, nawet mimo uczenia się całymi dniami. A wszędzie otaczają mnie prostacy i chamstwo. Okropne uczucie. Chyba najbardziej mam do nich żal za to, że wychowywali mnie do życia w nieistniejącym świecie. Odrobinę odrealnieni ludzie.
 

 

36 minut temu, mac napisał:

Moja babcia ciągle o dzieciach nawija, że ona by się nimi zajęła za mnie. Taki głupi, stary człowiek, który życia nie rozumie. W takim przypadku tylko przytakuję, nic nie tłumaczę, albo mówię, może za rok, może za dwa lata, albo w wieku 70 lat wezmę sobie młodą, zrobię dziecko i przepiszę cały majątek. Przecież to też jakiś scenariusz 😆 Jak chcesz to możesz ściągnąć. Ty się młodo czujesz, masz zamiar balować do lat 70, jako młody bóg, później partyzant, młoda rodzi, dostaje hajs i do widzenia świecie, jak Petroniusz z Quo Vadis, samobój przy tańczących niewolnicach i dobrej muzie xD


Byku, dzięki śliczne za ten komentarz! Śmiałem się z dwie minuty z tego fragmentu i chyba mi humor poprawiłeś na kilka godzin xD rozjebałeś 😆
 

 

35 minut temu, Colemanka napisał:

Mam pytanie z boku: czy Ty byłeś w dzieciństwie bardzo osamotniony?


Nie, ani trochę w sumie. Miałem fajne towarzystwo, w tym też rodziny, a szczególnie dziadków, robiło się mnóstwo głupich rzeczy i było strasznie przypałowo. Świetny, beztroski czas ;) bardzo chciałbym spędzić tak miło obecnie ten czas nawet z tymi rówieśnikami, ale niektórzy zostali zawodowymi ćpunami, pantoflarzami czy kompletnie się zmienili. Przykre :( 

  • Like 1
  • Haha 1
Link to post
Share on other sites

Wyjdę na fanatyka, ale ja rodzicom wprost walę cytatami z Kobietopedii.

 

Ojciec czasem zagada " kiedy się hajtniesz ? może znajdż sobie jakąś góralkę, to dobre dziewczyny" xD A matka mi przyznaje rację, że współczesne rynek matrymonialny kieruje się innymi wartościami, ale i tak czasem mi męczy bułę z tym ustatkowaniem się.

 

Na tekst typu " Robert od Robertowej ma fajną dziewczynę, może i ty..." mam odpowiedż. Lece klasykiem " potem będzie miał alimenty, weekendowe spotkania z dziećmi i myszkę inną niż wszystkie, która kocha samotne wakacje w Egipcie". Krótko i na temat, nie ma co się ceregielić.

 

Może o tyle mam łatwiej, że i brat, i kuzynostwo nie mają żadnych bombelków, a to już wszystko chłopy zbliżające się do 30, a nie młokosy, które czekają na pierwszą randkę w życiu. Mimo to tylko ja daje jasne sygnały, że to nie dla mnie. Niektórzy z nich może już tam korespondują z samotnymi madkami z dziećmi albo singelkami, miłośniczkami Netflixa, prosecco i ambitnej lektury typu 365 dni albo 60 twarzy Greya.

 

Wybór możliwych opcji jest ograniczony:

 

1. Szczera rozmowa, w której po prostu trzeba wyznać, że nigdy się nie czuło instynktu tacierzyńskiego i że czuje się pełnie szczęścia żyjąc w samotni. Są ludzie z takim typem psychicznym i dla nich pustelnicze życie niesie prawdziwy spokój.

 

2. Trzymanie w niepewności i ukrywanie swojego stanowiska.

 

3. Wymyślanie jakichś kłamstw typu " sprzęt nie działa, jakaś żyłka pękła... więc po ptoku i po ptokach".

 

Tu nie ma dobrych rozwiązań, bo zawsze taka informacja będzie wiązać się z zawodem. Wiem z własnego doświadczenia, że i tak mogą tego nie przyjąć do siebie w 100% i mogę się łudzić, że " pewnie mu się jeszcze odmieni z czasem, pozna odpowiednią dziewczynę i zmieni zdanie" - klasyka gatunku.

 

Zostaje powiedzieć " czuje że nie mógłbym w pełni poświęcić się dla tego dziecka, nie czuję takiego powołania, a nie chce dać życia komuś, komu nie jestem w stanie zagwarantować 100% zaangażowania w jego rozwój". Nie każdemu jest pisane rodzicielstwo i tyle.

 

 

 

 

 

 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
2 hours ago, Messer said:

niebezpieczne uderzenie w 30-tkę to nie przelewki

Był na Forum już wątek 40+. A Tobie trochę jeszcze do tego wieku brakuje, więc mimo wszystko - zobaczymy za 5, 10, 15 lat jak Ci się życie ułoży. Ja dopiero w okolicach 33 zacząłem traktować potrzebę posiadania potomstwa jako jeden z wielu punktów planu życiowego - nie konieczność, a dopiero jedną z możliwości. Wariant, dopuszczalną odnogę rzeczywistości. Przestałem mówić "na pewno nie" - tylko tyle. A swoje przeszedłem.

Do posiadania potomstwa nie jest Ci potrzebny ożenek - to po pierwsze. Z tą myślą warto już dziś oswajać rodziców.

2 hours ago, Messer said:

a ja ich i tak zawiodę

Zadaj to pytanie w taki sposób - czy żeby ich nie "zawieść", poświęciłbyś życie jakiegoś innego człowieka - Twojego dziecka? Jesteśmy odpowiedzialni za swoje dzieła.

2 hours ago, Messer said:

Jak powiedzieć rodzicom, którzy oczekują teraz ode mnie tylko "ustatkowania się", że nigdy do tego nie dojdzie?

Niech przeczekają do wyjaśnienia, bez zabijania w nich nadziei - bo Tobie przekonanie ich do swej "wizji na dzisiaj" i tak się nie uda; więc ją pozostaw. "Jak na razie, nie ma na horyzoncie żadnej odpowiedniej kandydatki, a przecież byle jakiej kobiety bym do domu nie przyprowadził".

Edited by Kespert
Link to post
Share on other sites

Może jest opcja dogadać się z jakąś panną na jedno dziecko, zapłacenie jej alimentów (potrzeba na to min. 150.000 zł) byle by nie przeszkadzała w wychowaniu?

 

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że brzmi to absurdalnie, ale co można doradzić w dzisiejszych czasach?

 

  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Życie jest za krótkie, a ja jestem zbyt impulsywny, więc  w  rodzinnym gronie napierdalam  swoimi mądrościami jak Ty @Infernal Dopamine, a że jestem kontrowersyjny ?

 

Chuj mnie to obchodzi  !

 

Będę żyć tak jak JA chcę i czuję, jebie mnie, że Tomek, mój rówieśnik się ożenił i ustatkował w postaci kredytu na 30 lat i tej samej baby na 30 lat.

 

Ja to ja !

 

Jebać zepsuty, gorzki, bezsensowy, cierpiący  zaprogramowany  tok życia ! 

 

Zdrady, kredyty, harówę na pseudo miłość z babą i na dzieciaki do usranej śmierci  !

 

Pracuje  na porsze, złoto, apartamenty na ostatnim pietrze i luksusowe 17 letnie kochanki ! 

 

A to, że moja córka będzie miała w genach  po mnie złamany po żydowsku nos ?

 

A kogo to obchodzi ?

 

Mnie na pewno nie ! 

 

Jakieś geny, jakiś przekaz ?

 

Za 100 lat już ślad DNA zaniknie...

 

Pomijając fakt oczywisty, że moja córka na 100 % zostałaby prostytutką, a synek kradł by  portmonetki swojej babci, uśmiechając się rozkosznie :D 

 

 

 

 

  • Like 1
  • Thanks 1
  • Haha 4
Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, Messer napisał:

Jak odebrać jej tą ostatnią życiową nadzieję i radość? 

 

Dlaczego chcesz iść w tym kierunku? Nie widzę tu za bardzo logiki. Nie skrzywdziła Cię, a to, ze być może nie otrzymałeś od niej wiedzy na temat życia w stopniu, w jakim byś sobie tego życzył, no cóż, matki zazwyczaj chcą dla nas dobrze, tylko robią to często w jakiś pokrętny, nie zrozumiały dla nas sposób. Widać, że Ci na niej zależy, tak jak i jej całe życie zależało i zależeć będzie, inaczej byś takich dylematów nie miał. Żal, jeżeli jest, nie powinien nami kierować, czas ruszyć do przodu.

 

Skoro daję jej to odrobinę radości, to dlaczego jej na to nie pozwolić. Chcesz mi powiedzieć, że ten wysiłek jest dla Ciebie zbyt duży, proszę Cię.

 

Możesz z nią usiąść i pogadać, tylko pytanie czy po tylu latach projektowania sobie w głowie Twojego życia (a matki to uwielbiają, zwłaszcza kwestię bąbelków) naprawdę wierzysz, że ona po prostu, to do siebie przyjmie i się z tym pogodzi, śmiem wątpić.

 

Nadziei nie odbiera się wcale tak łatwo, ona umiera ostatnia. Najpierw trzeba człowieka złamać, a dopiero kolejnym etapem jest próba mu jej odebrania. Tylko jest jeden problem, jak ostatnio sprawdzałem, takich rzeczy nie robi się tym, na których nam zależy.

 

Nie rozumiem.

 

Chociaż jedno rozumiem, podjęcie decyzji, na bazie której, nie planujesz dać komuś czegoś co wiesz, że uczyniłoby go szczęśliwszą osobą, potrafi doprawdy być paskudnym uczuciem.

 

 

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.