Jump to content

Wychowany bez ojca - moje doświadczenia


Recommended Posts

Będzie to kolejna z wielu historii o tym, jak ogromny wpływ na nasze dorosłe życie ma dzieciństwo i nieobecność któregoś z rodziców. Niby zawsze byłem świadomy tych procesów, ale dopiero jakiś czas temu poukładałem puzzle w bardziej sensowną całość.

 

Fakty:

 

1. W moim życiu w zasadzie nigdy nie było ojca – rodzice rozwiedli się jak miałem kilka miesięcy, prawdopodobnie mój stary zdradzał matkę od dłuższego czasu. Byłem ich jedynym dzieckiem, po rozwodzie mama postanowiła skupić się na wychowywaniu mnie i (nieco mniej) na karierze zawodowej, olewając równo sprawy damsko-męskie. Całkowicie z wyboru, gdyż była jeszcze przed <ścianą>, mogłaby spokojnie ogarnąć życie na nowo.

 

2. Tak więc chcąc nie chcąc stałem się typowym maminsynkiem, a na poziomie materialnym nigdy niczego mi nie brakowało, nawet w trudniejszych okresach (czasami się nie przelewało, delikatnie mówiąc). Do pewnego momentu ojciec spotykał się ze mną raz w tygodniu, lecz traktował to bardzo zadaniowo. Kino/basen/park rozrywki, mcdonald/pizza i elo. Jako małemu gówniakowi pasowało mi bardzo to bo była jakaś tam rozrywka no i kupował mi czasem zabawki. Jak trochę dorosłem i przewartościowały mi się trochę potrzeby to kontakty stały się coraz bardziej epizodyczne, nie byliśmy w stanie się dogadać. Często wyglądało to tak że zostawiał mnie pod opieką kogoś innego a sam zajmował się czymś innym – mniejsza o to czym, po prostu nie poświęcał mi uwagi która była potrzebna z uwagi na wkroczenie w wiek nastoletni. Ostatni raz widziałem ojca w wieku 13 lat.

 

3. Najbliższymi mi osobami byli: mama, babcia i dziadek – to właśnie od niego odebrałem jakąś namiastkę męskiego, mocno staroświeckiego wychowania, aczkolwiek za wiele to nie dało. Dziadek niestety trochę pasował do popularnego archetypu providera. Ciężko pracujący człowiek z wartościami, całkowicie oddany swojej żonie. Problem w tym, że babcia jest osobą zupełnie toksyczną, wykończyła go nerwowo przez te wszystkie lata. Z dziadkami od strony ojca kontaktu nie utrzymuję – nie znoszę ich. Wiem tylko tyle, że tam z kolei babcia zdradzała dziadka, on ją też przez jakiś czas ale potem pogodził się z byciem rogaczem i providerem. Generalnie rodzina bez jakiejś ostrej patologii, ale jak się człowiek zastanowi głębiej to nie było przesadnie kolorowo.

 

4. W tamtym czasie byłem jedynym dzieckiem w kręgu najbliższej rodziny, nie miałem rodzeństwa ani kuzynostwa do zabawy – byłem więc trochę taką maskotką rodziny, otaczali mnie praktycznie sami dorośli. Byłem dzieckiem uznawanym za tyleż zdolne, co dziwne. Nie kumałem rówieśników przez bardzo długi czas, ale o tym za chwilę.

 

Po faktach (starałem się streszczać jak mogłem) czas na konsekwencje – z czym musiałem/muszę się zmagać? Wnioski te są owocami przemyśleń z ostatniego roku (lub nieco dalej). Kropki łączyłem już wcześniej, lecz dopiero niedawno zrozumiałem jakby więcej. Przechodząc do rzeczy:

 

1. Zaburzenia samooceny/problemy z samooceną – część z Was na pewno wie jakie potrafią być nadopiekuńcze matki. Od małego było mi wpajane jaki to nie jestem zajebisty, czy to z wyglądu czy z charakteru. Nigdy tego do końca nie kupowałem, coś mi nie pasowało. Mocno zweryfikowały to wczesne doświadczenia z rówieśnikami, o czym napiszę w punkcie poniżej. Co do samooceny – do dziś są tu wahania. Czasami czuję, że mógłbym góry przenosić, a czasami pogrążam się w beznadziei. Czasami też coś pomiędzy. Moja samoocena ma tendencję wzrostową, jednak wciąż bywa niska. Jak na faceta mam też bardzo zmienne nastroje.

 

2. Nieśmiałość i (dawniej) brak umiejętności dostosowania się do rówieśników – wspominałem o braku innych dzieciaków w rodzinie i wychowywaniu się z dorosłymi – mogło to być pośrednią przyczyną braku porozumienia z rówieśnikami. Nie kumałem ich i uchodziłem za dziwaka. W szkole podstawowej bywałem obiektem drwin. Niestety nie potrafiłem się bronić, nikt mnie tego nie nauczył. Od gimnazjum miałem spokój, pewnie dlatego że podrosłem.

Mniej więcej do połowy/końca liceum miałem poważne problemy z nieśmiałością – odczuwałem silną blokadę w kontaktach z otoczeniem, nie potrafiłem się za bardzo przełamać. Były to męki ponieważ nie jestem typowym introwertykiem, czułem się jak uwięziony w klatce. Mimo to miałem zawsze te 3-4 osoby, które wzbudzały zaufanie na tyle że otwierałem się przed nimi. Czasami byli to outsiderzy i inni dziwacy a czasami nawet ci bardziej otwarci i lubiani. Pod koniec liceum i na studiach sytuacja zaczęła się szybko zmieniać. W dobrą stronę.

 

3. Kontakty i relacje z kobietami – noo, temat rzeka. Spróbuję jakoś podzielić spacjami żeby nie było ciągłej ściany tekstu i wygodniej się czytało.

 

Przez długi czas kompletnie nie uważałem się za osobę atrakcyjną. W dzieciństwie i wczesnej młodości miałem problemy z nadwagą. Nie wyglądałem może jak ludzik Michelin ale problem był (przynajmniej dla mnie) spory, nabawiłem się wielu kompleksów które miały kluczowy wpływ na moją późniejszą wybrakowaną samoocenę.

 

Dopiero w liceum coś się ruszyło, wyrosłem, schudłem (nadwaga została ale lekka) i zorientowałem się że mogę się podobać dziewczynom. Sam interesowałem się nimi wcześniej, lecz nieśmiałość i kompleksy na punkcie wyglądu rujnowały wszystko jak leci. Zaliczyłem kilka białorycerskich prób, lecz o wszystkich chciałbym zapomnieć i czuję wstyd na samą myśl. Kompletnie nie umiałem w kobiety i nie miałem się na kim wzorować. Przed pierwszym związkiem zostałem odrzucony około 4-5 razy (wliczam tylko te kiedy cokolwiek tam próbowałem działać).

 

W liceum zaangażowałem się w pierwszą relację – byłem zachwycony że ktoś zwrócił na mnie uwagę i że wgl mogę się komuś podobać i ktoś bardzo chcę ze mną być (inicjatywa wyszła od niej). Dziś, znając jako tako teorię smv dałbym jej 5/10. Niezbyt urodziwa, zupełnie przeciętna, no ale i tak wtedy byłem zachwycony. Na początku było super, pierwszy związek pierwsze randki, pierwsze seksy etc. Szybko jednak zorientowałem się, że dziewczyna mnie nie jara zupełnie a na dodatek ma tendencje do bycia toksyczną i próbuje zmieniać mnie na swoją modłę. Zakończyłem to dopiero po roku tylko dlatego że byłem pizdą, to powinno się skończyć po 2 miesiącach. Nie trzymałem ramy kompletnie, dałem wjechać sobie na głowę. Zostałem zdominowany.

 

Relacje tą zakończyłem po części też ze względu na oznaki zainteresowania ze strony z innych dziewczyn i głosy typu „chyba to ona jego poderwała”, „powinieneś być z kimś na swoim poziomie atrakcyjności”. Z początku przelatywało mi to koło ucha ale po pewnym czasie kapnąłem się że coś może być na rzeczy. Nie mam pewności co do swojego smv (dawne kompleksy jeszcze trochę we mnie żyją) ale chyba nie jest źle, jestem bardzo (może nawet trochę za bardzo) wysoki i mordę mam raczej przystępną. Problemem jest sylwetka w stylu skinny fat (chociaż szerokie bary trochę rekompensują). Pozostałość po latach bycia kluchą. Przy dobrym ubiorze niewidoczna. Ostatnio ćwiczę – problem powoli, stopniowo zanika.

 

Koniec wspomnianej wyżej relacji stanowił punkt zwrotny – uświadomiłem sobie, że nie jestem taki zły. Problem w tym, że dalej tkwiłem po uszy w białorycerskich, kukoldzkich klimatach.

Często nie miałem jaj by pchnąć relację dalej, mimo wyraźnych oznak zainteresowania ze strony kobiet. Seryjnie marnowałem okazje. Coś tam próbowałem z tym robić ale strasznie się motałem z tym, byłem niepewny. Zdarzało się że kobiety (atrakcyjne najczęściej) same wychodziły mi naprzeciw i to ja byłem podrywany – to wcale nie taki fajne, przecież jako facet to ja wolałbym być zdobywcą.

 

Od tamtej pory szło zdecydowanie lepiej, nauczyłem się jako tako korzystać ze swojego powodzenia, a nawet nabrałem jakiejś tam ogłady. Zacząłem też wybrzydzać – od zawsze mam dość nietypowy gust.

 

Mam wrażenie, że seryjnie przyciągam do siebie mniej lub bardziej zaburzone dziewczyny. Mnie też do takich ciągnie – lubię odczuwać silne emocje, często mnie to zastanawia czemu tak jest. Póki co nie znam bezpośredniej odpowiedzi na to pytanie. Swoje robią pewnie środowiska w jakich się obracam, około-artystyczne.

 

To właśnie związek z jedną z takich panien przetrawił mnie kompletnie. Roczny on and off, chyba najbardziej burzliwa relacja w moim życiu. Po rozstaniu zacząłem zgłębiać tematy i trafiłem w końcu na to forum, z czego się cieszę. Zrozumiałem większość popełnionych przez siebie błędów i zweryfikowałem kilka ideałów. Chwilę mi zajęło, ale to dopiero początek, bo przede mną ogrom pracy.

 

Od końca tamtego związku minęło ok 1,5 roku, w międzyczasie coś tam się działo i zdobywałem kolejne doświadczenia, ale nie zdecydowałem się wejść w LTR. Od roku – z przerwą na wakacyjny odwilż i kilka randek – żyję trochę w monk mode (samorozwój) z którego mam zamiar wkrótce wyjść i zacząć znowu poznawać kobiety.

 

Chyba nie wspominałem o wieku, a może to istotne – mam 23 lata, za kilka miesięcy dojdzie czwórka z tyłu. Trochę widziałem, poznałem ludzi z przeróżnych środowisk (bywam bardzo towarzyski i lubię poznawać nowych ludzi), ale dalej mi mało. Jestem głodny nowych doświadczeń.

 

4. Szeroko pojęte ogarnięcie życiowe, kwestie praktyczne – od kiedy pamiętam matka robiła wszystko za mnie. Świetne podstawy pod wychowanie faceta nieprzystosowanego do życia. Na szczęście zdołałem się jakoś z tego wyrwać i zawalczyć o więcej „autonomii”, uświadomić jej że to co robi jest złe. Nad swoim ogarnięciem pracuję cały czas i jest póki co dobrze. Mama zrozumiała kilka podstawowych rzeczy i zachowuje zdrowy dystans, nie wchodzi mi w drogę. Udało mi się tą relacje nieco uzdrowić, uczynić bardziej szczerą. Bo kogo jak kogo, ale rodzicielkę zdarzyło mi się wiele razy okłamać albo (delikatniejsze określenie) mówić to, co chce usłyszeć. Jest to bardzo trudna relacja z uwagi na ogromną różnicę charakterów. Myślę, że moja matka mnie do końca nie rozumie, lecz nic z tym już raczej nie zrobię, po prostu zaakceptowałem to.

 

Zachowujemy dobre relacje i mieszkamy dalej razem, głównie z uwagi na korzystną sytuację – duży dom na obrzeżach miasta, połowa dla mnie, połowa dla mamy. Bez innych lokatorów. No i spoko okolica. Jak covidowa karuzela spierdolenia się unormuję to pomyślę na pewno o wyprowadzce. Zdarzało mi się w przeszłości pomieszkiwać u niektórych dziewczyn ale to przecież nie to samo.

 

Małe podsumowanie:

- brak męskiej ręki przy wychowaniu sprawił że przez lata czułem i czasami dalej się czuję zagubiony, zabrakło wzorców,

- brak pewności siebie, nieśmiałość też z tego wynikają,

- brak ręki do kobiet w związkach, zwłaszcza w dwóch dłuższych o których wspomniałem, niestety nie uniknąłem matrixowego oprogramowania a brak starego tylko mnie bardziej wypchnął w pole rażenia,

- nadopiekuńczość matki w niczym tu nie pomagała, notorycznie pogarszała sytuację dopóki sam w końcu nie połączyłem kropek.

- część problemów przewalczyłem, z częścią się dalej zmagam (np. nadmierna wrażliwość, zmienność nastrojów)

 

Być może rozpisałem się za bardzo na temat, który został już dziesiątki razy przerobiony. Jeśli ktoś dotrwał do końca – dziękuję. A może są wśród Was osoby z podobnymi doświadczeniami?

 

Dzięki za uwagę,

SJ

  • Like 10
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Dzień Dobry!

 

Doszedłeś do wniosków - to dobrze, masz to co masz. Pytanie co z tym teraz zrobisz? 

 

Skupiłeś się mocno na brakach  - czy teraz one Cię określą czy może jest to tylko punkt startu?

 

Widzę tu pewne zagrożenie, bo bardzo dużo napisałeś o podłożu rodzinnym i relacjach z kobietami, a tak mało o tym co planujesz przez najbliższe 3-5lat, które będą kluczowe dla Twojego życia. 

 

Masz fajny wiek do rozwoju, poznawania świata i na tym radziłbym Ci się skupić.

Daj se pozór z babami. Zrób plan i działaj żeby nie obudzić się po 30stce z ręką w nocniku.

 

 

Z tym mieszkaniem to się zastanów  - masz bazę - może teraz są ważniejsze rzeczy niż kupowanie mieszkania  - może wystarczy Ci tylko miejsce do spania skoro chcesz się rozwijać?

  Być może powinieneś nauczyć się umiejętnego odbijania shit testów matki i problem rozwiązany? 

 

 

 

 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, RedChurchill napisał:

Skupiłeś się mocno na brakach  - czy teraz one Cię określą czy może jest to tylko punkt startu?

 

Punkt startu bardziej. Wnioski do których doszedłem dały mi pewną siłę żeby pchnąć to życie dalej. W ciągu ostatniego roku przepracowałem serio sporo, przynajmniej jak na mnie. Głównie mentalnie. 

 

Na chwilę obecną zafiksowałem się na punkcie fizyczności, coraz ciężej trenuję i planuje zapisać się na sztuki walki. Podoba mi się oddziaływanie aktywności fizycznej na samopoczucie. Nie wiedzieć czemu, wcześniej podchodzenie do tego tematu to była ciągła prokrastynacja. No dobra wiem czemu. Jestem j***nym leniem. 

 

W planach mam skończenie studiów (bardzo je lubię), znalezienie bardziej perspektywicznej roboty no i jakąś realizację planów artystycznych - chociaż to poczeka chyba dłużej, ostatnio mam jakieś ubytki kreatywności. 

 

Godzinę temu, RedChurchill napisał:

Masz fajny wiek do rozwoju, poznawania świata i na tym radziłbym Ci się skupić.

Daj se pozór z babami. Zrób plan i działaj żeby nie obudzić się po 30stce z ręką w nocniku.

 

I tak właśnie jest, primo rozwój. Co do kobiet to zrewidowałem nieco swoje podejście, aczkolwiek wciąż uważam, że monk mode w moim przypadku zda egzamin tylko na jakiś czas, rok max. Chciałbym poznać jakieś nowe kobiety ale raczej bez nastawiania się na LTR. Zobaczymy. Po prostu lubię ich towarzystwo i nie chcę z niego rezygnować. 

 

Godzinę temu, RedChurchill napisał:

Z tym mieszkaniem to się zastanów  - masz bazę - może teraz są ważniejsze rzeczy niż kupowanie mieszkania  - może wystarczy Ci tylko miejsce do spania skoro chcesz się rozwijać?

  Być może powinieneś nauczyć się umiejętnego odbijania shit testów matki i problem rozwiązany? 

 

Racja. Gdzie spać mam, dużo miejsca mam. Jestem zadowolony. 

 

Co do shit testów - zdaje się, że odbijam je cały czas. Teraz mniej niż dawniej. Moja matka jest bardzo spoko, trzeba tylko wiedzieć jak z nią gadać. 

 

Link to post
Share on other sites
19 godzin temu, Sugar Johnson napisał:

Być może rozpisałem się za bardzo na temat, który został już dziesiątki razy przerobiony. Jeśli ktoś dotrwał do końca – dziękuję. A może są wśród Was osoby z podobnymi doświadczeniami?

Witamy. 

Ale w w czym jest problem. Też się chowałem bez ojca po 15 roku życia. Może pomogę. 
Mając 23 lata to życie przed Tobą dopiero się otwiera. 

Link to post
Share on other sites

Mam 22 lata. Do podobnych wniosków doszedłem rok temu. No może oprócz punktu 4ego bo była taka sytuacja, że zostawałem / liśmy sam/i w domu i trzeba było sobie radzić, kiedy mama pracowała. Co do reszty - jak trafiłem na to forum i zacząłem czytać, że to co od zawsze robiłem powinienem robić odwrotnie lub w inny sposób to dopiero mi rozjaśniło, no bo przecież od dziecka byłem nauczony że tak nie wolno, że tak nie pasuje i tak dalej. Ogólnie zgadzam się z tym co napisałeś.

 

Nie chce tu zbytnio pisać całej historii, ale powiem tylko że brak wzorców stanowi problem w późniejszym życiu. Ważne żeby to dostrzec samemu / z pomocą innych ludzi i spróbować zmienić.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, spitfire napisał:

Ale w w czym jest problem

 

Wielkich problemów nie ma, są tylko te o których napisałem ale mam świadomość ich istnienia nie od dziś i staram się je stopniowo likwidować. Bardziej chciałem się podzielić swoją historią jako że niedawno dołączyłem do grona forumowiczów. 

 

6 godzin temu, spitfire napisał:

Też się chowałem bez ojca po 15 roku życia. Może pomogę. 

 

To w sumie całkiem podobnie, chociaż u mnie nawet przed tym 13 rokiem życia ojciec odgrywał niewielką rolę. Miałeś kiedyś podobne problemy do tych które wymieniłem? Tzn np. nieumiejętność dostosowania się do otoczenia, mocną nieśmiałość albo zaniżoną samoocenę? 

 

58 minut temu, yummyboy napisał:

Mam 22 lata. Do podobnych wniosków doszedłem rok temu. No może oprócz punktu 4ego bo była taka sytuacja, że zostawałem / liśmy sam/i w domu i trzeba było sobie radzić, kiedy mama pracowała. Co do reszty - jak trafiłem na to forum i zacząłem czytać, że to co od zawsze robiłem powinienem robić odwrotnie lub w inny sposób to dopiero mi rozjaśniło, no bo przecież od dziecka byłem nauczony że tak nie wolno, że tak nie pasuje i tak dalej. Ogólnie zgadzam się z tym co napisałeś.

 

Nie chce tu zbytnio pisać całej historii, ale powiem tylko że brak wzorców stanowi problem w późniejszym życiu. Ważne żeby to dostrzec samemu / z pomocą innych ludzi i spróbować zmienić.

 

Super, im szybciej każdy to sobie uświadomi tym lepiej dla niego. Dzięki za komentarz. 

  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Czytając Twój post czuję się jakbym w dużej mierze czytał o sobie. Nawet jesteśmy w podobnym wieku, ponieważ również za kilka miesięcy kończę 24.

 

U mnie może inaczej było tylko pod tym względem, że bardzo dużo w domu musiałem zrobić sam. Robiłem w domu typowo męskie zajęcia.

 

A co spowodowało moją zmianę i nabranie pewności? Sam nie wiem. Po prostu pewnego dnia miałem jakiś błysk w głowie. Nagle zrozumiałem, że jestem w stanie dojść do dużych rzeczy i stworzyć sobie fajne i udane życie. To była tak jakby żarówka, która nagle mi się zapaliła i w dodatku wybuchła prosto w twarz.

 

Wcześniej moim pragnieniem było stworzenie udanego związku z jakąś kobietą. Po kilku nieudanych próbach postawiłem na własny rozwój. 

I kroczek po kroczku zbudowałem własną małą firmę, która stale się rozwija i przyznam się, że dobrze mi się żyje. Pieniędzy nie brakuje, pomagam też mamie, a możliwe też, że za kilka lat będę kupował mieszkanie.

 

Nie piszę o tym żeby się pochwalić, ale żeby pokazać, że się da. To niesamowite, że jeszcze 4 lata temu moja pewność siebie po prostu nie istniała.

Z perspektywy czasu wydaje mi się, że brak ojca mógł zbudować we mnie przeświadczenie o tym, że muszę radzić sobie sam. Nie wiem, może to mnie zbudowało. Możliwe, że gdybym miał ojca i łatwej w czasie dojrzewania, nie miałbym motywacji aby zacząć się rozwijać.

  • Like 4
Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Sugar Johnson napisał:

To w sumie całkiem podobnie, chociaż u mnie nawet przed tym 13 rokiem życia ojciec odgrywał niewielką rolę. Miałeś kiedyś podobne problemy do tych które wymieniłem? Tzn np. nieumiejętność dostosowania się do otoczenia, mocną nieśmiałość albo zaniżoną samoocenę? 


Coż uciekłem trochę spod gilotyny tym że moja matka znikła wyjeżdżając (nie mogła już dominować)
Ale jaja wychodowałem poźniej bo dopiero w wieku 26 lat. Jak złapałem lepszą pracę.  
Co nie zmienia faktu że żonka dała mi popalić gdyż byłem trochę neddy i wpatrzony w jej pokaźne piersi, podobne do mojej Mamy.

Pracuj, poznawaj nowe kobiety, ale się ich ucz bo masz dużą przewagę z wiedzą z forum. 
Gdybym znalazł wcześniej to miejsce całowałbym je po stokroć.

Czytałeś "No more be nice guy" ?  
Jeśli nie to polecam. Trochę pomoże. 

Nie bój się być wymagającym (i wkurzającym czasem)  w stosunku do kobiet, Im będziesz bardziej needy i szukał w nich szczęścia >---> popłyniesz.

 

Dbaj o swój interes.    

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
Godzinę temu, spitfire napisał:

Pracuj, poznawaj nowe kobiety, ale się ich ucz bo masz dużą przewagę z wiedzą z forum. 
Gdybym znalazł wcześniej to miejsce całowałbym je po stokroć.

Czytałeś "No more be nice guy" ?  
Jeśli nie to polecam. Trochę pomoże. 

Nie bój się być wymagającym (i wkurzającym czasem)  w stosunku do kobiet, Im będziesz bardziej needy i szukał w nich szczęścia >---> popłyniesz.

 

Dbaj o swój interes.    

 

Dokładnie taki jest plan. Teoria teorią, praktyka praktyką; tą wiedzę trzeba sprawdzić w terenie możliwie jak najszybciej. Jestem nastawiony na zdobywanie doświadczeń. 

W przeszłości niestety też zdarzało mi się uzależniać swoje szczęście od kobiety (i bycia z nią). Żałuję tego. 

 

O książce chyba gdzieś słyszałem, nie czytałem natomiast. Sam tytuł już mi się podoba, obczaję wkrótce. 

 

3 godziny temu, Alli napisał:

A co spowodowało moją zmianę i nabranie pewności? Sam nie wiem. Po prostu pewnego dnia miałem jakiś błysk w głowie. Nagle zrozumiałem, że jestem w stanie dojść do dużych rzeczy i stworzyć sobie fajne i udane życie. To była tak jakby żarówka, która nagle mi się zapaliła i w dodatku wybuchła prosto w twarz.

 

Wcześniej moim pragnieniem było stworzenie udanego związku z jakąś kobietą. Po kilku nieudanych próbach postawiłem na własny rozwój. 

I kroczek po kroczku zbudowałem własną małą firmę, która stale się rozwija i przyznam się, że dobrze mi się żyje. Pieniędzy nie brakuje, pomagam też mamie, a możliwe też, że za kilka lat będę kupował mieszkanie.

 

Nie piszę o tym żeby się pochwalić, ale żeby pokazać, że się da. To niesamowite, że jeszcze 4 lata temu moja pewność siebie po prostu nie istniała.

Z perspektywy czasu wydaje mi się, że brak ojca mógł zbudować we mnie przeświadczenie o tym, że muszę radzić sobie sam. Nie wiem, może to mnie zbudowało. Możliwe, że gdybym miał ojca i łatwej w czasie dojrzewania, nie miałbym motywacji aby zacząć się rozwijać.

 

Podziwiam. Keep it up! 

Edited by Sugar Johnson
  • Like 1
Link to post
Share on other sites
W dniu 2.03.2021 o 17:52, Sugar Johnson napisał:

Byłem ich jedynym dzieckiem, po rozwodzie mama postanowiła skupić się na wychowywaniu mnie i (nieco mniej) na karierze zawodowej, olewając równo sprawy damsko-męskie.

 

Matki samotnie wychowujące swoje dzieci mają destrukcyjny wpływ na psychikę zwłaszcza u chłopców, których wychowują na życiowe ciapy.

Co takiego musiało się stać w dzieciństwie skoro dorośli mężczyźni mają problem z psychiką , emocjami, ogarnianiem życia.

Dodatkowo uczą i przekazują same negatywne cechy jak brak podejmowania ryzyka, narzekanie, bierność, pasywność, mściwość.

Czasami patrzę na tych mężczyzn zachowujących się i przejawiających się jako kobiety dramat.

Do prawidłowego wychowania i socjalizacji potrzebny jest czynnik męski w postaci Ojca jak go zabraknie to wujka czy dziadka.

Może i matki chcą dobrze dla swoich dzieci by w społeczeństwie dały sobie radę, ale tłumią naturalne instynkty mężczyzny.

Dlatego kolego na razie daj sobie spokój z kobietami i pracuj nad sobą.

Podwyższ samoocenę poprzez afirmacje, zwiększ pewność siebie, sztuki walki, siłownia czy uprawianie sportu, ogarnięcie i wywalenie

z głowy negatywnych wzorców, przekonań, bzdur wygadywanych przez system, społeczeństwo.

Bo nie wiem czy wiesz, ale software trzeba aktualizować.

Naucz się asertywności czyli mówienie NIE! sytuacją, osobą, od których powinieneś się odseparować gdy mają zły wpływ na zdrowie,

samopoczucie i twoje życie.

Naucz się języka, który ułatwi ci komunikację z ludźmi z poza Polski, zadbaj o finanse i status społeczny, własne lokum, które będzie twoim azylem.

Zdobywaj wiedzę i wprowadzaj w życie poprzez praktykę wtedy zobaczysz i obnażysz brednie tego świata.

 

 

  • Like 4
Link to post
Share on other sites
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.