Jump to content

Recommended Posts

Witajcie,

 

 

moja historia przedstawia się następująco...

 

 

Mamy po 30-parę lat. Żona jest młodsza o rok. Moją żonę znam od 7 lat. Jesteśmy 4 lata po ślubie. Mamy 4-letnie dziecko. Niestety od kilku miesięcy czuję, że moja miłość do żony powoli zanika.... Chyba zgłębianie tematyki MGTOW oraz słuchając audycji Marka uświadomiłem sobie, że my faceci w tym ja żyjemy w matrixie.

 

Ale po kolei. 

 

Moja żona pochodzi z małego miasteczka w domu miała chłód emocjonalny, ojciec pił, był nieobecny emocjonalnie. Stąd miała kilka nieudanych związków z osobami,

które prawdopodobnie były też w jakimś stopniu zaburzone. Z tego co wiem to nie była latawcem, stroniła od imprez. Tak jak ja szukała "prawdziwej miłości".  Na szczęście po jej ostatnim związku z hazardzistą za namową psychologa poddała się dwu 2 letniej terapii, dzięki, której jest bardziej świadoma pewnych mechanizmów, które rządzą ludźmi.

 

Ja z kolei pochodzę z dużego miasta, straciłem mamę w wieku kilku lat i mój ojciec wziął sobie później partnerkę, która go okradała przez szereg lat. Był od niej uzależniony, kontrolował jej ruchy itp. Pewnie podobne historie rodzinne zbliżyły nas do siebie. Ja nie byłem na terapii ponieważ nie czułem takiej potrzeby, ponieważ zawsze się dziwiłem

postępowaniem ojca.

 

Gdy ją poznałem chodziła już jakiś czas na terapie DDA. Mówiła, że wcześniej nie spojrzałaby na takiego mężczyznę jak ja, uczuciowego, troskliwego i z taką pasją oddanego w łóżku.

Nigdy nigdy nie dał jej tyle uczucia co ja. Nie oceniałem jej, jej ojca i w ogóle całej jej historii. Nie byłem z nią z litości, widziałem w jej oczach dobrą osobę zwłaszcza jak już była 

w trakcie terapii.

 

Razem podjęliśmy świadomie decyzję, że chcemy być razem.

Minęły dwa lata, urodziła nam się córeczka (to nie była wpadka). Rok później wzięliśmy ślub. Ja mówiłem, że mogę żyć bez ślubu, nie jest mi do niczego potrzebny,

ale kobieta jak to kobieta chciała mieć białą suknię i welon. Nie mamy intercyzy.

 

Przez te 7 lat mieliśmy tylko dwie poważne kłótnie aż do teraz kiedy nasze małżeństwo stanęło nad przepaścią.

 

Po urodzeniu dziecka klasyka....zmniejszyła się częstotliwość uprawiania seksu, ja uciekałem w firmy erotyczne z racji, że mam bardzo duży popęd. Mogę kochać się codziennie i to po dwa, trzy razy. I nie 5 minut tylko około godzinki. Na początku mojej to pasowało, aż do urodzenia dzidzi.

Ona zajęła się macierzyństwem, a ja żeby było więcej pieniędzy rzuciłem się w wir pracy po 12 godzin na dobę, praktycznie bez urlopów plus inwestowanie/spekulowanie na giełdzie.

Tylko praca, praca, dziecko, sen i tak w kółko przez ok. dwa lata.

 

I to nas zgubiło...nawet nie wiem kiedy się oddaliliśmy. Początkowo myślałem, że to chwilowe, aż od kilku miesięcy zacząłem się zastanawiać co ja do choinki jasnej robię w tym związku? Nic dla siebie nie mam. Wszystko podporządkowałem żonie. Seksu nie ma, pretensje, że nie pomagam w domu itp. Ale jak latam po mechanikach, żeby naprawić oba samochody i siedzę długo w pracy to jest dobrze.

Żeby nie było moja też pracuje. W tej materii mamy zachowaną symetrię. Zarabiamy mniej-więcej tyle samo. Ja już zrezygnowałem z nadgodzin, żeby uratować to co zostało. Mam normalny tryb 8 godzinny plus giełda. (ale to robię w czasie mojej pracy 🙂, tu akurat mam komfort).

 

Zacząłem analizować siebie, ją....jej przeszłość seksualną, swoją że może nie kocha mnie tak jak kogoś wcześniej.....

Dostałem nerwicy lękowej do tego stopnia, że musiałem brać tabletki, żeby normalnie funkcjonować....bałem się iść do pracy, ba nawet nie mogłem wejść do wanny,

tak miałem rozregulowany system nerwowy...gdzie nigdy wcześniej jak byłem w innym związku lub sam to takich stanów nie miałem.

 

Później zacząłem zgłębiać bardziej audycje naszego Bossa Marka oraz inne filmy o tematyce MGTOW i doszedłem do wniosku, że po prostu miłości nie ma.

Po jakimś czasie jest przyzwyczajenie, wspólne spędzanie czasu, ale nie ma już między nami tego ognia.

 

Ostatnio żona się rozpłakała i powiedziała, że chce by było tak jak dawniej. Oznajmiłem jej, że już tak nie będzie tamten okres minął bezpowrotnie. 

Teraz już wiem jak wygląda długotrwały związek i żebyśmy czuli takie emocje jak dawniej to niestety musielibyśmy oboje zmienić partnerów na świeżynki.

 

Poszliśmy nawet na terapię małżeńską. Specjalnie wybrałem faceta, żeby spróbował mnie zrozumieć....ale facet okazał się być "feministą".

Wszystko co ja robiłem to źle, ale kobieta jak zmieniła zdanie to jego zdaniem zmieniły się u niej priorytety i jest O.K.! Facet zamiast pomóc to dolał jeszcze więcej oliwy do ognia!

Nie wiedziałem, że te kręgi są też tak sfeminizowane i tam też występuję ucisk bezbronnych kobiet. Wydaliśmy kilkaset złotych na te parę wizyt po, których byłem

gotowy rozwieść się w ciągu jednego dnia. Skoro facet jest zawsze winny, bo kobieta płacze podczas terapii.... Jakby nie wiedział, że kobieta jest emocjonalna i zawsze płacze

czy jest winna, czy nie. Taki specjalista, pewnie też po studiach prywatnych!

 

Dwa tygodnie temu stanęło na tym, że tak jak w audycjach Marka, mamy umowę ustną czego wzajemnie od siebie oczekujemy. Taka trochę umowa biznesowa.

Pytała mnie czy zależy mi żebym miał ugotowane, więcej seksu itp. Ja zapytałem ją czego ona oczekuje od związku. Pomagam w zakupach, jestem szoferem, 

wymieniam uszczelki, krany, serwisuje nasze samochody itp. Typowe męskie zajęcia. Ja biorę wszystko co najlepsze z płci "pięknej", a ona korzysta z tego co facet robi lepiej.

 

Niestety wczoraj zrozumiałem, że na dłuższą metę taki model i tak mi nie odpowiada bo nie ma miłości.... A skoro w ogóle miłość nie ma, bo to haj hormonalny to jest on możliwy tylko z inną nieznaną mi osobą, która mnie będzie pociągać i to też tylko przez pewien czas.

 

Żona czuje, że jest i tak coś nie tak. Twierdzi, że mi zawadza więc zamierza się przenieść  z powrotem do swojego rodzinnego domu razem z dzieckiem. Jakby tak się stało

to będę córkę oglądał raz na dwa tygodnie, albo i miesiąc. o około 100 km od mojego miejsca zamieszkania. Mógłbym mieć córkę przy sobie, ale tam ma lepszą opiekę: dziadków. A ja nie dam rady z opieką i pracą.

 

Obecnie żyjemy w mieszkaniu, które jest całkiem spore, dostałem je dawno temu w spadku przed ślubem (nie jest obciążone zobowiązaniami). Więc nie wlicza się do majątku wspólnego (wiem są różne kombinacje żeby to obejść). Na szczęcie dla mnie i mojej żony dobro naszego dziecka jest ważniejsze i nie chcemy drzeć kotów i ciągać siebie i dziecko

po salach sądowych i wypaczać mu psychiki. Najlepiej bez orzekania o winie, chyba, że mojej odbije i będzie chciała mnie pogrążyć. Więc dopiero po ewentualnym rozwodzie sprzedałbym je i poszedłbym na dużo mniejsze i jeszcze sporo pieniędzy zostałoby mi na koncie. Dałbym część mojej żonie oczywiście wszystko na piśmie plus sam bym 

płacił "alimenty" (nie lubię tego słowa). Alimenty kojarzą mi się z kimś kto nie chce płacić lub płaci pod przymusem na dziecko. Ja po prostu w porozumieniu z żoną wpłacałbym co miesiąc przelewem umowną kwotę na utrzymanie córki. W końcu to moje dziecko (nie robiłem testów, ale twarz i dużo gestów ma po mnie). To prawda miłość do dziecka trwa cały czas...do partnera...no cóż.....

 

Wiem, że po tej operacji byłbym na pewno szczęśliwszy pod kątem finansowym. Małe mieszkanko to niskie opłaty, nawet blisko mojej pracy, żebym nie musiał samochodu ruszać.

Kupiłbym sobie lepsze auto i jeszcze sporo pieniędzy miałbym na koncie. Nawet po podzieleniu się z żoną. Czułbym się bardziej bezpiecznie. Moja mówi, że jestem cyniczny. Niestety życie mnie tego nauczyło, że pieniądze trzeba mieć i je chronić. A moja żona niestety nic nie ma, chyba, że jej rodzice zapiszą. I tu symetrii nie ma. A dom z ogródkiem to się wszystkim kobietą marzy, tylko pieniędzy na niego brak. Mnie się też marzy mieć Boeinga 747, ale póki co mnie nie stać i muszę jakoś z tym żyć :-).

 

Reasumując:

 

Moja żona to naprawdę dobra kobieta, uczciwa, nigdy by mnie nie zdradziła (myśli na szczęście głową, a nie dolną częścią ciała) 

Ja mam tak samo. Nigdy bym jej nie zdradził mimo wysokiego popędu wolę uciekać w filmy, a mógłbym przecież po cichu jeździć na roksę.

Ale nie mam zamiaru nikogo krzywdzić, dlatego uważam, że pod tym względem dobrze się dobraliśmy.

Lepiej się dogadać lub rozstać, ale w miarę kulturalnie. 

 

Poprzez kreowanie w filmach, bajkach oraz w mass mediach definicję miłości to całe życie szukałem miłości swojego życia. Długo byłem kawalerem i naprawdę miałem wiele okazji by mnie któraś usidliła i teraz kiedy myślałem, że to jest to... To całe życie w ciągu kilku dni mi się zawaliło. 

Emocje totalnie opadły, straciłem sens chodzenia do pracy, zarabianie na nas, skoro facet po ślubie za dużo dla siebie nic nie ma.....

 

Jedno jest pewne jeśli by doszło do rozwodu to wiedząc jak te mechanizmy działają to niestety, albo i stety nigdy nie wejdę w związek małżeńskich kolejny raz.

Ponieważ po paru latach i tak i tak byłbym w tym samym punkcie. Lepiej mieć panny bez zobowiązać. Mam takiego kolegę i sobie chwali taki układ. Wszystko dogadane

jak umowa B2B. Bez ślubu dzieci, mają własne mieszkania. Coś nie pasuje to jedzie do swojego lokum, moim zdaniem uczciwe.

 

 

I teraz pytanie głównie do tych samców, którzy są już zaobrączkowani i w podobnej do mojej sytuacji...

 

 

Co najlepiej zrobić w takiej sytuacji?

 

1. Zostać w tym związku mając poniekąd umowę biznesową, ale bez większych uczuć dla dobra dziecka, które i tak zauważy ten fałsz między mamą i tatą?

2. Rozwieść się i być w miarę szczęśliwym, ale córkę oglądać sporadycznie i skazać na życie w dużo mniejszym miasteczku bez ojca? Co za tym idzie ograniczony dostęp do szkół itp.

3. Inne wyjście?

 

Wiem, że ciężko odpowiedzieć wprost na te pytania, ale przyda się każda z Waszych rad. I tak decyzję muszę podjąć sam.

 

Jedno jest pewne. Jesteśmy ludźmi na poziome, nigdy nie było u nas patologii w postaci alkoholu, używek itp. Nasze kłótnie nie były okraszone wulgaryzmami

i innymi epitetami. Po prostu nasze zaprogramowane od dzieciństwa mózgi zderzyły się z brutalną prawdą "miłości".

 

Aha, nie wiem czy to ważne, ale żona tak naprawdę nie chce odchodzić, chce ze mną być po mimo, że ja mam wątpliwości.

Jest jej przykro, że tak się stało. Co jest tego przyczyną? Utrata stabilizacji, pieniędzy? Czy to naprawdę taka dojrzała "miłość" i przywiązanie z jej strony?

 

 

Dziękuję za uwagę!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Like 5
Link to post
Share on other sites

Nudzi Ci się. Nie jeden z tego forum. Chciałby być na Twoim miejscu. Potem poznajesz inna pannę. I okazuje się, że ta obecna wcale nie była taka zła. I na co mi to wszystko było.. 

  • Like 10
Link to post
Share on other sites

Opisałeś, że w Twoim związku nie było poważniejszych potyczek, osoby trzecie nie wchodziły w grę, Twoja żona również tęskni za dobrymi czasami z przeszłości, finansowo dobrze stoicie oraz Wasze rodziny nie mieszają się Wam w życie.

Moja porada byłaby taka abyście obydwoje wzięli sobie urlop z pracy na co najmniej rok, oczywiście gdyby było to możliwe.  Dokonajcie zakupu kampera lub przyczepki kempingowej i wyruszcie na daleką wyprawę.  Dookoła Europy lub gdziekolwiek, aby daleko.  Tylko Ty, żona i córa.  Oderwijcie się od pracy i od obecnego życia, i zacznijcie na nowo.  Wiem, że w obecnej dobie (Covid) coś takiego nie jest łatwe.  Zależy to również od oszczędności, ale może będzie warto nawet wziąć pożyczkę, gdy naprawdę zależy Wam na ocaleniu związku.  
  • Like 4
Link to post
Share on other sites

Dopadla was proza zycia to trzeba poprostu przezyc .Poukladajcie sobie zycie tak aby nikt nie byl stratny .Aby byc szczesliwym w zyciu to trzeba tez miec jakies pasje .Nawet jak ty je masz a partnerka jest pusta jak beben afrykanski to odbije sie to wczesniej czy pozniej na twojej psyche .Sam przyznaje ze na dluzsza mete ciezko byc zadowolonym  ze zwiazku z jedna partnerka .Laski stymulowane goownoszczesciem ze szklanego ekranu szybko nudza sie stalym partnerem , przechodzac w tryb stealth i rznal sie gdzies na boku .Jak poczujesz ze juz nie dajesz rady to wysiadz z tego pociagu .Ja bym jeszcze troche powalczyl. Pozdro

Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, Montella26 napisał:

Nudzi Ci się. Nie jeden z tego forum. Chciałby być na Twoim miejscu. Potem poznajesz inna pannę. I okazuje się, że ta obecna wcale nie była taka zła. I na co mi to wszystko było..

48 minut temu, thyr napisał:

Dopadla was proza zycia to trzeba poprostu przezyc .Poukladajcie sobie zycie tak aby nikt nie byl stratny .Aby byc szczesliwym w zyciu to trzeba tez miec jakies pasje .Nawet jak ty je masz a partnerka jest pusta jak beben afrykanski to odbije sie to wczesniej czy pozniej na twojej psyche .Sam przyznaje ze na dluzsza mete ciezko byc zadowolonym  ze zwiazku z jedna partnerka .Laski stymulowane goownoszczesciem ze szklanego ekranu szybko nudza sie stalym partnerem , przechodzac w tryb stealth i rznal sie gdzies na boku .Jak poczujesz ze juz nie dajesz rady to wysiadz z tego pociagu .Ja bym jeszcze troche powalczyl. Pozdro

Dzięki za wpis Panowie. Wiecie.... Może i nie jeden chciałby być na moim miejscu, ale jak to mówią: "Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma". Ja może też chciałbym być na kogoś innego miejscu i tak w kółko. Ważne, żeby czuć się szczęśliwym. Nie nudzi mi się, po prostu tak jak pisał kolega dopadła nas rutyna. Kamper niestety odpada, nie lubię tak się przemieszczać, wolę hotele. A dwa nie dostanę wolnego na rok. Nie ukrywam, że obecna sytuacja Covidowa też mogła pogłębić obecny stan. Mamy w planach wypad na weekend do jakiegoś fajnego hotelu ze SPA bez dziecka. Może to nam pomoże. Co do pasji. Za kawalera miałem parę hobby m in. puzzle, modelarstwo gry symulacyjne. Cóż żona nie jest pusta, ale powiedzcie ile znacie kobiet, które mają prawdziwe hobby? Ja poznałem tylko jedną kobietę, której pasją były podróże. Dużo latała po świecie, ale miała na to środki. Większość myszek to tylko TV, Facebook, zakupy, fryzjer kosmetyczka itp. Ostatnio wróciłem do gier, tak się relaksuję. Parę godzin wieczorami. Reasumując. Spróbuję jeszcze powalczyć. Oczywiście poczekam na wpisy innych braci z forum. Każda rada jest dla mnie cenna.

 

Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, RavenPL napisał:

I teraz pytanie głównie do tych samców, którzy są już zaobrączkowani i w podobnej do mojej sytuacji...

 

Co najlepiej zrobić w takiej sytuacji?

 

Sam musisz podjąć tą decyzję. Ty najlepiej znasz siebie i sam powinieneś wiedzieć co jest najlepsze dla Ciebie. Zrób tak żeby Tobie w pierwszej kolejności było najwygodniej. Inaczej nigdy nie będziesz szczęśliwy.

 

Napiszę co sprawia, że ja nadal chcę być w małżeństwie. Może coś Ci się przyda.

 

Równowaga - słowo klucz w walce z rutyną w wieloletnim związku.

Z jednej strony spędzaj czas razem i dbaj o to, żeby to był dobry czas (wieczorem wspólny film kiedy dziecko śpi, sex, wypad na kolacje, spacer itd.), z drugiej strony miej czas tylko dla siebie (poświęcenie się swojemu hobby, siłka, bieganie, samotny wypad czy z kumplami itd), to samo żona.

 

Równowaga praca - życie prywatne. Praca 8h i wracam do życia prywatnego (czas dla rodziny, czas dla siebie).

 

Równowaga wkładu w związek. Ja coś zrobię, wymagam żeby żona też dawała od siebie.

 

Bez sexu nie ma bliskości, bez bliskości nie ma sexu. Sex uprawiamy różnie, bywa, że codziennie jak jest czas. Jak monotonia wejdzie za mocno niczego nie inicjuję i czekam, aż kobieta sama coś zacznie (fajnie popatrzeć dla odmiany jak to ona się łasi do mnie). Po 3-4 dniach bez sexu widzę u mnie zanik bliskości, jestem bardziej oschły. Z kolei kiedy uprawiamy sex codziennie jest spontaniczny dotyk w ciągu dnia, pocałunki, przytulanie, droczenie, żarty, chce się żyć.

Dlatego mogę sobie wyobrazić Twoje nastawienie do żony po długim czasie bez sexu.

Świadom konsekwencji zawsze pilnowałem żeby nie było tak długich przerw.

Wiadomo, że po urodzeniu mężczyzna o sex musi się postarać. Kobieta jest skupiona na dziecku - natura. Ja wtedy powiedziałem jasno: dziecko od razu do oddzielnego pokoju, po połogu chcę jak najszybciej wrócić do sexu, najważniejsi dla siebie jesteśmy cały czas my - bez szczęśliwych rodziców nie ma szczęśliwych dzieci, bez sexu nie będę szczęśliwy. Kobieta jak to kobieta na początku zareagowała emocjonalnie - tylko na jednym Ci zależy. Odpow. jasne jestem mężczyzną, nie mam wyłącznika, potrzebuję sexu, nie dostane od Ciebie, to odejdę. Zadziałało jak zobaczyła, że nie odpuszczam.

 

Kobietę, jak Ty, też mam bardzo w porządku, dobrze napisałeś myśli głową a nie dupą, do tego dobrze gotuje, wspólnie zajmujemy się domem i dziećmi, nie ma z tym problemu, pracuje, jest ambitna, tv nie ogląda, social media minimalny kontakt, zero podatności koleżanek i rodziny, nasze problemy rozwiązujemy tylko we dwoje, introwertyczna tak jak ja, domatorka. Nie mam na co narzekać.

 

Miałem myśli, że super byłoby spotykać się z innymi kobietami, młodszymi (tym bardziej, że z wiekiem SMV wystrzeliło do góry) nie tylko cały czas z tą jedną. Jednak kolejna kobieta z czasem też stałaby się rutyną. Co kilka lat zmieniać? To raczej nie dla mnie. Wolę stabilizację. Wolę walczyć z rutyną z obecną partnerką. Patrząc na forum jak bracia spotykają pojebane kobiety gdzie ja drugą taką znajdę.

 

Do tego rodzina - mam dwójkę dzieci, ich wychowania nie zostawiam tylko żonie. Razem to robimy. Rodzice mają kolosalny wpływ na psychikę dzieci. Dużo frajdy i satysfakcji sprawia mi obserwacja ich rozwoju, wpływ jaki na nich mamy z żoną, staramy się uczyć na błędach naszych rodziców. Jak narazie dobrze nam to wychodzi. Mam dobty kontakt z dzieciakami, nie chce tego stracić. 

Edited by czerwony
  • Like 14
Link to post
Share on other sites

Oj Bracie. Czym jest dla Ciebie odpowiedzialność?

 

Blue pill masz w głowie. Wierzysz, że inna kobieta odmieni Twoje życie? Że gdzieś lepiej?

Szukasz tutaj potwierdzenia planu na zostawienie dziecka?

 

Ja mam również problemy z relacjami, ale to nie powód żebym ten świat pozostawił/stwożył gorszym niż jest.

Również nie kocham żony, a żona nie kocha mnie, ale szanuję ją jako matkę i gospodynię i partnera. 

Był etap frustracji - to naturalne. 

 

Zaskoczę Cię:

Twoja żona nie jest odpowiedzialna za Twoje uczucia - to Twój problem. 

 

Widać, że masz sprytny plan jak się wymiksować z alimentów i całej reszty. Córka podziękuje  Ci za 16lat. Wypuścisz kolejny zepsuty produkt na rynek, bo nie czujesz tego czegoś? Odeślę ich w siną dal, popłacę przez jakiś czas kaske i nara.

 

Znam takich paru. Frajerstwo. Bardziej  szanuję kokoldwerę . Przynajmniej coś robią.

 

Mnie nie zmanipulujesz tym gadaniem i części z Braci też. "Ja tak bardzo poświęcam się , a nikt mnie nie docenia".

Jesteś chłopie odpowiedzialny czy nie? 

 

Spinaj poślady. Życie nie zawsze jest takie jakie chcemy. Znajdź cel w życiu, bo widać że ojcostwo i związki to nie twoje klimaty, tak samo jak nie do końca może i moje, ale jak się już powiedziało A to trzeba powiedzieć B.

 

Wiem, że Ci ciężko, ale przez takie rzeczy trzeba przejść. Nie spotkało Cię niż wyjątkowego. 

Musisz ogarnąć ten łeb i wyhodować jaja, bo na dole to na razie masz fistaszki. Narcyzm się przydaje przy podrywie, a nie w tym przypadku.

 

Bardzo ważne pytanie - czy jesteś od czegoś uzależniony, uciekasz od życia w coś?

 

Gry, alko, inne rzeczy utrudniające Ci nawiązywanie relacji  - może pracoholizm? Widać, że poczucie bezpieczeństwa finansowego steruje Tobą. Ile na tej giełdzie zarobisz? Nie jest to przypadkiem ucieczka?

 

Wiele wyrzeczeń i pracy przed Tobą, a szukasz rozwiązania tam gdzie go nie znajdziesz. Czy zatem decydujesz się na ogarnięcie siebie czy chcesz jednak negatywnie oddziaływać na ten świat i przy okazji rozwalić komuś dzieciństwo?

 

To Twój wybór, każdy dzień i tak ma dosyć swojej biedy. 

 

Jak będziesz odpowiedzialny i ogarniesz swoje własne problemy, to na końcu będzie nagroda.

 

Najpierw ogarnij lęk i strach. Potem pogódź się z tym na co nie masz wpływu, a potem reszta.

 

Nie obieca Ci nikt, że niekochana żona nie pójdzie w tango z kolegą na integracji. Pytanie czy to jest dla Ciebie najważniejsze na świecie?

Jeżeli dojdziesz do momentu, że nie - to znów napisz - bo wtedy będziesz mógł ruszyć dalej. Coś poradzimy.

 

Czy ty masz jakiś cel i czy odpowiedzialność jest dla Ciebie ważniejsza od lęków i wygody? 

 

Edited by RedChurchill
  • Like 3
Link to post
Share on other sites
23 minuty temu, RedChurchill napisał:

Oj Bracie. Czym jest dla Ciebie odpowiedzialność?

 

Blue pill masz w głowie. Wierzysz, że inna kobieta odmieni Twoje życie? Że gdzieś lepiej?

Szukasz tutaj potwierdzenia planu na zostawienie dziecka?

 

Ja mam również problemy z relacjami, ale to nie powód żebym ten świat pozostawił/stwożył gorszym niż jest.

Również nie kocham żony, a żona nie kocha mnie, ale szanuję ją jako matkę i gospodynię i partnera. 

Był etap frustracji - to naturalne. 

 

Zaskoczę Cię:

Twoja żona nie jest odpowiedzialna za Twoje uczucia - to Twój problem. 

 

Widać, że masz sprytny plan jak się wymiksować z alimentów i całej reszty. Córka podziękuje  Ci za 16lat. Wypuścisz kolejny zepsuty produkt na rynek, bo nie czujesz tego czegoś? Odeślę ich w siną dal, popłacę przez jakiś czas kaske i nara.

 

Znam takich paru. Frajerstwo. Bardziej  szanuję kokoldwerę . Przynajmniej coś robią.

 

Mnie nie zmanipulujesz tym gadaniem i części z Braci też. "Ja tak bardzo poświęcam się , a nikt mnie nie docenia".

Jesteś chłopie odpowiedzialny czy nie? 

 

Spinaj poślady. Życie nie zawsze jest takie jakie chcemy. Znajdź cel w życiu, bo widać że ojcostwo i związki to nie twoje klimaty, tak samo jak nie do końca może i moje, ale jak się już powiedziało A to trzeba powiedzieć B.

 

Wiem, że Ci ciężko, ale przez takie rzeczy trzeba przejść. Nie spotkało Cię niż wyjątkowego. 

Musisz ogarnąć ten łeb i wyhodować jaja, bo na dole to na razie masz fistaszki. Narcyzm się przydaje przy podrywie, a nie w tym przypadku.

 

Bardzo ważne pytanie - czy jesteś od czegoś uzależniony, uciekasz od życia w coś?

 

Gry, alko, inne rzeczy utrudniające Ci nawiązywanie relacji  - może pracoholizm? Widać, że poczucie bezpieczeństwa finansowego steruje Tobą. Ile na tej giełdzie zarobisz? Nie jest to przypadkiem ucieczka?

 

Wiele wyrzeczeń i pracy przed Tobą, a szukasz rozwiązania tam gdzie go nie znajdziesz. Czy zatem decydujesz się na ogarnięcie siebie czy chcesz jednak negatywnie oddziaływać na ten świat i przy okazji rozwalić komuś dzieciństwo?

 

To Twój wybór, każdy dzień i tak ma dosyć swojej biedy. 

 

Jak będziesz odpowiedzialny i ogarniesz swoje własne problemy, to na końcu będzie nagroda.

 

Najpierw ogarnij lęk i strach. Potem pogódź się z tym na co nie masz wpływu, a potem reszta.

 

Nie obieca Ci nikt, że niekochana żona nie pójdzie w tango z kolegą na integracji. Pytanie czy to jest dla Ciebie najważniejsze na świecie?

Jeżeli dojdziesz do momentu, że nie - to znów napisz - bo wtedy będziesz mógł ruszyć dalej. Coś poradzimy.

 

Czy ty masz jakiś cel i czy odpowiedzialność jest dla Ciebie ważniejsza od lęków i wygody? 

 

Napisałem, że wiem, że żadna kobieta nie odmieni mojego życia, ponieważ wiem teraz jak funkcjonuje miłość. Po ewentualnym rozstaniu zero wiązań na stałe. Ja w przeciwieństwie do Ciebie nie uważam, że dobrze jest być z osobą do której już nic się nie czuje. Myślisz, że dzieci tego nie widzą, że rodzice się nie kochają. To jest dopiero obłuda. I tak będą miały wypaczone wzorce. Ja szanuje matkę mojego dziecka, a to że nie ma takiego uczucia jak wcześniej to nie nasza wina. Chce oszczędzić dziecku kłótni i wojen w przyszłości. Nie znasz mnie i myślisz, że nie będę płacił na własne dziecko z nieprzymuszonej woli. Jeśli tak to dobrze mogą być zasądzone alimenty. Nie mam nic do ukrycia. Chce, żeby było jak najbardziej uczciwie. A dwa żona mówi, że jak jej już tak nie kocham to i tak się wyprowadzi. Ona nie potrafi tak żyć. Więc to nie jest tylko mój problem. Do uczucia się nie zmusisz. Przed niczym nie uciekam. Nie mam nałogów. W tym momencie nie ma dobrego rozwiązania, które uszczęśliwi wszystkich. Chce po prostu jak najbardziej zminimalizować straty. A dzieckiem będę się interesował! Liczę się z tym jaki może mieć do mnie stosunek w przeszłości.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
11 hours ago, RavenPL said:

1. Zostać w tym związku mając poniekąd umowę biznesową, ale bez większych uczuć dla dobra dziecka, które i tak zauważy ten fałsz między mamą i tatą?

Fałsz już jest bo nie ma między wami uczucia, bez dziecka poszlibyście własnymi drogami. 

Umowa biznesowa, jeśli byście chcieli mieć nowych partnerów i nawet się dogadali na "otwarty związek" to zawsze jest ryzyko oskarżenia o zdradę.

Rozwód na papierze, bez orzekania o winie i bez wyprowadzania się?

Tylko wtedy ryzykujesz że jakiś prawnik szepnie żonie do ucha (możesz mieć dziecko, mieszkanie, alimenty tylko dla siebie).

 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, Montella26 napisał:

Nudzi Ci się. Nie jeden z tego forum. Chciałby być na Twoim miejscu. Potem poznajesz inna pannę. I okazuje się, że ta obecna wcale nie była taka zła. I na co mi to wszystko było.. 

Hm... Czyli rozumiem, że to forum jest dla ludzi, którzy mają naprawdę duże problemy z kobietami. Większe od moich, które ich zdradzają, oszukują, okradają. Wiem, że takie historie się lepiej czyta, ale to nie znaczy, że mniejszego kalibru problemy w związku są mniej ważne. Ja jak na razie nie mam takich wielkich drak, ale nigdy niewiadomo co życie przyniesie. Potrzebuję rad osób w podobnej do mojej sytuacji, a nie oceniania mnie. Nie mnie dziękuję za uwagę.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Rozwód, ustalenie alimentów, koszty na pół i mieszkacie nadal razem, najlepiej w innym wynajętym mieszkaniu a swoje wynająć. Jeśli Pani na to pójdzie.... Układ generalnie korzystny, większość tutaj by go chciało, a może tak ma wyglądać małżeństwo, że pani goni pana. Inaczej jak widać na przykładzie wielu braci, w tym moim to nie działa. Jak jesteś dla niej (tutaj wstawić swoją wyjątkową myszkę) miły, ciepły dobry i ugodowy, to nigdy tego nie doceni, nigdy... Na koniec wymyśli czemu jesteś zły i odejdzie.... Sam poszedłbym na taki układ jak masz teraz, tylko zabezpieczyć się conajmniej jak wyżej napisałem. A test DNA i tak bym zrobił

Edited by Mmario
Link to post
Share on other sites

Nie zastanawiałeś się czy to nie przypadkiem reakcja na pigułkę? Wiele osób nie rozumie po co warto czytać forum, zdobywać wiedzę i doświadczenie i zamiast zrozumieć, że jest to atrybut, aby zwalczać mechanizmy przyrody i spierd*lenia społeczeństwa, przekuwają to w nienawiść do kobiet. Musisz się dowiedzieć czy red pill na Ciebie tak nie wpłynął.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
9 minut temu, Mmario napisał:

Rozwód, ustalenie alimentów, koszty na pół i mieszkacie nadal razem, najlepiej w innym wynajętym mieszkaniu a swoje wynająć. Jeśli Pani na to pójdzie.... Układ generalnie korzystny, większość tutaj by go chciało, a może tak ma wyglądać małżeństwo, że pani goni pana. Inaczej jak widać na przykładzie wielu braci, w tym moim to nie działa. Jak jesteś dla niej (tutaj wstawić swoją wyjątkową myszkę) miły, ciepły dobry i ugodowy, to nigdy tego nie doceni, nigdy... Na koniec wymyśli czemu jesteś zły i odejdzie.... Sam poszedłbym na taki układ jak masz teraz, tylko zabezpieczyć się conajmniej jak wyżej napisałem. A test DNA i tak bym zrobił

Na szczęście to nie ja. Jestem typem choleryka i moja żona ma cały czas że mną "jazdy emocjonalne", które wynikają z mojego temperamentu. Nie są sterowane więc zawsze miałem łatwiej trzymać panny przy sobie. U nas nie mowy, abym był ciepłym misiem. Dlatego to ja zwykle odchodziłem niż byłem zostawiany. Dzięki za radę bracie.

2 minuty temu, WoLe napisał:

Nie zastanawiałeś się czy to nie przypadkiem reakcja na pigułkę? Wiele osób nie rozumie po co warto czytać forum, zdobywać wiedzę i doświadczenie i zamiast zrozumieć, że jest to atrybut, aby zwalczać mechanizmy przyrody i spierd*lenia społeczeństwa, przekuwają to w nienawiść do kobiet. Musisz się dowiedzieć czy red pill na Ciebie tak nie wpłynął.

Może jest w tym trochę prawdy. Ale lepiej wiedzieć więcej niż za mało. Dlatego teraz wiem, że brak seksu nie wziął się znikąd. Wcześniej sobie tłumaczyłem, że jesteśmy zmęczenie, a bo dziecko itp. A to nie do końca w tym problem. Moja jak chciała drugie dziecko to była skłonna od razu iść do łóżka.

30 minut temu, Orybazy napisał:

Tylko wtedy ryzykujesz że jakiś prawnik szepnie żonie do ucha (możesz mieć dziecko, mieszkanie, alimenty tylko dla siebie).

 

To wiem. Dlatego znalazłem się na tym forum.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Problemem w tym związku jesteś Ty a nie Twoja żona - powiedziała Ci że chce wszystko naprawić, zapytała czego od niej wymagasz, czy większej ilości seksu, ugotowanych obiadów, sprzątania - podzieliliście się obowiązkami, Ty męskie zajęcia a ona dba o dom, o Ciebie.  Wydaje mi się że próbujesz się usprawiedliwić jaka to ona nie jest zła, o związek trzeba dbać. Mówisz o seksie 2-3 razy dziennie przez godzinę? chłopie, która dziewczyna lubi coś takiego? może małolata, a nie dojrzała kobieta która ma pracę, po pracy obowiązki, zresztą tak samo jak Ty.  "Red Pill" trochę porył Ci głowę i to widać w Twoich tekstach, masz bardzo dobrą kobietę jakiej mogłoby Ci pozazdrościć 2/3 facetów.  Po tym jak przeczytałem Twój temat i Twoje wypowiedzi.. szkoda mi tej kobiety.

Link to post
Share on other sites
10 minut temu, mph25 napisał:

Problemem w tym związku jesteś Ty a nie Twoja żona - powiedziała Ci że chce wszystko naprawić, zapytała czego od niej wymagasz, czy większej ilości seksu, ugotowanych obiadów, sprzątania - podzieliliście się obowiązkami, Ty męskie zajęcia a ona dba o dom, o Ciebie.  Wydaje mi się że próbujesz się usprawiedliwić jaka to ona nie jest zła, o związek trzeba dbać. Mówisz o seksie 2-3 razy dziennie przez godzinę? chłopie, która dziewczyna lubi coś takiego? może małolata, a nie dojrzała kobieta która ma pracę, po pracy obowiązki, zresztą tak samo jak Ty.  "Red Pill" trochę porył Ci głowę i to widać w Twoich tekstach, masz bardzo dobrą kobietę jakiej mogłoby Ci pozazdrościć 2/3 facetów.  Po tym jak przeczytałem Twój temat i Twoje wypowiedzi.. szkoda mi tej kobiety.

Widzisz przed dzieckiem nie było problemu z częstym seksem, teraz jest. Raczej Red Pill bardziej mnie uświadomił dlaczego tak się dzieje. Nie twierdzę, że mam złą kobietę. Pozazdrościć? Moze nie idealizujmy kobiet. Ja też nie jestem złym człowiekiem. Dopiero jak doszło do rozmowy o rozstaniu zaczął się temat czego, kto potrzebuje. Wcześniej jak mówiłem i prosiłem to problem był niewidoczny dla niej. Więc pytanie czy to jest wyrachowanie, czy boi się rozpadu związku?

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

@RavenPL

Częściowo mam podobną sytuację:

- dziecko, które chcę wychowywać

- dobrą generalnie partnerkę (nie żonę)

- brak uczucia, intymności, seksu (tzn. nie tak że mi się odmawia tylko nie ma pożądania już)

Kobieta dba o "pełny brzuch i puste jądra" faceta jeśli

- ma dużo do stracenia bez faceta - to negują alimenty, podział majątku

- facet ma inne opcje partnerek - to neguje rozwód za zdradę i patrz wyżej

- facet może zniknąć (nie interesuje go dziecko), poradzi sobie np. w Brazylii - to neguje chęć wychowywania dziecka

 

Jedyne co mi przychodzi do głowy to program minimum:

- interesujesz się dzieckiem, nie żoną

- wypełniasz minimum, nie ma wyjazdów całą rodziną na Kubę

- seks jest tylko fizyczną rzeczą

- nie rozmawiasz z żoną o swoich sprawach

 

U mnie widzę większe zaangażowanie partnerki im bardziej wycofany jestem. 

Tyle że to nie jest związek a jakieś gierki.

Pozycja społeczna kobiety jest tak chroniona że niestety większości już nie zależy na facecie. Jej i dziecka dobro już nie od tego żywiciela rodziny zależy ale od socjalu, alimentów, 500 plusz, ochrony policji itd.

Link to post
Share on other sites

Ale posłuchaj.. nie ma ludzi idealnych, nie ma takiej miłości która jest na tysiąc procent, każdy mniej lub bardziej chce ugrać coś dla siebie, nie ma idealnych rodzin, idealnych małżeństw, nastomiast Twoja partnerka jest i tak pewnie lepsza niż 80% innych kobiet, bo mężowie w domu są yebani i na hajs i psychicznie.. macie dziecko, twoja żona chciała terapii, chce poprawy, czy była złą żoną oprócz tego że nie dostawałeś tyle seksu ile chciałeś? nie dbała o dom ? o dzieci? nie spędzaliście miło wieczorów? po takim stażu małżeńskim mało który facet ma codzienny seks, obowiązki, dom, dzieci, a Ty chciałbyś się rypać dwa razy dziennie przez godzinę.  Nikt nie idealizuje kobiet - natomiast zauważyłem że red pill wszedł Ci za mocno do głowy "nigdy więcej kobiet" "nigdy więcej związków" "wyrachowanie - tylko kasa i utrzymywanie, a seks to cel do tego"    naczytałeś  się o redpillu, spojrzałeś w lustro i "faktycznie, nie jestem chadem, mam być tylko dla niej sponsorem - wszystko za tym przemawia".    Żona Cię nie zdradza, nie piszę z innymi typami po messengerach, fejsach czy chvj wie gdzie.. żadna kobieta nie będzie z Tobą uprawiać seksu kilka lat po ślubie tak jak przed, i tu nie chodzi nawet o to że miała jakiś CEL - a o biologię, przeczytaj o efekcie coolidgea, https://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_Coolidge’a to hormony, przyzwyczajenie, dopamina - to nie ma nic wspólnego z tym że ona Cię nie kocha, albo że od początku robi Cię  w wała.      Rozumiem gdyby żona miała na Ciebie totalnie wyjebane, zero seksu, pyskówki, darcie ryja, brak obiadów, brak sprzątania i jeszcze kasę ciągnęła. 

Edited by mph25
  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
12 minut temu, Orybazy napisał:

@RavenPL

Częściowo mam podobną sytuację:

- dziecko, które chcę wychowywać

- dobrą generalnie partnerkę (nie żonę)

- brak uczucia, intymności, seksu (tzn. nie tak że mi się odmawia tylko nie ma pożądania już)

Kobieta dba o "pełny brzuch i puste jądra" faceta jeśli

- ma dużo do stracenia bez faceta - to negują alimenty, podział majątku

- facet ma inne opcje partnerek - to neguje rozwód za zdradę i patrz wyżej

- facet może zniknąć (nie interesuje go dziecko), poradzi sobie np. w Brazylii - to neguje chęć wychowywania dziecka

 

Jedyne co mi przychodzi do głowy to program minimum:

- interesujesz się dzieckiem, nie żoną

- wypełniasz minimum, nie ma wyjazdów całą rodziną na Kubę

- seks jest tylko fizyczną rzeczą

- nie rozmawiasz z żoną o swoich sprawach

 

U mnie widzę większe zaangażowanie partnerki im bardziej wycofany jestem. 

Tyle że to nie jest związek a jakieś gierki.

Pozycja społeczna kobiety jest tak chroniona że niestety większości już nie zależy na facecie. Jej i dziecka dobro już nie od tego żywiciela rodziny zależy ale od socjalu, alimentów, 500 plusz, ochrony policji itd.

Dzięki za komentarz. Pozwól, że się do niego odniose. Widzę, że jako jeden z nielicznych rozumiesz moje położenie. Ja też nie jestem złym dla niej, ani ona dla mnie. To bardzo duży zadatek na przyjaźń. Pożądanie się wypaliło z uwagi na brak seksu który trwał od dwóch lat. Seks był raz  na miesiąc. To nas oddaliło od siebie strasznie. Jak zacząłem szukać przyczyny to trafiłem na audycję Marka i zacząłem słuchać dlaczego tak jest. Nie mam do nikogo pretensji. Lepiej wiedzieć i rozumieć niż nie wiedzieć i żyć w nieświadomości dlaczego teraz jest tak, a kiedyś inaczej. Po prostu kobieta ma inne priorytety i facet też. Haj hormonalny mija, kobieta dostaje dziecko i zaczynają się problemy związkowe. Przed dzieckiem nie było takich problemów i dzięki Markowi wiem dkaczego. Dlatego pisze poraz kolejny. Nie mam do nikogo pretensji. Też tak jak Ty staram się wypełniać plan minimum i nie wiem jak nasze życie będzie dalej wyglądało. U nas nie ma patologii, normalna rozmowa. Oboje dbamy o dziecko.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Ja radziłbym zostać w związku, nie masz tak źle. Każdy następny wypali się prędzej, czy później. 

A jeśli masz problem z popędem to zawsze można wybrać się do divy lub znaleźć koleżankę z podobnym problemem.

Link to post
Share on other sites

Jeszcze tego nie rozumiesz? Twoja żonka ma wszystko, co może zdobyć kobieta w życiu, wypracowane na twoim garbie, a ty masz z tego wielkiego wała. Ani seksu, ani namiętności, tylko robota i problemy, do tego potencjalna strata dziecka, co już się tli gdzieś, skoro pisałeś, że jej podstawowa myśl to spierdolenie do rodziców 100 km dalej 😆 Twoja historia to historia klasyczna, w której małżeństwo blokuje ci manewr i musisz "negocjować", ale negocjacje przegrywasz i przegrasz systemowo i prawnie, więc jesteś niewolnikiem decyzji już podjętych.

 

Umowa ustna z kobietą? Już dawno się tak nie uśmiałem. Gwarantuję, że tylko ty dotrzymasz warunków umowy, a ona nie. Mniejsza. Taka gadka racjonalna z kobietami nie ma najmniejszego sensu, jakieś logiczne ustalenia. Nigdy tego nie dotrzyma, bo nie nadaje na tej fali.

 

Każdy wybór od tego momentu to będzie wybór tragiczny. Skazałeś się na pewien schemat życia bez pełnej wiedzy o nim. Jak już zauważyłeś kobieta ma nad tobą nawet przewagę przy terapii i w zakresie manipulacji otoczeniem. System, prawo jest przeciwko kolesiom, dlatego zostałeś sam. Jesteś MGTOW w małżeństwie, ale jeszcze o tym nie wiesz. Porno to najlepszy wskaźnik. Nie masz dostępu do własnej żonki, która ci przysięgała przed świadkami i w obliczu stwórcy xD Przykro mi, ale nie ma już dobrego rozwiązania w tym momencie. Musisz się zastanowić, czego ty w ogóle chcesz od życia. Wytrzymaj ewentualnie do pełnoletności dzieciaka i wypierdol, a wcześniej odkładaj hajs tam, gdzie żonka nie ma dostępu. To maraton, a nie sprint, jak masz dziecko.

 

A najlepsze rady kurwa zostać, bo dobra kobieta, z inną miałbyś gorzej, buahahhaha. Lepiej kurwa samemu być niż w gównianym związku, gdzie musisz pornusy oglądać całe życie i jeszcze zapierdalać na wszystkich dookoła xD Takie rady mnie rozpierdalają. Zostań, co ci szkodzi. Jasne. Jak nie ma uczucia to mieszkasz z obcą, coraz bardziej wkurwiającą osobą, to proste, jak budowa cepa. A obowiązki zaczynają ciążyć do poziomu wylewów i chorób serca. Kolesie własnej natury nie rozumieją, a naturą mężczyzny nie jest małżeństwo i noszenie kapci.

 

 

Edited by mac
  • Like 19
  • Thanks 2
Link to post
Share on other sites
25 minut temu, mph25 napisał:

Ale posłuchaj.. nie ma ludzi idealnych, nie ma takiej miłości która jest na tysiąc procent, każdy mniej lub bardziej chce ugrać coś dla siebie, nie ma idealnych rodzin, idealnych małżeństw, nastomiast Twoja partnerka jest i tak pewnie lepsza niż 80% innych kobiet, bo mężowie w domu są yebani i na hajs i psychicznie.. macie dziecko, twoja żona chciała terapii, chce poprawy, czy była złą żoną oprócz tego że nie dostawałeś tyle seksu ile chciałeś? nie dbała o dom ? o dzieci? nie spędzaliście miło wieczorów? po takim stażu małżeńskim mało który facet ma codzienny seks, obowiązki, dom, dzieci, a Ty chciałbyś się rypać dwa razy dziennie przez godzinę.  Nikt nie idealizuje kobiet - natomiast zauważyłem że red pill wszedł Ci za mocno do głowy "nigdy więcej kobiet" "nigdy więcej związków" "wyrachowanie - tylko kasa i utrzymywanie, a seks to cel do tego"    naczytałeś  się o redpillu, spojrzałeś w lustro i "faktycznie, nie jestem chadem, mam być tylko dla niej sponsorem - wszystko za tym przemawia".    Żona Cię nie zdradza, nie piszę z innymi typami po messengerach, fejsach czy chvj wie gdzie.. żadna kobieta nie będzie z Tobą uprawiać seksu kilka lat po ślubie tak jak przed, i tu nie chodzi nawet o to że miała jakiś CEL - a o biologię, przeczytaj o efekcie coolidgea, https://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_Coolidge’a to hormony, przyzwyczajenie, dopamina - to nie ma nic wspólnego z tym że ona Cię nie kocha, albo że od początku robi Cię  w wała.      Rozumiem gdyby żona miała na Ciebie totalnie wyjebane, zero seksu, pyskówki, darcie ryja, brak obiadów, brak sprzątania i jeszcze kasę ciągnęła. 

Tak masz rację, ale ja tu przyszedłem po rady, a nie ocenę. Dziękuję wszystkim Tym co napisali mądre i treściwe komentarze. Zwłaszcza osób, które doradzały co i jak zrobić aby odbudować uczucie. Dobrze jest się wzorować na czyichś przykładach z życia wziętego o podobnej symetrii do mojej. Naprawdę przykro mi, że niektórym z Was kobiety zrobiły piekło na ziemi. Ale każda historia jest inna bardziej lub mniej brutalna. Czas pokaże co będzie u mnie. Na pewno podzielę się tym na forum. Będę aktywnie Was wspierał. Gdyż nie jest to mój pierwszy związek i mam trochę doświadczenia w tych tematach. Rada szczególnie dla młodych mężczyzn: jak nie wiecie za dużo o związkach i mechanizmach, które rządzą się swoimi prawami to nie wstępujcie w związek małżeński. Nawet jak macie dobra kobietę to Wam się opatrzy i Wy jej tak samo. I później powstanie szereg pytań. Co dalej.

19 minut temu, mac napisał:

Jeszcze tego nie rozumiesz? Twoja żonka ma wszystko, co może zdobyć kobieta w życiu, wypracowane na twoim garbie, a ty masz z tego wielkiego wała. Ani seksu, ani namiętności, tylko robota i problemy, do tego potencjalna strata dziecka, co już się tli gdzieś, skoro pisałeś, że jej podstawowa myśl to spierdolenie do rodziców 100 km dalej 😆 Twoja historia to historia klasyczna, w której małżeństwo blokuje ci manewr i musisz "negocjować", ale negocjacje przegrywasz i przegrasz systemowo i prawnie, więc jesteś niewolnikiem decyzji już podjętych.

 

Umowa ustna z kobietą? Już dawno się tak nie uśmiałem. Gwarantuję, że tylko ty dotrzymasz warunków umowy, a ona nie. Mniejsza. Taka gadka racjonalna z kobietami nie ma najmniejszego sensu, jakieś logiczne ustalenia. Nigdy tego nie dotrzyma, bo nie nadaje na tej fali.

 

Każdy wybór od tego momentu to będzie wybór tragiczny. Skazałeś się na pewien schemat życia bez pełnej wiedzy o nim. Jak już zauważyłeś kobieta ma nad tobą nawet przewagę przy terapii i w zakresie manipulacji otoczeniem. System, prawo jest przeciwko kolesiom, dlatego zostałeś sam. Jesteś MGTOW w małżeństwie, ale jeszcze o tym nie wiesz. Porno to najlepszy wskaźnik. Nie masz dostępu do własnej żonki, która ci przysięgała przed świadkami i w obliczu stwórcy xD Przykro mi, ale nie ma już dobrego rozwiązania w tym momencie. Musisz się zastanowić, czego ty w ogóle chcesz od życia. Wytrzymaj ewentualnie do pełnoletności dzieciaka i wypierdol, a wcześniej odkładaj hajs tam, gdzie żonka nie ma dostępu. To maraton, a nie sprint, jak masz dziecko.

 

A najlepsze rady kurwa zostać, bo dobra kobieta, z inną miałbyś gorzej, buahahhaha. Lepiej kurwa samemu być niż w gównianym związku, gdzie musisz pornusy oglądać całe życie i jeszcze zapierdalać na wszystkich dookoła xD Takie rady mnie rozpierdalają. Zostań, co ci szkodzi. Jasne. Jak nie ma uczucia to mieszkasz z obcą, coraz bardziej wkurwiającą osobą, to proste, jak budowa cepa. A obowiązki zaczynają ciążyć do poziomu wylewów i chorób serca. Kolesie własnej natury nie rozumieją, a naturą mężczyzny nie jest małżeństwo i noszenie kapci.

 

 

Ha ha. Również się uśmiałem czytając Twój komentarz. Masz rację, ale nie do końca. Różni są ludzie, mniej lub bardziej mściwi. Akurat z moją wielokrotnie szło się dogadać ustnie. Zależy od człowieka. Po prostu związki są przereklamowane. Uczucie zawsze wygaśnie, może zostać jedynie coś na wzór przyjaźni.

  • Like 3
Link to post
Share on other sites
53 minuty temu, mac napisał:

Kolesie własnej natury nie rozumieją, a naturą mężczyzny nie jest małżeństwo i noszenie kapci.

 

Amen kurwa.

  • Like 8
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Hetman said:

A jeśli masz problem z popędem to zawsze można wybrać się do divy lub znaleźć koleżankę z podobnym problemem.

Tylko to jest zdrada w małżeństwie i równa się rozwód z winy faceta ze wszystkimi tego konsekwencjami. 

Link to post
Share on other sites
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.