Jump to content

Brać kredyt, nie brać? Doświadczenia, analiza, pomysły


Recommended Posts

1 hour ago, Kespert said:

O przegrzaniu można mówić, jeśli są spełnione co najmniej kryteria swobodnej podaży i popytu

No tak, lepiej by było użyć określenia - przebodźcowanie/nadstymulacja bo chodzi mi o to, że praktycznie wyczerpano wszelkie (wyobrażalne na dziś) stymulanty zapędzające ulicę w nieruchomości. Popatruję sobie na osoby, które niejako żyją z nieruchów i różnica między nimi a ulicą jest prosta - oni jeśli nie ma możliwosci kupić dużo poniżej aktualnej rynkowej wartości po prostu szukają dalej. Ulica bierze jak leci, nawet przepłacając. To samo jest na giełdzie. Wystarczy odpowiednio przekonujące zwyżkowanie kursu i większość wsiada w papier tuż przed wodospadem. 

 

I tym sposobem dzisiejszy spacer po naszej sąsiadującej mieścinie (25k mieszkańców) w dużej mierze sprowadzał się do wyliczania kolejnych domów na sprzedaż, dzialek na sprzedaż, pustych lokali handlowych do wynajęcia i wielkich billboardów lokalnego dewelopera, który chyba stracił już nadzieję na sprzedaż mieszkań w wybudowanych przez siebie (ładnych) blokach i oferuje je... na wynajem. A nasza kawalerka na Żoliborzu nadal bez najemcy. To znaczy chętni są, ale chyba za dopłatą ;) Póki co, robi więc za atrakcyjne i modne pasywo. Obłęd. 

1 hour ago, Kespert said:

czyli nagły wzrost raty 2x i więcej, który właśnie "odcedzi" ulicę od graczy

To chyba mało kto z ulicy bierze w ogóle pod uwagę. Banksterka i system walutowy nie działają przecież na swoją niekorzyść. "Pieniądz" jest ich produktem handlowym, służącym generowaniu zysków.

  • Like 5
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
27 minutes ago, Rnext said:

praktycznie wyczerpano wszelkie (wyobrażalne na dziś) stymulanty zapędzające ulicę w nieruchomości

Nie wyczerpano, ale może lepiej nie podpowiadać :)bo jeśli na przykład biedni bezdomni, czy studenci będa mogli legalnie... aż czasami trudno uwierzyć, jak bardzo można życie milionów ludzi zmienić jedną ustawą - napisaną "ze szlachetnych pobudek".

31 minutes ago, Rnext said:

oferuje je... na wynajem

Miejscowość nad morzem, tutaj też od lat widziałem podobne zagrania... ale to było pod "trzymanie ceny", w sensie sprzedali ponad połowę mieszkań, faktury popłacone, bilans na plus, i zamiast sprzedawać do końca, robią podspółką wynajem krótkoterminowy, jednocześnie cały czas ogłaszając sprzedaż ale po "odpowiednich cenach". Aż się chętny znajdzie, a zł/m2 będzie się zgadzał. Ale mówimy o devie, który od 2007 cały czas buduje na własnej ziemi, i może połowę zabudował do tej pory. Natomiast info o W-awie jest zastanawiające...

43 minutes ago, Rnext said:

Banksterka i system walutowy nie działają przecież na swoją niekorzyść

Tutaj już filozoficznie - generalnie racja, ale diabeł tkwi w szczegółach. Tutaj, w tym jak "1%" definiuje słowo "korzyść". Przecież można ludziom pieniądze na ulicy rozdawać w nieograniczonych ilościach... a i tak się nic znacząco nie zmieni. System bankowo-walutowy od dnia zero był prowadzony jako potencjalnie zastępowalny, i nikt nie będzie go bronił jeśli "lepsza" alternatywa się pojawi.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
5 minutes ago, Kespert said:

Nie wyczerpano, ale może lepiej nie podpowiadać

Dlatego zaznaczyłem, że wyobrażalne na dziś. Ale jak wiemy - "jutro to dziś, tyle że jutro" ;)

7 minutes ago, Kespert said:

Ale mówimy o devie, który od 2007 cały czas buduje na własnej ziemi, i może połowę zabudował do tej pory

Ja tu jak świeżak z Biedry ;) Jeszcze nie rozkminiłem zbytnio lokalnych macek.

10 minutes ago, Kespert said:

i nikt nie będzie go bronił jeśli "lepsza" alternatywa się pojawi

Zasadniczo jest gotowa. Ale po co byłoby na tym tracić, skoro można go zgrać do cna, ograć i wygrać.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Rnext napisał:

Wystarczy odpowiednio przekonujące zwyżkowanie kursu i większość wsiada w papier tuż przed wodospadem. 

To akurat jest domena idiotów bez żadnego systemu. Na giełdzie bardzo rzadko zdarzają się sytuacje, w których nie otrzymujesz czasu na wyjście. Zawsze jest kilka dni do analizy i podjęcia decyzji o ewakuacji. Gram na systemie, wykresie punktowo-symbolicznym od kilu lat i wtopa powyżej 10% mi się nie zdarzyła od tego czasu. Zawsze można wejść i wyjść. To tak w ramach uzupełnienia. Trzymanie długoterminowe na polskiej giełdzie kończy się takim PBG, co jest teraz do kupienia za grosze i nikt nie chce. Do tego weszli w Rafako i wartość tej dobrej kiedyś firmy też się spierdoliła. Także tego. Jebać ulicę 😆 

6 minut temu, ntech napisał:

Banki nie zachęcają do inwestycji, widełki kredytowe bardzo zawężone, wymagania wzrosły. Trochę to zaskakujące z boomem jaki jest na rynku.

Nie wiem, czy to dalej aktualne, ale gdzieś czytałem, że większość transakcji na rynku nieruchomości wykonuje się za gotówkę. Może ktoś potwierdzi, albo zaprzeczy. Chyba to było z materiałów BIK, jakiegoś raportu, ale nie pamiętam dokładnie. Z rok temu czytałem coś podobnego. A wymagania zawsze rosną dla biedaków tak naprawdę. Parafrazując klasyka, jak się nie łapiesz na kredyt na naszych rygorystycznych warunkach to nie nadajesz się do jego spłaty 😆 

Link to post
Share on other sites
11 hours ago, Carl93m said:

 

Facet tam powiedział, że biorę 300 tys. PLN, a oddaję ten kapitał plus łączne koszty okołokredytowe ~200 tys. PLN?   Kogoś poyebało? To lichwa i rozbój przecież...

Nie.

To matematyka.

Odnoszę wrażenie, że celowo jej w szkołach nie uczą, bo głupimi łatwiej się rządzi.

Niech ktoś wrzuci w jakiś kalkulator odsetkowy te 300.000 PLN na 30 lat na odsetki 1% i powie ile totalnie wyszło mu do zapłacenia.

A raczej jednego procenta nikt nie uważa za lichwę, nieprawdaż?

Potem jeszcze można spróbować z 2% i zobaczyć różnicę.

 

O zamianie mieszkania gdzie ktoś chce przyjść do małej miejscowości można zapomnieć.

Autor właśnie chce z niej zwiać a będzie uważał, że znajdzie kogoś, co chce tam trafić?

Tak to tylko czasami ludzie urządzają się na emeryturze.

Emeryci jednak nie mają pieniędzy, a ktoś kto miał wcześniej taki temat już sobie załatwił.

Poza tym starzy ludzie chcą być blisko lekarzy.

 

 

 

Edited by JoeBlue
  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Rnext napisał:

A nasza kawalerka na Żoliborzu nadal bez najemcy. To znaczy chętni są, ale chyba za dopłatą ;) Póki co, robi więc za atrakcyjne i modne pasywo. Obłęd. 

Mówisz zupełnie inne rzeczy niż powtarza się w głównym ścieku medialnym. Opowiesz coś więcej? Jak to wyglądało w przeszłości z wynajem, czy pandemia coś zmieniła, jaki metraż i cena za wynajem? 

 

22 minuty temu, JoeBlue napisał:

Tak to tylko czasami ludzie urządzają się na emeryturze.

Emeryci jednak nie mają pieniędzy, a ktoś kto miał wcześniej taki temat już sobie załatwił.

Poza tym starzy ludzie chcą być blisko lekarzy.

Coraz więcej "młodych wykształconych" wraca do powiatowych i okołopowiatowych  pipidówek. Często okazuje się, że wymarzone studia nie są w stanie zapewnić życia na poziomie znanym z seriali. Koszt kredytu lub wynajmu, opłacenie niańki do dziecka, wieczne korki i długie dojazdy do gówno pracy wyrywają ze snu o wielkomiejskich możliwościach. Po powrocie na stare śmiecie zajmują pięterko w kwadraciaku rodziców, a gówniaki siedzą z dziadkami. Ex-korpowicze robią teraz za sekretarki i przedstawicieli handlowych. Uciułają razem z 5-6k miesięcznie i tak żyją.  

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, horseman napisał:

Mówisz zupełnie inne rzeczy niż powtarza się w głównym ścieku medialnym. Opowiesz coś więcej? Jak to wyglądało w przeszłości z wynajem, czy pandemia coś zmieniła, jaki metraż i cena za wynajem? 

 

 

To ja się wtrącę - w styczniu tego roku właściciel mieszania, które wynajmuję powitał mnie telefonicznie "mam nadzieję, że Pan też nie rezygnuje" on ma chyba z 3 czy 4 mieszkania ale w jego przypadku to są mniejsze koszty bo pracuje u developera i przypuszczam, że kupował je w zupełnie innych cenach niż "z rynku".

 

Spokojnie mógłbym się przeprowadzić i mieć ok 300-400 zł mniej do płacenia albo sporo większą chatę ale to mieszkanie daje mi pewne plusy na których mi zależy.

 

9 godzin temu, Rnext napisał:

I tym sposobem dzisiejszy spacer po naszej sąsiadującej mieścinie (25k mieszkańców) w dużej mierze sprowadzał się do wyliczania kolejnych domów na sprzedaż, dzialek na sprzedaż, pustych lokali handlowych do wynajęcia i wielkich billboardów lokalnego dewelopera, który chyba stracił już nadzieję na sprzedaż mieszkań w wybudowanych przez siebie (ładnych) blokach i oferuje je... na wynajem.

 

Mam takie same obserwacje co do mniejszych miast - masa, po prostu masa mieszkań, działek, domów do kupienia, ceny stoją w miejscu, nie wiem na co Ci ludzie liczą - chyba na to, że akcja naganiania trwa.

Około rok temu dużo ludzi których znałem, takich koło 50-60tki, powyciągała całą kasę z banku (czyli oszczędności życia) i rzuciła się na kupno mieszkań, często dokredytowanych z "gwarantowanym zyskiem 10% rocznie z wynajmu" - strasznie napompowali ceny i rynek. Moja obserwacja jest taka, że nie tyle młodzi cisną mieszkania ile właśnie to pokolenie, pamiętające jak ich rodziców przerobiła hiperinflacja z lat 90tych.

I mamy wysyp "inwestorów" co jak myślą, że kupili kawalerkę na zadupiu za 120 000 złotych to są "landlordami" :D 

Myślę, że w tych małych miejscowościach już niedługo będzie tyle lokali do wynajęcia, że głowa mała.

 

7 godzin temu, horseman napisał:

Coraz więcej "młodych wykształconych" wraca do powiatowych i okołopowiatowych  pipidówek. Często okazuje się, że wymarzone studia nie są w stanie zapewnić życia na poziomie znanym z seriali. Koszt kredytu lub wynajmu, opłacenie niańki do dziecka, wieczne korki i długie dojazdy do gówno pracy wyrywają ze snu o wielkomiejskich możliwościach. Po powrocie na stare śmiecie zajmują pięterko w kwadraciaku rodziców, a gówniaki siedzą z dziadkami. Ex-korpowicze robią teraz za sekretarki i przedstawicieli handlowych. Uciułają razem z 5-6k miesięcznie i tak żyją.  

 

Widzisz oby tak było bo wtedy większe miasta trochę odetchną od tego ciśnienia z zakupem mieszkań ale, moim zdaniem, wiele osób z mniejszych miejscowości czy ze wsi ma mega ciśnienie żeby mieszkać w mieście. Ja to rozumiem jak się ma do 25 lat, studia, imprezki itp. ale pier*olić się w korkach, smrodzie itp. jako luksus życia to serio... coś nie tak.

 

Powiem Ci coś w ogóle niezłego - miałem okazję rozmawiać ostatnio z dwoma takimi osobami ok 25 lat - mężczyźni - i oni mi jasno zakomunikowali, że tylko i wyłącznie duże miasto + nowe mieszkanie, bo oni "po kimś nie będą mieszkać". To są goście co nawet 3k na rękę nie mają ale już się za kredytem rozglądają. 

 

Mam za ścianą parkę z dwójką dzieci. On jest bardzo sympatyczny, widać że zapierdala, ona w zasadzie zajmuje się dziećmi / ma jakąś wujową pracę i nie mówi o nim inaczej niż per "stary". Szacunku 0 do niego, przypuszczam, że cześć kasy dostali od rodziców, ale mieszkanko w dobrej dzielnicy jest, ok 60m2 jest tylko, że... biedują. To widać po nich, to mieszkanie to inwestycja ich życia. Żyję w takim bloku-korposzczurowni gdzie właściwie poza mną może 3 mieszkania są wynajmowane (1 studenci-banany i dwa dla zagraniczniaków - na moje oko korpo im za to płaci) i widzę tych ludzi w zestawie on + ona i dwójka dzieci + kredyt - idealnie klienci banków.

 

Więc jak widzisz może być tak jak Ty piszesz ale obawiam się, że ludzie nie zmądrzeją i wymarzony "miejski sen" to nadal ideał dla wielu osób. Dziwi mnie to bardzo bo praca zdalna jest w cholerę dziś popularna ale cóż. Niech każdy żyje jak chce ale... to jest życie bez głowy.

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
7 hours ago, horseman said:

Mówisz zupełnie inne rzeczy niż powtarza się w głównym ścieku medialnym. Opowiesz coś więcej? Jak to wyglądało w przeszłości z wynajem, czy pandemia coś zmieniła, jaki metraż i cena za wynajem? 

Kawalerka nigdy nie była w najmie ale w tym bloku jest kilka takich mieszkań zasiedlonych, więc tu na temat wpływu pandemii się nie wypowiem. Mieszkaliśmy w niej rok, spora, ciepła, pod 40 m2 (tyle że bardzo mały jest aneks kuchenny, gotowanie w dwójkę = straty w ludziach). Lokalizacja znakomita na Starym Żoliborzu. Jak poszły wici najpierw wśród środowisk znajomych o najmie, to mimo, że cenę wołaliśmy umiarkowaną (1700 plus opłaty) a jest odremontowana włącznie z instalacjami prutymi w ścianach, zainteresowanie było, ale chętnych brak. W praktyce np. ziomek z dziewczyną woleli wynająć pokój w kilkupokojowym mieszkaniu, bo taniej, niż samodzielną kawalerkę. I tak stoi już koło miesiąca pusta a telefony i skrzynki mailowe - głuche. Ale też jakiegoś szczególnego ciśnienia nie mamy na wynajem, to inna sprawa. 

28 minutes ago, niemlodyjoda said:

Więc jak widzisz może być tak jak Ty piszesz ale obawiam się, że ludzie nie zmądrzeją i wymarzony "miejski sen" to nadal ideał dla wielu osób.

No a myśmy spylili na wieś z premedytacją, odrzucając duże miasto jako habitat dla siebie. Już wygodą jest brak walki o miejsce parkingowe pod blokiem, bo se wjeżdżam do garażu albo zostawiam na podjeździe i nie martwię się, czy wniosę jakieś klamoty do chaty czy będę się z nimi bujał przez pół dzielnicy. Za zmianę paradygmatu sposobu pracy i szerokiej akceptacji dla robienia co się da - online, jestem naszej plandemii szczególnie wdzięczny ;) 

Jak ktoś chce żyć w gettach, to w czym problem? Tylko że mogę się oczywiście mylić odnośnie kierunku zmian wielkomiejskich. Ale będąc o czymś przekonanym nie ma innego sposobu jak wziąć odpowiedzialność za decyzję, bo inaczej można wisieć wiecznie w powietrzu. 

  • Like 3
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Rnext napisał:

 No a myśmy spylili na wieś z premedytacją, odrzucając duże miasto jako habitat dla siebie.

 

Nie dziwię się. Z ex-żoną miałem ten sam plan - dom był prawie kupiony, dzięki Bogu nie doszło do tego bo w perspektywie rozwód. Jeśli mam być szczery to nie wyobrażam sobie siedzenia non-stop w mieście - własny domek (ale na pewno nie szeregówka w tym "nowym" stylu, gdzie ogród ma powierzchnię kilku metrów kwadratowych), choć najmniejszy, i kawałek ogródka to jest zupełnie co innego.  Moim zdaniem idealny mix, oczywiście wymagający w chugona kasy, to mieszkanie w dużym mieście (jak chcesz tam przyjechać coś załatwić etc.) i mieszkanie na co dzień w małym. Sam do tego dążę tylko pytanie czy nieruchomość poza miastem w PL czy nie ale to już inna bajka.

 

Cytat

Jak ktoś chce żyć w gettach, to w czym problem? Tylko że mogę się oczywiście mylić odnośnie kierunku zmian wielkomiejskich. Ale będąc o czymś przekonanym nie ma innego sposobu jak wziąć odpowiedzialność za decyzję, bo inaczej można wisieć wiecznie w powietrzu. 

 

Również mam to samo zdanie każdy niech żyje i robi jak chce. Chodzi mi o to, że jest taki pęd ku kupowaniu mieszkań w mieście jakby małe miasteczka czy też wieś to było coś trędowatego. Ja urodziłem się i całe życie mieszkam w mieście i nie uważam, że to jest jedno jedyne idealne miejsce do życia.

Edited by niemlodyjoda
  • Like 2
Link to post
Share on other sites
10 hours ago, horseman said:

Coraz więcej "młodych wykształconych" wraca do powiatowych i okołopowiatowych  pipidówek.

Ależ oczywiście.

Ale większe więcej wyfruwa w odwrotną stronę.

Poza tym "więcej" to szerokie pojęcie.

Np:

Dwa lata temu przeniosło się na wieś dwie rodziny, rok temu cztery.

Zastrzegam prawa autorskie na temat dla dziennikarza:

"Trend wyprowadzek idzie w górę na potęgę, 100% wzrostu w ciągu roku, ludzie masowo emigrują z miast..."

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
On 4/6/2021 at 9:48 AM, Trevor said:

 

Hahahaha :D Jak na to patrzę to się nie mogę przestać uśmiechać. To taki uśmiech politowania. On szczytne idee, ona już kombinuje jak go wysiudać z majątku. 

Dlaczego. 

 

Może po prostu go kocha. 

 

Może chce się czuć "jak u siebie" i że to też jej jest. 

 

Nie można od razu złych intencji zakładać. 

Link to post
Share on other sites
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.