Jump to content

Dlaczego kobiety boją się prowadzić samochodu?


Recommended Posts

1 godzinę temu, mph25 napisał:

Głowa najważniejsza, egzaminator wie po 2 minutach czy dać ci plastik czy nie, to widać od razu poprzez ruchy i zachowanie czy ktoś jest pewny siebie i wie co robi czy nie.

 Ja im dłużej żyje to widzę takie cuś : możesz być głupi, ale jak jesteś pewny siebie - zdobędziesz świat :3

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
  • Replies 65
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

@mati248 z tego samego co wszystko inne, mniej ambitne zawody, mniejsza aktywność zawodowa, mniejsze parcie na wyższe stanowiska.   Jest to niechęć do podejmowania odpowiedzialności.  

Pytanie z pewnością nie  do mnie, aczkolwiek pozwolę sobie wtrącić swoje 3 grosze oparte na podstawie moich obserwacji.    Ooo tak autorze wątku, szczególnie gdy pod firmowy parking taka P

Niektórzy uważają mnie za najgorszego kierowcę jakiego spotkali.  Nie wiem czym zasłużyłam sobie na to miano....  Bo dobrze prowadzę.  Ja się nie boję prowadzić, to inni boją się ze mną

Posted Images

2 godziny temu, SamiecGamma napisał:

pomiędzy tym, jak dobrze kobieta prowadzi samochód, a jak ostro lubi (i umie) się rżnąć. 

 

Tak mi się przypomniało😁

 

 

  • Haha 2
Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, SamiecGamma napisał:

Intuicyjnie wydawało mi się, że im lepszy kierowca, tym większa pewność siebie, lepsza koordynacja, więc korelacja będzie dodatnia, ale moje skromne doświadczenia temu przeczą.

Ja bym powiedziała, że ta co jeździ dobrze, poprawnie, sprawnie będzie się gorzej kotłowała - jest zorganizowana, niechaotyczna, skupiona. A ta co jest trochę roztrzepańcem: tu zajedzie, tu wymusi - może mieć fantazję w łóżku.

Jakby mi ktoś przystawił pistolet do głowy i kazał obstawić w tej kwestii, to tak bym właśnie powiedziała ;)

 

Moja przygoda ze zdawaniem egzaminów (a raczej jego niezdawaniem) byłaby śmieszna, gdyby nie to, że to takie głupie uczucie (miałam 18 lat jak zdawałam) - tak jakbyś szedł i zgubił 200 zł za każdym razem.

Pierwszy raz - wjechałam na czerwonym: gość do mnie "jakie tam było światło?" - "mmm... późnopomarańczowe?". Miałam pozamiatane.

Drugi raz ponoć wymusiłam pierwszeństwo i już widziałam, że mnie oblał.

Kiedy w końcu za którymś razem zdałam, gość popatrzył na mnie "pani jest jak ta pogoda, wyjeżdżaliśmy było słońce, wracamy jest śnieg. Nie mam się do czego przyczepić, ale bałbym się z panią jechać".

 

Długo bałam się jeździć. Jak byłam w ciąży to spać w nocy nie mogłam przez tę myśl, że słabo jeżdżę, a dzieciak mi się rozchoruje - trzeba będzie jeździć, a ja nie potrafię.

Teraz robię trasy po 400 km i jest fajnie. To naprawdę kwestia wprawy.

 

Link to post
Share on other sites
16 hours ago, JudgeMe said:

Kazał zaparkować prawidłowo, grożąc.  

Może to byłeś Ty. :P 

Ja nie groziłem, może dlatego było to nieefektywne ;).

Link to post
Share on other sites
W dniu 19.04.2021 o 20:05, mph25 napisał:

owiedzieli mi że jeżdżę świetnie, ten drugi instruktor był zresztą instruktorem w wyścigach samochodowych, często mi opowiadał jak rajdowcy tracili prawko i przychodzili na egzamin i oblewali mimo że ścigali się w rajdach,

Mój też był jakimś rajdowcem. I powiedział mi, żebym sobie już na zawsze odpuściła jazdę samochodem, bo kogoś zabiję.

Tak zwątpiłam w sobie umiejętności. 

Podczas jazdy w ogóle nie mówił, co mam robić. Nie mówił zatrzymaj się, włącz kierunkowskaz, zmień bieg, sprzęgło. 

Tylko od razu wymagał, że będę jeździła perfekcyjnie w trakcie pierwszych godzin. A on siedział i tylko obserwował.  

Kiedy czegoś nie zrobiłam, albo zjechałam na nieodpowiedni pas, strasznie krzyczał. 

Jeździłam pod presją, obawiając się, że znowu będzie krzyczał przez co popełniałam wciąż błędy. 

Z kolei kolejny mówił mi wszystko. Jeździłam z nim całkowicie wyluzowana, on również.  

 

 

Moi znajomi oblewali na głupich rzeczach, typu niezamknięte drzwi, ruszenie na ręcznym. Jazda pod prąd. 

Moja mama, kiedy zdawała prawko, była akurat w ciąży z moim młodszym bratem, i egzaminator się chyba nad nią zlitował, zdała za czwartym razem. Jeździ bardzo dobrze, nigdy nie miała wypadku. Jest bardzo skupiona i uważna w trakcie jazdy.  

 

Ja natomiast jestem nieco rozkojarzona, kieruję jedną ręką, poprawiam włosy, szybko się rozpraszam.  

Jak wspomniałam wcześniej uwielbiam szybką i dynamiczną jazdę.  

Na ekspresówkach i autostradach czuję się jak ryba w wodzie. Przy 50 mam wrażenie, że się toczę. 

Z parkowaniem również miałam problemy, ale mam czujniki w aktualnym aucie. 

Najgorzej jest, kiedy jeżdżę nie swoim autem, ciężko mi wyczuć sprzęgło, ocenić gabaryty pojazdu, żeby kogoś nie zarysować.  

Choć przywykłam do jazdy suvami (i jestem ich miłośniczką). 

 

 

 

 

 

 

 

 

Link to post
Share on other sites

Szczególnie ta jazda pod prąd.

Faktycznie trochę głupia rzecz koleżanko.

😄

 

Oblać egzamin za taką błahostkę?!

Toć to skandalejro!

Opresyjne państwo. 

Tfu.

😆

Edited by RabarbaR
  • Haha 3
Link to post
Share on other sites
W dniu 21.04.2021 o 11:13, RabarbaR napisał:

Szczególnie ta jazda pod prąd.

Faktycznie trochę głupia rzecz koleżanko.

No, nie mówicie, że Wam się nigdy nie zdarzyło.  

Mi kilka razy zdarzyło się skręcić w ostatniej chwili. :P 

 

Link to post
Share on other sites

Odpowiem nienaukowo i naukowo. :)

 

Część nienaukowa:

Według moich obserwacji kobiety często albo nie czują się całkiem naturalnie w sytuacji kierowania, albo mają wmówione przekonanie, że to trudna sztuka i nie do końca dla nich. Większość pań, które obserwuję (nie większość ogólnie) jeździ zachowawczo, a wręcz z pewną dozą niepewności czy strachu przed wypadkiem. Przykład z rodziny: znam kobietę, która bardzo blisko podsuwa fotel i ustawia go pionowo, żeby lepiej widzieć. Niemal przytula się do kierownicy. Bynajmniej nie wygląda na odprężoną w czasie prowadzenia. Jest to osoba 60+, która prawo jazdy ma pół życia i teoretycznie powinna już oswoić się z autem. Często widzę też wśród kobiet nerwowe i nieporadne kręcenie kierownicą, jakby obecność wspomagania zupełnie nie robiła im różnicy. Facet natomiast siada wyluzowany, oparty o fotel, kręci jedną ręką (co teoretycznie nie jest wskazane, ale też świadczy w pewien sposób o luzie w prowadzeniu). Widziałem dosłownie pojedyncze kobiety, które przejawiały te cechy za kółkiem. Jedna z nich kobietą już nie jest - przeszła (a raczej przeszedł) korektę płci.

 

Część naukowa:

"dzięki wyższemu poziomowi estrogenu, który gwarantuje lepsze funkcjonowanie czołowych płatów mózgu, kobiety wypadają lepiej w testach pamięci przestrzennej, koncentracji, podzielności uwagi, a także – co istotne – znajomości przepisów. Kobiety jeżdżą bardziej zachowawczo, ostrożnie i są spokojniejsze oraz częściej stosują się do kodeksu drogowego – mówi dr Ewa Odachowska, psycholog z Instytutu Transportu Samochodowego.

Z kolei mężczyźni mają lepsze wyczucie perspektywy i lepiej czytają np. mapy. Testosteron, który z jednej strony warunkuje lepsze funkcjonowanie w niektórych sytuacjach drogowych, z drugiej zaś może przyczyniać się do częstego przekraczania dozwolonej prędkości i szybkiej jazdy".

 

Fragment pochodzi z komunikatu Instytutu Transportu Samochodowego, który był publikowany i omawiany w różnych mediach, m.in. tutaj:

https://www.automotoklassik.pl/2021/03/08/its-kobiety-za-kierownica-bezpieczniejsze-niz-mezczyzni/

Edited by wolnystrzelec
  • Like 2
Link to post
Share on other sites
  • 2 weeks later...

Moim nijakim zdaniem kobietom brakuje pewności siebie, więc w stresie tracą pełną kontrolę i popełniają głupie błędy na drogach. Poza tym zdają sobei sprawy jakie są koszty samochodu czy same koszty utrzymania tego samochodu, to dodatkowo wprowadza je w tok myślenia (które nigdy im się nie wyłącza), że zaraz coś odpierdolą i jak zlożyczenie - tadam. I dlatego ja swojej żonie wziąłem Toyotę w banku tej samej marki - łatwo się prowadzi oraz tanio naprawia ^^

Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Nie jestem pewna czy kobiety się boją prowadzić, przynajmniej ja takich nie znam. Na pewno starają się być ostrożniejsze na drodze, choć nie wiem czy wiele to przynosi realnego pożytku. Lepiej panować nad samochodem, ale w sposób bardziej spontaniczny i dostosowany do sytuacji, a nie typowo wyuczony, nieprzygotowany na przeróżne warunki. Ja to jestem dopiero na początku, niedawno zaczęłam robić prawko, lecz mocno mnie to jara. Jeszcze dwa miesiące temu zarzekałam się, że to niebezpieczne, straszne i niepotrzebne, a teraz wyczekuję nawet najkrótszego momentu za kółkiem:D 

Edited by Hatmehit
  • Like 1
Link to post
Share on other sites
1 hour ago, Robcio67 said:

więc w stresie tracą pełną kontrolę i popełniają głupie błędy na drogach

To widać też na egzaminach typu matura. Znałem kilka dziewczyn, które były świetne w nauce, ale jak przyszedł czas egzaminów to stres je paraliżował i miały słabe wyniki. U panów widziałem odwrotne przykłady, średnio uczący się potrafili się spiąć i dobrze napisać/odpowiedzieć. Myślę że ewolucyjnie mężczyźni lepiej są przystosowani do myślenia w stresie.

Link to post
Share on other sites

@Orybazy Stres to ogromny wróg mej płci. Nawet zdarzenia najmniej istotne wywołują jakieś chemiczne reakcje w mózgu, które potrafią zniweczyć wszytko. Podałeś przykład matury- mnie stresowała 10 miesięcy przed terminami, a kolejne 2 miesiące po wszystkim w oczekiwaniu na wyniki. Na szczęście swoiste przyzwyczajenie do takiego stanu chyba wycisza w „chwili próby” i jakoś leci. 
 

Najgorsze jest jednak to wzajemne nakręcanie się kobiet, jak ja tego nie znoszę, choć sama nie jestem bez winy. Jak tylko zaczęłam robić prawo jazdy, to od razu rzuciły się na mnie znajome opowiadając o swoich błędach, o słabych instruktorach, źle działającym sprzęgle i o tym jak bardzo nie zdam za pierwszym razem, bo one nie zdały. Byłam przekonana, że to musi być straszne. Nie nastawiam się oczywiście na natychmiastowy sukces, ale to wieczne wspominanie o możliwych porażkach jest nagminne i typowe, choć nie należy generalizować. Chyba przechodzi z wiekiem. 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Wszystko można wypracować (nawet podejście do problemu "stresowego" że tak to ujmę). Nie wiem jak u kobiet, ale na swoim  podam jakieś dwa najprostsze przykłady z mojego życia.

1) Moja matura rozszerzona z matematyki

Pomimo półrocznej nauki przed samą maturą... trafiło mi się jedno zadanie, które choć wiedziałem jak rozwiązywać nie potrafiłem dojść do rozwiązania. Straciłem na nie PRAWIE całą godzinę. Ostatecznie wziąłem się za "przysłowiową mordę" i w pozostałym czasie robiłem zadanie po zadaniu. Systematycznie, bez gdybania czy jest źle. Ostatecznie udało mi się każde zadanie ruszyć i je rozwiązać  częściowo lub całkowicie. Wychodząc z matury myślałem, że przez tą jedną straconą godzinę i stan otępienia kompletnie uwalę maturę z matmy i nawet nie zdam rozszerzenia. W domu miałem przez to piekło od rodziny, szczególnie od mojej "kochanej mamusi". Moja "kochana mamusia" potrafiła wyzywać mnie od skurwysynów, ch***, dziadów etc. . Pomimo tego przez dwa następne tygodnie uczyłem się po 8 godzin dziennie w swoim pokoju do matury z fizyki, do której w ogóle się nie przykładałem i nie uczyłem wcześniej (nauka przy regularnych "darciach mordy" mojej "matuli" na dole domu). Udało mi się pomimo tych "przeciwności" zdać ją na na 50%.

2) Prawko

Uwaliłem z powodu stresu. Nogi mi latały jak galareta, a auto zgasło mi na światłach.

Drugi raz tego błędu nie popełniłem. Jak rozwiązałem problem stresu?

10 km z buta szedłem do następnego egzaminu zaraz po szkole. Nogi nawet jakby chciały "zestresowane" latać w każdym kierunku nie miały już po tym prawa.  ;)

 

Wniosek jest problem. Problemem nie są sytuacje stresowe. Problemem jest to, że ludzie zakładają, że się nie pojawią i "wszystko będzie wychodzić pięknie".

Nie, wcale tak nie musi być. Pomimo tego, że komfortowo się czuję jeżdząc autem wiem, że to jest codzienne ryzyko i mogę już do domu nie wrócić z powodu śmiertelnego wypadku. Zawsze na to zadaję sobie retoryczne pytanie:

- No i co z tego?

Stres jak ręką odjął. Świat ma w dupie to czy coś mi się stanie. Czy będę miał wypadek. Czy ktoś albo ja komuś przywalę w tył auta. Choć pewnie osoba ze zbitym tyłem już nie będzie wyznawała podobnego spokoju duszy. Wręcz pewnie byłoby dokładnie odwrotnie.  :P

 

Tak więc wystarczy nie ignorować faktu, że jest się ludźmi i coś się może spierdzielić. A jak coś spierdzieli zadać sobie pytanie:

- No i co z tego?

A potem działać czysto mechanicznie.

 

P.S Jak tak przemyślałem to ten post chyba jednak trafi bardziej to braci samców, bo u rezerwatek z racji, że są kobietami to podejście czysto analityczno / robotyczne raczej będzie mało możliwe. :P

Edited by Hubertius
  • Like 1
Link to post
Share on other sites
W dniu 4.05.2021 o 11:55, Hatmehit napisał:

o słabych instruktorach, źle działającym sprzęgle i o tym jak bardzo nie zdam za pierwszym razem, bo one nie zdały.

Czyli robienie wszystkiego, aby wyprzeć odpowiedzialność za swoje błędy na zewnątrz.

 

W dniu 4.05.2021 o 11:55, Hatmehit napisał:

wieczne wspominanie o możliwych porażkach jest nagminne i typowe, choć nie należy generalizować. Chyba przechodzi z wiekiem. 

Fakt, jest nagminne jak weźmie się pod uwagę ogół społeczeństwa. Ale... Nie przechodzi z wiekiem. Przechodzi wraz ze samoświadomością i pracą nad sobą. A że ogół, lubi wygodnie i po łebkach, to jest jak jest.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
W dniu 4.05.2021 o 13:26, Hubertius napisał:

kochanej mamusi". Moja "kochana mamusia" potrafiła wyzywac

To strasznie. 

Mnie moja mama z kolei pocieszała, gdyż wróciłam z płaczem z mojej matury. 

Powiedziałam jej, żeby mnie wysadziła kilka kilometrów przed domem, i poszłam też z buta.  :D Całą drogę płacząc. 

Potem płakałam jeszcze do wieczora, dopóki nie było w Internecie rozwiązań. Płakaliśmy tak z M (bo jesteśmy z tego samego rocznika). 

Wieczorem z kolei już się cieszyłam, a M nadal płakał. 

Ściągał ode mnie, pokazywałam mu odpowiedzi na kalkulatorze.

To był hardcore. Jego kuzynka pisała mu rozwiązania, chciał mi je również podawać, ale nie skorzystałam.

Potem się okazało,że i tak były niepoprawne. 

Powiedziałam mojej mamie coś w stylu: nie opłaca się być uczuciowym, bo M zda lepiej, bo mu kuzynka pomagała. A ja pisałam sama.

 

To nauczyło mnie że warto być jednak uczciwym. 😛

 

Matura dla mnie była taką rzeczą, której nigdy nie chciałabym powtórzyć. Ogromny stres. Nigdy więcej. Cieszyłam się, że miałam to za sobą. 

 

 

 

Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.