Jump to content

Recommended Posts

Panowie, 
Jak podchodzicie do pojęcia "pomoc psychologiczna"? 

Jeśli potrzebowalibyście pomocy psychologa/psychologicznej - to jakie kryteria powinien spełniać? 
Co sądzicie o grupach wsparcia? 

Link to post
Share on other sites

Za szeroki temat.

 

Ja bym miał dwie elementarne zasady, nie wystarczające, ale na bezwględnie konieczne.

1. W żadnym wypadku psycholog-kobieta.

2. Psycholog mężczyzna, który sam nie jest cipą albo nie jest zaprogramowany feministycznie.

Chyba dałoby się takiego trochę wysondować.

Jeśli przykładowo uważa, że rżnięcie panienek jest moralnie naganne - zwrot o 180 stopni i włączyć dopalacze.

(No chyba, że ta psycholog kobieta pochwaliłaby rżnięcie panienek bez zobowiązań, to byłaby do przyjęcia, wcześniej jednak piekło wystygnie niż to się zdarzy.).

 

Edited by JoeBlue
Link to post
Share on other sites

Najlepszą pomocą psychologiczną i jednocześnie grupą wsparcia jest myszka inna niż wszystkie oraz wyjątkowa. Wystarczy przytulić się do jej piersi i od razy człowiekowi robi się tak raźniej, a i zawsze wysłucha oraz najlepiej doradzi we wszystkim, ponieważ zawsze wie wszystko najlepiej😁

  • Like 1
  • Haha 1
Link to post
Share on other sites

Rafał Mazur - zenjaskiniowca.pl  na youtube. Niech słucha filmików (na prędkości 1,5x) aż do skutku. Mi pomogło mocno.

 

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, maggienovak napisał:

Co sądzicie o grupach wsparcia? 

Według mnie jest to świetna sprawa, grupa religijna, modlitewne, jest tam dużo ludzi , którzy as empatyczni, którzy mogą coś doradzić, porozmawiać, często wystarczy szczera rozmowa, albo wyjaśnienie problemu, może zmienić postrzeganie świata, problem psychiczny.

Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, maggienovak napisał:

Jak podchodzicie do pojęcia "pomoc psychologiczna"? 

Oskarżano mnie o przemoc psychologiczną, ale to chyba nie to samo.

Cytat

Co sądzicie o grupach wsparcia? 

Fajnie można powspierać laski. Są takie naiwne.

 

BTW. Ewidentnie nie masz co z sobą zrobić i zakładasz tematy z dupy.

Idź rusz tyłek i pobiegaj. Albo jakieś grządki przynajmniej zaoraj.

Edited by ntech
Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, maggienovak napisał:

Panowie, 
Jak podchodzicie do pojęcia "pomoc psychologiczna"? 

Jeśli potrzebowalibyście pomocy psychologa/psychologicznej - to jakie kryteria powinien spełniać? 
Co sądzicie o grupach wsparcia? 

Myślę, że to może być świetne ale wiele zależy od psychologa no i od klienta, który chce się otworzyć w pełni.

 

Gdybym potrzebował takiej pomocy, to z pewnością najważniejsze by było dla mnie 100% zaufanie, no i podejście inwidualne a oprócz tego czy faktycznie psycholog jest psychologiem czy tylko skończyła ta osoba ten kierunek by wiedzieć, czemu widzi wszędzie banany i poszła na to z braku laku.

Generalnie jestem dosyć specyficzny i sam jestem dla siebie psychologiem ale gdybym nie miał tej umiejętności analizy siebie samego z pewnością bym chciał znaleźć kogoś kto profesjonalnie by do mnie podszedł - płeć nie ma dla mnie znaczenia, choć raczej bym preferował męskiego psychologia z tego względu, że wiele kobiet najzwyczajniej w świecie nie rozumie, że mężczyźni żyją w innym świecie (w tym panie psycholog) i na innych warunkach ale, jeśli by mi babka pomogła i widział bym efekty to czemu nie. Nie skreślam ludzi za płeć.

 

Co do grup wsparcia, to za bardzo nie mam zdania, poza tym że jeśli pomaga to choć w małym procencie to warto próbować ale ja sam nigdy do takiej nie należałem, no chyba że grupą wsparcia jest to forum - to dostałem pomoc od forumowych dziewczyn, faceci mi mówili bym spierdalał z tego miejsca w zasadzie, bo jestem taki i taki i psuję forum, to chyba tyle.

Edited by SzatanKrieger
  • Like 1
Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, maggienovak napisał:

Jak podchodzicie do pojęcia "pomoc psychologiczna"? 

Pomoc psychologiczna dla mężczyzn w Polsce nie istnieje, więc do czego tu podchodzić?

 

2 godziny temu, maggienovak napisał:

Jeśli potrzebowalibyście pomocy psychologa/psychologicznej - to jakie kryteria powinien spełniać? 

Mam kilku znajomych mających dość poważne problemy i każdy z nich ma niemal identyczne zdanie na ten temat. Ogólnie: pomoc "psychologiczna" dla mężczyzn nie istnieje. To co jest dostępne w ramach tej "pomocy" - również prywatnie, to kolejna maszynka do gnębienia mężczyzn podparta bezmyślnym faszerowaniem losowymi środkami psychotropowymi.

Każdy z moich znajomych, przechodzących przez to piekło ma identyczne przemyślenia: co psycholog/psychiatra to inna diagnoza, inne leczenie, jeżeli jesteś facetem, to psycholog nie da Ci żadnego wsparcia, jedynie będzie nap...ał starymi, niedziałającymi pseudo-rozwiązaniami i o wszystko na koniec obwini swojego klienta. Tutaj mały wyjątek: jeden kolega trafił na psychologa klinicznego, który miał chyba 70 lat i nadal pracował jako psycholog kliniczny - tylko w tym przypadku, znajomy wyczołgał się jako tako z swoich problemów. W pozostałych przypadkach: zero jakiegokolwiek zrozumienia, zero wsparcia, zero podciągnięcia w górę. Jeden z moich kolegów, trafił nie tak dawno na psycho-loszkę z nowego miotu - dramat, totalny dramat.

 

W przypadku kobiet sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Moja bliska koleżanka, korzystała z pomocy psychologa (a co ciekawe, sama w dużym stopniu była odpowiedzialna za bagno, w które się wpakowała - czyt. karuzela kutang w wersji sporty ekstremalne (włącznie ze zdradzaniem swojego misia na weselu znajomych)) i co? Cytuję: "nie Twoja wina", "bądź silna", "dasz radę" i totalnie inne podejście.

 

Podsumowując: to nie jest świat dla normalnych mężczyzn.

 

W obecnej kulturze zachodniej brakuje rytuału przejścia a do tego, mężczyźni w systemie szkolnictwa traktowani są jak "uszkodzone dziewczynki" i na siłę wciskani w system edukacji przystosowany pod sposób uczenia się dziewczynek. Brak rytuału przejścia powoduje to, że mężczyźni nie stają się mężczyznami, nie odcinają pępowiny rodziców, pozostają do nich "przywiązani" i często zależni oraz bezwolni (gdyż podejmując decyzje, muszą brać pod uwagę zdanie swoich "rodziców", którzy często pojęcia nie mają o wychowaniu mężczyzn), zamiast stać się odrębnymi bytami, zależnymi od własnej pomysłowości i własnych sił - i tak, dzięki temu, zaczynamy mieć na zachodzie cywilizację sfeminizowanych Bonobo.

 

2 godziny temu, maggienovak napisał:

Co sądzicie o grupach wsparcia? 

Jedyna "grupa wsparcia" jaka ma sens w obecnych czasach to lokalna wersja "fight-clubu".

W drugiej kolejności, to warsztaty tylko dla mężczyzn "man cave workshops" (tak jak to jakiś czas temu było w Australii, dopóki panie pod płaszczykiem równouprawnienia nie uwaliły tematu, filmy na poruszające ten temat wyleciały z sieci - pewnie przez przypadek)

Obecnie mężczyzna może liczyć tylko na jedną grupę wsparcia: na samego siebie.

 

 

"Man looks in the abbys, there's nothing staring back at him. At that moment, man finds his character. And that is what keeps him out of the abbys." - Hal Holbrook

 

Edited by oxy
  • Like 1
Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, maggienovak napisał:

Jeśli potrzebowalibyście pomocy psychologa/psychologicznej - to jakie kryteria powinien spełniać? 

Przede wszystkim oczekiwałbym tego samego co od innych profesjonalistów- skuteczności. Po drugie oczekiwałbym, że psycholog będzie miał też ogólną wiedze medyczną i jakbym przykładowo przyszedł z problemem X to by brał pod uwagę, że problem X może nie wynikać z problemów w dzieciństwie(czy jakiś innych przeżyć) tylko np. z powodu nadwagi czy jakie to tam ma problemy.

 

2 godziny temu, maggienovak napisał:

Co sądzicie o grupach wsparcia? 

To zależy, jak to ma być grupa wzajemnej adoracji, głaskania po główce i wspólnego narzekania to jest to bez sensu. Ale jeśli jest to grupa, której celem jest wymiany informacji i rozmowy co działa albo jak coś działa to jest to jak najbardziej sensowne.

 

2 godziny temu, JoeBlue napisał:

Jeśli przykładowo uważa, że rżnięcie panienek jest moralnie naganne - zwrot o 180 stopni i włączyć dopalacze.

Psycholog nie jest od oceniania czy coś jest moralne czy niemoralne, psycholog ma pomóc danej osobie rozwiązać problemy i ma być w tym jak najbardziej efektywny. Jak chcesz opinii o swojej moralności do idź do księdza, pastora czy innego filozofa.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Dokładnie to miałem na myśli.

Jeśli zacznie mu doradzać, że warto poczekać aż znajdzie tę jedyną do związku to dla mnie jest spalona.

To jest pośrednia ocena mówiąca o tym co taka pani może doradzić.

Przy czym może za daleko poleciałem, autor nawet nie wspomniał o jaki kierunek porad mu chodzi.

Budzi się w nocy z krzykiem, pije wódkę do śniadania czy w pracy boi się odezwać do szefa?

 

Edited by JoeBlue
Link to post
Share on other sites
49 minut temu, JoeBlue napisał:

Jeśli zacznie mu doradzać, że warto poczekać aż znajdzie tę jedyną do związku to dla mnie jest spalona.

 

A dla mnie nie. Wszystko zależy od tego co ma na myśli.

Jedyna do związku aka facecie płaszcz się bo to jest Twoja jedyna -> spalona.
Jedyna do związku aka facecie nie spiesz się, wchodzenie w związek to nie wyścigi, masz prawo odtrącić masę kobiet aż natrafisz na tą z którą będzie ci idealnie rozmawiać, pieprzyć się itd. To za taką radę tylko podziękować

Link to post
Share on other sites

Mając w łóżku chętną ładną dziewczynę też byś jej podziękował, bo to nie ta do związku?

[Zresztą, jeśli chodzi o ciebie, uważam że to możliwe.]

(Nic osobistego, po prostu twoje poglądy znam jak swój portfel).

Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, JoeBlue napisał:

Mając w łóżku chętną ładną dziewczynę też byś jej podziękował, bo to nie ta do związku?

[Zresztą, jeśli chodzi o ciebie, uważam że to możliwe.]

(Nic osobistego, po prostu twoje poglądy znam jak swój portfel).

Nie, po prostu bym miał ją jako playpartnerkę. Bez szukania obraczek

Link to post
Share on other sites
  • 2 weeks later...

Nie ma to jak masz jakieś problemy i sam sobie poradzisz. Bez pomocy psychologa. Jesteś PRZECHUJEM 💪💪💪

 

Jeśli chodzi o "grupy wsparcia"... 

BRACIA SAMCY polecam!!! 

Edited by samiecżeta
Link to post
Share on other sites
  • Similar Content

    • By niemlodyjoda
      Dzień dobry Panowie dziś odcinek numer 12345 czyli co się stanie jeśli pokażesz kobiecie z która jesteś w związku słabość. Po prostu zacznie Cię traktować jak...
      Póki był kredyt i pieniążki, facet wykastrowany biegał z dzieckiem w getrach - super życie.
      Skończyła się kasa i musi utrzymywać Pana - koszmar kobiet.
       
      ---------------------------------------------------------------------------------------------------
       
       
      „Gdyby chłopiec był mały, wątły, zniekształcony, zrzucono by go ze skały”
       
      Ubezpiecz się na wysoką sumę, to popełnię samobójstwo, ale upozoruję wypadek. Bo przecież chodzi ci o kasę, nie o mnie – powiedział mąż Doroty. Zamiast współczucia poczuła pogardę. Szantażować samobójstwem? Trzeba nie mieć jaj. Odpaliła „300” na Netflixie. Z nadzieją, że Sparta mężowi je przywróci.
      – Netflix, wino, wino, Netflix, Teamsy, kawa, Netflix, wino, tak nam minął rok pandemii – mówi Dorota. W marcowym lockdownie, rok temu, w tej wyliczance byłaby jeszcze joga. Ale skończyła się na trzech razach. Entuzjazm w ich domu zdechł jeszcze szybciej, niż noworoczne postanowienia. Myślała, że to już szczyt degrengolady, ale okazało się, że może być jeszcze gorzej.
      – Mąż wpadł w depresję – mówi. Po chwili: – W każdym razie on i jego psychiatra ten stan tak definiują.
      – A ty? – pytam.
       
      1.
      – Ja tu tylko sprzątam… Dorota siedząc przed ekranem, nabiera powietrze, jakby miała zanurkować. I wypuszcza głośno. A może to głośnik na Teamsach tak podbija dźwięk. Rozmawiamy na nich, bo tak często używa ich w pracy, że hasło do Skype'a już dawno uleciało jej z głowy.
      REKLAMA
      – Wracam do domu po pracy i przekręcając klucz w zamku, czuję, jak wali mi serce. Przez głowę przelatują obrazy: Rafał dyndający na linie wspinaczkowej, Rafał leżący w pościeli, a z ust cieknie mu ślina i krew. Psychiatra mówi, że jest z nim lepiej, że gdyby było niebezpieczeństwo samobójstwa, doradziłby szpital. A ja nie mogę uwolnić się od obsesyjnego lęku, że Rafał popił psychotropy alkoholem, że się powiesił… I że tak go znajdę.
      I zawsze go znajduję. W pościeli. Ale nie w krwi i ślinie. W papierkach. I pierwsze, co robię, to zbieram te papierki. Po snickersach, po papierosach, po lionach, usiane wokół łóżka męża, który w nim zalega 24 h. Zbieram piętrzące się talerzyki i szklanki. Wyrzucam butelkę po winie, która też na mnie czeka. Jak robię nadgodziny, to czekają dwie – wylicza.
       
      2.
      – Nie byłam przygotowana na depresję męża. Jakkolwiek głupio to zabrzmi. Gdyby dostał raka, to bym się z tym jakoś pogodziła. Tak, jak pogodziłam się z pandemią – mówi Dorota. Znalazła mnie na Messengerze po tekście „Czy mężczyzna może mieć depresję, w dodatku w pandemii?”. Na zdjęciach na Facebooku był obok niej brodacz w czarnych legginsach do biegania, z wózkiem przypiętym do roweru, w jakim Skandynawowie dzieci wożą od zawsze, a Polacy od lat.
      – Te foty? Przeszłość. Nie wywaliłam, jeszcze się łudzę. Zresztą nie muszę jak Żyła z Zamachowską robić Big Brothera, ustawiać status związku na „to skomplikowane” – powiedziała. – Ale skomplikowało się. Podle.
      Dorota pracuje w banku, trzy dni z domu, dwa z firmy, bo ze zdalnej przeszli na hybrydę. Rafał też był w korpo. W agencji PR obsługiwał firmy branży farmaceutycznej. Kilka miesięcy temu go zwolnili.
      – Ukrywaliśmy to przed rodziną do marca – pół roku. Depresję zresztą też. Aż pół roku, wyobrażasz sobie?
      – O pół roku za długo?
      – Nie. O pół roku za krótko.
       
      3.

      19 marca Dorota zmusiła męża, żeby poszedł do jej rodziców. – Był nafaszerowany prochami, ale chyba już zaczynały działać, bo od dwóch dni wstawał z łóżka i snuł się po domu w dresie. Postęp. Pierwszy wieczór od pół roku, gdy udało mi się go wyciągnąć z domu. Bo psychiatrę ma on-line. Cholerny 19 marca – mówi Dorota. – Nie myśl, że mam w głowie jakiś pieprzony kalendarz z Excela, pamiętam, bo Bogdana – imieniny mojego taty.
      – „W medycynie bezrobocia nie ma, szczególnie w pandemii. Jak widać, są wyjątki. Rafał zawsze był utalentowany” – tak na wieść o stracie pracy zareagował mój tato, gdy już wszyscy trochę wypiliśmy.
      – I co wy na to?
      – Nic. Rafał, wiadomo... ale że ja nic nie odpowiedziałam? Poczułam tylko złość na ojca, ale po chwili na męża. Tak, jakby ojciec jednym zdaniem wykastrował Rafała. A właściwie dwoma. Bo dodał: „takie miałaś powodzenie, kolejki chłopaków się ustawiały, ale pokazałaś, na co cię stać… na utrzymanka”.
      Bo chwilę wcześniej mąż zrobił mi niedźwiedzią przysługę, mówiąc do moich rodziców: „Dorcia jest taka kochana, utrzymuje mnie drugi miesiąc i jeszcze płaci mi terapię”. Zarejestrowałam kątem oka, że na słowo „terapia”, mój tato uśmiechnął się ironicznie.
      Byłam wściekła na Rafała. Zawsze był introwertyczny, skryty. Ale widać już po dwóch spotkaniach on-line z psychiatrą coś mu się w głowie przestawiło. Jeszcze niedawno, słysząc, że Meghan i Harry u Oprah, skwitował: „Księciuniowi już zupełnie odpierd***".
      A może to te psychotropy połączone z alkoholem uderzyły do mózgu. Chwalił się, że psychiatra zapisał mu takie, po których można „normalnie żyć”. Co to znaczy normalnie? Definicja mojego męża: „pić albo prowadzić samochód”.
       
      4.

      Z imienin ojca nikt nie prowadził, wracaliśmy Uberem. W kompletnej ciszy. Pierwsze słowa, jakie wypowiedział mój mąż po wejściu do domu?
      „Ubezpiecz się na wysoką sumę, a ja popełnię samobójstwo. Bo przecież nie chodzi ci o mnie, ale o kasę”.
      – Żałosne… – powiedziałam. W pierwszej chwili chciałam podejść do niego, wtulić się, błagać, żeby tak nie mówił, że go kocham, że musi żyć – dla mnie, dla naszego synka. Ale to był tylko moment. Bo zaraz zamiast współczucia, poczułam pogardę.
      – Kasy nie dostanę, za samobójców nie wypłacają – prowokowałam.
      – Nie przejmuj się, upozoruję wypadek – powiedział. Próbował przetrzymać mnie wzrokiem. Palant. Zamiast brać się w garść, szantażować żonę depresją? Trzeba kompletnie nie mieć jaj. Włączyłam „300” na Netflixie. W nadziei, że Sparta mu je przywróci. Zamiast tego przywróciło mi wspomnienia.
      „Gdyby chłopiec się urodził, zostałby sprawdzony jak inni Spartanie. Gdyby był mały, wątły, albo zniekształcony, zrzucono by go ze skały” – z ekranu dobiegł głos lektora, a ja w swojej głowie wchodziłam z nim w polemikę.
      – Mojego męża by nie zrzucono. 10 punktów w skali Agpar. Teściowa wspominała, że „jak po porodzie zobaczył Rafałka neonatolog, to powiedział, cześć chłopie, oby się więcej takich wojowników rodziło”. Jak to dzisiaj żałośnie brzmi… Wojownik. Mój mąż wojownik... korporacyjny. Tylko że to nie były żadne Termopile. Poległ bez walki.
       
      Wolał zajadać stres. Za chwilę będzie mówił jak Lubaszenko, że otyłość to siostra depresji. I poprosi mnie o pieniądze na operację bariatryczną.
      Wojownik to sobie może mówić o sobie Tomek Adamek. Jak pytali go w wywiadzie, dlaczego został bokserem: „Jak się urodziłem, tato wskazał na mnie palcem i powiedział do mamy: to będzie wojownik".
       
       
      „Odkąd chłopiec nauczył się sam stać, szkolono go do walki”. Uczono go, że nie wolno mu się wycofać ani poddać” – padło z ekranu, tylko mnie rozsierdziło. "Uczono go, że nie wolno mu się wycofać ani poddać”? No nie, nie uczono, nie mojego męża… Może nigdy nie dowiedziałabym się, że jest takim tchórzem, gdyby nie ta cholerna pandemia i praca zdalna. Na Teamsach wyszło wszystko. Przez pierwsze dni, gdy miał zebranie, wychodziłam do drugiego pokoju, żeby nie przeszkadzać. Ale lubiłam nasłuchiwać, jak mój mąż zabiera głos. Wyluzowany, pewny siebie, tłumaczył wszystko wszystkim na zebraniach, stawiał trafne diagnozy, że np. problem Polski to uzależnienie farmacji od Chin i Indii, które produkują większość substancji aktywnych zawartych w lekach.
       
      Przegapiłam moment, w którym wszystko zaczęło się zmieniać. Musiały być chyba jakieś przepowiadające znaki. Ale dla mnie to zmieniło się „na pstryknięcie”. Wieczorem weszłam do domu, myśląc, że Rafała nie ma, bo światła było pogaszone. Nim zapaliłam, usłyszałam „hej” z głębi mieszkania. „Wywaliło korki?” – zapytałam. Ale to nie było to. Mąż siedział po ciemku na łóżku w sypialni. Zawsze witał mnie już w korytarzu, przy drzwiach, tak jak psy.
      – Stało się coś? – zapytałam. – Nic – odpowiedział. Czekałam, aż sam powie. Nie powiedział. „Nerwówka w pracy i tyle” – to jedyne, co wyciągnęłam od niego tego wieczora.
      „Pamiętaj o szacunku i honorze. A tak samo będziesz traktowany”. „Im więcej się napocisz tutaj chłopcze, tym mniej krwi stracisz w bitwie”.
       
      Honor? Serio? A co jest honorem w korpo? Utrata krwi w „bitwie” na e-maile, na calle albo na Teamsach? Dzień po „nerwówka w pracy” usłyszałam, jak mój mąż płaszczy się przed szefem. Nie wierzyłam. Słyszałam, jak Rafał się jąka, zacina, jak go zatyka, jak zmienia mu się głos. Czułam się zmieszana, że on wie, że słyszę, że jestem świadkiem jego upokorzenia. Schowałam się w łazience, bo jest w głębi mieszkania. Ale i tam dobiegł mnie głos szefa: „jesteś tylko słabym, głupim fi..kiem”. Byłam pewna, że to nie było do Rafała. Ale jak tylko wróciłam, gdy zebranie się skończyło, odwrócił się w moją stronę na obrotowym krześle i powiedział: „Słyszałaś, jak mnie nazwał?!”. Nie mogłam uwierzyć, że mi się z tego zwierza.
      – I nic mu nie odpowiedziałeś?! – zapytałam, choć przecież wiedziałam, że nie.
      – Kredyt mamy, ot tak ci mówię, jakbyś zapomniała.
      – Nie zapomniałam. Kredyt to nie powód, żebyś się stawał wycieraczką, w którą szef sobie buty wyciera – powiedziałam.
      – Pier..l się! – syknął. Po raz pierwszy tak się do mnie odezwał. Przeprosił dopiero w nocy, gdy już byliśmy w łóżku – wspomina Dorota. – Próbowaliśmy się kochać. Ale pierwszy raz nam nie wyszło. Nam? Nie, nie nam. Jemu. Nie dotknął mnie przez kolejne trzy tygodnie.
       
      „Spartańskie koszary od 300 lat tworzą najdoskonalszych żołnierzy na świecie” – padło z ekranu. Korporacyjne koszary tworzą najdoskonalszych, ale wazeliniarzy, nie żołnierzy. W każdym razie z mojego męża stworzyły. Na zebraniach przepraszał, że żyje. Bo nie skończyło się wtedy na tym jednym. Cięte riposty miał już tylko do mnie. W domu zrobił się agresywny. Całe dnie cisza. I od czasu do czasu ciszę przerywał wybuch Rafała, po którym przepraszał, ale dopiero, gdy zasypialiśmy. Łóżko służyło nam już tylko do spania.
      – Weź się w garść! – powiedziałam którejś nocy. – Daj mi spokój. Kup sobie wibrator, znajdź kochanka, albo jedno i drugie, wszystko jedno – odburknął, gapiąc się w sufit. Byłam wściekła, że nie jestem już dla niego żadnym bodźcem, ale bardziej niż o seks, chodziło mi o to jego wieczne podminowanie, wieczny wkurw. Kochać się i tak próbowałam już tylko z desperacji, że może to go wyrwie z letargu, a mnie utwierdzi, że nic się nie zmieniło. Rafał nie golił się i chodził w starym dresie Pumy, na którym plamy od kaszki mlecznej naszego synka wyglądały jak zaschnięte nasienie. Któregoś dnia poczułam, że śmierdzi. I wtedy uświadomiłam sobie, że dawno nie słyszałam, żeby brał prysznic. Przestał mnie pociągać.
       
       
      „Wróć z tarczą lub na niej. – Tak moja pani” – Leonidasa przed walką żegnała żona. Tylko że z Rafałem to nie były żadne Termopile. Mąż poddał się w pracy walkowerem. Z każdym kolejnym dniem, gdy widziałam, jak przed monitorem kurczy się tak, jak w łóżku, czułam, że go wywalą. Raz krzyknęłam: „Dziwię się, że cię jeszcze nie zwolnili. Ja bym cię dawno wywaliła, gdybym była twoim szefem!”. I dwa dni później to właśnie się stało. Było mi strasznie wstyd.
      – Wykrakałaś. Zadowolona, zadowolona? – zacisnął pięść i podszedł do mnie. Ale na nic więcej się nie odważył. Założyłam maskę, wyszłam z domu. Wsiadłam do samochodu i zaczęłam słuchać podcastu wybranego na chybił trafił. Jeden, drugi, trzeci… jakoś trafiłam na „Farbowanie życia” jakiejś kobiety, ale trochę mnie znudziło, wybrałam to, co podpowiadał algorytm, to był „Co brać czy co ćpać po odwyku”… Coś w tym stylu. Żulczyka. Jacyś faceci opowiadali o problemach z głową i terapiach.
      – Rafał, a może ty masz depresję. I maskujesz agresją – zapytałam po powrocie. Ale tak, jak z tym „nic nie odpowiedziałeś szefowi?!”, to było raczej stwierdzenie, takie tam, na zagajenie...
      – Znowu się czegoś nasłuchałaś na YouTube?
      – Nie. Na Spotify.
      – Pierd…nie o Chopinie.
       
       
       
      Nalegałam tak długo, aż zgodził się na rozmowę z psychiatrą. Tele-, a raczej wideoporada na Skypie. Psychiatra z polecenia przyjaciółki. Chciałam, żeby ktoś mojego męża wreszcie postawił na nogi. Żeby wrócił dawny Rafał. To było jeszcze zanim go zwolnili. Zaczęłam się bać, że straci robotę i nie spłacimy kredytu z jednej pensji. Ale i tak ją stracił, nim psychotropy zaczęły działać. Wyrzucałam sobie, że trzeba było szukać lekarza, który zapisuje benzidiazepiny i nie szczypie się jak inni, że nie, nie, bo uzależnią. Może by i uzależniły, ale zadziałały przed wypowiedzeniem. No i tak mąż przestał „chodzić” do pracy i nie wychodząc z pokoju, zaczął do psychiatry. Zmiana fioletowego okienka Teamsów na Skype w kolorze niebiańskim.
      „Ojciec nauczył mnie, że strach nigdy nas nie opuszcza. A kiedy się z tym pogodzisz, staniesz się silniejszy”.
      – „Tato nie ma siły” – to zdanie, które nasz syn słyszy w domu chyba najczęściej. Gdy chce na spacer, gdy chce się bawić w wyścigi dinozaurów. Całe życie byłam pewna, że „tato nie ma siły”, to coś jak oksymoron. No, ale Rafał to zmienił – mówi Dorota. – Syn ciągle powtarza: „tata nie sili, tata nie sili!”.
       
      Jak nakręcony. Jeśli to prawda, że psychika nasiąka wszystkim do trzeciego roku życia, to czarno widzę, kim to dziecko kiedyś będzie. Bezradnym 30-latkiem na kanapie psychoanalityka.
      „Uczono go, że śmierć na polu bitwy, w służbie Sparcie, jest największą chwałą w jego życiu” – usłyszałam, na ekranie było coraz więcej krwi i trupów. Mojemu mężowi była przeznaczona śmierć na ołtarzu korporacji. I nie w chwale. Poległ roztrzęsiony, jak tylko zaczęły się zwolnienia i mobbing.
      Moje życie to segregowanie śmieci – butelki do butelek, papierki spod łóżka do folii. Dom – babcia – praca. Praca – babcia – dom. Bo w te dwa dni, gdy nie jestem na zdalnej, syna zaprowadzam do mamy. Rafał jest w domu, ale nie ma siły zająć się synem. Nawet nie jestem w stanie mamie tego wytłumaczyć: że Rafał w domu jest, ale „jakoby nikogo nie było” – trochę, jak u Kochanowskiego, w trenach.
       
      „Kiedy miał siedem lat, zgodnie ze spartańskim zwyczajem chłopca odebrano matce i trafił prosto do świata przemocy. Chłopca karano pałką i biczem. Ćwiczono go, by nie okazywał bólu ani litości. Jego szkolenie nie miało końca” – na ekranie scena, w której ojciec Leonidasa uczył go fechtunku. Czego ojciec Rafała go nauczył? Nie wiem, ale na pewno „zabrał do świata przemocy”. Zamiast pałki była pięść, zamiast bicza pas. Choć nie zabrano go od matki.
      Z teściową nie mam nadzwyczajnej relacji, ale która kobieta ma? Ale nie miałam pojęcia, że była fatalną matką. Rafał chyba też nie wiedział. Dopóki nie odkrył tego za pomocą psychiatry. Wcześniej wiedziałam tylko, że miał walniętego ojca, który musztrował żonę, a Rafała bił. Teraz ruszyła lawina przewin mojej teściowej. Nagle okazało się, że była bierno-agresywna, że neurotyczna, że karała Rafałka ciszą aż do „Dobranocki”, że była sknerą, że nie kupiła mu jakiegoś dużego zestawu Lego, tylko mikro. I to wszystko niby miało sprawić, że Rafał w dorosłym życiu ma fobię społeczną, bo szef uosabia „figurę rodzica”. Sknerowata, znerwicowana matka i ojciec – raz despota, raz pierdoła, już zresztą nieżyjący, doprowadzili mojego męża rzekomo do depresji.
      – Matka nic nie zrobiła, jak ojciec mnie lał – po kolejnej rozmowie z psychiatrą opowiadał mi kolejne rewelacje. Miał minę jak mały chłopiec, drżała mu broda. Jakby terapia to była teleportacja do przedszkola. Jakby był w wieku naszego syna. Miałam wrażenie, że jeszcze dwa spotkania i cofnie się do łona matki. Mój mąż zamiast się składać, rozpadał się na moich oczach.
       
       
       
      „Robimy to, do czego nas wyszkolono, do czego nas wychowano, do czego się urodziliśmy. Żadnych jeńców, żadnej litości” – padało z ekranu… Kiedyś trafiłam na post Jastruna, tego poety, który całe życie zmagał się z depresją i opowiada, jak poddał się elektrowstrząsom. Trafiłam na to, bo przetrząsałam cały internet, szukając ratunku dla Rafała. Na grupie, „Twarz męskiej depresji” czy „Męska twarz depresji” pisał, że człowiek w depresji jest jak w zaciśniętej stalowej pieści, a pogrążyć się w niemocy to nie słabość, bo przecież jest się ciężko rannym. A depresja to fala, która porywa człowieka, to obóz koncentracyjny, z którego nie ma ucieczki. Można tylko w nim żyć i czekać wyzwolenia. Czułam, jak ogarnia mnie furia. Jak może porównywać tsunami do leżenia w łóżku pod ciepłą kołdrą, przy zasuniętych roletach? Jak może porównać popijanie snikersów winem do obozu koncentracyjnego? Więźniowie Dachau w grobie się przewracają. Spróbuj pobyć jeden dzień Nawalnym!
       
      „Spartańskie agoge zmusza chłopców do walki. Głodzi ich, zmusza do kradzieży i zabijania, jeśli to konieczne”, „chłopiec nie odczuwał strachu, lecz niepokój płynący z wyostrzonych zmysłów”.
      Rafał, wielki fan wczesnego metalu, cała skrytka w samochodzie zawalona płytami Led Zeppelin i TSA. Niech teraz zaczerpnie siłę od swojego idola – przypomni sobie, jak katował mnie jakąś nocną audycją radiową, w której Piekarczyk mówił, że miał deprechę i nie mógł ruszyć ręką ani nogą, ale szedł do pracy. „Szedłem jak wytresowany pies. Wbiłem sobie do mózgu, że idę do pracy”. Dlaczego Rafał tak nie może? Nie może? Ta „praca” to przejść dwa metry – z łóżka do komputera. Nawet nie musi wstawać z łóżka. Wystarczy, że wyłączy kamerę.
       
       
       
      Znów wrócił do mnie ten Jastrun, jedno zdanie. Że nie słyszał, by ktoś wyszedł z ciężkiej depresji o własnych siłach. Że lekarze mówią, że to niemożliwe… Przeraziłam się, co będzie…
      – Że z tym samobójstwem to Rafał jednak nie straszył?
      – Nie. Co będzie, jak już taki zostanie. Jak będzie taki już zawsze… A zresztą, niech to wszystko się skończy, wszystko jedno jak – przemknęło mi. I przeraziło. A jak któregoś dnia naprawdę upozoruje ten wypadek? Co, jeśli nie straszy. – Kto straszy samobójstwem, ten się nie zabija? – zapytałam jego psychiatry. Powiedział, że to mit. I że przed nami najgorszy czas – jeszcze nie mija depresja, ale leki już dają o sobie znać i wraca energia. Wtedy ludzie to robią. Wtedy się zabijają. Jak Robin Williams? Nikt się tego nie spodziewał, świat miał go za komika. Oscar, parę Złotych Globów to za mało, by żyć. Mnie nie dadzą wtedy żyć wyrzuty sumienia.
      „Wysłano go w dzikie ostępy. Furii natury mógł przeciwstawić tylko swój rozum i wolę. Przechodził inicjację, próbę w dziczy. Miał wrócić jako Spartanin albo nie wrócić w ogóle”.
      Dlaczego Rafał mi tego nie ułatwia, dlaczego zachowuje się tak, jakbym to ja była winna jego depresji? Ja, jego matka, jego ojciec. To pieprzone psychologizowanie. Szukanie winy wszędzie, ale nie w sobie.
      Jest jak profesor Mikołejko, który po "60" wciąż pamięta, jak mama biła go kablem do żelazka, jak były ministrant, który pcha się do Sekielskiego, bo nie może zapomnieć tego, co zdarzyło się 40 lat temu...
      Czekam aż mózg Rafała napęcznieje serotoniną jak gąbka. Czekam na zakończenie tej terapii, jak choroby zakaźnej. Odra, świnka, różyczka – wiesz, ile trwa, co do dnia. Ile można chodzić na terapię? Tego nie wiesz. Boję się, że do końca życia. Jego albo mojego. Nie wiem, ile jeszcze wytrzymam...
       
      „I tak chłopiec, uznany za martwego powrócił do swojego ludu, do świętej Sparty jako król Leonidas”.
      Dwa dni temu Rafał pierwszy raz od miesięcy się uśmiechnął. Zaklinam rzeczywistość: „Wróci… do siebie, znów będzie sobą. Wróci do mnie, wróci do syna, wróci do domu”. Wyobrażam sobie, że mój mąż jest jak Neo w „Matrixie”. Ma tylko wziąć tabletki. I odbierać połączenia od psychiatry. Nic więcej. Jest seronil, jest viagra. Może dla nas jeszcze nie jest za późno…
      Tylko do domu rodziców mój mąż już nigdy nie powróci jako król. Mój ojciec, w swojej pieprzonej Sparcie uznał go za martwego.
       
      https://kobieta.onet.pl/depresja-u-mezczyzny-maskowana-alkoholem-i-agresja-koronawirus-polska/v5v0h7q
       
      Płaczcie i okazujcie uczucia przy Paniach Waszego życia. Zwierzajcie się z problemów. Mówcie o wszystkim. One już będą wiedziały co z tym zrobić
      Jestem ciekaw czy Panu już znalazła "pocieszyciele".
    • By Patton
      Nawet nie będę tego komentował....
       
      https://www.spidersweb.pl/rozrywka/2021/02/19/obiecujaca-mloda-kobieta-recenzja-filmu/
    • By PoCoMiOko
      Witajcie
       
      Czy ktoś obecnie korzysta z wizyt u psychologa/psychiatry/psychoterapeuty? Chodzi mi o wizyty face to face. 
      Jeśli tak to jakie macie doświadczenia(chodzi mi o to, czy w waszym przypadku terapia pomogła czy zaszkodziła)
      Gdzie szukaliście specjalisty?
       
      Z góry dzięki za odpowiedzi
       
    • By Pancernik
      W nawiązaniu do tematu @Mosze Red zakładam odrobinę "młodszy temat" , no bo, po co czekać do 40-stki, skoro można znacznie wcześniej zadbać o komfort swojego przyszłego życia. Zachęcam do dzielenia się spostrzeżeniami, radami czy też popełnionymi błędami, przez osoby, które dobiły do tej "magicznej" granicy i uważają, że można było coś zrobić lepiej, albo podjąć inne bardziej profitowe decyzje w poszczególnych sferach swojego życia.
       
      Skoro temat założyłem, to zacznę od banalnej kwestii. Ponieważ odkąd pamiętam, w moim życiu gościł sport, zapomniałem o jednej istotnej rzeczy, która teraz zbiera swoje żniwa. Do wszystkich, dla których ciężki trening lub praca nie jest obca, a także do tych, którym życie upływa na siedzeniu na kanapie z browarkiem w ręku :
       
      PANOWIE, ZADBAJCIE O SWÓJ KRĘGOSŁUP !!!
       
      I od razu materiały, które mogą wielu z Was pomóc. Moim skromnym zdaniem, gość robi świetną robotę.
       
       
       
       
    • By Pancernik
      Pomimo, że mam ostatnio dość intensywny okres w życiu, to mimo wszystko znalazłem czas, na zastanowienie się nad kilkoma mniej lub bardziej nurtujących mnie kwestiami i jak się zapewne domyślacie, jedną z nich nie omieszkam się w dalszej części podzielić.
       
      Mianowicie, podjąłem próbę oceny, czy jak kto woli klasyfikacji mężczyzn z mojego otoczenia, w którym obracam się prywatnie jak i zawodowo, pod kątem tzw. męskości. I tak po głębszym zastanowieniu, doszedłem do wniosku, że praktycznie od każdego z nich bije słabość. I to tak intensywnie, że określenie mężczyzna to w niektórych przypadkach nadużycie. Pełni uzależnień, nałogów, braków w charakterze, podatni na manipulacje, bez kręgosłupa moralnego, nieudolni w swoich knowaniach, dwulicowi, patologiczni kłamcy, naiwni marzyciele, będący nieudolną imitacją mężczyzn. Tak z grubsza, bo lista mogłaby być dłuższa. Nie wspominając o byciu bezmyślnymi marionetkami w rękach swoich niezbyt lotnych myszek. Tragedia i obraz nędzy. Obserwowałbym ten kabaret z uśmiechem na ustach, gdyby nie to, że ma to niestety przełożenie, na jakość mojego życia, czy jak kto woli, zaburza moją higienę psychiczną. Wiadomo, każdy z nas ma jakieś słabości czy ułomności charakteru, ale naprawdę, nie wiem, czy jestem w stanie wskazać więcej niż jedną, max dwie osoby, które określiłbym, że są w miarę silne, albo, że panują nad swoimi słabościami na tyle, aby nie być przez nie bezmyślnie kierowani, czy też potrafią nie poddawać im się w pełni. Co najgorsze niespecjalnie ma tu znaczenie pozycja zawodowa danej osoby. Problem można dostrzec we wszystkich warstwach społecznych.
       
      Z drugiej strony, gdy rozejrzymy się po forum, mamy poniekąd jeszcze bardziej tragiczny obraz otaczającej rzeczywistości. Czyli flepiarstwo, spermiarstwo pełną gębą; użalanie się nad sobą, rozpacz z powodu braku kobiet w życiu, w konsekwencji nienawiść do nich. Czy wręcz przeciwnie, naiwność w wierze, ze gdzieś tam czeka ta jedna, jedyna, wspaniała, wyjątkowa inna niż wszystkie, którą trzeba odnaleźć, ale nie tu, tylko tam gdzie zepsucie nie wżarło się jeszcze w materiał na tyle głęboko, plus standardowy zestaw różnego typu uzależnień. Litości, coś słabe te braterstwo.
       
      Więcej, jeżeli miałbym patrzeć pod kątem stricte zawodowym, to tak naprawdę najbardziej kompetentnymi osobami okazałby się kobiety. Wiadomo nie wszystkie, bo opieram tu swoją ocenę na konkretnych osobach, ale w branży zdominowanej przez mężczyzn, gdybym już miał wybierać z najbliższego otoczenia, kto ma największe szanse, aby mnie nie zawieść, postawiłbym na kobiety. Ktoś zapyta dlaczego, już spieszę z wyjaśnieniem. Kobiety, w przeciwieństwie do swoich kolegów, gdy jest coś do zrobienia, to to robią. O dziwo, nie w myśl zasady „jakoś to będzie”, aby tylko odhaczyć kolejny punkt z listy, tylko faktycznie starają się wykonać powierzone im zadanie. Jeśli czegoś nie wiedzą, to potrafią powiedzieć wprost, to jest ponad mój rozum Pancer, musisz to ogarnąć, a ja się zajmę czymś innym. Co najważniejsze, pomimo sowich kobiecych „ułomności” nie są „miękkimi fajami”, są czujne, zawzięte i nie dają się tak łatwo zrobić w balona jak ich bezjajeczni, maślani koledzy. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale coś tu jest chyba nie tak.
       
                   Nie chcę się już dalej rozpisywać, bo planowałem ten temat ugryźć trochę szerzej i wielopłaszczyznowo, ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej przytłaczające się to wydaje i się niepotrzebnie nakręcam. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że i tak nic się w tej materii nie zmieni i moje nazwijmy to "działanie" jest pełne bezsensowności, taka walka z wiatrakami.
       
                   Mimo wszystko, zadam wam pytanie: gdzie są mężczyźni? Nie ci z nazwy, tylko tacy, którzy mają jakieś zasady, potrafią się w nimi w swoim życiu kierować, nie są szmacianymi chorągiewkami powiewającymi na wietrze i najważniejsze zachowują się jak Mężczyźni. Może wy wiecie, może u was wygląda to inaczej.
       
       
      Pancer
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.