Jump to content

Zarobki za granicą za proste prace fizyczne


Recommended Posts

  • Replies 53
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Tobie się ziom, w odniesieniach do moich postów, albo co pomieszało, albo w twoim ośrodku robisz tak dobre wrażenie, bo światło roznosi się szybciej niż dźwięk i dlatego najlepsze wrażenie robisz zani

Ależ oczywiście, że to prawda.   Zarobki w  prostych pracach fizycznych w zależności od wykwalifikowania kończą się na 20 k pln.   W Norwegii z ulicy pomagałem kiedyś na budowie, z

Możliwe i znane od lat zjawisko.    Niemiec przyznaje: zbudowaliśmy Polskę jako kraj taniej siły roboczej Reinhard Petzold, który od 30 lat zajmuje się wprowadzaniem firm niemieckich na

31 minut temu, Rhobar II napisał:

Widlak w UK 350£/tydzien netto 37,5 h tygodniowo (w tym 0,5h dziennie platnej przerwy). Pierwsza praca do jakiej sie dostalem. Lekka, choc nudna i uwsteczniajaca praca.

Większość prac takich jest. Widłak, call centre, sprzedaż, usługi.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Realne. Kumpel pracował przed pandemią na lotnisku we Frankfurcie. Sprzątanie, napełnianie automatów jakimś badziewiem, itp. Do domu wysyłał 6k plus prezenty dla dzieci, brał też jakaś chemia w samochód. Do Niemiec brał słoiki. Trzy tygodnie pracy, dzień w dzień nie wiem po ile godzin. Potem 2 tygodnie w Polsce. Rozmawiałem z nim na jesieni 2019, więc dane z tamtego okresu. 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites

Z tego co wiem w Holandii za proste roboty to 1500 do 1800 e netto. Wszystko zależy jaka robota oczywiście i czy przez biuro czy bezpośrednio. Pewnie nie bez znaczenia będzie fakt czy jesteś swój czy przyjezdny :) A co do podawania zarobków to niech każdy podaje od razu ile godzin, bo 3000e za 350godzin to ja za przeproszeniem "nasrał na taki interes"

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, absolutarianin napisał:

Jak widać po odpowiedziach powyżej, jak będziesz pytał się pod ziemią jak wygląda słońce, to zapewne dostaniesz odpowiedzi, że jest brązowe, albo czarne.

Nie porównuj Włoch gdzie się dostaję gówno a nie pieniądze siedząc na kasie do np. Niemiec. 

 

3 godziny temu, bernevek napisał:

To jest jakiś test internetowy? 

Oi nie wiem, rozwiązywałem w jakiejś książce dla studentów.

3 godziny temu, eknm2005 napisał:

olał te wszystkie testy, książki i resztę tego chuju-muju i poszukał jakiejś grupy językowej na skype/teams czy czymś podobnym by za free zacząć gadać z nativem / poznać kogoś.

Masz rację, właśnie szukam takiej grupy, ale gramatykę mi ciężko dokładnie podłapać z samej rozmowy. Mam w niej pewne braki więc staram się uzupełnić, żeby nie walić złych form w pytaniach np.

Mówię z automatu i nie myślę za bardzo nad tym, ale z nagrania siebie słyszę potem błędy.

3 godziny temu, eknm2005 napisał:

Certyfikaty cztery i kabel od internetu są tylko dobre jak masz wyraźnie napisane, że ich potrzebujesz lub robisz to dla własnej przyjemności / by poderwać laski na kursie.

Robię to dla przyjemności i samorozwoju, a papier dobrze mieć zawsze :) 

 

@mph25 widzę, że się do tego przyłożyłeś. Dojście z poziomu B2 do C2 zajmuje na studiach około 600 h. Da się to zrobić szybciej ale nie każdy tak samo łapię ocb. Więc teraz podejrzewam trafisz na mur ale się nie przejmuj tylko dalej walcz :) 

Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, RENGERS napisał:

W Norwegii z ulicy pomagałem kiedyś na budowie, zarabiałem 10 k, proste prace fizyczne.

Dobra. A teraz powiedz o kosztach życia tam. Skromna reklamówka z zakupami to 500zł. Koszty mieszkania nie wspomnę. Chyba, że chcesz się tylko dorobić i możesz jakiś czas mieszkać w 14osób w jednym pokoju.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, Pyrkosz napisał:

@mph25 widzę, że się do tego przyłożyłeś. Dojście z poziomu B2 do C2 zajmuje na studiach około 600 h. Da się to zrobić szybciej ale nie każdy tak samo łapię ocb. Więc teraz podejrzewam trafisz na mur ale się nie przejmuj tylko dalej walcz :) 

 Poziom b2 w zupełności mi wystarczy, nie potrzebuje niczego więcej - teraz skupiam się na większym słownictwie no i oglądaniu filmów, ale bez takiej presji że chce dojść do C1 albo C2.  Niemiecki u mnie kuleje, np z tego testu https://www.youtube.com/watch?v=rQO4zjppdr8   to mało co rozumiem, oczywiście że takie rzeczy jak przedstawienie się, ile masz lat, gdzie pracujesz, gdzie mieszkasz, skąd przyjechałeś, jakie masz hobby itd czy podanie nr telefonu albo przeliterowanie swojego imienia/nazwiska to ogarniam ale 70% nie rozumiem co ta kobieta mówi oprócz tego w/w

 

Link to post
Share on other sites
14 godzin temu, mph25 napisał:

Cześć, wielu z was było na zachodzie/ma rodzinę lub znajomych która przebywa na tamtym obszarze więc chętnie dowiem się czegoś więcej.  Sprawa wygląda tak że ostatnio rozmawiałem z jednym gostkiem który przeprowadził się do Niemiec,  chłopak twierdzi że pracował w Polsce za 3500 złotych netto po studiach, pojechał do Niemiec na produkcję do prostej pracy fizycznej (tnie uszczelki na maszynie na odpowiednią długość) i to w sumie tyle, podobno zarabia za to 1900 euro netto za 168 godzin pracy. To jest 8 tysięcy złotych, ceny w Niemczech nie tak bardzo odbiegają od tego co już jest w Polsce, czy w ogóle jest możliwe że on zarabia tam prawie 2k euro netto za wciskanie guzika i wkładanie uszczelek do maszyny która je tnie? czy to jakiś wałek?   Zarabiając 2000 euro netto chyba można sobie pozwolić na w miarę spokojne życie w pojedynkę za granicą, bez stresu.

A czemu na Ukrainie zarabiają 500 zł, a w Polsce 2500 zł? To jakiś wałek? Spisek polskich panów? Nie, po prostu tak działa ekonomia oni mają przemysł ciężki i są właścicielami, a my wyłącznie w naszych montowniach obsługujemy to. Jesteśmy w tej gospodarczej łamigłówce POD. Jesteśmy mniej ważni, łatwiej zastąpywalni. 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
31 minut temu, Strusprawa1 napisał:

A czemu na Ukrainie zarabiają 500 zł, a w Polsce 2500 zł? To jakiś wałek? Spisek polskich panów? Nie, po prostu tak działa ekonomia oni mają przemysł ciężki i są właścicielami, a my wyłącznie w naszych montowniach obsługujemy to. Jesteśmy w tej gospodarczej łamigłówce POD. Jesteśmy mniej ważni, łatwiej zastąpywalni. 


Zdaje sobie z tego sprawę, chodziło mi tylko o to czy takie zarobki za wykonywanie pracy do której możemy być przeszkoleni w jeden dzień są prawdziwe. Oferty pracy przez agencje i sugerowane przez nich zarobki nie zawsze mają odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Link to post
Share on other sites
9 hours ago, Pyrkosz said:

Nie porównuj Włoch gdzie się dostaję gówno a nie pieniądze siedząc na kasie do np. Niemiec. 

 

Tobie się ziom, w odniesieniach do moich postów, albo co pomieszało, albo w twoim ośrodku robisz tak dobre wrażenie, bo światło roznosi się szybciej niż dźwięk i dlatego najlepsze wrażenie robisz zanim się odezwiesz, awatarem (nie wiadomo zresztą, czy swoim), nie pierwszy raz już to widzę, czyli zanim pokleisz niezdarnie fakty, czy sformułujesz wypowiedź. Gorzej niż Libertyn, bo jego posty nie niosą przeważnie żadnej utylitarnej wartości, lub mierną wartość, do porannej kawy w gównopracy można je od biedy przeczytać dla zabicia czasu, ale twoje jeszcze sieją zamęt i w błąd wprowadzają.

 

Gdzie ja napisałem, że zarobki w Italii dla robotnika są porównywalne do niemieckich? Gdzie ja w ogóle powiedziałem koledze @mph25 że ma o swoich krótkich nóżkach biec do Italii? Do Italii to może podskoczyć do mnie na kilka miesięcy @Mosze Red żeby mieć odskocznię od polskiej, zimowej szarzyzny i tego zaduchu mentalnego i się wina napić, bo jego stać na to, żeby nie pracować, tylko doglądać niespiesznie swojego kramu. Albo paru chłopaków, którzy już mają te chociaż 100 tys. w karmanie oraz życie i głowę przede wszystkim jako tako ogarniętą po to, by ostro zasuwać i wystawić się na nowe rynki i możliwości.

 

Kolega @mph25 jest na etapie zmarnowania sobie właśnie życia w grajdole ONW i dla niego jakakolwiek praca w Niemczech to jest jak złapanie przez topiącego się oddechu powietrza i chwycenie się zmurszałej belki okrętu o nazwie 'Polska', który się rozjebał przy okazji wejścia nas do UE i jego resztki dryfują teraz po Europie zachodniej. Nawet jakby wylądował na początek w jakimś januszexie niemieckim, których też nie brakuje, przez polską agencję wyzyskiwaczy, to i tak byłoby to lepsze podejrzewam, niż ma teraz. Lepsze - bo byłby lepiej wypozycjonowany. Żeby chociaż spierdolić przez dziurę w płocie do sąsiedniej fabryki, czy na sąsiednie pole.

 

Bo każda, dosłownie każda praca na niemieckim pasku, którą, jeżeli ma mózg na karku i język w gębie, każdy normalny człek ogarnia sobie po pół roku obcowania z klientem na maślane oczka i ofiarny zapierdol, z której można odkładać bez większych zobowiązań i wyrzeczeń chociażby ten 1000€ miesięcznie daje już przepustkę nie tylko do dziesiątek ciekawych krajów na świecie, ale też przede wszystkim do zlewarowania tej sumy i zobaczenia innych miast i firm, gdzie zarabia się lepiej niż na przygranicznej plantacji szparagów, a nie tylko tego jednego miasta, do którego wiedzie drogowskaz z każdej autobany, a któremu na imię 'Ausfahrt'...  

 

Na tym się zresztą możliwości w Europie nie kończą, ja znam biegle niemiecki i płynnie włoski, a mimo to wbicie się na posadę do tyrolu, czy lombardii jest dla mnie wyzwaniem. Po prostu takie są tu klimaty, tam gdzie nie tylko się dobrze zarabia, ale jeszcze do tego fajnie żyje - sprawia, że są tłumy chętnych z całego świata o bardzo dobrych CV, a i tak wszystko leci po znajomości, co nie jest grzebaniem się w szambie. Ale nie o to chodzi.

 

Inteligentne pytanie, które mógłbyś zadać w tym temacie, jak już się odnosisz do moich postów, byłoby na przykład: co stało się z pracą i F, że już ich nie ma? 

 

I ja sam muszę sobie odpowiadać na własne pytania retoryczne, tak niski poziom ma ta dyskusja. I ja wam powiem, dlaczego ona ma taki niski poziom. Ludzie, którzy pojechali na zachód zarabiać i uczepili się jakiejkolwiek ciut lepszej roboty nawet nie mają ochoty i motywacji tu pisać, bo to jest jak grochem o ścianę. Oni życia mają ustawione i co ich obchodzicie wy? Nic a nic. Dlatego macie ciszę i blackout na informacjach. Nawet na tym forum są stare wątki, gdzie to zostało wszystko dobrze opisane, przez ludzi, którzy tam byli i to przeżyli, były nawet wątki o podrywaniu Niemek na emigracji, ale wy, zamiast je odkopać i zadać pytanie, to tworzycie tysiące nowych z lenistwa i ignorancji. Potem się dziwicie, że gówno osiągacie. Tkwicie beznajdziejnie zapętleni w kokonie informacyjnym, własne echo informacyjne wam odpowiada.

 

Ja tu jeszcze piszę jak jakiś pierdolony dr judym, bo po prostu serce mi się kraje, jak to wszystko widzę, jeszcze kowidoza, pałowanie, zomowcy, za chwilę kolejna dziesiątka się powiesi. Ja spełniam misję tego forum, bo korzystam, więc staram się też na zasadzie zwykłej wdzięczności czymś odwzajemnić. Ale wróćmy do pytania...

 

Życie funkcjonuje jako całość i to na wszystkich swoich etapach. Co z tego, że w młode lata pogwiazdorzysz jak julka prująca się po tęczowych marszach, albo jakaś karyna-instagramerka pokazująca swoje dupsko do videobloga? Co z tego, skoro na starość będzie grzebać po śmietnikach?

 

Co z tego, że zarobisz w Niemczech walizkę pieniędzy, jak wrócisz naiwnie do polinu w ramiona vateusza i oskubią cię jak gęś do żywej skóry?  

 

Do Niemiec się jedzie po to, ŻEBY NIE WRACAĆ. Zatankować paliwo na transoceaniczny rejs i aufwiedersehen! Wrócić tam ewentualnie tylko po pobór emerytury.

 

Co mi dała praca w Niemczech? Dała mi znajomość cywilizowanego świata i przede wszystkim ŚWIADOMOŚĆ, dzięki której NIE MUSZĘ WRACAĆ. Żyję skromnie, ale przeżyłem. I mogę żyć dalej niezależnie, czy pracę mam, czy nie. Mam setki znajomych, polskich emigrantów na całym świecie, ale nikomu z nich się to nie udało. Największe asy są gdzieś w Ameryce, ale z tego, co wiem, to gdzieś tam są na jakiś posadach, nie wiem, czy żyją na swoich nieruchomościach 'ziemskich', albo czy mają je zakredytowane, czy nie.

 

Koło mnie żyje para Polaków. Ostatnio świętowali 42 rocznicę ślubu!!!! Mają minimum 65 lat. On zapierdala z workami cementu świątek piątek i niedziela, a ona w ogrodzie, bo kupili starą włoską willę za nie jakieś kosmiczne pieniądze, w niekosmicznej lokalizacji. Coś tam dobrali z banku, coś tam sprzedali w Polsce. Całe życie bujali się albo po gówno robotach w polsce lat 90tych, albo po emigracji, żeby na stare lata mieć chociaż tą bezpieczną przystań i  włoski paszport (dostali po 10 latach pracy w Repvblicca Italiana razem z symboliczną emeryturą). Dzięki temu nie muszą się chociaż martwić, czy ich do szpitala przyjmą.

 

Jeżeli przepierdolisz swoje młode lata na gównodyskusje, kretyńskie decyzje, brandzlowanie się własną niemocą, wypieranie rzeczywistości (która się jeszcze zmienia i nawet informacje od kolegów takich jak ja mogą się zdezaktualizować - kto wie, czy jakbym tam dzisiaj nie yebał, to robiłbym jakieś change requesty do kowidka, albo musiał się testować co miesiąc? Wyleciałbym za odmowę i gówno zarobił) to na starość czeka cię tylko nędza i zapomnienie. Więc pomyśl o tym już dzisiaj, kiedy przerzucasz bezwartościowe strony www, mącisz w internecie, albo spalasz się w gównopracy, z której wyrośnie ci tylko garb i zadatki choroby psychicznej.

 

Informację się zdobywa, weryfikuje, wykorzystuje i idzie dalej w swoim życiu. Tam, gdzie chcesz zajść. I to bez zbędnej zwłoki, bo i tak będzie ciężko i wiele będzie takich lat, że się zapowietrzysz, nie będziesz wiedział, co dalej i znikąd pomocy. Każdy zmarnowany rok, uderzy cię w jesień twojego życia, która się może zrobić zimą z konkretną śnieżną zadymką.

  • Like 9
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
9 minut temu, absolutarianin napisał:

twoje jeszcze sieją zamęt i w błąd wprowadzają.

Przykład poproszę 😉

 

9 minut temu, absolutarianin napisał:

Tobie się ziom, w odniesieniach do moich postów, albo co pomieszało

Nie odwracaj kota ogonem, zrobiłeś z udzielających odpowiedzi debili, którzy w dupie byli i guano widzieli. Tylko Ty, największy mędrzec możesz mówić jak jest. Reszta to albo agenci albo matoły.  
 

18 minut temu, absolutarianin napisał:

paru chłopaków, którzy już mają te chociaż 100 tys. w karmanie oraz życie i głowę przede wszystkim jako tako ogarniętą po to, by ostro zasuwać i wystawić się na nowe rynki i możliwości.

Jak dla Ciebie 100 tysięcy to jakiś wyznacznik bogactwa i prestiżu to musisz mieć coś mocno poprzestawiane. Uświadomię Cię, taki dochód w USA łapie się poniżej granicy ubóstwa :) Ale co ja tam wiem, odłożyłem tyle x lat temu w Polsce z gówno pracy jak to ładnie określasz pracę w ojczyźnie. A wcale nie zarabiałem kokosów. Na pocieszenie, też mieszkam w lesie jak Ty i nie martwię się że miliarder z Rosji kupił sobie dom koło mnie i planuje z Włochem zabić wszystkich.
 

Kiedyś pisałeś, że strata 10k $ coś ma pokazać, jakaś mistyczna przemiana zajdzie. Nie zauważyłem jak skasowałem samochód za więcej, żeby zaszła jakaś przemiana w moim myśleniu.


Człowieku, uświadomię Cię po prostu miałeś dobry zawód, nie podołałeś w ojczyźnie. Mogłeś zarabiać dobre pieniądze, nawet lepsze jak za granicą na winogronkach. Przypominasz mi Natanka. No ale przynajmniej jesteś szczęśliwy w swoim obłedzie 😉

 

42 minuty temu, absolutarianin napisał:

Co mi dała praca w Niemczech? Dała mi znajomość cywilizowanego świata

Kiedy to było? W 86’? Co Ty myślisz, że nikt nie wie, że za granicą to nawet mają więcej jak dwie nitki metra w stolicy? 😂

W Twojej ukochanej Italii byłem już 20 lat temu jak jeszcze Liry były. Ziomuś, jakoś nie było efektu niesamowitego zaskoczenia, że jest lepiej na zachodzie, ludzie mają więcej pieniędzy i żyją na lepszym poziomie. O a może opowiesz o zamianie Liry na Euro i jak Włosi rzucali mięsem na to? No tak pewnie mieszkasz tam 5-10 lat i plujesz już na ojczyznę udając wielkiego myśliciela.

 

Z resztą posta się zgadzam bo... masz rację. Szkoda marnować życia, trzeba odkładać, myśleć o emeryturze. 

 

  • Haha 1
Link to post
Share on other sites
14 godzin temu, RENGERS napisał:

Masz kurs na nurka, umiesz spawać, proszę bardzo nurek spawacz zarobki 30 k  ;]

W Niemczech ponad 40k.

 

14 godzin temu, RENGERS napisał:

Tylko w Polsce lekarze po trudnych jak cholera studiach zarabiają tyle co baba w Lidlu na kasie na początku, a i tak większość kończy na dyszce miesięcznie i nigdy więcej nie zarabia.

Oni akurat z łapówek żyją. Wille i mercedesy z nikąd się nie wzięły.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Leniwiec napisał:

Skromna reklamówka z zakupami to 500zł. Koszty mieszkania nie wspomnę.

 

Kawalerka 27 m za 2300 zł na miesiąc - wszystkie opłaty wliczone w cenę.

 

Żarcie koło 1000, 1500, czyli podobnie jak w Polsce.

 

Alkoholu nie piłem, fajek nie paliłem.

 

Jedzenie proste - jaja, ryż, soczewica, mięso, szpinak, owoce  itd, mało przetworzonego.

Mieszkanie w Krakowie wychodzi podobnie na dzień dzisiejszy :) 

Link to post
Share on other sites
5 minut temu, RENGERS napisał:

Kawalerka 27 m za 2300 zł na miesiąc - wszystkie opłaty wliczone w cenę.

 

Mieszkanie w Krakowie wychodzi podobnie na dzień dzisiejszy 

No i jak potem taki przeciętny Mietek ma mieć swój kwadrat?

 

Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, Patton napisał:

No i jak potem taki przeciętny Mietek ma mieć swój kwadrat?

 

 

Przestać płakać jak baba i narzekać i wyjechać za granicę, najlepiej na stałe.

 

Zobacz jakie masz  możliwości , ile masz lat 27 ? Nie masz żony, dzieci, kredytów, masz tylko siebie.

 

Wsiadasz w samolot, jesteś na drugim końcu świata w 16 godzin, łapiesz pracę, opalasz się, ruchasz fajne skośne dziewczynki, po co Ci teraz kwadrat ?

 

Rozluźnij się w życiu, a kwadrat sam do Ciebie przyjdzie.

27 minut temu, Analconda napisał:

Oni akurat z łapówek żyją. Wille i mercedesy z nikąd się nie wzięły.

 

Wille i mercedesy mają nieliczni lekarze w Polsce.

  • Like 3
  • Haha 1
Link to post
Share on other sites
12 minut temu, RENGERS napisał:

Wille i mercedesy mają nieliczni lekarze w Polsce.

To mieszkam w innej Polsce :) U mnie znam tylko jednego który nie ma mercedesa. Ale no nie ma smykałki do interesów, za to lekarzem jest dobrym. Pozostali prywatne gabinety, ośrodki zdrowia, kliniki etc. 

Link to post
Share on other sites

Sam nieraz się zastanawiałem nad tym czy Polska czy zagranica. W zasadzie mam meldunek w jednym z lepszych krajów Europy. Jednak mimo wszystko, wciąż mnie ciągnie w stronę Polski i wolałbym żyć w swoim kraju gdzie żyje się w języku polskim. Lubię Bałtyk, Bieszczady, a w Polsce czuję się obiektywnie dobrze, nielicząc skrajnego kapitalizmu, chorej konkurencji, zabijania się o wszystko czy poczucia wiecznej walki.

 

Dryfuję gdzieś między tymi dwoma krajami, rozdardy i czasem myślę, jak to będzie. Czas nieubłagalnie ucieka, a wraz z nim coraz ciężej podejmować decyzje. Z pewnością nie jestem osobą w nowomowie korporacyjnej "komunikatywną", wręcz posiadam fobie społeczną, która mocno uderza w warunkach konkurencji/ zawodowych. To jest taki ból jakby ktoś mocno młotkiem walił, ale odczuwane na psychice. Masz ochotę wywalić do lasu i nie wracać do przeludnionych biur gdzie trzeba być komunikatywnym, osaczonym, zaszczutym i na każde skinienie. Mieć gdzieś zależność innych ludzi nad Twoim życiem. Niestety rentierem kawalerkowym nie jestem.

 

W Polsce perspektywy na życie poza korpo czy IT gdzie w tych branżach zachód konkretnie skolonizował Polskę są beznadziejne. Albo bieda i zapierdol albo dostosowanie się do zagranicznych sztywnych norm korporacyjnych i też w zasadzie zapierdol. Do tego nie masz komunikatywności czy wystarczającego i odpowiedniego expa to rynek pracy spuści Tobie konkretny wpierdol. Polska jako kraj jest gorzej jak Indiami Europy, a zagraniczne firmy nawet język pracy narzucają w każdej firmie (teoretycznie nie będąc u siebie). Kraj piękny, ale rozwalony i rozwarstwiony a mimo to chce się zostać w tej "strefie komfortu".

 

Za granicą w zasadzie czeka skrajna samotność i prawdopodobnie prace fizyczne. Jakaś powalona zmianowość, odmóżdżające zajęcia albo użeranie się z patologią imigrancką. Widziałem, że tutaj się szanują, w wielu ogłoszeniach biurowych, nie znasz języka lokalnego to wypierpapier (nawet w korpo). Oczywiście równie ciężko o konkretną pracę bez solidnego expa i wspomnianego języka czy komunikatywności. Jako imigrant nie znajdzie się też tutaj fajnej laski a przynajmniej będzie nawet trudniej niż w Polsce. No chyba, że jakąś Polkę sprzątaczke z patologicznej rodziny. A gra na kinderze jeszcze mniej korzystna niż w kraju. 

 

Hajs idzie jak szalony na wydatki życia codziennego i nawet wyższe zarobki o ile po przyjeździe do Polski to konkret tak na miejscu życie bez szału. Podobnie jak w Polsce życie pracą tyle, że za większą kwotę, ale ma się poczucie bycia obcym i nie pasującym, kompletny brak bliskich. Zważywszy na powyższe, są plusy oraz minusy, a w zasadzie takie zawieszenie na 50-50. Z tymże Polska wydaje się łatwiejszym i mniej stresogennym rozwiązaniem. Jeśli w Polsce przejdzie się maglowanie, solidny odsiew rekrutacyjny oraz przyjmie postawę wasalną wobec narzuconych norm korporacyjnych to czekają mimo wszystko nawet względnie dobre zarobki, gorzej z naciskiem i psyche. Ewentualnie znaleźć sobie dziewczynę w Polsce a potem razem wyemigrować. Na zachodzie a przynajmniej, w tym kraju jest z tym gigantyczny problem. Wiem po kilku osobach, które znam, a w przeciwieństwie do mnie są bardziej nazwijmy to światowe i z wyższym SMV. 

 

 

  • Like 2
  • Confused 1
Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, RENGERS napisał:

Wsiadasz w samolot, jesteś na drugim końcu świata w 16 godzin, łapiesz pracę, opalasz się, ruchasz fajne skośne dziewczynki

Żeby to było takie proste...

 

3 godziny temu, RENGERS napisał:

Zobacz jakie masz  możliwości , ile masz lat 27 ?

29.

 

3 godziny temu, RENGERS napisał:

po co Ci teraz kwadrat ?

Żeby mieć coś swojego.

 

3 godziny temu, RENGERS napisał:

Rozluźnij się w życiu, a kwadrat sam do Ciebie przyjdzie.

Tylko że z nieba to mi on się spadnie.

Edited by Patton
Link to post
Share on other sites
2 hours ago, Ksanti said:

Ewentualnie znaleźć sobie dziewczynę w Polsce a potem razem wyemigrować.

To może być ryzykowne, z obserwacji w UK możesz być dobrą partią w Polsce ale za granicą spadasz na drabinie socjalnej (brak sieci znajomości, nieruchomości) a partnerka idzie w górę (zazwyczaj urodziwsza i milsza niż takie Brytyjki). Jak będzie duża dysproporcja to złapie nową gałąź (konar). 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
19 minut temu, Orybazy napisał:

To może być ryzykowne, z obserwacji w UK możesz być dobrą partią w Polsce ale za granicą spadasz na drabinie socjalnej (brak sieci znajomości, nieruchomości) a partnerka idzie w górę (zazwyczaj urodziwsza i milsza niż takie Brytyjki). Jak będzie duża dysproporcja to złapie nową gałąź (konar). 

Co jeśli lasce nie w głowie zabawy czy przygody i lubi spokojnie posiedzieć w domu? Ogólnie w Polsce też można stracić związek z dnia na dzień. Co do UK chyba nie ma gorszego państwa do emigracji w Europie. W rankingach jakości życia nie stoi wysoko i jedynie zarobki kuszą.

 

 

Edited by Ksanti
  • Confused 1
Link to post
Share on other sites
3 minutes ago, Ksanti said:

W rankingach jakości życia nie stoi wysoko i jedynie zarobki kuszą.

Mnie się dobrze żyło te pięć lat, fajniej niż w Danii z uwagi na bliższą mimo wszystko nam kulturę. 

Nie wiem skąd taka niska ocena, może pogoda :). 

Link to post
Share on other sites

@Orybazy

Czy dobrze pamiętam, że pracujesz w IT? Jaki to był region w UK? Do mnie hindusi z adresem brytyjskim czasem piszą na Linkedzie i pytają o jakąś tam Visa. Raz pewna babka pseudo rekruterka ode mnie wyciągnęła CV. Uzgodniliśmy kiedy ma zadzwonić, denerwowałem się, ale ostatecznie nie zadzwoniła. W zasadzie bardziej chciałem wybadać sprawę, aniżeli się w to angażować. Ogólnie to tak jakby wyłudziła dane nie wiadomo po co. Skoro mowa o Danii czy spotkałeś się z tą zachwalaną skandynawską kulturą pracy? 

 

 

  • Confused 1
Link to post
Share on other sites
8 minutes ago, Ksanti said:

Czy dobrze pamiętam, że pracujesz w IT?

Nie, inżynier.

8 minutes ago, Ksanti said:

Jaki to był region w UK?

 

West Midlands, Lancashire, West Yorshire.

 

8 minutes ago, Ksanti said:

 

Do mnie hindusi z adresem brytyjskim czasem piszą na Linkedzie i pytają o jakąś tam Visa. Raz pewna babka pseudo rekruterka ode mnie wyciągnęła CV. Uzgodniliśmy kiedy ma zadzwonić, denerwowałem się, ale ostatecznie nie zadzwoniła. W zasadzie bardziej chciałem wybadać sprawę, aniżeli się w to angażować. Ogólnie to tak jakby wyłudziła dane nie wiadomo po co.

Dziwne. Ja miałem CV na np. CV library i w paru agencjach. Generalnie LinkedIn to dobre miejsce coś sobie wyszukać.

 

 

8 minutes ago, Ksanti said:

Skoro mowa o Danii czy spotkałeś się z tą zachwalaną skandynawską kulturą pracy? 

Byłem tam na projekcie naukowym, trochę pewnie inaczej niż w firmach prywatnych. Teraz pracuje na codzień z Duńczykami i nie bardzo rozumiem co masz na myśli z ich kulturą pracy? Wszystko się buja powoli ale solidnie. 

Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.