Jump to content

Przemiana - Swobodne obracanie talerzami


Recommended Posts

Posted (edited)
4 godziny temu, Chicco napisał:

Po pierwsze posiadanie wielu talerzy to wysoki koszt alternatywny, obracanie zwłaszcza na początku jest czasochłonne. A po drugie zakładając, że twoim celem jest znalezienie najlepszej kobiety obracając talerzami i zakładając, że coraz więcej osób, w tym kobiet będzie obracało talerzami, tym szansa na znalezienie dobrego talerza będzie spadać i żeby znaleźć "tą jedyną" to będziesz musiał obracać jeszcze większą ilością talerzy bo kobiet nadających się do związku będzie coraz mniej. I to możemy zaobserwować nawet teraz, w tych czasach nawet chady mają problemy by znaleźć fajną dziewczynę bo coraz więcej lasek jest zdemoralizowanymi graczami.

JA bym to skrócił do jednego słowa wyjaśniającego o co w tym chodzi, czyli powolna DEPOPULACJA.

No ale jak już wszyscy iluminarze wiedzą, metoda obracania talerzy nie jest przeznaczona do budowania rodziny, tylko do niszczenia.

@Chicco jeśli to ro-zoom-jesz to jesteś wyżej o ten jeden stopień masoński...

Edited by Egregor Zeta
Link to post
Share on other sites
  • Replies 59
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Czołem   Wstęp lub przedmowa jak kto woli   Budząc się dziś rano otworzyłem Whatsapaa i przyleciały do mnie 4 wiadomości od różnych kobiet … podobnie jak wczoraj tylko że wczoraj

@spitfire - świetny temat   Ja teorię wielu talerzy traktuję trochę jako zło konieczne i adaptację do dzisiejszych czasów.   Kiedy miałem te 25 lat i ogarnąłem sprawy związane z k

Świetny temat Bracie. Pomimo, iż sam jestem od 10 lat poza rynkiem matrymonialnym uważam, że w obecnych czasach strategia zaprezentowana przez @spitfire jest jedyną słuszną, przy czym ja sprowadz

@Chicco

 

W zasadzie mogę się zgodzić że patrząc w ten sposób może to się wydawać „patologiczne”. Aczkolwiek sporo zależy od konkretnej sytuacji i - przede wszystkim - od jej uczestników. To powinny być spontaniczne działania. Spotykasz się z 3-4 laskami i jedna rokuje najbardziej więc w naturalny sposób wchodzisz z nią na wyższy poziom i z czasem (jeśli wszystko idzie dobrze) pozostałe talerze się tłuką. Tak samo powinno to wyglądać u drugiej strony. Ewentualnie ex-talerze lecą na orbitę i tyle. 
 

Zgoda natomiast, że może się z tego zrobić niekończąca się gra która może zmęczyć. 

 

Nie zmęczysz się natomiast, jeśli osiągniesz stan wyższego wyjebania - czego każdemu i sobie życzę :) 

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
1 hour ago, Sugar Johnson said:

1. To powinny być spontaniczne działania. Spotykasz się z 3-4 laskami i jedna rokuje najbardziej więc w naturalny sposób wchodzisz z nią na wyższy poziom i z czasem (jeśli wszystko idzie dobrze) pozostałe talerze się tłuką.

 

2. Tak samo powinno to wyglądać u drugiej strony.

1. Że też świat nie zachowuje się jak powinien. Buuu.

"(jeśli wszystko idzie dobrze) pozostałe talerze się tłuką", zostajesz z jedną, ona wie że już nie masz alternatywy i podbija cenę cipki do nieskończoności.

Chyba nie do końca łapiesz o co chodzi w "plate theory".

 

2. [Comment jak wyżej.

Że też (niezależna) druga strona nie wie jak powinna się zachowywać.

Buuu.]

O nie się nie martw.

Mają to w genach i gdybyś potrafił tyle co one to ty miałbyś 100 hitów dziennie.

 

Edited by JoeBlue
  • Like 1
Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
56 minut temu, JoeBlue napisał:

"(jeśli wszystko idzie dobrze) pozostałe talerze się tłuką", zostajesz z jedną, ona wie że już nie masz alternatywy i podbija cenę cipki do nieskończoności

 

Ja wiem, że tak z reguły jest, niestety. I nie płaczę że świat nie jest idealny, po prostu pozwoliłem sobie na wizję jakiegoś tam ideału, czyste teoretyzowanie. Najczęściej teoria talerzy jest stosowana w taki sposób jak napisałeś wyżej. 

 

Ta chwila idealizmu z mojej strony wzięła się chyba z tego, że w moim otoczeniu jest - niewiele bo niewiele ale jednak - kilka udanych związków gdzie talerze się "stłukły", gdy zaczęło się układać. Bez bajki na jawie, po prostu normalne związki, bez patologii. 

Edited by Sugar Johnson
  • Like 1
Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

@Egregor Zeta @Chicco

"Za każdym razem, gdy facet niezaznajomiony z teorią talerzy czyta ją po raz pierwszy, jego typową reakcją jest odrzucenie jej założeń, gdyż kłócą się one
z jego głównym celem, czyli monogamią. Należy zrozumieć, że teoria zawsze pozostanie twardym orzechem do zgryzienia, nie tylko dla faceta wciąż
podłączonego do kobiecego Matrixu, ale też dla gościa, który nie ma problemu z kobietami. Typowe u mężczyzn podejście, które zakłada monogamię
za główny cel, jest na służbie żeńskiego imperatywu oraz ma swoje źródło w naszym naturalnym pragnieniu poczucia bezpieczeństwa. Z tego względu
czynność nawet w najmniejszym stopniu przypominająca obracanie talerzy wydaje się sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem."

Też tak myślałem na początku gdy to czytałem. Klasyczny dysonans poznawczy.  Coś co nam wpoili że będzie działać nie zawsze działa.

Dlatego jest to alternatywa a nie jedyna droga. 

Myślę że wielu miało dysonans poznawczy gdy zostali ograni przez kobiety i zetknęli się się z RedPillem i BS.

A czymże jest metoda selekcji stosowana przez kobiety ?

 

Zasadniczo dziewczyna testuje, żeby ustalić jeden lub kilka następujących czynników:
- Pewność siebie – przede wszystkim.
- Posiadane alternatywy – czy gość leci na mnie, ponieważ jestem wyjątkowa, czy dlatego, że jestem jedyną alternatywą?
- Bezpieczeństwo – czy facet jest w stanie zapewnić mi oraz mojemu potomstwu długotrwałe i bezpieczne pożycie?


Nie widzicie podobieństwa ?

One grają w to od piaskownicy a nas szkoła i mamusie szkolą na białych rycerzy... niektórym hełm zbroi wciąż przesłania spojrzenie szerzej. 
Jak widzę wybory niektórych mężczyzn to ... nóż mi się w kieszeni otwiera. Sam również dokonałem złych wyborów w przeszłości.

Kumpel właśnie bawi 2 miesiąc się z nimfomanką z rodziny alkoholowej. Tłumaczyłem, kumpel 40 na karku ale magia cipki działa.... traci czas...a nimfomanka już wspomina o dzieciach...  ale tak może .....w przyszłości <_<


Dzięki opisanej metodzie złapałem jeszcze większy luz i pewność w randkowaniu. Spotkania można rozegrać bardziej na chłodno i zobaczyć co mamy na rynku.  

Kobiety które opisałem w pierwszym pości były atrakcyjne i seksowne ale posiadały wady ukryte dla nieświadomych (Nuerastenia, DDA x 2, Depresja, Zwichrowana Psycholożka - wampir energetyczny)

Rynek idealny nie jest. 
Kusiły i namawiały  

 

A ja szedłem dalej. Umówmy się również na to że nikt nie dzieli się swoimi wadami, zaburzeniami prędko.

Jedna powiedziała o Neurastenii dopiero po przespaniu się z nią (poczuła luz i zdobyła się na szczerość) 
Dopiero zadawane odpowiednio pytania mogą (a nie muszą) otworzyć drogę do prawdy świadomemu mężczyźnie i za takich was Panowie  @Egregor Zeta @Chiccomam.
 

Metody Rollo używam po to by mieć większą trzeźwość umysłu i poczekać na spokojnie na wartościową jednostkę. 
(miałem dwa lata temu taką sytuację że autentycznie wzięło mnie  na pierwszej randce - jak uśmiechnęliśmy się do siebie  - totalny chemiczny blackout, po ok 4 spotkaniach i seksie okazało się że .... Panna grała scenariusz pod swoją modłę i oczekiwała że będę ją woził po knajpach i podwoził do domu .... na pytanie dlaczego.... bo ona ma takich dwóch co skaczą obok niej  ale oni jej nie kręcą (2 stałych orbiterów)  ... kwiatki, rowery i inne cudeńka...  wybiłem jej to z głowy i pokazałem drzwi ... zmieniła zdanie w ciągu godziny ... sorki rozpędziłam się ..... pisała do mnie co jakiś czas potem czy nie chcę skoczyć na kawę, życzenia na święta i urodziny) . Rynek idealny nie jest. 

W metodzie wg. mnie nie chodzi by bawić i tworzyć karuzelę . Mogą być jednostki które wykorzystają metodę Rollo do dobrych ale również złych celów.  
Jednostki dobre i złe są po obu stronach barykady i tworzą wojnę płci. 

Post nie jest nawoływaniem do wykorzystywania metody do złych celów.

👊 Gramy do jednej bramki 
 

Edited by spitfire
  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
4 hours ago, spitfire said:

Metody Rollo używam po to by mieć większą trzeźwość umysłu i poczekać na spokojnie na wartościową jednostkę.

Generalnie podoba mi się twój punkt widzenia, sam też go popieram, tu jednak ewentualnie wpadasz w pułapkę, o której Rollo mówił.

Chcesz być RedP po to, żeby znaleźć kobietę, przy której będziesz mógł być BlueP i wtedy wpakujesz się w to, czego teraz szczęśliwie unikasz.

Mój wniosek może być błędny, ale Rollo wspominał, że wiele razy widział ten mechanizm w akcji.

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
39 minut temu, JoeBlue napisał:

tu jednak ewentualnie wpadasz w pułapkę, o której Rollo mówił.

Chcesz być RedP po to, żeby znaleźć kobietę, przy której będziesz mógł być BlueP

Teraz zrozumiałem o czym Rollo mówił - to ten fragment 

"„Gros mężczyzn, zwłaszcza głupków, czuje wszechogarniający strach na myśl o utracie tej jedynej, wspaniałej i niepowtarzalnej „księżniczki” (i ja też byłem zapatrzony w nią J). W następstwie facet nigdy nie podejmuje próby obracania większej ilości talerzy, a nawet nie zauważa w innych dziewczynach cech, które mogłyby zagrozić jego „chodzącej perfekcji”. Widywałem nawet mistrzów podrywu, którzy powielali to zachowanie. Byli do tego stopnia wstrząśnięci skutecznością swoich nowo nabytych technik, że zaczęli osiadać z tą jedyną. W następstwie przekonywali się, że ich zaloty są bezwartościowe w momencie, w którym wybranka orientuje się, że jest jedynym źródłem ich zaspokojenia – schemat ulegał obróceniu i odtąd byli marginalizowani. To nie technika zawiodła, a raczej podejście „

 

Moim zdaniem ciągłe kręcenie to też gra do nikąd. Cel to LTR ale z właściwą jednostką. 
 

39 minut temu, JoeBlue napisał:

Chcesz być RedP po to, żeby znaleźć kobietę, przy której będziesz mógł być BlueP i wtedy wpakujesz się w to, czego teraz szczęśliwie unikasz.

Ja nie dążę do MGTOW lub przeciwwagi czyli  ciągłego kręcenia talerzami(To też duży nakład energii) 
Myślę że mam przepracowane "potrzebę bycia z kobietą". Wiem że szczęśliwy mogę być sam ze sobą a ona ma być dopełnieniem szczęścia, a nie wyłącznym "ołtarzykiem szczęścia". Tu już i lata, doświadczenie rozwodowe i związkowe bierze górę nad testosteronem z młodości.  
Jeśli chodzi o kobiety komuś trzeba zaufać.  Czas pokaże czy schemat się powtórzył B) i nie wpadnę w tą potencjalną pułapkę 

Edited by spitfire
Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, spitfire napisał:

Jeśli chodzi o kobiety komuś trzeba zaufać. 

Wszystko w poście powyżej ok, ale do tego zdania to bym się przyczepił.

Link to post
Share on other sites
9 hours ago, spitfire said:

1. To nie technika zawiodła, a raczej podejście „

 

2. Moim zdaniem ciągłe kręcenie to też gra do nikąd. Cel to LTR ale z właściwą jednostką.

1. A raczej rezygnacja z pierwotnego podejścia, które działało.

 

2. Owszem.

Ogolnie chyba jednak chodzi, żeby mieć broń.

Broni nie używa się codzień, zazwyczaj nawet wcale, jednak samo jej istnienie niesie przesłanie, że może być użyta.

To coś jak z bronią atomową. Nikt jej nie użył jak do tej pory w wojnach.

 

Poza tym właściwa jednostka zmienia się (czasami) w niewłaściwą gdy zmienią się okoliczności i to o to trzeba dbać, żeby tak się nie stało.

Ludzie 20-30-40-50 lat to nie ci sami ludzie więc ich pragnienia zmieniają się w czasie.

Czasami para ma szczęście, że zmienia się w tym samym kierunku, ale to mało programowalne.

Rzeczy się po prostu dzieją i na część z nich nie ma wpływu.

 

 

  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
Posted (edited)
Godzinę temu, JoeBlue napisał:

Ogolnie chyba jednak chodzi, żeby mieć broń.

Broni nie używa się codzień, zazwyczaj nawet wcale, jednak samo jej istnienie niesie przesłanie, że może być użyta.

To coś jak z bronią atomową. Nikt jej nie użył jak do tej pory w wojnach.

Pełna zgoda. Nie bać się jej użyć we właściwym momencie  

 

Godzinę temu, JoeBlue napisał:

Poza tym właściwa jednostka zmienia się (czasami) w niewłaściwą gdy zmienią się okoliczności i to o to trzeba dbać, żeby tak się nie stało.

Ludzie 20-30-40-50 lat to nie ci sami ludzie więc ich pragnienia zmieniają się w czasie.

Czasami para ma szczęście, że zmienia się w tym samym kierunku, ale to mało programowalne.

Działa to na szczęście w obie strony - możesz zmienić się na dobre i na złe  jak w przypowieści o wilku. 

 

Stary człowiek uczył swojego wnuka o życiu. Powiedział do chłopca:

– W moim wnętrzu toczy się walka. To jest straszna walka, toczona pomiędzy dwoma wilkami.

Starzec zrobił pauzę, by zaczerpnąć tchu, lecz po chwili kontynuował z poważną miną:

– Jeden z wilków jest zły. On jest gniewem, zazdrością, smutkiem, żalem, chciwością, pychą, użalaniem się nad sobą, poczuciem winy i niższości, kłamstwem, fałszywą dumą, pragnieniem dominacji i ego.

– Drugi wilk jest dobry – starzec rozpromienił się. – On jest radością, pokojem, miłością, nadzieją, pokorą, uprzejmością, dobrocią, hojnością, prawdą, współczuciem i wiarą.

– Taka sama walka toczy się w tobie – podsumował starzec – i wewnątrz każdego innego człowieka.

Wnuk zastanowił się przez chwilę, a potem zapytał dziadka:

– Który wilk wygra?

– Ten, którego nakarmisz – padła odpowiedź.

Jeśli dodamy do tego

1. Dwa podstawowe motywy działania (podświadome i najbardziej prymitywne) wielu nieświadomych ludzi czyli strach i chciwość

2. Konflikt interesów w życiu i związku + rożne potrzeby w przedziale 20 do 50 

to mamy odpowiedź co kieruje wieloma nieświadomymi jednostkami (mężczyźni i kobiety) które jadą na przysłowiowym autopilocie (podświadomości)  

Świadomość tego jest potężną bronią B) i każdy powinien być tego uczony 

 

 

Edited by spitfire
  • Like 2
Link to post
Share on other sites
  • Similar Content

    • By Generał Szrama
      Siemanko! Czy czujecie, że jesteście innymi osobami niż np. 10 lat temu? Był jakiś szczególny moment gdzie nastąpiła nagła zmiana czy po prostu to był powolny naturalny proces dojrzewania i zmiany mentalności?
      Jeżeli o mnie chodzi to w czasach gimnazjum byłem cichy i nieśmiały, mimo, że miałem do powiedzenia całkiem sporo. Głupie zapytanie koleżanki z klasy "-co tam słychać?" sprawiało, że robiłem się cały czerwony, miałem szum w głowie i momentalnie oblewał mnie pot 😂 Dziś się z tego śmieje, ale wtedy wydawał mi się to nie do przejścia i nawet za głupią rozmowę przez telefon z obcą osobą zabierałem się z 10 minut, gdzie teraz wykręcam numer i dzwonię, bo po prostu podchodzę do tego na zasadzie, że mam sprawę i chce ją załatwić jak najszybciej. Wtedy pamiętam, że po raz pierwszy miałem styczność z czymś takim jak PUA i rozwój osobisty, do tego doszła siłownia i sztuki walki przez problemy z rówieśnikami, które szybko minęły kiedy jeden cwaniak dostał po gębie i rozniosła się plotka, że coś tam trenuje. Oczywiście nigdy nie latałem za obcymi pannami po galerii czy też nie gadałem, że MOŻESZ WSZYSTKO! jak Kołcz Majki i inne wynalazki 😂 Ponieważ byłem na tyle bystry, że niekiedy inspirowałem się ludźmi ale nigdy nie traktowałem nikogo jako swojego guru, po prostu od zawsze lubiłem słuchać co inni mają do powiedzenia. Rodziców absolutnie nie obwiniam, bo po prostu nikt nie jest idealny, po prostu dzięki temu, że dziś każdy może rozmawiać (era internetu) z wszystkimi, możemy sobie poradzić z absolutnie każdym problemem, którego kiedyś w pojedynkę byśmy nie dali rady. A co do mnie to mimo, iż nadal widzę u siebie wady to też zrobiłem duży krok ku temu by nie zamknąć się w sobie i nie zwariować. Najważniejsze to dążyć do wewnętrznego spokoju i zwalczać to co przynosi nam stres.
    • By Diabeł_Rokita
      Podstawa
      Atrakcyjność następnego pokolenia skaluje się w dół wraz z rosnącym podobieństwem genetycznym. Patrz: rodzina Habsburgów lub inne przypadki kazirodztwa. Na podstawie "przeciętnego" czyli powiedzmy najczęściej spotykanego poziomu różnorodności genetycznej tj. związków dwóch obcych osób ale tej samej narodowości/grupy etnicznej skaluje sie też zupełnie przeciętna atrakcyjność.
       
      Kontekst i inspiracja
      Zauważyłem, że podobają mi się dziewczyny, które mieszkają w Polsce ale nie są rodowitymi Polkami, tj. te zauważalnie wyróżniające się swoją urodą w naszym kraju. Czasami nawet odczuwałem taki dziwny, niewytłumaczalny pociąg do jednej żeby dopiero później dowiedzieć się od kolegi że dana dziewczyna pochodzi z kraju X.
       
      Rozwinięcie
      Myślicie, że to możliwe żeby atrakcyjność skalowała się też w górę wraz z jeszcze mocniejszymi różnicami genetycznymi? Weźmy za podstawę rozważań dwie osoby z zupełnie różnych części świata, którzy reprezentują bardzo egzotyczny i rzadko spotykany kod genetyczny. Wtedy fakt, że Polki podobają mi się mniej dałoby się wytłumaczyć tym, że zachodzą między mną a nimi takie tycie, minimalne podobieństwa genetyczne ale na podłożu niemalże etnologicznym czyli powiedzmy 100 pokoleń wstecz a nie 2 czy 3 jak w przypadku kazirodztwa dynastii Habsburgów. Myślicie, że istnieje jakaś pierwotna, naturalna, nieposkromiona potrzeba mieszania swoich genów z tak obcymi że niemal egzotycznymi? To by też tłumaczyło dlaczego na rynku matrymonialnym średni z japy Miguel cieszy się większym zainteresowaniem niż średni z japy Kowalski.
      A może to po prostu mój fetysz albo urojenia i sobie to wszystko racjonalizuję i w ogóle to lepiej żebym spierdalał na drzewo zwalić konia bo nie myślę trzeźwo?
    • By kybele123
      Michał 20 lat , chcecie miesięcznych raportów przemiany ćpuna na lepsze ????
    • By Młody Samiec
      Skąd pomysł?
      Pomysł podpatrzony u pewnego znajomego, który w tamtym roku podejmował challenge na 100 dni. Nad czym pracował? Tego dokładnie nie wiem, ale spodobała mi się idea tego, że zmieniał się na lepsze. A pomysł na wdrożenie podobnego wyzwania u siebie przyszedł wczoraj kiedy to mówiąc wprost - byłem na siebie wkurwiony. Powiedziałem sobie... 50 dni. Tyle czasu będę testować, próbować i rozwijać się w tych sferach, które moim zdaniem są ogarnięcia. Później zerknąłem w kalendarz i licząc od jutra do końca roku będzie równo 50 dni. Jest okazja, żeby dobrze zakończyć rok i stworzyć lepszego siebie  
       
      Cel?
      - poznanie siebie
      - sprawdzenie ile jestem w stanie wytrzymać ten dyskomfort, uczucie wychodzenia poza swoją strefę komfortu
      - poprawa jakości życia
      - poprawa mindsetu
      - budowanie zaufania do siebie (jak się na coś ze sobą umawiam - to to ROBIĘ)
      i więcej...
       
      Co będzie?
      Wszystkiego po trochę. Planuję zdawać relację co kilka dni albo i nawet czasami codziennie jak będzie dużo ciekawych wątków do opisania. 
       
      Co nowego u mnie, jakieś wyzwania na dany tydzień, czy wykonałem coś dodatkowego do swoich treningów, jak idzie mi z medytacją i jakie techniki testuję? Jakie zmiany w myśleniu? Morsowanie, oddychanie, zimne prysznice, joga, dieta, poprawa zdrowia i sprawności, pewność siebie, wygląd, kasa i tak dalej i tak dalej...
       
      Od jutra przez kolejne #50DNI:
      1. Rezygnuję z jedzenia słodyczy, podjadania i unikam cukru (mieszkam z rodzicami i w domu zawsze coś się znajdzie do podjedzenia dlatego uważam, że ten punkt pozwoli na jeszcze większą kontrolę na sobą)
      2. Wstaję codziennie o 7 albo wcześniej
      3. Uczę się oszczędzać kasę
      4. Reszta to dodatki, które pozwolą mi wejść na wyższy poziom. Będę pisać w trakcie  
       
      Liczę też tutaj na Waszą pomoc, bracia. Wspierajcie mnie, podsyłajcie swoje pomysły, które mógłbym wdrażać do swojego życia według waszej obserwacji. Piszcie, pytajcie i liczę na to, że dacie mi solidnego kopniaka na rozpęd! No i mam nadzieję, że znajdzie się jakiś wariat, który dołączy do wspólnej drogi.
       
      Będzie ciężko, ale zaczynamy zabawę! Na koniec dodam tylko, że uwielbiam te uczucie spełnienia, że zrobiłem kawał dobrej roboty jak mi się nie chciało i musiałem walczyć sam ze sobą. Zapowiada się najciekawsza końcówka roku w moim życiu  Robię to nie dlatego, że muszę tylko dlatego, że chcę. A im więcej chcę, tym więcej mogę. I tego się trzymajmy.
       
      "Umiem myśleć.
      Umiem czekać.
      Umiem pościć.
      Umiem nieźle cierpieć."
    • By leto
      Czołem Bracia!
       
      Trochę mnie tu ostatnio nie było, mam nadzieję że byliście grzeczni
       
      Do rzeczy: potrzebuję motywacji. Nie wiem, kopa w dupę, zachęty, zjeby, cokolwiek.
       
      Moje życie romantyczno-seksualne utkwiło w martwym punkcie. Po krótkim związku z nerwową 25-latką o ciele modelki wróciłem "na stare śmieci", do relacji typu fwb ze starą (w obydwu znaczeniach tego wyrazu) znajomą. I mi się jakoś nie chce sięgać wyżej (a raczej niżej, jeśli chodzi o wiek). Jutro wbijam na randkę z taką niczego sobie (jak na jej wiek) 33 czy 34-latką, no ale kurwa już to widzę jak ona się rozbiera a ja "o ja pierdole czemu nie wziąłem viagry". No więc nie wiem, taki mnie jakiś marazm naszedł. Jesień czy ki chuj. Ratujcie bracia!

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.