Jump to content

Wybaczyć czy nie wybaczyć oto jest pytanie


Recommended Posts

Dziś po treningu usłyszałem od świeżaka ciekawy temat do przemyśleń więcej zrozumiałem pomiędzy słowami niż z samego przekazu po prostu słabo się znamy ale jestem przekonany, mimo że jakimś mistrzem dedukcji nie jestem że przekaz był dosyć jasny ale od początku.

Wiadomo chłopy całe zmęczone w pocie po sparingach emocje puszczają gadamy co tam u nas itd i się pytam świeżaka czemu do nas przyszedł i czy coś ćwiczył pogadałem jeszcze wcześniej z nim więc rozmowa nieźle się kleiła no to odpowiedział że wiadomo jakaś piłka kiedyś siłownia taki standardzik niezbyt a facet ponad 30 lat i mówię do niego że formę ma dobra ( serio grubo ponad przeciętna) no i zaczął się otwierać napomknął że ze stresu zgubił 10 kg to wałkuje temat czym się tak stresuje no i jak zwykle rozmowa schodzi na kobiety.

Mówi że się rozstał i przychodzi na treningi żeby o niej nie myśleć no to tak zażartowałem że to chyba dobrze bo oprócz tłuszczu włosy by stracił i tak to z tymi kobietami jest no ale niestety trafiłem na minę i chłop zaczął się żalić że mu zrobiła świństwo i to nie z jego winy się rozstali ale najgorsze jest to że mają dwójkę dzieci i powiedział że jej wszystko wybaczy żeby była z nim i z tymi dziećmi. Jeszcze powiedziałem że może to i dobrze nie ma co się męczyć jak się nie udaje a ten się upierał że nie i że nie wiem jak to jest bo młody jestem to zmieniłem temat bo nie będę mu życia układał jak tak uważa to jego sprawa. Widać było po oczach że koleś załamany całą sytuacja taki żal pomieszany z zagubieniem no nie wiem co tam się stało dokładnie no ale można się domyślić.

Tak się zastanawiam teraz co byłbym w stanie wybaczyć kobiecie dla dobra dzieci tylko problem jest taki że przez najbliższe 15 lat nie myślę o dzieciach dlatego jestem ciekawy waszych przemyśleń albo doświadczeń. Napewno ktoś tu miał taką sytuację że musiał się rozwieść a dzieci musiały patrzyć na rozpad rodziny albo został w związku dla "dobra" dzieci i z żoną na papierze.

 

  • Like 4
Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

  Myślę że to wcale nie dla "dobra dzieci" tylko gościu się przyzwyczaił do żony i dzieci, skoro ma 30 lat i dwójkę dzieci to prawdopodobnie spędził z tą kobietą znaczną większość swojego dorosłego życia (mechanizm przywiazania przez poniesione koszty)+wmawianie od dziecka że rodzina to największe szczęście i skarb (w co sam wierzę).

 

  Może innego życia nie zna niż rodzina w domu, może do tej pory czerpał oparcie w tej rodzinie, rozstając się traci komfort psychiczny. Ja mu się nie dziwię, sam wybaczyłbym, gdybym miał pewność że nie straci do mnie szacunku, co jest raczej niemożliwe, sam "guru"😁 mówił że  wybaczyłby skok w bok, gdyby wiedział, że kobieta nie wie, że on wie.

 

  Pewnie rodziny nie uratuje, ale łudzi się, no bo zawsze w filmach, po serii nieporozumień i złych wydarzeń, para kochanków na końcu się jednak schodzi i żyją długo i szczęśliwie, odjeżdżając na białym koniu w stronę zachodzącego słońca.

 

  To na tyle wywróżyłem z fusów.

Edited by Rhobar II
Dodanie treści
  • Like 3
Link to post
Share on other sites

Szczerze dobro dziecka to jest dla mnie usprawiedliwienie swojego lub cudzego spier*dolenia. Serio!

Dziecko może się rozwijać tylko w przypadku gdy rodzina jest zdrowa, bez nałogów i rodzice się kochają i sobie to okazują. Jak można mówić o dobru dziecka jeśli jedna ze stron coś odje*ała co przekreśla z automatu to o czym pisałem wyżej. 

Koleś będzie z tym problemem sam i dobrze, to jest jego egzamin z bycia ojcem. Dzieci wszystko widzą, wszystko pamiętają i relacje między rodzicami przyjmują za normę.  

Pytanie: czy lepiej być ojcem cuckiem który wszystko wybaczy kobiecie, upodli się po to żeby ogrywać teatrzyk ale widzieć dzieci codziennie? Czy lepiej być ojcem silnym, który ma poczucie własnej wartości i potrafi odejść od kobiety w skrajnym przypadku. Ale wciąż dla dzieci jest ojcem kochajacym, wspierającym, myślącym o nich zawsze, ale nie zawsze będącym pod ręką. 

Konflikt tragiczny. Kazdy musi podjąć decyzję sam.

  • Like 3
Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, Rhobar II napisał:

 Ja mu się nie dziwię, sam wybaczyłbym, gdybym miał pewność że nie straci do mnie szacunku, co jest raczej niemożliwe, sam "guru"😁 mówił że  wybaczyłby skok w bok, gdyby wiedział, że kobieta nie wie, że on wie.

 

  Pewnie rodziny nie uratuje, ale łudzi się, no bo zawsze w filmach

 

Jak by mi kobita odjebała coś takiego to sam poczuł bym się chyba jak w jakimś filmie tylko musiałbym grać tego co się patrzy na całą akcję i udawać że wszystko jest ok dla osoby która ma dumę i honor to jest nie do wytrzymania.

 

9 minut temu, Lambert napisał:

 Dzieci wszystko widzą, wszystko pamiętają i relacje między rodzicami przyjmują za normę.  

Pytanie: czy lepiej być ojcem cuckiem który wszystko wybaczy kobiecie, upodli się po to żeby ogrywać teatrzyk ale widzieć dzieci codziennie? Czy lepiej być ojcem silnym, który ma poczucie własnej wartości i potrafi odejść od kobiety w skrajnym przypadku. Ale wciąż dla dzieci jest ojcem kochajacym, wspierającym, myślącym o nich zawsze, ale nie zawsze będącym pod ręką. 

Chyba lepiej dać dobry przykład poza tym jak kobieta może mieć szacunek i być w takim związku gdzie wie że skrzywdziła dobrego człowieka nieświadomie i albo go zfrajerzy w głowie (i tak się rozpadnie związek) albo odejdzie sama z sumienia. 

Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, WsiunzSuchej napisał:

albo go zfrajerzy w głowie

Ona go miała za frajera jak się bzyknęla z innym (bo myślę że onto chodzi)

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Lambert napisał:

Ona go miała za frajera jak się bzyknęla z innym (bo myślę że onto chodzi)

No nie wiem czy zawsze tak jest od razu? Przecież może być tak że facet wyjedzie kobiecie się chcę wejdzie w romans zapomni o swoim partnerze niekoniecznie wtedy już musi go w głowie niszczyć ale jak już wróci no to widzi problem i tak czy siak trzeba się rozstać albo z pobudek sumienia albo facet to musi zakończyć bo będzie widział że kobieta go nie szanuje.

Link to post
Share on other sites

Się żegnamy i tyle, a dzieci to wymówka. Z normalnej rodziny też wychodzą ludzie nieodpowiedzialni i dupodajce osobniki .... tak że nie dramatyzowałbym z dziećmi.

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Temu Panu brakuje wiedzy i  zdrowego rozsądku - a o to trudno, kiedy jest na świeżo. Nie on pierwszy, nie ostatni...

Edited by zuckerfrei
  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Też spotykałem takich. Najważniejsze to uświadomić sobie, że nie da się nikogo uszczęśliwić na siłę. Nie zbawisz tego kto nie chce być zbawiony. 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
30 minut temu, WsiunzSuchej napisał:

zapomni o swoim partnerze

A co ona ma alzheimera? 

 

Pozbądź się tego patologicznego myślenia i wyłącz wymówki. Życie jest prostsze niż się wydaje. Bzyknela się  z innym bo miała na to ochotę i w ch*ju miała swojego faceta KROPKA. 

  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, WsiunzSuchej napisał:

co byłbym w stanie wybaczyć kobiecie

 

jest takie powiedzenie...

 

"forgive but never forget"

 

Ale czy zaraz warto... 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Wybaczyć jak najbardziej trzeba! Ale żadnych powrotów, ewentualnie widzenia z dziećmi bądź opieka naprzemienna. W razie potężnego szału macicy lepiej się ewakuować. Dzieci? Ich dobro jest ważne, ale swoje jest NAJWAŻNIEJSZE. Tak, co dzieciom po zdeptanym pantoflu? Tylko złych wzorców nabiorą i raczej się nie odwdzieczą bo propaganda matki zrobi swoje. Lepiej liczyć że kiedyś zmądrzeją i przyjdą, ale broń boże upokarzać się w ich oczach.

 

Facet to nie Superman że ma wszystko na swoje głowie trzymać i starać się próbować naprawić świat. Jeśli kobiecie zależy na rozbiciu rodziny to nic jej nie przeszkodzi, szkoda wysiłku. Nie ufa się zdrajcom. 

Edited by Imiennik
  • Like 2
Link to post
Share on other sites

Pierwsza podstawowa zasada poza forum BS i zaufanymi ludźmi w realnym życiu nie dzielisz się żadnymi informacjami na tematy damsko-meskie bo możesz narobić sobie wrogów. Już pewien żyd 2000 tyś lat temu 2000 tyś kilometrów stąd powiedział cytat. "Nie rzucaj pereł przed świnie" bo ludzie cię nie docenią tylko stratują. Kolejna sprawa dla dobra swoich dzieci nigdy przenigdy nie ulegaj kobiecie lub nie przekonują ją by została. To oznaka słabości, uległości i braku innych opcji. W tym momencie mężczyzna powinien godnie się z nią rozstać a gdy dzieciaki dorosną wytłumaczyć im jak to było. Dodatkowo po rozwodzie uczestniczyć w życiu dzieci i trzymać w miarę poprawne stosunki z ich matką choć jak dobrze wiemy nie jest proste bo kobiety lubują się w alienacji rodzicielskiej i niszczeniu reputacji chłopa bo śmiał zostawić kobietę i się jej postawić. Najgorsze co robią mężczyźni to ulegają ze strachu przed konsekwencjami, które mogą ich czekać i świętego spokoju. A to jest bardzo destrukcyjne dla dzieciaków bo widzą nienawidzących się rodziców, którzy z domu robią szambo emocjonalne i walkę o dominację. 

  • Like 9
  • Thanks 3
Link to post
Share on other sites

@Iceman84PL te słowa są najlepsze w tym wątku, autorze wątku @WsiunzSuchej

 

Ma rację w wielu sprawach. Zwłaszcza w tych spisanych punktach co napisał.

 

W razie takiej opisanej sytuacji:

 

- dla dobra swoich dzieci nigdy przenigdy nie ulegać kobiecie lub nie przekonywać ją by została

- godnie się z nią rozstać a gdy dzieciaki dorosną wytłumaczyć im jak to było

- trzymać w miarę poprawne stosunki z ich matką

- nie ulegać ze strachu przed konsekwencjami

- nie robić szamba emocjonalnego i walk o dominację

 

Brzmią okropnie i wydają się ciężkie do zrealizowania ale fakty są nieubłagane, taka strategia jest najlepsza dla faceta i dzieci.

 

 

  • Like 3
Link to post
Share on other sites

W normalnej sytuacji opiekę nad dziećmi powinien dostawać ojciec, ew. jeżeli nie chce/nie może, to inne rozwiązania jak opieka naprzemienna.

Natomiast z wariatką trzeba się rozstać, a jeszcze lepiej nie wiązać się wcale.

 

Link to post
Share on other sites

Sam jestem w takiej sytuacji, więc mógłbym coś powiedzieć, ale uprzedzam, że jeszcze nie ogarnąłem do końca swoich emocji, więc może to być trochę nieobiektywne. 

 

Dla Dzieci jestem w stanie zrobić wszystko. No prawie. To co piszecie wyżej jest jak najbardziej racjonalne, prawdziwe... Ale... No właśnie, w takich sytuacjach myślisz trochę inaczej. Jaki wpływ masz na dzieci, wychowując je tylko np w co drugi weekend? Dzieciaki przejmują wartości rodzica, z którym mieszkają. Dopiero gdy dorosną do jakiegoś tam swojego nastoletniego myślenia, są w stanie zacząć zauważać, że faktycznie ta matka nie ma racji i że gadki i zachowania ojca są bardziej normalne. Jednak już gdzieś tam w głowie matka zostawiła ślady i one będą się ujawniać coraz bardziej w dorosłym życiu. Jakby się nie dogadywać po rozwodzie, zawsze będzie istniała chociaż minimalna rywalizacja o bycie tym lepszym rodzicem, co nie jest dobre wychowawczo. 

 

Mając na uwadze to powyżej, a są to jak wiadomo tylko strzępki konsekwencji, bo dochodzi nowy gach, nowa ewentualnie partnerka itd trzeba sobie zrobić jakiś rachunek zysków i strat. Trochę przewartościować siebie.

 

Opcja pierwsza najlepsza to po prostu zaakceptować ten fakt, zdać sobie sprawę, że nie mamy na to wpływu, nie do końca to my zawaliliśmy i kopnąć pańcię w tyłek. W większości przypadków, które znam to pańcie dużo gorzej na tym wychodzą, bo spieprzą nowego gacha, spieprzą dzieci, przychodzi ściana i zaczynają żałować i czasem chcą wrócić. Wtedy kolejny raz trzeba zasądzić kopa w zad. W tej opcji dużo zależy jakim było się ojcem w małżeństwie. Czy wychowywało się dzieci faktycznie, czy też było bo było. Jak to drugie to zdecydowanie najlepsza opcja. 

 

Opcja druga to pewnie trochę plontaniny i ryzyka. Trzeba stanąć po prostu na nogi, łyknąć pigułkę, ale tak naprawdę i ustawić kobietę do pionu. Spróbować stworzyć związek na nowo na nowych zasadach i być konsekwentnym. Dużo tu zależy od partnerki, co zrobiła, jak zrobiła, czy w ogóle ma chociaż trochę skruchy itd. No i czy wytrzymamy psychicznie i stworzymy razem normalny dom. 

 

Ja jestem daleki od tego, by skreślać wszystkich od razu gdy popełnią coś glupiego. Każdy popełnia błędy, sztuką jest wyciągnąć z nich wnioski. Jeśli ktoś widzi szansę, że będzie potrafił to ogarnąć to niech próbuje. Ja raczej nie dałbym rady z moją żoną, gdyż jest narcystyczną jedynaczką wychowaną przez starszych rodziców i jest strasznie rozszczeniowa. Wszystko musi być po jej myśli. Takiej już nie da się ustawić. Życzę powodzenia następcy i będę grzecznie czekał aż dzieci podrosną i oleją mamusie i wrócą do ojca. 

  • Thanks 4
Link to post
Share on other sites
  • 2 weeks later...

Chciałbym kiedyś mieć ten dylemat 'wybaczyć czy nie wybaczyć'. Ale to wymaga wcześniejszego wydostania się z kisielu i uporządkowania swojego życia na tyle żeby w komfortowych warunkach można było sobie rozważać - żadnej szkody wyrządzić mi już nie może, może wybaczam, może nie wybaczam, a może gówno mnie to już obchodzi. 

 

Link to post
Share on other sites
W dniu 20.05.2021 o 10:22, Lambert napisał:

Szczerze dobro dziecka to jest dla mnie usprawiedliwienie swojego lub cudzego spier*dolenia. Serio!

Dziecko może się rozwijać tylko w przypadku gdy rodzina jest zdrowa, bez nałogów i rodzice się kochają i sobie to okazują. Jak można mówić o dobru dziecka jeśli jedna ze stron coś odje*ała co przekreśla z automatu to o czym pisałem wyżej. 

Koleś będzie z tym problemem sam i dobrze, to jest jego egzamin z bycia ojcem. Dzieci wszystko widzą, wszystko pamiętają i relacje między rodzicami przyjmują za normę.

Też mam podobne myślenie. Jest tylko jeden problem takiego podejścia - ktoś to rozstaje się, ponownie ustawia sobie życie tak, aby być szczęśliwym. Tylko wtedy da sensowny przykład.

 

Jeśli dziecko zobaczy, że po rozstaniu oboje rodziców sobie nie radzą i są nieszczęśliwi - również będzie nieszczęśliwe. W takim przypadku zastanawiam się czy nie lepiej jest, jeśli rodzice będą "emulować" (udawać) szczęście rodzinne, jeśli nie mają odpowiednich perspektyw na przyszłe życie. Wygeneruje to dysonans, ale być może stworzy choć jakąś namiastkę podstaw. Co prawda będzie to taka namiastka a'la kość z osteoporozą, ale być może te pory będzie dzieciak mógł wypełnić (lub z pomocą psychoterapeuty).

 

W dniu 31.05.2021 o 21:56, Matthew88 napisał:

Opcja pierwsza najlepsza to po prostu zaakceptować ten fakt, zdać sobie sprawę, że nie mamy na to wpływu, nie do końca to my zawaliliśmy i kopnąć pańcię w tyłek.

I to co opisujesz to jest wbicie w pozytywny zestaw wibracyjny:

 + odwagi (odejście, pomimo świadomości, że rozstanie może wpłynąć na dziecko negatywnie)
 + akceptacji (przyznanie przed sobą, że nie na wszystko mamy wpływ)

 + rozsądku (świadomość, że samodzielnie można lepiej ogarnąć życie - bez pijawki czy nierozwojowej osoby, ciągnącej w dół całą rodzinę)

 + miłości (do dzieci, do samego siebie - aby wierzyć w to, że życie może być jeszcze szczęśliwe, ale też po części do osoby, z którą się rozstajemy - danie jej możliwości zawarcia związku z kimś innym, kto być może będzie dla niej bardziej kompatybilny)

 

Perspektywicznie trudniejsze w wykonaniu, długofalowo wydające się lepsze w owocach.

 

2 godziny temu, rasputnik napisał:

Ale to wymaga wcześniejszego wydostania się z kisielu i uporządkowania swojego życia na tyle żeby w komfortowych warunkach można było sobie rozważać

Być może. Ten akapit, który napisałeś może być jednak wymówką...

Są głosy (i do tego bym się przychylał), że wybaczenie to decyzja woli, której prawidłowe podjęcie (wybaczasz w pełni) ułatwia wydostanie się z kisielu.

Więc nie tyle musisz życie uporządkować, co mindset - wbić na odpowiednią wibrację (czasem to może być mega trudne i wymagać rozważania i zrozumienia drugiej osoby), wybaczyć i wtedy rozpocząć porządkowanie życia. Wtedy wybaczenie jest jakby jednym z istotnych zapisów "manifeście nowego życia".

Wybaczasz komuś, a tak naprawdę naprawiasz samego siebie.

Inaczej może być tak, że tak ustawi się swoje życie, że nie będzie już miejsca na wybaczenie....i wtedy człowiek będzie nieświadomie czuł tego efekty, bo ten podświadomy program "zranienia" będzie cały czas działał w tle. W efekcie objawi się to np. problemami zdrowotnymi, które będą odbiciem "chorej duszy". I tak do końca życia.

 

Moim zdaniem dużym problemem w wybaczeniu jest pycha (wibracja dumy/pogardy), złość, pragnienie (aby było po naszemu), lęk, żal i brak rozsądku, miłości i pokory.

Czasem to rozważanie i zrozumienie może opierać się na zrozumieniu siebie - i tego, że fiksujemy się tak bardzo na swoim ego i potrzebach, że nic innego już nie istnieje, a nasza droga jest właściwa, bo powinno być tak i tak. Żyjemy przez to w urojonym świecie.

To powoduje wpadanie w pętlę, która uniemożliwia odpalenie miłości i pokory, która z kolei jest potrzebna do prawdziwego wybaczenia i zmiany życia na nowo.

Im bardziej zajechane życie, tym częściej trzeba będzie ten nowy stan utrwalać.

 

Moim zdaniem jest jednak pewne niebezpieczeństwo - jak rozumie się wybaczenie.

Wybaczenie nie równa się byciem beciakiem, nieroztropnym czy totalnym odpuszczeniem swoich/dziecka potrzeb (przy założeniu "wybaczyłem jej, teraz ona to zrozumie i wszystko będzie dobrze" - to jest myślenie naiwne, nieroztropne, wręcz szkodliwe).

Jak sobie o tym pomyślę, to wydaje się, że chodzi o odpuszczenie negatywnych akcji, które stoją za potrzebą (chociażby zaprzestania traktowania osoby, która nam zaszkodziła - z pogardą*), która uniemożliwiała wybaczenie, ale każdy przypadek będzie indywidualny, co bardzo utrudnia zaoferowanie jakiejś uniwersalnego rozwiązania.

 

*wydaje się, że powinno się takie osoby (które skrzywdziły) traktować jako chore psychicznie. Czy osobie chorej psychicznie pozwolisz na opiekę nad dzieckiem lub będziesz chciał coś z nią realizować? Nie. Ale raczej nie będziesz jej potępiał.

  • Thanks 2
Link to post
Share on other sites

Nie wiem jak u Ciebie ale u mnie naprawianie samego siebie napotkało na ścianę - co z tego że 'naprawiam samego siebie' jak druga osoba nadal działa według tego samego schematu (kontrola, manipulacje, różne psycho-zagrania) i nie widzi najmniejszego powodu żeby z tego zrezygnować. Za pomocą uzyskanej wiedzy i wdrażanych środków 'tresury' mogę ograniczyć jedno czy dwa nieprzyjemne zachowania, ale to powoduje że tylko poszuka sobie innych sposobów. To niszczy psychicznie i podkopuje wszelkie efekty pracy nad sobą, co najwyżej poprawia się zrozumienie z czym mam do czynienia oraz jak bardzo byłem naiwny uważając tę osobę za partnerkę godną zaufania. Raczej jestem daleko od etapu wybaczania, na razie bardziej na etapie jak ograniczyć szkodliwość sytuacji. Niestety dzieciaki bardzo mnie powstrzymują przed drastycznymi krokami, nie chcę im usuwać gruntu spod nóg gdy potrzebują wsparcia i stabilności. 

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
W dniu 9.06.2021 o 09:06, rasputnik napisał:

Nie wiem jak u Ciebie ale u mnie naprawianie samego siebie napotkało na ścianę - co z tego że 'naprawiam samego siebie' jak druga osoba nadal działa według tego samego schematu (kontrola, manipulacje, różne psycho-zagrania) i nie widzi najmniejszego powodu żeby z tego zrezygnować.

U mnie wybaczenie wybaczeniem, ale... sam nie do końca ze sobą jestem poskładany. Dostrzegam u siebie sporo negatywnego potencjału, który był ze mną długi czas, a teraz wychodzi to w formie przepracowywania kolejnych rzeczy. Chciałoby się już "wyjść na gotowe". Błędne przemyślenia odnośnie związków, kobiet, seksu rzutują mocno na życie.

Wszystko wymaga dobrego przepracowania, jeśli chce się iść dalej.

 

Jeśli jednak będziesz się bał jej zagrywek, to dajesz jej paliwo do działania. Jesteś od tego lepszy. Facet przeżywa strach, ale nie pozwala sobie, aby nim zawładnął, podobnie obsesja. Nawet jeśli jest to obsesja miłości/dawania czy obsesja pożądania.

 

W dniu 9.06.2021 o 09:06, rasputnik napisał:

To niszczy psychicznie i podkopuje wszelkie efekty pracy nad sobą, co najwyżej poprawia się zrozumienie z czym mam do czynienia oraz jak bardzo byłem naiwny uważając tę osobę za partnerkę godną zaufania.

KIedyś @absolutarianin pisał, że 1/200 partnerek może się nadawać na związek. Patrząc po tym, jakie reguły rządzą dziś światem, to stawiałbym, że 1/2000 partnerek może nadawać się na związek i być godna zaufania i dopasowana do Ciebie tak, że w przyszłości nadal będziecie ze sobą zgodnie razem. Nawet dzisiaj, załapałem się na rekolekcje, akurat był temat dotyczący małżeństw. I wiesz co... osoba, która zajmuje się tematem pomocy parom profesjonalnie tym bardziej wspominała o tym, że prawdziwe małżeństwo = nierozerwalne, ale też wymagające sporej ilości pracy nad sobą i związkiem. Z obu stron, a nie tylko praca faceta nad sobą. Czy tylko praca kobiety nad sobą.

 

Może byłeś naiwny, a może byłeś normalny i doświadczyłeś czegoś, co miałeś doświadczyć. I co ma Cię nie skrzywić, lecz wzmocnić.

Ktoś mi znów ostatnio przypomniał, że to dawka czyni truciznę.

 

W dniu 9.06.2021 o 09:06, rasputnik napisał:

Niestety dzieciaki bardzo mnie powstrzymują przed drastycznymi krokami, nie chcę im usuwać gruntu spod nóg gdy potrzebują wsparcia i stabilności. 

Na pewno jest w Twojej sytuacji jakieś wyjście i być może podświadomie już składasz te puzzle w całość. Uwierz w to, a tak się stanie.💪

 

  • Like 4
Link to post
Share on other sites
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.