Jump to content

Cena posiadania rodziny! Zostać, czy się rozwieść? Historia HARD


Recommended Posts

  • Replies 112
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Niech ja dobrze zrozumiem.   Poznałeś 36-letnią witaminkę bezrobotną imprezowiczkę i 2 lata później ją zabombelkowałeś "z miłości"?    Niech mi ktoś qrwa powie, że śnię. 

Witam wszystkich. Historia jest niesamowicie skomplikowana. Skrócę w miarę możliwości: Obecnie mamy z żoną 1,5 roczne dziecko. Mieszkamy za granicą. Nie kocham już żony w ogóle. W domu patologia lv

Zastanawiam się jak musiałeś być zdesperowany by zabombelkować kobietę 30+? Dodatkowo po wersji demo, która nie trwa długo miałeś czerwone flagi i lampki ostrzegawcze z jej strony i dalej pa

Posted Images

W dniu 11.06.2021 o 11:35, BrandyRiver napisał:

@Mugen2 Dużo piszesz, trwonisz czas na detale. Rozumiem, że masz potrzeba wygadania się i wyrzucenia tego wszystkiego z siebie. ALE

Zacznij działać. Twego małżeństwa nie ma i nigdy nie było. Dostałeś tylko kawałek papierka i masz z tego syna o którego musisz zadbać. Nie zadbasz o niego zmuszając go do przebywania z niezrównoważoną kobietą. Niszczysz mu nieodwracalnie psychikę. Tego chcesz? W tej chorej relacji trzyma Ciebie Twoja niezamknięta relacja z matką, którą na nowo odgrywasz z żoną.

 

Czytają to co napisałeś, widać gołym okiem, że cały czas szukasz aprobaty u żony- "zobacz jak się staram", "zobacz jaki jestem dobry", "zobacz jakim dobrym ojcem jestem", "zobacz jak dbam by nam nic nie zabrakło", itd. Szukasz aprobaty tam gdzie jej nie znajdziesz. NIGDY.  Tam jest tylko pustka. Tak naprawdę szukasz aprobaty u swojej matki i odgrywasz tę rolę z e swoją żoną. Nie bez kozery wybrałeś sobie partnerkę podobną charakterem do matki. To nie przypadek. 

 

Twoja żona nie jest i nigdy nie będzie na takim poziomie by Cię docenić i zrozumieć. Im szybciej Ty to zrozumiesz, tym lepiej dla syna i Ciebie. Jej zachowanie nigdy się nie zmieni. NIGDY. Musisz sobie to uświadomić. Ile byś litanii i opowieści na jej temat nie pisał, to nie dostaniesz innej odpowiedzi. Ty musisz działać a nie zdawać relacje nam co zrobiła, powiedziała, jak się zachowała. Schematy są te same, większość z nas czytała i słyszała podobne historie. Tu nie ma innego wyjścia, musisz się odciąć dla dobra syna i sam iść na terapię, by przepracować niezamknięte sprawy ze swojego dzieciństwa i relacji z rodzicami. Inaczej ten dramat będziesz na nowo zaczynał z podobną osobą jak Twoja żona. Żonie nie pomożesz. Ona może tylko pomóc sobie. A ona woli manipulacje na które niestety dajesz się nabierać. Ona na terapię się nie wybierze, bo osoby z takimi zaburzeniami nie uważają, że z nimi jest coś nie tak. Koniec. Nic innego nie wymyślisz, chociażbyś przytaczał nam kolejne przykłady jej zachowania.

@BrandyRiver A jak zadbam o niego jeśli sąd uzna, że dziecko ma być z matką? Ona już np. Dzisiaj zaczęła unosić głos na dziecko żeby zjadło kanapkę (bo nie miał ochoty). Będąc przez jakiś czas jeszcze (aż nie zacznie chodzić do przedszkola, matka odstawi cyca i dziecko nauczy sie samo zasypiać), mogę go bronić przed krzykami matki (wziąść go na ręce, wyjść z nim z domu), nagrywać jak krzyczy na dziecko. Myślę, że bez nagrań na dyktafon jak ona krzyczy na dziecko, mogę nie wygrać sprawy. Muszę zacząć szukać prawnika.

 

Bardzo mnie zastanowiło, to co napisałeś o szukaniu aprobaty u żony i niezamkniętej relacji z matką. I z jedną i z drugą matką nie czuję potrzeby udowadniania im czegoś ani nie mam potrzeby kontaktu. Wiem, że staram się być dobry, staram sie byc dobrym ojcem. Zgadzam się z Tobą i wiem doskonale, że ona tego nigdy nie doceni... zobaczyłem to po jej zachowaniu. 

 

Masz rację. Ona NIGDY się nie zmieni. NIGDY. Tak jak powiedziałem sobie, że daję nam czas max rok po ślubie i biorę rozwód. Od tamtego czasu było tylko gorzej. Coś się zmieniło. Ale generalnie nic się nie zmieniło. Żeby było normalnie, To ona by musiała się zmienić, i następnie JA musiałbym zmienić postrzeganie jej - a moje postrzeganie jej raczej się już nigdy nie zmieni. Po prostu nikt mnie jeszcze tak w życiu nie ,,ranił”. 

 

Powiedz mi, co jest z niezamkniętymi sprawami z mojego dzieciństwa, o czym ja bym nie wiedział. Jestem świadomy mnóstwa rzeczy do których doszedłem sam bez psychologa.

1) w wieku 20 paru lat bałem się podświadomie jak ktoś unosił głos na mnie, oblewał mnie pot na plecach. Nawet u zupełnie obcej mi osoby. Wiem, że to reakcja na to jak ojciec krzyczał... kiedy sobie to uświadomiłem, to przestało to na mnie działać - nawet jak żona krzyczy. Jestem oazą spokoju. Co nie oznacza, że to nie działa na moją psychikę podświadomie - bo to przemoc psychiczna. 

2) Miałem opór przed porzucaniem kobiet - to efekt tego, że rodzice się rozeszli. Podświadomie miałem zakodowane, że nie chcę krzywdzić kobiet. Tak jak moi rodzice sami się krzywdzili nawzajem i rozeszli. Też zrozumiałem ten mechanizm. Ja od żony chce odejść, to postanowiłem. Tylko nie chcę od syna.

3) jestem perfekcjonistą, ale mając tego świadomość nie jestem radykalny i zaślepiony tym, bo wiem jakie są tego wady i zalety. Też wiem skąd to mam. Ojciec nie był wcale perfekcjonistą. Ale wymagał, żeby wiele rzeczy były dokładnie robione i musiałem poprawiać. Stąd to mam.

4) Jedna i najważniejsza rzecz uważam. To brak stawiania granic. Gdzie w dzieciństwie ojciec godzinami po alko, psychicznie odreagowywał i niszczył moje poczucie wartości i niszczył każdą moją próbę mojej obrony słownej argumentami, poprzez krzyk i totalne zlewanie moich argumentów. Nie umiałem stawiać granic prawie w ogóle. I dopiero teraz się tego nauczyłem. Parę granic na początku znajomości postawiłem żonie. I byłem w szoku jaką siłę mają te granice postawione w tamtym czasie na początku znajomości. Np. Powiedziałem, że jeśli kobieta by mnie uderzyła w twarz, to od razu bym ją zostawił. 

 

O wszystkich tych punktach i wielu innych rzeczach opowiedziałem to mojej żonie. Bo nie widziałem żadnego zagrożenia z jej strony, ani żadnego strachu i obawy przed tym, że mogłaby tego użyć przeciwko mnie. Bo na mnie to nie działa. Teraz wiem, ze to był błąd.

 

,,manipulacje” na które dawałem się nabierać. Teraz ja widzę już każdą manipulacje z jej strony. I ją denerwuje, że nie może mną sterować. Raz napisała do mojej mamy, bo chciała, zeby matka mną manipulowała. Matka jej odpisała, że ona nie ma kompletnie na mnie wpływu. 

 

Jeśli ona wygra w sądzie. To jaki ja będę mial potencjał wychowawczy? Żaden. Będzie wychowany na bioło rycerza, psa, sługusa mamy i jej rodziny. Nie będzie potrafił wyprowadzić sie, odciąć pępowiny, założyć rodziny itd. Tak uważam. Przejebie życie na kompie, TV, itd. Itd. Jak ja mu przekaże te wartości, ? Wytrwałość? Nie poddawanie się? Nie chodzenie na łatwiznę? Itd? Powiedz mi jak? 

Gdyby jej rodzina była inna. Odpowiedzialna, nie leniwa do granic możliwości, nie niemoralna - promowanie kurestwa, socjopatyzm. To bym się nie obawiał, że nawet po rozwodzie, o dziecko będą dbali... 

 

Zacząłem się zastanawiać, czy w każdym małżeństwie przypadkiem nie jest tak jak tutaj ktoś napisał w komentarzu: 
Cytuję:
,,Do autora - próbujesz przełożyć logikę na język emocji. To się jeszcze nikomu nie udało a relacje z kobietami są oparte tylko i wyłącznie na szarpaniu emocjami. Masz ochotę? Szarp i korzystaj ile wlezie, ale nie przykładaj do tego żadnej wagi, bo to nie ma sensu. I jeszcze jedno - to nie POLKI są takie - takie są kobiety a sposób bycia, projekcja, rodzaj Gierek i teatru zależą tylko i wyłącznie od obycia, wykształcenia, warunków w jakich dorastała. Bliskości nie dostaniesz już nigdzie bo to deficytowy towar, które nie da sie kupić nawet za siedmiocyfrową sumę. CHcesz seksu? Kup go sobie - wyjdzie Ci dużo taniej niż ten cały cyrk pod tytułem uwodzenie :D Chcesz bliskości? Kup sobie psa :D :D „. 

 

Zgadzasz się z tym komentarzem? Jeśli tak? To w jaki sposób funkcjonują inne rodziny? Małżeństwa? 

 

Link to post
Share on other sites

Myślałem że ja miałem pojebaną babę najbardziej na świecie. Po Twojej historii zmieniam zdanie. Ty masz przy gardle większego zjeba. Szok historia.

Bracia Ci napisali co masz zrobić. Podpisuję się pod tym nawet jajami.

 

 

 

  • Like 2
  • Haha 1
Link to post
Share on other sites
W dniu 11.06.2021 o 14:19, Kespert napisał:

Załóżmy, że darzysz swoje dziecko uczuciem najsilniejszym. W samolocie, jak wypadną maski, to najpierw założysz maskę dziecku (uczucia), czy sobie (logika)?

Jeśli rzucisz się nakładać maskę dziecku, jest szansa że brak tlenu pozbawi cię przytomności zanim nałożysz ją dziecku. Nie uratujesz ani jego, ani siebie.

 

Aktem najwyższej odwagi i uczucia, jest właśnie w takiej sytuacji "schowanie" na moment uczuć do innej szuflady, bo TU I TERAZ jest coś ważniejszego niż zajmowanie się dźwiekami, wibracjami powietrza.

 

Inny przykład. Pani maluje paznokcie w mieszkaniu, a nagle dookoła wybucha pożar. Uczucia, tak, ratować, itd. a Pani wrzeszczy "nie ruszaj mnie, nie dotykaj mnie!" Jeśli uszanujesz jej uczucia bo tak mówi, jaki będzie wynik? Jedna zwęglona Pani. Jeśli nie dasz się ponieść uczuciom, zrobisz co trzeba i wyniesiesz ją pomimo jej wrzasków, to ocaleje.

A teraz pytanie, ważne. Który z powyższych wyborów, jest tak naprawdę uszanowaniem innego człowieka?

 

Na odwrót. Działasz tak jak piszesz, tłumaczysz, godzisz, przepraszasz... i się wypala, pomimo tego. "Szaleństwem jest podejmować cały czas te same działania, mając nadzieję że za którymś razem wynik będzie inny".

 

Fakt, że mówiła to z zupełnie innych pobudek, nie wyklucza że jest to warta rozważenia rada. Nie tyle nie reagować, co reagować spokojnie? Reagować obserwacją, nie krzykami, tłumaczeniami czy wyrzutami. Oczywiście, najpierw sam zadaj sobie pytanie co wolisz, jaki wynik chcesz zyskać:

1. Sama z siebie Pani się nie zmieni, Ty zaś bez zmian będziesz systematycznie spadał "w dół". Trwanie.

2. Zmienisz swoje podejście na kompletne zadowolenie Pani, wypełnianie jej poleceń "bo kochasz" itd. Pantofel.

3. Wbrew temu co Pani mówi, zaczniesz robić "co trzeba" aby zmiany dotknęły najpierw ciebie, a przez Ciebie - także zmieniły kształt związku. Alfa wyznacza drogę stada.

 

Wbrew pozorom, opcja 1) jest łatwa, 2) zaś najłatwiejsza. 3) udaje się rzadko komu. Potrafisz powiedzieć, która z tych opcji to założenie maski najpierw dziecku, zamiast sobie? Która to założenie maski najpierw sobie, by móc też uratować dziecko?

@Kespert tak, znam to. Najpierw sobie bym założył maskę. 

 

Uszanowanie innego człowieka? - ratowanie jego życia (najpierw siebie, potem dziecko. Pani mimo iż ona tego nie chce).

 

,,Szaleństwem jest podejmować cały czas te same działania, mając nadzieję że za którymś razem wynik będzie inny". - słyszałem ten tekst. Znam i stosuję tą zasadę. Ale w tym związku nie znalazłem metody działania która by była skuteczna. Mnie nauczono godzenia się, przepraszania, wytrwałości, cierpliwości, szacunku do drugiego człowieka, umiejętności słuchania. U niej w domu nie nauczono jej przepraszania. Kiedyś rozmawiałem w 4 oczy z jej matką i pytałem ją dlaczego jej córka nie przeprasza. Uzyskałem taką odpowiedz: ,,a po co przepraszać? Mnie matka też nie nauczyła przepraszać”. Czyli przekazywane z pokolenia na pokolenie !!! Jej Matka ,,ma jaja” - tak powiedziała, jej ojciec nie ma. I córka to samo chce w naszym związku. Moja żona twierdzi, że jej ojciec potrafi ,,postawić do pionu” swoją żonę - podczas gry w karty potrafi się na nią wydrzeć. Patologia. Wyznacznikiem siły w związku jest darcie mordy na drugiego partnera. 😮 żałosne. Jak powiedziałem kiedyś matce mojej żony , że żona krzyczy, teściowa odpowiedziała: ,,ja też krzyczałam na swojego męża”. 😮 😮 U nich darcie sie i krzyczenie na siebie to coś normalnego. Chyba dwa dni temu nagrało się na dyktafon - podczas rozmowy telefonicznej żony z teściową: teściowa do mojej żony: ,,drżyj się niego” odp. Mojej żony: ,,no dre się na niego”. 😮 ! Teściowa do żony: ,,dziecko, zrób paznokcie, umaluj oko, nakręć włosy, i wyjdź na miasto z dzieckiem. Ale wyjdź wtedy kiedy jego nie będzie w pracy, tak, żeby jak on przyjdzie, żeby Ciebie nie było”. Żona do matki: ,, no robiłam tak już, robiłam. No i nie było efektu”. 

 

To schit test, żebym po przyjściu z pracy panikował i wydzwaniał po żonę, i srał po gaciach gdzie ona jest. W ogóle na mnie to nie działa. Raz żona kupiła ubrania które mówiłem jej, że mi się podobają. I założyła i pytała się mnie czy mi się podobają. Specjalnie to robiła, żebym uprawiał z nią seks, albo żebym ją ,,prosił o seks..” bo nie wiem czy by mi dała. Albo zwyczajnie chciała mi się podobać.. kompletnie na mnie to nie działało. Tzn. Trochę tak, ucieszyłem się. Ale wtedy przypomniały mi się sceny i akcje i jej słowa z przeszłości, gdzie ona miała w nosie przeprosić. Pytam ją, czy to ,,dla mnie” kupiła... odp. ,,że nie dla mnie, dla niej”. I tak za każdym razem. Widzę, że umaluje usta dla mnie, albo coś założy dla mnie.. ale za cholerę nie chce się przyznać, że to dla mnie. Kiedyś tak nie reagowała, kiedyś (na początku związku), była szczera. 

 

Wracając do tematu: u nich w domu krzyczy się na siebie, kłóci, nie rozmawia o tym, a następnego dnia zapomina i przechodzi do porządku dziennego jakby nigdy nic się nie stało. Ja tak nie potrafię, mnie tego nie nauczyli... i nie chce nauczyć dziecka czegoś takiego. 

 

,,Fakt, że mówiła to z zupełnie innych pobudek, nie wyklucza że jest to warta rozważenia rada. Nie tyle nie reagować, co reagować spokojnie? Reagować obserwacją, nie krzykami, tłumaczeniami czy wyrzutami.” Najlepiej Nie reagować w ogóle. Ja reaguje spokojnie. Mnie jest ciężko wyprowadzić z równowagi. Nie krzyczę. Tłumaczę i mam wyrzuty. Nie ma sensu reagować, jakakolwiek rozmowa to obracanie kota ogonem, gaslighting, wypieranie się wszystkiego itp. 

 

Według mnie opcja nr. 1 i 2 to założenie maski najpierw dziecku, później mnie. Opcja 3 to założenie maski mnie, by móc ratować dziecko.

 

,,3. Wbrew temu co Pani mówi, zaczniesz robić "co trzeba" aby zmiany dotknęły najpierw ciebie, a przez Ciebie - także zmieniły kształt związku. Alfa wyznacza drogę stada.” - mógłbyś mi to napisać innymi słowami, żebym zrozumiał? Masz na myśli ,,co trzeba” - nic nie mowić, w sytuacji gdy żona mówi, żeby przestać mówić podczas kłótni? Czy masz na myśli rozwód? 

 

Dzisiaj była akcja: przyniosłem do łóżka kanapkę dla syna. Żona na to, żebym położył talerzyk na łóżku, ja na to, że wole go trzymać w powietrzu - 15/20cm nad kołdrą. Masakrycznie zaborcza chciała na mnie wymusić położenie talerza. Zaczęła krzyczeć. Dziecko się bało, przytulali do mnie. Wstała poszła do kuchni, zrobiła sama kanapkę dla dziecka. Przyszła i położyła na talerzu na kołdrze i dawała synowi. PATOLOGICZNE !!! Zaborczość i kontrola nad związkiem lvl HARD. Nie wybielam się. Sytuacja taka jak piszę. 

Po takich sytuacjach jak ta przypominam sobie to co pisał @BrandyRiver. ONA nigdy się nie zmieni. To dlatego, że wcześniej pokazałem słabość? Ulegałem? Gdyby (jak na początku) widziała we mnie cechy alfy i do tej pory.. to związek miałby inny kształt? I nie byłoby dram.?

 

20 godzin temu, lync napisał:

Jakby tak pomyśleć, to doceni ta, której (jeszcze coś) zależy.  Wiem jak to jest, jak kobieta nie zachowuje się tak chamsko jak żona @Mugen2 i gdy jeszcze myślisz, że swoim zachowaniem ją zmienisz na lepsze. Nawet wtedy marne szanse, bo za bardzo się pragnie tej zmiany. Na chwilę dostaje się "ochłap" gdy się człowiek bardziej zaangażuje, ale w sumie każdy taki uczynek i tak zostanie sprowadzony do shittestu. Bo jak się naprawdę sypie to już nie ma spójności, shittesty lecą i energia na ich przechodzenie nie jest tego warta. Kobiecy pierwotny (gadzi) program jest naprawdę silny.

 

@Mugen2 Twoja energia, na ogarnianie swojego życia  - to jest coś, czego nie możesz zmarnotrawić. Jak już będziesz poskładany, kompletny i ogarnięty po rozwodzie - wtedy możesz podejść do "naprawy jej" jeśli jeszcze będzie Ci się to wydawało sensowne.

Wcześniej - sporo ryzykujesz, gdy sam płyniesz pod prąd, zamiast z prądem rozsądku.

 

Przechodziłem przez to, mam podobne bluepillowe podejście. To nic nie dało. Chwilowe poczucie, że coś się zmienia i powrót.

I tak w kółko. Przez to sporo myślenia, popełniania błędów poprzez ciągłe analizowanie, które odsuwało w czasie ważne decyzje.

I wiesz co ... to że się wypala to jest iluzja.

Niby "miłość" się wypala, ale negatywne uczucia, nadzieje i emocje Cię podświadomie trzymają i nie pozwalają normalnie żyć.

Powstaje pustka, która wymusza czasem chęć powrotu "starego". Nawet poprzez dziwne okoliczności, prawdopodobnie wynik dążenia podświadomości do zapełnienia pustki tym co znane.

Musisz znaleźć swój sposób na wymiksowanie się z tego uczucia. Skoro jest toksyczne, działa na Ciebie i otoczenie toksycznie -> musisz zacząć od odsunięcia się od tego niszczącego czynnika i rozpoczęcia detoksu.

 

Ja zmarnowałem 2 lata, gdy do rozsądku dochodziły decyzje o rozstaniu, które wtedy porzuciłem. Różne przejebane doświadczenia mentalne. Sporo lęków, apatii, żalu....

Szukałem różnych sposobów na ogarnięcie problemu, gdzieś w tle nadzieja lub nieumiejętność odpuszczenia relacji.

Rozstanie w normalnym związku, a rozstanie po toksycznym to dwie różne sprawy. Po toksycznym potrzebujesz dużo więcej pozytywnych wibracji i utrwalania pozytywnych zmian (w tym przekraczania stref komfortu), aby Twoje życie znów nabrało kolorów.

 

Chłopaki na Forum nie radzą źle - źle natomiast będzie, jeśli będziesz trudną decyzję odraczał w czasie. Odwlekanie to właśnie wynik wpadania w wibrację apatii, przez  żalu, strach.... walić to! Jesteś facetem, a to do czegoś zobowiązuje! Na pewno nie do racjonalizowana sobie tego, że siedzi się w niskim stanie, zamiast w wysokim.

 

Możesz analizować.... to zdrowy objaw szukania rozwiązań, ale gdzieś jest ten moment, że proces analityczny zostaje zakończony, masz plan, który realizujesz konsekwentnie. Nie wracasz zbyt szybko do analizowania, nawet do myśli tego typu. Obsesja na punkcie myśli to pierwszy stopień do stoczenia się i wibracji apatii. Do działania pozytywnego musisz wbić na odwagę i rozsądek, na ochotę zmiany siebie na lepsze. Będą lepsze dni (że będziesz miał motywację), będą też gorsze (wtedy ważne, aby się nie poddawać, mieć kogoś, kto będzie Cię wspierał).

 

Powodzenia! Masz energię, aby to wszystko dobrze ułożyć.👍 Będziesz upadać, ale będziesz też wstawać. Z każdym wstaniem będziesz coraz silniejszy.

 

@lync ,,Nawet wtedy marne szanse, bo za bardzo się pragnie tej zmiany. Na chwilę dostaje się "ochłap" gdy się człowiek bardziej zaangażuje, ale w sumie każdy taki uczynek i tak zostanie sprowadzony do shittestu. Bo jak się naprawdę sypie to już nie ma spójności, shittesty lecą i energia na ich przechodzenie nie jest tego warta. Kobiecy pierwotny (gadzi) program jest naprawdę silny.”

 

Mogę się z tym zgodzić. ,,ochłap” jest chwilowy... 

Miłość się wypala, bo nie dba się o nią. Żeby dbać to naprawdę potrzeba dużego wysiłku. Trzeba się rozwijać, dbać o swój wygląd - ćwiczyć, nie tyć. Być zaangażowany. Itd. Jak jedna osoba za dużo daje, to druga sie rozleniwia. Co innego jeśli druga osoba jest leniwa z natury. Po urodzeniu dziecka całe zaangażowanie przelewa na dziecko. To powinno trwać rok, dwa - maksymalnie.

 

myślę, że negatywne emocje trzymają, bo mózg się do nich przyzwyczaja i uzależnia, jest spokój, potem źle. Dokładnie tak. Silna potrzeba do powrotu ,,starego”.

 

Myślę, że ja już wpadłem po części w Apatię. Mam duży żal do siebie. Na początku związku mówiłem sobie, że łatwo to zakończę. Ale w cholerę nie jest łatwo. Przez dziecko. Po ostatniej podsłuchanej jej rozmowie (przez dyktafon) z jej matką, słyszałem jak jej matka namawiała ją do tego, żeby ona wracała do Polski, zabrała dziecko itd. Opowiadała jej o sąsiadce która się rozwiodła, i ponoć teraz ,,WIE ŻE ŻYJE” - alimenty, inny facet, praca bez wysiłku - w przedszkolu. Nie wiem czego chce żona. Może chciałaby, żeby było dobrze, może chce, żebym był pod jej pantoflem. Kiedyś przez przypadek mnie podrapała - niechcący i uśmiechając się do mnie lekko śmiejąc, tak słodko , powiedziała: ,,powiedz kochance, że ja Ci to zrobiłam”. Jej obraz związku właśnie taki jest? Ja mam ją zdradzać, a ona mnie? Ona ma rządzić w związku i mną gardzić?. Nie kumam o co chodzi. Niby taki tekst powiedziała, ale z rok temu jak myłem na myjni samochód, dzwoniła do mnie przez widecall - nie odbierałem. Przyjechałem, do mieszkania, wyskoczyła na dwór do samochodu, OBWĄCHAŁA GO W ŚRODKU. Przyszła do mieszkania i uniesionym tonem z wściekłością do mnie - ,,coooo, dziwkę se znalazłeś????!!”. Rozbawiła mnie tym na maksa, mega się z tego tekstu śmiałem. Nie czaję tych zachowań... 

 

rozwiodę, się.... znajdę sobie inną dziewczynę... będzie chciała dziecko - ja nie. Koniec znajomości. A samotna matka - ... średnio to widzę - bankomat.. wychowywanie czyiś dzieci - to nie dla mnie. Inna kobieta - też będzie chciała ułożyć mnie pod siebie. 

Tak jak napisał @Dellinger są lepsze i gorsze, ale wszystkie działają tak samo... 

Link to post
Share on other sites
11 godzin temu, Dellinger napisał:

I zacznij chodzić na divy. Jak sobie po pukasz trochę lasek to nabędziesz dystansu do kobiety w domu. Straci nad tobą magiczną moc tzipy

 

 

@Dellinger może Cię to zdziwi, ale: mnie one nie podniecają ! Serio. Raz byłem w klubie go go - na trzeźwo. Siadała na mnie prawie gołą cipką jedna. Nawet mi nie stanął. Jak mam zapłacić za seks, to na mnie to nie działa. Ona robi to dla kasy, a nie ze względu na to, że jestem dla niej atrakcyjny. 

 

Ja muszę czuć, że jestem dla kobiety atrakcyjny. Są emocje. Wtedy pożądam taką kobietę. Jak nie czuję że jestem atrakcyjny dla kobiety, jak kobieta mnie nie pożąda, to nie czuję pożądania do takiej. Jak ktoś ma mi dać dupy z łaski, to tak jakbym sobie konia zwalił. 

 

Moja żona już straciła moc tzipy... prosty powód - widzę, że mnie nie pożąda. Nie chodzi o mój wygląd. Bo uważam, że mam bardzo dobrą figurę, proporcje. Można byłoby to polepszyć oczywiście. 1 miesiąc ćwiczeń i 6-cio pak mocno zarysowany, klatka i biceps, większa. 

 

Ale ostatnio sam byłem zaskoczony. Bo obudziłem się w środku nocy. Bardzo nakręcony... i mimowolnie zacząłem się przysuwać do żony... ona - zero reakcji. Odwróciłem się i zasnąłem. Zwyczajnie już daaawno sexu nie było i mój organizm się tego domaga. 1 na 2-3 miesiące... 

 

a żonę to mega irytuje, że ja jej nie pożądam. Raz mi to właśnie powiedziała. Bo widać, że pare razy się starała - ubiorem, piżamą. 

Nie mam ochoty, jak co tydzień, kilka dni są sceny i BRAK SZACUNKU. 

 

No i mnie samego to męczy. Nadzieja. Ja mam mega duże pokłady nadziei, never give up (nie poddawania się), nie odpuszczania, walczenia do końca. I mnie samego przez jakiś czas, męczyło, że jej nie pożądam i nie kocham i sam nie wiedziałem co z tym zrobić.

a ona mi mówiła - jak się między nami zaczęło walić.... jak ona przez tydzień mega się starała, wykazywała zainteresowanie, dzwoniła, była najlepszą żoną. Było parę takich akcji. A mnie to po prostu nie ruszało... Bo - były niezamknięte stare sprawy, brak szacunku. Nie było przeprosin, ani rozmowy. No i ona wpadała we wściekłość. - z powodu ? Jak ona to mówiła - ,,jest wściekła, bo między nami jest tak chujowo !’’. Ja do niej wtedy:. ,,okey. To wyjaśnij mi swoje zachowanie które było przez ostatnie półtora roku- dwa lata..., co to kurwa było. Co tydzień/dwa ostre kłótnie. Jebałaś się na boku? miałaś kogoś? Wyjaśnijmy sobie to i możemy iść dalej. A tak to, cofamy się.’’. Ona na to: ,,nie było kłótni co tydzień/dwa (...)”. 😮 

 

co do tego kolegi orbitera. Raz przeglądając jej telefon widziałem w przeglądarce: ,,kurs na prawo jazdy C - w jakiejś miejscowości weekendowy”, czy coś takiego. Moje pytanie. Po jakiego chuja, ona coś takiego miała w przeglądarce ???? No pytam się. 

1)albo, zeby znaleźć komuś i szukała komuś takiego kursu

2) albo wpadła na to przez przypadek - reklama

3) albo co ja bardziej obstawiam - orbiter namawiał ja zeby byli razem i zeby zrobiła sobie ten kurs i będą sobie jeździć, pracować i zwiedzać. 

 

Ja muszę sie jakoś dowiedzieć, o chuj chodzi z tym orbiterem. Nie wiem tylko jak. Jakby doszło do rozwodu - to wyłożyłbym wszystkie karty na stół, oczekując odpowiedzi. Może bym uzyskał. 

12 godzin temu, Dellinger napisał:

I zacznij chodzić na divy. Jak sobie po pukasz trochę lasek to nabędziesz dystansu do kobiety w domu. Straci nad tobą magiczną moc tzipy

 

 

Moje libido leży, ale chciałbym coś wyrwać na seks. Czuje taka potrzebę. Bliskości, seksu.

Link to post
Share on other sites

@Mugen2 Najwyraźniej masz słowotok. Ale co to zmienia w Twojej sytuacji? Nic.

 

Zacznij działać a nie wymyślać i racjonalizować sobie czemu dalej tkwisz i chcesz tkwić w gównie po uszy.  Próbujesz nas przekonać, że Twoja sytuacja jest unikatowa i bez wyjścia. Schemat. Było tu takich wiele. Przekop forum. Wyhoduj bracie jaja, wypierdol Tą babę ze swego życia i dbaj o syna. A jak nie, to nie użalaj się nad sobą. Bo jak tego nie zrobisz, to nie jesteś żadną ofiarą a ochotnikiem. Sam wybierasz bagno i siedzisz w tym syfie.

Lejesz ściany tekstu i nic z tego nie wynika. Tak, wiemy, cierpisz. I co dalej z tym zrobisz? Chcesz od nas usłyszeć "cierp dla dobra dziecka".  Nie usłyszysz. 

Tyle ode mnie. 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, BrandyRiver napisał:

Zacznij działać a nie wymyślać i racjonalizować sobie czemu dalej tkwisz i chcesz tkwić w gównie po uszy. 

Dokładnie!!! Babsztyl Cię szmaci a Ty nic. Dalej słowotok i opisy... 

Niedługo walnie Ci z bańki, poprawi kopem a Ty pięknie opiszesz tą sytuację.

 

Edited by trop
  • Haha 1
Link to post
Share on other sites

Jest ktoś na forum kto wygrał sprawę opieki nad dzieckiem? 
Jeśli tak, proszę o info.

Gdzie znajdę najlepszą adwokatkę + adwokata = adwokatkę która poprowadzi sprawę, adwokat, żeby kontrolował i pomagał adwokatce, żeby przypadkiem mnie na minę nie wjebała (solidarność kobieca).. Jak mam zweryfikować, czy ktoś jest bardzo dobry, jak mam znaleźć adwokatów którzy wygrali takie sprawy dla ojców. Jeśli ponoć z 2% spraw. Nad opieką wygrywają matki? 

 

Jak to wygląda? Jak pokażę za xx miesięcy papier na rozwód żonie, to do czasu wygranej walki o dziecko będziemy mieszkać razem/ ona wyprowadzi się do rodziców z dzieckiem a ja będę widywał dziecko kiedy??? Jak piszecie sprawy trwają nawet kilka lat - o prawa do opieki...

 

 

 

10 godzin temu, trop napisał:

Dokładnie!!! Babsztyl Cię szmaci a Ty nic. Dalej słowotok i opisy... 

Niedługo walnie Ci z bańki, poprawi kopem a Ty pięknie opiszesz tą sytuację.

 

Jak to możliwe, że prawo jest tak, że mężczyzna nie może nic kobiecie zrobić, a kobieta może psychicznie robić mężczyźnie wszystko?

Link to post
Share on other sites
W dniu 10.06.2021 o 21:10, Mugen2 napisał:

To jest osoba mega inteligentna. Bo jak trzeba to wszystko wraca na normalne tory. Ostatnie 4-5 miesięcy są spokojne. Ale przed tym to około 2 lata to były co weekend kłótnie, akcje pojebane. Ja mam z nią dużo zdjęć, filmów itd. Ona została po prostu źle wychowana na maxa. Ona robi masakrę, drze sie, itd. Gdy nie jest tak jak ona chce. Musi być tak:

1) Ona musi rządzić w związku. Facet to pies. Ale musi być pies z kasą. Nie można podważyć jej decyzji.
2) jest niecierpliwa. Nie ma za grosz cierpliwości. Tyczy sie wszystkiego, jeśli nie ma już, to wybucha.
3) perfekcjonistka, jeśli nie jest perfekcyjnie (w domu, w zwiazku, itd), to eksploduje.

4) tylko ty masz o nią zabiegać - rozmawiać, dawać uwagę, itd. Ona od siebie da tylko wtedy kiedy Ty dasz

5) ona zrobi wszystko to co Ty zrobisz - jeśli zrobisz coś ,,dobrego”, to będzie oddawać, jeśli złego (nawet jeśli nie robisz, ale według niej robisz coś złego, to nie przetłumaczysz) to będzie Cię niszczyła. 

6) zazdrość - nie widziałem kogoś tak patologicznie zazdrosnego

7) według niej nie ma czegoś takiego jak przemoc psychiczna. 

8 ) kłótnia - ona widzi to tak - ma Cię zjebać, Twoja wina, nie wracacie do tematu i nie rozmawiacie o nim. 

 

Przez pewien czas zacząłem sie obawiać weekendów, bo co weekend było coś...
ona najwyraźniej poprzez to ma kontrole nad związkiem (jak jej mama) i musi mieć tą kontrolę za wszelką cenę. Po prostu tak została nauczona. Ma 36 lat. Przejebała na kutasach do tej pory (jej koleżanka mi powiedziała przy niej !, że ona mega lodów obrobiła). Czego moja sie wypierała. Przejebala cala kasę na ciuchy. Pracowała bez ubezpieczenia u ojca i za granica na czarno. Emerytury nie będzie miała w ogóle (tak myśle). Myślała ze złapała Pana Boga za nogi. I Że mnie będzie urabiać i ze będzie miała jak celebrytki z milionerami z Instagram. Nie wyszło, to atakuje i niszczy, i jak widzi, ze opadam z sił, to jest milutka DO CZASU KIEDY JA ZACZYNAM DAWAĆ JEJ UWAGĘ I ZACZOWYWAC SIE NORMALNIE W ZWIAZKU. Musi mnie wtedy dobić psychicznie... . Jak ona chce zeby było dobrze, to wie co zrobić. Pociąga za sznurki, wie co lubię, i jaki jest dla mnie idealny związek. Wtedy tak sie zachowuje. 

Ja sie w niej zakochałem. Bo ona była moim ideałem i zachowywała sie jak ideał. Seks - jak na pornolu, ile chce, jak chce i gdzie chce. Ideał! Wygląd, prawie ideał. Ubiór - gust - ideał. Dba o wizerunek - ideał. Zachowanie - Gra aktorska - ideał. Jeśli chce to robi się idealna, jeśli chce to robi idealny horror.

 

Przykład kasy - ja jej powiedziałem, ze ja sie brzydzę jak ktos jest ze mną dla kasy. Jak nic nie daje od siebie. Że mam wstręt. Że nie uprawiam z takimi kobietami seksu które mnie traktują jak sponsora/bankomat. Pare razy zrobiłem jej esej na ten temat. Wyjechałem wszystko. ZAŁAPAŁA. Robi od siebie sama zakupy co jakiś czas. Chodzi po chleb. Zapłaci od czasu do czasu w kawiarni. Nie wiem jaki ma ku temu motyw, ale robi. I w ten sposób myśli ze mi przyjdzie ochota na seks i będzie dobrze. No właśnie problem w tym ze nie! Bo tyle razy mnie poniżała i tyle razy próbowałem jej wyjaśnić co robi dobrze a co złe w związku, ze obrzydziła mi swoją osobę. Swoim zachowaniem tylko i wyłącznie. A tego sie nie da po prostu cofnąć. Po prostu za późno. 

 

Ona nie ma zielonego pojęcia jak bardzo zabiła ten związek. Dlaczego? Bo nie ma empatii !!!!!!! Dlatego.

 

Ona w ogóle nic nie chce czytać i sie rozwijać. Raz jak jej puściłem mega znanego psychologa wykład na YouTube, do czego prowadzi krzyk i ze to nie działa. To dotarło do niej ! Serio. Było widać zmianę. Ale na tydzień moze 2 tygodnie. Ciężko u niej na trwałą zmianę. Po prostu zapomina. 

 

Ona np. Chce ze mną obejrzeć film. Ok. Oglądamy - taki jak ja lubię. Obejrzymy polowe. Udaje mega zainteresowanie. Ale potem nast. Dnia i kolejnych dni, kompletnie zapomina zeby przyjść i dokończyć oglądanie. Po prostu ona zajmuje sie sobą i zapomina. To jest sztuczne, udawane. Myśli tylko o sobie. Sztuczny związek - mnie to odpycha. Ona myśli ze poddaje trochę zainteresowanie i ja będę podjarany 2 miesiące. Socjopatia potrafią udawać w sposób perfekcyjny - nawet emocje. Dlatego ja w związku to widzę. I tak po trochę ponad roku bycia razem dostrzegłem jej sztuczne (UDAWANĄ), radość na mój powrót z pracy do mieszkania. Jej sztuczny uśmiech. Ktoś głupi by tego nie dostrzegł - tak mi sie wydaje. Ona była zszokowana i wypytywała mnie - jak to zauważyłeś. Nie zaprzeczała, że nie uśmiecha się sztucznie. Pytała tylko - jak Ty to dostrzegłeś. Więc każdego oszuka ! Że jest dobrą i miłą osobą i nie potrafi krzywdzić innych. W moją rodzinę też się wkupiła - kupując ostatnio walizkę prezentów (serio).

Jak dziecko dorośnie i zostanie z matką, to będzie je niszczyła - jeśli nie będzie w jej oczach idealne i posłuszne. A nie będzie, bo nie ma dzieci idealnych. A jak zostanie to przesiąknięty tym gównem z jej domu rodzinnego. 

,,Chieny, modliszki, czarne wdowy” - czytałem o tym i słuchałem na YouTube.

 

Terapeuty - jednego już byłem - narcystyczny. Nie podpasował mi, mega drogo ! Druga - powiedziałem co i jak, była stała cena, mialem sie umówić, podniosła o 40zł za godzine. Odmówiłem za takie coś. Kolejna osoba 400zł za godzine ! Zrezygnowałem jak po mojej historii odpowiedziała - ,,dlaczego miałaby byc złą matką”... 😮 już z 5 tyś zł przepaliłem na to. 

no i rozmawiałem kilka razy z fajną parą od mediacji. Lecz chyba nie wiedzą jak źle było. Zamierzam z nimi porozmawiać jeszcze i wyjaśnić ze nie mogę w tym tkwić ze względu na to, ze to co sie dzieje w mojej psychice wyraźnie i dobitnie odbija sie na moim zdrowiu fizycznym.

 

zamierzam sie przejść do jednego psychiatry, mam upatrzonego jednego...

No dokładnie - kwiatek na mój grób ! 

Wiem o pogrywaniu po rozwodzie. Jest taka książka o prawdziwym obliczu kobiet po rozwodach. Chyba jakiś sędzia ja napisał. Są tam statystyki ile % kobiet i w jakich sytuacjach utrudnia. Np. Nagadywanie dziecku źle na ojca, zeby dziecko zapomniało o ojcu, zeby matka mogła sobie na nowo ułożyć życie z nowym fagasem...jest tam opisane dokładnie wyjaśnione dlaczego kobiety tak postępują ! 

 

Ja chce spierdalać. Nawet nie wiesz jak bardzo. Ale najwyraźniej mam mega lęk przed tym, żeby dziecku nie spierdolić życia. Mam zakodowane, żeby dziecko miało rodzinę. Więc jeśli okazałoby się, że mnie zdradziła, albo zdradzi i miałbym dowód, to byłby to dla mnie impuls do tego, żeby to zakończyć. Dlatego, że wydaje mi się, że to ona by chciała, żebym ja ją zdradził, żeby miała czarno na białym przed rodziną ! Bo ja już myślałem o zdradzie i to dawno... z mojej strony, bo wybroniłbym się z tego w sądzie na 100% - mam nagrane, jak mówi, że mogę ją zdradzić. 2 - mam screeny jak piszę o seksie z nią i ona nie przyjmuje propozycji pójścia do seksuologa. + inne screeny z rozmów...

A Ty reagujesz jak ja. O kurwa. Co myślisz że też mi nie żal tej małej istoty nie było..do dziś jest, ale to kwestia człowieczeństwa, ale zarazem świadomości że nie mogłem więcej zrobić. Zdrada to nie tylko że się sypnie gdzieś. Zdrada to już nawet w myślach się kwalifikuje. Przynajmniej w mojej opinii. Nie ma innej drogi jak zaakceptować tą co jest, i to w każdym przypadku. Można by pogrywać, ale nie szkoda Ci czasu? Mi ciężko było, w trakcie tego trwania to była dla mnie nowość, nikt podobnie, i nie znałem podobnych przypadków. Ja bym spierdalał i tym bardziej jak masz fundusze to zabierał ile wlezie ze sobą. Ciężko tak ocenić z wersów. Masz bardzo podobny przypadek. Dziecko sobie da radę...matula mi powtarza. Ja od siebie robię co czuję że powinienem i powiem Ci że pewnie nam jest lepiej razem, ale osobno od madki. Przynajmniej, prawdziwy, szczęśliwy świat. Napisz na priv, dam Ci namiary to pogadamy bo tak to ciężko. 3m się i zacznij się uczyć akceptować kolej rzeczy na które nie masz wpływu

Edited by Ezio
Link to post
Share on other sites
On 6/12/2021 at 8:52 PM, Mugen2 said:

Ale w tym związku nie znalazłem metody działania która by była skuteczna.

Świat nie jest logiczny. Zawsze, gdy w grę wchodzi więcej niż jedna osoba, może zaistnieć sytuacja że nic się nie da zrobić, bo jeśli ja mam wolną wolę, to druga osoba też ją ma, i jej wola może się nigdy nie zgodzić z moją. Sytuacja taka jest "nie do naprawienia", jeśli gdzieś nie powstanie kompromis.

Inaczej, nie ma metody która zawsze będzie skuteczna.

 

On 6/12/2021 at 8:52 PM, Mugen2 said:

Mnie nauczono godzenia się, przepraszania, ... U niej w domu nie nauczono jej przepraszania.

Klasyczne starcie dwóch przeciwstawnych systemów. U niej, "tzipa zawsze rządzi, pantofel zawsze błądzi" - ma określone wzorce, w chwilach gdy przestaje działać świadomie, jej podświadomość powraca do tych wzorców. Tego się raczej już nie da zmienić, to ekstremalnie trudne.

W Twoim przypadku, kult Matki Polki, ustawienie kobiety na piedestale jako istoty "lepszej". I problem że żywy człowiek nie dorasta do ideału. Zdaj sobie sprawę że kobiety srają. Pierdzą też. Mają okres, boli je głowa, klną, plują, nie chce im się myśleć czasami - wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Czasami upieramy się przy swoim po prostu z przekory, czasami zgadzamy się na upokorzenie tylko z lenistwa.

Sumując, nie zawsze musisz ją przepraszać. Nie zawsze ona musi przepraszać Ciebie.

 

On 6/12/2021 at 8:52 PM, Mugen2 said:

Czyli przekazywane z pokolenia na pokolenie !!!

Poszukaj wątku Mosze Red "Szanuj się samcu czyli o żon wyborze". Trochę za późno, ale jest tam sporo pożytecznej wiedzy która może Ci się przyda.

 

On 6/12/2021 at 8:52 PM, Mugen2 said:

U nich darcie sie i krzyczenie na siebie to coś normalnego.

Temat trudny, bo zahacza o definicję "normalności". Wiesz, że Ty masz jakąś, a ona ma też jakąś? I niekoniecznie te definicje są tożsame. Czasem są sprzeczne. Ale nie czyni to żadnej z nich "tą jedyną prawdziwą" - jak już , obie są równie fałszywe. Jeśli isntniej "normalny człowiek", to co najwyżej jeden na 8 miliardów - każdy ma inną definicję, więc tylko jedna może być "prawdziwa". Logicznie jest to sprzeczność, więc rozwiązaniem jest uznanie "normalności" za zbiór niedokreślony, o granicach płynnych w pewnym zakresie. Co z tego, zapytasz.

Są związki, gdzie kobieta mieszka i uprawia seks z dwoma mężczyznami wiedzącymi o sobie.

Są związki, gdzie kobieta zgadza się na przemoc fizyczną, a nawet prosi o nią.

Oczywiście są też związki homoseksualne, poliamoryczne, FwB, LAT, aseksualne...

I teraz clou - to od naszej definicji "normalności" zależy, co uznamy za dopuszczalne w naszym odbiorze. Jesli dwoje (lub warianty) ludzi zgadza się na jakiś model związku, i nie łamią przy tym prawa karnego, to znajdzie się grupa ludzi którzy taki model związku uznają za "normalny".

 

U Niej "norma" w związku było darcie mordy. Masz szczęście że nie rzucanie nożami. Masz pecha że było "darcie mordy". Dodatkowo, zgaduję że w skład jej wzorca wchodzi "seks na zgodę". Czyli jeśli urządza awanturę, jest szansa że liczy na powtórzenie wzorca, w którym to Ty masz "zwyciężyć" i będzie mogła "się oddać". A u Ciebie jest reakcja odwrotna - kłótnia wyzwala wygaszenie pociągu seksualnego. Sytuacja trochę patowa, bo bez złamania jednego z tych wzorców raczej się nie obejdzie.

 

On 6/12/2021 at 8:52 PM, Mugen2 said:

i nie chce nauczyć dziecka czegoś takiego

Też nie chciałbym. Ale tutaj nie stanie się to co Ty chcesz, ani nie stanie się to co Ona chce. Stanie się to co dziecko zobaczy jako wzorzec. Nie ma dobrych rozwiązań.

 

On 6/12/2021 at 8:52 PM, Mugen2 said:

Tłumaczę i mam wyrzuty. Nie ma sensu reagować, jakakolwiek rozmowa to obracanie kota ogonem

OK, teraz rozumiem ciut lepiej.

W sytuacji kłótni ona dopuszcza do głosu słynny "gadzi mózg", a z tym dyskutować nie warto. Pomyśl co mógłbyś sam zrobić, aby samemu nie odczuwać wyrzutów z powodu czegoś, na co wpływu realnie nie masz.

 

On 6/12/2021 at 8:52 PM, Mugen2 said:

mógłbyś mi to napisać innymi słowami, żebym zrozumiał? Masz na myśli ,,co trzeba” - nic nie mowić, w sytuacji gdy żona mówi, żeby przestać mówić podczas kłótni? Czy masz na myśli rozwód? 

Nie wydaje mi się bym miał dla Ciebie gotową odpowiedź. Ale piszę to, co powinienneś w mej opinii usłyszeć, abyś SAM mógł znaleźć swoją odpowiedź. Bo to Ty będziesz ponosił jej konsekwencje. Więc najpierw SAM musisz zecydować, czego Ty chcesz. Następnie, musisz być SWOJEJ decyzji pewien. Jak już to będziesz miał, sam będziesz wiedział "co trzeba" zrobić aby SWÓJ cel osiągnąć. To może być rozwód, to może być trwanie, to może być próba zmiany statusu związku na "moje".

 

On 6/12/2021 at 8:52 PM, Mugen2 said:

Gdyby (jak na początku) widziała we mnie cechy alfy i do tej pory.. to związek miałby inny kształt? I nie byłoby dram.?

Jak wilk poddaje się przodownikowi stada, kładzie się na grzbiet i odsłania brzuch, by pokazać swoją bezbronność - ten gest u przewodnika stada powoduje zaprzestanie ataku; już wygrał, biologia i zwyczaje nakazują odpuścić i nie pozwolić by stado przez jakąś kłótnię zostało uszczuplone. W przypadku wielu ludzi, "odsłonięcie brzucha" oznacza że można teraz przeciwnika bezkarnie i łatwo zamordować. Nie mamy mechanizmu który "wyłącza agresję"; o ile jeszcze mężczyźni jakoś się czasami dogadają, kobiety zazwyczaj (a szczególnie w trybie gadziego mózgu) będą walczyć lub zginą, a jak zobaczą okazję - zaatakuja bez wahania.

 

Jest na Forum przypięty wątek "Z pluszowego penisa w przewodnika stada". Nie zdradzę zakończenia, powiem tylko - a tego właśnie chcesz? Jesli jestes pewien, że tego chcesz - TWÓJ wybór.

 

On 6/12/2021 at 8:52 PM, Mugen2 said:

Nie wiem czego chce żona.

Zdradzę Ci tajemnicę - ona też tego nie wie. Świadomie. Podświadomie chce tylko jednego, czyli "wszystko". Świadomość nad tym nie panuje, ani nie jest w stanie ogarnąć, więc świadomie nie wie czego chce. To przewodnik stada ma wiedzieć, gdzie stado ma iść. Więc dzwoni do matki...

 

On 6/12/2021 at 8:52 PM, Mugen2 said:

Nie kumam o co chodzi.

Logiką próbujesz ogarnąć sferę emocji. To są dwie płaszczyzny które nie powinny być łączone, bo nie mają ze sobą nic wspólnego.

 

On 6/12/2021 at 9:45 PM, Mugen2 said:

Jak ktoś ma mi dać dupy z łaski, to tak jakbym sobie konia zwalił.

Ech... Ona pragnie "uznania", pragnie "mieć władzę tzipy nad samcami" - i nie ma dla niej wielu gorszych obelg niż mężczyzna, który nie chce jej przelecieć. To takie podświadome przekazanie wiadomości "nie jesteś taka dobra jak ci się wydaje, mała". Logiki w tym za grosz nie ma, ale kobiety często podświadomie uznają że jeśli samcowi nie stanie przy ich zalotach, to jest to dla nich obraza.

 

On 6/12/2021 at 9:45 PM, Mugen2 said:

A mnie to po prostu nie ruszało... Bo - były niezamknięte stare sprawy, brak szacunku. Nie było przeprosin, ani rozmowy. No i ona wpadała we wściekłość. - z powodu ? Jak ona to mówiła - ,,jest wściekła, bo między nami jest tak chujowo !’’

Mówiąc prostacko, oczekiwała że się na nią rzucisz i "weźmiesz co swoje", ale dla niej otwarte powiedzenie że chce seksu, jest tak samo niewymawialne jak przeprosiny. Tak niewyobrażalne jak dla Ciebie "wzięcie dupy z łaski". Konflikt wzorców.

Inaczej, to właśnie takie zaloty i "ciche przyzwolenie" są w jej oczach "przeprosinami zastępczymi", według jej schematu i wzorców. Bierzesz albo odrzucasz ją i jej wzorce - to musi być Twój wybór.

 

17 hours ago, Mugen2 said:

Jak to możliwe, że prawo jest tak, że mężczyzna nie może nic kobiecie zrobić, a kobieta może psychicznie robić mężczyźnie wszystko?

Kult Matki Polki. Wychowanie przez pokolenie kobiet, których mężowie zginęli podczas wojny, w duchu "kobiety nie wolno uderzyć nawet kwiatkiem", czy "musisz być miły dla dziewczynek". I takie wychowanie powoduje blokady, gdy okazuje się że kobieta jest jak najbardziej stworzeniem biologicznym, a "chuj jej w dupę" to nie przekleństwo, a jej życzenie na dzisiejszą noc. Brutalne zderzenie wychowania z rzeczywistością.

Edited by Kespert
Link to post
Share on other sites
23 godziny temu, Mugen2 napisał:

Jak to możliwe, że prawo jest tak, że mężczyzna nie może nic kobiecie zrobić, a kobieta może psychicznie robić mężczyźnie wszystko?

Bo tak jest w tym naszym obozie koncentracyjnym. A Ty się broń i przeczytaj z 20 razy co chłopaki piszą.

Link to post
Share on other sites
18 godzin temu, Ezio napisał:

A Ty reagujesz jak ja. O kurwa. Co myślisz że też mi nie żal tej małej istoty nie było..do dziś jest, ale to kwestia człowieczeństwa, ale zarazem świadomości że nie mogłem więcej zrobić. Zdrada to nie tylko że się sypnie gdzieś. Zdrada to już nawet w myślach się kwalifikuje. Przynajmniej w mojej opinii. Nie ma innej drogi jak zaakceptować tą co jest, i to w każdym przypadku. Można by pogrywać, ale nie szkoda Ci czasu? Mi ciężko było, w trakcie tego trwania to była dla mnie nowość, nikt podobnie, i nie znałem podobnych przypadków. Ja bym spierdalał i tym bardziej jak masz fundusze to zabierał ile wlezie ze sobą. Ciężko tak ocenić z wersów. Masz bardzo podobny przypadek. Dziecko sobie da radę...matula mi powtarza. Ja od siebie robię co czuję że powinienem i powiem Ci że pewnie nam jest lepiej razem, ale osobno od madki. Przynajmniej, prawdziwy, szczęśliwy świat. Napisz na priv, dam Ci namiary to pogadamy bo tak to ciężko. 3m się i zacznij się uczyć akceptować kolej rzeczy na które nie masz wpływu

Nie mogę na priv.: wyskakuje mi komunikat: ,,Możesz wysłać tylko 0 wiadomości na minutę. Proszę spróbować ponownie później.”

Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.