Jump to content

Recommended Posts

Ostatnie miesiące w moim życiu były bardzo bogate w uświadomieniu sobie kim tak naprawdę jestem, co mną kieruję, dlaczego zachowuję się, myślę i robię tak a nie inaczej. 

Wielokrotnie wspominałem, że jestem DDA i byłem świadomy tego już parę ładnych lat, ale dopiero ostatnio przekonałem się jakie niesie to za sobą realne konsekwencje. 

 

Największym probnem jaki mam jest lęk społeczny. Od zawsze wiedziałem że nie jestem duszą towarzystwa, ale nie sądziłem że mój stan z wiekiem będzie się pogarszał, byłem przekonany że z wiekiem będzie lepiej, a ostatnio moje życie towarzyskie jest najgorsze w całym dotychczasowym istnieniu.

Powód tego jest dość łatwy, większość znajomych jest już po ślubach albo dużo pracują i mało kto ma czas na częste spotkania towarzyskie. Z małolatami raczej bym się nie dogadał, bo z reguły mają jeszcze w głowie siano.

 

Drugim wielkim probnem jest lęk przed bliskością w relacjach z płcią przeciwną. 

Wcześniej nie wiedziałem co to jest, ale ostatnia znajomość uświadomiła mi że moje związki zawsze kończyły się z powodu tego o to lęku

 

Oba te dwa główne lęki które mną kieruję sprawiają że czuje się coraz gorzej i pomału wpychają mnie w sidła depresji (o ile już jej nie mam) 

Co prawda nie mam myśli ani planów samobójczych, ale coraz mniej mi się chce czegokolwiek. Nie mam ochoty praktycznie na nic, praca dom, bez żadnych bliższych relacji ani przyjaźni. Brak nadziei na lepsze jutro, coraz więcej czarnych myśli i frustracji że niż nic się nie zmieni i tak będzie zawsze. 

Całe dnie albo w pracy która nie cieszy albo w łóżku. 

Wiem łatwo powiedzieć, żeby iść pobiegać, pójść na siłownię, wyjść do ludzi, ale to jest serio niezwykle trudne, a nawet jeśli na 5 minut pojawi się entuzjazm to zaraz jest spowrotem to samo i tak w kółko. 

 

Coraz częściej myślę nad pójściem do psychiatry, ale jak pewnie się domyślacie tego również się boje jak ognia, bo trzeba będzie opowiedzieć o sobie, swoim życiu, emocjach, uczuciach.

Pozatym boję się leków które najpewniej mi wypisze, raz że moja matka jest od nich uzależniona, a dwa że sam mam skłonności do nałogów, w dodatku dużo jeżdżę samochodem i raczej w takim przypadku jest to wykluczone.

 

Mieliście depresję? I jeśli tak to jak z tego wyszliście? 😌

  • Like 2
Link to post
Share on other sites

Idź do psychiatry. Blokada, którą masz, jest tylko w twojej głowie. Zdystansuj się od tego. Pójdziesz, powiesz co masz powiedzieć, zrobi Ci się lżej. Dostaniesz ssri, które nie uzależniają w znaczeniu potocznym (moga tworzyć pewną zależność psychiczną oraz nie można ich nagle odstawiać). Trochę Cię odetnie od emocji i pozwoli wrócić do równowagi. Po pół roku lub roku odstawisz pod kontrolą lekarza. Ogarnij dobrą terapię lub grupę wsparcia bo nieprzerobione emocje wrócą. Chyba dla DDA jest dużo mitingów online za darmo. Poszukaj. 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Stary, nie bój się farmakologii. Moja ciotka umarła na raka i nie brała przeciwbólowych, bo bała się uzależnienia. To jest taki sam poziom myślenia. Zdychasz, masz chujową codzienność, a jakieś bzdury sobie wkręcasz. Robisz kilka dni wolnego, idziesz po lekarzach prywatnie i raz dwa dostajesz pomoc. Przerobiłem stany gryzienia ściany i jedyne, co możesz zrobić to zadziałać w imię własnego dobra, bo nie ma kurwa nikogo, kto za ciebie to zrobi. Każdy człowiek ma własne problemy, a tylko ty wiesz, jakie ty masz.

 

Jadę na farmakologii od kilku lat. Codziennie biorę różne tabletki i funkcjonuję. Muszę to robić i stan organizmu się poprawia. Farmakologia nie musi być wieczna. Jesteś pod opieką specjalisty i on ci regularnie mówi, co dalej. Kilka dni odzyskasz humor to zmieni się decyzyjność. Pomyśl sobie, że większość przekonań, które teraz masz to zwykłe złudzenie, a nie rzeczywistość.

 

I jeżeli się czegoś boisz to idziesz w temat na grubo, a nie siedzisz i się zastanawiasz, co dalej. Dalej to będzie wielka pizda i coraz gorzej. Umów się na wizytę, zamów sobie taksówkę, pojedź, wejdź na gabinetu, wyjaśnij temat i wróć taksówką do domu. Zyskasz wiedzę o tym, co można zrobić, a specjaliście przekażesz wątpliwości dotyczące farmakologii to przekieruje cię na jakieś naturalne metody może, chuj wie. Jakaś fizjo, masaże. Poszedłbym też w masaże. Bardzo mi pomogły przy dużym stresie. 10 masaży w miesiącu i zajebiście się czujesz. Ratuj się człowieku.

  • Like 5
Link to post
Share on other sites

Najgorszy atak depresji to Luty 2017. Płakałem do poduszki, błąkałem się po domu bez celu. Przygnębienie i smutek non stop. Brak celu i motywacji. Zamknięty w domu. Spróbowałem się otworzyć na pewnym forum psychiatrycznym. Przez nieprzemyślany wpis sugerujący że mogę się "wylogować" z tego świata odwiedziło mnie dwóch panów z kryminalnej i musiałem tłumaczyć się w psychiatryku zanim wróciłem do domu. Jak sobie poradziłem ? Nie poradziłem. Faszerowanie lekami od 11 lat i wizyta na oddziale dziennym psychiatrycznym nie pomogły. W terapie też nie wierzę. W moje życie frustracja, napady gniewu, lęk przed katastrofalną przyszłością są już wpisane na stałe. Do tego załamani rodzice moją sytuacją, bezrobotny, a o związkach nie wspomnę bo dla większości kobiet jestem śmieciem nieudacznikiem. Odstawiłem Citabax 40mg. Koledzy ? Na palcach jednej ręki policzyć ich mogę. Sporadyczne wyjścia żeby pogadać lub jak ostatnio pograć sobie w kosza. Nerwica natręctw mnie wykańcza podobnie jak wkurwienie na ten świat a bardziej na czynnik ludzki. Każde wyjście z domu to załamanie nerwowe. Znajomi poodwracali się raczej bo po co trzymać z kimś z kim nie opłaca się trzymać, bo nie generuje zysków tylko hejtuje i narzeka ? Od 2,5 roku jestem więźniem własnego pokoju. Od ponad 3 miesięcy nie trenuję bo zapał minął. Ostatnio w gniewie palnąłem przy matce że zestaw do eutanazji powinien być dostępny w każdej aptece żebym w końcu się uwolnił od tego pasożytniczego życia. Oczywiście rozpłakała się. Z ojcem "betonem" mentalnym z pokolenia lat '50 nie ma o czym gadać. Zachowuje się jakby był ćwierć wieku zamrożony w lodzie. Ja jestem winnym swojej nieudolności i koniec. Szkoda strzępić język. Mężczyźni nie mają żadnej pomocy, żadnej. Okazywanie słabości to plama na honorze. Nie ma się co dziwić że sznur jest coraz częściej rozwiązaniem.

  • Like 2
  • Sad 1
Link to post
Share on other sites

@Tomkowski szczerze powiedziawszy to cię rozumiem. Chujnia, a do tego podejrzewam że rodzinka trzyma cie krótko przy sobie i wszelkie próby uzależnienia podcina. Jest tylko jeden sposób na uwolnienie się. Powoli trzeba się wygrzebać na powierzchnię z tego wszystkiego. Obierasz cel. Olej to gadanie o pasjach itd. Znajdź coś co ci najmniej przeszkadza. Coś w czym będziesz się czuł przyzwoicie i rzeźb. Cierpliwie, ze spokojem, olewając ludzi którzy chcą cię ciągnąć w dół. Dla takich miej tylko uśmiech - nic nie wkurwia ich bardziej, bo zależy im na zobaczeniu ciebie na kolanach. Śmiej się z nich. Bądź trollem tego świata. Tam gdzie wszyscy mówią A ty mów B i miej wyjebane na ich zawodzenie. Dla mnie samo stawanie okoniem do większości daje satysfakcję. Póki co musi starczyć bo do wolności mi jeszcze daleko ;) Kroczek po kroczku i do przodu, ale jeśli chcesz coś na prawdę zeminić to chyba musisz szukać pomocy albo ludzi podobnych do siebie - tylko jedna uwaga - musisz najpierw znać siebie i umiec trzeźwo na siebie spojrzeć. Wielu z nas popełnia ten błąd i żyje swoimi wyobrażeniami o sobie które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Ja tak miałem. Czasem nadal w to wpadam. 

 

@Król Jarosław I

 

 

 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites

@Trevor Strzał w 10-tkę. Sprzeczne komunikaty. "Ja chcę mieć mężczyznę w domu a nie mięczaka" Szkoda tylko że te 18 lat temu nie miał mną kto wstrząsnąć i zorganizować poważnej wychowawczej rozmowy. Ja i brat mieliśmy systematycznie podcinane skrzydła. Nadopiekuńcza matka i ojciec wycofany wiecznie zapracowany. Nadopiekuńczy dziadkowie (niech spoczywają w pokoju) też odegrali swoją rolę. Gdybym teraz powiedział że za pracą jadę np. do UK, to zamiast usłyszeć od starszych: "super, trzymamy kciuki" usłyszę na 100% "teraz zobaczysz jak jest na emigracji, za miesiąc wrócisz z podkulonym ogonem".

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
31 minut temu, Tomkowski napisał:

dla większości kobiet jestem śmieciem nieudacznikiem.

Nigdy ale to przenigdy tak o sobie nie mów! Możesz sobie robić jaja, wkręcać kogoś takimi tekstami ale na poważnie nigdy tak o sobie nie myśl! Nigdy!

  • Like 5
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
30 minutes ago, Tomkowski said:

Sprzeczne komunikaty. "Ja chcę mieć mężczyznę w domu a nie mięczaka" Szkoda tylko że te 18 lat temu nie miał mną kto wstrząsnąć i zorganizować poważnej wychowawczej rozmowy. Ja i brat mieliśmy systematycznie podcinane skrzydła. Nadopiekuńcza matka i ojciec wycofany wiecznie zapracowany. Nadopiekuńczy dziadkowie (niech spoczywają w pokoju) też odegrali swoją rolę. Gdybym teraz powiedział że za pracą jadę np. do UK, to zamiast usłyszeć od starszych: "super, trzymamy kciuki" usłyszę na 100% "teraz zobaczysz jak jest na emigracji, za miesiąc wrócisz z podkulonym ogonem".

 

Jest na to sposób. Zgadzasz się z tym za każdym razem i robisz swoje (tylko sie z tym nie afiszuj za szybko). Ktoś ci mówi "teraz zobaczysz jak jest na emigracji, za miesiąc wrócisz z podkulonym ogonem" ty mówisz: "Pewnie tak, ale musze spróbować bo bedę żałował" i robisz powoli konsekwentnie swoje - nawet jak jest beznadziejnie ciężko, ręce opadają itd. Nic co wartościowe nie przyjdzie łatwo. Słyszysz "Ja chcę mieć mężczyznę w domu a nie mięczaka" to mówisz "Ja jestem mięczakiem więc no niestety" i idziesz i robisz swoje (wiesz że to tylko takie gadanie mające podciąć ci skrzydła i nic poza tym). Werbalnie zgadzasz się ze wszystkim a potem odwracasz się i robisz swoje. Tak się buduje pewność siebie i rozwija charakter. 

 

To co mówimy nie ma znaczenia. Ważne jest to co robimy. Czyny lepiej świadczą o człowieku niż gadanie. 

 

Zrozum że z rodziną nie powalczysz. Za dobrze cię znają żeby nie znaleźć słabego punktu. Zawsze to wykorzystają przeciw tobie bo im tak wygodnie mieć pod ręką popychadło i służącego. 

 

@mac kiedyś pisał o tym że rodzina nic nie znaczy tak naprawdę. Cos w tym jest do pewnego stopnia bo nasze życie możemy przeżyć tylko my sami. Ja zachęcam do nie palenia mostów ale do odcięcia się mentalnego od nich. Wiem - łatwo powiedzieć, ale wierz mi miałem podobnie. No i podstawa. Musisz mieszkać gdzieś indziej i wpadać rzadko. 

  • Like 3
Link to post
Share on other sites
39 minut temu, Tomkowski napisał:

Gdybym teraz powiedział że za pracą jadę np. do UK, to zamiast usłyszeć od starszych: "super, trzymamy kciuki" usłyszę na 100% "teraz zobaczysz jak jest na emigracji, za miesiąc wrócisz z podkulonym ogonem".

Dobra pojadę egocentryzmem, tj. własnym przykładem :P

Zanim to zrobię to wiedz, że tutaj trzymamy za Was kciuki i tyle :)👍 Więcej osób trzyma za Ciebie kciuki, niż w rodzinie.

 

Mnie też mówili, że mi się z firmą nie uda, żebym nie ryzykował. I co?

Udało się - przez jakiś czas było spoko. Bo cisnąłem, nie myślałem o kosztach, ale cisnąłem.

Fakt, że się spieprzyło później, ale podejrzewam, że przez mój brak ogarnięcia dalej, podatność na niskie wibracje, popełnione błędy, niesprzyjające sytuacje.

 

Rodzina widzi tę część negatywną (ktorą samemu można wzmacniać pokazując, że sobie nie radzisz jakbyś chciał), gdzieś mają rację - widzą blokady i boją się, żebyś się nie stoczył jeszcze bardziej. Ale to podcina skrzydła, bo trzeba mieć jeszcze pozytywną, która powinna przeważać nad negatywną. Trudno dostrzec pozytywy, jak ma się zbyt dużo lęku w sobie, a za mało miłości i rozsądku. Obojętnie jak kochasz rodziców, jeśli z nimi przebywasz, to jeśli oni w danej rzeczy lecą na niskiej wibracji to tę wibrację przejmiesz, jeśli masz słabą ramę. A to co piszesz pokazuje, że taką (jeszcze) masz.

 

9 godzin temu, Wolverine1993 napisał:

Wiem łatwo powiedzieć, żeby iść pobiegać, pójść na siłownię, wyjść do ludzi, ale to jest serio niezwykle trudne, a nawet jeśli na 5 minut pojawi się entuzjazm to zaraz jest spowrotem to samo i tak w kółko. 

Dobrze mieć coś co podbije Ci energię na jakiś czas (u mnie tak działały spacery rzędy 5-8km z audycjami motywującymi z YT + regularnie czytanie książek, np. dr Hawkinsa). Wziąć tę energię, wtedy trening czy inne rzeczy są trochę łatwiejsze.

Najlepiej funkcjonuje, jak idziesz na trening, na który masz zapłacony karnet na coś indywidualnego, gdzie nie idziesz to stracisz.

Zastanów się, co wybija Cię z entuzjazmu - czy są to jakieś sytuacje, myśli, emocje?

 

Albo ciśniesz, albo nie.

Nie ma próbowania. A jeśli próbujesz, nie wychodzi i narzekasz to znaczy, że masz etap słaby. Musisz się podnieść i cisnąć dalej. Tym razem nie próbować, a działać.

Do skutku. Aż będziesz stabilnie stał na nogach.

 

Podejście "patrzenia na innych" czy "patrzenia na postęp" mam w stosunku do różnych kwestii i powiem Ci że to sumarycznie nie działa. Owszem, napędza, inspiruje, ale jest czasem cienka granica, gdzieś kończy się inspiracja, a zaczyna zazdrość/złość/żal/strach...itd I takie rzeczy wjeżdżają na automacie im niższa wibracja i później na niej stabilizuje.

 

To osłabia energię.

Ciężko to zmienić, wiem, że najpierw trzeba skutecznie zmienić mindset, a za tym pójdzie energia. I lub może trzeba tę energię równolegle podbić.

 

Taka filozofia, że musisz mieć wiarę w to co robisz, być odpowiednio zdyscyplinowany i jechać z koksem.

Im bardziej zjebana sytuacja, tym większa dyscyplina.

 

Nieważne co inni spojrzą, powiedzą czy zrobią, Ty wiesz i działasz.

Im bardziej patrzysz się na innych i szukasz tam akceptacji (lub szybkich wyników obserwując postęp), tym bardziej gnijesz w środku.

Bo zazwyczaj tej akceptacji nie ma odpowiedniej ilości lub jest ona sprytnie dawkowana, aby zrobić z Ciebie chłopca na posyłki.

Wiem to, bo dziś miałem kolejny zjazd.  Ale widzę po sobie, że i tak są lższejsze niż kiedyś. Zatem coś tam jednak jakiś progres jest.

 

Ostatnio straciłem z oczu cel, tinder wjechał, rozproszył uwagę i poszło. Podobnie sytuacja z robotą - jest słabo i oddalam to od siebie jak mogę, nienawidzę tego. Ale wiem, że i tam muszę się za to zabrać, im dłużej się odkłada, tym trudniej wbić na nowy tor.

 

Ale nie będę się głaskał po głowie, zjebałem, bo odpuściłem dyscyplinę na rzecz strachu, czy dam radę, myślenia "co muszę" w różnych dziedzinach, myślenia o babach, randkach i tym wszystkim co ciągnie wibrację w dół w kierunku pragnienia.

To zabija przyjemność z życia, jak czujesz brak, niezrealizowane cele/marzenia, nie będziesz happy, wpadniesz w deprechę.

 

Zastanów się, jak to wygląda u Ciebie, tak szczerze. Czy robisz podobne błędy co ja.

Zadaj sobie pytanie, czy obrałeś kierunek, czy masz dobrze ustawiony cel, co Cię ściąga w dół, a co inspiruje i co ważniejsze - czy w ramach swoich celów działałeś na 100%.

 

Jeśli nie chcesz brać leków (branie ich może być dobrym pomysłem) - musisz trzymać dyscyplinę bez względu na to co się dzieje, sen, relaks, dieta, praca, rozwój, unikanie niskowibracyjnych źródeł...itd. Popatrz na to co pisał ostatnio @niemlodyjoda w ramach trzymania nawyków.

Jak pociśniesz jedną rzecz na maxa, a zaniedbasz inne to te zaniedbane będą ściągać w dół wszystkie inne.

To że nie masz efektów w dużej mierze prawdopodobnie wynika z tego, że realnie nie chcesz, a nie - że nie możesz.

Łatwiej znaleźć wymówkę.

Miałem tak dziś na treningu, prawie bym odpuścił jedno ćwiczenie dość mięśniowo wymagające. Pewnie gdybym je robił sam to byłoby inaczej.

Ale przy trenerze to działa inaczej.

Za cholerę nie mogłem go wykonać, choć kiedyś mi się udawało.

Wymagało to użycia większej ilości siły i zgody na to, aby nie było perfekcyjnie. Ale się udało. Później inne ćwiczenia weszły całkiem całkiem. Porównując z poprzednim miesiącem czuję w jakiś zakresie progres, ale pojawia się to w momencie zdawania sprawy, a nie ciągłego badania czy ten postęp jest czy nie.

 

Gdzieś w głębi takie podejście zgody na depresję funkcjonuje, bo tak jest łatwiej. Odsyłam do dr Hawkinsa, jak zwykle. Sam siebie też odeślę :P 

 

 

Powodzenia!

 

  • Like 1
  • Thanks 3
Link to post
Share on other sites

@Tomkowski ale zdjęcie profilowe masz mega. Oglądając codziennie rano i wieczorem te kilka minut z bohaterem Twojego zdjęcia musi Ci się poprawić na bank. 

 

17 godzin temu, Wolverine1993 napisał:

Największym probnem jaki mam jest lęk społeczny

 

17 godzin temu, Wolverine1993 napisał:

Drugim wielkim probnem jest lęk przed bliskością w relacjach z płcią przeciwną. 

 

To nie są problemy. Problem jest w Twojej głowie. X lat temu też się takimi bzdetami przejmowałem. Dziś mam na to wywalone, może się czasem martwię, że jestem zimny jak głaz, że nie mam żadnych uczuciowych problemów.

 

Znając Cię pobieżnie z forum, miałem obraz pozytywnego gościa, który jak na swój wiek ogarnia swoje życie. I tak pewnie jest. Głowa do góry.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Ja swoje stany utraty chęci/ woli do życia odczuwałem jako totalną bezsilność, bardzo zawężona perspektywa właściwe do uczucia „ja” i dyskomfortu przy interakcji ze światem.

Poczytawszy trochę i obserwując ludzi zgadzam się z tezą, że w zależności od uwarunkowań osobistych reagujemy albo zaniżając energię (deprecha) lub zawyżając (np. pracoholizm lub inny izm) tak by nie czuć. Cel jest ten sam - nie czuć.

 

Ja doskonale znałem przyczynę więc może było łatwiej, nie wiem, jakoś 1-2 lata jedyne miejsce gdzie czułem się znośnie to łóżko i you tube. Leków nie chciałem bo miałem przeczucie, że jak sobie sam z tym nie poradzę to stracę szanse na zrozumienie mechanizmów czyli kontrolę.


Nie wiem co mi pomogło, jedyne co to starałem się jak tylko mogłem otwierać na te wszystkie emocje, po prostu je przyjąć i czekać aż miną, coś na zasadzie odpuszczenia i zgody by mnie w końcu ten potwór pożarł bo dłużej już nie wytrzymam.

Mój organizm to jakoś przetrwał i małymi kroczkami wrócił do normy.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

@Fury King Tu się zgadzam. Nic tak nie poprawia nastroju jak dobre męskie kino w stylu "Czas Apokalipsy" czy "Full Metal Jacket". Szkoda że w życiu nie jestem jak Bill Kilgore czy Sierżant Hartman. Wychodzi na to że jak Gomer Pyle 😟.

Edited by Tomkowski
Link to post
Share on other sites

Jeśli dostaniesz SSRI to brać krócej niż pół roku-rok nie ma sensu i nie należy śpieszyć się z odstawieniem, bo jak za szybko odstawisz będzie jeszcze gorzej. Ja byłem w podobnej sytuacji i zgadzam się z @Fury King problem tkwi w głowie i tylko samemu się go rozwiąże, leki tego za Ciebie nie zrobią, jedynie doraźnie pomogą. U mnie takim momentem, który odmienił moje postrzeganie świata i podejście do życia, był moment gdzie byłem blisko śmierci. Udało mi się z tego wyjść i dzisiaj śmieję się z moich wcześniejszych problemów, które wynikały chyba z tego że miałem za dobrze i za dużo rozmyślałem. Nie potrzebuję już żadnych leków, ale dopiero tak skrajna sytuacja uświadomiła mi czym jest prawdziwy problem i co jest dla mnie w życiu ważne, a sprawy typu zostawiła mnie myszka, nie mam przyjaciół czy nikt mnie nie rozumie to są w porównaniu z tym pierdoły. 

Mam jednak świadomość, że taka prawdziwa depresja w której nie można wstać z łóżka istnieje i nie lekceważ tego brachu jeżeli czujesz się źle. Zadbaj o siebie, bo zdrowie jest najcenniejszą rzeczą jaką masz.

 

  • Like 3
Link to post
Share on other sites
W dniu 14.09.2021 o 14:45, Wolverine1993 napisał:

Wielokrotnie wspominałem, że jestem DDA i byłem świadomy tego już parę ładnych lat, ale dopiero ostatnio przekonałem się jakie niesie to za sobą realne konsekwencje.


Teraz już wiem czemu śledziłeś kiedyś mój wątek z dziewczyną DDA.

@Wolverine1993 temat DDA kiedyś bardzo mnie interesował i sporo czasu spędziłem analizując zagadnienie pod kątem mojej byłej dziewczyny, 
zacznij proszę o tych trzech filmów bardzo znanego specjalisty spraw uzależnień - Jrzego Melibrudy który sam jest DDa. 
Według założeń dzieci z takich rodzin mogą przyjmować i stawać się w przyszłości osobami o rożnych twarzach i przyjmują rożne role - najważniejsze nie możesz zostawić problemu samemu sobie do rozwiązania , musisz co najmniej zdobyć wiedzę swojego problemu a tu powinien pomóc Ci dobry specjalista - czy Psychiatra na początek ? wątpie. Na początek powinieneś udać się do psychologa lub psychoterapeuty który zdecyduje czy w jego ocenie potrzebujesz leków od Psychiatry. Potem powinien podjąć z tobą terapię która może trwać długo (słyszałem o kilkuletnich) ale tylko  taka osoba pomoże Ci wystartować aby wyjść z koła dysfunkcyjnego myślenia. 

Ważna sprawa to również wybór takie psychoterapeuty który będzie leżeć Tobie i który wzbudzi twoje zaufanie, więc trzeba wziąć możliwość zmiany na innego jeśli nie będzie Ci leżeć. 

 

Nie wiem czy wiesz ale jest na świecie naprawdę sporo znanych osób które są dziećmi DDA i wspaniale poradziły sobie w życiu, czasem lepiej niż inni bez tego syndromu. Jako przykład podam min. Christino Ronaldo 

 

Pamiętaj aby zacząć wychodzić z tego musisz mieć wiedzę co i jak powoduje u Ciebie takie a nie inne stany. Leki to dodatek 

 

Nie poddawaj się ! Napisz co planujesz z tym tematem zrobić w najbliższej przyszłości ? 
Pozdrawiam

 

 

 

 

Edited by spitfire
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

@spitfire dzięki relacji z dziewczyną stricte DDA uświadomiłem sobie swoje lęki, to tak jakbym patrzył na nią i widział w niej swoje odbicie.

Z perspektywy czasu wiem że to była bardzo cenna lekcja i dzięki temu mogę spojrzeć prawdzie w oczy i dokonać wyboru aby spróbować przerwać albo przynajmniej zmniejszyć oddziaływanie tego nieszczęście zwanego DDA i konsekwencji z nim związanym.

 

Terapię już zacząłem 2.5 roku temu, ale wtedy jeszcze nie byłem tak bardzo świadomy tego jak teraz. A pozatym terapeuta nie za bardzo mi podpasowal, był jakiś taki jakby hmm...pragmatyczny? Za mało konkretów a za dużo pierdzielenia o dupie marynie. Teraz zdecyduje się na terapię prywatnie, potraktuję to jako inwestycję, bo na NFZ cudów nie ma co się spodziewać. 

Ale najpierw chyba jednak zajde od razu do psychiatry, myślę że na psychologa jest już za późno w moim stanie.

Link to post
Share on other sites
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.