Jump to content

Recommended Posts

10 godzin temu, maggienovak napisał:

Dojdę do etapu, gdzie będzie mnie stać na dbanie przez specjalistów o moją fizyczną powłokę (mam potrzebę tylko na paznokcie, siłownię i fryzjer); na to, by rodzinie zapewnić większość potrzebnych rzeczy, a nawet odrobinę tych "zbędnych', to będę czuć to "spełnienie", a reszta to będzie drugorzędna sprawa, no może jako dopełnienie.

A kiedy zaprosisz kogoś na upgrade firmware'u?

 

10 godzin temu, maggienovak napisał:

Oczywiście rozsądek podpowiada mi, by tworzyć mentalną zwrotnicę w głowie, gdyby przy mojej 30-stce nie zmieniłyby się prognozy ekonomiczne. 

Wtedy skupię się maksymalnie na pracy, może wtedy będę pracować z ludźmi i wśród ludzi bazując na neurodziedzinach, mieszkanie będę traktować jak hotel. 

Mąż sam zadecyduje, czy takie życie ze mną będzie mu wtedy odpowiadało.

Czy to jest smutny scenariusz?

Na pierwszy rzut oka tak, ale będzie to dość mocny pod względem jakości plan b na życie, który z kolei pod względem prawa substytutu ma prawdopodobieństwo dużej skuteczności (dla mojego mózgu "dziecko-dom" będzie zastepione "obce dzieci/ludzie-miejsce pracy). 

Polecę w "naiwnego romantyka":
A mąż został już powiadomiony o tym planie działania czy postawiłaś go przed faktem dokonanym? To mu przysięgałaś? :) 

Panowie i panie, kiedy dobieramy @maggienovak ciuchy na randki z bardziej rokującym ekonomicznie partnerem? W końcu to męskie forum - pomożemy, c'nie? :D Pewnie i pozew rozwodowy się ogarnie i sposoby na wymazanie z pamięci tych chwil (jak gumką w Paincie) z obecnym nieudacznikiem z cyt. "głębokiej patoli". (A mógłby chociaż w ramach tej patoli handlować dziećmi czy sprzedawać kobiety do burdelu, to by na fryzjera i siłkę było, eh.... :( )


 

Edited by t0rek
Link to post
Share on other sites
  • Replies 219
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Niedługo minie 5 lat odkąd jestem z mężem (w tym 2-letni staż małżeński, dość nieśmiała pod względem czasu relacja).  Szybka refleksja, która niech będzie dla mnie miała mierzalne parametry i punkty

Ja bym ci jednak zaproponował jakąś terapię albo medytację na ten temat, bo to nie jest normalne, żeby się aż tak porównywać do innych i patrzeć tak materialnie na życie. Dużym błędem jest stawianie z

Ja tam rozumiem autorkę wątku. Żeby dzisiaj żyć na jako-takim poziome i jeszcze mieć jeszcze rodzinę, trzeba zarabiać konkretne kwoty, a nie najniższą krajową. Niektórzy w tym wątku to jeszcze ch

Godzinę temu, Amperka napisał:

lubię podokuczać komuś - to wyraz mojej sympatii.

To jest dobre, sam tam mam. Ostatnio np. usłyszałem w związku z tym że atakuję tu dziewczęta. 

Łogiń, żeby zapłonął musi iskrzyć 😆

 

50 minut temu, Amperka napisał:

W świecie, gdzie mamy niemalże pewność, że nie zostaniemy rozstrzelani, że sobie dobrniemy do tych 80 lat,

Jesteś tego pewna?

Godzinę temu, Amperka napisał:

Ostatnio mój mąż przypadkowo kupił serek "bez laktozy" - to nie ma życia. Stało się to dla mnie takim absurdalnym żartem. Hahah, teraz  kupuję hummus, mleko sojowe i produkty vege, żeby kręcić bekę z niego

 

Mąż ma do czynienia z bronią, czyż nie? 

 

 

@maggienovak

Ciesz się tym co masz, przestań martwic tym czego nie masz.

Głowa do góry, cyc do przodu i z usmiechem na ustach bierzesz się z życiem za bary. Skopaj mu dupsko na swoich, nie cudzych warunkach! 

 

Link to post
Share on other sites

Niewiele już w sumie nie mam do dodania :)

 

Może tylko to - bez zmiany mentalu jedziesz, Gośka, prosto w stronę rozpadu małżeństwa po długim procesie maksymalnego uprzykrzania życia swojemu wybrankowi. Nie Ty oczywiście pierwsza, nie Ty ostatnia, nie takie rzeczy się dzieją.

Bo bez zmiany sposobu myślenia, niezależnie od tego, ile będziesz miała pieniędzy, zawsze będzie źle.

Zawsze trafi się ktoś, kto był na urlopie w "ciekawszym" miejscu, posyła dzieci do "lepszej" szkoły, prowadzi "ciekawsze" życie i realizuje "ciekawszy" sposób spędzania czasu itd.

 

Zawsze coś będzie "nie tak". Zawsze czegoś będzie "za mało".

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

 

Zrobisz jak zechcesz, to Twoje życie i wybory :) I ich konsekwencje.

Ale cały czas wydaje mi się, że jednak grasz w innej lidze niż kretynka z pamiętnego tematu, patrząca w rozmowie ze mną nie na mnie, a na mój otwarty garaż.

  • Like 2
Link to post
Share on other sites

@Yolo Nie mam pewności (z tym rozstrzelaniem i dobrnięciem), ale ja serio mam już dość, tego że ciągle tylko szukamy rozwoju. Rozwój, rozwój, rozwój. Nie ma gdzie zaparkować, wchodzę do media markt - zawrót głowy, ale rozwój, rozwój. A to wstawanie poranne i stanie w korkach i pipczenie klaksonem z nerwów, że się znowu człowiek spóźni to po to, żeby kilka osób mogło sobie kupić kolejną wyspę. W tym nie ma już jakiejkolwiek idei. Ja już zresztą w żadną postulowaną ideę nie wierzę - zielony ład? Aha, czyli spalanie gazu, zamiast węgla, spekulowanie cenami emisji węgla. Co za bulszit. Zasada wzajemności w relacjach - już mi się nawet nie chce tłumaczyć.

Panuje jakaś kompletna bezideowość - nie wymagam tego od większości, ale od jakiejś grupy, a i owszem.

Czytam sobie teraz Monteskiusza, "o celu rozmaitych ustrojów państwowych" - wszystkie państwa mają co do zasady jeden cel - samozachowanie (celem każdego państwa jest to, żeby przetrwać). Ale prócz tego każde posiadało cel osobisty: Rzym - ekspansja, Sparta - wojna, religia celem praw judejskich, Marsylia - handel, spokój publiczny celem praw chińskich, Rodyjczycy - żegluga, Anglia - wolność polityczna.

Teraz można wszędzie wpisać - kasa.

 

Tak, ma broń. Mnie to trochę nawet bawi. Zjeżdżają się dorośli 40-50 letni panowie, malują twarze na barwy wojenne, przebierają się w stroje o teksturze kamuflaż (nie mylić z moro) i biegają z tymi ASG po lasach straszyć grzybiarzy.

Ja się nie boję - jeszcze nigdy nie widziałam go wyprowadzonego z równowagi, dla mnie to niepojęte, ja to jestem kłębuszkiem z nerwami i emocjami.

 

Ja wiem, że @maggienovak nie przekonam, bo ona działa na swoim majndsecie i dopóki nie dotrze do określonego punktu, to nie odpuści. Rób jak uważasz, dorosła jesteś nie od dziś :)

  • Like 4
Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, sol napisał:

W najprostszym schemacie - człowiek nie jest w stanie wpływać na emocje, które odczuwa, ale ma wpływ na to, co w związku z nimi robić. Im większa umiejętność analizy przyczyn i skutków + doświadczenia życiowego, tym mądrzejsze decyzje podejmujesz POMIMO odczuwania określonych emocji.

 

W wyższym stopniu samorozwoju rozwalasz "najprostszy schemat" i jesteś w stanie wpływać również na emocje jakie czujesz (poprzez swoje świadome, określone zachowanie), jak również jesteś w stanie wplywać na to w jaki sposób i jak długo odczuwasz określone emocje (poprzez medytację)

Zgadza się. Osobiście uznaję jeszcze taki, gdzie pracuje się z własną sferą duszy poprzez modlitwy, afirmacje, medytacje, terapie i dzięki temu zmienia się postawy, przekonania, automatyzmy i te zmiany rzutują na odczuwanie różnych emocji trwale. No ale to już chyba materiał na inny wątek. 

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Jest też w tym wszystkim inny aspekt, jestem ciekawa @maggienovak na ile Twoje praca to Twoja pasja, a na ile wypadkowa-przypadkowa. Nie wiem, czy o tym pisałaś. Mi się te Twoje zagadnienia wydają bardzo ciekawe, zakładam więc że to pasja - super że masz teraz tyle czasu, żeby w tym działać. Piszę o tym, bo ten kolejny etap - dom, dzieci będzie oznaczał w dużej mierze uśmiercenie drogi zawodowej, przynajmniej na jakiś czas. Teksty w stylu macierzyństwo i karierę da się super połączyć to bullshit :) - o ile mąż pracuje i nie chcesz dziecka zostawiać w żłobie na 10 godzin. Trzeba będzie się pogodzić z tym, że nie będziesz zawodowo-naukowo  działać być może już nigdy w takim wymiarze jak teraz. I chociaż z obecnej perspektywy to się wydaje łatwe, to w praktyce traci się sporo. I jest nowe grono - prężnych, bezdzietnych karierowiczek do zazdroszczenia ;)

 

Grass is always greener.

 

A te fryzjery, siłownie, kosmetyczki - przysięgam, nie wiem jak te babki mają na to czas. Ja do łazienki nie mam kiedy iść w ciągu dnia xD 

Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, sol napisał:

A te fryzjery, siłownie, kosmetyczki - przysięgam, nie wiem jak te babki mają na to czas

 

1) Wolne zawody i to już na etapie zbierania fruktów, nie budowania pozycji rynkowej i własnej marki,

2) Julki utrzymywane jeszcze przez rodziców,

3) Starsze Julki utrzymywane przez mężów/partnerów, ew. soccer moms,

4) Gold diggerki/nałożnice wszelkiego sortu,

5) Osoby ze stałymi godzinami pracy, w rodzaju 7-15, często punkt piąty występuje w kombinacji z punktem trzecim.

Link to post
Share on other sites

@Obliteraror to odnośnie tych bogatych, dzieciatych dwudziestoletnio-paro letnich koleżanek maggie. Rzeczywistość jest taka, że przy małych dzieciokach jest tyle roboty (+ one non-stop chorują), że tam musi wjeżdżać niania z babcią dzień w dzień, a Ty wtedy na tej siłowni, bo inaczej to sobie nie wyobrażam - już obojętnie kto tam kogo utrzymuje.

Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, Obliteraror napisał:

1) Wolne zawody i to już na etapie zbierania fruktów, nie budowania pozycji rynkowej i własnej marki,

2) Julki utrzymywane jeszcze przez rodziców,

3) Starsze Julki utrzymywane przez mężów/partnerów, ew. soccer moms,

4) Gold diggerki/nałożnice wszelkiego sortu,

5) Osoby ze stałymi godzinami pracy, w rodzaju 7-15, często punkt piąty występuje w kombinacji z punktem trzecim.

6) Panie pracujące np. w gastro czy galeriach handlowych ze zmianami po 12+ godzin i 1-2 dniami wolnego pomiędzy.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Oj Gocha, Gocha. Jednak miałam nadzieję, że pójdzie to w drugą stronę. Trochę się zachowujesz jak dzieciak, któremu nie wychodzi obrazek, więc postanowił jebnąć kredki w bok i się obrazić. Tylko na co i na kogo się obrażasz? Na życie? Na męża? Na siebie ? Tak, jak pisałam Ci ostatnio. Ciężko się musi żyć w mentalnym więzieniu, które sobie zbudowałaś.

 

Można mieć pretensje do życia, że nie jest takie, jak z Instagrama, ale w sumie czyja to wina? Nie miej pretensji do męża, że nie stworzył Ci warunków, o jakich marzysz. Nie jest jego rolą dbać o twoje szczęście i komfort psychiczny. To twoje zadanie, które póki co koncertowo zawalasz. Może źle to oceniam, ale mam wrażenie, że Ty w swojej głowie masz już plany ewakuacji z małżeństwa, tylko czekasz aż Twój mąż odwali coś, co w twojej głowie urośnie do takiej rangi, że powiesz sobie: "dobra, próbowałam. Nic z tego nie będzie. Tak czuję ;) mogę się mylić, zobaczymy. 

 

I szczerze kobieto. Nie da się słuchać Twojego biadolenia o braku zasobów na robienie bombleków i wizyty u kosmetyczki. 

 

Twój mąż wie, o Twojej grze pt. "Traktuję dom jak hotel, bo nie mam perspektyw żyć jak moje bananowe koleżanki, więc będę trochę się dąsać, ale nie powiem Ci o co chodzi. Albo powiem. Nie wiem. Domyśl się."  ?

 

Ahhh my kobiety! Jesteśmy super:) 

 

 

 

 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Amperka napisał:

Teraz można wszędzie wpisać - kasa

Ale czy ludzie, jednostki w tych historycznych państwach (bo do jednostki się wszystko sprowadza) byli lepsi? bardziej szlachetni? Czy nie gloryfikujemy trochę tej przeszłości na podstawie własnych, romantycznych wyobrażeń? Ludzie zawsze chcieli władzy i kasy, tylko kiedyś nie było tak łatwo jak teraz. 

 

Jak zdefiniujesz "normalne życie", o którym pisałaś wcześniej? Jak zdefiniujesz "nienormalne"? Które sama prowadzisz i dlaczego? A jeśli "nienormalne", to dlaczego nie to normalne? #sorry-za-offtop-jak-chcesz-to-na-priv:)

Link to post
Share on other sites
42 minuty temu, sol napisał:

Ale czy ludzie, jednostki w tych historycznych państwach (bo do jednostki się wszystko sprowadza) byli lepsi

Nie, jednostki są jakie są - ja też taka jestem. Wydaje mi się, że "górom" chodziło o coś więcej. Niech to będzie chęć podbicia całego świata, zaprowadzenia komunizmu, zrównania wszystkiego i wszystkich, obalenie jakiejś klasy społecznej, pozbycie się Kościoła, dominacja nad resztą świata, przywrócenie świetności swojemu rodowi, zapisanie się chwalebnie w historii - cokolwiek więcej niż, odbębnienie swojego 5-letniego stażu na stanowisku menadżerskim, pozbieraniu wszystkich fruktów, zostawienie bagna i odfrunięcie własnym gulfsztrimem na wyspę z piątą kochanką. Po prostu nikt za nic nie ponosi odpowiedzialności. Dzisiaj się debatuje, czy Rydz-Śmigły dobrze, czy źle postąpił itd. - rozlicza się go moralnie, wojskowo, pisze się o tym książki.

W dobie cyfryzacji, możliwości rozszerzania biznesu bez żadnych większych kosztów, ktoś z gógla czy fejsbuka, kto może więcej niż dowolny władca średniego państwa nigdy nie poniesie jakiejkolwiek moralnej, politycznej, czy nawet biznesowej odpowiedzialności. A stoją u sterów zarządzania światem.

Ja niczego nie wymagam od jednostki. Jednostka ma sobie żyć, jeść, kupować, rodzić dzieci, dbać o rodzinę i dogorywać w spokoju.

 

Ale znam Twój pogląd @sol . Pamiętam Twój post, który sobie w głowie odnotowałam, bo uważam go za bardzo wartościowy.

"Tak ten świat jest zbudowany, są ludzie a), dla których ważne jest to co na zewnątrz i to ich też nakręca - władza, podziw i kasa. To podejście manifestuje też poprzez relacje, które zawierają. Są też ludzie b), których nakręca to, co wewnątrz nich samych. Ludzie a) uważają, że wszyscy są tacy sami jak oni i jeśli nie mają tej kasy i władzy to są po prostu cienkimi bolkami. Ludzie b) natomiast dobrze widzą jak inni są od a) i uważają, że  a) są źli i wszyscy powinni dążyć do tego by być tak wartościowi jak b).


Prawda jest taka, że zarówno a) i b) są potrzebni i problemem jest nie to, że należy się do jednej czy do drugiej grupy, tylko dążenie ścieżką nie tej grupy, do której się należy." by sol.

 

 

Sorry, zupełny offtop.

 

@maggienovak Macie z mężem działkę, chcecie się budować, powoli będziecie coś ciułać, Ty działasz - być może mąż będzie bardziej w domu Cię odciążał, skoro nie jest typem karierowicza, to też jest bardzo ważne - wzajemne dopasowanie. Dacie radę. Pomyśl jak się Twój mąż w tym wszystkim czuje, jak Ty byś się czuła na jego miejscu, gdybyś miała poczucie, że jesteś "niewystarczająca".

 

 

Edited by Amperka
  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Odpowiem zbiorczo, niech poćwiczę pamięć i spontant, może większość będzie usatysfakcjonowana hurtodpowiedzią. ;)

 

Wiem jak wyglądam, na ile jestem kobieca/atrakcyjna, dlatego nie rzucam się z motyką na słońce i wiem, że bogaty alwaro na mnie nie spojrzy. Z resztą taka para śmiesznie wyglądałaby. ;) Mam pełną tego świadomość, więc tego świadomie nie pragnę. 

 

Przy ingerencji specjalistów wiem, że mogłabym nawet atrakcyjniej wyglądać, to zależy wyłącznie od pieniędzy. 

W firmie widziałam już takie babskie metamorfozy, że faktycznie przy danej puli pieniędzy, można z większości kobiet zrobić nawet ładne babki.

 

@Amperka wiem, że jestem "specyficzna", nie musiałaś mi o tym dość bezpośrednio przypominać. ;)😎

P.S.Zielona kawa nie smakuje jak łajno. Mnie obecnie smakuje. ;)

 

O jakich planach mój mąż wie? 

 

Został poinfirmowany, że mamy czas do mojej max. 30-stki, żeby się chociaż dorobić małego mieszkania/domku, to wtedy możemy się zabrać za robienie dziecka. Kończę 30-stke, nie ma perspektyw na jakąkolwiek własną nieruchomość - zamykamy temat "dziecko/dzieci".

Zakładam również scenariusz, że wołanie o potomstwo może mnie trzymać dłużej i pod wpływem tego czynnika mogę zmienić zdanie, choć nie sądzę, ale z tyłu głowy przyjmuję taką ewentualność.

Mąż dość lajtowo podchodzi do tematu, uważa że dziecko moglibyśmy spokojnie przez kilka lat wychowywać na "nieswoim", a w międzyczasie się budować, czy odkładać na małe mieszkanie. 

Pomysł jest nie do przyjęcia, istnieje dość duże ryzyko, że "siedzielibyśmy" u moich rodziców przez kilka ładnych lat, bo ciągle z dzieckiem bylibyśmy do tyłu (finansowo), albo wieczny wynajem.

Życie przeleciałoby, a jakiekolwiek kapitału brak.

Gdyby nie był z rodziny, która generuje na bieżąco problemy finansowe , to może zaryzykowałabym ciążą na tym etapie. 

Tak, mąż jest ze srogiej patoli, co jest obraźliwego w tym zdaniu? 

Teściowie chlali, zrobili z mieszkania melinę. Teściu na oczach małych dzieci np. posuwał żuleriny. Resztę opowiadań pominę. Czy takie środowisko nie można nazwać "srogą patolą"? 😎

 

Mąż wie i chce tego samego - ja zostaję na 2-3 lata w domu z dzieckiem. W większości kwestiach wychowania się zgadzamy.

 

Mąż wie, że tworzę alternatywny scenariusz na nasze bezdzietne życie i w tym scenariuszu będę rzadkim gościem w domu. Raczej on nie traktuje tego poważnie. 

Co można robić w pustym domu? Ciągle siedzenie w garach nic nie da.

 

Raczej jestem zadowolona ze swojego rozsądnego podejścia. Dziecko na tym etapie jest ogromnym obłuchem. Dziecko musi mieć jak najlepsze warunki, choć nie ukrywam, że instynkt macierzyński rozkręcił mi się.  

 

Czy mam problem z braniem odpowiedzialności? 

Gdybym miała owy problem, to już dawno męża kopnęłabym w... 

 

Czy rozmyślam o zostawieniu męża? Czasem człowiek se myśli o tym, ale raczej mój mózg nie ma na tapecie tej opcji. 

 

Do kogo mam za złe za moją obecną sytuację? Do nikogo. Zazdrość u mnie występuje, a nie spychologia odpowiedzialności. Przyznaję, że spokojne macierzyństwo zależy od stabilnego ojcostwa, więc sytuacja męża nie jest całkowicie usprawiedliwiona.

 

Co mąż ma mi za złe? 

- moją stopniową alienację od znajomych;

- że nie mam przyjaciółki/przyjaciółek;

- utraty mojego "miłego usposobienia";

- pracoholizm

 

Moja zgryźliwość wobec męża raczej polega na "chłodnym" sposobie bycia i omawianiu przy nim, kto co ma, kto co kupił, kto co załatwił. Powściągam to, na ile mogę. Od momentu napisania tego posta (miesiąc?) nie rozpoczęłam tematu przy nim "zobacz, a ci, to...a my nic!". 

 

Mój mindset jest adekwatny do etapu. 

Nie mam zmiaru wciskać sobie kołczingowego pierdolenia, choć muszę oszukiwać mózg i dawać mu pozytywne bodźce, dlatego teraz nie mam zamiaru widywać się znajomymi, którzy mają fajne warunki. Wpadam w wir roboty (zarobkowej czy tej na wsi) i trochę poboksuję się ze światem. ;)

Żeby być wesołą, skąd muszę brać "energię", w moim przypadku jak na razie zadziała modyfikacja otoczenia (np mniej interakcji z dzianymi znajomymi).

 

Zobaczymy co się zmieni do mojej 30-stki. 

Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, maggienovak napisał:

Gdyby nie był z rodziny, która generuje na bieżąco problemy finansowe , to może zaryzykowałabym ciążą na tym etapie. 

Tak, mąż jest ze srogiej patoli, co jest obraźliwego w tym zdaniu? 

Teściowie chlali, zrobili z mieszkania melinę. Teściu na oczach małych dzieci np. posuwał żuleriny. Resztę opowiadań pominę. Czy takie środowisko nie można nazwać "srogą patolą"?

Rozumiem, że wylosowałaś go w paczce z czipsami i nie miałaś możliwości zwrotu. Piszesz tak jakby te Twoje kompleksy były tak silne, że nie pozwalają wziąć jakiejkolwiek emocjonalnej odpowiedzialności za własny wybór. Coś w stylu "Wtedy miałam taką urodę/SMV, to tylko taki mi się należał z przydziału w ramach projektu Młode Małżeństwo. Jednak potem okazało się, że taki nie wystarcza, aby odrobić teraz zadanie domowe i dostać 5 jak koleżanki z pierwszej ławki". I tu się zaczyna foch na cały świat, manipulowanie i próba wymuszenia na Wszechświecie, żeby Ci dał tą chatę i status, bo Ty musisz mieć 5tkę jak Anita i Zosia, nawet jeśli im zadanie domowe zrobili rodzice z wujkiem.


Ciekawe ile jeszcze razy wrzucę na forum ten link: https://czarko.pl/kobiety-bez-ojcow/ :) 

Cytat

Pozostają dziewczynkami, które przez resztę życia szukają potwierdzenia swojej wartości w oczach innych osób. Lecz nawet jeżeli 100 osób powie im, że są ok, to nic to nie zmienia, bo ten pierwszy tego nie powiedział.

Dopóki nie dotrą do taty, pozostają w świecie odczuć, przeczuć, i emocjonalnych burz, które przychodzą i odchodzą tak jak fale bijące o brzeg. Wierzą w miłość idealną i w związek idealny. Szukają idealnej pracy, idealnego partnera i mają nadzieje, że gdzieś to wszystko jest, tylko muszą się bardziej postarać.

Może jeszcze kolejny kurs, może zbyt płytki wgląd w sedno, może jeszcze powinny coś zmienić w sobie. A tak naprawdę, to dopóki nie dotrą do taty, takiego, jaki był, nie poprzestaną i nie spoczną.

Bardziej fantazjują na temat swojej relacji, niż mają kontakt z tym, jaka ona jest.

Brzmi znajomo?
 

2 godziny temu, maggienovak napisał:

Mój mindset jest adekwatny do etapu. 

Nie mam zmiaru wciskać sobie kołczingowego pierdolenia, choć muszę oszukiwać mózg i dawać mu pozytywne bodźce, dlatego teraz nie mam zamiaru widywać się znajomymi, którzy mają fajne warunki.

A kto tu mówi o "kołczingowym pierdoleniu" (ciekawe, że to jedyne miejsce, gdzie postanawiasz być wulgarna) ? Dlaczego "MUSISZ oszukiwać mózg" ? A jak nie będziesz tego robić, to co się stanie?

Za to bez zająknięcia piszesz to:

W dniu 12.10.2021 o 22:28, maggienovak napisał:

Mój dzień polega na tym, by go załadować co do godziny, by po prostu... Nie rozmyślać/nie myśleć, nie mieć na to czasu.

Najgorsze są wieczory/noce, gdy wracam do mieszkania. Na to też mam patent - częściej jestem u rodziców na wsi, bo nie wyrabiają z obowiązkami wokół domu i w domu, więc ja mam łapy i głowę zajęte, a rodzice są odciążeni. Planuję do końca października być u rodziców. Nocuję u rodziców bez męża.

Jakim paliwem emocjonalnym, jako kobieta, jesteś dla męża (i kogokolwiek wokół), jeśli ciągle uciekasz przed samą sobą?

Myślałaś kiedyś o jakichś kobiecych zainteresowaniach typu taniec? Albo coś ze sztuką? 

 

Edited by t0rek
  • Like 1
Link to post
Share on other sites
3 minuty temu, t0rek napisał:

 

Jakim paliwem emocjonalnym, jako kobieta, jesteś dla męża (i kogokolwiek wokół), jeśli ciągle uciekasz przed samą sobą?
Myślałaś kiedyś o jakichś kobiecych zainteresowaniach typu taniec? Albo coś ze sztuką?

 

Tu akurat zrozumiem jak autorka odpowie: a kiedy? Kiedy mam sobie dorzucić jeszcze taniec, żeby być bardziej kobiecą i być lepszym paliwem dla kogoś, podczas gdy ja znikąd nie mam żadnego paliwa i w sumie muszę planować wszystko na własną rękę. 

Trzymaj się @maggienovak. Działajcie, do 30-tki dacie radę. 

Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Amperka napisał:

Kiedy mam sobie dorzucić jeszcze taniec

Tu nie chodzi o "dorzucenie" jako kolejny quest na liście "to do" do odbębnienia, tylko budowanie tunelu do własnego wnętrza, jako forma "medytacji".

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

O matko, ciężko skomentować ten wątek bo do głowy spada mi tyle różnych myśli aż nie wiem od czego zacząć. 
Po pierwsze, nie rozumiem tego jak można tak całe zycie rozkładać na czynniki pierwsze, wszystko oceniać w jakiejs określonej skali i porównywać do innych. Zycie to nie wyścigi, czasem warto troche się wyluzowac i po prostu cieszyć się tym co mamy tu i teraz. Jesli naprawde chcesz coś zmienic to to zrób, chcesz lepsza figure/wygląd to popracuj nad tym, nie odpowiada Ci praca to ja zmien. Zawsze jest jakas inna ścieżka która można pojsc. 
Kolejna sprawa, może zastanów się czy naprawde kobiety w Twoim towarzystwie odbierają  Cię w negatywny sposób, czy po prostu wmawiasz to sobie. Z jednej strony da się wyczuć w Tobie kompleksy, a z drugiej jakas taka chęć wywyższenia się ze „one to może sa ładne, ale wszystko czego się dorobiły to zasługa faceta, ja jestem inna, taka wykształcona i inteligentna” :) i owszem, na moim przykładzie: jestem młodziutka blondynka o wzroście powyżej 170 i wcale mi to zycia jakos specjalnie nie ułatwiło, zapracowałam sobie na wszystko i tez o dziwo nie jestem głupia kardaszianka! 
A jeśli chodzi o Twojego faceta, to czuć ze ten związek jest tylko na sile, bo w Twoich postach poza suchymi tekstami typu „dobrze się komunikujemy” nie ma tak naprawde żadnej sympatii w jego strone czy jakiegokolwiek uczucia, za to dużo narzekania i negatywów :) 

Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.