Jump to content

Recommended Posts

Witam wszystkich.

Jak większość osób tutaj chcę się podzielić swoją historią. Widzę, że niektórzy umieją rozłożyć życiowe historie na czynniki pierwsze, wyjaśnić, zmienić punkt widzenia, pomóc, a nawet opieprzyć. Co, w mojej obecnej sytuacji wydaje mi się potrzebne. Trochę się pogubiłem w tym życiu i nie umiem ruszyć do przodu.

 

Post pisałem trzy dni... nie wiedziałem jak wszystko odpowiednio i treściwie ująć :) Podczas pisania tego, poczułem lekką ulgę i w sumie chyba traktuje to jako wyrzucenie z siebie żalu i to co we mnie siedzi. Negatywne uczucia, złość i lekkie wkurwienie na wszystko. 

Szczerze, to nie mam z kim pogadać o takich sprawach. Wszyscy kumple są w długich związkach, po ślubach i biegają z małymi bąbelkami. Kiedyś z jednym rozpocząłem tematy tego forum, ale miałem odczucie, że uznaje mnie za kretyna, że w ogóle jak ja mogę tak myśleć o kobietach, o życiu skoro on ma i sobie świetnie układa życie rodzinne. Takie dwa inne światy jego z moim.

Jeśli ktoś jest z Poznania, to chętnie się spotkam przy flaszce, pogadać, wyjść na miasto, na dupy :) 

 

Krótko o mnie.

W tym roku kończę 34 lata. Nie mam żony, byłej żony, nie mam dzieci. Mój ojciec był alkoholikiem, który pił przez tydzień i kolejne dwa tygodnie spokój. Raczej niczego mnie nie nauczył konkretnego, ale mogę mu podziękować za to, że pokazał mi jaki być nie powinienem. Mama zapracowana, nie piła, starała się jak mogła, żeby mnie wychować i niczego nie zabrakło. Przez to, że mój ojciec pił miałem również problemy w szkole z rówieśnikami. Gnębienie, wyzywanie, pociski na ojca. Cała podstawówka o gimnazjum było koszmarem. Strasznie mnie to zniszczyło jako dzieciaka i ukształtowało moje dorosłe życie. Niska samoocena, brak pewności siebie, małomówność, zamknięcie w sobie, wycofanie społeczne itd. Zawsze czułem się inny od wszystkich, gorszy.

Liceum i studia w porządku, można powiedzieć, że odżyłem towarzysko, ale żeby nie było zbyt pięknie ,to na drugim roku studiów dopadła mnie nerwica lękowa. Zaczęło wychodzić całe gówno z dzieciństwa, które w sobie dusiłem. Problemy somatyczne, jelita rozwalone (IBS), strach przed wyjazdami gdzieś dalej, lęk przed jazdą pociągiem, autokarem, fobia przed poznawaniem nowych ludzi i ogólne combo jak przy nerwicy i depresji. Dzięki temu zacząłem dużo czytać książek o samorozwoju, co mi mocno pomagało i motywowało do wygrzebania się z tego. Udało się z tego wyjść bez pomocy farmakologii, chodziłem tylko na psychoterapie, która również pomogła w dużym stopniu. Na chwile obecną z tamtego okresu męczy mnie tylko IBS.

 

Podczas gdy wychodziłem z nerwicy, to kończyłem studia. Przez rok pracowałem u znajomego i kombinowałem co dalej, co chce robić, jak zarabiać pieniądze. Wymyśliłem, dostałem dotacje  i otworzyłem jednoosobową działalność w usługach. Zajmuje się tym już 7 lat i jakieś pieniążki są z tego, ale też nie tak wielkie, żeby kupić mieszkanie, czy jeździć najnowszym Mercedesem. Po prostu , żyje mi się bezpiecznie, choć każdy miesiąc jest inny i czasami trzeba zacisnąć pasa. Trochę odłożone i trochę zainwestowane. Szczerze, to jestem już trochę tym zmęczony, gdyż jest to mocno fizyczna praca i cały czas dojazdy do klientów. Ile jeszcze dam rade? Nie wiem. Póki co ciągnę to, bo nie mam pomysłu na coś innego.

 

Obecnie mieszkam w jednym z większych miast Polski, w centrum, w domu jednorodzinnym z moją Mamą. Zostałem tylko z nią od 18-19 roku życia. Siostra od lat mieszka po za krajem. Ojciec zmarł gdy miałem 15 lar. Gdzieś mnie to boli, że w tym wieku nadal mieszkam z Mamą, mimo iż dom jest duży, ja mam parter dla siebie, ale bez osobnego wejścia, bez osobnej kuchni. Tak więc ta prywatność nie jest w pełni satysfakcjonując. Myślałem o wyprowadzce, ale gdybym miał płacić 1600 zł za kawalerkę plus utrzymywać dom (moja Mama sama nie dałaby rady), to wtedy ja bym finansowo również poległ. Po za tym dbam o ten dom, jest to również po części moje zabezpieczenie na przyszłość. Aczkolwiek z drugiej strony czuję się trochę uwięziony i w głowie pojawiają się przekonania, że już tak będzie do końca życia. Stary kawaler mieszkający z Matką, która póki co nie choruje, ale jeśli zacznie, to już w ogóle uziemienie.

 

 

Teraz o tym co mnie na forum sprowadziło. Jak można się domyśleć... kobiety :) 

Pierwszy związek (jeśli w ogóle można to tak nazwać) był w wieku 17 lat. Trwał aż miesiąc. Dziewczyna zostawiła swojego faceta dla mnie po czym wróciła do niego. JA mocno zauroczony i przepadłem psychicznie. Od tego czasu obraziłem się na kobiety i nie chciałem mieć z nimi nic wspólnego. Lata mijały, jakieś randki po drodze były, ale bez konkretów i bez seksu. 

Studia. Atak nerwicy i kompletne wyłączenie z relacji damsko męskich. 

Koniec studiów wychodzę na prostą psychicznie, otwieram działalność. Jakieś randkowanie przez tindera, imprezy, kilka ONSów. Związku nadal nie chce lub ciągle boje się zaangażować, żeby nie przezywać tego bólu co miał miejsce w wieku 17 lat. W miedzy czasie zaczynam interesować się tematyką PUA, co mnie rozwija, zdobywam pewność siebie, nowe przekonania co procentuje poznawaniem nowych kobiet z którymi dochodzi do zbliżeń, ale nadal wszystkie odrzucałem, żeby nie wchodzić w związek. Chce się bawić i korzystać.

W 2017 poznaje dziewczynę i nieoczekiwanie zaczynam z nią tworzyć związek. Trwało to 7 miesięcy. Dziewczyna dobra, zaradna, ładna, pełna kochająca się rodzina, brak jakichkolwiek czerwonych lampek. JA się męczę. Mój pierwszy poważny związek w wieku 29 lat. Coś nowego dla mnie. Trzeba się starać, codzienny kontakt, dbać itp., itd. Dusze się, chce nadal być wolny. Zrywam, dziewczyna mocno to przeżywa i przez dwa miesiące mnie męczy. Nagle oświadcza mi, że jest w nowym związku i ze mną nie chce mieć kontaktu. Dzieje się ze mną coś dziwnego, czego nigdy nie przeżyłem. Jest to syndrom psa ogrodnika :) Wariuje, żałuje, zazdrość nie do wytrzymania. Nie biegam za nią i nie atakuje, cierpię sam w czterech ścianach. Trzymało mnie do 3 miesięcy, później powstałem i ruszyłem dalej. Doceniam tą lekcje, wyciągam wnioski i uczę się, że po zerwaniu momentalne odcięcie się i brak kontaktu, to Świętość! 

Kolejne lata, to dużo pracy, żyje głównie tym i imprezami co weekend. Błędne koło, ale podoba mi się, czuję się rewelacyjnie kilkanaście ONSów, jest dobrze. 

W tym czasie zaczynam również zmieniać myślenie, że już po 30 i warto byłoby w końcu stworzyć poważny związek. Poznaje na początku 2020 r. dziewczynę dobrze rokującą do takiej współpracy. Jednak przez dwa miesiące spotykania olewa mnie mówiąc, że się nie angażuje. Co się okazało po krótkim czasie, spotykała się równocześnie jeszcze z innym gościem i wybrała jego. Ok. o dziwo spłynęło to po mnie i w ogóle nie odczuwam cierpienia. 

Wszystko powyżej zamknięte. Czysta głowa.

 

Teraz zacznie się combo :) 

Lipiec, impreza, Ja mocno wypity i bawię się rewelacyjnie. Poznaje dziewczynę, zamieniam z nią kilka półsłówek, bo rozmową tego nazwać nie można. trwa to maksymalnie do 10 min. Zabieram ją bez problemu do hotelu wiadomo w jakim celu. Rano mówi, że jedziemy do niej, ok, pasuje. Od tego czasu jesteśmy parą. Dziewczyna młodsza o 10 lat ode mnie, ale spędza mi się z nią dobrze czas. Widujemy się 2-4 razy w tygodniu. Za każdym razem bzykanie. Zaliczone dwie zajebiste okazjonalne imprezy. Jest mi dobrze, cieszę się, że ją poznałem i tak to się rozwija. Czuje spokój wewnętrzny. W głowie myśli, że może to w końcu jest to. Ona okazuje, że jej zależy, sama wykazuje inicjatywę do spotkań i widać, że też jest jej dobrze. Mimo wszystko trzymam ramę i nie okazuje zbytnio swojego zauroczenia. Lekko nawet mimowolnie się dystansuje i chłodno podchodzę do tego z powodu kilku sytuacji.

 

1. Była cztery miesiące po rozstaniu rocznego związku. Jej ex ją bił, co potwierdziła to również jej koleżanka. Ona go pod koniec zdradziła do czego przyznała mi się na drugim spotkaniu.

2. Szybkie ogarnięcie jej do hotelu, co dla mnie oczywiście fajnie, ale na ONS. Do związku zawsze miałem mieszane uczucia jeśli dziewczyna łatwo idzie do wyra na pierwszym spotkaniu.

3. Wiek. Mam przekonanie, że w młodym wieku nie da się stworzyć związku na całe życie i to mi siedziało w głowie, że i tak mnie zostawi wcześniej, czy później. Chociaż zdaje sobie sprawę, że w żadnym wieku nie jest to pewne, że uda się być do końca swoich dni.

4. Studia przerwała i jej życie, to praca, IG, netflix, przeglądanie tiktoka i koleżanki. Nie było to non stop, przynajmniej przy mnie. Nie uprawiała sportu, nie miała pasji, hobby. 

5. Po dwóch miesiącach zaczęła temat, bardziej na fochu niż normalna rozmowa, że co nas łączy, bo ona nie wie, czy ma się angażować. Dla mnie trochę dziwna sytuacja, bo wszystko było normalnie i zachowywaliśmy się jak w związku. Powiedziałem, że przecież spotykamy się na wyłączność i dla mnie wszystko jest ok. Temat zamknąłem i nie widziałem powodu, żeby dalej go ciągnąć. 

6. W listopadzie miałem parę gorszych dni, lockdown, trochę z klientami się posypało przez to, gorsze samopoczucie mnie dopadło. Dwa dni trochę ograniczyłem z nią kontakt i zajęty byłem swoimi sprawami. Jak się trzeciego dnia spotkaliśmy, to naskoczyła na mnie, że dlaczego dwa dni się nie odzywałem. Wyjaśniłem wszystko i powiedziałem, że nie było to celowe, tylko tak wyszło naturalnie. Dodam, że sama też nie wykazała inicjatywy zainteresowania co się dzieje, albo chociaż samego zapytania się, czy wszystko w porządku. Obejrzeliśmy film i się zaczęło... Foch i naskoczenie na mnie, że za mało czasu ze sobą spędzamy, że nie zostaje u niej na noc. To w sumie było głównym powodem focha i w sumie chyba rozstania. Faktycznie, przez 4 miesiące jak się spotykaliśmy to może z 5-7 razy u niej nocowałem. Powód? Sam go nie znam. Wygodniej było mi wrócić do siebie, wyspać się, od rana spakować sprzęt i ruszyć do klientów. Dlaczego ona u mnie nie nocowała? Było mi wygodnie być u niej, bardziej komfortowo się czułem. Tak jak wspominałem , mieszkam z Mamą i czuje jakieś skrępowanie. Chciałem z tym poczekać jeszcze chwile, żeby sprawdzić jak się wszystko potoczy. Powiedziałem jej, że na tą chwile tak będzie i albo to akceptuje, albo nie. Żałuje tego, że tak powiedziałem. Mogłem jednak zaproponować, że zmienie to i bede nocował 1-2 razy w tygodniu. 

Gdy tego focha puściała i bawiła się w telefonie ja się wkurzyłem, że to nie jest rozmowa, tylko się obraża, wiec uznałem, że sie zbieram i wracam do siebie. Tak też zrobiłem.

7. Po tym kontakt się ochłodził, po dwóch dniach chciałem sie spotkać, to uznała, że się zaczęła dystansować przez to, że jej ultimatum jakieś daje i musi to przemyśleć. Przemyślała to w 2h i chciała się tego samego dnia jeszcze spotkać na neutralnym gruncie. Już widziałem co to oznacza :) 

Przy rozstaniu usłyszałem, że to nie moja wina tylko z nią jest problem, że ona szybko się angażuje i szybko dystansuje, że musi pobyć sama. Ok, zaakceptowałem to, nie zrobiłem dramatu, nie płakałem, nie prosiłem, uszanowałem i się pożegnałem. Od tego momentu zero kontaktu.

 

Na drugi dzień byłem totalnie zniszczony. Zacząłem wszystko analizować i siebie obwiniać. Pewnie w dużym stopniu powodem jej decyzji było, to, że powiedziałem o tym, że chodziłem na terapie DDA. Coś na ten temat wiedziała, resztę sobie wyszukała w internecie, a tam same okropne rzeczy o takich ludziach. Choć ja się nie uważam, za patusa i mocno zaburzoną osobę, ale po tym wydarzeniu zacząłem sobie wmawiać, że jestem taki okropny, bez uczuć, że nie umiem zbudować związku itp. 

Poczucie żalu, smutek, rozpacz, wszystko to narastało z dnia na dzień. Nie umiałem sie pozbierać. Idealizowanie jej, wspominanie, wszystkie standardowe schematy. 

Po trzech miesiącach ból psychiczny i fizyczny nie odpuszczał. Jak wiele osób radzi tutaj i wszędzie indziej - na kobietę najlepsza jest inna kobieta, czyli tak zwany klin klinem. Znalazłem na tinderze. Fajna, ładna dziewczyna. Zostaliśmy parą, ale ja ciągle w głowie miałem tą poprzednią. W większości sytuacjach myśli typu "ale fajnie było by z tamtą to robić". Chore. 

Trzy miesiące związku z nową dziewczyną, a ja pękłem i odezwałem się do byłej. Największy błąd na tamten czas. Chłód i zlewka. Propozycja spotkania odrzucona. Kolejne trzy miesiące na siłe skupiałem się na obecnej dziewczynie, ale nadal coś było nie tak. Ciągle tęskniłem za ex. Masochista ze mnie. Wszystkie zdjęcia, rozmowy, nr. tel. usunięte. Nowa kobieta. Nic nie pomagało. Uznałem, że tak nie może być, obecnej robię krzywdę, która jest nic nie świadoma. Zrywam z nią. Płacz i kilka wiadomość od niej zaraz po rozstaniu. Olewam to. 

 

Dziś mija miesiąc od tego rozstania i dziewczyna bardzo aktywna w mediach społecznościowych się zrobiła. Relacje z jakiś wypadów, nowa fryzura, wszędzie uśmiechnięta, cytaty pod zdjęciami nawiązujące pewnie do tego, że już się pozbierała. W porządku, cieszę się. Ma do tego prawo i życzę jej dobrze. Wiem, że zachowałem się egoistycznie i ja wykorzystałem. Przykro mi z tego powodu. 

Natomiast nadal od poprzedniej nie mogę się uwolnić w głowie. Nadal wspominam i mam fale tęsknoty i smutku. Wiem, że to jest pojebane. Nie umiem się od tego odciąć. 

Co najlepsze jeszcze... Z trzy tygodnie temu spotkałem ją na imprezie. Na początku tylko wzrokiem się mineliśmy. Jak ją zobaczyłem to w środku poczułem nagłe ciepło i fale emocji. Z teorii wiedziałem, że w takiej sytuacji olać i zając się dobrą zabawą, jednak pod wpływem alko i niespodziewanych emocji podszedłem, żeby normalnie sie przywitać i po ludzku zapytać się co słychać. Co w zamian dostałem? Pogardę, odwróciła się plecami. Chwile pogadałem z jej koleżanką o tym co u nas i nagle ex pojawiła się obok i w końcu sie przywitała podając rękę. Ale kompletnie na mnie nie patrzyła, nawet nie, że w oczy nie spogladała, ale wzrok jej w ogóle skupiał się na wszystkim, tylko nie na mojej osobie. Bardzo dziwne. Nagle jakoś stało się, że byliśmy przy barze i mówie do niej, żebyśmy pogadali. Ona niechętnie, ale ok. A wyglądało to tak, że oparta o bar stała do mnie plecami i miała tylko głowę obróconą w moim kierunku, ale wzrok nadal wymijający moja osobę. Powiedziałem coś w stylu, że wiem, że zjebałem, że żałuje. Ale widząc jej lekceważące podejście do mnie chyba odszedłem nawet nie żegnając się. Mam do siebie o to też wielki żal, że tak zareagowałem. Znowu uczę się na błędach i jedyna słuszna decyzja w takich sytuacjach, to tylko olewka.

 

Podsumowując.

Przez prawie rok nie umiem zaakceptować kopa w dupę. Żyję wspomnieniami. To pokazało jaki slaby jestem, choć byłem pewny, że jestem kozak psychicznie. 

Klin klinem u mnie się nie sprawdził. 

Straciłem swoja pewność siebie i poczuć wartości. Nagle do mnie wszystko wróciło z dzieciństwa i obwiniam się, że jestem DDA, że mam krzywe żeby, że nie mam zajebistej sylwetki. Schudłem przez to wszystko 8kg. 

Wiem, że wyszedłem z większego gówna w przeszłości jakim była nerwica. Miałem wtedy siłę i chęci do pracy nad sobą. Teraz mi się nie chce, mam wrażenie, że nie mam siły na kolejną walkę i żyję w monotonii. 

Wiem, że ta tęsknota to iluzja, a rzeczywistośc okazała się inna, ale nie umiem tego zaakceptować nadal. 

Wychodząc obecnie na imprezy czuje się spięty, czuje się nieswojo i nie mam nawet ochoty na podrywanie. Przekonania w głowie mam, że 34 lata, a ja nadal na imprezie. Lekko żenujące. 

Założyłem znowu tindera, ale tam jest dno totalne. Jeśli już jakaś para jest, to rozmowa totalnie się nie klei. 

Obecnie nie mam planu na swoje życie. Nadal pracuje bardzo dużo i tym tylko żyje.

Chyba brakuje mi wypoczynku. Ostanie prawdziwe wakacje miałem w gimnazjum jak jeździłem na kolonie. Tak to tylko weekendowe wypady, ale bardziej imprezowe niż wypoczynkowe.

 

Pozdrawiam!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Like 2
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Bracie, dzięki za post i jestem przekonany, że będzie dobrze! Na wstępie. Przeczytałem pkt 1 odnośnie bicia mogę Ci powiedzieć, że laski mają bardzo wysokie możliwości racjonalizowania wielu rzeczy. Często kobiety wręcz prowokują aby partner je pobił. Moja była mnie prowokowała po tym jak doprawiła mi rogi. Oceniając jej zachowanie z perspektywy czasu mogę Ci powiedzieć, że ona stawała na głowie, aby wyprowadzić mnie z równowagi. Jak jej się nie udało, to wręcz sam dostałem bombę od niej :) Takie to są te nasze myszki. Ale do sedna. Dla kobiety albo bardziej dla kobiet - mówimy o wszystkich - używanie przemocy względem kobiet to świństwo najgorsze jakie można zrobić kobiecie. Wówczas w oczach kobiet takie zachowanie ze strony faceta upoważnia kobietę do wszystkiego: 1. zdrady, 2. zabrania majątku, 3. w niektórych sytuacjach pewnie nawet do zamordowania xD. Do czego zmierzam? A no do pkt 4 bodajże (tego o zdradzie byłego chłopaka). Ciesz się chłopie, że już jej nie ma. Zdradziła jego zdradzi i kolejnego, a bajkę sobie dopisze (czytaj zracjonalizuje swój czyn). W pozostałym zakresie daje rękę sobie uciąć, że pozostali bracia ogarną Ci temat. Mnie zaintrygowały wyłącznie te dwa punkty. Na koniec napisze. Usuwasz ją i nie śledzisz. Szukasz zajęcia, pasji i jedziesz z tematem. Laska ma zapewne nową gałąź, w końcu to klienta netflixa więc skacze po gałęziach w poszukiwaniu prawdziwej miłości 😁

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Chłopie, 34 lata i ciągle wolny, mogę Ci pozazdrościć. Korzystaj z tego Forum i czerp wiedzę garściami.

Gdybym ja miał tyle lat, co Ty i tę wiedzę wtedy, którą zyskałem, bo doświadczyłem jej na sobie przez kilkanaście lat, to dziś byłbym w zupełnie innym punkcie mojego życia... W jakiejś książce Marka Kotońskiego była sentencja, że w stosunku do kobiet trzeba być albo tyranem, albo niewolnikiem. Innej opcji nie ma. W związku  z tym, że jednym być nie potrafię, drugim zaś nie chcę, to właściwy, jedyny wniosek sam się nasuwa: "no woman, no cry"...

  • Like 5
Link to post
Share on other sites
W dniu 18.09.2021 o 16:47, Król napisał:

Lekko nawet mimowolnie się dystansuje i chłodno podchodzę do tego z powodu kilku sytuacji.

 

1-7

 

Na drugi dzień byłem totalnie zniszczony. Zacząłem wszystko analizować i siebie obwiniać. Pewnie w dużym stopniu powodem jej decyzji było, to, że powiedziałem o tym, że chodziłem na terapie DDA. Coś na ten temat wiedziała, resztę sobie wyszukała w internecie, a tam same okropne rzeczy o takich ludziach. Choć ja się nie uważam, za patusa i mocno zaburzoną osobę, ale po tym wydarzeniu zacząłem sobie wmawiać, że jestem taki okropny, bez uczuć, że nie umiem zbudować związku itp. 

 

To co wymieniłeś w punktach 1-7 to są CZERWONE LAMPKI. Zdrady, imprezy, brak ambicji, puszczalstwo...  Ta Pani dawała emocje, od których byłeś uzależniony dlatego nowa znajomość nie jest tak dobra jakbyś tego oczekiwał. To czego potrzebujesz tego to spokój i rozwaga. Nie wyłączysz uczuć pstryczkiem w głowie, ale uświadom sobie, że ta kobieta to narkotyk i każdy kolejny dzień ww tym związku potęguje szanse na większe  problemy.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Bardzo dziękuje za odpowiedzi!

 

To, że Wam opisałem swoją historie już mi dużo dało. Poczułem się w środku trochę lżej, że mogłem się komuś "wygadać".

Co do nowej gałęzi mojej ex, to nie było to powodem. Przynajmniej tak mi się wydaje. Bardziej chyba chęć poskakania na jeszcze kilku bolcach, bo po rozstaniu była na tinderze i aż do teraz tam jest widywana. Więc bardzo rozsądnie patrzeć na to, to po prostu ja nie byłem osobą z którą chciałaby wiązać przyszłość. Szuka lepszej opcji. I to jest ok, akceptuje to. 

 

Może i fajnie i źle, że w wieku 34 lata jestem sam. Presja mojego najbliższego otocznie na mnie chyba tak wpływa. Wszyscy kumple w długotrwałych związkach, po ślubach, bąble już na świecie lub w drodze. Jak u nich jest? Nie wiem, prawdy nigdy nie powiedzą, ale wygląda to tak, że się wszystko układa dobrze. Już z nie ma z kim wyjść na wódkę. Czuję się jakiś taki inny i tak jakby mnie uważali za dziwaka, że się nie mogę ustatkować.

 

Strasznie mi poczucie własnej wartości poleciało w dół i musze nad tym pracować mocno. To jest niesamowite, że jedno wydarzenie przez młodą pindę tak może zmienić obraz na swój temat. Aż mi wstyd, że tak późno doświadczam takich rzeczy i się uczę. Najgorsze, że to były krótkie związki, a tak na mnie mocno wpłynęły. 

 

Boli mnie mocno to DDA. Tutaj na forum również widzę, że kobiety z tym syndromem są od razu skreślane. Ja w ten temat mocno się wgłębiałem parę lat temu. Chodziłem na terapie, ale nie jestem toksykiem patologicznym. Po prostu przez moje dzieciństwo jestem zamknięty w sobie, chociaż to co było kiedyś a dziś jest na duży plus. Nie ufam od razu, potrzebuje czasu, bliżej mi do introwertyka itd. Ale , żebym był boderline, zazdrośnikiem, czy co tam jeszcze jest z takich odchyłów, to mi daleko do tego. I ta świadomość, że to popsuło mi relacje jest najgorsza do zaakceptowania. Choć ona twierdzi, że nie o to chodziło. 

 

No cóż.. mam darmowy trening psychiki :) 

 

 

Link to post
Share on other sites
10 minut temu, Król napisał:

Boli mnie mocno to DDA. Tutaj na forum również widzę, że kobiety z tym syndromem są od razu skreślane. Ja w ten temat mocno się wgłębiałem parę lat temu. Chodziłem na terapie, ale nie jestem toksykiem patologicznym. Po prostu przez moje dzieciństwo jestem zamknięty w sobie, chociaż to co było kiedyś a dziś jest na duży plus. Nie ufam od razu, potrzebuje czasu, bliżej mi do introwertyka itd. Ale , żebym był boderline, zazdrośnikiem, czy co tam jeszcze jest z takich odchyłów, to mi daleko do tego. I ta świadomość, że to popsuło mi relacje jest najgorsza do zaakceptowania. Choć ona twierdzi, że nie o to chodziło. 

 

Bracie... DDA to nie jest największy problem. Opisujesz nam przykład jednej z klasycznych metod manipulacji kobiet - zaniżanie poczucia Twojej wartości przez chwyty w stylu "nie zasługiwałeś na mnie", "masz problemy, ale dobrze Ci życzę" .itp. Ona robi z siebie wspaniałomyślną bo się Tobą "zajęła". Zasiała w Twojej głowie ziarno niepewności, które właśnie zbiera owoce. Pamiętaj, że one nie w większości manipulują bezrefleksyjnie, automatycznie. To ich biologiczny mechanizm na to byś zachowywał się tak jak tego chcą. 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
On 9/18/2021 at 9:01 PM, AT91SAM7S256 said:

W związku  z tym, że jednym być nie potrafię, drugim zaś nie chcę, to właściwy, jedyny wniosek sam się nasuwa: "no woman, no cry"...

Też do tego doszedłem :D wiem co i jak robić aby kobietę przy sobie zatrzymać ale po co być na siłę kimś kim się nie jest.

Link to post
Share on other sites
W dniu 18.09.2021 o 21:01, AT91SAM7S256 napisał:

Chłopie, 34 lata i ciągle wolny, mogę Ci pozazdrościć. Korzystaj z tego Forum i czerp wiedzę garściami.

Gdybym ja miał tyle lat, co Ty i tę wiedzę wtedy, którą zyskałem, bo doświadczyłem jej na sobie przez kilkanaście lat, to dziś byłbym w zupełnie innym punkcie mojego życia... W jakiejś książce Marka Kotońskiego była sentencja, że w stosunku do kobiet trzeba być albo tyranem, albo niewolnikiem. Innej opcji nie ma. W związku  z tym, że jednym być nie potrafię, drugim zaś nie chcę, to właściwy, jedyny wniosek sam się nasuwa: "no woman, no cry"...

Ludzie źle rozumieją te słowa z utworu Boba Marleya. "No women, no cry". Tu nie chodzi o to że nie ma kobiety tp nie ma łez. Marley kieruje te słowa do kobiety właśnie.... Nie kobieto, nie płacz.  To tyle w tym temacie. A teraz do króla... Mieszkam pod poznaniem mozemy ogarnąć jakieś piwko kiedyś.

Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Sam już nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Jestem tym zmęczony. Nie leżę w postaci embrionalnej i nie rozpaczam, ale cały czas w głowie przewijają mi się wspomnienia. Nie rozumiem tego wszystkiego... Cztery miesiące związek, rok męczarni. Czuję się jak największa pizda na świecie, że nie potrawie się zdystansować i po prostu odciąć grubą kreską tego. Czytając forum, widzę, że niektórzy mają takie cyrki i historie, że mój problem jest po prostu z dupy. Chyba za mało doświadczyłem "atrakcji" z kobietami, żeby się uodpornić na takie rzeczy. I to cholerne poczucie winy, że to moja wina, które chyba mi ona wbiła, a ja dalej sam sobie dopowiadam. A może faktycznie prawda jest inna.

Ja chyba po prostu tęsknie za tym, że była ślicznotką. Podświadomie zawsze kobiety o jej urodzie mi sie podobały. Tak uboga wersja Emily Ratajkowsky :) Kumple zazdrościli i chwalili. Ego podniesione i nagle bumm. 

Najdziwniejsze czego teraz doświadczam, to to, że ta ostatnią kobieta, którą ja zostawiłem zaczyna mi się w głowie pojawiać oraz myśli, czy aby na pewno dobrze zrobiłem. Zaczynam mieć wyrzuty sumienia i chyba lekka tęsknota. Minęło od tego 1,5 miesiąca. Tak więc w danym momencie tęsknie za dwiema dupami :D Kontaktu z nią nie mam, napisała tylko, że szybko się podnoszę po rozstaniu (nawiązując chyba do tego, że pojawiłem się na tinderze) i mnie zablokowała, po czym po jednym dniu odblokowała. 

 

Czuje się zagubiony teraz w relacjach z kobietami, nawet na imprezie nie umiem zagadać, czuję się spięty i niepewny. Choć ostatnio wyszedłem sam do klubu. Na tinderze suche wymienianie wiadomości i kontakt się urywa, nie mam ochoty na randkowanie. 

 

 

W dniu 25.09.2021 o 15:16, Sam_Flynn napisał:

To tyle w tym temacie. A teraz do króla... Mieszkam pod poznaniem mozemy ogarnąć jakieś piwko kiedyś.

 

Jasne, bardzo chętnie wyskoczę i pogadam o tym życiu :) 

Edited by Król
Link to post
Share on other sites
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.