Jump to content

Polskie miasta - jak je postrzegacie?


Recommended Posts

Przyjeżdżacie do miasta, którego pierwszy raz widzicie i jakie są wasze uczucia, skojarzenia, spostrzeżenia? Dzisiaj opiszę jedno miasto.

 

Szczecin - Jak pierwszy raz przyjechałem to absolutnie mnie przytłoczył. Wielokilometrowa arteria wręcz autostrada do centrum, mosty, węzły, wielkie osiedle Słoneczne, magazyny, sklepy, hale. Po prawej miga areoklub, droga wznosi się, estakady nad torami, rzeką, torami, cały czas jedzie się górą, pojawia się port, majestatyczne zielone żurawie, horyzont jest błękitny, nie widać jeszcze centrum.

 

Powoli wyłania się wieżowiec PAZiM, po prawej żółta gigantyczna suwnica z napisem Stocznia Szczecińska. Kolejne węzły, droga staje się jeszcze wyższą estakadą i nagle jakby opadła zasłona wyłania się Szczecin w pełnej krasie! Kto pierwszy raz widzi miasto w takim momencie to nigdy nie zapomni widoku rozłożystej panoramy z katedrą, Zamkiem Książąt Pomorskich, Wałami Chrobrego.

 

Pokonuje się szeroko rozlaną Odrę. Zanurzacie się w Lewobrzeże i czuje się jakby opuściło się Polskę, że Odra to granica, bo po przekroczeniu jej znajduje się inny świat. Świat wysokich kamienic, ogromnych placów, ronda rozsypane jak konstelacja Oriona, Szczecin kręci się na rondach, nowoczesna architektura przeplata się z zabudowaniami za czasów PRLu i ocalałymi kamienicami za czasów kiedy istniał niemiecki Stettin.

 

Kraina pięknych nazw - Ku Słońcu, plac Sprzymierzonych, Orła Białego, Plac Tobrucki, ma dużo nazw zapadających w pamięć.

 

Kiedy pierwszy raz byłem to komunikacja była malowana na biało z granatowo-czerwonymi pasami na dole, teraz ma bardzo nowoczesny design. Absolutnie intuicyjna komunikacja, w kilka minut można zapamiętać trasy tramwajów czy autobusów. Ma linie ekspresowe.

 

Mieszkałem tam półtora roku i do dzisiaj śnię o szczecińskich nocach.

 

Po czasie odkrywa się tragiczną historię Szczecina - nieodbudowane do dzisiaj centrum, samotny gotycki ratusz w towarzystwie bloków z wielkiej płyty, 2 ocalałych kamienic, nowoczesnej architektury wraz z okropnymi postmodernistycznym kamienicami nazwanymi przez architektów Alfonsem i Dziwexem. To jest absolutny dramat urbanistyczny. Nikt nie chodzi do centrum. Szczecinianie spotykają się w Galaxy czy Kaskadzie. Stare przedwojenne zdjęcia przygnębiają, był taki piękny!

 

Byłem na wodowaniu statku, absolutnie fantastyczny widok! Zlot Żaglowców. Puszcze, lasy dookoła miasta i ogromne jezioro Dąbie! Rejsy po jeziorze, obserwowanie dużej ilości ptactwa i zwierząt.

 

Jazda pociągiem do Szczecina jest zachwycająca, jest nie do opisania, obowiązkowo siadałem po prawej stronie pociągu. Te zmiany krajobrazów, wieżowiec w oddali, jazda przez lasy, przez most przerzucony nad rozlanymi odnogami Odry i w końcu las odsłania Lewobrzeże i z zachwytem ogląda się panoramę zanim zanurzy się w środku miasta. Pociąg ma charakterystyczny stukot jak przejeżdża przez most, nigdzie w kraju nie słyszałem takiego stukotu.

 

Po latach jak odwiedziłem Szczecin to... zmalał. Nagle miasto stało się malutkie, bardzo malutkie. Zszokowany patrzyłem jak błyskawicznie tramwaj pokonuje trasę na Gocław, coo, co tak szybko, przecież długo mijało się te monumentalne kamienice i inne budowle! Zrozumiałem dlaczego Szczecin zmalał w moich oczach. Widziałem przepotężny Berlin, Budapeszt, Belgrad, Pragę i inne wielkie miasta, moja percepcja zmieniła się.

 

Do dziś wspominam i tęsknię za Szczecinem, nadal jest dla mnie miastem "zagranicznym".

 

  • Like 11
  • Thanks 3
Link to post
Share on other sites
  • Replies 80
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Przyjeżdżacie do miasta, którego pierwszy raz widzicie i jakie są wasze uczucia, skojarzenia, spostrzeżenia? Dzisiaj opiszę jedno miasto.   Szczecin - Jak pierwszy raz przyjechałem to absolu

Łódź - Morze kamienic w nim zatopione prawie 300 małych pałaców i 50 wielkich fabrykanckich oraz wielkie głazy fabryczne. Po morzu żeglują szybkie tramwaje. Każda podróż przez gigantyczne Morze Śródmi

Wrocław - pociąg pędzi od Warszawy, minął Łódź Kaliską i Kalisz, wjeżdżam do miasta od strony Oleśnicy. Pędzi, zielone plamy zieleni i złociste od pól, mija Długołękę i zaczyna się miasto.  

Generalnie coraz lepiej. Na pewno wyładniały poza tym poprawia się kwestia transportu publicznego - przynajmniej w Warszawie z tym coraz lepiej. Na minus na pewno jest patodeweloperka.

Link to post
Share on other sites

Łódź - Morze kamienic w nim zatopione prawie 300 małych pałaców i 50 wielkich fabrykanckich oraz wielkie głazy fabryczne. Po morzu żeglują szybkie tramwaje. Każda podróż przez gigantyczne Morze Śródmiejskie o długości prawie 15 km i szerokości koło 10 km to widok na kamienice, kamienice, kamienice i kamienice. Morze Śródmiejskie na mapach piratów to wielka kratownica.

 

Gdzieniegdzie są poukrywane meliny pirackie, wbrew pozorom, piraci są mili. Istnieje trójkąt Łódzki w rejonie ulic Wschodnia-Rewolucji - Włókiennicza. Mieszkałem w tym trójkącie i muszę rzec, że piraci są absolutnie fenomalni - mieszkasz w danej zatoce kamienicznej to jesteś swój i pomogą ci, poczęstują piwem, pogadają, wpadną odetkać ci syfon i pożartują. Mają herb z łodzią, jakby inaczej mogli zaprojektować!

 

Piraci stworzyli absolutnie nietypowe kamienice o falistych detalach (secesja rządzi!), część z nich  posiada smaczki takie jak panna unosząca sukienkę aby pokazać bułeczkę i inne sprośności. To nie elitarna Warszawa, to nie dumny Kraków, to swojskie miejsce do życia z luzem, tanią żywnością, wynajmem za grosze. Ja płaciłem tylko 200 zł wynajmu za mc w kamienicy! Mieszkałem w Łodzi 3 lata. Nie wiem jak jest teraz ale według rankingów wciąż jest tanim miejscem do życia.

 

Jak na piratów przystało mają tysiące karczm, restauracji i miejsc z muzyką. Jedzenie różnorodne i tanie, maja nawet ekskluzywną Esplanadę. Noce są roztańczone w rytmie disco i pachną alkoholem. Mają sauny, gdzie kobiety są bezpruderyjne i siedzą nago. Komunikacja nocna to sztos!

 

Ulica Piotrkowska to świętość piratów, odpicowana, zadbana, zachwycająca mnogością stylów kamienic. Plac Wolności to zwieńczenie spaceru po ulicy Piotrkowskiej.

 

Piraci jak to piraci trzymają się handlu - mnogość miejsc handlowych z kultową Manufakturą robi im dobrą reklamę.

 

- Łódź, k***a! - to nie przekleństwo, lecz zachwyt nad miastem!

 

  • Like 10
  • Thanks 2
  • Haha 1
  • Confused 1
Link to post
Share on other sites

Szczecin - Byłem tylko raz "gościnnie" bardzo krótko. Kolega kierowca w ramach godzin pracy zaproponował mi spontaniczny wyjazd. Jedyne co zapamiętałem to portowe żurawie i napis Pogoń Szczecin na murze. Tak poza tym miasto jak miasto.

 

Wrocław - kilka razy tylko przejazd samochodem przez miasto. Duże i zatłoczone, w pamięci utkwił mi most z takimi stalowymi nitami.

 

Warszawa - Byłem pierwszy raz w życiu parę lat temu, też krótko bo parę godzin. Wypadało w końcu odwiedzić stolicę. Dużo ludzi, korporacyjne budynki, sporo "wyzwolonych" luzaków, lans, szpan, drogie auta itp.

 

Poznań - @PyrMen Potwierdzam. Żyje się coraz gorzej. Miasto robi się w moim odczuciu coraz bardziej prowincjonalne i nie widzę szans rozwoju tutaj. Rosną jak grzyby po deszczu budynki korpo itp, coraz więcej nowobogackich chamów co z nikim się nie liczą, osiedle na którym mieszkam to najlepszy dowód. Ludzie nie są już tacy otwarci i mili  jak dawniej. Zaszczuci, niemili, zawistni itp. Większość to naburmuszeni karierowicze z ego w kosmosie. Na mieście też znieczulica a o pańciach to nie wspomnę. Niedługo pewnie zaczną się pozwy o molestowanie bo nieatrakcyjny facet gapi się w autobusie itp. Jeżeli chodzi o rozrywkę to 90% Stary Rynek oferuje knajpy i puby. Dla mnie wypad w weekend na Stary Rynek i deptak to przeważnie było mocne załamanie i stres. Na każdym rogu jakaś patola. Nie zamierzam więcej zwiedzać tych rejonów. Pozostaje jeszcze meczyk ukochanej drużyny a arystokracja i towarzystwo wzajemnej adoracji może się udać do opery czy teatru. Tyle ode mnie. Lakonicznie ale szczerze.

Edited by Tomkowski
  • Like 4
Link to post
Share on other sites

W zeszłym miesiącu byłem w stolycy. 

Kiedyś jeszcze można było odróżnić poszczególne dzielnice, miały jakieś tam różnice a dziś zwłaszcza na południe od mokotowa rozciąga się nudna do porzygania szara plama takich samych pato-dewelo-osiedli.

Strasznie przytłaczający widok mimo że ceny mieszkań pewnie kosmiczne i poziom życia relatywnie wysoki to w życiu bym tam nie chciał mieszkać.

To samo nudne do porzygu biurowce, kopia, kopii, kopii zwłaszcza te stojące wzdłuż linii kolejowej w okolicach przystanku ochota i cała masa pozostałych w okolicach śródmieścia. 

Strasznie szarzeje i unifikuje się to miasto.

Kiedyś mi się podobało dziś mnie obrzydza.

 

Edited by jaro670
  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Racibórz - umierająca śląska gwiazda zasysana przez czarną dziurę o nazwie Katowice, wyludnia się w zastraszającym tempie.

 

Racibórz, jedna z trzech dawnych kulturowych stolic Śląska obok Opola i Wrocławia.

 

Umiera powoli, zabity przez wojnę. Piękna katedra, na jednej stronie rynku renesansowe kamienice ładniejsze od zamojskich, wotum wdzięczności po wielkiej zarazie na środku rynku, smętne bloki przy rynku aby jakoś załatać powojenne rany i zamiast jednej pierzei jest parking, ma jedna ocalałą basztę. Urokliwy deptak pełen roślinności z fantanną-kulą.

 

Leży nad Odrą, która płynie leniwie, spokojnie. Zamek piastowski zabity dechami, podobno miała być renowacja i nie wiem czy już ją zrobili.

 

Posiada muzeum z egipską mumią. To nie lada rarytas! Co robi piękna Egipcjanka owinięta w śmiertelne całuny z daleka od słonecznego Egiptu?

 

Racibórz milczy i niczego nie oferuje, ludzie opuszczają gród.

 

Opustoszały park miejski .

 

Pomnik Matki-Polki patrzy na opuszczające dzieci, które nie chcą zostać w jej raciborskich objęciach.

 

Sklepy ze znudzonymi sprzedawczyniami czekającymi na klientów.

 

Dużo księgarń.

 

Poranne mgły znad rzeki.

 

Do miasta jedzie się długo i powoli, leniwy pociąg relacji Kędzierzyn-Koźle - Racibórz jadący przez jedną z największych stacji towarowych w Polsce. Jedzie, szarpie, stukota, brudne szyby, cisza w pociągu. Ogarniająca senność.

 

Opuszczony dworzec, nikt nie wita przybyłych.

 

Mieszkałem tam dwa lata.

 

Racibórz to miasto oglądające własną śmierć i układające się do wspólnego snu z mumią.

  • Like 8
  • Thanks 1
  • Sad 2
Link to post
Share on other sites

W polskich miastach wkurza mnie jeszcze taka unifikacja wszystkiego, chcesz kupić znajomym prezent, coś charakterystycznego dla Płocka, Wrocławia, Szczecina to dupa, góralskie karczmy wzdłuż dróg jak Polska długa i szeroka, oscypki i ciupagi od Lublina po Świnoujście i wszystko ujednolicone na maxa. Te same markety, te same sklepy, niczego charakterystycznego tylko w danym regionie.

Nie inaczej z kuchnią, w jednej knajpie dajmy na to w Wałczu w menu barszcz ukraiński obok góralskiej kwaśnicy i na to pyzy wielkopolskie, nosz kurwa...

To samo browary, to co mi się bardzo podoba w Niemczech i Czechach że dany browar w sensie piwo występuje w jednym regionie a w innym go nie znajdziesz.

U nas jak kraj wielki wszędzie jedno i to samo, Tyskie, Lech, Żywiec, Żubr czy Hujaś.

Przykład; rynek "starego" miasta w Warszawie i na nim pińcet parasoli knajpianych z logiem Tyskie. I nie wiesz kurwa gdzie jesteś, w Wawie czy w Tychach. 

Inna sprawa że np Lech na śląsku nigdy nie widział Poznania bo jest warzony w Tychach tak jak sprzedawany nad morzem Żywiec nie widział nigdy gór bo jest robiony bodajże w Dojlidach itp.

Ciężko tu kupić coś ściśle lokalnego, wszystko wymieszane jak w cygańskiej zupie.

Zatraca się przez to charakter i niepowtarzalność danego miejsca a jak jeszcze na to się klepnie maca z kfc to już mamy istny tort ze śledziem.

 

Edited by jaro670
  • Like 4
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
3 hours ago, Martius777 said:

Szczecin - Jak pierwszy raz przyjechałem to absolutnie mnie przytłoczył. Wielokilometrowa arteria wręcz autostrada do centrum, mosty, węzły, wielkie osiedle Słoneczne, magazyny, sklepy, hale. Po prawej miga areoklub, droga wznosi się, estakady nad torami, rzeką, torami, cały czas jedzie się górą, pojawia się port, majestatyczne zielone żurawie, horyzont jest błękitny, nie widać jeszcze centrum.

Byłem w tym roku, super wrażenie jak się jedzie estakadą na wysokości kominów statków. Żałowałem że nie było czasu specjalnie pozwiedzać. 

1 hour ago, Martius777 said:

- Łódź, k***a! - to nie przekleństwo, lecz zachwyt nad miastem!

To się Brat chyba nigdy na Kaliskiej nie poślizgnął i wyj^$^&ał ;).

  • Haha 1
Link to post
Share on other sites

W tym roku zahaczyliśmy o Szczecinek. Plaża nad jeziorem, tramwaj wodny, koncert nad wodą, możliwość objechania jeziora, wieża Bismarcka, muzeum Wału Pomorskiego.

Pięknie, czysto polecam.

 

https://www.google.com/maps/place/Szczecinek/@53.7086292,16.6687246,14.82z/data=!4m5!3m4!1s0x47018482b986d09d:0x6b6f8969f9b9fd7a!8m2!3d53.7100713!4d16.6993602

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Wrocław - pociąg pędzi od Warszawy, minął Łódź Kaliską i Kalisz, wjeżdżam do miasta od strony Oleśnicy. Pędzi, zielone plamy zieleni i złociste od pól, mija Długołękę i zaczyna się miasto.

 

Nagle hamuje i hamuje i hamuje aby wpaść typowy wrocławski marsz po torach. Konie zaprzęgane są do pociągu.

 

Konie męczą się na wrocławskich torach.  Pociąg mija wiadukty samochodowe, dzielnicę Psie Pole, tył centrum handlowego Koronę, przechyla się na lewy bok, przechyla się się coraz bardziej, oglądam przez okno krzywy świat, krzywy dworzec Wrocław Nadodrze, bo siedzę krzywo, na krzywym pociągu sunącym po krzywych torach. Teraz tory są inne, nie ma już tych krzywych torów. Krzywe tory były jakieś 15 lat temu. Zawsze jak myślę o Wrocławiu to natychmiast przypominam sobie te krzywe tory.

 

Pociąg znowu sunie, konie ciągnące pociąg czołgają się w stronę Wrocławia Mikołajów.

 

Oglądam miasto, ceglane wieże kościołów strzelające ku niebu, bloki, wieżowce, naziolskie kamienice, niedokończony wielopiętrowy parkingowiec, ogródki działkowe, arterie komunikacyjne i puff tramwaj wykoleił się.

 

Wysiadam na dworcu głównym, to najlepszy dworzec w Polsce, idealnie zaprojektowany i przyjazny dla pasażerów. Wielkie ożywienie, ruch, jest co zjeść, można kupić książki.

 

Kolejny wykolejony tramwaj koło dworca.

 

Kamienice, bloki, postmodernizm z fikuśnymi wstawkami, nowoczesna architektura, wszystko jest wymieszane jak groch z kapustą.

 

Dziwne,  wyczesane jarząbkowe coś na deptaku, zniszczcie to zanim złoży jaja! (budynek od Jarząbka)

 

Rynek jak z baśni ale czar pryska jak odejdzie się od rynku. Zawsze mnie denerwował wieżowiec w rogu na samym rynku! Kto na to pozwolił?

 

Trzonoliniowiec, Sedesowce, Kredka i Ołówek, Most Grunwaldzki - trochę architektury jest!

 

Okropny plac Inwalidów, to przejście podziemne z koniecznością nadmuchania pontonu aby móc przeprawić się dalej w okresie jak pada.

 

Ogromny ruch na ulicach, sznur pojazdów bez końca.

 

Pełno małych sklepików z pierdókami, z eko czymś tam i snobistycznych miejsc.

 

Masa korpobiurowców.

 

Dużo parków, fajny jest ten na Kozanowie.

 

ZOO. AFRYKARIUM!!! Chcę go zabrać do swojego miasta!

 

Wracam nocnym autobusem na dworzec koło 3 w nocy, pełno imprezowiczów, migają neony, na przejściach tłumy młodzieży.

 

Nocny Wrocław migocze milionami świateł i ma diamentowego penisa z jajami za dworcem. Może Wrocław spiknie się z Rzeszowem co ma pomnik piczki? :D Naprawdę projektant mógł darować mosznę :D

 

Zerkam w komórce na wieści z Wrocławia.

 

Kolejny wykolejony tramwaj.

 

Edited by Martius777
  • Like 8
  • Thanks 2
  • Haha 1
  • Confused 1
Link to post
Share on other sites

Dorzucę coś z zagranicy:

Ateny - syf, kiła i mogiła. 

 

masakra jakie brudne i śmierdzące miasto, kolebka cywilizacji kurwa :D

 

aż miło się wracało do Polski :) 

Link to post
Share on other sites

Szczecin - brzydki, smętny, smutny i ponury. Kojarzy mi się z jakimś upadkiem, klęską i ze śmiercią. Nigdy nie chciał bym tam zamieszkać. Miewa urokliwe optycznie miejsca, ale ogólnie odbieram go jako brzydki z poczuciem jakiejś "tymczasowości". Jest jak woda Bałtyku w jesienny dzień. 

 

Warszawa - dziś to taka mała Moskwa. Architektonicznie przytłaczają pomniki czasów socrealizmu i ludzie będący hybrydą Moskala z duchami powstańców i małpowania "wyższej kultury zachodu". Typowa Rosja. Z czasów dzieciństwa i nastoletniości z perspektywy Sadyby - nie było lepszego miejsca na świecie. Kurek z Kamińskim grywali na korcie obok w tenisa, z dzieciakami dyplomatów rżnęliśmy w piłę (inaczej trudno się było komunikować z Mongołem) i podrywaliśmy dziewczyny. Wspaniały czas. Nie wróci, więc nie ma zmartwienia. 

 

Wrocław - jakiś taki ciasny, dziwne Stare Miasto. Bywałem na krótko, ale mimo wszystko w miarę mi się podobał. Jednak raczej bym tam nie zamieszkał.

 

Kraków - oooo tak! Krótko. I bliżej na Bałkany. 

 

Poznań. "Ezoteryczny Poznań, miastem rządzi mafia". Tej, mieszkałem przez dekady, odkąd przyjechałem tu na studia. Zresztą nieopodal "dwóch krzyży". Kocham to miasto, więc jestem całkowicie nieobiektywny. Uwielbiam każdą kostkę brukową Starego Miasta, jarmarki, tramwaje, Cytadelę, uliczki wśród secesyjnych kamienic, całe okolice które można rowerowo pokonywać z piękną nadwarciańską trasą trochę przełajową do jeszcze cudniejszego Puszczykowa. W Puszczykowie w ramach zestawu obowiązkowego jest zawsze przejście przy domu Fiedlera. Ludzie? Trzeba się przyzwyczaić do nas, ale np. zanim @H z Wawy na podpoznańską wieś ze mną wyemigrowała, uprzedzałem ją, że tu jest inny gatunek człowieka. Teraz sama mawia, że rozumie co znaczy moje "Mała Moskwa" o Warszawie. Prześmieszny mamy akcent dla przyjezdnych, mówi się że śpiewny, tej. A zaraz idę sobie kupić sznekę z glancem ;)

  • Like 4
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Warszawa - zawsze gdy tam jestem to wzrokiem szukam Pałacu Kultury i Nauki. Nie szukam najwyższego wieżowca w UE, nie patrze na Żagiel Libeskinda, tylko wyłącznie na ten pałac.

 

Ten wieżowiec to symbol Polski. Mało kto wie o tym, że aby architektura PKiN była narodowa w formie, architekci radzieccy wybrali się w podróż po Polsce. Zwiedzili Kraków, Sandomierz, Kazimierz, Toruń, Chełmno, Puławy, Płock, Nieborów, Kielce, Żelazową Wolę, Nieszawę, Czerwińsk, Krasiczyn, Przemyśl, Tarnów, Książ Wielki. Architekci byli zachwyceni Polską

 

Pałac jest cudowny do oglądania, najbardziej rzucają się w oczy attyki rodem z Zamościa. Resztę smaczków odkrywa się nie od razu ale po kolejnych wizytach w stolicy.

 

Warszawa to reanimowane miasto, które nie może dojść do siebie po okrutnym zabójstwie podczas II wojny światowej.

 

Przepełniona jest smutnymi pomnikami, opowiada z goryczą przyjezdnym o swojej śmierci, zmusza do litości, organizuje zgromadzenia upamiętniające powstanie czy inne dramatyczne wydarzenia. Wciska swoje smutki nawet do muzeum. Czasami denerwuje swoim patosem, brzmi jak zgorzkniała, samotna  staruszka oglądająca ludzi zza okna.

 

Straciła tożsamość i stała się najpierw dziewczyną Rosjanina, który nawciskał w niej klocków z wielkiej płyty a potem wdała się w romans z Amerykaninem co dał jej wyższe, szklane kloce.

Teraz jest samotna i nie ma pojęcia jak ma wyglądać i kim jest. Wymaga terapii u psychologa-architekta i psychiatry-urbanisty.

 

Jest stolicą z  małomiasteczkową mentalnością - zauważyliście, że 70% restauracji czy sklepów W CENTRUM jest otwarta najpóźniej do 22:00 godziny? W moim małym mieście jest więcej lokali co działa do 1, 3 w nocy! To była pierwsza rzecz, która mnie zaskoczyła - stolica nie myśli i nie zachowuje się wielkomiejsko!

 

Stare miasto to smutna makieta, bo wystarczy zboczyć ze szlaku aby natknąć się na bloki. Poza Starówka i Krakowskim Przedmieściu ciągną się sypialnie. Kilometry bloków i wieżowców mieszkalnych.

 

Byłem w sejmie, w środku. Jest bardzo klaustrofobiczny, kamerzyści używają formatu szerokokątnego i oszukują widzów na temat wielkości sejmu. Niemal idealna alegoria samej Warszawy.

 

Warszawa nie jest wielka tak jak chciałaby być.

 

 

Edited by Martius777
  • Like 4
  • Thanks 2
Link to post
Share on other sites

 

 

12 minut temu, Martius777 napisał:

Jest stolicą z  małomiasteczkową mentalnością - zauważyliście, że 70% restauracji czy sklepów W CENTRUM jest otwarta najpóźniej do 22:00 godziny? W moim małym mieście jest więcej lokali co działa do 1, 3 w nocy! To była pierwsza rzecz, która mnie zaskoczyła - stolica nie myśli i nie zachowuje się wielkomiejsko!

Lata temu spotkałem się z informacją, że po Powstaniu niewielu Warszawiaków postanowiło wrócić do tego miasta. Wiesz może coś więcej na ten temat?

 

12 minut temu, Martius777 napisał:

Warszawa nie jest wielka tak jak chciałaby być.

Byłem na starówce i powiem że ma swój klimat. Reszta miasta tak nie do końca mnie przekonała.

 

Dla mnie jest jeszcze jeden aspekt zwiedzania - historyczny. Starówka została zrujnowana w trakcie Powstania, zginęło tam około 70 tysięcy ludzi w trakcie. Skotłowani z innych dzielnic cywile umierali pod ciągłym ostrzałem artylerii, a później w egzekucjach.

 

 

@Martius777 wrzucaj kolejne miasta, bo fajnie się to czyta.

 

 

14 minut temu, Martius777 napisał:

z Zamościa

 

Edited by cst9191
  • Like 3
Link to post
Share on other sites

Pamiętam Warszawę jeszcze taką.

Na początku lat 90 przyjeżdżałem z kumplami na Grzybowską.

(giełda komputerowa).

Dla młodszych może być to szok poznawczy.

 

 

Centrum to miasto złożone z puzzli z kilku różnych pudełek.

Plomba rozsypujących się kamienic.

Plomba bloku z PRLu.

Obok przylepiony szklany biurowiec hi-tech.

Obrzeża to dzieło szalonego dewelopera który dorwał się do architektonicznej kserokopiarki.

Kopij-wklej, kopij-wklej.

Ursus czy Włochy wizualnie to w zasadzie 95% polska prowincja małomiasteczkowa.

 

Poza tym wielkomiejski sznyt Warszawy jest tak jakiś, ja wiem.

Naskórkowy. Powierzchowny. Ułuda, miraż.

Odchodzisz 200m obok głównej arterii miejskiej.

I znajdujesz się w okolicznościach wizualnych typowych dla mojej Polski B.

Kropka w kropkę

Edited by Margrabia.von.Ansbach
  • Like 4
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Kalisz - miasto feniks, które było zniszczone i przeniesione w inne miejsce, umarło w czasie zarazy, było spalone w wielkim pożarze, zburzone przez Prusaków i za każdym razem powstawał z popiołów w innej szacie architektonicznej, za każdym razem odnajdował inną tożsamość.

 

Za czasów cesarstwa rzymskiego było grodem na Zawodziu, był zaznaczony na mapie przez Ptolemeusza, mieszkańcy nie zbudowali na gotowej wyspie lecz sami stworzyli ją wbijając pale i zmieniając bieg rzeki!

 

Henryk Brodaty najechał miasto, spalili przeniósł w nowe miejsce. Kalisz odrodził się na nowo zaprojektowany przez architektów. Po czasie posiadał jeden z najwyższych ratuszy w Polsce - wysoki gotycki z renesansowym hełmem. Miał gotyckie i renesansowe kamienice.

 

Podczas wielkiej zarazy przeżyło tylko 56 osób, miasto było opustoszałe, przybyli nowi mieszkańcy. Przebudowali kamienice na styl barokowy.

 

Wielki pożar Kalisza zmiótł wszystko i odbudowano miasto w nowym stylu. Powstał secesyjny ratusz w formie podobny do opery paryskiej.

 

Prusacy zburzyli Kalisz w 98% podczas I wojny światowej. Zorganizowano konkurs i odbudowano na nowo podwyższając wszystkie kamienice do 3 pięter z poddaszem. Postawili kolejny trzeci ratusz na miejsce zburzonego i trzeci teatr, który dwukrotnie był zniszczony na przestrzeni lat.

 

II wojna światowa - hitlerowcy zasypali rzekę żydowskimi nagrobkami otaczającą miasto i zniszczyli getto żydowskie poza centrum.

 

Każdy kto przyjeżdża do Kalisza to pyta się czy naprawdę jest najstarszym miastem w Polsce? Gdzie tu gotyk? Gdzie tu renesans? Budzi rozczarowanie.

 

Tak, jest, tylko, ze w nowej szacie architektonicznej. Wbrew pozorom ma dużo zabytków rodem z gotyku, które po prostu zmieniły swój styl architektoniczny. Przykład? Bazylika św. Józefa - tylna część jest gotycka, środkowa renesansowa a wieża jest barokowa. Trzeba wiedzieć gdzie są zabytki bo laik patrząc na Kalisz widzi tylko nową szatę nie dostrzegając jego starożytnego dziedzictwa. Odbudowano pierwszy kaliski gród na Zawodziu.

 

Kalisz ma najpiękniejsze noce i dnie, spacery po nim to przyjemność.

 

1000353_1589277145.jpg

 

kalisz-najstarsze-miasto-polski-calkowic

  • Like 3
Link to post
Share on other sites
4 minutes ago, Margrabia.von.Ansbach said:

Pamiętam Warszawę jeszcze taką.

Na początku lat 90 przyjeżdżałem z kumplami na Grzybowską.

No to się pewnie nieraz minęliśmy :D 

 

5 minutes ago, Margrabia.von.Ansbach said:

Dla młodszych może być to szok poznawczy.

 

"Na czerniakowskiej numer jeden mieszka z mą żoną brat mój Edek,

na czerniakowskiej numer dwa z teściową właśnie mieszkam ja" :D

A tradycja wożenia wyngla po Wawie ("wyngiel przywieźli, wyngiel je we wiosce" czyli w Wawie) była tak głęboka że niejeden Miś i Balcerek woził (bez kwitów).

  • Like 2
Link to post
Share on other sites

Lublin

Pod względem wielkości - ideał. Wystarczająco wielkomiejski, a jednocześnie szyty na ludzką miarę. Gdy przyjechałem tam pierwszy raz (jesień 2009), byłem zauroczony tym wschodnioeuropejskim sznytem. Teraz już tego nie ma, czego trochę żałuję.

  • Like 7
Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.