Jump to content

Chłop nie wytrzymał, ale dalej nie domyśla się jaka może być prawda


Recommended Posts

Panowie, 

sytuacja z najbliższego grona, ale temat do aktualizacji w dłuższym czasie. 

 

Bohater tej opowieści może być cichym wielbicielem tej strony więc bądźmy delikatni, ale rzetelni.

 

1. Żona - ślub z wpadki szmat czasu temu, ale nadal dobre warunki i wiek na karuzelę kutangów.

 

2. Na zewnątrz świetne to wygląda.  Widać, że zawodniczka ujawnia w kierunku chłopa uczucia, chociaż to jakieś tam sztuczne(Ja porostu też bym tak chciał, a nie mam z moją, więc się czepiam;) . Takie to jak z filmu - miło się na to patrzy.

 

3. Duży wpływ rodziny ze strony żonki na życie wspólne.

 

4. Chłopak typowy beta, ale z porządną aparycją. Schematy typowe - nie będę się rozpisywał. Panna bez wykształcenia. Kolega kredyty, praca etc. 

 

5. Od dwóch lat zaczyna się w domu jazda o wszystko(zbiega się to z pójściem do pracy przez bohaterkę). 

 

6. Pół roku temu panna dostaję za zasługi awans w pracy i zaczynają się późne powroty, praca w weekendy naszej bohaterki, pomimo iż zawsze wszystkim deklaruje, że dom i rodzina najważniejsze (uwaga - jest dwójka dzieci 7 i 5lat) - ostatnio w domu jest tak źle, że bohater wyprowadza się z domu i mieszka sam odwiedzając dzieci. 

 

Panowie uświadommy bohatera tej opowieści, zapraszam do komentarzy

 

 

Edited by RedChurchill
Link to post
Share on other sites

No ja właśnie....chłop załamany, zwierza się,

a ja zaś  mam taką wadę, że żyję bardziej w świecie interpretacji niż w świecie  faktów i nie wiem czy walić prosto z mostu, czy  może przedstawić możliwe scenariusze i wolę poradzić się, bo kiepski ze mnie psycholog oraz gąbka emocjonalna, a w empatię nie umiem za bardzo i często kończę z łatką buraka/palanta, a na tej relacji mi zależy akurat.

 

Zacząłem od pozyczenia kobitopedii.

 

Sytuacja nie jest dla mnie komfortowa, bo znalazłem się w tej sytuacji bez własnej woli. 

Edited by RedChurchill
  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Wielokrotnie na forum było mówione, że uświadamianie kogoś na siłę nie jest dobre bo prowadzi do konfliktów.

Posłańcy prawdy czy wiadomości, które mogą zaboleć w świcie gdzie od dzieciaka wbija się do głowy brednie, bzdury nie mających pokrycia w rzeczywistości są negatywnie odbierani.

Kolejna sprawa jak koledze się nie uda kogo obwini za zastany stan rzeczy? Tak autorze ciebie.

Dlatego jak chcesz mu pomóc to w rozmowie daj mu do zrozumienia, że jest takie forum braciasamcy.pl, na którym można uzyskać pomoc, porady, gotowe rozwiązania,

że są tam też tacy sami ludzie jak on, historie, które są kalką jego problemów.

Jak będzie miał chęci i naprawdę sięgnie dna to prędzej czy później tutaj trafi po pomoc.  

Czasem nie da się pomóc człowiekowi jeżeli on sam nie rozumie w jakim położeniu się znalazł.

 

 

 

 

 

  • Like 11
Link to post
Share on other sites
15 godzin temu, RedChurchill napisał:

 

Zacząłem od pozyczenia kobitopedii.

Tylko pod wpływem Kobietopedii może zacząć ustawiać panią do pionu. Licząc na to, że wyprowadzi relację na prostą.

 

 A dla pani to będą argumenty na salę rozwodową. Zazwyczaj również tuż po zapoznaniu się z wiedzą reakcje są przesadzone.

 

Wyprowadzka może być uznana za porzucenie rodziny. Dlatego też moim zdaniem lepiej by się szykował do rozwodu i bardziej na miejscu są materiały przygotowawcze pod tym kątem. 

 

Jakie szczegóły i jaka strategia to niech doświadczeni rozwodem, rozstaniem z dziećmi się wypowiedzą. 

 

Na moje oko "karta rozwód" poleci w ciągu 18 miesięcy. Kiedy to zależy od stanu przygotowania. 

 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
23 godziny temu, RedChurchill napisał:

1. Żona - ślub z wpadki szmat czasu temu, ale nadal dobre warunki i wiek na karuzelę kutangów.

Hmmm....

23 godziny temu, RedChurchill napisał:

Widać, że zawodniczka ujawnia w kierunku chłopa uczucia, chociaż to jakieś tam sztuczne

Ekhem...

23 godziny temu, RedChurchill napisał:

3. Duży wpływ rodziny ze strony żonki na życie wspólne.

Czyli wsparcie dla niej i temperowanie jego, za żywota chcą jego przemiany w cucka.

23 godziny temu, RedChurchill napisał:

4. Chłopak typowy beta, ale z porządną aparycją. Schematy typowe - nie będę się rozpisywał. Panna bez wykształcenia. Kolega kredyty, praca etc. 

Hormony opadły, mąż też już nie pociąga, uległy itd.

23 godziny temu, RedChurchill napisał:

5. Od dwóch lat zaczyna się w domu jazda o wszystko(zbiega się to z pójściem do pracy przez bohaterkę). 

Hmm cóż za zbieg okoliczności...

 

Od dwóch lat ma piekło w domu, ja pierdolę... Dziś brać ślub oznacza skazać się na łaskę bądź niełaskę ze strony kobiety. Albo będzie źle, albo będzie dobrze. Dużo większe szanse są jednak że coś pójdzie nie tak, do tego kredyty... Ani się rozstać bo alimenty, ani żyć dalej w piekle.

23 godziny temu, RedChurchill napisał:

6. Pół roku temu panna dostaję za zasługi awans w pracy i zaczynają się późne powroty, praca w weekendy naszej bohaterki, pomimo iż zawsze wszystkim deklaruje, że dom i rodzina najważniejsze (uwaga - jest dwójka dzieci 7 i 5lat) - ostatnio w domu jest tak źle, że bohater wyprowadza się z domu i mieszka sam odwiedzając dzieci. 

Nie chcę być wulgarny ale chyba każdy wie, jakie są "zasługi" oraz jakie "nadgodziny" nasza pani uprawia. 

 

Jeśli to dobry kolega, kup mu poradnik rozwodowy ze strefy samca, albo dołóż, albo chociaż poleć. Niech zbiera wszelkie rachunki, faktury. Niech zabezpieczy majątek, wytransferuje pieniądze i kosztowne rzeczy do kogoś bliskiego bądź na osobne konto. Niech już szuka dowodów zdrady, im więcej tym lepiej. Powinien dokumentować jego relacje z dziećmi, wszystko. Dziś jest piątek 14 stycznia 2022r godzina 22.23, nie ma czasu do stracenia. Musi się ogarnąć i przede wszystkim NA CHŁODNO wszystko rozegrać, inaczej straci wszystko. 

  • Like 4
Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, Iceman84PL napisał:

uświadamianie kogoś na siłę nie jest dobre bo prowadzi do konfliktów.

Posłańcy prawdy czy wiadomości, które mogą zaboleć w świcie gdzie od dzieciaka wbija się do głowy brednie, bzdury nie mających pokrycia w rzeczywistości są negatywnie odbierani.

209vag.jpg

  • Like 1
  • Confused 1
Link to post
Share on other sites
13 minut temu, DOHC napisał:

Musi się ogarnąć i przede wszystkim NA CHŁODNO wszystko rozegrać, inaczej straci wszystko. 

Owszem racja. Choć na początku drogi gotów pewnie jeszcze walczyć o tę miłość. ;) Najważniejsze by zrozumiał, że jej już tam nie ma od dawna. I druga strona będzie bezpardonowo walczyć o warunki rozstania. 

 

Niech się skupi na tym by być maksymalnie gotowym na rozwód. Niestety czasu mało. A przez poprzednie 2 lata awantur mogła żona nazbierać dużo materiału.

 

Nie przechodziłem takiej sytuacji to nie będę pisał taktyki. Ale wątków rozwodowych wiele.   

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
16 godzin temu, RedChurchill napisał:

Sytuacja nie jest dla mnie komfortowa, bo znalazłem się w tej sytuacji bez własnej woli. 

W sumie jakby nie było to masz też przed sobą wyzwanie, aby odpuścić emocjonalne przywiązanie do rezultatu.

Bo chcesz mu pomóc i zrozumiałe, ale zbyt duże parcie na to, aby zrozumiał i działał zazwyczaj skutkuje efektem odwrotnym. Możesz pokazać drogę i obserwować, ale jak się do tego emocjonalnie przywiążesz to lipa. Mindsetu nie zmieni się ot tak, to jest jakiś proces. Jeśli ktoś myśli na levelu IV a tutaj standardem jest I-II, to zanim dotrze do odpowiedniego poziomu zrozumienia, może minąć jakiś czas. To może być nawet efekt jak sinusoidy - coś zrozumie, a potem zachowa się tak, jakby nie rozumiał i powtórka, ale z powolnym progresem.

Gdzieś jest punkt zwrotny i po drodze potrzeba co jakiś czas wzmocnień. Ważne, aby wiedział do kogo się zwrócić, jak będzie miał pytania, ale warto rozważyć aby (z pozycji osoby oświecającej) być raczej "wycofany, ale otwarty", aniżeli "zaangażowany zbyt mocno". Powodzenia!

Edited by lync
  • Like 1
  • Thanks 2
Link to post
Share on other sites

Niektórzy uczą się na błędach a inni popełniają wkoło te same błędy i nietzschego się nie uczą, ważne żeby gościu zrozumiał, że życie to nie bajka Disneya, że nic nie trwa wiecznie a kobiety uwielbiają psuć sobie i innym życie bo tylko tak czują, że żyją, mężczyzna w związku szuka harmonii i spokoju a kobieta wprost przeciwnie, myślicie, że po co kobiety oglądają te wszystkie zjeBane seriale, mogą się identyfikować z główną bohaterką, która przezywa ciągłe, nieprzerwane pasmo kłopotów, dram i rozterek miłosnych związanych z jakimś przystojnym i majętnym Alvaro, one chciałby to przeżyć w realu a nie nudzić się z jakimś Beciakiem.

Edited by Ace of Spades
  • Like 3
Link to post
Share on other sites
16 godzin temu, RedChurchill napisał:

Sytuacja nie jest dla mnie komfortowa, bo znalazłem się w tej sytuacji bez własnej woli. 

Nie jest.

Nie była.

Nigdy nie będzie.

Konwenanse mamy za sobą.

Zasadniczo zadaj sobie pytanie:

JAK ty się będziesz czuł jak nie pomożesz A MOGŁEŚ?!

 

Wedle mojej 'naukopierdologii' to masz jeszcze na manewry 1/1.5 roku.

Dlaczego?

....młodsze dziecko pójdzie w opiekę socjalizacji wtedy pani poczuje:

'dzieci z wozu to mnie lżej'.

Nabierze 'pseudo samozajebistosci' jako ona samo wystarczalna i inne brednie.

 

Co ja bym robił?

NA PEWNO koledze bym kazał zredukować wszystkie wydatki!

Poducha finansowa OBOWIĄZKOWA.

URUCHOMIŁ WYCIECZKI PO RODZINIE Z DZIECMI(z jego strony)....wsprzymierzeńcy(dobry obraz ojca).

 

Błąd, że się wyprowadził.

Dał okazję do podstawy rozwojowej:

zanik więzi rodzinnej.

 

Musi to przerwać, ale nie na siłę.

 

Głównie z czym się zmierzysz?

Z betonem!

Nikt nie lubi być ofiarą.

Więc kolo nie przyzna się, że se z babą nie radzi.

TU BĘDZIE PROBLEM.

JAK ZROBIĆ ABY ON SAM CHCIAŁ POMOCY?

...potem to z górki(na takie akcje są sprawdzone schematy, z sądami włącznie).

 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, Iceman84PL napisał:

Wielokrotnie na forum było mówione, że uświadamianie kogoś na siłę nie jest dobre bo prowadzi do konfliktów.

Posłańcy prawdy czy wiadomości, które mogą zaboleć w świcie gdzie od dzieciaka wbija się do głowy brednie, bzdury nie mających pokrycia w rzeczywistości są negatywnie odbierani.

Kolejna sprawa jak koledze się nie uda kogo obwini za zastany stan rzeczy? Tak autorze ciebie.

Dlatego jak chcesz mu pomóc to w rozmowie daj mu do zrozumienia, że jest takie forum braciasamcy.pl, na którym można uzyskać pomoc, porady, gotowe rozwiązania,

że są tam też tacy sami ludzie jak on, historie, które są kalką jego problemów.

Jak będzie miał chęci i naprawdę sięgnie dna to prędzej czy później tutaj trafi po pomoc.  

Czasem nie da się pomóc człowiekowi jeżeli on sam nie rozumie w jakim położeniu się znalazł.

 

 

 

 

 

Wyjebałem się z likeów niczym ze spermy za czasów małżeństwa (o dziwo miałem ruchane :D ) więc nie mogę dać. Ale tutaj kolega ma rację. Nikogo nie ma sensu uświadamiać. Rozpierdolisz znajomosc, niestety... 

 

Marek sam mówił (ile on mądrości ogłosił) słuchajcie audycji, bo ja osobiście nie znalazłem w nich jakichkolwiek byków logicznych (sic), że lepiej puścić anonima, niż mowic cos osobiscie... 

 

Co ma byc to bedzie. Tez mam wokol siebie takie przypadki, po prostu sie odseparowalem. Szkoda zachodu...

3 minuty temu, Tornado napisał:

Co ja bym robił?

NA PEWNO koledze bym kazał zredukować wszystkie wydatki!

Poducha finansowa OBOWIĄZKOWA.

URUCHOMIŁ WYCIECZKI PO RODZINIE Z DZIECMI(z jego strony)....wsprzymierzeńcy(dobry obraz ojca).

 

Błąd, że się wyprowadził.

Dał okazję do podstawy rozwojowej:

zanik więzi rodzinnej.

 

Musi to przerwać, ale nie na siłę.

 

Głównie z czym się zmierzysz?

Z betonem!

Nikt nie lubi być ofiarą.

Więc kolo nie przyzna się, że se z babą nie radzi.

TU BĘDZIE PROBLEM.

JAK ZROBIĆ ABY ON SAM CHCIAŁ POMOCY?

...potem to z górki(na takie akcje są sprawdzone schematy, z sądami włącznie).

 

trzy razy na tak. @Tornado Cię wchłonie i prawdę powie

Edited by antyrefleks
  • Like 2
  • Haha 1
Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, antyrefleks napisał:

Tez mam wokol siebie takie przypadki, po prostu sie odseparowalem. Szkoda zachodu...

Mierz siły na zamiary.

Lepiej być 5 minut tchórzem niż całe życie nieboszczykiem.

 

  • Like 1
  • Haha 1
Link to post
Share on other sites

Stary jestem, a głupi.  Po co mi to?

Nic - obaliliśmy flaszkę -powiedziałem za własnym przykładem że:

 

A. Jak mi moja ukochana zaczęła pisać z kolegą z pracy to: 

1. Ja ją wyjebałem z domu i to ona skomlała o powrót 

2. Dzięki temu przez 2 lata miałem później w domu raj (oczywiście nie trwało to wiecznie i zaś potem zaczęły się próby zrobienia że mnie betabankomatu- no ale no ale natury baby nie zmienisz)

3. Uważam, z perspektywy czasu, że bylo trzebac wyjebać ją na zawsze - chociaż obecna sytuacja jest u mnie miła i komfortowa, to uważam po tych kilku latach, że opcja rozwodu w tamtej sytuacji była by lepsza.

 

B. On popełnił błąd, że opuścił dom - powinien ja wyjebać.. mówię mu , że ona gra na rozwód, a on że ona nie jest taka. Że się dogadają.  Wytłumaczylem, jak baba gra,  to nie ma skrupułów.

Fakt - udaje słodką i w ogóle- gra kartą "nie wyszlo nam - dogadajmy się " - on myśli, że nie będzie wyrafinowana.....

 

Panna nawet o kasie nie wspomina...No to tłumaczę:

1. Panna na razie jest zakochana w nowym misiu i nie ma czasu na myślenie o pieniążkach, ale przyjdzieczas na Ciebie i strzał w twój portfel. Na razie emocje ważniejsze... Oczywiście nie wierzy.

 

2. Może sobie poczekać na Twoje pieniążki, bo jest i nowa gałąź i rodzinka przecież pomoże(Duży wpływ), a ty zostawiłeś dom, który własnymi rękami postawiłeś i punkty dla niej.

 

C. Ona zrobiła Ci piekło bo m.in.  ma nowego kolesia. ......Sprawę  Przemilczał..... No nic.

Powiedziałem, że nie musi się wstydzić, że to nie jego wina, że mu się puszcza żona.

 

My faceci to jestesmy pojebani trochę. Ja w sumie też czułem wstyd jak moja mi pisala smski z kolega z pracy- wiecie takie uczucie, że coś spierdolilem, że to powod do smiechu ze mnie  - to zwykle programowanie matriksa, a tu widzę tą samą reakcję u niego.

........Huj nie drążyłem tematu.

 

 Po co mi to było Panowie? Głupim jest ja.

 

Edited by RedChurchill
  • Like 1
Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, RedChurchill napisał:

Stary jestem, a głupi.  Po co mi to?

Nic - obaliliśmy flaszkę -powiedziałem za własnym przykładem że:

 

A. Jak mi moja ukochana zaczęła pisać z kolegą z pracy to: 

1. Ja ją wyjebałem z domu i to ona skomlała o powrót 

2. Dzięki temu przez 2 lata miałem później w domu raj (oczywiście nie trwało to wiecznie i zaś potem zaczęły się próby zrobienia że mnie betabankomatu- no ale no ale natury baby nie zmienisz)

3. Uważam, z perspektywy czasu, że bylo trzebac wyjebać ją na zawsze - chociaż obecna sytuacja jest u mnie miła i komfortowa, to uważam po tych kilku latach, że opcja rozwodu w tamtej sytuacji była by lepsza.

 

B. On popełnił błąd, że opuścił dom - powinien ja wyjebać.. mówię mu , że ona gra na rozwód, a on że ona nie jest taka. Że się dogadają.  Wytłumaczylem, jak baba gra,  to nie ma skrupułów.

Fakt - udaje słodką i w ogóle- gra kartą "nie wyszlo nam - dogadajmy się " - on myśli, że nie będzie wyrafinowana.....

 

Panna nawet o kasie nie wspomina...No to tłumaczę:

1. Panna na razie jest zakochana w nowym misiu i nie ma czasu na myślenie o pieniążkach, ale przyjdzieczas na Ciebie i strzał w twój portfel. Na razie emocje ważniejsze... Oczywiście nie wierzy.

 

2. Może sobie poczekać na Twoje pieniążki, bo jest i nowa gałąź i rodzinka przecież pomoże(Duży wpływ), a ty zostawiłeś dom, który własnymi rękami postawiłeś i punkty dla niej.

 

C. Ona zrobiła Ci piekło bo m.in.  ma nowego kolesia. ......Sprawę  Przemilczał..... No nic.

Powiedziałem, że nie musi się wstydzić, że to nie jego wina, że mu się puszcza żona.

 

My faceci to jestesmy pojebani trochę. Ja w sumie też czułem wstyd jak moja mi pisala smski z kolega z pracy- wiecie takie uczucie, że coś spierdolilem, że to powod do smiechu ze mnie  - to zwykle programowanie matriksa, a tu widzę tą samą reakcję u niego.

........Huj nie drążyłem tematu.

 

 Po co mi to było Panowie? Głupim jest ja.

 

W takim wypadku najlepiej rozchodzić się z panią póki ma motylki w brzuchu do nowego bolca. Teraz ona będzie chciała szybkiego rozwodu... Rodzina rodzina, ale jak z dni na dzień bez rozwodu pojawi się nowy abszttfikant to rodzina będzie kręcić nosem i zastanawiać się skąd się wziął tak szybko. Na tym etapie pani będzie bardziej  skora do ustępstw. Co nie znaczy że będzie łatwo i przyjemnie, ale łatwiej póki hormony szaleją i chce nowego misia bardzo..... 

 

Większość powrotów pani, którą zrozumiała swój błąd, gdy sama odeszła w zdaniem to powrót po tym jak nowa gałąź się złamała czy też wyśliznęła.... I nie chce zostać sama...

Edited by Mmario
  • Like 3
Link to post
Share on other sites
6 godzin temu, RedChurchill napisał:

B. On popełnił błąd, że opuścił dom - powinien ja wyjebać.. mówię mu , że ona gra na rozwód, a on że ona nie jest taka. Że się dogadają.  Wytłumaczylem, jak baba gra,  to nie ma skrupułów.

Fakt - udaje słodką i w ogóle- gra kartą "nie wyszlo nam - dogadajmy się " - on myśli, że nie będzie wyrafinowana.....

 

Panna nawet o kasie nie wspomina...No to tłumaczę:

1. Panna na razie jest zakochana w nowym misiu i nie ma czasu na myślenie o pieniążkach, ale przyjdzieczas na Ciebie i strzał w twój portfel. Na razie emocje ważniejsze... Oczywiście nie wierzy.

 

2. Może sobie poczekać na Twoje pieniążki, bo jest i nowa gałąź i rodzinka przecież pomoże(Duży wpływ), a ty zostawiłeś dom, który własnymi rękami postawiłeś i punkty dla niej.

 

C. Ona zrobiła Ci piekło bo m.in.  ma nowego kolesia. ......Sprawę  Przemilczał..... No nic.

Powiedziałem, że nie musi się wstydzić, że to nie jego wina, że mu się puszcza żona.

 

My faceci to jestesmy pojebani trochę. Ja w sumie też czułem wstyd jak moja mi pisala smski z kolega z pracy- wiecie takie uczucie, że coś spierdolilem, że to powod do smiechu ze mnie  - to zwykle programowanie matriksa, a tu widzę tą samą reakcję u niego.

........Huj nie drążyłem tematu.

 

 Po co mi to było Panowie? Głupim jest ja.

 

Masz bracie rację i dobrze czytasz temat. Wiem co mówię bo przechodziłem. Ona nie jest taka, ona jest inna :D Dokładnie jest taka sama. Pragmatyzm. Ja kiedy było chwile przed składaniem pozwu o rozwód (nie znałem jeszcze przyczyny) byłem gotów na dzielenie 50/50 (niesprawiedliwie w chuj) bo caly czas oczy zarosniete cipa. Gdy sie dowiedzialem (o przyczynie rozpadu) z miejsca zmienilem metodyke dzialania. Czar prysl i nie bylo juz 50/50. Było sprawiedliwie. Ale do czego dąże. Opowiem Ci jak było u mnie. Właśnie tak jak piszesz. Nowa gałąź, oczy zarośnięte chujem nowej gałęzi i snucie wspólnej przyszłości z nim (majatek niewazny, z nowym misiem dorobie sie milionow). Początkowo nie było mowy o dzieleniu czegokolwiek haha, dobre mi sobie. Minęło trochę czasu: "wiesz, sprzedajmy/podzielmy majatek, kupmy dwa mieszkania". Oczywiście oczy zarośnięte tzipą, "dobrze kochanie, w koncu nam nie wyszlo(taa? :D)". Na kurwa jebane szczescie przeszlo mi. Wiesz kiedy? kiedy zobaczylem ze ta moja cudowna myszka z piedestalu ktory jej zmurowalem od dwoch lat obrabiala jedna galaz pozniej zaczela obrabiac druga. U kolegi moze byc podobnie. Ty masz argumenty cacy. Ja bym chcial miec takiego przyjaciela [docenilbym] (mialem takiego gdy "otrzezwialem" i dostal ode mnie solidna flaszke za logiczne rady, ktorymi zbijal moje chujowe w ow czasie emocje). Wiesz co moze dac rozum twojemu kumplowi? Wylacznie przylapanie lubej na goracym uczynku. To moze byc tresc wiadomosci sms/korespondencji na portalu/ zdjecia/ cokolwiek. Twoje rady, jezeli jest to typ ujebany w matrixie, beda mialy trudnosc w dotarciu do rozumu kolegi

22 minuty temu, Mmario napisał:

W takim wypadku najlepiej rozchodzić się z panią póki ma motylki w brzuchu do nowego bolca.

Zdecydowanie tak. To jest bardzo ważne dla podziału majątku :) 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
  • Similar Content

    • By Sugar Johnson
      Tak mnie naszło. Chciałbym podzielić się z Wami historią, która przytrafiła mi się około 3 lata temu i potrwała z przerwami mw rok. Na dzień dzisiejszy jestem już z nią (od około roku) pogodzony, natomiast swego czasu była ona źródłem chaosu i spustoszenia w moim życiu, a także (po czasie) pośrednią przyczyną odkrycia przeze mnie tego forum.
       
      Piszę głównie po to, żeby wyrzucić z siebie resztki dawnego niepokoju i poznać Waszą opinię, ponieważ to co się wydarzyło z jednej strony wpasowuje się w omawiane na forum schematy, a z drugiej nie do końca.
       
      Do rzeczy. Bohaterowie:
      * ona, 20 lat, w 3-letnim związku
      * ja, podobny wiek, singiel od jakiegoś czasu
      * jej chłopak, podobny wiek
       
      Poznałem ją w pracy, typowo studenckiej (teatr). Nie zawróciła mi w głowie od samego początku, zaczęło się od zwyczajnych koleżeńskich pogawędek. Jak się trochę lepiej poznaliśmy to zauważyłem, że ich tematem staje się coraz częściej jej chłopak – jak to o nią nie dba, jaka to rutyna w tym związku i jak jej się nudzi (info podane w takiej formie, żeby mnie nie odstraszyć). Po czasie zrezygnowałem z tej pracy a nasz kontakt osłabł na kilka miesięcy, niemalże zanikając. Coś mnie jednak podkusiło, żeby odezwać się z propozycją spotkania, bo w sumie się dobrze gadało itd. Chętnie się zgodziła.
       
      Był to początek maratonu kilku spotkań w niedługim przedziale czasowym. Z każdym kolejnym przychodziła ładniej ubrana a tematy stawały się coraz bardziej dwuznaczne. Rzecz jasna w parze z tym szły postępujące narzekania na swojego chłopaka. Zbliżaliśmy się tak stopniowo do siebie, aż w końcu zaproponowałem jej wyjazd w góry z wcześniej zebraną ekipą moich znajomych. Przyłączyła się i to nas zbliżyło jeszcze bardziej, można powiedzieć że do czegoś już doszło. Po powrocie stwierdziła, że zrywa z tamtym i jest zainteresowana mną.
       
      Oczywiście ja jako niewyedukowany biały rycerz stwierdziłem, że skoro tamten o nią tak nie dba to kto zrobi to za niego lepiej jak nie ja… no i zero moralniaków, że jednak wpierdzielam się komuś w związek z niemałym stażem.
       
      Niestety już po krótkim czasie przekonałem się, że jest to dziewczyna z dużymi problemami. Z bipolarem na czele. Ale cóż, byłem tak zaślepiony wiadomo czym, że bez mrugnięcia okiem podjąłem się roli tzw. opiekuna-wybawcy. Nie minęły 3 tygodnie jak zapragnęła wrócić do swojego byłego, będąc „męczona wyrzutami sumienia”, że tak go potraktowała i nie zrobiła sobie nawet przerwy między jednym związkiem a drugim. Prawdopodobnie miała rację, lecz ja wtedy oczywiście tego nie rozumiałem – robiłem sceny i awanturowałem się, czym „wywalczyłem” sobie odroczenie wyroku, jakim było kopnięcie mnie w dupę. Zero szacunku do siebie z mojej strony.
       
      Postanowiliśmy zrobić sobie tzw. „przerwę” podczas której oczywiście przespała się z byłym. Niestety stało się tak, że jej współlokator, będący także moim znajomym, powiedział mi o tym (wspomniała mu, zaprzyjaźnili się ale bez podtekstów). A potem oznajmił jej, że to zrobił. Podobno zaczęła krzyczeć i histeryzować. Próbowała też zrobić sobie krzywdę – gdy o tym usłyszałem, przyszedłem do jej mieszkania, żeby powiedzieć że… wybaczam jej i „spróbujmy jeszcze raz…”. Poważnie. Widać, że próbowała sobie podciąć żyły, lecz cięcia były płytkie. Koniec końców wszystko zostało usprawiedliwione jej chorobą, została ze mną a były dostał znowu kosza. Tym razem na około 2 miesiące. Po tym czasie nastąpiła… powtórka z rozrywki, tyle że akurat bez kolejnej zdrady. Po prostu powiedziała, że nie jest w stanie, kocha i mnie i tamtego, a co do niego ma wyrzuty sumienia i w sumie jego kocha bardziej… tego typu pierdolenie. Tym razem wkurwiłem się i odszedłem. Rycerz w końcu zmądrzał? Cóż, nie do końca.
      Przez kolejne 2 tygodnie dochodziły mnie słuchy (informatorem wspomniany współlokator), że dziewczyna poza powrotem do byłego zaliczyła też dwa ons-y. Zupełnie jej odwaliło, przestała kontrolować swoje zachowania seksualne. Wtedy tłumaczyłem to sobie fazą „manii”, niestety znowu się nią zainteresowałem. Dziewczyna się szmaci, a ja idę ją „naprostować” (ehh). Skończyło się na rozmowie, w której mówiłem jej, że jeśli tak dalej pójdzie to skończy jako wrak itp. itd. Ona na to… że wszystko sobie przemyślała, kocha tylko mnie.
       
      I taka bzdura wystarczyła, żebym wrócił do niej. Tym razem zostalismy ze sobą dłużej, bo aż na 3 miesiące, wszystko wydawało się być na miejscu, wiem też że mnie nie zdradzała. Była wdzięczna za to, że „wyciągnąłem ją z tego wszystkiego”. Oczywiście po tych 3 miesiącach nastąpiło co… to samo. Znowu odszedłem i powiedziałem sobie, że to już absolutny koniec. Czy na pewno?
       
      Otóż nie. Po 2 miesiącach nieodzywania się zaczęła do mnie wypisywać na komunikatorach z przeprosinami i wyrzutami sumienia. Spotkałem się z nią… po kilku dniach zdradziła ze mną swojego nowego-starego do którego oczywiście wróciła. Wznowiony kontakt potrwał około miesiąc.
       
      Szczęśliwie po tym epizodzie powiedziałem sobie: dość i zacząłem długi i mozolny proces ogarniania podejścia do relacji damsko-męskich, który trwa do dziś.
       
      Pytanie dlaczego zajęło mi to aż tak długo i czemu nie pokazałem jej drzwi mimo że miałem ku temu z 5 okazji? Odpowiedź jest prosta: seks i uzależnienie od niego. Wtedy myślałem, że najlepszy jaki mogę mieć. Dorobiłem do tego „wielką miłość”, iluzję którą karmiłem się przez cały ten czas.
       
      Pozostają pytania:
      - Czemu tak konsekwentnie wracała do swojego byłego, mimo iż nie jest on żadnym bad-boyem ani samcem alfa? Nie trzymał tez jakoś specjalnie ramy, a po rozstaniu płakał i był zazdrosny. Został zdradzony ze 3 razy, wszystko jej wybaczał, non-stop. Krótko mówiąc – prawie tak samo jak ówczesny ja, biały rycerz. Prawdopodobnie są ze sobą do dziś. Czy to już ta wielka miłość? Jak sądzicie?
      - Czemu wracała do mnie, mimo iż upodliłem się do granic możliwości i zachowywałem jak pizda? 
       
      Nie są to pytania najwyższej wagi ale jak już sobie przypominam o całej tej akcji to tak się czasami zastanawiam. 
       
      Wybaczcie ścianę tekstu.
       
      Oczywiście wszystkie te słowa piszę jako inny już człowiek i ze sporym dystansem. Dostałem za swoje z nawiązką. Przepracowałem temat i idę dalej.
       
      Z pozdrowieniami,
      SJ
    • By spitfire
      Czuwaj
       
      Zacznę do tego że przeczytałem ją w jeden wieczór .....

      Gdyby nie @Ważniak  mógłbym ją minąć a jest ponadczasowa pomimo iż została wydana w 1975 r
      Tytuł oryginalny : Das polygame Geschlecht 
      Tytuł angielski : Polygamous Sex 
      Autor : Esther Vilar
       
      https://www.goodreads.com/book/show/5481755-the-polygamous-sex
       
      Jest to książka napisana przez Niemkę z Argentyńskimi korzeniami - Esther Vilar 
      która w latach 70 wystawiła się w opozycji do feministek, była wręcz znienawidzona i wielokrotnie grożono jest śmiercią 
       
      Wydała kilka książek w tym min Tresowany Mężczyzna którą prawie skończyłem 
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Tresowany_mężczyzna
      Po jej wydaniu 
      "Vilar stwierdziła, że otrzymała groźby śmierci z powodu książki: Nie wyobrażałam sobie wystarczająco szeroko izolacji, w jakiej znalazłabym się po napisaniu tej książki. Nie wyobrażałam sobie również konsekwencji, jakie miałaby ona dla późniejszego pisania, a nawet dla mojego prywatnego życia – groźby użycia przemoc nie ustały do tej pory"
       
      Książka dotyczy ukrywanej prawdy nt. związków poligamicznych

      Pozwala też zrozumieć częste przyczyny zdrady i trwania tzw małżeństw z rozsądku po zdradzie (dla dobra dzieci) 
      Myślę że zrozumieją ją raczej osoby które doświadczyły lub są w dłuższym małżeństwie. Ale powinni ją przeczytać również inni 
       
      To tylko trzy z opinii na jednej a angielskich stron - w polskim internecie nie znalazłem niczego 

      1.Nawet prowokacyjne książki mogą stać się klasykami: w środku optymistycznego nastroju ruchu kobiecego na początku lat 70. 
       
      2.  Kiedy do tej pory przeżyłeś pełnię życia, a potem odkrywasz książkę, która została zakazana cieniami i prawie niemożliwa do znalezienia (tak, palenie książek jest teraz żywe i ma się dobrze), i czytasz to wszystko za jednym razem i natychmiast po skończeniu zdaj sobie sprawę, że w ciągu 3 godzin zdemontowało to jedno z największych kłamstw, których nasze społeczeństwo nie może nawet pojąć jako możliwej rzeczywistości.
       
      Jeśli jesteś mężczyzną, który próbuje wynegocjować tę pieprzoną rzeczywistość, ta książka zmieni twoje cholerne życie.
      Zasadniczo żyjemy do góry nogami, a prawda jest najtrudniejsza do przełknięcia.

      3.  W czasach, gdy pierwsza, druga, a teraz druga fala feminizmu zburzyła społeczną, rodzinną strukturę społeczeństwa, a zawstydzanie mężczyzn jest de facto standardem. Tego rodzaju literatury oferują mężczyznom coś, na czym mogą się oprzeć i zbudować na odwadze, by potwierdzić swoje uczucia. Zdobądź umiejętność prowadzenia rozmów na dany temat bez (lub z?) Określania ich jako mizoginizmu i nienowoczesności.
       
      -----------------------------------
      Czytajcie i korzystajcie 


      PS. 1
      Występuje w języku niemieckim (oryg) i angielskim. Ale są serwisy gdzie można ją za darmo przetłumaczyć z angielskiego w kilka minut . Jakby co PM to pokaże co i jak. 
       
      PS. 2  Jako ciekawostkę dodam iż ruch feministyczny (jedna z debat którą oglądałem na YT ) twierdził że książkę napisał jej mąż a ona to firmowała. Moim zdaniem pisali to razem bo są tam momenty w których ona nie zrozumiała by męskiego sposobu myślenia. 

      Dzięki @Ważniak  myślę że warto przeczytać kolejne jej pozycje 
      @niemlodyjoda coś dla Ciebie bo Ty chcesz mieć dzieci, tylko bez żalu potem co Ci sprzedałem 
      @Mosze Red @Marek Kotoński czytaliście ? 
       
       
       
    • By leto
      Dobra, znowu mnie naszło na rozkminy filozoficzne.
       
      Właśnie wróciłem ze ścianki wspinaczkowej. Asekurowała mnie koleżanka. Ponieważ ćwiczyliśmy długo, to pod koniec byłem już fest zmęczony i dwa razy odpadłem od ściany dosłownie pół metra przed końcem, na wysokości bankowo ponad 10 metrów (nie wiem dokładnie ile, nie pytałem). Jak wiadomo, swobodny upadek z takiej wysokości na twardą podłogę kończy się co najmniej złamaniami, realne jest też ryzyko śmierci. Co więc się stało i czemu o tym piszę?
       
      W drodze powrotnej do domu zdałem sobie sprawę, że zaufałem jej swoim życiem. Tak! Chwila nieuwagi asekurującego i lecisz bez zabezpieczenia. Niby podstawowy trening i minimum oleju w głowie powodują, że to się na 99,9% nie zdarzy, ale... Pan obsługujący tą ściankę zapewniał mnie kiedyś, że osobiście widział tam przypadki, gdy asekurant "zamyślił się" i osoba wspinająca się lądowała twardo na podłodze, co kończyło się otwartymi złamaniami. O przypadkach śmierci nie wspominał co prawda, ale jak bym prowadził taki biznes to też bym się nie chwalił, że się zdarzyły.
       
      No i teraz powiedzcie mi, co są warte te Wasze (nasze!) złamane serca, zawiedzione nadzieje, dziewczyny, które nas oszukały... Co myśmy im zawierzyli? Tylko i wyłącznie nasze emocje. Co to jest warte? Co to za wielki cios, że np kobieta Cię z kimś zdradzi? To cios wyłącznie w Twoje ego, w Twoje poczucie własnej wartości. Ale co straciłeś, czym ryzykowałeś?
       
      Ryzykowałeś wyłącznie swoimi emocjami, na których ktoś Ci zagrał.
       
      Jak by mnie koleżanka zapomniała utrzymać na linie, to bym się srogo wkurwił. Jak bym był przytomny po upadku, to pewnie bym ją zwyzywał od najgorszych. Miał bym prawo być bardzo zawiedziony na niej!
       
      Ale na jakiejś lasce, która ode mnie odeszła, chociażby i do innego mężczyzny? Pfffffff...
       
      Idźcie kiedyś się powspinać, zobaczcie jak to jest gdy ktoś dosłownie trzyma Wasze życie w swoich rękach.
    • By Bronisław
      Witam Braci. 
       
      W związku z tym, że lubie kobiety a one lubią mnie i mam z nimi bardzo fajne relacje chciałbym podzielić się z Wami kilkoma historiami, które przeżyłem, zaobserwowałem, usłyszałem.
       
      Temat jak wyżej Zdrady.
       
      Napisze najpierw o jednej i chciałbym, abyście też opisywali swoje historie lub kumpli, znajomych.
       
      Ku przestrodze ?
       
      Dzwoni telefon o 3 w nocy. Ja oczywiście smacznie śpie. Patrze, numer mojej ex ex ex może jeszcze ex dziewczyny. Byłem w szoku, że o mnie jej sie przypomniało. Ale ok. Odbieram.
       
      -Cześć. Co tam?
      -No cześć możesz gadać?
      -No tak o co chodzi...
      -Dzwonie bo zawsze byłeś szczery itd 
      -No ok ale o co chodzi?
      -Zdradziłam swojego narzeczonego
       
      Poznała go po mnie i mieli niedługo brać ślub? Kobieta bardzo ogarnięta. Własna firma itd. Inteligentna. Z dobrego domu. Z wartościami itd.
       
      -Jak to zdradziłaś? Z kim?
      -Z jego najlepszym przyjacielem.
      -co? ???
      -No tak bo impreza itd bo ciemno było bo pomyliłam go z chłopakiem ??
       
      Wiadomo jakoś się tłumaczyła, a ja byłem w szoku i śmiać mi się chciało z drugiej strony.
       
      -Nie wiem co mam robić i dzwonie do Ciebie bo z Tobą można o wszytkim pogadać. 
      -No tak zdradziłaś z jego najlepszym przyjacielem i pewnie będzie jego świadkiem. Ja bym z nim zerwał. Itd itp
       
      Dzwonie po kilku dniach a ona mówi, że uzgodniła z jego narzeczonego przyjacielem, że o tym zapomną i koniec tematu.
       
      Po paru miesiącach widzę na fb że już po ślubie i żyją pięknie i szczęśliwie.
       
       
      Następna historia jak znajde czas. Pozdrawiam Panowie ?? i licze na Wasze ??
       
       
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.