Jump to content

Recommended Posts

A jak to peklujesz?

Lubię goloneczke, lubię kiszona kapustę ale nie łącze tego, kwaśne mięso to nie dla mnie.

IMG-20211115-182038.jpg

 

IMG-20220325-004830.jpg

 

 

Link to post
Share on other sites

@MaxMen

Super Ci wyszła! 💪💪

 

Na 1 l wody (nie gotowałam zaprawy) : 1 łyżka soli do peklowania, 1 łyżka soli, 1 łyżka cukru. 

Do zalewy dorzucam liść laurowy, ziele angielskie, ząbki czosnku (nie pitolę się, daje po kilkanaście sztuk). 

Układam ciasno goloneczke w gliniance (ja musiałam w garnku; kością w dół/ pionowo), zalewam zalewą, do takiej wysokości, by przykryć golonki. 

 

A golonkę w kociołku planuję zrobić wg przepisu, nie sądzę by była kwaśna:

 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
37 minut temu, meghan napisał:

Super Ci wyszła! 💪💪

Mnie przynajmniej kulinarnie zawsze super wychodzą 

Ja moje golonki moczę w podobnej zalewie ze 3 dni potem obgotowuję lekko z warzywami, natrę czosnkiem posypię przyprawami i na brytfanne, podlewam trochę rosołem z gotowania jakieś dobre ciemne piwko i cyk 😁

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
On 5/12/2022 at 9:36 PM, meghan said:

Pekluję golonkę, bo mam na razie w planach na niedzielę zrobić ją w...

garze nad ogniskiem razem z kiszoną kapustą. 

Ale czekaj, po co peklować jak będzie jedzone na świeżo? Chyba że masz na myśli marynowanie (czyli bez peklosoli)?

Link to post
Share on other sites

@Rnext

Było o peklosoli 

19 godzin temu, meghan napisał:

Na 1 l wody (nie gotowałam zaprawy) : 1 łyżka soli do peklowania, 1 łyżka soli, 1 łyżka cukru.

Też tak pomyślałem, że do spożywania na już, jeśli to nie mięso które ma potem poleżeć to peklosól nie potrzebna. 

Ja swoje golonki moczę/marynuje w zalewie 3 dni i bez peklosoli. 

Link to post
Share on other sites

@Rnext

Mam niezdecydowaną rodzinkę (może bardziej niezorganizowaną), jeśli chodzi o terminy jakieś posiadówki. 

Golonka kupiona, miała być zrobiona w dniu zakupu, a tu... a nie chcę mrozić, bo... 

Może mój team strzeli sobie ognisko w tygodniu, znienacka, więc peklowanie jedyne wyjście, gdyby jednak plany miały obsuwę o kilka dni. 😅😅

Link to post
Share on other sites

@meghan Ale jeśli to nie jest np jakąś polędwica która później po obróbce termicznej poleżeć dłużej to niema potrzeby dawać peklosoli, ja marynuję w zwykłej i ostatnio nawet było to chyba z 7 dni. 

Choć jak ktoś tak lubi to czemu nie.

Link to post
Share on other sites

SZARLOTKA Z BUDYNIEM


 
SKŁADNIKI:
12 PORCJI
350 g mąki
200 g masła
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
70 g cukru pudru
1 jajko
1 budyń waniliowy
1/2 litra mleka
1200 g jabłek szara reneta
1 łyżeczka cynamonu
cukier puder

PRZYGOTOWANIE
Zagnieść ciasto kruche: mąkę wysypać na stolnicę, dodać pokrojone w kosteczkę zimne masło, proszek do pieczenia oraz cukier puder. Siekać składniki nożem na drobną kruszonkę. Można też użyć miksera planetarnego.
Dodać jajko i połączyć składniki w jednolite ciasto. Ciasto przekroić na pół, połówki zawinąć oddzielnie w folię i włożyć do zamrażarki.
Ugotować budyń zgodnie z instrukcją na opakowaniu, dodając wskazaną ilość cukru (pamiętamy o zagotowaniu mleka jak i gotowego budyniu).
Jabłka obrać, pokroić na ćwiartki i wyciąć gniazda nasienne. Pokroić na plasterki i włożyć do garnka. Dodać cynamon i gotować pod przykryciem przez ok. 10 minut aż jabłka zmiękną, w międzyczasie od czasu do czasu zamieszać.
Piekarnik nagrzać do 180 stopni C. Przygotować niedużą foremkę o wymiarach ok. 21 x 28 cm.
Jedną z połówek ciasta wyjąć z zamrażarki i zetrzeć na grubej tarce na spód formy. Wyrównać i delikatnie uklepać.
Na spód wyłożyć jabłka, a następnie budyń. Wyjąć drugą część ciasta z zamrażarki i zetrzeć na tarce bezpośrednio na budyń.
Wstawić do piekarnika i piec przez ok. 45 minut na złoty kolor. Posypać cukrem pudrem.

  • Haha 1
Link to post
Share on other sites
19 hours ago, meghan said:

Przepalanie kociołka

No i super że koleżanka się na żeliwko szarpnęła :)

A ja idę wykładać adana kebsy na ruszt pod węglem drzewnym :)

 

ps. Dosypię potem trochę zrębki jabłoni dla podwędzonego aromatu.

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Ruszyła zajawka na kociołek. 

Planuję gulasz zrobić.

Chętnie skorzystałabym ze sprawdzonego przepisu, choć jak dla mnie idea kociołka jest fajna - wszystko w jeden gar bez zbędnej filozofii. ;)

 

 

Link to post
Share on other sites
12 hours ago, meghan said:

Chętnie skorzystałabym ze sprawdzonego przepisu

Jestem przeciw! :D

Ale to oczywiście moja prywatna postawa. Po prostu niezwykle rzadko (nigdy) pokrywa się mój smak ze smakami twórców przepisów. Siłą rzeczy każdy przepis traktuję jako swoiste wytyczne i czystą inspirację. Ktoś lubi ostrzejsze, ktoś nie toleruje kolendry (mi np. liście pachną i smakują jak spalona opona ale nasiona to i owszem lubię) itd. Gotuj, wymyślaj, próbuj, doprawiaj, rób autorsko. To jest IMO klucz do kuchni. 

 

A gulasz z kociołka? Ja bym szukał inspiracji gdzieś w Turcji albo na Węgrzech. Albo coś a'la włoskie ragu (takie pasterskie) z jagnięciną czy baraniną. I pewnie z jakimś lawaszem poddymianym. 

 

ps. Ale z innej beczki w kwestii mięs i ew. prepersowania (może innych też zainteresuje), obczaj to. Świetny sposób przy redukcji wyposażenia i optymalizacji prac w kuchni. Oczywiście starter bakteryjny potrzebny, ale to już dziś taniocha i to bardzo dostępna. 

 

Chociaż to też ultra ciekawe:

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

@Rnext
Autorska jestem w kuchni, raz to moja rodzina lubi, raz nie. :D Sprawdzone przepisy - miałam na myśli, np. udzielenia rad pod kątem technicznym, proceduralnym (np. produkt x dłużej ulega obróbce termicznej, więc wrzuć go o x czasu wcześniej). 

O, lawash mam, może bazlama pasowałaby do gulaszu (choć to miękkie pieczywo). Nieistotne. 


Podobne "salami" mój ojciec robi.
Z bakeriami przy mięsie tata na razie nie zaczyna przygody. Muszę dozować nowości w produkcji domowej. :D 
Basturmę swoją robiliśmy. Dla porównania zamówiłam u Ormianki. Ja pierdolę, tak słona ta basturma od niej była, że przez kilka tygodni nie można było zjadać nawet po kawałku...

Basturma z tego przepisu :
https://po.knowwoow.com/przekąski-i-kęsy/8946-co-to-jest-basturma-przepisy-i-metody-gotowania.html

Link to post
Share on other sites
20 minutes ago, meghan said:

Basturmę swoją robiliśmy. Dla porównania zamówiłam u Ormianki. Ja pierdolę, tak słona ta basturma od niej była, że przez kilka tygodni nie można było zjadać nawet po kawałku...

No ale weź - w pierwszym przepisie jest:

- 1 kilogram wołowiny

- 0,5 kilograma soli 

 

To (jak dla mnie) jest kompletnie niejadalne i co najwyżej nadaje się w płatkach do wyprawiania kocich futerek na sztywno ;)

2% soli do masy mięsa to dla mnie szczyt szczytów. A to jeszcze się ma obsuszać! W następnych przepisach też nie lepiej. To ja się pytam - po co do tej soli mięso dodawać? :D

 

  • Haha 1
Link to post
Share on other sites
  • Similar Content

    • By ewelina
      Hej wszystkim!
       
      Nie wiem,  czy ktoś z Was wie, ale 1-go listopada oprócz święta Wszystkich Świętych obchodzony jest Światowy Dzień Weganizmu (naszła mnie refleksja czy to przypadek, że te święta się pokrywają ?). Postanowiłam, więc że dla uczczenia tego wydarzenia wrzucę przepis na rosół wegański. Dlaczego rosół? Z trzech powodów. Po pierwsze jest to proste danie, raczej nie da się go zepsuć, nie wymaga posiadania talentu kulinarnego. Po drugie mamy porę późnojesienną, a więc jest to też okres przeziębieniowy, a wiele osób uważa, że rosół to dobre lekarstwo na przeziębienia. Po trzecie ten przepis ma doskonałe recenzje.
       
      Zacznę od tego, że osobiście tego dania nie przyrządzałam . Dowiedziałam się o nim od mojej znajomej (jest weganką) i to ona była testerką. Przygotowała go z okazji odwiedzin swoich krewnych, którzy są wszystkożerni i dodatkowo preferują tradycyjną kuchnię polską, więc bez rosołu się obyć nie mogło. Jako ciekawostkę dodam, że krewni przed degustacją nie zostali poinformowani, że jest to rosół wegański- spodziewali się, że dostaną tradycyjną mięsną wersję. Po degustacji znajoma otrzymała następujące komentarze:  „ Babcia taki gotowała za życia! Wy wegany żałujta, bez rosołu to jak bez życia. A kure wiejską skądżeś wzięła?” Nikt się nie zorientował, że w daniu nie ma grama mięsa!
       
      Koleżanka korzystała z poniższego przepisu:
       
       
      Pozdrawiam
       
    • By ewelina
      Witajcie!
      Zacznę od tego, że trafiłam dziś na audycję p. @Marek Kotoński na temat mięsa. Bardzo cieszę się, że poruszył ten temat, bo dotyczy on nas wszystkich. Ja nie będę dublowała tego co p. Marek powiedział, ale poruszę temat z nieco innej strony. 
       Większość z nas ma swoje mieszkania, domy, o które dba, które ceni, inwestuje pieniądze. Ale dlaczego nie cenimy miejsca, które jest naszym wspólnym domem? Naszej planety? To przecież od jej stanu uzależnione jest nasze być albo nie być. Każda nasza nawet najmniejsza decyzja bezpośrednio wpływa na stan środowiska naturalnego, a takich decyzji każdego dnia podejmujemy bardzo wiele. Dlatego każda osoba jest ważna! Jeśli ten tekst spowoduje, że chociaż jedna osoba zechce coś zmienić w swoim życiu to czas, który poświęciłam nie będzie zmarnowany.
      Jak przemysł zwierzęcy wpływa na środowisko:
      1) Przemysł mięsny zużywa 1/3  całych zasobów wody pitnej na świecie! Nie piszę nawet o produkcji nabiału, czy jajek a tylko zwierząt na mięso! Przykładowo produkcja 1kg wołowiny zużywa od 100 do 200 razy więcej litrów wody niż produkcja jednego kilograma żywności roślinnej. Czy możecie to sobie wyobrazić? Zasoby wody kurczą się w zastraszającym tempie, a my tyle wody marnujemy by produkować mięso. Dziś już praktycznie nie ma źródeł wody o idealnej czystości. Dodatkowo to przemysł mięsny jest w dużej mierze odpowiedzialny za zanieczyszczenie wód.
      2) Aby wyprodukować 1 kg mięsa potrzeba zużyć ok 12 kg zboża (w przypadku wołowiny ok. 25kg)
      3) Ok 61% wszystkich plonów w Polsce jest zużywanych na paszę dla zwierząt (nie wspominam, że ogromną ilość paszy, w tym soi importujemy)!
      4) Produkcja mleko i mięsa zużywa ok. 83% światowych terenów uprawnych!
      5) Z obszaru ziemi uprawianej wielkości 5 boisk futbolowych (10 hektarów) można wyżywić 2 ludzi jedzących mięso, 24 jedzących zboża lub 64 zjadaczy soi. Dr Maria Grodecka, działaczka i autorka wielu książek o wegetarianizmie, dowodzi, że na roczne wyżywienie jednej osoby ‚mięsożernej’ musi być przeznaczone przynajmniej 0,5 ha ziemi oraz 1,5 ha pastwisk, podczas gdy do wyżywienia ‚roślinożercy’ wystarczy 4 razy mniej powierzchni – około 0,5 ha.
      6)  Ponad 70% amerykańskiej produkcji zboża i ok 1/3 światowej przeznacza się na pasze dla zwierząt, których mięsem żywi sie ok 30% populacji. By wykarmić coraz to większe stada, do uprawy roślin przeznaczonych na paszę stosuje się obficie pestycydy i nawozy sztuczne
      7) Tarłowanie denne (metoda połowu ryb i owoców morza) odpowiada za 95% zniszczeń w naszych oceanach.
      8) Wyprodukowanie białka zwierzęcego wymaga zużycia 8 razy większej ilości paliw kopalnych niż wyprodukowanie analogicznej ilości białka roślinnego.
      9) Hodowla i produkcja mięsa odpowiada za emisję ponad 60% ogółu gazów cieplarnianych (czyli cały transport na swiecie produkuje mnie spalin niż produkcja i hodowla mięsa).
      10) Zwierzęta hodowlane stanowią 96% wszystkich zwierząt na świecie. W ciągu roku na całym świecie w celach żywnościowych zabijanych jest około 50 mld zwierząt lądowych!
       
      Mogłabym wymieniać jeszcze długo, ale myślę że przytoczone dane i tak są przerażające. Wiem, że znajdą się osoby argumentujące, że produkcja roślin również wymaga stosowania pestycydów i nawozów sztucznych, owszem,ale na wielokrotnie mniejszą skalę. Pamiętajmy, że za to co dzieje się na naszej planecie odpowiada każdy człowiek z osobna, a więc każdy ma wpływ by poprawić sytuację.
      Zadziwiające jest to, że osoby, które zwykle najbardziej krytykują weganizm czy wegetarianizm zazwyczaj albą planują mieć dzieci albo już posiadają. Dlaczego mnie to dziwi? Bo to te osoby w pierwszej kolejności powinny brać się za działanie, by swoim potomkom zapewnić jak najlepszą przyszłość. Co z tego, że zapewnimy dzieciom edukację na wysokim poziomie, start w postaci mieszkania czy samochodu skoro być może nie będą miały wody, która nada się do picia? Jeżeli sytuacja na Ziemi się nie zmieni to bardzo prawdopodobne, że w ciągu najbliższych 100 lat czeka nas ogromna katastrofa ekologiczna.
       
      W szkolnych podręcznikach biologii, w tematach dotyczących ekologii nie ma słowa o wpływie produkcji zwierząt na środowisko naturalne. Podobnie studenci ochrony środowiska w trakcie 3 letniej edukacji słyszą o problemie 1-2 razy, ale temat poruszany jest w sposób marginalny. Gdy słyszymy o ekologii to zazwyczaj jest mowa o segregacji śmieci, niemarnowaniu wody, gaszeniu światła, owszem jest to istotne, ale o ile więcej możemy zdziałać gdy na obiad zrezygnujemy z mięsnego kotleta.
       
      Obecnie żyjemy w czasach, gdy mamy dostęp do praktycznie każdego rodzaju żywności. Ignorancją jest w takim przypadku sięgać po mięso. Pamiętajmy, że wszyscy jedziemy na jednym wózku, a działając na niekorzyść naszej planety podcinamy gałąź, na której siedzimy.
      Rozumiem, że nie każdy jest w stanie od razu stać się weganinem czy przejść na pranę . Liczy się każde działanie. Pamiętajmy, że głód jest najważniejszym elementem samodyscypliny. Jeśli potrafimy kontrolować to co jemy i pijemy to potrafimy kontrolować wszystko.
       
      Panie Marku,  nie wiem czy Pan to przeczyta, ale bardzo chciałam podziękować Panu za audycję dotyczącą poruszanego tematu. Z doświadczenia wiem, że mężczyźni są znacznie bardziej oporni jeśli chodzi o rezygnację z mięsa. Tym bardziej słowa uznania dla Pana. To miło, że są ludzie, których obchodzi nie tylko czubek własnego nosa, ale reagują na cierpienie innych istot (w tym wypadku bezbronnych).
       
      Podsumowując: Czy zwierzęta powinny być pokarmem? Tak, ale nie ciała, a duszy.
      https://www.youtube.com/watch?v=HwynXS6TS84
       
      Źródła, z których korzystałam:
      https://www.theguardian.com/environment/2018/may/31/avoiding-meat-and-dairy-is-single-biggest-way-to-reduce-your-impact-on-earth
      https://advances.sciencemag.org/content/2/2/e1500323.full
      http://www.takepart.com/article/2016/02/18/4-billion-people-face-water-scarcity
      https://forsal.pl/artykuly/1390826,co-to-jest-syntetyczne-mieso-i-czy-bedziemy-je-jesc.html
      https://www.otwarteklatki.pl/dieta-roslinna-ratunkiem-dla-planety/
      https://www.onegreenplanet.org/animalsandnature/the-roots-of-deforestation-in-the-amazon/
      https://www.newsweek.pl/wiedza/nauka/mieso-jest-dla-ziemi-gorsze-niz-samochody-i-dymiace-fabryki/g5mqxlj
    • By Oktabryski
      Cześć. Wrzucam materiał z dzisiejszego Agrobiznesu, który informuje o spadających cenach wołowiny. Jest to oczywiście reakcja na ujawnioną aferę z ubojem chorego bydła.
       
      W dzisiejszej Rzepie nieco na wyrost napisali, że ceny w skupach runęły. Może jeszcze nie runęły, ale spadki dopiero się zaczęły i trudno powiedzieć, gdzie się zatrzymają.
       
      "Bydło 05.02.2019
      Do tej pory był to jeden z najbardziej przewidywalnych i opłacalnych rynków rolnych. Do produkcji wołowiny zachęcały dobre cen i pewny zbyt. Wielu hodowców trzody przerobiło chlewnie na obory i przestawiło się na bydło mięsne.
       
      Ale afera z nielegalnym ubojem już zbiera swoje żniwo. Ceny skupu gwałtownie spadły. A przetwórcy boją się dalszych nacisków na korekty stawek ze strony kontrahentów. Co nietypowe na tym rynku do ubojni trafia teraz bardzo dużo zwierząt i o towar nie trzeba wcale zabiegać. Z drugiej strony ograniczone zakupy, skutkują spadkami cen od hodowcy po przetwórnię. Największe przeceny dotknęły byki, których teraz ubija się najwięcej, zdecydowanie mniejsze zmiany w cenach jałówek, a nawet krów."
       
      Ciekawy początek roku: dziki, teraz wołowina.
    • By Oktabryski
      Obejrzałem reportaż TVN "Chore bydło kupię" pokazujący proceder skupywania przez ubojnie chorych lub okaleczonych krów. Polecam Wam do obejrzenia.
       
      Sam nie klikam w kopiowane przez kogoś linki, dlatego też nie wklejam tutaj linku. Można łatwo znaleźć ten reportaż na stronie telewizji.
       
      Materiał jest momentami niesmaczny ale interesujący. W dużym skrócie niektóre ubojnie prowadzą w nocy oddzielną linię uboju zwierząt, gdzie bez nadzoru weterynarza przerabiane są okaleczone krowy. Bydło to zgodnie z przepisami sanitarnymi byłoby niedopuszczone do przerobu. Wszystko odbywa się poza ewidencją.
       
      Półtusze pokazane w reportażu wyglądają fatalnie, wycina się z nich różne fragmenty zanim trafią do przerobu.
       
      Sam rzadko jem wołowinę, słabo się komponuje z resztą tego, co jem. Ale pewnie z wieprzowiną dzieje się tak samo. 
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.