Jump to content

Czy w dzisiejszych czasach opłaca się chodzić na kursy/szkolenia z uwodzenia?


Recommended Posts

Tak jak w tytule. Czy Waszym zdaniem warto korzystać z kursów, czy też wszelkiego rodzaju z szkoleń z uwodzenia, tj. podchodzenia na ulicy do kobiet? Czy takie rozwiązanie jest raczej słabym rozwiązaniem?

  • Haha 2
Link to post
Share on other sites
  • Replies 163
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Powiem Ci tak brachu jest taki na necie frywolny, i masa jemu typu podobnych mu trenerów uwodzenia którzy nienawidzą braci samców. Spytasz dlaczego? bo mówimy prawdę o naturze kobiet i tym, że w

Oczywiście, że warto. Gość robiący te kursy będzie mógł kupić sobie BMW i uwodzić skutecznie co udowodni, że metody działają a ty koniec końców nie zbankrutujesz. Dobre uczynki będą wynagrod

Dziękuję kolego @DOHC   Na początek wystarczy Wam poćwiczyć scenariusz z cytatu, spokojnie na rok zajęcie, by nastroić swój umysł. 50% jest w umyśle i wibracji, może 30% w warunkach fizyczny

Oczywiście, że warto.

Gość robiący te kursy będzie mógł kupić sobie BMW i uwodzić skutecznie co udowodni, że metody działają a ty koniec końców nie zbankrutujesz.

Dobre uczynki będą wynagrodzone tam w górze gdy przyjdzie pora.

 

  • Like 7
  • Haha 13
Link to post
Share on other sites
30 minut temu, predator08 napisał:

Tak jak w tytule. Czy Waszym zdaniem warto korzystać z kursów, czy też wszelkiego rodzaju z szkoleń z uwodzenia, tj. podchodzenia na ulicy do kobiet? Czy takie rozwiązanie jest raczej słabym rozwiązaniem?

Nie, aczkolwiek samotna droga jest mega cięzka, wiec jesli nie masz dobrego mindsetu to zobacz sobie pare filmow na yt tylko u normalnych gosci, bo jest tam cała masa szarlatanów

Link to post
Share on other sites

Pewnie jest sens, jeśli ten kurs nauczy Cię pewności siebie, zmieni złe nawyki, a także podpowie jak lepiej ubierać się biorąc pod uwagę Twoją sylwetkę. Czyli musiałby w taki kurs być zaangażowany także psycholog i stylista. Wartość dodana byłaby taka, że czuł byś się pewniej nie tylko w kontakcie z kobietami, ale i na wielu innych polach, w tym także zawodowym.

Edited by Kleofas
  • Like 12
Link to post
Share on other sites

Pewnie, że warto. Nawet jak nie będziesz dalej kontynuował  podchodzenia do dziewczyń po szkoleniu. To i tak taki kurs da Ci więcej do pewności siebie. Będziesz odważniejszy. Nie będziesz taki obsrany jak będziesz musiał pogadać z jakąś naprawdę dobrą laską. Nie będziesz jej traktował jak jakieś bóstwo.

 

Na takich szkoleniach chłopaki Ci doradzą też odnośnie ubioru. Co zmienić, co poprawić. Można też poznać innych ogarniętych gości z kursu. Potem mogą wyniknąć z tego jakieś przyjaźnie itd. 

Link to post
Share on other sites

Tak i nie, zależy od polityki. Jest temat jednego z braci, który zaczął podryw w niekomfortowych miejscach. Nawet chętna kobieta się spłoszy w pracy pod okiem przełożonego i kolegów. 

 

Sam nie wiem nic o pua, ale rozmawiałem z jednym braci, i jego argumenty były przekonywujące i logiczne. Jak kogoś zainteresować sobą? Zainteresować ale pośrednio, niech o was dopytuje znajomych. Nie przez podchodzenie i nagabywanie. 

 

Ale resztę może dopowie @absolutarianin 

Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, predator08 napisał:

Czy takie rozwiązanie jest raczej słabym rozwiązaniem?

Nie lepiej wsadzic sobie w majty kawalek swojskiej i przejsc sie po galerii ? Nawet nie bedziesz musial sie zbytnio wysilac z gadka .

Edited by thyr
  • Thanks 1
  • Haha 2
Link to post
Share on other sites

Dla mnie nie warto. Samemu można wyćwiczyć podrywanie na zasadzie prób i błędów. Kiedyś w liceum kupiłem sobie kurs z podrywania w pdf co niby dawał 100% skuteczność w podrywie każdej kobiety. Nic mi nie dało, a podryw jakiejś dobrej laski 8/10 czy 9/10 kończył się fiaskiem. Drugiej części kursu nie kupowałem.

  • Like 3
Link to post
Share on other sites

Powiem Ci tak brachu jest taki na necie frywolny, i masa jemu typu podobnych mu trenerów uwodzenia którzy nienawidzą braci samców.

Spytasz dlaczego? bo mówimy prawdę o naturze kobiet i tym, że w pierwszej kolejności liczy się dla nich wygląd mężczyzny.

Tego Ci żaden Puas nie powie ba za to będzie cię motywował, że możesz mieć każdą, nie przejmuj się zlewkami, że w końcu może za 1000 razem się uda i dostaniesz numer🤣😂

Oczywiście za te kursy biorą absurdalne pieniądze bodajże frywolny za weekendowy kurs 3K😆

Nauczysz się na nich sztucznych otwieraczy, oklepanych tekstów niczego więcej.

A rzeczywistość zweryfikuje te umiejętności i pokarze tobie, że to nie działa a sam dostaniesz takiego dysonansu poznawczego, że jeszcze bardziej zrazisz się do kobiet.

Dlaczego bo kobiety w pierwszej kolejności jak cię nie znają to patrzą na WYGLĄD i oceniają przez jego pryzmat.

Kobiety kochają przyjemność jaka daję przystojny mężczyzna, satysfakcję, że będą mogły pochwalić się przed rodziną, znajomymi, koleżankami, które będą kipiały z zazdrości.

To silniejsze od kobiet zassać ewentualnie dobre geny, urodzic zdrowe, ładne dziecko, umościć się w społeczeństwie być postrzeganą jako wyjątkową i spełnioną.

Natomiast Większość mężczyzn w Polsce to przysłowiowe normiki i flepiarze zobacz jak kobiety negatywnie na nich reagują.

Jaki wysyp w Polsce samotnych mężczyzn, przypadek? nie sądzę.

Tylko topka 5-10% atrakcyjnych mężczyzn ma szansę ba kobiety same będą ich podrywać bo spotkanie takiego genetycznego okazu już drugi raz może się jej nie powtórzyć .

 

Co ja proponuję to samo co chłopaki @SamiecGamma i @Zbychu czyli budowanie swojej atrakcyjności by to kobiety same do ciebie lgnęły.

Wpierw ogarnij wygląd na max, później pewność siebie, samoocenę, poczucie humoru i dystans do siebie, zmiana mindsetu też wskazana i wyzbycie się 

niewłaściwych przekonań, bzdur powielanych przez społeczeństwo, następnie zadbaj o status społeczny, pozycję oraz pieniądze.

To wszystko to składowe liczące się i przekładające na sukcesy z kobietami.

Kobieta również nie może być centrum twojego świata tylko dodatkiem do twojego życia.

Nie gloryfikuj kobiet, nie stawiaj na piedestał, nie czcij jak Bożka bo to taki sam człowiek tylko różni się tym, że ma dojki i kuciapę.

 

Zrobisz jak zechcesz to twoje życie😉

  • Like 14
  • Thanks 8
Link to post
Share on other sites

Dziękuję kolego @DOHC

 

Na początek wystarczy Wam poćwiczyć scenariusz z cytatu, spokojnie na rok zajęcie, by nastroić swój umysł. 50% jest w umyśle i wibracji, może 30% w warunkach fizycznych (jak brakuje, to trzeba po prostu robić dłuższe i bardziej wyrafinowane polowania, niebezpośrednie, indirect - dłużej chodzić głodnym), 20% to przypadek sytuacyjny, raz będzie działał na waszą niekorzyść, raz na korzyść. Oczywiście tę drugą możliwość należy ZA KAŻDYM RAZEM bez względu na koszty wykorzystywać! Fortuna fortis adiuvat.

 

On 6/5/2022 at 3:51 PM, absolutarianin said:

Tu jest taka ciemność poznawcza, że nie wiadomo od czego zacząć. Życie realne jest skomplikowane, szczególnie jego trudniejsze poziomy, rwanie, mamona. Im dalej tym wyzwania większe, lecz wszystko, co było powiedziane z sensem do tej pory ma znaczenie!!! Więcej, w tym wszystkim są poziomy wtajemniczenia i zaawansowania. Nie można poprzestając na grze w stylu 'Cze mała, choć na kawę.', albo co gorsza 'chcesz się ruchensztajnować?'  spodziewać się jakichkolwiek rezultatów, chyba raczej mimo tych odzywek, a nie dzięki nim... 

 

Przecież nawet na siłowni nie zrobisz masy, czy rzeźby w miesiąc, to co dopiero w dziedzinie, gdzie literalnie WSZYSTKO ma znaczenie?

 

Blackpillowcy pitolą, że nic się nie uda, jak ni ma szczęki, porobili skale, poziomy wejścia, taki hamerykański youtuber WheatWaffle w tym przoduje. Gada z sensem, lecz on ma 25 lat około i o życiu wie niewiele. To jest tylko mały wycinek rzeczywistości. Oczywiście wygląd ma znaczenie i głupotą byłoby o niego nie zadbać, jeżeli cokolwiek można jeszcze poprawić, lecz przede wszystkim liczy się całokształt tego, kim jesteś, jak się wypowiadasz, jaki masz urok osobisty, styl, nawet te zasoby nie są takie już dzisiaj ważne, bo co trzeci je ma w dobrym kraju, lecz to nie jest aż tak potrzebne. Bylebyś tylko dziadowsko nie wyglądał. Do tego nie trzeba gór kasy, a tylko cię ta kasa nabawi kompleksów i strachu, co będzie, jak stopnieje. Będziesz chciał ją demonstrować i się tylko ośmieszysz. Lecz fundamentalne, od czego należałoby tu zacząć, to stan psychiczny autora.

 

Jeżeli on pisze w temacie pogardliwie o kobietach, które rwie, to jak z taką energią to może się udać?

 

Nienawidzi tego, co chce zdobyć. Tak samo jest z mamoną. Money haters will never have money. 

 

Tak samo parcie na wyro, to jest mega słabe, szczególnie jak się robi polowanie na lepszą zwierzynę, to wymaga miesięcy podchodów i nie popełniania szkolnych błędów.

 

Miałem wczoraj trochę sukcesów towarzyskich w mieście, w którym sobie poluję, bo jest wiosna i wszyscy się towarzysko i energetycznie zaktywizowali. Więc oczywiście wielką głupotą byłoby nie kuć żelaza póki gorące. Część z Was wie, że poluję na bardzo trudnym poziomie, w trudnym kraju, w jego najtrudniejszym regionie i do bardzo trudnego targetu (max 25 lat). Więc nie stać mnie na błędy. Poznałem dwa tygodnie temu dwie dziewczyny, nazwijmy je umownie AR i NO. Oczywiście nie poznałem ich przez żadny siermiężny on-line dating, gdzie mnie w ogóle nie ma, ani pijany na imprezie, tylko w klasycznym day game

Opiszę Wam, jak ja taki day game prowadzę, żebyście mogli w jakiejś mierze powielić go w swoich warunkach. Skoro ja się nauczyłem (wcześniej zawsze to ja byłem wybierany, na social proof), to i Wy możecie. Wybieram sprzyjające miejsce, gdzie ludzie są wyluzowani, porę dnia odpowiednią, dzień tygodnia, najczęściej piątek wieczorem, lub późnym popołudniem, deptak nadmorski, gdzie są place, kluby, parki, wszystko na małej przestrzeni, bo mi dokucza noga i nie mogę dużo chodzić, zresztą szybkie chodzenie jest złym nawykiem z męskiej młodości, który obniża energię i wprawia w stan psychicznego zapierdolu. Ew. posiłkuję się motocyklem, by się przestawić w inne miejsce, lub sąsiednią nadmorską miejscowość, jeżeli chcę podziałać ostrzej. Robię 3-5 podejść sytuacyjnych, wykorzystując do tego zawyczaj dziewczyny przybyłe z Niemiec (słyszę po języku).  Z tego zazwyczaj nic nie ma, bo one mają Ordnung i Plan, ale można sobie uciąć pogawędkę, co daje punkty do ogólnej energii, jak każdy sukces. Dodam, że to kurort, więc sporo ludzi chodzi po lungomare w tę i z powrotem, więc czasem możesz dostać drugą szansę, jak się spóźnisz z reakcją. Podejście sytuacyjne oznacza soft approach, czyli odnoszę się do tego, co się wydarza ad hoc. Lub zagaduję z zapytaniem o jakąś pierdołę. 

To ma znaczenie, bo akurat AR i NO niosły pizzę i mówiły między sobą po angielsku, więc mówię też po angielsku: "Is anything better in this world than two beauties carrying pizza?"  No i haha, hihi. Można wtedy z języka przejść na skąd jesteście, a jak są lokalne, to czy są z tego miasta, bo tu dużo przyjezdnych. AR jest Włoszką z pobliskiej miejscowości, a NO Monegaską mieszkającą na stałe w Sanremo, ale z korzeniami koreańsko-afrykańskimi, czyli ogólnie egzotyka, choć biała.

Porozmawialiśmy chwilę na tym murku, gdzie mnie tą pizzą poczęstowały i tak się temat ZAKOŃCZYŁ. Nie było klimatu do wzięcia numeru tel. lecz wystarczyło, że mieszkają w okolicy. Więc go nie brałem!!! I to jest pierwsza wskazówka.

 

Bądź płynny, smooth nie nap..alaj jak cham, bo nic ci to nie da, jak zaburzysz komfort. Attraction & comfort, a potem dopiero gdzieś tam daleko w tle seduction...  

 

Jak zaruchensztajnowałeś, to twoje perspektywy nie się zaczęły, tylko właśnie skończyły, bo przestałeś być wyzwaniem, czymś tajemniczym, emocje diabli wzięli. Dziewczyna teraz musi się martwić, czy się z tobą gdzieś da pokazać i czy jej krąg socjalny cię zaakceptuje, błąd!

 

Jedna dziewczyna przyciąga drugą, więc pozwoliłem im odpłynąć i faktycznie NO spotkałem po kilku dniach z inną koleżanką, GA. Lecz tego dnia, byłem nierozgrzany, nie poszło i spaliłem ten moment, rozmowa była niekomfortowa, szybko się urwała i one poszły. Myślę trudno, Monegasko-Koreanka odpłynęła w siną dal, będą następne.    

 

Wczoraj miałem wyjątkowo dobry humor, więc wyciągnąłem sobie elegancki ciuch i puściłem się w miasto. Zwykle przyjeżdżam motorem, więc jestem w kurtce motocyklowej, katanie i cywilnym dole, lecz teraz przyjechałem sobie koreańskim nomen omen rakieTico, a że przy sobocie jest kłopot z miejscem parkingowym we wakacje, więc zaparkowałem daleko przy parku (około 1 km) w pozycji na smarta na ostatnim miejscu i idę przez miasto widzę AR przy automacie, próbuje coś kupić z jakąś koleżanką, ale nie z NO tylko inną jakąś. A że tym razem byłem już rozgrzany, bo zagadałem jakieś Szwajcarki na murku wcześniej, które coś tam szwargotały w dziwnym narzeczu (bosz, co za beton, dzięki Ci, że jestem w Italii!), to przywitałem się i myślę, AR nie wie, że spaliłem z NO świeżą wszak znajomość. AR się rozpromieniła, więc pytam jakie ma plany na wieczór, gdzie idą, a ona... spławiła szybko koleżankę i mówi, że umówiła się z innymi na muzykę na żywo tu dwie ulice dalej i jak chcę to może mnie zabrać. Oczywiście przystałem na propozycję i zaprowadziła mnie w zaułek, gdzie bawiły takie młode gwiazdy, typu Deva Cassel, przedstawiła mnie jeszcze dwóm i siadamy przy stoliku, a tam NO z GA. Ale już energia była wysoka, śmichy chichy, żarciki i ten jeden fakt, że AR wtedy nie było wyprostował ten błąd mój, niedyspozycję i bawiliśmy się świetnie cały wieczór. A tam same młode dziewczyny od 7my w górę. 

 

Sprawa była na otwartej ulicy, grała jakaś włoska młodzież na gitarach, ale bez wprowadzenia niewiele bym tam zwojował, a tak AR zrobiłą mi pijar, że 'on mówi we wszystkich językach, resztę zrobił dobry ciuch, humor i przede wszystkim wysoka energia, a nie poczucie niedostatku. Wtedy bardzo szybko zobaczysz na sobie przymilne spojrzenia i same dziewczyny zaczną cię kokietować, kiedy pierwsza bariera nieufności zostanie przełamana. Na koniec wieczoru przykleiła się do mnie zajebista dziewczyna od 'wysokich wibracji, illuminatów i muzyki 432 Hz' i zaprowadziła mnie na... kebaba :D Miała tatuaż 'as above so below' i tłumaczyła mi całą drogę dlaczego wszechświat jest fraktalem. 

 

Ta historia mam nadzieję pokazuje wam, że takie podchody, polowania to są często bardzo skomplikowane układy socjalne, gdzie łatwo jest spalić, zaprzepaścić sobie następne spotkania i znajomości. Oczywiście będzie też masa takich wieczorów, gdzie nic szczególnego się nie wydarzy, z tym też musicie się liczyć i się nie zrażać. Każdy taki trening to dużo chaszczy, albo płotek w sieci, zanim się natrafi na trop jakiejś łani, czy wypatrzy piękną płaszczkę ;)  AR ma faceta dowiedziałem się pod koniec wieczoru, lecz to nie ma znaczenia, bo taka jedna dziewczyna prowadzi do następnych, które już nie mają. Zresztą podobnie jest w biznesie, na pierwszym kliencie się traci, by zarobić na następnych. Dlatego potrzeba tu finezji i tego chyba wam brakuje. Łupiąc schemat, tinder, kawa i obopólne rozczarowanie zostaną wam tylko takie nieprzyjemne sytuacje.

 

A gdzie smak życia?    Dlatego nie tylko on line dating is over, ale i dating is over generally! Ja w ogóle w coś takiego nie wchodzę, bo dopiero, gdy mam szerokie pole do działania, koleżanki, kolegów, którzy mnie tu wspuszczą tylną bramką do klubu, dadzą social proof, poznają z kimś, kiedy mam zabezpieczone zasoby, chaty, dochody, klientów, całe tło, didaskalia tego teatru dopiero wtedy mogę zrobić prawdziwą THE GAME. Czego i wam życzę, bo tu jest jeszcze mnóstwo do zrobienia.

 

Co więcej, mając dobrą grę, można nawet wprowadzić ziomków, którzy nie mają jakiegoś szczególnego wyglądu, ale muszą rozumieć jej zasady, a nie być zadrą w otoczeniu i palić okazje. Jak to rzecze Chińczyk:

 

"Szkoda trudu, szkoda ziarna, nie wyrosną tulipany, kiedy ziemia nie jest czarna

Każda praca będzie marna, kiedy grunt jest niezorany, szkoda trudu, szkoda ziarna - nie wyrosną tulipany!"  

 

Podryw zależy od twojego dominującego typu psychologicznego (czy jesteś królem, wojownikiem, czarodziejem, czy kochankiem), należy to również uwzględnić. Czarowanie to nie tylko domena czarodzieja, ale każdego i nie tylko kobiet, bo od tego zależy, jak będziesz pozyskiwał klientów, a nawet zwykłych kumpli. To jest fundamentalna umiejętność życia, podobnie jak wiązanie sznurowadeł, jedzenie sztućcami, czy prezentowanie się.

Ja jestem psychologicznym królem, więc nie rwę na instrument uliczny jak czarodziej, tylko buduję miesiącami, a nawet latami całą orkierstrę, stroję, słucham każdego elementu przed arią główną. Wygrywam na social proof. Oczywiście mało kto jest czystym typem, należy też korzystać z funkcji swojego typu zastępczego. Czyli nie ograniczam się tylko do maniery króla, ale i korzystam z innych, jak mam humor, warunki.

 

@Król Jarosław I jak pamiętasz, miałem cavallino rampante, więc wiem. Dzisiaj nie mam. A wiesz czemu? Bo nie podchodzą do cb, tylko do auta. Auto - można ci odebrać, a twojego vibe'u nie można ci odebrać.

 

I jeszcze jedna rzecz - wygląd i ubiór. Parę osób hejtowało mój niegdysiejszy filmik o ubiorze, że to pierdolenie o szopenie. Ubiór ma ogromne znaczenie, to między innymi dzięki niemu zadziała się się sytuacja powyżej, dzięki mojej żarówiastej żółtej koszuli i żółtemu.. paskowi do spodni. Oglądają się nawet ładne kelnerki tutaj, dlatego że to wyróżnia z tłumu. Bo przecież ja nie mam bicepsów, nie mam fryzury. Więc został tylko ubiór, vibe, albo wrażenie, które wywołałem poprzedniego dnia. A zatem wszystko, co napisałem tu - MA OGROMNE ZNACZENIE, c.b.d.o

 

Dobrze wypracować swój styl i przede wszystkim musi być dopasowany do warunków fizycznych. Warto zapytać samych kobiet, one powiedzą, w czym ci do twarzy. Niedobory przykryć, atuty uwypuklić. Kolory mroczne, zniszczona odzież, tandetna, wszystko, co pokazuje, nędzną, biedną wibrację (zazwyczaj ulubione - na śmietnik, lub chociaż połowa na śmietnik). Tu, gdzie jestem - zły ubiór to zbrodnia, tak samo jak nalanie kawy do papierowego kubka. To po prostu jest niedopuszczalne! Swój ubiór trzeba kochać, czuć się w nim zajebiście. I to jest paradoks. Bo źle będzie, jak się nie ubierzesz tak, jak kochasz, będziesz czuł się nieswojo, nerwowo, ale jak pokochałeś to, w czym źle wyglądasz, to masz serious problem.  

 

Wibracja jest praprzyczyną, najpierw się projektuje program w głowie, a potem atrybuty się same pojawiają.

 

I pamiętajcie, owoce, które szybko rosną, są zazwyczaj... niesmaczne.

Edited by absolutarianin
  • Like 8
  • Thanks 8
Link to post
Share on other sites
19 minut temu, Iceman84PL napisał:

Co ja proponuję to samo co chłopaki @SamiecGamma i @Zbychu czyli budowanie swojej atrakcyjności by to kobiety same do ciebie lgnęły.

Wpierw ogarnij wygląd na max, później pewność siebie, samoocenę, poczucie humoru i dystans do siebie, zmiana mindsetu też wskazana i wyzbycie się 

niewłaściwych przekonań, bzdur powielanych przez społeczeństwo, następnie zadbaj o status społeczny, pozycję oraz pieniądze.

To wszystko to składowe liczące się i przekładające na sukcesy z kobietami.

Kobieta również nie może być centrum twojego świata tylko dodatkiem do twojego życia.

Nie gloryfikuj kobiet, nie stawiaj na piedestał, nie czcij jak Bożka bo to taki sam człowiek tylko różni się tym, że ma dojki i kuciapę.

 

Zrobisz jak zechcesz to twoje życie😉

Swietna rada. Holistyczne podejscie do siebie jako faceta to klucz, ale samo sie nic nie zrobi jak mowi Pudzian. Ilu jest takich gosci co maja kazda sfere zycia wycyckaną na glanc, i co i kupsko w relacjach. Bo wlasnie uwierzyli w bajki, że same dupy zaczna zagadywać. Mogą sie zakrecić, dawać sygnały, ale jak kolo leży na polu flirtu, niewerbalnych sygnałow to dalej bedzie sie meczył, a praktyczny rozwoj w tej branży to wlasnie jest nauka tych małych trybików

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Masa materiałów jest za darmo, a i tak sukces zależy od Ciebie i zdolności do rozumienia własnych emocji, siebie, i wprowadzania korekt zachowań.

 

Jak z każdym kursem zresztą - głównym problemem jest mental kursanta, który myśli, że kurs zastąpi własny wysiłek.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Ja z kursów podrywania polecam jechać na egzotyczne wakacje tu i tam , wrzucić parę fotek na social media i patrzeć co się dzieje jak jakaś Panna Cię akurat kojarzy czy zna.

 

 

 

Podróże do dalekich krain zawsze będą kojarzyć się z sianem , pojechałem tu, tam , dalej zamierzam to robić , a widzę jak znajome same zagadują , czy to w aptece koleżanka z czasów liceum, czy innych okolicznych destynacjach jest podobnie.

 

 

Tylko , że w tym wszystkim zaczyna się jeden wielki problem , teraz to ja mam na nie wyjebe i wolę te Panie z egzotycznych kierunków 😂

 

 

Lepiej zrób coś dla siebie , a nie nabijaj kabzy w jakieś dziwne kursy , wolałbym te pieniądze przeznaczyć na psychoterapię , jak myślisz o kursie podrywu to znaczy , że widzisz u siebie samego jakieś braki do przepracowania.

  • Like 5
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
45 minut temu, thyr napisał:

Nie lepiej wsadzic sobie w majty kawalek swojskiej i przejsc sie po galerii ? Nawet nie bedziesz musial sie zbytnio wysilac z gadka .

:D

Praktykowałeś, że polecasz?

 

40 minut temu, Król Jarosław I napisał:

Po co podchodzić do kobiet? Jak kupisz lepsze auto same podchodzą.

 

 

Czyli co?

Link to post
Share on other sites
Teraz, Brat Jan napisał:

Czyli co?

Hyundai Atos , podchodzą bo pytają jak się do niego mieszczę mając 190 wzrostu.

  • Haha 7
  • Sad 1
Link to post
Share on other sites

Płatne kursy nie ale spróbowałabym wkręcić się do społeczności, poznać ludzi, z kimś razem powychodzic. Na fb są takie grupy gdzie cały czas szukają wingow. 

 

Abatrachujac stricte od Pua ale niesamowicie ważne jest poznanie osób które mają podobne cele, które coś działają w temacie, który Cię interesuje. To wplywa na podświadomośc, na motywację i łatwiej się rozwijać. O tym już nikt nie pamięta ale rolą studiów też w pewien sposób było/jest skojarzyć ludzi o podobnych planach co jest nieformalnym mentoringiem. Zresztą to naturalne, że lepiej czujemy się wśród ludzi o podobnych przekonaniach. 

  • Like 3
Link to post
Share on other sites
25 minutes ago, Król Jarosław I said:

Po co spotykasz się z kobietą?

 

A co, mam się spotykać ze starymi dziadami i męczyć w ich towarzystwie? Spotykam się z kobietami, bo to dla mnie smak życia! Jestem kobieciarzem :D 

 

Natomiast zgadzam się, że nie jest to bezpośrednio skorelowane z wyrwaniem jako takim, czyli usidleniem cię to biznesu matrymonialnego, czy kinderbiznesu. Przecież 99% populacji to żadni gracze, a ktoś ich tam usidlił, mają dzieci, jakieś tam związki, do tego wystarczą zasoby i to auto, jak powiedziałeś. Tylko problem się zaczyna, że gra szybko przestaje się toczyć na ustalonych, jak ci się wydawało w naiwności twej, zasadach. Nie ma właściwie żadnych zasad, a ty nie stoisz na żadnej w niej pozycji. Można cię zastąpić byle kim, lub takim samym z kasą, których jest przecież sporo. I to jest dla mnie kolejny, tym razem już bardzo pragmatyczny powód, dla którego warto podjąć wysiłek i nauczyć się gry. Gra jest wysiłkiem ogólnorozwojowym i dlatego toczy się na wielu polach, trzeba posprzątać całe swoje życie. Poprawienie relacji z kobietami jest tylko jedną z nagród za porządnie wykonaną pracę.

 

Przy czym ten wysiłek jest spory, bo trzeba klocek po klocku przebudować całą swoją psychikę. Zrobić tam konkretne porządki, od pradawnych czasów często, a buduje się z mglistymi planami projektowymi. A im człowiek starszy, tym bardziej się z tego robi misja na marsa. Dlatego większość to hejtuje, mówi, że nic się i tak nie uda, bo to racjonalizacja niechęci podjęcia wielkiej pracy o niewielkiej gwarancji powodzenia, a na pewno z nędznymi rezultatami i sporymi kosztami, jak się podda w połowie, coś jak budowa chałupy. 

 

Ja nikogo nie namawiam do stawiania dużego, ładnego domu, który potem jeszcze trzeba utrzymywać w czystości, ale potem nie płacz, że mieszkasz w jakiejś smętnej norze, czy piwnicy swojego umysłu!

 

Kto wygrywa mój 6666 plusik? :D 

Edited by absolutarianin
  • Like 9
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Nie warto.

Bzdury dla chłopaczków którzy ledwie wystawili łeb z piwnicy. 

 

Jeśli coś ma się zadziać to się wydarzy. Chemia między dwojgiem ludzi jest albo nie. 

 

 

 

 

  • Like 5
  • Thanks 4
Link to post
Share on other sites

Jak masz kasę i masz problem z zagadaniem to zawsze się pewnie czegoś tam nauczysz z jednym, ALE....

 

Ale twój sukces w podrywie będzie zależał głównie od twojego SMV i tego jak twój outlook działa na kobiety. Czyli do podrywu trzeba mieć jakiś start bazowy w SMV powyżej 6-7 oczek. Inaczej czarno to widzę. Rynek świń jest przesycony także bez wysokiego SMV się nie obejdzie. No i też trzeba mieć portfel pełny, bo nawet jak nie wydajesz na panią, to zwiększa to pewności siebie.

 

 

 

 

Edited by smerf
  • Like 4
Link to post
Share on other sites
39 minut temu, Brat Jan napisał:

:D

Praktykowałeś, że polecasz?

 

Tylko z ogorkiem bo jestem wege 😂.Gdzies mam jeszcze w zeszycie pare panien na 2030 tyle tego bylo . 😉

  • Haha 2
Link to post
Share on other sites

@absolutarianin za dużo filozofujesz pozwól, że wytłumaczę to obszerniej.

 

Większości mężczyznom dzisiaj nie przeszkadza bycie sprowadzanym do roli koleżanki. Poświęcają kobiecie uwagę i czas (tak TEN bezcenny czas) i nierzadko pieniądze a także wiele więcej i co mają ? Gówno. Spotykają się "aby pogadać" (oczywiście liczą na seks, którego prawie nigdy nie dostają) a następnie patrzą jak kobietę, której poświęcili co najmniej czas pruje ktoś inny najczęściej przystojny albo z fajnym autem, kto nie musiał się poniżać ups przepraszam marnować ups przepraszam "poświęcać" czasu a przynajmniej tyle co pogadać na komunikatorze i wpadać na gotowca co facetom sprowadzonym do roli koleżanki nie mieści się przecież w głowie.

 

Oczywiście nie można tu nie zwrócić uwagi na fakt, że one wszystkie dzisiaj pierdolą to samo i jak gadałeś z jedną to w zasadzie gadałeś z każdą. Globalizacja, telefony, insta, dziękuję.

 

Ja jestem facetem nie koleżanką dla mnie siedzenie i pierdolenie z kobietą o dupie marynie jest poniżające i kastrujące. Leży przede mną na stole akurat "tommy hellsten - odwaga poddania się" do wyboru to albo siedzenie na kawce z pancią i uważanie czy nie powiem czegoś "nie tak". Wybór jest oczywisty i nie jest to wybór jaki podejmie 99% osobników płci męskiej.

 

Ale kto zrozumie wilka.....

 

30 minut temu, absolutarianin napisał:

A co, mam się spotykać ze starymi dziadami i męczyć w ich towarzystwie?

 

Czysty sofizmat na poziomie kilku bawidamków z tego forum nie spodziewałem się po tobie. Chcesz to siedź ze startymi dziadami. 

 

Mój czas jest zbyt cenny dla jednych i drugich i współczuję jeśli tylko taki masz wybór.

 

U mnie w planie na dziś : książka, trading, bieganie, medytacja, fiszki z niemieckiego, wieczorem może coś ponapierdalane na worku będzie, na escorcie widzę znajomą dive, która rucha się za prochy więc jak będę miał ochotę bo przecież nic w temacie kobiet nie muszę  to znowu siądzie za pół darmo bez marnowania czasu.

 

Koleżanką nie jestem i nigdy nie będę zapamiętajcie sobie to i niestety ale nawet większość facetów na tym forum w byciu koleżanką nie widzi nic złego. Przykre to.

 

Pozdrawiam.

 

ps. @PyrMen podsumował to jeszcze lepiej niż ja.

Edited by Król Jarosław I
  • Like 13
  • Thanks 2
Link to post
Share on other sites
  • Similar Content

    • By Generał Szrama
      Siemanko! Czy czujecie, że jesteście innymi osobami niż np. 10 lat temu? Był jakiś szczególny moment gdzie nastąpiła nagła zmiana czy po prostu to był powolny naturalny proces dojrzewania i zmiany mentalności?
      Jeżeli o mnie chodzi to w czasach gimnazjum byłem cichy i nieśmiały, mimo, że miałem do powiedzenia całkiem sporo. Głupie zapytanie koleżanki z klasy "-co tam słychać?" sprawiało, że robiłem się cały czerwony, miałem szum w głowie i momentalnie oblewał mnie pot 😂 Dziś się z tego śmieje, ale wtedy wydawał mi się to nie do przejścia i nawet za głupią rozmowę przez telefon z obcą osobą zabierałem się z 10 minut, gdzie teraz wykręcam numer i dzwonię, bo po prostu podchodzę do tego na zasadzie, że mam sprawę i chce ją załatwić jak najszybciej. Wtedy pamiętam, że po raz pierwszy miałem styczność z czymś takim jak PUA i rozwój osobisty, do tego doszła siłownia i sztuki walki przez problemy z rówieśnikami, które szybko minęły kiedy jeden cwaniak dostał po gębie i rozniosła się plotka, że coś tam trenuje. Oczywiście nigdy nie latałem za obcymi pannami po galerii czy też nie gadałem, że MOŻESZ WSZYSTKO! jak Kołcz Majki i inne wynalazki 😂 Ponieważ byłem na tyle bystry, że niekiedy inspirowałem się ludźmi ale nigdy nie traktowałem nikogo jako swojego guru, po prostu od zawsze lubiłem słuchać co inni mają do powiedzenia. Rodziców absolutnie nie obwiniam, bo po prostu nikt nie jest idealny, po prostu dzięki temu, że dziś każdy może rozmawiać (era internetu) z wszystkimi, możemy sobie poradzić z absolutnie każdym problemem, którego kiedyś w pojedynkę byśmy nie dali rady. A co do mnie to mimo, iż nadal widzę u siebie wady to też zrobiłem duży krok ku temu by nie zamknąć się w sobie i nie zwariować. Najważniejsze to dążyć do wewnętrznego spokoju i zwalczać to co przynosi nam stres.
    • By PoProstuMarek
      Cześć, chciałbym zainwestować w kurs średniozaawansowany (B1+B2) z angielskiego, mają teraz niezłą promocję na 30lecie. Kupiłbym od razu cały kurs. Organizowanie sobie samemu nauki, wypisywanie słówek do anki zajmuje mi zbyt dużo czasu, a tu w pakiecie miałbym i gotowe słownictwo w programie do nauki, opiekę nauczyciela, audiobooki, gramatykę, ćwiczenia. Ogólnie teraz czytam sobie ebooki ze słownikiem ang oraz słucham audioboków i podcastów czy to na siłowni, czy to podczas jazdy.
      Miał ktoś styczność z kursami od nich? Za 20 pakietów, czyli 40 lekcji koszt ponad 700 gdzie bez promki po 2500 latają. Ogólnie dużo materiału, czytałem, że mało osób wyrabia 2 lekcje na miesiąc.
    • By Trevor
      Stoję na rozdrożu. W teorii nic pilnego się nie dzieje. W praktyce czuję dziwną presję. 
       
      Byłem ostatnio dowiedzieć się czy będę mógł robić kurs kwalifikacji przyspieszonej ucząc się teorii w domu. Nie ma takiej możliwości. Policzyłem ile zajmie mi ukończenie tego kursu chodząc na 140 godzin wykładów. Wyszedł miesiąc. Pracuję obecnie jako kurier w Poczcie Polskiej. Po odliczeniu czynszu, żarcia, paliwa na dojazdy jestem w stanie zaoszczędzić miesięcznie ok 500 zł. Kurs kosztuje 3000 zł. Mam te pieniądze, ale na życie zostanie mi tyle że dosłownie nie będzie to więcej niż max 2 miesiące, więc miesiąc po ukończeniu kursu powinienem mieć pracę. Pal sześć czy to będzie praca jako kierowca. Pracę żeby przeżyć. Dosłownie. 
       
      C zrobiłem w lutym i od tej pory nic się w tej kwestii nie działo. Jeśli nie pocisnę tematu to mogę tego już nie zrobić bo przerwa była zbyt długa - covid całkiem nowa praca w której musiałem się wdrożyć. Dlatego czuję że powinienem to teraz zrobić.
       
      Dlaczego się zastanawiam czy tego nie zrobić. Rozum mówi - nie idź poczekaj odłóż więcej kasy i wtedy. Problem w tym że żeby odłożyć tyle kasy żeby bezpiecznie to zrobić to musiałbym oszczędzać kilka miesięcy. Prawdopodobnie dopiero w przyszłym roku mógłbym coś działać dopiero. Serducho mówi że to jedyna męska decyzja którą mogę podjąć. Rzucić się w to i cisnąc póki tego nie zrobię. Jak źle nie będzie to przecież przeżyję.
       
      Skąd ciśnienie w tej kwestii... W pracy goście z którymi pracuję zasiedzieli się tam mówią mi "zostaniesz rok to zostaniesz już na zawsze" i trochę mnie to przeraża. klienci ostatnio zdarza się że mówią do mnie o pan uśmiechnięty - jeszcze trochę i pan przestanie być. Generalnie nie mam w pracy żadnych gwarancji, a zaoferowali mi umowę na kolejne 2 miesiące zlecenie. Pracę lubię. Mam spokój nikt nade mną nie jest robię co mam zrobić słucham muzyki, jeżdżę z przesyłkami. 
       
      W czym rzecz. 
       
      Potrzebuję tego miesiąca czasu na zrobienie kursu. Nie obejdę tego (chyba że znacie sposób). Umowa na okres próbny kończy mi się z końcem tego miesiąca i dostałem ofertę umowy do końca października (dopiero od lipca pracuję jako kurier). Byłem pogadać - jeśli we wrześniu zrobię ten kurs (nie podpiszą ze mną umowy) to może się okazać że jestem bez pracy. Nie wiem jak na rynku kurierów jest z pracą. 
       
      Piszcie co sądzicie. Ja i tak muszę sam zdecydować ale chętnie posłucham rad. I nie piszcie proszę o zarobkach bo w Łodzi generalnie takie są, a ja zaczynam wszystko od początku. To dobra droga, i to czuję ale bardzo dzisiaj posmutniałem jak się dowiedziałem że będą problemy. W sumie się spodziewałem trochę. 
       
      Boję się że jak się tam zasiedzę to stracę werwę i nadzieję na zmiany, i za 20 lat się obudzę jak reszta tych gości z którymi pracuję z całym szacunkiem dla nich bo wiem że niektórzy jeździli wszystkim co się da.
    • By leto
      Obejrzałem sobie "do poduchy" ten materiał:
       
       
      Pani Sandra dzieli się swoją wiedzą i opinią na temat PUA'sów (pick up artists), ich technik i szerszego kontekstu ich działania. Jej opinia jest wg mnie zaskakująco wyważona (zasłonę milczenia spuszczam na jej pozytywną opinię n/t Tatiany Mitkowej - tej pani nie szanuję) i ciekawie prezentuje, jak to wygląda od strony płci żeńskiej. Szczególnie przypadło mi do gustu rozróżnienie na "czarną" i "białą" stronę mocy, gdzie np manipulacje typu celowe zwlekanie z komunikacją są przez Sandrę jednoznacznie uznawane za niedopuszczalne i dające asumpt do zerwania znajomości.
       
      Jak to tam wygląda z Waszej, kobiecej perspektywy? Byłyście kiedykolwiek takimi technikami "urabiane"? Bal, czy żal?
    • By Trevor
      Panowie. Postanowiłem sie poradzić. Jestem po 6 godzinach jazdy z czego 3 na placyku. Kurs prawa jazdy kategorii C - MAN 12240. W teorii wszystko łądnie pięknie ale chodze na ten kurs coraz bardziej nerwowy a to sie przekłada na małe postępy. Generalnie jestem tam żeby sie uczyć a każdy najdrobniejszy błąd to opieprz i mam wrażenie że zamiast się uczyć jestem takim chłopcem do bicia dla panów instruktorów. Skąd te wnioski: 
       
      Pierwszy raz w życiu jeżdżę ciężarówką. Pierwsze 2 godziny instruktor pokazał mi elementy samochodu. Jeżdze po rękawie 2 godziny - instruktor sobie poszedł pogadać obok - godzine jeździłem sam. Starałem sie robić to dobrze i nie wychodziło źle ale chyba były to godziny stracone. Drugie 2 godziny na miasto. Już wyjeżdżając z placyku dał po hamulcach (słusznie - bo nie potrafiłem skręcić takim samochodem z bramy - ale dopitalał sie o tą sytuację do ostatniej minuty jazd). Skrzynia biegów z dolnym i górnym zakresem jest dla mnie nowością i trochę czasu minie zanim się do niej przyzwyczaję. Przy dłuższej jeździe albo chwili w korku jest przez dłuższą chwilę ok a potem coś nie gra. Przy wrzucaniu biegów wiem że nie można wrzucić jedynki z marszu (kiedy stoję) bo najpierw trzeba wrzucić dwójkę (jeżdżę na niesprawnym samochodzie? biegi charczą jak cholera czasem mam problem na siłe wrzucić bieg i bywa problem z wrzucaniem piątki na górnym zakresie z czwórki na dolnym), lusterka lewego nie mogę ruszyć. Dzisiaj na jazdach instruktor wysiadając z samochodu rozwalił jakiegoś robaka na desce rozdzielczej i wzrok na mnie (wyglądało to z mojej perspektywy źle - usmiechnąłem sie tylko i dalej skupiony na sprzęcie ale męczy mnie ta zabawa). Do tego zarzucają mi brak wyobraźni - nie potrafiłem skręcać tak dużym autem - do tej pory tylko na osobówkach a tam promień skrętu jest mały. Jestem zniesmaczony i zastanawiam się czy to dalej ciągnąć czy się przepisać lepiej gdzieś poza tą szkołą. Generalnie te uwagi instruktorów sa tak troche na granicy przy zwracaniu uwagi. Nie jest to jeszcze krzyk - na ten reagowałbym spokojnie ale do czasu - ale jest mało przyjemnie (bluzgów nie ma chyba bo staram sie analizować sytuacje a nie to jak mnie opieprzają) - nie oczekuje głaskania, ale nie odpowiada mi to - zamiast mnie mobilizować robi raczej odwrotną robotę - przez co zaczynam sie zniechecać do tego kursu - nie do jazdy bo ta jest fajna (i jestem dumny z tego że manewruje takim pokaźnym samochodem) mimo tych wszystkich trudności. Staram się poprawiać niedociągnięcia, generalnie podejść do tego z jajami, i być skupionym (przez co w samochodzie cisza - bo cały czas skupiony na drodze a wiem że jak zazne gadać to moment i sie zdekoncentruję i bład a potem kolejny - a ciagle mam wrażenie jakby na to tylko czekali). 
       
      Nie uważam że jeżdżę jakoś mega tragicznie jak na osobę która dopiero zaczyna i 2 tygodnie temu pierwszy raz w życiu prowadziła 12 tonowy samochód. Generalnie jestem w kropce. Jesli zostanę nauka bedzie mnie kosztować sporo nerwów. Mam następne jazdy w czwartek i generalnie nie bardzo wiem czego sie spodziewać. Myślałem że nauka będzie sie odbywać według jakiegoś planu a mam już 3 instruktorów na 3 jazdach i mam wrazenie że robie bardzo niewielkie postępy (zawsze to coś). Generalnie zastanawiam się czy ścisnąć sie za jaja i przeboleć, a jestem w stanie to zrobić mimo huśtawki nastroju jaką to u mnie powoduje po jazdach (ale jeśli kurs jest słabo prowadzony to i za 20 godzin sie nie naucze) czy zmieniać szkołe. Problem w tym że nie mam porównania. Kat B robiłem jakieś 12 lat temu.
      Moge jeszcze spróbować pojechać do szkoły i poprosić o przydzielenie mi kogoś bardziej cierpliwego, bo jak ktoś mi warczy to cieżko mi jest sie skupić na nauce. Tak wiem w wojsku byłem a nadal słabo to znoszę. Wytrzymać to potrafię bardzo długo (mam w tym duże doświadczenie), i potrafie sie czasem tak wić słownie że uchyle sie od ataku, albo przetrzymam, ale ma to na mnie zły wpływ a w ciagłym napięciu tam jeździć to troche pomyłka.
       
      Generalnie teraz jak sie troche ogarnąłem to dzisiaj jest pierwszy dzien od wielu miesięcy kiedy czuję się naprawde psychicznie wycieńczony.
       
      Pytanie jak wygladały wasze kursy jeśli są wśród Braci kierowcy lub instruktorzy. Prosze Braci o porady. Jak to u Was wyglądało?

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.