Jump to content

Blaski i cienie z życia doradcy


Recommended Posts

13 minut temu, Kespert napisał:

Moje szczęście że mój "mistrz" działał w branży oszustw na kilka stówek.

Może to mało biznesowe, ale ja lubię patrzeć ludziom prosto w oczy ;) I siadać w pierwszym rzędzie na imprezach startupowych. By lepiej obejrzeć nie tyle wyłącznie propozycje i prezentacje, ale to, jak ci ludzie się zachowują. Jedna ze spółek (spółką jeszcze nie będąc), której pomogłem inwestycyjnie miała bodajże najgorszą prezentację na pierwszy rzut oka. Z zestresowanym, zacinającym się zespołem na scenie. Z ludźmi, którzy nie mieli talentu do wystąpień publicznych. W potężnym stresie mówienia do audytorium. Z pierwszorzędną nerdozą, no ;)

Czasem wystarczy wtedy wziąć na "stronę" kogoś takiego, na kameralną rozmowę i zobaczysz ogień. Excel przyjmie wszystko, ale Excel nie dowozi. Tylko ludzie z "tym czymś" w oczach.

  • Like 3
Link to post
Share on other sites
1 minutę temu, Obliteraror napisał:

Tylko ludzie z "tym czymś" w oczach.

 

No to już wiemy kto zainwestował w onlyfans.

 

A tak na poważnie świetny temat.

Jak tam sąsiadka  z jego wysokością nauczycielem akademickim? Prośba o update w odpowiednim temacie.

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
Teraz, spacemarine napisał:

Prośba o update w odpowiednim temacie.

Spoko, jak coś konkretniejszego się zdarzy, na razie się mijam z sąsiadami, awantur brak xD

Z tym OF-em to dałeś do pieca, hahah. Nie ta liga jestem. Ale faktycznie, Stokely zrobił interes życia.

Link to post
Share on other sites

A jak sobie takie grube ryby radzą ze stresem, na takim poziomie jak ten prezes co mu się firma przewraca przez tą nieudaną inwestycję? Jak osoby funkcjonują na takim poziomie bo to spora odpowiedzialność. Ja po sobie wiem że bym tego nie uniósł, ale to muszą by naprawdę szczególne predyspozycje, oczywiście nie mówię o osobach postawionych przez polityków na ciepłe posadki co udają że coś wiedzą.

Link to post
Share on other sites
16 minut temu, spacemarine napisał:

A jak sobie takie grube ryby radzą ze stresem, na takim poziomie jak ten prezes co mu się firma przewraca przez tą nieudaną inwestycję?

Dobre pytanie :) Bo ja do tej spółki ("matki") w końcu wróciłem, zostałem o to poproszony. Ja się rzadko na klientów obrażałem. I coś tam się udało wspólną pracą wyprowadzić na prostą na tyle, na ile było to możliwe. A ten cżłowiek mocno to odczuł osobiście. I zdrowotnie. Nawet wizualnie postarzał się o parę lat. I bardzo nieładnie mówi nadal o sobie z tamtego okresu - przynajmniej tym, którzy go z tamtego okresu pamiętają ;)

 

Jest to jednak swego rodzaju fenomen. Jakby to kobieta była, albo wspominany Pan lubił innych Panów w inny sposób, niż koleżeński, to bym bardziej taki zapał mógł jakoś tam zrozumieć. Ale tak?

 

Wyobraź sobie.

 

Osiągnąłeś naprawdę wiele.

Realny biznesowo - życiowy sukces.

Do przysłowiowego pierwszego Ci od lat nie brakuje. Ludzie Cię lubią, firma funkcjonuje dobrze, konkurencja zazdrości.

I dostajesz nagle pierdolca ;)

 

kurwa-wincyj.gif

Edited by Obliteraror
  • Like 5
Link to post
Share on other sites
9 minutes ago, spacemarine said:

A jak sobie takie grube ryby radzą ze stresem, na takim poziomie jak ten prezes co mu się firma przewraca przez tą nieudaną inwestycję? Jak osoby funkcjonują na takim poziomie bo to spora odpowiedzialność. Ja po sobie wiem że bym tego nie uniósł, ale to muszą by naprawdę szczególne predyspozycje, oczywiście nie mówię o osobach postawionych przez polityków na ciepłe posadki co udają że coś wiedzą.

Moja koleżanka, asystenta nie tak dużych ryb w korpo, którzy zarządzają ponad 400 osobami mówi ze u nich to jak w Orange, „darmowe wieczory i weekendy”. Jebia non stop. Jeden po wyładowaniu w szpitalu wrócił do roboty po 3 miesiącach, nie przerwał sposobu pracy, ciekawe jak długo 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
On 9/14/2022 at 1:38 PM, Obliteraror said:

Wspomniany wspólnik (ekstrawertyk, warto tu podkreślić) miał również idee fixe na punkcie "integracji" pracowniczej. Stwierdził, że to nie może tak wyglądać, że ludzie się nie oglądają na co dzień nawzajem i nie rozmawiają osobiście ze sobą, to nie może tak trwać. To jest złe.

 

To (podkreślone) wszystko tłumaczy. Gość chce by wszyscy operowali tak jak on.

Jeszcze nie spotkałem ekstaweryka, który by rozumiał introwertyków. Takich ludzi nie ma. Oni tak nie mają i dlatego tego nie rozumieją. Jak płaszczaki.

 

 

On 9/14/2022 at 1:38 PM, Obliteraror said:

No i kontrola. Jak ich kontrolować, jak im przez ramię nie patrzysz?

 

Typowe. Praktycznie każdy kto się pcha do władzy tak na. Ten, który władzę dostaje, też często.

Jeszcze nie spotkałem kierownika, który by trak nie miał. A szefa i owszem, ale to żaden dowód, co najwyżej anegdotyczny, jednostkowy, bo takiego szefa, który by (aż) tak nie miał miałem tylko raz.

 

Edited by wrotycz
  • Like 1
Link to post
Share on other sites

Tak jak obiecałem, odpowiadam na Twoje pytanie, @Barry.

 

Po maturze zastanawiałem się, co robić dalej w życiu. I nie miałem wielkich pomysłów na siebie. Jestem ostatnim, który by się na politechnikę nadawał.  ;) Poszedłem na studia totalnie pod kątem zainteresowań, nie planów związanych z karierą zawodową, tj. politologię ze specjalizacją dziennikarską. Co można po tych studiach robić? Albo nic, albo wszystko. W wariancie najbardziej popularnym trafiasz do samorządówki (byłem chwilę, po czym nawiałem, toksyczne środowisko), albo na nauczyciela (jeszcze gorzej, szczególnie w obecnych czasach). Pracowałem w różnych miejscach, prócz tej samorządówki: fizycznie, potem jako lokalny dziennikarz, trochę tu, trochę tam, lepsi i gorsi pracodawcy. W końcu, trochę przypadkowo trafiłem do pewnej sporej firmy. Budowała zupełnie nowy dział, nie wiedząc za bardzo, jak się za to zabrać. No i ja tego działu stałem się zalążkiem, też w sumie nie wiedząc za bardzo, jak mam to robić. De facto uczyłem się tam na "żywym organiźmie" nowego zawodu. A raczej wycinka tego zawodu, bo z kwestiami doradczymi niewiele miał wspólnego. Miałem dużo szczęścia, bo to była dobra firma z mądrymi przełożonymi, od których się sporo nauczyłem. Również w kwestiach zarządzania ludźmi. W międzyczasie robiłem kolejne studia podyplomowo, tym razem już bardziej pod kątem biznesowym.

 

Na bazie wycinku zadań, które wykonywałem w tym nowym dziale wymyśliłem sobie z czasem swoją firmę w bardzo specyficznej niszy. A raczej jakąś jej część, bo to wszystko wtedy mi jeszcze w głowie płynnie ewoluowało. Do doradztwa przeszedłem zaczynając od trenera - szkoleniowca. Stało to wszystko na trzech filarach - dostarczanie branżowej wiedzy różnymi metodami, szkolenia, w końcu doradztwo i rozwiązywanie problemów wszelakich, Już nie tylko niszowo - branżowych.

 

Jako że w sumie nie mam wielu talentów, to to, co umiem, musiałem doprowadzić do bardzo dobrego poziomu.

  • Like 3
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
13 minutes ago, Obliteraror said:

Tak jak obiecałem, odpowiadam na Twoje pytanie, @Barry.

 

Po maturze zastanawiałem się, co robić dalej w życiu. I nie miałem wielkich pomysłów na siebie. Jestem ostatnim, który by się na politechnikę nadawał.  ;) Poszedłem na studia totalnie pod kątem zainteresowań, nie planów związanych z karierą zawodową, tj. politologię ze specjalizacją dziennikarską. Co można po tych studiach robić? Albo nic, albo wszystko. W wariancie najbardziej popularnym trafiasz do samorządówki (byłem chwilę, po czym nawiałem, toksyczne środowisko), albo na nauczyciela (jeszcze gorzej, szczególnie w obecnych czasach). Pracowałem w różnych miejscach, prócz tej samorządówki: fizycznie, potem jako lokalny dziennikarz, trochę tu, trochę tam, lepsi i gorsi pracodawcy. W końcu, trochę przypadkowo trafiłem do pewnej sporej firmy. Budowała zupełnie nowy dział, nie wiedząc za bardzo, jak się za to zabrać. No i ja tego działu stałem się zalążkiem, też w sumie nie wiedząc za bardzo, jak mam to robić. De facto uczyłem się tam na "żywym organiźmie" nowego zawodu. A raczej wycinka tego zawodu, bo z kwestiami doradczymi niewiele miał wspólnego. Miałem dużo szczęścia, bo to była dobra firma z mądrymi przełożonymi, od których się sporo nauczyłem. Również w kwestiach zarządzania ludźmi. W międzyczasie robiłem kolejne studia podyplomowo, tym razem już bardziej pod kątem biznesowym.

 

Na bazie wycinku zadań, które wykonywałem w tym nowym dziale wymyśliłem sobie z czasem swoją firmę w bardzo specyficznej niszy. A raczej jakąś jej część, bo to wszystko wtedy mi jeszcze w głowie płynnie ewoluowało. Do doradztwa przeszedłem zaczynając od trenera - szkoleniowca. Stało to wszystko na trzech filarach - dostarczanie branżowej wiedzy różnymi metodami, szkolenia, w końcu doradztwo i rozwiązywanie problemów wszelakich, Już nie tylko niszowo - branżowych.

 

Jako że w sumie nie mam wielu talentów, to to, co umiem, musiałem doprowadzić do bardzo dobrego poziomu.

Brzmi to jak historia dość mocno skrócona biorąc pod uwagę kwoty o których wyżej pisaliśmy. Założenie własnej działalności w oparciu o co? Studia podyplomowe? Początkowe doświadczenie w korpo? Trochę mało jak na niezależnego doradcę który ma doradzać i być lekiem na całe zło albo przynajmniej żeby mu zaufać.

 

Dodatkowo, tego tylu role, kontrakty nie są nagrywane przez przetargi a z polecenia. Nie żebym się czepiać ale dość mało konkretnie. Tzn nie oczekuje ze opiszesz więcej, mysle ze po prostu sporo sobie po drodze odjąłeś 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
9 minut temu, Barry napisał:

Tzn nie oczekuje ze opiszesz więcej, mysle ze po prostu sporo sobie po drodze odjąłeś

Z pewnością, szczególnie pierwsze  najtrudniejsze lat, kiedy cały czas zastanawiałem się, czy to ma długoterminowo sens, biorąc pod uwagę nakłady pracy i wysiłek. Lata budowania pozycji, marki i rozpoznawalności. To odpaliło z czasem potężnie, ale nie z dnia na dzień. I nawet nie z roku na rok.

Link to post
Share on other sites
57 minutes ago, Obliteraror said:

W końcu, trochę przypadkowo trafiłem do pewnej sporej firmy.

Tak mi się skojarzyło samo :)

8iWQTQN9ZN185XgE.jpg

 

28 minutes ago, Obliteraror said:

I nawet nie z roku na rok

Wspólny czynnik tak wielu opowieści self-made-man.

Nie do zrozumienia dla młodych, szybkich, napalonych na wizje z ekranu Insta/TikToka. Oni mają, a ja nie...

I czasem dopiero później okazuje się, że nawet aktorka świecąca dupą by zarabiać, spędzała latami kilka godzin dziennie na siłowni, by "narzędzie było perfekt".

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, Obliteraror napisał:

biorąc pod uwagę nakłady pracy i wysiłek. Lata budowania pozycji, marki i rozpoznawalności. To odpaliło z czasem potężnie, ale nie z dnia na dzień. I nawet nie z roku na rok

Jakbyś ocenił swoje umiejętności socjalne i sprzedażowe? Nie trzeba być tuzem intelektu że w  Twoim przypadku umiejetność przekonywania do siebie musi i musiała odgrywać pierwsze skrzypce

Link to post
Share on other sites
23 minuty temu, Maszracius_Iustus napisał:

Jakbyś ocenił swoje umiejętności socjalne i sprzedażowe?

Byłem fatalnym sprzedawcą. Ostatnim, który chciałby pracować kiedyś jako przedstawiciel handlowy. No i zaczął tak pracować ;)

Są dwie podstawowe waluty, które przyspieszają rozwój wielu przedsięwzięć, w tym firmy: czas i pieniądze. Tego pierwszego miałem wiele, tego drugiego prawie nic. Jak jesteś sam, na początku jesteś i twórcą treści, wykonawcą zleconych usług, wypełniaczem serwisu internetowego, który postawiłem w mojej branży (był pierwszy), handlowcem, negocjatorem, w końcu terenowym sprzedawcą. Nie lubię zgrywać męczennika, ale powiedzieć, że było ciężko, to mało co powiedzieć.

 

Uczyłem się, uczyłem i jeszcze raz uczyłem. Od każdego, od kogo mogłem się coś nauczyć. Zajeździłem szybko swoje pierwsze (pełnoletnie) wtedy auto. Bywało, że kimałem na MOP-ach albo stacjach benzynowych, bo szkoda mi było na motel, a jak umawiałem spotkania, to kilka, albo jeszcze więcej, by to jakoś zoptymalizować. Nie stać mnie było wtedy na pracowników.

 

W sumie nadal się za świetnego nawijacza makaronu na uszy nie uważam. Dlatego tak zależało mi na pracy z poleceń. A to się ciężko buduje. Chyba jest najtrudniejsze. Pchałem się wszędzie, by poznali moją gębę. Pisałem za darmo artykuły branżowe w prasie, by promować nazwisko, jeździłem na kongresy, zaczepiałem kogo się dało itd.

  • Like 3
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

Case study 5 - człowiek z klasą

 

Są takie spotkania i zadania w życiu zawodowym, które sprawiają, iż każda minuta spędzona na nich jest prawdziwą przyjemnością. Obcowanie z takimi ludźmi nie tylko rozwija w wielu aspektach (nie wyłącznie zawodowych), ale daje również wiele pozytywnych emocji. Ludzi z takim mentalem nie ma wielu. Ale spotkania z nimi pamięta się bardzo długo. Z takimi ludźmi po prostu chce się pracować. Dla takich ludzi również :)

 

Mało spotkałem tak dobrze poukładanych firm. W sumie początkowo nie wiedziałem, do czego miałbym być tam potrzebny. Firma przygotowywała się do procesu sukcesji. Dotychczasowy właściciel (i prezes jednocześnie) powoli chciał przekazać stery działalności swojemu jedynemu synowi. I w tym właśnie procesie sukcesji pragnął mojej niewielkiej pomocy i spojrzenia z zewnątrz. Naprawdę wyjątkowy człowiek. Wybitnie inteligentny, o wielkiej kulturze osobistej. Darzony powszechnym szacunkiem przez pracowników. I to takim prawdziwym szacunkiem, nie deklamowanymi sztucznymi formułkami na potrzeby PR-u i dobrego obrazu firmy. Takie rzeczy i "wioski potiomkinowskie" można z czasem wychwycić, pracując wiele lat z przedsiębiorcami i ich zespołami. To zadanie dało mi możliwość prowadzenia z nim wielu rozmów na różne tematy. Te bardziej osobiste też. Właściciel był wdowcem - jego głównym założeniem było, by nie rozpuścić jedynego dziecka pieniędzmi, które zarobił, wpajając mu swój etos pracy. By nie zmarnował dorobku ojca, gdy ten odejdzie z tego świata. By nigdy nie stał się tym memowym, bananowym Oskarkiem. I co powiedział, robił. "Przepuścił" syna przez wszystkie obszary firmy. Wyszedł ze słusznego założenia, że dobry zarządzający powinien wiedzieć, kim i czym kieruje. Syn przeszedł zarówno przez produkcję, jak i działy typowo biurowe. I to przeszedł realnie - zapowiedział jego bezpośrednim przełożonym, że jeżeli kiedykolwiek dojdzie do niego informacja, że chłopak będzie inaczej/lepiej/wyjątkowo traktowany z powodu swoich konotacji rodzinnych, to największe pretensje będzie miał nie do syna, ale właśnie do jego bezpośredniego przełożonego. Żadnych forów z góry.

 

Poznałem też jego syna. I myślę, że ojcu w stu procentach się udało.

  • Like 3
  • Thanks 2
Link to post
Share on other sites
5 minutes ago, Obliteraror said:

Z takimi ludźmi po prostu chce się pracować. Dla takich ludzi również

Zasada prosta - swoich negatywnych emocji nie wyładowujemy, nie przenosimy na innych. Jeden z gorszych przykładów zarządzania, to kierownik mówiący podwładnemu "teraz to ty masz problem".

Czasem przez to nie widać, że dany człowiek - cierpi... w milczeniu, w samotności. Gdzie nikogo nie zrani.

8 minutes ago, Obliteraror said:

Wybitnie inteligentny, o wielkiej kulturze osobistej

Pisząc brutalnie - kultura osobista zazwyczaj jest pochodną inteligencji. Stąd tak rozpowszechnione "buractwo"... gdzieś ta krzywa Gaussa musi mieć swoje miejsce.

Link to post
Share on other sites
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.