Jump to content

Czy osoby 30+ mają szanse na normalny związek?


Recommended Posts

@Zdzichu_Wawa, masz sporo racji. Jak i @maroon, może nawet więcej ;) Bo lat 90-tych zawodowo średnio pamiętam, ale kryzys przełomu millenium i 20% bezrobocia jak najbardziej. Gdzie wielu uciekało na wcześniejsze emerytury albo przedłużało studia, by odwlec maksymalnie realia ówczesnego rynku pracy. Sam kurwowałem na siebie, czemu nie jestem rocznik '70, a '80. Ci z '70, jak cokolwiek umieli, wskakiwali na drogę szybkiego awansu - dokładnie tak jak @maroon napisał. U mnie tak wesoło już nie było. Na frukty samego przełomu się nie załapałem. Ale za to co innego dało boost - powszechny dostęp do Internetu i związane z tym nowe, biznesowe możliwości.

 

Istniał wtedy zarówno i promiskuityzm, jak i puszczanie się. Będąc w bananowym liceum w latach 90-tych łatwo było to oglądać na własne oczy. Kto miał pieniądze od bogatych starych, przebierał w dziewczynach.

Edited by Obliteraror
  • Like 2
  • Sad 1
Link to post
Share on other sites
  • Replies 136
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Myślę, że tylko głupiec będzie myślał o relacji z kobietą 30+ kiedy sam jest w okolicach 35 r.ż. (szczyt atrakcyjności faceta).   Kobieta, która przebimbała kluczowy okres życia powinna zost

Ale po co masz być ponadprzeciętny @DOHC jak możesz siedzieć na dupie, przejebać życie, a potem pierdolić "nie da się", a ci co "majo" to złodzieje, urodzili się z dobrymi genami, a ja jestem taki bie

Pytanie dlaczego patrzą na samotnego faceta po 30 jak na dziwaka.   Jeśli po 30 jest tam gdzie był mając lat 20 a tylko morda mu się postarzała to nic dziwnego przecież to nieudacznik.

13 minut temu, maroon napisał:

Jak się jechało na wiejską dyskotekę na Mazury, to WSZYSTKIE panny się kleiły do miastowych.

@maroon tylko co zrobić jak mieszkasz na wsi i patrzysz ze swojej perspektywy że Twoje sąsiadki lecą na "miastowych" tylko dla tego że oni są z miasta?

Owszem można "wziąć kredyt i zmienić pracę" cytując klasyka, ale tu chodzi o coś innego. Że taki gość ze wsi (z Twej opowieści) osiągnie poziom tego miastowego za 10 lat (kredyt praca, mieszkanie w mieście) podczas gdy miastowy ma to samo tu i teraz.

 

Żebyś to lepiej zrozumiał. To trochę tak jakby na imprezę w Polsce gdzie pijesz sobie drinki z kolegami wpadł Leonardo DiCaprio i przyłączył się do rozmowy "o dupach". Na Twoje spostrzeżenie że chcąc mieć laskę 10-15 lat młodszą to jednak trzeba być aktywnym, on mówi: "no co Ty, człowieku, wbijasz na Mediolański Tydzień Mody i modelki same się biją o wypad na kolację z Tobą -to samo z siebie przychodzi." I czujesz się nagle jak Mick Jager....na imprezie na której jest Alain Delone:

Alain-Delon.jpg

 

 

Po prostu część gości z forum (ja ich rozumiem) czuje się jak ten Himilsbach z angielskim. Lata lecą, oni się rozwijają, podkręcają pozycję, ale nadal mimo że pedałują coraz szybciej to świat im ucieka bo laski pompują swoje oczekiwania szybciej niż oni są w stanie nadgonić. (coś jak inflacja w PL vs wzrost pensji).

coś jak tu:

 

daily-picdump-2178-640-44.jpg

 

 

 

 

4 minuty temu, Obliteraror napisał:

Istniał wtedy zarówno i promiskuityzm, jak i puszczanie się. Będąc w bananowym liceum w latach 90-tych łatwo było to oglądać na własne oczy. Kto miał pieniądze od bogatych starych, przebierał w dziewczynach.

 

O to mi właśnie chodzi. Wyobraź sobie że wtedy taki bogaty licealista udziela Ci rad w kwestii kobiet i mówi że w sumie to nic trudnego, ogarniesz się, znajdziesz fajną robotę, trochę odłożysz i laski same przyjdą. (bo tak mniej więcej mogą brzmieć niektóre forumowe rady). Czyli 10 max 15 lat i będziesz w tym samym miejscu co oni są tu i teraz. 

Łatwo z poziomu ustawionego 40-to latka popaść w klimaty rad Marii Antoniny, że jak nie maja chłopaki chleba to niech jedzą ciastka.

 

  • Like 2
  • Thanks 4
Link to post
Share on other sites
7 minut temu, Zdzichu_Wawa napisał:

Łatwo z poziomu ustawionego 40-to latka popaść w klimaty rad Marii Antoniny, że jak nie maja chłopaki chleba to niech jedzą ciastka.

 

Prawda, ale chyba nie łapię się pod tę kategorię, bo nikomu w tym duchu rad raczej nie udzielam ;) Ja wiem, skąd mi nogi wyrastają i jak piszę wielokrotnie, obserwuję sobie współczesny świat za szyby samochodu i prywatnie nie pragnę z nim już wielkiej interakcji. Jestem przekonany, że gdybym miał się z kimś wiązać ponownie w polskich współczesnych realiach, to bym już tego nie zrobił. Po prostu. Przecież widzę, jak jestem odbierany i czego ten odbiór wynika. Nie z filmowej urody xD Ruchacz też ze mnie żaden, by dla sportu sobie nabijać licznik, którego nie nabiłem w młodości. Po co mi to do szczęścia potrzebne. Jak ktoś tego pragnie, super. Jak mu to da szczęście, nie odradzam.

 

Wiem, jak funkcjonuje świat. Ale i w środku nadal w jakimś stopniu chciałbym być na tyle głupi i naiwny, by moje "SMV" wynikało z tego, jakim jestem człowiekiem, z posiadanych pasji, inteligencji, poczucia humoru; jak traktuję drugiego człowieka, że mnie ludzie lubią, szanują, nie z tego, co mam.

  • Like 5
Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Obliteraror napisał:

Prawda, ale chyba nie łapię się pod tę kategorię, bo nikomu w tym duchu rad raczej nie udzielam

 

Pisałem ogólnie (o wątkach i radach które się pojawiają na forum). To nie było do Ciebie. Cenie sobie Twoje wpisy.

 

Powiem więcej czytając takie teksty:

6 minut temu, Obliteraror napisał:

Wiem, jak funkcjonuje świat. Ale i w środku nadal w jakimś stopniu chciałbym być na tyle głupi i naiwny, by moje "SMV" wynikało z tego, jakim jestem człowiekiem, z posiadanych pasji, inteligencji, poczucia humoru; jak traktuję drugiego człowieka, że mnie ludzie lubią, szanują, nie z tego, co mam.

 

to dostrzegam że mamy dość podobne spojrzenie na świat. Także ogólnie szacun - odbierz moje posty jako raczej moje 5 groszy do ogólnej dyskusji niż jakąś kontre.

 

P.S. Nadal "wisisz" dalszy ciąg opowieści co było dalej z gościem z grilla  (chyba że będąc na urlopie coś mnie ominęło - wtedy przepraszam 🙂

  • Like 3
Link to post
Share on other sites
24 minuty temu, Zdzichu_Wawa napisał:

@maroon

Żebyś to lepiej zrozumiał. To trochę tak jakby na imprezę w Polsce gdzie pijesz sobie drinki z kolegami wpadł Leonardo DiCaprio i przyłączył się do rozmowy "o dupach". Na Twoje spostrzeżenie że chcąc mieć laskę 10-15 lat młodszą to jednak trzeba być aktywnym, on mówi: "no co Ty, człowieku, wbijasz na Mediolański Tydzień Mody i modelki same się biją o wypad na kolację z Tobą -to samo z siebie przychodzi." I czujesz się nagle jak Mick Jager....na imprezie na której jest Alain Delone:

 

Po prostu część gości z forum (ja ich rozumiem) czuje się jak ten Himilsbach z angielskim. Lata lecą, oni się rozwijają, podkręcają pozycję, ale nadal mimo że pedałują coraz szybciej to świat im ucieka bo laski pompują swoje oczekiwania szybciej niż oni są w stanie nadgonić. (coś jak inflacja w PL vs wzrost pensji).

coś jak tu:

 

O to mi właśnie chodzi. Wyobraź sobie że wtedy taki bogaty licealista udziela Ci rad w kwestii kobiet i mówi że w sumie to nic trudnego, ogarniesz się, znajdziesz fajną robotę, trochę odłożysz i laski same przyjdą. (bo tak mniej więcej mogą brzmieć niektóre forumowe rady). Czyli 10 max 15 lat i będziesz w tym samym miejscu co oni są tu i teraz. 

Łatwo z poziomu ustawionego 40-to latka popaść w klimaty rad Marii Antoniny, że jak nie maja chłopaki chleba to niech jedzą ciastka.

 

Właśnie ująłeś w słowa jedną z moich bolączek od długiego czasu a najbardziej mnie boli to że właśnie kiedy inni się bawią ja się starzeję i w wieku tych około 40 lat to nie jest to samo co przeżywać to za młodu. Pojawia się takie dziwne uczucie specyficznej straty. :(

  • Like 1
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Maszracius_Iustus napisał:

Pojawia się takie dziwne uczucie specyficznej straty.

A tak, pojawia się, ludzka to rzecz. 

Zawsze jest jakaś cena, którą trzeba będzie zapłacić za swoje wybory. Każdy ją w jakimś stopniu zapłaci. Albo zapłacił :)

  • Like 3
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

No ja nie mogę się zgodzić, że rynek się nie zmienił. Mój tata: humanista "przechszczony" na handlowca, 176 cm wzrostu, bujał się z 2x ładniejszymi i inteligentniejszymi dziewczynami na studiach niż ja: podobna budowa ciała, tylko 183 cm wzrostu, student jednej z najlepszych polskich uczelni, 2 ścisłe kierunki robione jednocześnie, w szkole średniej finalista dwóch olimpiad, pierwsza praca (3 rok studiów) - 2 ówczesne średnie krajowe, obecna praca - zarobki lepsze niż 99% społeczeństwa. I nadal jest problem, żeby poznać osobę:

- z pełnej rodziny (bez daddy issues itd., bo szukam partnerki, a nie pacjentki na prywatną terapię)

- bez dzieci z poprzednich związków

- z własną kasą, bez chrapki na wydawanie mojej

- wygląd 6.5/10 - nie szukam modelki, bo sam nie jestem czadem, ale nie wyglądam jak kupa: pełne uzębienie, włosy, brak zakoli, brak jakiegokolwiek brzuszka piwnego itp., młody wygląd z twarzy (ci, którzy mnie pierwszy raz widzą, nigdy nie daliby mi 40 lat, także odjęcie 10 lat na Tinderze spokojnie przechodzi - nikt nie ma wątpliwości, że może mam więcej)

- jakieś zainteresowania kulturalne/artystyczne

- młodsza ok. 10 lat co najmniej (no sorry, nie mam żadnej przyjemności w spotykaniu się z 40-tką i nie chodzi mi o seks, tylko o to, co taka osoba potencjalnie jest w stanie dać w znajomości poza nim poukładanemu gościowi takiemu jak ja).

 

Charakterystykę swojej osoby podałem wyżej. Jeśli tak wygląda osoba "niezaradna życiowo", to ja serio nie wiem jak wygląda ta zaradna...

Edited by SamiecGamma
  • Like 5
Link to post
Share on other sites
39 minutes ago, Zdzichu_Wawa said:

@maroon tylko co zrobić jak mieszkasz na wsi i patrzysz ze swojej perspektywy że Twoje sąsiadki lecą na "miastowych" tylko dla tego że oni są z miasta?

(...) 

rad Marii Antoniny, że jak nie maja chłopaki chleba to niech jedzą ciastka.

 

Ok, ja poniekąd rozumiem ten punkt widzenia, tylko dlaczego zakładasz, że świat jest sprawiedliwy? On nigdy nie był sprawiedliwy i raczej nie bedzie. Zawsze byli tacy co mogą więcej i co mogą mniej. 

 

I teraz pytanie co chcesz robić jak jesteś z tych "mniej"? 

 

- poplakac się? 

- zejść z oczekiwań? 

- ignorować otoczenie? 

- walczyć o lepszą przyszłość? 

 

Świat to ciągłe zmiany. Nawet w trakcie ogromnej powojennej prosperity w świecie zachodu były zmiany. Kryzysy, rewolucja seksualna, unabomber i IRA. 

 

Dlatego według mnie pierwsze co każdy powinien zaakceptować, to że nic nie jest stałe i niezmienne. Drugie to, że życie to jednak te pieprzone pudełko czekoladek - choćbyś nie wiem jak dobrze planował i realizował to zawsze może z mgły wyjechać pijak, a ta kropka na RTG to nowotwór. 

 

I teraz pytanie jak do tej wiedzy podejdziesz? 

 

Bedziesz szukał "stabilizacji i niezmienności" - czyli według mnie rzeczy nieosiągalnej, czy też dasz się ponieść fali i bedziesz się adaptował do zmian? 

 

Te mityczne wyjście poza sferę komfortu JEST CHOLERNIE CIĘŻKIE. To bez dwóch zdań. Ale jeżeli nie wyjdziesz, to... nie oczekuj że stanie się cud. 

 

Teraz kwestia starań. Starasz się starasz i nic nie wychodzi. Czy to znaczy, że się źle starasz? Możliwe. Możliwe też, że tak ma być. Możliwe też, że w ogóle złe cele sobie postawiłeś (np. rozwój własny w celu znalezienia kobiety). Może było ci pisane zostać na wsi, uprawiać lawendę i czerpać z tego satysfakcję? 

 

Ja tego nie wiem. I ty też nie, dopóki nie sprobujesz. A jak sprobujesz i nie wyjdzie, to cóż... Scott też spod bieguna nie wrócił. Życie. 

 

Dzisiejszy świat gloryfikuje sukces, a nie uczy, że porażka jest równie powszechnym elementem życia. 

 

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, maroon napisał:

I teraz pytanie co chcesz robić jak jesteś z tych "mniej"? 

 

- poplakac się? 

- zejść z oczekiwań? 

- ignorować otoczenie? 

- walczyć o lepszą przyszłość? 

 

Widzę że się zupełnie nie zrozumieliśmy. Ja nie twierdzę że świat ma być sprawiedliwy. Ja po prostu uważam, że czasami nie warto się kopać z koniem. Moim zdaniem (na podstawie własnych obserwacji co kiedyś wrzuciłem tutaj:

 

 

lepiej usiąść i pomyśleć czy na pewno gramy na odpowiednim boisku. Czy przypadkiem nie jesteś jak ten wystrojony gość ze wsi (z Twojej opowieści) który mimo że się wybija z tłumu, to nijak nie może konkurować z tymi "miastowymi".  Może zamiast kupować nowy dom i auto w tej samej wsi.....lepiej tą kasę wydać na przeprowadzkę do miasta....a idąc dalej tą analogią....może zamiast konkurować o roszczeniowe Polki, lepiej po prostu popatrzyć za granicę? Gdzie tam nagle jesteś jak ta mineralna na lotnisku -wart 5 razy tyle, bo nagle Twoja pszenno-buraczana słowiańska uroda staje się egzotyczna niczym mityczny Alwaro dla Julki. 

 

P.S. Czy to nie Ty rozpocząłeś kiedyś wątek o willi pod Wawą i reakcji koleżanki?

Wiesz, kiedyś było fajnie jak gość miał samochód, potem samochód+mieszkanie, teraz jesteśmy na etapie SUV+willa pod miastem, ciekawe co będzie za 10 lat.

 

 

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
3 minutes ago, Zdzichu_Wawa said:

 zamiast konkurować o roszczeniowe Polki, lepiej po prostu popatrzyć za granicę? 

Ale ja o niczym innym nie piszę przecież. 😁 Nie rozumiem tylko tych, co nic nie robią, a płaczą że nie wychodzi, a takich tu sporo bywa. 

 

3 minutes ago, Zdzichu_Wawa said:

 

P.S. Czy to nie Ty rozpocząłeś kiedyś wątek o willi pod Wawą i reakcji koleżanki?

Wiesz, kiedyś było fajnie jak gość miał samochód, potem samochód+mieszkanie, teraz jesteśmy na etapie SUV+willa pod miastem, ciekawe co będzie za 10 lat.

To też nie tak. Ładne i ogarnięte panny zawsze się ceniły "do związku". To że mogły się rżnąć na wyjeździe studenckim z adiunktem aż furczało, to osobna kwestia i zawsze to było kwestią wyglądu. 

 

Ale do związku wymagania zawsze były. W latach 90-tych na SGGW jak nie miałeś hektarów, to nie miałeś panny. Gdzie indziej jak miałeś furę, to "rokowałeś". Itp. itd. 

 

Czasy się zmieniają, ale wymagania zostają podobne. Kiedyś szare myszki też marzyły o księciach, a liczba wyjść do klubu gdy "w tym odcinku nie poruchaliśmy" też była duża. Dlatego nie zgodzę się, że teraz jest jakoś wybitnie dużo gorzej. Oczekiwania na pewno trochę wzrosły, bo ogólnie jesteśmy zamożniejsi. I na pewno też dużo łatwiej jest te oczekiwania artykułować, jak również panny mają większy wybór. Ale faceci też, więc się wyrównuje. 

Link to post
Share on other sites
52 minuty temu, SamiecGamma napisał:

No ja nie mogę się zgodzić, że rynek się nie zmienił.

Też tak uważam. Są niby czasy internetu, jest większy dostęp do kobiet, ale też większa konkurencja wśród facetów plus rosnące wymagania. Nie mam doświadczenia, jak było w latach 90, ale mam doświadczenie jak było choćby 10-12 lat temu, i było na pewno łatwiej. I nie chodzi o malkontenctwo, a moje subiektywne odczucie, a pewnie wielu chłopaków ma podobne zdanie. 

 

59 minut temu, SamiecGamma napisał:

Charakterystykę swojej osoby podałem wyżej. Jeśli tak wygląda osoba "niezaradna życiowo", to ja serio nie wiem jak wygląda ta zaradna...

No właśnie. Skojarzyła mi się taka analogia do skoków narciarskich. Mówiło się, że skoczek narciarski w dobrej formie poradzi sobie nawet z niekorzystnym wiatrem i wszystko zależy od niego. Tylko, że czasami są takie wiatry, że nawet skoczek w życiowej formie spadnie na bulę i nie można zarzucić mu nieudacznictwa. Jednym słowem masz na samochód 200 tysięcy do wydania, ale nie ma takiego samochodu, więc zaczynasz szukać auta za 50 k , a nawet takiego nie możesz dostać. 


 

  • Like 3
Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, ciekawyswiata napisał:

Też tak uważam. Są niby czasy internetu, jest większy dostęp do kobiet, ale też większa konkurencja wśród facetów plus rosnące wymagania. Nie mam doświadczenia, jak było w latach 90, ale mam doświadczenie jak było choćby 10-12 lat temu, i było na pewno łatwiej. I nie chodzi o malkontenctwo, a moje subiektywne odczucie, a pewnie wielu chłopaków ma podobne zdanie. 

 

No właśnie. Skojarzyła mi się taka analogia do skoków narciarskich. Mówiło się, że skoczek narciarski w dobrej formie poradzi sobie nawet z niekorzystnym wiatrem i wszystko zależy od niego. Tylko, że czasami są takie wiatry, że nawet skoczek w życiowej formie spadnie na bulę i nie można zarzucić mu nieudacznictwa. Jednym słowem masz na samochód 200 tysięcy do wydania, ale nie ma takiego samochodu, więc zaczynasz szukać auta za 50 k , a nawet takiego nie możesz dostać. 


 

A może zmienił się tylko rozmiar rynku? Wcześnie do panny statystycznie na żywo (innej opcji nie było) w miejscach w których bywała startował od czasu do czasu jakiś facet, startowało 3 fajtłapów, a potem kolejny trochę lepszy, bo jak był w miarę fajny to go brała, bo następny w miarę fajny mógł się trafić lub nie. Nie było też pozoru niegraniczonych możliwości..... Pani dajmy na to trzecia atrakcyjna w klasie odrzuciła drugiego atrakcyjnego, bo chciała pierwszego atrakcyjnego... Pierwszym wziął pierwsza drugi trzecia trzeci czwartą, a jej został jakoś lamus, to się w miarę uczyła, że nie będzie więcej, teraz jest tinder, zawsze znajdzie kolejnego i kobiety mają relacje z atrakcyjniejszymi od siebie facetami ( relacje te niezbyt długie ) ale w głowie rodzi się przekonanie że taki to jest jej poziom, a oni ruch.... I zostawiają bo takich jak ona mogą mieć dużo 🙂 przyczyną pogorszenia jest pozór nieograniczonych możliwości połączony ze złudzeniem, że ma realny dostęp do lepszych samców. i łatwość znalezienia kolejnego na jego miejsce....

  • Like 2
Link to post
Share on other sites
  • Similar Content

    • By Garrett
      Trafiłem na ciekawy artykuło-wywiad:
       
      https://www.msn.com/pl-pl/styl-zycia/moda-i-uroda/1-na-4-amerykańskich-mężczyzn-zamierza-w-następnych-10-latach-związać-się-z-sekslalką/ar-AA10Ew6k?ocid=msedgdhp&pc=U531&cvid=2d157627744b4ae6a479883974c3897f
       
      Czytam początek sobie, a tu okładka ksiązki: "Ile kosztuje żona". LOL myslę sobie tak: "ale jaja! Ktoś napisał ksiązkę o tym o czym na forum od lat się pisze, czyli że żona to niezły wydatek!".
      Ale ofkoz nie o tym ta ksiązka jest
       
       
      Taaa, Peterson to w sumie troche blupill, a tu juz jest radykałem hahaah.
       
       
      A na deser to!
       
    • By deleteduser127
      Drodzy Bracia Samcy, czytam sobie z zaciekawieniem i zdziwieniem o Waszych relacjach, randkowaniu i skoro jestem na tym forum, poproszę Was o opinie, uwagi lub whate’er. Opis jak poniżej: jestem kilka miesięcy po rozstaniu z facetem. Związek kilkuletni - rozkład pożycia tak to nazwijmy ładnie 🙂 Po ogarnięciu swoich spraw prywatnych, spróbowałam kilka razy umówić się na spotkanie w męskim towarzystwie- nawiązane w oparciu o jakieś wspólne zainteresowania, etc. Nie korzystam i raczej nie zamierzam korzystać z wszelkiej maści portali randkowych. Chyba jestem starej daty i nie chce się czuć jak na targu niewolników czy towar w katalogu. Szkoda mi czasu i energii na takie zagrywki. Wole pobiegać, poćwiczyć ciało czy naukę hiszpańskiego 😆 I oto jak skończyły się moje przygody: Spotkanie nr 1 - jakiś drink nad Wisła- wcześniejszy kontakt epistolarny, jakieś flow w rozmowie. Po spotkaniu w facecie budzi się pruderyjność - dowiaduje się, ze ubieram się zbyt sugestywnie 😂 Hmmm skórzane spodnie, marynarka i obcasy. Rozbawiło mnie to wiec szkoda mojego czasu. Spotkanie nr 2 - jakiś spacer letnia pora. Rozmowa z kolega z branży, gdy się ulokowaliśmy na bulwarach - widzę zw koles jakiś pobudzony dziwnie i zbacza w rozmowie w kierunku „erotomana gawędziarza”. Widoczna erekcja. Jestem w szoku i kończę spotkanie. Po jakimś czasie dowiaduje się, ze kolega ma partnerkę ale szuka tej innej gałęzi. Kontakt urwany- szkoda mi tylko jego kobiety. Spotkanie nr 3 - jakieś kino- za które płace ja. Po seansie widzimy się drugi raz na wieczornym spotkaniu. Facet po spotkaniu dokonuje projekcji w swojej głowie-zaczyna się od męczących SMS z rana po próby dzwonienia jak jestem w pracy itd. Gdy zawracam mu uwagę, ze ma to znamiona stalkingu- dowiaduje się, ze odrzucam jego uczucia. Hmmm zabawne dla mnie bardzo. Spotkanie nr 4 - umawiam się z kolesiem na bieganie. Okazuje się, ze Pan ma problem nawet z marszobiegiem. A niby aktywny na tym polu. Okey zdarza się. Ale po co kłamać?? Jak mu zwracam uwagę na to-Pan biegacz rozzłoszczony, rozpoczyna serie inwektyw w moja stronę. I najzabawniejsza uwaga- ze ja kastruje mężczyzn bo jak go poznałam miałam szpilki 12 cm. 🤣🤣🤣 Ehhh czuje się totalnie jakbym grała role w czeskim filmie. Nie wiem czy to esencja życia czy inna przypadłość. I wy narzekacie na kobiety, etc. Rozumiem ale jak to wytłumaczyć. Nie wiem  z czego to wynika. A ciekawi mnie przyczyna  strasznie. Uważam się za osobę wymagająca jeżeli chodzi o relacje damsko-męskie. I nie o wygląd tu chodzi ale osoba musi być interesująca, mieć pasje, stawiać na swoj rozwój. Ja taka jestem i oczekuje wzajemności. Ale może mnie Panowie uświadomicie z czego to wynika?? Męska psyche mi obca. Przy takich doświadczeniach - ja wole skupić się na sobie bo szkoda czasu na rozhisteryzowanych Panów. Ps. Przepraszam za potok składniowy - przeglądarka w tel ma swoje ograniczenia, słownik także. 🙂
    • By I1ariusz
      Poniżej moja historia w wiadomym kontekście.
       
      Pierwsze prawdziwie trudne doświadczenie, które musiało mnie naprowadzić na Red Pill pojawiło się w liceum, gdy zostałem zaczepiony przez wykluwającą się
      femme fatale  - zupełnie się o to nie prosząc. Jej zachowanie - okazywanie mi zainteresowania, zbiło mnie kompletnie z tropu i począwszy od tego zaczynałem wsiąkać,
      aż trafiłem do toksycznego 'friend zone' na wiele, wiele lat. Sam pochodziłem z domu z problemami alkoholowymi i takie atrybuty jak pewność siebie, asertywność,
      przebojowość czy wyluzowanie nie przychodziły mi naturalnie. Byłem w tamtym czasie bardzo chudy, co w połączeniu z dość średnio-niskim wzrostem (173cm) nie czyniło ze mnie obiektu
      niewieścich westchnień. Zainteresowanie takiej dziewczyny wydawało mi się darem z nieba i zostałem wytrącony poniekąd z własnego trybu budowania siebie w obszarach, w których
      czułem się dobry i które robiłem z przyjemnością. Przypłaciłem to przywiązanie do niej i obsesję prawie samobójstwem i udało mi się z tego uwolnić dopiero na początku studiów. Nie muszę dodawać, że byłem
      wtedy na klasycznym łańcuchu idealizowania obiektu miłosnego i dawałem się w upokarzający sposób dla siebie zwodzić, odrzucać, lekceważyć etc. Wszystko, co słyszeliśmy o badziewiu 'friend zone'
      było moim udziałem.
       
      Po czasie przez neta poznałem starszą o 6 lat dziewczynę, z którą zacząłem korespondować. Minęło trochę i przyznała się do "motylków w brzuchu" i ja
      znów z początku nie traktowałem tego zbyt poważnie - wiedziałem, że ma faceta. Swoje jednak robiła podświadomość i radość, że mógłbym mieć dziewczynę - do tego starszą i bardziej seksualnie doświadczoną od siebie. 
      Zobaczyłem się z nią dwukrotnie: raz odwiedziła mnie na noc, raz ja odwiedziłem ją w jej mieszkaniu (w którym mieszkała z chłopakiem). To wszystko wywoływało we mnie jednak rozterki moralne.
      Sam nigdy - myślałem - nie chciałbym się znaleźć w relacji, w której dziewczyna mnie zdradza. Kogo potrzeba do zdrady? Dwóch osób oczywiście. Mając jakieś opory nie namawiałem jej
      seks. Przypuszczam, że gdyby sama to aranżowała nie opierałbym się, ale sam też tego nie robiłem. Po czasie jej afekt do mnie - prawdopodobnie ze względu na moje niezdecydowanie - opadał.
      Coraz częściej widziałem jej uciekanie od konwersacji, na które wcześniej z takim zapałem czekała. Coraz częściej widziałem, że mnie unika. Wreszcie się wydało, że zaszła w ciąże z chłopakiem i oboje
      zdecydowali się na ślub. Dodam, iż jej stosunek do ciąży nabierał wymiaru niemal mistycznego i w pewnym momencie sugerowała mi, że równie dobrze ja mógłbym być ojcem. Pękłem znów.
      Trzeci raz okazał się bardziej szczęśliwy, gdy poznałem na jednym z WP-owskich ówczesnych czatów młodszą dziewczynę. Zabawne, że wszystkie trzy miały tak samo na imię. Pewnie i przypadek
      skoro imię to było swego czasu dość pospolite. Nie była ona zbyt ładna, zadbana i nie miała dobrej figury - właściwie kompletnie mi nie pasowała z wyglądu. Wygłodniały związku i seksu byłem jednak
      tak bardzo, a przy tym łączyły nas po części tematy i temperamenty, że udało nam się zejść. Czas ten uważam z grubsza za udany, chociaż całość rozwiązało jej całkowite przywiązanie do nauki
      i pod koniec kompletny brak chęci na spotkania. Nie żałowałem tego zbytnio zwłaszcza, że na imprezie urodzinowej ówczesnego przyjaciela poznałem dziewczynę, która lepiła się do mnie bez zbędnych
      ceregieli. Z początku opierałem się związkowi ze względu na owego kumpla (który czuł do niej miętę), jednak szybko pękłem i zszedłem się z nią przez co straciłem przyjaciela. Związek również nie trwał długo,
      bo dziewczę choć niebywale otwarte w sprawach seksu było dość poturbowane życiowo i po którejś z kolei serii fochów zdecydowałem się zakończyć związek.
       
      Potem lata mi mijały na samotności i będąc blisko załamania nerwowego (z różnych przyczyn) wybrałem się nieoczekiwanie z innym przyjacielem na Rekolekcje Ignacjańskie do domu Jezuitów w Zakopanem.
      Byłem ateistą i początkowo chciałem tylko zatrzymać się w Z na odpoczynku i spacerowaniu po górach, ale kolega zaproponował na dołączenie do rekolekcji. Skorzystałem wiedząc, że odbywają się w milczeniu.
      Pomyślałem, że ciszy i myśli prostych mi trzeba. Z RI wyszedłem, nie wiedząc nawet jak, nawrócony. Poznałem tam też dziewczynę, w której się zakochałem z wzajemnością. Szybko się zeszliśmy i był to
      chyba najszczęśliwszy okres w moim życiu - szczególnie pierwsze tygodnie. Trwało to ok 1,5 roku i w momencie, gdy okazywała mi sygnały, że chce moich oświadczyn ja nie mogłem się zdobyć na decyzję. Nie byłem gotów. 
      Rozczarowało ją to i stopniowo zaczęła się ode mnie odsuwać, aż w pewnym momencie rozstała się ze mną, gdy poznała innego faceta przez znajomą swojej matki. Spadło na mnie to dość nagle i gdy żegnałem się jednego dnia z nią 
      na dworcu (mieszkaliśmy w innych miastach) nie wiedziałem, że widzę ją ostatni raz w życiu. Po kilku dniach zadzwoniła do mnie oznajmiając, że to koniec. Rozstanie, podobnie jak zejście nastąpiło po RI. Przy rozstaniu
      wróciłem właśnie z drugiego tygodnia rekolekcji do jej domu, z którego potem odjeżdżając żegnałem ją na dworcu.
       
      Szlajałem się głównie na portalach randkowych szukając kogoś z kim mógłbym stworzyć związek. Byłem przez krótki okres z inną dziewczyną, która też się ze mną rozstała, a potem długi czas nic.
      Znalezienie kogokolwiek przez neta graniczyło z cudem i w międzyczasie wpadłem znów w fatalne zauroczenie, z którego musiałem wychodzić powoli. Uczę się wolno, ale w końcu - jak sądzę - się uczę.
      Związałem się z dziewczyną poznaną na portalu katolickim i chociaż nasz związek był nacechowany kłótniami, sporami i zmaganiem, po raz pierwszy zacząłem w związku wymagać i egzekwować. Rezultaty mnie zaskoczyły,
      bo A. miała rzadko spotykaną cechę u kobiet: potrafiła znieść krytykę. Chociaż była uparta, kłótliwa i momentami infantylna to jej zdolność do łagodzenia sporów i gotowość przyjęcia krytyki mnie zdumiewały.
      Dodatkowo pewna surowość, która we mnie była (w stosunku do niej) wzmagało jej zauroczenie mną. Było to jednak tylko zauroczenie, jak sądzę, a nie prawdziwa miłość i zaufanie. Miała ona historię odmawiania
      zaręczyn, więc zdecydowałem się na rozstanie - widząc, że nie zmierza to do poważnego związku. Do dziś mamy sporadyczny kontakt. Jest też już szczęśliwą mężatką. Nie żałuję rozstania z nią także z innych powodów, których tutaj 
      nie przytoczę, ale wspomnienie naszej relacji jest dla mnie nadal pozytywne i budujące. A. była też najładniejszą dziewczyną, z którą byłem.
       
      Ten ostatni związek skończył się ponad 3 lata temu i od tamtego momentu, chociaż wielokrotnie próbowałem, nie udało mi się nikogo znaleźć. Jestem w obiekcie zainteresowań kobiet, które kompletnie mnie
      nie pociągają: tęgich, nieładnych, zaniedbanych, starszych lub apatycznych i nudnych. Wydaje się być w tym jakaś sprawiedliwość. Dlaczego miałbym zasługiwać na więcej? Ale nie chcę się decydować na związek
      po prostu dlatego, że mogę. Z wiekiem dostrzegam, że staję się coraz bardziej wybredny - trochę na przekór, trochę z wygody, trochę z przyzwyczajenia do swojego stanu. Powtarzam sobie, że nie oczekuję
      zbyt wiele, ale kto może to ocenić obiektywnie? Poznałem jakiś czas temu dziewczynę dla mnie piękną, choć bynajmniej nie w typie "z rozkładówki". Pomyślałem sobie - to by mi wystarczyło. Rozmowa się nie klei:
      myślę sobie - jest nieśmiała (co wiem), może to dlatego. Okazało się, że jest w związku. Dawała, mi jak sądziłem, sygnały. Może się myliłem, a może i tak było, ale ja nadal obstawiałem przy swoim - nikomu nie odbijam dziewczyn. 
      Pozostałe dziewczyny w grupie, w której teraz jestem i gdzie poznałem N, raczej okazują chłód, rezerwę, czasem antypatię, czasem odrobinę koleżeńskiej sympatii. 
      Nie wiem już jak czytać te sygnały. Dzisiaj zagadałem do dziewczyny i coś tam mi odpowiedziała niewyraźnie i odsunęła się na kilka kroków jakbym był trędowaty. Jakbym miał ją - wzorem desperata - ścigać teraz. 
      Poczułem się z lekka jakbym... był obmierzły. Nie wiem czy byłem dla niej obmierzły, czy może zrobiła tak instynktownie, bo często się z tym spotyka. Ja jednak nie myśląc o tym, tak właśnie się poczułem. 
      Musiałem się odrobinę wysilić, aby nie czuć tego dalej. Im więcej tych doświadczeń tym bardziej się na nie uodparniam, ale staram się pamiętać, aby nie obrosnąć w cynizm.
       
      Co planuję dalej? I właściwie jaki jest mój stosunek do kobiet? To może uda mi się szerzej zaadresować w innym poście. Nie chcę jednak nastawiać się na: na pewno nie, na pewno tak. Trudno powiedzieć jak będzie.
      W obecnej sytuacji, patrząc na to probalistycznie poznanie kogoś odpowiedniego wydaje się raczej loterią. Ktoś poetycko powiedziałby jak Tom Petty, że "good love is hard to find", widzimy jednak często
      na ulicach takich, co nigdy albo rzadko są sami. Może nie potrafią oni docenić już tego, co im tak spowszedniało. Albo może ja uważam, że jest to tak cenne, gdy tego nie mam. W każdym razie na tym skończę.
      Nie chcę, żeby ta historyjka została odebrana jako coś nihilistycznego. Bynajmniej zawsze dostrzegam nadzieję w swoim życiu, choć może niekoniecznie tam, gdzie teraz bym ją widział
    • By Iceman84PL
      Natrafiłem dzisiaj na nagranie z Romanem Warszawskim w telewizji wRealu24.
      Poruszany był temat hipergamii kobiet, mężczyzn, którzy w dzisiejszym systemie po prostu mają przerąbane.
      Merytoryczna rozmowa i mnóstwo informacji dlaczego tak się dzieje.
      Zapraszam do zapoznania się z materiałem zwłaszcza młodych mężczyzn, którzy czują, że coś jest nie tak, ale nie wiedzą dlaczego.
      Jestem również pozytywnie zaskoczony, że problem mężczyzn w końcu jest nagłaśniany i to  na kanale gdzie jest ponad 500 tyś subskrybentów.
      Jak myślicie czy to jest punkt zwrotny by w końcu społeczeństwo systemowe dowiedziało się, że jedna płeć czyli męska jest dyskryminowana i spychana na margines?
      Zapraszam do dyskusji i podzielenia się swoimi przemyśleniami😉
       
      PS. W razie czego wrzucajcie tutaj wszelkie podobne informacje.
       
       
       
    • By Garrett
      Witajcie.
      Tak sobie ostatnio pomyślałem, że sporo związków ktore znam, jest na takiej zasadzie jak w temacie. Czyli po prostu ktoś miał trochę farta, trafił na kogoś i już są razem bo nie ma sensu się rozstawać, bo potek kogo znajdzie???
      Oczywiście ta kwestia dotyczy w większości facetów, bo jak wiemy w obecnych czasach i zalewie atencji panie mają dużo łatwiej i mogą często przebierać w samcach - a czasem przebierają do 40ski co się źle kończy dla nich...
      Tak więc takie związki trwają i trwają, są śluby, dzieci. A wszystko to na zasadzie farta, bo wyboru dany facet nie miał za bardzo.  Z różnych względów.
      Co myślicie o tym??
       
       

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.