Jump to content

Niska dzietność. Problem, czy naturalna konsekwencja rozwoju socjotechnologicznego?


Recommended Posts

9 godzin temu, Amperka napisał:

Też nie lubię takich neurotycznych bab, zero pomysłu na siebie.

Po prostu - mądra kobieta (jak i mężczyzna) wie, że zawsze jest jakaś cena, którą trzeba zapłacić. Ta cena może być różna na różnych etapach życia. Ceną za wspomniany standard życia matki i dziecka jest np. o wiele większa ilość czasu, który temu dziecku musi poświęcić matka (i nie tylko dziecku, ale ogarnięciu w większości tzw. domowego życia i wszelkich spraw z tym związanych), gdy ojca nie ma tyle, ile by pewnie bardzo chciał, ale... on też płaci (albo zapłaci) cenę za swoje wybory.

 

Ważne, by wszystko działo się świadomie, dobrowolnie i ze świadomością możliwych konsekwencji.

 

Po prostu się nie da mieć w życiu wszystkiego na 100% zawsze i wszędzie, nie będąc "zawodem - syn", czy inną dziedziczką.

 

Nie da się mieć: oczekiwanego standardu życia, ojca w domu i jego udziału we wszystkich aspektach życia domowego w etapie "budowania" tego standardu itd.

A jeżeli ktoś zna taki sposób, chętnie posłucham ;)

 

Bo moim zdaniem to nierealne.

  • Like 8
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites
  • Replies 289
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

No cóż rozbiję swoją wypowiedź na dwie części:   32 proc. respondentek w wieku 18-45 lat, pytanych, czy planuje potomstwo, odpowiedziało twierdząco, w tym 17 proc. podało, że w ciągu najbliż

Ale Panie Madkę Polkę przenajświętszą dziewicę ruszać? Kto to widział!

W Twoim myśleniu jest jeden błąd / świadome pominięcie pewnego faktu. Aby doszło do seksu dwie strony muszą wyrazić na to zgodę. Inaczej to gwałt. Gwałt, bardzo słusznie, jest karalny a

Godzinę temu, Obliteraror napisał:

A jeżeli ktoś zna taki sposób, chętnie posłucham ;)

 

Bo moim zdaniem to nierealne.

 

Nierealne, jeśli ktoś uparcie próbuje dyskutować za pomocą skrajności.

 

Tu nie chodzi ani o te cholerne 40k i brak zainteresowania rodziną vs facet spędzający całe dnie z dzieckiem. 

Chodzi o balans.

W opisanej przez Ciebie sytuacji, pozostają weekendy. To jest jakieś wyjście, jeśli nie można w danej chwili inaczej. 

 

Tak funkcjonowałem przez kilka lat, chcąc zapewnić rodzinie dobry standard życia, będąc świeżym emigrantem. 

Byłem do tego sam, bo eks najpierw przy dziecku, a potem "w domu". 

Więc łatwo nie było, ale w weekend był czas na coś wspólnego. 

 

Bardzo łatwo byłoby mi przenieść to doświadczenie na opisywaną sytuację i powozić się po kobiecie z opisu.

Tyle, że to byłaby to kolejna wypowiedź oparta na projekcji. 

 

 

  • Like 2
  • Thanks 1
Link to post
Share on other sites

@Yolo przecież wiesz, że lubię się z Tobą zgadzać :) i chętnie to robię w innych tematach i będę robić :)

Po prostu mam inna perspektywę. Połowa moich wujków za granicą, żeby wesprzeć dzieci. Jadą do Niemiec i Holandii jako 100 kg chłopy, wracają ze szparagów, jako suchoklatesy. Ale jakbyś słowo na nich złe powiedział, to by Cię te ich żony rozszarpały. Szkół nie mają, ale czasami jakby mądrzejsze. 

Nie wiem wiele o rodzince z tematu, może mąż bije, może pije- wtedy to co innego. Wiemy, że zarabia 40 tys. miesięcznie, nie pracuje w innym kraju - domniemuję, że wraca do domu, dzieci go widzą. 

Nosz kurcze, powiedz to kobiecinie, która wraca z tesco, mąż robi na dwie zmiany, a dzieci z kluczem na szyi biegają.

 

Ale dobra, już już. Co to ma do tematu... :)

  • Like 3
Link to post
Share on other sites
14 minut temu, Yolo napisał:

W opisanej przez Ciebie sytuacji, pozostają weekendy. To jest jakieś wyjście, jeśli nie można w danej chwili inaczej. 

Ale ja w praktyce ten tryb pracy przerabiałem ponad 7 lat, ale bez dzieci.  :) Tak, możliwe że dzieci zmieniają optykę na zapierdol. Może moją też by wtedy zmieniły.

 

A może by nie zmieniły. Bo robiłem to dla siebie. Przede wszystkim dla siebie, wtedy ;)

 

A, weekendy służą wtedy głównie do odsypiania. Albo prędzej jeden dzień weekendu.

Edited by Obliteraror
  • Like 1
Link to post
Share on other sites
W dniu 22.01.2023 o 09:38, meghan napisał:

Jakimi działaniami prawnymi, czy propagandowymi zwiększono by dzietność w Polsce, czy w innym kraju, w którym wskaźnik dzietności jest najniższy od kilku dekad? 

Osobniki płci obojga znajdują atrakcyjnego dla siebie partnera i skupiają się na wychowaniu własnych genów. By to zrobić gromadzą kapitał kulturowy i intelektualny, który następnie przekazują zstępnym. 

 

W między czasie młoda jednostka jest uświadamiana, że dalej będzie się wychowywać sama. Każde pokolenie wyciąga wnioski z własnego wychowania i wprowadza korekty. Starszyzna ma możliwość wskazać niepożądane konsekwencje danego stylu wychowania dzięki zgromadzonemu kapitałowi życiowemu i intelektualnemu.

 

Jako wątek poboczny myślę, że warto by rozpatrzyć pozytywny wpływ traumy na rozwój jednostki.

Więc należałoby zachęcać do tworzenia fajnych relacji i regularnego podnoszenia poziomu własnego.

Czyli regularnej pracy i dyscypliny. Tymczasem gdy polityk zwraca uwagę, że kobiety dają w szyję to wielkie oburzenie.

 

Z obserwacji rodzin 3+ mniej więcej tak to wygląda. W każdej rodzinie trochę gdzie indziej kładziony jest nacisk. Często jednak konsekwencją tego jest mniejsza ilość czasu spędzonego z dziećmi.

 

Z perspektywy mózgu nasze społeczeństwo zajmuje się zalewaniem go i rozpraszaniem poprzez hedonizm, szokowanie, obrzydzenie. Masz coraz bardziej wyrafinowane scenariusze zdrad, sposobów krzywdzenia innych itp. 

 

@meghan gdy jesteś adorowana to czujesz się piękna i wyjątkowa. Rozwijanie tego prowadzi do pustki wewnętrznej i upijania się tym jak ktoś nas specjalnie potraktował.( @Wielokropek widzi tego konsekwencje i ostrzega cię).

 

Rozumiem, że bolesne jest bycie traktowanym jako użyteczny obiekt trzeciej kategorii. Jednak środowisko PUA wskazuje, że kolejność prezentowanych cech wpływa na odbiór osoby czego świetnym przykładem jest @Amperka.

 

Najpierw prezentuje wartości intelektualno-sportowe a potem społeczno-rodzinne.    

 

 

Co do sytuacji 40k miesięcznie i ignorowanie na dzieci. Książka "zdradzony przez ojca" opisuje różne postawy wobec rodzicielstwa. Jedną z nich jest przekonanie, że zapewnienie bytu jest obowiązkiem ojca. 

Co za tym idzie sąsiad uważa, że wywiązuje się wyśmienicie z nawiązką z obowiązków co za tym idzie może się zająć sobą. 

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/251731/zdradzony-przez-ojca

 

Edited by Ramzes
  • Like 2
Link to post
Share on other sites
5 minut temu, Obliteraror napisał:

Ale ja w praktyce ten tryb pracy przerabiałem ponad 7 lat, ale bez dzieci.  :) Tak, możliwe że dzieci zmieniają optykę na zapierdol. Może moją też by wtedy zmieniły.

 

Jeśli ktoś decyduje się na dziecko, wypadałoby o nim czasem pomyśleć.

Inaczej, po cholerę się o nie starać? Nie oszukujmy się, bez dzieci jest o wiele łatwiej. 

 

No nie uwierzę w to że mając dzieci, pracowałbyś wciąż dnie i noce w tygodniu, a weekendy odsypiał. 

 

19 minut temu, Amperka napisał:

Po prostu mam inna perspektywę. Połowa moich wujków za granicą, żeby wesprzeć dzieci. Jadą do Niemiec i Holandii jako 100 kg chłopy, wracają ze szparagów, jako suchoklatesy.

 

Wesprzeć dzieci? Więc chyba nie piszemy tu o kilku i kilkunastolatkach, kiedy ojciec jest najbardziej potrzebny. 

 

A skąd przypuszczenie, że mamy inną perspektywę?

To teraz potrzymaj mi piwo ;)

 

Wyjechałem za granicę, rzucając pracę którą kochałem, wchodząc w coś zupełnie nowego I na głęboką wodę.

Dokładnie w tym czasie urodziło się moje pierwsze dziecko. 

Wszystko było dograne tak, że po trzech miesiącach miałem sprowadzać do siebie rodzinę. 

I wszystko się popierdoliło. Przez 1,5 roku tułałem się po różnych pracach, żyjąc na walizkach.

Nie miałem wyjścia, nie było do czego wracać. Rodzinę widywałem co 1,5- 2 m-ce. 

 

Kiedy zobaczyłem że jest szansa żeby sprowadzić moich, zacząłem cisnąć 7 dni w tygodniu po kilkanaście godzin. 

Dzięki temu, w momencie kiedy przyjechali stać mnie było na wynajęcie mieszkania z kilkumiesięczną kaucją, umeblowanie go i kupno samochodu, plus kilka innych rzeczy bez ubiegania się o kredyty.

Kiedy przyjechali, odpuściłem pracę w niedzielę i częściowo w sobotę.

 

1,5 roku, nie sezonowy wyjazd na szparagi. 

 

Umiem jednak to napisać, też jeśli chodzi o siebie- taka sytuacja jest zła i trzeba jej unikać. 

Czasem nie ma wyjścia, nie da się inaczej, ale to nie zmienia faktu. 

 

Tylko, że te przykłady nie odnoszą się do omawianego wątku. Tatuś 40k jest na miejscu, po prostu ma inne sprawy na głowie. 

 

 

44 minuty temu, Amperka napisał:

@Yolo przecież wiesz, że lubię się z Tobą zgadzać :) i chętnie to robię w innych tematach i będę robić :)

 

No i spoko. Dobrze wiesz że masz moją sympatię za swoją pozytywną, roztrzepaną energię.

Czasem można się zetrzeć, podyskutować i nie zgadzać ze sobą, nawet pokłócić- to nie musi oznaczać konfliktu.

Przynajmniej u mnie to nie jest jednoznaczne. 

 

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites

@Yolo Dzisiaj nowy dzień, nowe przemyślenia, (nowa ja hehe) chyba masz rację. 

Może właśnie wypieram jakieś sprawy z dzieciństwa, może dlatego zawsze podobali mi się starsi mężczyźni (jakiś brak ojca, który zawsze jest wieczorem w domu). 

Po prostu wiem jakie dylematy stoją przed ludźmi, sama mam takie codziennie. 

Być mamą z pasjami, wysportowana, energiczną czy troskliwą, zawsze pod ręką. Dyscyplinującą, czy wyrozumiałą. 

Nie jeździłam po świecie, kupowałam mieszkania - dzięki temu moge ograniczyć pracę, a i tak mamy na wyjazdy, zajęcia dla syna, ale z drugiej strony niewiele moge opowiedzieć dzieciom o dzikich krainach. 

Zawsze coś za coś. Każdy jest kowalem losu, coś się wybiera. 

Tylko nie lubię takiej pasywności u kobiet... leży i myśli, co jest nie tak. Nie podoba się - to mówi: mężu, rzucaj robotę, zaczynamy od nowa, znalazłam pracę, mamy hajs na dobre przedszkole itd. Tak nie może być, jestem nieszczęśliwa.

Informuje i podejmuje działania.

A te chlipające i żalące się wszystkim dookoła (no bo wszyscy wiedzą, że się mąż dziećmi są zajmuje)... no nie mogę takich. Po prostu tak mam.

Także @Yolo muszę chyba na nowo wszystko przemyśleć... tak mi namieszałeś :)

 

Edited by Amperka
  • Like 3
Link to post
Share on other sites
15 godzin temu, Hatmehit napisał:

Szczerze nienawidziłam jego klientów, „zabierali” mi go. Ale nieocenione były momenty jak do mnie dzwonił z antykwariatu i pytał czy „tę książkę o piramidach już masz?” albo po powrocie układał ze mną lego/czytał przed snem:D Jasne, że wolałabym z nim jako dziecko spędzić więcej czasu, ale nie mam mu tego za złe. Stworzył mi z mamą dobre warunki. Teraz trochę nadrabiamy te godziny na wspólnym śmieszkowaniu i dyskusjach.

Nie umiałam tego opisać, ale o takie zachowania mi chodziło. :)

 

Jak widzę takie zachowania to czuję się mega wzruszona i jednocześnie czuję lekki dyskomfort, bo jest to coś, czego bym bardzo chciała doświadczyć, ale mam świadomość, że tego nie doświadczę. Odpaliło mi się to, jak przestałam mieszkać z rodzicami. 

No ja odczuwam brak figury ojca w wychowaniu. 

 

 

 

 

 

 

@mac to jest środowisko na p. Tato nie pracuje w pocie czoła i się nie poświęca, bo stanowisko dostał. I to specjalnie takie, żeby niezależnie od opcji być na nim.

Czaje, że informacje są ograniczone. Myślę też, że więcej nie chce dodawać w tym temacie. Każdy może mieć swoją opinię.

 

 

 

Edited by melody
Link to post
Share on other sites
5 godzin temu, Casus Secundus napisał:

@Messer - nie oceniam Twojej oceny innego użytkownika, każdy wyrabia sobie zdanie sam. Dla mnie akurat @maroon wielokrotnie wykazał się taką wiedzą z różnych dziedzin życia i oblicza świata, że nie mam powodów, żeby imputować mu bajkopisarstwo. Ale to moja ocena. 

Niemniej jednak wyrażam publicznie uznanie dla Twojego talentu pisarskiego. Zupełnie obiektywnie - bardzo dobry tekst, napisany ze swadą, polotem i kulturą języka. Bardzo to doceniam, uwielbiam dyskusje cięte i trzymające wysoki poziom i chciałem to wyrazić publicznie.  

 

Wybacz, ale nie rozumiesz czym jest narcyzm i jak on działa. Pozwól, że to wyjaśnię, bo bycie fanem i obrona @maroon'a jest po prostu komiczne. Teraz opiszę dlaczego ten koleś jest absolutnym farmazoniarzem i proszę mnie już tutaj nie oznaczać, bo nie chcę tego tematu poruszać.

 

Zobacz jego historię. Podróżnik po całym świecie, w czasach 00' zarabiał 20k - co było wtedy trudne, biorąc pod uwagę czasy, a miał wtedy jakoś 20 lat. Pogromca modelek z całego świata. Ogromny biznesmen, bogacz. NAJWIĘKSZE MÓZGI z tytułem profesora tej planety dają mu owację na Oxfordzie za jego przemowę (to było już, kurwa, przesadą, tak szczerze). Zapraszany przez największe korpo, żeby im pomógł. Człowiek z ogromną ilością czasu. Wszystko wie, wszystko słyszał, wszystkiego doświadczył. Jak nie wiesz do kogo się zgłosić po radę, uderzaj do niego.

 

Jednocześnie każdemu wręcz dopierdala. Wylewa z siebie tyle nienawiści, że to ciężko opisać.

 

Wiesz dlaczego ludzie z osiągnięciami często bardzo są pokorni? Bo dostali tyle razy w dupę, tyle razy plaskuna na twarz, że siłą rzeczy życie ich upokorzyło niejednokrotnie. Ile razy maroon napisał komuś coś miłego, fajnego? Osobiście - nie widziałem tego ANI RAZ. A ile razy dopierdolił, przypierdalał się i chciał upokorzyć? Moje doświadczenie życiowe mówi BARDZO PROSTO - ludzie, którzy są nikim i nic nie osiągnęli znaczącego, są właśnie tacy. Nienawistni, mega żal do życia, często alkoholicy. Znam człowieka z mojej rodziny, który jest znany z tego, że nigdy nikomu nie powiedział nic miłego. Nie potrafi. Człowiek absolutny nerwus. On jak siedzi gdzieś i kogoś słucha, to nieświadomie unosi palec i "pisze w powietrzu nim", byleby tylko przerzucić te nerwy na zewnątrz. Mega zazdrośnik, dupa go ściska o jakiekolwiek sukcesy kogokolwiek. Tradycyjne choroby z jego problemami już ma - ciśnienie (symboliczne rozrywanie od środka) i cukrzyca, czyli typowa choroba związana z zazdrością.

 

To, kim jest człowiek, determinuje ranga tego, co po sobie zostawił. On i maroon, zostawił tylko nienawiść i pogardę, czyli tym, czym głównie jest. Narcyzi uwielbiają znęcać się nad innymi w różny sposób, jednocześnie podkreślając swoją niewinność.

 

Zgodnie z zasadą - mężczyzna pełny pychy umiera samotnie, a ród kobiety z pychą wygasa (przez to co zrobiła swoim dzieciom), z nim nie chce się prawdopodobnie nikt zadawać. Nikt nie lubi chamów, frustratów, nienawistników.

 

Byłem na szkoleniu z atrakcyjności i psycholożka powiedziała ciekawą anegdotkę. Badali studentów, na początku jak zawsze zbierali się w grupy studenci, normalka. Potem te grupy jakoś się rozrywały. I wiesz co było najciekawsze? Że narcyzi jakby z automatu z tych grup byli usuwani, po prostu po czasie zostawali sami i ich pole znajomych było bardzo ubogie. Inni ludzie, bez obciążenia dużym narcyzmem, znajomych i grupy mieli. Tak wyszło im w badaniach.

 

Co więcej, to, że on jest narcystycznym frustratem świadczy po prostu definicja frustracji. Patrz - https://pl.wikipedia.org/wiki/Frustracja

"Frustracja bywa rozumiana jako reakcja na niemożliwość osiągnięcia celu, pomimo dążenia do niego. Uczucie frustracji łączy się z nakładem pracy nie doprowadzającej do osiągnięcia celu. Są to swego rodzaju wyrzuty sumienia wobec siebie samego znajdujące ujście pod postacią frustracji, kompulsji, przeniesienia lub natręctwa".

 

Jednocześnie koleś jest arcymistrzem w osiąganiu. No, we własnych opowieściach przynajmniej. :) 

 

Wiesz dlaczego on ciągle podkreśla ile to nie ma i ile nie osiągnął? Bo tak robią narcyzi, czując wewnętrzną dziurę w sobie. Pamiętasz archa? Tego, który miał multum multikont, kawalerek na wynajem, obrażał kogo się dało i podkreślał jaki nie jest kozak? On przyznał jedną rzecz, bardzo ciekawą. Mianowicie - wydał masę kasy na prostytutki i nigdy do żadnej kobiety na żywo nie podbił. Wiesz dlaczego? BO ONA MOŻE NARCYZA ODRZUCIĆ. A samo uniesienie brwi przez taką kobietę powoduje, że jego krucha osobowość pęka jak szkło. To nie jest coś, co narcyz zapomina. Dla niego to ekstremalne upokorzenie, bo ona odrzuciła właśnie "boga". Arch pisał nawet, że on z gitarą chcę po barach latać, BYLEBY TYLKO KOBIETY PRZYSZŁY DO NIEGO SAME. By nie czuł bólu osiągania czegokolwiek, bo porażka boli. Byleby tylko nie zniżyć gardy. Arch tak samo budował swoją legendę tutaj, jako kogoś enigmatycznego, wyjątkowego i wybitnego.

 

On jest pewnie taki sam. Dla mnie to jest sweterek z IT, korposzczur. Nikt nie chce się z nim zadawać za bardzo, zostaje sam ze sobą - stąd ma tyle czasu na pisanie postów tutaj, całymi dniami. MIMO TAK EKSCYTUJĄCEGO ŻYCIA - jakie opowiada. Ludzie mający tyle czasu, coś muszą robić, ludzie nie są stworzeni do bezczynności. On pewnie czyta, być może dużo czyta, żeby narcyzm wzmacniał się poprzez swój intelektualizm i wyrafinowanie (we własnych oczach), a krucha osobowość nie rozpadła się. Dlatego niektóre z jego opowieści wydają się rzetelne, a tak naprawdę są skopiowane na bazie tego co przeczytał od innych, a niektóre absolutnie z kosmosu i wymyślone. Kłamstwo ma krótkie nogi, a on nie potrafi dobrze kłamać. Kto wie, może niektóre rzeczy faktycznie robił - bo jednak jak ma czas, to może gdzieś tam dupę ruszył, coś zrobić w świecie. Jednak pewnie nie jest to częste.

 

Chociaż kto wie. Może maroon właśnie ściągnął szczura z dupy laski startującej na Miss Polski, a przerywającemu mu jego własnemu pracownikowi proszącemu o podwyżkę kazał spierdalać na drzewo. Kto wie? To są tylko moje trafy i zgadywanki.

Jednak znając swoje doświadczenia i życie, naukę i inne - EKSTREMALNIE w to wątpię. Już nie ja w to wątpię - @Chcni czy @FakingPikiBlańda i pewnie masa osób z tego miejsca.

 

Nie mam ochoty więcej o tym pisać i dostać bana. Po prostu każdy user powinien wiedzieć jak działają przechwałki, kim są inni userzy, żeby nie kupowali jego bzdur, BO ROBIĄ SOBIE KRZYWDĘ. Pod przechwałkami ZAWSZE leży ból. Pod chwaleniem się - nie. Nie przypominam sobie, żeby on choć raz napisał komuś coś fajnego, a zawsze ma dużo fajnego na własny temat do powiedzenia. Nawet ekstremalnie dużo.

 

A on przecież wyłącznie osiąga, nawet nie będąc przy tym zadraśniętym. Jedyne ślady zadraśnięcia są z penisa, kiedy wyciąga go już kurczącego się z następnej kobiety z topki - notabene, niewiadomego pochodzenia skąd te kobiety są. Znając narcyzów, te modelki są po prostu z roksy. I tyle z mojej strony.

Edited by Messer
  • Like 4
Link to post
Share on other sites

@Amperka

Czy aby na pewno irytuje Cię bierność pań, czy to, że ich zmniejszony nakład energii w działanie, podejście (w porównaniu z Twoim nakładem) i tak jest gratyfikowany w postaci lojalności, poświecenia wobec nich ze strony ich mężczyzn? 😎

 

Amperka, jesteś w zupełnie innym miejscu od większości Polek za sprawą swojego flow, swojej pracowitości i co tu dużo ściemniać - za sprawą dobrego małżeństwa (dobrego wżenienia się), więc Twoja perspektywa jest zupełnie inna. 😎

W Twoim przypadku energia w działaniu (jak to qrwa brzmi) zupełnie inaczej się rozkłada. 😎

Link to post
Share on other sites
W dniu 22.01.2023 o 15:23, Mosze Red napisał:

Pół żartem, pół serio, w stylu jednego z byłych użytkowników :)  

 

Jest jak jest ponieważ ścierają się siły z ekstremów populacji, a mianowicie #przegrywy walczą z #wygrywami. 

 

 

Słuchałem materiałów na kanale https://www.youtube.com/@Triggerpod/videos i jeden z gości przytoczył ciekawe badania.

 

Po pierwsze większość lewaków cierpi na schorzenia psychiczne wywołane trauma z dzieciństwa.

 

Po drugie lewacy są znacząco mniej inteligentni od prawaków.

 

Po trzecie lewacy są mniej atrakcyjni fizycznie od prawaków.

 

Po czwarte prawacy mają znacznie lepszą genetykę.

 

Po piąte osoby atrakcyjne fizyczne skłaniają się w przytłaczającej większości ku poglądom prawicowym. 

 

 

Wniosek z tego taki, że lewaki to przegrywy genetyczne straumatyzowane w dzieciństwie i jest ich od pyty, bo wiadomo, że przegrwyów jest więcej od wygrywów.

 

Natomiast prawaki to wygrywy genetyczne, które dominują intelektualnie i wizualnie.

 

 

Obie te grupy to wartości skrajne, ekstrema populacji, wiadomo że typowy jest normik. 

 

Tak więc masz dużą grupę ułomnych intelektualnie i fizycznie lewaków, walczących z lepszymi genetycznie prawakami, których jest mniej ale dominują nad lewakami intelektualnie i fizycznie. 

 

 

O co toczy się ta walka?

 

Bo wiadomo, że nie o kobiety, bo wygrywy je zgarniają. 

 

Wiadomo, że nie o kasę, bo rozstrzał w majętności przegrywów i wygrywów zwiększa się z każdym rokiem. 

 

Wiadomo, że nie o żarcie, bo przegrywy mają mniej jeść, wsuwać robaki, nie jeść mięsa itp. 

 

Wiadomo, że nie o klimat bo wygrywy zasuwają swoimi autami z dużymi silnikami, latają prywatnymi odrzutowcami. 

 

Więc skoro to nie jest walka o kobiety i zasoby, dobro planety, to o co?

 

O rząd dusz normików i selekcję naturalną.  

 

I teraz tak lewaki promują głupoty nie uzasadnione lub uzasadnione pseudonaukowo, ale jest ich masa więc wywierają naciski, mają wpływy, wymuszają różne rzeczy prymitywnymi metodami itp.

 

Lewaki w ten sposób deprecjonują normików, niszczą klasę średnią, która jest bramą do wybicia się na wygrywa, niszczą nawet klasę drobnomieszczańską, aspirującą do średniej. Robią to poprzez głupoty typu walka z emisją co2, paliwami kopalnymi, indywidualnym transportem itp. 

 

Promują aborcje na życzenie, eutanazje na życzenie, mniej dzieci dla dobra klimatu bla bla bla 

 

Powiedzmy sobie jasno, lewaki dążą do tego, żeby systemowo zepchnąć normików do przegrywu, w którym to stanie się znajdują. 

 

 

Natomiast prawaki nie mają takiego wachlarza możliwości, żeby ludzi pchać w stronę wygrywu. 

 

Ilu się traki takich kiepskich genetycznie  jak Bezos, którzy są brzydcy jak (domyślcie sie sami) ale za to są intelektualnymi i finansowymi wygrywami i dzięki temu mogą aspirować do poprawy swojej genetyki kryjąc normicę lub wiążąc się ze Stacy po ścianie, a w następnych pokoleniach wyjść również z przegrywu genetycznego.

 

 

Więc prawicowe wygrywy dominujące intelektualnie odpaliły konia trojańskiego w postaci licznych idei, które podsunęli lewakom - nieposiadania dzieci dla dobra planety - dobrowolna sterylizacja, ziarno jeszcze nie zakwitło ale już kiełkuje (czekam na event na tik - toku, wyhuśtaj się dla dobra klimatu), wspierania aborcji na masową skalę, późne małżeństwo i późne macierzyństwo.

 

W ten o to sposób nastąpi samodzielna depopulacja ułomnych fizycznie i intelektualnie lewaków tkwiących w przegrywie. 

 

Żaden rozsądny człowiek (czyli wygryw lub normik aspirujący do bycia wygrywem) nie będzie się depopulował wraz z idiotami. 

 

Bogate prawicowe wygrywy mają sporo dzieci, 2-3 to standard, a niektórzy więcej - np. Korwin. 

 

 

Żona Bezosa była normicą, a jego dzieci już są lepsze genetycznie od niego, nadal z twarzy niewyględne, ale już jego najstarszy syn jest sporo wyższy i widać, że pozostali synowi też będą wyżsi, córka jest ewidentnie normicą. 

 

No i Bezos przesiadł się na tą Laurene Sanchez, która jest podstarzałą Stacy, fakt że po ścianie i karuzeli kutangów bo wiadomo, że taki brzydal nie mógł liczyć na Stacy w kwiecie wieku musiał zaczekać na swoją kolej. 

 

I w ten sposób w 2-3 pokoleniu już Bezosy będą wygrywami intelektualnymi, finansowymi i genetycznymi.

 

 

Jak się zmniejszy ilość przegrywów to zostaną wygrywy i normiki. 

 

Tak jak było za czasów jaskiniowych, słabe jednostki odpadną. 

 

Normiki nie będą wydziwiać, wymyślać 60 płci i innych głupot, tylko będą aspirować do awansu na wygrywa i niektórym się powiedzie, taki amerykański sen.

 

Będzie się ich pokazywało innym normikom, żeby zachęcać do zapierdalania.

 

Normice będą aspirowały do poprawy egzystencji poprzez polowanie na wygrywów. 

 

W zasadzie system będzie ten sam, tylko odpadnie najsłabsze ogniwo, które sprawiało najwięcej kłopotów. 

 

Będzie mniejsza polaryzacja i machina wyzysku normików będzie elegancko działała. 

 

Wrócimy do stanu pierwotnie naturalnego, taki uwspółcześniony Darwinizm, coś musiało zastąpić głód, choroby i wyżynanie się plemion. 

 

 

Niniejszy post miał charakter humorystyczny, jakby ktoś nie załapał ;) 

   

 

 

W szczerych rozmowach spora część lewaków przyznaje, że chodzi po prostu o "wkurw", że oni czegoś tam nie mają, a inny ma. Marzeniem większości lewicowych aktywistów jest załapać się na grant w NGOsie i to pokazuje motywacje tych osób, lepiej niż cokolwiek innego.

Link to post
Share on other sites

Nie, nie @meghan Tu ja nie mam nic do rzeczy.

Ja nie oczekuję jakiegoś poświęcenia ze strony mężczyzny za to co robię. Bo ja po prostu taka jestem. Wręcz jestem wdzięczna za akceptację takiej nakręconej mnie.

Jest mi obojętne, czy będzie się poświęcał, czy nie - ja dalej pewnie byłabym taka sama. Ja zawsze taka byłam i podejrzewam, że już się nie zmienię. Mam chyba coś z nadpobudliwością, a może to osobowość - czort wie.

Nie znam się na psychologii, staram się nie analizować wszystkiego, bo bym się nigdy nie wytaplała z poczucia winy i przemyśleń. Zazwyczaj rozumuję na zasadzie anegdot, osób, które znam, jakiejś powtarzalności w relacjach.

Mój ojciec ma 12 rodzeństwa - jest takim spoiwem między wszystkimi. Zawsze się spotykaliśmy. Wszyscy prawi, normalni, przy podziale majątku po rodzicach - zupełnie bezkonfliktowi.

Wszystkie siostry gdzieś tam pracują, bracia też - lepiej, gorzej. I jest jedna Lucynka...

Lucynka nigdy nie pracowała, mąż w dwóch pracach od rana do zmierzchu. Wiecznie zmęczona, wiecznie z niczym nie wyrobiona, wiecznie bałagan, bo ona chwilę masę na ciasto robi - rzuci to, zaraz chwilę obiad - nie skończy, potem idzie na ogród i tak się kręci w kółko.

Nigdy nic nie zorganizowała, nigdy nikogo nie zaprosiła. Z nią się nigdy nie można umówić na czas. Nie ma prawa jazdy, więc mój tato po nią jeździł często i woził, gdzie trzeba. Umawia się na 12.00, ona o 12.30 jeszcze nie gotowa. I wieczne wymówki: bo ona zmęczona, bo ona ma pole do obrobienia, pole,  pole, pole, jak ona nie lubi tego pola, jest zmęczona tym polem (kilka grządek, moi rodzice mają chyba 10 razy większy ogród).

Mój ojciec nie wytrzymał któregoś razu, znowu byli umówieni. I ona znowu niegotowa, bo: pole, pole, nikt mi nie pomaga, to pole, jak ja nie znoszę tego pola, z tego pola nic nie ma, nic nie rośnie, na co komu to pole...

Wziął opryskiwacz na plecy, wlał Roundupa do pojemnika i poszedł na pole. Ta wyleciała za nim - co on robi, że jej wszystkie rośliny poniszczy.

I mówi jej - jeszcze raz usłyszę, jak narzekasz na to pole, to przyjeżdżam i ci to wszystko zaleję Roundupem. Jak Cię to męczy, to zlikwiduj. Masz jakiś tam zasiłek, męża nie ma, daj sobie z tym spokój. A jak już masz, to przestań tak biadolić.

Krótka piłka. W domu jakbym tak biadoliła, to by mnie ojciec za drzwi wystawił. Robisz, to rób, a jak nie, to nie zamęczaj innych. I ja stąd chyba mam awersję do takich pań domu, które z byle pierdoły robią wielkie osiągnięcie, albo wielkie poświęcenie (dziwnym trafem, to zazwyczaj te babki, które podejmują trud zajmowania się domem, kiedy dzieci są już dorosłe, a mąż jada na stołówce pracowniczej). Jezu... jak ja takich nie mogę. Jak z taką mękołą wytrzymać. Ta babka z tematu - dam rękę sobie uciąć: że jakby była ogarniętą kobietą, to by znalazła fajne przedszkola dla dzieci, sama by się gdzieś zahaczyła, poszłaby na jakiś kurs, jakieś szkolenie - ale jest tylko biadolenie... bo umówmy się @meghan gdybyś Ty miała takie możliwości finansowe, to byś w złoto zmieniła wszystko.

No nie lubię takich natchnionych mimoz, i co mam zrobić. Nie zazdroszczę, po prostu mnie niesamowicie męczą swoją obecnością i stąd chyba się nakręcam jak czytam o jojczącej pani domu.

Link to post
Share on other sites

@Amperka
Każdą zdrową osobę maruda męczy. Ja też jestem maruda (na siebie marudzę), ale moja specyfika, to moja specyfika. :) 

U mojej mamy również 13-stka była w domu. Mama urodzona jako 11-sta. Lucynka pewnie też z tych ostatnich w kolejności narodzin? 
Moja mama jest świetnym kierowcą, świetnie gotuje, b.dobrze radzi sobie jako specjalista w pracy, ale tak... jej życie codzienne to chaos.
Nigdy na czas nie zdąży NIGDZIE - robię podśmiechujki, że za chwilę zacznie się spóźniać do WC. :D
Wzięła się w domu za zbyt dużą ilość roboty, to potem ma stresa, że tyle roboty i tu zaczyna się lawina problemów, niepotrzebnych problemów. :) 

 

Twój tato ładnie rozwiązał kwestię harówy ciotki w ogródku. :) 

A ja nadal nie przeczytałam historii o tej pani, co taka niewdzięczna i wymyśla. Muszę nadrobić. :) 

Link to post
Share on other sites
  • Similar Content

    • By olek163
      Moje pytanie dotyczy kobiet nazywanych MILFami. W aplikacji Tinder, lajkuję wszystkie laski ale żadna nie odpowiada a jak już jakaś odpowie to zaraz urywa rozmowę. Czy macie jakieś sprawdzone (najlepiej darmowe) stronki gdzie najlepiej ich szukać?
    • By Kleofas
      Kolejny już tekst w internecie o tym jak to 50 latka jest w związku z 20 latkiem, czyli kobieta w związku z dużo młodszym facetem. Wygląda mi to na programowanie kolejnego rodzaju zachowania, które ma na celu ratowanie kobiet przed samotnością. Jak wiadomo dotychczas tak duże różnice w wieku pomiędzy partnerami były w miarę akceptowalne w przypadku starszego faceta. Czekam z niecierpliwością na teksty o tym jak dziewczyna o wzroście 180 cm jest z facetem o 20 cm niższym.
       
      https://www.onet.pl/styl-zycia/onetkobieta/moglby-byc-moim-synem-a-jest-moich-chlopakiem/86bcx9m,2b83378a
    • By Mordimer
      Żródło: Druga Strona Medalu yt
       
      Dobra analiza ww tematu. Warto poświęcić 16 minut.
       
    • By meghan
      @sol
      Zapodała pomysł na ten wątek. Dziękuję!
       
      Tutaj skupmy się na postawach dorosłych, które pomogły, pomagają i mogą pomóc dziecku, na poszczególnym etapie życie.
       
      Wątek nie jest formą porady psychologicznej, konsultacji psychologiczno-pedagogicznej, czy formą psychoterapii dla dzieci. 
       
      Wątek niech będzie wymianą doświadczeń, przemyśleń dot.wychowywania i rozwoju dziecka na poszczególnym etapie jego życia.
       
      Od jakich trudności w procesie rozwoju dziecka możemy zacząć wymianę zdań? 🤗
    • By wrotycz
      Globalne ocieplenie i test Feynmana
       
      Współczesne klimatyczne straszenie jest najnowszym przykładem prostytucji nauki w służbie neoliberalnej ideologii. Gdyby żył dziś polimatyczny fizyk Richard Feynman, laureat Nagrody Nobla, podejrzewam, że potępiłby cały spisek klimatyczny jako rażące nadużycie dobrego imienia nauki. Oto jak Feynman opisał prawdziwą naukę:
       
       
      "Ogólnie rzecz biorąc, szukamy nowego prawa poprzez następujący proces. Najpierw je odgadujemy (śmiech publiczności), nie, nie śmiejcie się, to naprawdę prawda. Następnie obliczamy konsekwencje tego przypuszczenia, aby zobaczyć co, jeśli to jest słuszne, jeśli to prawo, które zgadujemy jest słuszne, aby zobaczyć co ono implikuje, a następnie porównujemy wyniki obliczeń z naturą, lub mówimy porównujemy z eksperymentem lub doświadczeniem, porównujemy bezpośrednio z obserwacjami, aby zobaczyć czy to działa. Jeśli nie zgadza się z eksperymentem, to jest błędne. W tym prostym stwierdzeniu jest klucz do nauki. Nie ma znaczenia, jak piękne jest twoje przypuszczenie, nie ma znaczenia, jak mądry jest ten, kto je wysnuł, ani jak się nazywa... Jeśli nie zgadza się z eksperymentem, jest błędne. To wszystko."
       
      Krytyczną rzeczą do zauważenia jest to, że każda teoria, nieważne jak przekonująca, lub jak mądrzy są jej twórcy, lub jak wielu naukowców uważa ją za słuszną, nie jest prawdziwa, jeśli nie zgadza się z danymi eksperymentalnymi. Jeśli każdy naukowiec na świecie powiedziałby, że kiedy jabłko spada z drzewa, powinno spaść w górę, nie uczyniłoby to teorii antygrawitacji prawdziwą.
       
      Ale współczesne przypuszczenia dotyczące klimatu okazały się błędne, co pokazuje ten wątek.
       

       
      Czerwona linia to to, co według modeli klimatycznych ocieplenia powinno się wydarzyć, a niebieska i zielona linia to to, co się wydarzyło.
       
      Wszystkie współczesne modele klimatyczne nie zdają testu Feynmana; przypuszczenia klimatyczne nie zgadzają się z eksperymentami, więc są błędne. Koniec historii. Prawdziwi naukowcy wiedzą, że modele klimatyczne są błędne.
      W tym miejscu należy zaznaczyć, iż fakt, że obecne przypuszczenia są błędne, nie oznacza, że Ziemia się nie ociepla, ani że ocieplenie, jeśli występuje, nie jest spowodowane przez człowieka.
      Możliwe, że Ziemia się ociepla, a obecny okres jest spowodowany ciepłem płynącym do głębokich oceanów lub tajnym kolektorem cieplnym braci Kochów znajdującym się pod polem w Iowa. Ale nie ma dowodów na żadną z tych hipotez. Dalej wiemy, że Ziemia w swojej historii była o wiele cieplejsza niż obecnie bez pomocy człowieka i że wychodzimy z małej epoki lodowcowej, więc ocieplenia należy się spodziewać.
      Ponieważ okazało się, że domysły były błędne, nie mamy żadnego naukowego sposobu na przewidzenie tego, co zrobi klimat, a uprzedzenie do znacznego ocieplenia jest tylko tym; uprzedzeniem.
       
      Chodzi o to, że podczas gdy zwolennicy ocieplenia gorączkowo szukają sposobów na poprawienie swoich przypuszczeń, jest całkiem możliwe, że tak naprawdę brakuje im naturalnych procesów, które łagodzą wpływ CO2 w atmosferze. Nie jest nauką po prostu zakładać, że gdy przypuszczenie jest błędne, to przewidywania przypuszczeń są słuszne, ale musimy zmienić przypuszczenie, aby wyjaśnić, dlaczego przewidywania są słuszne. To jest ślepa wiara, a nie nauka.
       
      Musimy kontynuować badania, ale jak na razie fani ocieplenia nie mają absolutnie żadnych wiarygodnych podstaw naukowych dla swoich prognoz klimatycznych dotyczących dalszego ocieplenia.
      Niestety, naukowcy są skłonni kłamać na temat nauki, jeśli te kłamstwa sprzyjają polityce, którą lubią. I nie chodzi tylko o klimat.
       
      Na przykład, kiedy Ronald Reagan próbował powstrzymać Sowietów przed rozpoczęciem wojny nuklearnej poprzez budowę Inicjatywy Obrony Strategicznej (SDI), Carl Sagan twierdził, że nawet niewielkie uderzenie Sowietów spowodowałoby śmierć wszystkich mieszkańców planety z powodu "Zimy Nuklearnej". Nie było żadnej prawdziwej nauki, która by to wspierała i wiele powodów, aby powiedzieć, że to głupie, ale naukowcy milczeli.
       
      Tony Rothman, kosmolog, napisał długi artykuł o antynaukowej postawie wielu naukowców w debacie o "Nuklearnej Zimie" w swojej książce Science a la Mode. Podstawowym punktem było to, że zamiast powiedzieć "Nuklearna Zima nie jest naukowo wspierana, ale potępiam ideę wojny nuklearnej", duża liczba naukowców powiedziała "Nuklearna Zima zabije całą ludzkość." Zasadniczo kłamali, a przynajmniej milczeli, aby osiągnąć cel polityczny, który uważali za warty zachodu.
      W końcu, gdy teatr ucichł, ustalono, że gdyby każde miasto na półkuli północnej spłonęło doszczętnie, to na półkuli północnej mogłaby nastąpić nuklearna zima. Ale Sagan twierdził, że nawet ograniczone radzieckie pierwsze uderzenie w pola amerykańskich ICBM - pola, które SDI miało chronić - zlikwidowałoby ludzkość. Nie mógł prowadzić kampanii przeciwko SDI za pomocą prawdziwej nauki. Ale on i inni wybrali chwiejną, w najlepszym razie, naukę w tym, co niewątpliwie uważał za szlachetny cel.
       
      Globalne ocieplenie, zmiany klimatyczne, czy jakkolwiek to się nazywa w tym tygodniu, stawia naukowców w podobnej sytuacji. Mają oni tendencję do bycia neoliberałami przychylnymi wielkiemu rządowi - ponieważ to on płaci ich rachunki - i "ekologicznie świadomymi", stąd atrakcyjność nie potępiania kampanii mającej na celu masowe powiększenie rządu i zmuszenie ludzi do prowadzenia liberalnego, zatwierdzonego stylu życia - bez samochodu dla ciebie - musi być kusząca.
       
      Sytuacja jest jeszcze gorsza niż w przypadku "Nuklearnej zimy", ponieważ naukowcy, którzy mówią nam, że wszyscy jesteśmy skazani na zagładę z powodu zmian klimatycznych, zyskują mnóstwo pieniędzy, sławę i władzę tak długo, jak długo będą przewidywać zagładę.
       
      Gdyby zaczęli mówić: "Cóż, wygląda na to, że jest szansa, że możemy mieć niewielki problem z klimatem za 50 lat", ich fundusze wyschłyby. W końcu kto kiedykolwiek słyszał o naukowcu zajmującym się klimatem, jeśli ten naukowiec nie ogłosił, że Ziemia wkrótce zamarznie lub że Ziemia wkrótce się roztopi i że to wszystko wina chciwych Amerykanów z klasy średniej? Skończ z groźbą zagłady, a nauka o klimacie wróci do zaścianka, którym zawsze była.
       
      Nawet gdyby fałszywa mantra "97% naukowców wierzy w globalne ocieplenie" była prawdziwa i nie było konfliktu interesów, to nic by to nie znaczyło. Przez dziesięciolecia był w zasadzie tylko jeden naukowiec - Alfred Wegener, który wierzył w dryf kontynentów - że duże masy lądowe przemieszczają się po powierzchni Ziemi z powodu tektoniki płyt - a jednak okazało się, że miał rację i wszyscy geolodzy, którzy twierdzili, że się mylił, byli w błędzie.
       
      Feynman mówi to samo powyżej; opinie ludzi nie mają znaczenia w nauce, ostatecznym sędzią są dane. To dotyczyło dryfu kontynentalnego i zimy atomowej i dotyczy też globalnego ocieplenia.
       
      Potrzebujemy więcej badań nad klimatem, ponieważ Ziemia może się ocieplać z powodu normalnych i czysto naturalnych procesów, ale niezależnie od przyczyny, wiedza o tym, co prawdopodobnie się stanie, pozwoli na inteligentne dyskusje o tym, co, jeśli w ogóle, należy zrobić.
       
      Ale nie potrzebujemy podatków węglowych i wynikającego z nich zniszczenia klasy średniej, aby walczyć z problemem, o którym nikt nie wie na pewno, że istnieje.
       

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.